Archiwum kategorii: Miasto

Hollywood

Hollywood to dzielnica Los Angeles, ale z prostego powodu warto zrobić o niej osobny wpis. To Hollywood. To stolica kina (przynajmniej rozrywkowego) i to tu rozdawane są Oscary. Kontrowersyjne, ale wciąż uchodzące za tą najbardziej prestiżową nagrodę, a że to okres oskarowy, więc warto na chwilę zająć się Hollywoodem. Zwłaszcza, że cały świat kinomanów spogląda w tamtym kierunku.

Audytorium Kodaka (Hollywood)
Audytorium Kodaka (Hollywood)

Hollywood – blichtr i jarmarczność

Jak wygląda Hollywood oczyma podróżnika? Koszmarnie. To miejsce, które jest nastawione na turystów, co krok sprzedaje się tu mnóstwo pamiątek. No a gdy nie ma żadnej premiery, to razi nas sztucznością. To miejsce, do którego każdy miłośnik filmu pewnie chce się dostać, choćby na chwilę. Ale jednocześnie to jedno z tych marzeń, które lepiej by pozostało niespełnione. To miejsce nie jest w stanie zmierzyć się ze swoją legendą. Ma być magiczne, ma być fabryką snów, jest tym czym jest.

Problem Hollywoodu jest taki, że czasy w których studia mieściły się dokładnie w tym miejscu już minęły. Resztki są, nawet czasem da się coś zwiedzić, ale to tylko cień dawnej świetności. Ostatnim dużym studiem, które wciąż produkuje, jest Paramount. Tu powstawało kilka filmów z serii „Star Trek”, a ostatnio też „Legion samobójców” (2016).

Oskary i Hollywood w kinie

Pozostało tu kilka słynnych kin, w tym Grauman’s Chinaese Theatre czy Audytorium Kodaka. To miejsca znane z głośnych premier, te najważniejsze z czerwonym dywanem wciąż się tu odbywają. No i wtedy są gwiazdy. I właściwie tyle. To dzisiejsza legenda Hollywoodu. Oczywiście podobnie jest przy ceremoniach takich jak rozdanie Oscarów. Jest blichtr, jest przepych, są znani ludzie, których można podziwiać z daleka. Jednak gdy przyjdzie się w innej porze, jedyną rzeczą, która tak naprawdę pozostaje do zrobienia w Hollywood, to oglądanie gwiazd upamiętniających artystów. Ale warto pamiętać, że ta główna, najważniejsza Aleja Sław znajduje się w Santa Monica.

Jedna z najsłynniejszych dzielnic Los Angeles, co najwyżej może pochwalić się dość intrygującą stacją metra. Klimatyczną, dokładnie informującą gdzie jesteśmy.

Chcąc nie chcąc, stolica kina pojawia się w filmach. Stare produkcje tu powstały. Dziś to najczęściej symbol utrwalany choćby w takich filmach jak „Muppety jadą do Hollywood” (1979). Hollywood pojawia się też jako część scenerii Los Anegles, ostatnio choćby w „Nice Guys. Równi goście” (2016). To stały element miasta, rozpoznawalny i przyciągający turystów, nie można go pominąć w kinie.

Więc gdy lada moment oczy kinomanów będą zwrócone na Hollywood, i wielu bardzo chętnie by się tam znalazło, to może niech się włączy podróżnicza lampka, że wcale nie warto. To chyba takie miejsce, o którym lepiej marzyć niż zobaczyć. Zaś wielkie studia znajdują się już trochę w innych miejscach.

Stacja metra
Stacja metra
Szlak amerykański
Hollywood
Share Button

Casablanca

Największe i prawdopodobnie najbardziej znane miasto Maroka. Casablanca (arab. لدار البيضاء) zaskakuje zarówno swoim wyglądem, ale też charakterem. To rozwijająca się metropolia z postkolonialnymi zabytkami, gdzie nowoczesność miesza się z tradycją. Jednocześnie kulturalnie jest mniej liberalna niż mogłoby się to wydawać, a ludzie tu są zdecydowanie bardziej tradycyjni niż w innych miejscach kraju. Przywykliśmy do tego, że w Europie czy w USA to właśnie duże ośrodki są bardziej wyzwolone. Nie w Maroko.

Hotel Excelsior, czyli zabytek w stylu Art Noveau
Hotel Excelsior, czyli zabytek w stylu Art Noveau

Casablanca

To ostatnie nas trochę zszokowało. Liczyliśmy, że będzie to miejsce bardziej otwarte na turystów, przede wszystkim zarobkowo. Obawialiśmy się trochę powtórki z Marrakeszu, gdzie ludzie będą dość nachalni, ale tego w centrum Casablanki nie ma. To miasto żyje swoim życiem, turyści dobrze, że są, ale nie mają większego wpływu na funkcjonowanie. Więc będąc w największym miastu w kraju nawet nie założyliśmy przez chwilę, że będziemy mieć problem z kupieniem obiadokolacji. Ramadan tu był dość ściśle przestrzegany. W centrum przed zachodem słońca nie udało się nam znaleźć nic otwartego. Potem większość oferowała śniadania ramadanowe. Raz udało nam się znaleźć bar, gdzie nas obsłużono przed zachodem. Co jest dość ciekawym doświadczeniem, gdyż na zewnątrz miejsce to wyglądało na nieczynne. Krzesła założone na stoły, światła zgaszone. Właściciel zaprosił nas do środka i tu już problemu nie było. Ważne, by nie rzucać się w oczy bardziej tradycyjnej większości mieszkańców. Swoją drogą nawet w naszym hotelu (tu nie spaliśmy w riadzie), także restauracja działała dopiero po zachodzie. Brzmi to co najmniej dziwnie, zważywszy, że jest to biznesowe centrum Maroka. Prawdopodobnie więc, miejsca gdzie rządzą wielkie pieniądze, mają własne prawa. Reszta Casablanki jest zdecydowanie bardziej tradycyjna.

Rick's Cafe
Rick’s Cafe
Wnętrza
Wnętrza

„Casablanca” i…

Rozumiejąc to podejście, nie powinien nikogo dziwić fakt, że w Casablance mało kto w ogóle słyszał o filmie „Casablanca”. Amerykańska produkcja z 1942 z Humphreyem Bogartem i Ingrid Bergman uchodzi dziś za klasykę kina i jeden z najbardziej znanych melodramatów. Film rozsławił to miasto. Nic dziwnego, że wielu przybywających tu turystów przez lata szukało knajpy „Rick’s Cafe Americain”. Tyle, że z powodu wojny (i budżetu) „Casablanca” w całości była kręcona w Stanach, głównie w studio. Żadna legendarna kawiarnia nie istniała, a przynajmniej aż do 2007. Po 65 latach ktoś w końcu wpadł na pomysł, że na tym można zarobić.

Obecnie działa tu „Rick’s Cafe”, która jest dość mocno stylizowana na filmową. Podobne dekoracje, kelnerzy w fezach na głowie, fortepian na którym wieczorami ktoś przygrywa. Na piętrze zaś na ekranie telewizora w kółko leci „Casablanca”. Okazuje się, że to działa, wystarczy by prowadzić biznes. No i turyści tu przychodzą. W środku to także jedno z tych miejsc, w których w ramadan da się zjeść bez problemu w ciągu dnia, w dodatku całkiem smacznie. Jasne, nie jest to odtworzenie filmowej w sposób bezpośredni, ale bardzo dobrze udało im się imitować ten klimat. No i warto pamiętać, że to tylko jedno takie miejsce na całą pięciomilionową Casablancę, ale dla nas to był plus. Marokańczyków zaś to w ogóle nie interesuje. Swoją drogą warto zwrócić uwagę na kontrolę toreb przy wejściu. Ma to sprawiać wrażenie bezpieczeństwa. I chociaż nie jest to oryginalna filmowa knajpa, klimat jest. Więc wizyta tutaj to bardzo ciekawe i przyjemne doświadczenie. Ceny zaś do najniższych nie należą, ale też nie są w żaden sposób wygórowane.

Meczet w dzień
Meczet w dzień
Wnętrza
Wnętrza

Meczet Hassana II

To co się rzuca w oczy w Casablance to olbrzymi meczet Hassana II. Minaret ma dwieście metrów, jest to najwyższy budynek w kraju. W nocy jest bardzo ciekawie oświetlony (kolejne części zapalają się wraz z  kolejnymi surami wieczornego wezwania do modlitwy), a w dodatku na szczycie minaretu znajduje się wskaźnik laserowy, który pokazuje wszystkim kierunek do Mekki. Co ważniejsze, meczet można zwiedzać, nawet podczas ramadanu, ale wtedy trzeba tu być przed dziewiątą rano. Bez problemu mogą tu wejść także kobiety, nie muszą się ubierać jakoś specjalnie. Ważne jest tylko to, by wszyscy zdjęli buty, dostaje się przy wejściu plastykową torbę na nie, więc nigdzie nie trzeba ich zostawiać. Przewodnicy są w kilku językach: francuskim, hiszpańskim, niemieckim, arabskim i angielskim. Oni też oprowadzają nas po całym kompleksie. Świątynia ta jest w stanie pomieścić 35 tysięcy wiernych, ma otwierany elektronicznie dach i robi olbrzymie wrażenie. Niestety otwieranie dachu nie jest prezentowane turystom. Zbudowano ją na samym wybrzeżu, w miejscu które wyrwano oceanowi. Meczet ten pojawia się w „Mission: Impossible – Rogue Nation” jako jeden z elementów charakterystycznych tła w Casablance.

Widok na bulwar
Widok na bulwar

Centrum i zabytki

Jednym z najdziwniejszych miejsc jest natomiast deptak przy oceanie i meczecie, czyli bulwar De La Corniche. To zwykłe klepisko, które w jakiś sposób starało się imitować Europę. Niestety nie wyszło. Ale jednocześnie to dość ciekawe miejsce do obserwowania. Nawet przy meczecie Marokańczycy kąpią się w wodzie, łowią ryby i odpoczywają. No i można tu obserwować uderzające fale. Z drugiej strony meczetu zaś znajduje się nadbrzeże okołoportowe i to robi zdecydowanie ciekawsze wrażenie. Może dlatego, że nie jest wymuszone i skopiowane. Jednocześnie funkcja tego miejsca jest bardzo podobna, co bulwaru. To miejsce spacerów, kąpania czy łowienia ryb. Wszystko wymieszane.

Medyna (Casablanca)
Medyna (Casablanca)

Medyna jest rozległa. Widać na niej  nomen omen, Casa Blancę, czyli białe domy.

Wąskie uliczki medyny
Wąskie uliczki medyny

W samym centrum, poza duża medyną można znaleźć wiele budynków w stylu art deco czy postkolonialnych, w dawnej europejskiej dzielnicy. Choćby hotel „Excelsior” zbudowany w neomauretańskim stylu, zlokalizowany tuż przy samej medynie. Jest tu też sporo nowoczesnych budowli. Robiąc sobie spacer po centrum można podziwiać tutejszą architekturę. Jest to dość unikalna mieszanina. Niestety nie zawsze te budynki są zadbane, ale to idealnie wpasowuje się w klimat reszty miasta.

Medyna
Medyna

Casablanca to bez wątpienia bardzo ciekawa część Maroka. Znów wymykająca się szablonom i naszym oczekiwaniom, przez to zaskakująca. Choć nie tak filmowa jak mogłaby być.

Meczet nocą, z laserem wskazującym Mekkę
Meczet nocą, z laserem wskazującym Mekkę
Szlak marokański
Casablanca
Share Button

James Bond i Sankt Petersburg

Do Sankt Petersrburga (ros. Санкт-Петербург) przyjechaliśmy śladami Bonda, ale nawet bez tego warto zwrócić uwagę na to niesamowite i piękne miasto. Zostało ono zbudowane od podstaw na życzenie cara Piotra I. Założono je w 1703 roku i zaczęto budować według planu. Budowa kosztowała wiele krwi, pomysł był ważniejszy niż ludzkie życie, ale dziś Sankt Petersburg to jedno z tych miast, którego projekt nie ma sobie równych.

Pietropawłowsk - Sobór św. Piotra i Pawła
Pietropawłowsk – Sobór św. Piotra i Pawła
Wnętrza Soboru
Wnętrza Soboru

Sankt Petersburg śladami Bonda

Najstarsza część miasta to okolice twierdzy Pietropawłowsk. Poza murami, plażą i terenami rekreacyjnymi znajduje się tu Sobór Piotra i Pawła, a w nim grobowce Romanowów.

Sobór Kazański, lub pełniej Sobór Kazańskiej ikony Matki Bożej
Sobór Kazański, lub pełniej Sobór Kazańskiej ikony Matki Bożej
wnętrza soboru Kazańskiego
wnętrza soboru Kazańskiego

Serce miasta to oczywiście Newski Propsekt, długa ulica, w dużej mierze handlowa. Tu znajduje się wiele sklepów oraz między innymi Sobór Kazański. Jest dość charakterystyczną częścią Sankt Petersburga, więc nic dziwnego, że pojawiła się w „Goldeneye” z 1994 z Priecem Brosnanem, pierwszym Bondzie kręconym naprawdę w Rosji.

Kanał Moiki
Kanał Moiki

Jednak najbardziej zapadające w pamięć sceny kręcono trochę z boku Newskiego Prospektu, na wybrzeżu rzeki Mojki. Tam James Bond jeździł czołgiem. Oczywiście wiele z tych interesujących ujęć nakręcono w studio. Tam też zbudowano przedziwny pomnik pegaza z jeźdźcem. W Petersburgu nie ma czegoś takiego, to tylko wymysł filmowców. Niemniej jednak miasto doskonale widać w „Goldeneye”. Zaś po samych kanałach można sobie popływać. Są organizowane różne wycieczki, także Mojką oraz Newą. To z pewnością jedna z fajniejszych atrakcji, zwłaszcza że kanały w Sankt Petersburgu są dość rozległe.

Ermitaż, czyli Pałac Zimowy
Ermitaż, czyli Pałac Zimowy

Ermitaż

Kolejnym miejscem, które musiało znaleźć się w Bondzie jest chyba jedno z najbardziej znanych muzeów na świecie. Ermitaż, czyli Pałac Zimowy. Tu przybywa mnóstwo turystów. Tak więc dostanie się tu może być trochę trudne. Naprzeciwko Ermitażu znajduje się budynek Sztabu Generalnego. Przed nim jest duży plac Pałacowy, pełny ludzi praktycznie o każdej porze dnia i nocy (zwłaszcza w lecie). W okolicy Rosjanie potrafią tańczyć, śpiewać, pić alkohol, a przede wszystkim dobrze się bawić. Jest to bardzo klimatyczne miejsce, zwłaszcza, że jest już blisko Newy, więc można sobie pójść nad wodę.

Sobór św. Izaaka (gdy zwiedzaliśmy było to muzeum, ale trwał proces przekazania tej świątyni Cerkwi)
Sobór św. Izaaka (gdy zwiedzaliśmy było to muzeum, ale trwał proces przekazania tej świątyni Cerkwi)
Sobór św. Izaaka od wewnątrz
Sobór św. Izaaka od wewnątrz

Jeszcze jedno miejsce, które da się wychwycić na filmie to Sobór św. Izaaka. Dość charakterystyczny budynek, oczywiście znajduje się w tle, ale w filmie jest. To dawna cerkiew, obecnie już zamieniona na muzeum. Ale przy tym zadbana i odremontowana. Lśni swoim przepychem. Można też wykupić wejściówkę na kopułę, skąd da się obejrzeć miasto. Obok znajdują się także budynki admiralicji z charakterystycznym szpicem.

Muzeum zoologiczne
Muzeum zoologiczne

Ostatnim filmowym miejscem jest kanał rzeki Newy, a przede wszystkim budynek muzeum zoologicznego na wyspie Wasilewskiej. To kolejny z „zaliczonych” elementów Petersburga. Na samej wyspie znajdują się też inne muzea, w tym sztuki, jakby komuś po Ermitażu było mało.

Most otwierany w nocy na Newie
Most otwierany w nocy na Newie

Mosty, kanały i metro

Skoro już przy kanałach jesteśmy, to oprócz standardowej wycieczki po nich, warto wybrać się na jeszcze jedną, która zaczyna się o drugiej w nocy. Wtedy otwierają się mosty na Newie, tak by statki towarowe mogły się przedostać przez miasto. Sprawa jest dość techniczna, ale zamieniono ją w niesamowitą atrakcję turystyczną. Mosty są oświetlone, więc w nocy bardzo ładnie to wygląda, gdy się otwierają i zamykają. W przypadku niektórych dodatkowo mamy muzykę. Nic dziwnego, że co noc tuż przed Ermitażem gromadzi się wielu gapiów. To coś, co jest dość unikalną atrakcją na skalę światową.

Metro z pomnikiem Puszkina
Metro z pomnikiem Puszkina

Cerkwie i carska Rosja

Zostawiając już Bonda, Sankt Petersburg to miasto, w którym jest naprawdę wiele do zobaczenia. Łączy pięknie różne okresy historyczne, carską Rosję, ZSRR i czasy współczesne. Każde z nich zostawiło swoje piętno. Widać to w różnych miejscach, choćby w metrze. Metro tutaj działa na żetony. Kupuje się je i płaci za każde wejście na stację. W przypadku bagażu, jak jesteśmy w stanie je przenieść, to też nikt nie robi problemu. Ale to co naprawdę jest istotne to same stacje, które są wykończone w różnych stylach. Jedne pozostały socrealistyczne, inne odwołują się właśnie do carskiej Rosji. Choćby jedna poświęcona Aleksandrowi Newskiemu. Znajduje się bardzo blisko cerkwi. Są też nawiązujące do rewolucji, socjalizmu, ale też z Puszkinem.

Sobór Zmartwychwstania Pańskiego (obecnie to muzeum)
Sobór Zmartwychwstania Pańskiego (obecnie to muzeum)
Wnętrza
Wnętrza

Jedną z najciekawszych cerkwi jest Cerkiew Na Krwi, zwana także Soborem Zmartwychwstania Pańskiego, także zamieniona na muzeum. Znajduje się dość blisko Soboru Kazańskiego i Newskiego Prospektu, jednak bardzo się wyróżnia, dlatego że jest  w moskiewskim stylu. Na zewnątrz wygląda dość bajkowo. W środku zaś zdobienia przytłaczają.

Most z gryfami
Most z gryfami

Petersburg to też miasto książek. Rosjanie czytają całkiem sporo, ale tym razem chodzi o coś zupełnie innego. Akcja „Zbrodni i Kary” Fiodora Dostojewskiego dzieje się w tym mieście. Autor opisywał prawdziwe lokacje, więc kto wie, może to dobra alternatywa dla filmowych szlaków. Prawdę mówiąc nawet taki opis można znaleźć w sieci.

Aurora (Sankt Petersburg)
Aurora (Sankt Petersburg)

Leningrad i komunizm

Historycznie warto też zwrócić uwagę na jedno muzeum, przynajmniej z zewnątrz. „Aurorę”. Krążownik, który według propagandy rozpoczął rewolucję październikową. Dziś przyciąga wielu turystów. Bardziej niż jego komunistyczna przeszłość przyciąga ich możliwość obejrzenia dawnego niszczyciela od środka. Niestety, podobnie jak w Ermitażu, trzeba się liczyć z kolejkami. Zwłaszcza, że ilość osób zwiedzających go jednocześnie jest ograniczana.

Plac Moskiewski
Plac Moskiewski

Z czasów komunistycznych zostało tu wiele budynków i pomników. Można się wybrać na Plac Moskiewski, to ewidentnie „zabytek” z poprzedniej epoki, ale robi niesamowite wrażenie, zwłaszcza jak widzi się tam młodzież na deskorolkach. Warto jednak zwrócić uwagę, że Sankt Petersburg to przede wszystkim miasto Lenina. I jest on tu faktycznie wielbiony. To bohater. Stalin jest bardziej tematem, który mieszkańcy i Rosjanie starają się przemilczeć. Nie ukrywają go specjalnie, ale jest naprawdę zmarginalizowany (w przeciwieństwie do gruzińskiego Gori). Carska Rosja, czasy Lenina i obecnie Putina napawa Rosjan dumą i to widać.

Lenfilm to obecnie kino, ale logo pozostało
Lenfilm to obecnie kino, ale logo pozostało

Skończymy filmowo. Dawna wytwórnia filmów fabularnych Lenfilm obecnie została przemieniona na kino. Jednak holu można wejść bez biletu i obejrzeć fragmenty dekoracji i dawnych plakatów.

Ulice Sankt Petersburga
Ulice Sankt Petersburga

Petersburg ze względu na swoją niesamowitą historię i kulturowe bogactwo jest oczywiście wpisany na listę UNESCO.

Pomnik Piotra Wielkiego
Pomnik Piotra Wielkiego

Jeśli uważasz, że ten wpis jest przydatny lub interesujący polub nas na Facebooku.

Szlak rosyjski
Sankt Petersburg
Szlak filmowy
Sankt Petersburg (James Bond)
Share Button

Safi i Al-Dżadida

Na wybrzeżu oceanu atlantyckiego, między Agadirem a Casablanką znajdziemy wiele urokliwych i wartych do zatrzymania się miejsc. Jednym z nich jest bez wątpienia Al-Dżadida (El Jadida, dawniej Mazagan, arab. الجديدة), czyli kolejny zabytek na liście UNESCO.

Al-Dżadida
Al-Dżadida

Al-Dżadida

Najważniejszy punkt w Al-Dżadidzie to bez wątpienia pozostałości po dawnej, portugalskiej fortecy. Dziś to miejsce zamieszkane przez lokalną ludność, która nie potrafi w żaden sposób go wykorzystać. Walory „wypoczynkowe” to przede wszystkim plaże. Przez to niestety zabytek niszczeje, bo nie ma zainteresowania nim, z wyjątkiem starej cysterny portugalskiej. Do niej zjeżdżają się turyści. Niestety, w ramadanie podczas naszej wizyty zamknięto ją dużo wcześniej niż wynikałoby to z informacji. Ale to już specyfika kraju. Pokazuje też niestety niską świadomość na temat zabytków innych kultur. W teorii co prawda znalazł się przewodnik, który sugerował, że może nas od tyłu wprowadzić na dach za jakieś pieniądze, ale przezornie nie korzystamy z takich propozycji. Zwłaszcza, gdy nie ma w pobliżu ani innych turystów, ani policji.

Forteca portugalska

Zostało nam więc zwiedzenie fortecy lub tego, co z niej pozostało. Mury stoją dalej, w niektórych miejscach są też armaty, ale dużą część została zabudowana i przerobiona na mieszkania. Na dość krótki spacer wystarczy. Naprzeciwko murów zaś znajduje się tutejsza medyna. Zatłoczona i żyjąca.

Forteca porgualska
Forteca portugalska

Safi

Innym miejscem, również początkowo wzniesionym przez Portugalczyków jest Safi (arab. أسفي). Tu też początkowo wznieśli fortecę na wybrzeżu, na południe od Al-Dżadidy. Wpływy portugalskie nie zachowały się tu już tak dobrze. Został co prawda fragment zamku, ale on także jest przerobiony na część mieszkalną, nie jest w żaden sposób wykorzystany turystycznie. Krótkie przejście się po nim doskonale obrazuje skalę problemu. Dość ciekawa budowla, która dałoby się wykorzystać turystycznie, pełni rolę mieszkalną. Wisi tu schnące pranie, chodzą kury, ot uroki Maroka.

Safi
Safi
Safi

Safi słynie z wyrobów garncarskich. Czy są one tu najlepsze i najładniejsze, jak często piszą przewodniki? Tego nie potwierdzamy. Raczej standard marokański. Za to dość interesującym miejscem jest dzielnica garncarzy, wraz z wzgórzem, na którym zlokalizowano warsztaty. Znajduje się ona w samym centrum, więc łatwo tu dotrzeć. To właśnie jest siła legendy unikalności tych produktów, można zobaczyć jak powstają. To przyciąga zwiedzających. Normalnie jest tu zdecydowanie większy ruch, ale niestety w trakcie ramadanu, praktycznie zamarł. Sprzedawcy się wystawiają, ale tylko nieliczni rzemieślnicy pracują nad wyrobami ceramicznymi, miseczkami, talerzami, kubeczkami czy dzbanuszkami. Ci, którzy pracowali, nie wykonywali tych najbardziej widowiskowych prac, raczej gładzili bądź malowali swoje dzieła. W Safi znajduje się też muzeum ceramiki, ale przede wszystkim jest wiele sklepów. Niby lepiej niż w Al-Dżadidzie, ale to wciąż nie to Maroko, którego szukamy.

Safi
Szlak marokański
Safi i Al-Dżadida
Share Button

Betlejem

Święta Bożego Narodzenia już za parę dni. Jedną z naszych polskich tradycji jest szopka betlejemska. A co jeśli tak naprawdę tej szoki nigdy nie było? Dziś zajmiemy się tym, jak ta sprawa wygląda w Betlejem (arab. بيت لحم,, hebr. בית לחם). Tam powinni wiedzieć to chyba najlepiej.

Groty pasterzy
Groty pasterzy

Szopka / Grota w Betlejem

Szopka w kulturze chrześcijańskiej pojawiła się w dużej mierze za sprawą franciszkanów. Było to celowe przybliżenie pewnego misterium zwykłym ludziom. Problemem okazał się także język, w którym zapisano Ewangelię, oraz specyfika tamtych czasów. Słowo szopa niekoniecznie miało te samo znaczenie w Judei w czasach Chrystusa i jakieś tysiąc dwieście lat później w Europie. Właściwie jeśli sięgniemy do tekstu źródłowego, czyli Ewangelii wg świętego Łukasza to okazuje się, że nie ma tam ani słowa o szopie.  „…powiła swego pierworodnego Syna, owinęła go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie.” (cytat za Biblią Tysiąclecia). Żłób wskazuje na pomieszczenie gospodarcze, szopę, chlew, oborę, ale w Betlejem nie było potrzeby stawiania takich budynków dla bydła. Wykorzystywano groty, w których trzymano trzodę. Szopka zatem jest pewnym synkretyzmem kulturowym, który pozostał do dziś.

Bazylika Narodzenia Pańskiego
Bazylika Narodzenia Pańskiego

A co ważniejsze, groty w Betlejem są i można je zwiedzać lub przybyć z pielgrzymką. Istotne dla nas są tak naprawdę dwie. Pierwsza to sanktuarium maryjne, którym zajmują się franciszkanie o nazwie Grota Mleczna. Pozwala ono dużo lepiej doświadczyć tego, jak wyglądały groty pasterskie. Oczywiście tu też mamy ołtarz, kościół i całą tę modlitewną otoczkę, ale jednocześnie pozostało wiele miejsc, w których da się spokojnie obejrzeć pozostałości po grotach wykorzystywanych przez pasterzy. Dziś podobne groty (i grobowce nabatejskie) są analogicznie wykorzystywane w Petrze.

Bazylika Narodzenia Pańskiego
Bazylika Narodzenia Pańskiego

Bazylika Narodzenia Pańskiego

Jednak prawdziwa perła Betlejem to Bazylika Narodzenia Pańskiego. Według tradycji i wczesnych pism jest zbudowana nad grotą, w której faktycznie narodził się Jezus Chrystus. No i podobnie jak w Jerozolimie jest podzielona między różne odłamy chrześcijaństwa, z wszystkimi komplikacjami. Organizacja Bazyliki bardzo przypomina to, o czym pisaliśmy przy okazji Jerozolimy i Bazyliki Grobu Pańskiego. Tak jak tam, tu też kościół jest podzielony na części, którymi  o wyznaczonych godzinach zajmują się przedstawiciele różnych wyznań. Niestety można tu uświadczyć zarówno kłótni jak i nieprzychylnego podejścia do współbraci w wierze, ale innej innej konfesji.

Ma to także wpływ na wygląd samej Bazyliki, zwłaszcza w środku. Znów, podobnie jak w Jerozolimie, bywa udekorowana na kilka różnych sposobów na raz. To zwyczajnie nie wygląda dobrze. Co ciekawe, można tu zobaczyć także coś, co przypomina zwisające z sufitu bombki, jednak w tym przypadku bardziej istotna okazała się praktyczna potrzeba, niż chęć dekoracji. Część lamp jest oliwna, więc chcąc je ochronić przed gryzoniami, są zamocowane na „bombkach”.  Myszy nie mają jak do nich dojść, więc nie narobią szkód. Oczywiście z polskiej perspektywy wygląda to dość bożonarodzeniowo. Dopiero w tym roku ruszył kompleksowy remont Bazyliki, bo wreszcie zainteresowane strony doszły do porozumienia.

Bazylika Narodzenia Pańskiego - miejsce narodzenia Jezusa Chrystusa
Bazylika Narodzenia Pańskiego – miejsce narodzenia Jezusa Chrystusa

W Bazylice znajduje się wejście do Groty Narodzenia, bardzo małego pomieszczenia, w którym znajdziemy miejsce narodzin Jezusa. Oznaczono je gwiazdą, jak i miejsce, w którym znajdował się żłób. Wejść tu się da w dwojaki sposób. Pierwsze to wraz z pielgrzymką. Organizowane tu są msze dla grup. Miejsca dużo nie ma, ale wtedy faktycznie przewodnicy duchowi dbają najczęściej o to, by każdy miał dość chwilę czasu na osobiste obcowanie z tym miejscem. Druga opcja to wejście w oknach dla turystów i samodzielnie zwiedzających. Niestety trzeba liczyć się z tym, że tłum może być duży i jedynie uda się te miejsca „zaliczyć” po odstaniu swojego.

Bazylika Narodzenia Pańskiego
Bazylika Narodzenia Pańskiego

Bazylika Narodzenia Pańskiego jest wpisana na listę UNESCO, wraz z całym szlakiem pielgrzymów.

Bazylika Narodzenia Pańskiego - boczne kaplice
Bazylika Narodzenia Pańskiego – boczne kaplice

Zwykłe Betlejem

Choć hebrajska nazwa Betlejem, nazwa znaczy „dom chleba”, niestety nie jest przyjemnym i ciekawym miastem. Brudne, zaniedbane, niedofinansowane. Pomijając miejsca pielgrzymkowe właściwie można nie tylko sobie je odpuścić, ale chyba wręcz, przynajmniej obecnie, zwyczajnie lepiej go unikać. Jest zniszczone latami walk i zapuszczone. No i zwyczajnie samemu po zmierzchu lepiej się po nim nie przechadzać. Co pewien czas słychać nawet o napadach na turystów, czy jeszcze częściej turystki.

Betlejem i meczet
Betlejem i meczet

Filmowo Betlejem pojawia się w wielu produkcjach, ale poza dokumentami raczej nie przebywają tu ekipy filmowe. No i typową szopę można postawić w każdym studiu filmowym, nie trzeba jechać do Palestyny.

Szlak religijny
Betlejem
Szlak palestyński
Betlejem ?
Share Button

San Francisco

Uchodzi za jedno z najładniejszych miast w Stanach Zjednoczonych. Coś w tym jest.  Dużo zawdzięcza położeniu. Z jednej strony słoneczna Kalifornia,  z drugiej zatoka San Francisco i wzniesienia: to wszystko sprawia, że faktycznie San Francisco ma niepowtarzalny klimat.

Prom do Alcatraz
Widok z ekologicznego promu płynącego do Alcatraz, widać między innymi Transamerica Pyramid.

Więzienie Alcatraz – historia i filmy

To o czym warto pamiętać, zwiedzając USA to fakt, że to nie Europa, tu miasta nie mają takich zabytków jak te na naszym kontynencie. Ich historia jest krótsza, ale jednocześnie bardziej medialna, przez to w obiegowej opinii, wspieranej mocno przez kulturę masową, wiele rzeczy jest wyolbrzymionych. Najlepszy przykład to jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc w San Francisco, czyli Alcatraz.

Alcatraz
Alcatraz

Dwa najbardziej znane filmy związane z tym miejscem to oczywiście „Ucieczka z Alcatraz” (1979) z Clintem Eastwoodem oraz „Twierdza” (1996) Michaela Baya z Nicholasem Cagem i Seanem Connerym w rolach głównych. Faktycznie oba nie tylko dzieją się w słynnym więzieniu, ale też były tu kręcone. Jednak podczas wizyty, bardzo szybko dochodzi się do wniosku, że prawdziwe Alcatraz jest dużo bardziej kameralne i mniejsze niż to filmowe. Kto jak kto, ale Micheal Bay czułby się tu ograniczony. Efekt jest taki, że część zdjęć powstało w studiu, gdzie jest więcej miejsca. Więc w filmie widać czasem sale, które faktycznie pochodzą z prawdziwego Alcatraz, ale nie ma tu tyle przestrzeni, by móc zrobić efektowną strzelaninę. Oznacza to, że pomieszczenia filmowe są cztery czy pięć razy większe niż rzeczywiste, tak właśnie wygląda prawda ekranu. Kolejnym pomysłem filmowców są rozbudowane podziemia, które nie są udostępnione zwiedzającym, głównie dlatego, że ich nie ma.

Alcatraz
Alcatraz

Zwiedzanie Alcatraz

Alcatraz jest bardzo popularne wśród turystów. Dlatego bezpieczniej zarezerwować sobie bilet przez Internet. Kosztuje on jakieś 50 USD i zawiera transport z San Francisco na wyspę i z powrotem. Część promów jest już nowoczesna, wykorzystująca baterie słoneczne jako źródło zasilania. Rejs to też doskonała okazja, by przyjrzeć się San Francisco i samej Zatoce.

Więzienie w Alcatraz
Więzienie w Alcatraz

Alcatraz to także rezerwat ptaków. Część miejsc na wyspie jest przeznaczona na gniazdowanie i nie można tam podejść. Dodatkowo znajdziemy tu sklepiki, w których można także kupić filmy, których akcja rozgrywa się w tym miejscu.  Nie wszystkie oczywiście. Więzienie pojawia się w bardzo wielu obrazach, choćby w „W ciemność. Star Trek” (2013) J.J. Abramsa, gdzie zostaje zniszczone (oczywiście komputerowo). Fizycznie można je zobaczyć też w „Batman Forever” (1995) Joela Schumachera, „Złap mnie jeśli potrafisz” (2002) Stevena Spielberga czy „Księdze ocalenia” (2010). Wymieniane jest też czasem jako lokacja z „Imperium kontratakuje” (1980), ale „Gwiezdne Wojny” nie były tu kręcone. Ben Burtt, który odpowiada za stworzenie dźwięków sagi przyjechał tu kiedyś ze swoim sprzętem nagrywającym.

Ptaki na Alcatraz
Ptaki na Alcatraz

Golden Gate Bridge

Drugim ważnym filmowym punktem w San Francisco jest oczywiście  Golden Gate Bridge znajdujący się w miejscu, w którym zatoka łączy się z oceanem. Uchodzi za największy, nieustannie malowany i tak dalej, z tym że warto zauważyć, że bardzo często jest mylony z San Fransisco Oakland Bay Bridge, który przechodzi przez zatokę wprost w kierunku do Oakland i Alamedy. Golden Gate Bridge to jednak symbol miasta, wyniosły, charakterystyczny i filmowy.

To właśnie na moście widzimy dramatyczny finał „Zabójczego widoku” (1985), w którym James Bond (Roger Moore) walczy z Maxem Zorinem (Christopher Walken).  Most jest także widoczny w kilku filmach, a także odcinkach seriali z cyklu „Star Trek”, gdyż nieopodal niego znajduje się (oczywiście w przyszłości) centrum dowodzenia Gwiezdnej Floty. Oczywiście najlepiej w kinie San Francisco widać w „Star Trek IV: Powrót do domu” (1986), którego akcja dzieje się w XX wiecznym mieście. Widzimy tu Golden Gate Park, ale też przez chwilę Chinatown i inne miejsca okolic Zatoki.

Golden Gate Bridge
Golden Gate Bridge

Trzeci, najbardziej charakterystyczny filmowo punkt San Francisco to Transamerica Pyramid. Najwyższy (póki co) budynek w mieście. W przeciwieństwie do dwóch poprzednich, nie jest on wykorzystywany w filmach jako element fabularny. Ale to dość charakterystyczny budynek, który zwłaszcza dla Amerykanów jednoznacznie kojarzy się z San Fransisco, więc pojawia się w bardzo wielu filmach. Z nowszych to choćby „Terminator: Genisys” (2015) (szkielet przetrwał zagładę), „Mission Impossible: Ghost Protocol” (2011) (zostaje muśnięty przez rakietę) czy nawet pixarowskie „W głowie się nie mieści” (2015).  Jak się już skojarzy ten wieżowiec, to potem bardzo łatwo wyłapuje się go w filmach.

Słynny tramwaj
Słynny tramwaj

Tramwaje w San Francisco

Gdy mówimy o kinie i San Francisco, nie możemy zapomnieć o tramwajach. Tu mamy zarówno zwykłe, jak i te bardziej charakterystyczne linowe. One przede wszystkim przyciągają uwagę turystów, robią wiele hałasu i można z nich wyjść prawie w każdym momencie. Nic dziwnego, że kino je kocha. Bilet na przejażdżkę jest drogi, kosztuje koło 6 USD (zwykły środek transportu to ok. 1 USD). Ale przejechanie się nim bez wątpienia jest warte tej ceny. Pamiętna jest zwłaszcza sekwencja z tym tramwajem w filmie „Twierdza”, gdzie Nicolas Cage wespół z Seanem Connerym doprowadzają do zniszczenia zabytkowego pojazdu.

City w San Francisco
City w San Francisco
Chinatown
Chinatown

Lucasfilm

Filmowo w San Francisco znajdziemy bardzo dużo miejsc związanych z kinem. Choćby muzeum Walta Disneya, czy siedzibę Lucasfilmu w Presidio. W kinie mieliśmy szansę poznać miasto z różnych stron, od Chinatown przez Ratusz i wiele innych interesujących miejsc. Tu się dzieje akcja „Obywatela Milka” (2008), „Nagiego instynktu” (1992) i wielu innych filmów. San Francisco to miejsce akcji wielu kinowych, czy serialowych opowieści, więc pewnie jeszcze nie raz trafi na wielki i mały ekran.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Yoda w Presidio
Yoda w Presidio
Szlak amerykański
San Francisco
Szlak filmowy
San Francisco (Bond i inne)
Share Button

Agadir i Sidi Ifni

Agadir (arab. اكادير) to zdecydowanie ta część Maroka, która nie jest z naszych marzeń. Dobrze o tym widzieliśmy. To turystyczne miejsce z promenadą, ze sklepami, z masą hoteli i plażą. W sam raz, by wypocząć i zapomnieć o całym świecie. Natomiast, gdy chce się odkrywać egzotykę, sytuacja wygląda inaczej. Wokół jest kilka ciekawych miejsc, ale gdyby nie chęć przejechania się wybrzeżem, prawdopodobnie odpuścilibyśmy sobie tę część Maroka. Agadir zaś był dobrym miejscem, skąd można zacząć podróż do Casablanki zatrzymując się w kilku istotnych dla nas punktach.

Agadir
Agadir – plaża

Agadir – Kurort w Maroko

W Agadirze, zresztą jak w wielu innych miejscach w Maroko, chwalą się, że słońce jest tu przez 300 dni w roku. My mieliśmy pecha, bo pomimo czerwca, trafiliśmy  na dość mglistą i pochmurną pogodę z lekkimi, przelotnymi opadami.  Tak więc oglądanie krajobrazów nie wyszło. Cóż, szkoda.

Agadir - dom gadów
Agadir – dom gadów

Sidi Ifni

W trochę dalszej okolicy, na południe od Agadiru, znajduje się miejscowość Sidi Ifni. Co prawda nie dotarliśmy do niej, ale tuż przed nią w Legzirze jest słynna plaża ze skalnymi łukami. Niestety we wrześniu 2016 łuk ten się zawalił, więc jest to już tylko i wyłącznie informacja historyczna. My szczęśliwie byliśmy tam wcześniej. To było coś, co zdecydowanie chcieliśmy zobaczyć. Nawet przy złej pogodzie, ciekawie się to prezentowało. Choć niestety na zdjęciach w sieci bez chmur i ze słońcem robiło to ciekawsze wrażenie. Zaletą było to, że przy gorszej pogodzie nie ma zbyt wielu oglądających.

Sam dojazd niestety jest dość słabo oznaczony, gdybyśmy wcześniej nie sprawdzili na mapie, gdzie mniej więcej się go spodziewać, pewnie byśmy go przeoczyli. W każdym razie Legzira znajduje się mniej więcej 10 km od Sidi Ifni jadać z Agadiru, tuż przy wybrzeżu. Tam są parkingi i zejście na plażę, oczywiście przez lokalne kramy. Trzeba jednak wziąć pod uwagę pływy spowodowane przez Księżyc. Zejście na plażę i podziwianie łuków możliwe jest tylko przy odpływie. Trzeba więc liczyć na trochę szczęścia. Były dwa łuki, został jeden, ale miejsce pewnie dość dużo straciło.

Sidi Ifni / Legzira
Sidi Ifni / Legzira

Agadir i okolice – atrakcje

W Agadirze zastanawialiśmy się jeszcze nad podjechaniem nad Paradise Valley, acz ze względu na nienajlepsze warunki pogodowe i znaczną odległość (mierzoną czasowo, bo w kilometrach nie było to bardzo daleko), odpuściliśmy sobie tę wycieczkę. Zostało więcej czasu na sam Agadir, jednak nie skorzystaliśmy z atrakcji. Tu podobnie jak w wielu miejscowościach turystycznych są specjalne ośrodki, jak choćby „dom gadów”. Nam wystarczyło przejście się promenadą i plażą nad oceanem.

Sidi Ifni / Legzira
Sidi Ifni / Legzira

Warto dodać, że nastawienie ludzi w Agadirze w stosunku do turystów jest dość normalne. Oni tu z nich żyją, ale nie ma wymuszania, jest czysty interes. Stąd chodzenie po nim jest bardzo miłe, zwłaszcza, że bez problemu, nawet w ramadan można zjeść, a także napić się alkoholu. Niektóre sklepy dość mocno się nim reklamują, co jest nietypowe jak na kraj arabski. Zwłaszcza wielkie, widoczne z daleka butelki mające przyciągnąć turystów.

Sidi Ifni / Legzira
Sidi Ifni / Legzira

Agadir jest w pewien sposób pewną kwintesencją Maroka. Jest to taki bliska Europejczykom egzotyka. Dawne silne wpływy francuskie odcisnęły tu swoje piętno, przez to jest to bardziej zachodnie miejsce niż np. Tunezja. Dlatego zwłaszcza w Agadirze, tak wiele osób czuje się bardzo dobrze. Bo równie dobrze mogłoby to być Lazurowe Wybrzeże, Grecja, czy Hiszpania. Jednocześnie są tu pewne wpływy arabsko-berberyjskie, czyli coś lekko orientalnego.

Sidi Ifni / Legzira
Sidi Ifni / Legzira

Filmowo i królewsko

Jest pałac królewski, znów nie da się go zwiedzić, ale z daleka wygląda imponująco. Jest też słynny napis na górze, który widać z wielu miejsc Agadiru. Oznacza tyle, co „Allah, ojczyzna, król”. Oczywiście robi lepsze wrażenie przy bardziej przejrzystej pogodzie. No i jest wiele wycieczek także z Polski, na które można się natknąć.

Agadir i słynny napis
Agadir i słynny napis

Agadir ma też swoją filmową historię, zresztą jak wiele miejsc w Maroko. Autostrady w okolicy posłużyły jako miejsce pościgu w „Mission: Impossible – Rogue Nation” (2015). Tu też kręcono kilka scen do „Kapitana Phillipsa” (2013) z Tomem Hanksem. U wybrzeży powstało też kilka filmów religijnych i kostiumowych, gdzie ocean udawał morze Czerwone bądź Śródziemne. Choćby w „Mojżeszu” (z 1995) czy „Kleopatrze” (z 1999), gdzie Maroko udaje Egipt.

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak marokański
Agadir i Sidi Ifni
Share Button

Bratysława

Jak już wiemy z Wiednia, James Bond był w Bratysławie tylko formalnie. W latach 80. ekipa nie mogła tu kręcić, więc udawały ją pewne części austriackiej stolicy. Pisanie o samej Bratysławie stanowi pewien problem, by potraktować ją sprawiedliwie. Miasto niestety jest niedofinansowane, w wielu miejscach zaniedbane i przede wszystkim zdewastowane przez komunizm. Trzeba jeszcze wielu lat i mnóstwa inwestycji, by Bratysława (słow. Bratislava) rozkwitła . Może nie robi ona jakoś nieprzyjemnego wrażenia, ale przyjeżdżając tu prosto z Wiednia na pewno robi się jej szkodę.

Katedra św. Marcina (Bratysława)
Katedra św. Marcina (Bratysława)

Bratysława z Wiednia

W Bondzie Koskow był przemycany z Bratysławy do Wiednia.  Obie stolice są na tyle blisko siebie, że przemieszczanie się między nimi to kwestia maksymalnie półtorej godziny. A można to zrobić choćby samochodem, ale jeszcze lepszym pomysłem jest wodolot, który kursuje między jedną a drugą stolicą. Przywozi nas wprost do centrum Bratysławy pozwalając spojrzeć na nią z wody. Płynięcie trwałoby szybciej, gdyby nie śluzy, tam traci się najwięcej czasu.

Zamek bratysławski
Zamek bratysławski

Nad miastem góruje zamek bratysławski. To jednocześnie muzeum narodowe. Wstęp jest wolny, jedynie trzeba wykupić zgodę na fotografowanie. Niestety sam zamek chyba jest kwintesencją Bratysławy. Ma kilka fajnych elementów, ciekawszych ekspozycji, ale wciąż czegoś mu brakuje. Jest tu wiele pustych miejsc. Z jednej strony mamy eksponaty i prezentacje o historii Słowacji, z drugiej wystawę o starożytności, z wykopaliskami z różnych części świata. Jednych i drugich jest na tyle mało, że właściwie odbiera się to jak przysłowiowe mydło i powidło.

Pałac prezydencki
Pałac prezydencki

Starówka Bratysławy

W podobny sposób wygląda też rynek i okolice. Z jednej strony jest w tych wąskich uliczkach coś malowniczego, nawet pomimo widocznego zaniedbania. Z drugiej widać tam dokładnie, że Bratysława mogłaby lśnić dużo większym blaskiem. No i trzeci problem to plomby powstałe w czasach komunistycznych. I tu znów mamy przykład miszmaszu, bo jedne są koszmarne i pozbawione smaku, szpecą okolice, inne są dość intrygującymi konstrukcjami (niekoniecznie ładnymi). W tym most z tarasem widokowym przypominającym trochę spodek UFO. Tak samo jest chodząc choćby po rynku, gdzie znajdziemy część z mnóstwem knajp, odnowioną dla turystów, ale wystarczy odejść trochę w bok i nagle czar pryska. Zwiedzając stolicę Słowacji trzeba się zwyczajnie na to nastawić.

Teatr
Teatr narodowy

Dość ciekawą sprawą charakterystyczną dla miasta są tutejsze rzeźby przedstawiające ludzi. Oczywiście najbardziej znany jest Čumil, ale warto też zwrócić uwagę na Napoleona. Wiele wycieczek ma na swoim szlaku właśnie te rzeźby.

Prokuratura
Prokuratura

W samym centrum i okolicach jest kilka punktów charakterystycznych. Oczywiście jest Katedra Św. Marcina, choć prawdę mówiąc nie robi ona jakiegoś specjalnego wrażenia. Dużo bardziej nietypowy jest Niebieski Kościółek, przykuwający wzrok zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz. Można też podejść pod pałac prezydencki, no i bramę Michalską. Jest jeszcze pałac prymasowski, ze słynną Salą Lustrzaną.

Błękitny kościół
Niebieski kościół

Zamek Devin i Bratysława w kinie

A jak zostanie czasu, to jest jeszcze jeden zamek. Devin, tyle, że on już znajduje się poza centrum, więc to trochę dłuższa wyprawa. Devin pojawił się w filmie „Kull zdobywca”, czyli próbie zrobienia Conana bez Conana, acz wciąż luźno bazującej na prozie Roberta E. Howarda. Z głośnych filmów, które powstawały w Bratysławie warto wymienić trzy. Dwa pierwsze powstały w tutejszym studiu – to „Ostatni smok” z Seanem Connerym i „Za linią wrogą” z Genem Hackmanem. Trzeci to „Peacemaker” z Georgem Clooneyem i Nicole Kidman. Tam możemy zobaczyć więcej Bratysławy, w tym wspomniany pałac prymasowski.

Zamek Devin
Zamek Devin

Przy moście nad Dunajem znajduje się łatwa do zauważenia kawiarnia w kształcie dysku. W „Podróżach Pana Kleksa” zagrała Centrum Dowodzenia Siłami Kosmicznymi.

Nowsza część
Nowsza część

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak słowacki
Bratysława
Share Button

Marrakesz

Nazywany czerwonym miastem, głównie ze względu na kolor budynków. Przy odpowiednich warunkach pogodowych faktycznie tak wygląda. Wg legend za stan rzeczy odpowiada krew przelana przy budowie miasta. Marrakesz (arab. مراكش) był początkiem i końcem naszej przygody z Maroko. Niestety, nie zrobił na nas dobrego wrażenia. Właściwie z dwóch powodów. Pierwszy to medyna i zachowanie jednostek niektórych ludzi, drugi to król i zamknięcie części miasta do zwiedzania. Marrakesz jest pewnym symbolem, stolicą południa, miastem, które miało być głośne, ciekawe i dumne, przyciągające niepokorne, twórcze jednostki z zachodu. Niestety nie do końca tak sprawy się mają, przynajmniej obecnie.

Zaułki medyny (Marrakesz)
Zaułki medyny (Marrakesz)
Plac Jemaa el Fna
Plac Jemaa el Fna

Marrakesz

Jednym z bardziej tradycyjnych miejsc mieszkalnych i noclegowych w Maroko są riady. Kiedyś były to domy mieszkalne, dziś riad mniej więcej jest odpowiednikiem pensjonatu. Prowadzony  najczęściej przez jedną rodzinę z pełnym zaangażowaniem. Jest to dość ciekawa forma noclegu, właściwie jak hotel, czasem gorszego standardu, ale jednocześnie widać tu duży wkład właścicieli i pracowników w utrzymanie specyficznej atmosfery tego miejsca. Są więc bardzo pomocni, ale też chętnie przygotowują swoje własne, lokalne potrawy na śniadanie czy obiad (te najczęściej są dodatkowo płatne). To jest ta przyjemniejsza strona.

Ta gorsza to fakt, że riady często są ulokowane w medynie lub tuż obok niej. To oznacza, że nie ma tam dojazdu. Czy to taksówką, czy tym bardziej własnym samochodem lub autobusem. Kręte uliczki, często nie są zaznaczone na GPSach, bo nie można tam dojechać. Pozostaje więc zapytać kogoś o drogę i tu robi się prawdziwy problem. Chętnych jest mnóstwo, wybierając jednego łatwo obrazić innych. Co oczywiste, wybrani oczekują gratyfikacji, z tym nikt nie ma problemu. Tyle, że często ta zapłata to nie jest „co łaska”. Jest dość wysoka, zarówno na marokańskie, jak i na polskie standardy. Np. 20-30 Euro. Ci pomagacze niestety patrzą na nas jak na bogatych turystów z zachodu, co powoduje dość nieprzyjemne sytuacje. Zwłaszcza, gdy za wskazanie drogi, chcą więcej niż kosztuje nocleg w riadzie. Dlatego lepiej przygotować się wcześniej, czy to dokładnie sprawdzając na mapach dojście do samego riadu, czy zwyczajnie kontaktując się telefonicznie z obsługą, lub śpiąc tam gdzie jest lepszy dojazd, a do medyny przejść się piechotą.

Medyna / J
Medyna / plac Jemaa el Fna

Imprezownia Maroko

Najważniejsze jest to, że nie licząc kwestii pomocy i natarczywego oczekiwania wysokiego wynagrodzenia, reszta naganiaczy nie jest tak uciążliwa. Da się spokojnie przejść. Zwyczajnie nie można dać się im złapać. Warto też zauważyć, że w różnych częściach Maroko to podejście do turystów jest odmienne. Marrakesz nie wypada najlepiej. Wynika to z prostego faktu: kiedyś przybywało tu bardzo wielu turystów. Stąd, gdy było ich mniej, ci pozostali stali się „towarem deficytowym”. To nie jest miłe uczucie. A próbowano nam sprzedawać różne rzeczy, w tym oczywiście narkotyki. Ich zakup proponowano nam wielokrotnie. Kiedyś hipisi przybywali tu po to, zresztą wielu turystów korzysta z takich możliwości. Ale trzeba pamiętać, że w Maroko jest to ścigane prawnie, a co gorsza policja ma swoich handlarzy, którzy oferują towar, a następnie potrafią donieść na turystę. Więc lepiej unikać kłopotów.

Minaret
Minaret meczetu el Mansour

Druga sprawa o której trzeba pamiętać, to król Muhammad V. On niestety potrafi pokrzyżować szyki. W Marrakeszu znajduje się zarówno obecny pałac jak i starszy kompleks, (wokół jest też medresa i ogrody) który da się zwiedzić, o ile nie ma tam króla. Używanych pałaców zobaczyć się nie da. Można tylko zrobić z daleka zdjęcie fasady, pod warunkiem, że króla nie ma w środku, wtedy gonią za to. Niestety nam trafił się król, który dodatkowo chciał coś zobaczyć, więc zamknięto południową część miasta, włącznie z ogrodami. Ochrona króla jest bardzo dokładna, to jednak ogranicza możliwości zwiedzania czasem sporych połaci miasta. Nam niestety się to przytrafiło. Niestety król to czynnik, którego nie da się przewidzieć i zaplanować. Jeszcze większe „niestety” – król zdawał się podróżować razem z nami.

Pałac królewski
Pałac królewski

Dżamaa al-Fina

Została więc nam do zwiedzenia głównie medyna i okolice. Jest ona wpisana na listę UNESCO, w dużej mierze przez plac Dżamaa al-Fina (Place Jemaa el Fna). To centralne miejsce Marrakeszu, tu przybywa najwięcej turystów, tu się obserwuje zachód słońca. Tu też można sobie zrobić zdjęcia z wężami, małpami i innymi zwierzętami, które podobnie jak ludzie, niezbyt dobrze znoszą przebywanie na otwartym, nagrzanym placu. Oczywiście zdjęcia są odpłatne. Plac jest także sercem medyny. Warto skusić się na sok ze świeżych pomarańczy, jest tu wyjątkowo tani, no i oczywiście bardzo dobry. Dżamaa al-Fina trafiła na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego z powodu tego, co tu się dzieje. Poza zwierzętami i targiem pojawiają się tu kuglarze, ale też opowiadacze historii i legend. To odpowiada za dość specyficzny klimat tego miejsca, choć w tłumie trudno ich czasem wyłapać.

Czerwone miasto
Czerwone miasto

Wokół medyny znajduje się między innymi meczet Kutubijja (Koutoubia), z najwyższym minaretem w mieście. Warto zwrócić uwagę, że minarety w Maroko są do siebie bardzo podobne, mają  formę wieży o kwadratowej podstawie. Nie są zawijane, czy okrągłe, w większości robione na jedno kopyto. Są dzięki temu bardzo charakterystyczne. Niestety żadnego z meczetów nie można zwiedzać.

Minaret
Minaret przy meczecie Kutubijja
Medyna
Medyna

Marrakesz na filmowo

Marrakesz ma też swoje powiązania filmowe, choć niestety niewielkie. Pojawił się ostatnio w „Mission: Impossible – Rogue Nation” (2015) dokładnie w jednym ujęciu. Gdy z daleka widzimy wysoki minaret (niby w Casablance), scenę w rzeczywistości nagrano w Marrakeszu. Drugi nowy film to „Our kind of Traitor” (2016) na podstawie powieści LaCarre’a z Ewanem McGregorem w roli głównej. Tu pojawił się między innymi plac Dżamaa el-Fina, Zresztą plac ten jest na tyle znany, że odgrywa najczęściej rolę symbolu, w kilku filmach. „Mumia” (1999), „Mamma Mia!” (2008), „Seks w wielkim mieście 2” (2010), „Człowiek, który wiedział za dużo” (1956) Alfreda Hitchcocka, „Powrót Różowej Pantery” (1975), czy „W stronę Marrakeszu” (1998). Miasto znajduje się na tyle blisko Warzazatu, a jest jednocześnie większe i lepiej skomunikowane, stąd duża popularność w filmach. Najczęściej to jednak nie sceny, a pojedyncze ujęcia, które pozwalają dobrze rozpoznać miejsce, czyli w większości przypadków plac Dżamaa el-Fina.

Jemaa el Fna
Jemaa el Fna
Szlak marokański
Marrakesz
Share Button

Malaga

Malaga to dość popularne miejsce wypoczynkowe w Hiszpanii. Raz ze względu na plaże. Dwa, co chyba ważniejsze, lotnisko, na które regularnie latają tanie linie z największych miast Polski. To sprawia, że bardzo wielu turystów z naszego kraju właśnie tu się kieruje. Bo jeśli ktoś chce plaże i odpoczynek,  wszystko to znajdzie na miejscu. Ale jednocześnie Malaga to idealne miejsce na bazę wypadową po Andaluzji. Myśmy właśnie tak ją potraktowali. Nocleg, samochód i zwiedzamy Hiszpanię.

Malaga i morze wykorzystane w Bondzie
Malaga i morze wykorzystane w Bondzie

Malaga i James Bond

Jednak to miasto znajduje się też na naszym szlaku filmowym, może nie na głównym, ale bez wątpienia wartym wspomnienia. Pojawiła się tu bowiem ekipa agenta Jej Królewskiej Mości, czyli Jamesa Bonda. A historia jest o tyle ciekawa, że film „Żyje się tylko dwa razy” (1967), jeszcze z Seanem Connerym, dzieje się w zupełnie innym zakątku świata, czyli Japonii. Jednak tam nie można było nakręcić wszystkich scen. Producenci nie dostali zgody na użycie helikopterów i tworzenie ujęć powietrznych w Kraju Kwitnącej Wiśni. Trzeba było się posiłkować innym miejscem. Padło na Malagę, a dokładniej okoliczne wzniesienia i linię brzegową nieopodal Torremolinos. To one udają Japonię. Dziś dość trudno znaleźć dokładne miejsca wykorzystane filmie, zwłaszcza z dołu poziomu pieszego, ale mimo to warto o tym pamiętać. Tu kręcono Bonda, najdłużej istniejącą filmową serią w zachodniej kinematografii,

Zamek
Zamek, Alkazar

Od Rzymu do Picassa

Oczywiście jest tu też kilka miejsc do zobaczenia. Jest katedra, jest zamek, czyli taki hiszpański standard. Zamek jest o tyle interesujący, że wspinając się na niego, widać panoramę wybrzeża. Można też się przejść do areny walk byków, zwłaszcza, że jest otwarta i można przyjrzeć się jak jest zbudowana. Są też ruiny rzymskie. No i jest też plaża. Ogólnie w Maladze jest dużo turystów, wiele knajpek na mieście, także takich, w których można obejrzeć flamenco. Jak ktoś ma więcej czasu, to może zajrzeć do muzeum Pabla Picassa. Tu znajdował się też jego dom.

Amfiteatr
Amfiteatr

Na koniec jeszcze jedna filmowa ciekawostka. W Maladze urodził się jeden z bardziej znanych hiszpańskich aktorów, Antonio Banderas. Pamiętamy go z „Desperado”, „Filadelfii”, „Maski Zorro”, „Trzynastego wojownika”, „Małych agentów”, „Fridy” czy trzeciej części „Niezniszczalnych”.

Malaga to też centrum kulturalne
Malaga to też centrum kulturalne
Szlak hiszpański
Malaga
Share Button