Wszystkie wpisy, których autorem jest LT

Suzhou, orientalna Wenecja i chińskie ogrody

Nazywane czasem Wenecją Orientu lub Wschodu, albo miastem ogrodów, Suzhou (chin. 蘇州;) to ciekawe miejsce na wypad z Szanghaju. To miasto kanałów, którego ponad 40% powierzchni zajmuje woda. Jednak najciekawsze są tu ogrody, dzięki nim trafiło na listę UNESCO. Najstarsze, w formie niewiele zmienionej, istnieją tu jakieś 900 lat.

Suzhou
Suzhou

Jedwabny szlak i historia Suzhou

Jak to w historii Chin bywa, miasto to miało różne nazwy. Od najdawniejszych czasów było związane z królestwem Wu, przez pewien czas było nawet jego stolicą. Historyczne nazwy to między innymi Gusu, Wuxian, Wujun, Kuaiji. Najstarsze osadnictwo pochodzi z czasów XI wieku przed naszą erą. Zaś największy rozwój wiąże się z budową wielkiego kanału oraz jedwabnym szlakiem. Suzhou nie było na nim nigdy tak ważnym miastem jak Xian czy Louyang, ale tutaj właśnie hodowano jedwabniki. Robi się to do dziś. Jest tu nawet muzeum jedwabiu, no i wiele sklepów, które także z tego żyją, pokazując przy tym kulisy produkcji jedwabiu.

Jedno z muzeów / fabryk jedwabiu
Jedno z muzeów / fabryk jedwabiu

Kanały Suzhou i ulica Shantang

W Suzhou warto zacząć oglądanie miasta od ulicy Shantang. Prowadzi ona wzdłuż kanału Shantang (pochodzi on z IX wieku naszej ery) i to jest miejsce, które od razu przypomina nam Wenecję. Mamy tu wiele małych mostków, domy. W okolicy można zejść na lokalny targ, co jest bardzo ciekawe. Acz nie znajdziemy tu wielu „frykasów” znanych z targu w Pekinie, to wszystko jest bardziej lokalne, mniej turystyczne. Same kanały są bardzo ważne w Suzhou, mieście które znajduje się nad Wielkim Kanałem i jednocześnie Wielkim Jeziorem (Tai Hu).

Shantang w Suzhou
Shantang w Suzhou

Ogrody chińskie

Po zwiedzeniu kanałów czas na ogrody. Wraz z rozwojem handlu jedwabiem od XIV wieku miasto mogło sobie pozwolić na rozbudowę ogrodów. W pewnym momencie było ich 287, do dziś przetrwało 69. Dziś 9 z nich zostało wpisanych zbiorowo na listę UNESCO, w dwóch turach. Pierwsze cztery w 1997, reszta w 2000 roku. Zobaczenie wszystkich z nich zajmuje trochę czasu, ale przede wszystkim dwa są dość znane, ważne i nie bez powodu przyciągają , tłumy. Czy najlepsze, tego nie wiemy. Nie zwiedziliśmy wszystkich.

Bonsai / penzai (penjing)
Bonsai / penzai (penjing)

Chińskie ogrody w dużej mierze kształtowały zarówno buddyzm, jak i konfucjanizm. Z jednej strony stawia się w nich na prostotę i pewien minimalizm, przy jednoczesnym unikaniu prostych form czy linii. Dzięki temu wygląda raczej na dziki, choć naprawdę jest  mocno wypielęgnowany. Bardzo istotna jest też rzeźba terenu, architektura (pawilony, wytyczone ścieżki, te jednak nie powinny być zbyt proste) i przede wszystkim woda. Ogrody chińskie inspirowały też ogrody japońskie. Tamte z kolei, choć zachowują harmonię i wiele elementów, stawiano na dużo mniejszym obszarze. Do tego dochodzi ważny element asymetrii. Również kwestia naturalności roślinności nie była tak istotna, za to bardziej liczył się pejzaż. Stąd więcej tam kamiennych ogrodów czy bonsai. Przykład typowego japońskiego ogrodu opisywaliśmy przy okazji Himeji. Oczywiście osobnym rodzajem są te przygotowane pod hanami jak ten w Fukushimie. Zaś więcej o bonsai przeczytacie tutaj.

Ogród Mistrza Sieci
Ogród Mistrza Sieci

Suzhou: Ogród Mistrza Sieci

Ogród Mistrza Sieci to najstarszy zachowany ogród w Suzhou. Pochodzi z 1140 roku i został zainspirowany prostym życiem rybaka. Tu jest wszystko, co powinno być w chińskim ogrodzie – pawilony, woda, skały, bujna roślinność. Jest też bonsai oraz zwierzęta, czyli przede wszystkim złote rybki, czyli podgatunek karasia chińskiego (Carassius auratus). To ogród Mistrza Sieci, więc ryby muszą być.

Ogród Mistrza Sieci
Ogród Mistrza Sieci

To właśnie w Chinach zaczęto hodować złote rybki. Początkowo przeniesiono je do małych, przydomowych zbiorników wodnych, jako zapas żywności. W czasach dynastii Qin (265-420 naszej ery) zaczęto wspominać o czerwonych rybkach, jednak hodowla ozdobna rozwinęła się dopiero w czasach dynastii Tang (618-907). Dużą rolę odegrał tu też buddyzm i praktyka darowania zwierzęciu życia, zwana fangsheng. Pod koniec X wieku złote rybki już celowo krzyżowano tworząc nowe, barwne odmiany. Moda ta rozprzestrzeniła się dalej, do Japonii, Wietnamu, a potem jeszcze dalej.

Ogród Mistrza Sieci - złote rybki
Ogród Mistrza Sieci – złote rybki

Suzhou: Ogród Pokornego Zarządcy

Drugi z wyróżniających się ogrodów to Ogród Pokornego Zarządcy. Jest on największy w całym Suzhou i jest jednym z czterech największych ogrodów w Chinach. Liczy sobie 52 tysiące metrów kwadratowych. Formalnie pierwszy ogród  założono tu w 1131 roku, ale bardziej właściwy kształt i charakter nadano mu dopiero w 1513 roku. Jak łatwo się domyśleć, jest też najczęściej odwiedzanym ze wszystkich ogrodów.

Ogród Pokornego Zarządcy
Ogród Pokornego Zarządcy i zbieranie owoców lotosu

W tym ogrodzie z kolei mamy widoczne wpływy japońskie. Są karpie koi, czyli  ozdobna forma karpia. Karpie były także początkowo hodowane przez Chińczyków jako pewna alternatywa dla złotych rybek, jednak popularność koi zaczęła w Japonii w latach 20. XVIII wieku. Koi zresztą znaczy po japońsku tyle co karp. Poza rybami w ogrodach można spotkać ptactwo, głównie kaczki, ale też żółwie (np. ozdobne pochodzące z Ameryki).

Ogród Dobrego Zarządcy w Suzhou
Ogród Dobrego Zarządcy w Suzhou

Drugi japoński wpływ to bonsai. Znów, podobnie jak z ogrodami, czy karpiami koi, w Japonii bonsai nie powstało samoistnie. Sztuka miniaturyzowania drzew i krzewów przybyła tam z Chin i zwana jest penzai. Swoją drogą penzai (lub penjing) polegało bardziej na tworzeniu miniaturowych pejzaży z wykorzystaniem mchu, czy kamieni. Japończycy mocno rozwinęli tę sztukę, stworzyli też style bonsai. Dziś zwłaszcza w Chinach terminy te często są wymienne. Zaś bonsai jest często istotnym elementem ogrodu chińskiego.

Ogród Pokornego Zarządcy
Ogród Pokornego Zarządcy

Wuxi: Ogród Li

Ogrodów z listy UNESCO jest 9. Poza dwoma wspomnianymi są tam między innymi Pawilon Lazurowej Fali, Ogród Par, Ogród Lwiego Zagajnika, Ogród Kuszący do Pozostania czy Ogród Przebywania (lub Szczęścia w innym tłumaczeniu). Ale jak wspomnieliśmy w samym Suzhou, tych ogrodów jest jeszcze więcej. A jeśli popatrzy się na cała metropolię, można dodać jeszcze kolejne. Jak choćby ogród Li w mieście Wuxi uchodzący za jeden z najbardziej malowniczych w całych Chinach.

Ogród Li w Wuxi
Ogród Li w Wuxi
Ogród Li w Wuxi
Ogród Li w Wuxi

Wuxi (无锡) samo w sobie jest też dobrym miejscem, by zobaczyć jeszcze dwie rzeczy. Wspomniane już Wielkie Jezioro, czyli Tai Hu lub jezioro Tai. Tu jest wiele punktów widokowych. W wodzie zaś poza rybami hoduje się słodkowodne perłowce. Widać też jak na brzegu pną się w górę nowoczesne miasta. Druga rzecz to uprawy herbaty. Niestety  nie są tak spektakularne jak choćby Lipton’s Seat na Sri Lance.

Pole herbaciane Wuxi
Pole herbaciane Wuxi

Luzhi: kanały

Natomiast skoro już jesteśmy w okolicach Suzhou i delty rzeki Jangcy, warto zajrzeć do któregoś z małych miasteczek z kanałami. Jednym z nich jest Luzhi (甪直镇), które odwiedziliśmy. Ale w okolicy jest ich wiele więcej, choćby Xitang (tam kręcono „Mission: Impossible III”). Są one dość podobne i jak ogrody w dużej ilości mogą się mylić.

Kanał w Luzhi
Kanał w Luzhi

Samo Luzhi przypomina dziś trochę skansen, zwłaszcza jak porówna się je z kanałami Suzhou. Bardziej odpowiada wyobrażeniu o starodawnych Chinach. Zresztą mamy tu nawet muzeum etnograficzne. Zaś największą zabawą jest oczywiście przepłynięcie się po kanałach.

Kanał w Luzhi
Kanał w Luzhi

Suzhou oczywiście oferuje dużo więcej atrakcji, tak nowoczesnej architektury, pagód, świątyń, murów, bram miejskich, kanałów czy ogrodów, które niekoniecznie trafiły na listę UNESCO.

Wielkie Jezioro (w tle Wuxi)
Wielkie Jezioro (w tle Wuxi)

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Więcej na szlaku chińskim
Suzhou Szaolin
Share Button

Hanami, kwitnące wiśnie sakura i Fukushima

Hanami to z japońskiego dosłownie oglądanie kwiatów. Tradycyjny zwyczaj najczęściej kojarzy się z oglądaniem ozdobnych kwiatów wiśni. Choć to popularna u nas roślina, w Japonii rośnie trochę inny gatunek: wiśnia piłkowana (Cerasus serrulata) zwana też wiśnią japońską bądź sakurą. Choć sakura tak naprawdę to tylko jedna z odmian wiśni, ale dziś terminu tego używa się wymiennie. Roślina ta wywarła olbrzymi wpływ na kulturę tego kraju, nie bez powodu nazywanego przecież Krajem Kwitnącej Wiśni.

Hanamiyama Park w Fukushimie
Hanamiyama Park w Fukushimie

Geneza Hanami

Zwyczaj hanami sięga okresu Nara (710-784). Początkowo był złożeniem dwóch rzeczy: religii, gdzie oddawano cześć bogom rezydujących w sakurach, oraz ceremonii dworskich wzorowanych na chińskich zwyczajach. Pierwotnie celebracja ograniczało się do dworu, z czasem przejął ją zwykły lud. Już w XV wieku był to zwyczaj narodowy. Do dziś tradycja hanami, czyli oglądania kwitnących wiśni jest bardzo żywa i pielęgnowana w Japonii. Co roku przyciąga wiele osób do parków, czy miejsc, gdzie kwitną sakury. Nie tylko turystów zza granicy, ale przede wszystkim samych Japończyków. Jest to na tyle ważne, że podawane są prognozy kwitnienia wiśni, zarówno w telewizji jak i Internecie (np. na www.japanguide.com). Już na kilka miesięcy przed można zobaczyć kiedy prawdopodobnie w danym roku w określonych miejscach Japonii będzie najlepszy okres na oglądanie wiśni. Prognozy są podobno bardzo akuratne, ale nigdy stuprocentowe.

Okolice Hanamiyama Park
Okolice Hanamiyama Park
Park Hanamiyama w Fukushimie
Park Hanamiyama w Fukushimie

Dodatkowo w części Japonii hanami zbiega się z rozpoczęciem roku szkolnego w niektórych prefekturach i roku podatkowego. Robi się z tego wielkie święto. Ale nie tylko wiśnie przyciągają uwagę Japończyków. W ogrodach do hanami są wyznaczone daty kiedy kwitną inne rośliny. Po wiśniach bardzo popularne są floksy i festiwale z nimi związane (choćby w okolicach krainy pięciu jezior). Przy tego typu imprezach warto wspomnieć o Momijigari czy też inaczej Kōyō, czyli japońskim oglądaniu jesiennych liści. Taka złota, japońska jesień. W każdym razie powoduje to, że Japonię można odkrywać praktycznie przez cały rok, bo ciągle jest na coś sezon. Swoją drogą Japończyków interesuje też kwitnienie tulipanów, ale te ogrody nie są tak rozbudowane i popularne jak Keukenhof.

Kwitnące wiśnie (i forsycje)
Kwitnące wiśnie (i forsycje)

Jak trafić w sezon na kwitnące wiśnie?

Wracając jednak do wiśni: szczyt sezonu w środkowej Japonii przypada na początek bądź pierwszą połowę kwietnia. Ale równie dobrze może to być marzec, wszystko zależy od pogody. Jeśli zależy nam na obejrzeniu kwitnienia trzeba dość dobrze sobie zaplanować plan B. Najczęściej bilety, hotele i inne sprawy załatwia się odpowiednio wcześnie, choć pogoda może zawsze sprawić pewne zawirowania. My byliśmy w Tokio w okresie, w którym zwykle jest sezon, tym razem prawie wszystko przekwitło (choć dwa miesiące wcześniej prognozy zapowiadały się dobrze). Odpada też południe, bo tam kwitnienie przebiega wcześniej, więc pojechaliśmy na północ.

Wiśnie Sakura
Wiśnie Sakura
Fukushima, kwitnąca sakura
Fukushima, kwitnąca sakura

Słynne ogrody do Hanami

W Japonii jest kilka miejsc, które słyną jako wyjątkowo dobre punkty obserwowania kwitnienia. Są to w Tokio: park Ueno, Shinjuku Gyoen, Chidorigafuchi, park Sumida, cmentarz Aoyama, Koishikawa Kōrakuen, Inokashira, w Jokohamie: park Kamon’yama, Sankeien, w Kioto: Maruyama, świątynia Heian, Arashiyama, Kamogawa, świątynia Daigoji, góra Orashi, w Osace: park wokół Mennicy Japońskiej, park przy zamku Osaka, w Nagoi: park Tsurumai oraz okolice góry Fudżi. To tylko te najbardziej znane, ale jest wiele innych. Jedno z nich to także okolice zamku Himeji – ogród Koko-en.

Drzewo wiśni w czasie kwitnienia
Drzewo wiśni w czasie kwitnienia

Fukushima i Hanami

Naszą alternatywą został Fukushima Hanamiyama Park, który leży nieopodal Fukushimy. Od razu dodamy – daleko od elektrowni jądrowej, która leży nad oceanem w prefekturze Fukushima, zaś miasto i ogród są w głębi wyspy. Swoją drogą warto dodać, że okolice elektrowni dziś to strefa zamknięta, ale podobnie jak w Czarnobylu tak i tu zaczynają pojawiać się alternatywne wycieczki. Ale tym razem koncentrowaliśmy się na sakurach.

W Parku Hanamiyama jest kilka tras do oglądania kwiatów
W Parku Hanamiyama jest kilka tras do oglądania kwiatów

Fukushima Hanamiyama Park

Hanamiyama Park rozpościera się na wzgórzach porośniętych przez setki drzew: wiśni, śliw, krzewów forsycji, róż, z polami porośniętymi kwiatami, na przykład intensywnie żółtym rzepakiem. Wstęp jest darmowy, zapłacić należy jedynie za autobus z dworca w Fukushimie, jeśli wybieramy się komunikacją zbiorową. Ta jest średnio zorganizowana. Przy dworcu znajdziemy przystanek, tam można bez problemu kupić bilet i dostać rozkład jazdy autobusów. Problemem jest to, że w okresie Hanami, nawet w tygodniu, mnóstwo ludzi jest zainteresowanych oglądaniem kwiatów, więc komunikacja nie daje rady. Trzeba czasem czekać na kolejny (lub jeszcze kolejny) autobus, by móc w ogóle do niego wejść.

Park Hanamiyama
Park Hanamiyama

Ogród to kilka wytyczonych tras, których przejście może zająć większą część dnia. Ze wzgórz roztacza się widok na miasto i pasmo górskie z wulkanicznym szczytem Azuma (1705 m n.p.m.) o kształcie stożka przypominającym Fuji, stąd przydomek „kofuji”.

W ogrodzie jest kilka różnych odmian sakury
W ogrodzie jest kilka różnych odmian sakury

Historia ogrodu Hanamiyama Park

Park Hanamiyama został otwarty dla publiczności w 1959 roku. Jego początki to lata 20. XX wieku, gdy rodzina Abe zajęła się komercyjną uprawą kwiatów na wzgórzu za Fukushimą. Spokojne życie zostało przerwane przez przystąpienie Japonii do II wojny światowej, kiedy męscy członkowie rodziny musieli służyć w armii. Kobiety pielęgnowały uprawy w oczekiwaniu na ich powrót. Gdy wrócili, wojenną traumę leczyli pośród kwiatów i kwitnących drzew. A tych wciąż przybywało, ogród się rozrastał. Rodzina zdecydowała o udostępnieniu parku dla zwiedzających w 1959 roku pod nazwą Hanamiyama Park, a dwadzieścia lat później wystawa fotograficzna rozsławiła to miejsce na cały kraj. Park został zamknięty w marcu 2011 roku na okres jednego roku po trzęsieniu ziemi i tsunami, które uszkodziło pobliską elektrownię atomową. Miał to być czas dla roślin, by mogły odżyć po katastrofie. Dziś jest to przepiękne miejsce.

Sakura
Sakura

Dla nas wycieczka do tego parku wiąże się z oglądaniem i podziwianiem kwiatów, spokojnym spacerem między roślinami (można wybrać kilka tras). Większość odwiedzających w parku to Azjaci (Japończycy, ale też turyści z Chin, Korei czy innych państw), przez to traci się trochę ducha podziwiania i obcowania z roślinami. Mnóstwo ludzi, trochę gwaru, ale jednocześnie tych parków jest więcej, więc nie ma tylu ludzi co np. w Keukenhof w szczycie. Japończycy zaś lubią spokój, dodatkowo klasyczne hanami wiąże się ze spożywaniem kulek ryżowych dango, piciem sake czy piwa. Wiśnie zaś stają się tylko pretekstem. Zresztą przy przystanku przy parku znalazło się kilka stoisk z różnym jedzeniem, piciem, czy lokalnymi wyrobami (w tym miodem z Fukushimy).

Hanami - typowy widok
Hanami – typowy widok

Japoński dzień dziecka

Wspominaliśmy o sezonowości imprez w Japonii. Hamani wchodzi w kolejne święto – Tango no sekku. Odbywa się ono 5 maja i dziś formalnie jest to Japoński Dzień Dziecka (Kodomo no hi). Tradycyjnie było to raczej święto chłopców, wywodzące się jeszcze z bardzo starych japońskich zwyczajów i chińskich naleciałości, magii liczb i zmian pór roku. Jedną z tradycji święta jest wieszanie flag Koi-nobori. Przypominają one trochę rękaw w kształcie karpia. Wiesza się je jeszcze w kwietniu w oczekiwaniu na święto, czasem, jak w Fukushimie potrafią nałożyć się z hanami.

Flaga Koi-nobori i tulipany
Flaga Koi-nobori i tulipany

Na koniec warto zdać sobie sprawę, że hanami to nie jest zwykłe oglądanie kwiatów, to święto radości, trochę przypominające nasze jarmarki czy festyny. A że sami Japończycy są raczej cisi, to może faktycznie wyglądać to jedynie na podziwianie kwiatów. Zaś ogrody jak wszystko w Japonii są idealnie skomponowane. Poczucie estetyki w tym kraju stoi naprawdę na wysokim poziomie.

Natomiast jeśli chodzi o ogrody, a także japońskie inspiracje roślinne, w tym bonsai czy ikebany to polecamy też wpis na blogu Trykowska Studio.

Kwitnąca sakura
Kwitnąca sakura

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak japoński
Hanami / Fukushima Nikko
Share Button

Wąwóz Buller i najdłuższy most wiszący Nowej Zelandii

W Nowej Zelandii lubią wiszące mosty. Gdzie jest rzeka i wąwóz, tam pewnikiem będzie i wiszący most. Najdłuższy z nich znajduje się nad wąwozem Buller (Buller Gorge) i mierzy 110 metrów długości. Przejście przez niego to atrakcja płatna, ale na szczęście w pakiecie znajduje się nie tylko most. Sam wąwóz Buller jest jednak stosunkowo niewielki, choć uroczy.

Rzeka Buller
Rzeka Buller

Wąwóz Buller i gorączka złota

To kolejne miejsce z cyklu przystanków i krótkich spacerów po drodze gdzieś dalej. Jest ich na Wyspie Południowej trochę, zresztą nie tylko tam. Dużo czasu tu naprawdę nie potrzeba, choć oczywiście można spędzić tu prawie cały dzień. Jedyna istotna różnica w porównaniu do wielu innych miejsc tego typu, to prywatne przedsięwzięcie. Parkuje się za darmo, ale na tym koniec.

Most wiszący nad rzeką Buller
Most wiszący nad rzeką Buller

Okolica była w XIX wieku zajmowana przez poszukiwaczy złota, można w lesie zobaczyć pozostałości ich osadnictwa. Są tu choćby opuszczone domy poszukiwaczy. Ta historia gdzieś żyje. Jednak nie należy tego miejsca traktować jako muzeum, czy źródła wiedzy. Wtedy będziemy zawiedzeni. Owszem służy ono celom edukacyjnym, ale w trochę innym charakterze. Tu przyjeżdżają wycieczki szkolne, więc przeprowadza się tu lekcje historii w terenie. Dla dzieci ciekawsze niż siedzenie w szkolnych ławkach, ale na tym koniec. Sama nazwa rzeki i wąwozu upamiętnia Charlesa Bullera, brytyjskiego parlamentarzysty, który był też dyrektorem New Zealand Company, firmy, która wspierała kolonizację tych wysp.

Najdłuższy most wiszący w Nowej Zelandii
Najdłuższy most wiszący w Nowej Zelandii

Spacer przez las

Po przejściu przez most mamy ścieżkę przez las. To nam się bardzo podobało, ale faktycznie to las może nie jakich wiele, acz nie wyróżniający się zbytnio. Można podejść nad brzeg rzeki. Jeśli chodzi o widoki, to jest tu pięknie, zresztą jak w wielu miejscach Nowej Zelandii. Dalej zaś mamy pozostałości po poszukiwaczach. Jakieś pojedyncze domki, jakieś stare samochody. Trochę zużytego sprzętu. Nam oczywiście najbardziej podobał się spacer między drzewami, zwłaszcza, że to dobra przerwa od jazdy samochodem. No i jak w wielu podobnych miejscach, trasa taka w sam raz na około 30-45 minutowy spacer.

Ścieżka przez las
Ścieżka przez las

Jet-boatem po rzece Buller

Obiekt oferuje też dodatkowe atrakcje. Pierwsza z nich to jet-boat. Takich motorówek jest bardzo wiele w Nowej Zelandii, tu można przepłynąć się przez rzekę Buller. Tym razem nie skorzystaliśmy. Zresztą woda była dość spokojna, więc chyba lepiej znaleźć bardziej wymagającą trasę. My z tego typu łodzi skorzystaliśmy w Fiordland.

Rzeka Buller
Rzeka Buller

Najdłuższy most wiszący w Nowej Zelandii

Druga atrakcja to kolejka tyrolska obok wiszącego mostu. W ten sposób także da się pokonać rzekę. Oczywiście dodatkowo płatne.

Las nad rzeką Buller
Las nad rzeką Buller

Zdecydowanie najważniejszą atrakcją, tą która rozsławiła to miejsce, jest oczywiście wspomniany most. Przypomina trochę ten z filmu „Indiana Jones i Świątynia Zagłady”, tyle że jest metalowy. No i ludzie mają trochę problemu z wymijaniem się. Gwoli przypomnienia, ten filmowy zbudowano na Sri Lance nieopodal Kandy.

Okolice wąwozu Buller
Okolice wąwozu Buller

Wąwóz Buller – dojazd

By dojechać do mostu i wąwozu trzeba z Nelson jechać drogą numer 6 na południe i szukać miejsca oznaczonego na Google jako Buller Gorge Swing Bridge za miejscowością Murchinson. Tam jest mały parking i wejście (płatne) na most.

Wąwóz Buller to kolejny z punktów, gdzie można się zatrzymać jadąc na południe, by odpocząć aktywnie od samochodu. Jednak pomimo najdłuższego mostu wiszącego, to miejsce nie wyróżnia się specjalnie od innych. Przyjemne, tylko tyle i aż tyle. Warto dodać, że dolna część wąwozu to miejsce jednego z nowozelandzkich maratonów.

Pozostałości po górnikach
Pozostałości po górnikach

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Wąwóz Buller Kaitoke – Rivendell
Share Button

Egipt: Praktycznie

Informacje praktyczne nt. Egiptu. Egipt odwiedziliśmy i zweryfikowaliśmy w 2007 roku.

Egipt: Podstawowe informacje

Uwagi ogólne: Egipt z jednej strony to wspaniałe zabytki, ale też rozbudowane kurorty. Kiedyś był bardzo popularną destynacją wśród turystów, ale z powodu zamachów i zamieszek, trochę się to zmieniło. Próbuje wracać do łask, ale to dość trudne zadanie, ze względu na sytuację na bliskim wschodzie.

Klimat: Przewaga klimatu skrajnie suchego, zwrotnikowego. Najlepszy okres na podróżowanie to wiosna – marzec-maj lub jesień (wrzesień-październik). W lecie robi się gorąco. Jeśli komuś zależy bardziej na wypoczynku nad morzem to lato też jest dobre. Przy nurkowaniu także zima.

Język: Formalnie arabski. Z zachodnich języków przede wszystkim angielski.

Baza noclegowa: Hurghada, Taba, Sharm el Sheikh czy Dahab mają bardzo rozbudowaną bazę hotelową. Tam gdzie przybywają turyści nie ma problemu. Można szukać na Booking. Dobre oferty można też znaleźć u touroperatorów, zwłaszcza jak zależy komuś na komforcie i wypoczynku.

Egipt: Transport

Dojazd: Najlepszy sposób to samolot, zwłaszcza czartery.

Samochody i transport wewnętrzny: Do wielu miejsc można dotrzeć z lokalnymi wycieczkami, mniejszymi lub większymi. Z powodu zagrożenia terrorystycznego i zamieszek istnieją pewne restrykcje w samodzielnym poruszaniu się samochodami po kraju. Oczywiście zmieniają się one trochę w czasie (warto sobie zweryfikować). Podczas naszej wizyty, by podróżować poza miastami i ich bliskimi okolicami trzeba było być częścią konwoju ochranianego przez wojsko i policję.

Uber: Działa w najważniejszych i najbardziej turystycznych zakątkach Egiptu.

Egipt: Prawo

Wiza: Obecnie wizę najłatwiej wyrobić online na stronie: Visa2Egipy.gov.eg.

Jest to przede wszystkim formalność i opłata. Jeśli wybieramy się tylko na półwysep Synaj to można skorzystać z bezpłatnej wizy – „Sinai Only”, ważnej przez 14 dni. Tu uwaga: przepisy się niestety zmieniają. Egipt od lat zapowiada, że nie będzie można dostać wizy na lotnisku, jeśli się nie jest częścią wycieczki, tylko podróżuje samodzielnie. Przepisy te jednak ostatecznie nie zostały wprowadzone. Przez pewien czas działał też dodatkowy podatek przy przylocie. Na Synaj można się dostać od strony Izraela (Ejlat), ale warto pamiętać o tym, że choć sam Izrael nie daje pieczątek, to przejście Ejlat-Taba często jest traktowane jak wizyta w Izraelu (np. w Iranie).

Przepisy celne: Należy zwrócić szczególną uwagę na to, że zakazane jest wwożenie jakichkolwiek narkotyków, czy środków halucynogennych. Włączają w to choćby mak i niektóre leki (opiody). Zakazane jest wywożenie artefaktów archeologicznych, muszli, czy koralowców.

Prawo i obyczaje: Egipt to kraj islamski, gdzie religia odgrywa dość istotną rolę. Jednak ośrodki takie jak Sharm El Sheikh czy Hurgada rządzą się swoimi prawami, nawet podczas ramadanu. Poza tymi miastami należy zwracać szczególną uwagę na kwestie mogące gorszyć muzułmanów (np. nieodpowiedni strój kobiet itp.).

Drony: Już samo posiadanie drona wymaga licencji ministerstwa obrony. Jego używanie jest jeszcze bardziej problemowe. Drony są zakazane dla prywatnego użytku.

Piramidy egipskie (Giza, Egipt)
Piramidy egipskie

Bezpieczeństwo w Egipcie

Szczepienia wymagane: Brak. Zaleca się szczepienia na WZW A i B oraz czerwonkę.

Choroby: Nic szczególnego. Nie licząc oczywiście słynnej klątwy faraona, czyli innej flory bakteryjnej połączonej z niskim standardem higieniczno-sanitarnym. Dobrze jest mieć ze sobą coś w stylu leku – nifuroksazyd i stosować przy pierwszych objawach zatrucia.

Bezpieczeństwo ogólne: To znów dość trudny temat, w którym nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Owszem istnieje ryzyko zamachów terrorystycznych. Na przestrzeni wielu lat miało miejsce, odbiło się to mocno na turystyce w Egipcie i na samej gospodarce. Jeden zamach skutecznie odstrasza ludzi przez najbliższych kilka lat. Z drugiej strony rząd stara się robić wszystko, by tym zamachom zapobiegać. W kurortach jest bardzo dużo wojska i policji, plus kontrole (choć w tym wypadku jest to bardzo zmienne w czasie, skorelowane z zamachami, wtedy znów tego jest więcej, potem często zanika). Niektóre hotele przy wejściach mają zamontowane wykrywacze metali.

Drugi problem to sytuacja w kraju. Po arabskiej wiośnie Egipt, podobnie jak wiele innych krajów w regionie, nie uspokoił się. Sytuacja jest raczej uśpiona, co może powodować nawroty niepokojów społecznych.

Trzecia rzecz to wspomniani naganiacze i czasem oszustwa. To ona najbardziej dotyka zwykłych przyjezdnych i trzeba mieć tego świadomość. Oni są dość nachalni i cwani. Przykładowo mogą prosić o pomoc w pisaniu listu do Polski i zapraszają w ten sposób do swojego sklepu, częstują herbatą i potem próbują emocjonalnie wymusić zakup.

Egipt: Płacenie

Waluta: Funt Egipski (EGP). Twardą walutą wciąż jest tu dolar (USD), ale również Euro. Z tym, że przelicznik w sklepach często jest identyczny – czyli 10 EUR = 10 USD. Przy obecnym kursie dolar jest więc bardziej opłacalny.

Płatności kartą i bankomaty: W dużych miastach i w kurortach znalezienie bankomatu nie stanowi problemu. Podobnie jak płacenie kartą w droższych miejscach. Jednak zwykle bez gotówki się nie obejdzie.

Napiwki: Bakszysz, czyli napiwki są bardzo powszechne. Wynikają wprost z kultury. Kiedyś bakszysz był rodzajem islamskiej jałmużny dla biedniejszych. Obecnie to raczej obowiązek. W wielu miejscach oczekuje się tego od turystów, czasem w dość natarczywy sposób. Praktycznie za każdą pomoc, także w hotelu.

Prąd i komunikacja w Egipcie

Internet: Jeśli nie trafimy do hotelu czy restauracji, która udostępnia wifi, zostają kawiarenki lub zakup lokalnej karty SIM z pakietem internetowym.

Telefony: Roaming dostępny. Zasięg telefonów w różnych częściach kraju ograniczony.

Gniazdka elektryczne: Jak w Polsce, zazwyczaj. Czasem mogą się trafić jakieś dziwne, starsze wtyczki. W tańszych hotelach gniazdka w pokoju mogą nie być standardem.

Kultura Egiptu

Jedzenie wegetariańskie: Lokalne jedzenie bardzo podobne do innych kuchni z regionu, więc coś się bez problemu znajdzie. W kurortach mnóstwo zachodniego jedzenia.

Ludzie: Ludzie są tu dość mocno nastawieni na turystykę, a wyobrażenia, że turysta to chodzący bankomat jest bardzo duża. Ilość nachalnych naganiaczy psuje komfort odpoczynku w Egipcie. Choć rząd ma już świadomość tego problemu, więc może to się zmieni i będzie tu można doświadczyć bardziej innej strony, czyli arabskiej gościnności.

Egipski niezbędnik turystyczny

Oznaczenia i drogowskazy: Średnio lub słabo.

Informacja turystyczna i mapy: Podobnie jak w innych krajach arabskich, raczej nie mamy na co liczyć, ten typ promocji na miejscu jest słabo rozwinięty, ale jest dużo lokalnych biur organizujących wycieczki z kurortów. Trudno je ominąć. Jest też oficjalna strona turystyczna – Egypt.travel/pl.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak egipski
Praktycznie
Share Button

Hurghada – popularny kurort w Egipcie

Egipt także ma swój mały Dubaj, czy Abu Zabi. Około roku 1913 Brytyjczycy poszukując ropy naftowej w Zatoce Sueskiej założyli małą osadę o nazwie Hurghada (arab. الغردقة). Początkowo zamieszkiwali ją głównie rybacy, jednak od lat 80. dzięki inwestycjom miejsce to przekształciło się w potężny ośrodek turystyczny. Jeden z największych, najchętniej odwiedzanych i najważniejszych w całym Egipcie. Choć na próżno tu szukać drapaczy chmur czy centrów biznesowych, turystyka rozwinęła się tu na bardzo wysokim poziomie, a do Hurghady przybywają rzesze odwiedzających, szukając orientalnych wakacji.

Wielkie hotele nad brzegiem Morza Czerwonego to typowy krajobraz Hurghady
Wielkie hotele nad brzegiem Morza Czerwonego to typowy krajobraz Hurghady

Od wioski rybackiej do luksusowego kurortu

Mechanizm jest identyczny jak w Emiratach: za sprawą pieniędzy w ciągu kilkudziesięciu lat maleńka osada rybacka na środku niczego stała się ważnym ośrodkiem, w tym wypadku tylko turystycznym. Mieszka tu jakieś 160 tysięcy mieszkańców, niewiele w porównaniu z Kairem. Większość pracuje w turystyce.

Meduza na plaży
Meduza na plaży

Przyznajemy, nie lubimy takich miejsc. Średnio odnajdujemy się w kurortach, gdzie poza hotelami i atrakcjami nie ma nic do zrobienia, jednak warto nadmienić, że to dobre miejsce jako baza wypadowa na zwiedzenia Egiptu, przede wszystkim okolic Luksoru czy Gizy. Praktycznie w każdym hotelu znajdziemy wycieczki do tych miejsc, jak również wielu innych, bardziej lokalnych (o nich w tym wpisie więcej). Z tego da się zorganizować bardzo ciekawy wyjazd do Egiptu, o ile oczywiście lubimy grupowe wyjazdy. Choć prawda jest taka, że z bezpieczeństwem w Egipcie bywa na przestrzeni lat różnie, więc czasem może w ogóle być problem z zwiedzaniem najważniejszych rzeczy samodzielnie. Sytuacja w tym kraju przypomina trochę sinusoidę, raz jest lepiej, raz gorzej.

Meczet - Hurghada
Meczet – Hurghada

Hurghada – hotele, plaże i atrakcje

Zresztą to, co bardzo rzuca się w oczy w Hurghadzie to olbrzymia ilość służb mundurowych, także z ostrą bronią. Hurghada ma być bezpieczna i to starają się robić. Przechodząc / przejeżdżając, natkniemy się na posterunki policji czy wojska, niejednokrotnie uzbrojonych w ciężkie karabiny. Zaś do wielu hoteli trzeba wchodzić przez bramki wykrywające metale. Pomijając to, oczywiście największą uciążliwością są nachalni sprzedawcy (choć podobno rząd zamierza to trochę ograniczyć) oraz potencjalna zemsta faraona.

Wnętrze meczetu w Hurghadzie
Wnętrze meczetu w Hurghadzie

Większość hoteli jeśli nie ma dostępu do plaży, to ma na swoim wyposażeniu basen, a także często organizują transfery do plaż. Wielu osobom to wystarcza. Zwłaszcza jak się doda opcję all-inclusive, która jest tu dość popularna. Pomijając oczywiście dalsze wycieczki (które nas przywiodły do Egiptu), warto skorzystać z oferty lokalnych biur i wypadów kilkugodzinnych. Z Hurghady będą zadowoleni też ci, którzy chcą spędzić urlop w miarę tanim, acz luksusowym miejscu. Da się tu takie rzeczy znaleźć.

Kościół koptyjski (Hurghada)
Kościół koptyjski (Hurghada)

Meczety i kościoły Hurghady

Najprostsza, ale też właściwie najłatwiejsza do samodzielnej organizacji jest wyprawa po Hurghadzie. Nie należy się jednak nastawiać na zbyt wiele. To stosunkowo nowa miejscowość, bardzo turystyczna (choć nie ma takich atrakcji jak Orlando). Więc poza jednym meczetem, który można sobie zobaczyć, by doświadczyć kultury arabskiej, wiele nie zobaczymy. Jest też kościół koptyjski (stary i nowy). Natomiast jest tu kilka aquaparków i tego typu atrakcji.

Port w Hurghadzie
Port w Hurghadzie

Rejsy i nurkowanie

Wielu przybywa tu, by oglądać Morze Czerwone. Jedni nurkują, by podziwiać przepiękną rafę koralową, ale najczęściej ludzie korzystają z mniej wyrafinowanych sposobów. Czyli przede wszystkim rejsy statkami ze szklanym dnem. Pozwala to na zobaczenie rafy bez konieczności nurkowania (a co za tym idzie nauki, ale też oszczędza to koszty). Jeśli ktoś boi się rejsu, zawsze może skorzystać z usług Grand Aquarium, czy Dolphin World.

Rafa koralowa - Morze Czerwone
Rafa koralowa – Morze Czerwone

Wyprawa na pustynię

Drugą bardzo ciekawą atrakcją jest możliwość wyjazdu na pobliskie pustynie. Tym razem bez nocowania u Beduinów, ale z możliwością poznania ich zwyczajów. Oczywiście w zależności od firmy i opcji możemy po pustyni jeździć wielbłądem, quadem, oglądać lokalne zwierzęta, udawaną wioskę, czy nawet żółwie. Beduińskie safari na Saharze to popularna rozrywka, będzie z czego wybierać, choć wszystkie są raczej podobne. Jest to jednak możliwość obcowania z lokalną kulturą, zmienioną pod turystów, ale i tak bardziej autentyczną, niż to co mamy do zobaczenia w Hurghadzie.

Sahara - wycieczka z Hurghady
Sahara – wycieczka z Hurghady

No i jeszcze ważniejsze, to naprawdę łatwy sposób na zobaczenie pustyni, zwłaszcza gdy się podróżuje z dzieckiem, lub próbuje się przełamać pierwsze lody. W obu przypadkach taki wyjazd dostarczy wielu niezapomnianych wrażeń. To co było dla nas najważniejsze w wyjeździe do Hurghady, to właśnie dalsze wypady, o których pewnie kiedyś napiszemy więcej. Natomiast jeśli dobrze zapoluje się na promocję hotelu i dojazdu, to miejsce to jest idealne na bazę wypadową po Egipcie. No i odpoczynek nad Morzem Czerwonym. Zaś wakacje tu trwają praktycznie cały rok.

Wioska Beduinów na Saharze
Wioska Beduinów na Saharze
Dromadery
Dromadery

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak egipski
Hurghada ?
Share Button

Abu Zabi (Abu Dhabi), stolica Emiratów

Nowoczesna stolica Emiratów Arabskich  – Abu Zabi (arab. أبو ظبي ale czasem spotyka się też spolszczoną nazwę z angielskiego zapisu Abu Dhabi lub Abu Dabi) rozwinęła się dopiero w drugiej połowie XX wieku. Przeobraziła się z małej wioski rybackiej w prawdziwą metropolię. Zatem podobnie jak w Dubaju, tak i tu niewiele jest starych zabytków, choć z pewnością znajdziemy kilka niesamowitych atrakcji.

Wielki Meczet Szejka Zajida w Abu Dhabi
Wielki Meczet Szejka Zajida w Abu Dhabi

Szpital dla sokołów

Pierwszym punktem naszego zwiedzania był Abu Dhabi Falcon Hospital, z dwóch przyczyn. Po pierwsze mieliśmy konkretną godzinę, w sam raz na przyjechanie z Dubaju, po drugie miejsce to znajduje się na obrzeżach miasta, więc najwygodniej je oglądać albo przed, albo po zwiedzaniu centrum (chyba że jest się dłużej w Abu Zabi, wtedy można tu podjechać np. taksówką). Wizyty tutaj należy rezerwować z wyprzedzeniem przez ich stronę internetową (http://www.falconhospital.com/), choć prawdopodobnie poza sezonem nie będzie problemu, gdy przyjedzie się tu od razu. Jeśli przyjedzie się samochodem, trzeba powiedzieć strażnikowi przy bramie, na którą godzinę ma się wejście. Parking jest dostępny za darmo. Szpital sokołów zaś zainteresował nas ze względu na sokolnictwo rozpowszechnione w kulturze arabskiej.

Szpital dla sokołów - Abu Dhabi
Szpital dla sokołów – Abu Dhabi

Historia szpitala

Abu Dhabi Falcon Hospital został założony w 1999 roku pod auspicją rządu, prowadzony przez niemiecką dyrektor-chirurg weterynarii Dr Margit Gabriele Müller (ciekawostka: na zdjęciach z szejkiem występuje bez nakrycia głowy). Oczywiście przedsięwzięciu patronował szejk Mohammed Bin Zayed. Szpital szybko stał się największą tego rodzaju placówką w kraju i jedną z największych na świecie, o międzynarodowej renomie. Przyjeżdżają (lub przylatują) tutaj sokolnicy z całego regionu Zatoki. No, niedawno z tego grona wykluczony został Katar.

Sokoły w szpitalu
Sokoły w szpitalu

Od 2007 roku szpital otworzył swoje podwoje dla turystów. Jeden z pracowników oprowadza grupkę i opowiada o historii placówki, o rodzajach sokołów i ich cenach (szokujących, bo nawet pół miliona złotych za niektóre). Pokazuje także szpitalne sale, personel prezentuje proste zabiegi (na przykład przycinanie pazurów). Ku naszej uciesze sokoła można przez chwilę potrzymać na ręku. Zobaczyliśmy także wolierę, w której sokoły zmieniają upierzenie oraz klatkę z sowami, których nie udało się zwrócić na wolność (jedna akurat nie chciała). Oprowadzanie to daje nam jeszcze jedną rzecz: poznanie specyfiki arabskiego sokolnictwa. Skąd się wzięło, jak się rozwijało. Można zobaczyć tu choćby paszporty dla sokołów, poznaje się wiele ciekawostek.

W szpitalu jest możliwość potrzymania sokoła
W szpitalu jest możliwość potrzymania sokoła

Szpital dziś

Rocznie ponad 11 tysięcy sokołów zostaje przyjęte na leczenie lub badania, zwłaszcza przed sezonem polowań. Zresztą nie tylko sokołów – szpital obsługuje też dzikie ptaki, na przykład sowy. Ptak przed każdym zabiegiem jest usypiany. Ciekawie wyglądał proces naprawy uszkodzonych piór: szpital przechowuje zrzucone podczas pierzenia pióra, segreguje je ze względu na podgatunek sokoła i położenie pióra. Gdy zachodzi potrzeba, odpowiednie pióro za pomocą igły lub wykałaczki oraz kleju uzupełnia ubytek. Większość zabiegów jest najczęściej bardziej pielęgnacyjna, czyli odcinanie narośli na nogach, pielęgnacja szponów. Sale szpitalne są wyposażone w sprzęt taki, jak szpitale dla ludzi. I jak wszędzie w Emiratach, dbają tu o jakość. Zaś dodatkową atrakcją są pierzaści pacjenci i czasem ich rodziny. Niektórzy Arabowie traktują sokoły jak dzieci i bardzo się przejmują tymi zabiegami, to zaś jest wielce interesujący widok.

Niektóre sokoły są warte nawet 500 tysięcy PLN
Niektóre sokoły są warte nawet 500 tysięcy PLN

Fossil’s Rock

Po sokołach pojechaliśmy na pustynię, by zobaczyć przynajmniej część Fossil’s Rock. To dość ciekawe formacje skalne, niestety atrakcja ta nie jest zbyt popularna i zbyt rozpowszechniona. Trochę dzika (nam to nie przeszkadza), ale przez to w okolicy trochę bardziej oddalone formacje są niszczone przez rozwój miasta. Gdyby pojechać dale,j jest ich trochę więcej, no i są częściej znane przez turystów.

Fossil's Rock niedaleko Abu Zabi
Fossil’s Rock niedaleko Abu Zabi

Emirates Palace Hotel

Najbardziej luksusowy hotel na świecie znajduje się w Abu Zabi i nazywa się Emirates Palace Hotel. Gdy otwarto go w 2005 roku, zdeklasował dotychczasowego lidera luksusowych noclegów – dubajski Hotel Burj Al-Arab (ten hotel nigdy nie miał siedmiu gwiazdek, żaden tak naprawdę nie ma). Uznano, że nie wypada tego obiektu nazywać „hotelem”, ale właściwsze będzie określenie pałac. Najtańszy pokój zaczyna się od skromnych ponad 2 tysięcy złotych za dobę, ale za to do dyspozycji są limuzyny, śmigłowiec, prywatny odrzutowiec, własny kucharz, kamerdynerzy, nie wspominając o basenach, siłowniach i innych tym podobnych udogodnieniach. Hotel można zwiedzać, w dodatku za darmo. Jedyny rygor to strój. Szorty, klapki dyskwalifikują możliwość wejścia. Taki turystyczny smart casual jest jak najbardziej ok. Co ciekawe, nawet parking jest tu darmowy. Można wjechać i spokojnie zaparkować, nie ma nawet limitów godzinowych. W środku zaś robi to wrażenie.

Emirates Hotel
Emirates Hotel

Ethiad Towers

Widok z Emirates Palace Hotel (od strony frontowej, gdzie mogą przebywać turyści) olśniewa. Tu znajdują się wieżowce – Ethiad Towers oraz trochę dalej pałac szejka. Ethiad Towers mają oczywiście swój filmowy wkład. W serii „Szybcy i wściekli 7” pojawia się bardzo charakterystyczna scena skakania samochodem z jednego budynku do drugiego. Choć oczywiście większość ujęć powstała na blue screenie.

Ethiad Towers
Ethiad Towers

Wielki Meczet Szejka Zajieda

Zdecydowanie najważniejszą atrakcją jest jednak Wielki Meczet Szejka Zajieda, czyli budynek wyjęty niczym z „Baśni z tysiąca i jednej nocy”. Wygląda niesamowicie, robi fenomenalne wrażenie. Jest największym meczetem w ZEA i jednym z największych na świecie. I jest niesamowicie piękny. Jak wszystko w Emiratach, ma dokładnie zaplanowane miejsce, tak by było go widać jak się wjeżdża do miasta. Ma budzić podziw i to udało się osiągnąć.

Wielki Meczet Szejka Zajida w Abu Dhabi
Wielki Meczet Szejka Zajida w Abu Dhabi

Powstawał w latach 1996 – 2007 na zlecenie poprzedniego prezydenta Emiratów, szejka Zajida bin Sultan Al Najiah. Wygląd Wielkiego Meczetu zainspirowany jest rozmaitymi nurtami architektury islamskiej całego świata, z czego dla nas najbardziej rozpoznawalne są kopuły na wzór Tadż Mahal w Indiach. Przy projektowaniu i realizacji brali udział artyści z całego niemal świata, czego wyraz znalazł się w zastosowanych materiałach wykończeniowych.

Wielki Meczet Szejka Zajida w Abu Zabi
Wielki Meczet Szejka Zajida w Abu Zabi

Zwiedzanie meczetu

Wielki Meczet można zwiedzać z przewodnikiem. O wyznaczonej godzinie w punkcie zbiórki gromadzi się tłumek, każdy dostaje słuchawki i ruszamy za przewodnikiem. Warto wspomnieć, że zarówno wstęp do meczetu, jak i zwiedzanie, czy audioguide są bezpłatne.

Wielki Meczet Szejka Zajida jest fenomenalnie oświetlony nocą
Wielki Meczet Szejka Zajida jest fenomenalnie oświetlony nocą

Warto poczekać na godzinę zwiedzania z opowiadaniem, można się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy, co tylko wzmaga podziw. Przewodnik mówi o specjalnie wyselekcjonowanych kamieniach na posadzkę, różnobarwnych kamieniach z całego świata, który wykorzystano do wykonania kwiatowej dekoracji. Z grupą można przejść po części zwykle niedostępnej dla turystów, zbliżyć się do niszy skierowanej ku Mekce, czyli do mihrabu, przejść pod gigantycznym żyrandolem z kryształków Svarowskiego i dowiedzieć się, że dywan na posadzce nie jest łączony, ale całotkany. Pochodzi z Iranu i to największy dywan na świecie, ale w Emiratach do takich wieści zdążyliśmy już przywyknąć.

Wnętrza meczetu
Wnętrza meczetu

Dobrze jest też wrócić do Wielkiego Meczetu jeszcze, gdy się zupełnie ściemni. Świątynia ma ciekawy system oświetlenia skorelowany z fazami księżyca (kalendarz muzułmański jest kalendarzem księżycowym). Ponadto oświetlenie imituje chmury przechodzące przed tarczą księżyca. W dzień wygląda bajkowo, ale w nocy również to coś fenomenalnego. Zaś z innych ciekawostek warto dodać, że wezwania muezina w całym Abu Zabi są połączone. Pierwsze wezwanie zawsze pochodzi z tego meczetu i jest transmitowane przez każdy minaret w całym mieście. Dopiero drugie jest lokalne. Przed meczetem zaś znajduje się sporej wielkości, darmowy parking.

Wielki Meczet Szejka Zajida
Wielki Meczet Szejka Zajida

Meczet Marii

W czerwcu 2017 roku obiegła polską prasę i internet wieść, że meczet został nazwany Meczetem Marii, Matki Jezusa (w wierzeniach muzułmańskich Jezus jest jednym z proroków). Jednak zmiana wezwania dotyczyła innej świątyni, meczetu Mohammeda ibn Zajida (a więc syna Zajida bin Sultan Al Najiah, poprzedniego prezydenta ZEA). Mimo że ten meczet jest mniej ważny, to nadal jest to miły gest w stronę mniejszości chrześcijańskich w ZEA, liczących 12,5%.

Wielki Meczet Szejka Zajida
Wielki Meczet Szejka Zajida

Ferrari World i tor formuły 1

W Abu Zabi jest jeszcze wiele innych atrakcji, ze słynnym Ferrari World na czele. Są tu także tory wyścigów formuły 1. Normalnie wstęp kosztuje, ale gdy nie ma wyścigów, to można tam wejść i zobaczyć jak to wygląda.

Tor Formuły 1
Tor Formuły 1

Dzielnica muzealna

Obecnie bardzo mocno rozwija się też część związana z muzeami. Powstaje cały dystrykt, w którym będzie wiele różnych obiektów, w tym filia paryskiego Luwru (już otwarta). Jest też wioska dziedzictwa (Emirates Heritage Village). Choć podobną rzecz widzieliśmy w Dubaju.

Aldar Headquaters
Aldar Headquaters

Ciekawe wieżowce Abu Zabi

Warto zwrócić uwagę na budynki. W szczególności dwa bardzo charakterystyczne: okrągły Aldar HQ oraz Capital Gate, będący największą krzywą wieżą na świecie (przynajmniej na razie). W przeciwieństwie do tej w Pizie ta jednak krzywa jest celowo (na zdjęciu aż tak tego nie widać, lepiej się to ogląda z innej perspektywy). Jednak wieczorem, gdy spojrzy się na drapacze chmur, widać, jak wiele miejsca jest w nich niewykorzystane. ZEA mają pieniądze by je budować, ale jednocześnie jest tego na tyle dużo, że nikt nie wykorzystuje tej przestrzeni.

Capital Gate
Capital Gate

Namorzyny w Abu Zabi

Podobnie jak w Dubaju tak i tu mamy też część przyrodniczą, z lasami namorzynowymi.

Wieżowce Abu Dhabi nocą
Wieżowce Abu Dhabi nocą

Abu Zabi podobnie jak Dubaj intensywnie się rozbudowuje. Choć warto zauważyć, że ruch jest tu zdecydowanie mniejszy. Jazda samochodem przyjemniejsza, mało tego nie ma specjalnych problemów z darmowymi parkingami. Trochę gorzej wygląda transport miejski (nie ma metra), ale tym razem nie mieliśmy potrzeby z niego korzystać. Problemy można mieć tylko w okolicy licznych budów, gdzie są wyznaczone objazdy. Podobnie jak większość Emiratów jest to miasto czyste, zadbane i bezpieczne, a wielki meczet to coś naprawdę niesamowitego.

Wnętrza Emirates Hotel
Wnętrza Emirates Hotel

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak emiracki
Abu Zabi (Abu Dhabi) Pustynia Liwa
Share Button

Niemcy: Praktycznie

Informacje praktyczne nt. Niemiec.

Uwagi ogólne: Nasz silny gospodarczo zachodni sąsiad. Przez lata był uznawany za rozwinięty i wzorcowy dla nas kraj. Gospodarczo nadal chciałoby się mieć ich problemy. Natomiast jeśli chodzi o technologię używaną codziennie, to warto wyzbyć się kompleksów. Dawno ich wyprzedziliśmy. Organizacyjnie i logistycznie zaś Niemcy nie są w stanie się równać ze Skandynawią czy Wielką Brytanią. A jeszcze jednym mitem wartym obalenia jest to, że dziś wschodnie landy generalnie wyglądają lepiej niż zachodnie, bo są bardziej dofinansowane przez ostatnie lata, przez to lepiej zadbane i nowocześniejsze, pomimo straszących tam postkomunistycznych budowli.

Dojazd: Do części wschodniej najłatwiej dojechać albo samochodem albo autokarem. Obecnie popularny jest FlixBus (dawniej Polski Bus). Do niektórych miejsc na zachodzie wygodniejszy może być samolot. Zwłaszcza, że Monachium czy Frankfurt są dość dobrze połączone z różnymi miastami w Polsce. To huby Lufthansy.

Wiza: Schengen, wiza nie jest potrzebna.

Baza noclegowa: Z hotelami czy noclegami raczej nie ma problemu. Można szukać na Booking.

Szczepienia wymagane: Brak.

Choroby: Nic szczególnego.

Waluta: Euro (EUR).

Płatności kartą i bankomaty: W większych miastach bankomaty nie stanowią problemu. Natomiast płatności kartą, zwłaszcza kredytową, już tak. Nawet jeśli są terminale (co nie jest normą), czasem obsługują jedynie karty w niemieckich systemach. Ogólnie w Niemczech dość szybko można się przekonać, że mit nowoczesnego państwa zachodu był aktualny w latach 90. Jeśli chodzi o płatności bezgotówkowe Niemcy są daleko w tyle za Skandynawią, Wielką Brytanią, czy wieloma krajami Europy Wschodniej (z Polską na czele). Próbują to zmieniać, ale nie nadążają za nami.

Napiwki: W knajpach najczęściej oczekują, tam gdzie są kelnerzy. Preferowane są albo zostawienie 10-15%, albo zaokrąglenie kwoty w górę. W dobrym tonie jest poinformowanie kelnera, że się zostawia napiwek. Źle natomiast jest widziane zostawienie pieniędzy bez mówienia, po uregulowaniu rachunku.

Internet: W hotelach i restauracjach, czasem też w muzeach i innych atrakcjach bez problemu znajdziemy wifi. Czasem można natknąć się też na miejskie wifi.

Telefony: Roamingu formalnie nie ma.

Język: Niemiecki i bardzo często można natknąć się na ludzi, którzy nie chcą używać innych języków z zasady, nie z braku znajomości (która też nie jest zbyt powszechna). Nie raz na prośby przejścia na angielski spotykaliśmy się z niezrozumieniem, nie wynikającym z braku znajomości języka. Na takie przypadki jest dobra i sprawdzona sztuczka: przejście na język polski. W większości przypadków nagle okazało się, że angielski jest językiem zrozumiałym dla obu stron. A jeśli nadal okazuje się barierą, to przynajmniej pojawiają się próby przejścia na jakiś migowy.

Gniazdka elektryczne: Jak w Polsce.

Samochody i transport: Rozbudowana zarówno sieć autobusowa, kolejowa jak i samolotowa. Mają też wzorcowo rozbudowane autostrady (te od jesieni 2019 mają być płatne). Niestety Niemcy borykają się z remontami, które potrafią ciągnąć się latami, co rzuca się cieniem na pewne rzeczy. Problem tego typu widać też np. w przypadku lotniska Berlin Branderburg, którego wciąż nie udało się otworzyć.

Oznaczenia i drogowskazy: Raczej nie ma z tym problemu, to dość dobry poziom.

Jedzenie wegetariańskie: Z tym nie będzie problemu. W części wschodniej Niemiec popularne są różne dania z ziemniaków. Zresztą bez problemu znajdziemy tu też wiele knajp z kuchniami z różnych stron świata.

Ludzie: Dość dumni, pewni siebie i często trochę zamknięci na świat. Bardzo mocno osadzeni w rutynie i niechętni do improwizacji. W zwykłych konwersacjach warto nie poruszać problemów z uchodźcami, czy krzywd wynikających z II wojny światowej. Niemcy są świadomi swojej historii, ale próbują doszukiwać się przyczyn tego stanu rzeczy w traktacie wersalskim. Z drugiej strony są dość mocno przeczuleni na punkcie rasizmu, antysemityzmu itp. Boją się wchodzić w takie dyskusje.

Bezpieczeństwo: Niby jest spokojnie, ale są dzielnice, w których należy uważać. Często to biedniejsze części, nie raz mieszkają tam imigranci. Plus dochodzą problemy ze skrajnymi islamistami, które głośnym echem odbijają się w mediach (jak choćby ciężarówki na jarmarkach wielkanocnych). Jest tego trochę, ale nie jest aż tak strasznie jak przedstawiają to media. Zachowanie zdrowego rozsądku wystarczy.

Klimat: Bardzo podobnie jak w Polsce.

Informacja turystyczna i mapy: W większych miastach znajdziemy punkty informacji turystycznej, ale uwaga: dość mocno przestrzegają godzin otwarcia, co powoduje, że w weekendowe wypady takie miejsca mogą być nieczynne. Mapki często są za symboliczne 1 Euro.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak niemiecki
Praktycznie
Share Button

Bastei i Saksońska Szwajcaria

Kiedyś była to jedna wielka „Szwajcaria na obczyźnie”. Dziś są dwie: Czeska Szwajcaria (przy niej opisywaliśmy też genezę nazwy), jak również Saksońska Szwajcaria  lub też Saska Szwajcaria (niem. Sächsische Schweiz) znajdująca się po niemieckiej stronie. W tej zaś takim najbardziej przykuwającym uwagę miejscem jest skalne miasto Bastei.

Most - Bastei
Most – Bastei
Most Bastei oblegany przez tłumy
Most Bastei oblegany przez tłumy

Skalne Miasto Bastei

Widzieliśmy różne skalne miasta. Jedne są wydrążone w skałach, inne to twory naturalne. Bastei to właściwie ruiny dawnego zamku zbudowanego między skałami, tuż nad brzegiem Łaby. Miejsce wyjątkowo malownicze, zaś skalny most nieraz pojawia się na wielu zdjęciach w folderach reklamujących tę część Niemiec. Zresztą bardzo słusznie, jest klimatyczny i malowniczo położony. Most pochodzi z końca XIX wieku i zastąpił on wcześniejszy, drewniany most. Obecny powstał ze względu na duże zainteresowanie turystów tym miejscem.

Bastei, w tle Lilienstein
Bastei, w tle Lilienstein

Bastei jest wyjątkowe. Tak wizualnie, jak i organizacyjnie. To Niemcy, nie należy spodziewać się wiele do chodzenia. Przyjeżdża się, można zostawić samochód na parkingu (ok. 1 km od samej twierdzy), ale jeśli dla kogoś to za daleko, to kursuje tu shuttle bus. Cała droga jest asfaltowa, idzie się po prostym, między drzewami. Żadnych trudności. Później przechodzi się przez część do odpoczynku. Tu można kupić jedzenie, picie, posiedzieć pod parasolkami. Ta część jest naprawdę spora. Właściwie większa niż samo Bastei. To chyba też najtrudniejszy do przejścia odcinek, głównie dlatego, że bywa tu tłoczono. Dopiero na koniec przechodzi się do właściwego mostu. Dalej droga jest prosta, żadnej wspinaczki.

Saksońska Szwajcaria
Saksońska Szwajcaria

Most i Zamek Neurathen

Most oczywiście jest przepiękny, podobnie jak całe to otoczenie. Ze słynnymi mostami jest tak, że wiele osób chce przez nie przejść, więc jest tam tłoczno, ale by je móc pooglądać we właściwy sposób, najlepiej pójść gdzieś na bok. W Bastei jest taka możliwość: idąc lasem po skarpie znajdziemy kilka doskonałych punktów obserwacyjnych. Potem zostaje skalny most i konieczność przedzierania się między ludźmi.

Bastei
Bastei

Ale dalej jest kolejna ciekawostka, zaczynają się przysłowiowe schody. Za mostem bowiem można zwiedzić kawałek ruin starej twierdzy – zamku Neurathen. Tu niestety teren jest nierówny (ale nie jakoś strasznie), w dodatku trzeba zapłacić dodatkowo za wejście. Efekt jest taki, że o ile na moście w słoneczny dzień jest mnóstwo ludzi, tu przy twierdzy jest bardzo luźno. Z naszej perspektywy to oczywiście plus, ale dość dobrze ukazuje tutejszą turystykę. Olbrzymia ilość ludzi w części z jedzeniem, dużo ludzi na moście, a dalej jest zdecydowanie luźniej.

Saksońska Szwajcaria
Saksońska Szwajcaria

Zamek powstał w XII wieku. Sama stara twierdza została wzbogacona o broń z epoki. Ostały się tu też fragmenty cysterny, ale jeśli ktoś szuka dobrze zachowanego zamku, to nie jest to miejsce dla niego. To raczej kolejny bardzo dobry punkt do obserwowania skalnego mostu i okolic. Blisko twierdzy można też rzucić okiem na dolinę Łaby, to także fenomenalny widok.

Ruiny zamku Neurathen
Ruiny zamku Neurathen
Trasa nad zamkiem
Trasa nad zamkiem

Park Narodowy Saksońska Szwajcaria

Podsumowując, most w Bastei jest zjawiskowo piękny, malowniczo położony i przyciąga tłumy zwiedzających. To miejsce idealne na stosunkowo krótki przystanek podczas większego wypadu do Saksonii (także weekendowego). Jednak jeśli miałby być głównym i jedynym celem, to można się trochę rozczarować. To wygląda jak na zdjęciach, tylko jest stosunkowo niewielkie. Sam Park Narodowy Saksońska Szwajcaria jest oczywiście dużo większy i można tam znaleźć inne ciekawe szlaki do trekingu po Górach Połabskich.

Widok na Łabę
Widok na Łabę

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak niemiecki
Bastei Königstein
Share Button

Park Narodowy Czeska Szwajcaria

Czeska Szwajcaria, już sama nazwa budzi zaciekawienie, zwłaszcza jak się dołoży do tego czeską Niagarę. O ile ta druga nazwa jest zabiegiem marketingowym, o tyle pierwsza to już ciekawsza historia. Wszystko zaczęło się od Drezna i rekonstrukcji tamtejszej Galerii. Od 1776 pracowało tam dwóch Szwajcarów, Anton Graff i Adrian Zingg. Piękno okolicy, w szczególności piaskowców znajdujących się nad Łabą sprawiło, że nazwali tamtejszy park „Szwajcarią na obczyźnie”. Obecnie park jest podzielony pomiędzy Niemcy (Saksońska Szwajcaria) i Czechy (Park Narodowy Czeska Szwajcaria), więc istnieją dwie nazwy. Zresztą cały ten obszar, między Sudetami a Rudawami jest bardzo ciekawy i zróżnicowany w formy geologiczne.

Park Narodowy Czeska Szwajcaria
Park Narodowy Czeska Szwajcaria

Czeska Szwajcaria i Narnia

Jednak to nie nazwa nas tu przyciągnęła, a Narnia. A dokładniej „Lew, czarownica i stara szafa” Andrew Adamsona z 2005 roku. Warto przypomnieć, że cześć zdjęć do tej adaptacji dzieła C.S. Lewisa kręcono też w Polsce. W Czeskiej Szwajcarii wykorzystano zaś zdecydowanie najbardziej znany i charakterystyczny fragment, czyli słynny łuk skalny. Brama Pravčicka (cz. Pravčická brána) pojawia się w filmie. Widzimy tam stojące dzieci, które oglądają okolice. Nikt nie wpuszczał tam młodych aktorów. Scenę faktycznie nakręcono w tym miejscu, ale ujęcia z dziećmi powstały w studiu na niebieskim ekranie. W kinie zobaczyliśmy już efekt specjalny.

Brama Pravčicka
Brama Pravčicka

Łuk jest zamknięty dla turystów. Nie można na niego wchodzić. To pomnik przyrody i coś, co przyciąga tu wielu odwiedzających. Z jednej strony boją się o bezpieczeństwo, z drugiej go konserwują. To że nie można na niego wejść, nie znaczy, że nie da się go obejrzeć. Wręcz przeciwnie, Czesi doskonale rozumieją, jak bardzo przyciąga on tu ciekawskich.

Sokole gniazdo
Sokole gniazdo

Pod bramą znajduje się dawny pałacyk, a obecnie restauracja Sokole Gniazdo (cz. Sokoli hnizdo). Tam kupuje się bilety, by wejść zarówno pod bramę, jak i na pobliską skałę, z której doskonale widać łuk. W sezonie wejście do Gniazda jest otwierane około godziny 10:00. Jak łatwo się domyśleć, szybko robią się tam kolejki i tłok.

Brama Pravčicka
Brama Pravčicka

Czeska Niagara

W tej samej części Parku Narodowego znajduje się trasa z tak zwaną czeską Niagarą. Wodospad trochę rozczarowuje, zwłaszcza, że jest uruchamiany przez człowieka. Trochę wody poleci z góry i tyle. Jest tam ukryta mała zapora, dzięki czemu w sezonie odwiedzający zawsze mogą zobaczyć działający wodospad. Za to mamy tu bardzo ciekawy szlak wąwozem nad wodą, który częściowo pokonujemy piechotą, a częściowo trzeba go przepłynąć łodziami. Płynie się z flisakiem, całą grupą i jest to część płatna.

Czeska Niagara
Czeska Niagara

Przede wszystkim jest to wspaniały teren do górskich, leśnych wędrówek. Co pewien czas warto się zatrzymać, by pooglądać skalny krajobraz. Trasa do wodospadu zaś wiedzie przez malowniczy, rzeczny wąwóz. Najbardziej znany fragment to Edmundova soutěska, czyli Wąwóz Edmunda, czy Soutěsky Kamenice, czyli Wąwóz Kamenice.

Szlak nad wodą
Szlak nad wodą
Kamienne ludki na szlaku
Kamienne ludki na szlaku

Park Narodowy: Dojazd i trasy

Park Narodowy Czeska Szwajcaria (cz. Národní park České Švýcarsko) został utworzony 1 stycznia 2000 roku. Poza ciekawymi formacjami skalnymi i drzewami, występują tu również zwierzęta, najłatwiej wypatrzeć ptaki. Przy dużym szczęści podobno można nawet natknąć się tu na rysia, choć łatwiej jest zobaczyć jelenia. Łatwiej niby o ptaki, jak kruk, puchacz, pluszcz czy sokół wędrowny, ale też raczej dalej od szlaków.

Czeska Szwajcaria
Czeska Szwajcaria
Tunel
Tunel

Bazą wypadową, z której warto zacząć spacer (w kierunku Bramy, a potem można wrócić kanionem) jest miejscowość Hřensko. Tam można spokojnie zostawić samochód (parking jest płatny) lub też wynająć nocleg. Samo wejście do parku jest darmowe, choć niektóre atrakcje są płatne (wstęp do Sokolego gniazda czy pływanie po rzece). Jedyne o czym trzeba pamiętać, to że im wcześniej przyjedziemy samochodem tym lepiej. W późniejszych godzinach czasem ciężko znaleźć miejsce do zaparkowania. Zaś jeśli mamy samochód, nocleg kilkanaście kilometrów dalej będzie tańszy i łatwiejszy do znalezienia, bo w sezonie przybywa tu naprawdę sporo ludzi.

Skały w Czeskiej Szwajcarii
Skały w Czeskiej Szwajcarii

Szlaków jest tu kilka. My pojechaliśmy do wsi Hřensko, tam zostawiliśmy samochód, czerwonym szlakiem udaliśmy się na Bramę, a potem do Mezni Louka. Tam zaś zielonym aż do rzeki Kamenice i wzdłuż niej żółtym do Hřenska. Na rzecze zaś był i wodospad i płynięcie łodzią. Na jeden dzień starcza, zwłaszcza jak trzeba wracać do domu. Wspinaczka w parku jest możliwa tylko w kilku wydzielonych miejscach. Mapa znajduje się także na stronie Parku, ale tylko w czeskiej wersji strony – zakładka Mapy.

Pływanie łodzią
Pływanie łodzią

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak czeski
PN Czeska Szwajcaria Skalne miasto
Szlak filmowy
PN Czeska Szwajcaria
Rivendell
Share Button

Hokitika, wąwóz, miasteczko i jadeity

Nowa Zelandia ma swoją listę istotnych miejsc turystycznych. Większość z nich ma swoją niedługą historię, są więc jakoś rozpoznawalne i zakorzenione. Czasem jednak pojawiają się nowe, próbują wybić, szukając własnej niszy. Tak jest z miejscowością Hokitika. Jej władze stawiają na ekoturystykę, czyli takie zachowania, które połączą szczytny cel jakim jest ochrona przyrody, ze zrównoważoną integracją infrastruktury dla odwiedzających. Z całą pewnością  nas by to tam nie przyciągnęło. Za to przybyliśmy tam głównie, by zobaczyć wąwóz, jednak samo miasteczko jest dość interesującym obiektem, by poznać kraj Kiwi.

Hokitika - pamiątka po wojnie
Hokitika – pamiątka po wojnie

Ekoturystyka w Hokitika

Dlatego zaczniemy od miasteczka, położonego na wyspie wyspie Południowej, dokładnie przy drodze, którą jechaliśmy do Fiordland. Mieszka tu jakieś 3600 osób. Niewiele. Kiedyś miejsce to rozwijało się dzięki gorączce złota, dziś jak wspomnieliśmy, szuka nowego pomysłu na siebie – stąd ekoturystyka. Wystarczy pójść do Visitor’s Center. Nawet jeśli jest akuratnie nieczynne, to znajdziemy tam wystawione foldery. Reklamują lokalne atrakcje i imprezy. Tu zapadły nam w pamięć szczególnie dwie. Pierwsza to parada bożonarodzeniowa, zwyczaj znanych choćby z niektórych Stanów (np. w Kalifornii). Mają ją w grudniu, czyli tak jak powinno być. Ale w czerwcu jest uroczyste ubieranie choinki. Czyli obchodzą Boże Narodzenie dwa razy w roku.

Plaża w Hokitika
Plaża w Hokitika

W Hokitice oczywiście znajdziemy też kilka miejsc, które trudno określić zrównoważoną integracją w przyrodę. Choćby centrum kiwi. Takie rzeczy występują w wielu miejscach w Nowej Zelandii, wszędzie tam, gdzie przybywa trochę więcej turystów. Czyli pawilony z lokalną fauną. Kiwi oczywiście jest złapany i trzymany po ciemku. Fotografować jest ciężko (o ile można), ale coś zobaczyć najczęściej się da. Trochę trudno nam to pogodzić z ekoturystyką, ale niech będzie. My kiwi oglądaliśmy w zoo w Auckland.

Jadeit sprowadzany z Rosji
Jadeit sprowadzany z Rosji

Jadeit i nefryt

Złota dziś tutaj nie ma, ale mamy centrum jadeitu, a właściwie przetwórstwa, bo jak się okazało większość tych kamieni sprowadzanych jest obecnie z Chin lub Rosji. Nie jesteśmy pewni czy tu w ogóle robią biżuterię z tego. Jednak można udawać, że tak jest. To jest właśnie fascynujące. Ale trzeba pamiętać, że kiedyś miasto to zawdzięczało swoją świetność kopalniom złota i jadeitu oraz wykorzystaniu surowca drzewnego. Stąd takie centra. Swoją drogą z dawnej świetności pozostała jeszcze jedna rzecz, na plaży można czasem znaleźć nefryty. Znalezisko można wymienić w okolicznych warsztatach na zniżkę na jakiś wisiorek.

Miejsce  do obserwowania zachodów słońca
Miejsce do obserwowania zachodów słońca

Historia – gorączka złota i wojny światowe

Hokitikę założono podczas gorączki złota w 1864 roku. Nie jest to duże miejsce, więc trudno tu o historię. Ale ponieważ Nowa Zelandia brała udział w I wojnie światowej, to stąd także pochodzi kilku weteranów i  się ich upamiętnia. Mamy tu nawet wystawione armaty. Warto zauważyć, że częściej upamiętniają właśnie udział w I wojnie, niż w II, ze względu na większy udział sił australijsko-nowozelandzkich – ANZAC.

Plaża o zachodzie
Plaża o zachodzie

Ścisłe centrum

Jest i wieża zegarowa to największy – i raczej jedyny – zabytek w miejscowości. Wieże zegarowe w miastach są bardzo istotne w tej części świata. Są swoistą namiastką ratusza. Zresztą to samo widzieliśmy na Samoa. To dość częsty widok w krajach postkolonialnych. Oprócz tego znajdziemy w centrum kilka knajp, sklepów i małą ulicę handlową.

Zachód słońca nad Morzem Tasmana
Zachód słońca nad Morzem Tasmana

Plaża

Jest też Morze Tasmana i plaża. Przy dobrej pogodzie to idealne miejsce do oglądania zachodu słońca. Ten najlepszy punkt jest oczywiście oznaczony. Znajduje się tu atrapa żaglowca, na który można wejść, by porobić sobie zdjęcia. Jednym z najchętniej fotografowanych obiektów  jest charakterystyczny napis-instalacja: nazwa miejscowości utworzona na plaży z wyrzuconych przez morze konarów.

Wąwóz Hokitika
Wąwóz Hokitika

Kanion Hokitika

Tak jak pisaliśmy wcześniej, przyciągnęło nas tu coś innego. Nieopodal jest kanion, to on był naszym celem. Trzeba do niego dojechać i tu najwygodniejszy znów jest samochód. Parkuje się wśród drzew, później idzie przez las i dochodzi do właściwego celu. Jak w kilku innych podobnych miejscach, trasa nie jest długa. Całość zajmuje gdzieś trochę ponad pół godziny. Jakby ktoś chciał dłuższy i ciekawszy wąwóz do trekkingu to polecamy Samarię.

Las koło wąwozu
Las koło wąwozu

Podczas leśnych spacerów warto przyjrzeć się bliżej szacie roślinnej. A ta zachwyca swoim bogactwem: można dostrzec przynajmniej kilka rodzajów paproci, pnie drzew są porośnięte mchami, porostami, oplecione wijącymi się pnączami, z gałęzi zwisają grube liany. A wszystko to spaja cudowny, słodko – orzeźwiający zapach. Esencja Nowej Zelandii w pełnej krasie.

Most wiszący
Most wiszący

No i główny cel. Turkusowy kolor rzeki w wąwozie nieopodal miejscowości Hokitika to nie efekt Photoshopa lub filtrów fotograficznych, ale szczególnych warunków geologicznych. Wapienne osady rozpuszczone w wodzie oraz szare dno załamują promienie światła i dają wrażanie pięknego koloru. Woda nabrana do naczynia lub w płytkiej kałuży jest mętno-biała. Jest to niedługi spacer, ale jakie piękne widoki.

Rzeka
Rzeka

Wąwóz jest bez wątpienia miejscem, w którym warto się zatrzymać, jadąc tą częścią Nowej Zelandii. Myśmy nocowali w Hokitice, bardziej z powodów logistycznych niż jakichkolwiek innych.

Kolorowa rzeka
Kolorowa rzeka

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Hokitika
Share Button