Archiwa tagu: Ewan McGregor

Kioto, historyczna stolica Japonii i gejsze

Heian-kyō, czyli Kioto (jap. 京都市 – Kyōto-shi, ang. Kyoto), dosłownie miasto stołeczne, najdłużej dzierżyło miano stolicy Japonii, bo ponad tysiąc lat: od 794 roku do 1868 roku. Dziś miasto to przyciąga turystów ze względu na fantastyczne świątynie, cesarskie zabytki i kulturę gejsz. Kioto to obok Tokio zdecydowanie najpopularniejsze miasto w Japonii, nic dziwnego, że pojawia się także w kinie. W tym wypadku oczywiście znów będzie raczej skakanie po filmach.

Pagoda Tō-ji (Kioto)
Pagoda Tō-ji (Kioto)

Kioto, czyli historyczna stolica

Dwór cesarski opuścił poprzednią stolicę – Narę – ze względu na rosnące wpływy buddyjskiego duchowieństwa na władzę. Cesarz Kammu zdecydował o wybudowaniu nowego miasta stołecznego, które nazwał Heian-kyō, czyli Stolica Pokoju i Spokoju. Podobnie jak Nara, również Heian został zbudowany według wzoru chińskiego miasta Chang’an (obecnie Xi’an) i w mniejszym stopniu Luoyangu (choć i tak ten wpływ jest większy niż miał na rozwój Nary).

Ryōan-ji (Kioto)
Ryōan-ji (Kioto)

Pierwszy okres dużego rozwoju miasta przypada na wieki X – XI i jest znany jako okres Heian. Od 1192 roku faktycznymi władcami kraju byli szogunowie, ale przeciąganie liny trwało w najlepsze i niekiedy cesarz zdobywał więcej faktycznej władzy, to znów tracił znaczenie na rzecz szogunatu. Im większa była władza cesarza, tym bardziej rozwijała się stolica. Ostatecznie wraz z upadkiem szogunatu i restauracją władzy cesarskiej rodu Meiji w 1868 roku, dwór przeniósł się do siedziby szoguna Tokugawy, do Edo, które przemianowano na Tokio.

Zamek Nijo w Kioto
Zamek Nijo w Kioto

Kioto zaś było rzecz jasna wielokrotnie przebudowywane i zmieniane, a układ, który możemy podziwiać dziś, pochodzi głównie z okresu Edo, czyli lat 1603 – 1868. Pożoga II wojny światowej ominęła dawną stolicę, choć niewiele brakowało. Miasto to było potencjalnym celem zrzutu trzeciej bomby atomowej, ale na szczęście cesarz Japonii skapitulował zanim do tego doszło. Dzięki temu główną gałęzią biznesu w Kioto, obok przemysłu elektronicznego, jest turystyka. Ze względu na znaczenie kulturalne w skali kraju, jak i dobrze zachowane liczne zabytki, dawna stolica jest masowo odwiedzana przez turystów japońskich i zagranicznych. Szczytem sezonu jest oczywiście okres kwitnienia wiśni, ale w zabytkach Kioto przez cały rok jest naprawdę wielu ludzi. Zaś najwięcej odwiedzających jest we wspaniałych świątyniach.

Targ w Kioto
Targ w Kioto

Słynna świątynia Kiyomizu-dera

Kiyomizu-dera to położony na zalesionym zboczu góry buddyjski kompleks świątynny. Jest on bardzo chętnie odwiedzany przez turystów, dlatego warto wybrać się tutaj z samego rana.
Niestety podczas naszej wizyty główny pawilon, widowiskowo osadzony ponad drzewami, był w remoncie. Szkoda, bo na samych zdjęciach (sprzed remontu) robił fenomenalne wrażenie. Świątynia jako część historycznych monumentów dawnego Kioto jest wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Kompleks Kiyomizu-dera w Kioto
Kompleks Kiyomizu-dera w Kioto

Pierwszą świątynię w tym miejscu założył w końcu VIII znamienity buddyjski mnich. Impulsem do ustanowienia świątyni w tym miejscu miała być wizja, która nakazywała odszukać czyste źródło wody. Nieopodal świątyni znajduje się wodospad. Zresztą pełna nazwa kompleksu brzmi Otowa-san Kiyomizu-dera, co znaczy „świątynia czystej wody góry Otawa”.

Kiyomizu-dera
Kiyomizu-dera

Jej rozbudowę wspierał zasłużony w wojnie szogun, a żarliwy wyznawca bodhisattwy współczucia Kannon (wcielenie Buddy Amitabhy), której świątynia jest poświęcona. Wodospad czystej wody nadal funkcjonuje i pełni rolę temizuy (więcej o szinto we wpisie o Nikko). Ma też dodatkową funkcję: każdy z trzech strumieni wody ma inną właściwość dla tego, kto się z niego napije. Pierwszy strumień daje długowieczność, drugi sukcesy w nauce, trzeci szczęście w miłości. Wypada napić się tylko z jednego źródła, gdyż w przeciwnym razie okażemy się człowiekiem zachłannym. Będąc przy miłości: na terenie kompleksu znajdują się także świątynia szintoistyczna poświęcona bóstwu miłości.

Pagoda w Kiyomizu-dera
Pagoda w Kiyomizu-dera

Kiyomizudera można podziwiać w kinie. Choćby w „Wasabi – Hubert Zawodowiec” z Jeanem Reno. Tam pięknie widać właśnie tę remontowaną część. Zaś pagoda znajdująca się na terenie tej świątyni kilkakrotnie przewija się w bardzo krótkich ujęciach „Wyznaniach Gejszy” Roba Marshalla („Memories of Geisha” z 2005).

Droga do Kiyomizudera
Droga do Kiyomizudera

Złoty Pawilon w Kioto

Zdecydowanie najbardziej tłumnie odwiedzanym przez turystów jest Kinkaku-ji. Nazwa oznacza dosłownie świątynię złotego pawilonu i to właściwie opisuje ten obiekt.
Powstał w 1397 roku jako willa emerytowanego szoguna Ashikagy Yoshimitsu, a po jego śmierci w 1408 roku zgodnie z życzeniem, obiekt przekształcono w świątynię buddyjską odłamu zen. Zanim jednak to się stało, Złoty Pawilon był ośrodkiem kultury w stolicy i pod patronatem szoguna gromadził artystów i twórców.

Złoty Pawilon w Kinkaku-ji (Kioto)
Złoty Pawilon w Kinkaku-ji (Kioto)

W połowie XV wieku Złoty Pawilon spłonął wraz z całym kompleksem podczas wojny o dominację rodu szogunów. Świątynię odbudowano w XVI wieku. Złoty Pawilon ostał się do 1950 roku, kiedy doszczętnie spłonął, podpalony przez psychicznie chorego młodego mnicha.
Obecna konstrukcja, którą można podziwiać w tłumie, jest rekonstrukcją z 1952 roku, pokryta płatkowanym złotem dopiero w latach 80. Rekonstrukcja jest ponoć wierna oryginałowi, chociaż są wątpliwości, czy w XVI wieku użyto takiej ilości złota na ścianach budynku. Złoty Pawilon jako część historycznych monumentów dawnego Kioto jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Kinkaku-ji
Tłumy ludzi w Kinkaku-ji

Dziś Złoty Pawilon to przede wszystkim atrakcja turystyczna. Praktycznie w ogóle nie czuje się tu sacrum. Ludzi jest mnóstwo i to nawet w porannych godzinach. Przyjeżdżają tu wycieczki za wycieczkami, a zobaczenie z zewnątrz pawilonu wiąże się z staniem w kolejkach i dopchaniem do miejsca, z którego można zrobić zdjęcie. Także tutaj można kupić mnóstwo pamiątek niekoniecznie powiązanych ze świątynią, zjeść lunch, wypić tradycyjną herbatę i ewentualnie złożyć drobną ofiarą bóstwom, w końcu to świątynia.

Świątynia na targu
Świątynia na targu

Srebrny Pawilon w Kioto

Ginkaku-ji to świątynia buddyzmu zen, a jej nazwa znaczy Świątynia Srebrnego Pawilonu. Oficjalnie nazywa się Jishō-ji, co znaczy Świątynia Lśniącej Łaski. Podobnie jak Złoty Pawilon, tak i srebrny powstał początkowo jako willa szoguna, w tym wypadku Ashikaga Yoshimasa. Zbudowana w 1482 roku, a więc prawie w sto lat po willi Złotego Pawilonu (którą w 1408 roku przekształcono na świątynię zen), stała się ośrodkiem artystycznym i kulturowym o krajowym znaczeniu. Znów podobnie do złotego pierwowzoru, ale ten miał znaczenie raczej tylko w stolicy. Zaś po śmierci szoguna w 1490, Srebrny Pawilon przekształcono na świątynię buddyjską odłamu zen.

Srebrny Pawilon w Ginkaku-ji (Kioto)
Srebrny Pawilon w Ginkaku-ji (Kioto)

Ginkaku-ji oznacza świątynię Srebrnego Pawilonu, tylko gdzie to srebro? Główny pawilon raczej nigdy nie był pokryty szlachetnym metalem, a wyjaśnienia nazwy są dwie. Pierwsze, bardziej prawdopodobne mówi, że nazwa Srebrny Pawilon powstała w opozycji do pierwowzoru – Złotego Pawilonu. Drugie wyjaśnienie jest takie, że w lakierowanych na czarno elementach architektonicznych willi odbijało się światło księżyca, nadając budynkowi srebrnego blasku.

Ogród żwirkowy w Ginkaku-ji (Kioto)
Ogród żwirkowy w Ginkaku-ji (Kioto)

Przed Pawilonem założono żwirkowy ogród zen o nazwie Morze Srebrnego Piasku z usypanym stożkiem, który ma symbolizować górę Fudżi. Miłośników zieleni zainteresuje natomiast ogród mchu. Wygląda interesująco i bardzo kusząco, by pospacerować po nim boso. Srebrny Pawilon jest jednym z dwóch tylko budynków w tym kompleksie, który oparł się zniszczeniom takim jak pożary czy trzęsienia ziemi i był poddawany jedynie konserwacji. Przy Srebrnym Pawilonie znajduje się jeszcze jedno miejsce, które przyciąga turystów. To ścieżka filozofów.

Srebrny Pawilon
Srebrny Pawilon

Yasaka

Świątynią szintoistyczną Yasaka została założona w 1350 roku i jest jedną z najbardziej obleganych świątyń szintoistycznych w Kioto. Raz za sprawą pięknego miejsca do hanami (podziwiania kwitnących wiśni sakury), a dwa za sprawą festiwalu Gion Matsuri (ten odbywa się w lipcu) o ponad tysiącletniej tradycji. My mogliśmy za to nacieszyć się piękną iluminacją świątyni, zwłaszcza budynku sceny, nad którym wiszą dziesiątki lampionów.

Wejście do świątyni Yasaka
Wejście do świątyni Yasaka

Yasaka znajduje się w parku Maruyama. W nim znajdziemy kolejną wartą uwagi świątynię, buddyjską Choin-in. Tam kręcono zarówno „Ostatniego Samuraja” Edwarda Zwicka (choć lokacja jest komputerowo poprawiona) czy fragmenty „Między słowami” Sofii Coppoli.

Świecące lampiony w Yasaka Shrine (Kioto)
Świecące lampiony w Yasaka Shrine (Kioto)

Ogród Ryoan-ji w Kioto

Mniej obleganym miejscem, sprzyjającym medytacji zen jest ogród Ryōan-ji, czyli Świątyni Uspokojonego Smoka. Jest to bardzo popularne wśród turystów miejsce, więc warto zwiedzić je z samego rana, gdy tłumy są najmniejsze. Znajduje się blisko Złotego Pawilonu, stąd w czasie dnia jest tu wiele wycieczek (acz nie tyle co w słynnym pawilonie).

Ogród japoński w Ryoan-ji
Ogród japoński w Ryoan-ji

Główną częścią buddyjskiej świątyni Ryōan-ji jest kamienny ogród założony w XV wieku. Jest to kompozycja 15 skał ułożonych w 5 grup na polu „uczesanego” żwiru o wymiarach 25 na 10 metrów. Jest to rodzaj kompozycji ogrodowej zwanej karesansui, czyli suchy krajobraz lub ogród zen. Badacze sprzeczają się co do znaczenia czy też symboliki ogrodu Ryōan-ji, choć możliwe że najbliższe prawdzie jest stwierdzenie, że kompozycja nie ma wyrażać niczego. Służy wyłączenie kontemplacji zen i ma znaczenie estetyczne. Ryōan-ji znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Kamienny ogród Ryōan-ji (Kioto)
Kamienny ogród Ryōan-ji (Kioto)

Ogród zen wzbudził w nas lekką konsternację. Jest taki nic nie wyrażający, a przy tym estetyczny, że aż przykuwa uwagę i budzi emocje. W Świątyni Uspokojonego Smoka można się wyciszyć spacerując po bardziej tradycyjnym ogrodzie japońskim, pełnym zaprojektowanej, uporządkowanej i zadbanej zieleni. Jednak jest to przy tym bardzo różne od miejsca narodzin zen, czyli klasztoru Szaolin. Natomiast sama świątynia pojawia się w „Między słowami”, ilustrując jeden z wypadów Charlotte (w tej roli Scarlett Johansson) poza Tokio. Oczywiście są to bardzo krótkie ujęcia.

Wnętrza Ryōan-ji
Wnętrza Ryōan-ji

Świątynia To-ji w Kioto

Tō-ji jest z też najstarszych i najważniejszych świątyń buddyjskich w Japonii jest Tō-ji. Nazwa oznacza „Świątynia Wschodnia”. Została ona założona w 796 roku, wkrótce po przeniesieniu stolicy z Nary do Heian-kyō. Wraz z niezachowaną Świątynią Zachodnią i świątynią pałacową, była to jedna z trzech świątyń buddyjskich, które w owym czasie miały cesarskie przyzwolenie na funkcjonowanie w stolicy. Obiekt ten został wpisany na listę dziedzictwa UNESCO.

Świątynia Tō-ji
Świątynia Tō-ji

Symbolem Kioto jest pięciokondygnacyjna pagoda świątyni Tō-ji. Wznosi się ona na wysokość 57 metrów, co czyni ją najwyższą pagodą w Japonii. Pierwotna wieża została wzniesiona w pierwszej połowie IX wieku, ale po pożarze w 1486 roku, została odbudowana na zlecenie szoguna Tokugawy Iemitsu. Wejście do pagody (tylko na parter) bywa czasem możliwe, jednak odbywa się to nieregularnie i mała szansa trafić. Wewnątrz znajdują się cztery figurki buddy. Pagoda jak i przylegające pawilony to obecnie muzeum.

Pagoda Tō-ji
Pagoda Tō-ji

Fushimi Inari

Jedno z tych miejsc, na które z żalem stwierdziliśmy, że przeznaczyliśmy za mało czasu, była świątynia szintoistyczna Fushimi Inari w Kioto (dzielnica Fushimi). Jest to główna świątynia bóstwa ryżu (między innymi) – Inari, której boskimi posłańcami są lisy. Świątynia w tym miejscu powstała w początku IX wieku, krótko po przeniesieniu stolicy do Kioto. Kompleks założono na zboczach świętej góry Inari, liczącej 233 m n.p.m. Ścieżka wiodąca do głównego pawilonu (honden) nazywa się Senbon Torii, co znaczy „tysiące bram torii”. Składa się na nią około 10 tysięcy jaskrawoczerwonych bram, pięknie iluminowanych nocą.

Lisy - Kult Inari
Lisy – Kult Inari

W czasach Edo, czyli od 1603-1868 roku powstał zwyczaj fundowania bram torii jako wota. Nazwiska darczyńców, data ufundowania i krótka modlitwa są zapisane na tylnej stronie bramy. Droga na szczyt liczy około cztery kilometry, my ze względu na porę i deszczową pogodę przeszliśmy mniejszy odcinek.

Słynna brama Tori
Słynna brama Tori

Kult Inari jest bodaj najbardziej rozpowszechniony w Japonii – liczy 32 tysiące świątyń – choćby dlatego że uważa się ją (czasem przedstawia się Inari jako mężczyznę, czasem kobietę, czasem bez określonej płci) także za patronkę biznesmenów i handlowców. Stąd też bramy w Senbon Torii zostały ufundowane przede wszystkim przez kupców i biznesmenów.
Jednym z atrybutów posłańca Inari jest trzymany w zębach klucz, który ma otwierać spichlerze z ryżem.

Fushimi Inari-Taisha
Fushimi Inari-Taisha

Świątynia Fushimi Inari jest bardzo popularna wśród Japończyków i turystów. My nie zastaliśmy tłoku ze względu na dość późną porę, a przede wszystkim deszczową pogodę. Dzięki temu mieliśmy bardzo nastrojowy spacer. Senbon Torii pojawia się w filmie „Wyznania gejszy” jako jedna z kilku lokacji prawdziwie z Japonii.

Pałac cesarski w Kioto
Pałac cesarski w Kioto

Pałac cesarski w Kioto

W Kioto znajduje się cesarski pałac Sentō. Czasem jest on zwany pałacem emerytowanych cesarzy. Wciąż należy do panującego rodu, więc zwiedzanie jego jest utrudnione. Zupełnie jak w Tokio: jeśli ktoś by chciał, należy spróbować załatwić wejściówkę na miejscu, na kolejne dni. O ile będzie to akurat możliwe. W pozostałych przypadkach pozostaje oglądanie go z zewnątrz i podobnie jak w Tokio, zwiedzanie pobliskiego parku.

Brama Pałacu Cesarskiego
Brama Pałacu Cesarskiego

Zamek Nijo

Z cesarskiego Kioto warto wspomnieć także o zamku Nijō. To zamek cesarski, pełniący rolę muzeum, ale filmowo odegrał bardzo ważną rolę. Zdecydowanie najbardziej znany obecnie film, który to powstał to oczywiście „Ostatni samuraj” (kilka scen), ale nie tylko. W 1910 powstała tu pierwsza wytwórnia filmowa w Kioto. Jej świetność przypada na lat 50. poprzedniego stulecia.

Zamek Nijo
Zamek Nijo

Targ Nishiki

Turystów przyciąga także targ Nishiki. To dzielnica handlowa, w której także można znaleźć świątynie. To też część, w której żyje Kioto. I tu jest jedna ciekawostka warta zauważenia. Otóż, pomijając Złoty Pawilon, reszta świątyń nie jest aż tak oblężona jak właśnie okolica targu, czy Gion, o którym piszemy poniżej.

Restauracja na targu
Restauracja na targu

Arashiama, las bambusowy

Nie da się odetchnąć od tłumów w lesie bambusowym Arashyiama, to kolejne bardzo tłoczne miejsce. Las strzelistych bambusów robi duże wrażenie, zwłaszcza gdy człowiek sobie uprzytomni, że patrzy na gigantyczne źdźbła trawy z kłosami dobre 20 metrów nad głowami. Niedaleko jest park małp, gdzie wolno biegają makaki japońskie, znane już nam „śnieżne małpy”, ale małpy już widzieliśmy wcześniej.

Arashyiama
Arashyiama

Las bambusowy jest jednym z najchętniej fotografowanych miejsc w Kioto i w ogóle w Japonii i często występuje w folderach reklamowych biur podróży. Las jest na nich gęsty i intensywnie zielony. Kwestia perspektywy, oświetlenia i obróbki w programie graficznym. W rzeczywistości las jest prześwitujący, a same rośliny raczej pastelowe pastelowej barwy. W Kioto przemysł to przede wszystkim tradycyjne rzemiosło, do których należą między innymi wyrobi z bambusa. Słynne parasolki, kojarzone z Japonią, pochodzą właśnie z Kioto. W okolicy lasu zaś znajdują się wypożyczalnie kimon dla turystów, więc jest szansa na klimatyczne zdjęcia.

Las bambusowy Arashyiama w Kioto
Las bambusowy Arashyiama w Kioto

Dzielnica Gion w Kioto

Na koniec warto jeszcze pochylić się nad dzielnicą Gion, czyli jedną z największych atrakcji Kioto. Dlaczego atrakcja? Z dwóch powodów. Pierwszy to wygląd. Gion jest tym dla Kioto, czym są hutongi dla Pekinu, czyli pewnym odbiciem, pozostałością po starej, historycznej zabudowie, której obecnie w Japonii praktycznie nie ma. Charakterystyczne w tej dzielnicy są tradycyjne drewniane domy. Podatek płaciło się od szerokości fasady, stąd fronty domów są często tylko na szerokość niewiele większą od szerokości drzwi, by poszerzać się w głąb zabudowy do nawet 20-metrów.

Świątynia na targu
Świątynia na targu

Gejsze w Japonii

Druga rzecz, to coś co przyciąga tłumy, czyli gejsze. Wokół kultury gejszy narosło wiele mitów. Zacznijmy od początku. Słowo „gejsza” składa się z dwóch słów: gei – sztuka i sza – osoba lub wykonawca. Oznacza więc po prostu artystę, wykonawcę sztuki lub ceremonii. Historia, która doprowadziła do powstania znanego nam wizerunku gejszy jest nieco zagmatwana. Przede wszystkim należy wiedzieć, że choć dziś w Japonii seksualność to tabu, nie wynika to z zasad wyznawanej religii, zwłaszcza shinto. Ze względu na racjonalne podejście do małżeństwa, mężczyzna ekscytacji szukał poza małżeństwem zawieranym z rozsądku. W tym celu panowie udawali się do kurtyzan. W celu regulacji tej branży, w XVI wieku wydzielano w granicach miast dzielnice rozkoszy. Poza nimi prostytucja była nielegalna.

Okolice Gionu
Okolice Gionu

We wczesnym okresie Edo, a więc w XVII wieku, kurtyzany podzieliły się na dwa podstawowe rodzaje: zwykłe prostytutki zwane yūjo, które przyciągały atrakcyjnym wyglądem i znajomością technik seksualnych; drugi typ to oiran – ekskluzywna kurtyzana, która wyróżniała się stylowym ubiorem, znała sztukę parzenia herbaty, gry na instrumentach, umiała elokwentnie się wysłowić i poprowadzić konwersację. Nazwa pochodzi od zwrotu oira no tokoro no nēsan, który oznacza „moja starsza siostra”, a można zapis kanji odczytać także poetycko „rozwiany kwiat wiśni”. Ze względu na oszałamiające stroje, biżuterię i makijaż oraz dość ekstrawagancki sposób bycia, oiran były celebrytkami swoich czasów i wyznaczały trendy wśród bogatych warstw społecznych.

Gion (Kioto)
Gion (Kioto)

Od hokan do gejszy

Jednocześnie oiran zatrudniały kogoś w rodzaju komików, którzy zabawiali klientów oczekujących na spotkanie z kobietą. Ci hōkan lub taikomochi, bo tak się nazywali, byli zawsze mężczyznami. I to od nich tak naprawdę wzięły się gejsze, nie od oiran, jak mogło by się zdawać. Stało się to w ten sposób, że w 1751 roku po raz pierwszy rolę hōkan odgrywała kobieta, która nazwała siebie mianem onna geisha, czyli kobieta-artysta. Ponieważ występowały przed właściwym punktem programu – oiran – ich strój i makijaż musiał być bardziej stonowany. Do końca XVIII wieku przewaga gejsz była tak dużo, że to hōkan musieli siebie nazywać otoko geisha.

Gion (Kioto)
Gion (Kioto)

Powstanie gejszy zakończyło erę oiran. Ostatnia z nich przeszła na emeryturę już w 1761 roku, całkowicie oddając pole ekskluzywnej kurtyzany gejszom, zaś te zwykłe prostytutki przez względy grzecznościowe były nazywane odtąd oiran.

Gion, dzielnica gejsz w Kioto
Gion, dzielnica gejsz w Kioto

Co z tym seksem i gejszami?

Czy w końcu gejsze oferowały seks czy nie? I tak i nie – gejsze miały różne „rangi” i niektóre z nich oferowały seks swoim klientom, choć większość nie. Wbrew obiegowym opiniom (przedstawionym na przykład w „Wyznaniach gejszy”), nie istniały licytacje dziewictwa maiko, ale kurtyzan właśnie. Na Zachodzie utwierdzony jest wizerunek gejszy jako inteligentnej, ekskluzywnej prostytutki, która oczywiście świadczy usługi seksualne. Powstał on podczas II wojny światowej, kiedy prostytutki oferujące seks amerykańskim żołnierzom, stylizowały się na gejsze. Mówiono na nie „geisha-girls”, choć z prawdziwymi gejszami nie miały wiele wspólnego.

Typowy sushi bar w Kioto
Typowy sushi bar w Kioto

Dziś można spotkać gejsze i maiko między innymi w dzielnicy Gion w Kioto. Tutaj nazywane są geiko. Aby zostać klientem geiko, należy zostać wprowadzonym przez stałego klienta, który poświadczy o zdolności kredytowej nowego klienta – nie płaci się za pojedynczą wizytę, lecz raz w miesiącu okyia ściągnie należność z konta za poleceniem zapłaty. Turyści natomiast mogą wziąć udział w ceremonii gejszy albo rezerwując taką atrakcję w biurze podróży lub w hotelu albo też trafić do lokalu, który oferuje posiłek z towarzystwem. Jak patrzyliśmy, w przeliczeniu na złotówki, taka przyjemność to prawie tysiąc złotych za osobę. Kuchnia wegetariańska raczej nie jest gwarantowana.

Szlak pokemonów w Kioto
Szlak pokemonów w Kioto

Sama dzielnica Gion wystąpiła, w dwojaki sposób w „Wyznaniach gejszy”. Po pierwsze jest w filmie odtworzona z pieczołowitą starannością, tyle że w Stanach, gdzie kręcono większość zdjęć. Zaś kilka ujęć faktycznie nakręcono tutaj, choć prawdopodobnie bardziej przy okazji wizyty w świątyni Inari, bo choć Gion zachował swój historyczny charakter to jednak widać tu też wkradającą się nowoczesną technikę.

Wieża telewizyjna
Wieża telewizyjna

Inne filmy w Kioto (w tym erotyczne)

Prócz wymienionych wcześniej filmów, z Kioto związanych jest jeszcze kilka. Choćby „Pillow Book” Petera Greenawaya (z Ewanem McGregorem). Tytuł nawiązuje do „Zapisków spod wezgłowia” Sei Shōnagon, damy dworu z okresu Heian, kiedy to Kioto było stolicą. Oczywiście film Greenawaya jest współczesny, choć wspomniany utwór jest w nim obecny. Greenaway wchodzi tu w erotyzm, ale tu warto dodać, że najgłośniejszym erotycznym filmem związanym z Kioto jest „Imperium zmysłów” w reżyserii Nagisa Ōshima. Większość tego filmu powstała za granicą, w obawie przed japońską cenzurą, ale i tak wywołał on wielki skandal. W obu Kioto przewija się w tle. W Kioto nie zabrakło także Akiro Kurosawy. W filmie „Rashomon” wykorzystał on świątynię Kōmyō-ji. Zaś w „Między słowami” pojawia się jeszcze Heian-jingu. Tam też kręcono „Wyznania gejszy”. W filmie Marshalla pojawia się jeszcze jedna świątynia – Yoshimine-dera, znajdująca się właściwe już pod Kioto.

Poruszanie się po Kioto

Na koniec jeszcze jedna informacja praktyczna: jak poruszać się po Kioto. Właściwie są dwa sposoby. Pierwszy to kolej, tu jeśli mamy kartę JR Pass to można podjechać do odleglejszych punktów (wykorzystywaliśmy to robiąc sobie bazę wypadową w Kioto, zaś po południu/pod wieczór zwiedzaliśmy odleglejsze dzielnice). Zaś do samych głównych świątyń lepszym rozwiązaniem są mimo wszystko autobusy. I jak to w Japonii, trzeba tylko wybrać odpowiednią firmę i kupić bilet na cały dzień, bardzo szybko się zwraca.

Pagoda Tō-ji (Kioto)
Pagoda Tō-ji (Kioto)

Kioto jest fascynującym i przepięknym miastem, z mnóstwem świątyń. Tu można spędzić spokojnie cztery-pięć pełnych dni i mieć jeszcze coś do zobaczenia. Przy krótszym czasie, jak w naszym przypadku, trzeba wybierać. No i liczyć się z tym, że wszędzie jest wiele osób.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak japoński
KiotoHiroszima
Szlak filmowy
Kioto
Queenstown
Share Button

Marrakesz

Nazywany czerwonym miastem, głównie ze względu na kolor budynków. Przy odpowiednich warunkach pogodowych faktycznie tak wygląda. Wg legend za stan rzeczy odpowiada krew przelana przy budowie miasta. Marrakesz (arab. مراكش) był początkiem i końcem naszej przygody z Maroko. Niestety, nie zrobił na nas dobrego wrażenia. Właściwie z dwóch powodów. Pierwszy to medyna i zachowanie jednostek niektórych ludzi, drugi to król i zamknięcie części miasta do zwiedzania. Marrakesz jest pewnym symbolem, stolicą południa, miastem, które miało być głośne, ciekawe i dumne, przyciągające niepokorne, twórcze jednostki z zachodu. Niestety nie do końca tak sprawy się mają, przynajmniej obecnie.

Zaułki medyny (Marrakesz)
Zaułki medyny (Marrakesz)

Plac Jemaa el Fna
Plac Jemaa el Fna

Marrakesz

Jednym z bardziej tradycyjnych miejsc mieszkalnych i noclegowych w Maroko są riady. Kiedyś były to domy mieszkalne, dziś riad mniej więcej jest odpowiednikiem pensjonatu. Prowadzony  najczęściej przez jedną rodzinę z pełnym zaangażowaniem. Jest to dość ciekawa forma noclegu, właściwie jak hotel, czasem gorszego standardu, ale jednocześnie widać tu duży wkład właścicieli i pracowników w utrzymanie specyficznej atmosfery tego miejsca. Są więc bardzo pomocni, ale też chętnie przygotowują swoje własne, lokalne potrawy na śniadanie czy obiad (te najczęściej są dodatkowo płatne). To jest ta przyjemniejsza strona.

Ta gorsza to fakt, że riady często są ulokowane w medynie lub tuż obok niej. To oznacza, że nie ma tam dojazdu. Czy to taksówką, czy tym bardziej własnym samochodem lub autobusem. Kręte uliczki, często nie są zaznaczone na GPSach, bo nie można tam dojechać. Pozostaje więc zapytać kogoś o drogę i tu robi się prawdziwy problem. Chętnych jest mnóstwo, wybierając jednego łatwo obrazić innych. Co oczywiste, wybrani oczekują gratyfikacji, z tym nikt nie ma problemu. Tyle, że często ta zapłata to nie jest „co łaska”. Jest dość wysoka, zarówno na marokańskie, jak i na polskie standardy. Np. 20-30 Euro. Ci pomagacze niestety patrzą na nas jak na bogatych turystów z zachodu, co powoduje dość nieprzyjemne sytuacje. Zwłaszcza, gdy za wskazanie drogi, chcą więcej niż kosztuje nocleg w riadzie. Dlatego lepiej przygotować się wcześniej, czy to dokładnie sprawdzając na mapach dojście do samego riadu, czy zwyczajnie kontaktując się telefonicznie z obsługą, lub śpiąc tam gdzie jest lepszy dojazd, a do medyny przejść się piechotą.

Medyna / J
Medyna / plac Jemaa el Fna

Imprezownia Maroko

Najważniejsze jest to, że nie licząc kwestii pomocy i natarczywego oczekiwania wysokiego wynagrodzenia, reszta naganiaczy nie jest tak uciążliwa. Da się spokojnie przejść. Zwyczajnie nie można dać się im złapać. Warto też zauważyć, że w różnych częściach Maroko to podejście do turystów jest odmienne. Marrakesz nie wypada najlepiej. Wynika to z prostego faktu: kiedyś przybywało tu bardzo wielu turystów. Stąd, gdy było ich mniej, ci pozostali stali się „towarem deficytowym”. To nie jest miłe uczucie. A próbowano nam sprzedawać różne rzeczy, w tym oczywiście narkotyki. Ich zakup proponowano nam wielokrotnie. Kiedyś hipisi przybywali tu po to, zresztą wielu turystów korzysta z takich możliwości. Ale trzeba pamiętać, że w Maroko jest to ścigane prawnie, a co gorsza policja ma swoich handlarzy, którzy oferują towar, a następnie potrafią donieść na turystę. Więc lepiej unikać kłopotów.

Minaret
Minaret meczetu el Mansour

Druga sprawa o której trzeba pamiętać, to król Muhammad V. On niestety potrafi pokrzyżować szyki. W Marrakeszu znajduje się zarówno obecny pałac jak i starszy kompleks, (wokół jest też medresa i ogrody) który da się zwiedzić, o ile nie ma tam króla. Używanych pałaców zobaczyć się nie da. Można tylko zrobić z daleka zdjęcie fasady, pod warunkiem, że króla nie ma w środku, wtedy gonią za to. Niestety nam trafił się król, który dodatkowo chciał coś zobaczyć, więc zamknięto południową część miasta, włącznie z ogrodami. Ochrona króla jest bardzo dokładna, to jednak ogranicza możliwości zwiedzania czasem sporych połaci miasta. Nam niestety się to przytrafiło. Niestety król to czynnik, którego nie da się przewidzieć i zaplanować. Jeszcze większe „niestety” – król zdawał się podróżować razem z nami.

Pałac królewski
Pałac królewski

Dżamaa al-Fina

Została więc nam do zwiedzenia głównie medyna i okolice. Jest ona wpisana na listę UNESCO, w dużej mierze przez plac Dżamaa al-Fina (Place Jemaa el Fna). To centralne miejsce Marrakeszu, tu przybywa najwięcej turystów, tu się obserwuje zachód słońca. Tu też można sobie zrobić zdjęcia z wężami, małpami i innymi zwierzętami, które podobnie jak ludzie, niezbyt dobrze znoszą przebywanie na otwartym, nagrzanym placu. Oczywiście zdjęcia są odpłatne. Plac jest także sercem medyny. Warto skusić się na sok ze świeżych pomarańczy, jest tu wyjątkowo tani, no i oczywiście bardzo dobry. Dżamaa al-Fina trafiła na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego z powodu tego, co tu się dzieje. Poza zwierzętami i targiem pojawiają się tu kuglarze, ale też opowiadacze historii i legend. To odpowiada za dość specyficzny klimat tego miejsca, choć w tłumie trudno ich czasem wyłapać.

Czerwone miasto
Czerwone miasto

Wokół medyny znajduje się między innymi meczet Kutubijja (Koutoubia), z najwyższym minaretem w mieście. Warto zwrócić uwagę, że minarety w Maroko są do siebie bardzo podobne, mają  formę wieży o kwadratowej podstawie. Nie są zawijane, czy okrągłe, w większości robione na jedno kopyto. Są dzięki temu bardzo charakterystyczne. Niestety żadnego z meczetów nie można zwiedzać.

Minaret
Minaret przy meczecie Kutubijja

Medyna
Medyna

Marrakesz na filmowo

Marrakesz ma też swoje powiązania filmowe, choć niestety niewielkie. Pojawił się ostatnio w „Mission: Impossible – Rogue Nation” (2015) dokładnie w jednym ujęciu. Gdy z daleka widzimy wysoki minaret (niby w Casablance), scenę w rzeczywistości nagrano w Marrakeszu. Drugi nowy film to „Our kind of Traitor” (2016) na podstawie powieści LaCarre’a z Ewanem McGregorem w roli głównej. Tu pojawił się między innymi plac Dżamaa el-Fina, Zresztą plac ten jest na tyle znany, że odgrywa najczęściej rolę symbolu, w kilku filmach. „Mumia” (1999), „Mamma Mia!” (2008), „Seks w wielkim mieście 2” (2010), „Człowiek, który wiedział za dużo” (1956) Alfreda Hitchcocka, „Powrót Różowej Pantery” (1975), czy „W stronę Marrakeszu” (1998). Miasto znajduje się na tyle blisko Warzazatu, a jest jednocześnie większe i lepiej skomunikowane, stąd duża popularność w filmach. Najczęściej to jednak nie sceny, a pojedyncze ujęcia, które pozwalają dobrze rozpoznać miejsce, czyli w większości przypadków plac Dżamaa el-Fina.

Jemaa el Fna
Jemaa el Fna

Szlak marokański
Marrakesz
Share Button