Jordańskie bezdroża

Bezdroża to trochę kłamliwy tytuł. Właściwie tym razem będzie nie o bezdrożach, ale o drogach. Ogólnie o samym jeżdżeniu samochodem pisałem jakiś czas temu, tym razem zajmę się trochę innymi sprawami. Tym, co można zobaczyć jadąc przez Jordanię wyglądając czasem przez okno.

Przydrożny handel
Przydrożny handel

Podróżowanie samochodem po Jordanii

Jeśli ktoś był w krajach arabskich, to z pewnością wie, że należy się spodziewać tam innego rodzaju czystości. Gdy przejeżdża się przez pola, widać mnóstwo butelek, worków foliowych i innych śmieci. To niestety norma. Jordania w tej materii jakoś specjalnie się nie wyróżnia. Owszem im bliżej dzikiej natury się znajdujemy, tym czyściej.

Jordańskie drogi
Jordańskie drogi

Jordania to kraj pasterski. W wielu miejscach widać owce, kozy, a czasem też wielbłądy pasące się w okolicy. To oczywiście niezapomniane widoki. Po drodze nieraz mijaliśmy pasterzy, którzy przepędzają swoje zwierzęta przez drogę. Blokują ją przy okazji. Można przy tym zrobić całkiem niezłe zdjęcia, często nawet nie płacąc. Ale lepiej wpierw zapytać o zgodę. Natomiast warto pamiętać, że owce czy kozy przede wszystkim znają swego pasterza. Obcych się boją i najczęściej uciekają, więc próba pogłaskania ich kończy się gonieniem za nimi. Czasem można zauważyć, że pasterze są uzbrojeni, najczęściej w jakieś dubeltówki czy coś w tym stylu. Więc lepiej z nimi nie zadzierać, choć oczywiście to broń przede wszystkim na drapieżniki, ale…

Burza piaskowa
Burza piaskowa

Jordania na własną rękę, czyli Mad Max

Jeszcze jedną atrakcją, bądź utrapieniem Jordanii, są burze piaskowe. Nam udało się załapać na jedną w trakcie jazdy. Zjechaliśmy na pobocze i przeczekaliśmy. Tak robiły też inne samochody. Pomijając piach, który się dostaje do różnych miejsc, podczas takiej nawałnicy niewiele widać, więc nietrudno o wypadek. Zaś burza ma jeszcze jedną zaletę. Czuć jakby się było w prawdziwym „Mad Maxie” zwłaszcza jak obok stoją rozklekotane ciężarówki czy cysterny.

Z innych ciekawostek warto wspomnieć o przydrożnych kupcach i sklepach. Część z nich ma rozłożone kramy na poboczu. Sprzedają owoce i wiele różnych innych rzeczy. Ludzie się zatrzymują, nikt ich nie goni. Natomiast są też tacy, którzy mają sklepy. Są one bardzo często oznaczone świecącymi kogutami. Tak więc z daleka wygląda to jak policja, więc kierujący najczęściej zwalnia. Na wszelki wypadek trzeba to zrobić.

Jordania na własną rękę
Jordania na własną rękę

Jest też wiele osób, które próbują łapać autostop. Co ciekawe, także przedstawiciele służb, czyli wojska lub policji. Potrafią zatrzymać samochód i poprosić o podwózkę. W kwestii podwożenia autostopowiczów warto zdać się na zdrowy rozsądek i przemyśleć chęć pomocy bądź pokusę skorzystania z tej formy podróżowania.

Owce na drodze
Owce na drodze
Szlak jordański
Bezdroża
Share Button

Malta i „Gra o tron” część 1

W pierwszym sezonie „Gry o tron” kręcono na Malcie głównie sceny dziejące się w Królewskiej Przystani oraz w Essos. Potem zrezygnowano z Malty na rzecz Chorwacji, Maroko i Hiszpanii. Według niepotwierdzonych informacji to Maltańczycy nie chcieli widzieć ekipy HBO. Poszło o sceny nagości, jakie nagrywano na Malcie. W każdym razie obecnie Maltańczycy nie tylko korzystają z popularności serialu, ale też przypominają, że był tu kręcony. Dziś pierwsza część maltańskich lokacji (oczywiście pomijając wyspę Gozo, o której było ostatnio).

Mdina

Mdina Gate
Mdina Gate

Na początek zabytkowe centrum Mdiny. Tuż przy samym parkingu znajduje się mur oraz brama, tak zwana Mdina Gate. Pełni ona rolę bramy Królewskiej Przystani, przez którą w trzecim odcinku do miasta potajemnie wjeżdżają Catelyn Stark i Sir Rodric. To miejsce bardzo łatwo znaleźć, bo przez nie właściwie wchodzi się do zabytkowego centrum. To też sprawia, że jest oblegane przez turystów, którzy najczęściej nawet nie są świadomi, skąd mogą znać ten fragment muru.

Brama Mdiny
Brama Mdiny
Uliczki Mdiny
Uliczki Mdiny

Sama Mdina jest bardzo ładna, ale ma dość wąskie uliczki, więc w sezonie jest tu bardzo tłoczono. Pośród budynków znajduje się Pjazza Mesquita. Z powodu oznaczeń trochę trudniej do niej trafić. Miejsce wygląda niepozornie. Znajdują się tu urzędy w dużej mierze związane z lokalnym kościołem. W „Grze o tron” natomiast to miejsce pełni rolę fasady burdelu Littlefingera. To tu lord Bealish sprowadza Catelyn, ale to także tu na dziedzińcu dochodzi do starcia między Nedem Starkiem a Jamiem Lannisterem. Oczywiście normalnie nie ma tu piasku widzianego w serialu. Acz baczny widz i obserwator dostrzeże tu bardzo wiele szczegółów, które uchwyciła kamera. Od okiennic, bram, drzew, aż po studnię.

Mdina - burdel Littlefingera
Mdina – burdel Littlefingera

Mdina znajduje się w centrum Malty, bez problemu można tu dojechać tak samochodem, taksówką jak i komunikacją zbiorową. Stare miasto ma bardzo ciekawy klimat, dość jednorodną zabudowę, a jego największą zmorą jest duża ilość odwiedzających. Prawdopodobnie obok Valletty jest to najczęściej zwiedzany kompleks na Malcie. Swoją drogą kręcono tu także sceny do filmu „Agora”.

Rabat – Victoria

Rabat - klasztor św. Dominika
Rabat – klasztor św. Dominika

Niecały kilometr dalej na południe znajduje się kolejne maltańskie miasto – Rabat. I tu jedna uwaga, gdyby ktoś przypadkiem chciał zaczynać od Rabatu. W państwie maltańskim są dwie miejscowości o ten nazwie. Jedna na wyspie Malta i to ta nas interesuje. Drugi Rabat znajduje się na wyspie Gozo. Czasem określa się go mianem Victorii.

Klasztor św. Dominika
Klasztor św. Dominika

Od centrum Mdiny właściwie jest to droga prosta. W Rabacie interesuje nas klasztor Świętego Dominika. Jest tu kościół, ale też dziedziniec z małym ogrodem. Tu nagrywano królewskie ogrody, a dokładniej scenę, w której Cersei rozmawia z Nedem. Eddard Stark w serialu wyjawia jej, że zna sekret jej dzieci. Wykorzystano nie tylko ogród, ale też kolumny w scenie, gdy Ned jest proszony na audiencję do króla Joffreya i Cersei. Nawet charakterystyczny żyrandol widać w serialu.

Klasztor św. Dominika
Klasztor św. Dominika

Klasztor nie jest typową atrakcją turystyczną, podobnie jak ta część Rabatu. Jest natomiast używany przez dominikanów. Więc z jednej strony można tam spokojnie wejść i się rozejrzeć, nie robią z tym problemów. Z drugiej strony, trzeba pamiętać o tym, by zachować ciszę w czasie mszy czy nabożeństw. Wtedy też lepiej nie zwiedzać samego kościoła. Niestety to położenie sprawia, że także dojazd jest trochę bardziej utrudniony. Przed samym klasztorem nie ma w ogóle miejsc parkingowych, więc trzeba się posiłkować pobliskimi. Od autobusu też trzeba trochę przejść.

W Rabacie nagrywano między innymi sceny do filmu „Monachium” Stevena Spielberga.

St. Anton

St. Anton
St. Anton

Zostając w temacie ogrodów. Jakieś cztery kilometry od Mdiny na północny-wschód znajduje się San Anton. Tu znajduje się kompleks pałacowy z ogrodem. Ogrody pojawiają się w pierwszym sezonie w kilku scenach. Choćby tej, w której Eddard Stark i lord Petyr Bealish przechadzają się po nich, a Littlefinger wskazuje Nedowi szpiegów. Także pałac San Anton został wykorzystany w kilku scenach jako Czerwona Twierdza.

Pałac St. Anton
Pałac St. Anton
Pałac St. Anton
Pałac St. Anton

Ogrody są otwarte dla zwiedzających. Pełnią trochę rolę maltańskiego ogrodu botanicznego. Rośnie tu wiele drzew z różnych stron świata, co sprawia, że miejsce to jest niezwykłe nawet jak na Maltę. Są też zwierzęta, w tym żółwie czerwonolice, pawie, czy łabędzie. Miejsc parkingowych przed wejściem do ogrodu / pałacu jest niewiele. Ale podobnie jak w przypadku Rabatu chyba więcej przybywa tu Maltańczyków niż turystów. Wejście na teren ogrodu jest darmowe.

Ogrody St. Anton (Malta Gra o tron)
Ogrody St. Anton (Malta Gra o tron)
Ogrody St. Anton
Ogrody St. Anton

Manikata

Ostatnim przystankiem na dziś jest Tal-Qargħa przy miejscowości Manikata. O ile wcześniejsze miejsca były dość łatwo dostępne, tu bez samochodu raczej nie ma szans dotrzeć. Głównie dlatego, że tu zwyczajnie nie ma turystów. Manikatę można by określić mianem willowych przedmieść. Ale ją trzeba przejechać i skierować się do części pasterskiej. Tu jest duży problem z drogami, są kręte, wąskie, mają nie najlepszą nawierzchnię, no i ciągle jest albo pod górę, albo w dół, czasem dość ostro. Trzeba też trąbić przy każdym zakręcie, by dać znać innym samochodom z naprzeciwka. Jedyna szansa na zaparkowanie jest przed czyimiś domami (co nie stanowi problemu). Potem trzeba się przejść.

Manikata
Manikata

Tal-Qargħa nawet nie musiała być mocno charakteryzowana: stare, zrujnowane zabudowania pasterskie, powstałe z kamieni. Nic dziwnego, że to miejsce pod koniec pierwszego sezonu posłużyło za wioskę najechaną i zniszczoną przez Dothraków. Warto zwrócić uwagę na ujęcia filmowe, które sprawiają wrażenie, jakbyśmy byli gdzieś na pustyni. W istocie miejsce znajduje się bardzo blisko klifów i morza. Tła w serialu są zamglone i lekko rozmazane. Komputerowe modyfikacje są normą w tym serialu, co z pewnością utrudnia znalezienie prawdziwych miejsc.

Manikata
Manikata

To oczywiście nie koniec maltańskich lokacji z „Gry o tron”. Zatem na szlaku filmowym następnym razem pozostaniemy na Malcie.
Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak filmowy
Malta („Gra o tron”) cz.1
Szlak maltański
Malta („Gra o tron”) cz.1
Share Button

Rezerwat Dana

To jedno z tych miejsc w Jordanii, którym należało dać więcej czasu. Dana to słynny górski rezerwat biosfery, w którym można się zatrzymać, czy kempingować, a przede wszystkim podziwiać wspaniałe krajobrazy.

Rezerwat Dana
Rezerwat Dana

Rezerwat Dana

Sam dojazd jest trochę trudny, gdyż drogi prowadzące do tego miejsca nie należą do często używanych. Właściwie to wytyczony trakt po którym czasem przejeżdżają samochody. Żadnego asfaltu, tylko ubita ziemia.

Rezerwat Dana
Rezerwat Dana

Problemem może też być kupno wejściówki, co nie oznacza niemożliwości wejścia do rezerwatu. W naszym przypadku skierowano nas do obozu, do którego nie dotarliśmy. Schodząc sobie i podziwiając widoki spędziliśmy za dużo czasu na odbijaniu na bok i rozglądaniu się. Obóz nie był dla nas celem, bo i po co, skoro tam nie nocujemy. Ostatecznie bilet udało się kupić u kierowcy samochodu kursującego między obozem a wejściem. Ten przejazd jest darmowy (znaczy wliczony w cenę). Samochód zaś kursuje z góry na dół i z powrotem.

Rezerwat Dana
Rezerwat Dana

Dana to doskonałe miejsce, by odpocząć i ponapawać się naturą. Choć, co tu dużo mówić, niekoniecznie kojarzy się z krajem arabskim. I chyba właśnie dlatego planując swój przejazd postanowiliśmy się jedynie tu zatrzymać. Wiedzieliśmy czego się spodziewać, ale niestety trzeba umiejętnie gospodarować czasem. Tu go nam trochę zabrakło, więc może innym razem?

Rezerwat Dana
Rezerwat Dana

Dana jest bardzo rozległym rezerwatem. Liczy sobie 308 km kwadratowych. Rezerwat biosfery utworzono w 1989. To także ciekawe miejsce ze względu na ludzkie osadnictwo. Pierwsi ludzie dotarli tu jakieś 6000 lat temu. Archeolodzy znajdowali tu pozostałości po Egipcjanach, Nabatejczykach czy Rzymianach, a także pewne paleolityczne ślady. Zaś od 400 lat żyje tu plemię Ata’ta i to oni pewnie w dużej mierze obsługują dziś turystykę. W Danie be z problemu można nocować, zarówno w wiosce jak i w kilku ośrodkach w ramach rezerwatu. To dobre rozwiązanie jeśli chce się samemu pochodzić po tych górach. A i można też spróbować tutejszej herbaty ziołowej. Zresztą mieszankę o nazwie Dana można kupić w różnych miejscach Jordanii.

Szlak jordański
Dana
Share Button

Góra Nebo

Biblijny exodus to historia Mojżesza, który wyprowadza swój lud z Egiptu i wiedzie do ziemi obiecanej. Opowieść powszechnie znana, jak nie z religii, to przynajmniej z wielu adaptacji filmowych. Od „Księcia Egiptu”, „Dziesięciorga przykazań” zaczynając, a ostatnio na „Exodusie: Bogach i królach” Ridleya Scotta kończąc. Choć w filmach często pomijana góra Nebo (hebr. הַר נְבוֹ , arab. جبل نيبو) w oryginale odegrała ważną rolę.

Góra Nebo - monument upamiętniający wizytę Jana Pawła II
Góra Nebo – monument upamiętniający wizytę Jana Pawła II

Biblijna góra Nebo

Oryginalna historia z „Księgi Wyjścia” kończy się w sposób słodko-gorzki, co nie zawsze jest pokazywane w filmach. Mojżesz po 40 latach wędrówki dociera na górę Nebo, skąd widzi Kanaan (czyli Ziemię Obiecaną, późniejsze państwo Izrael). Jednak nie wchodzi do ziemi obiecanej, umiera wkrótce po tym, jak ją zobaczył. Góra Nebo to ostatni etap jego wędrówki. To góra, z której spogląda na ziemię obiecaną.

Góra Nebo - monument upamiętniający Mojżesza
Góra Nebo – monument upamiętniający Mojżesza

Nebo to miejsce, które pojawia się w wielu religijnych produkcjach, tak żydowskich jak i chrześcijańskich, ale bardzo rzadko można zobaczyć je w kinie. Najczęściej są to programy dokumentalne czy podróżnicze. To także miejsce pielgrzymek. Można tu spotkać zarówno pątników, jak i ciekawskich turystów.

Góra Nebo - sanktuarium
Góra Nebo – sanktuarium

Sanktuarium na górze Nebo nie jest tłumnie odwiedzane. Często jest tylko krótkim przystankiem na trasie. Ale jest na tyle niewielkie, że czuć obecność innych ludzi i czasem trzeba się przeciskać. Gdy tam byliśmy, w dużej części było zamknięte i remontowane. Odwiedzających było jednak sporo. A do zobaczenia były pomniki pamiątkowe, małe muzeum i ogród. Jednak najbardziej charakterystyczne miejsca tej góry to krzyż z wężem i punkt widokowy na Izrael. Niestety w tym wypadku trzeba mieć szczęście, bo widoczność nie zawsze jest dobra.

Krzyż z wężem to oczywiście nawiązanie do biblijnej wędrówki Żydów przez pustynie. Gdy kąsały ich węże, za brak wdzięczności i wielu z nich pomarł, Mojżesz słuchając Boga stworzył miedzianego węża i umieścił go na palu. Każdy kto spojrzał na węża, został uleczony.

Góra Nebo - słynny krzyż
Góra Nebo – słynny krzyż

Przy wejściu do kompleksu sanktuarium kupuje się bilet wstępu, można za darmo zaparkować. Nieopodal jest też restauracja. Najważniejsze jest to, że właściwie wjeżdża się na samą górę.

Widok na Izrael
Widok na Izrael

Góra Nebo to miejsce interesujące, ale też nie zajmujące. W sam raz na krótką przerwę. Można tu też porównać sobie jak wygląda Izrael i Jordania. Większych różnic nie widać.

Szlak religijny
Góra Nebo
Szlak jordański
Góra Nebo
Share Button

Malta: Praktycznie

Informacje praktyczne nt. Malty. Zweryfikowane we wrześniu 2015.

Dojazd: Zdecydowanie najwygodniej samolotem. Z dużych polskich miast latają tu tanie linie. Malta ma tylko jedno lotnisko.

Wiza: Strefa Schengen, nie potrzebujemy ani wiz, ani paszportów.

Baza noclegowa: Bardzo duży wybór, można szukać choćby na booking.com. Zamiast samego wyboru noclegu warto też zastanowić się nad częścią Malty, w której chcemy spać, co jest podyktowane tym, co chcemy robić na Malcie. W okolicach Sliemy jest bardzo duży wybór hoteli, ale to część „imprezowa”. Więc jeśli ktoś chce się zabawić i poszaleć to idealne miejsce. Jeśli chce odpocząć w ciszy, najgorsze z możliwych. Spokojniej (i taniej), ale wciąż blisko centrum (czyli Valletty) jest choćby w Tarxien czy San Gwann. Tam jednak nie ma morza i plaż.

Szczepienia wymagane: Brak.

Choroby: Nic istotnego, ale jak wszędzie możliwe występowanie biegunki podróżnych. Komary mogą przenosić choroby, jak np. dengę (teoretycznie). Nie ma ich wiele, zagrożenie niby jest małe, ale są.

Waluta: Euro (EUR).

Płatności kartą i bankomaty: Bez większych problemów. Karty popularne, bankomaty także. Warto mieć jednak ze sobą trochę gotówki, choćby na taksówki czy inny transport.

Napiwki: Wg uznania. Jak w większości świata, 10 % to raczej wartość oczekiwana.

Internet: Bez problemu.

Telefony: Roaming działa.

Język: Angielski bardzo dobry. Maltański właściwie niepotrzebny. Praktycznie wszystkie oznaczenia są dwujęzyczne. Ze względu na dużą liczbę turystów, wciąż jest zauważalna dominacja języka angielskiego.

Gniazdka elektryczne:  Zasilanie jak w Polsce, ale kształt gniazdka już nie. Jednak przy odrobinie szczęścia zazwyczaj da się z nich skorzystać, mają dziurki dostosowane tak, by działały dwusystemowo (w nowszych budynkach). W innych trzeba się natrudzić lub kupić przejściówkę. Formalnie powinny być to gniazdka typu brytyjskiego, ale ze względu na ogromny ruch turystyczny działa to dość różnie.

Wtyczka brytyjska

Samochody i transport: Uwaga, obowiązuje tu ruch lewostronny. To może stanowić problem, zwłaszcza by się przestawić psychicznie. Na szczęście w wielu miejscach pasy są wydzielone. W pozostałych drogi są bardzo wąskie, wskazane jest więc trąbienie przed ostrymi zakrętami.

Parkingi w miastach są, ale nie ma ich za dużo. Ruch na Malcie jest ograniczony (nie przyjeżdżają tu inne samochody) więc jakoś można znaleźć miejsce do zaparkowania, ale czasem to trwa, w szczególności w miejscach turystycznych jak Sliema. Atrakcje mają swoje parkingi i tam zazwyczaj problemu nie ma, z wyjątkiem najbardziej obleganych miejsc w szczycie sezonu.

Stacje benzynowe są, ale w niedużej ilości.  Malta jest na tyle mała, że nie stanowi to problemu. Część samoobsługowych stacji jest prepaidowa. Wpierw trzeba zapłacić jakąś kwotę i zatankujemy tylko do jej wyczerpania. Niestety automat nie wydaje reszty. Z drugiej strony trzeba by tam dużo jeździć, aby wyjeździć cały bak.

Istnieje dobrze zorganizowany transport publiczny – autobusy. Problemem jest tylko taki, że to trwa. Na samej Malcie w większość miejsc autem dojeżdża się w 20-30 minut, autobusami zajmuje to więcej, zwłaszcza gdy trzeba robić przesiadki.

Dobrze też jeżdżą taksówki, czasem mogą być niezłą alternatywą. Tyle, że też są oblegane to raz, a dwa – bywa, że wzywana jest akurat po drugiej stronie wyspy. Większość knajp ma swoich znajomych taksówkarzy, więc bardzo chętnie ich wzywają.

Oznaczenia i drogowskazy: Wszystko jest dwujęzyczne. Znaki normalne, ale mniej niż u nas. Poza głównymi drogami jest mnóstwo małych, bocznych uliczek i te są bardzo słabo oznaczone. GPS się dość mocno przydaje, ale tam już bywają problemy, gdyż część nazw jest zapisywana po maltańsku, cześć po angielsku, albo pół na pół. Inny problem to powtarzające  się nazwy ulic w poszczególnych miasto-dzielnicach.

Jedzenie wegetariańskie: Mają swoje sery, a także bułeczki z serem. Są też dobrze przygotowani pod turystów i znalezienie jedzenia bezmięsnego nie stanowi większego problemu. Z niewegetariańskich najsłynniejszym daniem jest fenek, czyli potrawka z królika.

Ludzie: Albo pracują w turystyce, albo sobie spokojnie żyją i nie zwracają szczególnej uwagi na turystów, nawet jeśli ci parkują im pod domem.

Bezpieczeństwo: Jak w Europie. Było głośno o imigrantach, ale dla większości z nich Malta to zaledwie przystanek. Miejscami trochę widać grupy czarnoskórych mężczyzn, ale raczej nie trzymają się miejsc turystycznych.

Klimat: Śródziemnomorski. Do zwiedzania najlepszy jest okres wiosenny i jesienny. Ale trzeba też pamiętać o tym, że pewne atrakcje są otwarte jedynie latem. Do wypoczywania najgorszym terminem jest zima. Warto też pamiętać o tym, że występują tu komary.

Informacja turystyczna i mapy: Informacja turystyczna jest, z mapami np. całej Malty jest dużo gorzej. Zwyczajnie trudno ją kupić, nie mówiąc już o dostaniu. Maltańczycy mają czas i nie są zbyt wyrozumiali dla turystów, którzy szybko chcą zobaczyć jak najwięcej.

 Gdzie szukać informacji: Jest sporo przewodników i opracowań. Także w Internecie. Nam na większość pytań odpowiedział serwis Malta i Gozo.
Bez problemu można też skorzystać często z reklam w hotelach i tam znaleźć dużo atrakcji. Wiele z nich organizuje transport.

Szlak maltański
Praktycznie
Share Button

„Gra o tron” i Gozo

Gozo (malt. Għawdex) to mała wyspa na zachód od Malty, należąca do tego maleńkiego kraju. Mniejsza, spokojniejsza, ale jednocześnie bardzo podobna. W dodatku znajduje się na naszym szlaku filmowym dzięki „Grze o tron”.

Lazurowe okno
Lazurowe okno

Gozo, Lazurowe Okno i GOT

Jedną z najbardziej znanych atrakcji Gozo jest tak zwane Lazurowe Okno (Azure Window). To bardzo charakterystyczna formacja skalna przy Morzu Śródziemnym, która sprawia, że przybywa tu bardzo wielu turystów, ale też filmowców. W pierwszym sezonie „Gry o tron” mamy okazję obserwować wesele Daenarys Targaryen i Khala Drogo. Sceny były kręcone dokładnie w tym miejscu. Lazurowe Okno można podziwiać w całej jego okazałości, ponadto widać je też  trochę wcześniej, z balkonu Illyrio. Sama posiadłość Illyrio była kręcona już na Malcie, więc posłużono się pewnie komputerowym złożeniem dwóch miejsc. Zresztą w przypadku „Gry o tron” wiele z serialowych lokacji jest poprawionych przez grafików.

Formalnie ekipa pracowała w wiosce Dwejra. I to właśnie na nią należy się kierować, jeśli chcemy zobaczyć tę lokację. Miejsce, w którym odbywała się uczta weselna, dość łatwo znaleźć i przejść się po nich.

Lazurowe kno
Lazurowe okno

Ekipa HBO nie była pierwsza, która postanowiła nakręcić tu film. Pierwsza wersja „Zmierzchu Tytanów” (z 1981) ma tu dość charakterystyczną scenę, którą próbowano odtworzyć w nowszej wersji, ale już nie przy Lazurowym Oknie. Pierwszą wersję „Zmierzchu Tytanów” i „Grę o tron” łączy też jedno: sceny, które tu kręcono były wyzwaniem logistycznym, ze względu na dużą liczbę statystów.

Swoją drogą, Gozo pojawiło się choćby w „Troi” czy jednej z adaptacji „Hrabiego Monte Christo” (z 2012).

Wybrzeże Gozo
Wybrzeże Gozo

Transport

Na Gozo najłatwiej dostać się bezpośrednio z Malty. Istnieje połączenie promowe łączące obie wyspy. Przeprawa trwa koło 30 minut i jest darmowa w stronę Gozo. Płaci się przy powrocie. Gdy jedziemy wypożyczonym samochodem, to jesteśmy ograniczeni tylko godzinami promu. Natomiast w przypadku autobusów, wpierw trzeba dojechać do przeprawy, następnie przepłynąć na Gozo i tam znaleźć połączenie autobusowe. Lazurowe Okno znajduje się dokładnie po przeciwnej stronie wyspy, więc trzeba pokonać kilkanaście kilometrów.

Płynąc na Gozo można trochę poprzyglądać się trzeciej co do wielkości wyspie archipelagu, czyli Comino.

Wokół Azure Window znajdują się inne miejsca, które przyciągają zwiedzających. Są to zarówno Wewnętrzne Morze, Fungus Rock jak i Blue Hole. Część z nich jest też widoczna przez chwilę w „Grze o tron”. Są tu też piękne kamieniste plaże, raj dla nurków i oaza spokoju dla mniej wymagających wypoczywających. Nic dziwnego, że kręci się tu sporo turystów.

Maltańskie skały
Maltańskie skały

Gozo oczywiście ma dużo więcej do zaoferowania. Jak na całej Malcie, tak i tu nie brakuje przepięknych kościołów. Czasem wystarczy zatrzymać się po drodze i zwyczajnie wejść, o ile jest otwarty.

Lazurowe Okno to początek naszej wędrówki z „Grą o tron” po Malcie. Następnym przystankiem na szlaku filmowym będzie właśnie Malta.

Update. Niestety 8 marca 2017 Azure Window się zawaliło. Poinformował o tym premier Malty, Joseph Muscat na twitterze.

Szlak filmow
Gozo („Gra o tron”)
Szlak maltański
Gozo
Share Button

Jordan

Są takie miejsca, o których się słyszało, czytało a raczej nie widziało w kinie czy telewizji, nawet gdy była o nich mowa. Właśnie takim miejscem jest rzeka Jordan, a dokładniej miejsce chrztu Jezusa Chrystusa. Przestawiana na wielu obrazach scena najczęściej robi wrażenie. Rzeka może nie jest porównywalna z największymi i najszerszymi, ale wciąż jest szeroka i potężna. Prawdziwy Jordan wygląda bardzo niepozornie, raczej mała rzeczka. Zwłaszcza w okresie suchym. Więc pierwszy kontakt to pewne rozczarowanie, bo wygląda inaczej niż wyobrażenia.

Rzeka Jordan
Rzeka Jordan

Jordan w Biblii, kinie i obecnie

Kino religijne przedstawiając Jordan idzie zgodnie z duchem wyobrażeń. Rzeka, w której dokonuje się chrztu, nie musi być wielka, ale powinna budzić respekt. Nic dziwnego, że filmowcy praktycznie tu nie dotarli. Ale nie wszyscy, w debiucie reżyserskim Natalie Portman czyli „Opowieści o miłości i mroku” pojawiają się sceny nakręcone przy rzece Jordan. Więc w jakiś sposób jest to też filmowe miejsce, choć niekoniecznie związane z filmami religijnymi.

Odnowienie chrztu nad rzeką Jordan
Odnowienie chrztu nad rzeką Jordan

Warto też wspomnieć o tym, że miejsce chrztu Jezusa Chrystusa jest bardziej domniemane i związane z tradycją. Czy święty Jan ochrzcił Jezusa dokładnie tu gdzie się to wspomina, czy na przykład dwadzieścia metrów dalej, nikt nie pamięta. W każdym razie tradycja wskazuje jedno miejsce, które obecnie znajduje się w dwóch krajach. Niby dokładniej jest to na Zajordaniu, czyli wschodnim brzegu. W Palestynie (ew. Izraelu, jeśli traktujemy Palestynę jako autonomię, a nie osobne państwo) i w Jordanii.

Przez rzekę przebiega granica, ale turyści, a co ważniejsze, pątnicy przybywają tu z dwóch stron. Można tu zobaczyć wiele grup chrześcijańskich, które odnawiają tu swój chrzest, bądź chrzczą neokatechumenów. W zależności od konfesji ceremonia wygląda różnie. Jedni są pokropieni wodą z Jordanu, inni przebrani w białe szaty zanurzają się w wodzie. To dość nietypowe w Izraelu, ale w tym miejscu faktycznie chrześcijanie różnych wyznań dość dobrze ze sobą koegzystują. Zresztą większość wizyt nie trwa tu długo. Od strony Palestyny/Izraela, właściwie mamy zejście do wody. Dolny taras jest okresowo zalewany, wtedy Jordan wygląda zdecydowanie bardziej okazale.

rzeka Jordan
rzeka Jordan

Betania za Jordanem

Zdecydowanie ciekawiej wygląda to od strony Jordanii. Al-Maghtas czyli Betania za Jordanem została nawet wpisana na listę UNESCO. Znajduje się tu kościół, oczywiście zejście do rzeki, a także mała zatoczka dawnego koryta. Wielu wierzy, że to jest właśnie ta najbardziej dokładna lokacja chrztu, który ponoć miał miejsce właśnie nie w samym Jordanie, co raczej jego zakolach. Tu mają też swoją bazę wyznawcy prawosławia, a ich świątynię widać z daleka.

Dokładnie po drugiej stronie rzeki, w Palestynie, znajduje się Kasr al-Jahud, czyli tak zwany zamek Żydów. To właśnie tutaj przybywają pielgrzymi i wycieczki z Izraela. Poza miejscem chrztu Jezusa (oczywiście wg tradycji), uznaje się, że w miejscu tym, oczywiście po stronie palestyńskiej (wcześniej izraelskiej) miały miejsce dwa inne wydarzenia. Izraelici pod wodzą Jozuego przekroczyli tu suchą nogą Jordan, zaś prorok Eliasz właśnie tu wstąpił do nieba. Okolice zostały zaminowane w latach 60. poprzedniego wieku. Od lat trwają prace nad rozminowaniem ich. W 2011 Kasr został normalnie udostępniony turystom. Wcześniej dostęp był ograniczony.

Oczywiście wejście jest płatne. Od strony jordańskiej oznaczenia drogowe również nie należą do najlepszych. Samą rzekę można też obejrzeć w Izraelu (nie w Palestynie). Wypływa ona bowiem z jeziora Galilejskiego i płynie ku Morzu Martwemu. Jednak bez wątpienia najistotniejsze miejsce do obejrzenia nad Jordanem to miejsce chrztu, bo sama rzeka nie należy do okazałych.

Szlak religijny
Jordan
Szlak izraelski
Jordan
Szlak jordański
Jordan
Szlak palestyński
Jordan
Share Button

Jerozolima

Święta Wielkanocne za pasem. Wielki Tydzień, Triduum Paschalne, a wszystko zaczyna się od upamiętnienia wjazdu Jezusa Chrystusa do Jerozolimy (hebr. ירושלים, arab. القدس). W chrześcijaństwie wspominamy to wydarzenie w ramach Niedzieli Palmowej. Wielki Tydzień to dobry moment by przenieść się na chwilę do Jerozolimy, miasta dziś rozdartego między Izrael a Palestynę, ale jednocześnie tętniącego życiem. To istotne centrum kultury żydowskiej, muzułmańskiej i chrześcijańskiej. Wszystkie oczywiście podzielone, ale też wymieszane i koegzystujące.

Droga krzyżowa
Stacja drogi krzyżowej
Droga krzyżowa ulicami starego miasta (Jerozolima)
Droga krzyżowa ulicami starego miasta (Jerozolima)

Droga krzyżowa i stare miasto

W filmach Jerozolima pojawia się bardzo często, zwłaszcza w produkcjach biblijnych i historycznych (jak choćby „Królestwo niebieskie” Ridleya Scotta). Jednak rzadko są one kręcone w prawdziwych miejscach, częściej w Maroko, Hiszpanii czy Tunezji, a nawet Malcie. Także dlatego, że to co pozostało w Izraelu, jest praktycznie bez przerwy oblegane przez wiernych i turystów. Wiele pielgrzymek w Jerozolimie przechodzi przez Drogę krzyżową ulicami starego miasta. Stacje są umieszczone tam, gdzie według tradycji miało miejsce dane wydarzenie. To bez wątpienia coś niesamowitego dla tych, którzy szukają pewnych autentycznych pozostałości. Dużo łatwiej sobie wyobrazić w głowie całą drogę. Kino tego nie oddaje, zresztą tradycja również.

Prawdę mówiąc nie trzeba się wybierać specjalnie na pielgrzymkę, by uczestniczyć w czymś takim. Zazwyczaj, w sezonie jest tam tyle grup z Polski, że bez problemu można się pod którąś podpiąć i obserwować jak ludzie z zewnątrz podchodzą do tych miejsc, które znają z Pisma Świętego, czy nauk Kościoła. Jednocześnie obok miasto żyje po swojemu. Przechodząc od stacji do stacji musimy przejść także przez bazar, mijamy szkoły i wiele innych miejsc. Przy tej wędrówce różne kultury współżyją ze sobą, może nie w wielkiej harmonii, ale to dość intrygujące przeżycie. Zwłaszcza, gdy z jednej strony mija się pątników, a z drugiej kupców i osoby prowadzące normalne, leniwe życie, z trzeciej zaś turystów.

Bazylika Grobu Świętego
Bazylika Grobu Świętego

Bazylika Grobu Świętego – Golgota

Droga krzyżowa kończy się w Bazylice Grobu Świętego. To miejsce bardzo ważne dla chrześcijan, bo jednocześnie znajduje się tu i grób Pański, ale także Golgota, czyli miejsce śmierci Jezusa. Dopiero tu można sobie uzmysłowić, jak niewielka odległość je dzieli. To ten sam kościół. Z jednej strony czuć tu niesamowitą atmosferę skupienia i zadumy, z drugiej zaś niestety bywa też zaprzeczeniem samego siebie. Podziały między różnymi odłamami chrześcijaństwa są tu bardzo widoczne. I to nie te doktrynalne, ale te ludzkie.

Bazylika
Bazylika Grobu Świętego

Poszczególne części świątyni są rozdzielone między różne kościoły i obrządki. Więc ma się tu wrażenie pewnego miszmaszu, bo każde z tych wyznań stara się urządzić swój fragment na swoją modłę (co złe nie jest), lub przebić inne. Nad wejściem do bazyliki znajduje się słynna drabina, która jest symbolem błahych sporów, w istocie dotyczących wspólnych spraw. Należała do jednego wyznania, ale znalazła się na terenie innego, więc ani jedni, ani drudzy nie mogli jej ruszyć. Przez lata nikt się nie dogadał. Dziś jest dość integralną częścią tego miejsca. Niestety ma się wrażenie, że nikt nie wyciągnął z tego żadnych wniosków. Tu nawet nie chodzi o remonty, ale zwykłe dzielenie się godzinami obecności w danej części świątyni i rygorystyczne tego przestrzeganie. Nie trzeba długo czekać, by być świadkiem, jak jedni gonią drugich. Potrafią nawet się pokłócić o śpiewy.

Ogień przy grobie
Ogień przy grobie

Podzielone Chrześcijaństwo

Oliwy do ognia dolewają turyści, którzy nie zawsze potrafią się zachować. Nawet nie próbują uszanować tak powagi tego miejsca, jak uczuć innych. Sami widzieliśmy grupkę Amerykanów w koszulkach satanistycznych, którzy przyszli robić sobie głupie zdjęcia.

Pęknięta skała po krzyżu
Pęknięta skała po krzyżu

Prawdopodobnie najlepszym momentem na swobodne poruszanie się po bazylice jest wczesny ranek. Jest ona otwierana bardzo wcześnie i można wejść do środka. Towarzyszy temu specjalny obrządek i uzgodniony ceremoniał, ale jak zwykle są też konflikty. Nie zawsze drzwi są otwierane we właściwej kolejności, więc trzeba mieć szczęście, by to zobaczyć. Gorzej, gdy wpierw zostaną otworzone drzwi do bazyliki, a dopiero potem te prowadzące na plac przed nią. To niestety też może się zdarzyć, wtedy zostaje już tylko spokojniejsze obcowanie z tym miejscem, dopóki nie pojawią się tłumy turystów i pielgrzymów.

Centrum
Centrum

Bazylika znajduje się w samym centrum Jerozolimy, jest otoczona jednym wielkim targowiskiem. Stosunkowo blisko znajduje się instytut prawosławny przy cerkwi Aleksandra Newskiego, gdzie można zobaczyć ucho igielne, a nawet przez nie przejść. Są różne szkoły, jedni twierdzą, że Jezus mówiąc o wielbłądzie, któremu łatwiej jest przejść przez ucho igielne, niż wejść bogatemu do królestwa niebieskiego, faktycznie mówił o czymś niemożliwym.

Ucho igielne
Ucho igielne

Inni twierdzą, że chodziło o małe bramy w murach. Niewielkie, takie przez które można się przecisnąć, czy uciec. A nazywano je właśnie mianem ucha igielnego. Jedna z takich bram jest zachowana we wspomnianym instytucie i co ważniejsze można przez nią przejść. Jak się ściągnie plecaki i wszystkie inne tobołki odstawi na bok, nie stanowi to większego problemu dla średniej wielkości człowieka. Ale i tak trzeba się przeciskać. Z tym, że jest to małe ucho igielne, były też wyższe, takie przez które można przepchnąć wielbłąda, ale wpierw trzeba wszystko z niego zdjąć. Wejście na teren cerkwi jest płatne, na teren bazyliki nie.

Góra Oliwna

Sanktuarium na górze oliwnej
Sanktuarium na Górze Oliwnej
Gaj oliwny
Gaj oliwny

Trochę dalej od centrum znajduje się Ogród Oliwny, a właściwie to gaje oliwne. No i Góra Oliwna, z której Jezus dokonał wniebowstąpienia. Tu także znajdziemy mnóstwo pielgrzymów. Stąd mamy też dobrą panoramę na całą Jerozolimę. Warto zwrócić uwagę na kolor zabudowy, ten w większości jest jednolity. Nie tylko w starym mieście, ale także nowe budynki są okładane miejscowym kamieniem tak, by się nie wyróżniały.

Ściana Płaczu
Ściana Płaczu

Jerozolima to także święte miejsce dla Żydów. Tu znajduje się Ściana Płaczu, czyli pozostałość zewnętrznych murów dawnej świątyni. Dziś praktycznie obowiązkowym punktem jest zwiedzanie instytutu Yad Vashem, który upamiętnia tragedię holokaustu. Z muzułmańskich budowli najbardziej rzuca się w oczy meczet Al-Aksa. Jest też dużo mniejszych zakamarków, jak choćby grobowiec króla Dawida czy sadzawka Siloe. Ciekawą wyprawą może też być przejście się przez dzielnicę Mea Szearim w której mieszkają ortodoksyjni Żydzi. Tam jednak trzeba uważać na aparat, bo może budzić agresję (lub niechęć, ale są też przyjaźni mieszkańcy, którzy zwyczajnie proszą, by schować aparat i to nawet gdy nie robi się nikomu zdjęć). Trzeba pamiętać, że nie można robić zdjęć ludziom. Zresztą to bardzo ciekawe miejsce w Jerozolimie choćby ze względu na drukowane ogłoszenia. Bez zdjęć, sam tekst zapisany po hebrajsku. Małym wyjątkiem są plakaty wyborcze. Jedyne, które mają zdjęcia z ludźmi.

Pomnik króla Dawida
Pomnik króla Dawida

Jerozolima, w szczególności stare miasto, to idealne miejsce, w którym można dać się zagubić. Wędrować spokojnie uliczkami pomiędzy straganami. Czasem nawet chodząc po różnych poziomach. A szukanie miejsc biblijnych może być dodatkową zabawą.

Pomnik Janusza Korczaka w Yad Vashem
Pomnik Janusza Korczaka w Yad Vashem

Filmowcy też tu byli. Tu kręcono zdjęcia z końcówki „Listy Schindlera” Stevena Spielberga, a także „Opowieść o miłości i mroku” Natalie Portman. Ten drugi film niebawem pojawi się w naszych kinach.

Szlak religijny
Jerozolima
Szlak izraelski
Jerozolima
Szlak palestyński
Jerozolima
Share Button

Palestyna: Praktycznie

Informacje praktyczne nt. Palestyny. Zweryfikowane w lutym 2014.

Jedna uwaga na początek. Wiele praktycznych informacji jest identycznych jak w przypadku Izraela. Przez wiele lat Palestyna istniała jako Autonomia Palestyńska. Nadal jest mocno związana z Izraelem, choćby gospodarczo i nie tylko. Ale jednocześnie proces uzyskiwania niepodległości trwa i przez niektóre kraje jest już uznawana za osobny byt. Zresztą kulturowo różnice widać.

Widać je także w poszczególnych obszarach. Inaczej jest w Jerychu, a inaczej w Betlejem. Do tego drugiego przybywa więcej turystów, więc miejsce jest jakby bardziej izraelskie.

Dojazd: Obecnie właściwie głównie przez Izrael. W przypadku okolic Jerozolimy i południa, bywają kontrole graniczne. Zwłaszcza w czasach mniej spokojnych. Gdy jest spokojniej ruch bywa płynny, natomiast od Galilei praktycznie nie ma żadnych kontroli. Co jednak w każdej chwili może się zmienić.

Wiza: Właściwie to Izrael odpowiada za granice zewnętrzne.

Baza noclegowa: Gorzej niż w przypadku Izraela, ale w miejscach gdzie pojawiają się turyści, jak choćby Betlejem, brak problemów.

Szczepienia wymagane: Brak.

Choroby: Nic istotnego, ale jak wszędzie możliwe występowanie biegunki podróżnych.

Waluta: Nowy szekel (ILS (NIS)).

Płatności kartą i bankomaty: Płatności kartą dostępne. Bankomaty też, ale jakby w mniejszej ilości niż w Izraelu.

Napiwki: Chętnie biorą i to bardziej niż w Izraelu. Też 10% to norma, ale raczej ta minimalna.

Internet: Bez problemu.

Telefony: Roaming działa. Ale cenowo dość drogi.

Język: Angielski. Reszta jak w Izraelu.

Gniazdka elektryczne: Jak w Izraelu.

Wtyczki w Izraelu / Palestynie

Samochody i transport: Mogą się pojawić ograniczenia przy granicach, reszta jak w Izraelu.

Oznaczenia i drogowskazy: Jak w Izraelu. Czyli raczej trójjęzyczne – angielskie, arabskie, hebrajskie.

Jedzenie wegetariańskie: Bez większych problemów. Dostępne są choćby falafele.

Ludzie: Różnie. Ludzie są tu dość zmęczeni konfliktem z Izraelem. Raczej nie są negatywnie nastawieni do turystów.

Bezpieczeństwo: Niby jak w Izraelu, ale jednak trochę spokojniej i bezpieczniej (gdy nie dochodzi do walk). Samotne wilki raczej atakują na terytorium Izraela, nie mają powodu by atakować w Palestynie, zwłaszcza turystów. Kobietom jednak nie zaleca się samotnych spacerów, zwłaszcza po zmroku, tak w Izraelu jak i w szczególności w Palestynie. Natomiast w okresie starć jest dokładnie na odwrót, należy unikać całej Palestyny.

Klimat: Śródziemnomorski.

Informacja turystyczna i mapy: Trochę gorzej niż w Izraelu.

 Gdzie szukać informacji: Większość przewodników czy stron traktuje Izrael i Palestynę wspólnie, więc nie powinno być problemów.

Szlak palestyński
Praktycznie
Share Button

Izrael: Praktycznie

Informacje praktyczne nt. Izraela. Zweryfikowane w lutym 2014.

Dojazd: Dziś chyba najlepiej bezpośrednio samolotem. Kiedyś popularne były też wycieczki z Egiptu. Natomiast wybierając się do Izraela niesamodzielnie, a zorganizowanym przez biuro wyjazdem warto rozważyć jeszcze jedną opcję – pielgrzymkę. Oczywiście tylko dla osób, które nie są negatywnie nastawione do Kościoła i/lub religii. Z Polski organizowanych jest bardzo wiele pielgrzymek, lecz ich jakość jest różna. Ale jeśli jedzie ksiądz, który często bywa też jednym z organizatorów, to najczęściej będzie mu zależało na odwiedzeniu zarówno najważniejszych sanktuariów, jak i miejsc biblijnych.

W przypadku tych pierwszych, księża niejednokrotnie odprawiają msze choćby w Bazylice Grobu Świętego. To pozwala obcować z takimi miejscami w sposób bardziej osobisty, często też w mniejszym gronie (bez dużej ilości turystów). W przypadku innych miejsc biblijnych, bardzo częstą praktyką jest czytanie na miejscu tych fragmentów Pisma Świętego, które się tam działy. Inną sprawą jest to, że pielgrzymki takie mniej czasu poświęcają na zatrzymywanie się w sklepach (to też się zdarza), a jednocześnie ze względu na wiek części uczestników mamy więcej czasu własnego wieczorami. Jednocześnie noclegi nie są najdroższe.

Wiza: Wszystko załatwia się na lotnisku, ale kontrole są dość uciążliwe. Izraelczycy zdają sobie sprawę, że ich pieczątki gwarantują zakaz wjazdu do niektórych krajów islamskich, więc do paszportów są przyczepiane papierowe wkładki, których łatwo da się potem pozbyć.

Baza noclegowa: Z tym nie ma problemu. Izrael jest nastawiony zarówno na turystów jak i pielgrzymów, więc wybór jest bardzo duży. Np. Booking.com.

Szczepienia wymagane: Brak.

Choroby: Nic istotnego, ale jak wszędzie możliwe występowanie biegunki podróżnych.

Waluta: Nowy szekel (ILS (NIS)).

Płatności kartą i bankomaty: Bez większych problemów. Karty popularne, bankomaty także. Jak zwykle polecamy mieć trochę gotówki na wszelki wypadek.

Napiwki: Raczej standard. 10% to niby norma, ale w miejscach o wyższej renomie, praktykowane są nawet 15%.

Internet: Bez problemu.

Telefony: Roaming działa. Ale cenowo dość drogi.

Język: Angielski bardzo dobrze rozpowszechniony. Oficjalnie językiem urzędowym jest nowożytny hebrajski, ale w użyciu jest też arabski, oraz wiele innych, w tym rosyjski.

Gniazdka elektryczne: Izraelskie. Napięcie wynosi 230 V, czyli spełnia nasze normy. Kształt jest trochę inny. W przypadku wtyczek bez uziemienia nie powinniśmy mieć problemów. W przypadku dużych z potrzebna jest przejściówka. Takie adaptery można często dostać w hotelach (lub nabyć). Żeby było ciekawiej, istnieje jeszcze stary typ wtyczek, które nie są zaokrąglone, czasem można się na nie natknąć.

Wtyczki w Izraelu

Samochody i transport: Samochodem nie jeździliśmy. Dużo busów i autokarów turystycznych. Lokalne autobusy mogą nie kursować w szabat.

Oznaczenia i drogowskazy: Wiele oznaczeń jest w trzech alfabetach. Po hebrajsku, angielsku i arabsku. Ale uwaga, nazwy własne, nie zawsze są identyczne, choćby w Jerozolimie. Tam zdarza się, że ulica po arabsku nazywa się kompletnie inaczej niż po hebrajsku i przy tłumaczeniu na angielski dochodzi do nieporozumień.

Jedzenie wegetariańskie: Bez większych problemów. Dostępne są choćby falafele.

Ludzie: Różnie. Z jednej strony zdarzają się zagorzali islamiści, z drugiej ortodoksyjni żydzi, którzy niekoniecznie są otwarci na inne kultury. By unikać problemów, lepiej szanować ich zwyczaje. Choć oczywiście w przypadku ludzi nie można generalizować, bo wiele zależy od człowieka. No i warto się targować. Zwłaszcza na ulicy. Tam bez większych problemów można cenę prawie wszystkiego obniżyć o połowę. A czasem jeszcze więcej.

To także ciekawy kraj, gdyż weekend tu jest rozbity na trzy dni. W piątek wolne mają muzułmanie, w sobotę żydzi, a w niedzielę chrześcijanie.

Bezpieczeństwo: To właściwie długi i ciągle zmieniający się temat. W Izraelu jest dość dużo kontroli i obecnie ryzyko wielkich zamachów jest raczej niewielkie. Przynajmniej takich jak w Europie. Jednocześnie nierozwiązany konflikt/spór z Palestyną (i nie tylko) co pewien czas daje o sobie znać. To prowadzi do agresji i ataków samotnych wilków oraz wybuchu intifad palestyńskich. Dochodzą też pewne uprzedzenia religijne, zwłaszcza w Jerozolimie. I to nie tylko na linii islam-chrześcijaństwo-judaizm, ale też często dają o sobie znać różne mniejsze podziały. Ma się miejscami wrażenie, że jest to beczka prochu. Więc podczas kolejnej intifady lepiej zachować szczególną ostrożność.

W okresie bardziej spokojnym jest zdecydowanie bezpieczniej, ale ciągle należy pamiętać, gdzie się jest. Jednocześnie nie ma jakiś większych problemów z chodzeniem po miastach. Zauważalna jest duża obecność służb mundurowych. Natomiast w okresie podniesionego ryzyka, gdy słychać, że coś się szykuje najlepiej omijać Palestynę/Autonomię Palestyńską, a czasem nawet Jerozolimę. W nadmorskich kurortach zazwyczaj jest spokój.

Klimat: Śródziemnomorski, ale też zróżnicowany ze względu na położenie. Duża amplituda wysokości.

Informacja turystyczna i mapy: Jest dużo służb, więc są w stanie pomóc. Izrael jest bardzo nastawiony na turystów, zatem informację można dostać nie tylko w języku angielskim, ale też innych popularnych.

 Gdzie szukać informacji: O Izraelu jest bardzo dużo przewodników. Ze względu na pielgrzymki to bardzo popularny kierunek. Informacje są dość powszechnie dostępne w sieci, w szczególności jeśli chodzi o popularniejsze miejsca.

Szlak izraelski
Praktycznie
Share Button

U styku filmu i podróży