Archiwum kategorii: Inne

Wioska lisów, czyli Miyagi Zao Fox Village

Jedną z nietypowych, a co za tym idzie nieczęsto odwiedzanych atrakcji Japonii jest wioska lisów, czyli Zao Fox Village w Miyagi. Co pewien czas to miejsce pojawia się w różnych artykułach w sieci, z cudownymi zdjęciami. To istna rzeka słodyczy.

Biały lis - Zao Fox Village
Biały lis – Zao Fox Village

Miyagi Zao Fox Village – wioska lisów

Schronisko dla lisów Miyagi Zao Fox Village to miejsce, gdzie można stanąć oko w oko z lisem, bez ogrodzenia. Lisy można nakarmić, a nawet przytulić. Schronisko czy może bardziej rezerwat (trudno to rozgraniczyć) zamieszkuje ponad setka chytrusków. Nie wszystkie są rude: z sześciu gatunków w Zoa Village znajdują się również lisy błękitne (szare z niebieskim połyskiem) i białe. Rezerwat to ogrodzony fragment lasu, gdzie lisy biegają swobodnie, ale jest tam też szpital, gdzie leczone zwierzęta siedzą w klatkach. Tak naprawdę najpierw przechodzi się przez miejsce z klatkami, co nas zaniepokoiło. Potem było lepiej. Specjalnie dla zwiedzających jest też podniesiona konstrukcja, z której można obserwować lisie figle i karmić zakupionym przy wejściu pokarmem. Z powodów bezpieczeństwa zaleca się nie karmić ich z ręki.

Lisek w klatce - Wioska lisów w Japonii
Lisek w klatce – Wioska lisów w Japonii

Lis w kulturze i religii Japonii

Dlaczego schronisko dla lisów? Bo są przeurocze, jednak prawda jest ciekawsza. Otóż lisy to stworzenia, które często występują w japońskim folklorze pod mianem kitsune, najczęściej jako przebiegłe liski-chytruski. Podobnie jak u nas. Tylko że u nas nie mają nadnaturalnych mocy, jak na przykład zdolność przybierania ludzkiej postaci, by wywinąć szwindel albo opętania ludzi. Oprócz umiejętności kantowania, kitsune wyróżniają się długim życiem, inteligencją i mądrością. Im starszy i mądrzejszy osobnik, tym więcej ma ogonów, przy czym maksymalna ich liczba wynosi dziewięć. To jest zresztą element również chińskiej mitologii.

Lis na wybiegu
Lis na wybiegu

Stąd niedaleka droga na ołtarze religii szintoistycznej (i czasem buddyjskiej). W Japonii kami (czyli duch, dusza, ożywcza siła) lisa – Inari – jest jednym z najchętniej czczonych bóstw. Przynosi pomyślność, płodność, patronuje herbacie, sake i ryżowi – nie dziwi więc znaczenie Inari. Bóstwo czci się prawdopodobnie od początku VIII wieku – wtedy założono przypuszczalnie pierwszą jej (lub jego, Inari przedstawia się jako płci żeńskiej lub męskiej) świątynię na Górze Inari w Kyoto. Pierwotnie była to istota, która przynosiła ryż, a jej posłańcami były białe lisy.

Na wybiegu w Zao Fox Village
Na wybiegu w Zao Fox Village
Głaskanie lisa na wybiegu
Głaskanie lisa na wybiegu

Wizyta w wiosce lisów

W Zao Fox Village oczywiście znajduje się świątynia poświęcona Inari, którą można rozpoznać po figurkach lisów, często z zawiązaną na szyi wstążeczką wotywną. Jak przystało na świątynię szinto, tak i tu są bramy tori. Wszystko w otwartej przestrzeni z lisami.

Czarny lis
Czarny lis

Lisy biegały samopas i można było je głaskać, z zastrzeżeniem, by ich nie łapać i nie zakłócać spokoju śpiącym zwierzętom. Należało też zachować ostrożność: lisy mogły ugryźć, a szczególnie je ciekawiły wszelkie odstające i wiszące elementy odzieży, jak sznurówki lub paski plecaka.

Lis
Lis

Dodatkową atrakcją (i dodatkowo płatną) była sesja przytulania lisa. Dostało się specjalny strój, by lis nie pobrudził klienta i po krótkiej instrukcji w języku japońskim jak lisa trzymać, dostawało się rudzielca na chwilę na kolana. Wszystkie były bardzo puchate, gdyż miały jeszcze zimowe futro. Przytulanie i zdjęcia są organizowane dwa razy dziennie. Mniej więcej około godziny 11:00 i około 13:00-14:00.

Zao Miyagi Fox Village
Zao Miyagi Fox Village

Oprócz dużego wybiegu dla lisów, część jak wspominaliśmy, znajduje się klatkach. Jest to też szpital dla tych zwierząt. Ponadto w Zao Fox Village znajdziemy także króliki, kucyki, czy inne gatunki w mniejszej ilości, jednak nie stanowią już takiej atrakcji. Oczywiście znajduje się tu sklep z pamiątkami.

Karmieni lisów
Karmieni lisów

Dojazd do Zao Fox Village

Najtrudniejsze jest dotarcie do tego miejsca. Znajduje się ono poza utartym szlakiem, więc najłatwiej jest dojechać koleją do dworca w Shiroishi. Z Tokio jedzie się np. do Fukushimy (ew. Sendai), tam przesiada w lokalny pociąg, który zatrzymuje się w Shiroishi. Tam już zostaje właściwie tylko taksówka. Formalnie jest autobus, ale kursuje dwa razy w tygodniu. Można też wziąć pobliski hotel z transferem, ale to wymaga nocowania. Lub korzystać z linii autobusowej z Sendai (też mającej ograniczoną liczbę kursów, co sprowadza się do tego, że lepiej nocować w okolicy). Lisia wioska, choć przecudowna, to nie jest miejsce, gdzie spędza się cały dzień. Dlatego najwygodniejsza zostaje taksówka, choć to transport dość drogi. Przy powrocie jest o tyle łatwiej, że już w samej lisiej wiosce sugerują ludziom branie taksówek na spółkę, więc wychodzi taniej.

Świątynia Inari w wiosce lisów
Świątynia Inari w wiosce lisów

Uwaga, wioska jest zamknięta dla odwiedzających w środy. Oficjalna strona: zao-fox-village.com – tam można zobaczyć aktualne godziny otwarcia i ceny.

Sesja przytulania lisów
Sesja przytulania lisów

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak japoński
Zao Fox Village Kamakura
Share Button

Czarnobyl, zona, elektrownia i miasto-widmo Prypeć

Wśród dość dziwnych i niekoniecznie normalnie turystycznych miejsc (jak choćby koreańska DMZ) warto wymienić wywołującą pewne zdziwienie Strefę Wykluczenia wokół Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej, czyli Czarnobylską Zonę (lub krótko Czarnobyl) i miasto duchów, czyli Prypeć. Jeszcze parę lat temu było to miejsce owiane legendą, także z religijnymi, czy wręcz apokaliptycznymi aspektami, dziś także ze względu na popularność post-apo i różnego rodzaju stalkerów to miejsce bardziej dostępne i coraz chętniej odwiedzane. Nadal zamknięte, ale dziś chyba głównie ze względu na to, by pilnować interesu.

I trzeci anioł zatrąbił:
i spadła z nieba wielka gwiazda, płonąca jak pochodnia,
a spadła na trzecią część rzek i na źródła wód.
A imię gwiazdy zowie się Piołun.
I trzecia część wód stała się piołunem,
i wielu ludzi pomarło od wód, bo stały się gorzkie.

Ap 8, 10-11 wg Biblii Tysiąclecia

Zalesie

Wycieczka do strefy Czarnobyla

Wycieczkę do czarnobylskiej Zony kupiliśmy w lokalnej firmie, która zabierała turystów z Kijowa – Solo East Travel, która ma raczej dobre recenzje. Wcześniej dokonaliśmy rezerwacji internetowej, gdzie należało podać dane z paszportu – ponieważ jest to strefa zamknięta, przejeżdża się przez kontrole paszportowe, gdzie lista turystów jest weryfikowana z danymi paszportowymi. Te wycieczki są organizowane z przewodnikiem mówiącym po angielsku. Można też szukać konkurencyjnych firm z polskim przewodnikiem, wiele z nich wyrusza z Przemyśla i przejeżdża Ukrainę. Nam zależało także na zobaczeniu Kijowa. Na wycieczkę trzeba koniecznie zabrać ze sobą paszport, jest sprawdzany. Uwaga praktyczna – mniej osób przybywa do Zony w środku tygodnia, weekendy są bardziej obłożone.

Czarnobyl
Czarnobyl

Oczywiście firmy takie jak wspomniana wyżej mają licencję i przeprowadzają turystów utartym i bezpieczny” szlakiem. Niby jest kilka tras, są nawet wycieczki kilkudniowe, ale mniej więcej ogląda się to samo. Alternatywą są nielegalne wypady organizowane przez stalkerów. Bez większych problemów można znaleźć ich namiary w sieci. Są zazwyczaj też tańsze i jak twierdzą organizatorzy, w przypadku złapania mandaty na Ukrainie nie są drogie. Choć w szczególnych przypadkach turystom może grozić deportacja. Znajdują się chętni na taką ekstremalną turystykę. W 2018 złapano w Strefie dwóch Polaków.

Prawdopodobnie ostatni pomnik Lenina na Ukrainie (Czarnobyl)
Prawdopodobnie ostatni pomnik Lenina na Ukrainie (Czarnobyl)

Zwiedzanie Zony i Prypecia

Zwiedzanie Zony składa się z odwiedzenia kilku punktów, nie tylko miasta Czarnobyl (ukr. Чорнобиль, dawniej lub z rosyjska – Czernobyl – Чернобыль), okolic elektrowni i Prypecia (ukr. Прип’ять, ros. Припять). Dziś główne miasto Zony to znów Czarnobyl. Obecnie pozostali tu pracownicy elektrowni atomowej, naukowcy i ludzie pracujący w turystyce. Pracują na 3/4 – trzy dni przebywają w Zonie, a cztery poza nią. Naukowcy mają te interwały nieco wydłużone – 2 tygodnie w Zonie, miesiąc poza. Obecnie w Czarnobylu pomieszkuje około 2000 osób. Turystów w Zonie rocznie oficjalnie przybywa około 10 tysięcy.

Tabliczki zlikwidowanych wiosek (Czarnobyl)
Tabliczki zlikwidowanych wiosek (Czarnobyl)

Czarnobyl: historia i proroctwo

Historia osadnictwa na terenie obecnego Czarnobyla sięga przełomu XI i XII wieku. Nazwa osady i późniejszego miasta pochodzi od porastającego okolicę rodzaju piołunu. Ta nazwa w 1986 roku znalazła się na ustach całego świata i obok Hiroszimy czy Nagasaki, a ostatnio także Fukushimy, symbolizuje atomową zagładę. Dodatkowo wyobraźnię pobudzają zbieżności z wersetami Apokalipsy św. Jana, od tamtej pory nierzadko łączone z czarnobylską katastrofą. Tę symbolikę wykorzystano przy tworzeniu miejsca pamięci katastrofy atomowej, choćby pomnika.

Apokaliptyczny Anioł Zagłady (Czarnobyl)
Apokaliptyczny Anioł Zagłady (Czarnobyl)

Katastrofa w Czarnobylu

W wyniku katastrofy czarnobylskiej przesiedlono około 200 tysięcy mieszkańców miasta Prypeć, Czarnobyl i 187 mniejszych miasteczek i wsi. Część z nich (jak Prypeć) ewakuowano w ciągu 36 godzin, a część w kolejnych miesiącach i nawet latach aż do 1990 roku. Tabliczki z nazwami wsi-widm są częścią memoriału katastrofy w Czarnobylu.

Arka nad sarkofagiem nad 4 reaktorem i kolejny pomnik
Arka nad sarkofagiem nad 4 reaktorem i kolejny pomnik

W nocy 26 kwietnia 1986 doszło do najpoważniejszej wówczas katastrofy w elektrowni nuklearnej (dotychczas drugą taką katastrofą 7-stopnia w siedmiostopniowej skali była katastrofa w elektrowni w Fukushimie w 2011 roku). Wybuch 4. bloku reaktora jądrowego w Czarnobylu doprowadził do uwolnienia radioaktywnej chmury do atmosfery.

Kopaczi
Kopaczi

Dokładny przebieg katastrofy i walka z żywiołem to długa historia błędów konstrukcyjnych, pośpiechu i niedbałości, zatajania faktów o rozmiarach katastrofy przed opinią publiczną i samymi ratownikami (ale to nie jest radziecka specjalność, Japończycy zachowali się dokładnie tak samo), to jest także opowieść o heroicznym wysiłku ratowników, z których wielu przypłaciło zdrowiem i życiem. Dziś powszechna jest opinia, że za katastrofę odpowiadają inżynierowie, którzy chcąc się wykazać i zwiększyć wydajność elektrowni przeprowadzili eksperyment na żywym organizmie. Za „eksperyment” odpowiadał młody inżynier Leonid Toptunow (pracował w elektrowni 3 miesiące), a nadzorował go Aleksander Akimow (szef zmiany).

Zalesie, porzucony samochód
Zalesie, porzucony samochód

Czarnobyl: Skutki katastrofy

Trudno oszacować liczbę ofiar czarnobylskiej katastrofy. Najnowszy raport ONZ mówi o 134 pracownikach narażonych na bardzo wysoką dawkę promieniowania, z czego 28 zmarło w wyniku choroby popromiennej, zaś 2 od poparzeń (przypomnijmy – przez 9 dni trwał pożar). A co ze śmiertelnością płodów? Co z zachorowalnością na nowotwory, zwłaszcza tarczycy? Raport Lekarzy Przeciw Wojnie Nuklearnej podaje zatrważające dane, liczby idące w dziesiątki tysięcy. Jednak długofalowe i rzetelne badania oraz statystyki wskazują, że bezpośrednio w wyniku skażenia zmarło 81 osób.

Strefa Wykluczenia wokół Czarnobyla
Strefa Wykluczenia wokół Czarnobyla

Ponadto nie zauważa się żadnych anomalii genetycznych u dzieci, które w życiu płodowym mogły zostać napromieniowane, nie było większej liczby poronień, ani w Polsce, ani na Ukrainie czy Białorusi. Co więcej, podobne wnioski o niepotrzebnym demonizowaniu opadu radioaktywnego nasuwają się po analizie zgonów i chorób w wyniku wybuchów bomb nad Hiroszimą i Nagasaki oraz zachorowalności w obszarach, gdzie występuje wysokie naturalne promieniowanie (np. Ramsar w Iranie). Wygląda na to, że podwyższone nawet znacznie promieniowanie nie jest tak groźne dla organizmu ludzkiego, jak się może wydawać, a przyjęte normy zbyt restrykcyjne. Choć oczywiście nie należy przesadzać też w drugą stronę, pewne mutacje się pojawiają.

Prypeć i postapokaliptyczne miasto
Prypeć i postapokaliptyczne miasto

Tak zwany efekt Czarnobyla

Tu warto zaznaczyć też o tak zwanym efekcie Czarnobyla. W miejscach, gdzie znikają ludzie, przyroda zaczyna się odradzać. Pojawiają się także rzadkie gatunki zwierząt. W Prypeci można spotkać duże sumy, zaś w okolicy błąkają się między innymi koniki Przewalskiego. Pomijając fragmenty czerwonego lasu, w większości przypadków natura daje sobie radę. Obecnie efekt Czarnobyla jest też dostrzegalny w Donbasie i okolicach, skąd uciekli ludzie przed wojną. Zaś zwierzęta bardzo szybko zajmują te tereny. Natura nie lubi próżni, czy jak mawiał Ian Malcolm z „Parku jurajskiego”, życie znajdzie drogę. Tu faktycznie to widać.

Jabłka w Czarnobylu
Jabłka w Czarnobylu

Swoją drogą w całej Zonie jest bardzo dużo drzew owocowych, ale na wszelki wypadek odradza się ich spożywanie. Mutacje czasem są zauważalne, ale raczej niewielkie. W przypadku flory to głównie gigantyzm, acz nie przesadny, zaś fauny to np. albinizm u jaskółek. Strefa Czarnobylska jest dobrze prosperującym i największym w Europie, choć nieoficjalnym rezerwatem przyrody, pełnym gatunków zagrożonych, nie widzianych tu nawet od stuleci. Dziś na Ukrainie powstaje drugi taki w okolicach Donbasu (z powodu wojny i uciekających stamtąd ludzi).

Opuszczone domy mieszkalne w Prypeci
Opuszczone domy mieszkalne w Prypeci

Czarnobyl: Zwiedzanie strefy

Strefa Wykluczenia wokół Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej, zwana potocznie Zoną, obejmuje obszar o powierzchni ponad 4700 km2. Jest to strefa objęta największym skażeniem radioaktywnym na terenie Ukrainy i Białorusi, skąd krótko po katastrofie przesiedlono lokalną ludność. W odległości 30 kilometrów od elektrowni jest pierwsza strefa z kontrolowanym dostępem, w odległości do 10 kilometrów od elektrowni druga. Obecnie jest jednym z głównych celów wizyt turystycznych na Ukrainie.

Pomnik Likwidatorów (Czarnobyl)
Pomnik Likwidatorów (Czarnobyl)

Czarnobyl: miasto

W samym Czarnobylu znajduje się wspomniana już rzeźba anioła czy tabliczki wysiedlonych wiosek, a także pomnik upamiętniający bohaterstwo likwidatorów. Napis na nim głosi „Tym, którzy uratowali świat”. Znajduje się tu także prawdopodobnie ostatni pomnik Lenina na Ukrainie, a także sklep z pamiątkami i restauracja „Dziesiątka”, gdzie żywią się turyści. Druga restauracja w Zonie to stołówka w elektrowni.

Reaktor nr 4 elektrowni w Czarnobylu
Reaktor nr 4 elektrowni w Czarnobylu

Elektrownia w Czarnobylu i arka

Tuż przy samej elektrowni czekała na nas jeszcze jedna dodatkowa atrakcja. Sympatyczny lis Simon jest znany przewodnikom wycieczek po Zonie, dokarmiany tak przez nich jak i przez turystów, więc czeka w miejscu, gdzie zatrzymują się busy, a turyści spoglądają na elektrownię z oddali.

Lis Simon niedaleko elektrowni
Lis Simon niedaleko elektrowni

Ciekawostka: ostatni reaktor elektrowni zamknięto dopiero 15 grudnia 2000 roku. Ostatni reaktor (czwarty) oddano do użytku w 1983 roku. To właśnie on uległ katastrofie w nocy 26 kwietnia 1986 roku. Przed wybuchem trwały budowy dwóch kolejnych reaktorów (bloki 5 i 6), zresztą elementy zabudowy widać. Czwarty reaktor został zalany betonowym sarkofagiem. Niestety rozwiązanie to okazało się być krótkotrwałe. Sarkofag zaczął korodować i przestał spełniać swoją rolę. Zaczęto więc pracę nad nowym rozwiązaniem, arką – stalową konstrukcją w formie połowy walca.

Klatka schodowa w Prypeci
Klatka schodowa w Prypeci

To jest największa tego typu konstrukcja na świecie i bardzo ciekawe wyzwanie logistyczne. Nie dało się jej zbudować bezpośrednio nad sarkofagiem z powodu promieniowania. Budowano ją obok, a następnie przesunięto nad niszczejący betonowy sarkofag, zakrywając go. Budowa arki została zakończona w listopadzie 2016 roku i szybko zauważono spadek promieniowania w Zonie. Arka powinna w tej formie przetrwać sto lat. Jednak, by nie budować kolejnej, prace będą trwały w środku. Wpierw stary sarkofag zostanie zniszczony, a potem ponownie zabetonowany (zdalnie, bez udziału ludzi).

Sklep w Prypeciu
Sklep w Prypeciu

Pod sarkofag podjeżdża się dość blisko, tu znajduje się kolejny pomnik katastrofy i trwają prace nad zabezpieczeniem bloku czwartego. Dziś są pomysły, by na nowo uruchomić tu elektrownię, ale tym razem słoneczną.

Zalesie, scena w domu kultury
Zalesie, scena w domu kultury

Kopaczi i Zalesie

Jednym z  postojów jest dawna wioska Kopaczi (ukr. Копачі). Nie zostało z niej wiele – większość domów w ramach eksperymentu zakopano. Ostał się cmentarz i pomnik żołnierzy radzieckich, no i przede wszystkim słynne przedszkole, które jest jedną z największych atrakcji Kopacze. Inną taką wioską jest Zalesie (ukr. Залісся, ros. Залесье). Dziś wysiedlone. Tu znajdował się między innymi dom kultury.

Przedszkole w Kopaczi
Przedszkole w Kopaczi

Prypeć: Miasto duchów

Jednym z najbardziej kojarzonych miejsc związanych z katastrofą czarnobylską jest miasto Prypeć. Zaprojektowane na wzór idealnego miasta, założone w 1970 roku jako osiedle dla pracowników pobliskiej elektrowni atomowej. Dziś miasto-widmo lub miasto duchów, w którym przyroda śmiało wkroczyła po swoje. Krótko po wybuchu 4. bloku elektrowni czarnobylskiej, ekipy likwidatorów skutków promieniowania oczyszczały miasto z radioaktywnego pyłu. Robiły to szybko i sprawnie przez polewanie wodą wszystkiego jak leci z węży strażackich. Efekt to totalna demolka we wnętrzach (oczywiście pomógł też czas, szabrownicy i turyści) i przyspieszenie zniszczenia. Porównanie zdjęć Prypecia sprzed katastrofy i po niej przyprawia o dreszcze, to jest prawdziwy obraz postapokalipsy.

Prypeć
Prypeć

Dziś można natknąć się tu na wiele wycieczek. O ile w innych miejscach plan jest często wytyczony dość sztywno, w Prypeci różne grupy chodzą swoimi drogami. Można zobaczyć choćby sklep samoobsługowy w centrum Prypecia. Po wybuchu reaktora pobliskiej elektrowni, miasto zostało ewakuowane w ciągu 36 godzin. Wcześniej mieszkańcom pozwolono zabrać ze sklepu cały towar. Napromieniowany i tak by się nie sprzedał.

Dom kultury w Prypeci
Dom kultury w Prypeci

W mieście Prypeć był i teatr, i stadion – dziś pożarte przez przyrodę i entropię. Szczególne wrażenie robią wszelkie ślady aktywności sprzed katastrofy: słynny diabelski młyn to część wesołego miasteczka, które miało być otwarte z okazji święta 1. maja. No i jest jeszcze szkoła z basenem „lazurowym”. Tu przebywali likwidatorzy. W wielu miejscach widać też efekt ich pracy. Używając wody zalewali oni wszystko, by radioaktywne odpady spłynęły. Ciekawie wyglądają obecnie sale szkolne.

Diabelski młyn w wesołym miasteczku (Prypeć)
Diabelski młyn w wesołym miasteczku (Prypeć)

Warto też wspomnieć o stalkerach. Do Zony wybierają się oni często w sposób nielegalny i przebywają tu dłużej. Zostawiają po sobie też dzieła w postaci malowideł, głównie inspirowanych dostrzeżoną tu zwierzyną.

Basen w szkole (Prypeć)
Basen w szkole (Prypeć)

Duga – Oko Moskwy

Kolejną ciekawostką, którą widzimy podczas naszej post-apo wycieczki jest Radar Pozahoryzontalny w podczarnobylskiej osadzie Duga (ros. Дуга), zwana też Okiem Moskwy. Ogromna konstrukcja powstawała przez 12 lat: od 1970 do 1982 roku i służyła od 1976 do 1989 roku. Radar Duga jest to radar fal krótkich, wczesnego ostrzegania o zagrożeniu pociskami balistycznymi. Wiązka radaru obejmowała terytorium Stanów Zjednoczonych.

Radar Duga
Radar Duga

Sygnał emitowany z radiostacji Duga był słyszalny na falach krótkich i zagłuszał inne emitery. Ze względu na charakterystyczny rytm, nazywany był „rosyjskim dzięciołem”. Wokół radaru Duga wyznaczono 2-kilometrową strefą zamkniętą, a pracownicy (było ich 1000) wraz z rodzinami zamieszkiwali zamknięte miasteczko Czarnobyl-2. Oko Moskwy było włączane tylko na krótki czas. Powodowało to zakłócenia w odbiorze sygnałów radiowych w dość odległej okolicy.

Radar Duga
Radar Duga
Radar Duga
Radar Duga

Czarnobyl: Skażenie strefy

Najbardziej skażonym obszarem pozostaje obszar w bezpośredniej bliskości arki (specjalnej konstrukcji kryjącej betonowy sarkofag) i Rudy Las. Jego nazwa wzięła się stąd, że krótko po katastrofie wszystkie drzewa iglaste i liściaste zmieniły kolor okrywy na czerwony, następnie liście i igły opadły. Rudy Las to do dziś jest to jedno z najbardziej skażonych miejsc na Ziemi (ponad 8 mikro Siwertów na godzinę, dla porównania Czarnobyl 0,2, Prypeć 0,2-4 przy gruncie, Warszawa 0,32 mikroSv/h).

Maski gazowe w szkole (Prypeć)
Maski gazowe w szkole (Prypeć)
Książki w szkole (Prypeć)
Książki w szkole (Prypeć)

W strefie ludzie zostawili swoje mieszkania jak stali, gdyż byli zapewniani, że opuszczają dobytek tylko na trzy dni, a tymczasem minęło ponad 30 lat. Wielu z nich nie mogło się z tym pogodzić. Nielegalnie powrócili do Zony i zamieszkują ją z dala od cywilizacji: bez elektryczności, bez kanalizacji. A co ze skażeniem? Obecnie poziom promieniowania oprócz Rudego Lasu i niektórych punktów przy gruncie (oznaczonymi tabliczkami) nie są wiele wyższe niż naturalne promieniowanie. Ponadto poziom radiacji spadł po 2016 roku, gdy na niszczejący sarkofag zamontowano arkę.

Szkolny korytarz (Prypeć)
Szkolny korytarz (Prypeć)

Promieniowanie a bezpieczeństwo

Pozwala to na bezpieczne przebywanie w Zonie, nawet na stałe. O ile oczywiście nie zdarzy się jakaś katastrofa, która by doprowadziła do zniszczenia ochronnych warstw nad reaktorem. Jednak remont pozostawionych budynków nie ma sensu, są w zbyt kiepskim stanie. I powiedzmy to sobie wprost – Zona to niebywała atrakcja Ukrainy, ściągająca coraz większe rzesze turystów. Dużo rozsądniej i wygodniej jest zachowanie tego obszaru jako swego rodzaju skansenu, parku przyrodniczego i memento ostrzegającego przed niebezpieczeństwem związanym z zabawą atomem.

Podwyższone wskazania na liczniku (Czarnobyl)
Podwyższone wskazania na liczniku (Czarnobyl)

Natomiast, żeby nie było, to nadal nie jest do końca bezpieczne. Jak pisaliśmy wcześniej, likwidatorzy używali wody, by zmywać opad. Woda spływała do zagłębień, więc te nawet przysypane ziemią mają dziś często znacznie podwyższone promieniowanie. Służą przewodnikom do demonstrowania działania liczników Geirgera-Müllera. Przypadkowe wejście w taką dziurę to potencjalne zagrożenie dla turystów. Dlatego z wyjściem z Zony wiąże się z koniecznością przejścia przez pomiar promieniowania na każdym z dwóch check pointów. Nie jesteśmy jednak pewni, na ile faktycznie złe wskazanie spowoduje jakąś reakcję. Prawdopodobnie szukają tym sposobem napromieniowanych przedmiotów, które turyści mogliby ukraść. Jest to też bardzo symboliczny sposób na pożegnanie się z Zoną, w której owszem widzi się skutki katastrofy, ale o promieniowaniu bardzo łatwo się zapomina.

Wyjście ze strefy przez bramkę
Wyjście ze strefy przez bramkę

Katastrofa w popkulturze

Na koniec warto wspomnieć, że katastrofa w Czarnobylu stała się kanwą dla serialu „Czarnobyl” produkcji HBO. Wpływ na popkulturę jest jednak jeszcze większy. Warto wspomnieć choćby o grach z serii „S.T.A.L.K.E.R.” czy „Call of Duty”.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak ukraiński
Czarnobyl Kijów
Share Button

DMZ (Demilitarized Zone), czyli Koreańska Strefa Zdemilitaryzowana

W dniu 27. kwietnia 2018 roku odbyły się przełomowe rozmowy pokojowe przywódców Korei Północnej i Południowej. Wydarzenie to miało miejsce w miejscowości Panmundżom, położonej w Koreańskiej Strefie Zdemilitaryzowanej, dokładnie na linii demarkacyjnej dzielącej obie Koree. Spotkanie przeprowadzono w specjalnie pod takie zdarzenie przygotowanym budynku dokładnie na granicy. Wioska Panmundżom i cały kompleks dyplomatyczny jest specjalną atrakcją turystyczną dla odwiedzających Koreę Południową. To miał być cel naszej wycieczki, jednakże nasz pobyt w Korei zbiegł się w czasie z historycznymi rozmowami i nikt nie był wpuszczany do Panmundżom. W zamian pojechaliśmy w inny punkt DMZ (Demilitarized Zone), może nie tak ważny politycznie, ale to przecież nadal ta sama strefa. Ważne jest to, że pojedynczy turyści nie mogą tak łatwo dostać się do DMZ, najpewniej było wykupić wycieczkę, która zabrała nas spod hotelu w Seulu, pokazała kilka atrakcji i odstawiła z powrotem do stolicy.

Monument w DMZ
Monument w DMZ

DMZ

Koreańska Strefa Zdemilitaryzowana powstała w 1953 roku na mocy porozumienia z Panmundżom o zawieszeniu działań wojennych podczas wojny koreańskiej (która do tej pory formalnie nie jest zakończona). Opadła tak zwana bambusowa kurtyna, która podzieliła Półwysep Koreański na komunistyczną Koreę Północną i demokratyczną Koreę Południową. Na mocy tegoż porozumienia powstała też łączona strefa bezpieczeństwa – Joint Security Area (JSA) w Panmundżom, gdzie do dziś odbywają się wszelkie negocjacje między wrogimi dotychczas krajami.

DMZ - Imjingak Park
DMZ – Imjingak Park

Linia demarkacyjna przebiega mniej więcej na wysokości 38 równoleżnika północnego i jest położona pośrodku szerokiej na 4 kilometry szerokości strefy zdemilitaryzowanej. Rola tej strefy to ograniczenie fizycznego i wzrokowego kontaktu pomiędzy Koreami, choć nie zapobiegła aktom agresji i incydentom. Wynika to z tego, że – o ironio – po obu stronach strefy zdemilitaryzowanej znajduje się najsilniej zmilitaryzowany obszar świata, w którym stacjonują milionowe wojska, w pogotowiu czeka broń nuklearna, biologiczna, chemiczna i konwencjonalna oraz środki do jej przenoszenia. Sama DMZ jest zaś największym polem minowym na świecie.

I tutaj uwaga. Większość zdjęć płotów z drutem kolczastym i wieżyczkami strażniczymi przedstawia ogrodzenie DMZ, nie zaś samej granicy. Wjazd do DMZ to przejście z kontrolą, podobne do przejść granicznych. Ma to na celu kontrolę ruchu osób do strefy.

Stara kolej w Imjingak Park
Stara kolej w Imjingak Park

Imjingak Park i tunele

Pierwszym przystankiem naszej wycieczki był Imjingak Park, położony 7 kilometrów od wjazdu do strefy zdemilitaryzowanej. Park ten założono w 1972 roku z myślą o przyszłym zjednoczeniu. Te nadzieje na zjednoczenie są bardzo wyraźnie dostrzegalne w DMZ. W parku znajduje się pomnik, wystawa ze zdjęciami, fragment płotu z drutem kolczastym z zawieszonymi kolorowymi intencjami.

Most w DMZ
Most w DMZ

Ciekawym eksponatem jest lokomotywa używana podczas wojny koreańskiej i Most Wolności, zbudowany w 1953 roku dla umożliwienia powrotu do Korei Południowej ponad 12 tysiącom jeńcom wojennym. Imjingak Park jest o tyle popularnym wśród turystów miejscem, że nie potrzeba zorganizowanej wycieczki, by móc tutaj przyjechać. Inaczej jest z wjazdem do reszty DMZ.

Okolice wejścia do 3 tunelu
Okolice wejścia do 3 tunelu

Ciekawym punktem naszej wycieczki w Koreańskiej Strefie Zdemilitaryzowanej jest wejście do 3. tunelu. Otóż w latach 70. w DMZ odkryto kilka tuneli, których orientacja i budowa wskazywała, że są dziełem Korei Północnej. Jasne stało się, że Północ planowała inwazję i tunele miały służyć do szybkiego i niezauważonego przerzucenia wojsk. Reżim zaprzeczył, jakoby wiedział cokolwiek o istnieniu tych tuneli, potem stwierdził, że są to kopalnie węgla. Szkopuł w tym, że w żadnym z nich nie odkryto śladów węgla, za to czarną farbę, która miała imitować żyłę antracytu.

Instalacja artystyczna nowołująca do pojednania
Instalacja artystyczna nowołująca do pojednania

Tunele agresji

Trzeci tunel został odkryty w 1978 roku na podstawie wskazań sejsmografu, który zarejestrował podziemną eksplozję i informacji przekazanych od dezertera z Północy. Ten nieukończony tunel znajduje się zaledwie 44 kilometry od Seulu, położony jest na głębokości 73 metrów i liczy prawie 2 kilometry długości, niecałe dwa wysokości i tyle samo szerokości. Rzekomo miał przepustowość 30 tysięcy żołnierzy z lekką bronią na godzinę. Cel ataku był oczywisty – stolica Korei Południowej.

Zaminowany fragment DMZ
Zaminowany fragment DMZ

Do tej pory odnaleziono cztery tunele agresji (nazwa nadana przez rząd Południa), ale uważa się, że jest ich jeszcze nawet około dwudziestu. Trzeci tunel jest dostępny dla zwiedzających. Schodzi się w dół i dochodzi o pierwszej z trzech betonowych ścian, które oznaczają linię demarkacyjną. Niestety wewnątrz nie można robić zdjęć. No i jak w innych miejscach strefy ludzie jakoś się rozchodzą, tu jest naprawdę tłoczno.

Obserwatorium Dora
Obserwatorium Dora

Obserwując Koreę Północną

Główną „atrakcją” DMZ jest obserwatorium Dora. Z platformy widokowej można przez lunetę popatrzeć na Koreę Północną. Widoczne są wieże strażnicze po północnej stronie DMZ, „most bez powrotu”, którym wymieniano jeńców wojennych i agentów (prawie jak w Poczdamie), miasto Kijŏng-dong – „peace village” i wielki maszt z flagą. Trzeba przyznać, że to dziwne uczucie podglądać inny kraj przez lunetę, jakby to był jakiś zupełnie inny świat.

Ludzie spoglądający na Koreę Północną
Ludzie spoglądający na Koreę Północną

Najciekawszym widokiem jest Kijŏng-dong, miejscowość znana jako Wioska Pokoju. Jest to jedna z dwóch wsi, które mogły pozostać po północnej strony DMZ. Oficjalnie jest zamieszkana przez 200 rodzin, działają w niej oświata i służba zdrowia. Kijŏng-dong powstała w 1950 roku dużym nakładem kosztów: budynki są nowoczesne, betonowe, zelektryfikowane – rzadkość na koreańskiej wsi w latach 50. Celem wybudowania wioski miała być propaganda pokazująca świetne warunki życia w komunistycznym państwie i zachęcając niezadowolonych mieszkańców i żołnierzy Południa do przechodzenia na stronę Północną. Decyzję miały ułatwić komunikaty nadawane przez megafony umieszczone na budynkach.

Granica koreańska
Granica koreańska

Oględziny przeprowadzone przez nowoczesne lunety wykazały jednak, że większość z tych jaskrawo pomalowanych budynków to tylko fasady – pozbawione wewnętrznej zabudowy, w tym pięter, czy szyb w oknach. Nieliczni mieszkańcy to najpewniej żołnierze. Kijŏng-dong okazuje się być potiomkinowską wioską, niezamieszkaną wydmuszką, fake-city.
Na zbliżeniu można wypatrzyć zarys pomnika Kim Ir Sena. Widać także wysoki na 160 metrów masz z flagą Korei Północnej. Jest to 4. najwyższy maszt z flagą na świecie (pierwszy i drugi jest naprzemiennie to w Baku, to w Duszanbe). Powstał jako odpowiedź na zbudowanie przez Koreę Południową 98-metrowego masztu z ich flagą. Na placówkach wartowniczych po północnej stronie Koreańskiej Strefy Zdemilitaryzowanej wyraźnie widać flagi komunistycznego państwa.

Oglądanie Korei Północnej
Oglądanie Korei Północnej

Stacja Dorasan

Naszym ostatnim punktem programu w Koreańskiej Strefie Zdemilitaryzowanej jest stacja kolejowa Dorasan. To symbol wciąż żywych nadziei na zjednoczenie Półwyspu Koreańskiego. Pierwsza linia, która łączy Seul z tą położoną tuż pod DMZ stacją, została otwarta w 2002 roku. Pięć lat później, w grudniu 2007 roku otwarto połączenie z Północą. Na mocy obopólnych porozumień, pociąg z Południa przyjeżdżał do północnokoreańskiej Strefy Przemysłowej Kaesong przywożąc tam surowce, a odbierając przetworzone produkty. Miał to być początek wymiany handlowej, technologicznej i wsparcia gospodarki komunistycznego kraju. W zamierzeniu pociąg miał kiedyś kursować do stolic Korei Północnej – P’yŏngyang (Pjongjang, dawniej Phenian). Taka informacja zresztą wisi na symbolicznej tablicy.

Stacja Dorasan
Stacja Dorasan

Niestety, pociąg nie pojeździł długo. Stosunki na Półwyspie uległy zaostrzeniu już w 2008 roku – Północ oskarżyła sąsiada o prowokacyjną politykę i wkrótce rozpoczęły się prace nad bronią nuklearną i rakietami balistycznymi. Jednocześnie w demokracji wybrano rząd nieskory do otwartej polityki wobec reżimu. Stacja, niecały rok wcześniej szumnie otwarta z udziałem amerykańskiego prezydenta George’a Busha, obecnie obsługuje jedynie ruch turystyczny z Seulu.

Linia kolejowa
Linia kolejowa

Panmundżon

Tak jak pisaliśmy na początku, wstępnie mieliśmy trochę większe plany na tę strefę, wliczając to słynną wioskę Panmundżom. Podobno JSA jest jeszcze ciekawsza. Nie zawsze jednak udaje się wszystko zgrać, zwłaszcza gdy pojawiają się czynniki zewnętrzne. Rozmowy pokojowe to i tak lepsza sytuacja, niż nagłe zaostrzenie konfliktu. Sama DMZ to bardzo interesujące miejsce, w pewien sposób przerażające, w pewien niezwykłe. Zaś wycieczka (korzystaliśmy z usług V VIP Travel) daje jeszcze ciekawą możliwość dopytywania o szczegóły koreańskiego przewodnika. Koreańczycy nie przejmują się swoim angielskim, mówią dość dużo, tak jak potrafią. Nasza przewodniczka dodała do wyprawy trochę własnych przeżyć, gdyż jej rodzina pochodzi z Północy, więc marzenie o zjednoczeniu Korei i zobaczeniu domu przodków to dla niej coś istotnego. Dodatkowo miała wiele interesujących historii o stosunkach koreańskich, szpiegach, dezerterach, czy różnicach w języku.

Wieża obserwacyjna
Wieża obserwacyjna

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak koreański
DMZ Seul
Share Button

Waterloo

Angielski historyk, Edward Sheparda Creasy jest autorem zestawienia 15 najważniejszych bitew w historii ludzkości. Starć, które zmieniły świat. Żyjący w XIX wieku Brytyjczyk jako ostatnią na swojej liście umieścił bitwę pod Waterloo. Nie bez powodu.

Kopiec, muzeum i lew
Kopiec, muzeum i lew

Bitwa pod Waterloo

Belgia stała się niepodległym państwem, konglomeratem kilku różnych regionów(niekiedy nieprzyjaznych sobie nawzajem) dopiero w 1830 roku. Powstanie katolickiej Belgii (i przy okazji protestanckiej Holandii) jest po części ukoronowaniem rosnącej świadomości narodowej, a po części efektem nowego porządku europejskiego, który ustalono podczas kongresu wiedeńskiego 1815 roku. Sam kongres to odpowiedź na rewolucję francuską i wojny napoleońskie, które przeobraziły ówczesną Europę. Nie byłoby jednak obrad kongresu wiedeńskiego, gdyby nie było Waterloo. A dokładniej klęski Napoleona z 18 czerwca 1815.

Miejsce bitwy pod Waterloo
Miejsce bitwy pod Waterloo

To właśnie w tym miejscu siły sprzymierzone pokonały Napoleona. Przeciw niemu stanęło dwóch dowódców, Brytyjczyk, książę Wellington (na jego cześć nazwano miasto Wellington) i Prusak marszałek Blucher (swoją drogą mieszkający nieopodal Wrocławia, w Krobielowicach). Wokół geniuszu wszystkich trzech narosły mity. Prawda jednak jest dużo bardziej okrutna i bolesna. Plan Wellingtona polegał na tym, by jak najbardziej przedłużyć starcie z Napoleonem, by wykrwawić jak najbardziej Francuzów i jednocześnie nie paść samemu do czasu, gdy od tyłu zaatakują ich Prusacy. Jak łatwo zgadnąć, była to jedna z najbardziej krwawych bitew tamtych czasów. Wellington i Blucher zostali okrzyknięci i zapamiętani jako wielcy dowódcy. Wellington nawet co roku świętował to zwycięstwo razem ze swoimi oficerami.

Mundury w muzeum
Mundury w muzeum

Miejsce klęski Napoleona, ostatniej bitwy lotu orła – jak bywa nazywane 100 dni Napoleona – to zielone pole, nad którym góruje Kopiec Lwa. Monument ten powstał niedługo po bitwie, w latach 1824 – 26 jako symbol zwycięstwa wojsk sprzymierzonych.

Panorama bitwy
Panorama bitwy

Muzeum bitwy pod Waterloo

Dziś na miejscu znajduje się ciekawe muzeum. Zaczynamy od wejścia do budynku, tam możemy zarówno obejrzeć mundury żołnierzy, ich broń, jak również zapoznać się z różnymi informacjami. Są to zarówno opisy przyczyn wojny, sytuacji geopolitycznej tamtego okresu, a potem jej przebieg (godzinowy), zaś dalej konsekwencje.

Wejście na szczyt kopca
Wejście na szczyt kopca

W muzeum znajdują się jeszcze dwie rzeczy. Pierwsza to kino 3D, gdzie mamy okazję zobaczyć panoramiczny film ukazujący chaos na polu bitwy. 3D powiedzmy sobie wprost, jest już dziś trochę zacofane, ale tu nie chodzi o efekty. Drugie szczególne miejsce to panorama bitwy, czyli obraz w rotundzie, zgodnie z wymogami epoki.

Pola bitwy, widok z kopca
Pola bitwy, widok z kopca

Następnie wychodzimy z muzeum i wchodzimy na kopiec. W sezonie podobno ze szczytu można oglądać okolicę za pomocą okularów VR, niestety podczas naszej wizyty nie było tej atrakcji. Kopiec można obejść, a następnie można się przejść polem do farmy. Przejść lub przejechać. Kursują tu specjalne busy, które łączą oba miejsca, ale uwaga, nie zatrzymują się na polu. Czy pole jest bardzo istotne? Trudno stwierdzić. Dzięki tablicom wiemy, w którym miejscu stali Francuzi, a w którym Brytyjczycy.

Mapa rozmieszczenia wojsk
Mapa rozmieszczenia wojsk

Na koniec zostaje jeszcze do zwiedzenia farma, na której także odbywała się bitwa.

Pobliska farma
Pobliska farma

Do Waterloo najlepiej dojechać z Brukseli pociągiem do stacji Braine-l’Alleud, a następnie się przejść. Bliżej niż z samego miasteczka i stacji Waterloo.

Krowy na farmie
Krowy na farmie

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak belgijski
Waterloo
Share Button

Keukenhof, ogród tulipanów w Lisse

Jedna z największych atrakcji Holandii jest otwarta niespełna dwa miesiące w roku, ale i tak przyciąga rzesze turystów. To najsłynniejszy niderlandzki ogród botaniczny, a może raczej kwiatowy, czyli Keukenhof. Idealne miejsce, by oglądać przepiękne i różnorodne tulipany i inne kwiaty. Znajduje się w miejscowości Lisse, jakieś 35 km od Amsterdamu.

Tulipany w Keukenhof
Tulipany w Keukenhof

Kuchenny ogród Keukenhof

Nazwa Keukenhof oznacza „ogród kuchenny”, co wyjaśnia pochodzenie tego miejsca. Został on założony w XV wieku jako część posiadłości księżnej holenderskiej, dokładnie jako ogródek dla potrzeb kuchennych. Dzisiejsza forma tego miejsca zaczęła się kształtować w pierwszej połowie XIX wieku, ale dopiero po II wojnie światowej założono tu ogród kwiatów cebulkowych na potrzeby wystaw i sprzedaży.

tulipany
Tulipany

Ogród tulipanów w Holandii

Obecnie posadzonych jest tu około 7 milionów cebulek głównie tulipanów, ale też narcyzów, żonkili, hiacyntów, szafirków i innych kwiatów (nie wszystkie muszą być cebulkowe). Są tu dziesiątki, jak nie setki odmian i gatunków. Wszystkie wysadzane ręcznie, ułożone w przeróżne kompozycje kwiatowe. To zachwyca swoim pięknem, robi przeogromne wrażenie. Dlatego właśnie ogród ten jest otwierany w drugiej połowie marca i zamykany w drugiej połowie maja, by można było go zwiedzać wtedy, gdy jest najpiękniejszy, czyli gdy kwitnie. Kwiaty są sadzone ręcznie jesienią każdego roku.

Na świecie istnieje ponad 120 gatunków tulipanów, które naturalnie występują w południowej Europie, północnej Afryce i części Azji. Odmian tych kwiatów jest ponad 15 tysięcy, stąd ich mnogość w ogrodzie. Samych tulipanów w ogrodzie zwykle jest około 800 rodzajów. Mają różne nazwy, czasem finezyjne, czasem zabawne, a czasem mają kogoś upamiętnić. 21 marca 2012 upamiętniono polską pierwszą damę, Annę Komorowską, która otwierała sezon w Keukenhof. W 2008 z kolei upamiętniono Marię Kaczyńską, ówczesną pierwszą damę.

Śliczny tulipan
Śliczny tulipan

Zwiedzanie Keukenhof

Nie dziwi zatem duża liczba zwiedzających. Na szczęście sam teren jest rozległy, kwiatów też jest sporo, więc ludzie się rozchodzą, oglądają, robią zdjęcia i cieszą wiosenną przyrodą. Tłoku właściwie nie ma, z wyjątkiem kilku miejsc, głównie przy wejściach, w niektórych pawilonach i przy wiatraku obserwacyjnym. Ale tam gdzie podziwia się kwiaty, tej ilości ludzi się nie czuje. Chyba, że podniesie się na chwilę głowę i spojrzy na okolicę, zamiast podziwiać kwiaty.

Rabatki kwiatowe nie tylko z tulipanami (są np. żonkile)
Rabatki kwiatowe nie tylko z tulipanami (są np. żonkile)

Inne atrakcje

Nie samymi kwiatami człowiek żyje. W ogrodzie jest też kilka innych atrakcji dla najmłodszych, którzy niekoniecznie są w stanie docenić piękno kompozycji tulipanowych. Jest tu labirynt do przejścia, są zagrody ze zwierzętami gospodarskimi, czy punkty obserwacyjne. Można też sobie wykupić wycieczkę łodzią po okolicznych kanałach .

Tulipany między drzewami układane w różne kompozycje
Tulipany między drzewami układane w różne kompozycje

Dojazd do ogrodu (Lisse / Keukenhof)

Do Keukenhof można przyjechać samochodem. Znajduje się tu spory parking. Spod lotniska w Amsterdamie kursuje specjalna linia autobusowa, która przywozi nas wprost do tego miejsca. Właściwie nie trzeba jej specjalnie szukać. W teorii ma swój numer, w praktyce na autobusach jest zwyczajnie napisane Keukenhof i nie ma żadnej innej informacji. W sezonie na lotnisku chodzą ludzie, którzy sami ją wskazują. Zresztą jest też oznaczona sztucznymi tulipanami. Bilet autobusowy można też spokojnie kupić w samym Amsterdamie, jest sprzedawany w wielu miejscach (między innymi w centrum informacji turystycznej). Jest on wtedy łączony z wejściówką, co bardzo pomaga. Największe tłumy w Keukenhof są na wejściu, więc jeśli jedziemy samochodem, lepiej zaopatrzyć się w bilet przez Internet, by skrócić sobie czas oczekiwania. Nie zauważyliśmy by bilety były w jakikolwiek sposób limitowane. Linie autobusowe kursują tu także z Lejdy i podobno Hagi.

Tulipany Keukenhof
Tulipany Keukenhof

Bilet do Keukenhof – drobnym druczkiem

Warto zwrócić uwagę na jedną rzecz. W wielu miejscach pojawia się informacja, że bilet w ogrodzie jest ważny przez trzy godziny, potem trzeba wyjść. Szczęśliwie u nas nikt tego nie weryfikował, ani nie sprawdzał. Możliwe, że to ograniczenie występuje w jakiś szczególnych okolicznościach. Ale taki czas wystarcza na nacieszenie się kwiatami.

Atrakcyjne formy nasadzenia
Atrakcyjne formy nasadzenia

w tym także ala Piet Mondrian
w tym także ala Piet Mondrian

Właściwie można by na tym skończyć. Ale jest jedno „ale”. Sam ogród jest doprawdy przepiękny i zdecydowanie jeśli jest tylko możliwość, warto go zobaczyć. Ale jak pisaliśmy wyżej, wszystko jest tu dokładnie posadzone i ustawione. Zaplanowane w najdrobniejszym szczególe i przez to sztuczne. W Holandii i Belgii nie raz odbywają się słynne imprezy kwiatowe, wystawy, targi. Ten ogród dokładnie w to się wpisuje, zadbany w każdym calu. Niestety także w sposób chemiczny.

Gdzie są pszczoły i motyle?

To co dla nas było szokiem, w tym miejscu praktycznie w ogóle NIE MA owadów. Dokładnie są pojedyncze pszczoły, czy trzmiele, o jakiś muchach czy innych pojedynczych sztukach też nie warto wspominać. Motyli nie uświadczyliśmy. Wszystko jest tu starannie spryskane chemią. Wiadomo, przy tylu odmianach kwiatów, opiekunowie nie chcą, by owady je mieszały. Ale pomimo tego piękna, tu czegoś zwyczajnie brakuje. Jak się w lecie pojedzie np. do arboretum w Wojsławicach pod Wrocławiem, to tam te kwiaty aż bzyczą. Tu nie. Tu jest martwa cisza. O ile w samej sztuczności i zadbaniu problemu nie ma, o tyle ilość chemii tu stosowanej jest zwyczajnie przerażająca. Pusto więc brzmią wszelkie zapewnienia o holenderskiej ekologii.

Tulipany w Keukenhof
Tulipany w Keukenhof

Jednak nawet ten ekologiczny problem Keukenhof nie umniejsza piękna tego miejsca. Będąc w odpowiednim czasie w Holandii naprawdę warto sobie zaplanować wizytę tutaj. Mimo wielu ludzi, oglądanie tylu różnych kwitnących tulipanów to bez wątpienia wspaniałe przeżycie.

Tulipany w Keukenhof
Tulipany w Keukenhof

Daty i godziny otwarcia Keukenhof (2019)

Możliwość zwiedzania jest ściśle związana z terminem kwitnienia tulipanów w Holandii (w mniejszym stopniu innych kwiatów, to głównie ogród tulipanowy). Ponieważ Keukenhof jest otwarty dość przez około 1,5 miesiąca miedzy marcem a majem, warto sprawdzić wcześniej daty otwarcia na stronie. (W 2018 czynne od 22 marca do 15 maja). W 2019 czynny od 21 marca do 19 maja.

W Holandii musi być wiatrak
W Holandii musi być wiatrak

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak holenderski
Keukenhof, ogród tulipanów
Share Button

Hobbiton, czyli jak zarabiać na planie filmowym

W żadnym innym kraju turystyka filmowa nie rozwija się tak dobrze jak w Nowej Zelandii. Jej filmowym sercem jest oczywiście Hobbiton Movie Set. Od razu wiedzieliśmy, że musimy tu dotrzeć. To zdecydowanie jedna z najlepiej rozpoznawalnych i utrzymanych lokacji filmowych nie tylko na antypodach, ale na całym świecie. Nic dziwnego, że przyciąga olbrzymie rzesze turystów, nie tylko fanów Tolkiena czy adaptacji Petera Jacksona, ale także ciekawskich. Można tu znaleźć ludzi, którzy o żadnym Śródziemiu nie słyszeli. To miejsce nie bez powodu jest obecnie jedną z najpopularniejszych, jeśli nie najpopularniejszą atrakcją Nowej Zelandii.

Znak powitalny
Znak powitalny

Hobbiton – filmowa atrakcja Nowej Zelandii

Hobbiton jest interesujący z jeszcze jednego powodu. Nowozelandczycy (czy może Kiwi jak sami siebie określają skrótowo) mają olbrzymi problem z własną kulturą, której nie ma zbyt wiele. Po wielu latach udawania, że jest inaczej,  widać obecnie duży zwrot w kierunku promowania języka i tradycji maoryskich. Ale tego jest mało. „Władca Pierścieni” (i w mniejszym stopniu „Hobbit”) wypełnia tę lukę. Niektórym miejscom w Nowej Zelandii nadaje się nieoficjalnie tolkienowskie nazwy, bardzo mocno promuje się lokacje filmowe. Są wycieczki zorganizowane przez różne firmy, można też przelecieć się samolotem z pilotem, który kręcił film.

Ta część przemysłu nie wymaga licencji, ale są też takie na których zarabiają producenci filmu. Jest też przewodnik po miejscach, który napisał Ian Brodie, a właściwie przewodniki, bo w niektórych sklepach widzieliśmy kilka różnych edycji (ponad dziesięć, od kieszonkowej po albumową). Dodatkowo wiele z tych miejsc jest przynajmniej, gdzieś oznaczona (mapy Google’a, informacja turystyczna). Hobbiton dziś funkcjonuje samodzielnie. Owszem wywodzi się z filmu, ale jest autonomiczną i popularną atrakcją. Warto tu też jeszcze zauważyć jedną rzecz. W Nowej Zelandii to nie J.R.R. Tolkien jest twórcą „Władcy Pierścieni”, a Peter Jackson. Tu naprawdę prym wiodą filmy, które niesamowicie rozsławiły Nową Zelandię. To się naprawdę tu czuje. Tu jest Śródziemie.

Domek hobbicki
Domek hobbicki

Na początku była farma

Ale nim je nakręcono, to nieopodal miejscowości Matamata była sobie farma rodziny Alexander (Family Alexander Farm). Liczyła ona 500 ha. Nie wyróżniała się niczym specjalnie, raczej jedna z wielu w okolicy. W 1998 Peter Jackson szukając plenerów filmowych przeleciał nad nią helikopterem. Spodobały mu się stawy i oczka wodne, świetnie umieszczone między pagórkami, w dodatku nie było tam żadnych linii energetycznych czy dróg. Przybył tu ze scenografami, a także słynnym ilustratorem dzieł J.R.R. Tolkiena Alanem Lee. Lee i Jackson uznali, że to miejsce jest takie bardzo swojskie, taki wykrojony fragment „merry England”, a gdzieś już pewnie Hobbici zaczęli kopać swoje norki.

Domek hobbicki
Domek hobbicki

Pozostało dogadać się z rodziną Alexander. Wpierw prośba ich zaskoczyła, nie do końca wiedzieli, czego się spodziewać. Z ich strony przedsięwzięciem pokierował Russell Alexander, który dość szybko zrozumiał, że życie jakie znali dobiegnie końca. On też prowadzi to miejsce do dziś, nadał mu też aktualny kształt. Podobno początkowo kazali filmowcom przyjść później i zabrać całą dekorację, ale z czasem doszli do ostatecznego porozumienia.

Pagórek ze sztucznym drzewem
Pagórek ze sztucznym drzewem

Przemiana w Hobbiton

Prace nad lokacją zaczęły się w 1999. W kopaniu hobbickich norek pomagała nowozelandzka armia. I chociaż w zamyśle twórców Hobbiton nie miał przetrwać wiele dłużej niż czas potrzebny na zdjęcia, to jednak fronty norek powstały z dość trwałych materiałów.  Najwięcej roboty było z roślinami. O ile kwiaty czy warzywa trzeba tylko zasadzić wcześniej, o tyle z drzewami jest więcej problemów. Klimat nowozelandzki jest taki, że europejskie drzewa takie jak śliwy czy jabłonie, rosną bardzo szybko i dodatkowo pną się w górę. To nie jest do końca to, czego oczekiwali filmowcy. Zwłaszcza, że Hobbiton mieli wykorzystać więcej niż raz. Musieli zatem znaleźć odpowiedniki, które na filmie będą mogły udawać kształty znanych Europejczykom drzew. Owoce zawsze można powiesić sztuczne, w filmie tego nikt nie zauważy.

Norki
Norki

Okazuje się także, że część drzew była sztuczna. Przede wszystkim to, które znajduje się nad domem Bilba. Z różnych powodów nie dało się tam posadzić drzewa, zwłaszcza na szybko.

Norka Bilba i Froda
Norka Bilba i Froda

Po filmie

Po zakończeniu prac nad „Władcą Pierścieni” Russell Alexander po raz pierwszy otworzył to miejsce dla turystów w 2002. Wcześniej fani i tak zaczęli tu przyjeżdżać sami. Russell oczywiście miał podpisane odpowiednie umowy, do których jeszcze wrócimy. W każdym razie utrzymywał to miejsce, sprawił, że żyło, a co jeszcze bardziej istotne, zaczęło się popularyzować.

Słynny napis
Słynny napis

W 2010 roku na potrzeby serii „Hobbita”, plan musiał zostać zrekonstruowany, trochę też rozbudowany. Zastosowano bardziej trwałe materiały, także z myślą o turystach. Nie budowano jednak wszystkiego od nowa. Zaś ponieważ już wtedy o Hobbitonie można było coś czasem przeczytać, utrzymywanie tego miejsca zaczęło się zwracać z nawiązką.

Polana na której świętowano urodziny Bilba
Polana na której świętowano urodziny Bilba

Dziś

Dziś w Hobbiton Movie Set można podziwiać 44 hobbickie norki, przy czym tylko do kilku da się wejść (przewodnik wpuszcza swoją grupę tylko do jednej). I w sumie żadna strata, bo wnętrza i tak były kręcone w studio w Wellington. Zaś w norkach wiele miejsca nie ma. Właściwie tylko tyle, by móc schować tam aktora, który przechodzi przez drzwi. Nic więcej. Żadnej dekoracji, podłogi, nic. Zwykły plan filmowym, który nie zostaje uwieczniony w kadrze.

Drogowskaz (Hobbiton)
Drogowskaz (Hobbiton)

Urzeka widok na wzgórza usiane okrągłymi drzwiami i oknami, z zadbanymi obejściami. Hobbiton jest bardzo zadbanym miejscem, dopracowanym w najdrobniejszych szczegółach. Cieszą detale zapamiętane z filmów i takie detale, na które nie zwraca się świadomie uwagi, ale budują klimat miejsca. No i roślinność, w jej utrzymanie wkładane jest dużo pracy i to widać. Sprawia to, że jest to miejsce magiczne.

Dom Sama Gamgee
Dom Sama Gamgee

Można się natknąć też na zasłonięte norki. To efekt braku porozumień w sprawie praw autorskich. Przewodnicy starają się jednak tak prowadzić wycieczki, by te zamknięte norki nie wpadały zbytnio w oko.

Gospoda pod zielonym smokiem
Gospoda pod zielonym smokiem

Wnętrza gospody
Wnętrza gospody

Zwiedzanie i gospoda

Oczywiście jest i gospoda i sklep. W Gospodzie pod Zielonym Smokiem (Green Dragon Inn) pierwsza kolejka jest na koszt firmy (piwo lub lemoniada). W sklepie przy wejściu na teren lokacji można się obłowić w pamiątki z „Władcy Pierścieni” i „Hobbita”.

Most i młyn
Most i młyn

Hobbiton przyciąga rzesze turystów, dlatego warto zarezerwować sobie wycieczkę wcześniej na stronie HobbitoTours. Samo zwiedzanie Hobbitonu trwa dwie godziny. Grupy zawsze prowadzi przewodnik. Na wspomnianej wyżej stronie można zamówić sobie wycieczkę wyruszającą z Matamaty bądź Rotoruy, można też kupić dojazdowe z innych miejsc. Jeśli dysponujemy samochodem to najlepszym (i najtańszym) rozwiązaniem jest Shire’s Rest. To już fragment farmy rodziny Alexander, tu znajduje się olbrzymi parking i sklep. Zresztą autobusy i tak tu dojeżdżają.

Ogródki
Ogródki

Istotne jest też to, że nawet jeśli zamówimy wejściówkę na jakąś godzinę, to trzeba mieć wydrukowane potwierdzenie, ale wcześniej i tak należy je zamienić na bilet w kasie. Mogą wymienić na wcześniejsza godzinę, jeśli są miejsca.

Staw i kolejne norki
Staw i kolejne norki

Sam Hobbiton zdecydowanie zasługuje na magiczną sławę, która wokół niego narosła. Niby to tylko plan filmowy, na którym widać dużo plastykowych rekwizytów. Ale oczarowuje i to bardzo. No i przede wszystkim dzięki zmysłowi biznesowemu i rzeszom turystów, prosperuje.

Rzeźba Golluma w Shire's Rest
Rzeźba Golluma w Shire’s Rest

Jeśli podobał Ci się wpis, zobacz inne na szlaku nowozelandzkim, lub filmowym.

Szlak nowozelandzki
Hobbiton
Szlak filmowy
Hobbiton
Share Button

Dar es Salaam i podróżowanie po Tanzanii

Tym razem nie próbowaliśmy samodzielnie jeździć samochodem. Niestety stan dróg i oznaczenia zdecydowanie to utrudniają. W Kyeli odcinek mający 25 km przemierzaliśmy w dzień prawie godzinę, bo droga choć utwardzona, właściwie była w dość kiepskim stanie i samochód (zwykły, nie 4×4) raczej się tam toczył niż jechał. Zaś centralnym miejscem w Tanzanii jest Dar Es Salaam (arab.  ‏دار السلام), co znaczy tyle co „Domostwo Pokoju”. Kiedyś nazywało się Mzizima. To wciąż główne miasto Tanzanii i stolica administracyjna oraz biznesowa kraju.

Ulica w Dar Es Salaam
Ulica w Dar Es Salaam

Trasy w Tanzanii

Także stan dróg krajowych bywa różny. Zdarzają się objazdy na remontowanych czy budowanych odcinkach, gdzie jedzie się właściwie po utwardzonym piachu. Jednocześnie nie widać raczej kontroli drogowych, więc wielu innych kierowców zwyczajnie nie przestrzega przepisów, choć podobnie jak w krajach arabskich wypadków jest tu raczej mało.

Dar Es Salaam
Dar Es Salaam

Mniejsze drogi, raczej przeznaczone są często dla samochodów 4×4. Tam może zdarzyć się konieczność przejechania płytkiej rzeki, czy przedarcia się przez błoto. Dodatkowo warto pamiętać, że większość samochodów jeżdżących po tych drogach do najnowszych nie należy i czasem pojawiają się problemy przy podjeżdżaniu pod górę.

Lokalny autokar i handel przydrożny
Lokalny autokar i handel przydrożny

Niestety na rozdrożach bardzo często nie ma żadnych oznaczeń kierunkowych. Na drogach krajowych czasem tylko pojawiają się informacje o odległości do danych miejsc.

Uprawa agawy
Uprawa agawy

Jeszcze innym problemem na drogach są zwierzęta. Tak dzikie, jak i hodowlane, które potrafią w niektórych miejscach wręcz blokować drogę.

Przydrożny kram
Przydrożny kram

Oczywiście istnieje możliwość wynajęcia samochodu wraz z kierowcą, ale raczej to dość droga sprawa. Alternatywy podróży są trzy.

Przepędzanie bydła
Przepędzanie bydła

Po pierwsze kolej. Linie nie są zbyt rozwinięte, jest ich właściwie kilka, na północ nie dojeżdżają. Po drugie mają też złą renomę ze względu na napady, ale da się nimi jeździć.

Targowisko
Targowisko

Z Dar Es Salaam

Największą siatkę połączeń dostarczają autobusy. Niestety trochę trudno zweryfikować zdalnie jak to wygląda. Część linii ma co prawda rozkłady w internecie, ale niekoniecznie nadal funkcjonują. Cześć firm ogranicza się tylko do facebooka, nie posiada stron. Pozostaje dowiadywać się emailowo lub telefonicznie. My podróżowaliśmy linią New Force na trasie Dar Es Salaam – Kyela i z powrotem. To dalekobieżna linia trochę lepszego standardu. Słowo trochę ma znaczenie. Wsiąść można praktycznie w dowolnym miejscu na trasie, podobnie z wysiadaniem. Jednocześnie przerwy w podróży są bardzo krótkie. Podczas 16 godzinnej podróży zaledwie 3, na szybką toaletę i kilka na zakupy jedzenia i innych rzeczy (bez wychodzenia z autobusu). Sprzedawcy podchodzą pod okna, a także czasem wchodzą do autobusu. New Force ma numerowane miejsca, co nie oznacza, że dane miejsce nie będzie sprzedane dwa razy. Sprzedaż nie jest weryfikowana internetowo, więc błędy się zdarzają. W teorii należy bilet wykupić dzień wcześniej, bo na ostatnią chwilę może nie być miejsc.

Zwierzęta na drodze
Zwierzęta na drodze

Podczas jazdy działa wideo pokładowe i w zależności od humoru obsługi albo lecą klaski kina akcji z lat 80. („Rambo”, „Commando”, „Amekański ninja”) i filmy karate z Jetem Lee czy Jackie Chanem, albo tanzańskie teledyski i filmy. Sama podróż przebiega spokojnie, choć znalezienie miejsca odjazdu na dworcu Ubungo w Dar Es Salaam może być trudne.

Małpy na drodze
Małpy na drodze

Na safari i na Zanzibar

W przypadku podróży do Arushy i na Zanzibar najwygodniejszym środkiem transportu są samoloty. Linie PrecisionAir i FastJet mają raczej tanie ceny (zwłaszcza przy wcześniejszym zakupie). W internecie jednak może być problem z płatnością kartą VISA, Mastercard działał.

Dworzec autobusowy w Dar Es Salaam
Dworzec autobusowy w Dar Es Salaam

Z Dar Es Salaam na Zanzibar można przedostać się też promem. Tu istnieją dwa, szybki i wolniejszy (mniej więcej trwa to koło trzech godzin). Bilety VIP nie wypadają jakoś szczególnie tajniej niż wcześniej kupione bilety samolotowe. Czasem nawet są droższe. Warto pamiętać, że promy są powszechnym środkiem transportu, więc poza klasą VIP ludzie przewożą tu meble, kury, kurczaki i wiele innych rzeczy, więc może to być ciekawa podróż.

Dar Es Salaam
Dar Es Salaam

Kościół blisko portu w Dar Es Salaam
Kościół blisko portu w Dar Es Salaam

Dar Es Salaam to nie tylko dawna stolica Tanzanii, ale to wciąż centrum nie tylko ekonomiczne kraju. To właśnie tu krzyżują się też szlaki, łączące całe państwo. Samo Dar Es Salaam w większości ma dość niską zabudowę. Jest bardzo rozległe. Jednak to nie jest w przeważającej części miasto dobre do samodzielnego zwiedzania. Nawet hotele często mają tu kraty w oknach i to na choćby piątym, szóstym piętrze, w dodatku przy wejściu czasem stoi strażnik z karabinem. Sami tubylcy przestrzegają przed szwendaniem się tu w dzień, co tu dużo mówić w nocy. Niemniej jednak wciąż jest tu kilka budynków postkolonialnych, na które warto spojrzeć. Jest też muzeum tradycyjnych chat, tam jednak nie dotarliśmy.

Prom z Zanzibaru
Prom z Zanzibaru

Szlak tanzański
Dar es Salaam i podróżowanie po Tanzanii
Share Button

RAF Greenham Common

Gdy trwała jeszcze II wojna światowa, jakieś 90 kilometrów od Londynu zbudowano nowe lotnisko RAFu (Royal Air Force) oraz lotnictwa Armii Stanów Zjednoczonych. Podczas zimnej wojny baza awansowała, przetrzymywano tu także pociski atomowe. To właśnie przeciw nim zaczęły protestować kobiety w 1981 roku. Z czasem w ramach protestu osiedliły się w tym miejscu. Greenham Common stało się Pokojowym Obozem Kobiecym. Obóz ten trwał tu do roku 2000, przez ten okres był zarówno usuwany jak i odbudowywany. W roku 2000 nie tylko zmieniła się sytuacja na świecie, ale również sama przestarzała już baza nie nadawała się do normalnego użycia.

Dawne lotnisko (Greenham Common)
Dawne lotnisko (Greenham Common)

Greenham Common – historia

Wówczas rozpoczął się nowy etap dla Greenham Common. Zostało w większości terenem rekreacyjnym, w którym można sobie pospacerować i wypocząć. Wciąż trwają jednak dyskusje, co do przyszłości tego miejsca. Są sugestie, by lepiej wykorzystać je turystycznie. Na razie służy głównie jako miejsce spacerowe dla ludzi mieszkających nieopodal, jak również miejsce wypasu krów.

Plan filmowy i magazyny
Plan filmowy i magazyny

Gwiezdne Wojny

Wyjątkiem są hangary, który wciąż są otoczone płotem. Obecnie pełnią raczej rolę magazynu, stoją tam ciężarówki z kontenerami. To jednak właśnie te hangary są najbardziej interesującym obiektem ze względu na kino. To tu J.J. Abrams postanowił nakręcić „Gwiezdne Wojny Część VII: Przebudzenie Mocy”. Hangary/silosy to baza Ruchu Oporu na planecie D’Qar w systemie Ileenium. Warto zwrócić uwagę, że wzgórza w tle zostały dodane komputerowo.

Tereny rekreacyjne
Tereny rekreacyjne

Niestety do silosów nie można dziś podejść. Są starannie ogrodzone. Z daleka wyglądają bardzo filmowo i interesująco, ale gdy podejdzie się do płotu to widzi się tam kontenery i samochody dostawcze, to teren wojskowy. Nie można także wejść do budynków znajdujących się na terenie dawnego lotniska. Choć jeśli projekty przekształcenia tego miejsca zostaną zrealizowane, to przynajmniej ta część zostanie zmieniona.

Widok na magazyny z oddali
Widok na magazyny z oddali

Dojazd

Sam dojazd do Greenham Common może nastręczać pewien problem. Bo choć miejsce to jest ogólnodostępne, nie licząc oczywiście pewnych wyjątków, to nie jest dobrze oznaczone. Na początek należy dojechać do Greenham Common Business Park, stamtąd należy się kierować drogą A339 na Newbury i skręcić w prawo na nieoznaczoną leśną drogę. W lewo jest drogowskaz na Burghciere School, może posłużyć jako punkt orientacyjny.

Krowy
Krowy

Jadąc drogą w lesie szybko miniemy bramę, potem zaś prowadzi ona praktycznie pod same silosy.

Zarośla
Zarośla

Greenham Common to dość niezwykła lokacja. Szkoda tylko, że jeszcze nie jest tak dostępna jak mogłaby być. To miejsce ma bardzo ciekawą historię i może kiedyś zostanie umiejętnie wyeksponowane. Dziś to raczej ciekawostka bardziej dla fanów „Gwiezdnych Wojen” niż pasjonatów historii. (Więcej zdjęć znajdziecie tutaj).

Jeszcze jeden widok na magazyny
Jeszcze jeden widok na magazyny

Szlak brytyjski
RAF Greenham Commons
Szlak filmowy
RAF Greenham Commons
Share Button

Armagedon

Jutro, 23 września, koniec świata, przynajmniej według aktualnej przepowiedni. Od lat wiele osób próbuje go przewidzieć wskazując niczym Nostradamus lub jego interpretatorzy dokładaną datę. Na razie jakoś nie wyszło. Więc my spróbujemy inaczej, zajmiemy się miejscem finalnej bitwy. A znajduje się ono w Izraelu, a dokładniej to dolina Jezreel (Galilea).

Armagedon – miejsce finalnej bitwy

Har-Magedon, czy też Armagedon lub Armageddon został wskazany jako miejsce ostatecznego starcia dobra ze złem w „Apokalipsie św. Jana”. Wraz z ustaniem walk dobro zatryumfuje, zło i jego sprzymierzeńcy zostaną ostatecznie pokonani i zamknięci na tysiąc lat w czeluści. Potem czekają ich jeszcze jęzory ognia. Dobrzy zaś odrodzą się w nowym świecie, bez głodu, chorób, smutku i śmierci.

Armagedon (kilka lat temu)
Armagedon (kilka lat temu)

Sama nazwa pochodzi prawdopodobnie od Megiddo. Było to miasto w starożytnej Palestynie (dziś to terytorium Izraela), o tyle istotne, że położone na niewielkim wzniesieniu, wokół którego prowadzono na przestrzeni lat wiele bitew o kluczowym dla rejonu znaczeniu. Ostatnia odbyła się tu w 1918 między Imperium Osmańskim a Brytyjczykami. Niektórzy twierdzą, że była to zapowiedź klęski Turków podczas I wojny światowej. Dziś pozostałości po Megiddo można nawet zwiedzać. Obszar wokół jest zarówno Parkiem Narodowym jak i znajduje się na światowej liście dziedzictwa kulturowego UNESCO.

Druga część nazwy, czyli słowo „Har” oznacza górę (ew. pagórek). Góra Megiddo. Bardziej by pasowała tu wzniesienie, czy pagórek. Ale inne źródła sugerują, że bitwa rozegra się w dolinie przy górze Megiddo. A ta dolina to właśnie znajdująca się w Galilei Jezreel (ew. Jizreel, Ezdrelon, czy po hebr. עמק). Dolina ma powierzchnię koło 250 km kwadratowych i kształt przypominający trójkąt. Miejsce w sam raz na ostateczną bitwę.

Armageddon
Armageddon

Obecnie jest to przede wszystkim obszar rolniczy. Turyści i pielgrzymi najczęściej przemierzają go nawet nie zdając sobie sprawy, gdzie są, o ile przewodnik o tym nie wspomni. Tu krzyżują się trasy z Nazaretu, góry Karmel czy Jerozolimy. Czy jutro rozegra się tam decydujące starcie? Zobaczymy. Jak nie, to może następnym razem. W każdym razie miejsce jest znalezione i przygotowane. A gdyby nie wyszło, kolejny koniec świata ogłoszono w październiku.

Szlak izraelski
Armagedon
Share Button

Studio Atlas i Warzazat

Studio Atlas (i pobliskie studio CLA, ustępujące trochę legendzie, ale bardzo często wykorzystywane komplementarnie, w końcu ulokowane jest tuż obok) znajdujące się w Warzazacie (Ouarzazat) to z pewnością jedna z największych filmowych perełek Maroka. Tu powstało bardzo wiele pamiętnych scen z historii kina, to jedno z tych miejsc, które przyciąga do Maroko. A najlepsze jest to, że przy odrobinie szczęścia można je zwiedzić.

Warzazat
Warzazat

Studio Atlas i GOT

Studio Atlas jest zamknięte dla turystów jedynie w okresie, gdy trwają tam zdjęcia. W każdym innym terminie, można je zwiedzać, oczywiście z przewodnikiem. Nie da się wejść wszędzie, choćby do stajni ze zwierzętami, ale i tak to ciekawa atrakcja. Trochę to kosztuje (jakieś 150 MAD), ale jeśli turystów nie ma wielu, to grupki są bardzo małe, więc jest to kameralna wycieczka. Przewodnik zaś, przynajmniej ten, który nam się trafił, był bardzo dobrze zorientowany nie tylko w produkcji filmowej, ale także w kulturze zachodniej. Nie liczyliśmy, że będzie w stanie powiedzieć, że w „Grze o tron” widzieliśmy scenę, w której Deanerys wyrusza z niewolnikami spod Astaporu. Był, doskonale pamiętał wszystkie nazwy, czym bez wątpienia nas zaskoczył.

Makieta Astapor
Makieta Astapor

Filmowo zaczniemy od „Gry o tron”. Astapor częściowo kręcono w Essaouirze, a częściowo tutaj. Tu mamy sceny przede wszystkim z kupowaniem i uwolnieniem Nieskalanych, daleko od oceanu. Potrzebna była brama i mur miejski, oraz pustynia. Więc dokładnie tu ją zbudowano. Znajduje się ona już poza studiem Atlas, więc nie była w naszej wycieczce. Nie dało się wejść do środka (to część studia CLA), ale jednocześnie płot wokół niej był na tyle prowizoryczny, że dało się tam dojść. Zresztą przewodnik powiedział wprost, że fani „Gry o tron” dokładnie to robią i nikt ich nie goni. Zrobiliśmy  to samo. Przeszliśmy przez dziurę w płocie.

Sama konstrukcja muru jest o tyle ciekawa, że Astapor zbudowano na tyłach muru z „Królestwa Niebieskiego” (2005) Ridleya Scotta. Oba oczywiście są stworzone z masy, trzymają się na rusztowaniach, więc wykorzystano te rusztowania z obu stron. Przy nich pozostały też inne makiety z filmu Scotta, czyli przede wszystkim trebusze i machiny oblężnicze.

Makieta Jerozolimy z "Królestwa Niebieskiego" (po drugiej stronie Astapor)
Makieta Jerozolimy z „Królestwa Niebieskiego” (po drugiej stronie Astapor)

James Bond i mniej fantastyczne światy

Pustynię za studiem także wykorzystywano w filmach. Tu warto wymienić choćby „W obliczu śmierci” (1987) czyli Jamesa Bonda z Timothym Daltonem. Część scen kręcono też na lotnisku w Warzazat, część tu. Całość udawała Afganistan (wraz z kilkoma ujęciami nagranymi na pustyni Mohave w USA). Ale to studio Atlas było idealnym miejscem do nagrywania większych scen akcji.

Makieta Jerozolimy - Studio Atlas / CLA
Makieta Jerozolimy – Studio Atlas / CLA

Ridley Scott wykorzystał studio do kręcenia dwóch filmów. Poza „Królestwem niebieskim”, pracował tu także nad „Gladiatorem” (2000) z Russelem Crowe. Zresztą budynków z czasów rzymskich w studio jest dość wiele, bardzo często udają Jerozolimę i Ziemię Świętą, zwłaszcza w rozmaitych produkcjach telewizyjnych. Przewodnik potrafił wskazać ciekawostkę, a mianowicie tę samą dekorację, w której nagrywano film o Jezusie „Ogrody Edenu” (1998) oraz „Mojżesza” (1995). Obie produkcje telewizyjne znajdują się w tym samym miejscu, tylko bohaterowie są w innym miejscu planu, makiety tła pozostały identyczne. Ale to nie jedyny film o Jezusie, kręcony w tych okolicach. Był też miniserial „Jezus z Nazaretu” (1977), czy „Ostatnie kuszenie Chrystusa” (1988) Martina Scorsese. Niestety w przypadku starszych filmów dekoracja raczej się nie zachowała. W latach 90. i na początku XXI wieku powstawało tu bardzo wiele telewizyjnych produkcji biblijnych. Trudno wręcz to wszystko wymienić, nie wchodząc w wyliczankę.

Machiny oblężnicze z filmu Ridleya Scotta
Machiny oblężnicze z filmu Ridleya Scotta

U Scotta był to także Bliski Wschód w „W sieci kłamstw” (2008), a także Egipt w „Exodus: Bogowie i królowie” (2014).  Zresztą budynków egipskich jest tu naprawdę sporo, pochodzą z wielu filmów. Część z nich to nowsze produkcje, jak mini serial „Tutenchamon” z Benem Kinsleyem. Ponieważ to nowe dekoracje, są bardzo dobrze zachowane i cieszą oko.

Egipt z Asterixa i Kleopatry
Egipt z Asterixa i Kleopatry

Nagrywano tu także telewizyjną „Kleopatrę” z 1999, zachował się po niej basen, w którym kąpała się w mleku. Duże budowle egipskie pozostały po francuskim filmie „Asterix i Obelix: Misja Kleopatra” (2002) z Geradem Depardieu. Niestety one już trochę zniszczały, ale nadal da się je bez problemu rozpoznać.

Egipt z Asterixa i Kleopatry
Egipt z Asterixa i Kleopatry

Odległe kraje

Obok części egipskiej jest coś, co było Nepalem w filmie Martina Scorsese „Kundun – życie Dalajlamy” (1997). Dokładnie tę samą dekorację, tę samą świątynię, wykorzystał Peter Weir w „Niepokonanych” (oryg. „Way back”, 2010). Tam znajduje się ona w Mongolii. Celowo została trochę zniszczona, ale w większości wykorzystano ją wprost. Włącznie z pokazaniem „sztucznych” ksiąg.

Nepal / Mongolia w zależności od potrzeb filmowców
Nepal / Mongolia w zależności od potrzeb filmowców

Dobrze zachowane są też miejsca po „Księciu Persji: Piaskach czasu” (2010), w którym również zagrał Ben Kinsley.

Kolejna makieta Egiptu
Kolejna makieta Egiptu

Z kilku innych głośnych produkcji, o których warto wspomnieć, a powstały w tym miejscu to: „Zawód: Szpieg” (2001) Tony’ego Scotta, „Alexander” (2004) Olivera Stone’a, „Mumia” (1999) Stevena Sommersa, „Lawrence z Arabii” (1962) Davida Leana, „Babel” (2006) Alejandro G. Inarritu. Z nowszych odcinek „Breaking Bad”, „Królowa pustyni” (2015) Wernera Herzoga czy „Hologram dla króla” (2016) Toma Tykwera z Tomem Hanksem.

Makieta starożytnego miasta
Makieta starożytnego miasta

Top Gear i nie tylko

Na osoby akapit zasługują jeszcze pojazdy. Tu kręcono kilka odcinków „Top Gear”, ale znajdują się tu specjalne samochody przeznaczone do wybuchów. Z daleka wyglądają na ładne auta, ale tak prawdę mówiąc mają się dobrze palić. Z bliska to wygląda na niestaranną podróbkę. Zachowały się tu także resztki rydwanów z „Gladiatora”, czy nawet łódź z „Asterixa”, ale też samolot z „Klejnotu Nilu” (1985) z Michaelem Douglasem. To kolejny film tu kręcony. Niestety poza tym samolotem nie ma tu po nim wielu pamiątek.

Magia kina z drugiej strony
Magia kina z drugiej strony

Co ciekawe, poza biletem i drobnymi pamiątkami, właściwie niewiele można tu kupić. Przy studio znajduje się hotel, w którym kupuje się bilet i właściwie tyle. Nie jest to biznesowo wykorzystane, choć na to chyba nie ma co narzekać. I tak jest świetnie.

Egipt na potrzeby serialu "Tutenchamon"
Egipt na potrzeby serialu „Tutenchamon”

Sam Warzazat turystycznie oferuje niewiele. To miejsce wypadowe do dolin Dra i Dades oraz na pustynię. Przede wszystkim zaś związane z produkcją filmową. Może urokliwe nie jest, ale to jedno z tych miejsc w Maroku, gdzie podejście ludzi do przybywających jest bardzo ciepłe i niewymuszone. To naprawdę miłe, gdy mija się ludzi wychodzących z meczetu, którzy uśmiechają się i pozdrawiają grupkę turystów. Czegoś podobnego nie doświadczyliśmy nigdzie indziej w Maroko.

Inne ujęcie tej samej konstrukcji
Inne ujęcie tej samej konstrukcji

A studio Atlas to bez wątpienia obowiązkowa pozycja dla każdego, kto interesuje się powstawaniem filmów i przyjeżdża do Maroka. To naprawdę niesamowite miejsce i kawał historii kina.

Samolot z filmu "Klejnot Nilu"
Samolot z filmu „Klejnot Nilu”

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak marokański
Studio Atlas
Szlak filmowy
Studio Atlas
Share Button