Archiwum kategorii: Przewodnik

Zjednoczone Emiraty Arabskie: Praktycznie

Informacje praktyczne nt. Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Zweryfikowane ostatnio w styczniu 2018.

Uwagi ogólne: Bardzo specyficzny, bogaty kraj, w którym ma się wrażenie, że szejkowie nie mają co robić z pieniędzmi. Poza bogatymi miastami na uwagę zasługuje przede wszystkim przyroda.

Dojazd: Najlepszy sposób to samolot. Są zarówno tanie linie – WizzAir i flyDubai, które latają z niektórych polskich miast, jak i można czasem znaleźć promocję na Emirates czy Ethiad.

Wiza: Wydawana od ręki przy przylocie, 90-dniowa z możliwością wielokrotnego przekraczania granicy. Paszport konieczny.

Przepisy celne: Do ZEA nie wolno przywozić narkotyków, leków psychotropowych czy opioidów (za to są wysokie kary. Ewentualnie  trzeba  mieć anglojęzyczną receptę). Zabroniony jest też wwóz materiałów pornograficznych (zwłaszcza LGBT), które godzą w obyczajowość muzułmańską. Ograniczony jest też wwóz alkoholu, acz podobno nie zawsze ten przepis jest przestrzegany.

Baza noclegowa: Rozbudowana, w tym także hotele najwyższego standardu na świecie (oczywiście za odpowiednia cenę). W Emiratach jedną z rzeczy do zwiedzania są hotele, drugą galerie handlowe, więc coś w tym jest. Niektóre hotele znajdują się przy galeriach handlowych. Uwaga: formalnie prawo zabrania wynajmowania wspólnych pokoi nie rodzinom. Czyli chłopak z dziewczyną bez ślubu mogą mieć problemy, zwłaszcza, że seks przedmałżeński jest nielegalny. Praktyka jest jednak inna, zwłaszcza w takich miejscach jak Dubaj. Choć na booking są oferty, gdzie takie obostrzenia są zaznaczone. Natomiast jest też wiele hoteli, które do tego się nie stosują, choćby sieciówek. Nie jest tak strasznie jak to przedstawiają. Hotele bez problemu można znaleźć np. przez Booking.

Szczepienia wymagane: Brak. Warto standardowo być zaszczepionym na WZW A i B.

Choroby: Istnieje zagrożenie zarażenia wirusem MERS, który atakuje drogi oddechowe. Zakazić się można przez kontakt z zarażonym wielbłądem, niepasteryzowanym mlekiem i niedogotowanym mięsem, a także moczem (składnik tradycyjnej medycyny arabskiej). Warto mieć to na uwadze przy wszystkich atrakcjach związanym z wielbłądami. Choroba jest potencjalnie śmiertelna, początki zakażenia przypominają zwykłą grypę. W razie wystąpienia objawów grypopodobnych po powrocie z Półwyspu Arabskiego, trzeba natychmiast poinformować o tym lekarza. Istnieją doniesienia o zmutowanym wirusie, który przenosi się między ludźmi drogą kropelkową.

Poza tym to jest kraj o wysokim standardzie higienicznym, woda pitna pochodzi z odsalanej i przefiltrowanej wody morskiej, nawet picie jej z kranu jest raczej bezpieczne.

Waluta: Dirham (AED).

Płatności kartą i bankomaty: W dużych miastach karty  bezproblemowo akceptowane. Bankomaty także są dość powszechne. Gdy się wyjdzie jednak już poza miasto, może nie zawsze są czytniki kart, włączając to również stacje benzynowe.

Napiwki: Formalnie brak, nie są oczekiwane. Jednak większość usług wykonują tutaj osoby z Indii, Pakistanu i innych krajów, więc nie protestują, gdy się go zostawia. Natomiast nie należy go dawać tak, by Arabowie to widzieli.

Internet: W hotelach i restauracjach problemu nie ma. Choć oficjalnie istnieje pewna cenzura sieci.

Telefony: Roaming dostępny. Zasięg telefonów bardzo dobry, także na pustyni.

Język: Formalnie arabski, ale angielski jest tu bardzo istotny w normalnym funkcjonowaniu. Raz, większość pracowników pochodzi spoza Emiratów, więc to podstawowy język komunikacyjny. Dwa, sam arabski ma dialekty, więc jest problem jeśli ktoś zna np. afrykańską wersję.

Gniazdka elektryczne: Jak w Wielkiej Brytanii.

Wtyczka typu brytyjskiego
Wtyczka brytyjska

Samochody i transport: Po kraju zdecydowanie najłatwiej jest się poruszać samochodem. Drogi są dobre, benzyna dość tania. O ile jeszcze między większymi miastami można znaleźć dojazd (np. autobusy z Dubaju do Abu Zabi) o tyle dalej pozostają głównie taksówki.

Bardzo istotne jest przestrzeganie przepisów. Mandaty są tu bardzo duże (minimalna stawka w przeliczeniu to 600 zł), co więcej za np. przekroczenie prędkości można dostać kilka pod rząd, jeśli złapią nas różne radary. Tych ostatnich jest pełno, choć nie wszystkie działają. Praktycznie każdy samochód zarejestrowany w ZEA ma czip, co ułatwia identyfikację i późniejsze ściągnięcie mandatu. W praktyce przy zwrocie samochodu do wypożyczalni, mandat jest od razu ściągany z karty kredytowej.

Oznaczenia i drogowskazy: Średnio lub słabo. Pod tym względem to kraj wciąż mało rozwinięty, bardziej stawiający na taksówki. Podobnie jest też z oznaczeniami dróg w Dubaju, na ślimakach trzeba trochę znać miasto, by się nie zgubić.

Jedzenie wegetariańskie: Mało jedzenia lokalnego. Ale jest wiele knajp z innych rejonów świata, więc coś wegetariańskiego się znajdzie (np. kuchnia włoska, czy libańska).

Ciekawie wygląda też sprawa alkoholu. Tu jest dwugłos. Formalnie nie powinien być w sprzedaży, ale… w miejscach turystycznych trochę przymykają na to oko. Choć to oczywiście kosztuje i jest ograniczone do niektórych hoteli, restauracji czy klubów. Natomiast jeśli ktoś chce kupować alkohol w sklepie, musi go zamawiać wcześniej, mając oczywiście certyfikat, że nie jest muzułmaninem.

Ludzie: Są dwa rodzaje obywateli. Panowie, czyli Arabowie, obywatele tego kraju. Specjalnie nie rzucają się w oczy, nie ma ich zbyt wielu w dużych miastach. Jeśli już, to najczęściej na zakupach. Drugi rodzaj ludzi to pracownicy. Ci niższego szczebla najczęściej pochodzą z Pakistanu, Indii i innych krajów Azji wschodniej lub czarnej Afryki. Niestety są traktowani jak tania służba, czy niewolnicy, czego można być czasami świadkiem. Biali, ludzie pochodzący z Europy czy Stanów to zazwyczaj specjaliści lub zamożniejsi turyści, więc im jest okazywany szacunek.

Formalnie ścigany prawnie jest też seks przedmałżeński, ale w hotelach turystycznych raczej nie sprawdzają nawet czy para wynajmująca pokój jest małżeństwem

Prawo i obyczaje: To kraj muzułmański. Już wspomniane były wyżej, ale gwoli przypomnienia: alkohol, narkotyki, nawet niektóre leki oraz seks przedmałżeński raczej nie są tu dobrze widziane. Kobiety nie powinny nadmiernie odsłaniać ciała, ale nie ma na to oficjalne paragrafu. Nie trzeba też ubierać nakrycia głowy. Kobiety nie powinny także zaczepiać arabskich mężczyzn, a mężczyźni arabskich kobiet, które zresztą zawsze pojawiają się w mieście w obecności męskiego członka rodziny. Należy się stosować do panujących tu reguł i uważać jak fotografuje się ludzi. Lepiej unikać lub wcześniej zapytać.

Bezpieczeństwo: Emiraty to dość bezpieczny kraj, zwłaszcza jeśli chodzi o terroryzm czy drobną przestępczość. Ta druga to zjawisko marginalne. Mimo to, kobiety nie powinny podróżować same (zwłaszcza poza resortami i atrakcjami turystycznymi) – w razie napaści, one są traktowane jako winne.

Klimat: Strefa klimatu zwrotnikowego kontynentalnego suchego, w głębi kraju skrajnie suchego. Dobry sezon na wyjazd to nasza zima. Jest wtedy ciepło, ale nie upalnie – średnie temperatury w styczniu to 20 stopni Celsjusza, a rankiem i wieczorem jest nawet chłodno.

Informacja turystyczna i mapy: Raczej nie należy szukać konkretnego biura informacji turystycznej. Za to różne atrakcje, zwłaszcza skierowane do przyjezdnych, są dość dobrze oznaczone i rozreklamowane. Gorzej, gdy chcemy zobaczyć coś bardziej lokalnego (np. wyścigi wielbłądów), wtedy pojawiają się problemy z dostępem do informacji.

Szlak emiracki
Praktycznie
Share Button

Samoa: Praktycznie

Informacje praktyczne nt. Samoa. Zweryfikowane ostatnio w listopadzie 2017.

Uwaga: Samoa znajduje się na liście krajów podejrzanych o wspieranie procederu prania brudnych pieniędzy, czyli objętych pewnymi sankcjami. Właśnie dlatego są tu problemy z roamingiem, płaceniem kartami, a nawet mogą pojawić się problemy z przelewami (SWIFT i inne przepływy pieniędzy).

Dojazd: Właściwie tylko i wyłącznie samolot (ew. można próbować dożeglować). Obecnie nie ma żadnych bezpośrednich połączeń z Polski. Najłatwiej dolecieć ze Stanów, Australii, Nowej Zelandii lub innych wysp Oceanii.

Wiza: 90-dniowa do dostania za darmo na lotnisku. Właściwie niewiele sprawdzają. Warto jednak zauważyć, że pomijając większość państw europejskich, przedstawiciele innych krajów dostają wizę na 60 dni. Na lotnisku czekającym na wizę bardzo często umila czas lokalny zespół muzyczny. To sprawia, że lądując szybko czujemy klimat.

Baza noclegowa: Są dwie wyspy – Upolu, gdzie znajduje się stolica. Tam baza noclegowa jest rozbudowana. Są duże hotele, ale też bungalowy i czy jakieś namioty. Na Savai’i turystyka nie jest jeszcze dobrze rozwinięta, więc trudniej o nocleg, ale z drugiej strony tam wszystko jest tańsze. Można szukać choćby na Booking.

Szczepienia wymagane: Brak.

Choroby: Nic szczególnego. Malaria tu nie występuję. Parę razy pojawiły się epidemie dengi, ale nie jest to typowa tutaj choroba.

Waluta: Samoańska tālā (czyt. tala). Oznaczenie oficjalne WST, ale zapisują to jako WS$.

Płatności kartą i bankomaty: Bankomaty znajdziemy bez problemów, najlepiej korzystać z banku ANZ. W innych nie zawsze czytane są polskie karty. Płatności bezgotówkowe raczej nie są często obsługiwane. W większych hotelach, jednej czy dwóch restauracjach w Apii, kilku wypożyczalniach samochodów i ewentualnie stacjach benzynowych, owszem. Ale poza tym lepiej mieć gotówkę.

Napiwki: Brak.

Internet: Ciężko znaleźć publiczny. Wi-fi w hotelach i innych miejscach jest płatne, w dodatku stosunkowo drogie w porównaniu do reszty cen. Ewentualnie zostaje kupić lokalną kartę SIM z pakietem internetowym, prawdopodobnie najtańsza i najlepsza opcja.

Telefony: Roaming polskich sieci nie działa. Trzeba się posiłkować lokalną kartą SIM.

Język: Samoański. Po uzyskaniu niepodległości, przeszli na własny język. Jednak od kilku lat widać tendencję powrotu do angielskiego. Doskonale zdają sobie sprawę ze swoich związków z Australią i Nową Zelandią, więc starają się przybliżyć do nich. W 2011 roku zmienili też datę, wcześniej znajdowali się za linią zmiany daty, obecnie mają ten sam dzień, co Australia.

Gniazdka elektryczne: Typ australijski/chiński.

Wtyczka typu australijskiego/chińskiego

Samochody i transport: Ruch lewostronny od 2009 roku, znów by dostosować się do Australii. Najlepszy środek transportu to taksówki, względnie shuttlebusy. Tymi drugimi najlepiej przejechać z lotniska na różne części Upolu. Autobusy są używane przez ludność lokalną, trudno nimi jednak dojechać do miejsc odwiedzanych przez turystów.

Samochód można wypożyczyć bez większych problemów. Trzeba uzyskać jednak lokalne prawo jazdy. Brzmi strasznie, ale takie nie jest. To nic innego jak podatek dla przyjezdnych. Wiele wypożyczalni może wystawiać prawo jazdy. Do tego potrzebują tylko opłacenia kosztów (ok. 30 PLN) oraz dokumentu potwierdzającego uprawnienia w ojczystym kraju. Prawdę mówiąc nie sprawdzają tych praw jazdy specjalnie, nie mają na ten temat wiedzy. Więc zapewne można dać im cokolwiek, co tak wygląda.

Sam ruch drogowy na Samoa, zwłaszcza poza Apią, jest spokojny. Mało tu samochodów, więc bezpiecznie jest się zatrzymywać w różnych dziwnych miejscach.

Między wyspami kursuje prom, ale lepiej wcześniej kupić bilety.

Oznaczenia i drogowskazy: Z tym bywa różnie. Przy zjazdach z głównych dróg bywają drogowskazy na atrakcje i właściwie tyle. Dalej trzeba radzić sobie samemu, choć najczęściej nie ma z tym problemu. W przypadku kilku miejsc, jednak gdybyśmy nie wiedzieli czego szukać, to na pewno byśmy nie dotarli. Żadnych oznaczeń.

Jedzenie wegetariańskie: Kuchnia lokalna istnieje tylko jako domowa, praktycznie nie dla turystów. Przydrożne jadłodajnie raczej oferują albo grillowane jedzenie, albo jakiś fastfood, zaś w Apii te wykwintniejsze, choćby włoskie. Ta zaś daje już możliwości unikania mięsa. Warto tu także spróbować owoców, w szczególności kokosów (papai, bananów, mango. Można je kupić przy drodze, gdy się jedzie. Sprzedawcy chętnie pomogą rozłupać. No i można pić świeżą wodę kokosową.

Ludzie: Samoańczycy są bardzo przyjaźni. Mają czas na wszystko, żyją spokojnie, bez nerwów, trochę ospali jakby, ale jak już się do czegoś biorą, to doprowadzają to do końca. Są bardzo otwarci na turystów, pomocni, jednocześnie nie ma tu zbyt wielu naganiaczy. Nie licząc oczywiście taksówkarzy.

Są też bardzo religijni. Przestrzegają wolnych niedziel, wtedy wiele interesujących rzeczy może być nieczynnych. Chrześcijaństwo jest obecnie religią państwową.

Bezpieczeństwo: Uchodzi za jeden z najbezpieczniejszych krajów świata, przynajmniej jeśli chodzi o ludzi. Tam najbardziej boją się tsunami, mniej erupcji wulkanicznych.

Klimat: Równikowy, tropikalny. Pora deszczowa zaczyna się w październiku i kończy w marcu. Sucha zaczyna się w maju i kończy w październiku. Mogą tu występować cyklony.

Informacja turystyczna i mapy: Bywa ciężko. W Apii jest jedno centrum turystyczne, ale wydali kilka folderów. Z nich naprawdę można się dużo dowiedzieć, także o atrakcjach, których nigdzie indziej nie ma opisanych. Folder jednak trzeba dokładnie przeczytać. Mnóstwo cennych informacji jest w tekście i przynajmniej tak jak sprawdzaliśmy, okazywały się prawidłowe.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak samoański
Praktycznie
Share Button

Węgry: Praktycznie

Informacje praktyczne nt. Węgry. Zweryfikowane w lipcu 2017.

Dojazd: Samochód, autobus (np. Polski Bus), można też się posiłkować samolotem do Budapesztu (np. WizzAir, który ma tam główną bazę). Prężnie rozwija się tam też LOT, wchodząc w rolę narodowego przewoźnika.

Wiza: Strefa Schengen, niepotrzebna.

Baza noclegowa: Rozbudowana, w szczególności w okolicach Budapesztu jak i Balatonu. Można szukać np. na Booking.com.

Szczepienia wymagane: Brak.

Choroby: Nic szczególnego.

Waluta: Forint Węgierski (HUF).

Płatności kartą i bankomaty: Płatności kartą dość popularne, ale znajdzie się kilka miejsc, gdzie bywa z nimi problem. Na przykład przy zakupie wejściówek do niektórych świątyń czy muzeów lub przy zakupie jedzenia na ulicy. W większości restauracji i barów da się zapłacić kartą, ale nie jest to jeszcze standard.

Bankomaty powszechne.

Napiwki: Doliczane do rachunku. Standardowo koło 10-15%, częściej 10%.

Internet: Wifi powszechne.

Telefony: Unia Europejska, formalnie brak opłat roamingowych.

Język: Węgierski, ale znajomość angielskiego rozpowszechniona, zwłaszcza tam gdzie przybywają turyści.

Gniazdka elektryczne: Jak w Polsce.

Samochody i transport: Mają rozwiniętą sieć kolejową, jak również przewozy autokarowe – Volánbusz. Poruszanie się samochodem bardzo podobne do innych krajów z regionu.

Oznaczenia i drogowskazy: Nawet w centrum Budapesztu oznaczenia stanowią pewien problem. Niby są, ale raczej jest ich niewiele, czasem się urywają. Lepiej jest więc często polegać na mapie czy GPS.

Jedzenie wegetariańskie: Lokalna kuchnia ma tu do zaoferowania choćby leczo (które jest tu sosem, nie samym daniem), także w wersji wegetariańskiej. Lub z jedzenia ulicznego jest np. lagosz z serem. Największy problem w ogóle z kuchnią węgierską jest taki, że obecnie ma się wrażenie, jakby się jej trochę wstydzili, więc znalezienie jej może nastręczać pewne trudności. Wyjątkiem oczywiście są zupy gulaszowe, ale to już jedzenie mięsne.

Ludzie: Zajęci sobą, raczej spokojni, ale też masowo bawiący się w parkach czy na placach.

Bezpieczeństwo: Obecnie nie ma tu większych problemów. Oczywiście trzeba uważać na ewentualną drobną przestępczość.

Klimat: Umiarkowany ciepły z cechami klimatu kontynentalnego na większości obszaru kraju.

Informacja turystyczna i mapy: Tego niestety nie ma za dużo. Mapę Budapesztu można dostać na lotnisku, ale właściwie na tym to się kończy.

Szlak węgierski
Informacje praktyczne
Share Button

Podróżowanie po Nowej Zelandii

Kraje rozwinięte można podzielić na dwa podstawowe rodzaje. Na takie, gdzie rozbudowany jest transport publiczny oraz takie, gdzie stawia się na samochody. Czasem jest coś pomiędzy, ale zazwyczaj dominuje jeden typ. Nowa Zelandia należy właśnie do tych drugich. Jest rozległa, stosunkowo mało zaludniona, jednocześnie zamknięta, więc turyści korzystają co najwyżej z samochodów już znajdujących się na wyspach. To pozwala dość dobrze zaplanować i zapanować nad komunikacją.

Widok ze Scenic View - Wyspa Północna
Widok ze Scenic View – Wyspa Północna
Samoloty lokalne

Owszem, są tu linie kolejowe (kilka, choć np. na Południowej Wyspie mają one bardziej charakter wycieczkowy niż transportu), linie autobusowe, ale też dobrze rozwinięta jest sieć połączeń lotniczych. Poza Air New Zealand można skorzystać z oferty np. taniej linii – JetAir. Jednak jeśli chcemy samemu zwiedzać zakamarki kraju kiwi, to najlepszy do tego będzie samochód.

JetStar - tania linia
JetStar – tania linia
Samochód

Do wypożyczenia potrzebne jest międzynarodowe prawo jazdy (uznają obie konwencję genewską i wiedeńską, a nawet tłumaczenie prawa jazdy na angielski), oraz oczywiście w celu weryfikacji także i nasze (polskie). W teorii można próbować wynająć samochód jedynie na polskim dokumencie, zresztą są wypożyczalnie, które to załatwią. Warto się zorientować wcześniej, choć samo wyrobienie międzynarodowego prawa jazdy to koszt ok. 40 PLN. W teorii, gdy zatrzyma nas policja, mogą wymagać.

Plaża - Wyspa Północna
Plaża – Wyspa Północna

Na drogach w Nowej Zelandii obowiązują cztery podstawowe zasady. Po pierwsze to ruch lewostronny. To może nastręczać pewne problemy, zwłaszcza wynikające z przyzwyczajenia, w szczególności na pustych drogach łatwo się zapomnieć. Faktycznie jest on przyczyną sporej liczby wypadków powodowanych przez turystów na drogach.

Przejazd przez Coromandel Forest Park
Przejazd przez Coromandel Forest Park

Druga zasada to zapięte pasy. Tego tu wymagają i tyle.

Krowy przy drodze
Krowy przy drodze

Trzecia to maksymalna prędkość wynosząca 100 km na godzinę, także na autostradach. Więcej nie można. W terenie zabudowanym – 50. Policja patroluje różne bezdroża i czasem łapie za szybką jazdę. Natomiast ograniczeń nie ma wszędzie tam, gdzie powinny być. W niektórych miejscach, choćby przy zakrętach, pojawiają się znaki z sugerowaną prędkością (np. 35 km/h przy dozwolonych 100). Zdrowy rozsądek wskazuje, by się do tych sugestii przynajmniej w jakimś stopniu stosować.

Znak sugerujący prędkość (nie nakaz)
Znak sugerujący prędkość (nie nakaz)

Czwarta zasada to nieprzekraczanie żółtych linii. Owszem są też białe linie ciągłe, ale żółte są „mocniejsze”, bardziej kategoryczne. Blokują też możliwości parkowania.

Droga przez las okolice Rotoruy
Droga przez las okolice Rotoruy

Poza większymi miastami, gdzie w centrach mamy płatne parkingi, w większości miejsc parkuje się za darmo. Dotyczy to także różnych atrakcji turystycznych. Im popularniejsza, tym należy spodziewać się większego parkingu. Byliśmy jeszcze na początku sezonu i z parkowaniem raczej problemu nie było.

Bydło przy drodze
Owce przy drodze

Drogi nowozelandzkie są dość kręte miejscami, mają jedną niedogodność, o której warto pamiętać. Mosty w wielu miejscach są jednopasmowe. To znaczy, że trzeba czasem puścić tych z naprzeciwka. Dłuższe mosty posiadają mijanki. Podobne utrudnienia mogą pojawić się przy tunelach.

Znak: uwaga na kiwi
Znak: uwaga na kiwi

Za to mniejsze miasta zwykle przelatuje się z prędkością 100 kph lub tylko trochę mniejszą, więc średnia prędkość jest większa niż w Polsce. Jest wiele ostrych zakrętów, więc szaleństwo i tak nie jest tutaj wskazane.

Okolice Queenstown
Okolice Queenstown

Choć Nowa Zelandia to kraj pastwisk, krów i owiec (w szczególności Północna Wyspa), to zwierzęta te nie szlajają się po drogach. Czasem są znaki informacyjne, by zgłosić wałęsające się bydło, ale to nie ono jest problemem, a dzikie zwierzęta. O ile w okolicach gniazdowania kiwi jest sporo znaków,by uważać (w nocy, kiwi są nocne), o tyle po drodze bardzo często widać zwierzęta futerkowe, które rozjechano. Nimi się tu nikt nie przejmuje. Przybyły wraz z ludźmi i nie są mile widziane. Niestety na ich ciałach żerują ptaki i te często też widać rozjechane na drogach. Za rozjechanie futrzaka kary nie ma, wręcz przeciwnie, Kiwi są przekonani, że to dobry uczynek.

Przewóz koni
Przewóz koni

Krów i owiec jest po drodze naprawdę sporo na mijanych pastwiskach. Warto przypomnieć, że to kraj, w którym bydła jest więcej niż ludzi (4,5 miliona). Z danych za 2015 rok owiec mają tu około 30 milionów, krów 10 milionów (z tego 6,5 miliona mlecznych) oraz niecały milion jeleni. Je również spotyka się w hodowlach.

Centrum Nelson
Centrum Nelson

Bardzo charakterystycznym miejscem są punkty widokowe, czyli tak zwane scenic view. Można tam zaparkować i zrobić kilka zdjęć. Jest ich sporo, choć niestety po drodze mija się wiele miejsc, w których takie punkty by się przydały. W każdym razie zatrzymywanie się na nich to dość istotny element podróżowania po Nowej Zelandii.

Mijanka na moście
Mijanka na moście

Zazwyczaj nie ma problemu ze stacjami benzynowymi. Ale zdarzają się – zwłaszcza na Południowej Wyspie w parkach narodowych – dość spore np. 100 i więcej kilometrowe odcinki pozbawione stacji i ogólnie szerszej cywilizacji. Dlatego lepiej nie jechać tam na pustawym baku.

Zatoki przy Picton
Zatoki przy Picton
Przeprawa promowa

Dość istotny jest transport między wyspami. Kursuje prom między Wellington na Picton, wykorzystywany często przez turystów, którzy chcą zobaczyć obie wyspy. Są dwie duże sieci, na wszelki wypadek warto zarezerwować sobie ten prom wcześniej. Przy wypożyczaniu samochodu warto jednak zweryfikować, czy dana firma pozwala nam na opuszczenie wyspy. Nie wszystkie na to pozwalają, ale nawet jeśli nie ma obostrzeń, warto się z nimi skontaktować w tej sprawie. Bo czasem okazuje się, że faktycznie samochodu nie możemy wywieść poza wyspę, a musimy go zostawić przed promem, a na drugiej wyspie odebrać inny. Myśmy dowiedzieli się o tym dopiero na miejscu, przy wypożyczaniu samochodu. Poproszono nas o podanie daty płynięcia i tyle. W terminalu oddaliśmy bilet opłacony na samochód, prosząc o zwrot (dało się bez problemu załatwić) oraz zostawiliśmy kluczki do samochodu. Okazało się, że tak to właśnie działa, tylko nikt nam o tym nie powiedział. Prom wyruszał rano, więc oddanie samochodu we wskazanym miejscu nie było możliwe, bo tam nikogo nie było. Nie wiedzieliśmy, gdzie zostawić kluczyk. Pojechaliśmy pod właściwy terminal, licząc, że tam uda się coś zrobić i dało się. Standardowa procedura, samochód zostawiamy na parkingu, kluczyk oddajemy przy nadawaniu bagażu i tyle.

Wellington z promu
Wellington z promu

Po drugiej stronie w Picton odwieźli nas do terminalu, tam poszliśmy odebrać drugi samochód. Dalej problemu nie było.

 Rejs na Południową Wyspę jest długi, bo trwa aż 3 godziny. Prom jest bardzo wygodny, jest w nim oczywiście bar, dobrze działające wi-fi, a nawet sale kinowe! U nas bujało całkiem nieźle, nawet się coś stłukło w kuchni. Widoki za burtą są ciekawe, zróżnicowane – raz jesteśmy na wodach tak szerokich, że jakby na otwartym morzu, by potem wpłynąć w wąski przesmyk pomiędzy poszarpanymi skałami.

Nowa Zelandia z lotu ptaka
Nowa Zelandia z lotu ptaka

Planując przejazd samochodem warto wcześniej zweryfikować swoje trasy i obostrzenia wypożyczalni. Niektóre zabraniają przejazdów pewnymi drogami, np. Ninety Mile Beach. Ale ta droga ma więcej wspólnego z off-roadem, niż zwykłą trasą. Druga rzecz, choć większość tras jest darmowa, istnieje dosłownie kilka, przez które przejazd jest płatny.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Podróżowanie po Nowej Zelandii
Share Button

Czechy: Praktycznie

Informacje praktyczne nt. Czech. Zweryfikowane ostatnio w czerwcu 2017.

Dojazd: Zależy od części kraju, ale zdecydowanie najwygodniej samochodem. Owszem są busy, nawet pociągi (ale np. z Wrocławia do Pragi nie ma bezpośredniego, trzeba z przesiadkami).

Wiza: Strefa Schengen, niepotrzebna.

Baza noclegowa: Wystarczająca. Co prawda w niektórych miejscach (np. okolice Czeskiej Szwajcarii) lepiej się posiłkować oddalonymi o np. 15 km miejscowościami, ale da się coś znaleźć. W okolicach letnich weekendów i różnych świąt może być trudno o wolne miejsca. Można szukać na np. Booking.

Szczepienia wymagane: Brak.

Choroby: Nic szczególnego.

Waluta: Korona czeska (CZK). W niektórych miejscach blisko granicy akceptują albo Złotówki, albo Euro.

Płatności kartą i bankomaty: W porównaniu z Polską płatności kartą nie są szeroko rozpowszechnione. W wielu miejscach się da płacić, ale nie wszędzie. Lepiej jest mieć ze sobą gotówkę.

Bankomaty powszechne.

Napiwki: Uznaje się je wręcz za oczywiste, są wyczekiwane, ale najczęściej nie są doliczane do rachunku.

Internet: Wifi powszechne, także w restauracjach.

Telefony: Unia Europejska, formalnie opłat roamingowych brak, ale firmy telekomunikacyjne szukają jak to sobie odbić.

Język: Czeski. W niektórych częściach lepiej znany jest niemiecki czy rosyjski, niż angielski. Można próbować mówić po polsku, czasem wygodniej dla rozmówców niż angielski. Zdarzają się przypadki, że sami o to proszą.

Gniazdka elektryczne: Jak w Polsce.

Samochody i transport: Coraz lepiej rozbudowana jest sieć kolejowa, jak również autostradowa, a co za tym idzie także autobusowa. Czechy jednak mają jeden istotny problem, kraj jest dość Prago-centryczny. Transport ze stolicą jest rozbudowany, ale do szybkiego podróżowania między różnymi częściami kraju najlepiej nadaje się samochód. Część dróg jest płatna za pomocą winiet, warto zweryfikować trasę pod tym kątem. Może się zdarzyć, że na trasie naszego wyjazdu płatny jest tylko niewielki fragment, który łatwo wyminąć. Ogólnie dobrze jest założyć, że dotyczą one autostrad oznaczonych literą D. To dość dobre przybliżenie. Szczegóły lepiej sprawdzić sobie wcześniej w sieci np. tutaj.

Winiety można kupić np. na stacjach benzynowych tuż za naszą granicą. Są trzy rodzaje: 10-dniowa, miesięczna i roczna.

Oznaczenia i drogowskazy: Raczej średnio zorganizowane. Są, bo są, jednak mapa/GPS daje więcej pewności. Oczywiście zależy to od miejsca.

Jedzenie wegetariańskie: Z lokalnych na pewno można kupić smażony ser z frytkami. Występuje dość powszechnie. Trudniej znaleźć knedle bez mięsa, ale też się da.

Warto przypomnieć, że jeszcze kilka lat temu, przed tak zwaną rewolucją piwną, prawie „obowiązkowym” elementem kosztowania czeskiej kuchni, były ich piwa. Koncerny wypadały dość dobrze w porównaniu z tymi z innych krajów, ale czasy się zmieniły, choć dla wielu piwo czeskie jest nadal synonimem dobrego.

Prócz piwa, Czechy słyną też z mocniejszych alkoholi, jak choćby ziołowa Beherowka .

Ludzie: W teorii mają żal do Polaków o interwencję w Czechosłowacji, czyli tak zwaną Operację „Dunaj” z 1968 roku. Czasem się o tym przypomina, ale w kontaktach z ludźmi dziś już się tego nie czuje. Jest biznes. Niektóre części Czech żyją z Polaków i to widać.

Bezpieczeństwo: Jak większość Europy Wschodniej, to raczej bezpieczny obszar. Owszem, warto zachować zdrowy rozsądek i tyle.

Klimat: Umiarkowany ciepły, na terenach górskich ostry.

Informacja turystyczna i mapy: Tego niestety nie ma za dużo. Czasem przy atrakcjach, jak w Czeskiej Szwajcarii dostaniemy bardziej folder reklamowy, niż typową mapkę.

Szlak czeski
Praktycznie
Share Button

Azerbejdżan: Praktycznie

Informacje praktyczne nt. Azerbejdżanu. Zweryfikowane w sierpniu 2017.

Dojazd: Nie ma z Polski bezpośrednich samolotów. Wizzair ma połączenie z Budapesztu. Można też lecieć np. przez Turcję. Możliwy także dojazd autobusem (np. z dworca Ortachala w Tbilisi) lub pociągiem z Gruzji.

Wiza: Konieczna, Azerbejdżan nie jest jeszcze przygotowany na tłumy turystów, ale powoli się to zmienia. Wiza jest koniecznością, ale obecnie dość łatwo jest załatwić on-line wizę elektroniczną. Dedykowany jest specjalny portal https://evisa.gov.az/en/ (uwaga: są też inne, pośredniczące, gdzie koszty są większe). Aplikację składamy przez stronę, należy dołożyć skan paszportu. Bardzo istotne jest to, by wszystko zgadzało się z danymi z paszportu, w szczególności z podpisami na dole głównej strony. Polskich liter nie wpisujemy, tylko ich łacińskie podstawowe odpowiedniki. Wiza jest płatna, a jej akceptacja trwa kilka dni. Najczęściej jest udzielana bez problemu, ale gdyby zdarzyła się najmniejsza pomyłka, to potrafią ją cofnąć. Niestety pieniądze w takim przypadku przepadają. Gdy otrzymamy wizę, należy ją wydrukować. Kartka będzie konieczna zarówno przy wjeździe do Azerbejdżanu jak i wyjeździe. Gdyby ktoś potrzebował szerszego wyjaśnienia, co trzeba wpisać na stronie (po polsku) polecamy tę stronę: Velozone.net

Wiza jest promesą wjazdu. Jednak, gdyby przypadkiem w paszporcie znalazły się pieczątki świadczące o wizycie w Górskim Karabachu, to wjazd może być problemowy. Armenii nie lubią, ale pieczątki armeńskie raczej nie blokują wjazdu, choć mogą powodować pytania.

Baza noclegowa: Baku jest nazywane małym lub drugim Dubajem, jest mnóstwo wspaniałych (i drogich hoteli). Jednak, podobnie jak w . w Gruzji, warto skorzystać z ofert pensjonatów (guesthouse). Raz, że jest to tańsze, dwa pozwala lepiej poznać Azerów.

Szczepienia wymagane: Wymaganych brak. Zalecane WZA, WZB itp.

Choroby: WZA, czyli choroba brudnych rąk. Woda z miejskich wodopojów bezpieczna do picia.

Waluta: (Nowy) Manat Azerski (AZN). W teorii waluta jest niewymienialna poza Azerbejdżanem, ale w Gruzji na przykład na dworcu w Tbilisi można ją kupić czy sprzedać. Formalnie obowiązuje zakaz wywożenia manatów za granicę, ale nie jest w żaden sposób weryfikowany. W Azerbejdżanie dość powszechnie obecni są cinkciarze. Wartość manata jest dość mocno sterowana przez państwo, więc w każdej chwili może być dewaluowana, stąd ludzie chętniej oszczędzają np. w dolarach amerykańskich.

Płatności kartą i bankomaty: W centrum Baku problemów z bankomatami nie ma. W pozostałych miejscach niestety ciężej je znaleźć. Płatność kartą to również nie jest standard. W niektórych miejscach turystycznych istnieje już taka możliwość, jednak bez gotówki zwiedzanie Azerbejdżanu jest dość ciężkie.

Napiwki: 10 % doliczane do rachunku.

Internet: Azerbejdżan to kraj olbrzymich różnic między najbogatszymi a najbiedniejszymi. Dostęp do sieci także bywa zróżnicowany. W niektórych hotelach, czy restauracjach jest wi-fi, ale nie jest to standard. W centrum Baku można natknąć na darmowe hotspoty, ale tylko dla osób, które mają lokalną kartę SIM.

Telefony: Roaming dość drogi.

Język: Azerski, rzadziej turecki. Starsze pokolenie prawie w całości zna rosyjski. Młodsze trochę lepiej angielski.

Gniazdka elektryczne: Jak w Polsce.

Samochody i transport: Słabo rozwinięte są połączenia kolejowe, lepiej autobusowe, ale najlepiej taksówki i samochody. Benzyna jest tu dość tania (litr kosztuje mniej niż 1 manat), stąd poruszanie się samochodem wydaje się być efektywne. Niemniej jednak sposób jeżdżenia Azerów jest podobny jak na całym Bliskim Wschodzie. Trzeba mieć oczy szeroko otwarte i stosować cały czas zasadę ograniczonego zaufania. Reszta jest dość umowna.

Oznaczenia i drogowskazy: O ile centrum Baku jeszcze jest oznaczone, o tyle cała reszta albo wcale, albo w bardzo niewielkim stopniu. Zdecydowanie najlepszy sposób to GPS.

Jedzenie wegetariańskie: Kuchnia azerska jest dość mięsna, ale ma wiele naleciałości z Turcji czy innych krajów Bliskiego Wschodu. Więc można spokojnie znaleźć np. zupę z soczewicy, czy frytki i jakieś surówki, a także omlety (choć to bardziej jajecznica np. z pomidorami), wśród dań kuchni lokalnej.

Ludzie: Na pierwszy rzut oka dość zdystansowani, nie uśmiechający się, żeby nie powiedzieć urzędnicze. Jednak to właściwie tylko jedna z trzech grup. Druga to oczywiście naganiacze, których jest tu spora. Trzecia to bardzo otwarci Azerowie, którzy sami chętnie oferują pomoc. Są bardzo dumni ze swojego kraju, zachwalają go (czasem aż za bardzo), interesuje ich, co nas skłoniło do wizyty.

Bezpieczeństwo: Najtrudniej przejść przez ulicę. W niektórych rejonach są też problemy z naganiaczami, ale poza tym to raczej bezpieczny kraj.

Klimat: W przeważającej części kraju klimat podzwrotnikowy suchy. Wilgotny na Nizinie Lenkorańskiej, a więc na południowej części wybrzeża Morza Kaspijskiego. Baku zaś leży na Półwyspie Apszerońskim, jednym z najbardziej suchych regionów kraju.

Informacja turystyczna i mapy: Punkty informacji to raczej nowość w Azerbejdżanie, dopiero się rozwijają. Najlepszą informacją są sami Azerowie, w szczególności jeśli wybierzemy jakiś pensjonat, to będą czuli się zobowiązani pomóc, doradzić, zorganizować, a czasem nawet pokazać coś.

Szlak azerski
Informacje praktyczne
Share Button

Podróżowanie po Gruzji i Azerbejdżanie (samochodem na własną rękę)

Jak to bywa z wieloma krajami wschodu, o tym, że po Gruzji jeździ się źle, słyszeliśmy wcześniej. Jednak mając już pewne doświadczenia (tu zwłaszcza Jordania się kłania), okazuje się, że nie taki diabeł straszny. Gruzja na własną rękę da się zrobić. Azerbejdżan też.

Widoki na drodze w Gruzji
Widoki na drodze w Gruzji

Gruzja na własną rękę samochodem

Przede wszystkim należy rozróżnić dwie rzeczy: jeżdżenie po miastach i trasy poza nimi. W miastach jest oczywiście tłoczniej, ruch jest utrudniony, samochody się wciskają, wymuszają pierwszeństwo, piesi próbują przemykać się przez drogi. Ogólnie to jednak dużo trudniej właśnie przejść przez ulicę, niż przez nią przejechać. Najgorzej oczywiście jest w Tbilisi, co nie jest dziwne, to największe miasto w kraju.

Wymijanie krów
Wymijanie krów

Dużo bardziej interesujące, ale też i spokojniejsze, jest podróżowanie po terenach otwartych. Ruch (nie licząc oczywiście autostrad) jest mniejszy. Drogi są różnie oznaczone, nawierzchnia też miejscami jest dość umowna. Choć oczywiście starają się to naprawiać. Natomiast jedną z największych ciekawostek Gruzji jest to, że bydło domowe, czyli przede wszystkim krowy, rzadziej konie czy świnie lub inne zwierzęta, chodzą sobie samopas. Wiedzą, gdzie jest ich obora i same do niej wracają na noc. W dzień zaś samodzielnie szukają pożywienia, czasami na polach, czasami na drodze. Ma to dwie bardzo zauważalne reperkusje. Po pierwsze większość ogródków czy pól znajduje się za płotami, tak by „szkodniki” nic nie wyżarły. Z drugiej strony zwierzęta te niejednokrotnie wychodzą na drogi i potrafią je blokować, choćby kładąc się na samym środku jezdni. Częściej jednak się je mija, zwłaszcza rano lub pod wieczór. Przemierzając Gruzję jest to praktycznie nieodzowny obraz, pojawiający się przy większości wiosek. Z tym, że w porównaniu do wspominanej Jordanii (i rzadziej Maroka), bydło zazwyczaj chodzi samo, bez pasterzy.

Górska droga we mgle
Górska droga we mgle

Jak nie krowy to kapliczki

Druga również bardzo charakterystyczna dla Gruzji rzecz to kapliczki na drogach. Stawiane są tam, gdzie ktoś zmarł w wypadku, czyli podobnie jak u nas. Są one jednak specyficzne, gdyż w wielu z nich (nie we wszystkich) jest poczęstunek dla tych, którzy się zatrzymali i wspominają zmarłego. Taka lokalna tradycja, choć zwyczaj ten jest też znany w niektórych innych krajach prawosławnych. Warto się zatrzymać przy takiej kapliczce, by zobaczyć, co w ogóle jest w nich wkładane. Często jest zdjęcie zmarłego. No i zazwyczaj powinna być czacza, czyli gruziński bimber/wódka. Inni kierowcy zgodnie ze zwyczajem powinni zatrzymać się i wypić kielicha za pamięć zmarłego. Poza tym często znajdziemy też inne napoje (wodę albo jakieś gazowane), słodycze czy przekąski. Bywają „zagrabione” choćby przez mrówki lub rozpuszczone (Snickers w temperaturze ponad 30 stopni długo nie zachowa swojej konsystencji).

Kapliczka
Kapliczka

Przy drodze możemy też znaleźć (znów, podobnie jak w Jordanii) wiele kramów. Czasem sprzedają na przykład arbuzy z samochodu, czasem chleb lub miód, a czasem jeszcze inne rzeczy.

Przydrożny handel
Przydrożny handel

Należy także uważać na turystów. Ci również potrafią zatrzymywać się na drodze i robić zdjęcia, czasem zapominając o zdrowym rozsądku i zasadach bezpieczeństwa.

Świnia z drewnianym trójkątem, by było łatwiej ją złapać
Świnia z drewnianym trójkątem, by było łatwiej ją złapać

Azerbejdżan

Jazda po samym Azerbejdżanie jest jeszcze bardziej „dzika” i pozbawiona reguł, w szczególności w miastach. Tam warto zwrócić uwagę, że nawet kierunkowskazy są tylko sugestią. Jeśli chce się wyjechać np. z zatoczki na ulicę, dając kierunkowskaz nikt nas nie wpuści. Trzeba otworzyć okno i pokazać ręką, że się wyjeżdża, wtedy szanse mocno wzrastają.

Krowa wypoczywająca na drodze
Krowa wypoczywająca na drodze

Poza Baku jest łatwiej, głównie ze względu na mniejszą liczbę samochodów. Nawet na autostradzie można sobie trochę poczekać, by zakręcić.

Okolice Baku
Okolice Baku

W Azerbejdżanie raczej nie spotkamy zbyt wielu kapliczek, to nie ta kultura. Trochę bardziej też pilnują swojego bydła.

Azerskie bezdroża
Azerskie bezdroża
Szlak gruziński
Podróżowanie po Gruzji i Azerbejdżanie
Szlak azerski
Podróżowanie po Gruzji i Azerbejdżanie
Share Button

Grecja i Kreta: Praktycznie

Informacje praktyczne nt. Grecji. Zweryfikowane ostatnio we wrześniu 2017.

Dojazd: W teorii można samochodem, przynajmniej do części kontynentalnej. Przez lata najpopularniejszym środkiem transportu były autokary, obecnie najwygodniej samolotem. Tanie linie latają do wielu miejsc w Grecji, podobnie jest z czarterami.

Wiza: Strefa Schengen, niepotrzebna.

Baza noclegowa: Rozbudowana. Mają  zarówno typowe ośrodki wypoczynkowe, jak i masę innych miejsc noclegowych o bardzo zróżnicowanym standardzie.

Szczepienia wymagane: Brak.

Choroby: Nic szczególnego, choć warto zwrócić uwagę na to, że występują tam czasami komary tygrysie przenoszące dengę i gorączkę Zachodniego Nilu. Ryzyko zarażenia się jest niewielkie, ale nie zerowe.

Waluta: Euro (EUR). Choć co pewien czas słychać o możliwości powrotu do drachmy. Sami Grecy jednak się do tego nie palą. Jeśli nic się nie wydarzy, nie ma czym się przejmować.

Płatności kartą i bankomaty: Kartą powinniśmy móc zapłacić w większości sklepów, restauracji czy hoteli. Jednak wiele wejściówek czy biletów można kupić jedynie za gotówkę. Dodatkowo bywa tak, że terminale nie działają.

Bankomaty powszechne w miastach. Jednak, warto mieć zapas gotówki. W teorii jest jeszcze potencjalnie niestabilna sytuacja z możliwością blokowania bankomatów, ale jak pisaliśmy wyżej, na razie raczej nie ma czym się przejmować.

Napiwki: Doliczane do rachunku. Czasem jako dodatkowa pozycja (np. chleb przed jedzeniem czy woda).

Internet: Wifi niby jest, ale w wielu miejscach w Grecji bywa w ogóle problem z siecią telefoniczną czy Internetem. Trzeba brać pod uwagę to, że Grecja jest bardzo różnorodna i różnie rozwinięta. Inaczej jest na Krecie, inaczej na mniejszych wyspach, inaczej w Atenach a jeszcze inaczej gdzieś w górach.

Telefony: Unia Europejska, formalnie roamingu brak, ale trzeba pamiętać, że dzwoniąc na lokalne numery płaci się jak za międzynarodowe. Na wyspach (np. na Krecie) w wielu miejscach nie ma zasięgu.

Język: Grecki, ale osoby pracujące w turystyce (także w restauracjach, czy sklepach) płynnie mówią po angielsku. Poza turystyką może być problem z językami obcymi.

Gniazdka elektryczne: Jak w Polsce.

Samochody i transport: Jest wiele lokalnych linii autobusowych. Na Krecie np. KTEL (taki nasz PKS), na kontynencie też, ale tam jest więcej możliwości. Zapewniają one dość wygodne połączenie. Podobnie jest z promami. Minusem tych sieci są najczęściej sztywne godziny połączeń, często dostępne np. raz dziennie. Dotyczy to zwłaszcza połączeń do oddalonych miejsc, do których uczęszczają turyści. W ten sposób niestety tworzy się na miejscu sztuczny tłok. Dla Greków taka sytuacja jest oczywiście wygodna i pod tym względem organizacja jest na bardzo dobrym poziomie.

Gdyby ktoś chciał samodzielnie podróżować, to pozostaje samochód. Np. na Krecie ruch w miarę spokojny, często nawet dość leniwy. Grecy jeżdżą samochodami na spacery poruszając się z prędkością 30-40 km na godzinę, co może powodować korki. Oczywiście nie można takiego zachowania spodziewać się np. w Atenach.

Podróżowanie po kontynencie i wyspach jest też możliwe dzięki lokalnym biurom. One organizują dojazdy do najważniejszych punktów (wycieczki cało i więcej dniowe), zarówno autokarami, busami jak i statkami wycieczkowymi.

Oznaczenia i drogowskazy: Miejsca oblegane przez turystów są  oznaczone, także w łacińskiej transkrypcji. Nie zawsze drogowskazy są na same ważne punkty, ale na np. pobliskie hotele, które podkradają nazwę. O ile na Krecie to się sprawdza, o tyle w Atenach, gdzie jest większa konkurencja jeśli chodzi o różne lokalne, już nie, więc z oznaczeniami jest dużo gorzej. Niemniej jednak jak są, to te turystyczne zawsze mają transkrypcję.

Jedzenie wegetariańskie: Chyba najsłynniejsza jest sałatka grecka i ser feta. Ale mają tu tego więcej. Dużo potraw jest opartych na cieście i serze. Trochę to przypomina skrzyżowanie kuchni włoskiej z bardziej wschodnią.

Ludzie: Spokojni, dobrze nastawieni do turystów, ale nie nachalni. Co ważniejsze, obecnie w turystyce naprawdę pracowici.

Bezpieczeństwo:  Stosunkowo bezpiecznie. Wbrew wielu doniesieniom o problemach z imigrantami, Grecy doskonale zdają sobie sprawę jak to wpłynęłoby na turystykę, więc problemy mają pod kontrolą. Np. na Krecie, gdzie niby wg mediów jest wielu imigrantów problem nie był zauważalny.

W Atenach trzeba uważać na doliniarzy i drobną przestępczość.

Klimat: Śródziemnomorski. Najlepszy okres kwiecień – czerwiec (ciepło, ale jeszcze znośnie). Najgorzej jest w sierpniu, raz ze względu na upał, dwa: Grecy mają wtedy wakacje.

Informacja turystyczna i mapy: Dużo tego nie ma, bo zbyt wiele firm żyje z turystyki. Jest masa wycieczek objazdowych, rejsów i innych atrakcji. Najłatwiej więc pytać kogoś na przykład z obsługi hotelu.

Szlak Grecja
Informacje praktyczne
Share Button

Gruzja: Praktycznie

Informacje praktyczne nt. Gruzja. Zweryfikowane w sierpniu 2017.

Dojazd: LOT lata do Tbilisi, Wizzair do Kutaisi, to chyba najlepsze połączenia. Można szukać też innych linii z przesiadkami. Dotarcie w inny sposób raczej wymaga więcej czasu.

Wiza: Formalnie nie jest to kraj strefy Schengen, ani Unii Europejskiej, ale bardzo chciałby być. By podkreślić swoją europejskość, Gruzini nie wymagają od członków UE paszportów, wystarczy dowód osobisty. Jednak zwłaszcza jakbyśmy chcieli z Gruzji jechać do Azerbejdżanu czy Armenii, to paszport będzie konieczny.

Baza noclegowa: Rozbudowana ze względu na dużą liczbę pensjonatów. To chyba najlepsze, co można wybrać do spania w Gruzji. Właściciele bardzo często są zaangażowani w przyjmowanie gości, gościnność jest cechą Gruzinów. Czasem potrafią zorganizować dodatkowe atrakcje, jak np. degustację domowego wina (istnieją pensjonaty połączone z winiarniami), czy jakiś innych przysmaków. Można ich szukać na Booking.com.

Szczepienia wymagane: Wymaganych brak. Zalecane WZA, WZB itp.

Choroby: WZA – „choroba brudnych rąk”, więc raczej nic specjalnego. Wodę z kranu i miejskich źródeł można bezpiecznie pić.

Waluta: Lari (GEL).

Płatności kartą i bankomaty: Bankomaty dostępne w większych miastach. Płatności kartą, bywają, choćby na większych stacjach benzynowych. Jednak nie jest to standard, należy mieć ze sobą pieniądze.

Napiwki: 10 % doliczane do rachunku.

Internet: W zależności od lokalu, hotelu różnie. Czasem jest wifi, a czasem nie, albo w ogóle nie działa. Dość łatwo i tanio jest kupić kartę SIM, która ma np. 2 GB LTE do wykorzystania przez 2 tygodnie. Da się to zrobić choćby na lotnisku. Pozwala to w łatwy sposób uniezależnić się od Wifi.

Telefony: Roaming dość drogi, kraj poza Unią.

Język: Gruziński, powszechnie znany jest też rosyjski (choć niekoniecznie przez najmłodsze pokolenie). Z angielskim bywa różnie. Powoli staje się popularniejszy, ale potrzeba na to jeszcze wielu lat.

Gniazdka elektryczne: Jak w Polsce.

Samochody i transport: Koleje, czy autobusy średnio rozwinięte. Najłatwiej podróżować marszrutkami, których jest tu mnóstwo i stanowią podstawowy środek transportu, tak w miastach, jak i poza nimi. Jazda samochodem także możliwa, w Tbilisi bardziej wymagająca, ale w pozostałych częściach kraju jest łatwiej. Choć dziko jak na europejskie standardy, ale nie tak strasznie jak np. w krajach arabskich. Policji dużo, ale najczęściej łapią Rosjan. Na trasie podstawowy problem to zwierzęta na drodze.

Oznaczenia i drogowskazy: Na drogach prawie zawsze oznaczenia mają transliterację łacińską. Samo oznakowanie średnie. Nie raz nie ma informacji, gdzie skręca szlak na rozdrożu. Lepiej jest w okolicach Mestii, gdzie faktycznie dość mocno starają się rozwijać turystykę.

Jedzenie wegetariańskie: Kuchnia gruzińska jest dość tłusta, oparta tak na mięsie jak i na serach, pełna potraw mącznych, więc można sobie coś wybrać. Z lokalnych rzeczy bez problemu można znaleźć placki – chaczapuri, także w wersji wegetariańskiej, czy gruzińskie pierożki – chinkali. Te najczęściej są z mięsem, ale bywają też np. z ziemniakami czy serem. Są także dania z czerwonej fasoli. To także kraina win, czasem można się załapać na wine tour lub degustację z przydomowych winnic.

Ludzie: O Gruzinach mówi się bardzo wiele dobrego. Przede wszystkim lubią Polaków i to widać. Są też bardzo gościnni i pomocni. Niektórzy piszą o zapraszaniu na uczty i częstowaniu alkoholem. Zdarzają się takie sytuacje, ale w normalnym życiu aż tak dobrze nie jest. Choć częstowanie alkoholem nam się przydarzyło, ale to był pojedynczy przypadek. Przede wszystkim jednak Gruzini są bardzo pomocni, nawet jeśli nie znają języka (z angielskim jest słabo), to starają się jakoś dogadać i pomóc.

Bezpieczeństwo: Pomijając przejścia dla pieszych, najbardziej niebezpieczne są góry, gdzie zarówno można czasem natknąć się na żmije, czy pół dzikie psy, jak i zrobić sobie coś na szlaku. Niestety ratownictwo górskie jest słabo rozwinięte, więc lepiej przy cięższych podejściach mieć trochę większą grupę. Zaś w niektórych rejonach Gruzji psy pasterskie są dość niebezpieczne, więc jeśli widzimy stado owiec, kóz czy nawet krów, lepiej je omijać szerokim łukiem. Może się zdarzyć tak, że zaatakują nas psy, zanim zauważy to pasterz. W miastach również chodzą pół dzikie psy, ale te zazwyczaj niebezpieczne nie są i zwyczajnie żebrzą.

Klimat: Zróżnicowany ze względu na urozmaiconą rzeźbę terenu: mamy tu zarówno wysokie góry, morskie wybrzeże, jak i wyżyny; raczej podzwrotnikowy z mocno odczuwalną piętrowością klimatyczną.

Informacja turystyczna i mapy: Choć Gruzja jest turystyczna, to jednak kwestie informacyjne muszą być tam jeszcze rozbudowane. Najlepiej wygląda to w okolicach Mestii, gdzie faktycznie stawia się na rozwój turystyki. W większych miastach (jak np. Tbilisi) można bez problemu kupić wiele wycieczek od małych firm, czy osób prywatnych. Wszystko zorganizują. O Gruzji jest też mnóstwo literatury, a także cały portal poświęcony Kaukazowi – Kaukaz.pl.

Ciekawe? Jeśli tak, przejrzyj szlak gruziński.

Szlak gruziński
Informacje praktyczne
Share Button

Nowa Zelandia: Praktycznie

Informacje praktyczne nt. Nowej Zelandii. Zweryfikowane ostatnio w listopadzie 2017.

Dojazd: Właściwie tylko i wyłącznie samolot (ew. można próbować dożeglować). Obecnie nie ma żadnych bezpośrednich połączeń z Polski. Najlepiej szukać przesiadki w Zatoce Perskiej lub wschodniej i południowej Azji.

Wiza: 90-dniowa do dostania za darmo na lotnisku. O ile procedura wizowa nie jest w żaden sposób skomplikowana, o tyle kontrola celna jest dość szczegółowa i trwa. Nie chodzi tu o przemyt, ale przede wszystkim zakaz wwożenia jedzenia, roślin i pewnych produktów zwierzęcych i roślinnych. Kontrolowane (i czasem nawet czyszczone) są buty trekkingowe, czy namioty.

Baza noclegowa: Na wyspie północnej jest dość rozbudowana. Na południowej jest zdecydowanie gorzej, ale blisko ośrodków turystycznych nie będzie problemu. Należy zwrócić uwagę na to, że zamiast sieci hotelowych jest tu bardzo wiele moteli. Większość z nich jest wyposażona  w kuchnię. W Nowej Zelandii jest też wiele miejsc, w których można spać w namiotach (także wewnątrz parków narodowych). Gorzej ma się sprawa z camperami, nie wszędzie można się nimi zatrzymać. W przypadku wyboru tego środka transportu warto wcześniej sprawdzić sobie lokalizację odpowiednich kempingów. Wyszukiwarka kempingów znajduje się tutaj. Hoteli także backpackerskich, pensjonatów itp. można szukać np. na Booking.com.

Szczepienia wymagane: Brak.

Choroby: Nic szczególnego.

Waluta: Dolar Nowozelandzki (NZD).

Płatności kartą i bankomaty: Płatności kartą mocno rozpowszechnione, także paypass. W większości miejsc nie mieliśmy z tym problemów.

Napiwki: Brak zwyczaju.

Internet: Dość rozpowszechniony, większość knajp ma darmowe wifi. W hotelach i noclegach też często jest, gorzej z jego jakością.

Telefony: Choć roaming działa, zwłaszcza w parkach czy przy zwiedzaniu cudów natury często nie ma zasięgu. Jeśli chcemy kupić lokalną kartę SIM lepiej unikać sieci Spark. Ma słaby zasięg. Lokalne karty SIM najczęściej umożliwiają darmowe połączenia do wybranych krajów Europy i nie ma wśród nich Polski.

Język: Oficjalnie angielski, ale zdecydowanie wersja bardziej lokalna. Coraz więcej jest też maoryskiego. Używa się go przy powitaniach – „Kia Ora”, ale też w nazwach własnych, raczej nie przy komunikacji.

Gniazdka elektryczne: Typ australijski/chiński. Niestety w przeciwieństwie do Chin tu najczęściej trzeba korzystać z przejściówki.

Wtyczka typu australijskiego/chińskiego

Samochody i transport: To kraj, który jest zorganizowany tak, by wspierać transport samochodowy. Jest dużo miejsc do parkowania, poza największymi miastami najczęściej darmowych. Owszem, istnieją linie autobusowe, ale najwygodniejszy sposób poruszania się po kraju to wynajęty samochód. Formalnie wymagają międzynarodowego prawa jazdy. Można je u nas zdobyć w urzędzie, płacąc około 35 PLN, jeśli posiada się już ważne, zwykłe. Czasem da się wypożyczyć samochód bez tego prawa, ale podobno policja nie patrzy na to dobrze. Tą widać na drogach, szczęśliwie nas nie zatrzymała. I warto trzymać się ograniczeń.

Istnieje też transport kolejowy, ale bardziej stanowi on atrakcję i są to trasy widokowe. Nie pokrywa całej Nowej Zelandii.

Na dalsze odległości warto rozważyć przelot samolotami. Działa tu między innymi tania linia JetStar.

Między wyspami kursuje prom.

Oznaczenia i drogowskazy: Turystyka jest bardzo ważną gałęzią przemysłu Nowej Zelandii, więc wszelkie oznaczenia są dobre i bardzo dobre. Trudno się zgubić.

Jedzenie wegetariańskie: Kuchnia lokalna właściwie nie istnieje, oczywiście poza pokazami Maorysów. Większość to pseudo-angielskie pożywienie, trochę w lokalnym wydaniu.  Burgery wegetariańskie są tu dość popularne i łatwo je znaleźć. W Nowej Zelandii mieszka też duża liczba Azjatów, stąd także ich kuchnia jest widoczna.

Warto spróbować tutejszego złotego kiwi. Jest słodsze i delikatniejsze w smaku od tego, które sprowadzane jest do Polski.

Ludzie: Nowozelandczycy określają siebie mianem Kiwi. Są otwarci i uśmiechnięci, no i pomocni, jeśli jest taka potrzeba. Lubią sobie żartować o Australijczykach, ale jak sami twierdzą, to takie relacje jak w rodzeństwie.

Bezpieczeństwo:  Kraj Kiwi jest zdecydowanie bezpieczny. Nie ma tu konfliktów,  niebezpiecznych zwierząt, przestępczość też jest stosunkowo niska. Są oczywiście czynne wulkany, gorące źródła, osuwiska skalne, wysokie klify, ale jeśli stosujemy się do zasad bezpieczeństwa, zazwyczaj nie ma czego się obawiać.

Nowozelandczycy bardzo boją się skażenia środowiska grzybami i innymi patogenami. Dlatego w parkach narodowych nie można schodzić ze ścieżek, żeby niczego nie nanieść.

Klimat: Podzwrotnikowy-umiarkowany.  Występują tam cztery pory roku. Lato (od grudnia do lutego), jesień (od marca do maja), zima (od czerwca do sierpnia) i wiosna (od września do listopada). Lato to szczyt sezonu. Dobrym okresem do przyjazdu jest późna wiosna (czyli listopad), albo wczesna jesień (marzec). Niezależnie od daty przyjazdu, trzeba ubrać się na wszystkie pory roku: w Nowej Zelandii tropikalny las deszczowy podchodzi aż pod lodowiec, w jaskiniach i podczas rejsów po fiordach też jest zawsze zimniej.

Informacja turystyczna i mapy: Punkty informacyjne są zarówno w rezerwatach, jak i miastach. Bardzo łatwo o foldery reklamowe, często są wystawione w hotelach i  motelach . Gorzej z mapami miast, ale tam najczęściej wystarczają lokalne oznaczenia. Dużo na temat kraju można znaleźć na oficjalnej stronie – http://www.doc.govt.nz/.

Jeśli podobał Ci się wpis, zobacz inne na szlaku nowozelandzkim.

Szlak nowozelandzki
Informacje praktyczne
Share Button