Archiwum kategorii: Miasto

Agadir i Sidi Ifni

Agadir (arab. اكادير) to zdecydowanie ta część Maroka, która nie jest z naszych marzeń. Dobrze o tym widzieliśmy. To turystyczne miejsce z promenadą, ze sklepami, z masą hoteli i plażą. W sam raz, by wypocząć i zapomnieć o całym świecie. Natomiast, gdy chce się odkrywać egzotykę, sytuacja wygląda inaczej. Wokół jest kilka ciekawych miejsc, ale gdyby nie chęć przejechania się wybrzeżem, prawdopodobnie odpuścilibyśmy sobie tę część Maroka. Agadir zaś był dobrym miejscem, skąd można zacząć podróż do Casablanki zatrzymując się w kilku istotnych dla nas punktach.

Agadir
Agadir – plaża

Agadir – Kurort w Maroko

W Agadirze, zresztą jak w wielu innych miejscach w Maroko, chwalą się, że słońce jest tu przez 300 dni w roku. My mieliśmy pecha, bo pomimo czerwca, trafiliśmy  na dość mglistą i pochmurną pogodę z lekkimi, przelotnymi opadami.  Tak więc oglądanie krajobrazów nie wyszło. Cóż, szkoda.

Agadir - dom gadów
Agadir – dom gadów

Sidi Ifni

W trochę dalszej okolicy, na południe od Agadiru, znajduje się miejscowość Sidi Ifni. Co prawda nie dotarliśmy do niej, ale tuż przed nią w Legzirze jest słynna plaża ze skalnymi łukami. Niestety we wrześniu 2016 łuk ten się zawalił, więc jest to już tylko i wyłącznie informacja historyczna. My szczęśliwie byliśmy tam wcześniej. To było coś, co zdecydowanie chcieliśmy zobaczyć. Nawet przy złej pogodzie, ciekawie się to prezentowało. Choć niestety na zdjęciach w sieci bez chmur i ze słońcem robiło to ciekawsze wrażenie. Zaletą było to, że przy gorszej pogodzie nie ma zbyt wielu oglądających.

Sam dojazd niestety jest dość słabo oznaczony, gdybyśmy wcześniej nie sprawdzili na mapie, gdzie mniej więcej się go spodziewać, pewnie byśmy go przeoczyli. W każdym razie Legzira znajduje się mniej więcej 10 km od Sidi Ifni jadać z Agadiru, tuż przy wybrzeżu. Tam są parkingi i zejście na plażę, oczywiście przez lokalne kramy. Trzeba jednak wziąć pod uwagę pływy spowodowane przez Księżyc. Zejście na plażę i podziwianie łuków możliwe jest tylko przy odpływie. Trzeba więc liczyć na trochę szczęścia. Były dwa łuki, został jeden, ale miejsce pewnie dość dużo straciło.

Sidi Ifni / Legzira
Sidi Ifni / Legzira

Agadir i okolice – atrakcje

W Agadirze zastanawialiśmy się jeszcze nad podjechaniem nad Paradise Valley, acz ze względu na nienajlepsze warunki pogodowe i znaczną odległość (mierzoną czasowo, bo w kilometrach nie było to bardzo daleko), odpuściliśmy sobie tę wycieczkę. Zostało więcej czasu na sam Agadir, jednak nie skorzystaliśmy z atrakcji. Tu podobnie jak w wielu miejscowościach turystycznych są specjalne ośrodki, jak choćby „dom gadów”. Nam wystarczyło przejście się promenadą i plażą nad oceanem.

Sidi Ifni / Legzira
Sidi Ifni / Legzira

Warto dodać, że nastawienie ludzi w Agadirze w stosunku do turystów jest dość normalne. Oni tu z nich żyją, ale nie ma wymuszania, jest czysty interes. Stąd chodzenie po nim jest bardzo miłe, zwłaszcza, że bez problemu, nawet w ramadan można zjeść, a także napić się alkoholu. Niektóre sklepy dość mocno się nim reklamują, co jest nietypowe jak na kraj arabski. Zwłaszcza wielkie, widoczne z daleka butelki mające przyciągnąć turystów.

Sidi Ifni / Legzira
Sidi Ifni / Legzira

Agadir jest w pewien sposób pewną kwintesencją Maroka. Jest to taki bliska Europejczykom egzotyka. Dawne silne wpływy francuskie odcisnęły tu swoje piętno, przez to jest to bardziej zachodnie miejsce niż np. Tunezja. Dlatego zwłaszcza w Agadirze, tak wiele osób czuje się bardzo dobrze. Bo równie dobrze mogłoby to być Lazurowe Wybrzeże, Grecja, czy Hiszpania. Jednocześnie są tu pewne wpływy arabsko-berberyjskie, czyli coś lekko orientalnego.

Sidi Ifni / Legzira
Sidi Ifni / Legzira

Filmowo i królewsko

Jest pałac królewski, znów nie da się go zwiedzić, ale z daleka wygląda imponująco. Jest też słynny napis na górze, który widać z wielu miejsc Agadiru. Oznacza tyle, co „Allah, ojczyzna, król”. Oczywiście robi lepsze wrażenie przy bardziej przejrzystej pogodzie. No i jest wiele wycieczek także z Polski, na które można się natknąć.

Agadir i słynny napis
Agadir i słynny napis

Agadir ma też swoją filmową historię, zresztą jak wiele miejsc w Maroko. Autostrady w okolicy posłużyły jako miejsce pościgu w „Mission: Impossible – Rogue Nation” (2015). Tu też kręcono kilka scen do „Kapitana Phillipsa” (2013) z Tomem Hanksem. U wybrzeży powstało też kilka filmów religijnych i kostiumowych, gdzie ocean udawał morze Czerwone bądź Śródziemne. Choćby w „Mojżeszu” (z 1995) czy „Kleopatrze” (z 1999), gdzie Maroko udaje Egipt.

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak marokański
Agadir i Sidi Ifni
Share Button

Bratysława

Jak już wiemy z Wiednia, James Bond był w Bratysławie tylko formalnie. W latach 80. ekipa nie mogła tu kręcić, więc udawały ją pewne części austriackiej stolicy. Pisanie o samej Bratysławie stanowi pewien problem, by potraktować ją sprawiedliwie. Miasto niestety jest niedofinansowane, w wielu miejscach zaniedbane i przede wszystkim zdewastowane przez komunizm. Trzeba jeszcze wielu lat i mnóstwa inwestycji, by Bratysława (słow. Bratislava) rozkwitła . Może nie robi ona jakoś nieprzyjemnego wrażenia, ale przyjeżdżając tu prosto z Wiednia na pewno robi się jej szkodę.

Katedra św. Marcina (Bratysława)
Katedra św. Marcina (Bratysława)

Bratysława z Wiednia

W Bondzie Koskow był przemycany z Bratysławy do Wiednia.  Obie stolice są na tyle blisko siebie, że przemieszczanie się między nimi to kwestia maksymalnie półtorej godziny. A można to zrobić choćby samochodem, ale jeszcze lepszym pomysłem jest wodolot, który kursuje między jedną a drugą stolicą. Przywozi nas wprost do centrum Bratysławy pozwalając spojrzeć na nią z wody. Płynięcie trwałoby szybciej, gdyby nie śluzy, tam traci się najwięcej czasu.

Zamek bratysławski
Zamek bratysławski

Nad miastem góruje zamek bratysławski. To jednocześnie muzeum narodowe. Wstęp jest wolny, jedynie trzeba wykupić zgodę na fotografowanie. Niestety sam zamek chyba jest kwintesencją Bratysławy. Ma kilka fajnych elementów, ciekawszych ekspozycji, ale wciąż czegoś mu brakuje. Jest tu wiele pustych miejsc. Z jednej strony mamy eksponaty i prezentacje o historii Słowacji, z drugiej wystawę o starożytności, z wykopaliskami z różnych części świata. Jednych i drugich jest na tyle mało, że właściwie odbiera się to jak przysłowiowe mydło i powidło.

Pałac prezydencki
Pałac prezydencki

Starówka

W podobny sposób wygląda też rynek i okolice. Z jednej strony jest w tych wąskich uliczkach coś malowniczego, nawet pomimo widocznego zaniedbania. Z drugiej widać tam dokładnie, że Bratysława mogłaby lśnić dużo większym blaskiem. No i trzeci problem to plomby powstałe w czasach komunistycznych. I tu znów mamy przykład miszmaszu, bo jedne są koszmarne i pozbawione smaku, szpecą okolice, inne są dość intrygującymi konstrukcjami (niekoniecznie ładnymi). W tym most z tarasem widokowym przypominającym trochę spodek UFO. Tak samo jest chodząc choćby po rynku, gdzie znajdziemy część z mnóstwem knajp, odnowioną dla turystów, ale wystarczy odejść trochę w bok i nagle czar pryska. Zwiedzając stolicę Słowacji trzeba się zwyczajnie na to nastawić.

Teatr
Teatr narodowy

Dość ciekawą sprawą charakterystyczną dla miasta są tutejsze rzeźby przedstawiające ludzi. Oczywiście najbardziej znany jest Čumil, ale warto też zwrócić uwagę na Napoleona. Wiele wycieczek ma na swoim szlaku właśnie te rzeźby.

Prokuratura
Prokuratura

W samym centrum i okolicach jest kilka punktów charakterystycznych. Oczywiście jest Katedra Św. Marcina, choć prawdę mówiąc nie robi ona jakiegoś specjalnego wrażenia. Dużo bardziej nietypowy jest Niebieski Kościółek, przykuwający wzrok zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz. Można też podejść pod pałac prezydencki, no i bramę Michalską. Jest jeszcze pałac prymasowski, ze słynną Salą Lustrzaną.

Błękitny kościół
Niebieski kościół

A jak zostanie czasu, to jest jeszcze jeden zamek. Devin, tyle, że on już znajduje się poza centrum, więc to trochę dłuższa wyprawa. Devin pojawił się w filmie „Kull zdobywca”, czyli próbie zrobienia Conana bez Conana, acz wciąż luźno bazującej na prozie Roberta E. Howarda. Z głośnych filmów, które powstawały w Bratysławie warto wymienić trzy. Dwa pierwsze powstały w tutejszym studiu – to „Ostatni smok” z Seanem Connerym i „Za linią wrogą” z Genem Hackmanem. Trzeci to „Peacemaker” z Georgem Clooneyem i Nicole Kidman. Tam możemy zobaczyć więcej Bratysławy, w tym wspomniany pałac prymasowski.

Zamek Devin
Zamek Devin
Nowsza część
Nowsza część
Szlak słowacki
Bratysława
Share Button

Marrakesz

Nazywany czerwonym miastem, głównie ze względu na kolor budynków. Przy odpowiednich warunkach pogodowych faktycznie tak wygląda. Wg legend za stan rzeczy odpowiada krew przelana przy budowie miasta. Marrakesz (arab. مراكش) był początkiem i końcem naszej przygody z Maroko. Niestety, nie zrobił na nas dobrego wrażenia. Właściwie z dwóch powodów. Pierwszy to medyna i zachowanie jednostek niektórych ludzi, drugi to król i zamknięcie części miasta do zwiedzania. Marrakesz jest pewnym symbolem, stolicą południa, miastem, które miało być głośne, ciekawe i dumne, przyciągające niepokorne, twórcze jednostki z zachodu. Niestety nie do końca tak sprawy się mają, przynajmniej obecnie.

Zaułki medyny (Marrakesz)
Zaułki medyny (Marrakesz)
Plac Jemaa el Fna
Plac Jemaa el Fna

Marrakesz

Jednym z bardziej tradycyjnych miejsc mieszkalnych i noclegowych w Maroko są riady. Kiedyś były to domy mieszkalne, dziś riad mniej więcej jest odpowiednikiem pensjonatu. Prowadzony  najczęściej przez jedną rodzinę z pełnym zaangażowaniem. Jest to dość ciekawa forma noclegu, właściwie jak hotel, czasem gorszego standardu, ale jednocześnie widać tu duży wkład właścicieli i pracowników w utrzymanie specyficznej atmosfery tego miejsca. Są więc bardzo pomocni, ale też chętnie przygotowują swoje własne, lokalne potrawy na śniadanie czy obiad (te najczęściej są dodatkowo płatne). To jest ta przyjemniejsza strona.

Ta gorsza to fakt, że riady często są ulokowane w medynie lub tuż obok niej. To oznacza, że nie ma tam dojazdu. Czy to taksówką, czy tym bardziej własnym samochodem lub autobusem. Kręte uliczki, często nie są zaznaczone na GPSach, bo nie można tam dojechać. Pozostaje więc zapytać kogoś o drogę i tu robi się prawdziwy problem. Chętnych jest mnóstwo, wybierając jednego łatwo obrazić innych. Co oczywiste, wybrani oczekują gratyfikacji, z tym nikt nie ma problemu. Tyle, że często ta zapłata to nie jest „co łaska”. Jest dość wysoka, zarówno na marokańskie, jak i na polskie standardy. Np. 20-30 Euro. Ci pomagacze niestety patrzą na nas jak na bogatych turystów z zachodu, co powoduje dość nieprzyjemne sytuacje. Zwłaszcza, gdy za wskazanie drogi, chcą więcej niż kosztuje nocleg w riadzie. Dlatego lepiej przygotować się wcześniej, czy to dokładnie sprawdzając na mapach dojście do samego riadu, czy zwyczajnie kontaktując się telefonicznie z obsługą, lub śpiąc tam gdzie jest lepszy dojazd, a do medyny przejść się piechotą.

Medyna / J
Medyna / plac Jemaa el Fna

Imprezownia Maroko

Najważniejsze jest to, że nie licząc kwestii pomocy i natarczywego oczekiwania wysokiego wynagrodzenia, reszta naganiaczy nie jest tak uciążliwa. Da się spokojnie przejść. Zwyczajnie nie można dać się im złapać. Warto też zauważyć, że w różnych częściach Maroko to podejście do turystów jest odmienne. Marrakesz nie wypada najlepiej. Wynika to z prostego faktu: kiedyś przybywało tu bardzo wielu turystów. Stąd, gdy było ich mniej, ci pozostali stali się „towarem deficytowym”. To nie jest miłe uczucie. A próbowano nam sprzedawać różne rzeczy, w tym oczywiście narkotyki. Ich zakup proponowano nam wielokrotnie. Kiedyś hipisi przybywali tu po to, zresztą wielu turystów korzysta z takich możliwości. Ale trzeba pamiętać, że w Maroko jest to ścigane prawnie, a co gorsza policja ma swoich handlarzy, którzy oferują towar, a następnie potrafią donieść na turystę. Więc lepiej unikać kłopotów.

Minaret
Minaret meczetu el Mansour

Druga sprawa o której trzeba pamiętać, to król Muhammad V. On niestety potrafi pokrzyżować szyki. W Marrakeszu znajduje się zarówno obecny pałac jak i starszy kompleks, (wokół jest też medresa i ogrody) który da się zwiedzić, o ile nie ma tam króla. Używanych pałaców zobaczyć się nie da. Można tylko zrobić z daleka zdjęcie fasady, pod warunkiem, że króla nie ma w środku, wtedy gonią za to. Niestety nam trafił się król, który dodatkowo chciał coś zobaczyć, więc zamknięto południową część miasta, włącznie z ogrodami. Ochrona króla jest bardzo dokładna, to jednak ogranicza możliwości zwiedzania czasem sporych połaci miasta. Nam niestety się to przytrafiło. Niestety król to czynnik, którego nie da się przewidzieć i zaplanować. Jeszcze większe „niestety” – król zdawał się podróżować razem z nami.

Pałac królewski
Pałac królewski

Dżamaa al-Fina

Została więc nam do zwiedzenia głównie medyna i okolice. Jest ona wpisana na listę UNESCO, w dużej mierze przez plac Dżamaa al-Fina (Place Jemaa el Fna). To centralne miejsce Marrakeszu, tu przybywa najwięcej turystów, tu się obserwuje zachód słońca. Tu też można sobie zrobić zdjęcia z wężami, małpami i innymi zwierzętami, które podobnie jak ludzie, niezbyt dobrze znoszą przebywanie na otwartym, nagrzanym placu. Oczywiście zdjęcia są odpłatne. Plac jest także sercem medyny. Warto skusić się na sok ze świeżych pomarańczy, jest tu wyjątkowo tani, no i oczywiście bardzo dobry. Dżamaa al-Fina trafiła na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego z powodu tego, co tu się dzieje. Poza zwierzętami i targiem pojawiają się tu kuglarze, ale też opowiadacze historii i legend. To odpowiada za dość specyficzny klimat tego miejsca, choć w tłumie trudno ich czasem wyłapać.

Czerwone miasto
Czerwone miasto

Wokół medyny znajduje się między innymi meczet Kutubijja (Koutoubia), z najwyższym minaretem w mieście. Warto zwrócić uwagę, że minarety w Maroko są do siebie bardzo podobne, mają  formę wieży o kwadratowej podstawie. Nie są zawijane, czy okrągłe, w większości robione na jedno kopyto. Są dzięki temu bardzo charakterystyczne. Niestety żadnego z meczetów nie można zwiedzać.

Minaret
Minaret przy meczecie Kutubijja
Medyna
Medyna

Marrakesz na filmowo

Marrakesz ma też swoje powiązania filmowe, choć niestety niewielkie. Pojawił się ostatnio w „Mission: Impossible – Rogue Nation” (2015) dokładnie w jednym ujęciu. Gdy z daleka widzimy wysoki minaret (niby w Casablance), scenę w rzeczywistości nagrano w Marrakeszu. Drugi nowy film to „Our kind of Traitor” (2016) na podstawie powieści LaCarre’a z Ewanem McGregorem w roli głównej. Tu pojawił się między innymi plac Dżamaa el-Fina, Zresztą plac ten jest na tyle znany, że odgrywa najczęściej rolę symbolu, w kilku filmach. „Mumia” (1999), „Mamma Mia!” (2008), „Seks w wielkim mieście 2” (2010), „Człowiek, który wiedział za dużo” (1956) Alfreda Hitchcocka, „Powrót Różowej Pantery” (1975), czy „W stronę Marrakeszu” (1998). Miasto znajduje się na tyle blisko Warzazatu, a jest jednocześnie większe i lepiej skomunikowane, stąd duża popularność w filmach. Najczęściej to jednak nie sceny, a pojedyncze ujęcia, które pozwalają dobrze rozpoznać miejsce, czyli w większości przypadków plac Dżamaa el-Fina.

Jemaa el Fna
Jemaa el Fna
Szlak marokański
Marrakesz
Share Button

Malaga

Malaga to dość popularne miejsce wypoczynkowe w Hiszpanii. Raz ze względu na plaże. Dwa, co chyba ważniejsze, lotnisko, na które regularnie latają tanie linie z największych miast Polski. To sprawia, że bardzo wielu turystów z naszego kraju właśnie tu się kieruje. Bo jeśli ktoś chce plaże i odpoczynek,  wszystko to znajdzie na miejscu. Ale jednocześnie Malaga to idealne miejsce na bazę wypadową po Andaluzji. Myśmy właśnie tak ją potraktowali. Nocleg, samochód i zwiedzamy Hiszpanię.

Malaga i morze wykorzystane w Bondzie
Malaga i morze wykorzystane w Bondzie

Malaga i James Bond

Jednak to miasto znajduje się też na naszym szlaku filmowym, może nie na głównym, ale bez wątpienia wartym wspomnienia. Pojawiła się tu bowiem ekipa agenta Jej Królewskiej Mości, czyli Jamesa Bonda. A historia jest o tyle ciekawa, że film „Żyje się tylko dwa razy” (1967), jeszcze z Seanem Connerym, dzieje się w zupełnie innym zakątku świata, czyli Japonii. Jednak tam nie można było nakręcić wszystkich scen. Producenci nie dostali zgody na użycie helikopterów i tworzenie ujęć powietrznych w Kraju Kwitnącej Wiśni. Trzeba było się posiłkować innym miejscem. Padło na Malagę, a dokładniej okoliczne wzniesienia i linię brzegową nieopodal Torremolinos. To one udają Japonię. Dziś dość trudno znaleźć dokładne miejsca wykorzystane filmie, zwłaszcza z dołu poziomu pieszego, ale mimo to warto o tym pamiętać. Tu kręcono Bonda, najdłużej istniejącą filmową serią w zachodniej kinematografii,

Zamek
Zamek, Alkazar

Od Rzymu do Picassa

Oczywiście jest tu też kilka miejsc do zobaczenia. Jest katedra, jest zamek, czyli taki hiszpański standard. Zamek jest o tyle interesujący, że wspinając się na niego, widać panoramę wybrzeża. Można też się przejść do areny walk byków, zwłaszcza, że jest otwarta i można przyjrzeć się jak jest zbudowana. Są też ruiny rzymskie. No i jest też plaża. Ogólnie w Maladze jest dużo turystów, wiele knajpek na mieście, także takich, w których można obejrzeć flamenco. Jak ktoś ma więcej czasu, to może zajrzeć do muzeum Pabla Picassa. Tu znajdował się też jego dom.

Amfiteatr
Amfiteatr

Na koniec jeszcze jedna filmowa ciekawostka. W Maladze urodził się jeden z bardziej znanych hiszpańskich aktorów, Antonio Banderas. Pamiętamy go z „Desperado”, „Filadelfii”, „Maski Zorro”, „Trzynastego wojownika”, „Małych agentów”, „Fridy” czy trzeciej części „Niezniszczalnych”.

Malaga to też centrum kulturalne
Malaga to też centrum kulturalne
Szlak hiszpański
Malaga
Share Button

Wiedeń, czyli Ethan Hunt spotyka Jamesa Bonda

Bogata stolica Cesarstwa, miasto Opery, dla Polaków także miejsce pamiętnej odsieczy wiedeńskiej. Filmowo Wiedeń (niem. Wien) też ma wiele ciekawych miejsc do zaoferowania, wliczając w to opery.  Zaś miłośnicy kina mogą odwiedzić Austriackie Muzeum Filmu (Österreichisches Filmmuseum). Atrakcje turystyczne, zwłaszcza te kulturalne, sprawiają, że wycieczka do Wiednia jest warta rozważenia. Także ze względu na słynny koncert noworoczny, czy jarmark bożonarodzeniowy.

Opera wiedeńska
Opera wiedeńska

Opera Wiedeńska i „Mission: Impossible”

Mówiąc o operze myślimy przede wszystkim o tej najważniejszej, czyli Operze Wiedeńskiej, znajdującej się niedaleko kompleksu pałacowego Hofburg w  ścisłym centrum Wiednia. Ostatnio opera ta pojawiła się w „Mission: Impossible: Rogue Nation”, gdzie oczywiście grała samą siebie. Operę można zwiedzić w sposób dwojaki. Pierwszy to kupno biletów na przedstawienie. Co wieczór sprzedawana jest pewna pula w niskich cenach, niektóre stojące, ale bez wątpienia jest to intrygujące przeżycie. Druga możliwość to wycieczka po operze, która odbywa się raz lub dwa razy dziennie, mniej więcej około 14-15, to trzeba zweryfikować na stronie, bo godzina jest zmienna. Mamy do dyspozycji przewodnika w kilku językach, w tym angielskim, niemieckim, włoskim czy hiszpańskim. Bilety nie są limitowane, co jest plusem, ale i minusem zarazem. Możemy trafić na całkiem spory tłum, przez co ciężko czasem coś usłyszeć.

Przewodnik niewiele mówi o samej operze, a raczej wymienia dyrektorów, muzyków czy opowiada o balach tu organizowanych. Daje to możliwość obejrzenia tego budynku, ale jedynie ogólnodostępnych pomieszczeń – holi i sal. O wejściu za kulisy czy do garderoby można zapomnieć. Szkoda, ale trzeba mieć na uwadze, że Opera Wiedeńska pozostaje miejscem intensywnej pracy. W lecie co wieczór są organizowane też transmisje plenerowe, więc można posłuchać opery. A tak swoją drogą,  okolice Hofburg to jedno z nielicznych miejsc, gdzie można do dziś znaleźć tablicę upamiętniającą odsiecz wiedeńską i króla Jana III Sobieskiego. W okolicy zlokalizowano także wiele interesujących muzeów. W tym słynna Albertina.

Opera wiedeńska
Opera wiedeńska

Strauss i Mozart

Wiedeń to miasto muzyków. Dwóch z nich ma też swoje bardzo charakterystyczne pomniki. Pierwszy to oczywiście Wolfgang Amadeusz Mozart. Jego pomnik znajduje się tuż przy operze. Zresztą akcja filmu „Amadeusz” Milosa Formana dzieje się w dużej części w tym mieście (acz zdjęcia kręcono głównie w Pradze).

Pomnik Mozarta (Wiedeń)
Pomnik Mozarta (Wiedeń)

Drugi muzyk, który ma tutaj swój słynny pomnik to Johann Strauss. To jeden z symboli Wiednia. Pod tym pomnikiem prawie cały czas są tłumy turystów.

Pomnik Straussa (Wiedeń)
Pomnik Straussa (Wiedeń)

Wiedeń i James Bond

Inna filmowa opera pojawia się w Jamsie Bondzie, a dokładniej w „W obliczu śmierci” z Timothym Daltonem z 1987. To Volksopera, która gra z zewnątrz Konserwatorium muzyczne w Bratysławie.  Zrobienie zdjęcia odtwarzające kadr z filmu utrudnia duże drzewo przed samą operą – w filmie widzimy je jeszcze niewysokie . Okolice Volskoper także udają stolicę Słowacji. Znajdziemy tu zatem zajezdnię tramwajową, obecnie zmienioną w market sieci SPAR, wejście do domu Kary (na Antoningasse). Przy Volskoper znajduje się nawet sklep ze słodyczami, w którego gablotce wciąż znajdują się zdjęcia ekipy. W końcu udawał miejsce, z którego Bond próbował zastrzelić Karę. Warto przypomnieć, że zdjęcia powstawały w ostatnich latach zimnej wojny, więc filmowcy nie mogli ot tak pojechać do Bratysławy. Ta część Wiednia na tyle kontrastuje z zabytkową, że z powodzeniem mogła udawać inne, biedniejsze miasto.

Volksoper
Volksoper

 

"Bratysławski" apartament Kary
„Bratysławski” apartament Kary

 

Stara zajezdnia tramwajowa
Stara zajezdnia tramwajowa, a dziś Eurospar na Kreuzgasse

Samo wnętrze Konserwatorium w Bratysławie także nagrywano w Wiedniu, ale już nie w Volskoper, a Sofiensale. Budynek (i sala koncertowa) wykorzystany w filmie niestety spłonął, na jego miejscu obecnie stoi nowy, ale nie odtwarza historycznego budynku, oczywiście także sala  jest inna.

Sof
Sofiensale odbudowana po pożarze.

Udając Bratysławę

Akcja „W obliczu śmierci” przenosi się z Bratysławy do Wiednia. Dzieje się to w dwóch miejscach. Jedno to stary, obecnie właściwie zapomniany, most Steinspornbrucke, z którego można oglądać meandry Dunaju. Znajduje się on poza ścisłym centrum, więc trudno do niego dostać się bez samochodu. W filmie zbudowano na nim przejście graniczne, które w nocy przekraczali bohaterowie.

Most
Most Steinspornbrucke

Gasometer

Drugie miejsce to Gasometer. Kiedyś faktycznie budynki te miały inną funkcję, związaną z nazwą, czyli rozprowadzaniem gazu po Wiedniu. Obecnie znajdują się tu lofty i centrum handlowe. W dodatku jest to zlokalizowane tuż przy stacji metra, więc bardzo łatwo jest tu dotrzeć i się rozejrzeć. W filmie w tym miejscu został przechwycony Koskow już w Wiedniu.

Gasometer
Gasometer

Bond, Orson Welles i Prater

Bond spędza miłe chwile z Karą w Wiedniu. Odwiedzają między inny park rozrywki Prater ze słynnym diabelskim młynem, no i strzelnicą. To stałe wesołe miasteczko, do którego ciągnie zarówno turystów, jak i mieszkańców Wiednia. Wstęp na teren obiektu jest darmowy, ale trzeba płacić za poszczególne atrakcje. Prater wraz z diabelskim młynem jest jednym z symboli Wiednia i pojawia się w bardzo wielu filmach w tle i nie tylko w tle. Tu odgrywają się finałowe sceny „Trzeciego człowieka” Orsona Wellesa. To stary film, ale bez wątpienia jeden z najbardziej znanych związanych z Wiedniem. Nawet ma tu swoje małe muzeum.

Prater (Wiedeń)
Prater (Wiedeń)

Belweder i Schwarzenberg

James Bond śpi w hotelu znajdującym się w pałacu Schwarzenberg. Niestety obecnie ten budynek lata świetności ma już za sobą. W filmie wygląda zdecydowanie lepiej. Faktycznie znajduje się tu hotel, no i warto zwrócić uwagę, że okolica jest bardzo intrygująca. Właściwie tuż obok znajduje się Belweder ze swoimi wspaniałymi ogrodami i bogatą galerią.

Pałac
Pałac Schwarzenberg, dziś trochę podupadły. W Bondzie prezentował się lepiej

 

Belweder
Ogrody Belwederu

Plac Marii Teresy

Magię kina i pewne uproszczenia można też obserwować na placu Marii Teresy. Znajduje się on w dzielnicy muzealnej tuż obok Hofburgu. Tu widzimy ujęcie, w którym Bond i Kara jadą dorożką. Krótkie, ale wystarczające, by móc łatwo wyłapać to miejsce. Natomiast kolejne ujęcie przenosi nas do pałacu Schönbrunn. W filmie mamy złudzenie, że te dwa miejsca znajdują się bardzo blisko siebie. Może i dałoby się tam dojechać dorożką, ale z pewnością trwałoby to dość długo, no i podróż wcale nie byłaby taka romantyczna.

Plac Marii Teresy
Plac Marii Teresy widziany także w Bondzie

Schönbrunn

Schönbrunn to bez wątpienia jedna z największych atrakcji Wiednia. To olbrzymi kompleks pałacowy, nie bez powodu porównywalny z francuskim Wersalem. Zwiedzanie tego miejsca to właściwie wyprawa całodniowa. Filmowo Bonda widzieliśmy tu głównie od strony ogrodów, ale jest tu dużo więcej do zwiedzenia. Warto wcześniej zastanowić się nad doborem odpowiedniego biletu. Można je zweryfikować i zamówić na stronie pałacu. Ciekawą opcją jest tak zwany Goldpass, który pozwala nam obejrzeć właściwie wszystko, włącznie z ogrodem zoologicznym. Ten ostatni należy do najstarszych w Europie. Jest dofinansowany i nowoczesny, stanowi atrakcję samą w sobie.

Schönbrunn też ładnie łączy się z muzycznym Wiedniem. To właśnie tu w sali koncertowej w oranżerii nagrywano finałowe sceny „W obliczu śmierci” dziejące się w jednej z oper wiedeńskich. Na pewno nie tej głównej, ta jest za bardzo rozpoznawalna. A tak swoją drogą to cały kompleks pałacowy znajduje się na liście UNESCO, podobnie jak zabytkowe centrum Wiednia.

Shonbrunn
Schönbrunn

Metro

Poruszając się po Wiedniu można skorzystać z metra, które także jest filmowe. „Mission: Impossible – Rogue Nation” było kręcone nie tylko w operze, ale też w metrze. Dokładniej na stacji Karlsplatz.

Metro
Metro Karlsplatz, tu Benji spotkał Ethana.

Kościoły Wiednia i zabytki ścisłego centrum

Sam Wiedeń oferuje jeszcze wiele innych atrakcji, od wielu muzeów i galerii począwszy, po bardzo ciekawe budynki. Można by o nim napisać całkiem pokaźny przewodnik. Kilka już wspomnieliśmy. Warto wspomnieć też choćby o Katedrze św. Szczepana, czy Kościele św. Karola Boromeusza, albo Kościele Wotywnym. Zwłaszcza ten drugi robi niesamowite wrażenie, szczególnie wieczorem, gdy jest oświetlony. Można też podejść pod gmach parlamentu, czy nowy ratusz. Stary nie robi większego wrażenia.

Katedra św. Szczepana
Katedra św. Szczepana

 

Kościół Św. Boromeusza
Kościół Św. Karola Boromeusza

Friedensreich Hundertwasser i Wiedeń

Z nietypowych atrakcji Wiednia warto wymienić dwie. Pierwsza to domki Hundertwassera, a druga to spalarnia śmieci zaprojektowana przez tego samego architekta. Samym wyglądem zapada w pamięć i się bardzo wyróżnia, a przy tym jest funkcjonalna. Zobaczenie jednego i drugiego nie wymaga wiele czasu, ale pokaże zupełnie inne oblicze stolicy Austrii. Bez wątpienia mniej klasyczne.

Domi
Domki Hundertwassera

 

Spalarnia śmieci
Spalarnia śmieci

Dunaj, karta miejska i zwiedzanie Wiednia

Na sam koniec jeszcze warto zwrócić uwagę na Dunaj. Może nie jest piękny i modry każdego dnia, może nie ma tu też jakiejś wspaniałej promenady, ale są przystanie, tam zaś kursują wodoloty do Bratysławy (rejs trwa około 1,5 godziny) i dalej do Budapesztu. To może być dobry pomysł na krótszy wypad do stolicy Słowacji, jednocześnie porównujący Bratysławę z Bonda z tą prawdziwą.

W Wiedniu istnieje coś takiego jak karta miejska, która upoważnia do korzystania z komunikacji miejskiej oraz daje zniżki do muzeów i innych atrakcji. Więcej informacji o Vienna Pass Card znajdziecie tutaj. Niestety nie zawsze się ona opłaca. Trzeba sobie to dokładnie wyliczyć.

Do samego Wiednia można dojechać z Polski zarówno FlixBusem, z niektórych części koleją, ale też np. z Wrocławia mniejszymi firmami przewozowymi, które bywają wygodniejsze niż FlixBus. No i oczywiście samodzielnie samochodem.

Szlak austriacki
Wiedeń
Szlak filmowy
Wiedeń (Bond, Mission: Impossible)

Share Button

Amman

Amman  (arab. عمان) – stolica Jordanii i bez wątpienia największe miasto tego kraju. W tej metropolii żyje ponad połowa całej ludności. No i jest to miasto z bardzo długą historią. Swego czasu było znane jako Filadelfia, jedno z miast Dekapolis, a także jako Rabbat Ammon czy Rabba.

Cytadela
Cytadela

Amman: starożytne zabytki

Dziś to jest duża i rozległa metropolia, choć nie oferuje aż tak wiele starych zabytków do zwiedzania, jak mogłaby. Najważniejsza bez wątpienia jest Cytadela, której fragmenty pochodzą jeszcze z czasów rzymskich. Potem pełniła też rolę siedziby tutejszych władców. Jesienią cytadela nie jest oblegana. Można tu wejść bez większych problemów. Poza ruinami, znajduje się tu też muzeum archeologiczne. Ma kilka interesujących eksponatów, ale nie rzuca na kolana. Z Cytadeli rozciąga się też widok na Amman.

Cytadela
Cytadela

Druga pozostałość to teatr rzymski. Wraz z nim można obejrzeć muzeum ludowe. Muzeum podobnie jak archeologiczne, jest wliczone w cenę, więc rzucić okiem można.

Z rzymskich zabytków ważne jest też nimfeum. Niestety podczas naszej wizyty było akurat remontowane.

Amfiteatr
Amfiteatr

Jordańskie odrodzenie

Jednak jeśli chodzi o muzea, to chyba najciekawsze jest Muzeum Jordańskie, które pokazuje historię i kulturę tych ziem od świtu człowieczeństwa do mniej więcej upadku Rzymu. To nowe, bardzo dobrze zrobione muzeum, warto poświęcić mu czas. Powstało w ramach przyjaźni jordańsko-japońskiej i faktycznie mocno się wyróżnia swoją nowoczesnością.

Meczet króla Abdullaha
Meczet króla Abdullaha

Jak to w państwie islamskim, w Ammanie znajduje się kilka istotnych meczetów. Największy to meczet króla Abd Allaha. Można go zwiedzać, mało tego, nawet kobiety mogą wejść do głównej sali, a nie osobnej strefy dla kobiet, pod warunkiem, że zostaną odpowiednio ubrane. Przed wejściem dostaje się rodzaj sukni z kapturem, który zakłada się na własną odzież. Przy meczecie działa też muzeum islamskie. Mniejsze meczety można zwiedzać, o ile są otwarte i nie ma tam jakiś modlitw. Oczywiście tam już kobietom wejść jest dużo trudniej i lepiej nie próbować, o ile nie wie się, które z wejść jest przeznaczone dla kobiet – a nie jest to opisane po angielsku. Mężczyźni mogą wejść na dziedziniec i zajrzeć do środka można za darmo.

Medyna
Medyna

Arabskie klimaty

Na uwagę z pewnością zasługuje centrum, które w kilku miejscach zmienia się dzień w dzień w jedną wielką medynę. To naprawdę robi duże wrażenie. Można się zanurzyć w jednym wielkim targowisku. Ono ma w sobie coś niezwykłego, chyba głównie dlatego, że żyje. Nie jest turystyczne, ale autentyczne i barwne. Z ciekawostek można tu zobaczyć jak się robi frytki na gorącym oleju, a następnie nakłada gołymi rękoma.

Medyna
Medyna

Główny ruch turystyczny, poza oczywiście Cytadelą i amfiteatrem rzymskim, koncentruje się na ulicy Rainbow. Tam jest trochę knajp i sklepów, które wyglądem są bardziej europejskie. W tamtej okolicy są też ulokowane najważniejsze hotele. My skorzystaliśmy z mniejszego, bardziej w centrum – Boutique Hotel. Cenowo przystępny, jakość może być, ale właściciel był bardzo pomocny w organizacji zwiedzania. Zwłaszcza jak ktoś nie ma własnych planów na to, co robić w Ammanie czy okolicach.

Meczet Abu Darweesh
Meczet Abu Darweesh

Filmowo Amman może się pochwalić kilkoma produkcjami, których akcja dzieje się na Bliskim Wschodzie. Są to więc „Wróg numer 1” i „The Hurt Locker. W pułapce wojny” oba Kathryn Bigelow (była żona Jamesa Camerona). Powstał tu też „Na gorąco” Briana De Palmy.

Amman w deszczu
Amman w deszczu

Szlak jordański
Amman
Share Button

Ceuta, czyli oko na Maroko (i nie tylko)

Zostawiamy Andaluzję, właściwie to zostawiamy też Europę i przenosimy się do Afryki, nadal pozostając w Hiszpanii. Miejsce, którym się zajmiemy to Ceuta, czyli hiszpański odpowiednik Gibraltaru. I to w bardzo dosłownym tego słowa znaczeniu. Gibraltar jest brytyjskim terytorium zamorskim, kawałkiem ziemi oderwanym od Hiszpanii, pełniącym istotną rolę warowną, zwłaszcza gdy żegluga między Morzem Śródziemnym a Oceanem Atlantyckim była tak ważna. Dokładnie po drugiej stronie cieśniny gibraltarskiej, już w Afryce znajduje się Ceuta. Mała eksklawa przy Maroku, pełniąca dokładnie tę samą rolę.

Przeprawa przez morze Śródziemne
Przeprawa przez morze Śródziemne

Ceuta czyli oko na Maroko

Chyba największą frajdą przejażdżki na Ceutę, o ile nie przeprawiamy się do Maroka, jest możliwość okrążenia Gibraltaru i zobaczenia go od strony morskiej. Wpierw należy przyjechać do Algeciras. W porcie zaś można znaleźć prom. Jeśli nie potrzebujemy przemieszczać się poza Ceutą, najlepiej zaparkować samochód gdzieś blisko portu. Oszczędzi się na kosztach przeprawy. Tylko trzeba uważać na oznaczenia miejsc do parkowania, lepiej sprawdzić to dwa razy.

Widok na Gibraltar
Widok na Gibraltar

Linii promowych jest tu kilka. Więc nie powinno być większych problemów z załapaniem się na prom. Kursują one nie tylko do Ceuty, ale też do Tangeru w Maroku.

Ceuta
Ceuta

Sama Ceuta to o tyle ciekawe miasto, że widać tu dość mocno dominację muzułmanów. To nadal jest Hiszpania, ale już trochę inna. Odległość niby nie jest duża, jednak jest to ciekawe przeżycie. Zwłaszcza, że nie jest to też państwo marokańskie. Są kościoły i widać tu nałożenie się dwóch kultur, jednak ma ono zupełnie inny charakter niż choćby w Kordobie czy Grenadzie. Jest zdecydowanie bardziej współczesne.

Słupy Heraklesa
Słupy Heraklesa

W Ceucie znajduje się też góra Monte Hacho, która wraz ze Skałą Gibraltarską stanowią legendarne Słupy Heraklesa. Według mitologii ustawione przez niego w ramach dziesiątej pracy.

Ceuta
Ceuta

Z miejsc wartych zobaczenia, to przede wszystkim fortyfikacja. Natomiast jeśli będziemy mieć szczęście do pogody, to ładnie stąd widać Gibraltar. Jak nie to widać go dobrze podczas przeprawy promem. W Morzu Śródziemnym (Cieśninie Gibraltarskiej) zaś można czasem dostrzec delfiny.

Szlak hiszpański
Ceuta
Share Button

Sewilla na filmowo

Do Sewilli (hiszp. Sevilla) sprowadziły nas „Gwiezdne Wojny”, a dokładniej „Atak klonów”. George Lucas nakręcił tu jedną scenę do II Epizodu. W tym celu ekipa filmowa pojawiła się na Placu Hiszpańskim (Plaza de Espania), który przez jeden dzień udawał kosmoport stolicy Naboo, czyli miasta Theed. Pojawili się tu Natalie Portman, Hayden Christensen i Kenny Baker jako R2-D2. Zdjęcia trwały dokładnie jeden dzień (13 września 2000). Więcej o wyprawie gwiezdno-wojennej do Sewilli przeczytacie tutaj.

Plaza de Espagnia
Plaza de Espania

Sewilla Davida Leana i „Gwiezdne Wojny”

Jednak, gdy spojrzymy filmowo na Sewillę, to jest ona zdecydowanie ciekawsza, zaczynając od Placu Hiszpańskiego. O tym, że Lucas ceni twórczość Davida Leana, już wspominaliśmy. Tym razem Lucas dokonał prawdziwego cytatu filmowego. Lean kręcąc „Lawrecne’a z Arabii” w kilku scenach używał Placu Hiszpańskiego wraz z wszystkimi zabudowaniami. Sewilla udawała tu egipski Kair (ale nie tylko, także między innymi Damaszek). W kilku scenach obserwujemy jak bohaterowie przechadzają się pod charakterystyczną kolumnadą. Dokładnie to samo ujęcie widzimy potem w „Ataku klonów”. Patrząc ile jest tu tropów filmowych, trudno zakładać przypadek.

Plaza de Espania
Plaza de Espania

„Lawrence z Arabii” z Peterem O’Toolem w roli głównej, któremu partnerują choćby Alec Guinness, Omar Sharif czy Anthony Quinn to nagrodzony 7 Oskarami film ukazujący losy T.E. Lawrence’a, człowieka, który zjednoczył plemiona arabskie. Dla nas to klasyka, ale w Jordanii ten film wciąż jest żywy, o czym pisaliśmy i napiszemy jeszcze przy niejednej okazji.

Plaza de Espania
Plaza de Espania

Swoją drogą inny twórca filmowy, czyli Sasha Baron Coen, znany głównie jako Borat, także kręcił tu kilka zdjęć do swojego „Dyktatora” (2012).

Katedra z minaretem
Katedra z minaretem

Sewilla – serialowo czyli GOT

„Lawrence z Arabii” to oczywiście wielki film, do którego zdjęcia powstawały w wielu miejscach miasta, choćby w innym słynnym zabytku, czyli Domu Piłata. Także uliczki udawały czasem Bliski Wschód. W Sewilli, podobnie jak w wielu innych miejscach Andaluzji, wpływy chrześcijaństwa i islamu nakładają się, tworząc naprawdę przecudowną mozaikę. Bez wątpienia takim miejscem wartym szczególnej uwagi jest katedra Najświętszej Marii Panny. Jest to wspaniały gotycki kościół, ale ma też minaret. Tak zwana Giralda początkowo faktycznie była minaretem, potem przemianowano ją na dzwonnicę – funkcja tak naprawdę została ta sama. Wchodząc na nią można się rozejrzeć po mieście. Zatem mamy tu podobną sytuację do tego, co można było zobaczyć w Kordobie, ale połączenie dało  inne efekty.

Kompleks pałacowy
Kompleks pałacowy

Jeszcze innym miejscem nakładania się kultur, choć niekoniecznie już tak dobrze widocznym jak to miało miejsce w Grenadzie, jest tutejszy zamek, choć bardziej to kompleks pałacowy ze wspaniałymi ogrodami. Znów miejsce przepiękne, a co jeszcze ważniejsze, ponownie bardzo filmowe. Albo raczej serialowe. To właśnie tu kręcono sceny z „Gry o tron”, które rozgrywały się w Dorne w posiadłościach rodu Martellów, czyli Wodne Ogrody nieopodal Słonecznej Włóczni. Główne zdjęcia nakręcono 16 października 2014.

Kompleks pałacowy (Sewilla)
Kompleks pałacowy (Sewilla)

Na lokalnej arenie walk byków także miały mieć miejsca zdjęcia do „Gry o tron”, ale ostatecznie zrezygnowano. Wybrano Osunę. Warto też zauważyć, że zarówno katedra jak i alkazar są wpisane na listę UNESCO.

Do Sewilli można dojechać pociągiem zarówno z okolicznych hiszpańskich miast (jak Malaga), jak i portugalskich. Gdy podróżujemy po Hiszpanii samochodem, to tu, podobnie jak w innych miastach, bez problemu znajdziemy podziemne parkingi praktycznie w samym centrum. Resztę można spokojnie obejrzeć spacerem.

Arena byków
Arena byków

Szlak hiszpański
Sewilla
Szlak filmowy
Sewilla
Share Button

Madaba

Madaba  (arab. مادبا,), w czasach biblijnych znana jako Medeba. Znajduje się blisko Ammanu, w sumie bliżej lotniska królowej Ali niż sama stolica. Dla turystów miasto to nie ma za wiele do zaoferowania, nie licząc mozaik, natomiast jest idealnym miejscem wypadowym do dalszych eskapad. Zwłaszcza, że jest stosunkowo blisko do takich miejsc jak: Morze Martwe, Jordan czy góra Nebo lub Wadi Mujib.

Samolot - pomnik
Samolot – pomnik

Stara zabudowa
Stara zabudowa

Madaba

My właśnie dlatego spędziliśmy tu kilka nocy. Amman jest dużą metropolią, przejeżdżanie przez niego to przede wszystkim zmarnowany czas. Więc wyprawy na północ, zachód i wschód rozpoczynaliśmy właśnie w Madabie. Jadąc na zachód całkowicie omija się Amman, na wschód właściwie też. Jedynie kierunek północny wymaga przejechania częściowo przez miasto, ale trasą przelotową, więc nie jest źle. Madabę porzuciliśmy ją już jedynie dla Petry i Wadi Rum. Inna sprawa, że ceny hoteli są tu niższe niż w Ammanie, więc może być to dodatkowa zachęta. Myśmy zatrzymali się w centrum w hotelu Mosaic City Hotel (jedynym w Jordanii w którym normalnie działała nam karta płatnicza). Warto o nim wspomnieć z tego powodu, że to nowy i zadbany budynek, więc wyróżnia się standardem ponad to, co jest normą w całej Jordanii.

Mozaika
Mozaika

Gorzej niestety już jest z jedzeniem. W samym centrum Madaby jesienią było czynnych kilka knajp, w większości nie posiadały zbyt zróżnicowanego menu, przez co gdy szukało się czegoś bezmięsnego, był to prawdopodobnie najtrudniejszy etap podróży. Choć na szczęście zawsze jest ser halloumi czy falafele, no i zupy. W ciągu dnia jest więcej przydrożnych punktów gastronomicznych, ale w czasie obiadokolacji były już raczej nieczynne. Problem tkwił w tym, że centrum Madaby jest nastawione na turystów, ale jednocześnie nie ma ich tu zbyt wielu, więc nie jest rozrośnięte. To ogranicza wybór.

Meczet w Madabie
Meczet w Madabie

Słynne mozaiki

Madaba najbardziej słynie z mozaik. Znajdują się tu muzea, kościoły, czy warsztaty. Wszystko związane z mozaikami. Większość pochodzi z czasów bizantyjskich, więc to jeszcze jeden interesujący okres w historii Jordanii. I jak to zwykle bywa, turyści czasem zatrzymują się tu jadąc do Petry, więc wizyty są tu dość krótkie. Zatem gdy myśmy chodzili sobie sami, kustoszom sprawiało to wiele radości i chętnie pokazywali nam wszystko, opowiadając po angielsku na tyle, na ile potrafili. No chyba, że imam wezwał na modlitwę, wtedy nagle przewodnik nabrał tempa.

Świątynia chrześcijańska
Świątynia chrześcijańska

Jeśli ktoś jedzie przez Umm ar-Rasas, to mozaiki w Madabie można sobie podarować. Tamta w Umm ar-Rasas jest największa i najsłynniejsza. Natomiast biorąc samochód i jeżdżąc po Jordanii, jest to dobre miejsce na bazę na parę dni. No i tańsze niż Amman.

Mozaika
Mozaika

Mozaika
Mozaika

Szlak jordański
Madaba
Share Button

Malta i „Gra o tron” część 2

Kontynuując zwiedzanie Malty śladami „Gry o tron” zajmiemy się kolejnymi miejscami, do których z różnych przyczyn nie udało się nam dostać, czy zwiedzić. Przynajmniej w takiej formie, w jakiej byśmy chcieli. Część z nich była zamknięta z powodu zdjęć do filmu „Assasin’s Creed” z Michaelem Fassbenderem. Te miejsca dało się zobaczyć z różnych stron z zewnątrz, ale były w tamtym czasie zamknięte dla zwiedzających. Na ogół jednak są dostępne i stanowią istotny punkt dla wszystkich fanów „Gry o tron”.

Fort Manoel – Wielki Sept

Fort Manoel
Fort Manoel

Zaczniemy od Fortu Manoel. W pierwszym sezonie kręcono tu Wielki Sept Baelora i scenę egzekucji Neda Starka. Fort znajduje się na wyspie Manoel, na zachód od Valletty. Na wyspę wiedzie mały mostek z Gżiry. Stamtąd da się też spokojnie podejść pod sam fort. Tyle, że podczas naszej wizyty przed wejściem stali strażnicy i zawracali turystów. Fort można też obejrzeć z drugiej strony, czy to płynąc po kanałach, czy spoglądając na niego z murów Valletty. Gżira znajduje się tuż przy Sliemie, dość popularnej turystycznie części Malty, więc dojechanie tu tak transportem publicznym jak i samochodem nie stanowi większego problemu.

Wyspa Manoel
Wyspa Manoel – kurnik

Swoją drogą na wyspie Manoel znajduje się też bardzo niecodzienny kurnik dla kaczek. Trochę cepelia, ale bez wątpienia wyróżniający się w okolicy.

Fort St. Angelo – Czerwona Twierdza

Fort St. Angelo
Fort St. Angelo

Dokładnie po drugiej (wschodniej) stronie Valletty znajdują się trzy miasta, w tym Birgu. Tam zaś jest Fort St. Angelo. Akurat nie kręcono w nim „Assain’s Creed”, ale za to był w remoncie. Nie dało się go zwiedzić od środka, co jest o tyle istotne, że to właśnie tu kręcono lochy Czerwonej Twierdzy. Te w których przetrzymywano Neda. Z zewnątrz dało się ów fort całkiem dobrze zobaczyć, ale znów to nie to o co chodziło. Warto dodać, że fort znajduje się praktycznie w centrum Brigu, więc dotarcie do niego nie jest problemowe. Znajduje się przy porcie, więc ruch samochodowy jest tu mocno ograniczony, ale od przystanku czy parkingu daleko nie jest.

Fort St. Angelo - Gra o tron Malta
Fort St. Angelo – Gra o tron Malta

Fort Ricasoli

Na północ od Trzech Miast znajduje się jeszcze Fort Ricasoli, także widoczny z murów Valletty. Tam kręcono przede wszystkim sceny dziejące się wokół murów Królewskiej Przystani, a także bramę, przez którą do miasta wraca Arya Stark. O ile do dwóch poprzednich fortów jest dość łatwo dotrzeć, o tyle ten znajduje się na pustkowiu. Praktycznie nie ma tam już transportu publicznego, a okolice raczej odstraszają turystów. Znajduje się tu między innymi złomowisko. Fort znów udało się nam tylko obejrzeć trochę z zewnątrz, ale jest on na tyle duży, że niewiele to dało. No i oczywiście z murów Vallety. Tu ponownie kręcono „Assasin’s Creed”, więc po prostu nie wpuszczano osób postronnych na plan filmowy. Szkoda, bo tam powstało wiele ujęć z „Gry o tron”.

Fort Ricasoli
Fort Ricasoli

Do dwóch pozostałych lokacji nie udało się nam dotrzeć ze względu na czas (i oznaczenia). Pierwsza z nich to pałac Verdala (widzieliśmy go z daleka). W serialu kręcono tu sceny dziejące się w posiadłości Illyrio, w tym tę, w której Khal Drogo po raz pierwszy spotyka Daenerys. Tu też zastosowano dość ciekawy zabieg, bo w jednej ze scen widać w tle wyspę Gozo i Lazurowe Okno, które znajduje się w zupełnie innym miejscu. Drugie miejsce to klify Mtahleb. Kręcono tam obozowisko Dothraków pod koniec pierwszego sezonu, a także sceny stosu pogrzebowego Khala Drogo. Niestety dojazd tu też nastręcza pewnych trudności, zwłaszcza jakość dróg, przez co należy poświęcić na to trochę więcej czasu.

Mury fortu Ricasoli
Mury fortu Ricasoli

Prawdopodobnie na Malcie znajdują się jeszcze inne miejsca, gdzie kręcono „Grę o tron”, jednak niekoniecznie zostało to gdzieś udokumentowane. Podobno ulica Mączna znajduje się w Valletcie, ale nie udało się nam jej zlokalizować. Łatwo też znaleźć wycieczki zorganizowane śladami serialu. Jednak wtedy warto zweryfikować wymienione miejsca i wejścia. Bo jeśli najtrudniejsze do dojechania miejsca są zamknięte lub pominięte, może nie warto wydawać pieniędzy na taką wycieczkę.

Okolice fortu Ricasoli
Okolice fortu Ricasoli

Następnym razem na szlaku filmowym wrócimy z „Grą o tron” do Hiszpanii, a dokładniej do Sewilli.
Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak filmowy
Malta („Gra o tron”) cz.2
Szlak maltański
Malta („Gra o tron”) cz.2
Share Button