Archiwa tagu: baza wojskowa

Portsmouth

Na pierwszy rzut oka Portsmouth nie wygląda zbyt ciekawie. To przede wszystkim miasto przemysłowe i to widać. Większość budynków jest pewnym odpowiednikiem naszej wielkiej płyty, czyli głównie robotnicze bloki. Tu przede wszystkim mieszkali stoczniowcy. Ma się wrażenie jakby ta okolica zamierała, ale to złudzenie. Ekonomicznie miasto rozwija się, choć owszem, dźwiga bagaż przeszłości. Portsmouth to także zdecydowanie jeden z najbardziej istotnych brytyjskich portów marynarki, które dziś są częściowo dostępne dla zwiedzających.

Zabytkowy budynek

Nawet stare miasto nie wygląda zbyt okazale. Co prawda jest interesujący Guildhall, reszta jednak nie wyróżnia się specjalnie. To wciąż przemysłowe miasteczko. Jednak im bardziej zbliżamy się do oceanu i zatoki, tym ciekawiej się robi.

Hala Gildii

Po pierwsze znajduje się tam kilka bastionów, fortów i innych zabudowań obronnych, które pochodzą z różnych okresów historycznych. Większość z nich obecnie zostało przemienione na pasaż spacerowy. Oceaniczna bryza, słońce i młoda zieleń bardzo orzeźwiały. Anglicy mają przy tym piękny zwyczaj fundowania ławeczek na promenadach, parkach, itp. in memoriam bliskim zmarłym

Pozostałości kościoła przy bastionie

Bliżej historycznych doków znajduje się Gunwharf Quays, to połączenie galerii handlowej i pasażu. Stoi tu najbardziej charakterystyczny budynek w całym Portsmouth, czyli Spinaker Tower. Pełni on bardziej rolę tarasu widokowego, z którego można popatrzeć na zatokę i doki.

Port i Spinaker Tower w tle

Skoro weszliśmy już w historię, to warto dodać, że miasto założone jest jeszcze przez Rzymian w III w. n.e. Zlokalizowane niedaleko Southampton jest interesujące zwłaszcza dla miłośników historii marynarki wojennej. Tutaj znajdują się najstarsze suche doki na świecie, miasto pełniło rolę pierwszej linii obrony podczas inwazji francuskiej w XVI i XIX wieku, podczas II wojny światowej było głównym portem wojennym Wielkiej Brytanii. To właśnie historyczne doki (Historic Dockyard) są największą atrakcją Portsmouth, choć nie samą w sobie. Po pierwsze to wciąż jest teren wojskowy. Wejście jest tu ograniczone, ale bez problemu można kupić bilet. Najważniejsze atrakcje to okręty-muzea. Dwa zachowane dość dobrze, no i pozostałość po trzecim.

Historyczne doki

Ten trzeci, najstarszy, to dawny flagowy okręt Henryka VIII, „Mary Rose”. A właściwie to co z niego pozostało. Jako jedyny znajduje się w pawilonie. Oryginalnie wodowano go w 1511, został zatopiony w 1545, zaś z wody wyciągnięto go dopiero w latach 80. poprzedniego stulecia.

HMS Victory

Zdecydowanie najsłynniejszym okrętem jest HMS „Victory”. Wodowany w 1765. To dziś najstarszy zachowany żaglowiec. Początkowo był to okręt flagowy admirała Horatio Nelsona. To właśnie z jego pokładu walczył pod Trafalgarem, gdzie też zginął, mimo wygranej bitwy. Admirał wyszedł na pokład w pełnym rynsztunku, przez co był łatwym celem dla  strzelców . Warto dodać, że formalnie „Victory” do dziś jest brytyjskim okrętem flagowym.

Pokład HMS Victory

HMS „Victory” znajduje się obecnie w suchym doku. Brytyjczycy starają się go konserwować. Część elementów została już wymieniona. Choćby oryginalne kotwice zostały ściągnięte, zastąpiono je kopiami z włókna szklanego. Mają one tylko wyglądać jak oryginał, ale jednocześnie są lżejsze, więc mniej obciążają konstrukcję. Również maszty obecnie zostały zdjęte. Okręt ma już ponad trzysta lat, nie przewidywano, że będzie służył tak długo. Cały czas trwają pracę konserwacyjne.

HMS Victory

Zwiedzanie okrętu zaczynamy od górnego pokładu, potem schodzimy coraz niżej. To doskonała lekcja historii. Trzeba jednak zwrócić uwagę na to, że dolne pokłady są niższe, więc dużo łatwiej jest się uderzyć tam w głowę.

HMS Victory

Szczególnie interesujące może być porównanie warunków zakwaterowania na poszczególnych stopniach hierarchii okrętowej. Sypiało się na hamakach, przy czym oficerowie mieli hamaki jakby lepsze, natomiast admirał miał coś na wzór namiotu-łoża. Skrzyneczka pełna karafek  umilała oficerom długie godziny służby. Ciekawie zwiedza się też kolejne pokłady, gdzie zaaranżowano ekspozycje, np. narzędzia potrzebne przy obsłudze armat, czy narzędzia pokładowego chirurga (prawie najniższy pokład, w samych czeluściach okrętu). Pracownicy muzeum chętnie udzielają wyjaśnień i odpowiadają na pytania. To doskonała lekcja historii.

HMS Victory

Trzeci okręt to HMS „Warrior” wodowany w 1860. Z tego powodu jest najlepiej zachowany, ale też był inaczej konstruowany. To już jest jedna z pierwszych fregat pancernych. W chwili powstania był to największy, najlepiej uzbrojony i najszybszy okręt na świecie. Dziś jest zacumowany przy dokach i podobnie jak „Victory” pełni rolę muzeum.

HMS Warrior

To właśnie dla tych muzeów warto rozważyć przyjazd do Portmouth. Samo miasto, jak na Anglię, wygląda dość niepozornie i niemrawo. Ale historyczne doki to coś naprawdę fascynującego i wartego zobaczenia.

HMS Warrior
Szlak brytyjski
Portsmouth Salisbury
Share Button

RAF Greenham Common

Gdy trwała jeszcze II wojna światowa, jakieś 90 kilometrów od Londynu zbudowano nowe lotnisko RAFu (Royal Air Force) oraz lotnictwa Armii Stanów Zjednoczonych. Podczas zimnej wojny baza awansowała, przetrzymywano tu także pociski atomowe. To właśnie przeciw nim zaczęły protestować kobiety w 1981 roku. Z czasem w ramach protestu osiedliły się w tym miejscu. Greenham Common stało się Pokojowym Obozem Kobiecym. Obóz ten trwał tu do roku 2000, przez ten okres był zarówno usuwany jak i odbudowywany. W roku 2000 nie tylko zmieniła się sytuacja na świecie, ale również sama przestarzała już baza nie nadawała się do normalnego użycia.

Dawne lotnisko

Wówczas rozpoczął się nowy etap dla Greenham Common. Zostało w większości terenem rekreacyjnym, w którym można sobie pospacerować i wypocząć. Wciąż trwają jednak dyskusje, co do przyszłości tego miejsca. Są sugestie, by lepiej wykorzystać je turystycznie. Na razie służy głównie jako miejsce spacerowe dla ludzi mieszkających nieopodal, jak również miejsce wypasu krów.

Plan filmowy i magazyny

Wyjątkiem są hangary, który wciąż są otoczone płotem. Obecnie pełnią raczej rolę magazynu, stoją tam ciężarówki z kontenerami. To jednak właśnie te hangary są najbardziej interesującym obiektem ze względu na kino. To tu J.J. Abrams postanowił nakręcić „Gwiezdne Wojny Część VII: Przebudzenie Mocy”. Hangary/silosy to baza Ruchu Oporu na planecie D’Qar w systemie Ileenium. Warto zwrócić uwagę, że wzgórza w tle zostały dodane komputerowo.

Tereny rekreacyjne

Niestety do silosów nie można dziś podejść. Są starannie ogrodzone. Z daleka wyglądają bardzo filmowo i interesująco, ale gdy podejdzie się do płotu to widzi się tam kontenery i samochody dostawcze, to teren wojskowy. Nie można także wejść do budynków znajdujących się na terenie dawnego lotniska. Choć jeśli projekty przekształcenia tego miejsca zostaną zrealizowane, to przynajmniej ta część zostanie zmieniona.

Widok na magazyny z oddali

Sam dojazd do Greenham Common może nastręczać pewien problem. Bo choć miejsce to jest ogólno dostępne, nie licząc oczywiście pewnych wyjątków, to nie jest dobrze oznaczone. Na początek należy dojechać do Greenham Common Business Park, stamtąd należy się kierować drogą A339 na Newbury i skręcić w prawo na nieoznaczoną leśną drogę. W lewo jest drogowskaz na Burghciere School, może posłużyć jako punkt orientacyjny.

Krowy

Jadąc drogą w lesie szybko miniemy bramę, potem zaś prowadzi ona praktycznie pod same silosy.

Zarośla

Greenham Common to dość niezwykła lokacja. Szkoda tylko, że jeszcze nie jest tak dostępna jak mogłaby być. To miejsce ma bardzo ciekawą historię i może kiedyś zostanie umiejętnie wyeksponowane. Dziś to raczej ciekawostka bardziej dla fanów „Gwiezdnych Wojen” niż pasjonatów historii. (Więcej zdjęć znajdziecie tutaj).

Jeszcze jeden widok na magazyny
Szlak brytyjski
RAF Greenham Commons
Szlak filmowy
RAF Greenham Commons
Share Button

Gibraltar i James Bond

Zajęliśmy się już Ceutą, teraz pora na tę zdecydowanie bardziej znaną eksklawę, czyli Gibraltar, wciąż pod brytyjskim protektoratem. Taka mała Brytania w Hiszpanii, choć nie aż tak brytyjska jakby się wydawało.

Widok z góry
Widok z góry

Na Gibraltar zdecydowanie najłatwiej było pojechać samochodem, ale należy pamiętać, że nie zawsze można wynajmowanym samochodem przekraczać granicy (trzeba sprawdzić warunki wynajmu). Trzeba się kierować na La Línea de la Concepción. Tam przed granicą znajdują się parkingi, dalej należy przejść fragment na piechotę przez przejście graniczne, gdzie od razu da się kupić bilety autobusowe, o ile potrzebujemy. I tu bardzo ważna uwaga. Gibraltar jest sporo większy niż na to wygląda. W wielu przewodnikach jest napisane, że wystarczy na niego trzy-cztery godziny. Jeśli chcemy tylko wjechać na Skałę, zobaczyć małpy i wrócić, ew. coś jeszcze zwiedzić po drodze, to oczywiście tyle wystarczy. Skała jednak jest na tyle ciekawa, że warto poświęcić jej cały dzień.

Skała
Skała

Warto zwrócić uwagę na jedną ciekawostkę. Otóż między przejściem granicznym, a Skałą znajduje się lotnisko. Trzeba przejść przez pas startowy. Czasem jest okazja, by obserwować jak przejście jest zamykane, a następnie ląduje bądź startuje samolot.

Brytyjska baza wojskowa
Brytyjska baza wojskowa

Autobusem można się przejechać i wysiąść przy kolejce linowej. Kolejką wjeżdża się na Skałę. Nie na sam szczyt, ale na część turystyczną. Tam głównie przebywają magoty. Populacja tych małp jest utrzymywana sztucznie, są one dużą atrakcją turystyczną. Ale mogą też być utrapieniem dla mieszkańców, czy zwiedzających. Efekt jest taki, że małpy się dokarmia.  Dzięki temu siedzą w jednym miejscu i są w miarę łatwo dostępne, ale też raczej spokojne. Niemniej jednak należy uważać, jak robi się z nimi zdjęcia.

Wjeżdżanie na Skałę
Wjeżdżanie na Skałę, w tle port (widoczny w Bondzie)

Z góry można albo wracać, albo przejść się po Gibraltarze. Jedna z tras to Mediterranean Steps, bez wątpienia trudniejsza, ale zdecydowanie najciekawsza. Niewiele osób się decyduje tamtędy przejść, więc jest zdecydowanie spokojniej i bardziej dziko. Jest to spacer zdecydowanie bardziej wyczerpujący, ale dający wiele satysfakcji, a trud wspinaczki wynagradzają zapierające dech widoki.

Małpy na Gibraltarze
Małpy na Gibraltarze, także pojawiają się w Bondzie

Uwaga praktyczna dotycząca darmowych map. Przynajmniej te, które dostaliśmy, były bardziej poglądowe niż praktyczne. Nie dość, że nie były przeskalowane, to jeszcze nie można było polegać na rozgałęzieniach. Wszystko było uproszczone. Warto pamiętać, że większość zwiedzających wjeżdża na górę i albo schodzi, albo zjeżdża. Inni najczęściej używają taksówek, by zobaczyć więcej.

Oświetlone jaskinie
Oświetlone jaskinie

Do zobaczenia są tu między innymi jaskinie, tunele, fragmenty fortec. Jest tablica pamiątkowa poświęcona Władysławowi Sikorskiemu. Mnóstwo armat.

Tunele fortecy
Tunele fortecy

Samo miasto sprawia wrażenie, jakby nakładały się tu kultury hiszpańska, brytyjska i arabska. Są i charakterystyczne czerwone budki telefoniczne, ale czystość bardziej przypomina kraj południa.

Lotnisko
Lotnisko

Na koniec to, co sprowadza nas na Gibraltar, czyli James Bond. Właściwie był tu już dwa razy. W „Żyję się tylko dwa razy” (1967) Lewisa Gilberta z Seanem Connerym nakręcono tu w porcie pogrzeb Bonda. Właściwie poza morzem nic więcej nie widać. W pełnej krasie miejsce to zobaczyliśmy dopiero dwadzieścia lat później w „W obliczu śmierci” Johna Glena z Timothym Daltonem. Tu właśnie dzieje się początkowa sekwencja Bonda. Widzimy i port, i małpy, ale też drogi. Jest tego sporo, wystarcza na wycieczkę śladami 007.

Uliczka na skale
Uliczka na skale, jedna z wielu podobnych. Niestety nie wiemy, która pojawiła się w filmie.

Ekipa Bonda przybyła tu we wrześniu 1986. Ale nie wszystkie sceny, które widzimy w filmie, kręcono na Gibraltarze. Posiłkowano się także Beachy Head w Wielkiej Brytanii, gdzie przede wszystkim było spokojniej, tak ze względu na turystów jak i co ważniejsze wiatr i pogodę.

Szlak brytyjski
Gibraltar
Szlak filmowy
Gibraltar
Share Button