Archiwum kategorii: Przewodnik

Japan Rail Pass i podróżowanie po Japonii

O podróżowaniu po Japonii napisano dość sporo, ale dołożymy do tego kolejną cegiełkę. Z prostej przyczyny: przemieszczanie się po Kraju Kwitnącej Wiśni nie jest wcale tak trudne, jak się wydaje w pierwszym momencie, ale też nie tak łatwe jak wydaje się w drugim. Niemniej jednak jest to do ogarnięcia.

Shinkansen
Shinkansen

Problemy z komunikacją?

Na początek małe dementi. Japonia nie ma świetnej komunikacji zbiorowej. Zwłaszcza, gdy patrzymy na nią kompleksowo. Pomiędzy dużymi miastami kursują szybkie i bardzo szybkie pociągi, a w obrębie aglomeracji są rozbudowane sieci metra. Jednak już poza dużymi ośrodkami miejskimi komunikacja publiczna działa słabo. Na przykład do wioski lisków autobus jeździ dwa razy w tygodniu. Jedyną alternatywą jest własny samochód lub dość droga taksówka. Jak się przekonaliśmy, autobusy w innych rejonach nie są zbyt punktualne (wyobrażaliście to sobie o Japonii?), a czasem trudno odnaleźć odpowiedni przystanek i wyczytać z niego trasę i rozkład.

Perfekcyjna organizacja i podporządkowanie na dworcu
Perfekcyjna organizacja i podporządkowanie na dworcu w Tokio

Wolny rynek w praktyce

W przeciwieństwie do europejskiego modelu komunikacji zbiorowej, ta w Japonii nie jest regulowana na przykład przez samorządy miejskie, jest całkowicie prywatna i działa na zasadach czysto kapitalistycznych. Fajnie? Z punktu widzenia okazjonalnego użytkownika (na przykład turysty) niekoniecznie: trasy i zejścia do metra należą do różnych firm, często nie są ze sobą bezpośrednio połączone, a jeśli tak, to trzeba uważać, do pociągu której firmy się wsiada (dobra, akurat to raczej jest bardzo dobrze oznaczone). Podobnie jest z pociągami, autobusami i promami. Oczywiście każde przedsiębiorstwo ma własne taryfy opłat i własne bilety.

Dopiero kilka lat temu wprowadzono kartę pre-paid, która działa na większości obszaru Japonii na większości środków komunikacji, oprócz pociągów, które mają Rail Pass. Większości nie znaczy wszystkich i zawsze trzeba się pilnować. Właśnie wolny rynek może powodować pewne zagubienie, zwłaszcza gdy ma się dwa przystanki obok siebie, tyle że różnych linii. Z tego właśnie powodu metro w Tokio jest też tak rozbudowane.

Ale na szczęście nie jest tak źle. Pomijając miejsca rzadziej uczęszczane, jak choćby wspomniana Zao Fox Village oraz Okinawę, transport po Japonii jest raczej prosty do ogarnięcia, trzymając się kilku reguł. Zaś przy takich przypadkach jak te dwa wymienione (czyli każde mniej uczęszczane miejsce dalej od głównych aglomeracji), to zdecydowanie najlepszym wyborem jest samochód. Uwaga: tu obowiązuje ruch lewostronny, ale jednocześnie na ulicach panuje duży spokój. Zupełnie inaczej niż w wielu innych państwach azjatyckich.

Shinkansen
Shinkansen

Reguła nr 1: Internet

Do poruszania się po Japonii bardzo przydaje się Internet. Można kupić sobie kartę SIM z dostępem do sieci i korzystać z niej z telefonu lub tabletu. W każdym razie bardzo przydadzą się nam dwie strony:

Hyperdia (dostępna także wersji jako mobilna aplikacja)

Japan-Guide.com

Pierwsza to nic innego jak wyszukiwarka połączeń. Pociągi jeżdżą bardzo punktualnie, choć zdarzają się tam pewne problemy, ale to jest normalne. Hyperdia potrafi wskazać najbliższe połączenia, a także miejsca, gdzie należy się przesiąść. Często nawet ze wskazaniem peronu. To bardzo pomocne.

Japan-Guide.com natomiast to serwis informacyjny, który ma świetnie opisane atrakcje Japonii razem z danymi o otwarciach, czy wskazówkami dojazdu. Te dwie strony rozwiązują większość problemów transportowych. Zwłaszcza, że Hyperdia umożliwia na przykład ograniczenie wyszukiwania do Japan Rail, na którą obowiązuje Japan Rail Pass.

W sieci można korzystać jeszcze z jednej przydatnej rzeczy, czyli map Google’a. Jak się już kupi kartę SIM i ma własny internet, to GPS bywa tam bardzo przydatny, ale co ważniejsze działa bardzo dobrze.

Typowy japoński krajobraz zza okna pociągu
Typowy japoński krajobraz zza okna pociągu

Shinkanseny

Po japońskiej wyspie Honsiu podróżowaliśmy głównie koleją. Japan Rail Pass ważny przez okres jednego tygodnia (ciągiem) sprawił, że podróż była tańsza, zwłaszcza szybkimi pociągami Shinkansen. Japonia jest pierwszym krajem, który zaczął pracować nad koleją wielkich prędkości. Już w latach 40. XX wieku zaczęto planować budowę Nowej Głównej Linii (bo to oznacza słowo „shinkansen”), która miała połączyć Tokio z Shimonoseki. Wojna jednak udaremniła te plany.

W Japonii jest bardzo dużo zieleni
W Japonii jest bardzo dużo zieleni


Pierwszą linię kolei dużych prędkości uruchomiono dopiero w 1959 roku (u nas wtedy kursowały jeszcze parowozy, francuskie TGV ruszyło w 1981 roku), choć oficjalne otwarcie nastąpiło dopiero 5 lat później z okazji Igrzysk Olimpijskich w Tokio. Pierwsze pociągi osiągały zawrotną prędkość 200 km/h (średnia prędkość Pendolino na trasie Wrocław-Warszawa to 160 km/h w 2018 roku, maksymalna 200 km/h na odcinku 80 km), zaś obecnie najszybsze z nich osiągają prędkość 300 km/h!

Angielska nazwa pociąg-pocisk (bullet train) nawiązuje do aerodynamicznej stylistyki lat 30. pierwszych pociągów serii 0, które kursowały aż do 2008 roku. My najczęściej jechaliśmy pociągami serii E6 z charakterystycznymi, dość zabawnymi nosami. Podróż Shinkansenami to klasa sama w sobie! Pociąg wygodny, miejsca dużo, płatny serwis urozmaicony, prędkość zawrotna. Choć najwięcej emocji dostarczało stanie na stacji, przez którą pocisk tylko „przelatywał” bez zatrzymywania!

Shinkansen
Shinkansen

Japan Rail Pass

I tu dochodzimy do najciekawszego. Turyści mogą kupić słynną Japan Rail Pass (działa trochę podobnie jak karta Interrail). Dzięki temu można poruszać się praktycznie dowolnie Shinkansenami i innymi pociągami (a także autobusami i promami) należącymi do Japan Rail, nie licząc małych ograniczeń.

Mamy trzy rodzaje Japan Rail – 7 dniowy, 14 dniowy i 21 dniowy (zarówno w wersji podstawowej jak i na Green Class czyli Premium, są też zniżki dla dzieci). Oba można kupić na JRPass.com lub Japan-Rail-Pass.com – działają podobnie, mają inne ceny, ale przy porównaniu z wysyłką to pierwsze wyszło nam taniej. Uwaga: Przez Internet kupujemy voucher, który jest przysyłany nam kurierem. Nie kupimy w ten sposób Japan Raila Passa. Vouchera nie wysyłają do Japonii i tam nie można go kupić.

Tramwaj w Osace
Tramwaj w Osace

Voucher ma ważność 90 dni. Realizują po okazaniu wizy (trzeba mieć wizę turystyczną) na lotnisku. Zatem trzeba pamiętać, by voucher zamówić w odpowiednim czasie. Kosztuje on ponad 200 Euro (wersji tygodniowej), ale dość szybko się zwrócił (o ile korzysta się z Shinkansenów, inaczej może nie mieć sensu).

Na lotnisku podczas wymiany vouchera na Japan Rail Pass ustalamy pierwszy dzień obowiązywania karty. I tu znów ważna uwaga – JR Pass działa 7 lub 14 lub 21 dni pod rząd. Nie ma przerwy w środku. Odbiór jest formalnością, osoby z obsługi są bardzo pomocne, jeśli ktoś miałby problem z wypełnieniem wniosku o JR Pass.

Monorail w Naha
Monorail w Naha

JR Pass w praktyce

JR Pass daje nam możliwość korzystania z Shinkansenów i innych kolei Japan Rail. Nie działa na linie konkurencji (np. gdy z Nagano jechaliśmy do Yunadaki, trzeba było kupić bilety osobne). Jeśli jedziemy zwykłym pociągiem, to przy wejściu na peron, przy bramkach zawsze znajduje się budka z człowiekiem w środku. Wystarczy mu pokazać JR Pass i nas przepuszcza. Analogicznie jest przy wyjściu. Tam nie ma miejscówek.

Shinkanseny to tutejsze ekspresy. Tu mamy wagony typu Green Car (pierwsza klasa, można sobie dodatkowo dopłacić) oraz wagony z miejscówkami. Najlepiej jest podejść do kasy, pokazać Japan Rail Pass i dostaje się bilet z miejscówką. Nic nie trzeba płacić. Minus jest taki, że za każdym razem trzeba iść do okienka po bilet, ale to zazwyczaj idzie szybko. Część Shinkansenów ma też wagony bez miejscówek i są one „awaryjne” gdyby wszystkie miejscówki się wyprzedały. Tam obowiązuje zasada kto pierwszy, ten lepszy.

Lotnisko na wyspie obok Osaki
Lotnisko na wyspie obok Osaki

Na peronach mamy namalowane miejsca, w których są wejścia do poszczególnych wagonów. Pociągi są świetnie zsynchronizowane, więc stają tam gdzie powinny. Cenowo JR Pass opłaca się, gdy podróżujemy Shinkansenami. Jeśli korzystamy głównie z pociągów lokalnych, najczęściej taniej jest kupić zwykłe bilety.

Samolot linii ANA malowany w R2-D2
Samolot linii ANA malowany w R2-D2

Samoloty

Alternatywą wobec JR Pass może być samolot. Zwłaszcza, jeśli planujemy zrobić trasę Tokio – Kioto / Osaka i z obu miejsc robić co najwyżej małe wycieczki. Oprócz dwóch konkurujących ze sobą linii ANA i Nippon, w Japonii działają low-costy. Przede wszystkim Peach Airlines i JetStar Japan. Ten drugi ma lepszy standard. Kupując z odpowiednim wyprzedzeniem bilety, mogą się one okazać korzystniejsze cenowo niż JR Pass. Oczywiście w przypadku Okinawy samolot zdaje się koniecznością.

Lotnisko lowcostowe w Naha (terminal w dawnym magazynie)
Lotnisko lowcostowe w Naha (terminal w dawnym magazynie)

Karty prepaidowe i bilety okresowe

Tu dochodzimy do kolejnego istotnego elementu, czyli kart prepaidowych. W przypadku, gdy mamy kilka różnych linii operujących na tym samym obszarze, niezależnie czy mówimy o kolei, metrze czy autobusach, można użyć kart typu Pasmo Card lub Suica. Typu, bo w Japonii jest pełna konkurencja, więc standard niby jest jeden, ale wydawców tych kart już zdecydowanie więcej. To nastręcza jeden problem. Karty można zwrócić, ale tylko tam, gdzie działa firma, która je wydała. Efekt jest taki, że kupując Pasmo Card w Tokio, możemy jej bez problemu używać w kilku innych częściach Japonii, ale w Osace już nie możemy jej oddać, by dostać z powrotem kaucję i niewykorzystane środki. Więcej o podziałach kart można przeczytać na Japan-Guide.

Jak działają te karty? Jak sama nazwa wskazuje. W automacie należy ją doładować (niestety tylko gotówką), a potem płaci się za każdy przejazd. Nie działa to w sposób inteligentny jak Oyster w Londynie, więc karty te sprawdzają się jak przemieszczamy się tylko trochę środkami komunikacji różnych firm.

Magazyny obok terminala lowcostwoego w Naha
Magazyny obok terminala lowcostwoego w Naha

Jeśli jednak mamy możliwość, by kupić lokalny bilet – nawet na jedną firmę, najczęściej będzie to bardziej ekonomiczny wybór. Przykładowo, w Kioto kupując bilet autobusowy jednej z linii, zwrócił się nam w ciągu pół dnia. Gdybyśmy korzystali tam z Pasmo, zapłacilibyśmy o wiele więcej. Jeśli możemy bazować na lokalnych biletach okresowych, najczęściej jest to najbardziej zyskowna opcja. Zwłaszcza, że czasem upoważniają do zniżek na niektóre atrakcje (np. na Okinawie).

Na koniec jeszcze jedna uwaga. Osoby pracujące w transporcie, np. na dworcach, zawsze bardzo dobrze mówią po angielsku. O ile zwykli Japończycy mają z tym problem, o tyle tam zawsze można liczyć na pomoc.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak japoński
JR Pass i podróżowanie Yunadaka
Share Button

Tunezja: Praktycznie

Informacje praktyczne nt. Tunezji. Zweryfikowane ostatnio w 2011.

Uwagi ogólne: Tunezja to kraj składający się z dwóch odrębnych części. Pierwsza jest północ, gdzie znajdziemy choćby ślady rzymskich zabytków. Północ obecnie jest centrum biznesowym i turystycznym Tunezji, na wybrzeżu Morza Śródziemnego jest też dużo kurortów. Jeśli ktoś chce zobaczyć pustynie, musi udać się na południe. Ta część kraju  jest dużo bardziej dzika i naturalna.

Dojazd: Najlepszy sposób to samolot. Na północy jest kilka lotnisk, gdzie latają czartery z Polski.

Wiza: Formalności wcześniejsze nie są potrzebne, można ją dostać na lotnisku od ręki, 90-dniową. Paszport konieczny. Obowiązuje opłata wyjazdowa.

Baza noclegowa: Turystycznie rozbudowane jest przede wszystkim wybrzeże Morza Śródziemnego. Tam nie ma problemów z hotelami i noclegami. Gorzej jest w głębi lądu, gdzie wielu turystów nie dociera, a jeśli już jadą, to korzystają z wycieczek zorganizowanych. W takich wypadkach większe hotele mogą znajdować się na peryferiach. Uwaga: w Tunezji jest obowiązek meldunkowy, ale hotele wypełniają go za nas. Szukać można bez problemu na Booking.com.

Szczepienia wymagane: Brak. Zaleca się szczepienia na WZW A i B.

Choroby: Nic szczególnego. Ze względu na niski poziom higieniczno-sanitarny, należy mieć na uwadze możliwość zatrucia pokarmowego.

Susa (Sousse) - plaża
Susa (Sousse) – plaża

Waluta: Dinar Tunezyjski (TND). Uwaga, formalnie nie powinno się wywozić tej waluty z Tunezji, choć „przeszmuglowanie” drobnych to nie jest jakiś wyczyn.

Płatności kartą i bankomaty: W dużych miastach, w szczególności na północy, jest całkiem sporo bankomatów. Większe sklepy i restauracje, czy hotele akceptują karty płatnicze. Na południu zaś liczy się głównie gotówka.

Napiwki: Są oczekiwane, praktycznie za każdą usługę. Zwykle niewielkie, około 1-2 TND za wniesienie bagażu czy sprzątnięcie pokoju w hotelu. Zdarza się, że wymuszają, choć nie jest to aż tak dokuczliwe jak bywa czasem w Egipcie czy Maroko.

Internet: Jeśli nie trafimy do hotelu czy restauracji, która udostępnia wifi, zostają kawiarenki lub zakup lokalnej karty SIM z pakietem internetowym.

Telefony: Roaming dostępny. Zasięg telefonów w różnych częściach kraju ograniczony.

Język: Formalnie arabski, przechodzący  w berberyjski. Z zachodnich języków przede wszystkim francuski. Angielski głównie na północy, gdzie jest dużo turystów.

Gniazdka elektryczne: Jak w Polsce.

Samochody i transport: Samochód lub  samochód z kierowcą to chyba najlepsza opcja poruszania się po kraju.

Oznaczenia i drogowskazy: Średnio lub słabo.

Jedzenie wegetariańskie: Jeśli chodzi o jedzenie wegetariańskie, to jest podobnie jak w Maroko. Bardzo popularnym daniem tutaj jest bagietka z harissą. Harissa to ostra pasta z czosnku i papryki, bardzo popularna w Tunezji (a także Libii czy Armenii).

Kwestia alkoholu jest dość ciekawa. Formalnie jest to kraj islamski, więc dostęp do niego jest utrudniony. O ile na północy, w części gdzie są kurorty, tego utrudnienia się specjalnie nie odczuwa, o tyle na południu bywa już trudniej, ale tam też jest bogata infrastruktura turystyczna. Warto wspomnieć, że w Tunezji wytwarza się lokalne wina.

Ludzie: Gdy my byliśmy w Tunezji, bardzo mocno było widać podział na pracującą północ (głównie w turystyce) i biedne, ale też trochę leniwe południe. Na północy na turystach się zarabia, zatem można spotkać się zarówno z dobrą obsługą, jak i domaganiem się pieniędzy. Na południu zaś albo odbierają turystów jako ciekawostkę, albo neutralnie, albo zło konieczne. Choć też jak nadarzy się okazja, to czasem chcą coś opchnąć.

Pustynia na południu Tunezji
Pustynia na południu Tunezji. Przy okazji polecamy grupę o znakach drogowych.

Bezpieczeństwo: To temat rzeka, który dość trudno zmieścić w krótkim akapicie. Ostatnie lata w Tunezji nie należały do najłatwiejszych, dodatkowo wojna domowa w Libii powoduje napływ uchodźców, a co z tym idzie także różnych problemów, w tym natury kryminalnej. Niestety wśród ludzi szukających schronienia często pojawiają się inni, którzy próbują żerować na ludzkiej krzywdzie (niekoniecznie muszą to być uchodźcy). Dlatego lepiej unikać na wszelki wypadek bliskich okolic granicy libijskiej.

Drugi problem to oczywiście zamachy terrorystyczne. Jest on najbardziej głośny, zwłaszcza, że niektóre z nich mają miejsca w kurortach. Są widowiskowe, zapadają w pamięć, ale jednocześnie są rzadkie. Władze starają się im zapobiegać, jest to w ich interesie. Nie ma obecnie wzmożonego poziomu takich zamachów, ale istnieje pewne ryzyko.

Największe ryzyko to jednak sytuacja polityczna. Po 2011 niby doszło do zmiany władzy, ale jak to bywa w takich przypadkach, nie wszyscy na tym skorzystali. Stąd niestety w Tunezji (ale nie tylko tam) istnieje ryzyko ponownych zamieszek. W takich przypadkach najlepiej jest unikać dużych miast jak Tunis i trzymać się raczej kurortów.

My z powodów bezpieczeństwa wynajęliśmy samochód z lokalnym kierowcą z firmy Sahel Voyages. Byli w kontakcie z kierowcą i pozwoliło to nam uniknąć niespokojnych terenów (blokad, czy podpalenia fabryki). Natomiast  program ustalaliśmy sami. Jeśli ktoś chce podróżować po Tunezji, to wynajęcie takich biur to obecnie chyba najlepsza opcja.

Klimat: Zróżnicowany. Na wybrzeżu śródziemnomorski, w północnej części kraju podzwrotnikowy przejściowy między morskim i kontynentalnym, zaś na południu skrajnie suchy zwrotnikowy o charakterze kontynentalnym. Najlepszy okres na podróżowanie to wiosna – marzec-maj lub jesień (wrzesień-październik). W lecie robi się gorąco. Jeśli komuś zależy bardziej na wypoczynku nad morzem to lato też jest dobre.

Informacja turystyczna i mapy: Lokalnie nie ma co liczyć na rozbudowaną informację turystyczną (o ile w ogóle znajdziemy). W sieci jest kilka stron, jak np. DiscoverTunisia.com.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak tunezyjski
Praktycznie
Share Button

Japonia: Praktycznie

Informacje praktyczne nt. Japonii. Zweryfikowane ostatnio w kwietniu 2018.

Uwagi ogólne: Japonia to kraj o bardzo bogatej historii, unikalnej kulturze, który odcisnął swoje piętno tak na świecie, jak i nowoczesnej technologii czy w popkulturze (włącznie z dziwacznymi zjawiskami). Jednocześnie wciąż bardzo zamknięty i rozwijający się po swojemu. Przez to w niektórych aspektach przodują, w innych zaś podejście Japończyków może budzić zdziwienie czy niedowierzanie. To kraj, który sto lat temu był synonimem zacofania i produkcji badziewia, dziś przoduje w nowoczesnych technologiach. Japonia to kraj, który pobudza wyobraźnię. Odległy, egzotyczny, zupełnie inny od tego, co znamy. Na temat Japonii i jej mieszkańców krąży wiele sprzecznych ze sobą historii, a poznawanie tej kultury jest bardzo interesujące.

Dojazd: Właściwie tylko samolot. LOT ma dość dobre połączenia, ale czasem taniej jest korzystając czy to z tureckich, czy chińskich linii lub jeszcze innych.

Wiza: Turystyczną uzyskuje się po przylocie. Raczej formalność. Opłata wylotowa została wprowadzona w 2019, wynosi 1000 JPY i jest doliczana do biletów.

Przepisy celne: Oprócz raczej standardowych ograniczeń dotyczących ilości wwożonego alkoholu i waluty, należy zwrócić uwagę na zakaz wwożenia materiałów o treściach pornograficznych. Nie wolno wwozić produktów zwierzęcych (mięso, nabiał) i żywych roślinnych (kwiaty, owoce, nasiona), co jest częstym zakazem w krajach pozaeuropejskich i zwłaszcza wyspiarskich. Dozwolona jest ograniczona ilość leków (2-miesięczny zapas) i paraleków, warto mieć ze sobą receptę w języku angielskim.

Co oczywiste, bezwzględnie zakazane są narkotyki i środki stymulujące i tutaj uwaga – lista środków psychoaktywnych obejmuje chociażby pseudoefedrynę, w która w Polsce jest składnikiem wielu popularnych leków złożonych na objawy przeziębienia (np. Gripex) i ból zatok (np. Ibuprom zatoki, Sudafed). Na liście nie ma kodeiny (w lekach złożonych u nas dostępna bez recepty, np. Antidol, Solpadeina), ale są inne opioidy, a ze względu na możliwe działanie psychoaktywne, lepiej tego nie brać do Japonii, by w razie szczegółowej kontroli nie narazić się na kłopoty.

Baza noclegowa: Bardzo rozbudowana i różnorodna. Należy liczyć się z tym, że w normalnych hotelach jest dość mało miejsca w pokojach. Oprócz nich znajdziemy tu kilka bardziej japońskich typów noclegów. Na szczególną uwagę zasługują ryokany, czyli tradycyjne pensjonaty w stylu japońskim. Raczej są drogie, ale warto choć raz spróbować. Inny japoński wynalazek to hotele kapsułowe. Te mają jeszcze mniejszą powierzchnię, gdyż są w formie pojedynczego łóżka. Najczęściej jednak przyjmują tylko osoby jednej płci. Szukając samodzielnie noclegów można natknąć się na hotele godzinowe, te czasem bywają dość atrakcyjne cenowo. Służą Japończykom jako miejsce schadzek, więc trzeba się liczyć z ewentualnymi hałasami z pokoju obok w środku nocy. Oczywiście są też apartamenty czy hostele. Hotele bez problemu można znaleźć np. przez Booking.com.

Szczepienia wymagane: W zależności od czasu i rejonu pobytu, warto rozważyć szczepienie na japońskie zapalenie mózgu. Nie jest to szczepienie obowiązkowe, ale zalecane. Warto natomiast, jak wszędzie, mieć odnowione szczepienia z okresu dzieciństwa.

Choroby: Komary roznoszą japońskie zapalenie mózgu, choroba ta występuje na wszystkich wyspach poza Hokkaido, głównie od maja do października. Nie ma ryzyka zarażenia w obszarze dużych aglomeracji miejskich. Choroba ma wysoką śmiertelność (nawet 30%) i duże ryzyko powikłań neurologicznych (50%), więc należy chronić się przed ukąszeniami komarów. Acz częsta nie jest.

Waluta: Jen (JPY).

Płatności kartą i bankomaty: Z płatnościami kartą, w szczególności w standardach VISA, MasterCard bywają całkiem spore problemy. Podobnie jest z pobieraniem pieniędzy z bankomatów, ale to można dość łatwo rozwiązać, bo bankomaty są dostępne w sklepach (np. w sieci 7-Eleven). W sieciówkach problemu z wypłatą pieniędzy nie ma. Tam też nie ma problemów z płatnościami kartą. Natomiast w wielu innych miejscach (restauracje, transport, ale też atrakcje) należy liczyć z trudnościami lub koniecznością posiadania gotówki.

Napiwki: Traktowane są jako obraźliwe. Jednocześnie czasem można spotkać się z dodatkową opłatą za nakrycie.

Internet: Problemu nie ma, dostępny dość powszechnie. Można bez problemu kupić kartę SIM na lotnisku, dzięki czemu ma się praktycznie stały dostęp do sieci. Jest to bardzo przydatna opcja.

Telefony: Roaming dostępny. Zasięg telefonów dobry.

Język: Japoński, z angielskim bywa różnie, w wielu miejscach słabo. Obecnie jednak nie są już niechętni w używaniu z powodów ideologicznych. Można wtedy spotkać się z tabliczkami po angielsku, gdzie wskazują jakieś konkretne zdanie. Są komunikatywni. Angielskim bardzo dobrze posługują się w wszystkich centrach turystycznych, informacji kolejowej, lotniczej itp.

Gniazdka elektryczne: Typ japoński. Formalnie bardzo podobny do amerykańskiego, ba nawet w niektórych miejscach działają amerykańskie wtyczki. Różnica polega na tym, że amerykańskie są trzybolcowe, a japońskie tylko dwu. Trzybolcowe czasem można spotkać, ale lepiej się nastawić na osobną przejściówkę.

Wtyczka typu japońskiego
Wtyczka typu japońskiego

Samochody i transport: Poza miastami jeździ się dość spokojnie, wręcz leniwie. Miasta są duże, ale ludzie też raczej jeżdżą spokojnie. W Japonii Uber ma problem z zaistnieniem, istnieje pewna alternatywa, choć nie cenowa. Aplikacja ta to JapanTaxi. Wpis o transporcie po Japonii, czyli JR Pass i nie tylko, znajduje się tutaj.

Oznaczenia i drogowskazy: Raczej dość dobrze, choć czasem trzeba nauczyć się znajdować znaki. W przypadku dużych miast i wielu bodźców reklamowych, może nie być to na początku takie proste. Generalnie trasy są dość dobrze oznaczone, często też zaplanowane.

Jedzenie wegetariańskie: Prawdopodobnie jeden z najgorszych krajów dla wegetarian. Kuchnia oparta o owoce morza. Wiele potraw wykorzystuje bulion rybny, więc jeśli ktoś ryb nie je, musi się liczyć z problemami. Słabo też jest z dostępnością świeżych owoców i warzyw

Innym problemem mogą być stosunkowo niewielkie porcje, jakie jedzą Japończycy, co powoduje nagle zwiększenie, budżetu jeśli chcemy się najeść. Tu dla turystów z Zachodu istnieje jedno bardzo dobre rozwiązanie: knajpy godzinowe. Przychodzi się i je przez godzinę tyle, ile się może. Można też korzystać ze sklepów typu 7-Eleven, gdzie sprzedaje się niedrogie ciepłe posiłki typu bułki na parze lub różne dania do odgrzania na miejscu.

Za to bardzo dobre są napoje herbaciane. Matcha, czyli sproszkowana japońska herbata, jest wykorzystywana w wielu produktach (np. ciastkach czy lodach).

Ludzie: Dość intrygujący. Z jednej strony cisi i uporządkowani, przestrzegający reguł, nie narzucający się. Zawsze stoją w kolejce, nie przepychają się (poza metrem w niektórych miastach), handlowcy nie są natarczywi (w tym także taksówkarze). Raczej spokojni i zamknięci w sobie. Z drugiej pełni skrywanych emocji. Wejście do wielu barów jest interesujące, gdy obsługa krzyczy na powitanie na widok gościa.

Pewnym kuriozum są japońskie ubikacje. Bardzo zaawansowane technologicznie. Automaty mają opcje podmywania, a także często kilka innych przycisków (np. do podgrzewania deski, albo wydawania jakiś dźwięków). Ubikacje są dostępne też w sklepach typu 7-Eleven (za darmo).

Prawo i obyczaje: Nic szczególnego. Choć warto pamiętać o ściąganiu butów przed wejściem do czyjegoś domu lub ryokanu oraz większości świątyń (w tych ostatnich najczęściej przypominają o tym znaki).

Bezpieczeństwo: Bardzo bezpieczny kraj, mała przestępczość pospolita. Kiedyś problemem była Jakuza w okolicach Tokio, ale już sobie z nią poradzono.

Na Okinawie trzeba uważać na żmije habu. Więcej przy okazji opisu Okinawy.

Klimat: Dość różnorodny, bo Japonia jest rozległa: na południu występuje klimat zwrotnikowy, w środkowej części kraju podzwrotnikowy, a na północy umiarkowany ciepły. Na to nakłada się klimat monsunowy. Ze względu na monsuny najlepszy okres do odwiedzenia to wiosna lub jesień. Ale do niektórych miejsc, jak na przykład wspinaczka na Fudżi trzeba wybrać się latem. Groźniejsze od zmiennej pogody są w Japonii zjawiska związane z budową geologiczną, skutkujące częstymi trzęsieniami ziemi i falami tsunami oraz możliwymi erupcjami wulkanów. W wielu miejscach są symbole przedstawiające drogę ewakuacji na wypadek tsunami i bezpieczne miejsca w razie trzęsienia ziemi.

Informacja turystyczna i mapy: Turystyka jest dość istotna w Japonii, stąd wszystkie centra informacyjne są bardzo dobrze zorganizowane, łatwo dostępne i anglojęzyczne. Można dostać wiele map czy broszur informacyjnych. O stronach pomocnych będzie we wpisie o podróżowaniu.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak japoński
Praktycznie
Share Button

Chorwacja: Praktycznie

Informacje praktyczne nt. Chorwacji. Zweryfikowane ostatnio w maju 2018.

Uwagi ogólne: Chorwacja to bardzo popularny w Polsce (i nie tylko) kierunek turystyczny. Łączy w sobie wiele resortów nad Adriatykiem, ciekawą historyczną zabudowę, piękną przyrodę, nową i miejscami bolesną historię i słowiańskiego ducha. W porównaniu z innymi krajami bloku wschodniego, jest dość droga dla turystów (np. Dubrownik), ale przyciąga tłumy.

Dojazd: Wiele osób próbuje dojechać tam na własną rękę samochodem. Można też  dolecieć samolotem z najważniejszych polskich lotnisk. LOT lata regularnie do Zagrzebia i kilku innych miejsc. Można też szukać tanich lotów (również do państw ościennych, np. Bośnia i Hercegowina, Słowenia, czy Czarnogóra) i czarterów. Warto jednak pamiętać, że Chorwacja obecnie nie jest jeszcze w Schengen, więc należy liczyć się  czasem ze wzmożonymi kolejkami i kontrolami na granicach ze strefą. Przejścia chociażby z Bośnią są zdecydowanie mniej kontrolowane.

Wiza: Chorwacja jest w Unii, ale formalnie znajduje się poza Schengen. Wjechać  można na podstawie paszportu, wiza nie jest wymagana. Jednak zwłaszcza przejścia samochodowe na granicy z Schengen okresowo są dość mocno kontrolowane, o czym należy pamiętać, ze względu na kolejki. W przypadku ruchu lotniczego jednak nie dostrzega się często jakichkolwiek trudności czy formalizmów (jak np. w przypadku Irlandii czy Wielkiej Brytanii).

Przepisy celne: Nic szczególnego.

Baza noclegowa: Turystyka jest bardzo istotną częścią gospodarki Chorwacji, więc nie ma tu większych problemów z noclegami. Hoteli, hosteli, boteli (łodzi), czy pensjonatów albo apartamentów jest mnóstwo. Gorzej z cenami. W miastach jak Dubrownik czy Split ceny są wysokie, nawet jak na standardy zachodniej Europy. Dobrym rozwiązaniem jest nocowanie na obrzeżach lub poza miastami. Niejednokrotnie tam da się znaleźć nocleg w lepszej cenie, często z dostępem do morza. Warto jednak wziąć poprawkę na specyfikę plaż w Chorwacji: te często są kamieniste lub brukowane z drabinką schodzącą do wody. Hotele bez problemu można znaleźć przez Internet, np portale takie jak Booking.com czy Hotels.com.

Szczepienia wymagane: Brak. Warto standardowo być zaszczepionym na WZW A i B.

Choroby: W teorii nic istotnego, ale warto pamiętać, że występują tam komary tygrysie, roznoszące choćby dengę. Prawdopodobieństwo zarażenia się jest niezwykle małe.

Kuna chorwacka
Kuna chorwacka

Waluta: Kuna (CHK). Nazwa kojarzy się ze zwierzęciem – kuną i to właściwe skojarzenie, wizerunek zwierząt jest wybijany na monetach. W wielu miejscach akceptowane jest też Euro.

Płatności kartą i bankomaty: Bankomaty w większych miastach bez problemu dostępne. Płatność kartą raczej powszechna, choć nie zawsze istnieje taka możliwość. W centrach miast, gdzie jest duży ruch turystyczny, część knajp nie obsługuje płatności bezgotówkowych. Również wejścia do zabytków czasem można opłacić jedynie gotówką. W przypadku wycieczek na miejscu, gotówka także jest preferowana. Czasem istnieje możliwość opłaty kartą, o ile wcześniej się tak umówi z organizatorem.

Napiwki: Nie są wliczane w cenę, acz są mile widziane (ok. 10%).

Internet: Raczej dość dobrze rozwinięty.

Telefony: Roaming dostępny, a ponieważ Chorwacja jest w Unii Europejskiej, powinna działać zasada „roam like Home”. Należy to sprawdzić u swojego operatora. Zasięg telefonów dobry.

Język: Chorwacki. Powszechna jest znajomość angielskiego, nawet w zwykłych sklepach. W Istrii dodatkowo popularny jest język włoski. Raz z powodów historycznych, dwa bliskości Włoch.

Gniazdka elektryczne: Jak w Polsce.

Samochody i transport: Część autostrad jest płatna. Płaci się na bramkach. Większość z nich obsługuje płatności kartą.

Oznaczenia i drogowskazy: Są nastawieni na turystykę, więc raczej jest to aktualne, choć czasami w mniej uczęszczanych miejscach nie do końca przemyślane. Na przykład znaki pojawiają się dość późno, ale na ogół są.

Jedzenie wegetariańskie: Kuchnia bałkańska, w szczególności w Chorwacji oparta jest na mięsie, rybach i owocach morza. W teorii niby nie jest to przyjazne dla wegetarian, ale jednocześnie (zwłaszcza np. w Istrii), wpływy włoskie są bardzo dobrze widoczne, także w kuchni, czyli dostępne są pasty, pizze itp. Z lokalnych rzeczy, podobnie jak w Serbii tak i tu można kupić burki, czyli tutejsze bułki z serem. Idealny na szybki, ale sycący lunch w drodze.

Ludzie: Do turystów nastawieni bardzo pozytywnie, raczej otwarci. Natomiast ci nie pracujący w turystyce, raczej trzymają się na uboczu.

Prawo i obyczaje: Chorwaci bardzo lubią dzieci, stąd rozrabiające i hałasujące pociechy są tu  mile widziane. Niemile widziane jest wielbienie Serbii, czy rewizjonistyczne podejście do wojny w Jugosławii, inne niż chorwackie. Tego typu tematów lepiej unikać. W wielu miejscach, w których znajdują się zapisy zarówno w alfabecie łacińskim (chorwacki), jak i cyrylicy (serbski), widać, że te drugie są zamazywane. Choć wojna się skończyła, to jednak niechęć do Serbów jest tu nadal dostrzegalna.

Bezpieczeństwo: Jest to raczej spokojny kraj, ale warto mieć na uwadze drobną przestępczość.

Klimat i sezon: Śródziemnomorski na wybrzeżu i umiarkowany w głębi kraju. Szczyt sezonu przypada na lipiec i sierpień. Jest wówczas gorąco, a jednocześnie jest bardzo dużo turystów.

Informacja turystyczna i mapy: Informacje turystyczne są dostępne w większości dużych miast. Bardzo często są tam lokalne darmowe mapy (choć nie wszędzie, w Dubrowniku jest z tym problem). Jest też dużo folderów reklamujących lokalne atrakcje.

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak chorwacki
Informacje praktyczne
Share Button

Oman: Praktycznie

Informacje praktyczne nt. Omanu. Zweryfikowane ostatnio w styczniu 2018.

Uwagi ogólne: Kraj  Półwyspu Arabskiego bez wielkich zasobów ropy, przez to ma się wrażenie, że jest bardziej naturalny i poukładany. Nie ma wielkich inwestycji, ale jest wspaniała i bardzo unikalna przyroda.

Dojazd: Najlepszy sposób to samolot.  Niestety nie ma co liczyć na tanie linie, chyb, że przez Dubaj.

Wiza: Myśmy załapali się jeszcze na wydawaną od ręki przy przylocie/wjeździe, 90-dniową z możliwością wielokrotnego przekraczania granicy. Paszport konieczny. Obecnie wdrożono system e-wiz, o które trzeba się ubiegać przed przyjazdem. Wcześniej obowiązywała też promocja, że dostając wizę w Dubaju i wjeżdżając do Omanu z emiratu Dubaj wizę otrzymywało się za darmo. W każdym innym przypadku była płatna.

W przypadku przyjazdu z krajów objętych ryzykiem żółtej febry, weryfikowane są szczepienia.

Obecnie o wizę można się ubiegać na: evisa.rop.gov.om.

Przepisy celne:  Można wwieźć 2 litry (ale nie więcej niż 2 butelki) alkoholu (nie dotyczy muzułmanów). Wwiezienie niektórych leków wymaga przedstawienia recepty / potwierdzenia od lekarza (oczywiście w języku angielskim).

Baza noclegowa: Nie tak rozbudowana jak w Emiratach, ale wciąż duża. Niestety raczej przeważają hotele i ośrodki wyższe cenowo. Można szukać na Booking.com.

Szczepienia wymagane: Brak.

Choroby: Podobnie jak w ZEA istnieje ryzyko zarażenia się MERS.

Waluta: Rial (OMR).

Płatności kartą i bankomaty: W dużych miastach karty raczej bezproblemowo akceptowane. Bankomaty także są. Gdy się wyjdzie jednak już poza miasto,  nie zawsze są czytniki kart, także na stacjach benzynowych. To samo dotyczy niektórych zabytków czy atrakcji, im dalej od dużego miasta tym większa szansa, że trzeba płacić gotówką. Bardzo podobnie jak w ZEA.

Napiwki: Formalnie brak, nie są oczekiwane. Jednak wiele usług wykonują tutaj osoby z Indii, Pakistanu i innych krajów, więc nie protestują, gdy się go zostawia. Bardzo podobnie jak w ZEA.

Internet: W hotelach i restauracjach problemu nie ma. Choć oficjalnie istnieje pewna cenzura sieci.

Telefony: Roaming dostępny. Zasięg telefonów bardzo dobry, także na pustyni.

Język: Formalnie arabski, ale angielski jest tu bardzo istotny. Raz, wielu pracowników pochodzi spoza Omanu, więc to podstawowy język komunikacyjny. Dwa, sam arabski ma dialekty, więc jest problem jeśli ktoś zna np. afrykańską wersję. Znów, bardzo podobnie ja w ZEA.

Gniazdka elektryczne: Jak w Wielkiej Brytanii.

Wtyczka typu brytyjskiego
Wtyczka brytyjska

Samochody i transport: Po kraju zdecydowanie najłatwiej jest się poruszać samochodem. Drogi są dobre, benzyna dość tania. Najlepiej podróżować samochodem albo wynajętym samodzielnie albo z kierowcą/przewodnikiem. Zwłaszcza ten drugi typ podróżowania jest bardzo popularny w Omanie. Uwaga, nie działa tu nawigacja Google’a. Można ściągnąć mapę Google’a i wyznaczyć trasę, ale funkcja nawigacji nie działa. Jest to spowodowane umowami z rządem Omanu, który chciałby, aby używano lokalnych GPSów. Alternatywą jest np. oprogramowanie Sygic, mniej popularne, więc Oman ich nie ściga.

Oznaczenia i drogowskazy: Średnio lub słabo. Pod tym względem to kraj wciąż mało rozwinięty, bardziej stawiający na taksówki. Znów pod względem rozwoju bardzo podobnie do ZEA.

Jedzenie wegetariańskie: Mało jedzenia lokalnego. Ale jest wiele knajp z innych rejonów świata.

Ludzie: Podział na dwa typy obywateli nie jest tak widoczny jak w ZEA, ale też jest. Da się to dostrzec w większych miastach. Bardziej na prowincji mamy przewagę Arabów. Ludzie spokojni, przychylni, przyjacielscy, acz najczęściej zdystansowani.

Prawo i obyczaje: To kraj muzułmański. Alkohol, niektóre leki, narkotyki, seks przed- i pozamałżeński, nadmierne odsłanianie ciała przez kobiety (poza ośrodkami turystycznymi), czy nawet fotografowanie osób bez zezwolenia nie są tu mile widziane. Największy rygor panuje przy zwiedzaniu meczetów, poza nimi jest trochę spokojniej. Są miejsca, gdzie bez problemu da się nawet robić zdjęcia ludziom.

Bezpieczeństwo: Podobnie jak ZEA, Oman to dość bezpieczny kraj, jeśli chodzi o terroryzm czy drobną przestępczość.

Klimat: Klimat zwrotnikowy suchy, z przewagą cech klimatu kontynentalnego, również na wybrzeżu. Dobry sezon na wyjazd to nasza zima. Jest wtedy ciepło, ale nie upalnie.

Informacja turystyczna i mapy: Z tym jest raczej ciężko. Nawet gorzej niż w ZEA. Promowany sposób podróżowania to wynajęcie kierowcy-przewodnika, który nam wszystko pokaże/opowie. Często nawet w zabytkach UNESCO brakuje podstawowych opisów.

Szlak omański
Praktycznie
Share Button

Szwecja: Praktycznie

Informacje praktyczne nt. Szwecji. Zweryfikowane w czerwcu 2017.

Na początek warto poruszyć jedną kwestię, czyli cen. Szwecja jest jednym z najdroższych państw na świecie (podobnie jak inne skandynawskie kraje). Nie tylko z punktu widzenia Europy Środkowej, ale też Zachodniej.

Dojazd: Najczęściej samolot, są tanie loty np. w okolice Sztokholmu. Alternatywą jest też prom, lub samochód (da się dojechać przez Danię i Sund). Niestety należy liczyć się z kosztami, nawet tani lot wiąże się z transportem z lotniska, co czasem może kosztować więcej niż sam przelot.

Wiza: Strefa Schengen, niepotrzebna.

Baza noclegowa: Problemu większego z dostępnością nie ma. Gorzej z cenami, Szwecja to drogi kraj. W Sztokholmie np. warto wziąć nocleg poza centrum, nawet z przejazdami wychodzi taniej. Poza miastami w lecie można pomyśleć o namiocie. Szwecja ma bardzo liberalne prawo, jeśli chodzi o możliwości takiego spania. Hotele bez problemu można znaleźć np. przez Booking

Szczepienia wymagane: Brak.

Choroby: Nic szczególnego.

Waluta: Korona Szwedzka (SEK).

Płatności kartą i bankomaty: Płatności kartą są bardzo rozpowszechnione, do tego stopnia, że nie musieliśmy wypłacać żadnych koron. Wszystko, co potrzebowaliśmy, załatwiliśmy kartą. Samych bankomatów tak dużo nie widać, ale są oczywiście dostępne. Co więcej, to gotówką w wielu miejscach (np. muzeach) nie można płacić.

Napiwki: Nie ma zwyczaju.

Internet: Rozpowszechnione, są nawet hotspoty, czy wifi na statkach obwożących po kanałach.

Telefony: Unia Europejska, formalnie opłat roamingowych brak, ale trzeba uważać na to jak odbija to sobie operator.

Język: Angielski powszechny w użyciu. Urzędowy – szwedzki.

Gniazdka elektryczne: Jak w Polsce.

Samochody i transport: Transport wewnętrzny bardzo dobrze zorganizowany, czy to drogowy, czy kolejowy, a nawet wodny. Istotnym czynnikiem są jednak ceny.

Oznaczenia i drogowskazy: Oznaczenia i drogowskazy turystyczne są bardzo dobre. Większość istotnych miejsc jest oznaczona.

Jedzenie wegetariańskie: Kuchnia lokalna w dużej mierze oparta jest na mięsie, przede wszystkim rybach. Więc stanowi to istotny problem. Jest też trochę jadłodajni w stylu np. włoskim, ale ogólnie trzeba się trochę naszukać. I znów – ceny. Jeśli wybieramy się na wypad weekendowy, warto pomyśleć o własnym drobnym prowiancie.

Ludzie: Skandynawowie są raczej spokojni i zajęci sobą. Pomocni, jeśli się o to poprosi, ale ważna jest też ideologia społeczna, którą tu widać i słychać. Na przykład podczas wycieczek po kanałach, wśród informacji o mieście i historii, dużo jest ideologii równouprawnienia itp., miejscami nietrafionej i irytującej (np. wielkim postępem jest to, że w Szwecji kobiety mają prawo wnieść wniosek rozwodowy, co jest od wielu lat standardem w cywilizacji europejskiej. Albo że kobiety mogą wstąpić do wojska i okryć się chwałą na polu walki. Cóż, kiedyś uchodziło za przywilej kobiet nie brać udziału w wojnie).

Bezpieczeństwo: Podobnie jak w wielu innych państwach Europy Zachodniej, obecnie problemem w Szwecji jest zwiększone zagrożenie terrorystyczne. Nie należy go bagatelizować, ale też przesada w drugą stronę jest niewskazana. Pogłoski o skraju wojny domowej są oczywiście mocno przesadzone. Najlepiej unikać tłumów, nie korzystać z komunikacji w szczycie, zaś miejsca turystyczne odwiedzać w mniej uczęszczanych godzinach (np. rano).

Klimat: Klimat Szwecji na większości obszaru kraju jest umiarkowany, pomimo wysunięcia na północ łagodzony przez ciepły prąd Golfstrom. Południe kraju ma klimat bardziej morski, północ to rejon subpolarny.

Informacja turystyczna i mapy: To kolejny przejaw dobrej organizacji Szwecji. Punkty turystyczne są, mapy np. na lotnisku można dostać za darmo, nawet gdy punkt sam jest nie czynny.

Szlak szwedzki
Praktycznie Sztokholm
Share Button

Zjednoczone Emiraty Arabskie: Praktycznie

Informacje praktyczne nt. Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Zweryfikowane ostatnio w styczniu 2018.

Uwagi ogólne: Bardzo specyficzny, bogaty kraj, w którym ma się wrażenie, że szejkowie nie mają co robić z pieniędzmi. Poza bogatymi miastami na uwagę zasługuje przede wszystkim przyroda.

Dojazd: Najlepszy sposób to samolot. Są zarówno tanie linie – WizzAir i flyDubai, które latają z niektórych polskich miast, jak i można czasem znaleźć promocję na Emirates czy Ethiad.

Wiza: Wydawana od ręki przy przylocie, 90-dniowa z możliwością wielokrotnego przekraczania granicy. Paszport konieczny.

Przepisy celne: Do ZEA nie wolno przywozić narkotyków, leków psychotropowych czy opioidów (za to są wysokie kary. Ewentualnie  trzeba  mieć anglojęzyczną receptę). Zabroniony jest też wwóz materiałów pornograficznych (zwłaszcza LGBT), które godzą w obyczajowość muzułmańską. Ograniczony jest też wwóz alkoholu, acz podobno nie zawsze ten przepis jest przestrzegany.

Baza noclegowa: Rozbudowana, w tym także hotele najwyższego standardu na świecie (oczywiście za odpowiednia cenę). W Emiratach jedną z rzeczy do zwiedzania są hotele, drugą galerie handlowe, więc coś w tym jest. Niektóre hotele znajdują się przy galeriach handlowych. Uwaga: formalnie prawo zabrania wynajmowania wspólnych pokoi nie rodzinom. Czyli chłopak z dziewczyną bez ślubu mogą mieć problemy, zwłaszcza, że seks przedmałżeński jest nielegalny. Praktyka jest jednak inna, zwłaszcza w takich miejscach jak Dubaj. Choć na booking są oferty, gdzie takie obostrzenia są zaznaczone. Natomiast jest też wiele hoteli, które do tego się nie stosują, choćby sieciówek. Nie jest tak strasznie jak to przedstawiają. Hotele bez problemu można znaleźć np. przez Booking.

Szczepienia wymagane: Brak. Warto standardowo być zaszczepionym na WZW A i B.

Choroby: Istnieje zagrożenie zarażenia wirusem MERS, który atakuje drogi oddechowe. Zakazić się można przez kontakt z zarażonym wielbłądem, niepasteryzowanym mlekiem i niedogotowanym mięsem, a także moczem (składnik tradycyjnej medycyny arabskiej). Warto mieć to na uwadze przy wszystkich atrakcjach związanym z wielbłądami. Choroba jest potencjalnie śmiertelna, początki zakażenia przypominają zwykłą grypę. W razie wystąpienia objawów grypopodobnych po powrocie z Półwyspu Arabskiego, trzeba natychmiast poinformować o tym lekarza. Istnieją doniesienia o zmutowanym wirusie, który przenosi się między ludźmi drogą kropelkową.

Poza tym to jest kraj o wysokim standardzie higienicznym, woda pitna pochodzi z odsalanej i przefiltrowanej wody morskiej, nawet picie jej z kranu jest raczej bezpieczne.

Waluta: Dirham (AED).

Płatności kartą i bankomaty: W dużych miastach karty  bezproblemowo akceptowane. Bankomaty także są dość powszechne. Gdy się wyjdzie jednak już poza miasto, może nie zawsze są czytniki kart, włączając to również stacje benzynowe.

Napiwki: Formalnie brak, nie są oczekiwane. Jednak większość usług wykonują tutaj osoby z Indii, Pakistanu i innych krajów, więc nie protestują, gdy się go zostawia. Natomiast nie należy go dawać tak, by Arabowie to widzieli.

Internet: W hotelach i restauracjach problemu nie ma. Choć oficjalnie istnieje pewna cenzura sieci.

Telefony: Roaming dostępny. Zasięg telefonów bardzo dobry, także na pustyni.

Język: Formalnie arabski, ale angielski jest tu bardzo istotny w normalnym funkcjonowaniu. Raz, większość pracowników pochodzi spoza Emiratów, więc to podstawowy język komunikacyjny. Dwa, sam arabski ma dialekty, więc jest problem jeśli ktoś zna np. afrykańską wersję.

Gniazdka elektryczne: Jak w Wielkiej Brytanii.

Wtyczka typu brytyjskiego
Wtyczka brytyjska

Samochody i transport: Po kraju zdecydowanie najłatwiej jest się poruszać samochodem. Drogi są dobre, benzyna dość tania. O ile jeszcze między większymi miastami można znaleźć dojazd (np. autobusy z Dubaju do Abu Zabi) o tyle dalej pozostają głównie taksówki.

Bardzo istotne jest przestrzeganie przepisów. Mandaty są tu bardzo duże (minimalna stawka w przeliczeniu to 600 zł), co więcej za np. przekroczenie prędkości można dostać kilka pod rząd, jeśli złapią nas różne radary. Tych ostatnich jest pełno, choć nie wszystkie działają. Praktycznie każdy samochód zarejestrowany w ZEA ma czip, co ułatwia identyfikację i późniejsze ściągnięcie mandatu. W praktyce przy zwrocie samochodu do wypożyczalni, mandat jest od razu ściągany z karty kredytowej.

Oznaczenia i drogowskazy: Średnio lub słabo. Pod tym względem to kraj wciąż mało rozwinięty, bardziej stawiający na taksówki. Podobnie jest też z oznaczeniami dróg w Dubaju, na ślimakach trzeba trochę znać miasto, by się nie zgubić.

Jedzenie wegetariańskie: Mało jedzenia lokalnego. Ale jest wiele knajp z innych rejonów świata, więc coś wegetariańskiego się znajdzie (np. kuchnia włoska, czy libańska).

Ciekawie wygląda też sprawa alkoholu. Tu jest dwugłos. Formalnie nie powinien być w sprzedaży, ale… w miejscach turystycznych trochę przymykają na to oko. Choć to oczywiście kosztuje i jest ograniczone do niektórych hoteli, restauracji czy klubów. Natomiast jeśli ktoś chce kupować alkohol w sklepie, musi go zamawiać wcześniej, mając oczywiście certyfikat, że nie jest muzułmaninem.

Ludzie: Są dwa rodzaje obywateli. Panowie, czyli Arabowie, obywatele tego kraju. Specjalnie nie rzucają się w oczy, nie ma ich zbyt wielu w dużych miastach. Jeśli już, to najczęściej na zakupach. Drugi rodzaj ludzi to pracownicy. Ci niższego szczebla najczęściej pochodzą z Pakistanu, Indii i innych krajów Azji wschodniej lub czarnej Afryki. Niestety są traktowani jak tania służba, czy niewolnicy, czego można być czasami świadkiem. Biali, ludzie pochodzący z Europy czy Stanów to zazwyczaj specjaliści lub zamożniejsi turyści, więc im jest okazywany szacunek.

Formalnie ścigany prawnie jest też seks przedmałżeński, ale w hotelach turystycznych raczej nie sprawdzają nawet czy para wynajmująca pokój jest małżeństwem

Prawo i obyczaje: To kraj muzułmański. Już wspomniane były wyżej, ale gwoli przypomnienia: alkohol, narkotyki, nawet niektóre leki oraz seks przedmałżeński raczej nie są tu dobrze widziane. Kobiety nie powinny nadmiernie odsłaniać ciała, ale nie ma na to oficjalne paragrafu. Nie trzeba też ubierać nakrycia głowy. Kobiety nie powinny także zaczepiać arabskich mężczyzn, a mężczyźni arabskich kobiet, które zresztą zawsze pojawiają się w mieście w obecności męskiego członka rodziny. Należy się stosować do panujących tu reguł i uważać jak fotografuje się ludzi. Lepiej unikać lub wcześniej zapytać.

Bezpieczeństwo: Emiraty to dość bezpieczny kraj, zwłaszcza jeśli chodzi o terroryzm czy drobną przestępczość. Ta druga to zjawisko marginalne. Mimo to, kobiety nie powinny podróżować same (zwłaszcza poza resortami i atrakcjami turystycznymi) – w razie napaści, one są traktowane jako winne.

Klimat: Strefa klimatu zwrotnikowego kontynentalnego suchego, w głębi kraju skrajnie suchego. Dobry sezon na wyjazd to nasza zima. Jest wtedy ciepło, ale nie upalnie – średnie temperatury w styczniu to 20 stopni Celsjusza, a rankiem i wieczorem jest nawet chłodno.

Informacja turystyczna i mapy: Raczej nie należy szukać konkretnego biura informacji turystycznej. Za to różne atrakcje, zwłaszcza skierowane do przyjezdnych, są dość dobrze oznaczone i rozreklamowane. Gorzej, gdy chcemy zobaczyć coś bardziej lokalnego (np. wyścigi wielbłądów), wtedy pojawiają się problemy z dostępem do informacji.

Szlak emiracki
Praktycznie
Share Button

Samoa: Praktycznie

Informacje praktyczne nt. Samoa. Zweryfikowane ostatnio w listopadzie 2017.

Uwaga: Samoa znajduje się na liście krajów podejrzanych o wspieranie procederu prania brudnych pieniędzy, czyli objętych pewnymi sankcjami. Właśnie dlatego są tu problemy z roamingiem, płaceniem kartami, a nawet mogą pojawić się problemy z przelewami (SWIFT i inne przepływy pieniędzy).

Dojazd: Właściwie tylko i wyłącznie samolot (ew. można próbować dożeglować). Obecnie nie ma żadnych bezpośrednich połączeń z Polski. Najłatwiej dolecieć ze Stanów, Australii, Nowej Zelandii lub innych wysp Oceanii.

Wiza: 90-dniowa do dostania za darmo na lotnisku. Właściwie niewiele sprawdzają. Warto jednak zauważyć, że pomijając większość państw europejskich, przedstawiciele innych krajów dostają wizę na 60 dni. Na lotnisku czekającym na wizę bardzo często umila czas lokalny zespół muzyczny. To sprawia, że lądując szybko czujemy klimat.

Baza noclegowa: Są dwie wyspy – Upolu, gdzie znajduje się stolica. Tam baza noclegowa jest rozbudowana. Są duże hotele, ale też bungalowy i czy jakieś namioty. Na Savai’i turystyka nie jest jeszcze dobrze rozwinięta, więc trudniej o nocleg, ale z drugiej strony tam wszystko jest tańsze. Można szukać choćby na Booking.

Szczepienia wymagane: Brak.

Choroby: Nic szczególnego. Malaria tu nie występuję. Parę razy pojawiły się epidemie dengi, ale nie jest to typowa tutaj choroba.

Waluta: Samoańska tālā (czyt. tala). Oznaczenie oficjalne WST, ale zapisują to jako WS$.

Płatności kartą i bankomaty: Bankomaty znajdziemy bez problemów, najlepiej korzystać z banku ANZ. W innych nie zawsze czytane są polskie karty. Płatności bezgotówkowe raczej nie są często obsługiwane. W większych hotelach, jednej czy dwóch restauracjach w Apii, kilku wypożyczalniach samochodów i ewentualnie stacjach benzynowych, owszem. Ale poza tym lepiej mieć gotówkę.

Napiwki: Brak.

Internet: Ciężko znaleźć publiczny. Wi-fi w hotelach i innych miejscach jest płatne, w dodatku stosunkowo drogie w porównaniu do reszty cen. Ewentualnie zostaje kupić lokalną kartę SIM z pakietem internetowym, prawdopodobnie najtańsza i najlepsza opcja.

Telefony: Roaming polskich sieci nie działa. Trzeba się posiłkować lokalną kartą SIM.

Język: Samoański. Po uzyskaniu niepodległości, przeszli na własny język. Jednak od kilku lat widać tendencję powrotu do angielskiego. Doskonale zdają sobie sprawę ze swoich związków z Australią i Nową Zelandią, więc starają się przybliżyć do nich. W 2011 roku zmienili też datę, wcześniej znajdowali się za linią zmiany daty, obecnie mają ten sam dzień, co Australia.

Gniazdka elektryczne: Typ australijski/chiński.

Wtyczka typu australijskiego/chińskiego

Samochody i transport: Ruch lewostronny od 2009 roku, znów by dostosować się do Australii. Najlepszy środek transportu to taksówki, względnie shuttlebusy. Tymi drugimi najlepiej przejechać z lotniska na różne części Upolu. Autobusy są używane przez ludność lokalną, trudno nimi jednak dojechać do miejsc odwiedzanych przez turystów.

Samochód można wypożyczyć bez większych problemów. Trzeba uzyskać jednak lokalne prawo jazdy. Brzmi strasznie, ale takie nie jest. To nic innego jak podatek dla przyjezdnych. Wiele wypożyczalni może wystawiać prawo jazdy. Do tego potrzebują tylko opłacenia kosztów (ok. 30 PLN) oraz dokumentu potwierdzającego uprawnienia w ojczystym kraju. Prawdę mówiąc nie sprawdzają tych praw jazdy specjalnie, nie mają na ten temat wiedzy. Więc zapewne można dać im cokolwiek, co tak wygląda.

Sam ruch drogowy na Samoa, zwłaszcza poza Apią, jest spokojny. Mało tu samochodów, więc bezpiecznie jest się zatrzymywać w różnych dziwnych miejscach.

Między wyspami kursuje prom, ale lepiej wcześniej kupić bilety.

Oznaczenia i drogowskazy: Z tym bywa różnie. Przy zjazdach z głównych dróg bywają drogowskazy na atrakcje i właściwie tyle. Dalej trzeba radzić sobie samemu, choć najczęściej nie ma z tym problemu. W przypadku kilku miejsc, jednak gdybyśmy nie wiedzieli czego szukać, to na pewno byśmy nie dotarli. Żadnych oznaczeń.

Jedzenie wegetariańskie: Kuchnia lokalna istnieje tylko jako domowa, praktycznie nie dla turystów. Przydrożne jadłodajnie raczej oferują albo grillowane jedzenie, albo jakiś fastfood, zaś w Apii te wykwintniejsze, choćby włoskie. Ta zaś daje już możliwości unikania mięsa. Warto tu także spróbować owoców, w szczególności kokosów (papai, bananów, mango. Można je kupić przy drodze, gdy się jedzie. Sprzedawcy chętnie pomogą rozłupać. No i można pić świeżą wodę kokosową.

Ludzie: Samoańczycy są bardzo przyjaźni. Mają czas na wszystko, żyją spokojnie, bez nerwów, trochę ospali jakby, ale jak już się do czegoś biorą, to doprowadzają to do końca. Są bardzo otwarci na turystów, pomocni, jednocześnie nie ma tu zbyt wielu naganiaczy. Nie licząc oczywiście taksówkarzy.

Są też bardzo religijni. Przestrzegają wolnych niedziel, wtedy wiele interesujących rzeczy może być nieczynnych. Chrześcijaństwo jest obecnie religią państwową.

Bezpieczeństwo: Uchodzi za jeden z najbezpieczniejszych krajów świata, przynajmniej jeśli chodzi o ludzi. Tam najbardziej boją się tsunami, mniej erupcji wulkanicznych.

Klimat: Równikowy, tropikalny. Pora deszczowa zaczyna się w październiku i kończy w marcu. Sucha zaczyna się w maju i kończy w październiku. Mogą tu występować cyklony.

Informacja turystyczna i mapy: Bywa ciężko. W Apii jest jedno centrum turystyczne, ale wydali kilka folderów. Z nich naprawdę można się dużo dowiedzieć, także o atrakcjach, których nigdzie indziej nie ma opisanych. Folder jednak trzeba dokładnie przeczytać. Mnóstwo cennych informacji jest w tekście i przynajmniej tak jak sprawdzaliśmy, okazywały się prawidłowe.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak samoański
Praktycznie
Share Button

Węgry: Praktycznie

Informacje praktyczne nt. Węgry. Zweryfikowane w lipcu 2017.

Dojazd: Samochód, autobus (np. Polski Bus), można też się posiłkować samolotem do Budapesztu (np. WizzAir, który ma tam główną bazę). Prężnie rozwija się tam też LOT, wchodząc w rolę narodowego przewoźnika.

Wiza: Strefa Schengen, niepotrzebna.

Baza noclegowa: Rozbudowana, w szczególności w okolicach Budapesztu jak i Balatonu. Można szukać np. na Booking.com.

Szczepienia wymagane: Brak.

Choroby: Nic szczególnego.

Waluta: Forint Węgierski (HUF).

Płatności kartą i bankomaty: Płatności kartą dość popularne, ale znajdzie się kilka miejsc, gdzie bywa z nimi problem. Na przykład przy zakupie wejściówek do niektórych świątyń czy muzeów lub przy zakupie jedzenia na ulicy. W większości restauracji i barów da się zapłacić kartą, ale nie jest to jeszcze standard.

Bankomaty powszechne.

Napiwki: Doliczane do rachunku. Standardowo koło 10-15%, częściej 10%.

Internet: Wifi powszechne.

Telefony: Unia Europejska, formalnie brak opłat roamingowych.

Język: Węgierski, ale znajomość angielskiego rozpowszechniona, zwłaszcza tam gdzie przybywają turyści.

Gniazdka elektryczne: Jak w Polsce.

Samochody i transport: Mają rozwiniętą sieć kolejową, jak również przewozy autokarowe – Volánbusz. Poruszanie się samochodem bardzo podobne do innych krajów z regionu.

Oznaczenia i drogowskazy: Nawet w centrum Budapesztu oznaczenia stanowią pewien problem. Niby są, ale raczej jest ich niewiele, czasem się urywają. Lepiej jest więc często polegać na mapie czy GPS.

Jedzenie wegetariańskie: Lokalna kuchnia ma tu do zaoferowania choćby leczo (które jest tu sosem, nie samym daniem), także w wersji wegetariańskiej. Lub z jedzenia ulicznego jest np. lagosz z serem. Największy problem w ogóle z kuchnią węgierską jest taki, że obecnie ma się wrażenie, jakby się jej trochę wstydzili, więc znalezienie jej może nastręczać pewne trudności. Wyjątkiem oczywiście są zupy gulaszowe, ale to już jedzenie mięsne.

Ludzie: Zajęci sobą, raczej spokojni, ale też masowo bawiący się w parkach czy na placach.

Bezpieczeństwo: Obecnie nie ma tu większych problemów. Oczywiście trzeba uważać na ewentualną drobną przestępczość.

Klimat: Umiarkowany ciepły z cechami klimatu kontynentalnego na większości obszaru kraju.

Informacja turystyczna i mapy: Tego niestety nie ma za dużo. Mapę Budapesztu można dostać na lotnisku, ale właściwie na tym to się kończy.

Szlak węgierski
Informacje praktyczne
Share Button

Podróżowanie po Nowej Zelandii

Kraje rozwinięte można podzielić na dwa podstawowe rodzaje. Na takie, gdzie rozbudowany jest transport publiczny oraz takie, gdzie stawia się na samochody. Czasem jest coś pomiędzy, ale zazwyczaj dominuje jeden typ. Nowa Zelandia należy właśnie do tych drugich. Jest rozległa, stosunkowo mało zaludniona, jednocześnie zamknięta, więc turyści korzystają co najwyżej z samochodów już znajdujących się na wyspach. To pozwala dość dobrze zaplanować i zapanować nad komunikacją.

Widok ze Scenic View - Wyspa Północna
Widok ze Scenic View – Wyspa Północna

Samoloty lokalne

Owszem, są tu linie kolejowe (kilka, choć np. na Południowej Wyspie mają one bardziej charakter wycieczkowy niż transportu), linie autobusowe, ale też dobrze rozwinięta jest sieć połączeń lotniczych. Poza Air New Zealand można skorzystać z oferty np. taniej linii – JetAir. Jednak jeśli chcemy samemu zwiedzać zakamarki kraju kiwi, to najlepszy do tego będzie samochód.

JetStar - tania linia
JetStar – tania linia

Samochód

Do wypożyczenia potrzebne jest międzynarodowe prawo jazdy (uznają obie konwencję genewską i wiedeńską, a nawet tłumaczenie prawa jazdy na angielski), oraz oczywiście w celu weryfikacji także i nasze (polskie). W teorii można próbować wynająć samochód jedynie na polskim dokumencie, zresztą są wypożyczalnie, które to załatwią. Warto się zorientować wcześniej, choć samo wyrobienie międzynarodowego prawa jazdy to koszt ok. 40 PLN. W teorii, gdy zatrzyma nas policja, mogą wymagać.

Plaża - Wyspa Północna
Plaża – Wyspa Północna

Na drogach w Nowej Zelandii obowiązują cztery podstawowe zasady. Po pierwsze to ruch lewostronny. To może nastręczać pewne problemy, zwłaszcza wynikające z przyzwyczajenia, w szczególności na pustych drogach łatwo się zapomnieć. Faktycznie jest on przyczyną sporej liczby wypadków powodowanych przez turystów na drogach.

Przejazd przez Coromandel Forest Park
Przejazd przez Coromandel Forest Park

Druga zasada to zapięte pasy. Tego tu wymagają i tyle.

Krowy przy drodze
Krowy przy drodze

Trzecia to maksymalna prędkość wynosząca 100 km na godzinę, także na autostradach. Więcej nie można. W terenie zabudowanym – 50. Policja patroluje różne bezdroża i czasem łapie za szybką jazdę. Natomiast ograniczeń nie ma wszędzie tam, gdzie powinny być. W niektórych miejscach, choćby przy zakrętach, pojawiają się znaki z sugerowaną prędkością (np. 35 km/h przy dozwolonych 100). Zdrowy rozsądek wskazuje, by się do tych sugestii przynajmniej w jakimś stopniu stosować.

Znak sugerujący prędkość (nie nakaz)
Znak sugerujący prędkość (nie nakaz)

Czwarta zasada to nieprzekraczanie żółtych linii. Owszem są też białe linie ciągłe, ale żółte są „mocniejsze”, bardziej kategoryczne. Blokują też możliwości parkowania.

Droga przez las okolice Rotoruy
Droga przez las okolice Rotoruy

Podróżowanie na własną rękę

Poza większymi miastami, gdzie w centrach mamy płatne parkingi, w większości miejsc parkuje się za darmo. Dotyczy to także różnych atrakcji turystycznych. Im popularniejsza, tym należy spodziewać się większego parkingu. Byliśmy jeszcze na początku sezonu i z parkowaniem raczej problemu nie było.

Bydło przy drodze
Owce przy drodze

Drogi nowozelandzkie są dość kręte miejscami, mają jedną niedogodność, o której warto pamiętać. Mosty w wielu miejscach są jednopasmowe. To znaczy, że trzeba czasem puścić tych z naprzeciwka. Dłuższe mosty posiadają mijanki. Podobne utrudnienia mogą pojawić się przy tunelach.

Znak: uwaga na kiwi
Znak: uwaga na kiwi

Za to mniejsze miasta zwykle przelatuje się z prędkością 100 kph lub tylko trochę mniejszą, więc średnia prędkość jest większa niż w Polsce. Jest wiele ostrych zakrętów, więc szaleństwo i tak nie jest tutaj wskazane.

Okolice Queenstown
Okolice Queenstown

Zwierzęta

Choć Nowa Zelandia to kraj pastwisk, krów i owiec (w szczególności Północna Wyspa), to zwierzęta te nie szlajają się po drogach. Czasem są znaki informacyjne, by zgłosić wałęsające się bydło, ale to nie ono jest problemem, a dzikie zwierzęta. O ile w okolicach gniazdowania kiwi jest sporo znaków,by uważać (w nocy, kiwi są nocne), o tyle po drodze bardzo często widać zwierzęta futerkowe, które rozjechano. Nimi się tu nikt nie przejmuje. Przybyły wraz z ludźmi i nie są mile widziane. Niestety na ich ciałach żerują ptaki i te często też widać rozjechane na drogach. Za rozjechanie futrzaka kary nie ma, wręcz przeciwnie, Kiwi są przekonani, że to dobry uczynek.

Przewóz koni
Przewóz koni

Krów i owiec jest po drodze naprawdę sporo na mijanych pastwiskach. Warto przypomnieć, że to kraj, w którym bydła jest więcej niż ludzi (4,5 miliona). Z danych za 2015 rok owiec mają tu około 30 milionów, krów 10 milionów (z tego 6,5 miliona mlecznych) oraz niecały milion jeleni. Je również spotyka się w hodowlach.

Centrum Nelson
Centrum Nelson

Widoki i mijanki

Bardzo charakterystycznym miejscem są punkty widokowe, czyli tak zwane scenic view. Można tam zaparkować i zrobić kilka zdjęć. Jest ich sporo, choć niestety po drodze mija się wiele miejsc, w których takie punkty by się przydały. W każdym razie zatrzymywanie się na nich to dość istotny element podróżowania po Nowej Zelandii.

Mijanka na moście
Mijanka na moście

Zazwyczaj nie ma problemu ze stacjami benzynowymi. Ale zdarzają się – zwłaszcza na Południowej Wyspie w parkach narodowych – dość spore np. 100 i więcej kilometrowe odcinki pozbawione stacji i ogólnie szerszej cywilizacji. Dlatego lepiej nie jechać tam na pustawym baku.

Zatoki przy Picton
Zatoki przy Picton

Przeprawa promowa

Dość istotny jest transport między wyspami. Kursuje prom między Wellington na Picton, wykorzystywany często przez turystów, którzy chcą zobaczyć obie wyspy. Są dwie duże sieci, na wszelki wypadek warto zarezerwować sobie ten prom wcześniej. Przy wypożyczaniu samochodu warto jednak zweryfikować, czy dana firma pozwala nam na opuszczenie wyspy. Nie wszystkie na to pozwalają, ale nawet jeśli nie ma obostrzeń, warto się z nimi skontaktować w tej sprawie. Bo czasem okazuje się, że faktycznie samochodu nie możemy wywieść poza wyspę, a musimy go zostawić przed promem, a na drugiej wyspie odebrać inny.

Myśmy dowiedzieli się o tym dopiero na miejscu, przy wypożyczaniu samochodu. Poproszono nas o podanie daty płynięcia i tyle. W terminalu oddaliśmy bilet opłacony na samochód, prosząc o zwrot (dało się bez problemu załatwić) oraz zostawiliśmy kluczki do samochodu. Okazało się, że tak to właśnie działa, tylko nikt nam o tym nie powiedział. Prom wyruszał rano, więc oddanie samochodu we wskazanym miejscu nie było możliwe, bo tam nikogo nie było. Nie wiedzieliśmy, gdzie zostawić kluczyk. Pojechaliśmy pod właściwy terminal, licząc, że tam uda się coś zrobić i dało się. Standardowa procedura, samochód zostawiamy na parkingu, kluczyk oddajemy przy nadawaniu bagażu i tyle.

Wellington z promu
Wellington z promu

Po drugiej stronie w Picton odwieźli nas do terminalu, tam poszliśmy odebrać drugi samochód. Dalej problemu nie było.

Rejs na Południową Wyspę jest długi, bo trwa aż 3 godziny. Prom jest bardzo wygodny, jest w nim oczywiście bar, dobrze działające wi-fi, a nawet sale kinowe! U nas bujało całkiem nieźle, nawet się coś stłukło w kuchni. Widoki za burtą są ciekawe, zróżnicowane – raz jesteśmy na wodach tak szerokich, że jakby na otwartym morzu, by potem wpłynąć w wąski przesmyk pomiędzy poszarpanymi skałami.

Nowa Zelandia z lotu ptaka
Nowa Zelandia z lotu ptaka

Planując przejazd samochodem warto wcześniej zweryfikować swoje trasy i obostrzenia wypożyczalni. Niektóre zabraniają przejazdów pewnymi drogami, np. Ninety Mile Beach. Ale ta droga ma więcej wspólnego z off-roadem, niż zwykłą trasą. Druga rzecz, choć większość tras jest darmowa, istnieje dosłownie kilka, przez które przejazd jest płatny.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Podróżowanie po Nowej Zelandii
Share Button