Casablanca

Największe i prawdopodobnie najbardziej znane miasto Maroka. Casablanca (arab. لدار البيضاء) zaskakuje zarówno swoim wyglądem, ale też charakterem. To rozwijająca się metropolia z postkolonialnymi zabytkami, gdzie nowoczesność miesza się z tradycją. Jednocześnie kulturalnie jest mniej liberalna niż mogłoby się to wydawać, a ludzie tu są zdecydowanie bardziej tradycyjni niż w innych miejscach kraju. Przywykliśmy do tego, że w Europie czy w USA to właśnie duże ośrodki są bardziej wyzwolone. Nie w Maroko.

Hotel Excelsior, czyli zabytek w stylu Art Noveau
Hotel Excelsior, czyli zabytek w stylu Art Noveau

Casablanca

To ostatnie nas trochę zszokowało. Liczyliśmy, że będzie to miejsce bardziej otwarte na turystów, przede wszystkim zarobkowo. Obawialiśmy się trochę powtórki z Marrakeszu, gdzie ludzie będą dość nachalni, ale tego w centrum Casablanki nie ma. To miasto żyje swoim życiem, turyści dobrze, że są, ale nie mają większego wpływu na funkcjonowanie. Więc będąc w największym miastu w kraju nawet nie założyliśmy przez chwilę, że będziemy mieć problem z kupieniem obiadokolacji. Ramadan tu był dość ściśle przestrzegany. W centrum przed zachodem słońca nie udało się nam znaleźć nic otwartego. Potem większość oferowała śniadania ramadanowe. Raz udało nam się znaleźć bar, gdzie nas obsłużono przed zachodem. Co jest dość ciekawym doświadczeniem, gdyż na zewnątrz miejsce to wyglądało na nieczynne. Krzesła założone na stoły, światła zgaszone. Właściciel zaprosił nas do środka i tu już problemu nie było. Ważne, by nie rzucać się w oczy bardziej tradycyjnej większości mieszkańców. Swoją drogą nawet w naszym hotelu (tu nie spaliśmy w riadzie), także restauracja działała dopiero po zachodzie. Brzmi to co najmniej dziwnie, zważywszy, że jest to biznesowe centrum Maroka. Prawdopodobnie więc, miejsca gdzie rządzą wielkie pieniądze, mają własne prawa. Reszta Casablanki jest zdecydowanie bardziej tradycyjna.

Rick's Cafe
Rick’s Cafe
Wnętrza
Wnętrza

„Casablanca” i…

Rozumiejąc to podejście, nie powinien nikogo dziwić fakt, że w Casablance mało kto w ogóle słyszał o filmie „Casablanca”. Amerykańska produkcja z 1942 z Humphreyem Bogartem i Ingrid Bergman uchodzi dziś za klasykę kina i jeden z najbardziej znanych melodramatów. Film rozsławił to miasto. Nic dziwnego, że wielu przybywających tu turystów przez lata szukało knajpy „Rick’s Cafe Americain”. Tyle, że z powodu wojny (i budżetu) „Casablanca” w całości była kręcona w Stanach, głównie w studio. Żadna legendarna kawiarnia nie istniała, a przynajmniej aż do 2007. Po 65 latach ktoś w końcu wpadł na pomysł, że na tym można zarobić.

Obecnie działa tu „Rick’s Cafe”, która jest dość mocno stylizowana na filmową. Podobne dekoracje, kelnerzy w fezach na głowie, fortepian na którym wieczorami ktoś przygrywa. Na piętrze zaś na ekranie telewizora w kółko leci „Casablanca”. Okazuje się, że to działa, wystarczy by prowadzić biznes. No i turyści tu przychodzą. W środku to także jedno z tych miejsc, w których w ramadan da się zjeść bez problemu w ciągu dnia, w dodatku całkiem smacznie. Jasne, nie jest to odtworzenie filmowej w sposób bezpośredni, ale bardzo dobrze udało im się imitować ten klimat. No i warto pamiętać, że to tylko jedno takie miejsce na całą pięciomilionową Casablancę, ale dla nas to był plus. Marokańczyków zaś to w ogóle nie interesuje. Swoją drogą warto zwrócić uwagę na kontrolę toreb przy wejściu. Ma to sprawiać wrażenie bezpieczeństwa. I chociaż nie jest to oryginalna filmowa knajpa, klimat jest. Więc wizyta tutaj to bardzo ciekawe i przyjemne doświadczenie. Ceny zaś do najniższych nie należą, ale też nie są w żaden sposób wygórowane.

Meczet w dzień
Meczet w dzień
Wnętrza
Wnętrza

Meczet Hassana II

To co się rzuca w oczy w Casablance to olbrzymi meczet Hassana II. Minaret ma dwieście metrów, jest to najwyższy budynek w kraju. W nocy jest bardzo ciekawie oświetlony (kolejne części zapalają się wraz z  kolejnymi surami wieczornego wezwania do modlitwy), a w dodatku na szczycie minaretu znajduje się wskaźnik laserowy, który pokazuje wszystkim kierunek do Mekki. Co ważniejsze, meczet można zwiedzać, nawet podczas ramadanu, ale wtedy trzeba tu być przed dziewiątą rano. Bez problemu mogą tu wejść także kobiety, nie muszą się ubierać jakoś specjalnie. Ważne jest tylko to, by wszyscy zdjęli buty, dostaje się przy wejściu plastykową torbę na nie, więc nigdzie nie trzeba ich zostawiać. Przewodnicy są w kilku językach: francuskim, hiszpańskim, niemieckim, arabskim i angielskim. Oni też oprowadzają nas po całym kompleksie. Świątynia ta jest w stanie pomieścić 35 tysięcy wiernych, ma otwierany elektronicznie dach i robi olbrzymie wrażenie. Niestety otwieranie dachu nie jest prezentowane turystom. Zbudowano ją na samym wybrzeżu, w miejscu które wyrwano oceanowi. Meczet ten pojawia się w „Mission: Impossible – Rogue Nation” jako jeden z elementów charakterystycznych tła w Casablance.

Widok na bulwar
Widok na bulwar

Centrum i zabytki

Jednym z najdziwniejszych miejsc jest natomiast deptak przy oceanie i meczecie, czyli bulwar De La Corniche. To zwykłe klepisko, które w jakiś sposób starało się imitować Europę. Niestety nie wyszło. Ale jednocześnie to dość ciekawe miejsce do obserwowania. Nawet przy meczecie Marokańczycy kąpią się w wodzie, łowią ryby i odpoczywają. No i można tu obserwować uderzające fale. Z drugiej strony meczetu zaś znajduje się nadbrzeże okołoportowe i to robi zdecydowanie ciekawsze wrażenie. Może dlatego, że nie jest wymuszone i skopiowane. Jednocześnie funkcja tego miejsca jest bardzo podobna, co bulwaru. To miejsce spacerów, kąpania czy łowienia ryb. Wszystko wymieszane.

Medyna (Casablanca)
Medyna (Casablanca)

Medyna jest rozległa. Widać na niej  nomen omen, Casa Blancę, czyli białe domy.

Wąskie uliczki medyny
Wąskie uliczki medyny

W samym centrum, poza duża medyną można znaleźć wiele budynków w stylu art deco czy postkolonialnych, w dawnej europejskiej dzielnicy. Choćby hotel „Excelsior” zbudowany w neomauretańskim stylu, zlokalizowany tuż przy samej medynie. Jest tu też sporo nowoczesnych budowli. Robiąc sobie spacer po centrum można podziwiać tutejszą architekturę. Jest to dość unikalna mieszanina. Niestety nie zawsze te budynki są zadbane, ale to idealnie wpasowuje się w klimat reszty miasta.

Medyna
Medyna

Casablanca to bez wątpienia bardzo ciekawa część Maroka. Znów wymykająca się szablonom i naszym oczekiwaniom, przez to zaskakująca. Choć nie tak filmowa jak mogłaby być.

Meczet nocą, z laserem wskazującym Mekkę
Meczet nocą, z laserem wskazującym Mekkę
Szlak marokański
Casablanca
Share Button

Rosja: Informacje praktyczne

Informacje praktyczne nt. Rosji. Zweryfikowane w sierpniu 2016.

Dojazd: To dość rozległy kraj, więc najczęściej najwygodniejszy jest samolot. Można próbować pociągiem czy samochodem, zależy od miejsca.

Wiza: Wizę należy mieć przed wyjazdem. Można ją załatwić w konsulacie lub w biurze pośrednictwa. Przez złożeniem wniosku należy mieć już hotel, w teorii powinien wystawić dokument potwierdzający rejestrację, oraz zapewniony transport. Dodatkowo konieczne jest ubezpieczenie. Wizę wyrabia się na dokładną ilość dni, nie można ich przekroczyć. Koszt wizy u pośrednika wraz z ubezpieczeniem to około 500 PLN. Po zapłaceniu raczej już problemów nie ma. Pośrednicy także mogą pomóc w załatwieniu lewego voucheru hotelowego. Hotele bez problemu można znaleźć na Booking.com.

Baza noclegowa: Rozbudowana, w dodatku o różnym standardzie. W Rosji jest pewne rozwarstwienie społeczne, więc o ile przeciętne ceny są raczej porównywalne lub tańsze niż w Polsce, o tyle mocno rozwinięte są też usługi luksusowe.

Szczepienia wymagane: Brak.

Choroby: Nic szczególnie istotnego.

Waluta: Rubel (RUB).

Płatności kartą i bankomaty: Poziom rozwoju bankowego bardzo podobny do polskiego. Są i paypassy, płatności kartą bardzo popularne w dużych miastach, jednocześnie mniej na prowincji.

Napiwki: Bardzo różnie. Standard to niby te 10-15% w restauracjach. Ale czasem zostawia się go też szatniarzom, nawet w teatrach.

Internet: Wifi dość dobrze rozwinięte.

Telefony: Nie ma problemu z roamingiem, zasięg także rozległy, przynajmniej w miastach.

Język: Rosyjski. Angielski też, na siłę można próbować po polsku.

Gniazdka elektryczne: Jak w Polsce.

Samochody i transport: Nie próbowaliśmy jeździć samodzielnie samochodem. Korzystaliśmy tylko z transportu publicznego. Ruch uliczny w St. Petersburgu bardzo duży, ale jeżdżą stosunkowo spokojnie.

Oznaczenia i drogowskazy: Z tym niestety bywa problem. Czasem lepiej wziąć taksówkę bądź marszrutkę, niż iść na piechotę, bo brakuje oznaczeń.

Jedzenie wegetariańskie: Kuchnia bardzo ciekawa, podobna do polskiej. Dużo różnych pierogów i podobnych smakowitości, więc da się znaleźć coś bezmięsnego.

Ludzie: Zdystansowani i wycofani w pierwszym kontakcie. Przy bliższym poznaniu bardzo pomocni i otwarci. Zupełnie jak w Polsce.

Jedyny wyjątek jest taki, że Rosjanie raczej są stanowczy i mijając ich na ulicach raczej trzeba się przepychać, najczęściej nie ustępują sobie drogi. Ważne, że robią tak sobie wzajemnie i jest tu norma. Niemniej jednak jak się idzie naprzeciw tłumowi lepiej się trochę wycofać.

Gadżety (kubki) z Putinem

Bardzo ciekawy jest też stosunek do władzy, w szczególności do ZSRR i Władymira Putina. ZSRR jest widziany raczej jako czas wielkości Rosji, choć z problemami. Więc symbole komunistyczne są tu częścią historii, która jeszcze gdzieś żyje. Pewne elementy oczywiście zostały przemilczane. Najlepiej widać to na przykładzie Lenina, ten wciąż jest wielbiony jak carowie i inni wielcy przywódcy. Stalin jest raczej tematem nie eksponowanym, choć czasem gdzieś coś z nim zostało. Za to Putin jest traktowany zarówno jako zbawca narodu jak i ikona popkultury. Rosjanie w większości ufają mu i są z niego zadowoleni, bo z ich punktu widzenia on wie co jest dobre dla Rosji, którą umacnia. Można z nim kupić sobie koszulkę, kubek i mnóstwo innych gadżetów. Ludzie noszą takie rzeczy normalnie na mieście, co jest traktowane jako poparcie władz.

Bezpieczeństwo: Bardzo porównywalnie do Polski, przynajmniej jeśli chodzi o przestępstwa pospolite. Może nawet trochę lepiej. Służby mają tam większe uprawnienia, ale nie interweniują bez powodu. W efekcie ma się wrażenie, że panuje tam więcej swobód obywatelskich niż u nas. Dotyczy to choćby siedzenia w parku, na pomnikach, czy picia alkoholu w miejscach publicznych. Obowiązuje zdrowy rozsądek.

Klimat: Umiarkowany, przejściowy. Położenie nad Zatoką Fińską owocuje dużą wilgotnością powietrza, opadami i zimnymi podmuchami wiatru, ale lato bywa też upalne.

Informacja turystyczna i mapy: Lepiej polegać na własnym przewodniku.

 Gdzie szukać informacji: Dużo opracowań, są też opisy w sieci. Jednak nie polecamy np. niektórych felietonów z Rosji na Gazecie.pl. Czytając je tam, ma się wrażenie, że autorzy piszą fantastykę.

Szlak rosyjski
Praktycznie
Share Button

James Bond i Sankt Petersburg

Do Sankt Petersrburga (ros. Санкт-Петербург) przyjechaliśmy śladami Bonda, ale nawet bez tego warto zwrócić uwagę na to niesamowite i piękne miasto. Zostało ono zbudowane od podstaw na życzenie cara Piotra I. Założono je w 1703 roku i zaczęto budować według planu. Budowa kosztowała wiele krwi, pomysł był ważniejszy niż ludzkie życie, ale dziś Sankt Petersburg to jedno z tych miast, którego projekt nie ma sobie równych.

Pietropawłowsk - Sobór św. Piotra i Pawła
Pietropawłowsk – Sobór św. Piotra i Pawła
Wnętrza Soboru
Wnętrza Soboru

Sankt Petersburg śladami Bonda

Najstarsza część miasta to okolice twierdzy Pietropawłowsk. Poza murami, plażą i terenami rekreacyjnymi znajduje się tu Sobór Piotra i Pawła, a w nim grobowce Romanowów.

Sobór Kazański, lub pełniej Sobór Kazańskiej ikony Matki Bożej
Sobór Kazański, lub pełniej Sobór Kazańskiej ikony Matki Bożej
wnętrza soboru Kazańskiego
wnętrza soboru Kazańskiego

Serce miasta to oczywiście Newski Propsekt, długa ulica, w dużej mierze handlowa. Tu znajduje się wiele sklepów oraz między innymi Sobór Kazański. Jest dość charakterystyczną częścią Sankt Petersburga, więc nic dziwnego, że pojawiła się w „Goldeneye” z 1994 z Priecem Brosnanem, pierwszym Bondzie kręconym naprawdę w Rosji.

Kanał Moiki
Kanał Moiki

Jednak najbardziej zapadające w pamięć sceny kręcono trochę z boku Newskiego Prospektu, na wybrzeżu rzeki Mojki. Tam James Bond jeździł czołgiem. Oczywiście wiele z tych interesujących ujęć nakręcono w studio. Tam też zbudowano przedziwny pomnik pegaza z jeźdźcem. W Petersburgu nie ma czegoś takiego, to tylko wymysł filmowców. Niemniej jednak miasto doskonale widać w „Goldeneye”. Zaś po samych kanałach można sobie popływać. Są organizowane różne wycieczki, także Mojką oraz Newą. To z pewnością jedna z fajniejszych atrakcji, zwłaszcza że kanały w Sankt Petersburgu są dość rozległe.

Ermitaż, czyli Pałac Zimowy
Ermitaż, czyli Pałac Zimowy

Ermitaż

Kolejnym miejscem, które musiało znaleźć się w Bondzie jest chyba jedno z najbardziej znanych muzeów na świecie. Ermitaż, czyli Pałac Zimowy. Tu przybywa mnóstwo turystów. Tak więc dostanie się tu może być trochę trudne. Naprzeciwko Ermitażu znajduje się budynek Sztabu Generalnego. Przed nim jest duży plac Pałacowy, pełny ludzi praktycznie o każdej porze dnia i nocy (zwłaszcza w lecie). W okolicy Rosjanie potrafią tańczyć, śpiewać, pić alkohol, a przede wszystkim dobrze się bawić. Jest to bardzo klimatyczne miejsce, zwłaszcza, że jest już blisko Newy, więc można sobie pójść nad wodę.

Sobór św. Izaaka (gdy zwiedzaliśmy było to muzeum, ale trwał proces przekazania tej świątyni Cerkwi)
Sobór św. Izaaka (gdy zwiedzaliśmy było to muzeum, ale trwał proces przekazania tej świątyni Cerkwi)
Sobór św. Izaaka od wewnątrz
Sobór św. Izaaka od wewnątrz

Jeszcze jedno miejsce, które da się wychwycić na filmie to Sobór św. Izaaka. Dość charakterystyczny budynek, oczywiście znajduje się w tle, ale w filmie jest. To dawna cerkiew, obecnie już zamieniona na muzeum. Ale przy tym zadbana i odremontowana. Lśni swoim przepychem. Można też wykupić wejściówkę na kopułę, skąd da się obejrzeć miasto. Obok znajdują się także budynki admiralicji z charakterystycznym szpicem.

Muzeum zoologiczne
Muzeum zoologiczne

Ostatnim filmowym miejscem jest kanał rzeki Newy, a przede wszystkim budynek muzeum zoologicznego na wyspie Wasilewskiej. To kolejny z „zaliczonych” elementów Petersburga. Na samej wyspie znajdują się też inne muzea, w tym sztuki, jakby komuś po Ermitażu było mało.

Most otwierany w nocy na Newie
Most otwierany w nocy na Newie

Mosty, kanały i metro

Skoro już przy kanałach jesteśmy, to oprócz standardowej wycieczki po nich, warto wybrać się na jeszcze jedną, która zaczyna się o drugiej w nocy. Wtedy otwierają się mosty na Newie, tak by statki towarowe mogły się przedostać przez miasto. Sprawa jest dość techniczna, ale zamieniono ją w niesamowitą atrakcję turystyczną. Mosty są oświetlone, więc w nocy bardzo ładnie to wygląda, gdy się otwierają i zamykają. W przypadku niektórych dodatkowo mamy muzykę. Nic dziwnego, że co noc tuż przed Ermitażem gromadzi się wielu gapiów. To coś, co jest dość unikalną atrakcją na skalę światową.

Metro z pomnikiem Puszkina
Metro z pomnikiem Puszkina

Cerkwie i carska Rosja

Zostawiając już Bonda, Sankt Petersburg to miasto, w którym jest naprawdę wiele do zobaczenia. Łączy pięknie różne okresy historyczne, carską Rosję, ZSRR i czasy współczesne. Każde z nich zostawiło swoje piętno. Widać to w różnych miejscach, choćby w metrze. Metro tutaj działa na żetony. Kupuje się je i płaci za każde wejście na stację. W przypadku bagażu, jak jesteśmy w stanie je przenieść, to też nikt nie robi problemu. Ale to co naprawdę jest istotne to same stacje, które są wykończone w różnych stylach. Jedne pozostały socrealistyczne, inne odwołują się właśnie do carskiej Rosji. Choćby jedna poświęcona Aleksandrowi Newskiemu. Znajduje się bardzo blisko cerkwi. Są też nawiązujące do rewolucji, socjalizmu, ale też z Puszkinem.

Sobór Zmartwychwstania Pańskiego (obecnie to muzeum)
Sobór Zmartwychwstania Pańskiego (obecnie to muzeum)
Wnętrza
Wnętrza

Jedną z najciekawszych cerkwi jest Cerkiew Na Krwi, zwana także Soborem Zmartwychwstania Pańskiego, także zamieniona na muzeum. Znajduje się dość blisko Soboru Kazańskiego i Newskiego Prospektu, jednak bardzo się wyróżnia, dlatego że jest  w moskiewskim stylu. Na zewnątrz wygląda dość bajkowo. W środku zaś zdobienia przytłaczają.

Most z gryfami
Most z gryfami

Petersburg to też miasto książek. Rosjanie czytają całkiem sporo, ale tym razem chodzi o coś zupełnie innego. Akcja „Zbrodni i Kary” Fiodora Dostojewskiego dzieje się w tym mieście. Autor opisywał prawdziwe lokacje, więc kto wie, może to dobra alternatywa dla filmowych szlaków. Prawdę mówiąc nawet taki opis można znaleźć w sieci.

Aurora (Sankt Petersburg)
Aurora (Sankt Petersburg)

Leningrad i komunizm

Historycznie warto też zwrócić uwagę na jedno muzeum, przynajmniej z zewnątrz. „Aurorę”. Krążownik, który według propagandy rozpoczął rewolucję październikową. Dziś przyciąga wielu turystów. Bardziej niż jego komunistyczna przeszłość przyciąga ich możliwość obejrzenia dawnego niszczyciela od środka. Niestety, podobnie jak w Ermitażu, trzeba się liczyć z kolejkami. Zwłaszcza, że ilość osób zwiedzających go jednocześnie jest ograniczana.

Plac Moskiewski
Plac Moskiewski

Z czasów komunistycznych zostało tu wiele budynków i pomników. Można się wybrać na Plac Moskiewski, to ewidentnie „zabytek” z poprzedniej epoki, ale robi niesamowite wrażenie, zwłaszcza jak widzi się tam młodzież na deskorolkach. Warto jednak zwrócić uwagę, że Sankt Petersburg to przede wszystkim miasto Lenina. I jest on tu faktycznie wielbiony. To bohater. Stalin jest bardziej tematem, który mieszkańcy i Rosjanie starają się przemilczeć. Nie ukrywają go specjalnie, ale jest naprawdę zmarginalizowany (w przeciwieństwie do gruzińskiego Gori). Carska Rosja, czasy Lenina i obecnie Putina napawa Rosjan dumą i to widać.

Lenfilm to obecnie kino, ale logo pozostało
Lenfilm to obecnie kino, ale logo pozostało

Skończymy filmowo. Dawna wytwórnia filmów fabularnych Lenfilm obecnie została przemieniona na kino. Jednak holu można wejść bez biletu i obejrzeć fragmenty dekoracji i dawnych plakatów.

Ulice Sankt Petersburga
Ulice Sankt Petersburga

Petersburg ze względu na swoją niesamowitą historię i kulturowe bogactwo jest oczywiście wpisany na listę UNESCO.

Pomnik Piotra Wielkiego
Pomnik Piotra Wielkiego

Jeśli uważasz, że ten wpis jest przydatny lub interesujący polub nas na Facebooku.

Szlak rosyjski
Sankt Petersburg
Szlak filmowy
Sankt Petersburg (James Bond)
Share Button

Safi i Al-Dżadida

Na wybrzeżu oceanu atlantyckiego, między Agadirem a Casablanką znajdziemy wiele urokliwych i wartych do zatrzymania się miejsc. Jednym z nich jest bez wątpienia Al-Dżadida (El Jadida, dawniej Mazagan, arab. الجديدة), czyli kolejny zabytek na liście UNESCO.

Al-Dżadida
Al-Dżadida

Al-Dżadida

Najważniejszy punkt w Al-Dżadidzie to bez wątpienia pozostałości po dawnej, portugalskiej fortecy. Dziś to miejsce zamieszkane przez lokalną ludność, która nie potrafi w żaden sposób go wykorzystać. Walory „wypoczynkowe” to przede wszystkim plaże. Przez to niestety zabytek niszczeje, bo nie ma zainteresowania nim, z wyjątkiem starej cysterny portugalskiej. Do niej zjeżdżają się turyści. Niestety, w ramadanie podczas naszej wizyty zamknięto ją dużo wcześniej niż wynikałoby to z informacji. Ale to już specyfika kraju. Pokazuje też niestety niską świadomość na temat zabytków innych kultur. W teorii co prawda znalazł się przewodnik, który sugerował, że może nas od tyłu wprowadzić na dach za jakieś pieniądze, ale przezornie nie korzystamy z takich propozycji. Zwłaszcza, gdy nie ma w pobliżu ani innych turystów, ani policji.

Forteca portugalska

Zostało nam więc zwiedzenie fortecy lub tego, co z niej pozostało. Mury stoją dalej, w niektórych miejscach są też armaty, ale dużą część została zabudowana i przerobiona na mieszkania. Na dość krótki spacer wystarczy. Naprzeciwko murów zaś znajduje się tutejsza medyna. Zatłoczona i żyjąca.

Forteca porgualska
Forteca portugalska

Safi

Innym miejscem, również początkowo wzniesionym przez Portugalczyków jest Safi (arab. أسفي). Tu też początkowo wznieśli fortecę na wybrzeżu, na południe od Al-Dżadidy. Wpływy portugalskie nie zachowały się tu już tak dobrze. Został co prawda fragment zamku, ale on także jest przerobiony na część mieszkalną, nie jest w żaden sposób wykorzystany turystycznie. Krótkie przejście się po nim doskonale obrazuje skalę problemu. Dość ciekawa budowla, która dałoby się wykorzystać turystycznie, pełni rolę mieszkalną. Wisi tu schnące pranie, chodzą kury, ot uroki Maroka.

Safi
Safi
Safi

Safi słynie z wyrobów garncarskich. Czy są one tu najlepsze i najładniejsze, jak często piszą przewodniki? Tego nie potwierdzamy. Raczej standard marokański. Za to dość interesującym miejscem jest dzielnica garncarzy, wraz z wzgórzem, na którym zlokalizowano warsztaty. Znajduje się ona w samym centrum, więc łatwo tu dotrzeć. To właśnie jest siła legendy unikalności tych produktów, można zobaczyć jak powstają. To przyciąga zwiedzających. Normalnie jest tu zdecydowanie większy ruch, ale niestety w trakcie ramadanu, praktycznie zamarł. Sprzedawcy się wystawiają, ale tylko nieliczni rzemieślnicy pracują nad wyrobami ceramicznymi, miseczkami, talerzami, kubeczkami czy dzbanuszkami. Ci, którzy pracowali, nie wykonywali tych najbardziej widowiskowych prac, raczej gładzili bądź malowali swoje dzieła. W Safi znajduje się też muzeum ceramiki, ale przede wszystkim jest wiele sklepów. Niby lepiej niż w Al-Dżadidzie, ale to wciąż nie to Maroko, którego szukamy.

Safi
Szlak marokański
Safi i Al-Dżadida
Share Button

Włochy: Informacje praktyczne

Informacje praktyczne nt. Włoch. Zweryfikowane we czerwcu 2018.

Dojazd: Można spokojnie dojechać samochodem, choć to trochę dłuższa wyprawa. Za to obecnie jest dość sporo tanich lotów w okolice Mediolanu, Rzymu, Bolonii i jeszcze kilku innych miejsc.

Wiza: Strefa Schengen, czyli wjeżdża się co najwyżej na podstawie dokumentu. W związku z obecną sytuacją polityczną kontrole mogą się pojawić.

Baza noclegowa: Rozbudowana, ceny często wysokie. Standard dość różny. Wiele hotelów mieści się w kamienicach, tam często należy liczyć się z dzielonymi łazienkami. Można szukać np. na Booking.com.

Szczepienia wymagane: Brak.

Choroby: Nic szczególnie istotnego. Liczne komary tygrysie, mogące być nosicielami dengi oraz gorączki Zachodniego Nilu. Na szczęście jest małe prawdopodobieństwo, że akurat roznoszą te choroby.

Waluta: Euro (EUR).

Płatności kartą i bankomaty: Płatności kartą są dość popularne i akceptowalne w większości restauracji i większych muzeach, choć z tymi ostatnimi bywają pewne problemy. Bankomaty także raczej dostępne bez większych problemów. Zwłaszcza na południu Włoch można się spotkać z niechęcią używania kart płatniczych, bo wtedy trzeba wydać paragon, więc preferowany jest obrót gotówkowy.

Napiwki: W większości restauracji płaci się za nakrycie stolika. Osobna pozycja liczona od liczby osób załatwia kwestię napiwków.

Internet: Wifi w hotelach obecnie jest dość popularne, choć czasem jakość może nie być najlepsza.

Telefony: Nie ma problemu z roamingiem, zasięg także rozległy.

Język: Włoski. Włosi nie mają talentu do języków, ale obecnie w miejscach turystycznych angielski jest wystarczający, by móc się spokojnie porozumieć.

Gniazdka elektryczne: Jak w Polsce.

Samochody i transport: Poruszając się między miastami, a także w ich dalszych okolicach warto skorzystać z rozbudowanej infrastruktury kolejowej. Bilety kolejowe najlepiej kupić na stronie WWW: http://www.trenitalia.com jeszcze przed wyjazdem. Głównie z powodów ceny, im wcześniej się kupi, tym są tańsze, dotyczy to zwłaszcza pociągów dalekodystansowych. Warto pamiętać, że pociągi lokalne nie mają wyznaczonych miejsc, ale jednocześnie bilet jest bardziej elastyczny jeśli chodzi o godziny. Jeśli mamy bilet na określoną godzinę i się spóźnimy, to w ciągu czterech godzin można bez problemu pojechać następnym na tej samej trasie. Jednocześnie można wysiąść sobie na stacjach pośrednich i wsiąść do kolejnego, zwłaszcza gdyby zaistniała potrzeba zobaczyć coś na szybko po drodze.

Autostrady także są rozbudowane, ale płatne.

Dość dobrze jest też rozwinięta komunikacja lotnicza wewnątrz samych Włoch. To zasługa tanich linii.

Oznaczenia i drogowskazy: Przepisy podobne do polskich, obowiązują w teorii zasady Unii Europejskiej. Choć warto zwrócić uwagę, że w wielu miejscach samochody są tu raczej poobijane. Stłuczki są dość częste, podobnie jak otarcia. Poruszanie się samochodem po mieście dla osób o mocnych nerwach.

Jedzenie wegetariańskie: Kuchnia włoska pod tym względem jest bardzo dobra. Pizze, pasty, sery, warzywa, gwarantują dość rozległy wybór.

Warto jednak wziąć pod uwagę, że w niektórych częściach Włoch wszelkie knajpy są czynne wtedy, gdy kucharz przyjdzie do pracy. Godziny otwarcia są dość luźne, bliskie popołudniowych i tyle.

Ludzie: Włosi są głośni i emocjonalni. Lubią się bawić, ale też bywają kłótliwi. Kierowca autobusu potrafi się zatrzymać na środku drogi i wyjść, by pokłócić się z prowadzącym inne auto. Sam język też jest hałaśliwy, co daje się odczuć wieczorami. Jednocześnie są raczej dobrze nastawieni i żartobliwi.

Bezpieczeństwo: Obecna sytuacja polityczna trochę zmienia perspektywę. We Włoszech jest dość dużo uchodźców, ale też pojawiają się problemy z radykalizującymi się muzułmanami, choć to jeszcze nie ta skala, co w innych krajach Europy. Na samym południu Włoch zagrożeniem była też mafia. Choć w ostatnich latach jest jakby spokojniej. Mafii na Sycylii jednak nie zależy, by szczególnie atakować turystów.

Politycznie Włochy nie należą do krajów stabilnych. Dość często dochodzi tu do zmian rządów, a także strajków. Nie wpływa to na bezpieczeństwo, jednak może się zdarzyć, że natkniemy się w jakimś mieście na strajk służb komunalnych, co grozi pewnym zagrożeniem epidemiologicznym. Jednocześnie od lat zagrożona jest integralność Włoch ze względu na ruchy separatystyczne, acz na szczęście poza kłótniami nie dochodziło tu do zamieszek czy zamachów na tym tle.

Dodatkowo część środkowych Włoch to obszar aktywny sejsmicznie. Zdarzały się też erupcje wulkanów, w szczególności potencjalnie groźny jest obecnie uśpiony Wezuwiusz oraz obszar Pól Flegrejskie nieopodal Neapolu.

Klimat: Zróżnicowany. Na północy znajdują się Alpy, ta część kraju to dobre miejsce dla trenowania sportów zimowych. Południe to klimat śródziemnomorski ze wspaniałymi plażami.

Informacja turystyczna i mapy: Na miejscu można znaleźć informacje turystyczną, choć jej jakość zależy od części kraju. Czasem można dostać darmową mapę, ale nie jest to norma. W niektórych miastach trzeba ją kupić, choć z drugiej strony hotele mogą je rozdawać swoim gościom.

 Gdzie szukać informacji: Jest bardzo dużo przewodników o Włoszech, tak drukowanych jak i internetowych. To dość popularne miejsce wśród polskich turystów.

Szlak włoski
Praktycznie
Share Button

Chiny: Informacje praktyczne

Informacje praktyczne nt. Chin. Zweryfikowane w lipcu 2011.

Dojazd: Ze względu na odległość obecnie praktycznie tylko samolot. Co prawda można się pokusić o przejazd kolejowy przez Rosję czy Mongolię, ale na to trzeba mieć czas.

Wiza: Wizę załatwia się wcześniej, przez pośrednika lub bezpośrednio w ambasadzie. Pozwala ona przekroczyć granicę dwukrotnie. Poza wypełnieniem dokumentów jest oczywiście płatna. Obecnie koszt to około 260 PLN.

Baza noclegowa: Chiny bardzo mocno się rozwijają, także hotelowo. Standard różny. To kraj o olbrzymich dysproporcjach społecznych, więc jest sporo miejsc dla bardzo bogatych ludzi.

Szczepienia wymagane: Brak.

Choroby: Istnieje niewielkie ryzyko malaryczne, a także ryzyko złapania biegunki ze względu na inną florę bakteryjną.

Waluta: Yuan (oficjalnie Renminbi) (CNY).

Płatności kartą i bankomaty: Visa raczej akceptowalna, choć bardziej popularne są tam własne standardy (w tym Discovery). Kraj się mocno rozwija, jednak od 2011 pewnie się zmieniło.

Napiwki: Raczej nie oczekują. Formalnie napiwki są zakazane prawnie.

Internet: Jest cenzurowany. Można sobie wpisać testowo hasła związane z masakrą na placu Tienanmen. Okaże się, że nie da się wejść na takie strony. Obecnie bywają także problemy z np. Facebookiem.

Telefony: Roaming bez problemu. Czasem na prowincji może być gorzej z zasięgiem.

Język: Oficjalnie mandaryński. Rzadziej angielski, czy rosyjski. Ale nawet jeśli rozmówca go nie zna, będzie starał się skomunikować z nami w inny sposób.

Gniazdka elektryczne: Napięcie jak w Polsce. Gniazdka bardzo różnie. Normalnie mają trochę inny system (jak w Australii czy Nowej Zelandii), więc niby potrzebna jest przejściówka. Czasem nasze wtyczki pasują, czasem nie, czasem da się włożyć na siłę lub kombinując inaczej. Część gniazdek zwłaszcza w hotelach czy miejscach turystycznych ma dodatkowe dziurki, dzięki czemu można włożyć nasze.

Wtyczka typu australijskiego/chińskiego

Samochody i transport: Nie podróżowaliśmy samochodem.

Oznaczenia i drogowskazy: Znaki jak u nas. Oznaczenia także w transliteracji.

Jedzenie wegetariańskie: Zawsze się coś znajdzie, niestety bez znajomości języka niekoniecznie można się dowiedzieć, co to. Najwyżej zostaje ryż i arbuzy.

Ludzie: Bardzo bezpośredni, otwarci i ciekawscy. Wpychanie się w Chinach jest normalne, włącznie z przesuwaniem ludzi w kolejce jak coś chce się zobaczyć. Bardzo hałaśliwi. Wieczorem warto wyjść sobie do parków, gdzie gromadzą się Chińczycy, tańczą, śpiewają, jedzą i się bawią.

Bezpieczeństwo: Państwo policyjne, ale nie czuje się tego. Pilnują, trzeba uważać na tematy polityczne. Ale ogólnie jest bardzo bezpiecznie. Służby zaś są bardzo pomocne. W razie kłopotów (na przykład z automatem biletowym) może się okazać, że byliśmy monitorowani.
Oczywiści warto pamiętać, że część tematów w Chinach w miejscach publicznych jest zwyczajnie zakazana. Lepiej nie wykrzykiwać nic o wolnym Tybecie. Służb może nie widać, ale są. Potem ciężko jest odkręcić żart, ale oczywiście da się.

Klimat: Duży kraj, zróżnicowany. Na północy dość podobnie jak u nas, południe to odpowiednik śródziemnomorskiego czy podzwrotnikowego. Na zachodzie bardzo wysokie góry.

Informacja turystyczna i mapy: To jeszcze coś, nad czym muszą popracować.

 Gdzie szukać informacji: Obecnie można kupić bez problemu przewodniki o Państwie Środka. Dużo informacji także jest dostępnych w sieci.

Szlak chiński
Praktycznie
Share Button

Wielki Mur Chiński

W najbliższy weekend na nasze ekrany wchodzi film „Wielki Mur”. To dobry pretekst, by wybrać się na krótką, wirtualną wyprawę do Chin i na Wielki Mur Chiński (chin. 万里长城).

Wielki Mur Chiński
Wielki Mur Chiński

Wielki Mur Chiński – mity

Jeden z cudów świata. Oczywiście na liście UNESCO. Wielki Mur Chiński to bez wątpienia jedna z najciekawszych starodawnych budowli, która w jakiejś części ostała się do dziś. I taka, która jest owiana wieloma legendami. Jedna z nich mówi, że to jedyna budowla widziana z kosmosu. Nie jest to prawdą. Właściwie to wiele autostrad jest szerszych i dłuższych, a przy tym lepiej oświetlonych. Wielki Mur aż tak wielki nie jest. Wiele wskazuje na to, że Amerykanie pomylili go z wielkim kanałem i rzeką Yangcy, a potem się to rozeszło. Inna legenda mówi, że Wielki Mur był niezdobyty.

Cóż, prawda jest taka, że raczej pełnił on rolę odstraszającą. Jeśli chodzi o obronność raczej nie spełniał swojej funkcji. Po pierwsze był zbyt wielki, by go patrolować czy bronić się na nim. Po drugie ciężko po nim się przemieszcza. Po trzecie jest na tyle rozległy, że ludy z zewnątrz bez problemu mogły sobie przechodzić przez niego. Jeszcze jedna sprawa jest taka, że Wielki Mur nie przetrwał w formie nienaruszonej. Chińczycy niestety mają to do siebie, że odbudowują zabytki czasem je rozszerzając. Potem trudno stwierdzić, co jest oryginałem, a co „chińską podróbką”.

Wielki Mur z bliska
Wielki Mur z bliska

Historia i fakty

Wielki Mur jest nierówny w swojej budowie, co powoduje, że poruszanie się po nim może być uciążliwe. Z prostej przyczyny. Część jest faktycznie w miarę płaska, chodzi się więc po kamieniach, ale w niektórych częściach przy wzniesieniach musimy pokonać schody. To już jest trudniejsze, bo poszczególne schody są czasem bardzo wysokie. Efekt jest taki, że czasem łatwiej się wdrapać niż wejść i to średniej wielkości Europejczykom. Dla niższych Chińczyków jest to dziś wyzwanie, a oni nie mają na sobie zbroi z pełnym rynsztunkiem. Dla dawnych żołnierzy, którzy także do najpostawniejszych nie należeli to musiało być ciężkie wyzwanie.

Właśnie takie fragmenty bardzo dobrze obrazują jak trudno było szybko reagować na Wielkim Murze, gdy pojawił się nieprzyjaciel. Swoją drogą warto pamiętać, że na niektórych odcinkach mur nie istniał. Łączył się z naturalną barierą. Licząc z nią podobno mierzył sobie jakieś 8851 m z czego 6259 m zostało wzniesione przez człowieka. Dane te jednak i tak są tylko szacunkowe. Całości fortyfikacji nigdy nigdy nie zmierzono. Mury takie zaczęto budować jeszcze w epoce walczących królestw, ale podwaliny pod ten mur powstały wraz z zjednoczeniem Chin przez Qin Shi Huanga (III w p.n.e.). Obecny kształt pochodzi z XV wieku i czasów dynastii Ming.

Mur
Mur

Jeśli chodzi o wartość obronną, to dziś warto zauważyć jeszcze jedną rzecz. W niektórych miejscach mur obecnie jest na tyle nisko, że można spokojnie z niego zejść i wejść z powrotem zwyczajnie przekładając nogę. To znaczy mniej więcej tyle, że utrzymanie go w czasach świetności wymagało olbrzymich środków finansowych. Technicznie rzecz biorąc, Wielki Mur Chiński to prawdopodobnie jeden z największych niewypałów w historii ludzkości. Kosztował dużo, a jego wartość obronna była mocno przeceniana. Za to do dziś ma olbrzymią wartość kulturową i kulturotwórczą.

Mur z tej perspektywy nie wygląda już tak okazale
Mur z tej perspektywy nie wygląda już tak okazale

Zwiedzanie Wielkiego Muru

Wielki Mur to symbol Chin. Mieszkańcy doskonale o tym wiedzą. Warto jednak pamiętać, że turystyka zewnętrzna w Chinach nie jest tak rozwinięta jak wewnętrzna. Więc zdecydowana większość Chińczyków zwiedza swój kraj i są zdecydowanie najliczniejszą grupą turystów. I jest to jedno z tych miejsc, w którym bardzo dobrze to widać. Ilość turystów jest naprawdę ogromna, więc „przyjemność” chodzenia po Wielkim Murze jest raczej znikoma. Idzie się w tłumie za tłumem. A osoby zza granicy bardzo się tu wyróżniają i budzą czasem  zainteresowanie. Tu przybywają osoby z najodleglejszych zakątków Chin. Dla wielu Europejczyk jest czasem atrakcją podobną co Wielki Mur. Efekt jest taki, że bardzo często proszą o wspólne zdjęcie. Nie trzeba chyba dodawać, że robienie zdjęć jeszcze bardziej tamuje tu ruch.

Ciągnący się Wielki Mur
Ciągnący się Wielki Mur

Plus jest taki, że większość zwiedzających „zalicza” zabytek. Przejdzie się do pierwszej czy drugiej strażnicy i tam zawróci. Więc jak się przejdzie tę najludniejszą część dalej zwiedzanie jest już dużo przyjemniejsze.

Zwiedzanie Wielkiego Muru nie stanowi większego problemu. Choć tylko niewielka część jest udostępniona turystom, to jednak są one dobrze oznaczone. Łatwo znaleźć wycieczkę czy kierowcę, który nas do takiego miejsca zwiezie. Nam udało się zobaczyć fragment w Badaling, ale pod samym Pekinem jest jeszcze pięć innych miejsc otwartych dla zwiedzających.

Druga strona medalu, czyli ilość turystów
Druga strona medalu, czyli ilość turystów

Sam Wielki Mur jest mocno obecny w kulturze popularnej czy w filmie, ale dużo łatwiej jest go „odtworzyć” niż nakręcić. O tym warto pamiętać. Najczęściej w kinie mimo wszystko go nie widzimy.

Szlak chiński
Wielki Mur Chiński
Share Button

Caserta

Dziś zajmiemy się miejscem, które określa właściwie jeden zabytek. Owszem istnieje cała miejscowość Caserta, ale to nie ona była naszym celem, a pałac królewski.

Główna brama
Główna brama

Caserta – Pałac Królewski Burbonów

Dawna perła w koronie Bubronów, czyli pałac w Casercie, znajduje się bardzo blisko Neapolu. Można tu dojechać zarówno autobusem, jak i pociągiem. W przypadku tego ostatniego warto się zastanowić nad kartą miejską artecard (więcej szczegółów będzie przy okazji opisu Neapolu). W cenie karty są wliczone przejazdy lokalnymi liniami kolejowymi, jak również wejścia do dwóch zabytków. Można zdecydować się na pałac w Casercie.

Dziedziniec, czyli filmowy Watykan
Dziedziniec, czyli filmowy Watykan

Pałac królewski w Casercie (Reggia di Caserta lub Palazzo Reale di Caserta) to prawdopodobnie największa budowla wzniesiona w Europie w XVIII wieku. Obecnie znajduje się także na liście UNESCO. Głównym architektem był Luigi Vanvitelli, który dość mocno wzorował się na Wersalu. Dziś jednak pałac popada trochę w ruinę. O ile jeszcze wnętrza są zadbane i dobrze zachowane, o tyle reszcie daleko do dawnej świetności. Widać to choćby po ogrodach. Zresztą Królestwo Neapolu i Sycylii, a potem Królestwo Obojga Sycylii nigdy nie było tak potężne jak choćby Francja, stąd uboższa architektura. Nawet, gdy porównuje się bogactwo Caserty z pałacem dożów w Wenecji,  widać sporą różnicę. Niemniej jednak to cały czas bardzo ciekawe miejsce, z bardzo długim ogrodem, na którego końcu znajduje się duża fontanna. Na zwiedzanie pałacu i ogrodu przyjeżdżając z Neapolu należy poświęcić jeden dzień. Czasu będzie pewnie aż za nadto, ale trzeba wziąć poprawkę na kolejowy częstotliwość kursowania pociągów we Włoszech, zwłaszcza jeśli zwiedzanie przypada na niedzielę.

Korytarz
Korytarz

Caserta na filmowo

Nas w Casercie najbardziej interesowała jej filmowa historia. Choć pałac pojawia się w starych filmach – „Najpiękniejsza kobieta świata” z 1955 i „Bitwa o Anzio” z 1968, to jednak nowsza filmografia jest dużo ciekawsza.

Słynne schody
Słynne schody

Po pierwsze wnętrza pałacu zagrały w „Gwiezdnych Wojnach”. Udawały wnętrza pałacu królowej Naboo. W „Mrocznym widmie” to właśnie tu widzimy salę tronową królowej Amidali. Nakręcono też słynne schody (Amidalę odprowadzają do obozu nr 4, schodzi po schodami po prawej stronie). Sala tronowa królowej Naboo to właściwie korytarz, gdzie się czeka przed właściwym wejściem do części zabytkowej. W „Mrocznym widmie” pojawił się także korytarz na dole, tam widzieliśmy hologram Dartha Sidiousa, gdy ten wydawał polecenia wicekrólowi Federacji Handlowej, Nute’owi Gunrayowi. Na potrzeby „Mrocznego widma” w 1997 pałac zamknięto na 4 dni. Sceny z wybuchami powstały w studiu Leavesden. W 2000 wrócono tu, by nakręcić scenę do „Ataku klonów”. Tym razem był to już pałac królowej Jamilli, ale wykorzystano jedynie główny hol. W 2000 pałac zamknięto na niecały dzień od godziny 1 po południu do 1 w nocy.

hol
hol

Poza Naboo Caserta udawała także Watykan. Po raz pierwszy przy „Mission: Impossible III” J.J. Abramsa. Części scen nie można było nagrać w Watykanie, zwłaszcza tych wymagających efektów specjalnych. Dużo mniej popularna Caserta stała się idealną lokacją zastępczą. Tu przede wszystkim wykorzystano ogrody, ale też główny dziedziniec. Pojawił się oczywiście również główny hol.

Sala tronowa
Sala tronowa

Dziedziniec pojawia się także w „Aniołach i Demonach”. W przypadku adaptacji powieści Dana Browna, dość ciężko było dostać zgodę Watykanu. Wykorzystano między innymi Casertę. W filmie pojawia się scena, w której kardynałowie idą po głównych schodach, tych samych co w „Gwiezdnych Wojnach”, ale tym razem korzystają z tych po lewej stronie. Zdjęcia kręcono w 2008 roku.

Wodospad
Wodospad

Ogrody

Poza pałacem w Casercie nie ma wiele innych miejsc do zwiedzania, ale to także południe Włoch, które słynie z bardzo dobrej kuchni. Jeśli ma się chwilę czasu, to naprawdę warto skorzystać. Wiele z tutejszych restauracji szczyci się wysokimi notami na TripAdvisor i patrząc po tym, co serwują to naprawdę zasłużone opinie. Przy okazji można się przespacerować po małomiasteczkowych Włoszech.

Ogrody
Ogrody
Długi ogród w drugą stronę
Długi ogród w drugą stronę

Bardziej gwiezdno-wojenną relację z Caserty możecie przeczytać tutaj.

Caserta - miasto już poza pałacem
Caserta – miasto już poza pałacem

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak włoski
Caserta
Szlak filmowy
Caserta (Gwiezdne Wojny i inne)
Share Button

Kaskady Ouzoud

Prócz gór, wybrzeża i pustyń, jednym z częściej odwiedzanych miejsc w Maroko są wodospady. Jest ich tu kilka. Kaskady Ousoud (lub Ouzoud w zależności od transkrypcji, Szallalat Uzud lub arab. شلالات ازود) należą do najwyższych. Ten kaskadowy wodospad ma wysokość stu metrów, przyciąga turystów, tak z krajów zachodnich jak i wielu Marokańczyków. Ci drudzy bardzo chętnie korzystają z kąpieli w wodzie. W okresie naszej wizyty (ramadanu), właściwie to tylko Marokańczycy się tu bawili. Turyści byli prawie nieobecni. Łatwo się domyślić, że przez to byliśmy nagabywani, ale w granicach rozsądku. No i większości sprzedawców w kramach nawet tego się nie chciało zrobić, więc spacer był przyjemny.

Wodospad
Wodospad

Kaskady Ouzoud

Tuż przed Ousoud znajduje się parking, z którego mamy prostą drogę na szczyt wodospadu. Nie trzeba się wspinać. Trzeba tylko uważać podchodząc do krawędzi. Niestety nie ma barierek, a skały są zdradzieckie i mokre. Widok robi wrażenie, ale trzeba zachować ostrożność, bo o wypadek łatwo. Główna kaskada liczy sobie 110 m.

Na samym dole
Na samym dole

Wodospad na rzece Wadi Uzud można obejrzeć z dołu, oraz z boku z pewnej odległości. Na dół prowadzą nas dwie drogi. Po lewej stronie mamy schody, które ciągną się w dół. Bardziej przypominają raczej tarasy. Nie są trudne do schodzenia i wchodzenia. Niestety są w całości obudowane przez kramy, sklepiki i restauracyjki, więc mocno zasłaniają widok. To jest „ciemna strona” Ousoud. To byłoby dużo piękniejsze miejsce, gdyby nie przemysł turystyczny.

Na samym dole
Na samym dole

Makaki

Schodząc tą stroną można natknąć się na makaki berberyjskie. Małpy chodzą i żebrzą. To dokładnie te same małpy, co na Gibraltarze, ale nie są dokarmiane przez władze, więc ich zachowanie jest odmienne. Bardziej zaczepiają ludzi, a przy tym wydają się być spokojniejsze. Sprzedawcy wykorzystują je do zarabiania pieniędzy. Nie pilnują ich, więc można z małpą zrobić sobie zdjęcie za darmo (w przeciwieństwie do tych w Marrakeszu). Ale by małpę przyciągnąć do siebie, trzeba coś dla niej mieć. Więc można od tubylców kupić orzeszki. Karmienie małp ciastkami czy innymi słodkościami także uchodzi na sucho, oczywiście o ile małpie to smakuje.

Makaki chcą jeść
Makaki chcą jeść

Zejście po drugiej stronie jest zdecydowanie bardziej dzikie. Co również oznacza, że jest nieoznaczone i nie do końca zadbane. Prowadzi na dół, skąd niestety znów trzeba przedzierać się przez stragany, by dojść do wodospadu. Za to w tej części przebywa mniej zachodnich turystów, a więcej Marokańczyków. Można zobaczyć jak bawią się nad wodą, kąpią, czy wykorzystują małe przełomy, by sobie z nich spływać. Jest tu też spokojniej. Sprzedawcy patrzą zaciekawieni, ale bardziej są nastawieni na ludność lokalną, więc nie zaczepiają.

Góry
Góry

Przy Ousoud znajduje się też kilka hoteli. Gdyby ktoś chciał dłużej zatrzymać się w tym miejscu, lub nawet nocować, jest to jak najbardziej możliwe.

Wodospad
Wodospad

Ousoud to nie jest miejsce, które koniecznie trzeba zobaczyć w Maroko. Wodospad jak wodospad, w dodatku mocno nastawiony na turystykę. Ale sam jego widok wynagradza trud przybycia tu. No i mocno kontrastuje z górami Atlas czy pustyniami (takimi jak Erg Chebbi). Przez to jest bardzo orzeźwiający.

Kaskady Ouzoud
Kaskady Ouzoud
Szlak marokański
Kaskady Ouzoud
Share Button

Betlejem

Święta Bożego Narodzenia już za parę dni. Jedną z naszych polskich tradycji jest szopka betlejemska. A co jeśli tak naprawdę tej szoki nigdy nie było? Dziś zajmiemy się tym, jak ta sprawa wygląda w Betlejem (arab. بيت لحم,, hebr. בית לחם). Tam powinni wiedzieć to chyba najlepiej.

Groty pasterzy
Groty pasterzy

Szopka / Grota w Betlejem

Szopka w kulturze chrześcijańskiej pojawiła się w dużej mierze za sprawą franciszkanów. Było to celowe przybliżenie pewnego misterium zwykłym ludziom. Problemem okazał się także język, w którym zapisano Ewangelię, oraz specyfika tamtych czasów. Słowo szopa niekoniecznie miało te samo znaczenie w Judei w czasach Chrystusa i jakieś tysiąc dwieście lat później w Europie. Właściwie jeśli sięgniemy do tekstu źródłowego, czyli Ewangelii wg świętego Łukasza to okazuje się, że nie ma tam ani słowa o szopie.  „…powiła swego pierworodnego Syna, owinęła go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie.” (cytat za Biblią Tysiąclecia). Żłób wskazuje na pomieszczenie gospodarcze, szopę, chlew, oborę, ale w Betlejem nie było potrzeby stawiania takich budynków dla bydła. Wykorzystywano groty, w których trzymano trzodę. Szopka zatem jest pewnym synkretyzmem kulturowym, który pozostał do dziś.

Bazylika Narodzenia Pańskiego
Bazylika Narodzenia Pańskiego

A co ważniejsze, groty w Betlejem są i można je zwiedzać lub przybyć z pielgrzymką. Istotne dla nas są tak naprawdę dwie. Pierwsza to sanktuarium maryjne, którym zajmują się franciszkanie o nazwie Grota Mleczna. Pozwala ono dużo lepiej doświadczyć tego, jak wyglądały groty pasterskie. Oczywiście tu też mamy ołtarz, kościół i całą tę modlitewną otoczkę, ale jednocześnie pozostało wiele miejsc, w których da się spokojnie obejrzeć pozostałości po grotach wykorzystywanych przez pasterzy. Dziś podobne groty (i grobowce nabatejskie) są analogicznie wykorzystywane w Petrze.

Bazylika Narodzenia Pańskiego
Bazylika Narodzenia Pańskiego

Bazylika Narodzenia Pańskiego

Jednak prawdziwa perła Betlejem to Bazylika Narodzenia Pańskiego. Według tradycji i wczesnych pism jest zbudowana nad grotą, w której faktycznie narodził się Jezus Chrystus. No i podobnie jak w Jerozolimie jest podzielona między różne odłamy chrześcijaństwa, z wszystkimi komplikacjami. Organizacja Bazyliki bardzo przypomina to, o czym pisaliśmy przy okazji Jerozolimy i Bazyliki Grobu Pańskiego. Tak jak tam, tu też kościół jest podzielony na części, którymi  o wyznaczonych godzinach zajmują się przedstawiciele różnych wyznań. Niestety można tu uświadczyć zarówno kłótni jak i nieprzychylnego podejścia do współbraci w wierze, ale innej innej konfesji.

Ma to także wpływ na wygląd samej Bazyliki, zwłaszcza w środku. Znów, podobnie jak w Jerozolimie, bywa udekorowana na kilka różnych sposobów na raz. To zwyczajnie nie wygląda dobrze. Co ciekawe, można tu zobaczyć także coś, co przypomina zwisające z sufitu bombki, jednak w tym przypadku bardziej istotna okazała się praktyczna potrzeba, niż chęć dekoracji. Część lamp jest oliwna, więc chcąc je ochronić przed gryzoniami, są zamocowane na „bombkach”.  Myszy nie mają jak do nich dojść, więc nie narobią szkód. Oczywiście z polskiej perspektywy wygląda to dość bożonarodzeniowo. Dopiero w tym roku ruszył kompleksowy remont Bazyliki, bo wreszcie zainteresowane strony doszły do porozumienia.

Bazylika Narodzenia Pańskiego - miejsce narodzenia Jezusa Chrystusa
Bazylika Narodzenia Pańskiego – miejsce narodzenia Jezusa Chrystusa

W Bazylice znajduje się wejście do Groty Narodzenia, bardzo małego pomieszczenia, w którym znajdziemy miejsce narodzin Jezusa. Oznaczono je gwiazdą, jak i miejsce, w którym znajdował się żłób. Wejść tu się da w dwojaki sposób. Pierwsze to wraz z pielgrzymką. Organizowane tu są msze dla grup. Miejsca dużo nie ma, ale wtedy faktycznie przewodnicy duchowi dbają najczęściej o to, by każdy miał dość chwilę czasu na osobiste obcowanie z tym miejscem. Druga opcja to wejście w oknach dla turystów i samodzielnie zwiedzających. Niestety trzeba liczyć się z tym, że tłum może być duży i jedynie uda się te miejsca „zaliczyć” po odstaniu swojego.

Bazylika Narodzenia Pańskiego
Bazylika Narodzenia Pańskiego

Bazylika Narodzenia Pańskiego jest wpisana na listę UNESCO, wraz z całym szlakiem pielgrzymów.

Bazylika Narodzenia Pańskiego - boczne kaplice
Bazylika Narodzenia Pańskiego – boczne kaplice

Zwykłe Betlejem

Choć hebrajska nazwa Betlejem, nazwa znaczy „dom chleba”, niestety nie jest przyjemnym i ciekawym miastem. Brudne, zaniedbane, niedofinansowane. Pomijając miejsca pielgrzymkowe właściwie można nie tylko sobie je odpuścić, ale chyba wręcz, przynajmniej obecnie, zwyczajnie lepiej go unikać. Jest zniszczone latami walk i zapuszczone. No i zwyczajnie samemu po zmierzchu lepiej się po nim nie przechadzać. Co pewien czas słychać nawet o napadach na turystów, czy jeszcze częściej turystki.

Betlejem i meczet
Betlejem i meczet

Filmowo Betlejem pojawia się w wielu produkcjach, ale poza dokumentami raczej nie przebywają tu ekipy filmowe. No i typową szopę można postawić w każdym studiu filmowym, nie trzeba jechać do Palestyny.

Szlak religijny
Betlejem
Szlak palestyński
Betlejem ?
Share Button

U styku filmu i podróży