Izrael: Praktycznie

Informacje praktyczne nt. Izraela. Zweryfikowane w lutym 2014.

Dojazd: Dziś chyba najlepiej bezpośrednio samolotem. Kiedyś popularne były też wycieczki z Egiptu. Natomiast wybierając się do Izraela niesamodzielnie, a zorganizowanym przez biuro wyjazdem warto rozważyć jeszcze jedną opcję – pielgrzymkę. Oczywiście tylko dla osób, które nie są negatywnie nastawione do Kościoła i/lub religii. Z Polski organizowanych jest bardzo wiele pielgrzymek, lecz ich jakość jest różna. Ale jeśli jedzie ksiądz, który często bywa też jednym z organizatorów, to najczęściej będzie mu zależało na odwiedzeniu zarówno najważniejszych sanktuariów, jak i miejsc biblijnych.

W przypadku tych pierwszych, księża niejednokrotnie odprawiają msze choćby w Bazylice Grobu Świętego. To pozwala obcować z takimi miejscami w sposób bardziej osobisty, często też w mniejszym gronie (bez dużej ilości turystów). W przypadku innych miejsc biblijnych, bardzo częstą praktyką jest czytanie na miejscu tych fragmentów Pisma Świętego, które się tam działy. Inną sprawą jest to, że pielgrzymki takie mniej czasu poświęcają na zatrzymywanie się w sklepach (to też się zdarza), a jednocześnie ze względu na wiek części uczestników mamy więcej czasu własnego wieczorami. Jednocześnie noclegi nie są najdroższe. Pielgrzymki jednak nie są najlepszym sposobem na zwiedzanie nie-biblijnego Izraela.

Wiza: Wszystko załatwia się na lotnisku, ale kontrole są dość uciążliwe. Izraelczycy zdają sobie sprawę, że ich pieczątki gwarantują zakaz wjazdu do niektórych krajów islamskich, więc do paszportów są przyczepiane papierowe wkładki, których łatwo da się potem pozbyć.

Baza noclegowa: Z tym nie ma problemu. Izrael jest nastawiony zarówno na turystów jak i pielgrzymów, więc wybór jest bardzo duży. Np. Booking.com.

Szczepienia wymagane: Brak.

Choroby: Nic istotnego, ale jak wszędzie możliwe występowanie biegunki podróżnych.

Waluta: Nowy szekel (ILS (NIS)).

Płatności kartą i bankomaty: Bez większych problemów. Karty popularne, bankomaty także. Jak zwykle polecamy mieć trochę gotówki na wszelki wypadek.

Napiwki: Raczej standard. 10% to niby norma, ale w miejscach o wyższej renomie, praktykowane są nawet 15%.

Internet: Bez problemu.

Telefony: Roaming działa. Ale cenowo dość drogi.

Język: Angielski bardzo dobrze rozpowszechniony. Oficjalnie językiem urzędowym jest nowożytny hebrajski, ale w użyciu jest też arabski, oraz wiele innych, w tym rosyjski.

Gniazdka elektryczne: Izraelskie. Napięcie wynosi 230 V, czyli spełnia nasze normy. Kształt jest trochę inny. W przypadku wtyczek bez uziemienia nie powinniśmy mieć problemów. W przypadku dużych z potrzebna jest przejściówka. Takie adaptery można często dostać w hotelach (lub nabyć). Żeby było ciekawiej, istnieje jeszcze stary typ wtyczek, które nie są zaokrąglone, czasem można się na nie natknąć.

Wtyczki w Izraelu

Samochody i transport: Samochodem nie jeździliśmy. Dużo busów i autokarów turystycznych. Lokalne autobusy mogą nie kursować w szabat.

Oznaczenia i drogowskazy: Wiele oznaczeń jest w trzech alfabetach. Po hebrajsku, angielsku i arabsku. Ale uwaga, nazwy własne, nie zawsze są identyczne, choćby w Jerozolimie. Tam zdarza się, że ulica po arabsku nazywa się kompletnie inaczej niż po hebrajsku i przy tłumaczeniu na angielski dochodzi do nieporozumień.

Jedzenie wegetariańskie: Bez większych problemów. Dostępne są choćby falafele.

Ludzie: Różnie. Z jednej strony zdarzają się zagorzali islamiści, z drugiej ortodoksyjni żydzi, którzy niekoniecznie są otwarci na inne kultury. By unikać problemów, lepiej szanować ich zwyczaje. Choć oczywiście w przypadku ludzi nie można generalizować, bo wiele zależy od człowieka. No i warto się targować. Zwłaszcza na ulicy. Tam bez większych problemów można cenę prawie wszystkiego obniżyć o połowę. A czasem jeszcze więcej.

To także ciekawy kraj, gdyż weekend tu jest rozbity na trzy dni. W piątek wolne mają muzułmanie, w sobotę żydzi, a w niedzielę chrześcijanie. Warto także pamiętać o świętach, takich jak choćby Jom Kipur, kiedy większość rzeczy w Izraelu jest nieczynna. Jom Kipur to tylko jeden dzień, ale z perspektywy naszego kalendarza jest to święto ruchome.

Bezpieczeństwo: To właściwie długi i ciągle zmieniający się temat. W Izraelu jest dość dużo kontroli i obecnie ryzyko wielkich zamachów jest raczej niewielkie. Przynajmniej takich jak w Europie. Jednocześnie nierozwiązany konflikt/spór z Palestyną (i nie tylko) co pewien czas daje o sobie znać. To prowadzi do agresji i ataków samotnych wilków oraz wybuchu intifad palestyńskich. Dochodzą też pewne uprzedzenia religijne, zwłaszcza w Jerozolimie. I to nie tylko na linii islam-chrześcijaństwo-judaizm, ale też często dają o sobie znać różne mniejsze podziały. Ma się miejscami wrażenie, że jest to beczka prochu. Więc podczas kolejnej intifady lepiej zachować szczególną ostrożność.

W okresie bardziej spokojnym jest zdecydowanie bezpieczniej, ale ciągle należy pamiętać, gdzie się jest. Jednocześnie nie ma jakiś większych problemów z chodzeniem po miastach. Zauważalna jest duża obecność służb mundurowych. Natomiast w okresie podniesionego ryzyka, gdy słychać, że coś się szykuje najlepiej omijać Palestynę/Autonomię Palestyńską, a czasem nawet Jerozolimę. W nadmorskich kurortach zazwyczaj jest spokój.

Klimat: Śródziemnomorski, ale też zróżnicowany ze względu na położenie. Duża amplituda wysokości.

Informacja turystyczna i mapy: Jest dużo służb, więc są w stanie pomóc. Izrael jest bardzo nastawiony na turystów, zatem informację można dostać nie tylko w języku angielskim, ale też innych popularnych.

 Gdzie szukać informacji: O Izraelu jest bardzo dużo przewodników. Ze względu na pielgrzymki to bardzo popularny kierunek. Informacje są dość powszechnie dostępne w sieci, w szczególności jeśli chodzi o popularniejsze miejsca.

Szlak izraelski
Praktycznie
Share Button

Morze Martwe

Morze Martwe (and. Dead Sea, hebr. יָם הַ‏‏מֶ‏ּ‏לַ‏ח, arab. ألبَحْر ألمَيّت) Morze to wielkie słowo. W tym wypadku właściwie to chyba bardziej jezioro, ale z pewnością martwe. Co prawda wokół latają nieliczne ptaki, niektóre z nich nawet pływają po tej wodzie, ale właściwie nic tu nie żyje. Przynajmniej nic dostrzegalnego okiem. Swoją drogą nazwy oryginalne raczej określają to mianem morza soli. Poza dużym zasoleniem jest to także słynna depresja. Lustro wody znajduje się na głębokości ok. 430 m pod poziomem morza, a sama kryptodepresja jest prawdopodobnie trzecią najgłębszą na świecie i ma jakieś 735 lub 817 m głębokości (źródła prezentują różne wartości).

Morze Martwe
Morze Martwe

Morze Martwe – czego się spodziewać

Nie należę do osób, które mogą wiele powiedzieć o plażowaniu. Prawdę mówiąc zawsze mi na to brakuje czasu. W przypadku Morza Martwego jednak warto sobie ten czas, przynajmniej raz, zorganizować. Głównie ze względu na specyfikę tego miejsca. Ogromne zasolenie sprawia, że jest to niezapomniane przeżycie. Pewnie słyszeliście, czytaliście lub widzieliście gdzieś wiele historii o tym, że nie da się tu pływać, ale też utonąć. Cóż, właściwie obie są prawdziwe. Wypór jest tu tak wielki, że właściwie ciężko się chodzi. Lepiej leżeć, co przychodzi naturalne i tylko się odpychać lekko rękoma. Nic dziwnego, że wiele osób kładzie się na wodzie i robi zdjęcie czytając gazetę.

Prawdziwe pływanie jest naprawdę problematyczne, choć zdecydowanie bardziej dla osób kąpiących się z nami. Tu obowiązuje jedna zasada: zero chlapania. Woda jest tak słona, że gdy wpadnie w okolice ust, nosa czy oczu, odczuwa się to dość mocno. Może nie boleśnie, ale z pewnością nie jest to przyjemne uczucie. Tam gdzie my się kąpaliśmy, były prysznice ratunkowe na brzegu ze zwykła wodą, by w razie czego się przemyć. Ulga jest, ale wpierw trzeba swoje wycierpieć. Lepiej więc nie ryzykować.

Morze Martwe od strony Palestyny
Morze Martwe od strony Palestyny

W niektórych miejscach poza kąpielą w wodzie znajduje się też błoto. Można się nim natrzeć. Ma też lecznice właściwości, ale liczy się przecież zabawa. To błoto można zmyć w morzu, zanurzając się w nim w miarę możliwości. Oczywiście bez nurkowania. Z soli i błota robi się wiele kosmetyków, podobno dobrze działają na skórę.

Jordania czy Izrael/Palestyna?

W Jordanii plaże wokół Morza Martwego znajdują się w miejscu określanym mianem Amman Beach. Co prawda bliżej im do Madaby niż Ammanu, ale nazwa jest chwytliwa. Wokół znajduje się też sporo hoteli. Można sobie spokojnie podjechać pod jedną z takich plaż, zapłacić za wejście i posiedzieć. Kosztuje to średnio 20 JOD, niestety nie zawsze w cenę są wliczone prysznice przy wyjściu, a na tym lepiej nie oszczędzać: niezmyta sól może poważnie podrażnić skórę.

W Palestynie takim słynnym dużym ośrodkiem jest Kalia Beach. Ceny i godziny otwarcia można sprawdzić na są stronie plaży, ale kwotowo są zdecydowanie lepsze niż w Jordanii. W Izraelu natomiast już trochę bardziej na południu jest Ein Bokek Beach. Swego czasu płatny był tam tylko parking, plaża darmowa. Natomiast nie był to już główny akwen Morza Martwego.

Kurort
Kurort

Pływanie w Morzu Martwym, czy warto?

Przyznajemy, jeśli chodzi o powtórkę w Jordanii to ceny (i czas) trochę nas odstraszyły. Zwłaszcza, że Morze Martwe zaliczyliśmy od strony Palestyny/Izraela. Dwie-trzy godziny wystarczyły nam, by się pobawić tym miejscem. I to faktycznie jest niezapomniane i nietypowe przeżycie.

Przy trasie jest też wiele „dzikich” zejść. Jednak lepiej z nich nie korzystać. Raz nie będzie się potem jak przemyć z soli, co będzie bardzo potrzebne, a dwa ze względu na skały i błoto może to być niebezpieczne. Błoto może utrudnić wyjście, a skał, nie zawsze widać, można się zwyczajnie na coś nadziać. Niemniej jednak mając możliwość, warto spróbować się tu zanurzyć, nawet jeśli będzie to trochę kosztowało. Te wszystkie opowieści i filmy dokumentalne o niezwykłości tego miejsca są prawdziwe. Ale w tym wypadku chyba lepiej być tym niewiernym Tomaszem i sprawdzić wyporność empirycznie.

Kurort
Kurort
Szlak jordański
Morze Martwe
Szlak izraelski
Morze Martwe
Szlak palestyński
Morze Martwe
Share Button

Kordoba, czyli Volantis z „Gry o tron”

Andaluzja to miejsce nakładania się kultur. Iberyjczycy i Maurowie zostawili po sobie trwały ślad także w Kordobie (hiszp. Córdoba). Ale nie tylko oni. Kordoba przyciągnęła też twórców z HBO. Jednym z ciekawszych, z filmowego punktu widzenia, zabytków miasta jest stary most Puente Romano, pochodzący z czasów rzymskich. Przeprawę przez rzekę Gwadalkiwir pierwotnie wybudowano jeszcze za czasów Cezara Augusta. Wiele razy ją przebudowywano, ale do dziś jest to most szesnastołukowy. Czyli mniej więcej taki, jakim zbudowali go Rzymianie.

Kordoba

Kordoba, Rzymski Most, Volantis i GOT

Rzymski Most jest widoczny w „Grze o tron”, choć oczywiście w dość mocno zmienionej formie. Zachowały się łuki i sama przeprawa, ale komputerowo dołożono całą nadbudowę. W ten sposób powstało miasto Volantis ze swoim Długim Mostem. Filmowcy z HBO kręcili tu zdjęcia w październiku 2014. Oczywiście zamknięto tę przeprawę na czas zdjęć. Nie stanowi to problemu, gdyż obecnie most jest używany jedynie przez pieszych (ew. rowerzystów), a jednocześnie tamten okres roku nie był też sezonem turystycznym.

Volantis pojawiło się w piątym sezonie serialu, a także w powieści „Taniec ze Smokami” George’a R.R. Martina. W obu wersjach przebywał tu Tyrion Lannister, acz w trochę odmiennym towarzystwie i ciut innych okolicznościach. Sezon piąty „Gry o tron” to pierwszy, w którym ekipa HBO zawitała do Hiszpanii i odwiedzili kilka bardzo ciekawych miejsc w Andaluzji. W szóstym sezonie ukazano jeszcze więcej Hiszpanii. Ekipa ponownie wróciła też do Kordoby. Książkowy, a co za tym idzie serialowy Długi Most jest wprost inspirowany mostem we Florencji.

Kordoba

Samo Volantis w serialu jak i w książkach jest wspominane wcześniej. Dodana w serialu postać Talisy Maegyr (potem Stark) właśnie pochodzi z tego miasta. Nic dziwnego, że w końcu ukazano też słynny długi most. Wzbogaca to narrację świata przedstawionego.

Warto dodać, że w lutym podczas rozdania 14. nagród Visual Effects Society twórcy „Gry o tron” dostali nagrodę za wykreowane środowisko w serialu, właśnie za Volantis.

Katedromeczet (Kordoba)
Katedromeczet (Kordoba)

Inne atrakcje Kordoby: Katedra i meczet

Będąc w Kordobie warto też zwrócić uwagę na kilka innych miejsc. Przede wszystkim interesująca jest Mezquita. To katedro-meczet. W swojej historii świątynia ta była zarówno meczetem jak i kościołem chrześcijańskim, przez pewien okres prawie jednocześnie. Obecnie jest to katedra, ale ślad po islamie został bardzo widoczny. To sprawia, że jest to szalenie interesująca budowla i piękny element nakładania się dwóch kultur. Mezquita jest swoistą odwrotnością Hagii Sofii w Istambule, tam ostateczny kształt nadali muzułmanie. Tu w przypadku chrześcijan o tyle intrygujące jest to, że zdobienia islamskie pozostały i nadal są istotną, integralną częścią czynnej świątyni. Kordoba w ciekawy sposób łączy historię hiszpańską, rzymską i islamską (Kalifat Kordoby) oraz żydowską społeczność, to właśnie widać w centrum.

Zamek w Kordobie
Zamek w Kordobie

Zamek

Jak wiele szanujących się miast Hiszpanii, Kordoba może pochwalić się też zamkiem, czyli po tutejszemu Alkazarem. Ten też pierwotnie został zbudowany przez władców muzułmańskich, Umajjadów. Jednak niestety ich wpływ obecnie nie jest już tak dostrzegalny. Widać wiele elementów późniejszych.

Juderia
Juderia

Dzielnica żydowska

W Kordobie widoczny jest też wpływ jeszcze jednej kultury, żydowskiej. Część starego miasta to tak zwana Juderia, czyli dzielnica żydowska. Zwiedzić można choćby synagogę, o ile nie będzie tam zbyt dużo chętnych (zwłaszcza wycieczek). A przede wszystkim spokojnie da się pochodzić wąskimi alejkami, co najwyżej przeciskając się przez kolejnych turystów.

Muzeum walk byków
Muzeum walk byków

Muzeum walk byków

Miejscem mało obleganym, ale chyba dość istotnym dla poznania Hiszpanii jest muzeum walk byków. Nie jest ani największe, ani najbardziej znane w kraju, co jednak sprawia, że zainteresowanie nim jest też mniejsze. Pozwala wejść dość mocno zarówno w romantyczną historię korridy, jak i jej praktyczne aspekty, acz bez przelewu krwi. Z pewnością nie odda to emocji towarzyszących takiemu widowisku, ale z drugiej strony chyba skutecznie pozbawia je pewnej magii.

W Kordobie, podobnie jak w innych miastach w Hiszpanii, są podziemne parkingi, praktycznie w samym centrum. Płatne, ale bardzo wygodne. W sam raz na jednodniowy wypad. Most jest praktycznie w samym centrum, naprzeciwko katedro-meczetu, więc jest dość łatwy do zwiedzenia. Centrum miasta jest wpisane na listę UNESCO.

Uliczki Kordoby
Uliczki Kordoby

Podróżując szlakiem filmowym dalej pozostaniemy przy „Grze o tron”, ale następnym razem przeniesiemy się na Maltę. A do Hiszpanii jeszcze wrócimy i to z „Grą o tron”.

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak hiszpański
Kordoba
Szlak filmowy
Kordoba („Gra o tron”)
Share Button

Wadi Mujib

Rezerwatów w Jordanii jest wiele i są całkiem spore. Niektóre z nich jak Wadi Mujib (inne nazwy/transkrypcje: Wadi al-Maudżib, Wadi al-Mudżib, Arnon, arab. العربية) mają kilka wejść, na tyle od siebie od siebie odległych, że trudno jest ogarnąć całość rezerwatu. Mało tego różnią się między sobą, więc są praktycznie innymi miejscami do zwiedzania. Właśnie takie jest Wadi Mujib. Z jednej strony to kolejny, spory rezerwat przyrody, piękny i wspaniały, z drugiej niezapomniana przygoda. Taki kanioning w wersji light.

Wadi Mujib
Wadi Mujib

Wadi Mujib: dojazd

Wadi Mujib można eksplorować w zdecydowanie bardziej niecodzienny sposób. Istnieje małe wejście od strony Morza Martwego. Jadąc wzdłuż wybrzeża na południe dość trudno zauważyć wjazd. Jest on stosunkowo słabo oznaczone, więc gdybyśmy go nie szukali, prawdopodobnie przejechalibyśmy dalej. Może zmieni się to za jakiś czas, gdyż podczas naszej wizyty trwała tam budowa kas i Centrum wizytowego z prawdziwego zdarzenia.

A co takiego niesamowitego jest w Wadi Mujib? Przede wszystkim skały, wąwóz i rzeka, która wpada do Morza Martwego. Czyli innymi słowy płacimy za to, by móc się pomoczyć w wodzie zwiedzając wąwóz. Tam się nie da przejść suchą stopą.

Wadi Mujib
Wadi Mujib

Kanioning w Jordanii

Obecnie w Wadi Mujib nie ma zbyt wielu turystów, więc nie ma też problemów z parkowaniem. Przed wejściem warto się odpowiednio przygotować, i wziąć strój taki, jaki chcemy zamoczyć. To nie muszą być kąpielówki, wręcz przeciwnie. Będziemy wspinać się po skałach, tyle że na mokro. O tym należy pamiętać, także w kwestii wyboru obuwia – klapki odpadają. Wszystkie istotne rzeczy zostawiamy w depozycie. Dostajemy też kapok, który trzeba mieć bezwzględnie na sobie. Wypożyczyliśmy też wodoodporny plecak. Od razu zostaliśmy poinstruowani jak go używać. Tam też schowaliśmy aparat, by nie zamókł. W dodatku ten zapasowy, główny został w depozycie.

Istnieje możliwość wynajęcia sobie przewodnika. Myśmy się nie zdecydowali. Błędnie założyliśmy, że przewodnik nada nam tempo i będzie nam opowiadał. Chcieli się delektować okolicą. Nie mówiąc już o dodatkowych kosztach. Problem tkwi w tym, że niektórzy z przewodników słabo mówią po angielsku. Ale ich zadaniem wcale nie jest opowiadanie, a przeprowadzenie turystów. Tak, miejscami jest ciężko.

Wadi Mujib
Wadi Mujib

Czego się spodziewać w Wadi al-Maudżib?

Wadi Mujib zaczyna się interesująco już przy samym wejściu, gdzie po drabince musimy wejść do wody i przepłynąć kawałek. Są tam liny asekuracyjne. Nurt nie jest silny, ale trzeba umieć pływać choć trochę. Czyli od początku jesteśmy cali mokrzy. Potem zazwyczaj łatwiej, po prostu się idzie i podziwia, często po kolana w wodzie. Ale oprócz oglądania, co chwilę mamy mokre skałki, które trzeba pokonać. Do wielu z nich są przymocowane liny, ale nie do wszystkich. Co gorsza, trudniejsze podejścia nie są oznaczone. Nie ma żadnej pomocy, więc nawet jeśli są liny, trzeba wpierw samemu dojść, gdzie najlepiej postawić nogi. Jednak, gdy część skał jest pod wodą, jest to dość trudne zadanie. Do pokonania, ale to raczej wymagająca przygoda. Nam ostatecznie pomógł przewodnik z innej grupy.

Wadi Mujib
Wadi Mujib

Nie zmienia to faktu, że Wadi Mujib nie jest najłatwiejszym szlakiem do przejścia. Bardzo łatwo tam o wypadek, zwłaszcza, gdy nie ma się dobrego obuwia. A brak osób, które by pilnowały sprawia, że mimo wszystko warto się dwa razy zastanowić nad przewodnikiem.

Jeszcze jednym niebezpieczeństwem jest woda. Nie jest ona zdatna do picia (mikroustroje), ale niestety bardzo łatwo się jej nałykać.

Wadi Mujib
Wadi Mujib

Okolice i szlaki

Inna istotna sprawa to fakt wczesnego zamykania. Oni sami sugerują, by być przed 14:00. Myśmy próbowali wejść tam dwukrotnie, za pierwszym razem o 16:00 i już nie zostaliśmy wpuszczeni. Udało się następnego dnia przed 15:00. Miejsce to jest czynne od kwietnia do października, z wyjątkiem okresu ramadanu. Trasa, którą przechodziliśmy to The Siq Trail. Są jeszcze The Canyon Trail i The Malaqi Trail w trochę innych miejscach rezerwatu. W okolicy zaś jest jeszcze kilka mniejszych i obecnie darmowych kanionów.

Oczywiście Wadi Mujib można też zwiedzać z zupełnie innej strony, na spokojnie. Bez wchodzenia do wody. Tam Wadi Mujib bywa nazywanym Wielkim Kanionem Bliskiego Wschodu, co oczywiście jest sporą przesadą. Jednak pokonanie rzeki w ten sposób, to naprawdę wspaniała atrakcja, jak ze starych filmów przygodowych.
Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak jordański
Wadi Mujib
Share Button

Grenada i Alhambra, wspaniały pałac Nasrydów

Hiszpańska Grenada (hiszp. Granada) właściwie kojarzy się z jednym miejscem, górującą nad miastem Alhambrą. To oczywiście największy hiszpański zabytek z listy UNESCO, ale też bardzo ciekawe miejsce, w którym kultura iberyjska nakłada się na kulturę Maurów. Sama Alhambra (arab.  ‏الحمراء‎) jest olbrzymią twierdzą, warownym zamkiem, ale jednocześnie pałacem z przepięknymi ogrodami. Zaczęto ją budować jeszcze w XIII wieku przez Nasrydów. Potem służyła też Hiszpanom.

Ogrody w Alhambrze
Ogrody w Alhambrze

Grenada na filmowo

Nie jest to może miejsce szczególnie znane z filmów, ale jednak filmowcy tam również trafili. I to dość dawno. Choćby w 1921 w „El Dorado”.  Była to też baza wypadowa przy produkcjach kręconych w okolicy jak „Indiana Jones i ostatnia krucjata” czy „Dobry, zły i brzydki” Sergio Leone. Jednak u nas w Polsce najbardziej znany jest pewnie hiszpański serial z początku lat 90. – „Requiem dla Grenady” (Réquiem por Granada), w którym można było obejrzeć ostatnie dni Grenady i państwa Maurów. Ale niestety więcej tam historii i opowieści, niż samego miejsca.

Kompleks pałacowy w Alhambrze (Grenada)
Kompleks pałacowy w Alhambrze (Grenada)

Alhambra, wspaniały kompleks pałacowy

Cały kompleks składa się z Alcazaby, czyli zamku, pałaców, w tym najważniejszego należącego do Nasrydów, ale także renesansowego pałacu Karola V. Ciekawym miejscem jest też Generalife, czyli letnia siedziba emirów mauretańskich. Znajdują się tu kościoły, w tym katedra, klasztory, ale przede wszystkim jest to wspaniały ogród.

Alhambra
Alhambra

Alhambra jest miejscem bardzo imponującym, ale też obleganym przez turystów. Ruch jednak jest tu ograniczony, dzięki czemu zwiedzanie jest dość przyjemne. Wiąże się to z ryzykiem, że do kompleksu się nie dostaniemy. W teorii można próbować kupić bilety w sieci. Niemniej jednak w naszym przypadku nie udało się to. Próbowaliśmy je nabyć jakieś dwa miesiące wcześniej. Były wyprzedane. Nie pozostało nam nic innego jak zaryzykować, w razie czego spędzić dzień w Grenadzie. Część biletów faktycznie jest zarezerwowana do sprzedaży w danym dniu na miejscu, ale one też szybko się rozchodzą.

Byliśmy tu po godzinie ósmej, kolejki do kas biletowych były już bardzo długie. Turyści są wpuszczani w dwóch grupach rano, około 9:00 i o 14:00 (to warto zweryfikować przed przyjazdem). Po ósmej sprzedawano już bilety tylko na 14:00, w dodatku się kończyły. Prawdopodobieństwo zakupienia ich w zwykłej kolejce właściwie było nikłe. Niemniej jednak istnieje tu pewien kruczek, o którym przynajmniej podczas naszej wizyty mało kto wiedział. Automaty biletowe na kartę. Nie ma ich przy kasach, są schowane z tyłu, za sklepikami. Natknęliśmy się na nie przypadkiem, kolejki praktycznie nie było. W dodatku udało nam się kupić bilety zanim te na 14:00 się wyczerpały. Czas czekania wypełniliśmy jadąc do Guadix. To też było w planie, ale tego dnia Alhambra była ważniejsza, resztę musieliśmy dostosować.

Alhambra
Alhambra

Alhambra i ograniczenia wstępu

Wejścia do Alhambry są reglamentowane celowo. O ile do samego kompleksu twierdz i ogrodów można wejść w tych dwóch turach, a następnie zwiedzać to samodzielnie, o tyle do samego kompleksu pałacowego wejściówki są jeszcze bardziej wydzielone. Tak więc bilet składa się właściwie z dwóch: wejścia do Alhambry i do pałacu. Godzina na tym drugim jest ważniejsza, gdyż pałac ma mniejszą przepustowość turystów. Trzeba być przed nim na czas.

Alhambra (Grenada)
Alhambra (Grenada)

Dojazd do Grenady i Alhambry

Przed Alhambrą znajduje się duży, dodatkowo płatny parking. Prawda jest taka, że łatwiej zaparkować niż wejść.

Jeśli ktoś lubi twierdze, zamki i ogrody, to Alhambra jest z pewnością miejscem godnym polecenia. W dodatku doskonale zachowanym, dużym i przepięknym. Jak najbardziej zasługuje na swoje miejsce wśród zabytków UNESCO i bez wątpienia to jedna z prawdziwych pereł Hiszpanii. Sama Grenada też ma do zaoferowania kilka zabytków, z katedrą włącznie, ale to zdecydowanie Alhambra ściąga najwięcej turystów. Z Grenady zaś przeniesiemy się szlakiem hiszpańskim do Kordoby.

Jeśli podobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak hiszpański
Grenada
Share Button

Hiszpania: Informacje praktyczne

Hiszpania – Kompendium wiedzy, czyli informacje praktyczne nt. Hiszpanii. Zweryfikowane w kwietniu/maju 2015.

Hiszpania: Informacje podstawowe

Uwagi ogólne: Zróżnicowany kraj o ciekawej historii. Miejscami na styku kultur. Bardzo popularny turystycznie kraj.

Klimat: Śródziemnomorski. Do zwiedzania najlepszy jest okres wiosenny i wczesnojesienny. Można się pokusić o lato. Do plażowania właściwie wiosna, lato i wczesna jesień.

Język: Hiszpański (lub kastylijski), wraz z dialektami i lokalnymi językami (jak kataloński, galisyjski czy baskijski). Angielski można próbować, ale znajomość średnia. Im mniej turystów w okolicy, tym trudniej. Policja raczej nie zna obcych języków.

Baza noclegowa: Jak zwykle niezawodny Booking.com, Agoda i inne wyspecjalizowane serwisy będą tu bardzo pomocne. Przy większej grupie osób można pomyśleć nad apartamentem. Hotele w różnym standardzie jak najbardziej dostępne.

Telefon alarmowy: 112.

Hiszpania: Transport

Dojazd: Najwygodniejszy samolotem. Z głównych polskich lotnisk latają tanie linie do kilku miast w Hiszpanii.

Samochody i transport: Jak na kraj południowy, to kierowcy jeżdżą spokojnie. Stacje benzynowe są przy drogach. Uwaga: istnieją płatne autostrady, ale najczęściej obok nich znajduje się darmowa droga o gorszym standardzie.

Parkingi w centrach miast są podziemne, płatne. Więc można podjechać praktycznie do centrum.

Uwaga na znaki. W niektórych miejscach zakazy (zwłaszcza dotyczące parkowania) są postawione równolegle do drogi (nie prostopadle). Widzi się je po boku lub gdy się parkuje (wtedy naprzeciw), ale nie zawsze można dostrzec.

Alternatywy – głównie kolej, ale nie wszędzie się nią dojedzie. Są też linie autobusowe.

Uber: Działa w większych hiszpańskich miastach.

Hiszpania: Prawo

Wiza: Strefa Schengen, nie potrzebujemy ani wiz, ani paszportów.

Przepisy celne: Nic szczególnego.

Prawo i obyczaje: Europejski standard.

Dni wolne: Normalnie to sobota i niedziela. Sklepy często nie są czynne w niedzielę. Uwaga jeszcze jeden problem to sjesta. Przerwa w trakcie dnia może występować także w muzeach.

Drony: Europejskie obostrzenia o nie lataniu przy lotniskach, niefotografowaniu ludzi, unikaniu terenów zamieszkałych obowiązują. Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego zezwala na używanie niewielkich dronów w celach niekomercyjnych, większe drony jak i komercyjne używanie wymaga zezwolenia lub licencji. Oczywiście w niektórych miejscach mogą istnieć dodatkowe, lokalne obostrzenia.

Sierra Nevada Hiszpania
Sierra Nevada Hiszpania

Bezpieczeństwo w Hiszpanii

Szczepienia wymagane: Brak.

Choroby: Nic istotnego, możliwe występowanie biegunki podróżnych.

Bezpieczeństwo ogólne: Jak w Europie. W teorii niby jest spokojnie, nie powinno być zamieszek. Zwłaszcza odkąd Baskowie się uspokoili. Największy zamach miał miejsce w 2004 roku w Madrycie i odpowiada za niego Al-Kaida. Póki co, Hiszpania nie leży na froncie.

W dużych miastach, głównie Madryt i Barcelona, trzeba uważać na kieszonkowców i kanty.

Bezpieczeństwo naturalne: Nic szczególnego, ale jak to na południu, należy uważać na słońce, by się nie spalić.

Hiszpania: Płacenie

Waluta: Euro (EUR).

Płatności kartą i bankomaty: Bez większych problemów. Karty popularne, bankomaty także. Warto mieć jednak ze sobą trochę gotówki. Ale na płatności bezstykowe lub mobilne nie ma tu co liczyć. Uwaga, przy płaceniu kartą mogą poprosić o wylegitymowanie się (dowód lub paszport).

Napiwki: Wg uznania. 10% lub zaokrąglenie w górę, jeśli jesteśmy zadowoleni. Hiszpanie podchodzą do napiwków dość różnie, czyli podobnie jak w Polsce. Inaczej jest w miejscach turystycznych, tam jest większe oczekiwanie na napiwek.

Prąd i komunikacja w Hiszpanii

Internet: Bez problemu.

Telefony: Roaming działa i wg unijnych regulacji nie jest drogi.

Gniazdka elektryczne: Jak w Polsce.

Kultura Hiszpanii

Jedzenie wegetariańskie: Jak ktoś je owoce morza, to nie jest to problem. W pozostałych przypadkach w lokalnym jedzeniu niewielki wybór. Choć znajdzie się tu parę rzeczy, w tym gaspacho, czyli tutejsza zupa pomidorowa.

Alkohol: Piją dużo wina, w tym także wino musujące – Cava, taki odpowiednik szampana. Popularne są też sangria i cydr. Picie alkoholu w Hiszpanii jest dość częste, jest on składową posiłku, czy spotkań towarzyskich. Jednocześnie nie upajają się nim za bardzo.

Religia: Do niedawna jeszcze katolicyzm. Dziś bardziej w formie tradycyjnej, zwłaszcza w obchodach Wielkiej Nocy czy Wielkiego Postu. Jednak duża część społeczeństwa jest już zlaicyzowana.

Ludzie: Mili, ale leniwi, spokojni. Na wszystko jest czas. Czasem załatwienie pewnych rzeczy trwa.

Drażliwe tematy: Polityka, przede wszystkim dyktatura generała Franco, a także działania separatystyczne.

Turystyczny niezbędnik

Informacja turystyczna i mapy: Większe miasta mają punkty informacji turystycznej. Tam często można dostać darmową mapę i uzyskać poradę. Tam też angielski najczęściej jest znany.

Oznaczenia i drogowskazy: Znaków mniej niż w Polsce. Drogi dość dobrze oznaczone.

Gdzie szukać informacji: Przewodniki o Hiszpanii łatwo kupić i to w dużej ilości. Kierunek jest też na tyle popularny, że bez problemu można znaleźć coś na ten temat w Internecie.

Szlak hiszpański
Brak Praktycznie Guadix
Share Button

Guadix, czyli Indiana Jones spotyka doktora Żywago

Kontynuując przygodę z Indianą Jonesem, przenosimy się tym razem do Hiszpanii, a dokładniej do miejscowości Guadix. Jeśli pamiętacie scenę w „Ostatniej krucjacie”, kiedy Marcus Brody wychodzi na stacji kolejowej w Iskenderun, to powinniście rozpoznać to miejsce. Kręcono je na prawdziwej stacji kolejowej, którą oczywiście odpowiednio ucharakteryzowano, tak by wyglądała na orientalną. Scena trwa bardzo krótko, ale dzięki fenomenalnemu monologowi zapada w pamięć.

Stacja w Guadix
Stacja w Guadix

Guadix – filmowa stacja kolejowa

Można zastanawiać się, dlaczego wybrano akurat stację kolejową w Guadix? Z pewnością na całym świecie znalazłoby się wiele innych, być może nawet ciekawszych. Ja mam na ten temat własną teorię. Nie tylko my lubimy odwiedzać lokacje filmowe, George Lucas i Steven Spielberg także. Mało tego: nie raz wykorzystywali je we własnych filmach. Tak jest prawdopodobnie i tym razem. David Lean to reżyser wcześniejszego pokolenia, którego najgłośniejsze filmy inspirowały twórców kina Nowej Przygody. Tym razem był to „Doktor Żywago”, chyba jeden z bardziej epickich i najbardziej znanych obrazów Leana. Spokojny, acz ukazujący burzliwe czasy rewolucji radzieckiej. Tam dworzec w Gaudix także grał stację kolejową, tyle że w Rosji. W dodatku nie jeden. Pierwszy w Moskwie, drugi był w Juriatinie, u podnóża Uralu. Zaśnieżony zupełnie nie przypomina tego, co widzieliśmy w trzeciej części „Indiany Jonesa”, ale to dokładnie to samo miejsce.

Stacja w Guadix ma perony na otwartym powietrzu. W „Doktorze Żywago” w jednej ze scen udaje dużo większy moskiewski dworzec kolejowy z dachem nad torami. Zdjęcia są zrobione tak, by widzieć dekorację sugerującą, że jest coś wyżej, a jednocześnie nie pokazać dachu, którego oczywiście nie zbudowano. Drugi dworzec, juriatiński był stworzony bez większej charakteryzacji.

Stacja w Gaudix
Stacja w Gaudix

Żywago i Indiana Jones

„Doktor Żywago” z 1965 to jeden z największych sukcesów Davida Leana. Tak kasowych (w USA zarobił 111 milionów USD, co po uwzględnieniu inflacji dałoby dziś ponad miliard USD), jak i też artystycznych. Film dostał 10 nominacji do Oskara, w tym także te w najważniejszych kategoriach. Nagrodzono go za muzykę (Maurice Jarre), kostiumy, scenografię, zdjęcia i scenariusz. Ten ostatni bazuje na powieści Borisa Pasternaka. „Doktor” to klasyka kina, której warto dać szansę. Występują tam takie gwiazdy jak Omar Sharif, Alec Guinness, Julie Christie czy Geraldine Chaplin.

Wróćmy jeszcze na chwilę do Indiany Jonesa. Prawdziwe Iskenderun, zwane wcześniej Aleksandrettą, leży w Turcji, dokładniej w prowincji Hatay. Na przełomie 1938 i 1939 Hatay było niepodległym państwem. W filmie o tym pamiętano, natomiast jeszcze kilkanaście lat temu Republika Hatay pojawiała się w różnych rankingach wymyślonych przez filmowców państw. Tak więc Gaudix to miejsce, w którym nie tylko spotykają się Indiana Jones z Jurijem Żywago, ale też Rosja z Turcją.

Stacja kolejowa w Guadix
Stacja kolejowa w Guadix

Ekipa Spielberga przybyła 1 czerwca 1988 do Grenady. Tam nocowali, natomiast 2 czerwca 1988 przybyli do Guadix, gdzie nagrano sceny na dworcu kolejowym.

Poza stacją?

Guadix nie jest wielkie i właściwie niewiele można tu zobaczyć. Znajduje się blisko Grenady, więc jadąc tam, można tu na chwilę wyskoczyć. Czynnej nadal stacji raczej nikt nie zwiedza. Można spokojnie zatrzymać się tuż przed nią, wejść do środka, zrobić zdjęcia, porozglądać się i pójść dalej. Ruch jest niewielki.

Guadix słynie, o ile można to tak nazwać, z domów wydrążonych w skale. Nawet jest muzeum, które w miarę możliwości czasowych można pozwiedzać.

Gaudix
Guadix

Idąc dalej szlakiem filmowym pozostaniemy w Hiszpanii, ale udamy się do Kordoby, gdzie kręcono „Grę o tron”. Zaś wpierw zatrzymamy się w Grenadzie.

Szlak hiszpański
Guadix
Szlak filmowy
Guadix („Indiana Jones”)
Share Button

Jordania: Informacje praktyczne

Jordania – Kompendium wiedzy, czyli informacje praktyczne nt. Jordanii. Zweryfikowane w październiku 2015.

Jordania: Informacje podstawowe

Uwagi ogólne: Spokojny, piękny i przyjazny kraj pośrodku bliskowschodniej zawieruchy. W 2015, kotłowało się we wszystkich krajach graniczących z Jordanią, tu zaś był spokój, a ludzie bardzo przychylnie traktowali turystów.

Klimat: Jak na Bliskim Wschodzie. Lato gorące, więc najlepszy okres, by tam pojechać, to wiosna i jesień. Nie jest za gorąco, ale jeszcze jest ciepło. Uwaga: w zimie w niektórych miejscach możliwy śnieg.

Język: Arabski oczywiście, ale ogólnie bardzo dobrze znany jest angielski. Większość oznaczeń jest dwujęzyczna. Choć transkrypcja angielska nazw nie jest jednorodna. Można znaleźć oznaczenia i „Amman” i „Amann”. Angielski lepiej znają ludzie starsi, zwłaszcza emeryci. Młodzi mają z tym duże problemy.

Baza noclegowa: Hotele na Booking.com i podobnych serwisach są rozpowszechnione. Podobnie jak TripAdvisor, więc łatwo coś znaleźć i zweryfikować. Warto zwrócić uwagę, że większość hoteli prowadzi dodatkową działalność turystyczną. Chętnie organizują nie tylko transfer, ale również wycieczki po kraju. Raczej ciężko znaleźć guesthousy, czy coś w tym stylu.

Jordania: Transport

Dojazd: Obecnie najłatwiej samolotem. Główne lotnisko w kraju znajduje się w Ammanie. Praktykowane często są też wycieczki autokarowe z Izraela. Czasem też samochodowe. Kiedyś też z Egiptu, ale teraz może być to problemowe. Od 2019 z Warszawy i Krakowa działa bezpośrednie połączenie Ryanairem.

Samochody i transport: Samodzielne poruszanie się po kraju nie stanowi większego problemu. Da się łatwo wynająć samochód (choćby przez RentalCars), ale może być problem przy odbiorze: patrz punkt na temat płatności kartą. Trzeba tylko być przygotowanym na to, ze dodatkowe wyposażenie, jak GPS (ale i wybrany samochód – to z samochodem to akurat standard, że może być inny, nie trzeba pisać. GPS mnie zdziwił, bo był zarezerwowany, choć nieopłacony) zależą od aktualnej dostępności. O ile w przypadku samochodu zwyczajnie zwiększają standard, o tyle brak GPS może być problemowy.

Stacje benzynowe nie występują wszędzie. Są miejsca, jak choćby okolice Morza Martwego, gdzie nie ma ich na przestrzeni kilkudziesięciu kilometrów. Lepiej więc mieć zapas w baku.
Jazda po jordańskich drogach wygląda na trudniejszą niż jest. W praktyce nie obowiązuje tu ruch prawostronny. Zdarza się że samochody jeżdżą pod prąd nawet na autostradzie. Zresztą na autostradach są przejścia dla ludzi, przechodzą też kozy. Wyznaczonych pasów ruchu na drogach najczęściej nie ma, same się tworzą. Pod światłami z dwóch potrafią zrobić się cztery. Jezdnie najczęściej są rozdzielone. Kierowcy dużo trąbią. Jeżdżąc trzeba wykazać dużą ostrożność, ale jest też stosunkowo mało wypadków.

Właściwie trudniej jest przejść przez ulicę w Ammanie niż przez niego przejechać.

Parkowanie nie stanowi problemu, właściwie dozwolone tam gdzie nie jest zabronione, co nie jest częste. To oznacza także parkowanie na autostradzie, przy której czasem ktoś coś sprzedaje. Zdarzają się też przypadki zostawiania samochodu na skrzyżowaniu, najczęściej by z kimś pogadać. Więcej o jeżdżeniu samodzielnie po Jordanii znajdziecie tutaj.

Alternatywne środki transportu to linia autobusowa JETT. Ma rozkład tylko teoretyczny. Są też mniejsze linie, które przewożą turystów od Ammanu do Petry i Wadi Rum. Mało tego, można wziąć taksówkę. Taksówki przewożą turystów nawet z Ammanu do Petry, nie mają z tym żadnego problemu. Ewentualnie można skorzystać z kierowców hotelowych, bądź przez nich polecanych.

W przypadku taksówek lepiej negocjować ceny przed i upewnić się, że to cena za wszystkie osoby, bagaż itp. W teorii są ustalone stawki, w praktyce mogą zapomnieć o nich.

Uber: W Ammanie działa.

Jordania: Prawo

Wiza: Do nabycia na lotnisku. Uwaga, znalazłem informację, że przy przekraczaniu granicy samochodem, nie na wszystkich przejściach można kupić wizę. Dodatkowo znaleźliśmy informacje o opłatach wyjazdowych, jednak nas na lotnisku o nic takiego nie proszono. Paszport oczywiście jest konieczny i warto mieć go przy sobie podczas podróży, gdyż zdarzają się kontrole.

Wiza niestety kosztuje i to całkiem sporo. Jeśli jedziemy do Jordanii na minimum 3 dni, wtedy dobrym rozwiązaniem jest Jordan Pass. Karta, która ma zniżki i darmowe bilety do wielu atrakcji w kraju, a można ją kupić tutaj: https://www.jordanpass.jo. Na stronie są też aktualne informacje, o tym, co obecnie karta oferuje. Warto pamiętać, że przy krótszych wizytach w Jordanii niż 3 dni, wiza niestety jest płatna, nawet pomimo kraty. Prawdopodobnie wtedy faktycznie też naliczają opłatę wyjazdową.

Można też uniknąć wizy jadąc do Akaby. W przypadku lądowania w Ammanie warto mieć ze sobą rezerwację hotelu w Akabie, zaś już na miejscu podbić dokumenty w urzędzie.

Przepisy celne: Standardowe. W przypadku drogiego sprzętu elektronicznego mogą chcieć na lotnisku pobrać kaucję. Nie wolno wwozić silnych leków psychotropowych jak np. tramal.

Prawo i obyczaje: Jordania to kraj islamski. O tym warto pamiętać. Lepiej nie pić alkoholu w miejscach publicznych (acz w Ammanie można go bez problemu kupić), kobiety powinny raczej ubierać się skromnie. Wyjazd warto zaplanować poza miesiącem ramadan.

Dni wolne: Weekendy przypadają na piątki i soboty.

Drony: Trzeba zarejestrować i zgłosić lot na 10 dni wcześniej. Można to zrobić na stronie Jordan Civil Aviation Regulatory Commission.

Amfiteatr w Ammanie (Jordania)
Amfiteatr w Ammanie (Jordania)

Bezpieczeństwo w Jordanii

Szczepienia: Wymagane: brak. Warto być zaszczepionym przeciw żółtaczce typu A (tzw. „brudnych rąk”) – przyda się na wiele okazji.

Choroby: Odpowiednik klątwy faraona jak najbardziej możliwy do złapania, acz nie tak częsty. Zalecamy  zabezpieczyć się w tabletki nifuroksazyd i suplementy pro biotyczne. Higiena pozostawia dużo do życzenia. Czasem może lepiej nie wiedzieć jak jest przygotowywane jedzenie. W razie problemów z żołądkiem  natychmiast najlepiej przejść kurację, np. lekiem nifuroksazyd (dostępny w Polsce bez recepty), w razie wątpliwości warto skonsultować wyjazd z lekarzem lub farmaceutą.

Bezpieczeństwo ogólne: To chyba najbardziej istotny temat. Gdy wybieraliśmy się do Jordanii, sprawdzaliśmy zarówno opisy na stronie polskiego i brytyjskiego MSZ. Wg polskich władz – unikać wyjazdu i koniecznie zarejestrować się w programie Odyseusz (to polecamy). Wg brytyjskich – kraj bezpieczniejszy niż Francja, z wyjątkiem części okolic syryjskiej granicy (tam nie byliśmy). W praktyce są kontrole wojskowe i policyjne, zwłaszcza na północnym zachodzie. Ostatni zamach terrorystyczny był w 2008 roku. Nie odczuwa się tu zagrożenia, na razie nic na takowe nie wskazuje, ale lepiej zachować ostrożność. O ile w samej Jordanii sytuacja jest obecnie stabilna, o tyle w krajach ościennych niekoniecznie. O tym warto pamiętać, lepiej trzymać się daleko od granic.

Oczywiście odradzamy podróży samotnym kobietom. Raczej powinny one unikać młodych chłopaków.

Bezpieczeństwo naturalne: Późną jesienią lub wczesną wiosną mogą występować tak zwane powodzie błyskawiczne. Gdy nagle pada dużo deszczu, ziemia nie jest w stanie go wsiąknąć. Woda szybko spływa po kanionach i może zagrażać życiu ludzi. Powódź błyskawiczna miała miejsce np. w Petrze w 2018. Zginęło wówczas 9 osób.

Jordania: Płacenie

Waluta: Dinar jordański (JOD). Kurs stały, wynosi mniej więcej 0,71 USD. Oczywiście przy wymianie kurs trochę się różni. Można już wymieniać na lotnisku jeszcze przed odprawą. Płatność dolarami czy euro w sklepach najczęściej możliwa.

Płatności kartą i bankomaty: Problemowe. W teorii obsługują VISĘ i MasterCard. Brak terminali to jeden problem. Dużo większy jest taki, że terminale nie działają całkowicie lub częściowo. Zwłaszcza VISA nie jest akceptowana w wielu miejscach, mimo że są oznaczenia, które mówią coś innego. O ile nie jest to problem w sklepie, o tyle to duży problem na lotnisku przy odbieraniu wynajmowanego samochodu czy płatnościach za hotele. Warto się więc przygotować na takie kłopoty. Karty nie działają także w istotnych zabytkach jak Petra. Niby powinny, ale „akurat” była awaria na wszystkich stanowiskach. Są też problemy z bankomatami. Zwyczajnie nie widzą kart. Te które najczęściej działają, należą do sieci Arab Bank. Należy jednak mieć przy sobie odpowiedni zapas gotówki, także wymienionej.

Napiwki: Chętnie biorą. W miejscach turystycznych domagają się. Jednak nie tak natarczywie jak w Egipcie, czy Maroko.

Prąd i komunikacja w Jordanii

Internet: Raczej dostępny bez większych problemów w hotelach, przynajmniej w lobby. Są też kafejki internetowe. Można też kupić na lotnisku kartę SIM.

Telefony: Roaming działa. W miastach jest zasięg. Gorzej na trasie. Tam już nie zawsze. W Wadi Rum praktycznie brak zasięgu.

Gniazda elektryczne: W teorii jak w Polsce. W praktyce nie zawsze, choć napięcie jest jak u nas. Dziurki są trochę przesunięte, często trzeba wpychać wtyczki do kontaktu na siłę. Nie zawsze się da. Czasem też występują gniazda brytyjskie i warto się na nie przygotować. Czasem były jeszcze inne, ale szczęśliwie nigdy nie trafiły nam się tylko one.

Wtyczka typu brytyjskiego
Wtyczka brytyjska

Kultura Jordanii

Jedzenie wegetariańskie: Nie stanowi większego problemu. Zwłaszcza w kuchni beduińskiej. W restauracjach można dogadać się, by zrobili coś bez dodawania mięsa. Warto spróbować choćby zupy z soczewicy, falafeli, galayet czy smażonego sera halloumi.

Warto też wspomnieć o kwestii alkoholu. To kraj islamski, więc problemy są z zakupem. W wielu restauracjach i hotelach go nie ma, ale w części jest (zwłaszcza w okolicach Petry). W Ammanie są nawet specjalne sklepy z alkoholem w centrum miasta. Nie są wymagane żadne zaświadczenia dla turystów. Alkohol jednak jest pakowany w ciemny worek (jak w Turcji), by nie rzucał się w oczy.

Religia: Islam. Warto pamiętać o jego podstawowych zasadach i ramadanie.

Ludzie: Bardzo otwarci. Z wyjątkiem takich miejsc jak Petra, nie traktują turystów jak chodzące bankomaty. Są bardzo pomocni, nawiązują kontakt sami, pozdrawiają. Ale głównie mężczyźni. Często też nie witają się z kobietami.

Chętnie słuchają o tym, co się widziało w ich kraju. Co ciekawe, traktują Izrael jak swój, więc jak ktoś był w Jerozolimie, to też się cieszą.

Stosunek do Izraela i Żydów nie jest jednoznaczny. Lepiej uważać z tymi tematami. W muzeach Żydzi są przedstawiani jako oprawcy , najeźdźcy i obca kultura, a także okupant Palestyny. Podbój Izraela przez Rzymian – jako wyzwolenie mniejszości greckiej. Ale Izrael postrzegają jako kraj piękny i wart zwiedzania.

Turystyczny niezbędnik

Informacja turystyczna i mapy: Istnieje, ale nie działa wg norm europejskich. Biura informacji turystycznej znajdują się w wielu miejscach, można tam dostać czasem broszury i foldery reklamowe. Są też pomocni. Ale map raczej nie ma. Można też zdać się na obsługę w większości hoteli, zwłaszcza mniejszych. Są bardzo pomocni.

Istnieje jeszcze coś takiego jak policja turystyczna. W szczególności w miejscach, gdzie jest dużo turystów, specjalni funkcjonariusze chodzą i służą pomocą.

Oznaczenia i drogowskazy: Średnio. Przy większych miejscach takich jak Petra oczywiście są. Przy innych, pomijając różną transkrypcję, czasem nie ma, albo są bardzo małe, lub nie do końca adekwatne.

Gdzie szukać informacji: To dość problemowe. Większość dostępnych w Polsce przewodników łączy Jordanię z Izraelem i Palestyną, co akurat problemem nie jest. Niestety Jordania jest często opisywana po łebkach i krótko. Zostaje więc szukanie informacji na własną rękę. To co zobaczyliśmy opisaliśmy tutaj. Można posiłkować się stroną wpierającą jordańską turystykę: VisitJordan.com, oraz blogami,  dla nas szczególnie istotne były (pierwszy bardziej): YuliYael, Zależna w podróży czy Gdzie wyjechać. Praktyczne informacje są też zebrane na: Koniec Świata.Net. Szczęśliwie od 2015 Jordania zaistniała turystycznie i dziś szukanie informacji nie powinno być już tak uciążliwe.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak jordański
Brak Praktycznie
Share Button

„Indiana Jones” i Petra, czyli świątynia Graala

„Indiana Jones” to jedna z naszych ulubionych serii filmowych. Klimat nowej przygody, wspaniałe lokacje (takie jak Petra), cudowna muzyka i historia w tle. „Ostatnia krucjata” to bez wątpienia mój ukochany film z tego cyklu. Zaś wejście do Świątyni Graala to jedna z najbardziej pamiętnych scen. Także dlatego, że została nakręcona w przepięknym i wówczas zapomnianym przez świat miejscu, czyli Petrze.

Skarbiec (Petra)
Skarbiec (Petra)

Petra i Indy

Dziś Petra (arab. البتراء) to nie tylko jeden ze współczesnych cudów świata, najważniejszy jordański obiekt na liście UNESCO, ale też jedno z najczęściej odwiedzanych miejsc na świecie. W dużej mierze dzięki filmowi Stevena Spielberga i George’a Lucasa, którzy wydobyli to miejsce z zapomnienia. Mimo, że to tylko fasada świątyni, ludzie się zainteresowali. Obecnie turyści przebywają tu tłumnie.

Ekipa Spielberga przyleciała do Jordanii bezpośrednio w po zakończeniu zdjęć w Wenecji. Wpierw do Ammanu, a dopiero stamtąd do Petry. Zdjęcia kręcono tu w czwartek i piątek (11-12 sierpnia 1988). Filmowcy odpoczywali w pałacu królewskim w Akabie, a król wraz z małżonką odwiedzili plan.

Skarbiec w Petrze
Skarbiec w Petrze

Historia Petry

O samej historii Petry napiszemy stosunkowo niewiele. Na ten temat bowiem w sieci można znaleźć dużo obszerniejsze opracowania. To wykute w skale miasto, które było przez pewien czas stolicą państwa Nabatejczyków. Znajdziemy tu wpływy greckie, rzymskie czy egipskie, a także późniejsze chrześcijańskie. Bez wątpienia najbardziej charakterystycznym miejscem jest tak zwany Siq, czyli wąwóz oraz Skarbiec. Oba pojawiają się w „Ostatniej krucjacie”. Przez wąwóz nasi bohaterowie poruszają się konno, a następnie podziwiają wejście do Skarbca. W filmie pełni rolę wrót do miejsca ukrycia świętego Graala. W czasie naszego pobytu było ono zamknięte, niestety brak informacji, czy tymczasowo czy na stałe. Na szczęście film także kręcono tylko na zewnątrz.

Wąwóz
Wąwóz

Zarówno Skarbiec jak i wąwóz zobaczyć jest stosunkowo łatwo i co tu dużo mówić, to głównie na nich kończy się duża część ruchu turystycznego. To są najbardziej charakterystyczne miejsca Petry i te najbardziej znane. Od kas o Skarbca idzie się wąwozem około dwa kilometry. Droga jest łatwa, choć trochę kręta, ale za to malownicza, i to dosłownie – dzięki kolorowi skał. Wokół kręcą się lokalni kupcy oferujący pamiątki, a także przejażdżki na osiołkach, wielbłądach czy bryczkami. Formalnie nie jest to zgodne z regulaminem, ale tu się nikt tym nie przejmuje. Choć oferujący usługi są niestety momentami natrętni i nachalni, warto pamiętać, że w razie zmęczenia lub co gorsza wypadku, jazda powrotna na osiołku może być dobrym rozwiązaniem. Lepiej więc ich do siebie nie zrażać zbytnio.

Beduini i ich trzoda
Beduini i ich trzoda

Zwiedzanie Petry

W ramach biletu do Petry jest wliczona przejażdżka konna, przez bardzo krótki fragment od kas do początku Siq. Ale ciężko jest wyegzekwować to bez napiwku.

Monastyr (Petra)
Monastyr (Petra)

Petra w gruncie rzeczy oferuje całkiem sporo do zwiedzania. Główna trasa turystyczna to cztery kilometry w jedną stronę, zawiera oczywiście Skarbiec (w połowie). Od niej rozgałęziają się kolejne, choćby do tak zwanego Monastyru, który jest swoistą, większą repliką wejścia do Skarbca. Droga do Monastyru jest już dużo trudniejsza (nie jest wyrównana i wiedzie pod górę) i co tu dużo mówić, mniej osób się na nią decyduje. To też jest miejsce filmowe. Tam kręcono „Transformers: Zemsta Upadłych” Michaela Baya. A co najważniejsze, tam naprawdę już nie ma wielu turystów, można dużo spokojniej nacieszyć się tym, co ocalało. Niestety do wnętrza Monastyru także nie można wejść, ale naprzeciw niego znajduje się dobrze ulokowana kawiarenka z zimnymi napojami i co ciekawe, przystępnymi cenami (mimo braku bezpośredniej konkurencji).

Oprócz Skarbca jest jeszcze kilka innych odgałęzień, zwiedzenie całości to raczej wyczyn na więcej niż jeden dzień. Są tu i mozaiki i pozostałości po zabudowie rzymskiej. Zabytki z różnych okresów historycznych ukazują ciekawe losy tego miejsca. Obecnie mieszkają tu Beduini.

Sklep z Indianą Jonesem (Petra)
Sklep z Indianą Jonesem (Petra)

Petra nocą i sklepy

Przed kasami wisi duża mapa z oznaczonymi różnymi trasami wraz ze stopniem trudności i długością. Przy zakupie biletów także otrzymuje się mapkę i niezbędnik z podstawowymi informacjami dotyczącymi bezpieczeństwa (rejon aktywny geologicznie) i zachowania wobec tubylców.

Jesienią zwiedzanie Petry jest możliwe od ósmej rano do osiemnastej. Potem robi się ciemno, więc łatwiej się zgubić. Dwa razy w tygodniu (poniedziałek i środa, ale to lepiej sprawdzić czy się nie zmieniło, akurat ta informacja na oficjalnej stronie okazała się prawdziwa) organizowana jest jeszcze jedna wycieczka, tak zwana Petra Nocą. Po drodze do Skarbca ustawione są lampiony. Skarbiec też jest nimi oświetlony. Tam turyści częstowani są herbatą i słuchają pieśni.

Petra Nocą
Petra Nocą

Bilety i dojazd do Petry

My wybraliśmy się do Petry na własną rękę. W takim wypadku warto zwrócić uwagę na kilka rzeczy. Po pierwsze hotel. Wejście na stanowisko archeologiczne jest w miejscowości. Wadi Musa (arab. وادي موسى). Tam jest wiele noclegów, ale tylko część jest przy wejściu do Petry. Nie musi oczywiście być najbliższy. Jednak robiąc ponad 24 kilometry cieszyliśmy się, że nasz znajduje się prawie przy wejściu. Zwłaszcza, że wracaliśmy na Petrę Nocą. Można oczywiście posiłkować się taksówkami. Biletów do Petry nie trzeba rezerwować wcześniej, ale warto pamiętać o tym, że w Jordanii są problemy z kartami płatniczymi. Akurat, podczas naszej wizyty, terminale nie działały, podobnie jak pobliskie bankomaty.

Bilety są sprzedawane w kilku wariantach. Jednodniowe, gdy ktoś przyjeżdża do Jordanii na jeden dzień (wizyty z Izraela), jednodniowe, gdy ktoś przyjeżdża do Jordanii na dłużej i dwu lub trzy dniowe. Oczywiście te pierwsze kosztują najwięcej. Przed ósmą rano nikt nie sprawdza paszportów. W pozostałych przypadkach może się to zdarzyć. Więc lepiej nie zwiedzać tego miejsca pierwszego dnia swojego pobytu w Jordanii. Bilety na Petrę Nocą są dużo tańsze, ale można je kupić jedynie w wyznaczonym book store (nazwa na wyrost – był to po prostu sklep z pamiątkami) w Visitor’s Cetntre i w hotelach i tylko w dzień, w którym jest organizowana ta atrakcja. Nabywa się je jedynie za gotówkę.

Ruiny w Petrze
Ruiny w Petrze

Uwagi na koniec

Petra to naprawdę magiczne miejsce. W wielu takich miejscach jak to, ludzie nawet nie zdają sobie sprawy z istnienia filmów, które rozsławiły te lokalizacje. W Petrze jest podobnie. Beduini wewnątrz nie kojarzą „Indiany”, ale w Visitor’s Center już jest inaczej, tam nawet znajdziemy sklepy z Jonesem, choć pewnie powstałe bez licencji. W środku znajdowały się jednak jedynie kowbojskie kapelusze i nic filmowego. Kwestie biletów, godzin otwarcia czy nocnego zwiedzania można sprawdzić na VisiPetra.jo.

Droga do Monastyru
Droga do Monastyru

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak jordański
Petra
Szlak filmowy
brak Petra („Indiana Jones”)
Share Button

U styku filmu i podróży