Nerja

Costa Del Sol, czyli hiszpańskie słoneczne wybrzeże to miejsce, które z pewnością przyciągnie wielu plażowiczów. Znajduje się tu kilka kąpielisk i ośrodków turystycznych, jak choćby Malaga, ale też Nerja. Nas do Nerji przyciągnęło coś innego. Jaskinie Cueva de Nerja rozciągajce się w górach Sierra de Almijara.

Costa Del Sol w okolicy Nerji
Costa Del Sol w okolicy Nerji

Cueva de Nerja – jaskinie

Cały kompleks jaskiń jest dość spory, ale niestety nie zawsze jest możliwość zwiedzania go w całości. Jest podzielony na części i w zależności od wilgotności, pogody i innych parametrów są one udostępniane turystom do zwiedzania. Jaskinie są spore i w dodatku oświetlone. Zwłaszcza w pierwszej części nie ma żadnego przeciskania. Można tu oglądać bardzo ciekawe nacieki – stalaktyty i stalagmity, ale jeszcze ciekawsza jest historia. Pomijając fakt, że to piękno natury, to także jedna z najstarszych siedzib ludzkich. Pierwotne osadnictwo sięga tu 25 tysięcy lat przed naszą erą. Stałe jest o cztery tysiące lat młodsze.

Jaskinie Nerja
Jaskinie Nerja

Po tych ludziach niewiele tu zostało. Ale wchodząc do jaskiń przechodzi się przez małe muzeum, więc jest szansa zgłębić temat. Niby głębiej są malowidła naścienne, ale ta część przynajmniej podczas naszej wizyty, była zamknięta dla zwiedzających.

Jaskinie Nerja
Jaskinie Nerja

Do jaskiń, podobnie jak do Nerji, najlepiej dotrzeć samochodem. Dojazd jest dość dobrze oznaczony. Parking też jest wystarczający. Dla osób niezmotoryzowanych, zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem będzie tu transfer z lotniska w Maladze. Można go załatwić na oficjalnej stronie. Tam też są aktualne godziny otwarcia.

Jaskinie Nerja
Jaskinie Nerja

Jaskinie nie zabiorą dużo czasu. Niemniej jednak to kolejne z miejsc, w którym warto się zatrzymać. Tak by obejrzeć cud przyrody, ale też zobaczyć, gdzie kształtowała się wczesna ludzka cywilizacja. No a jak ktoś ma więcej czasu, to z pewnością plaże w okolicy są otwarte. Zaś podobnie jak w przypadku niektórych innych odkryć archeologicznych, wnętrze jaskini zostało odkryte przypadkiem. 12 stycznia 1959 grupa chłopców zagłębiła się tu by szukać nietoperzy, znaleźli coś niesamowitego, z czego nie zdawali sobie sprawy.

Szlak hiszpański
Nerja
Share Button

Podróżowanie po Malcie, nie tylko filmowe

Malta bez wątpienia jest swoistym zagłębiem filmowym. Dwa najbardziej znane obrazy związane z Maltą to oczywiście „Sokół maltański” (The Maltese Falcon) Johna Hustona z 1941 oraz „Popeye” (1980 r.) Roberta Altmana z Robinem Williamsem w roli głównej . Pierwszy film w ogóle nie był kręcony na Malcie i tak prawdę mówiąc nie jest z nią w żaden sposób związany, z wyjątkiem McGuffina, którym jest sokół maltański. To nie ptak, a złota statuetka. To posążek, jaki joannici ofiarowywali wicekrólowi Sycylii jako coroczną daninę w zamian za przekazanie im wyspy. W teorii dziś już z Maltą ma to niewiele wspólnego. Jednak warto zauważyć, że Maltańczycy się tym nie przejmują. Można tu znaleźć nawet centrum sokolnictwa, gdzie jest szansa zobaczyć sokoły z Malty. Sam film z Humphreyem Bogartem należy do klasyki czarnego kryminału. Bazuje na powieści Dashiella Hammetta i co ciekawe, był ekranizowany nie raz. Pierwsza wersja pochodzi z 1931, a ostatnia z 1981. Żadna jednak nie zdobyła takiej sławy jak ten z Bogartem.

Trzy miasta
Trzy miasta

Wioska Popeye’a i inne atrakcje

Akcja „Popeye’a” nie dzieje się na Malcie, ale tu nakręcono ten film. Mało tego, zbudowano całą wioskę Popeye’a, która ostała się do dziś. Jest to obecnie atrakcja turystyczna, płatna i zdecydowanie bardziej nastawiona na dzieci, niż fanów filmu. Jest to jedno z wielu takich miejsc na wyspie, czyli kolejna atrakcja.

Trzy miasta
Trzy miasta

Niektóre miejsca, jak Czerwona Twierdza mogą kojarzyć się z filmami, ale ta nazwa to koincydencja.

Czerwona Twierdza
Czerwona Twierdza

 Na Malcie powstały też wspomniana już „Troja” (Troy) Wolfganga Petersena, ale również część scen do „Gladiatora” Ridleya Scotta, czy „Wyspy piratów” (Cutthroat Island) z Geeną Davis z 1995. Maltański Instytut Filmowy chwali się listą ponad 150 obrazów. O niektórych wspominaliśmy przy okazji innych wpisów. Mało tego, podobnie jak to miało miejsce z „Grą o tron”, można też znaleźć całodniowe wycieczki szlakiem filmowym po Malcie. W takim przypadku najczęściej organizatorzy są w stanie odebrać nas z hotelu, a potem przywieźć z powrotem. My się jednak na to nie zdecydowaliśmy, spróbowaliśmy swoich własnych sił.

Zatoka św. Pawła
Zatoka św. Pawła

Mosta

Malta to nie tylko filmy i turystyka. To także szlak pielgrzymek religijnych. Święty Paweł spędził tu trzy miesiące. Jego kult nadal jest istotny w tym kraju. Zresztą skoro wyspa należała kiedyś do zakonu joannitów, to do dziś pozostała mocno katolicka. Mówi się, że jest tu kościołów tyle, że codziennie w którymś odbywa się odpust, co nie jest dalekie od prawdy. Wg Wikipedii jest tu 359 kościołów. Są to często bardzo ładne świątynie, bogate, zadbane. W wielu toczy się życie lokalnej społeczności. Ludzie są dumni ze swojej parafii i zwłaszcza w mniej uczęszczanych miejscach, cieszą się, gdy ktoś ją zwiedza. Choć nie zawsze wszystko jest otwarte i nastawione na zwiedzanie. Z kościołów poza Vallettą, warto zatrzymać się w Moście ze względu na wspaniałą kopułę, jedną z największych w Europie. Zresztą przy dobrej widoczności Mosta jest widoczna przy lądowaniu czy startowaniu samolotu.

Mosta
Mosta

Poza kościołami kult Świętego Pawła jest związany z zatoką świętego Pawła. Dziś jest tam więcej turystów, ale pątnicy również tam przybywają. Spacerują nadbrzeżem. Bez wątpienia jest to jedna z lżejszych pielgrzymek.

Mosta
Mosta

Sliema i St. Julians

Malta jest rajem dla turystów, ma mnóstwo atrakcji różnego rodzaju. Przyrodniczych, historycznych, ale też takich, które mają sprawić ludziom frajdę. Choćby możliwość pływania w basenie z delfinami, czy mnogość klubów, głównie w Sliemie i St. Julians. Jednak obowiązuje tu jedna niepisana zasada, której Maltańczycy się mocno trzymają. Nie wszystko na raz, zwiedzać trzeba wolniej, tak by zawsze było coś jeszcze do zobaczenia. Może następnego dnia, a może przy następnej wizycie. Bez wątpienia, nie lubią tu intensywnego zwiedzania. Zresztą nawet podróżując po wyspie, znajdziemy wiele miejsc, w których warto się zatrzymać tylko po to, by podziwiać widoki. Może nie wszędzie się da i nie zawsze jest to bezpieczne, acz w trasie robiliśmy wiele postojów. Maltańczycy chyba są do tego przyzwyczajeni i traktują turystów ulgowo.

Nocne życie - Sliema
Nocne życie – Sliema
Szlak maltański
Podróżowanie po Malcie
Share Button

Al-Karak

Jedną z atrakcji Jordanii są zamki pustynne. Ale to nie jedyne zamki, które warto zobaczyć. Karak, Kerak albo Al-Karak (arab. الكرك), choć oczywiście oznaczenia na trasie są bardzo różne, to pozostałość po krzyżowcach, którzy bronili się tu przed Saladynem. Zresztą to on go zdobył. To dobre miejsce na krótką przerwę w drodze do Petry, także dlatego, że można tu zobaczyć zupełnie inną Jordanię. Bardziej europejską. Zamek ten jest bardzo podobny do tego, co się ostało u nas. Nic dziwnego, budowano go według tej samej szkoły. Jednocześnie, gdy porówna się go z budowlami rzymskimi czy nabatejskimi, dobrze obrazuje pewien regres cywilizacyjny, który tu nastąpił. I co tu dużo mówić, średniowieczny zamek krzyżowców to jeszcze budowla zaawansowana. Gdy porównamy go z niektórymi dużo późniejszymi, pustynnymi zamkami arabskimi, on wciąż sprawia wrażenie nie tylko potężniejszego, ale i stworzonego dzięki użyciu nowocześniejszej techniki.

Al-Karak
Al-Karak

Al-Karak zamek krzyżowców

Sama lokalizacja Karaku sprawia, że jest to miejsce bardzo ładne. Tak jak się patrzy na nie z dołu, jak i gdy z spogląda się z murów na rozległą panoramę.

Al-Karak
Al-Karak

W zamku formalnie nie ma przewodników, ale przynajmniej w okresie, w którym my tu byliśmy, nie ma też dużego zainteresowania turystów. Efekt jest taki, że przewodnicy chwytają się każdej okazji, dość natrętnie, niekoniecznie dają się łatwo przepędzić. Więc może warto dać takiemu JODa na odczepne.

Al-Karak
Al-Karak

Dojazd do zamku jest dość specyficzny, gdyż trzeba przejechać przez centrum jordańskiego miasta. Jak zwykle trzeba mieć  oczy otwarte i naokoło głowy. To chyba był jeden z trudniejszych kawałków do przejechania, ze względu na duży ruch, wąskie drogi, pieszych i zaparkowane auta. Za to jak wszędzie, tak przy zamku nawet gdy brakuje miejsc, można zaparkować gdzieś z boku.

Al-Karak
Al-Karak

Istnieją hipotezy, że jeszcze przed Krzyżowcami znajdowała się tu inna twierdza. Badacze Pisma Świętego sugerują, iż to tu wznosiła się stolica Moabitów – Kir-Chareszet / Kir-Moab / Kir-Chares / Kir-Cheres (w różnych księgach). Potem w czasach rzymskich i bizantyjskich istniało tu miasto Characmoba.

Szlak jordański
Al-Karak
Share Button

Sewilla na filmowo

Do Sewilli (hiszp. Sevilla) sprowadziły nas „Gwiezdne Wojny”, a dokładniej „Atak klonów”. George Lucas nakręcił tu jedną scenę do II Epizodu. W tym celu ekipa filmowa pojawiła się na Placu Hiszpańskim (Plaza de Espania), który przez jeden dzień udawał kosmoport stolicy Naboo, czyli miasta Theed. Pojawili się tu Natalie Portman, Hayden Christensen i Kenny Baker jako R2-D2. Zdjęcia trwały dokładnie jeden dzień (13 września 2000). Więcej o wyprawie gwiezdno-wojennej do Sewilli przeczytacie tutaj.

Plaza de Espagnia
Plaza de Espania

Sewilla Davida Leana i „Gwiezdne Wojny”

Jednak, gdy spojrzymy filmowo na Sewillę, to jest ona zdecydowanie ciekawsza, zaczynając od Placu Hiszpańskiego. O tym, że Lucas ceni twórczość Davida Leana, już wspominaliśmy. Tym razem Lucas dokonał prawdziwego cytatu filmowego. Lean kręcąc „Lawrecne’a z Arabii” w kilku scenach używał Placu Hiszpańskiego wraz z wszystkimi zabudowaniami. Sewilla udawała tu egipski Kair (ale nie tylko, także między innymi Damaszek). W kilku scenach obserwujemy jak bohaterowie przechadzają się pod charakterystyczną kolumnadą. Dokładnie to samo ujęcie widzimy potem w „Ataku klonów”. Patrząc ile jest tu tropów filmowych, trudno zakładać przypadek.

Plaza de Espania
Plaza de Espania

„Lawrence z Arabii” z Peterem O’Toolem w roli głównej, któremu partnerują choćby Alec Guinness, Omar Sharif czy Anthony Quinn to nagrodzony 7 Oskarami film ukazujący losy T.E. Lawrence’a, człowieka, który zjednoczył plemiona arabskie. Dla nas to klasyka, ale w Jordanii ten film wciąż jest żywy, o czym pisaliśmy i napiszemy jeszcze przy niejednej okazji.

Plaza de Espania
Plaza de Espania

Swoją drogą inny twórca filmowy, czyli Sasha Baron Coen, znany głównie jako Borat, także kręcił tu kilka zdjęć do swojego „Dyktatora” (2012).

Katedra z minaretem
Katedra z minaretem

Sewilla – serialowo czyli GOT

„Lawrence z Arabii” to oczywiście wielki film, do którego zdjęcia powstawały w wielu miejscach miasta, choćby w innym słynnym zabytku, czyli Domu Piłata. Także uliczki udawały czasem Bliski Wschód. W Sewilli, podobnie jak w wielu innych miejscach Andaluzji, wpływy chrześcijaństwa i islamu nakładają się, tworząc naprawdę przecudowną mozaikę. Bez wątpienia takim miejscem wartym szczególnej uwagi jest katedra Najświętszej Marii Panny. Jest to wspaniały gotycki kościół, ale ma też minaret. Tak zwana Giralda początkowo faktycznie była minaretem, potem przemianowano ją na dzwonnicę – funkcja tak naprawdę została ta sama. Wchodząc na nią można się rozejrzeć po mieście. Zatem mamy tu podobną sytuację do tego, co można było zobaczyć w Kordobie, ale połączenie dało  inne efekty.

Kompleks pałacowy
Kompleks pałacowy

Jeszcze innym miejscem nakładania się kultur, choć niekoniecznie już tak dobrze widocznym jak to miało miejsce w Grenadzie, jest tutejszy zamek, choć bardziej to kompleks pałacowy ze wspaniałymi ogrodami. Znów miejsce przepiękne, a co jeszcze ważniejsze, ponownie bardzo filmowe. Albo raczej serialowe. To właśnie tu kręcono sceny z „Gry o tron”, które rozgrywały się w Dorne w posiadłościach rodu Martellów, czyli Wodne Ogrody nieopodal Słonecznej Włóczni. Główne zdjęcia nakręcono 16 października 2014.

Kompleks pałacowy (Sewilla)
Kompleks pałacowy (Sewilla)

Na lokalnej arenie walk byków także miały mieć miejsca zdjęcia do „Gry o tron”, ale ostatecznie zrezygnowano. Wybrano Osunę. Warto też zauważyć, że zarówno katedra jak i alkazar są wpisane na listę UNESCO.

Do Sewilli można dojechać pociągiem zarówno z okolicznych hiszpańskich miast (jak Malaga), jak i portugalskich. Gdy podróżujemy po Hiszpanii samochodem, to tu, podobnie jak w innych miastach, bez problemu znajdziemy podziemne parkingi praktycznie w samym centrum. Resztę można spokojnie obejrzeć spacerem.

Arena byków
Arena byków
Szlak hiszpański
Sewilla
Szlak filmowy
Sewilla
Share Button

Megality

Historia ludzi na Malcie jest bardzo długa, w dodatku ci pierwsi pozostawili tu ślady swojej bytności, zwane przede wszystkim megality. Jeśli spojrzy się na listę, to jest ich tu jak na tak mały kraj imponująca liczba. Porozrzucane po wielu miejscach, pozornie bardzo łatwo dostępne. Przez to popełniliśmy jeden drobny błąd zakładając, że na pewno na któreś uda się nam trafić.

Tarxien
Tarxien

Megality w Tarxien – Ħal Saflieni

Ale prawda jest taka, że megalit megalitowi nie równy. Po pierwsze, może się tak zdarzyć, że część z nich jest w remoncie. Ta informacja powinna znaleźć się na stronie muzeum maltańskiego, ale z jakiegoś powodu o tym zapomniano lub informacje były niepełne. Tak mieliśmy w Tarxien. Dostęp do innych jest zwyczajnie reglamentowany, jak do hypogeum Ħal Saflieni, do którego nie weszliśmy, a wpuszczają tylko 80 osób dziennie. Wszystko po to by tłumy turystów nie zniszczyły tych cennych pozostałości sprzed tysięcy lat. To niestety oznacza, że trzeba wcześniej zarezerwować sobie bilet. Jeśli ktoś ma na Maltę dużo czasu i rezerwuje to ze sporym wyprzedzeniem, nie powinien mieć problemu. Niestety z doskoku zwyczajnie się nie da wejść. No i warto mieć świadomość, że ludzie są zainteresowani megalitami. Te nie świecą pustkami.

Megality
Megality

Jeszcze inne megality to takie, które są nieczynne lub bardzo niewielkie. I takich jest faktycznie sporo. W dodatku są dość słabo oznaczone. Czasem płot, który je otacza wyznacza teren wielkości ogródka działkowego, w środku zaś mamy kilka kamieni. Tam zazwyczaj nie da się wejść bez wcześniejszego umówienia się. Inna sprawa, że czasem też trudno trafić. One nie przyciągają turystów, tylko naukowców i dostanie się do nich wymaga załatwiania zgód. Zresztą imponujące nie są.

Hagar Qim
Hagar Qim
Hagar Qim
Hagar Qim

Megality Hagar Qim

Właściwie to megality zaliczyliśmy w ostatni dzień, w momencie gdy już straciliśmy nadzieję, że coś z tego wyjdzie. O Hagar Qim (i świątyni Mnajdra) czytaliśmy wcześniej, wiedzieliśmy, że jest całkiem spore, ale czy uda się nam tam wejść? Zwłaszcza, gdy jest tam kilka autokarów turystów. Zwątpiliśmy w to. Zatrzymaliśmy się, by spróbować. Na szczęście we wrześniu na Malcie ruch jest już zdecydowanie mniejszy, więc tej ilości ludzi jakoś specjalnie się nie odczuwało. Każdy idzie swoim tempem. Jedynie czasem trzeba poczekać aż zwolni się miejsce do zrobienia zdjęć.

Megality w Hagar Qim
Megality w Hagar Qim
Hagar Qim
Hagar Qim

W ramach jednego biletu oprócz Hagar Qim zwiedza się też oddaloną o jakieś 300 metrów megalityczną świątynie Mnajdra. Wiele przedmiotów, które tu znaleziono, można dziś oglądać w muzeach, choćby w Valletcie. Te świątynie pochodzą z III lub IV tysiąclecia przed naszą erą. Oczywiście są wpisane na listę UNESCO. Są niewielkie, ale jednocześnie jak się weźmie pod uwagę możliwości technologiczne z okresu ich powstania, to naprawdę imponujące dzieła. Dlatego będąc na Malcie warto poświęcić im trochę czasu, zwłaszcza, że przetrwały tak długo.

Hagar Qim
Hagar Qim
Szlak maltański
Megality
Share Button

Madaba

Madaba  (arab. مادبا,), w czasach biblijnych znana jako Medeba. Znajduje się blisko Ammanu, w sumie bliżej lotniska królowej Ali niż sama stolica. Dla turystów miasto to nie ma za wiele do zaoferowania, nie licząc mozaik, natomiast jest idealnym miejscem wypadowym do dalszych eskapad. Zwłaszcza, że jest stosunkowo blisko do takich miejsc jak: Morze Martwe, Jordan czy góra Nebo lub Wadi Mujib.

Samolot - pomnik
Samolot – pomnik
Stara zabudowa
Stara zabudowa

Madaba

My właśnie dlatego spędziliśmy tu kilka nocy. Amman jest dużą metropolią, przejeżdżanie przez niego to przede wszystkim zmarnowany czas. Więc wyprawy na północ, zachód i wschód rozpoczynaliśmy właśnie w Madabie. Jadąc na zachód całkowicie omija się Amman, na wschód właściwie też. Jedynie kierunek północny wymaga przejechania częściowo przez miasto, ale trasą przelotową, więc nie jest źle. Madabę porzuciliśmy ją już jedynie dla Petry i Wadi Rum. Inna sprawa, że ceny hoteli są tu niższe niż w Ammanie, więc może być to dodatkowa zachęta. Myśmy zatrzymali się w centrum w hotelu Mosaic City Hotel (jedynym w Jordanii w którym normalnie działała nam karta płatnicza). Warto o nim wspomnieć z tego powodu, że to nowy i zadbany budynek, więc wyróżnia się standardem ponad to, co jest normą w całej Jordanii.

Mozaika
Mozaika

Gorzej niestety już jest z jedzeniem. W samym centrum Madaby jesienią było czynnych kilka knajp, w większości nie posiadały zbyt zróżnicowanego menu, przez co gdy szukało się czegoś bezmięsnego, był to prawdopodobnie najtrudniejszy etap podróży. Choć na szczęście zawsze jest ser halloumi czy falafele, no i zupy. W ciągu dnia jest więcej przydrożnych punktów gastronomicznych, ale w czasie obiadokolacji były już raczej nieczynne. Problem tkwił w tym, że centrum Madaby jest nastawione na turystów, ale jednocześnie nie ma ich tu zbyt wielu, więc nie jest rozrośnięte. To ogranicza wybór.

Meczet w Madabie
Meczet w Madabie

Słynne mozaiki

Madaba najbardziej słynie z mozaik. Znajdują się tu muzea, kościoły, czy warsztaty. Wszystko związane z mozaikami. Większość pochodzi z czasów bizantyjskich, więc to jeszcze jeden interesujący okres w historii Jordanii. I jak to zwykle bywa, turyści czasem zatrzymują się tu jadąc do Petry, więc wizyty są tu dość krótkie. Zatem gdy myśmy chodzili sobie sami, kustoszom sprawiało to wiele radości i chętnie pokazywali nam wszystko, opowiadając po angielsku na tyle, na ile potrafili. No chyba, że imam wezwał na modlitwę, wtedy nagle przewodnik nabrał tempa.

Świątynia chrześcijańska
Świątynia chrześcijańska

Jeśli ktoś jedzie przez Umm ar-Rasas, to mozaiki w Madabie można sobie podarować. Tamta w Umm ar-Rasas jest największa i najsłynniejsza. Natomiast biorąc samochód i jeżdżąc po Jordanii, jest to dobre miejsce na bazę na parę dni. No i tańsze niż Amman.

Mozaika
Mozaika
Mozaika
Mozaika
Szlak jordański
Madaba
Share Button

Błękitna Grota

Będąc stosunkowo niewielkim krajem, Malta ma sporo do zaoferowania turystom. Jednym z takich miejsc, na które warto zwrócić uwagę jest Błękitna Grota (Blue Grotto). To tak bardzo turystyczne miejsce, że może to być aż męczące. Przebywa tu mnóstwo ludzi, nie tylko tych, którzy dojeżdżają tu sami, ale też autokarów z wycieczkami objazdowymi. Tłum taki, że zwyczajnie ciężko to przetrzymać, a wraz z nim masa kramów, sprzedawców i innych naciągaczy. A jednak warto się przemęczyć dla wspaniałej przyrody. Zwłaszcza jak się nie przyjeżdża w szczycie sezonu.

Błękitna Grota
Błękitna Grota

Błękitna Grota na Malcie

Malta ma przepiękne, skaliste klify położone nad czystym morzem. Błękitna Grota to właśnie takie miejsce, tyle że można spokojnie je obejrzeć od strony wody. Bez nurkowania, bez pływania, za to bezpiecznie w łódce. Dodatkowo wśród klifów znajdują się maleńkie jaskinie, wypełnione wodą. Więc kupujemy bilet, wsiadamy na łódkę i mamy okazję ujrzeć Maltę z innej strony. Krótka wycieczka, ale warta swej ceny i czasu. Minus jest taki, że to łodzie wieloosobowe oraz, że przemiał ludzi jest naprawdę spory.

Błękitna Grota
Błękitna Grota

Organizacyjnie Maltańczycy zrobili chyba wszystko, co mogli. Nie byliśmy na Malcie w szczycie sezonu, pojechaliśmy później, ale tu ludzi było naprawdę bardzo wielu. Dużo łatwej zwiedza się zabytki niż to miejsce. Efekt jest taki, że były problemy z zaparkowaniem. Niedostateczna liczba miejsc, zwłaszcza, gdy część pozajmowały busy i autobusy. Turyści też się przepychają, nad kolejkami nikt nie panuje. Trzeba uzbroić się w cierpliwość, kupić bilet, a potem odstać swoje, zanim wejdzie się na łódź. Niestety jest też wielu cwaniaczków, którzy się przepychają. Być może w tym przypadku naprawdę dobrą alternatywą dotarcia do tego miejsca jest komunikacja lokalna, czyli albo taksówki, albo autobusy. Oczywiście pamiętając, ile czasu zajmuje jedno i drugie.

Błękitna Grota
Błękitna Grota

Zamiast Błękitnej Groty można też wybrać się w okolice Lazurowego Okna na Gozo. Tam też da się wynająć łódki, ale nie było to już tak oblegane.

Błękitna Grota
Błękitna Grota

Na koniec jedna mała ciekawostka filmowa. Otóż Błękitna Grota podobno pojawia się w filmie „Conan Barbarzyńca 3D” z 2011. Większość zdjęć plenerowych kręcono w Bułgarii. Jednak sceny w wodzie kręcono jakoby właśnie tu na Malcie. Wspominają o tym choćby firmy zajmujące się podróżami śladami filmowych lokacji. Jednocześnie w materiałach okołoprodukcyjnych niewiele jest konkretów. Być może zawitała tu druga ekipa, a zdjęcia faktycznie są dodatkowe.

Błękitna Grota
Błękitna Grota

Błękitna Grota znajduje się przysłowiowy rzut beretem od megalitów Hagar Qim. Więc może mając czas warto połączyć jedno z drugim. My właśnie tak zrobiliśmy. Zaś o megalitach napiszemy niebawem.

Szlak maltański
Błękitna Grota
Share Button

Zamki pustynne

Jedną z najbardziej promowanych w Jordanii form zwiedzania są wycieczki do zamków pustynnych. Jest ich kilka, są różnie zachowane, ale też różnie zbudowane. Odgrywają istotną rolę w kulturze, także ze względu na T.E. Lawrence’a, który zjednoczył plemiona arabskie. Ta historia jest wciąż żywa, podobnie zresztą jak i film „Lawrence z Arabii” Davida Leana. W wielu miejscach można się na nią natknąć.

Pustynny zamek Lawrence'a: Qasr al-Azraq
Pustynny zamek Lawrence’a: Qasr al-Azraq

Zamki pustynne: Qasr al-Azraq

Gdy podróżuje się samochodem, zamki czasem znajdują się przy drodze. Wystarczy się zatrzymać i zwiedzić. Zazwyczaj starczy na to kilkanaście minut. Bilet wstępu kosztuje około 2 JOD i jest jeden na wszystkie zamki. Nie ma znaczenia, czy oglądamy jeden, czy więcej. Oczywiście czasem jest problem, by taki bilet kupić, bo nie wszędzie są osoby uprawnione do jego sprzedaży, ale wtedy powinni nas gdzieś odesłać. Na tyle blisko, by nie trzeba było jechać samochodem.

Qasr al-Azraq (Zamki pustynne Jordania)
Qasr al-Azraq (Zamki pustynne Jordania)

Jeśli chodzi o Lawrence’a z Arabii, to natknęliśmy się na zamek, który służył mu jako twierdza obronna. Zamek Azraq (Qasr al-Azraq), stosunkowo nowy i w miarę dobrze zachowany. Niestety, jeśli porówna się go z średniowiecznymi zamkami z Europy (czy Karakiem), to wypada on dość blado. Nie tylko ze względu na wielkość, ale przede wszystkim wykonanie. De facto jest młodszy o prawie 500 lat, ale technologicznie wygląda na mniej zaawansowany. W wielu miejscach są to zwyczajnie kamienie położone na siebie, bez jakiejś specjalnej zaprawy. W zestawieniu z Petrą czy zabytkami rzymskimi, to w ogóle jest to dość dziwne uczucie upadku cywilizacji. Jednak warto sobie zdać sprawę jak wyglądała historia tych ziem.

Historia Lawrence’a jest tu żywa. On sam przebywał w tym zamku, o czym zaświadczył przewodnik i kustosz, który tam rezyduje. Jak sam twierdzi, jest wnukiem jednego z bojowników Lawrence’a. Chętnie się tym chwali i jest gotów opowiedzieć wiele historii. Kto wie, czy nie są one ciekawsze niż sam zamek do zwiedzania, nas niestety gonił czas.

Kasr Arma
Kasr Arma

Kasr Arma

Innym pustynnym zamkiem jest wpisany na listę UNESCO Kasr Arma. Kasr (lub ksar w innych krajach arabskojęzycznych) to ufortyfikowany spichlerz. Tak jest w tym przypadku. Budowla jeszcze mniejsza i jeszcze bardziej niepozorna, ale prawdopodobnie starsza niż zamek Azraq. I technologicznie bardziej zaawansowana. Co takie miejsce robi na liście UNESCO? Otóż ten kasr jest o tyle wyjątkowy, że w środku znajdują się freski. Podczas naszej wizyty, były odnawiane przez Włochów. Ale dało się wejść do środka i zobaczyć.

Freski Kasru Arma
Freski Kasru Arma

Umm Al-Rasas

Będąc przy UNESCO i zamkach, warto wspomnieć jeszcze o jednych ruinach – Umm Al-Rasas. To dawne miasto, na miejscu którego pozostały gruzy i ocalała jedna mozaika. To ona rozsławiła okolicę. O samych mozaikach pisałem przy okazji Madaby.
W każdym razie Umm al-Rasas robi dość ponure wrażenie. Nie dlatego, że jest zniszczone, ale raczej dlatego, że jest zwyczajnie zapomniane. Wstęp jest darmowy, ale parking pusty. Turystów prawie tam nie ma. Myśmy po tych ruinach chodzili sami, nie licząc dzikich psów, co nie jest najlepszym prognostykiem. Za to jest to raj dla jaszczurek.

Umm Al-Rasas
Umm Al-Rasas

To co łączy wszystkie pustynne zamki to najprawdziwsza jordańska historia i pewnie dlatego warto poświęcić im czas, zwiedzając ten kraj. Jeśli ktoś chce podziwiać dobrze zachowane i misternie wykonane twierdze, to zapraszamy do Europy.

Słynna mozaika w Umm Al-Rasas
Słynna mozaika w Umm Al-Rasas
Szlak jordański
Zamki pustynne
Share Button

Malta i „Gra o tron” część 2

Kontynuując zwiedzanie Malty śladami „Gry o tron” zajmiemy się kolejnymi miejscami, do których z różnych przyczyn nie udało się nam dostać, czy zwiedzić. Przynajmniej w takiej formie, w jakiej byśmy chcieli. Część z nich była zamknięta z powodu zdjęć do filmu „Assasin’s Creed” z Michaelem Fassbenderem. Te miejsca dało się zobaczyć z różnych stron z zewnątrz, ale były w tamtym czasie zamknięte dla zwiedzających. Na ogół jednak są dostępne i stanowią istotny punkt dla wszystkich fanów „Gry o tron”.

Fort Manoel – Wielki Sept

Fort Manoel
Fort Manoel

Zaczniemy od Fortu Manoel. W pierwszym sezonie kręcono tu Wielki Sept Baelora i scenę egzekucji Neda Starka. Fort znajduje się na wyspie Manoel, na zachód od Valletty. Na wyspę wiedzie mały mostek z Gżiry. Stamtąd da się też spokojnie podejść pod sam fort. Tyle, że podczas naszej wizyty przed wejściem stali strażnicy i zawracali turystów. Fort można też obejrzeć z drugiej strony, czy to płynąc po kanałach, czy spoglądając na niego z murów Valletty. Gżira znajduje się tuż przy Sliemie, dość popularnej turystycznie części Malty, więc dojechanie tu tak transportem publicznym jak i samochodem nie stanowi większego problemu.

Wyspa Manoel
Wyspa Manoel – kurnik

Swoją drogą na wyspie Manoel znajduje się też bardzo niecodzienny kurnik dla kaczek. Trochę cepelia, ale bez wątpienia wyróżniający się w okolicy.

Fort St. Angelo – Czerwona Twierdza

Fort St. Angelo
Fort St. Angelo

Dokładnie po drugiej (wschodniej) stronie Valletty znajdują się trzy miasta, w tym Birgu. Tam zaś jest Fort St. Angelo. Akurat nie kręcono w nim „Assain’s Creed”, ale za to był w remoncie. Nie dało się go zwiedzić od środka, co jest o tyle istotne, że to właśnie tu kręcono lochy Czerwonej Twierdzy. Te w których przetrzymywano Neda. Z zewnątrz dało się ów fort całkiem dobrze zobaczyć, ale znów to nie to o co chodziło. Warto dodać, że fort znajduje się praktycznie w centrum Brigu, więc dotarcie do niego nie jest problemowe. Znajduje się przy porcie, więc ruch samochodowy jest tu mocno ograniczony, ale od przystanku czy parkingu daleko nie jest.

Fort St. Angelo - Gra o tron Malta
Fort St. Angelo – Gra o tron Malta

Fort Ricasoli

Na północ od Trzech Miast znajduje się jeszcze Fort Ricasoli, także widoczny z murów Valletty. Tam kręcono przede wszystkim sceny dziejące się wokół murów Królewskiej Przystani, a także bramę, przez którą do miasta wraca Arya Stark. O ile do dwóch poprzednich fortów jest dość łatwo dotrzeć, o tyle ten znajduje się na pustkowiu. Praktycznie nie ma tam już transportu publicznego, a okolice raczej odstraszają turystów. Znajduje się tu między innymi złomowisko. Fort znów udało się nam tylko obejrzeć trochę z zewnątrz, ale jest on na tyle duży, że niewiele to dało. No i oczywiście z murów Vallety. Tu ponownie kręcono „Assasin’s Creed”, więc po prostu nie wpuszczano osób postronnych na plan filmowy. Szkoda, bo tam powstało wiele ujęć z „Gry o tron”.

Fort Ricasoli
Fort Ricasoli

Do dwóch pozostałych lokacji nie udało się nam dotrzeć ze względu na czas (i oznaczenia). Pierwsza z nich to pałac Verdala (widzieliśmy go z daleka). W serialu kręcono tu sceny dziejące się w posiadłości Illyrio, w tym tę, w której Khal Drogo po raz pierwszy spotyka Daenerys. Tu też zastosowano dość ciekawy zabieg, bo w jednej ze scen widać w tle wyspę Gozo i Lazurowe Okno, które znajduje się w zupełnie innym miejscu. Drugie miejsce to klify Mtahleb. Kręcono tam obozowisko Dothraków pod koniec pierwszego sezonu, a także sceny stosu pogrzebowego Khala Drogo. Niestety dojazd tu też nastręcza pewnych trudności, zwłaszcza jakość dróg, przez co należy poświęcić na to trochę więcej czasu.

Mury fortu Ricasoli
Mury fortu Ricasoli

Prawdopodobnie na Malcie znajdują się jeszcze inne miejsca, gdzie kręcono „Grę o tron”, jednak niekoniecznie zostało to gdzieś udokumentowane. Podobno ulica Mączna znajduje się w Valletcie, ale nie udało się nam jej zlokalizować. Łatwo też znaleźć wycieczki zorganizowane śladami serialu. Jednak wtedy warto zweryfikować wymienione miejsca i wejścia. Bo jeśli najtrudniejsze do dojechania miejsca są zamknięte lub pominięte, może nie warto wydawać pieniędzy na taką wycieczkę.

Okolice fortu Ricasoli
Okolice fortu Ricasoli

Następnym razem na szlaku filmowym wrócimy z „Grą o tron” do Hiszpanii, a dokładniej do Sewilli.
Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak filmowy
Malta („Gra o tron”) cz.2
Szlak maltański
Malta („Gra o tron”) cz.2
Share Button

Rezerwat Azraq Wetland

Chyba każdy ma swoje wyobrażenie o tym, jak wygląda oaza na pustyni. Palmy, jakaś woda, wokół wydmy i tak dalej. Jednym z bardziej znanych rezerwatów w Jordanii jest Azraq Wetland, który de facto jest oazą, jednak nie wygląda w ogóle jak ta z naszych, powszechnych wyobrażeń. Mało tego, zdjęcia równie dobrze można by opisać jako pochodzące z naszych Mazur. No może aż tak nie, ale niewiele im brakuje.

Azraq
Azraq

Shaumari i okolice

Wetland właściwie nie było naszym celem. Raczej pewnym rozwiązaniem zapasowym, z którego ostatecznie musieliśmy skorzystać. Głównym celem był rezerwat Shaumari (lub Shauwmari wg innych transkrypcji, nie mylić z Shamwari w RPA), słynący z tego, że żyją tam oryksy. Oba rezerwaty znajdują się bardzo blisko siebie, więc dojechać z jednego do drugiego to nie problem. Oba też są równie słabo oznaczone. Do Shaumari musieliśmy odbić, według znaku było to 0,5 km. Trzeba było jechać 5 kilometrów po pustyni,  drogą bez asfaltu. Niestety Shaumari było nieczynne. W październiku aż do grudnia trwał remont. Gdyby rezerwaty miały aktualne strony internetowe, można by o tym przeczytać wcześniej. Niestety nie mają. Co gorsza, nie jestem pewien czy te remonty nie są okresowe, gdyż szukając wcześniej informacji o Shaumari przeczytałem, że rok czy dwa lata wcześniej również jesienią  był remont, ale po nowym roku otwierali. Więc może jest to bardziej związane z jakimś okresem ochronnym? Nie wiem, trudno dotrzeć do takiej informacji. Cóż, Shaumari, nie zobaczyliśmy.

Ważka
Ważka

Azraq Wetland

Azraq Wetland jest o tyle ciekawy, że nie spodziewaliśmy się tego, jak może wyglądać olbrzymia oaza. To głównie rezerwat ptactwa wodnego i postój na trasie wędrówek ptaków migrujących, ale też żyją tu endemiczne ryby, a także bawoły wodne (bawół domowy). Na te ostatnie spróbowaliśmy zapolować z aparatem, niestety nie udało się. Śladów jest dużo, tak tropów jak i odchodów, ale zwierząt nie uświadczyliśmy. Dużą część terenu zajmują porośnięte tatarakiem moczary, więc jeśli bydło się z tego nie wychyli, nie ma szans, by je zobaczyć. A do łażenia po bagnach nie byliśmy przygotowani, trzymaliśmy się brzegu i ścieżek. Warto dodać, że rezerwat ten znajduje się na liście ramsarskiej.

Rezerwat Azraq
Rezerwat Azraq

Azraq to kolejne miejsce, które jest głuszą. Ze względu na bliskość granicy irackiej i saudyjskiej widzieliśmy tu przelatujące drony wojskowe. Turystów brak. Mało tego, ze względu na remont Shaumari dostaliśmy zniżkę, wejściówka kosztowała jak dla Jordańczyków, czyli koło 10 JOD. Przy wejściu znajduje się małe muzeum. Jest tam miejsce na akwarium z tutejszymi, endemicznymi rybami, ale akurat było zamknięte.

Problemem może też okazać się dojazd. Trasa z Ammanu/Madaby jest w miarę prosta, ale jezdnia w niektórych momentach jest awaryjnym pasem startowym dla wojska. Jeśli zajdzie potrzeba by z niego skorzystać, mogą się pojawić problemy z objazdem.

Rezerwat Azraq Wetland
Rezerwat Azraq Wetland

Wetland, podobnie jak Dana, to Jordania nie tak bardzo odległa, nie orientalna, wciąż jednak piękna. Nie licząc tych dronów to dobre miejsce, by się wyciszyć i pooglądać naturę. Szkoda, że nie udało się ani tych bawołów zobaczyć, ani tym bardziej oryksów.

Szlak jordański
Rezerwat Azraq Wetland
Share Button

U styku filmu i podróży