Efez, ruiny antycznego miasta w Turcji

Efez (gr. Ἔφεσος) to bez wątpienia jedno z najbardziej znanych i najlepiej zachowanych antycznych miast. Obecnie znajduje się w Turcji. Wpisane na listę UNESCO przyciąga olbrzymie rzesze turystów. Jedni przyjeżdżają sami, inni w ramach wycieczek zorganizowanych. Efez jako ważne miejsce działalności św. Pawła, opisane w Dziejach Apostolskich, leży też na trasie pielgrzymek. Jedno jest pewne, w szczycie sezonu Efez to bardzo zatłoczone miejsce.

Ulica w Efezie
Ulica w Efezie

Słynne miasto Efez w Turcji

Pytanie, czy warte zobaczenia? Tu odpowiedź nie będzie jednoznaczna, bo zależy od tego, czego szukamy i co widzieliśmy. Jeśli ktoś nie miał okazji obejrzeć innych antycznych w miarę dobrze zachowanych miast, to z pewnością warto się przemęczyć. Ale jeśli ktoś już widział wiele podobnych miejsc, także w Turcji, to tłumy mogą być skutecznym elementem odstraszającym. Efez niestety należy do tych miejsc, które wspaniale wyglądają na przygotowanych wcześniej fotografiach, w dobrym słońcu, z małą ilością ludzi w kadrze. Jednocześnie ciężko samodzielnie się nacieszyć tymi ruinami. Prawdę mówiąc nam to dość mocno przeszkadzało.

Ulica w Efezie
Ulica w Efezie

Historia Efezu

Ale jak już się przemęczymy, to Efez zapada w pamięci. Jest tu kilka naprawdę przepięknie zachowanych miejsc, w tym ulica portowa. Dziś bardzo odległa od wody. Efez powstał mniej więcej w IX w. p.n.e., choć niektórzy historycy twierdzą, że osadnictwo tutaj jest jeszcze starsze i może sięgać nawet XIV w. p.n.e. W każdym razie greccy osadnicy wykorzystali ujście rzeki do budowy portu, wokół którego powstało całe wielkie miasto. Przez prawie trzy tysiąclecia ilość materiału naniesionego przez wody spowodowała oddalenie się linii brzegowej, dziś prawie o 8 kilometrów. Zresztą dawna rzeka również zmieniła koryto.

Mozaika
Mozaika

Efez miał dość burzliwą historię, ale szczęśliwie udało się zachować całkiem sporo z dawnych zabudowań miasta. Był pod panowaniem rzymskim, rozwijało się tu chrześcijaństwo, a od XI wieku znajduje się pod kontrolą turecką. Miasto zostało opuszczone w XIV w. Obecnie jest atrakcją turystyczną. Z Efezem związany jest też słynny grecki filozof Heraklit.

Tak wyglądała toaleta w Efezie
Tak wyglądała toaleta w Efezie

Zwiedzanie Efezu

Oprócz ulicy portowej, najważniejsze jest ulica Marmurowa, kiedyś główna w całym mieście. Dziś pozostałości po nich to oczywiście deptak.

W tle słynna biblioteka Celsusa (Efez)
W tle słynna biblioteka Celsusa (Efez)

Jednak najbardziej charakterystyczna jest fasada biblioteki Celsusa. Większość budynku się zawaliła, front jednak stoi i to nie tylko ikona tego miejsca, ale też jedno z najbardziej rozpoznawalnych i najczęściej przedstawianych na fotografiach fragmentów starożytnych ruin. Faktycznie robi to wrażenie. Zazwyczaj mamy możliwość oglądania fundamentów, względnie niskich budowli. Biblioteka zaś była bardzo wielka.

Fasada biblioteki Celsusa
Fasada biblioteki Celsusa

Jest też amfiteatr, zwany Wielkim Teatrem. Promień półokręgu ma jakieś 150m, zaś na trybunach mogło przesiadywać ponad dwadzieścia tysięcy osób. No i to o czym warto pamiętać, to akustyka. Do dziś robi wielkie wrażenie, zwłaszcza jak jedna osoba stoi na górze, a druga na dole. Warto zrobić sobie takie doświadczenie. Wielki Teatr jest też znany z Dziejów Apostolskich. Występuje jako tło wydarzeń, w których brał udział św. Paweł – właśnie w tym obiekcie zgromadził się tłum wykrzykujący „Wielka Artemida Efeska”, chcący ukarania apostoła.

Biblioteka Celsusa (Efez, Turcja)
Biblioteka Celsusa (Efez, Turcja)

Są też łaźnie (termy), latryny, agora czy świątynie. Pozostałości tych ostatnich jest kilka. Jedna jest historycznie bardzo istotna, to świątynia Maryi Matki Bożej, powstała tu już oczywiście jako dodatek z późniejszych czasów rzymskich. Ale z tą świątynią jest związana ciekawostka. Otóż gdy pojawili się tu Grecy, miejscowe ludy wyznawały tu głównie boginię-matkę – Kybele. Synkretycznie została ona zastąpiona Artemidą, tę z kolei zastąpiła Maryja. Zarówno druga jak i trzecia mają w okolicy Efezu także własne miejsca kultu. Zabytki Efezu to nie tylko to jedno stanowisko archeologiczne.

Resztki Efezu
Resztki Efezu

Świątynia Artemidy i dom Maryi (Efez)

Choćby właśnie słynna świątynia Artemidy. Kiedyś znajdowała się na liście siedmiu cudów świata. Dziś niewiele z niej zostało. Właściwie kilka kamieni oraz sadzawka, w której pływają żółwie. Przy świątyni nie ma aż takich tłumów, bo niby nie ma co zwiedzać. Ale historycznie to bardzo istotne miejsce, a biznes powiązany z kultem Artemidy Efeskiej został zagrożony przez nawrócenia dokonywane przez świętego Pawła z Tarsu.

Artemizjon, bo tak też nazywano tę świątynię, spłonął  w 356 roku przed naszą erą. Podpalił go szewc Herostrates (lub Herostratos). Chciał zyskać wieczną sławę i uznał, że zniszczenie cudu świata mu ją zagwarantuje. Uznaje się go za pierwszego w dziejach ludzkości terrorystę. Poza karą śmierci próbowano wymazać jego imię z wszystkich zapisków, acz jak widać ta procedura nie udała się do końca.

Wielki Teatr w Efezie (Turcja Egejska)
Wielki Teatr w Efezie (Turcja Egejska)

Efez to także miejsce, w którym rzekomo mieszkał święty Jan. Ten sam, który miał się zaopiekować Maryją. Więc oprócz turystów odwiedzających ruiny, mamy też pielgrzymów, odwiedzających dom Maryi i pijących cudowną wodę, a także zostawiających tam swoje prośby.

Świątynia Artemidy (Efez)
Świątynia Artemidy (Efez)

Dojazd do Efezu

Efez obecnie znajduje się w tureckim mieście Selçuk. Parking dla samochodów znajduje się przy wejściu od strony portowej. Jest oczywiście płatny niezależnie od biletu. Mamy tam też część ze sklepikami, ale to jest chyba wiadome. Na koniec jedyna rada – jak się da, zwiedzać rano, zanim zaczną zjeżdżać tłumy. Warto poświęcić czas na te ruiny, ale przy większej ilości osób, może to być trudne.

Domek Maryi
Domek Maryi

Jeśli podobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak turecki
Efez
Share Button

Pompeje, miasto zniszczone przez Wezuwiusza

Uchodzą za jedno z najbardziej znanych miast zniszczonych przez wulkan. Pompeje (łac. Pompeii, wł. Pompei) faktycznie rozwijały się dość dobrze w czasach Cesarstwa Rzymskiego, aż do 79 roku, kiedy to w nagłej erupcji Wezuwiusza pył wulkaniczny zasypał Pompeje, ale także Herkulanum i Stabie. To co oznaczało katastrofę dla mieszkańców, jednocześnie dość dobrze zachowało całe miasto. Dziś Pompeje, a dokładniej stanowisko archeologiczne, są wpisane na listę UNESCO, ale są też bardzo dużą atrakcją turystyczną.

Instalacja artystyczna w Pompejach
Instalacja artystyczna w Pompejach

Historia Pompei

Pompeje zostały założone przez Osków w VII wieku przed naszą erą. Szybko znalazły się pod panowaniem greckim, potem etruskim a następnie rzymskim. W Starożytnym Rzymie Pompeje miały autonomię, przez wiele lat były traktowane bardziej jako sojusznik, niż cześć imperium. Dopiero w 80 roku przed naszą erą zostały wcielone do Rzymu i pozbawione swoich praw. Zagłada Pompei składała się z dwóch części. W lutym 62 roku większość miasta zniszczyło trzęsienie ziemi. Ludzie zaczęli je opuszczać. Dopiero w 79 nastąpiła erupcja Wezuwiusza, który pogrzebał miasto. Na nowo miasto odkryto dopiero pod koniec XVI wieku. Prace archeologiczne, z przerwami, są prowadzone od 1748. Dziś stanowisko archeologiczne to też otwarte muzeum. Świetnym uzupełnieniem zwiedzania Pompei jest muzeum archeologiczne w Neapolu.

Freski
Freski

Pompeje: Zwiedzanie

To co wyróżnia Pompeje od wielu innych antycznych pozostałości, to ogrom. To naprawdę spory teren zajęty przez dawne domy, ulice, czy budynki użyteczności publicznej. To prawdziwe rzymskie miasto, które dzięki katastrofie przetrwało próbę czasu. Nic dziwnego, że prace archeologiczne cały czas tam trwają. Niestety większość eksponatów przewieziono do muzeów. Głównie archeologicznego w Neapolu, ale nie tylko. To  powoduje, że w wielu miejscach mamy tu same ściany budynków. Nic więcej. A że jest wiele domów, czasem może wydać się to trochę monotonne. W zestawieniu z Herkulanum, Pompeje są zdecydowanie większe, ale przy tym sprawiają wrażenie bardziej jednolitych. Bo jest kilka wyróżniających się budowli, reszta zaś to domostwa. Bardziej obrazują ogół rozbudowanego miasta, Herkulanum lepiej pokazuje szczegóły budynków.

Pompeje: zachowane malowania ścian
Pompeje: zachowane malowania ścian

Z tych wyróżniających się są pozostałości po dawnych świątyniach, ale też choćby amfiteatry czy arena gladiatorów. Są też rezydencje bogatszych mieszkańców, no i pomniki cmentarne. Najbardziej znane obiekty to Brama Morska (Porta Marina), Comitium, Budynek Eumachii, Świątynia Wespazjana, Bazylika, Świątynia Apollina, Termy, Forum i Wielki Teatr. Trzeba trochę mocniej się rozejrzeć, by do tego wszystkiego dotrzeć.

Spacer po Pompejach to kilka godzin na słońcu. Można wybrać się z przewodnikiem, jest tu dość dużo wycieczek do wyboru. Ale można też przejść się własnym tempem samemu. W środku stanowiska archeologicznego znajduje się jedno miejsce z fast foodem, tak gdyby ktoś zgłodniał. Przez pewien czas miało tu działać także muzeum pizzy, ale niestety nie trafiliśmy na nie.

Wezuwiusz w tle
Wezuwiusz w tle

Pompeje w popkulturze

Pompeje przyciągają mnóstwo turystów, ale poza archeologią stanowią obecnie także miejsce związane z kulturą. Już na pierwszy rzut oka widać tu współczesne rzeźby, które trochę starają się nawiązywać do antycznych. Nadaje to bardzo specyficznego charakteru temu miejscu. Unikalnego jak na miejsce z ruinami. Warty wspomnienia jest także koncert-widowisko Pink Floyd: Live in Pompeii z 1974 roku, który odbył się w dawnym amfiteatrze. Co prawda bez udziału publiczności, ale istnieje jego zapis w postaci filmowego spektaklu.

Pompeje i ich zagłada inspirowały kino i telewizję. Jeden z odcinków „Doktora Who” dzieje się w Pompejach przed erupcją Wezuwiusza. Brytyjczycy nakręcili też sitcom dziejący się w tamtych czasach – „Up Pompeii!”. Robert Harris napisał powieść o zniszczeniu tego miasta. Miała ona zostać zekranizowana przez Romana Polańskiego, ale ostatecznie film nie doszedł do skutku. Za to Paul W.S. Anderson nakręcił film katastroficzny „Pompeje” w 2014.

Dojazd do Pompei z Neapolu

Z Neapolu najłatwiej dojechać tu koleją Circumvesuviana. Stacja Pompei jest oznaczona także znaczkiem muzeum. Właściwie znajduje się prawie przy samym wejściu. Tu także obowiązuje artecard, więc może to być jedno z miejsc, do których wejdziemy za darmo lub za pół ceny. Podsumowując warto zadać sobie pytanie, czy Wezuwiusza, Herkulanum i Pompeje da się zobaczyć w ciągu jednego dnia. Jak najbardziej jest to możliwe, acz może być trochę trudne. Herkulanum jest nieduże. Jeśli zaczniemy zwiedzenia z samego rana, a potem udamy się na Wezuwiusza, to jak nie będzie żadnych opóźnień, na Pompeje zostanie nam 5-6 godzin. Większość wycieczek z przewodnikiem trwa 2-3, choć oczywiście nie zwiedzają wszystkiego.

Jednak jeśli ktoś bardzo chciałby zwiedzić Pompeje w całości, to powinien wybrać się tam na cały dzień. No i zabrać ze sobą coś do jedzenia i picia, bo choć fast food jest, to ceny i jakość odstraszają. Na terenie stanowiska są liczne źródełka z pitną wodą, którą można pić bez obaw o zatrucie. Mapa Pompei jest dostępna w punkcie informacyjnym przy stacji kolejowej.

Pompeje
Pompeje

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak włoski
Pompeje
Share Button

Krater Ngorongoro

Kiedyś było częścią wielkiego obszaru chronionego Serengeti, obecnie Krater Ngorongoro jest osobną jednostką organizacyjną. Składa się z dwóch części, obszaru chronionego i rezerwatu znajdującego się w kalderze wygasłego wulkanu. To bez wątpienia jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc naturalnych w Afryce. Wielka równina, która często jest pokazywana w programach dokumentalnych.

Widok z krateru Ngorongoro
Widok z krateru Ngorongoro
Lasy mgliste
Lasy mgliste

Krater Ngorongoro i Masajowie

Sama nazwa pochodzi z języka Masajów. Kiedyś wypasali oni tu swoje owce i kozy, a każda z nich miała dzwoneczki. Zwierzęta poruszając się wydawały dźwięki, które Masajowie określali właśnie jako Ngorongoro.

Wioska Masajów (turystyczna)
Wioska Masajów (turystyczna)

Masajowie są wciąż obecni w tym miejscu. Cały obszar chroniony to coś na kształt autonomii. Mogą oni tu uprawiać ziemię, mieszkać, wypasać bydło, ale też polować. No i pobierać opłaty za przejazd. Żyją własnym życiem, niekoniecznie z dala od cywilizacji. Zachowują swoje ludowe zwyczaje, niektórzy z nich chodzą w tradycyjnych strojach, ale jednocześnie używają też samochodów, telefonów i innego sprzętu.

Masajowie w tradycyjnych strojach
Masajowie w tradycyjnych strojach

Tradycyjna wioska Masajów

Na obszarze znajduje się kilka „tradycyjnych” wiosek, które głównie żyją z turystyki. Można je zwiedzać, oczywiście za opłatą (kilkadziesiąt dolarów od samochodu). Wewnątrz wioski wódz lub jego syn czy zastępca, pokaże nam tradycyjny ulepiony dom masajski. Zobaczymy zagrody. Prawie na pewno będzie okazja obejrzeć tańce i śpiewy, tak dorosłych jak i dzieci. Innymi słowy, za pieniądze urządzą dobrze zaplanowane widowisko, starając się jak najlepiej zilustrować wyobrażenie o masajskiej wiosce. To bardzo ciekawe przeżycie. Owszem zakończy się możliwością kupienia rękodzieł, ale walutą preferowaną jest tu dolar. Czasem można zastanawiać się na ile jest to skansen, a na ile już w ogóle szyta pod turystów atrakcja.

Masaj w lepiance
Masaj w lepiance

Zupełnie inaczej wyglądają nieturystyczne wioski, przez które także czasem można przejechać. Tam walutą jest szyling, dolary zaś są widziane i przyjmowane niechętnie, głównie dlatego, że poza turystami nikt ich tam nie używa. Trudno też je wymienić. Ludzie też są bardziej zaciekawieni odwiedzającymi, ale niekoniecznie od razu musi oznaczać próbę sprzedania im czegoś. Oferują mniej dzieł masajskich, więcej użytecznych dla nich. Ceny mocno odbiegają od tego, co jest w sklepach dla turystów.

Nieturystyczna wioska Masajów
Nieturystyczna wioska Masajów

Rezerwat Ngorongoro

Oczywiście najważniejsza część Ngorongoro to rezerwat. Znajduje się on na wysokości ok. 1800 m nad poziomem morza, ale to dolina o głębokości około 600 metrów. Trzeba więc przejechać wpierw przez grań. Tam też znajdują się miejsca campingowe, nie w samym kraterze. Wysokość robi dużą różnicę w klimacie. Kaldera to wciąż charakterystyczna sawanna, ale w górach przejeżdżamy przez las mglisty. W nocy temperatura spada nawet do 15 stopni Celcjusza, co dla większości afrykańskich przewodników i kucharzy jest równoznaczne ze straszliwym zimnem. Widać po nich, że marzną. Są ubrani w czapki, czasem rękawice, szczelnie opatuleni. Dość ciekawy widok. W obozie dzikich zwierząt nie ma zbyt wiele, ale na wszelki wypadek widzieliśmy tam broń palną, gdyby coś się zakradło. Zakradały się jedynie ptaki. W tym marabut. Rano zaś oczywiście wszystko było zamglone.

Drapieżnik - myszołów białobrzuchy (Buteo augur)
Drapieżnik – myszołów białobrzuchy (Buteo augur)
Żuraw koroniasty lub Koronnik szary (Balearica regulorum)
Żuraw koroniasty lub Koronnik szary (Balearica regulorum)

Zwierzęta Ngorongoro

Sam kaldera to oczywiście kolejne, przepiękne i bardzo charakterystyczne safari. Teren jest dość płaski, jak popada to też podmokły. Ze zwierząt udało nam się tu zobaczyć między innymi hipopotamy, bawoły, lwy, hieny, zebry, szakale, guźce i mnóstwo ptaków. W tym pelikany, ibisy, strusie, koronniki (żuraw koroniasty) i dropie w pełnej krasie. To ostatnie to największe ptaki latające na tym terenie. Wiąże się z nimi ciekawa historyjka, bowiem angielska nazwa to bustard. Jednak przy wjeździe do Ngorongoro znajduje się budynek, gdzie można trochę poczytać o tutejszej faunie i florze. Ktoś pomylił tam pisownie i zostało bastard.

Hipopotamy
Hipopotamy

Podobno czasem da się tu też znaleźć nosorożce. Myśmy niestety nie mieli tyle szczęścia.

Drop olbrzymi (Ardeotis kori) - samiec
Drop olbrzymi (Ardeotis kori) – samiec

Watro też pamiętać, że wjazd i wyjazd do samego rezerwatu jest reglamentowany także godzinowo. Pilnują tego mocno. Sam krater zaś to jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc w Afryce. Rezerwat także znajduje się na liście UNESCO. Zaś widok z wysokości, na tę równinę to coś naprawdę cudownego.

Szakal
Szakal

Jeśli podobał Ci się ten wpis, śledź nas na Facebooku.

Szlak tanzański
Krater Ngorongoro
Share Button

Londyn. Bond i nie tylko

Stolica Wielkiej Brytanii to jedna z najważniejszych światowych metropolii, póki co wciąż pełni rolę głównego City Europy i nawet mimo groźby Brexitu tak szybko się to nie skończy. Londyn (ang. London) to olbrzymie, przepiękne miasto, w którym tradycja przeplata się z nowoczesnością. Ale to także miejsce bardzo filmowe. Tak bardzo, że można by temu poświęcić cała monografię. Niemniej jednak spróbujemy ogarnąć temat choć częściowo.

Big Ben i budynek parlamentu
Big Ben i budynek parlamentu

Londyn – śladami Bonda i nie tylko

Jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc w Londynie jest budynek parlamentu, czyli Pałac Westminsterski, wraz z  zegarem zwanym Big Benem. Oficjalnie obecnie nazywa się on Elizabeth Tower (na cześć królowej Elżbiety II). Dziś nie ma zgody skąd się wzięła nazwa Big Ben. Jedni twierdzą, że to na cześć Benjamina Halla, który odpowiadał za instalację zegara, inni, że na cześć Bena Caunta, słynnego boksera.

To punkt tak charakterystyczny, że pojawia się w bardzo wielu produkcjach, w tym także w kilkunastu Bondach (w „SPECTRE” na Moście Westminsterskim mamy nawet finał, ale właściwie każdy z odtwórców Bonda pojawiał się gdzieś w okolicy). Inne filmy to choćby „Trainspoitting”, „V jak Vendetta” (zresztą dość mocno odwołujący się do historii Guya Fawkesa, który próbował wysadzić ten budynek), a także budynek parlamentu widzimy choćby w „Sherloku Holmsie” Guya Richiego.

London Eye
London Eye

Po drugiej stronie Mostu Westmisterskiego widać słynny diabelski młyn London Eye. Jeszcze nie ma rozbudowanej filmowej historii, ale coraz częściej pojawia się gdzieś w tle londyńskiego krajobrazu. Jest wysoki, więc bardzo się wybija. W czołówce serialu „Sherlock” była panorama Londynu z widokiem na Oko.

Downing Street 10 - siedziba premiera Wielkiej Brytanii
Downing Street 10 – siedziba premiera Wielkiej Brytanii

Innym bardzo charakterystycznym miejscem w Londynie, które pojawia się w serii o Bondzie, ale nie tylko, jest siedziba premiera Wielkiej Brytanii znajdująca się na Downing Street 10. W Bondzie najczęściej widzimy to miejsce trochę od środka, choć oczywiście zdjęcia są nagrywane w studiu. Jednym z filmów, w którym wykorzystano prawdziwe ujęcia tej ulicy jest choćby „Królowa” (2006) z Helen Mirren. Niestety siedziba premiera jest pilnie strzeżona i nie da się do niej podejść blisko.

Pałac Buckingham
Pałac Buckingham

Za to czasem jest możliwość zwiedzenia pałacu Buckingham, o ile oczywiście nie ma w nim aktualnie rodziny królewskiej. Trzeba mieć trochę szczęścia. Pod pałacem w „Śmierć nadejdzie jutro” lądował James Bond. Miejsce to jest kolejnym bardzo charakterystycznym punktem na mapie Londynu, więc widzieliśmy je choćby w „BFG: Bardzo fajny gigant” Stevena Spielberga, „Żelaznej damie” czy „Skarbie narodów: Księdze Tajemnic” (gdzie niby była okazja zobaczyć wnętrza).

Tower (w tle między innymi 30 St Mary Axe)
Tower (w tle między innymi 30 St Mary Axe)

Sherlock, Mission: Impossible

Kolejny bardzo filmowy punkt Londynu to słynne Tower of London i znajdujący się obok Tower Bridge. Bardzo charakterystyczny, częściowo podnoszony most. To kolejna ikona miasta, więc tu znów czeka nas wymienianie filmów. „Tomb Raider”, „Mission: Impossible”, „Londyn w ogniu”. Także Bond. No i znów „Sherlock” Richci’ego, tam co prawda mostu jeszcze nie ma, ale końcowy pojedynek dzieje się na rusztowaniach. Zaś samo Tower pojawia się choćby w serialu „Sherlock”, gdzie Moriarty dobiera się do królewskiej korony. To także miejsce-legenda miasta ze względu na trzymane tu kruki. Podobno póki żyją, monarchia w Wielkiej Brytanii będzie trwać. Więc są utrzymywane za pieniądze podatników, stanowią jeden z ważniejszych symboli miasta (podobnie jak to było z małpami na Gibraltarze).

Trinity Square
Trinity Square

Niedaleko Tower znajduje się Trinity Square. Charakterystyczny budynek o numerze 10 pojawił się w „Skyfall”. To właśnie tu M. przyjeżdża się zameldować do Mallory’ego po wypadkach w Turcji.

Budynek MI-6
Budynek MI-6

Pozostając przy Bondzie, bardzo istotnym elementem jest też oczywiście siedziba MI-6. Początkowo mieściła się ona w budynku Ministerstwa Wojny (co także pojawiło się w serii). Potem już za czasów Price’a Brosnana MI-6 otworzyło nowy budynek nad Tamizą, do dziś się tam znajduje i jak twierdzą niektórzy straszy. W serii z Craigiem z nieznanych przyczyn wymyślono sobie nowy budynek, fabularnie wysadzając poprzedni. Ten zniszczony w filmach jednak wciąż ma się dobrze.

Filmowy Universal Exports
Filmowy Universal Exports

Bardzo blisko obecnej siedziby MI-6 (ta nie została zmieniona wbrew kanonowi ostatnich Bondów), znajduje się inny budynek, który pojawił się w „Doktorze No”. Z jakiegoś powodu zamiast pokazywać wtedy siedziby wywiadu, pokazywano fikcyjne Universal Exports. Ale tak, to nadal Londyn, współczesny w dodatku.

National Galery
National Galery

Charakterystyczne punkty Londynu

Kolejnym bardzo charakterystycznym punktem Londynu jest słynny Trafalgar Square z kolumną admirała Nelsona. To miejsce bardzo często wykorzystują filmowcy. Dodatkowo przy placu mieści się też Galeria Narodowa (National Gallery). Znajduje się tam choćby obraz Williama Turnera „Ostatni rejs Temeraire”, który Bond ogląda razem z Q w „Skyfall”. galerii ekspozycja i umeblowanie wygląda trochę inaczej niż w filmie, ale obraz wciąż tam się znajduje. Inny bardzo sławny obraz w kolekcji to oczywiście „Słoneczniki” Van Gogha. Przy okazji Turnera warto przypomnieć wspaniały film „Mr. Turner”, ukazujący kulisy powstawania wielu dzieł artysty, mniej tam Londynu czy lokacji, ale w bardzo ciekawy sposób są ukazane wnętrza dawnej Anglii.

Zaś filmowo Trafalgar to nie tylko Bond (a Bond to nie tylko „Skyfall”). Znów będzie bardziej wyliczanka: „Wonder Woman” (2017), „Trainspotting”, „To właśnie miłość”, „Na skraju jutra” (2014), „V jak Vendetta”, „Ludzkie dzieci” (2006), „28 dni później”, „101 dalmatyńczków” (1996), czy „Latający cyrk Monthy Pythona”. To na tyle rozpoznawalne miejsce, że bardzo szybko widać, iż akcja dzieje się w Londynie.

Piccadily Circus
Piccadily Circus

Pozostajemy przy placach. Inny słynny londyński plac to oczywiście Piccadilly Circus. Pojawia się choćby w „Szybcy i wściekli 6”, „Mrocznym rycerzu”, „Trainspotting”, „Harrym Potterze i Insygniach Śmierci I”, „Dzienniku Bridget Jones” czy „Notting Hill”.

Leicester Square i słynne kina
Leicester Square i słynne kina

Trzecie takie miejsce to Leicester Square. Albo Lester, jak najczęściej czytają to londyńczycy. To miejsce filmowe, ale zupełnie z innych względów. W okolicy placu znajduje się kilka kin, w których często organizowane są uroczyste premiery. Ale samo również pojawiło się w kinie, choćby w „Notting Hill”.

Greenwich
Greenwich
Greenwich w Bondzie
Greenwich w Bondzie

Greenwich i Piraci z Karaibów

Dość słynne miejsce to także Greenwich, gdzie znajduje się Old Royal Naval College. W Greenwich jest też południk zerowy. Kiedyś można było sobie na nim stanąć za darmo, obecnie ta część, przyciągająca bardzo wielu turystów, jest płatną atrakcją. Natomiast po reszcie Greenwich można sobie spokojnie pospacerować. Nawet słynny fresk w Painted Hall jest do obejrzenia za darmo. Stary college został wykorzystany w Jamesie Bondzie, ale tym razem nie udawał Londynu, a Repozytorium Sztuki na Kremlu („Ośmiorniczka”). W „Skyfall” czy „Świat to za mało” już jest to z powrotem Londyn, ale raczej pełni tam rolę tła. Nagrywano tu między innymi „Piratów z Karaibów: Na nieznanych wodach” (2011), „Thor: Mroczny świat”, „Kryptonim U.N.C.L.E.”, „Mumia powraca”, „Sherlock Holmes: Gra cieni”, „Jak zostać królem”, „Tomb Raider”.

Greenwich w Piratach z Karaibów, czyli Painted Hall
Greenwich w Piratach z Karaibów, czyli Painted Hall

Londyn w Bondzie był też Petersburgiem. Dokładniej to Somerset House. Zdjęcia na wewnętrznym dziedzińcu zostały wkomponowane w „Goldeneye” w ujęcia nagrane faktycznie w St. Petersburgu. Ale jak to zwykle w Bondzie bywa, lokację użyto potem w „Jutro nie umiera nigdy”, choć niekoniecznie pokazując ten sam dziedziniec. Tam Somerset House pełni rolę ministerstwa obrony. Inne filmy tu nagrywane to „Sherlock Holmes”, „X-Men: Pierwsza klasa”, „Księżna”, czy „Duma i uprzedzenie”.

Somerset House
Somerset House

College of Arms zagrał sam siebie. Pojawia się w „W tajnej służbie jej królewskiej mości”. Tutaj Bond przyjeżdża dowiadywać się o herbach. W filmie widać zarówno charakterystyczny front budynku jak i wnętrza.

College of Arms
College of Arms

Star Trek i Harry Potter

Niedaleko znajduje się inne charakterystyczne miejsce, czyli katedra św. Pawła. To kolejna ikona Londynu rozsławiona także przez logo produkcji telewizyjnych Thames. Filmowo to znów wyliczanka: „Trainspotting”, „Harry Potter i więzień Azkabanu”, czy „Sherlock Holmes”. W samej katedrze zaś został nagrany pogrzeb w „Lawrencie z Arabii” Davida Leana. Katedra została też cyfrowo odtworzona w „W ciemność. Star Trek” J.J. Abramsa. Zresztą widać tam większą futurystyczną panoramę Londynu XXIII. Oprócz nowych wieżowców, czy katedry można dostrzec też kilka innych, jak choćby 30 St Mary Axe.

Millennium Bridge a w tle katedra św. Pawła
Millennium Bridge a w tle katedra św. Pawła

Niedaleko katedry z kolei znajduje się Tamiza oraz Millennium Bridge. Ten ostatni pojawił się w „Strażnikach galaktyki”. Ten most także pojawia się w „Harrym Potterze i księciu półkrwi„, podobnie jak Tamiza. Natomiast Tamizę widzimy znów w bardzo wielu filmach, w tym oczywiście jest jedna sekwencja akcji z Bonda w „Jutro nie umiera nigdy”. Ale zanim wrócimy do Bonda, to wokół Tamizy mamy choćby kilka ujęć z „Mechanicznej pomarańczy” Stanleya Kubricka, czy znów „Mission: Impossible”.

Stacja metra Canary Wharf
Stacja metra Canary Wharf

Gwiezdne Wojny

Bond płynie w kierunku finansowego centrum Londynu, czyli Canary Wharf. To takie europejskie City, choć oczywiście instytucje finansowe są porozrzucane po całym mieście. Tu jednak w dawnym porcie zbudowano dość dużą, nowoczesną dzielnicę drapaczy chmur. Nawet stacje metra są tu futurystyczne. Nic dziwnego, że wykorzystali je filmowcy. Choćby w „Łotrze 1 – Gwiezdne Wojny Historie” metro jest częścią imperialnej cytadeli na Scarif. Stację wykorzystano też w „28 dni później” czy „To właśnie miłość”.

Canary Wharf
Canary Wharf

Wieżowce też są na tyle charakterystyczne, że pojawiają się w wielu filmach z Bondowego cyklu, oczywiście jako tło. Ale nie tylko 007 tu był. Batman („Batman – Początek”), „Johnny English”, Jack Ryan („Czas patriotów”), czy „Adwokat” Ridleya Scotta.

Widok na O2 Arena
Widok na O2 Arena

Po przeciwnej stronie Tamizy mamy z kolei O2 Arena, czyli olbrzymi namiot/cyrk. Tu także pojawił się Bond. Natomiast O2 ma jeszcze jedną dodatkową atrakcję, otóż przeprawa przez Tamizę na drugą stronę może się odbyć kolejką, z której widać dość dobrze panoramę tej części miasta.

Globe Theatre
Globe Theatre

Śladami Szekspira

Nad Tamizą, blisko Millennium Bridge odtworzono teatr Globe. Oryginalny Globe Theatre w którym wystawiano sztuki Szekspira oczywiście nie zachował się do naszych czasów. Pierwsze próby jego odtworzenia wiążą się z filmem „Zakochany Szekspir”. Obecnie teatr działa. Może nie jest to dokładnie wierna replika, ale starano się przyłożyć bardzo dużo uwagi do szczegółów. W teatrze odbywają się regularnie spektakle, oprócz tego można też go zwiedzić. Są wycieczki, jednak w okresie turystycznym, jak do wielu miejsc, trochę ciężko się tu dostać.

Kolejne słynne miejsce to oczywiście Hyde Park. Może nie jest jakoś specjalnie rozpoznawalny filmowo, ale historycznie owszem. To właśnie tu w tak zwanym Speaker’s Corner, każdy mógł publicznie powiedzieć, co mu leżało na sercu. Można było nawet narzekać na królową, pod warunkiem, że się nie stało na ziemi angielskiej, więc kiedyś stawano na skrzyniach po mydle. Sam park obecnie jest miejscem rekreacji londyńczyków. Filmy to choćby „Johny English”, druga „Bridget Jones”, „28 tygodni później”, czy „W 80 dookoła świata” (1956).

Marble Arch
Marble Arch

Przy Hyde Parku znajduje się inne charakterystyczne, ale nie tak eksponowane przez filmowców miejsce czyli Marble Arche.

The Shard (Londyn)
The Shard (Londyn)

Nowym symbolem Londynu jest bez wątpienia The Shard. Póki co najwyższy wieżowiec w Europie. Jest on na tyle charakterystyczny, że z pewnością pojawi się w wielu filmach.

Covent Garden
Covent Garden

Muzea i film

Filmowo dużo się też działo w okolicach Covent Garden. Znajduje się tam między innymi Królewska Opera. Więc w okolicy kręcono i Bonda („SPECTRE”), „Teorię wszystkiego”, „Piąty Element” Luca Bessona, „Bliżej”, czy „Zdrajca w naszym typie”.

Filmowo warto zwrócić uwagę na Albert’s Hall, gdzie odbywają się czasem projekcje filmów z muzyką na żywo.

W Londynie trzeba też pamiętać o muzeach. Oczywiście najsłynniejsze to British Museum, gdzie są zgromadzone przedmioty przywiezione na Wyspy w czasach świetności Imperium. Bardzo ciekawa kolekcja.

Charakterystyczne jest też muzeum Historii Naturalnej (Natural History Museum). Bardzo interesujące ze względu na okazy, jak i architekturę. Schody w głównym holu dość często pojawiają się w kinie. Ostatnio choćby w „Mumii”, ale też w „Tomb Raiderze”, czy „Jupiterze intronizacji” oraz „Legendzie Tarzana, władcy małp” (z 1984). Tuż obok tego muzeum znajduje się Muzeum Techniki. Oba można zwiedzać za darmo, trzeba na to liczyć tak przynajmniej pół dnia.

Hol w muzeum historii naturalnej
Hol w muzeum historii naturalnej

Jeśli chodzi o muzea to oczywiście istnieje coś takiego jak The London Pass. Jednak warto zauważyć, że część najciekawszych atrakcji tego typu jest dostępna za darmo. Więc w tym wypadku trzeba bardzo uważnie przeliczyć, czy to się w ogóle kalkuluje.

Londyn ma bardzo dobrze rozbudowaną sieć komunikacyjną. Metro łączy się z kolejkami podmiejskimi, nadziemnymi. Można też skorzystać z autobusów oraz wodnych tramwajów, no i wspomnianej już kolejki linowej. To bardzo ułatwia poruszanie się po tak rozległym mieście, między różnymi wybranymi punktami. Najlepiej kupić sobie Oyster Card. To miejski bilet. Należy doładować go i kasować przy używaniu. Ma on jedną bardzo istotną zaletę. W momencie, w którym dojdziemy do opłaty maksymalnej za dzień na danym obszarze, to póki z niego nie wyjedziemy, nie zejdzie nam więcej pieniędzy z karty. Kupując kartę Oyster można też od razu czasem znaleźć darmową mapkę metra i miasta. Karta Oyster jest płatna, ale można ją bez problemu zwrócić odzyskując tym samym wpłacone pieniądze.

Londyn to wspaniałe filmowo miejsce, do którego pewnie jeszcze nie raz wrócimy. Tak w rzeczywistości, jak i kiedyś z kolejnym wpisem.

Szlak brytyjski
Londyn
Szlak filmowy
Londyn
Share Button

Herkulanum, Rzymskie miasto zniszczone przez wulkan

W czasach starożytnego Rzymu Pompeje były całkiem sporą aglomeracją, w której skład oprócz głównego miasta wchodziły także mniejsze osady. Herkulanum (łac. Herculaneum, wł. Ercolano) to jedna z nich. Zniszczone podczas erupcji Wezuwiusza 24 sierpnia 79 roku, wraz z Pompejami i Stabiami, ocalało pod grubą warstwą pyłu wulkanicznego.

Herkulanum
Herkulanum

Historia Herkulanum

Samo Herkulanum według niektórych wersji zostało założone jeszcze przez Greków. Sugeruje to nawet nazwa, nawiązująca do Herkulesa, czyli legendarnego greckiego herosa. Grecka nazwa miasta to Heraklion (tak jak miasta na Krecie). Jednak bardziej prawdopodobne jest to, że miasto zostało skolonizowane przez Greków. Wcześniej osada musiała być założona przez ludy oskijskie zamieszkujące Italię. Niektórzy twierdzą, że odkrył je Herkules, stąd nazwa. To oczywiście mit. Po Grekach pojawili się tu Etruskowie, zaś od 307 roku przed naszą erą Rzymianie. Oni też nadali ostateczny charakter temu miejscu.

Na nowo miasto odkryto przypadkiem dopiero w 1709, gdy kopano studnię w tych okolicach. Jednak bardziej zaawansowane prace archeologiczne prowadzono dopiero po 1927. Warto dodać, że choć miasto było mniejsze niż Pompeje, było też zdecydowanie bogatsze, a tym samym ciekawsze dla archeologów.

Malowania domostw
Malowania domostw

Zwiedzanie Herkulanum

Herkulanum nie jest duże. Przynajmniej część udostępniona do zwiedzania, gdyż większość osady wciąż pozostaje pod obecnym miastem. Zwiedzamy zatem czynne stanowisko archeologiczne, wpisane na listę zabytków UNESCO. Prace nadal trwają. Udostępniony fragment jest bardzo dobrze zachowany, może czasami odtworzony. Przedmioty codziennego użytku oczywiście zostały zabrane. Niemniej jednak samo zwiedzanie pozostałych domostw i ruin jest bardzo interesującym doświadczeniem.

Pozostałości
Pozostałości

Można tu zobaczyć nie tylko ulice, czy budynki, ale także dość dobrze wejść w samą architekturę dawnych rzymskich domów. Są nawet freski. To też doskonałe miejsce, by zobaczyć jak zbudowane są warstwa po warstwie kolumny rzymskie. Starsi mogą zaś obejrzeć szkielety dawnych mieszkańców. Dzieciom chyba lepiej odpuścić tę „atrakcję”. Choć warto dodać, że nie są to oryginalne szczątki mieszkańców.

Ulica w Herkulanum
Ulica w Herkulanum

Przewodnik i uwagi praktyczne

Dokładne obejrzenie nie wymaga wiele czasu, zwłaszcza jak się pojawimy tam rano. Obiekt jest otwarty od godzimy 8:30. O tej godzinie zazwyczaj jeszcze nie ma wielu wycieczek. To dobry moment, by samodzielnie przejść się pośród ruin bez tłumów czy nadmiernego upału.

Jest tu także niewielkie muzeum. Zwiedzając stanowisko archeologiczne, można wziąć audioguide albo skorzystać z usług ludzkiego przewodnika, albo przejść się samemu. Jest tu trochę tablic informacyjnych.

Resztki domów
Resztki domów

Dojazd do Herkulanum

Do Herkulanum dojeżdża się z Neapolu koleją Circumvesuviana. Wysiada się na stacji Ercolano, tej samej spod której organizowane są wycieczki na Wezuwiusz. Niemniej jednak rano lepiej wybrać się do ruin, a dopiero wracając zobaczyć wulkan. No i jeśli chodzi o cenę, to działa tu artecard. Po wizycie w tym miejscu warto udać się jeszcze albo na Wezuwiusza albo do Pompei. Pompeje i Herkulanum trudno pogodzić w jeden dzień, ale szybkim tempem da się to zrobić, koncentrując na najważniejszych punktach.

Pozostałości po oryginalnych kolorach
Pozostałości po oryginalnych kolorach

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak włoski
Herkulanum
Share Button

Maroko: Podsumowanie

O Maroko słyszeliśmy bardzo wiele. To dość popularny kierunek, więc niejedni znajomi tam byli. Większość wracała zachwycona. Patrząc na niestabilną sytuację w krajach arabskich (w Maroko król utrzymał się przy władzy w 2011 zrzucając całą winę na rząd i zmieniając go), uznaliśmy, że to kierunek, który na wszelki wypadek trzeba zobaczyć szybciej niż później, a co za tym idzie dość intensywnie. Tak się złożyło, że padło nam na czerwiec, co zbiegło się z początkiem świętego miesiąca ramadan. Doskonale wiedzieliśmy, że będzie trudniej, ale i tak się zdecydowaliśmy.

Marrakesz
Marrakesz

Dzień 1

Przylecieliśmy do Marrakeszu. Powietrze było tak zapylone, że z góry wszystko wyglądało jak jedna wielka pustynia, zaś po wylądowaniu trafiliśmy wprost na patelnię. Tak więc, ciężkie lądowanie. Dalej odebraliśmy samochód, wszystko oczywiście trwało, ale tego się spodziewaliśmy. Potem próbowaliśmy wpisać w GPSie adres naszego riadu i tu pojawiły się pierwsze problemy, bo nie dało się. Riad znajdował się w medynie, tam są wąskie uliczki, zazwyczaj niedostępne dla samochodów, więc nie ma powodu, by zapisywać je na GPS. Ostatecznie pomógł nam (choć nie z naszej woli) starszy pan na motorze, który nas tam zawiózł. Niestety nie dało się mu wytłumaczyć, że nie potrzebujemy jego pomocy. Potem niestety czekała nas dość niemiła kłótnia o pieniądze. Absolutnie rozumiemy, że trzeba to jakoś wynagrodzić finansowo, ale problemem są pewne oczekiwania stawek wobec białych. 20 EUR za może piętnastominutową przejażdżkę to zdecydowanie za dużo, zwłaszcza gdy ląduje się nie w hotelu gdzie nocleg kosztuje 100 EUR, ale riadzie. Niestety roszczeniowość w Marrakeszu okazała się szerszą przypadłością i jeszcze się z nią spotkaliśmy.

Flaga Maroko w Rabacie
Flaga Maroko w Rabacie

Zwiedzanie Marrakeszu skoncentrowaliśmy na medynie, potem przeszliśmy ku kompleksom pałacowym. Normalnie część z nich da się w pewnym zakresie zobaczyć, ale akurat przebywał tu król, więc wszystko zostało zamknięte. Więcej niż zwykle powinno być. Pod wieczór zaś doświadczyliśmy deszczu. Fajnie było obserwować ludzi, którzy nie do końca wiedzą jak się zachować, raczej uciekają przed nim. W każdym razie powietrze stało się dla nas o wiele przyjemniejsze.

Sidi Ifni
Sidi Ifni

Dzień 2

Po śniadaniu wyruszyliśmy w kierunku Agadiru. Naszym celem tego dnia było Sidi Ifni, a raczej plaża Legzira z ciekawymi formacjami skalnymi. Agadir zaś był bazą wypadową do Casablanki, tak by przejechać sobie wybrzeżem. Pierwsza rzecz, która nas zaskoczyła to ilość zieleni w Maroko. Gdy opadł pył, okazało się, że jest jej naprawdę dużo. Niestety na wybrzeżu mieliśmy mglistą pogodę. Legzirę udało się zobaczyć bez większych trudności, choć niestety z powodu zmniejszonej przejrzystości powietrza nie robiła aż takiego wrażenia jak na zdjęciach w Internecie. Pod wieczór zaś dojechaliśmy do Agadiru, gdzie nawet udało nam się przysłowiowo zaliczyć ocean. Agadir jest dość turystyczny, więc ludzie tu inaczej podchodzą do turystów, bardziej biznesowo, mniej roszczeniowo. Szczerze, nam to nawet pasuje.

Brama między targiem a medyną (Essouira)
Brama między targiem a medyną (Essouira)

Dzień 3

Dalej była długa trasa samochodem. Ale z przystankami. Najważniejszy to Essouira, z której byliśmy bardzo zadowoleni. Przepiękna miejscowość, a i pogoda się unormowała. Potem Safi i Al-Dżadida. Niestety z powodu ramadanu główny zabytek zamknięto tu wcześniej, więc nie udało się go zwiedzić. Potem zaś przejazd do Casablanki, gdzie spędziliśmy dwie noce.

Al-Dżadida
Al-Dżadida

Dzień 4

Dzień bez samochodu, w całości poświęciliśmy go na Casablankę. Ponieważ to był piątek, liczyliśmy się z tym, że nie zobaczymy meczetu. Okazało się, że nawet w piątek w ramadan jest to możliwe, ale trzeba było przyjść o 9:00, myśmy byli jakieś dwadzieścia minut później. Potem zwiedzaliśmy Casablankę, wybrzeże, medynę, „Rick’s Cafe”. Casablanka zdziwiła nas o tyle, że po największym mieście w kraju liczyliśmy na to, że będzie bardziej liberalne. Ono jednak żyje własnym życiem i jako turyści, właściwie nikogo nie interesowaliśmy.

Casablanca i Rick's Cafe
Casablanca i Rick’s Cafe

Dzień 5

Po śniadaniu podjechaliśmy do meczetu samochodem. W końcu mogliśmy go zobaczyć także od środka. Ten meczet faktycznie robi wielkie wrażenie. Stamtąd ruszyliśmy na północ, wpierw do grot Herkulesa, potem do Tangeru. Ładne miasto, ale na tyle nieprzyjemne z powodu tutejszej ludności, że wróciliśmy bardzo szybko do Rabatu, stolicy, gdzie także spaliśmy dwa dni.

Okolice Medyny (Tanger)
Okolice Medyny (Tanger)

Dzień 6

Znów odpoczynek od samochodu, tym razem w Rabacie. To bardzo ładne miasto, które ma także kilka starożytnych zabytków, interesujące mauzoleum i dużo bocianów. Więc znów bardzo się nam podobało. Podobnie jak w Casablance nie ma tu aż tylu turystów, więc łatwo się podróżuje.

Straż przed Mauzoleum (Rabat)
Straż przed Mauzoleum (Rabat)

Dzień 7

Kolejny dzień jazdy samochodem, tym razem do Fezu. Droga niezbyt długa, więc zatrzymaliśmy się jeszcze w Meknesie i Volubilis. Zwłaszcza to drugie się nam bardzo przypadło do gustu. Potem dojechaliśmy do Fezu i tu zaczyna się powtórka z rozrywki, bo lądujemy na medynie. Dotarcie do riadu jest problemowe, bo raz ulica inaczej się nazywa, dwa do riadu trzeba podejść, trzy parkingi są dość daleko. Cztery coś się tu dzieje. Z jednej strony czekali na przyjazd króla, z drugiej Fez w tej części podobnie jak Marrakesz cierpi z powodu mniejszej ilości turystów. Więc gdy się pojawiamy z bagażami, wręcz ciężko jest przejść. Każdy chce nam pomóc za opłatą. No ale co poradzić, skoro byliśmy już mądrzejsi i tu udało nam się dokładnie sprawdzić lokację? Tak  więc pierwsze wrażenie jest dość nieprzyjemne.

Volubilis
Volubilis

Dzień 8

Następny dzień przeznaczyliśmy na Fez, znów bez samochodu. Byliśmy przygotowani, że początek będzie ciężki. Zmierzaliśmy do garbarni, doskonale wiedząc, że w tej części medyny co chwile będzie się do nas przyczepiał potencjalny przewodnik. Było ich dużo. Dwóch nawet się prawie pobiło o nas (co pozwoliło nam ich zgubić). Medyna sama w sobie mimo krętych uliczek jest dość dobrze oznaczona, jeśli wie się, gdzie szukać znaków, więc daliśmy radę. Gdy już udało się zobaczyć garbarnie i odejść od tamtej okolicy, zbliżyć do Fezu turystycznego, odetchnęliśmy z ulgą. Raz ten Fez jest bardziej zadbany, ale też na medynie jest dużo więcej produktów. Dwa tu jest więcej turystów, nikt nie ma ochoty przyczepiać się i czegoś wymuszać, bo może stracić kolejnego klienta. Zazwyczaj wolimy chodzić po częściach przeznaczonych dla mieszkańców, w Maroko lepiej czuliśmy się w tych turystycznych. Często jest bezpieczniej, przyjemniej i ładniej, co tłumaczy też zachwyt wielu znajomych, którzy się dalej nie zapuszczają. No i gdy już byliśmy zadowoleni z dnia, wróciliśmy do riadu przez parking, by odkryć, że nie ma naszego samochodu. Zresztą nie było żadnego. Okazało się, że przewieziono je w inne miejsce z powodu wizyty króla. Dość wrażeń jak na jeden dzień.

Słynna garbarnia skór (Fez)
Słynna garbarnia skór (Fez)

Dzień 9

Czekała nas ciężka (wg oczekiwań) przeprawa do Warzazatu przez góry Atlas. Okazało się, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Drogi były przyzwoite, widoki też, więc udało się nawet dojechać przed spodziewanym czasem i zobaczyć trochę Warzazatu. Tu ludzie mieli jeszcze inne nastawienie do turystów, raczej byli zadowoleni, że ktoś tu przyjechał, więc wychodzący z meczetu zwyczajnie nas pozdrawiali.

Góry Atlas
Góry Atlas
Góry Atlas
Góry Atlas

Dzień 10 i 11

Przejazd przez doliny Draa i Dades (w drogę powrotną) na pustynię do Merzugi. Tam jazda na wielbłądach, nocleg w obozie na pustyni, więc bardzo ciekawe spędzanie czasu, zakończone powrotem do Warzazatu. Tam odwiedziliśmy jeszcze Aint Ben Haddou, które znów bardzo się nam podobało. O ile wcześniej mieliśmy pojedyncze perełki, o tyle pod koniec trafiliśmy w to Maroko, które naprawdę nam pasowało. Tak, to Maroko, którego szukamy.

Diuna (Erg Chebbi)
Diuna (Erg Chebbi)
Ajnt Ben Haddou
Ajnt Ben Haddou

Dzień 12

Dwunastego dnia wracaliśmy do Marrakeszu, ale postanowiliśmy pojechać przez wodospad Ousoud, wcześniej zatrzymując się w Studio Atlas. To wymagało ponownie przejechania przez Atlas, tym razem GPS przeprowadził nas dużo mniejszą drogą i to było zdecydowanie bardziej pamiętne przeżycie. Ale widoki były niesamowite. Zresztą wodospad także bardzo nam się spodobał. Wieczorem powrót do Marrakeszu i powtórka z rozrywki. Na szczęście ostatnia.

Studio Atlas
Studio Atlas

Dzień 13

Ostatniego dnia właściwie zostało nam się zebrać, wymyć samochód, zatankować i wrócić na lotnisko.

Wodospad Ouzoud
Wodospad Ouzoud

Kilka myśli na koniec. Dla nas Maroko nie było tak egzotyczne jak się spodziewaliśmy. Wpływy europejskie, w szczególności francuskie, są tu bardzo zauważalne, więc to  taka miękka egzotyka. Idealne miejsce, by zacząć swoją przygodę z kulturą arabską i muzułmańską. Niekoniecznie dobre jako któryś z krajów z kolei, zwłaszcza mając w pamięci Jordanię. Druga sprawa to fakt, że Maroko jest duże, a najciekawsze miejsca są dość porozrzucane, więc by je zobaczyć, trzeba spędzić dużo czasu w samochodzie.  Ostatnia zaś, że to na co najbardziej liczyliśmy zostawiliśmy sobie na koniec. To było dobre posunięcie, bo góry, pustynia, studio Atlas, Aint Ben Haddou naprawdę nas zachwyciły i dały sporo radości. Reszta, cóż, zobaczona, więc dobrze, że główne danie zostało nam na koniec.

Zebrane informacje praktyczne są tutaj.

Szlak marokański
Maroko: Podsumowanie
Share Button

Draa, Dades i wąwóz Todra w Maroko

Na wschodzie od Warzazatu rozpościera się bardzo interesująca kraina położona w dolinach rzek Draa i Dades. Tu łączą się góry z oazami. Dodatkowo całość okraszona jest osadami i starymi kazbami. To bardzo malownicza część Maroka, a widoki w wielu miejscach zapierają dech w piersiach, w tym wąwozu Todra. Miejsce to jest świetnym pomysłem na postój podczas przejazdu przez Góry Atlas. A w miarę możliwości także celem wyprawy samym w sobie.

Uprawy daktyli w oazie
Uprawy daktyli w oazie

Rzeki Draa i Dades

Rzeki Drâa (Dara) i Dades (Dadis) są okresowe. To znaczy, że podczas deszczowej części roku  są porywiste i zajmują sporą część koryta. W pozostałym okresie zaś, to co najwyżej małe strumyczki. Ale to wystarcza, by utrzymać całkiem pokaźne uprawy daktyli, migdałów, fig, czy róż. Oczywiście rolnicy na danym terenie koncentrują się na jednej uprawie. Dlatego Wadi Dades czasem jest określana mianem doliny róż. W pewnej części, w okolicach el Kala M’gouna (El Kelaa M’Gouny), upraw róż jest tyle, że gdy przyjedzie się przed zbiorami, w trakcie kwitnienia, to kwiaty bardzo mocno rzucają się w oczy, nadając okolicy unikalny charakter. Zbiory zaczynają się w połowie maja, potem niestety można co najwyżej kupić wodę różaną lub inne kosmetyki. Wszystko sprzedawane jest przy drodze.

 

Kozy blisko drogi
Kozy blisko drogi

Dolina róż, Dolina tysiąca kazb, Wadi Dades

Wadi Dades określana jest też czasem mianem doliny tysiąca kazb. I faktycznie jest ich tu trochę. Stare zabudowania wznoszą się na skałach, wystają spomiędzy palm i cieszą oko. Część z nich jest nadal zamieszkała. Część niestety niszczeje. Niektóre są stosunkowo nowe. Te charakterystyczne budowle, czasem nadal są budowane, choć już w sposób mniej tradycyjny.

 

Daktylowce
Daktylowce

Wąwóz Todra

Ciekawym miejscem jest też Todra Gorge (Todgha Gorge), czyli kanion, lub po naszemu wąwóz Todra. Tu poza wspaniałymi formacjami skalnymi czasem jest możliwość obserwowania dwóch strumieni, które mają inny kolor wody i powoli się mieszają. Dość ciekawy widok. Oczywiście okolica to naprawdę ładny fragment Maroka.

Okolice wąwozu
Okolice wąwozu

No i jeszcze zostaje sprawa dróg. Jak się zjedzie z głównych N, to czasem zawijasy wyglądają intrygująco, mogą przerazić niektórych, ale to nie jest jeszcze najgorsza droga, na jaką można natknąć się w Maroko.

Góry Atlas
Góry Atlas

Dolina Draa

Leżąca na południu Draa wygląda bardzo podobnie, tam jednak uprawia się więcej daktyli. Palmy tworzą ładne oazy, te zaś są lepiej widoczne przez większą część roku. Zresztą zbiory też są bardziej rozłożone w czasie. Podobnie jak w Dades, tak i tu znajdziemy też kazby, czy interesujące formacje skalne. Także przy głównej trasie. Jest kilka tarasów widokowych, przy których można się zatrzymać i podziwiać okolicę.

Bliskie okolice wąwozu
Bliskie okolice wąwozu

Dość często na drodze mijaliśmy też pasterzy ze swoją trzodą. Zwierzęta raczej nie wchodzą na jezdnię, niemniej jednak tworzą część marokańskiego klimatu.

Wąwóz Todra
Wąwóz Todra

Obie doliny to bardzo ciekawe miejsce do trekkingu, ale na to trzeba zaplanować więcej czasu i najlepiej przyjechać tu samemu. Większość wycieczek oferuje tylko krótkie trasy podczas przystanków.

Wąwóz Todra
Wąwóz Todra

Jeśli podobał Ci się ten wpis, śledź nas na Facebooku.

Szlak marokański
Draa, Dades i wąwóz Todra
Share Button

Park Narodowy Serengeti

To bez wątpienia jedno z najbardziej znanych miejsc w Afryce, synonim sawanny. Serengeti to jeden z najstarszych i największych parków narodowych w Tanzanii. Założony w 1951, głównie dzięki staraniom Bernharda Grzimka. Park liczy sobie jakieś 14 750 km2, ale sam obszar jest zdecydowanie większy. Od północy, już po stronie kenijskiej rozciąga się Park Narodowy Maasai Mara, często uznawany za Serengeti. Dla zwierząt to faktycznie ta sama wielka kraina, ale prawdziwe Serengeti jest w Tanzanii. Na wschodzie i południu zaś rozciąga się Obszar Chroniony Ngorongoro. Przez pewien czas Serengeti i Ngorongoro stanowiły organizacyjną całość, ale zostało to podzielone. Serengeti to Park Narodowy, zaś na terenie Ngorongoro żyją normalnie Masajowie. Obie nazwy zresztą pochodzą z języka Masajów. Serengeti (choć w oryginale to bardziej Sirengeti) znaczy mniej więcej tyle co równina/morze traw czy bezkresne równiny.

Wielka trawiasta równina Serengeti
Wielka trawiasta równina Serengeti
Żyrafa
Żyrafa

Park Narodowy Serengeti

Park Narodowy Serengeti to oczywiście wizytówka Tanzanii, jednym z miejsc praktycznie koniecznych do zobaczenia, zwłaszcza dla osób lubiących przyrodę. Wpisany jest na listę UNESCO w 1981. Średnio przybywa tu rocznie jakieś 350 tysięcy turystów, najczęściej na typowe safari. Można tu spotkać zarówno duże grupy, jak i turystów indywidualnych. Niektórzy nawet latają samolotami lub balonem (tak z 3 godziny to koszt około 500 USD). W kilku miejscach jest organizowane piesze safari. Serengeti jest raczej drogim parkiem. Cennym, znanym, przyciągającym zwiedzających, więc władze doskonale zdają sobie z tego, że muszą kontrolować równowagę popytu i podaży. Niestety kończy się tym, że przybywa tu głównie mnóstwo Amerykanów, a ci „psują rynek”. Ceny często są windowane pod nich.

Hiena
Hiena

Wielka migracja i kiedy warto przyjechać

Ale poza masą ludzi, w Serenegti można spotkać też wiele zwierząt. To doskonałe miejsce na obserwowanie wielkiej migracji z północy na południe, kiedy to olbrzymie stada bawołów, czy gnu przemieszczają się. To robi duże wrażenie.

Lwica leżąca wśród traw
Lwica leżąca wśród traw

Warto dodać, że wielka migracja zebr, czy gnu tak naprawdę trwa cały rok. Zwierzęta przenoszą się z jednej części parku do drugiej. Ta najbardziej spektakularna część ma miejsce gdzieś w lipcu, sierpniu, ale przez cały rok stada się przemieszczają. Choć nie zawsze są aż tak zbite w jedną całość. Powoduje to, że do różnych części parku warto jechać w innej części roku. Zimą (do połowy marca) warto skoncentrować się na południowej części parku. W kwietniu i mają najwięcej jest ich w centralnej i zachodniej części. Potem trwa przekraczanie rzek Grumeti i Mara. W sierpniu zwierzęta są w Kenii, a w listopadzie wracają na południe. Oczywiście organizatorzy safari doskonale znają ten rozkład.

Lwiątko
Lwiątko

Wielka piątka i zwierzęta na sawannie

Formalnie występuje tu cała wielka piątka. O ile lwów i bawołów jest tu faktycznie dużo i trzeba mieć pecha, by ich nie zobaczyć, o tyle z resztą są problemy. Nam udało się zobaczyć zarówno lamparta jak i słonia. Niestety nosorożce są dość przetrzebione i nie udało się nam ich znaleźć. Z innych zwierząt trafił się za to gepard, hieny, hipopotamy, żyrafy, zebry, krokodyle, sekretarze czy dikdiki.

Bawół
Bawół
Bawoły przechodzące przez drogę
Bawoły przechodzące przez drogę

Nocleg

Jedną z najbardziej niesamowitych atrakcji jest nocleg na sawannie. Można oczywiście spać w hotelu/lodge’y, ale można też pod namiotem. Pola namiotowe nie są ogrodzone w żaden sposób. To znaczy dokładnie tyle, że mogą tam chodzić dzikie zwierzęta. My spędziliśmy dwa noclegi w Serengeti. Pierwszy w południowej części. W obozie poza ptakami i jaszczurkami urzędowały góralki i mangustki, wokół zaś pojawiały żyrafy i bawoły. W nocy zaś pod obóz zakradły się lwy. To z tych „ciekawszych” atrakcji. Drugi nocleg mieliśmy w Lobo, jak określana jest przez miejscowych północna część Serengeti. Jest bardziej zarośnięta krzewami i drzewami, a także mniej równinna. Tam z kolei kucharze i przewodnicy przeganiali pawiany, zaś nocą przy obozie kręciły się hieny. Poza Parkiem Narodowym Serengeti nie mieliśmy przygód z bliską obecnością dzikich drapieżników.

Sekretarz wężojad
Sekretarz wężojad

Podziwianie Serengeti – safari

Jeżdżąc po Parku Narodowym mamy też możliwość oglądania różnych traw. Jedne faktycznie są niskie, inne wysokie. Na zdjęciach może tego nie widać zbyt dobrze, ale nawet na niewielkich dystansach Serengeti jest bardzo zróżnicowane, no i oczywiście przepiękne.

Agama płaskogłowa (Agama mwanzae)
Agama płaskogłowa (Agama mwanzae)

Klimatu dodają też samochody pełne turystów, zatrzymujące się przed wylegującymi się lwami. Te się nie boją. Potrafią położyć się na środku drogi i leżeć. Na ludzi nie reagują specjalnie, ale jak pojawią się inne lwy, to od razu zaczynają się ryki.

Lew afrykański (Panthera leo)
Lew afrykański (Panthera leo)

Obserwowanie zwierząt

Ciekawie jest też obserwować stada gnu, które przekraczają ubitą ścieżkę dla samochodów. Poruszają się w ciągu, jedna po drugiej. Natomiast bardzo to przypomina ludzi, którzy nagle przebiegają przez ulicę, gdy zaczyna mrugać światło zielone. Zwierzęta starają się zdążyć przed samochodem, przyśpieszają, czasem nawet przeskakują część drogi a po drugiej stronie zwalniają. Śmiesznie to wygląda.

Gepard
Gepard

Jeżdżąc po Serengeti, zwłaszcza jak spadnie trochę deszczu, dość łatwo docenić wprawnego przewodnika. Tam dość łatwo ugrząźć w błocie i nie raz to widzieliśmy. Na szczęście, wszyscy mają krótkofalówki, więc w razie poważnych problemów wezwie się pomoc.

Lampart (z angielska leopard)
Lampart (z angielska leopard)

Serengeti w filmie

Park Narodowy ma też swoją filmową historię. Nie chodzi tu o dokumenty, czy mnóstwo filmów przyrodniczych, ale także o fabuły. Choć niestety, a może stety nie było ich zbyt wiele. W każdym razie kręcili tu dwaj giganci westernu. John Ford reżyserował film „Mogambo” z 1953, zaś John Wayne grał w filmie „Hatari!” (1962). Trawy i ekosystem miały też swój mały wpływ na Pandorę z „Avatara” (2009) Jamesa Camerona.

Hipopotam
Hipopotam

To miejsce to jedno z tych, do których chcieliśmy dotrzeć bardzo długo. Narosła wokół niego legenda przyrodnicza i ta jak najbardziej jest zasłużona. W Tanzanii jest wiele wspaniałych Parków Narodowych, ale tylko jedno prawdziwe morze traw.

Przydatna może być oficjalna strona parku.

Wschód słońca nad Serengeti
Wschód słońca nad Serengeti

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak tanzański
Park Narodowy Serengeti
Share Button

Ajt Bin Haddu, czyli James Bond spotyka Maximusa

Niedaleko Warzazatu i studia Atlas znajduje się jedno z najbardziej niesamowitych i magicznych miejsc Maroka. Aint Ben Haddou (alternatywne transliteracje na które można się natknąć: Ait BenhaddouAit Ben Haddou lub Ajt Bin Haddu)(arab. آيت بن حدو, transkrypcje są różne), stary ksar, zbudowany z gliny i słomy, do dziś zamieszkany. Znajduje się na liście UNESCO, ale też pojawia się wielu filmach.

Domostwa w Ajt Bin Haddu
Domostwa w Ajt Bin Haddu

Ksar Ajt Bin Haddu (Aint Ben Haddou)

Ksar znajdujący się na wniesieniu tuż przy okresowej rzece, to dawna forma obronna. Miasto, które kiedyś pewnie tętniło życiem. Dziś przyciąga turystów i filmowców. Niesamowita konstrukcja i bliskość studia Atlas sprawia, że ci ostatni przybywali tu bardzo często. Za nimi zaś przybywają turyści. Filmów zaś nakręcono tu tyle, że nawet mieszkańcy gubią się w nich. Widzieliśmy choćby tabliczkę z „Indianą Jonesem”, który jednak tu nigdy nie zawitał. A już na pewno nie ten Spielberga, którym się chwalono.

Brama - pojawiła się w Grze o tron i wielu innych filmach
Brama – pojawiła się w Grze o tron i wielu innych filmach

„Gra o tron” i Ajt Bin Haddu

Zaczniemy od „Gry o tron”. Tam dobudowana brama odgrywała Yunkai. Kręcono to w okresie, gdy rzeka była mniej wyschnięta, więc scen w okolicy jest w „Grze o tron” więcej. Choćby te, które poprzedzają słynny pojedynek Dario Naharisa i Szarego Robaka, który bezceremonialnie przerywa Deanerys. Tu też zrealizowano finałową scenę trzeciego sezonu, gdzie Deanerys zostaje uwielbiona przez wyzwolonych niewolników i okrzyknięta matką. Dzieje się to pod bramą dobudowaną do zabytku UNESCO. Kolejne filmy trochę modyfikują to miejsce. W GOT dodatkowo wykorzystywano komputerowe efekty.

W Grze o tron wykorzystano także koryto rzeki, akurat wtedy nie było tak wyschnięte
W Grze o tron wykorzystano także koryto rzeki, akurat wtedy nie było tak wyschnięte

„Gladiator” i Ridley Scott w Aint Ben Haddou

Ridley Scott wybudował tu całkiem spore miasteczko filmowe podczas realizacji „Gladiatora” (2000). Tu powstała arena gladiatorów, jeszcze ta afrykańska, na której Maximus pokazuje swoje umiejętności zanim wyruszy do Rzymu.

Budynki wewnątrz ksaru
Budynki wewnątrz ksaru

James Bond 007 i Ajt Bin Haddu

Nie mogło zabraknąć tu Jamesa Bonda. „W obliczu śmierci” (1987) z Timothym Daltonem, które powstawało częściowo w studiu Atlas także ma kilka zdjęć w tym miejscu. Udaje ono twierdzę bojowników w Afganistanie.

Wąskie uliczki
Wąskie uliczki

Ait Ben Haddou: Inne filmy

Zarówno w „Królowej pustyni” (2015) Wernera Herzoga, jak i w „Lawrencie z Arabii” (1962) Davida Leana, jest tu Bliski Wschód.

Okolica, miejsca gdzie powstawała dekoracja "Gladiatora"
Okolica, miejsca gdzie powstawała dekoracja „Gladiatora”

„Klejnot Nilu” (1985), „Kundun – życie dalajlamy” (1997) Martina Scorsese, „Mumia” (1999), „Książę Persji: Piaski czasu” (2010), „Aleksander” (2004) Olivera Stone’a. O tych wszystkich filmach wspominaliśmy przy okazji studia Atlas. One także tu miały swoje sceny. Krótkie, acz możliwe do rozpoznania.

Budynek na szczycie (Ajt Bin Haddu)
Budynek na szczycie (Ajt Bin Haddu)

Zwiedzanie Aint Ben Haddou

Zaś pomijając całkowicie wątek filmowy, Aint Ben Haddou jest przepięknym, klimatycznym miejscem, unikalnym w Maroko. A przy tym bardzo spokojnym. W teorii można je zwiedzać bez biletów, w praktyce należałoby wynająć przewodnika. Nie jest potrzebny, by się tu nie zgubić, ale taki jest zwyczaj. Natomiast w czasie ramadanu, właściwie żadnemu nie chciało się ruszyć, więc nie musieliśmy się od nich odganiać. Zaś wśród różnych kramów jeden przyciągnął naszą uwagę szczególnie. Artysta malujący szafranem w technice, którą nazwał piroakwarelą. Tworzył niesamowite obrazy nanosząc na kartkę papieru wodę delikatnie zabarwioną naturalnymi barwnikami. Następnie podgrzewał obraz nad palnikiem, wtedy nabierał barw.

Aït-Ben-Haddou
Aït-Ben-Haddou

To bez wątpienia jedno z tych miejsc w Maroku, które naprawdę warto odwiedzić. Nie tylko ze względu na filmy. Samo broni się znakomicie.

Widok zza rzeki (tym razem wyschniętej)
Widok zza rzeki (tym razem wyschniętej)

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak marokański
Ajt Bin Haddu
Szlak filmowy
Ajt Bin Haddu, czyli James Bond spotyka Maximusa

Share Button

Carskie Sioło i Bursztynowa Komnata

W okolicy Sankt Petersburga znajdują się dwa carskie pałace. Jeden męski, czyli Peterhof, drugi żeński, czyli Carskie Sioło (ros. Царское Село). Żeński, bo największy wpływ na kształt tego drugiego miały caryce Katarzyna I i Elżbieta. Ten kompleks pałacowy ma jeszcze jedną atrakcję, okrytą legendą Bursztynową Komnatę. Kiedyś był to symbol wielkości dynastii Romanów, jednak zaginęła ona podczas II wojny światowej. Obecnie została zrekonstruowana, a nawet jak zapewniają kustosze, ulepszona względem oryginału, którego do dziś nie odnaleziono. Bursztynowa Komnata przyciąga tu tłumy zwiedzających i trudno się dziwić. Jej sława dotarła do dalszych zakątków świata, a ciekawość robi swoje. Zwiedzających jest naprawdę dużo.

Główny pałac w Carskim Siole
Główny pałac w Carskim Siole

Carskie Sioło – Puszkin: Dojazd

Wyprawę do Carskiego Sioła najlepiej zacząć z Sankt Petersburga, z Dworca Witebskiego. Jeździ tam podmiejska kolej elektryczna, czyli tak zwana elekrticzka. Tam trzeba kupić bilet do stacji Puszkin (ros. Пушкин). Kiedyś cała miejscowość nazywała się Carskim Siołem (Carska Wieś), ale w czasach ZSRR zmieniono nazwę najpierw na Dietskoje Sioło, a potem na Puszkin, oczywiście na cześć słynnego rosyjskiego poety Aleksandra Puszkina, który tu kończył liceum. Przy dworcu najlepiej złapać marszrutkę (czyli odpowiednik naszej nyski bądź shared taxi), która zawiezie nas już pod sam pałac. Można się też przejść, jak ktoś lubi. Przy samym dworcu zaś znajduje się targowisko, gdzie da się kupić świeże produkty lokalnych gospodarstw (czyli odpowiednik naszej babci z pietruszką).

Ogrody (Carskie Sioło)
Ogrody (Carskie Sioło)

Pałac Katarzyny i Bursztynowa Komnata

Barokowy kompleks założono w XVIII wieku. Zwiedzanie pałacu i sporych ogrodów w teorii nie powinno zajmować dużo więcej niż pół dnia, niestety zajmuje. W dużej mierze przez specyficzną organizację. Bursztynowa Komnata przyciąga obecnie wielu turystów. Przybywa tu naprawdę sporo wycieczek, które mają jeden cel: zobaczyć  legendę. Na resztę nie mają czasu. Niestety odbija się to na normalnych zwiedzających. Wpierw należy kupić bilet, by wejść do ogrodów, tam mamy czas nielimitowany. Do poszczególnych pawilonów, które znajdują się w ogrodach zawsze kupuje się bilet z osobna. Niestety dotyczy to także głównego pałacu. Chcąc chronić Bursztynową Komnatę i inne zabytkowe pokoje, wstęp jest ograniczany. Kończy się to tym, że od rana ustawiają się tam bardzo duże kolejki, już przed pałacem. Byliśmy w miarę wcześnie, a i tak stanie w kolejce zajęło nam prawie trzy godziny.

Ogrody (Carskie Sioło)
Ogrody (Carskie Sioło)

Zwiedzanie pałacu w Carskim Siole

W środku zwiedzanie nie zajęło 30 minut. Także dlatego, że było dość tłoczono i nieprzyjemnie. Bardzo istotne są dwie informacje: po pierwsze komnaty zwiedza się jedną z dwóch ścieżek. Jedna idzie lewą stroną, druga prawą stroną budynku. Większość miejsc, w tym wszystkie istotne z Bursztynową Komnatą na czele, zwiedza się niezależnie od ścieżki, na którą się dostało. Tylko nie można się przemieszczać między jedną a drugą. Druga sprawa to kwestia zdjęć i nagrywania filmów. O ile w całym pałacu czy ogrodach nie ma z tym problemu, o tyle w Bursztynowej Komnacie pilnują tego bardzo dobrze. Jest tam kilka pań z obsługi, które biegają od człowieka do człowieka, zasłaniają obiektywy czy łapią komórki. Potem sprawdzają czy nie zrobiło się zdjęcia. Oczywiście jak ktoś się uprze i znajdzie moment to zrobi, takie z ukrycia. Pracownice jednak i tak mają sporo roboty, zwłaszcza goniąc turystów z Azji.

Przykładowy wystrój pałacu
Przykładowy wystrój pałacu

Carskie Sioło: Park Aleksandra i okolice

Bardzo ciekawe też są ogrody, składające się  z trzech części. Francuskiego, angielskiego i parku Aleksandra. Ten ostatni znajduje się trochę dalej. Zbudowano tam kilka pawilonów przypominających stylistycznie pagody z Dalekiego Wschodu. W samych ogrodach znajdziemy rzeźby, oczka wodne, ale niewiele fontann. To bardzo przyjemne miejsce do spacerowania.

Ozdobna brama
Ozdobna brama

Warto pamiętać, że pałac w Carskim Siole, nie licząc oczywiście Bursztynowej Komnaty, niczym specjalnym się nie wyróżnia. Jest jednym z wielu, dobrze odnowionym. Jego siłą jest właśnie wspomniana Komnata. Czy warto ją zobaczyć? Cóż, narosło wokół jej tyle legend, że trudno się oprzeć ciekawości. Warto dodać, że Carskie Sioło znajduje się na liście UNESCO. Koszty biletów i godziny otwarcia najlepiej sprawdzić tutaj.

Pałac carycy Katarzyny (Carskie Sioło)
Pałac carycy Katarzyny (Carskie Sioło)

Burzliwe losy Bursztynowej Komnaty

Pierwotnie Bursztynową Komnatę zamówił król Prus, Fryderyk I Hohenzollern. Wykonał ją gdański mistrz bursztyniarstwa Andreas Schlüter. Umieszczono ją w podberlińskim zamku Charlottenburg. Gdy Piotr I, car Rosji wizytował Prusy, komnata zachwyciła go, więc dostał ją w prezencie. Przetransportował do Petersburga. Wpierw w pałacu letnim, potem zimowym, dopiero w 1755 znalazł swoje miejsce w Carskim Siole. Oczywiście komnata była wówczas jeszcze bardziej upiększona. Niemcy zrabowali komnatę w 1944, zapakowali do skrzyń i od tego czasu słuch po niej zaginął. Poszukiwania Bursztynowej Komnaty mają swoich pasjonatów. Teorie stały się kanwą powieści (jak „Pan Samochodzik i Bursztynowa Komnata” Jerzego Szumskiego), gier czy produkcji telewizyjnych. W 2003 otwarto w Carskim Siole odtworzoną Bursztynową Komnatę i to ją właśnie się dziś zwiedza.

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak rosyjski
Carskie Sioło
Share Button

U styku filmu i podróży