Archiwa tagu: forteca

Siena, średniowieczna perła Toskanii i Bond

We Włoszech jest wiele charakterystycznych miast. Takich, których architektura, cegły, czy kolory pozostają w pamięć i wyróżniają się na tle innych. Siena zaś wyróżnia się bardzo mocno. Zabytkowe centrum, wpisane oczywiście na listę UNESCO, to bardzo szczególna podróż, jakby nie tylko do Italii, ale też w przeszłość, wprost do średniowiecza.

Widok na Piazza del Campo
Widok na Piazza del Campo

Średniowieczna Siena i James Bond

To co rzuca się w oczy, to fakt, że budynki najczęściej nie mają tu tynku. Są ceglane. Wciąż widoczne jest tu dawne ustawienie uliczek, robi to fenomenalne wrażenie. Prawda jest taka, że to jest jedno z tych miast, na które przeznaczyliśmy zdecydowanie za mało czasu. Tu samo błądzenie jest niesamowite. Ciasna średniowieczna zabudowa to przyjemne miejsce do spacerów, a za każdym niemal rogiem otwiera się nowy interesujący widok.

Siena - Piazza del Campo
Siena – Piazza del Campo

Nas do Sieny ściągnął  James Bond i „Quantum of Solance”. Akcja filmu działa się na Piazza del Campo, czyli głównym, bardzo charakterystycznym, przypominającym trochę muszlę lub amfiteatr rynkiem. Ten amfiteatr jest tu o tyle istotny, że właściwie dziś nikt nie wie dokładnie, dlaczego to miejsce ma taki kształt. Jedna z teorii mówi właśnie, że kiedyś znajdował się tu rzymski amfiteatr, na ruinach którego powstał rynek.

Piazza del Campo
Piazza del Campo

Oprócz budynków mieszkalnych, znajduje się tu też charakterystyczny ratusz Palazzo Pubblico z dzwonnicą Torre del Mangia. Natomiast dwa razy w roku w tym miejscu odbywają się wyścigi konne Palio di Siena, zresztą widoczne w Bondzie. Zdjęcia na placu realizowano w dwóch turach, raz podczas Palio, a potem ekipa filmowa wróciła tu kilka miesięcy później.

Katedra
Katedra

Katedra i Medyceusze

Drugim bardzo istotnym zabytkiem Sieny jest katedra. Znajduje się ona blisko głównego rynku. Trzeba przyznać, że robi ona znów fenomenalne wrażenie. Mocno kontrastuje z resztą miasta. Ma ozdobną fasadę przy głównym wejściu, jednocześnie w środku jest trochę bardziej stonowana, acz wciąż robiąca duże wrażenie. Bardzo charakterystycznym elementem jest kampanila, czyli biało-czarna dzwonnica. Te kolory są także wykorzystane wewnątrz katedry. Jest też w środku ciekawsza i bogatsza niż choćby słynna katedra we Florencji, dlatego ta sieneńska robi wielkie wrażenie.

Wnętrze katedry
Wnętrze katedry

No i pośrednio pojawiła się także w Bondzie. Choć raczej jej komputerowa wersja, która w filmie niby była odrestaurowywana. Walkę na dzwonnicy czy część pościgu kręcono w studio. Widać jednak tą charakterystyczną czarno-białą fasadę, czy zdobienie kolumn.

Fragment twierdzy Medyceuszy
Fragment twierdzy Medyceuszy

Ciekawym miejscem jest też twierdza Medyceuszy. Jej rola została obecnie zmieniona, ale to dobre miejsce widokowe, z którego widać całe miasto, w tym także charakterystyczne dachy, również pokazane w Bondzie.

Wąskie uliczki Sieny
Wąskie uliczki Sieny

Historia Sieny

Jeśli chodzi o historię miasta to sięga ona czasów Etrusków. Według legendy założyli je synowie Remusa – Senio i Aschio uciekający przed Romulusem. Od V wieku była to siedziba biskupstwa. Przez wiele lat miasto też konkurowało z Florencją, która ostatecznie podporządkowała sobie Sienę w 1473 roku. Miasto rozsławiła też święta Katarzyna ze Sieny.

Siena
Siena

Siena ma raczej dobre oznaczenia turystyczne, ale jednocześnie nie przyciąga tak wielu osób. Nie udało się nam znaleźć darmowych mapek, ale można sobie poradzić bez nich. Jest tutaj też czysto i niezbyt tłocznie. No i ciekawą rzeczą jest dworzec kolejowy. Perony znajdują się na zupełnie innym poziomie niż główne wejście, więc wiąże się to z długą jazdą schodami ruchomymi.

Piękne, średniowieczne uliczki Sieny
Piękne, średniowieczne uliczki Sieny

Z Bondowych miejsc prócz placu, w filmie pojawiają się krótkie ujęcia kościoła świętego Józefa, czy klasztoru św. Augusta. Reszta to kilka uliczek, które da się wypatrzeć. Natomiast filmowo stacja kolejowa w Sienie pojawia się w „Ukrytych pragnieniach” Bernardo Bertolucciego. Kręcono tu także „Romeo i Julię” Franco Zeffirelliego (z 1968) a także „Dekameron” Davida Lelanda.

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak włoski
Siena Etna
Szlak filmowy
Siena
Himeji
Share Button

Dubrownik – „Gra o tron” i „Gwiezdne Wojny”

Dubrownik (chor. Dubrovnik) to dziś perła Chorwacji. Jedno z najważniejszych miast do zobaczenia, a przy okazji najdroższe i bardzo oblegane. Dubrownik cierpi na dokładnie tę samą przypadłość co Wenecja, z którą zresztą historycznie jest powiązany. Stał się symbolem, przez co wiele osób przybywa tu na zaledwie kilka godzin, czasem żeby go tylko zaliczyć. A miasto zachwyca pięknie zachowanymi, starymi zabudowaniami. Pojawiło się zarówno w „Grze o tron” jak i w mniejszym stopniu w „Ostatnim Jedi” Riana Johnsona i dziś aktywnie żyje także z turystyki filmowej. Spacer śladem filmu  czy serialu stało się ważnym elementem zwiedzania Dubrownika.

"<yoastmark

Dubrownik - dachy i mur
Dubrownik – dachy i mur

Raguza i Dubrownik – historia

W VI wieku p.n.e. na terenie dzisiejszego miasta Cavtat (blisko lotniska DBV) założono grecką kolonię Epidaurus. W III wieku p.n.e. zajęli ją Rzymianie i przemianowali na Epidaurum.  Rzymianie w VIII wieku musieli walczyć z plemionami słowiańskimi i awarskimi, lecz miasto legło w gruzach. Ludność schroniła się na wyspie Lave (inna nazwa Lausa), założyli tam osadę Ragusium (czyli Raguza). Na stałym lądzie zaś Słowianie założyli Dubrovnik. Oba miasta dzielił jedynie wąski przesmyk słonych bagien, mieszkańcy zaś przez lata żyli w harmonii. W IX wieku przesmyk zasypano. To miejsce to obecna ulica – Stradun. Obecne mury miejskie wzniesiono w XIV wieku.

Port Dubrownika
Port Dubrownika
Port Królewskiej Przystani
Port Królewskiej Przystani

Raguza była łakomym kąskiem dla lokalnych potęg. Już w X wieku miasto musiało odeprzeć ataki arabskie, w wiekach XII – XIII popadał w zależności od Chorwatów, Serbów, Normanów italskich. W XIII wieku stało się posiadłością Republiki Weneckiej, stąd pewnie późniejsza smykałka do kupiectwa. Ponieważ mieszkańcy Raguzy okazali się być rzutką konkurencją dla Wenecjan, w 1358 roku pozbyli się miasta na rzecz Królestwa Węgier, ci z kolei utracili je dla Imperium Osmańskiego. Jednak zwierzchnictwo obu państw było minimalne z powodu dzielącej ich odległości i utrudnionej komunikacji, więc Raguza stała się samodzielnym miastem-państwem.

"<yoastmark

Republika Dubrownicka

Republika Raguzy (zwane też Republiką Dubrownicką) to kupieckie miasto-państwo istniejące w latach 1358 – 1809, przy czym dopiero w 1909 roku nazwę stolicy przemianowano z Raguza na Dubrownik. W najlepszym okresie Republika Raguzy posiadała 300 okrętów kupieckich – okresami więcej niż Wenecja. Bogactwo miasto zdobyło dzięki handlowi między Wschodem a Zachodem, natomiast własnych surowców naturalnych nie miało. Władzę w Republice sprawowała arystokracja i wybierany książę. Decyzję podejmowała Wielka i Mała Rada oraz Rada Uproszonych, co było odpowiednikiem współczesnego sejmu i senatu. Początkowo arystokracja była pochodzenia romańskiego (a więc uchodźcy z Epidaurum), ale z czasem się slawizowała i już w XV wieku miasto było jednorodnie słowiańskie. Rozkwit miasta przypadał na wieki od XIII do XVI i z tego okresu pochodzi większość zabytków.

"<yoastmark

Zmierzch i upadek Republiki Raguzy związany jest z epoką wielkich odkryć geograficznych, zwłaszcza z odkryciem Ameryki i ogólnym umniejszaniem roli gospodarek kupieckich basenu Morza Śródziemnego. Raguzie dodatkowo i wbrew oczekiwaniom zaszkodziło osłabienie Turcji, jej formalnego zwierzchnika. Zamierały śródziemnomorskie szlaki handlowe, podupadł ważny odbiorca handlowy. Dodatkowo klęski żywiołowe, zarazy i trzęsienia ziemi każdorazowo były silnym ciosem dla miasta. Najbardziej tragiczne wstrząsy sejsmiczne z kwietnia 1667 roku pogrzebało dużo część miasta i gospodarkę, bo choć budynki udało się odbudować, straty finansowe były zbyt dotkliwe. Wkroczenie wojsk Napoleona w 1806 roku oznaczały koniec wolnej Republiki Raguzy. W 1809 roku zlikwidowaną Republikę włączono w Prowincję Iliryjską.

"<yoastmark

Włączenie do Jugosławii i Chorwacji

Po kongresie wiedeńskim (lata 1814-1815) włączono dawną Republikę Raguzy najpierw w skład Królestwa Dalmacji, a potem Cesarstwa Austrii. W tym okresie Raguza podupadła, pozostając portem handlowym o lokalnym znaczeniu. Ponowny rozwój miasta nastąpił po 1918 roku, gdy już jako Dubrownik stał się częścią Królestwa Jugosławii. Po II wojnie światowej wszedł w skład faszystowskiego marionetkowego Niezależnego Państwa Chorwackiego. Następnie jako miasto Socjalistycznej Republiki Chorwacji znalazł się w Socjalistycznej Federacyjnej Republice Jugosławii. Podczas wojny domowej po rozpadzie Jugosławii, Dubrownika nie ominęły zniszczenia wojenne. Przez siedem miesięcy miasto było oblegane i ostrzeliwane przez artylerię.

"<yoastmark

Zniszczenia z czasów wojny domowej zostały w ciągu kilku lat naprawione, a Dubrownik i jego Stare Miasto wpisane na listę UNESCO stał się oblegany przez turystów. Nie byłoby tego bez unikalnego na skalę europejską Starego Miasta, które zachowało oryginalną średniowieczną strukturę w obrębie murów miejskich, przyjemnego klimatu i… produkcji filmowych.

"<yoastmark

Dubrownik i „Gra o tron”

W turystyce filmowej Dubrownik słynie przede wszystkim jako sceneria do serialu HBO „Gra o Tron”. Od 2. sezonu tej produkcji, Dubrownik „grał” stolicę Siedmiu Królestw – Królewską Przystań, zastąpił tym samym Maltę. Ze względu na rosnące opłaty dla filmowców, w kolejnych sezonach Dubrownika jest coraz mniej, acz przy ostatnim ponownie filmowcy tu wrócili. To jednak nie przeszkadza turystom i zarabiającym na nich, zwłaszcza organizatorom licznych wycieczek śladami serialu. Nie trzeba ich specjalnie szukać, czy zamawiać – są widoczni w głównych punktach miasta. Wystarczy wybrać. Jest to dobrze zorganizowane, większość miejsc filmowych mogłaby się uczyć od mieszkańców i władz Dubrownika. Na wycieczkę decydują się osoby bardziej i mniej obeznane z samym serialem, jak i sposobem tworzenia filmów. Przewodnik pokazuje kadry filmów i opowiada, w jaki sposób sceny są realizowane, jakie filmowe sztuczki są zastosowane i jak jedno miejsce w rzeczywistości staje się różnymi sceneriami w filmach. Przypomina to sposób zwiedzania Hobbitonu, tyle że w żywym mieście. Warto tylko pamiętać o tym, że wycieczki nie pokazują wszystkich lokacji. Na niektóre tylko nakierowują.

"<yoastmark

Fort Lovrijenac

Znajdujący się na zewnątrz murów miejskich Fort Lovrijenac według podań został zbudowany w trzy miesiące na początku XI wieku na wieść, że Wenecja chce zbudować swój fort na stałym lądzie dla zaszachowania Raguzy. Jednak pierwsza wzmianka o forcie św. Wawrzyńca podchodzi dopiero z 1301 roku. Fortyfikacja została posadowiona na skale, która wznosi się prawie 40 metrów ponad poziom morza. Trzeba się trochę wysilić, by się tutaj wdrapać. Nad bramą widnieje napis NON BENE PRO TOTO LIBERTAS VENDITUR AURO, czyli „Wolność nie jest na sprzedaż [nawet] za wszystko złoto”. Samo „libertas” było oficjalnym zawołaniem Republiki Raguzy.

"<yoastmark

Natomiast w serialu „Gra o Tron” fort Lovrijenac w zależności od potrzeb grał Czerwoną Twierdzę i mury Królewskiej Przystani . W serialu jest to pierwsze miejsce spotkania Sansy z ser Dontosem podczas turnieju Joffreya, jak zresztą dużą część tej sekwencji, włącznie z walkami czy wycieraniem krwi nagrywano w murach twierdzy; jest to także miejsce rozmowy królowej Cersei z Littlefingerem na temat wyższości władzy nad wiedzą. Wstęp do fortu jest dodatkowo płatny (najczęściej oprócz kosztów wycieczki), ale bilet ten jest łączony z biletem na mury.

Port Królewskiej Przystani
Port Królewskiej Przystani

Znajdujące się poza murami Starego Miasta podnóże fortu Lovrijenac to miejsce rozmowy Sansy z Littlefingerem na molo i biedne rejony stolicy, ulokowane nad samą wodą. Tu właśnie miała miejsce słynna rzeź niewiniątek w Królewskiej Przystani. Zresztą tu też kręcono kilka ujęć nad Czarnym Nurtem, czy około portowych w Królewskiej Przystani.

Fontanna w parku Gradac
Fontanna w parku Gradac

Stare Miasto

Z kolei Park Gradac to  miejsce królewskiego wesela króla Joffreya i królowej Margaery. Obecnie wygląda dość niepozornie. W porównaniu z resztą Dubrownika wręcz nieciekawie, ale dawało filmowcom dość dużą swobodę w budowaniu scenografii uczty. Kilka scen kręcono także w okolicy bramy Pile, bardziej wykorzystując tutejsze małe przejścia, jak i plac, dość dobrze widziany z murów.

Brama Pile
Brama Pile
Okolice bramy Pile
Okolice bramy Pile

Stare Miasto Dubrownika, choć rozległe,  można w całości objąć wzrokiem. Nie przeszkadzało to twórcom „Gry o Tron”, by nieodległe od siebie miejsca w serialu rozrzucić na dwóch kontynentach. I tak z twierdzy Lovrijenac widać basztę Minčeta, która w serialu miała swoją scenę w Essos, w mieście Qarth. Użyto ją jako fragment Domu Nieśmiertelnych: Daenerys krąży wokół kamiennej wieży w poszukiwaniu swoich smoków, gdy nagle w magiczny sposób znika.

Baszta Minčeta
Baszta Minčeta

Baszty i mury

Sama baszta pochodzi z początku XIV wieku, ale półtorej wieku później ze względu na zagrożenie ze strony Wenecji i Konstantynopola została umocniona wraz z całym systemem murów i wież obronnych miasta. Zwiedza się ją wraz z resztą murów. Cały stary Dubrownik można obejść murami. Pięknie stąd widać dachy domów, zresztą także wykorzystywane w „Grze o tron”.

Twierdza Bokar (tu Varys i Tyrion planowali obronę Królewskiej Przystani)
Twierdza Bokar (tu Varys i Tyrion planowali obronę Królewskiej Przystani)

Kolejnym miejscem na murach, które jest istotne w serialu HBO, to twierdza Bokar. Tym razem znów jest to Królewska Przystań. To tu Tyrion wraz z Varysem przygotowywali się do ataku floty Stannisa. Na samą Bokar niestety obecnie wejścia nie ma, ale z murów bardzo dobrze ją widać. Na murach też znajduje się miejsce, w którym Góra ćwiczył do walki z Oberynem. Niestety również niedostępne do oglądania.

Schody Jezuickie
Schody Jezuickie

Słynny marsz pokutny Cersei Lannister z 5. sezonu „Gry o Tron” odbył się ulicami Dubrownika. Przynajmniej kawałeczek. Początek miał miejsce na Schodach Jezuickich pod kościołem jezuitów p.w. św. Ignacego Loyoli do Placu Gundulić. W samym filmie oczywiście barokowego kościoła nie widać. Po pierwsze, to miał być sept, a nie kościół, a po drugie i przede wszystkim – Kościół w Chorwacji nie zgodził się na wykorzystanie wizerunku ich budynków. Również w szerokich ujęciach Królewskiej Przystani warto zwrócić uwagę na fakt, że kościelne wieże mają nieco zmienioną architekturę. Nie chodzi tylko o usunięcie krzyży, ale modyfikację kształtu wież.

Widok ze schodów
Widok ze schodów

Swoją drogą, w szóstym sezonie, gdy marsz pokutny miała odbyć królowa Margaery, twórcy nagrywali ujęcia w hiszpańskiej Gironie – władze Dubrownika trochę przesadziły z żądaniami finansowymi. Widać pewne różnice między obiema scenami, tym łatwiej zauważalne, gdy widziało się to miejsce na żywo.

Dachy także wykorzystywano w GOT
Dachy także wykorzystywano w GOT

Dubrownik i „Ostatni Jedi”

Drugą istotną produkcją filmową, która wykorzystała uroki Dubrownika, były „Gwiezdne Wojny. Epizod VIII: Ostatni Jedi” Riana Johnsona. Niestety, wiele ujęć miasta nie znalazło się w finalnej wersji filmu, gdzie Dubrownik jako Canto Bight, rozrywkowe i luksusowe miasto na planecie Cantonica. Prawdziwe lokacje na ekranie widzimy zaledwie niecałą minutę i to w wątku dla filmu mówiąc delikatnie, niepotrzebnego. Gwiezdna Saga nie jest tak mocno obecna w Dubrowniku jak „Gra o tron”, ale jest. Obecnie są do wyboru dwie lub trzy wycieczki śladem VIII Epizodu. Polecamy tę – Star Wars Dubrovnik, z prostej przyczyny. Przewodnik był wielkim fanem filmu, więc jego opowieści z pobytu ekipy filmowej w Dubrowniku i opowiadanie o konkretnych scenach w filmie to była klasa sama w sobie! Dodatkowo to on odpowiadał za umieszczanie wielu przecieków z czasu kręcenia w sieci. Natomiast bardzo fajne jest to, że niektóre miejsca grają jednocześnie w „Gwiezdnych Wojnach” jak i „Grze o tron”.

"<yoastmark

"<yoastmark

Stradun i plaża Banje

Szczególnie łatwo rozpoznawalna w filmie jest wspomniana już ulica Stradun, na której odbywał się fragment pościgu za Finnem i Rose na fathierze. Przewodnik opowiadał o dekoracjach zamontowanych na witrynach sklepów, które przez kilka dni zwyczajnie funkcjonowały z taką dekoracją. Swoją drogą Stradun to główny deptak Dubrownika, trudno to miejsce przeoczyć. Dość charakterystycznym miejscem, acz niewykorzystanym w filmie jest Wielka Fontanna Onufrego, podobnie jak z drugiej strony ulicy, kościół św. Błażeja. 

Wielka Fontanna Onufrego
Wielka Fontanna Onufrego

Plaża Banje w „Ostatnim Jedi” to miejsce, gdzie Finn i Rose nielegalnie zaparkowali statek, co stało się źródłem całego nieporozumienia. Znajduje się na zewnątrz miejskich murów, za bramą Ploče. Przy niej też ulokowało się całe zaplecze techniczne dla filmowców. Zdjęcie plaży zostało wykonane z wjazdu do hotelu Exelsior. Łatwo nawet znaleźć barierkę widoczną w filmie.

Widok z hotelu Exelcior na plaże Banje
Widok z hotelu Exelcior na plaże Banje

Dwa następne miejsca są już zdecydowanie trudniejsze do znalezienia. To kolejne uliczki, którymi w „Gwiezdnych Wojnach” miał miejsce szaleńczy pościg za głównymi bohaterami. Dla jasności: nikt z głównej obsady aktorskiej nawet nie był w Dubrowniku.

Zaułek z „Ostatniego Jedi”
Zaułek z „Ostatniego Jedi”

Uliczki Dubrownika

Same zaułki są na tyle słabo widoczne w krótkich i rozmazanych ujęciach, że wiedza o ich udziale w filmie pochodzi głównie stąd, że można było zauważyć tutaj ekipy filmowe i kosmiczne dekoracje. Jeden to boczna uliczka od Stradunu. Tu jeszcze można trafić przypadkiem.

Zaułek z „Ostatniego Jedi”
Zaułek z „Ostatniego Jedi”

Z drugim jest zdecydowanie gorzej. Bez przewodnika nie tylko nie znaleźlibyśmy tego miejsca, ale przede wszystkim nie rozpoznalibyśmy go. Dobudowano tu kilka rzeczy tanim kosztem i nagrano szybkie ujęcia. Wierzymy na słowo, że to jest to. Swoją drogą ta druga uliczka jest przedłużeniem miejsca, gdzie w czwartym sezonie „Gry o tron”, spotykamy Oberyna przy wejściu do burdelu Littlefingera. Pamiętamy, w pierwszym sezonie wejście wyglądało inaczej i znajdowało się w Mdinie na Malcie.

Wyjście z burdelu Littlefingera
Wyjście z burdelu Littlefingera

Pałac Rektorów

Dubrownika w „Gwiezdnych Wojnach” pierwotnie miało być więcej. Zbudowano w kilku miejscach efektowne dekoracje, nakręcono więcej ujęć. Niektóre świetnie zapowiadające się sceny wycięto. Choćby tę kręconą w Pałacu Rektorów, tam miała być jakaś kosmiczna łaźnia – spa, z mnóstwem obcych.

Pałac rektorów
Pałac Rektorów

Swoją drogą Pałac Rektorów pojawił się także w „Grze o tron”. W drugim sezonie są to wnętrza posiadłości Króla Przypraw. Podobnie jak w „Gwiezdnych Wojnach”  kręcono tu jedynie słynną klatkę schodową, do której można zajrzeć przez drzwi. Niestety podczas naszej wizyty pałac znajdował się w remoncie, więc nie było szansy, by go zwiedzić.

Wejście do klasztoru św. Dominika
Wejście do klasztoru św. Dominika

Ostatnią wspólną lokacją są okolice kościoła św. Dominika (nieczynny obecnie) i ulica św. Dominika. W „Ostatnim Jedi” zbudowano tu dość sporą dekorację, scen jednak nie wykorzystano w finalnym montażu. Za to w „Grze o tron” dzieje się tu całkiem sporo. Ulica pojawia się kilka razy. Choćby gdy Tyrion i Bron spacerują i słyszą historię o Demonicznej Małpie. To też miejsce, w którym obrzucono Joffreya łajnem.

Fragment ulicy św. Dominika widziany z murów
Fragment ulicy św. Dominika widziany z murów

Wyspa Lokrum

Dwie kolejne lokacje z „Gry o tron” wymagają oddalenia się od samego miasta. Nieopodal starówki Dubrownika leży mała wysepka Lokrum. Każdego dnia kursują do niej promy z Dubrownika, a wyspa jest popularnym celem turystów. Dziś Lokrum ma status rezerwatu przyrodniczego, toteż nie ma na niej stałych mieszkańców ani miejsc noclegowych. Bilet na prom na Lokrum uprawnia do zwiedzania wyspy, a także plażowania.

Ulica św. Dominika wykorzystana w GOT
Ulica św. Dominika wykorzystana w GOT

Pierwsze wzmianki o wyspie Lokrum pochodzą z drugiej dekady XI wieku, kiedy to swoje opactwo założyli tutaj benedyktyni. Na wyspie w 1192 roku rzekomo rozbił się okręt króla Anglii Ryszarda Lwie Serce, gdy wracał z wyprawy krzyżowej. W podzięce za cudowne ocalenie, obiecał wybudować tutaj kościół. Ostatecznie benedyktyni musieli obejść się smakiem, bo kościół król Ryszard ufundował w Raguzie. Dziś na jego miejscu wznosi się barokowa katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Wracając na Lokrum: niszczycielskie trzęsienie ziemi z 1667 roku nie ominęło wyspy i zniszczyło opactwo. Mnisi opuścili wyspę w 1798 roku, podobno obrzucając ją przy tym klątwą.

Opactwo Benedyktynów na Lokrum
Opactwo Benedyktynów na Lokrum

Dawne opactwo benedyktyńskie było scenerią dla twórców „Gry o tron”: tutaj kręcono ogrody kupieckiego miasta Qarth. Nie zabrakło tam informacji, że światowej sławy serial HBO – „Gra o tron” – był kręcony w tym miejscu i w Dubrowniku. Można nawet sobie zasiąść na żelaznym tronie.

 

Fort Royal na Lokrum
Fort Royal na Lokrum

Fort Royal

Wyspa Lokrum przechodziła z rąk do rąk: w 1806 roku Francuzi wybudowali tutaj Fort Royal. Baszta fortowa twórcom „Gry o tron” posłużyła jako wieża Domu Nieśmiertelnych. Tyle że została dużo, dużo podwyższona za pomocą technik komputerowych. Później wyspa należała do rodziny Habsburgów i wżenionej w nią rodziny Windisch-Graetz, co doprowadziło po upadku Austro-Węgier do sporu z Jugosławią o prawa do wyspy.

Mury Dubrownika
Mury Dubrownika
Mury Dubrownika
Mury Dubrownika

W początku lat 50. XX wieku na wyspie Lokrum założono ogród botaniczny, zaś dekadę później całą wyspę ogłoszono rezerwatem przyrody. W ogrodach dawnego opactwa nietrudno spotkać dziko żyjące króliki, a pawie są częstym widokiem. Zresztą te bajeczne ptaki o orientalnej urodzie również wystąpiły w „Grze o tron” w Qarth – pamiętacie figury pawi z drogocennych metali, wysadzane klejnotami? To właśnie pawie z Lokrum zainspirowały scenografów.

arboretum Trsteno
arboretum Trsteno

Arboretum w Trsteno

Kolejnym miejscem nieopodal Dubrownika, w sam raz na krótki postój, jest arboretum Trsteno. Założone przez lokalną arystokratyczną rodzinę w 1502 roku, jest najstarszym ogrodem botanicznym w Chorwacji i niegdyś uważany za najpiękniejszy w Europie. Arboretum Trsteno to też ogrody Królewskiej Przystani z „Gry o tron”. To tutaj Królowa Cierni i Margaery rozmawiają z Sansą na temat Joffreya Lannistera.

Arboretum Trsteno
Arboretum Trsteno

Ostatnią lokacją z „Gry o tron”, o której wiemy, ale której nie udało nam się zobaczyć, to hotel Belvedere. A raczej ruina tegoż hotelu. Podobno tam też kręcono jakieś ujęcia do siódmego sezonu, ale gdzie i jak nie udało się nam tego potwierdzić. Sama ruina zaś nie zachęca. Poza filmami jeszcze jedną popularną atrakcją w Dubrowniku wjazd kolejką linową na górę Srdj, lub przepłynąć się wokół murów starego miasta. To ostatnie bywa łączone z wycieczką z „Gry o tron”.

Małe przejścia w murach nieopodal bramy Pile
Małe przejścia w murach nieopodal bramy Pile. Przypominają trochę Ucho Igielne w Jerozolimie, acz są zdecydowanie większe.

Dubrownik do dziś jest w pewien sposób oddzielony od Chorwacji. Obecnie jest chorwacką eksklawą, więc by do niego dojechać z innych części kraju, trzeba przekroczyć granicę Bośni (najczęściej dwukrotnie). Można też próbować dostać się tu samolotem (LOT ma w swojej ofercie takie połączenie), a nawet drogą morską. Warto pamiętać, że ceny w Dubrowniku są bardzo wysokie, więc jeśli jedzie się samochodem, lepiej parkować i wynająć nocleg poza centrum (niekoniecznie hotel, może być apartament lub Airbnb). Niemniej jednak to piękne i magiczne miasto, które nawet bez filmów potrafi oczarować. A z magią ekranu to prawdziwa wyprawa w inny świat.

Dubrownik
Dubrownik
Czarny nurt
Czarny nurt

Kto wie, może pewnego dnia pojawi się tu James Bond, tak kiedyś odgrażali producenci. Tymczasem więcej o „Gwiezdnych Wojnach” w tym miejscu możecie przeczytać tutaj.

Dubrownik
Dubrownik
Marina w Dubrowniku
Marina w Dubrowniku

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak chorwacki
Dubrownik Split
Szlak filmowy
Dubrownik
Share Button

Al-Ajn, miasto-oaza na pustyni

Al-Ajn (arab. العين‎, ang. Al Ain) po arabsku znaczy tyle co źródło, czasem jest też określane mianem miasta ogrodów. Ciekawostka: w pustynnych krajach semickich jest to popularna nazwa miasta, które wyrosło wokół oazy. Znajduje się blisko granicy z Omanem, więc samo w sobie jest dość dobrym miejscem na rozpoczęcie wizyty w tym kraju.

Wzgórze Al Nagfa i dobry punkt widokowy
Wzgórze Al Nagfa i dobry punkt widokowy

Al-Ajn, pałac muzeum i miasto szejka Zajida

Choć osadnictwo na tym istnieje od jakiś 4 tysięcy lat, historycznie trudno mówić o konkretnej dacie założenia. W każdym razie jeden z towarzyszy proroka Mohameda, Ka‘ab Bin Ahbar przyjechał tutaj i próbował nawracać lokalne ludy. Został i zbudował osadę w oazie, nie pierwszą i nie ostatnią. Dziś najstarsza zabudowa to forty z przełomu XIX i XX wieku.

Pałac Muzeum
Pałac Muzeum

Al-Ajn to drugie co do wielkości miasto emiratu Abu Zabi, czwarte w ZEA. Jest to miasto narodzin szejka Zajida ibn Sultan Al Nahyan (1918-2004), założyciela i pierwszego przywódcy Zjednoczonych Emiratów Arabskich, stąd jest bardzo ważne historycznie. W końcu XIX lub początku XX wieku wraz z rozwojem państwowości arabskiej, nabrała rozpędu historia miasta. Powstały słynne forty, dziś mocno (aż za mocno) zrewitalizowane. To też najważniejsze zabytki miasta, położone w samym jego centrum. Choć dziś oczywiście bardziej istotne jest tu chyba wspominanie pamięci szejka Zajida.

Oaza Al-Ajn (Al Ain Oasis)
Oaza Al-Ajn (Al Ain Oasis)

Najważniejszy dla mieszkańców Emiratów, zabytek to pałac-muzeum (Al Ain Palace Museum). To właśnie jeden z fortów. Drugi to Al Jahili Fort, może już nie tak dostojny, ale też bardzo podobny. Świetnie odnowione i bardzo podobne miejscami, jakby częściowo robione były z tej samej formy. W każdym razie kształt fortu (i wież pałacu) jest bardzo rozpoznawalny w ZEA i można się na niego natknąć w różnych miejscach. To jeden z narodowych symboli.

Al Jahili Fort
Al Jahili Fort

Oaza Al-Ajn

Al Ain Oasis to największa oaza na obszarze miasta, znajdująca się na liście UNESCO. Za jej znaczenie dla formowania kultury i za podziemny system nawadniający – falaj. Zwiedzanie oazy trochę rozczarowuje: spaceruje się wybrukowaną aleją, po bokach są wysokie mury, nie wchodzi się za bardzo pomiędzy palmy, brakuje informacji. Oaza jest tuż przy pałacu, właściwie to jego część. Tyle że nie ma tu biletów, nie jest też zamykany w dni muzealne.

Al Jahili Fort
Al Jahili Fort

Sama oaza raczej nie robi dobrego wrażenia. Można nawet zacząć zastanawiać się, jakim cudem trafiło to na listę UNESCO? Czy tylko z powodu szejka Zajida? Słowo klucz w tym wypadku to właśnie tradycyjny falaj. Ten system budowania irygacji znany jest tu od prawie 3000 lat.

Wnętrza centrum handlowego Bawadi Mall
Wnętrza centrum handlowego Bawadi Mall

Centrum miasta można obejrzeć ze wzgórza Al Nagfa. To słynny punkt widokowy, znajdujący się niedaleko fortów. Niestety to nie jest ani Dubaj, ani Abu Zabi, więc nie robi to już takiego wrażenia.

Targ wielbłądów
Targ wielbłądów

Targ wielbłądów

Jednak to nie zabytki ściągnęły naszą uwagę na Al-Ajn. W pewnym sensie odpowiada za to centrum handlowe Bawadi Mall, choć oczywiście w porównaniu z dubajskimi, to szkoda na nie marnować czasu. Jedna fontanna w środku i brak turystów, kupują zaś jedynie Arabowie z rodzinami. Prawdziwy kruczek tkwił w lokalizacji tego centrum. Tuż za nim znajduje się tradycyjne targowisko, na którym handluje się zwierzętami. To chcieliśmy zobaczyć.

Targ wielbłądów w Al-Ajn
Targ wielbłądów w Al-Ajn

Z samego rana, jeszcze przed śniadaniem, wybraliśmy się na pobliski targ wielbłądów, bo tak go się najczęściej określa. Oczywiście handlują też innymi zwierzętami, przede wszystkim kozami i owcami, ale to wielbłądy ściągają tu zarówno kupców jak i odwiedzających. Sprzedają tutaj tylko wielbłądy jadalne, to znaczy przeznaczone na konsumpcję. Nie było zwierząt wyścigowych.

Targ wielbłądów w Al-Ajn
Targ wielbłądów w Al-Ajn

To ostatni taki targ w Emiratach. Raczej zanikają już w tej formie. Ten powoli staje się też atrakcją turystyczną, co pewnie sprawi, że przetrwa w jakiejś formie. Idąc z samego rana można zobaczyć, jak to wyglądało naprawdę. Sprzedawcy pozwalają bez problemów robić zdjęcia, czasem sami chcą pozować. Klientów też nie ma zbyt wielu, może przyjdą później. Są zagrody, są zwierzęta i tyle. Natomiast w późniejszych godzinach przybywają tu turyści, najczęściej ze zorganizowanych wycieczek. Wstęp dla nich na targ jest płatny (ale nie jest to oficjalnie zorganizowane, więc bywa różnie). Sprzedawcy chcą też zarabiać na zdjęciach. Za to można sobie cyknąć fotki siedząc na wielbłądach, czy przebierając się w kolorowe stroje. Robi się z tego taka atrakcja turystyczna, w takim bardziej cepelianym znaczeniu.

Sam targ też nie jest dobrym miejscem dla osób wrażliwych. Nie ma tu jakiejś krwi, czy rzeźników, ale w tych krajach nie dba się zbytnio o zwierzęta i traktuje się je czasem dość brutalnie.

Targ wielbłądów
Targ wielbłądów

Ogród zoologiczny

Ale to nie koniec oglądania zwierząt w Al-Ajn. Nie udało nam się zobaczyć arabskich oryksów na wolności (ani w jordańskim rezerwacie, który akurat był nieczynny z powodu remontu), więc musieliśmy się posiłkować tutejszym ogrodem zoologicznym.

Safari w zoo
Safari w zoo

A jest to specjalne zoo. Zacznijmy od tego, że jeden z ojców założycieli, a potem prezydent Zjednoczonych Emiratów Arabskich – szejk Zayed bin Sultan Al Nahyan był światłym człowiekiem z wizją. Nie tylko pchnął rozwój gospodarki i kultury tej części Półwyspu Arabskiego, ale także zainteresował się ochroną przyrody, w tym ochroną zagrożonych gatunków zwierząt – rzadko się to zdarza w świecie arabskim. Na jego zlecenie powstał w Al-Ajn ogród zoologiczny. W roku 1968 otwarto placówkę, której jednym z ważniejszych celów było i nadal jest, odtworzenie populacji oryksa arabskiego (Oryx leucoryx). Ze względu na niekontrolowane polowania, w 1970 roku uznano gatunek za wymarły na wolności.

Oryksy arabskie
Oryksy arabskie

Dzięki staraniom prywatnych hodowców (do których należał szejk Zayed) i ogrodów zoologicznych, w tym Al-Ajn, w 2011 roku populację oryksa na Półwyspie szacuje się na około tysiąca osobników. W zoo jest zdjęcie szejka Zayeda wypuszczającego oryksa na wolność. Nie tylko oryks arabski jest objęty programem reintrodukcji, ale także oryks szablorogi (Oryx dammah), który niegdyś występował w Afryce Północnej, dziś jest wymarły w stanie dzikim. W Tunezji, Maroko czy Senegalu próbuje się odtwarzać gatunek.

Pustynia obok zoo
Pustynia obok zoo

Oryksy i safari

Zoo w Al-Ajn jest bardzo dobrze przemyślane. Ma doskonale zachowaną równowagę pomiędzy ochroną gatunków i dobrym samopoczuciem zwierząt na wybiegach (nie do pomyślenia na targu), a satysfakcją zwiedzających, dodatkowymi atrakcjami i walorami edukacyjnymi. Wybiegi są naprawdę obszerne i urozmaicone, otoczone dość wysoką zielenią, dzięki czemu zwierzęta nie są bardzo wyeksponowane: dość, by je spokojnie obserwować, a jednocześnie by zwierzęta nie czuły się otoczone. Do dodatkowych atrakcji oprócz pokazów karmienia należy możliwość kupienia wycieczki safari na teren afrykańskiego wybiegu. Jedzie się samochodami terenowymi i robi zdjęcia, dokładnie jak na przykład na safari w Tanzanii czy Kenii. Po co ruszać się poza wygodny Półwysep? Duże centrum edukacyjne oferuje różne warsztaty, konferencje i pokazy. Prawdę mówiąc, nie spodziewaliśmy się tak świetnego ogrodu zoologicznego. Ten zaś jest naprawdę godny polecenia.

Oryks arabski
Oryks arabski

I co najważniejsze, to faktycznie jedno z najważniejszych centrów rozmnażania oryksów. Stąd pomysł na wizytę tutaj. Oryksy zaś można zobaczyć nawet bez wchodzenia do zoo. Przed wejściem, jak się jedzie na olbrzymi parking, jest wybieg, gdzie chodzą te wspaniałe zwierzęta. Parking oczywiście jest darmowy, ale jak ktoś chce to jest i wersja płatna typu valet czy VIP.

Orksy arabskie
Orksy arabskie

Al-Ajn niestety nie jest tak popularne wśród turystów jak Dubaj, więc gorzej wygląda tu kwestia poruszania się komunikacją zbiorową po samym mieście. Zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem jest samochód: albo własny, albo taksówka. Z parkowaniem większych problemów nie ma.

Oryks szablorogi
Oryks szablorogi

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak emiracki
Al-Ajn Podróżowanie po ZEA
Share Button

Gori

Jednym ze zdecydowanie bardziej kontrowersyjnych miejsc w Gruzji jest Gori (gruz. გორი). Z prostej przyczyny: to miasto, w którym nie tylko urodził się Józef Dżugaszwili znany jako Stalin, ale jest on tu dziś prawdziwym bohaterem. Historia jest widziana inaczej w różnych miejscach świata, dla nas to przede wszystkim zbrodniarz. Zresztą kontrowersje budzi nawet w Rosji. Jak pisaliśmy kiedyś, w Petersburgu powszechne pozostały pomniki Lenina, Stalin zaś jest pomijany. W Gruzji inaczej. Pomija się kwestię tego jak rządził, a podkreśla to, że jest najsłynniejszym Gruzinem. Dość głośna była sprawa pomnika Stalina. Do 2010 znajdował się on pod ratuszem, ale został przeniesiony przez władze centralne do muzeum. Nie zostało to dobrze przyjęte przez mieszkańców Gori.

Pomnik Stalina
Pomnik Stalina

Muzeum Stalina w Gori

W centralnym miejscu Gori znajduje się aleja Stalina. Prowadzi ona do trójkątnego placu, przy którym znajduje się muzeum wodza i jego dawny dom. Dom został obudowany, jest swego rodzaju komunistyczną relikwią. Obok mamy też pomnik oraz wagon, którym Stalin podróżował po świecie. Nie ufał samolotom, jeździł więc pociągiem. Wagonem tym dojechał między innymi do Jałty. Jego zbrodnicza działalność, dla nas tak bolesna, zostaje tutaj przemilczana.

Urząd miasta Gori
Urząd miasta Gori

Stalin w całej Gruzji jest raczej przychylniej postrzegany niż w pozostałych częściach świata. Ale w Gori naprawdę się nim szczycą i są z niego dumni. Nawet zwykli Gruzini polecali nam zobaczenie tego muzeum. Ostatecznie nie zdecydowaliśmy się na wejście. Obeszliśmy to kontrowersyjne kuriozum. Podstawowy problem tu tkwi w tym, że brakuje miejsca na obiektywizm, zaś to co zobaczyliśmy, wystarczyło nam. Tu wciąż Stalin jest przede wszystkim ikoną, bardziej gruzińskim odpowiednikiem historii Rockefellera, czyli niedoszłym kapłanem, prostym człowiekiem z prowincji, który stanął na czele wielkiego imperium. Nie tylko w Gori można nawet kupić różne pamiątki ze Stalinem. Więc na wszelki wypadek warto pamiętać, że rozmowy o historii i naszym postrzeganiu tego człowieka mogą powodować niepotrzebne konflikty.

Monastyr
Monastyr

Forteca Goris Ciche

Niedaleko muzeum znajduje się pozostałość po fortecy Goris Ciche, czyli twierdzy na górze. Pochodzi ona z VII wieku, wówczas nazywano ją Tontio. Ślady archeologiczne wskazują na istnienie tu jeszcze wcześniejszej warowni, gdzieś między III i II wiekiem p.n.e. Gori jako miasto zaczęło się rozrastać w czasach króla Dawida Budowniczego.

Ogród Gogebashvili w drodze na twierdzę
Ogród Gogebashvili w drodze na twierdzę

Pozostałości fortecy są bardzo malownicze, a przede wszystkim jest to dobry punkt widokowy. Po drodze można też zahaczyć o ogrody Gogebashvili, z charakterystycznymi rzeźbami. Tym razem przedstawiają one rycerzy, a nie Stalina. Ani ogrody, ani resztki twierdzy nie zajmą wiele czasu.

Twierdza Goris Ciche
Twierdza Goris Ciche

Gori jest przede wszystkim dobrze ulokowane, zwłaszcza gdy podróżuje się ze wschodu Gruzji na zachód. To idealne miejsce na nocleg, czy bazę wypadową choćby do pobliskiego Uplisciche, niezależnie czy jedzie się samemu, czy szuka jakiejś wycieczki.

Twierdza Goris Ciche
Twierdza Goris Ciche

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak gruziński
Gori
Share Button

Gruzińska Droga Wojenna

Już sama nazwa jest zarówno intrygująca, jak i niepokojąca, zważywszy na najświeższą historię Gruzji. Szczęśliwie nazwa Gruzińska Droga Wojenna (gruz. საქართველოს სამხედრო გზა) jest zdecydowanie bardziej historyczna, niż aktualna. To droga, kiedyś szlak, licząca 208 km prowadząca z Tbilisi do Władykuakazu w Osetii Południowej (Rosja). Nazwa jednak nie wzięła się znikąd, faktycznie kiedyś wykorzystywały ten szlak armie Rzymian, Mongołów czy Persów. Jednak sama nazwa została nadana w XIX wieku, kiedy to Imperium Rosyjskie rozbudowywało militarne szlaki. Droga ta odegrała duże znaczenie w czasie walk w Czeczenii czy w Dagestanie. Zmodernizowano ją wówczas i z tamtego okresu właśnie pochodzi dzisiejsza nazwa.

Gruzińska Droga Wojenna dziś

Obecnie trasa słynie zupełnie z innego powodu. Jest malownicza, różnorodna, wije się między górami, dzięki czemu jest atrakcją turystyczną. Czasem uznawana jest za jedną z najpiękniejszych i najbardziej widowiskowych tras (w Gruzji na pewno).

Gruzińska Droga Wojenna widoki
Gruzińska Droga Wojenna widoki

Najczęściej trasa przez Gruzińską Drogę Wojenną zaczyna się w Tblisi, a kończy w miejscowości Stepancminda (dawniej Kazbegi). Ze stolicy można wziąć marszrutkę z dworca Didube. Alternatyw jest wiele, od taksówek, przez zorganizowane wycieczki, czy przejazd wynajętym samochodem. Trasę równie dobrze można przejeżdżać w okolicach Mcchety, dopiero dalej zaczyna się zmieniać.

Punkt obserwacyjny na przełęczy Krzyży
Punkt obserwacyjny na przełęczy Krzyży

Przełęcz Krzyżowa

Pomijając Kazbegi, które jest najczęściej celem przejazdu przez tę trasę, znajduje się na niej kilka bardzo interesujących i charakterystycznych punktów. Jak choćby Przełęcz Krzyżową znajdująca się na wysokości 2379 m n.p.m. To bardzo urocze miejsce. Znajduje się tu punkt obserwacyjny. Akurat ta najbardziej charakterystyczna platforma widokowa, będąca jednocześnie pomnikiem przyjaźni radziecko-gruzińskiej, była remontowana w trakcie naszego przejazdu, ale dało się ją zobaczyć z pewnej odległości, resztę zaś z trochę innej perspektywy. Jest miejsce do zaparkowania, a także bary z jedzeniem. Przede wszystkim da się samemu rozejrzeć, a widoki są niesamowite. W okolicy znajduje się ośrodek sportów zimowych w Gudauri.

Zbiornik
Zbiornik

Jezioro Żinwalskie i forteca Ananuri

Jadąc na północ, jeszcze przed przełączą, zobaczymy Jezioro Żinwalskie lub zbiornik Żinwali, sztuczne, zakończone tamą, ale bardzo urokliwe. U jego brzegów zlokalizowana jest twierdza Ananuri. Jej początki sięgają XIII wieku, ale większość ostałych zabudowań wzniesiono w XVII wieku. W samej fortyfikacji poza murami jest też cerkiew Wniebowstąpienia (dwa kościoły: mniejszy kościół Dziewicy z pierwszej połowy XVII wieku i większy kościół Matki Boskiej z końca XVII wieku). Też miejsce warte uwagi. Twierdza została wpisana na wstępną listę UNESCO w 2007. Była to siedziba książąt (eristavi) Argavi, a także arena kilku bitew, w tym powstania pospólstwa. Służyła aż do XIX wieku.

Forteca Ananuri
Forteca Ananuri
Wnętrze cerkwi
Wnętrze cerkwi

Bardzo ciekawym fragmentem jest też woda wypływająca ze źródeł. W jednym miejscu na trasie osadza się, tworząc wapienne schody, przypominające tureckie Pamukkale. Oczywiście zdecydowanie mniejsze, ale dostępne za darmo.

Gruzińska droga wojenna
Gruzińska droga wojenna

Przejazd

Obecnie Gruzińska Droga Wojenna została dobrze wyremontowana i przygotowana na dość duże zainteresowanie turystów. Niestety wciąż w wielu momentach jest kręta i niebezpieczna, znajdziemy tam zarówno kapliczki, jak i trzeba się liczyć z obecnością bydła domowego na drodze. Niemniej jednak widoki wynagradzają wszystko. Jadąc samemu samochodem trzeba jednak liczyć się z możliwymi korkami. W większości jest to jezdnia jednopasmowa, ciężko się tu wyprzedza, zwłaszcza gdy zakrętami jedzie tir lub autobus. Niemniej jednak droga w kierunku Kazbegu to zdecydowanie jedna z największych atrakcji Gruzji.

Gruzja, więc nie mogło zabraknąć krów na drogach
Gruzja, więc nie mogło zabraknąć krów na drogach
Tarasy wapienne
Tarasy wapienne

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak gruziński
Gruzińska droga wojenna
Share Button

Zanzibar – Stone Town

Poza parkami narodowymi i safari najwięcej turystów przybywających do Tanzanii przyjeżdża właśnie na Zanzibar, a tam do Stone Town. Niektórzy właściwie nawet nie opuszczają wyspy (nie licząc jakiś wycieczek w stylu Prison Island). Jednak Zanzibar bardzo się wyróżnia od reszty Tanzanii, nie tylko ze względu na kurorty, ale przede wszystkim na bardzo ciekawą historię i wpływy kulturowe.

Uliczki Stone Town

Zanzibar – historia

Cofnijmy się trochę. Sama nazwa Tanzania ma odzwierciedlać unię dwóch wcześniej istniejących państw Tanganiki i Zanzibaru. Tanganika, czyli obecnie Tanzania kontynentalna, ma przeszłość kolonialną. Przez pewien czas była niemiecka, potem brytyjska, właściwie te dwa wpływy odbiły najbardziej widoczny obecnie wpływ na kraj. Zanzibar zaś ma dużo dłużą i bardziej skomplikowaną historię. Tu poza wpływami Europejskimi (głównie portugalskie i brytyjskie) bardzo dużą rolę odegrali też Arabowie (w szczególności Omańczycy) i Persowie. Przez pewien czas wyspa była częścią Sułtanatu Omanu, potem był to samodzielny Sułtanat. Obecnie ma pewną autonomię w ramach Tanzanii.

Dom Fredy'ego Mercury'ego
Dom Fredy’ego Mercury’ego

Kolejny problem z nazewnictwem to oczywiście Zanzibar. Nazwa odnosi się tak do wyspy, autonomii jak i stolicy tego terytorium. Jej najstarsza, historyczna część, wpisana obecnie na listę UNESCO określana jest często jako Stone Town lub w suahili Mji Mkongwe, co oznacza tyle co Stare Miasto, choć po polsku raczej jest to Kamienne Miasto. Do konstrukcji budowli wykorzystywano kamienie z dawnych raf koralowych, co nadaje miastu unikalnego charakteru. A jeszcze jak dochodzi tu element kulturowy, nic dziwnego, że UNESCO dostrzegło to miejsce. Jednocześnie przedstawiciele tej organizacji doskonale zdają sobie sprawę, że władze nie przywiązują należytej uwagi do zapewnienia Zanzibarowi ochrony, więc pojawiły się nawet groźby usunięcia tego miejsca z listy.

Pozostałości po fortecy
Pozostałości po fortecy
Dom cudów
Dom cudów

Zanzibar już na pierwszy rzut oka różni się mocno od Tanzanii kontynentalnej. Bardzo widoczne są tu wpływy muzułmańskie i arabskie. Nie chodzi tylko o sposób handlowania, zabudowę, czy porządek. Tu panują nawet inne zwyczaje przy witaniu się. Zdecydowanie bardziej przypomina to państwo arabskie, choć brakuje tu charakterystycznych medyn, ale są oczywiście namiastki. Są też meczety, ale to już inna sprawa. Pozostały także forty i pałace po sułtanacie. Warto zatrzymać się chwilę w Starym Forcie i przede wszystkim podziwiać materiały z których go zbudowano (także kamieni koralowych). Pałace obecnie raczej niszczeją. Jeden z nich to tak zwany Dom Cudów (Beit-al-Ajaib), bo kiedyś był to pierwszy budynek na wyspie, gdzie zastosowano cuda techniki w stylu wind. Niestety obecnie brak mu dofinansowania i raczej straszy.

Uliczki Stone Town
Uliczki Stone Town

Kwatery niewolników

Zanzibar w historii odegrał jeszcze jedną rolę. To było ważne centrum handlu niewolnikami. Dziś można zwiedzać tu dawne kwatery niewolnicze. Zmieniono je na muzeum, z bardzo charakterystycznym pomnikiem. Miejscu temu należy się szczególna uwaga, bo stara się pokazywać problem niewolnictwa w miarę obiektywnie, bez wchodzenia w oceny, czy próby winienia kogoś. To naprawdę bardzo unikalne podejście w tego typu miejscach. Wycieczka jest bardzo pouczająca i sprzyjająca kontemplacji, choć niekoniecznie musi to być kojące.

Kwatery niewolników
Kwatery niewolników
Pomnik niewolników
Pomnik niewolników

Stone Town

Stone Town przede wszystkim daje możliwość zagubienia się w wąskich uliczkach i spacerowania nimi. Owszem, sprzedawcy tu zaczepiają bardziej niż w kontynentalnej Tanzanii, ale też jest bezpiecznie. Obecnie Zanzibar żyje w dużej mierze z turystyki i starają się oferować różną gamę wycieczek. Pewnie najpopularniejsze są spice tours, czy opisana przez nas osobno Prison Island. Są też plaże i ogrody ze zwierzętami, pełniące rolę namiastek safari. No i jak ktoś chce to z pewnością znajdzie sobie tu wycieczkę z przelotem do jednego z parków na kontynencie. Dla nas Zanizbar był zwieńczeniem tanzańskiej podróży, miejscem w którym mogliśmy trochę odpocząć.

Targowisko w Stone Town (Zanzibar / Tanzania)
Targowisko w Stone Town (Zanzibar / Tanzania)
Plaża w dzień
Plaża w dzień

Jeśli zainteresował Cię ten wpis, przeczytaj inne o Tanzanii.

Szlak tanzański
Zanzibar – Stone Town
Share Button

Luksemburg

Luksemburg (luks. Lëtzebuerg, fr. Luxembourg, niem. Luxemburg) często uznawany jest za miasto-państwo, co nie jest do końca prawdą. Wielkie Księstwo Luksemburga jest trochę bardziej rozległe, niewiele ale jednak. Powierzchnię ma podobną do mniej więcej dwóch większych powiatów, zaś sama stolica zajmuje stosunkowo niewielki obszar w państwie. Za to dużo jest tu zieleni i przepięknych widoków. My jednak zajmiemy się samą stolicą, nazywającą się tak jak przyjęło się nazywać państwo.

Katedra w Luksemburgu
Katedra w Luksemburgu

Luksemburg – państwo, miasto, księstwo

Już sama trasa kolejowa wspinała się w coraz bardziej górskie rejony (choć to raczej zaledwie pagórki). Od Holandii czy nawet Belgii, Luksemburg na pierwszy rzut oka się różni znacznie. Nie tylko inna jest topografia terenu, ale również inaczej pachnie powietrze, jest więcej owadów i szata roślinna bardziej urozmaicona, nieco mniej ujarzmiona pestycydami. Władzom udało się raczej skutecznie ściągnąć większą liczbę imigrantów chętniej pracujących (czyli głównie z Azji wschodniej), niż przybyszów np. z Afryki północnej. Różnica ta jest dość zauważalna względem innych krajów Europy Zachodniej. W krajach Beneluxu czasem można natknąć się na małe Chinatown, tu raczej knajpy i inne obiekty wschodniej kultury są bardziej rozłożone po mieście, ale da się dostrzec ich zwiększoną obecność, a jednocześnie trudniej w okolicach centrum znaleźć jedzenie hallal. Mała rzecz, ale w obecnych czasach rzuca się to w oczy.

Uliczki Luksemburga
Uliczki Luksemburga

Choć jest to dość niewielkie państewko, to doskonale sobie radzi dzięki niskim podatkom dla firm. To jeden z europejskich rajów podatkowych, ale warto zauważyć jedną różnicę między pozostałymi dwoma państwami Beneluxu. Tu inaczej wygląda etos pracy, widać to choćby wprost po godzinach otwarcia zabytków, czy kościołów. Samą twierdzę w lecie można oglądać do 20:30 (nie do wyobrażenia w Belgii czy Holandii).

Uliczki Luksemburga
Uliczki Luksemburga

Skała

Luksemburg to przede wszystkim twierdza, także z powodów historycznych. Pierwsze ślady bytności cywilizacji w tym obszarze pochodzą z czasów Imperium Rzymskiego, ale tradycyjnie datuje się powstanie stolicy Wielkiego Księstwa Luksemburg na rok 963, gdy miejscowy możny – Zygfryd – odkupił od benedyktynów niewielki zameczek położony na skale zwanej Bock. Od tamtej pory twierdza była powiększana i umacniana, przechodziła też z rąk do rąk. W czasach nam bliższych, w czasach II wojny światowej, w twierdzy urzędowali Niemcy aż do amerykańskiego wyzwolenia w 1944 roku.

Widok na stare miasto
Widok na stare miasto

Pewien XVIII-wieczny francuski inżynier stwierdził, że Luksemburg to druga najlepsza twierdza na świecie, zaraz po Gibraltarze. Odtąd Luksemburg bywa nazywany „Gibraltarem Północy”. I coś w tym jest – wykute korytarze i sale przywodzą na myśl słynną Skałę.

Okolice rzeki
Okolice rzeki

Historycznie niewielki Luksemburg, początkowo będący zaledwie hrabstwem położonym na peryferiach Niemiec, odegrał dość istotną rolę w Europie. Wszystko za sprawą Henryka VII Luksemburskiego. W XIV wieku został on królem Niemiec, a co za tym idzie także Świętym Cesarzem Rzymskim. Rozpoczął on dynastię Luksemburgów, która sięgnęła także po trony Czech i Węgier. Po wygaśnięciu dynastii hrabstwo przechodziło z rąk do rąk. Rządzili tu Hiszpanie, Austriacy, a także Napoleon. Wielkie Księstwo Luksemburga zostało powołane do życia w ustaleniach kongresu wiedeńskiego, bardziej nawet po to, by żadna siła nie rościła sobie praw do twierdzy. Ale mimo prób zachowania neutralności, to zawsze był teren strategiczny, więc Księstwo było zajmowane w czasie wojen światowych.

Twierdza
Twierdza

Pozostałości po bohaterstwie Luksemburczyków widać na pomnikach. To mały, ale dumny ze swojej historii naród. Pomników przypominających o ich udziale w wojnach, bohaterstwie i ofiarach jest co najmniej kilka.

Twierdza
Twierdza

Jest to też wspaniały teren spacerowy. Skałę i twierdzę można obejść, oglądając zarówno z dołu, jak i spoglądając z niej na okolicę. W twierdzy zwiedzamy także tunele. Między górną częścią miasta, a dolną kursują darmowe windy.

Widok z góry
Widok z góry

Charakterystycznym elementem zabudowy miejskiej są także mosty. Podobnie bramy. Luksemburg jest miastem wielopoziomowym, położonym na kilku wzgórzach. To właśnie między nimi powstały duże mosty, dzięki czemu można przejść/przejechać, bez konieczności schodzenia i wspinania się.

Wnętrza twierdzy
Wnętrza twierdzy

Bardzo ładnie prezentuje się także późnogotycka katedra Notre Dame.

Luksemburg
Luksemburg

Pałac Wielkich Książąt

Rozczarowuje za to pałac Wielkich Książąt. Jest bo jest, wygląda jak jeden z wielu budynków. Nie ma w nim przepychu, zaś wieczorem, gdy się ściemni, nawet nie jest specjalnie oświetlony. Jednocześnie dobrze ukazuje to ducha Luksemburgu, nie ma tu napompowanego blichtru. Najciekawsze są skały i mury, te zostały dobrze oświetlone.

Pałac Wielkich Książąt
Pałac Wielkich Książąt

Trochę gorzej działa informacja turystyczna. Darmowe mapki znaleźliśmy dopiero w hotelach.

Stare miasto (Luksemburg)
Stare miasto (Luksemburg)

Luksemburg to przede wszystkim idealne miejsce do spacerów, dużo zieleni i ciekawie wkomponowanych fragmentów dawnej twierdzy. Zabytkowe miasto, ciekawa okolica i idealne połączenie z naturą, to robi niesamowite wrażenie. Warto też zauważyć, że stare miasto i twierdza znajdują się na liście UNESCO.

Jeśli wpis był uznasz za przydatny, polub nas na Facebooku.

Szlak luksemburski
Luksemburg
Share Button

Porto

Porto – jedno z największych miast Portugalii, jednocześnie jedno z najbardziej popularnych wśród turystów. W dodatku obecnie dzięki tanim lotom można tam polecieć bezpośrednio z Polski. To także miejsce, gdzie produkuje się jedne z najsłynniejszych portugalskich win, czyli porto. Czasem miasto określa się też angielską nazwą Oporto.

Skład porto
Skład porto

Porto i wino

Produkcja wina nadal jest bardzo ważna w tym mieście. W południowej części miasta, tuż nad brzegiem rzeki Duero znajduje się cała dzielnica (lub lepszym określeniem jest gmina bo to faktycznie osobna jednostka – Villa Nova da Gaia), w której leżakuje porto. Znajdziemy tu zarówno najsłynniejsze marki, firmowe sklepy, jak i możliwość degustacji. Właściwie dla wielu na tym można by skończyć zwiedzanie Porto. My na próbowanie załapaliśmy się właściwie przez przypadek. Chcieliśmy wjechać sobie na most kolejką linową. Okazało się, że do biletów na kolejce (kupionych nie w automacie, a w sklepiku na dole), dołożono wejściówkę na degustację.

Most Dom Luis i magazyny porto
Most Dom Luis i magazyny porto

Pozostając jeszcze przy południowym brzegu rzeki Duero. Tu warto zobaczyć barki, na których kiedyś spławiano wino. To także doskonałe miejsce do obserwowania piwnic, w których leżakuje porto. To dość długie, bardzo charakterystyczne budynki. Jest to też doskonałe miejsce widokowe, zwłaszcza na słynny most i bardzo charakterystyczną zabudowę. Oczywiście można także kupić sobie wycieczkę statkiem po rzece.

Widok na Porto
Widok na Porto

Most Dom Luis I

Jednak prawdziwe Porto znajduje się na północnym brzegu rzeki. Wcześniej jednak trzeba przejść przez most Dom Luis I, prawdopodobnie najbardziej charakterystyczny punkt miasta. Właściwie to są dwa dość podobne mosty. Pierwszy, starszy i znajdujący się dalej od centrum to most Maria Pia. Został zbudowany w 1877 przez firmę Gustave Eiffela, a jednym z jej przedstawicieli był wówczas Théophile Seyrig. Kilka lat później rozpisano konkurs na Dom Luis I, tym razem Seyring wystartował już samodzielnie. Most otworzono w 1886. Most Dom Luis I jest dwupoziomowy. Na dole jeżdżą samochody. Górą zaś metro, a także jest przejście dla pieszych.

Most Dom Luis I nocą
Most Dom Luis I nocą

Życie turystyczne koncentruje się tuż przy rzece Duero w dzielnicy Ribeira. To pozostałości po dawnym porcie. Obecnie jest tu deptak z kawiarniami i restauracjami, a także pięknymi widokami na most i rzekę. Trochę bardziej w centrum znajduje się Avenida dos Aliados, z ratuszem na czele. To znów okolica przeznaczona głównie dla turystów, ze sklepami i wieloma innymi atrakcjami.

Katedra
Katedra

Kościoły i sklepy

W Portugalii znajduje się wiele ładnych kościołów. W Porto na szczególną uwagę zasługują dwa. Pierwszy to oczywiście katedra. Z tarasów przed nią bardzo ładnie widać Ribeirę i dachy Porto. Drugi, dość charakterystyczny to kościół kleryków (Clerigos). Najbardziej znana jest oczywiście jego wieża, która dość mocno wybija się w okolicy. Tuż przy samej dzwonnicy znajduje się jeden z dwóch najbardziej znanych sklepów w Porto. „Casa Oriental” z czekoladą, czyli sklep kolonialny. Do niego można wejść za darmo.

Wieża kościoła kleryków
Wieża kościoła kleryków

Drugi ze sklepów to „Livraria Lello & Irmao”, czyli najsłynniejsza księgarnia w Portugalii. Przede wszystkim ze względu na design. Ten podobno nawet zainspirował J.K. Rowling, gdy tworzyła bibliotekę w Hogwarcie w serii książek o Harrym Potterze. Niestety wejście do tej księgarni jest płatne, kosztuje 4 Euro (przynajmniej tyle kosztowało w sezonie zimowym). Dodatkowo ilość turystów jest tu naprawdę spora. W żadnym innym miejscu w Porto nie widzieliśmy takich kolejek. To miejsce ma swoją renomę i jest trendy, dlatego przybywają tu tłumy, bardziej nawet by zrobić zdjęcia i oznaczyć się np. na Facebooku. Niestety większość, nie kupuje książek.

Porto
Porto

W 2001 Porto było Europejską Stolicą Kultury. Z tej okazji zaczęto budować salę koncertową, która dziś jest jedną z wizytówek miasta. A Casa da Música to nowoczesna bryła zaprojektowana przez Rema Koolhaasa. Dość mocno wyróżnia się od reszty miasta. Natomiast mówiąc o kulturze, warto też wspomnieć o azulejos, czyli białych kafelkach z mozaiką czy obrazem. W Porto mają one najczęściej kolor niebieski. Można je podziwiać w różnych miejscach, ale chyba na chwilę warto wejść na hol dworca Porto-São Bento. Tam one robią niezapomniane wrażenie.

Tramwaj linii nr 1
Tramwaj linii nr 1

Linia nr 1

Poza metrem jeżdżą tu także tramwaje, w tym dość zabytkowe. Podobnie jak w Lizbonie, tak i w Porto, te starsze kursują na liniach, które powinny przypaść do gustu turystom, stanowiąc przy tym dodatkową atrakcję. Godna polecenia jest linia numer 1, która zawozi nas nad ocean do dzielnicy Foz do Douro, gdzie możemy obejrzeć ujście rzeki do oceanu. Poza parkiem, znajduje się tu Fortaleza de São João da Foz, czyli pozostałość po dawnej portugalskiej fortecy. Jest też plaża, oraz przede wszystkim sam ocean. Bardzo klimatyczne miejsce, tak inne od reszty miasta.

Azulejos na zewnątrz budynków w Porto
Azulejos na zewnątrz budynków w Porto
I w środku dworca
I w środku dworca

Centrum Porto to przede wszystkim jednak małe, wąskie i niejednokrotnie kręte uliczki prowadzące to w górę, to w dół. To właśnie zwiedzając je odkrywa się urok miasta.

Fort
Fort

Jeśli nie leci się do Porto bezpośrednio to można też spokojnie dojechać tu z Lizbony, czy to pociągiem, czy autobusami. Autobusy Rede Expressos jadą trochę dłużej niż pociąg, ale są tańszym rozwiązaniem.

Latarnia morska
Latarnia morska
Szlak portugalski
Porto
Share Button

Essaouira i „Gra o tron”

Al-Sawira, Al-Suwajra lub Essaouira (arab. الصوير), a jeszcze wcześniej Mogador, w zależności, kto którą nazwę preferuje, to dość malownicze miejsce, rozsławione ostatnio „Grą o tron”. Tu właśnie kręcono część zdjęć z Daenerys, które odbywają się w Astaporze. Pozostałe sceny kręcono w Warzazat.

Fragmenty budowli wykorzystanych w Grze o tron
Fragmenty budowli wykorzystanych w Grze o tron

Essaouira – Astapor z GOT

W Essaouirze Astapor widzimy głównie od strony oceanu. Częściowo na murach, po których spacerują Deanerys z Jorahem. Tam widzieli ukrzyżowanych niewolników. Niestety akurat podczas naszej wizyty mury były niedostępne dla zwiedzających, gdyż poddawano je renowacji. Normalnie stanowią dodatkową atrakcję, z której można spoglądać tak na ocean jak i na medynę.

Widok z muru na ocean
Widok z muru na ocean

Kręcono tu także część scen z handlarzem niewolników, panem Kraznysem, tym który miał na sprzedaż Nieskalanych. Niestety znajdują się one w części bezpośrednio związanej z wejściem na mur, więc odbiliśmy się od niej.

Mury
Mury
Przy murach miejskich kręcono wnętrza Astapor
Przy murach miejskich kręcono wnętrza Astapor

Pewną namiastką jest mur przy samym porcie nad bramą Porte de la Marine, która wprowadza nas w medynę. Tu dało się wejść (za drobną opłatą). Zbudowany jest w podobny sposób, ale nie było go już w filmie, przynajmniej z góry. Stanowił za to tło. Między medyną a portem jest pewien placyk, gdzie zbudowano scenę przedstawiającą port Astapor. Tu doszło do próby zamachu na Deanerys i tu objawił się sir Barristan Selmy. Tym razem dało się tu wejść, ale przebudowa trwała, więc nie wygląda to w żaden sposób filmowo. Niestety takie czasem są uroki zwiedzania żywych lokacji, nie zawsze można dotrzeć do informacji o trwających remontach, nie mówiąc już o planowanych.

Remontowana część, gdzie kręcili fragmenty targu niewolników
Remontowana część, gdzie kręcili fragmenty targu niewolników

Gdzie twórcy „Gry o tron” znaleźli to miejsce? Możliwe, że w innym hollywoodzkim hicie, kręconym w Maroko. Mowa oczywiście o „Królestwie niebieskim” Ridleya Scotta. Zwłaszcza, że serial wykorzystuje prawie te same miejsca, z tym, że ustawienie kamery jest już inne. U Scotta była to zarówno Mesyna (Włochy) skąd wypływali Krzyżowcy, jak i wąskie uliczki Jerozolimy czasów Baldwina (Izrael).

Mury miejskie
Mury miejskie

Medyna nad brzegiem oceanu

Sama Al-Sawira znajduje się na liście UNESCO, ze względu na unikalną medynę. Nie chodzi tylko o mur i morze, ale podobnie jak w Marrakeszu kulturę niematerialną, czyli w tym wypadku muzykę uzdrowicieli Gnaoua. Podobnie jak w Marrakeszu, tak i tu, w ramadan nie dało się nic takiego usłyszeć. Miejscowość znajduje się w miarę blisko Agadiru, skąd przybywają tu prawie codziennie wycieczki. Nie na długo, ale zwłaszcza przy wejściu tłum ludzi jest prawie cały czas. Chodzenie po medynie nawet w upalny dzień jest bardzo przyjemne, ze względu na świeżą, oceaniczną bryzę.

Medyna
Medyna
Medyna
Medyna

Targ rybny przy porcie

Nas jednak najbardziej zainteresował port. Z jednej strony widzieliśmy łodzie, wszystkie ładnie pomalowane na niebiesko, w podobny wzór. Z drugiej targ rybny, gdzie rybacy sprzedawali to, co złowili. Z murenami, krabami, rekinami i masą ryb na czele. Część z nich pakują w lód i wysyłają dalej, część zaś jest kupowana na miejscu. Wszędzie zaś kręcą się koty i latają mewy liczące na to, że coś im spadnie. To bardzo interesujące i klimatyczne miejsce, a co najważniejsze nie turystyczne. Nawet części osób nie podobało się chodzenie tu z aparatem, zwłaszcza, że byliśmy tu jedynymi turystami, acz nie robiliśmy też im zdjęć. Odległość od medyny jest bardzo niewielka, więc szkoda sobie ten port odpuścić, zwłaszcza gdy tętnił życiem.

Port z charakterystycznymi niebieskimi łodziami (Essaouira)
Port z charakterystycznymi niebieskimi łodziami (Essaouira)
Targ rybny ze świeżymi produktami
Targ rybny ze świeżymi produktami

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak marokański
Essaouira
Szlak filmowy
Essaouira i „Gra o tron”
Share Button

Belgrad

Myśląc o Belgradzie (serb. Београд, Beograd) przede wszystkim wciąż przypomina nam się wojna w Jugosławii, czy filmy Emira Kustoricy z „Underground” na czele (choć większość zdjęć tego obrazu powstała poza Serbią), a także muzyka Gorana Bregovicza, nierozerwalnie związana z tamtejszym kinem. Stolica Serbii dziś uchodzi za miasto imprezowe, pełne klubów, kasyn i innych nocnych rozrywek. Czasy, gdy Belgrad był niebezpieczny już chyba mamy za sobą, dziś to miejsce nastawione na turystów, ale też przysłowiowy kocioł bałkański.

Budynki zniszczone podczas bombardowań NATO
Budynki zniszczone podczas bombardowań NATO

Belgrad

Z jednej strony to miasto skrzywdzone przez komunizm. Dziś jednak te potworki socrealizmu i pochodnych epok, choć nadal straszą, są istotnym elementem miasta. Tak w centrum, jak i poza nim. Widać to choćby w pałacu serbskim, monumentalnej budowli z poprzedniej epoki, dość intrygująco się prezentującej. Gorzej niestety w centrum, gdzie pewne zaniedbania widać. To chyba dość dobrze oddaje nie najlepsze świadectwo tamtemu okresowi w historii i tamtemu systemowi. W tym kontekście to dość pouczająca wyprawa, choć niestety dla nas w Europie Wschodniej dość bliska.

Pałac Serbski
Pałac Serbski

Drugą rzeczą, która straszy w Belgradzie to pozostałości po wojnie. Serbowie są dumnym narodem, to widać, ale też tym, który ostatecznie przegrał wojnę i musiał za to zapłacić karę. Nie są bez winy, ale to już temat na inną dyskusję. To co widać w Belgradzie to pozostałości po działaniach NATO, po bombardowaniach, które miały miejsce zaledwie kilkanaście lat temu. Tu NATO jest określane mianem agresora.  Po części mają w tym rację. W mieście pozostawiono kilka zbombardowanych budynków, tak by były memoriałem. Bomby jednak spadały nie tylko na cele państwowe. Dosięgły cywili, w tym także dzieci. Tym ufundowano specjalny pomnik. Ta historia jest żywa w Belgradzie, tu wciąż pojawiają się koszulki czy napisy mówiące o tym, że Kosowo jest serbskie, albo że nie rozliczono zbrodniarzy wojennych, którzy wybijali Serbów. Każdy konflikt ma przynajmniej dwie strony, a każda z nich swoje złożone racje. Ta część Belgradu (najwięcej takich budynków jest na południowy wschód od dworca) wprawia w  zadumę. Zwłaszcza, że jest taka inna niż informacje, które do nas docierały.

Wegetariańskie graffiti
Wegetariańskie graffiti

Specyfiką Belgradu są też różne graffiti i murale. Tu znajdziemy zarówno hasła polityczne, artystyczne, jak i wegańskie. W tym ostatnim przypadku warto pamiętać, że kuchnia serbska nie jest przyjazna wegetarianom i trzeba się posiłkować frytkami z sałatkami.

Cerkwie i sobory

Sobór św. Sawy
Sobór św. Sawy
Nieukończone wnętrza
Nieukończone wnętrza

Serbowie jednak są dumni, nie poddają się rozpaczy i budują swą przyszłość. W centrum znajdziemy kilka nowoczesnych budynków, ale historia tworzy się w cerkwiach i soborach. Najważniejszy z nich to sobór św. Sawy. To jedna z trzech największych cerkwi na świecie. Ma to być główny kościół wyznania serbsko-prawosławnego. Budynek jest skończony, ale jeszcze niewykończony wewnątrz. W środku brakuje wylanej podłogi i ozdób. Nawet w tej formie żyje i robi wrażenie, a jednocześnie już jest symbolem miasta i kraju. Sam krzyż na kopule ma dwanaście metrów.

Cerkiew św. Marka
Cerkiew św. Marka

Pieniądze na cerkwie idą. Widać to także w cerkwi św. Marka. Jest to świątynia w stylu serbsko-bizantyjskim. Jak wiele innych miejsc w mieście, także i ona ucierpiała częściowo w czasie ostatniego konfliktu. Wewnątrz jest więc dość skromnie ozdobiona, ale wciąż imponująca.

Wnętrze cerkwi św. Marka
Wnętrze cerkwi św. Marka

Centrum rozrywkowe Belgradu to kluby, sklepy, restauracje, głównie w okolicy Skadarlija, którą kiedyś upodobała sobie bohema. Tu przebywa dużo turystów, język angielski jest zrozumiały, płacić można kartami, ale też Euro jest przyjmowane. Warto dodać, że te miejsca pojawiły się w filmie „November Man” z Priecem Brosnanem, podobnie zresztą jak okoliczne targowisko.

Okolice Skadarlija
Okolice Skadarlija

Kalemegdan

Sercem historycznego Belgradu jest twierdza Kalemegdan. Jej początki sięgają czasów rzymskich. Belgrad to jedno z najstarszych miast w Europie. Kształt twierdzy nadali Turcy, a potem Cesarstwo Austro-Węgierskie. Dziś to doskonałe miejsce spacerowe, gdzie znów przybywają liczni turyści, ale też mieszkańcy. Tu zlokalizowane jest zoo, park dinozaurów, czy korty tenisowe. Jest też muzeum wojska, którego sam budynek nie jest wielki, ale to nie w budynku tkwi największa zaletą. Tam są wystawione małe bronie (trzeba kupić bilet), natomiast na twierdzy niedaleko muzeum wystawione są torpedy, działa, czołgi i kilka innych pojazdów. To wszystko można oglądać za darmo, a co lepsze dotknąć. Tu się bawią Serbowie razem z dziećmi. Eksponaty te sprawiają niesamowite wrażenie.

Kalemegdan
Kalemegdan
Mury
Mury
Muzeum broni
Muzeum broni

Innym ciekawym miejscem na twierdzy są cerkwie. Może nie tak wielkie, ale bardzo ładne w środku, jak i na zewnątrz, zwłaszcza ta porośnięta bluszczem.

Cerkiew na twierdzy
Cerkiew na twierdzy
Wejście do cerkwi
Wejście do cerkwi

Muzea Belgradu

Istotnym dla Serbów miejscem jest też muzeum Nikoli Tesli. Tego tu wielbią i promują, no i znajduje się on na jednym z banknotów. Muzeum niestety sprawia trochę gorsze wrażenie. Jest małe, obejrzenie go mniej więcej zajmuje pół godziny (wraz z filmikiem i pokazami). Nie ma kuli Tesli. Eksperymentów zaś dokonuje pracownik. Owszem ma to sens, zwłaszcza, że mamy do czynienia z elektrycznością, ale  spodziewaliśmy się czegoś bardziej nowoczesnego i wyszukanego.

Prochy Tesli
Prochy Tesli

Kolejnym muzeum, które warto zobaczyć to muzeum lotnictwa. Jest ono ulokowane tuż przy lotnisku. Kilka minut spacerkiem od terminala. Tu także kilka eksponatów wystawiono na zewnątrz za darmo, ale w środku także jest wiele samolotów do oglądania. Sam budynek ciekawie wygląda na zdjęciach, zdecydowanie gorzej w rzeczywistości, ale istotne są zbiory. Także te z ostatniej wojny, w tym elementy zestrzelonych NATOwiskich samolotów.

Muzeum lotnictwa
Muzeum lotnictwa
Muzeum lotnictwa wewnątrz
Muzeum lotnictwa wewnątrz

Inny Belgrad

Turystycznie są też dwa miejsca warte zobaczenia. Jedno to ulica Kneza Mihaila. To obecnie główny deptak miejski, ze sklepami i nie tylko. Drugie miejsce to dawna żydowska dzielnica Zemun, potem także artystyczna, dziś bardziej turystyczna, acz nie dotknięta już tak komuną. Sama okolica jest też bardzo interesująca, wygląda zupełnie inaczej niż centrum miasta, bardziej jak jakieś letnisko czy małe miasteczko.

Knaz Mihaila
Knaz Mihaila

Życie imprezowe kwitnie także wśród rzek, można wynająć sobie statek, by ze znajomymi bawić się na Sawie czy Dunaju. Niestety przez to trudniej znaleźć wycieczkę wodną. Nam się nie udało, bo nigdzie nie zebrała się wystarczająca liczba chętnych. Zaś jeśli już jesteśmy przy Dunaju, to gwoli przypomnienia, nad tą rzeką leżą też trzy inne stolice – Bratysława, Budapeszt i Wiedeń.

Centrum Belgradu
Centrum Belgradu

Z centrum do większości wspomnianych miejsc można dojść spokojnie spacerem. Do Zemun najlepiej dostać się autobusem (bilet kupuje się bezpośrednio u kierowcy). Na lotnisko także kursuje autobus, ale taksówki nie należą do najdroższych, więc są dość dobrą alternatywą. Sam Belgrad zaś idealnie się nadaje na weekendowy wypad. To miasto na tyle zróżnicowane, że zadowoli różne gusty.

Zemum
Zemum

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak serbski
Belgrad
Share Button