Hiszpania: Praktycznie

Informacje praktyczne nt. Hiszpanii. Zweryfikowane w kwietniu/maju 2015.

Dojazd: Najwygodniejszy samolotem. Z głównych polskich lotnisk latają tanie linie do kilku miast w Hiszpanii.

Wiza: Strefa Schengen, nie potrzebujemy ani wiz, ani paszportów.

Hotele: Jak zwykle niezawodny Booking.com, Agoda i inne wyspecjalizowane serwisy będą tu bardzo pomocne. Przy większej grupie osób można pomyśleć nad apartamentem.

Szczepienia wymagane: Brak.

Choroby: Nic istotnego, możliwe występowanie biegunki podróżnych.

Waluta: Euro (EUR).

Płatności kartą i bankomaty: Bez większych problemów. Karty popularne, bankomaty także. Warto mieć jednak ze sobą trochę gotówki. Ale na płatności bezstykowe lub mobilne nie ma tu co liczyć.

Napiwki: Wg uznania.

Internet: Bez problemu.

Telefony: Roaming działa i wg unijnych regulacji nie jest drogi.

Język: Hiszpański. Angielski można próbować, ale znajomość średnia. Im mniej turystów w okolicy, tym trudniej. Policja raczej nie zna obcych języków.

Gniazdka elektryczne: Jak w Polsce.

Samochody i transport: Jak na kraj południowy, to kierowcy jeżdżą spokojnie. Stacje benzynowe są przy drogach. Uwaga: istnieją płatne autostrady, ale najczęściej obok nich znajduje się darmowa droga o gorszym standardzie.

Parkingi w centrach miast są podziemne, płatne. Więc można podjechać praktycznie do centrum.

Uwaga na znaki. W niektórych miejscach zakazy (zwłaszcza dotyczące parkowania) są postawione równolegle do drogi (nie prostopadle). Widzi się je po boku lub gdy się parkuje (wtedy naprzeciw), ale nie zawsze można dostrzec.

Alternatywy – głównie kolej, ale nie wszędzie się nią dojedzie. Są też linie autobusowe.

Jedzenie wegetariańskie: Jak ktoś je owoce morza, to nie jest to problem. W pozostałych przypadkach w lokalnym jedzeniu niewielki wybór.

Ludzie: Mili, ale leniwi, spokojni. Na wszystko jest czas. Czasem załatwienie pewnych rzeczy trwa.

Bezpieczeństwo: Jak w Europie. W teorii niby jest spokojnie, nie powinno być zamieszek. Zwłaszcza odkąd Baskowie się uspokoili. Największy zamach miał miejsce w 2004 roku w Madrycie i odpowiada za niego Al-Kaida. Póki co, Hiszpania nie leży na froncie.

Klimat: Śródziemnomorski. Do zwiedzania najlepszy jest okres wiosenny i wczesnojesienny. Można się pokusić o lato. Do plażowania właściwie wiosna, lato i wczesna jesień.

Informacja turystyczna i mapy: Większe miasta mają punkty informacji turystycznej. Tam często można dostać darmową mapę i uzyskać poradę. Tam też angielski najczęściej jest znany.

Oznaczenia i drogowskazy: Znaków mniej niż w Polsce. Drogi dość dobrze oznaczone.

Gdzie szukać informacji: Przewodniki o Hiszpanii łatwo kupić i to w dużej ilości. Kierunek jest też na tyle popularny, że bez problemu można znaleźć coś na ten temat w Internecie.

Szlak hiszpański
Brak Praktycznie Guadix
Share Button

Guadix, czyli Indiana Jones spotyka doktora Żywago

Kontynuując przygodę z Indianą Jonesem, przenosimy się tym razem do Hiszpanii, a dokładniej do miejscowości Guadix. Jeśli pamiętacie scenę w „Ostatniej krucjacie”, kiedy Marcus Brody wychodzi na stacji kolejowej w Iskenderun, to powinniście rozpoznać to miejsce. Kręcono je na prawdziwej stacji kolejowej, którą oczywiście odpowiednio ucharakteryzowano, tak by wyglądała na orientalną. Scena trwa bardzo krótko, ale dzięki fenomenalnemu monologowi zapada w pamięć.

Stacja w Guadix
Stacja w Guadix

Guadix – filmowa stacja kolejowa

Można zastanawiać się, dlaczego wybrano akurat stację kolejową w Guadix? Z pewnością na całym świecie znalazłoby się wiele innych, być może nawet ciekawszych. Ja mam na ten temat własną teorię. Nie tylko my lubimy odwiedzać lokacje filmowe, George Lucas i Steven Spielberg także. Mało tego: nie raz wykorzystywali je we własnych filmach. Tak jest prawdopodobnie i tym razem. David Lean to reżyser wcześniejszego pokolenia, którego najgłośniejsze filmy inspirowały twórców kina Nowej Przygody. Tym razem był to „Doktor Żywago”, chyba jeden z bardziej epickich i najbardziej znanych obrazów Leana. Spokojny, acz ukazujący burzliwe czasy rewolucji radzieckiej. Tam dworzec w Gaudix także grał stację kolejową, tyle że w Rosji. W dodatku nie jeden. Pierwszy w Moskwie, drugi był w Juriatinie, u podnóża Uralu. Zaśnieżony zupełnie nie przypomina tego, co widzieliśmy w trzeciej części „Indiany Jonesa”, ale to dokładnie to samo miejsce.

Stacja w Guadix ma perony na otwartym powietrzu. W „Doktorze Żywago” w jednej ze scen udaje dużo większy moskiewski dworzec kolejowy z dachem nad torami. Zdjęcia są zrobione tak, by widzieć dekorację sugerującą, że jest coś wyżej, a jednocześnie nie pokazać dachu, którego oczywiście nie zbudowano. Drugi dworzec, juriatiński był stworzony bez większej charakteryzacji.

Stacja w Gaudix
Stacja w Gaudix

Żywago i Indiana Jones

„Doktor Żywago” z 1965 to jeden z największych sukcesów Davida Leana. Tak kasowych (w USA zarobił 111 milionów USD, co po uwzględnieniu inflacji dałoby dziś ponad miliard USD), jak i też artystycznych. Film dostał 10 nominacji do Oskara, w tym także te w najważniejszych kategoriach. Nagrodzono go za muzykę (Maurice Jarre), kostiumy, scenografię, zdjęcia i scenariusz. Ten ostatni bazuje na powieści Borisa Pasternaka. „Doktor” to klasyka kina, której warto dać szansę. Występują tam takie gwiazdy jak Omar Sharif, Alec Guinness, Julie Christie czy Geraldine Chaplin.

Wróćmy jeszcze na chwilę do Indiany Jonesa. Prawdziwe Iskenderun, zwane wcześniej Aleksandrettą, leży w Turcji, dokładniej w prowincji Hatay. Na przełomie 1938 i 1939 Hatay było niepodległym państwem. W filmie o tym pamiętano, natomiast jeszcze kilkanaście lat temu Republika Hatay pojawiała się w różnych rankingach wymyślonych przez filmowców państw. Tak więc Gaudix to miejsce, w którym nie tylko spotykają się Indiana Jones z Jurijem Żywago, ale też Rosja z Turcją.

Stacja kolejowa w Guadix
Stacja kolejowa w Guadix

Ekipa Spielberga przybyła 1 czerwca 1988 do Grenady. Tam nocowali, natomiast 2 czerwca 1988 przybyli do Guadix, gdzie nagrano sceny na dworcu kolejowym.

Poza stacją?

Guadix nie jest wielkie i właściwie niewiele można tu zobaczyć. Znajduje się blisko Grenady, więc jadąc tam, można tu na chwilę wyskoczyć. Czynnej nadal stacji raczej nikt nie zwiedza. Można spokojnie zatrzymać się tuż przed nią, wejść do środka, zrobić zdjęcia, porozglądać się i pójść dalej. Ruch jest niewielki.

Guadix słynie, o ile można to tak nazwać, z domów wydrążonych w skale. Nawet jest muzeum, które w miarę możliwości czasowych można pozwiedzać.

Gaudix
Guadix

Idąc dalej szlakiem filmowym pozostaniemy w Hiszpanii, ale udamy się do Kordoby, gdzie kręcono „Grę o tron”. Zaś wpierw zatrzymamy się w Grenadzie.

Szlak hiszpański
Guadix
Szlak filmowy
Guadix („Indiana Jones”)
Share Button

Jordania: Praktycznie

Informacje praktyczne nt. Jordanii. Zweryfikowane w październiku 2015.

Dojazd: Obecnie najłatwiej samolotem. Główne lotnisko w kraju znajduje się w Ammanie. Praktykowane często są też wycieczki autokarowe z Izraela. Czasem też samochodowe. Kiedyś też z Egiptu, ale teraz może być to problemowe. Od 2019 z Warszawy i Krakowa ma być bezpośrednie połączenie Ryanairem.

Wiza: Do nabycia na lotnisku. Uwaga, znalazłem informację, że przy przekraczaniu granicy samochodem, nie na wszystkich przejściach można kupić wizę. Dodatkowo znaleźliśmy informacje o opłatach wyjazdowych, jednak nas na lotnisku o nic takiego nie proszono. Paszport oczywiście jest konieczny i warto mieć go przy sobie podczas podróży, gdyż zdarzają się kontrole.

Wiza niestety kosztuje i to całkiem sporo. Jeśli jedziemy do Jordanii na minimum 3 dni, wtedy dobrym rozwiązaniem jest Jordan Pass. Karta, która ma zniżki i darmowe bilety do wielu atrakcji w kraju, a można ją kupić tutaj: https://www.jordanpass.jo. Na stronie są też aktualne informacje, o tym, co obecnie karta oferuje. Warto pamiętać, że przy krótszych wizytach w Jordanii niż 3 dni, wiza niestety jest płatna, nawet pomimo kraty. Prawdopodobnie wtedy faktycznie też naliczają opłatę wyjazdową.

Hotele: Booking.com i podobne serwisy są rozpowszechnione. Podobnie jak TripAdvisor, więc łatwo coś znaleźć i zweryfikować. Warto zwrócić uwagę, że większość hoteli prowadzi dodatkową działalność turystyczną. Chętnie organizują nie tylko transfer, ale również wycieczki po kraju.

Szczepienia: Wymagane: brak. Warto być zaszczepionym przeciw żółtaczce typu A (tzw. „brudnych rąk”) – przyda się na wiele okazji.

Choroby: Odpowiednik klątwy faraona jak najbardziej możliwy do złapania, acz nie tak częsty. Zalecamy  zabezpieczyć się w tabletki nifuroksazyd i suplementy pro biotyczne. Higiena pozostawia dużo do życzenia. Czasem może lepiej nie wiedzieć jak jest przygotowywane jedzenie. W razie problemów z żołądkiem  natychmiast najlepiej przejść kurację, np. lekiem nifuroksazyd (dostępny w Polsce bez recepty), w razie wątpliwości warto skonsultować wyjazd z lekarzem lub farmaceutą.

Waluta: Dinar jordański (JOD). Kurs stały, wynosi mniej więcej 0,71 USD. Oczywiście przy wymianie kurs trochę się różni. Można już wymieniać na lotnisku jeszcze przed odprawą. Płatność dolarami czy euro w sklepach najczęściej możliwa.

Płatności kartą i bankomaty: Problemowe. W teorii obsługują VISĘ i MasterCard. Brak terminali to jeden problem. Dużo większy jest taki, że terminale nie działają całkowicie lub częściowo. Zwłaszcza VISA nie jest akceptowana w wielu miejscach, mimo że są oznaczenia, które mówią coś innego. O ile nie jest to problem w sklepie, o tyle to duży problem na lotnisku przy odbieraniu wynajmowanego samochodu czy płatnościach za hotele. Warto się więc przygotować na takie kłopoty. Karty nie działają także w istotnych zabytkach jak Petra. Niby powinny, ale „akurat” była awaria na wszystkich stanowiskach. Są też problemy z bankomatami. Zwyczajnie nie widzą kart. Te które najczęściej działają, należą do sieci Arab Bank. Należy jednak mieć przy sobie odpowiedni zapas gotówki, także wymienionej.

Napiwki: Chętnie biorą. W miejscach turystycznych domagają się.

Internet: Raczej dostępny bez większych problemów w hotelach, przynajmniej w lobby. Są też kafejki internetowe.

Telefony: Roaming działa. W miastach jest zasięg. Gorzej na trasie. Tam już nie zawsze. W Wadi Rum praktycznie brak zasięgu.

Język: Arabski oczywiście, ale ogólnie bardzo dobrze znany jest angielski. Większość oznaczeń jest dwujęzyczna. Choć transkrypcja angielska nazw nie jest jednorodna. Można znaleźć oznaczenia i „Amman” i „Amann”. Angielski lepiej znają ludzie starsi, zwłaszcza emeryci. Młodzi mają z tym duże problemy.

Gniazda elektryczne: W teorii jak w Polsce. W praktyce nie zawsze. Dziurki są trochę przesunięte, często trzeba wpychać wtyczki do kontaktu na siłę. Nie zawsze się da. Czasem też występują gniazda brytyjskie.

Samochody i transport: Samodzielne poruszanie się po kraju nie stanowi większego problemu. Da się łatwo wynająć samochód (choćby przez RentalCars), ale może być problem przy odbiorze: patrz punkt na temat płatności kartą. Trzeba tylko być przygotowanym na to, ze dodatkowe wyposażenie, jak GPS (ale i wybrany samochód – to z samochodem to akurat standard, że może być inny, nie trzeba pisać. GPS mnie zdziwił, bo był zarezerwowany, choć nieopłacony) zależą od aktualnej dostępności. O ile w przypadku samochodu zwyczajnie zwiększają standard, o tyle brak GPS może być problemowy.

Stacje benzynowe nie występują wszędzie. Są miejsca, jak choćby okolice Morza Martwego, gdzie nie ma ich na przestrzeni kilkudziesięciu kilometrów. Lepiej więc mieć zapas w baku.
Jazda po jordańskich drogach wygląda na trudniejszą niż jest. W praktyce nie obowiązuje tu ruch prawostronny. Zdarza się że samochody jeżdżą pod prąd nawet na autostradzie. Zresztą na autostradach są przejścia dla ludzi, przechodzą też kozy. Wyznaczonych pasów ruchu na drogach najczęściej nie ma, same się tworzą. Pod światłami z dwóch potrafią zrobić się cztery. Jezdnie najczęściej są rozdzielone. Kierowcy dużo trąbią. Jeżdżąc trzeba wykazać dużą ostrożność, ale jest też stosunkowo mało wypadków.

Właściwie trudniej jest przejść przez ulicę w Ammanie niż przez niego przejechać.

Parkowanie nie stanowi problemu, właściwie dozwolone tam gdzie nie jest zabronione, co nie jest częste. To oznacza także parkowanie na autostradzie, przy której czasem ktoś coś sprzedaje. Zdarzają się też przypadki zostawiania samochodu na skrzyżowaniu, najczęściej by z kimś pogadać. Więcej o jeżdżeniu samodzielnie po Jordanii znajdziecie tutaj.

Alternatywne środki transportu to linia autobusowa JETT. Ma rozkład tylko teoretyczny. Są też mniejsze linie, które przewożą turystów od Ammanu do Petry i Wadi Rum. Mało tego, można wziąć taksówkę. Taksówki przewożą turystów nawet z Ammanu do Petry, nie mają z tym żadnego problemu. Ewentualnie można skorzystać z kierowców hotelowych, bądź przez nich polecanych.

W przypadku taksówek lepiej negocjować ceny przed i upewnić się, że to cena za wszystkie osoby, bagaż itp. W teorii są ustalone stawki, w praktyce mogą zapomnieć o nich.

Jedzenie wegetariańskie: Nie stanowi większego problemu. Zwłaszcza w kuchni beduińskiej. W restauracjach można dogadać się, by zrobili coś bez dodawania mięsa. Warto spróbować choćby zupy z soczewicy, falafeli, galayet czy smażonego sera halloumi.

Warto też wspomnieć o kwestii alkoholu. To kraj islamski, więc problemy są z zakupem. W wielu restauracjach i hotelach go nie ma, ale w części jest (zwłaszcza w okolicach Petry). W Ammanie są nawet specjalne sklepy z alkoholem w centrum miasta.

Ludzie: Bardzo otwarci. Z wyjątkiem takich miejsc jak Petra, nie traktują turystów jak chodzące bankomaty. Są bardzo pomocni, nawiązują kontakt sami, pozdrawiają. Ale głównie mężczyźni. Często też nie witają się z kobietami.

Chętnie słuchają o tym, co się widziało w ich kraju. Co ciekawe, traktują Izrael jak swój, więc jak ktoś był w Jerozolimie, to też się cieszą.

Stosunek do Izraela i Żydów nie jest jednoznaczny. Lepiej uważać z tymi tematami. W muzeach Żydzi są przedstawiani jako oprawcy , najeźdźcy i obca kultura, a także okupant Palestyny. Podbój Izraela przez Rzymian – jako wyzwolenie mniejszości greckiej. Ale Izrael postrzegają jako kraj piękny i wart zwiedzania.

Prawo i obyczaje: Jordania to kraj islamski. O tym warto pamiętać. Lepiej nie pić alkoholu w miejscach publicznych (acz w Ammanie można go bez problemu kupić), kobiety powinny raczej ubierać się skromnie. Wyjazd warto zaplanować poza miesiącem ramadan.

Weekendy przypadają na piątki i soboty.

Bezpieczeństwo: To chyba najbardziej istotny temat. Gdy wybieraliśmy się do Jordanii, sprawdzaliśmy zarówno opisy na stronie polskiego i brytyjskiego MSZ. Wg polskich władz – unikać wyjazdu i koniecznie zarejestrować się w programie Odyseusz (to polecamy). Wg brytyjskich – kraj bezpieczniejszy niż Francja, z wyjątkiem części okolic syryjskiej granicy (tam nie byliśmy). W praktyce są kontrole wojskowe i policyjne, zwłaszcza na północnym zachodzie. Ostatni zamach terrorystyczny był w 2008 roku. Nie odczuwa się tu zagrożenia, na razie nic na takowe nie wskazuje, ale lepiej zachować ostrożność. O ile w samej Jordanii sytuacja jest obecnie stabilna, o tyle w krajach ościennych niekoniecznie. O tym warto pamiętać, lepiej trzymać się daleko od granic.

Oczywiście odradzamy podróży samotnym kobietom.

Klimat: Jak na Bliskim Wschodzie. Lato gorące, więc najlepszy okres, by tam pojechać, to wiosna i jesień. Nie jest za gorąco, ale jeszcze jest ciepło. Uwaga: w zimie w niektórych miejscach możliwy śnieg.

Informacja turystyczna i mapy: Istnieje, ale nie działa wg norm europejskich. Biura informacji turystycznej znajdują się w wielu miejscach, można tam dostać czasem broszury i foldery reklamowe. Są też pomocni. Ale map raczej nie ma. Można też zdać się na obsługę w większości hoteli, zwłaszcza mniejszych. Są bardzo pomocni.

Istnieje jeszcze coś takiego jak policja turystyczna. W szczególności w miejscach, gdzie jest dużo turystów, specjalni funkcjonariusze chodzą i służą pomocą.

Oznaczenia i drogowskazy: Średnio. Przy większych miejscach takich jak Petra oczywiście są. Przy innych, pomijając różną transkrypcję, czasem nie ma, albo są bardzo małe, lub nie do końca adekwatne.

Gdzie szukać informacji: To dość problemowe. Większość dostępnych w Polsce przewodników łączy Jordanię z Izraelem i Palestyną, co akurat problemem nie jest. Niestety Jordania jest często opisywana po łebkach i krótko. Zostaje więc szukanie informacji na własną rękę. To co zobaczyliśmy opisaliśmy tutaj. Można posiłkować się stroną wpierającą jordańską turystykę: VisitJordan.com, oraz blogami,  dla nas szczególnie istotne były (pierwszy bardziej): YuliYael, Zależna w podróży czy Gdzie wyjechać. Praktyczne informacje są też zebrane na: Koniec Świata.Net

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak jordański
Brak Praktycznie
Share Button

„Indiana Jones” i Petra

„Indiana Jones” to jedna z naszych ulubionych serii filmowych. Klimat nowej przygody, wspaniałe lokacje (takie jak Petra), cudowna muzyka i historia w tle. „Ostatnia krucjata” to bez wątpienia mój ukochany film z tego cyklu. Zaś wejście do Świątyni Graala to jedna z najbardziej pamiętnych scen. Także dlatego, że została nakręcona w przepięknym i wówczas zapomnianym przez świat miejscu, czyli Petrze.

Skarbiec
Skarbiec

Petra i Indy

Dziś Petra (arab. البتراء) to nie tylko jeden ze współczesnych cudów świata, najważniejszy jordański obiekt na liście UNESCO, ale też jedno z najczęściej odwiedzanych miejsc na świecie. W dużej mierze dzięki filmowi Stevena Spielberga i George’a Lucasa, którzy wydobyli to miejsce z zapomnienia. Mimo, że to tylko fasada świątyni, ludzie się zainteresowali. Obecnie turyści przebywają tu tłumnie.

Ekipa Spielberga przyleciała do Jordanii bezpośrednio w po zakończeniu zdjęć w Wenecji. Wpierw do Ammanu, a dopiero stamtąd do Petry. Zdjęcia kręcono tu w czwartek i piątek (11-12 sierpnia 1988). Filmowcy odpoczywali w pałacu królewskim w Akabie, a król wraz z małżonką odwiedzili plan.

Skarbiec
Skarbiec

Historia Petry

O samej historii Petry napiszemy stosunkowo niewiele. Na ten temat bowiem w sieci można znaleźć dużo obszerniejsze opracowania. To wykute w skale miasto, które było przez pewien czas stolicą państwa Nabatejczyków. Znajdziemy tu wpływy greckie, rzymskie czy egipskie, a także późniejsze chrześcijańskie. Bez wątpienia najbardziej charakterystycznym miejscem jest tak zwany Siq, czyli wąwóz oraz Skarbiec. Oba pojawiają się w „Ostatniej krucjacie”. Przez wąwóz nasi bohaterowie poruszają się konno, a następnie podziwiają wejście do Skarbca. W filmie pełni rolę wrót do miejsca ukrycia świętego Graala. W czasie naszego pobytu było ono zamknięte, niestety brak informacji, czy tymczasowo czy na stałe. Na szczęście film także kręcono tylko na zewnątrz.

Wąwóz
Wąwóz

Zarówno Skarbiec jak i wąwóz zobaczyć jest stosunkowo łatwo i co tu dużo mówić, to głównie na nich kończy się duża część ruchu turystycznego. To są najbardziej charakterystyczne miejsca Petry i te najbardziej znane. Od kas o Skarbca idzie się wąwozem około dwa kilometry. Droga jest łatwa, choć trochę kręta, ale za to malownicza, i to dosłownie – dzięki kolorowi skał. Wokół kręcą się lokalni kupcy oferujący pamiątki, a także przejażdżki na osiołkach, wielbłądach czy bryczkami. Formalnie nie jest to zgodne z regulaminem, ale tu się nikt tym nie przejmuje. Choć oferujący usługi są niestety momentami natrętni i nachalni, warto pamiętać, że w razie zmęczenia lub co gorsza wypadku, jazda powrotna na osiołku może być dobrym rozwiązaniem. Lepiej więc ich do siebie nie zrażać zbytnio.

Beduini i ich trzoda
Beduini i ich trzoda

Zwiedzanie Petry

W ramach biletu do Petry jest wliczona przejażdżka konna, przez bardzo krótki fragment od kas do początku Siq. Ale ciężko jest wyegzekwować to bez napiwku.

Monastyr
Monastyr

Petra w gruncie rzeczy oferuje całkiem sporo do zwiedzania. Główna trasa turystyczna to cztery kilometry w jedną stronę, zawiera oczywiście Skarbiec (w połowie). Od niej rozgałęziają się kolejne, choćby do tak zwanego Monastyru, który jest swoistą, większą repliką wejścia do Skarbca. Droga do Monastyru jest już dużo trudniejsza (nie jest wyrównana i wiedzie pod górę) i co tu dużo mówić, mniej osób się na nią decyduje. To też jest miejsce filmowe. Tam kręcono „Transformers: Zemsta Upadłych” Michaela Baya. A co najważniejsze, tam naprawdę już nie ma wielu turystów, można dużo spokojniej nacieszyć się tym, co ocalało. Niestety do wnętrza Monastyru także nie można wejść, ale naprzeciw niego znajduje się dobrze ulokowana kawiarenka z zimnymi napojami i co ciekawe, przystępnymi cenami (mimo braku bezpośredniej konkurencji).

Oprócz Skarbca jest jeszcze kilka innych odgałęzień, zwiedzenie całości to raczej wyczyn na więcej niż jeden dzień. Są tu i mozaiki i pozostałości po zabudowie rzymskiej. Zabytki z różnych okresów historycznych ukazują ciekawe losy tego miejsca. Obecnie mieszkają tu Beduini.

Sklep z Indianą Jonesem
Sklep z Indianą Jonesem

Przed kasami wisi duża mapa z oznaczonymi różnymi trasami wraz ze stopniem trudności i długością. Przy zakupie biletów także otrzymuje się mapkę i niezbędnik z podstawowymi informacjami dotyczącymi bezpieczeństwa (rejon aktywny geologicznie) i zachowania wobec tubylców.

Jesienią zwiedzanie Petry jest możliwe od ósmej rano do osiemnastej. Potem robi się ciemno, więc łatwiej się zgubić. Dwa razy w tygodniu (poniedziałek i środa, ale to lepiej sprawdzić czy się nie zmieniło, akurat ta informacja na oficjalnej stronie okazała się prawdziwa) organizowana jest jeszcze jedna wycieczka, tak zwana Petra Nocą. Po drodze do Skarbca ustawione są lampiony. Skarbiec też jest nimi oświetlony. Tam turyści częstowani są herbatą i słuchają pieśni.

Petra Nocą
Petra Nocą

Bilety i nie tylko

My wybraliśmy się do Petry na własną rękę. W takim wypadku warto zwrócić uwagę na kilka rzeczy. Po pierwsze hotel. W Wadi Musa jest ich wiele, ale tylko część jest przy wejściu do Petry. Nie musi oczywiście być najbliższy. Jednak robiąc ponad 24 kilometry cieszyliśmy się, że nasz znajduje się prawie przy wejściu. Zwłaszcza, że wracaliśmy na Petrę Nocą. Można oczywiście posiłkować się taksówkami. Biletów do Petry nie trzeba rezerwować wcześniej, ale warto pamiętać o tym, że w Jordanii są problemy z kartami płatniczymi. Akurat, podczas naszej wizyty, terminale nie działały, podobnie jak pobliskie bankomaty.

Bilety są sprzedawane w kilku wariantach. Jednodniowe, gdy ktoś przyjeżdża do Jordanii na jeden dzień (wizyty z Izraela), jednodniowe, gdy ktoś przyjeżdża do Jordanii na dłużej i dwu lub trzy dniowe. Oczywiście te pierwsze kosztują najwięcej. Przed ósmą rano nikt nie sprawdza paszportów. W pozostałych przypadkach może się to zdarzyć. Więc lepiej nie zwiedzać tego miejsca pierwszego dnia swojego pobytu w Jordanii. Bilety na Petrę Nocą są dużo tańsze, ale można je kupić jedynie w wyznaczonym book store (nazwa na wyrost – był to po prostu sklep z pamiątkami) w Visitor’s Cetntre i w hotelach i tylko w dzień, w którym jest organizowana ta atrakcja. Nabywa się je jedynie za gotówkę.

Ruiny w Petrze
Ruiny w Petrze

Petra to naprawdę magiczne miejsce. W wielu takich miejscach jak to, ludzie nawet nie zdają sobie sprawy z istnienia filmów, które rozsławiły te lokalizacje. W Petrze jest podobnie. Beduini wewnątrz nie kojarzą „Indiany”, ale w Visitor’s Center już jest inaczej, tam nawet znajdziemy sklepy z Jonesem, choć pewnie powstałe bez licencji. W środku znajdowały się jednak jedynie kowbojskie kapelusze i nic filmowego. Kwestie biletów, godzin otwarcia czy nocnego zwiedzania można sprawdzić na VisiPetra.jo.

Droga do Monastyru
Droga do Monastyru

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak jordański
Petra
Szlak filmowy
brak Petra („Indiana Jones”)
Share Button

U styku filmu i podróży