Archiwum kategorii: Inne

Waterloo

Angielski historyk, Edward Sheparda Creasy jest autorem zestawienia 15 najważniejszych bitew w historii ludzkości. Starć, które zmieniły świat. Żyjący w XIX wieku Brytyjczyk jako ostatnią na swojej liście umieścił bitwę pod Waterloo. Nie bez powodu.

Kopiec, muzeum i lew
Kopiec, muzeum i lew

Bitwa pod Waterloo

Belgia stała się niepodległym państwem, konglomeratem kilku różnych regionów(niekiedy nieprzyjaznych sobie nawzajem) dopiero w 1830 roku. Powstanie katolickiej Belgii (i przy okazji protestanckiej Holandii) jest po części ukoronowaniem rosnącej świadomości narodowej, a po części efektem nowego porządku europejskiego, który ustalono podczas kongresu wiedeńskiego 1815 roku. Sam kongres to odpowiedź na rewolucję francuską i wojny napoleońskie, które przeobraziły ówczesną Europę. Nie byłoby jednak obrad kongresu wiedeńskiego, gdyby nie było Waterloo. A dokładniej klęski Napoleona z 18 czerwca 1815.

Miejsce bitwy pod Waterloo
Miejsce bitwy pod Waterloo

To właśnie w tym miejscu siły sprzymierzone pokonały Napoleona. Przeciw niemu stanęło dwóch dowódców, Brytyjczyk, książę Wellington (na jego cześć nazwano miasto Wellington) i Prusak marszałek Blucher (swoją drogą mieszkający nieopodal Wrocławia, w Krobielowicach). Wokół geniuszu wszystkich trzech narosły mity. Prawda jednak jest dużo bardziej okrutna i bolesna. Plan Wellingtona polegał na tym, by jak najbardziej przedłużyć starcie z Napoleonem, by wykrwawić jak najbardziej Francuzów i jednocześnie nie paść samemu do czasu, gdy od tyłu zaatakują ich Prusacy. Jak łatwo zgadnąć, była to jedna z najbardziej krwawych bitew tamtych czasów. Wellington i Blucher zostali okrzyknięci i zapamiętani jako wielcy dowódcy. Wellington nawet co roku świętował to zwycięstwo razem ze swoimi oficerami.

Mundury w muzeum
Mundury w muzeum

Miejsce klęski Napoleona, ostatniej bitwy lotu orła – jak bywa nazywane 100 dni Napoleona – to zielone pole, nad którym góruje Kopiec Lwa. Monument ten powstał niedługo po bitwie, w latach 1824 – 26 jako symbol zwycięstwa wojsk sprzymierzonych.

Panorama bitwy
Panorama bitwy

Muzeum bitwy pod Waterloo

Dziś na miejscu znajduje się ciekawe muzeum. Zaczynamy od wejścia do budynku, tam możemy zarówno obejrzeć mundury żołnierzy, ich broń, jak również zapoznać się z różnymi informacjami. Są to zarówno opisy przyczyn wojny, sytuacji geopolitycznej tamtego okresu, a potem jej przebieg (godzinowy), zaś dalej konsekwencje.

Wejście na szczyt kopca
Wejście na szczyt kopca

W muzeum znajdują się jeszcze dwie rzeczy. Pierwsza to kino 3D, gdzie mamy okazję zobaczyć panoramiczny film ukazujący chaos na polu bitwy. 3D powiedzmy sobie wprost, jest już dziś trochę zacofane, ale tu nie chodzi o efekty. Drugie szczególne miejsce to panorama bitwy, czyli obraz w rotundzie, zgodnie z wymogami epoki.

Pola bitwy, widok z kopca
Pola bitwy, widok z kopca

Następnie wychodzimy z muzeum i wchodzimy na kopiec. W sezonie podobno ze szczytu można oglądać okolicę za pomocą okularów VR, niestety podczas naszej wizyty nie było tej atrakcji. Kopiec można obejść, a następnie można się przejść polem do farmy. Przejść lub przejechać. Kursują tu specjalne busy, które łączą oba miejsca, ale uwaga, nie zatrzymują się na polu. Czy pole jest bardzo istotne? Trudno stwierdzić. Dzięki tablicom wiemy, w którym miejscu stali Francuzi, a w którym Brytyjczycy.

Mapa rozmieszczenia wojsk
Mapa rozmieszczenia wojsk

Na koniec zostaje jeszcze do zwiedzenia farma, na której także odbywała się bitwa.

Pobliska farma
Pobliska farma

Do Waterloo najlepiej dojechać z Brukseli pociągiem do stacji Braine-l’Alleud, a następnie się przejść. Bliżej niż z samego miasteczka i stacji Waterloo.

Krowy na farmie
Krowy na farmie

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak belgijski
Waterloo
Share Button

Keukenhof, ogród tulipanów w Lisse

Jedna z największych atrakcji Holandii jest otwarta niespełna dwa miesiące w roku, ale i tak przyciąga rzesze turystów. To najsłynniejszy niderlandzki ogród botaniczny, a może raczej kwiatowy, czyli Keukenhof. Idealne miejsce, by oglądać przepiękne i różnorodne tulipany i inne kwiaty. Znajduje się w miejscowości Lisse, jakieś 35 km od Amsterdamu.

Tulipany w Keukenhof
Tulipany w Keukenhof

Kuchenny ogród Keukenhof

Nazwa Keukenhof oznacza „ogród kuchenny”, co wyjaśnia pochodzenie tego miejsca. Został on założony w XV wieku jako część posiadłości księżnej holenderskiej, dokładnie jako ogródek dla potrzeb kuchennych. Dzisiejsza forma tego miejsca zaczęła się kształtować w pierwszej połowie XIX wieku, ale dopiero po II wojnie światowej założono tu ogród kwiatów cebulkowych na potrzeby wystaw i sprzedaży.

tulipany
Tulipany

Obecnie posadzonych jest tu około 7 milionów cebulek głównie tulipanów, ale też narcyzów, żonkili, hiacyntów, szafirków i innych kwiatów (nie wszystkie muszą być cebulkowe). Są tu dziesiątki, jak nie setki odmian i gatunków. Wszystkie wysadzane ręcznie, ułożone w przeróżne kompozycje kwiatowe. To zachwyca swoim pięknem, robi przeogromne wrażenie. Dlatego właśnie ogród ten jest otwierany w drugiej połowie marca i zamykany w drugiej połowie maja, by można było go zwiedzać wtedy, gdy jest najpiękniejszy, czyli gdy kwitnie.

Śliczny tulipan
Śliczny tulipan

Nie dziwi zatem duża liczba zwiedzających. Na szczęście sam teren jest rozległy, kwiatów też jest sporo, więc ludzie się rozchodzą, oglądają, robią zdjęcia i cieszą wiosenną przyrodą. Tłoku właściwie nie ma, z wyjątkiem kilku miejsc, głównie przy wejściach, w niektórych pawilonach i przy wiatraku obserwacyjnym. Ale tam gdzie podziwia się kwiaty, tej ilości ludzi się nie czuje. Chyba, że podniesie się na chwilę głowę i spojrzy na okolicę, zamiast podziwiać kwiaty.

Rabatki kwiatowe nie tylko z tulipanami (są np. żonkile)
Rabatki kwiatowe nie tylko z tulipanami (są np. żonkile)

Nie samymi kwiatami człowiek żyje. W ogrodzie jest też kilka innych atrakcji dla najmłodszych, którzy niekoniecznie są w stanie docenić piękno kompozycji tulipanowych. Jest tu labirynt do przejścia, są zagrody ze zwierzętami gospodarskimi, czy punkty obserwacyjne. Można też sobie wykupić wycieczkę łodzią po okolicznych kanałach .

Tulipany między drzewami
Tulipany między drzewami

Dojazd

Do Keukenhof można przyjechać samochodem. Znajduje się tu spory parking. Spod lotniska w Amsterdamie kursuje specjalna linia autobusowa, która przywozi nas wprost do tego miejsca. Właściwie nie trzeba jej specjalnie szukać. W teorii ma swój numer, w praktyce na autobusach jest zwyczajnie napisane Keukenhof i nie ma żadnej innej informacji. W sezonie na lotnisku chodzą ludzie, którzy sami ją wskazują. Zresztą jest też oznaczona sztucznymi tulipanami. Bilet autobusowy można też spokojnie kupić w samym Amsterdamie, jest sprzedawany w wielu miejscach (między innymi w centrum informacji turystycznej). Jest on wtedy łączony z wejściówką, co bardzo pomaga. Największe tłumy w Keukenhof są na wejściu, więc jeśli jedziemy samochodem, lepiej zaopatrzyć się w bilet przez Internet, by skrócić sobie czas oczekiwania. Nie zauważyliśmy by bilety były w jakikolwiek sposób limitowane. Linie autobusowe kursują tu także z Lejdy i podobno Hagi.

Tulipany Keukenhof
Tulipany Keukenhof

Warto zwrócić uwagę na jedną rzecz. W wielu miejscach pojawia się informacja, że bilet w ogrodzie jest ważny przez trzy godziny, potem trzeba wyjść. Szczęśliwie u nas nikt tego nie weryfikował, ani nie sprawdzał. Możliwe, że to ograniczenie występuje w jakiś szczególnych okolicznościach.

Atrakcyjne formy nasadzenia
Atrakcyjne formy nasadzenia
w tym także ala Piet Mondrian
w tym także ala Piet Mondrian

Właściwie można by na tym skończyć. Ale jest jedno „ale”. Sam ogród jest doprawdy przepiękny i zdecydowanie jeśli jest tylko możliwość, warto go zobaczyć. Ale jak pisaliśmy wyżej, wszystko jest tu dokładnie posadzone i ustawione. Zaplanowane w najdrobniejszym szczególe i przez to sztuczne. W Holandii i Belgii nie raz odbywają się słynne imprezy kwiatowe, wystawy, targi. Ten ogród dokładnie w to się wpisuje, zadbany w każdym calu. Niestety także w sposób chemiczny.

Gdzie są pszczoły i motyle?

To co dla nas było szokiem, w tym miejscu praktycznie w ogóle NIE MA owadów. Dokładnie są pojedyncze pszczoły, czy trzmiele, o jakiś muchach czy innych pojedynczych sztukach też nie warto wspominać. Motyli nie uświadczyliśmy. Wszystko jest tu starannie spryskane chemią. Wiadomo, przy tylu odmianach kwiatów, opiekunowie nie chcą, by owady je mieszały. Ale pomimo tego piękna, tu czegoś zwyczajnie brakuje. Jak się w lecie pojedzie np. do arboretum w Wojsławicach pod Wrocławiem, to tam te kwiaty aż bzyczą. Tu nie. Tu jest martwa cisza. O ile w samej sztuczności i zadbaniu problemu nie ma, o tyle ilość chemii tu stosowanej jest zwyczajnie przerażająca. Pusto więc brzmią wszelkie zapewnienia o holenderskiej ekologii.

Tulipany w Keukenhof
Tulipany w Keukenhof

Jednak nawet ten ekologiczny problem Keukenhof nie umniejsza piękna tego miejsca. Będąc w odpowiednim czasie w Holandii naprawdę warto sobie zaplanować wizytę tutaj. Mimo wielu ludzi, oglądanie tylu różnych kwitnących tulipanów to bez wątpienia wspaniałe przeżycie.

Tulipany w Keukenhof
Tulipany w Keukenhof

Ponieważ Keukenhof jest otwarty dość przez około 1,5 miesiąca miedzy marcem a majem, warto sprawdzić wcześniej daty otwarcia na stronie. (W 2018 czynne od 22 marca do 15 maja)

W Holandii musi być wiatrak
W Holandii musi być wiatrak

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak holenderski
Keukenhof, ogród tulipanów
Share Button

Hobbiton, czyli jak zarabiać na planie filmowym

W żadnym innym kraju turystyka filmowa nie rozwija się tak dobrze jak w Nowej Zelandii. Jej filmowym sercem jest oczywiście Hobbiton Movie Set. Od razu wiedzieliśmy, że musimy tu dotrzeć. To zdecydowanie jedna z najlepiej rozpoznawalnych i utrzymanych lokacji filmowych nie tylko na antypodach, ale na całym świecie. Nic dziwnego, że przyciąga olbrzymie rzesze turystów, nie tylko fanów Tolkiena czy adaptacji Petera Jacksona, ale także ciekawskich. Można tu znaleźć ludzi, którzy o żadnym Śródziemiu nie słyszeli. To miejsce nie bez powodu jest obecnie jedną z najpopularniejszych, jeśli nie najpopularniejszą atrakcją Nowej Zelandii.

Znak powitalny
Znak powitalny

Hobbiton – filmowa atrakcja Nowej Zelandii

Hobbiton jest interesujący z jeszcze jednego powodu. Nowozelandczycy (czy może Kiwi jak sami siebie określają skrótowo) mają olbrzymi problem z własną kulturą, której nie ma zbyt wiele. Po wielu latach udawania, że jest inaczej,  widać obecnie duży zwrot w kierunku promowania języka i tradycji maoryskich. Ale tego jest mało. „Władca Pierścieni” (i w mniejszym stopniu „Hobbit”) wypełnia tę lukę. Niektórym miejscom w Nowej Zelandii nadaje się nieoficjalnie tolkienowskie nazwy, bardzo mocno promuje się lokacje filmowe. Są wycieczki zorganizowane przez różne firmy, można też przelecieć się samolotem z pilotem, który kręcił film.

Ta część przemysłu nie wymaga licencji, ale są też takie na których zarabiają producenci filmu. Jest też przewodnik po miejscach, który napisał Ian Brodie, a właściwie przewodniki, bo w niektórych sklepach widzieliśmy kilka różnych edycji (ponad dziesięć, od kieszonkowej po albumową). Dodatkowo wiele z tych miejsc jest przynajmniej, gdzieś oznaczona (mapy Google’a, informacja turystyczna). Hobbiton dziś funkcjonuje samodzielnie. Owszem wywodzi się z filmu, ale jest autonomiczną i popularną atrakcją. Warto tu też jeszcze zauważyć jedną rzecz. W Nowej Zelandii to nie J.R.R. Tolkien jest twórcą „Władcy Pierścieni”, a Peter Jackson. Tu naprawdę prym wiodą filmy, które niesamowicie rozsławiły Nową Zelandię. To się naprawdę tu czuje. Tu jest Śródziemie.

Domek hobbicki
Domek hobbicki

Na początku była farma

Ale nim je nakręcono, to nieopodal miejscowości Matamata była sobie farma rodziny Alexander (Family Alexander Farm). Liczyła ona 500 ha. Nie wyróżniała się niczym specjalnie, raczej jedna z wielu w okolicy. W 1998 Peter Jackson szukając plenerów filmowych przeleciał nad nią helikopterem. Spodobały mu się stawy i oczka wodne, świetnie umieszczone między pagórkami, w dodatku nie było tam żadnych linii energetycznych czy dróg. Przybył tu ze scenografami, a także słynnym ilustratorem dzieł J.R.R. Tolkiena Alanem Lee. Lee i Jackson uznali, że to miejsce jest takie bardzo swojskie, taki wykrojony fragment „merry England”, a gdzieś już pewnie Hobbici zaczęli kopać swoje norki.

Domek hobbicki
Domek hobbicki

Pozostało dogadać się z rodziną Alexander. Wpierw prośba ich zaskoczyła, nie do końca wiedzieli, czego się spodziewać. Z ich strony przedsięwzięciem pokierował Russell Alexander, który dość szybko zrozumiał, że życie jakie znali dobiegnie końca. On też prowadzi to miejsce do dziś, nadał mu też aktualny kształt. Podobno początkowo kazali filmowcom przyjść później i zabrać całą dekorację, ale z czasem doszli do ostatecznego porozumienia.

Pagórek ze sztucznym drzewem
Pagórek ze sztucznym drzewem

Przemiana w Hobbiton

Prace nad lokacją zaczęły się w 1999. W kopaniu hobbickich norek pomagała nowozelandzka armia. I chociaż w zamyśle twórców Hobbiton nie miał przetrwać wiele dłużej niż czas potrzebny na zdjęcia, to jednak fronty norek powstały z dość trwałych materiałów.  Najwięcej roboty było z roślinami. O ile kwiaty czy warzywa trzeba tylko zasadzić wcześniej, o tyle z drzewami jest więcej problemów. Klimat nowozelandzki jest taki, że europejskie drzewa takie jak śliwy czy jabłonie, rosną bardzo szybko i dodatkowo pną się w górę. To nie jest do końca to, czego oczekiwali filmowcy. Zwłaszcza, że Hobbiton mieli wykorzystać więcej niż raz. Musieli zatem znaleźć odpowiedniki, które na filmie będą mogły udawać kształty znanych Europejczykom drzew. Owoce zawsze można powiesić sztuczne, w filmie tego nikt nie zauważy.

Norki
Norki

Okazuje się także, że część drzew była sztuczna. Przede wszystkim to, które znajduje się nad domem Bilba. Z różnych powodów nie dało się tam posadzić drzewa, zwłaszcza na szybko.

Norka Bilba i Froda
Norka Bilba i Froda

Po filmie

Po zakończeniu prac nad „Władcą Pierścieni” Russell Alexander po raz pierwszy otworzył to miejsce dla turystów w 2002. Wcześniej fani i tak zaczęli tu przyjeżdżać sami. Russell oczywiście miał podpisane odpowiednie umowy, do których jeszcze wrócimy. W każdym razie utrzymywał to miejsce, sprawił, że żyło, a co jeszcze bardziej istotne, zaczęło się popularyzować.

Słynny napis
Słynny napis

W 2010 roku na potrzeby serii „Hobbita”, plan musiał zostać zrekonstruowany, trochę też rozbudowany. Zastosowano bardziej trwałe materiały, także z myślą o turystach. Nie budowano jednak wszystkiego od nowa. Zaś ponieważ już wtedy o Hobbitonie można było coś czasem przeczytać, utrzymywanie tego miejsca zaczęło się zwracać z nawiązką.

Polana na której świętowano urodziny Bilba
Polana na której świętowano urodziny Bilba

Dziś

Dziś w Hobbiton Movie Set można podziwiać 44 hobbickie norki, przy czym tylko do kilku da się wejść (przewodnik wpuszcza swoją grupę tylko do jednej). I w sumie żadna strata, bo wnętrza i tak były kręcone w studio w Wellington. Zaś w norkach wiele miejsca nie ma. Właściwie tylko tyle, by móc schować tam aktora, który przechodzi przez drzwi. Nic więcej. Żadnej dekoracji, podłogi, nic. Zwykły plan filmowym, który nie zostaje uwieczniony w kadrze.

Drogowskaz (Hobbiton)
Drogowskaz (Hobbiton)

Urzeka widok na wzgórza usiane okrągłymi drzwiami i oknami, z zadbanymi obejściami. Hobbiton jest bardzo zadbanym miejscem, dopracowanym w najdrobniejszych szczegółach. Cieszą detale zapamiętane z filmów i takie detale, na które nie zwraca się świadomie uwagi, ale budują klimat miejsca. No i roślinność, w jej utrzymanie wkładane jest dużo pracy i to widać. Sprawia to, że jest to miejsce magiczne.

Dom Sama Gamgee
Dom Sama Gamgee

Można się natknąć też na zasłonięte norki. To efekt braku porozumień w sprawie praw autorskich. Przewodnicy starają się jednak tak prowadzić wycieczki, by te zamknięte norki nie wpadały zbytnio w oko.

Gospoda pod zielonym smokiem
Gospoda pod zielonym smokiem
Wnętrza gospody
Wnętrza gospody

Zwiedzanie i gospoda

Oczywiście jest i gospoda i sklep. W Gospodzie pod Zielonym Smokiem (Green Dragon Inn) pierwsza kolejka jest na koszt firmy (piwo lub lemoniada). W sklepie przy wejściu na teren lokacji można się obłowić w pamiątki z „Władcy Pierścieni” i „Hobbita”.

Most i młyn
Most i młyn

Hobbiton przyciąga rzesze turystów, dlatego warto zarezerwować sobie wycieczkę wcześniej na stronie HobbitoTours. Samo zwiedzanie Hobbitonu trwa dwie godziny. Grupy zawsze prowadzi przewodnik. Na wspomnianej wyżej stronie można zamówić sobie wycieczkę wyruszającą z Matamaty bądź Rotoruy, można też kupić dojazdowe z innych miejsc. Jeśli dysponujemy samochodem to najlepszym (i najtańszym) rozwiązaniem jest Shire’s Rest. To już fragment farmy rodziny Alexander, tu znajduje się olbrzymi parking i sklep. Zresztą autobusy i tak tu dojeżdżają.

Ogródki
Ogródki

Istotne jest też to, że nawet jeśli zamówimy wejściówkę na jakąś godzinę, to trzeba mieć wydrukowane potwierdzenie, ale wcześniej i tak należy je zamienić na bilet w kasie. Mogą wymienić na wcześniejsza godzinę, jeśli są miejsca.

Staw i kolejne norki
Staw i kolejne norki

Sam Hobbiton zdecydowanie zasługuje na magiczną sławę, która wokół niego narosła. Niby to tylko plan filmowy, na którym widać dużo plastykowych rekwizytów. Ale oczarowuje i to bardzo. No i przede wszystkim dzięki zmysłowi biznesowemu i rzeszom turystów, prosperuje.

Rzeźba Golluma w Shire's Rest
Rzeźba Golluma w Shire’s Rest

Jeśli podobał Ci się wpis, zobacz inne na szlaku nowozelandzkim, lub filmowym.

Szlak nowozelandzki
Hobbiton
Szlak filmowy
Hobbiton
Share Button

Dar es Salaam i podróżowanie po Tanzanii

Tym razem nie próbowaliśmy samodzielnie jeździć samochodem. Niestety stan dróg i oznaczenia zdecydowanie to utrudniają. W Kyeli odcinek mający 25 km przemierzaliśmy w dzień prawie godzinę, bo droga choć utwardzona, właściwie była w dość kiepskim stanie i samochód (zwykły, nie 4×4) raczej się tam toczył niż jechał. Zaś centralnym miejscem w Tanzanii jest Dar Es Salaam (arab.  ‏دار السلام), co znaczy tyle co „Domostwo Pokoju”. Kiedyś nazywało się Mzizima. To wciąż główne miasto Tanzanii i stolica administracyjna oraz biznesowa kraju.

Ulica w Dar Es Salaam
Ulica w Dar Es Salaam

Trasy w Tanzanii

Także stan dróg krajowych bywa różny. Zdarzają się objazdy na remontowanych czy budowanych odcinkach, gdzie jedzie się właściwie po utwardzonym piachu. Jednocześnie nie widać raczej kontroli drogowych, więc wielu innych kierowców zwyczajnie nie przestrzega przepisów, choć podobnie jak w krajach arabskich wypadków jest tu raczej mało.

Dar Es Salaam
Dar Es Salaam

Mniejsze drogi, raczej przeznaczone są często dla samochodów 4×4. Tam może zdarzyć się konieczność przejechania płytkiej rzeki, czy przedarcia się przez błoto. Dodatkowo warto pamiętać, że większość samochodów jeżdżących po tych drogach do najnowszych nie należy i czasem pojawiają się problemy przy podjeżdżaniu pod górę.

Lokalny autokar i handel przydrożny
Lokalny autokar i handel przydrożny

Niestety na rozdrożach bardzo często nie ma żadnych oznaczeń kierunkowych. Na drogach krajowych czasem tylko pojawiają się informacje o odległości do danych miejsc.

Uprawa agawy
Uprawa agawy

Jeszcze innym problemem na drogach są zwierzęta. Tak dzikie, jak i hodowlane, które potrafią w niektórych miejscach wręcz blokować drogę.

Przydrożny kram
Przydrożny kram

Oczywiście istnieje możliwość wynajęcia samochodu wraz z kierowcą, ale raczej to dość droga sprawa. Alternatywy podróży są trzy.

Przepędzanie bydła
Przepędzanie bydła

Po pierwsze kolej. Linie nie są zbyt rozwinięte, jest ich właściwie kilka, na północ nie dojeżdżają. Po drugie mają też złą renomę ze względu na napady, ale da się nimi jeździć.

Targowisko
Targowisko

Z Dar Es Salaam

Największą siatkę połączeń dostarczają autobusy. Niestety trochę trudno zweryfikować zdalnie jak to wygląda. Część linii ma co prawda rozkłady w internecie, ale niekoniecznie nadal funkcjonują. Cześć firm ogranicza się tylko do facebooka, nie posiada stron. Pozostaje dowiadywać się emailowo lub telefonicznie. My podróżowaliśmy linią New Force na trasie Dar Es Salaam – Kyela i z powrotem. To dalekobieżna linia trochę lepszego standardu. Słowo trochę ma znaczenie. Wsiąść można praktycznie w dowolnym miejscu na trasie, podobnie z wysiadaniem. Jednocześnie przerwy w podróży są bardzo krótkie. Podczas 16 godzinnej podróży zaledwie 3, na szybką toaletę i kilka na zakupy jedzenia i innych rzeczy (bez wychodzenia z autobusu). Sprzedawcy podchodzą pod okna, a także czasem wchodzą do autobusu. New Force ma numerowane miejsca, co nie oznacza, że dane miejsce nie będzie sprzedane dwa razy. Sprzedaż nie jest weryfikowana internetowo, więc błędy się zdarzają. W teorii należy bilet wykupić dzień wcześniej, bo na ostatnią chwilę może nie być miejsc.

Zwierzęta na drodze
Zwierzęta na drodze

Podczas jazdy działa wideo pokładowe i w zależności od humoru obsługi albo lecą klaski kina akcji z lat 80. („Rambo”, „Commando”, „Amekański ninja”) i filmy karate z Jetem Lee czy Jackie Chanem, albo tanzańskie teledyski i filmy. Sama podróż przebiega spokojnie, choć znalezienie miejsca odjazdu na dworcu Ubungo w Dar Es Salaam może być trudne.

Małpy na drodze
Małpy na drodze

Na safari i na Zanzibar

W przypadku podróży do Arushy i na Zanzibar najwygodniejszym środkiem transportu są samoloty. Linie PrecisionAir i FastJet mają raczej tanie ceny (zwłaszcza przy wcześniejszym zakupie). W internecie jednak może być problem z płatnością kartą VISA, Mastercard działał.

Dworzec autobusowy w Dar Es Salaam
Dworzec autobusowy w Dar Es Salaam

Z Dar Es Salaam na Zanzibar można przedostać się też promem. Tu istnieją dwa, szybki i wolniejszy (mniej więcej trwa to koło trzech godzin). Bilety VIP nie wypadają jakoś szczególnie tajniej niż wcześniej kupione bilety samolotowe. Czasem nawet są droższe. Warto pamiętać, że promy są powszechnym środkiem transportu, więc poza klasą VIP ludzie przewożą tu meble, kury, kurczaki i wiele innych rzeczy, więc może to być ciekawa podróż.

Dar Es Salaam
Dar Es Salaam
Kościół blisko portu w Dar Es Salaam
Kościół blisko portu w Dar Es Salaam

Dar Es Salaam to nie tylko dawna stolica Tanzanii, ale to wciąż centrum nie tylko ekonomiczne kraju. To właśnie tu krzyżują się też szlaki, łączące całe państwo. Samo Dar Es Salaam w większości ma dość niską zabudowę. Jest bardzo rozległe. Jednak to nie jest w przeważającej części miasto dobre do samodzielnego zwiedzania. Nawet hotele często mają tu kraty w oknach i to na choćby piątym, szóstym piętrze, w dodatku przy wejściu czasem stoi strażnik z karabinem. Sami tubylcy przestrzegają przed szwendaniem się tu w dzień, co tu dużo mówić w nocy. Niemniej jednak wciąż jest tu kilka budynków postkolonialnych, na które warto spojrzeć. Jest też muzeum tradycyjnych chat, tam jednak nie dotarliśmy.

Prom z Zanzibaru
Prom z Zanzibaru
Szlak tanzański
Dar es Salaam i podróżowanie po Tanzanii
Share Button

RAF Greenham Common

Gdy trwała jeszcze II wojna światowa, jakieś 90 kilometrów od Londynu zbudowano nowe lotnisko RAFu (Royal Air Force) oraz lotnictwa Armii Stanów Zjednoczonych. Podczas zimnej wojny baza awansowała, przetrzymywano tu także pociski atomowe. To właśnie przeciw nim zaczęły protestować kobiety w 1981 roku. Z czasem w ramach protestu osiedliły się w tym miejscu. Greenham Common stało się Pokojowym Obozem Kobiecym. Obóz ten trwał tu do roku 2000, przez ten okres był zarówno usuwany jak i odbudowywany. W roku 2000 nie tylko zmieniła się sytuacja na świecie, ale również sama przestarzała już baza nie nadawała się do normalnego użycia.

Dawne lotnisko (Greenham Common)
Dawne lotnisko (Greenham Common)

Greenham Common – historia

Wówczas rozpoczął się nowy etap dla Greenham Common. Zostało w większości terenem rekreacyjnym, w którym można sobie pospacerować i wypocząć. Wciąż trwają jednak dyskusje, co do przyszłości tego miejsca. Są sugestie, by lepiej wykorzystać je turystycznie. Na razie służy głównie jako miejsce spacerowe dla ludzi mieszkających nieopodal, jak również miejsce wypasu krów.

Plan filmowy i magazyny
Plan filmowy i magazyny

Gwiezdne Wojny

Wyjątkiem są hangary, który wciąż są otoczone płotem. Obecnie pełnią raczej rolę magazynu, stoją tam ciężarówki z kontenerami. To jednak właśnie te hangary są najbardziej interesującym obiektem ze względu na kino. To tu J.J. Abrams postanowił nakręcić „Gwiezdne Wojny Część VII: Przebudzenie Mocy”. Hangary/silosy to baza Ruchu Oporu na planecie D’Qar w systemie Ileenium. Warto zwrócić uwagę, że wzgórza w tle zostały dodane komputerowo.

Tereny rekreacyjne
Tereny rekreacyjne

Niestety do silosów nie można dziś podejść. Są starannie ogrodzone. Z daleka wyglądają bardzo filmowo i interesująco, ale gdy podejdzie się do płotu to widzi się tam kontenery i samochody dostawcze, to teren wojskowy. Nie można także wejść do budynków znajdujących się na terenie dawnego lotniska. Choć jeśli projekty przekształcenia tego miejsca zostaną zrealizowane, to przynajmniej ta część zostanie zmieniona.

Widok na magazyny z oddali
Widok na magazyny z oddali

Dojazd

Sam dojazd do Greenham Common może nastręczać pewien problem. Bo choć miejsce to jest ogólnodostępne, nie licząc oczywiście pewnych wyjątków, to nie jest dobrze oznaczone. Na początek należy dojechać do Greenham Common Business Park, stamtąd należy się kierować drogą A339 na Newbury i skręcić w prawo na nieoznaczoną leśną drogę. W lewo jest drogowskaz na Burghciere School, może posłużyć jako punkt orientacyjny.

Krowy
Krowy

Jadąc drogą w lesie szybko miniemy bramę, potem zaś prowadzi ona praktycznie pod same silosy.

Zarośla
Zarośla

Greenham Common to dość niezwykła lokacja. Szkoda tylko, że jeszcze nie jest tak dostępna jak mogłaby być. To miejsce ma bardzo ciekawą historię i może kiedyś zostanie umiejętnie wyeksponowane. Dziś to raczej ciekawostka bardziej dla fanów „Gwiezdnych Wojen” niż pasjonatów historii. (Więcej zdjęć znajdziecie tutaj).

Jeszcze jeden widok na magazyny
Jeszcze jeden widok na magazyny
Szlak brytyjski
RAF Greenham Commons
Szlak filmowy
RAF Greenham Commons
Share Button

Armagedon

Jutro, 23 września, koniec świata, przynajmniej według aktualnej przepowiedni. Od lat wiele osób próbuje go przewidzieć wskazując niczym Nostradamus lub jego interpretatorzy dokładaną datę. Na razie jakoś nie wyszło. Więc my spróbujemy inaczej, zajmiemy się miejscem finalnej bitwy. A znajduje się ono w Izraelu, a dokładniej to dolina Jezreel (Galilea).

Armagedon – miejsce finalnej bitwy

Har-Magedon, czy też Armagedon lub Armageddon został wskazany jako miejsce ostatecznego starcia dobra ze złem w „Apokalipsie św. Jana”. Wraz z ustaniem walk dobro zatryumfuje, zło i jego sprzymierzeńcy zostaną ostatecznie pokonani i zamknięci na tysiąc lat w czeluści. Potem czekają ich jeszcze jęzory ognia. Dobrzy zaś odrodzą się w nowym świecie, bez głodu, chorób, smutku i śmierci.

Armagedon (kilka lat temu)
Armagedon (kilka lat temu)

Sama nazwa pochodzi prawdopodobnie od Megiddo. Było to miasto w starożytnej Palestynie (dziś to terytorium Izraela), o tyle istotne, że położone na niewielkim wzniesieniu, wokół którego prowadzono na przestrzeni lat wiele bitew o kluczowym dla rejonu znaczeniu. Ostatnia odbyła się tu w 1918 między Imperium Osmańskim a Brytyjczykami. Niektórzy twierdzą, że była to zapowiedź klęski Turków podczas I wojny światowej. Dziś pozostałości po Megiddo można nawet zwiedzać. Obszar wokół jest zarówno Parkiem Narodowym jak i znajduje się na światowej liście dziedzictwa kulturowego UNESCO.

Druga część nazwy, czyli słowo „Har” oznacza górę (ew. pagórek). Góra Megiddo. Bardziej by pasowała tu wzniesienie, czy pagórek. Ale inne źródła sugerują, że bitwa rozegra się w dolinie przy górze Megiddo. A ta dolina to właśnie znajdująca się w Galilei Jezreel (ew. Jizreel, Ezdrelon, czy po hebr. עמק). Dolina ma powierzchnię koło 250 km kwadratowych i kształt przypominający trójkąt. Miejsce w sam raz na ostateczną bitwę.

Armageddon
Armageddon

Obecnie jest to przede wszystkim obszar rolniczy. Turyści i pielgrzymi najczęściej przemierzają go nawet nie zdając sobie sprawy, gdzie są, o ile przewodnik o tym nie wspomni. Tu krzyżują się trasy z Nazaretu, góry Karmel czy Jerozolimy. Czy jutro rozegra się tam decydujące starcie? Zobaczymy. Jak nie, to może następnym razem. W każdym razie miejsce jest znalezione i przygotowane. A gdyby nie wyszło, kolejny koniec świata ogłoszono w październiku.

Szlak izraelski
Armagedon
Share Button

Studio Atlas i Warzazat

Studio Atlas (i pobliskie studio CLA, ustępujące trochę legendzie, ale bardzo często wykorzystywane komplementarnie, w końcu ulokowane jest tuż obok) znajdujące się w Warzazacie (Ouarzazat) to z pewnością jedna z największych filmowych perełek Maroka. Tu powstało bardzo wiele pamiętnych scen z historii kina, to jedno z tych miejsc, które przyciąga do Maroko. A najlepsze jest to, że przy odrobinie szczęścia można je zwiedzić.

Warzazat
Warzazat

Studio Atlas i GOT

Studio Atlas jest zamknięte dla turystów jedynie w okresie, gdy trwają tam zdjęcia. W każdym innym terminie, można je zwiedzać, oczywiście z przewodnikiem. Nie da się wejść wszędzie, choćby do stajni ze zwierzętami, ale i tak to ciekawa atrakcja. Trochę to kosztuje (jakieś 150 MAD), ale jeśli turystów nie ma wielu, to grupki są bardzo małe, więc jest to kameralna wycieczka. Przewodnik zaś, przynajmniej ten, który nam się trafił, był bardzo dobrze zorientowany nie tylko w produkcji filmowej, ale także w kulturze zachodniej. Nie liczyliśmy, że będzie w stanie powiedzieć, że w „Grze o tron” widzieliśmy scenę, w której Deanerys wyrusza z niewolnikami spod Astaporu. Był, doskonale pamiętał wszystkie nazwy, czym bez wątpienia nas zaskoczył.

Makieta Astapor
Makieta Astapor

Filmowo zaczniemy od „Gry o tron”. Astapor częściowo kręcono w Essaouirze, a częściowo tutaj. Tu mamy sceny przede wszystkim z kupowaniem i uwolnieniem Nieskalanych, daleko od oceanu. Potrzebna była brama i mur miejski, oraz pustynia. Więc dokładnie tu ją zbudowano. Znajduje się ona już poza studiem Atlas, więc nie była w naszej wycieczce. Nie dało się wejść do środka (to część studia CLA), ale jednocześnie płot wokół niej był na tyle prowizoryczny, że dało się tam dojść. Zresztą przewodnik powiedział wprost, że fani „Gry o tron” dokładnie to robią i nikt ich nie goni. Zrobiliśmy  to samo. Przeszliśmy przez dziurę w płocie.

Sama konstrukcja muru jest o tyle ciekawa, że Astapor zbudowano na tyłach muru z „Królestwa Niebieskiego” (2005) Ridleya Scotta. Oba oczywiście są stworzone z masy, trzymają się na rusztowaniach, więc wykorzystano te rusztowania z obu stron. Przy nich pozostały też inne makiety z filmu Scotta, czyli przede wszystkim trebusze i machiny oblężnicze.

Makieta Jerozolimy z "Królestwa Niebieskiego" (po drugiej stronie Astapor)
Makieta Jerozolimy z „Królestwa Niebieskiego” (po drugiej stronie Astapor)

James Bond i mniej fantastyczne światy

Pustynię za studiem także wykorzystywano w filmach. Tu warto wymienić choćby „W obliczu śmierci” (1987) czyli Jamesa Bonda z Timothym Daltonem. Część scen kręcono też na lotnisku w Warzazat, część tu. Całość udawała Afganistan (wraz z kilkoma ujęciami nagranymi na pustyni Mohave w USA). Ale to studio Atlas było idealnym miejscem do nagrywania większych scen akcji.

Makieta Jerozolimy - Studio Atlas / CLA
Makieta Jerozolimy – Studio Atlas / CLA

Ridley Scott wykorzystał studio do kręcenia dwóch filmów. Poza „Królestwem niebieskim”, pracował tu także nad „Gladiatorem” (2000) z Russelem Crowe. Zresztą budynków z czasów rzymskich w studio jest dość wiele, bardzo często udają Jerozolimę i Ziemię Świętą, zwłaszcza w rozmaitych produkcjach telewizyjnych. Przewodnik potrafił wskazać ciekawostkę, a mianowicie tę samą dekorację, w której nagrywano film o Jezusie „Ogrody Edenu” (1998) oraz „Mojżesza” (1995). Obie produkcje telewizyjne znajdują się w tym samym miejscu, tylko bohaterowie są w innym miejscu planu, makiety tła pozostały identyczne. Ale to nie jedyny film o Jezusie, kręcony w tych okolicach. Był też miniserial „Jezus z Nazaretu” (1977), czy „Ostatnie kuszenie Chrystusa” (1988) Martina Scorsese. Niestety w przypadku starszych filmów dekoracja raczej się nie zachowała. W latach 90. i na początku XXI wieku powstawało tu bardzo wiele telewizyjnych produkcji biblijnych. Trudno wręcz to wszystko wymienić, nie wchodząc w wyliczankę.

Machiny oblężnicze z filmu Ridleya Scotta
Machiny oblężnicze z filmu Ridleya Scotta

U Scotta był to także Bliski Wschód w „W sieci kłamstw” (2008), a także Egipt w „Exodus: Bogowie i królowie” (2014).  Zresztą budynków egipskich jest tu naprawdę sporo, pochodzą z wielu filmów. Część z nich to nowsze produkcje, jak mini serial „Tutenchamon” z Benem Kinsleyem. Ponieważ to nowe dekoracje, są bardzo dobrze zachowane i cieszą oko.

Egipt z Asterixa i Kleopatry
Egipt z Asterixa i Kleopatry

Nagrywano tu także telewizyjną „Kleopatrę” z 1999, zachował się po niej basen, w którym kąpała się w mleku. Duże budowle egipskie pozostały po francuskim filmie „Asterix i Obelix: Misja Kleopatra” (2002) z Geradem Depardieu. Niestety one już trochę zniszczały, ale nadal da się je bez problemu rozpoznać.

Egipt z Asterixa i Kleopatry
Egipt z Asterixa i Kleopatry

Odległe kraje

Obok części egipskiej jest coś, co było Nepalem w filmie Martina Scorsese „Kundun – życie Dalajlamy” (1997). Dokładnie tę samą dekorację, tę samą świątynię, wykorzystał Peter Weir w „Niepokonanych” (oryg. „Way back”, 2010). Tam znajduje się ona w Mongolii. Celowo została trochę zniszczona, ale w większości wykorzystano ją wprost. Włącznie z pokazaniem „sztucznych” ksiąg.

Nepal / Mongolia w zależności od potrzeb filmowców
Nepal / Mongolia w zależności od potrzeb filmowców

Dobrze zachowane są też miejsca po „Księciu Persji: Piaskach czasu” (2010), w którym również zagrał Ben Kinsley.

Kolejna makieta Egiptu
Kolejna makieta Egiptu

Z kilku innych głośnych produkcji, o których warto wspomnieć, a powstały w tym miejscu to: „Zawód: Szpieg” (2001) Tony’ego Scotta, „Alexander” (2004) Olivera Stone’a, „Mumia” (1999) Stevena Sommersa, „Lawrence z Arabii” (1962) Davida Leana, „Babel” (2006) Alejandro G. Inarritu. Z nowszych odcinek „Breaking Bad”, „Królowa pustyni” (2015) Wernera Herzoga czy „Hologram dla króla” (2016) Toma Tykwera z Tomem Hanksem.

Makieta starożytnego miasta
Makieta starożytnego miasta

Top Gear i nie tylko

Na osoby akapit zasługują jeszcze pojazdy. Tu kręcono kilka odcinków „Top Gear”, ale znajdują się tu specjalne samochody przeznaczone do wybuchów. Z daleka wyglądają na ładne auta, ale tak prawdę mówiąc mają się dobrze palić. Z bliska to wygląda na niestaranną podróbkę. Zachowały się tu także resztki rydwanów z „Gladiatora”, czy nawet łódź z „Asterixa”, ale też samolot z „Klejnotu Nilu” (1985) z Michaelem Douglasem. To kolejny film tu kręcony. Niestety poza tym samolotem nie ma tu po nim wielu pamiątek.

Magia kina z drugiej strony
Magia kina z drugiej strony

Co ciekawe, poza biletem i drobnymi pamiątkami, właściwie niewiele można tu kupić. Przy studio znajduje się hotel, w którym kupuje się bilet i właściwie tyle. Nie jest to biznesowo wykorzystane, choć na to chyba nie ma co narzekać. I tak jest świetnie.

Egipt na potrzeby serialu "Tutenchamon"
Egipt na potrzeby serialu „Tutenchamon”

Sam Warzazat turystycznie oferuje niewiele. To miejsce wypadowe do dolin Dra i Dades oraz na pustynię. Przede wszystkim zaś związane z produkcją filmową. Może urokliwe nie jest, ale to jedno z tych miejsc w Maroku, gdzie podejście ludzi do przybywających jest bardzo ciepłe i niewymuszone. To naprawdę miłe, gdy mija się ludzi wychodzących z meczetu, którzy uśmiechają się i pozdrawiają grupkę turystów. Czegoś podobnego nie doświadczyliśmy nigdzie indziej w Maroko.

Inne ujęcie tej samej konstrukcji
Inne ujęcie tej samej konstrukcji

A studio Atlas to bez wątpienia obowiązkowa pozycja dla każdego, kto interesuje się powstawaniem filmów i przyjeżdża do Maroka. To naprawdę niesamowite miejsce i kawał historii kina.

Samolot z filmu "Klejnot Nilu"
Samolot z filmu „Klejnot Nilu”

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak marokański
Studio Atlas
Szlak filmowy
Studio Atlas
Share Button

Podróżowanie po Maroko

Jazda po odległych krajach zawsze jest pewnym problemem, najczęściej wynikającym z innego nastawienia. Zanim się tam pojedzie, trudno sobie wyobrazić sytuację na drogach i sposób jeżdżenia. Podróżowanie po Maroko na własną rękę nie jest takie złe. Wręcz przeciwnie. Drogi są dobrze utrzymane (w większości przypadków), dobrze oznaczone, a kierowcy zazwyczaj nie szaleją.

Krajobraz
Krajobraz z okna samochodu

Maroko na własną rękę samochodem

Przestrzegają przepisów, zwłaszcza dotyczących prędkości, zdecydowanie bardziej niż w innych krajach arabskich, ale też w Polsce. Wynika to z prostej przyczyny. Policja dość mocno egzekwuje i ściga piratów drogowych. Bardzo łatwo dostać mandat, nie trzeba się specjalnie starać, więc warto ściągnąć drogę z gazu.

Owce i kozy przechodzące nad autostradą
Owce i kozy przechodzące nad autostradą

Ale nie tylko kierowcy są ścigani. Podróżując po kraju nie raz mamy możliwość natknięcia się na pasterzy ze swoimi trzodami, składającymi się głównie z kóz i owiec. Oni nie wchodzą na drogę, nie blokują przejazdu. Nawet jak chcą przekroczyć jezdnię, to robią to bardzo ostrożnie i szybko, tak by nie blokować ruchu. Na ich stada można natknąć się na poboczach, na drodze to zaś ewenement. Czasem nawet na przykład na autostradach, widać tylko mostki po których pędzone są zwierzęta. Ciekawie to wygląda.

Inny krajobraz za oknem
Inny krajobraz za oknem

Kozy na drzewach

Mówiąc o zwierzętach w Maroko, nie można nie wspomnieć o kozach na drzewach. Te oczywiście uchodzą za jeden z nieformalnych symboli kraju. W niektórych miejscach podobno pasterze specjalnie je gonią na drzewa, by te przyciągały turystów. Za zdjęcia oczywiście oczekują wynagrodzenia. My, jeżdżąc w okresie, gdy przybywało tu mniej turystów, tylko raz mieliśmy okazję zobaczyć zwierzęta na drzewie. Ponieważ pasterze nie byli w ogóle zainteresowani turystami, prawdopodobnie było to ich naturalne zachowanie. Co bez wątpienia cieszy.

Kozy na drzewach
Kozy na drzewach

Z takich ciekawostek, warto też zauważyć, że w niektórych miejscach, Marokańczycy trzymają psy na dachach. Nawet w Rabacie, ale na wioskach też to czasem widać. Zwierzę z tej odległości widzi zbliżających się ludzi i robi hałas. Gorzej jest, gdy taki pies widzi kota.

Kozy na drzewach
Kozy na drzewach

Przy drogach znajdują się czasem sklepy, choćby z miseczkami czy innymi talerzami. Te przeznaczone dla turystów najczęściej mają parkingi. W bardziej pustynnych miejscach można też znaleźć sprzedawców skamieniałości, czyli przede wszystkim amonitów i belemitów. Jedne są fałszywe, inne nie. Można wywieźć do 10 sztuk legalnie.

Przez zabudowę
Przez zabudowę

Czasem przy drodze, na dziko, są sprzedawane też lokalne produkty. Jak choćby olej arganowy. Ceny w porównaniu z naszymi są naprawdę okazyjne.

Osioł - lokalny transport
Osioł – lokalny transport

Samo Maroko jest krajem rozległym i zróżnicowanym. Ograniczenia prędkości powodują, że podróżowanie po nim niestety się wydłuża. Natomiast podróż często ogranicza się tylko do biernego oglądania zmieniających się krajobrazów. Nie zawsze da się zatrzymać na poboczu. Autostrady są normalne. No i zwierzęta nie blokują drogi.

Jeszcze inny krajobraz za oknem
Jeszcze inny krajobraz za oknem
Szlak marokański
Podróżowanie
Share Button

Podróżowanie po Malcie, nie tylko filmowe

Malta bez wątpienia jest swoistym zagłębiem filmowym. Dwa najbardziej znane obrazy związane z Maltą to oczywiście „Sokół maltański” (The Maltese Falcon) Johna Hustona z 1941 oraz „Popeye” (1980 r.) Roberta Altmana z Robinem Williamsem w roli głównej . Pierwszy film w ogóle nie był kręcony na Malcie i tak prawdę mówiąc nie jest z nią w żaden sposób związany, z wyjątkiem McGuffina, którym jest sokół maltański. To nie ptak, a złota statuetka. To posążek, jaki joannici ofiarowywali wicekrólowi Sycylii jako coroczną daninę w zamian za przekazanie im wyspy. W teorii dziś już z Maltą ma to niewiele wspólnego. Jednak warto zauważyć, że Maltańczycy się tym nie przejmują. Można tu znaleźć nawet centrum sokolnictwa, gdzie jest szansa zobaczyć sokoły z Malty. Sam film z Humphreyem Bogartem należy do klasyki czarnego kryminału. Bazuje na powieści Dashiella Hammetta i co ciekawe, był ekranizowany nie raz. Pierwsza wersja pochodzi z 1931, a ostatnia z 1981. Żadna jednak nie zdobyła takiej sławy jak ten z Bogartem.

Trzy miasta
Trzy miasta

Wioska Popeye’a i inne atrakcje

Akcja „Popeye’a” nie dzieje się na Malcie, ale tu nakręcono ten film. Mało tego, zbudowano całą wioskę Popeye’a, która ostała się do dziś. Jest to obecnie atrakcja turystyczna, płatna i zdecydowanie bardziej nastawiona na dzieci, niż fanów filmu. Jest to jedno z wielu takich miejsc na wyspie, czyli kolejna atrakcja.

Trzy miasta
Trzy miasta

Niektóre miejsca, jak Czerwona Twierdza mogą kojarzyć się z filmami, ale ta nazwa to koincydencja.

Czerwona Twierdza
Czerwona Twierdza

 Na Malcie powstały też wspomniana już „Troja” (Troy) Wolfganga Petersena, ale również część scen do „Gladiatora” Ridleya Scotta, czy „Wyspy piratów” (Cutthroat Island) z Geeną Davis z 1995. Maltański Instytut Filmowy chwali się listą ponad 150 obrazów. O niektórych wspominaliśmy przy okazji innych wpisów. Mało tego, podobnie jak to miało miejsce z „Grą o tron”, można też znaleźć całodniowe wycieczki szlakiem filmowym po Malcie. W takim przypadku najczęściej organizatorzy są w stanie odebrać nas z hotelu, a potem przywieźć z powrotem. My się jednak na to nie zdecydowaliśmy, spróbowaliśmy swoich własnych sił.

Zatoka św. Pawła
Zatoka św. Pawła

Mosta

Malta to nie tylko filmy i turystyka. To także szlak pielgrzymek religijnych. Święty Paweł spędził tu trzy miesiące. Jego kult nadal jest istotny w tym kraju. Zresztą skoro wyspa należała kiedyś do zakonu joannitów, to do dziś pozostała mocno katolicka. Mówi się, że jest tu kościołów tyle, że codziennie w którymś odbywa się odpust, co nie jest dalekie od prawdy. Wg Wikipedii jest tu 359 kościołów. Są to często bardzo ładne świątynie, bogate, zadbane. W wielu toczy się życie lokalnej społeczności. Ludzie są dumni ze swojej parafii i zwłaszcza w mniej uczęszczanych miejscach, cieszą się, gdy ktoś ją zwiedza. Choć nie zawsze wszystko jest otwarte i nastawione na zwiedzanie. Z kościołów poza Vallettą, warto zatrzymać się w Moście ze względu na wspaniałą kopułę, jedną z największych w Europie. Zresztą przy dobrej widoczności Mosta jest widoczna przy lądowaniu czy startowaniu samolotu.

Mosta
Mosta

Poza kościołami kult Świętego Pawła jest związany z zatoką świętego Pawła. Dziś jest tam więcej turystów, ale pątnicy również tam przybywają. Spacerują nadbrzeżem. Bez wątpienia jest to jedna z lżejszych pielgrzymek.

Mosta
Mosta

Sliema i St. Julians

Malta jest rajem dla turystów, ma mnóstwo atrakcji różnego rodzaju. Przyrodniczych, historycznych, ale też takich, które mają sprawić ludziom frajdę. Choćby możliwość pływania w basenie z delfinami, czy mnogość klubów, głównie w Sliemie i St. Julians. Jednak obowiązuje tu jedna niepisana zasada, której Maltańczycy się mocno trzymają. Nie wszystko na raz, zwiedzać trzeba wolniej, tak by zawsze było coś jeszcze do zobaczenia. Może następnego dnia, a może przy następnej wizycie. Bez wątpienia, nie lubią tu intensywnego zwiedzania. Zresztą nawet podróżując po wyspie, znajdziemy wiele miejsc, w których warto się zatrzymać tylko po to, by podziwiać widoki. Może nie wszędzie się da i nie zawsze jest to bezpieczne, acz w trasie robiliśmy wiele postojów. Maltańczycy chyba są do tego przyzwyczajeni i traktują turystów ulgowo.

Nocne życie - Sliema
Nocne życie – Sliema
Szlak maltański
Podróżowanie po Malcie
Share Button

Malta i „Gra o tron” część 2

Kontynuując zwiedzanie Malty śladami „Gry o tron” zajmiemy się kolejnymi miejscami, do których z różnych przyczyn nie udało się nam dostać, czy zwiedzić. Przynajmniej w takiej formie, w jakiej byśmy chcieli. Część z nich była zamknięta z powodu zdjęć do filmu „Assasin’s Creed” z Michaelem Fassbenderem. Te miejsca dało się zobaczyć z różnych stron z zewnątrz, ale były w tamtym czasie zamknięte dla zwiedzających. Na ogół jednak są dostępne i stanowią istotny punkt dla wszystkich fanów „Gry o tron”.

Fort Manoel – Wielki Sept

Fort Manoel
Fort Manoel

Zaczniemy od Fortu Manoel. W pierwszym sezonie kręcono tu Wielki Sept Baelora i scenę egzekucji Neda Starka. Fort znajduje się na wyspie Manoel, na zachód od Valletty. Na wyspę wiedzie mały mostek z Gżiry. Stamtąd da się też spokojnie podejść pod sam fort. Tyle, że podczas naszej wizyty przed wejściem stali strażnicy i zawracali turystów. Fort można też obejrzeć z drugiej strony, czy to płynąc po kanałach, czy spoglądając na niego z murów Valletty. Gżira znajduje się tuż przy Sliemie, dość popularnej turystycznie części Malty, więc dojechanie tu tak transportem publicznym jak i samochodem nie stanowi większego problemu.

Wyspa Manoel
Wyspa Manoel – kurnik

Swoją drogą na wyspie Manoel znajduje się też bardzo niecodzienny kurnik dla kaczek. Trochę cepelia, ale bez wątpienia wyróżniający się w okolicy.

Fort St. Angelo – Czerwona Twierdza

Fort St. Angelo
Fort St. Angelo

Dokładnie po drugiej (wschodniej) stronie Valletty znajdują się trzy miasta, w tym Birgu. Tam zaś jest Fort St. Angelo. Akurat nie kręcono w nim „Assain’s Creed”, ale za to był w remoncie. Nie dało się go zwiedzić od środka, co jest o tyle istotne, że to właśnie tu kręcono lochy Czerwonej Twierdzy. Te w których przetrzymywano Neda. Z zewnątrz dało się ów fort całkiem dobrze zobaczyć, ale znów to nie to o co chodziło. Warto dodać, że fort znajduje się praktycznie w centrum Brigu, więc dotarcie do niego nie jest problemowe. Znajduje się przy porcie, więc ruch samochodowy jest tu mocno ograniczony, ale od przystanku czy parkingu daleko nie jest.

Fort St. Angelo - Gra o tron Malta
Fort St. Angelo – Gra o tron Malta

Fort Ricasoli

Na północ od Trzech Miast znajduje się jeszcze Fort Ricasoli, także widoczny z murów Valletty. Tam kręcono przede wszystkim sceny dziejące się wokół murów Królewskiej Przystani, a także bramę, przez którą do miasta wraca Arya Stark. O ile do dwóch poprzednich fortów jest dość łatwo dotrzeć, o tyle ten znajduje się na pustkowiu. Praktycznie nie ma tam już transportu publicznego, a okolice raczej odstraszają turystów. Znajduje się tu między innymi złomowisko. Fort znów udało się nam tylko obejrzeć trochę z zewnątrz, ale jest on na tyle duży, że niewiele to dało. No i oczywiście z murów Vallety. Tu ponownie kręcono „Assasin’s Creed”, więc po prostu nie wpuszczano osób postronnych na plan filmowy. Szkoda, bo tam powstało wiele ujęć z „Gry o tron”.

Fort Ricasoli
Fort Ricasoli

Do dwóch pozostałych lokacji nie udało się nam dotrzeć ze względu na czas (i oznaczenia). Pierwsza z nich to pałac Verdala (widzieliśmy go z daleka). W serialu kręcono tu sceny dziejące się w posiadłości Illyrio, w tym tę, w której Khal Drogo po raz pierwszy spotyka Daenerys. Tu też zastosowano dość ciekawy zabieg, bo w jednej ze scen widać w tle wyspę Gozo i Lazurowe Okno, które znajduje się w zupełnie innym miejscu. Drugie miejsce to klify Mtahleb. Kręcono tam obozowisko Dothraków pod koniec pierwszego sezonu, a także sceny stosu pogrzebowego Khala Drogo. Niestety dojazd tu też nastręcza pewnych trudności, zwłaszcza jakość dróg, przez co należy poświęcić na to trochę więcej czasu.

Mury fortu Ricasoli
Mury fortu Ricasoli

Prawdopodobnie na Malcie znajdują się jeszcze inne miejsca, gdzie kręcono „Grę o tron”, jednak niekoniecznie zostało to gdzieś udokumentowane. Podobno ulica Mączna znajduje się w Valletcie, ale nie udało się nam jej zlokalizować. Łatwo też znaleźć wycieczki zorganizowane śladami serialu. Jednak wtedy warto zweryfikować wymienione miejsca i wejścia. Bo jeśli najtrudniejsze do dojechania miejsca są zamknięte lub pominięte, może nie warto wydawać pieniędzy na taką wycieczkę.

Okolice fortu Ricasoli
Okolice fortu Ricasoli

Następnym razem na szlaku filmowym wrócimy z „Grą o tron” do Hiszpanii, a dokładniej do Sewilli.
Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak filmowy
Malta („Gra o tron”) cz.2
Szlak maltański
Malta („Gra o tron”) cz.2
Share Button