Archiwa tagu: forteca

Gori

Jednym ze zdecydowanie bardziej kontrowersyjnych miejsc w Gruzji jest Gori (gruz. გორი). Z prostej przyczyny: to miasto, w którym nie tylko urodził się Józef Dżugaszwili znany jako Stalin, ale jest on tu dziś prawdziwym bohaterem. Historia jest widziana inaczej w różnych miejscach świata, dla nas to przede wszystkim zbrodniarz. Zresztą kontrowersje budzi nawet w Rosji. Jak pisaliśmy kiedyś, w Petersburgu powszechne pozostały pomniki Lenina, Stalin zaś jest pomijany. W Gruzji inaczej. Pomija się kwestię tego jak rządził, a podkreśla to, że jest najsłynniejszym Gruzinem. Dość głośna była sprawa pomnika Stalina. Do 2010 znajdował się on pod ratuszem, ale został przeniesiony przez władze centralne do muzeum. Nie zostało to dobrze przyjęte przez mieszkańców Gori.

Muzeum Stalina w Gori

Pomnik Stalina
Pomnik Stalina

W centralnym miejscu Gori znajduje się aleja Stalina. Prowadzi ona do trójkątnego placu, przy którym znajduje się muzeum wodza i jego dawny dom. Dom został obudowany, jest swego rodzaju komunistyczną relikwią. Obok mamy też pomnik oraz wagon, którym Stalin podróżował po świecie. Nie ufał samolotom, jeździł więc pociągiem. Wagonem tym dojechał między innymi do Jałty. Jego zbrodnicza działalność, dla nas tak bolesna, zostaje tutaj przemilczana.

Urząd miasta Gori
Urząd miasta Gori

Stalin w całej Gruzji jest raczej przychylniej postrzegany niż w pozostałych częściach świata. Ale w Gori naprawdę się nim szczycą i są z niego dumni. Nawet zwykli Gruzini polecali nam zobaczenie tego muzeum. Ostatecznie nie zdecydowaliśmy się na wejście. Obeszliśmy to kontrowersyjne kuriozum. Podstawowy problem tu tkwi w tym, że brakuje miejsca na obiektywizm, zaś to co zobaczyliśmy, wystarczyło nam. Tu wciąż Stalin jest przede wszystkim ikoną, bardziej gruzińskim odpowiednikiem historii Rockefellera, czyli niedoszłym kapłanem, prostym człowiekiem z prowincji, który stanął na czele wielkiego imperium. Nie tylko w Gori można nawet kupić różne pamiątki ze Stalinem. Więc na wszelki wypadek warto pamiętać, że rozmowy o historii i naszym postrzeganiu tego człowieka mogą powodować niepotrzebne konflikty.

Monastyr
Monastyr

Forteca Goris Ciche

Niedaleko muzeum znajduje się pozostałość po fortecy Goris Ciche, czyli twierdzy na górze. Pochodzi ona z VII wieku, wówczas nazywano ją Tontio. Ślady archeologiczne wskazują na istnienie tu jeszcze wcześniejszej warowni, gdzieś między III i II wiekiem p.n.e. Gori jako miasto zaczęło się rozrastać w czasach króla Dawida Budowniczego.

Ogród Gogebashvili w drodze na twierdzę
Ogród Gogebashvili w drodze na twierdzę

Pozostałości fortecy są bardzo malownicze, a przede wszystkim jest to dobry punkt widokowy. Po drodze można też zahaczyć o ogrody Gogebashvili, z charakterystycznymi rzeźbami. Tym razem przedstawiają one rycerzy, a nie Stalina. Ani ogrody, ani resztki twierdzy nie zajmą wiele czasu.

Twierdza Goris Ciche
Twierdza Goris Ciche

Gori jest przede wszystkim dobrze ulokowane, zwłaszcza gdy podróżuje się ze wschodu Gruzji na zachód. To idealne miejsce na nocleg, czy bazę wypadową choćby do pobliskiego Uplisciche, niezależnie czy jedzie się samemu, czy szuka jakiejś wycieczki.

Twierdza Goris Ciche
Twierdza Goris Ciche

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak gruziński
Gori Skalne miasto Uplisciche
Share Button

Gruzińska Droga Wojenna

Już sama nazwa jest zarówno intrygująca, jak i niepokojąca, zważywszy na najświeższą historię Gruzji. Szczęśliwie nazwa Gruzińska Droga Wojenna (gruz. საქართველოს სამხედრო გზა) jest zdecydowanie bardziej historyczna, niż aktualna. To droga, kiedyś szlak, licząca 208 km prowadząca z Tbilisi do Władykuakazu w Osetii Południowej (Rosja). Nazwa jednak nie wzięła się znikąd, faktycznie kiedyś wykorzystywały ten szlak armie Rzymian, Mongołów czy Persów. Jednak sama nazwa została nadana w XIX wieku, kiedy to Imperium Rosyjskie rozbudowywało militarne szlaki. Droga ta odegrała duże znaczenie w czasie walk w Czeczenii czy w Dagestanie. Zmodernizowano ją wówczas i z tamtego okresu właśnie pochodzi dzisiejsza nazwa.

Gruzińska Droga Wojenna dziś

Obecnie trasa słynie zupełnie z innego powodu. Jest malownicza, różnorodna, wije się między górami, dzięki czemu jest atrakcją turystyczną. Czasem uznawana jest za jedną z najpiękniejszych i najbardziej widowiskowych tras (w Gruzji na pewno).

Gruzińska Droga Wojenna widoki
Gruzińska Droga Wojenna widoki

Najczęściej trasa przez Gruzińską Drogę Wojenną zaczyna się w Tblisi, a kończy w miejscowości Stepancminda (dawniej Kazbegi). Ze stolicy można wziąć marszrutkę z dworca Didube. Alternatyw jest wiele, od taksówek, przez zorganizowane wycieczki, czy przejazd wynajętym samochodem. Trasę równie dobrze można przejeżdżać w okolicach Mcchety, dopiero dalej zaczyna się zmieniać.

Punkt obserwacyjny na przełęczy Krzyży
Punkt obserwacyjny na przełęczy Krzyży

Przełęcz Krzyżowa

Pomijając Kazbegi, które jest najczęściej celem przejazdu przez tę trasę, znajduje się na niej kilka bardzo interesujących i charakterystycznych punktów. Jak choćby Przełęcz Krzyżową znajdująca się na wysokości 2379 m n.p.m. To bardzo urocze miejsce. Znajduje się tu punkt obserwacyjny. Akurat ta najbardziej charakterystyczna platforma widokowa, będąca jednocześnie pomnikiem przyjaźni radziecko-gruzińskiej, była remontowana w trakcie naszego przejazdu, ale dało się ją zobaczyć z pewnej odległości, resztę zaś z trochę innej perspektywy. Jest miejsce do zaparkowania, a także bary z jedzeniem. Przede wszystkim da się samemu rozejrzeć, a widoki są niesamowite. W okolicy znajduje się ośrodek sportów zimowych w Gudauri.

Zbiornik
Zbiornik

Jezioro Żinwalskie i forteca Ananuri

Jadąc na północ, jeszcze przed przełączą, zobaczymy Jezioro Żinwalskie lub zbiornik Żinwali, sztuczne, zakończone tamą, ale bardzo urokliwe. U jego brzegów zlokalizowana jest twierdza Ananuri. Jej początki sięgają XIII wieku, ale większość ostałych zabudowań wzniesiono w XVII wieku. W samej fortyfikacji poza murami jest też cerkiew Wniebowstąpienia (dwa kościoły: mniejszy kościół Dziewicy z pierwszej połowy XVII wieku i większy kościół Matki Boskiej z końca XVII wieku). Też miejsce warte uwagi. Twierdza została wpisana na wstępną listę UNESCO w 2007. Była to siedziba książąt (eristavi) Argavi, a także arena kilku bitew, w tym powstania pospólstwa. Służyła aż do XIX wieku.

Forteca Ananuri
Forteca Ananuri
Wnętrze cerkwi
Wnętrze cerkwi

Bardzo ciekawym fragmentem jest też woda wypływająca ze źródeł. W jednym miejscu na trasie osadza się, tworząc wapienne schody, przypominające tureckie Pamukkale. Oczywiście zdecydowanie mniejsze, ale dostępne za darmo.

Gruzińska droga wojenna
Gruzińska droga wojenna

Przejazd

Obecnie Gruzińska Droga Wojenna została dobrze wyremontowana i przygotowana na dość duże zainteresowanie turystów. Niestety wciąż w wielu momentach jest kręta i niebezpieczna, znajdziemy tam zarówno kapliczki, jak i trzeba się liczyć z obecnością bydła domowego na drodze. Niemniej jednak widoki wynagradzają wszystko. Jadąc samemu samochodem trzeba jednak liczyć się z możliwymi korkami. W większości jest to jezdnia jednopasmowa, ciężko się tu wyprzedza, zwłaszcza gdy zakrętami jedzie tir lub autobus. Niemniej jednak droga w kierunku Kazbegu to zdecydowanie jedna z największych atrakcji Gruzji.

Gruzja, więc nie mogło zabraknąć krów na drogach
Gruzja, więc nie mogło zabraknąć krów na drogach
Tarasy wapienne
Tarasy wapienne

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak gruziński
Gruzińska droga wojenna
Share Button

Zanzibar – Stone Town

Poza parkami narodowymi i safari najwięcej turystów przybywających do Tanzanii przyjeżdża właśnie na Zanzibar, a tam do Stone Town. Niektórzy właściwie nawet nie opuszczają wyspy (nie licząc jakiś wycieczek w stylu Prison Island). Jednak Zanzibar bardzo się wyróżnia od reszty Tanzanii, nie tylko ze względu na kurorty, ale przede wszystkim na bardzo ciekawą historię i wpływy kulturowe.

Uliczki Stone Town

Zanzibar – historia

Cofnijmy się trochę. Sama nazwa Tanzania ma odzwierciedlać unię dwóch wcześniej istniejących państw Tanganiki i Zanzibaru. Tanganika, czyli obecnie Tanzania kontynentalna, ma przeszłość kolonialną. Przez pewien czas była niemiecka, potem brytyjska, właściwie te dwa wpływy odbiły najbardziej widoczny obecnie wpływ na kraj. Zanzibar zaś ma dużo dłużą i bardziej skomplikowaną historię. Tu poza wpływami Europejskimi (głównie portugalskie i brytyjskie) bardzo dużą rolę odegrali też Arabowie (w szczególności Omańczycy) i Persowie. Przez pewien czas wyspa była częścią Sułtanatu Omanu, potem był to samodzielny Sułtanat. Obecnie ma pewną autonomię w ramach Tanzanii.

Dom Fredy'ego Mercury'ego
Dom Fredy’ego Mercury’ego

Kolejny problem z nazewnictwem to oczywiście Zanzibar. Nazwa odnosi się tak do wyspy, autonomii jak i stolicy tego terytorium. Jej najstarsza, historyczna część, wpisana obecnie na listę UNESCO określana jest często jako Stone Town lub w suahili Mji Mkongwe, co oznacza tyle co Stare Miasto, choć po polsku raczej jest to Kamienne Miasto. Do konstrukcji budowli wykorzystywano kamienie z dawnych raf koralowych, co nadaje miastu unikalnego charakteru. A jeszcze jak dochodzi tu element kulturowy, nic dziwnego, że UNESCO dostrzegło to miejsce. Jednocześnie przedstawiciele tej organizacji doskonale zdają sobie sprawę, że władze nie przywiązują należytej uwagi do zapewnienia Zanzibarowi ochrony, więc pojawiły się nawet groźby usunięcia tego miejsca z listy.

Pozostałości po fortecy
Pozostałości po fortecy
Dom cudów
Dom cudów

Zanzibar już na pierwszy rzut oka różni się mocno od Tanzanii kontynentalnej. Bardzo widoczne są tu wpływy muzułmańskie i arabskie. Nie chodzi tylko o sposób handlowania, zabudowę, czy porządek. Tu panują nawet inne zwyczaje przy witaniu się. Zdecydowanie bardziej przypomina to państwo arabskie, choć brakuje tu charakterystycznych medyn, ale są oczywiście namiastki. Są też meczety, ale to już inna sprawa. Pozostały także forty i pałace po sułtanacie. Warto zatrzymać się chwilę w Starym Forcie i przede wszystkim podziwiać materiały z których go zbudowano (także kamieni koralowych). Pałace obecnie raczej niszczeją. Jeden z nich to tak zwany Dom Cudów (Beit-al-Ajaib), bo kiedyś był to pierwszy budynek na wyspie, gdzie zastosowano cuda techniki w stylu wind. Niestety obecnie brak mu dofinansowania i raczej straszy.

Uliczki Stone Town
Uliczki Stone Town

Kwatery niewolników

Zanzibar w historii odegrał jeszcze jedną rolę. To było ważne centrum handlu niewolnikami. Dziś można zwiedzać tu dawne kwatery niewolnicze. Zmieniono je na muzeum, z bardzo charakterystycznym pomnikiem. Miejscu temu należy się szczególna uwaga, bo stara się pokazywać problem niewolnictwa w miarę obiektywnie, bez wchodzenia w oceny, czy próby winienia kogoś. To naprawdę bardzo unikalne podejście w tego typu miejscach. Wycieczka jest bardzo pouczająca i sprzyjająca kontemplacji, choć niekoniecznie musi to być kojące.

Kwatery niewolników
Kwatery niewolników
Pomnik niewolników
Pomnik niewolników

Stone Town

Stone Town przede wszystkim daje możliwość zagubienia się w wąskich uliczkach i spacerowania nimi. Owszem, sprzedawcy tu zaczepiają bardziej niż w kontynentalnej Tanzanii, ale też jest bezpiecznie. Obecnie Zanzibar żyje w dużej mierze z turystyki i starają się oferować różną gamę wycieczek. Pewnie najpopularniejsze są spice tours, czy opisana przez nas osobno Prison Island. Są też plaże i ogrody ze zwierzętami, pełniące rolę namiastek safari. No i jak ktoś chce to z pewnością znajdzie sobie tu wycieczkę z przelotem do jednego z parków na kontynencie. Dla nas Zanizbar był zwieńczeniem tanzańskiej podróży, miejscem w którym mogliśmy trochę odpocząć.

Targowisko w Stone Town (Zanzibar / Tanzania)
Targowisko w Stone Town (Zanzibar / Tanzania)
Plaża w dzień
Plaża w dzień

Jeśli zainteresował Cię ten wpis, przeczytaj inne o Tanzanii.

Szlak tanzański
Zanzibar – Stone Town
Share Button

Luksemburg

Luksemburg (luks. Lëtzebuerg, fr. Luxembourg, niem. Luxemburg) często uznawany jest za miasto-państwo, co nie jest do końca prawdą. Wielkie Księstwo Luksemburga jest trochę bardziej rozległe, niewiele ale jednak. Powierzchnię ma podobną do mniej więcej dwóch większych powiatów, zaś sama stolica zajmuje stosunkowo niewielki obszar w państwie. Za to dużo jest tu zieleni i przepięknych widoków. My jednak zajmiemy się samą stolicą, nazywającą się tak jak przyjęło się nazywać państwo.

Katedra w Luksemburgu

Już sama trasa kolejowa wspinała się w coraz bardziej górskie rejony (choć to raczej zaledwie pagórki). Od Holandii czy nawet Belgii, Luksemburg na pierwszy rzut oka się różni znacznie. Nie tylko inna jest topografia terenu, ale również inaczej pachnie powietrze, jest więcej owadów i szata roślinna bardziej urozmaicona, nieco mniej ujarzmiona pestycydami. Władzom udało się raczej skutecznie ściągnąć większą liczbę imigrantów chętniej pracujących (czyli głównie z Azji wschodniej), niż przybyszów np. z Afryki północnej. Różnica ta jest dość zauważalna względem innych krajów Europy Zachodniej. W krajach Beneluxu czasem można natknąć się na małe Chinatown, tu raczej knajpy i inne obiekty wschodniej kultury są bardziej rozłożone po mieście, ale da się dostrzec ich zwiększoną obecność, a jednocześnie trudniej w okolicach centrum znaleźć jedzenie hallal. Mała rzecz, ale w obecnych czasach rzuca się to w oczy.

Uliczki Luksemburga

Choć jest to dość niewielkie państewko, to doskonale sobie radzi dzięki niskim podatkom dla firm. To jeden z europejskich rajów podatkowych, ale warto zauważyć jedną różnicę między pozostałymi dwoma państwami Beneluxu. Tu inaczej wygląda etos pracy, widać to choćby wprost po godzinach otwarcia zabytków, czy kościołów. Samą twierdzę w lecie można oglądać do 20:30 (nie do wyobrażenia w Belgii czy Holandii).

Uliczki Luksemburga

Luksemburg to przede wszystkim twierdza, także z powodów historycznych. Pierwsze ślady bytności cywilizacji w tym obszarze pochodzą z czasów Imperium Rzymskiego, ale tradycyjnie datuje się powstanie stolicy Wielkiego Księstwa Luksemburg na rok 963, gdy miejscowy możny – Zygfryd – odkupił od benedyktynów niewielki zameczek położony na skale zwanej Bock. Od tamtej pory twierdza była powiększana i umacniana, przechodziła też z rąk do rąk. W czasach nam bliższych, w czasach II wojny światowej, w twierdzy urzędowali Niemcy aż do amerykańskiego wyzwolenia w 1944 roku.

Widok na stare miasto

Pewien XVIII-wieczny francuski inżynier stwierdził, że Luksemburg to druga najlepsza twierdza na świecie, zaraz po Gibraltarze. Odtąd Luksemburg bywa nazywany „Gibraltarem Północy”. I coś w tym jest – wykute korytarze i sale przywodzą na myśl słynną Skałę.

Okolice rzeki

Historycznie niewielki Luksemburg, początkowo będący zaledwie hrabstwem położonym na peryferiach Niemiec, odegrał dość istotną rolę w Europie. Wszystko za sprawą Henryka VII Luksemburskiego. W XIV wieku został on królem Niemiec, a co za tym idzie także Świętym Cesarzem Rzymskim. Rozpoczął on dynastię Luksemburgów, która sięgnęła także po trony Czech i Węgier. Po wygaśnięciu dynastii hrabstwo przechodziło z rąk do rąk. Rządzili tu Hiszpanie, Austriacy, a także Napoleon. Wielkie Księstwo Luksemburga zostało powołane do życia w ustaleniach kongresu wiedeńskiego, bardziej nawet po to, by żadna siła nie rościła sobie praw do twierdzy. Ale mimo prób zachowania neutralności, to zawsze był teren strategiczny, więc Księstwo było zajmowane w czasie wojen światowych.

Twierdza

Pozostałości po bohaterstwie Luksemburczyków widać na pomnikach. To mały, ale dumny ze swojej historii naród. Pomników przypominających o ich udziale w wojnach, bohaterstwie i ofiarach jest co najmniej kilka.

Twierdza

Jest to też wspaniały teren spacerowy. Skałę i twierdzę można obejść, oglądając zarówno z dołu, jak i spoglądając z niej na okolicę. W twierdzy zwiedzamy także tunele. Między górną częścią miasta, a dolną kursują darmowe windy.

Widok z góry

Charakterystycznym elementem zabudowy miejskiej są także mosty. Podobnie bramy. Luksemburg jest miastem wielopoziomowym, położonym na kilku wzgórzach. To właśnie między nimi powstały duże mosty, dzięki czemu można przejść/przejechać, bez konieczności schodzenia i wspinania się.

Wnętrza twierdzy

Bardzo ładnie prezentuje się także późnogotycka katedra Notre Dame.

Luksemburg

Rozczarowuje za to pałac Wielkich Książąt. Jest bo jest, wygląda jak jeden z wielu budynków. Nie ma w nim przepychu, zaś wieczorem, gdy się ściemni, nawet nie jest specjalnie oświetlony. Jednocześnie dobrze ukazuje to ducha Luksemburgu, nie ma tu napompowanego blichtru. Najciekawsze są skały i mury, te zostały dobrze oświetlone.

Pałac Wielkich Książąt

Trochę gorzej działa informacja turystyczna. Darmowe mapki znaleźliśmy dopiero w hotelach.

Stare miasto

Luksemburg to przede wszystkim idealne miejsce do spacerów, dużo zieleni i ciekawie wkomponowanych fragmentów dawnej twierdzy. Zabytkowe miasto, ciekawa okolica i idealne połączenie z naturą, to robi niesamowite wrażenie. Warto też zauważyć, że stare miasto i twierdza znajdują się na liście UNESCO.

Szlak luksemburski
Luksemburg
Share Button

Porto

Jedno z największych miast Portugalii, jednocześnie jedno z najbardziej popularnych wśród turystów. W dodatku obecnie dzięki tanim lotom można tam polecieć bezpośrednio z Polski. To także miejsce, gdzie produkuje się jedne z najsłynniejszych portugalskich win, czyli porto.

Skład porto

Produkcja wina nadal jest bardzo ważna w tym mieście. W południowej części miasta, tuż nad brzegiem rzeki Duero znajduje się cała dzielnica (lub lepszym określeniem jest gmina bo to faktycznie osobna jednostka – Villa Nova da Gaia), w której leżakuje porto. Znajdziemy tu zarówno najsłynniejsze marki, firmowe sklepy, jak i możliwość degustacji. Właściwie dla wielu na tym można by skończyć zwiedzanie Porto. My na próbowanie załapaliśmy się właściwie przez przypadek. Chcieliśmy wjechać sobie na most kolejką linową. Okazało się, że do biletów na kolejce (kupionych nie w automacie, a w sklepiku na dole), dołożono wejściówkę na degustację.

Most Dom Luis i magazyny porto

Pozostając jeszcze przy południowym brzegu rzeki Duero. Tu warto zobaczyć barki, na których kiedyś spławiano wino. To także doskonałe miejsce do obserwowania piwnic, w których leżakuje porto. To dość długie, bardzo charakterystyczne budynki. Jest to też doskonałe miejsce widokowe, zwłaszcza na słynny most i bardzo charakterystyczną zabudowę. Oczywiście można także kupić sobie wycieczkę statkiem po rzece.

Widok na Porto

Jednak prawdziwe Porto znajduje się na północnym brzegu rzeki. Wcześniej jednak trzeba przejść przez most Dom Luis I, prawdopodobnie najbardziej charakterystyczny punkt miasta. Właściwie to są dwa dość podobne mosty. Pierwszy, starszy i znajdujący się dalej od centrum to most Maria Pia. Został zbudowany w 1877 przez firmę Gustave Eiffela, a jednym z jej przedstawicieli był wówczas Théophile Seyrig. Kilka lat później rozpisano konkurs na Dom Luis I, tym razem Seyring wystartował już samodzielnie. Most otworzono w 1886. Most Dom Luis I jest dwupoziomowy. Na dole jeżdżą samochody. Górą zaś metro, a także jest przejście dla pieszych.

Most Dom Luis I nocą

Życie turystyczne koncentruje się tuż przy rzece Duero w dzielnicy Ribeira. To pozostałości po dawnym porcie. Obecnie jest tu deptak z kawiarniami i restauracjami, a także pięknymi widokami na most i rzekę. Trochę bardziej w centrum znajduje się Avenida dos Aliados, z ratuszem na czele. To znów okolica przeznaczona głównie dla turystów, ze sklepami i wieloma innymi atrakcjami.

Katedra

W Portugalii znajduje się wiele ładnych kościołów. W Porto na szczególną uwagę zasługują dwa. Pierwszy to oczywiście katedra. Z tarasów przed nią bardzo ładnie widać Ribeirę i dachy Porto. Drugi, dość charakterystyczny to kościół kleryków (Clerigos). Najbardziej znana jest oczywiście jego wieża, która dość mocno wybija się w okolicy. Tuż przy samej dzwonnicy znajduje się jeden z dwóch najbardziej znanych sklepów w Porto. „Casa Oriental” z czekoladą, czyli sklep kolonialny. Do niego można wejść za darmo.

Wieża kościoła kleryków

Drugi ze sklepów to „Livraria Lello & Irmao”, czyli najsłynniejsza księgarnia w Portugalii. Przede wszystkim ze względu na design. Ten podobno nawet zainspirował J.K. Rowling, gdy tworzyła bibliotekę w Hogwarcie w serii książek o Harrym Potterze. Niestety wejście do tej księgarni jest płatne, kosztuje 4 Euro (przynajmniej tyle kosztowało w sezonie zimowym). Dodatkowo ilość turystów jest tu naprawdę spora. W żadnym innym miejscu w Porto nie widzieliśmy takich kolejek. To miejsce ma swoją renomę i jest trendy, dlatego przybywają tu tłumy, bardziej nawet by zrobić zdjęcia i oznaczyć się np. na Facebooku. Niestety większość, nie kupuje książek.

Porto

W 2001 Porto było Europejską Stolicą Kultury. Z tej okazji zaczęto budować salę koncertową, która dziś jest jedną z wizytówek miasta. A Casa da Música to nowoczesna bryła zaprojektowana przez Rema Koolhaasa. Dość mocno wyróżnia się od reszty miasta. Natomiast mówiąc o kulturze, warto też wspomnieć o azulejos, czyli białych kafelkach z mozaiką czy obrazem. W Porto mają one najczęściej kolor niebieski. Można je podziwiać w różnych miejscach, ale chyba na chwilę warto wejść na hol dworca Porto-São Bento. Tam one robią niezapomniane wrażenie.

Tramwaj linii nr 1

Poza metrem jeżdżą tu także tramwaje, w tym dość zabytkowe. Podobnie jak w Lizbonie, tak i w Porto, te starsze kursują na liniach, które powinny przypaść do gustu turystom, stanowiąc przy tym dodatkową atrakcję. Godna polecenia jest linia numer 1, która zawozi nas nad ocean do dzielnicy Foz do Douro, gdzie możemy obejrzeć ujście rzeki do oceanu. Poza parkiem, znajduje się tu Fortaleza de São João da Foz, czyli pozostałość po dawnej portugalskiej fortecy. Jest też plaża, oraz przede wszystkim sam ocean. Bardzo klimatyczne miejsce, tak inne od reszty miasta.

Azulejos na zewnątrz budynków w Porto
I w środku dworca

Centrum Porto to przede wszystkim jednak małe, wąskie i niejednokrotnie kręte uliczki prowadzące to w górę, to w dół. To właśnie zwiedzając je odkrywa się urok miasta.

Fort

Jeśli nie leci się do Porto bezpośrednio to można też spokojnie dojechać tu z Lizbony, czy to pociągiem, czy autobusami. Autobusy Rede Expressos jadą trochę dłużej niż pociąg, ale są tańszym rozwiązaniem.

Latarnia morska
Szlak portugalski
Porto
Share Button

Essaouira i „Gra o tron”

Al-Sawira, Al-Suwajra lub Essaouira (arab. الصوير), a jeszcze wcześniej Mogador, w zależności, kto którą nazwę preferuje, to dość malownicze miejsce, rozsławione ostatnio „Grą o tron”. Tu właśnie kręcono część zdjęć z Daenerys, które odbywają się w Astaporze. Pozostałe sceny kręcono w Warzazat.

Fragmenty budowli wykorzystanych w Grze o tron
Fragmenty budowli wykorzystanych w Grze o tron

Essaouira – Astapor z GOT

W Essaouirze Astapor widzimy głównie od strony oceanu. Częściowo na murach, po których spacerują Deanerys z Jorahem. Tam widzieli ukrzyżowanych niewolników. Niestety akurat podczas naszej wizyty mury były niedostępne dla zwiedzających, gdyż poddawano je renowacji. Normalnie stanowią dodatkową atrakcję, z której można spoglądać tak na ocean jak i na medynę.

Widok z muru na ocean
Widok z muru na ocean

Kręcono tu także część scen z handlarzem niewolników, panem Kraznysem, tym który miał na sprzedaż Nieskalanych. Niestety znajdują się one w części bezpośrednio związanej z wejściem na mur, więc odbiliśmy się od niej.

Mury
Mury
Przy murach miejskich kręcono wnętrza Astapor
Przy murach miejskich kręcono wnętrza Astapor

Pewną namiastką jest mur przy samym porcie nad bramą Porte de la Marine, która wprowadza nas w medynę. Tu dało się wejść (za drobną opłatą). Zbudowany jest w podobny sposób, ale nie było go już w filmie, przynajmniej z góry. Stanowił za to tło. Między medyną a portem jest pewien placyk, gdzie zbudowano scenę przedstawiającą port Astapor. Tu doszło do próby zamachu na Deanerys i tu objawił się sir Barristan Selmy. Tym razem dało się tu wejść, ale przebudowa trwała, więc nie wygląda to w żaden sposób filmowo. Niestety takie czasem są uroki zwiedzania żywych lokacji, nie zawsze można dotrzeć do informacji o trwających remontach, nie mówiąc już o planowanych.

Remontowana część, gdzie kręcili fragmenty targu niewolników
Remontowana część, gdzie kręcili fragmenty targu niewolników

Gdzie twórcy „Gry o tron” znaleźli to miejsce? Możliwe, że w innym hollywoodzkim hicie, kręconym w Maroko. Mowa oczywiście o „Królestwie niebieskim” Ridleya Scotta. Zwłaszcza, że serial wykorzystuje prawie te same miejsca, z tym, że ustawienie kamery jest już inne. U Scotta była to zarówno Mesyna (Włochy) skąd wypływali Krzyżowcy, jak i wąskie uliczki Jerozolimy czasów Baldwina (Izrael).

Mury miejskie
Mury miejskie

Medyna nad brzegiem oceanu

Sama Al-Sawira znajduje się na liście UNESCO, ze względu na unikalną medynę. Nie chodzi tylko o mur i morze, ale podobnie jak w Marrakeszu kulturę niematerialną, czyli w tym wypadku muzykę uzdrowicieli Gnaoua. Podobnie jak w Marrakeszu, tak i tu, w ramadan nie dało się nic takiego usłyszeć. Miejscowość znajduje się w miarę blisko Agadiru, skąd przybywają tu prawie codziennie wycieczki. Nie na długo, ale zwłaszcza przy wejściu tłum ludzi jest prawie cały czas. Chodzenie po medynie nawet w upalny dzień jest bardzo przyjemne, ze względu na świeżą, oceaniczną bryzę.

Medyna
Medyna
Medyna
Medyna

Targ rybny przy porcie

Nas jednak najbardziej zainteresował port. Z jednej strony widzieliśmy łodzie, wszystkie ładnie pomalowane na niebiesko, w podobny wzór. Z drugiej targ rybny, gdzie rybacy sprzedawali to, co złowili. Z murenami, krabami, rekinami i masą ryb na czele. Część z nich pakują w lód i wysyłają dalej, część zaś jest kupowana na miejscu. Wszędzie zaś kręcą się koty i latają mewy liczące na to, że coś im spadnie. To bardzo interesujące i klimatyczne miejsce, a co najważniejsze nie turystyczne. Nawet części osób nie podobało się chodzenie tu z aparatem, zwłaszcza, że byliśmy tu jedynymi turystami, acz nie robiliśmy też im zdjęć. Odległość od medyny jest bardzo niewielka, więc szkoda sobie ten port odpuścić, zwłaszcza gdy tętnił życiem.

Port z charakterystycznymi niebieskimi łodziami (Essaouira)
Port z charakterystycznymi niebieskimi łodziami (Essaouira)
Targ rybny ze świeżymi produktami
Targ rybny ze świeżymi produktami

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak marokański
Essaouira
Szlak filmowy
Essaouira i „Gra o tron”
Share Button

Belgrad

Myśląc o Belgradzie (serb. Београд, Beograd) przede wszystkim wciąż przypomina nam się wojna w Jugosławii, czy filmy Emira Kustoricy z „Underground” na czele (choć większość zdjęć tego obrazu powstała poza Serbią), a także muzyka Gorana Bregovicza, nierozerwalnie związana z tamtejszym kinem. Stolica Serbii dziś uchodzi za miasto imprezowe, pełne klubów, kasyn i innych nocnych rozrywek. Czasy, gdy Belgrad był niebezpieczny już chyba mamy za sobą, dziś to miejsce nastawione na turystów, ale też przysłowiowy kocioł bałkański.

Budynki zniszczone podczas bombardowań NATO
Budynki zniszczone podczas bombardowań NATO

Belgrad

Z jednej strony to miasto skrzywdzone przez komunizm. Dziś jednak te potworki socrealizmu i pochodnych epok, choć nadal straszą, są istotnym elementem miasta. Tak w centrum, jak i poza nim. Widać to choćby w pałacu serbskim, monumentalnej budowli z poprzedniej epoki, dość intrygująco się prezentującej. Gorzej niestety w centrum, gdzie pewne zaniedbania widać. To chyba dość dobrze oddaje nie najlepsze świadectwo tamtemu okresowi w historii i tamtemu systemowi. W tym kontekście to dość pouczająca wyprawa, choć niestety dla nas w Europie Wschodniej dość bliska.

Pałac Serbski
Pałac Serbski

Drugą rzeczą, która straszy w Belgradzie to pozostałości po wojnie. Serbowie są dumnym narodem, to widać, ale też tym, który ostatecznie przegrał wojnę i musiał za to zapłacić karę. Nie są bez winy, ale to już temat na inną dyskusję. To co widać w Belgradzie to pozostałości po działaniach NATO, po bombardowaniach, które miały miejsce zaledwie kilkanaście lat temu. Tu NATO jest określane mianem agresora.  Po części mają w tym rację. W mieście pozostawiono kilka zbombardowanych budynków, tak by były memoriałem. Bomby jednak spadały nie tylko na cele państwowe. Dosięgły cywili, w tym także dzieci. Tym ufundowano specjalny pomnik. Ta historia jest żywa w Belgradzie, tu wciąż pojawiają się koszulki czy napisy mówiące o tym, że Kosowo jest serbskie, albo że nie rozliczono zbrodniarzy wojennych, którzy wybijali Serbów. Każdy konflikt ma przynajmniej dwie strony, a każda z nich swoje złożone racje. Ta część Belgradu (najwięcej takich budynków jest na południowy wschód od dworca) wprawia w  zadumę. Zwłaszcza, że jest taka inna niż informacje, które do nas docierały.

Wegetariańskie graffiti
Wegetariańskie graffiti

Specyfiką Belgradu są też różne graffiti i murale. Tu znajdziemy zarówno hasła polityczne, artystyczne, jak i wegańskie. W tym ostatnim przypadku warto pamiętać, że kuchnia serbska nie jest przyjazna wegetarianom i trzeba się posiłkować frytkami z sałatkami.

Cerkwie i sobory

Sobór św. Sawy
Sobór św. Sawy
Nieukończone wnętrza
Nieukończone wnętrza

Serbowie jednak są dumni, nie poddają się rozpaczy i budują swą przyszłość. W centrum znajdziemy kilka nowoczesnych budynków, ale historia tworzy się w cerkwiach i soborach. Najważniejszy z nich to sobór św. Sawy. To jedna z trzech największych cerkwi na świecie. Ma to być główny kościół wyznania serbsko-prawosławnego. Budynek jest skończony, ale jeszcze niewykończony wewnątrz. W środku brakuje wylanej podłogi i ozdób. Nawet w tej formie żyje i robi wrażenie, a jednocześnie już jest symbolem miasta i kraju. Sam krzyż na kopule ma dwanaście metrów.

Cerkiew św. Marka
Cerkiew św. Marka

Pieniądze na cerkwie idą. Widać to także w cerkwi św. Marka. Jest to świątynia w stylu serbsko-bizantyjskim. Jak wiele innych miejsc w mieście, także i ona ucierpiała częściowo w czasie ostatniego konfliktu. Wewnątrz jest więc dość skromnie ozdobiona, ale wciąż imponująca.

Wnętrze cerkwi św. Marka
Wnętrze cerkwi św. Marka

Centrum rozrywkowe Belgradu to kluby, sklepy, restauracje, głównie w okolicy Skadarlija, którą kiedyś upodobała sobie bohema. Tu przebywa dużo turystów, język angielski jest zrozumiały, płacić można kartami, ale też Euro jest przyjmowane. Warto dodać, że te miejsca pojawiły się w filmie „November Man” z Priecem Brosnanem, podobnie zresztą jak okoliczne targowisko.

Okolice Skadarlija
Okolice Skadarlija

Kalemegdan

Sercem historycznego Belgradu jest twierdza Kalemegdan. Jej początki sięgają czasów rzymskich. Belgrad to jedno z najstarszych miast w Europie. Kształt twierdzy nadali Turcy, a potem Cesarstwo Austro-Węgierskie. Dziś to doskonałe miejsce spacerowe, gdzie znów przybywają liczni turyści, ale też mieszkańcy. Tu zlokalizowane jest zoo, park dinozaurów, czy korty tenisowe. Jest też muzeum wojska, którego sam budynek nie jest wielki, ale to nie w budynku tkwi największa zaletą. Tam są wystawione małe bronie (trzeba kupić bilet), natomiast na twierdzy niedaleko muzeum wystawione są torpedy, działa, czołgi i kilka innych pojazdów. To wszystko można oglądać za darmo, a co lepsze dotknąć. Tu się bawią Serbowie razem z dziećmi. Eksponaty te sprawiają niesamowite wrażenie.

Kalemegdan
Kalemegdan
Mury
Mury
Muzeum broni
Muzeum broni

Innym ciekawym miejscem na twierdzy są cerkwie. Może nie tak wielkie, ale bardzo ładne w środku, jak i na zewnątrz, zwłaszcza ta porośnięta bluszczem.

Cerkiew na twierdzy
Cerkiew na twierdzy
Wejście do cerkwi
Wejście do cerkwi

Muzea Belgradu

Istotnym dla Serbów miejscem jest też muzeum Nikoli Tesli. Tego tu wielbią i promują, no i znajduje się on na jednym z banknotów. Muzeum niestety sprawia trochę gorsze wrażenie. Jest małe, obejrzenie go mniej więcej zajmuje pół godziny (wraz z filmikiem i pokazami). Nie ma kuli Tesli. Eksperymentów zaś dokonuje pracownik. Owszem ma to sens, zwłaszcza, że mamy do czynienia z elektrycznością, ale  spodziewaliśmy się czegoś bardziej nowoczesnego i wyszukanego.

Prochy Tesli
Prochy Tesli

Kolejnym muzeum, które warto zobaczyć to muzeum lotnictwa. Jest ono ulokowane tuż przy lotnisku. Kilka minut spacerkiem od terminala. Tu także kilka eksponatów wystawiono na zewnątrz za darmo, ale w środku także jest wiele samolotów do oglądania. Sam budynek ciekawie wygląda na zdjęciach, zdecydowanie gorzej w rzeczywistości, ale istotne są zbiory. Także te z ostatniej wojny, w tym elementy zestrzelonych NATOwiskich samolotów.

Muzeum lotnictwa
Muzeum lotnictwa
Muzeum lotnictwa wewnątrz
Muzeum lotnictwa wewnątrz

Inny Belgrad

Turystycznie są też dwa miejsca warte zobaczenia. Jedno to ulica Kneza Mihaila. To obecnie główny deptak miejski, ze sklepami i nie tylko. Drugie miejsce to dawna żydowska dzielnica Zemun, potem także artystyczna, dziś bardziej turystyczna, acz nie dotknięta już tak komuną. Sama okolica jest też bardzo interesująca, wygląda zupełnie inaczej niż centrum miasta, bardziej jak jakieś letnisko czy małe miasteczko.

Knaz Mihaila
Knaz Mihaila

Życie imprezowe kwitnie także wśród rzek, można wynająć sobie statek, by ze znajomymi bawić się na Sawie czy Dunaju. Niestety przez to trudniej znaleźć wycieczkę wodną. Nam się nie udało, bo nigdzie nie zebrała się wystarczająca liczba chętnych.

Centrum Belgradu
Centrum Belgradu

Z centrum do większości wspomnianych miejsc można dojść spokojnie spacerem. Do Zemun najlepiej dostać się autobusem (bilet kupuje się bezpośrednio u kierowcy). Na lotnisko także kursuje autobus, ale taksówki nie należą do najdroższych, więc są dość dobrą alternatywą. Sam Belgrad zaś idealnie się nadaje na weekendowy wypad. To miasto na tyle zróżnicowane, że zadowoli różne gusty.

Zemum
Zemum
Szlak serbski
Belgrad
Share Button

Safi i Al-Dżadida

Na wybrzeżu oceanu atlantyckiego, między Agadirem a Casablanką znajdziemy wiele urokliwych i wartych do zatrzymania się miejsc. Jednym z nich jest bez wątpienia Al-Dżadida (El Jadida, dawniej Mazagan, arab. الجديدة), czyli kolejny zabytek na liście UNESCO.

Al-Dżadida
Al-Dżadida

Al-Dżadida

Najważniejszy punkt w Al-Dżadidzie to bez wątpienia pozostałości po dawnej, portugalskiej fortecy. Dziś to miejsce zamieszkane przez lokalną ludność, która nie potrafi w żaden sposób go wykorzystać. Walory „wypoczynkowe” to przede wszystkim plaże. Przez to niestety zabytek niszczeje, bo nie ma zainteresowania nim, z wyjątkiem starej cysterny portugalskiej. Do niej zjeżdżają się turyści. Niestety, w ramadanie podczas naszej wizyty zamknięto ją dużo wcześniej niż wynikałoby to z informacji. Ale to już specyfika kraju. Pokazuje też niestety niską świadomość na temat zabytków innych kultur. W teorii co prawda znalazł się przewodnik, który sugerował, że może nas od tyłu wprowadzić na dach za jakieś pieniądze, ale przezornie nie korzystamy z takich propozycji. Zwłaszcza, gdy nie ma w pobliżu ani innych turystów, ani policji.

Forteca portugalska

Zostało nam więc zwiedzenie fortecy lub tego, co z niej pozostało. Mury stoją dalej, w niektórych miejscach są też armaty, ale dużą część została zabudowana i przerobiona na mieszkania. Na dość krótki spacer wystarczy. Naprzeciwko murów zaś znajduje się tutejsza medyna. Zatłoczona i żyjąca.

Forteca porgualska
Forteca portugalska

Safi

Innym miejscem, również początkowo wzniesionym przez Portugalczyków jest Safi (arab. أسفي). Tu też początkowo wznieśli fortecę na wybrzeżu, na południe od Al-Dżadidy. Wpływy portugalskie nie zachowały się tu już tak dobrze. Został co prawda fragment zamku, ale on także jest przerobiony na część mieszkalną, nie jest w żaden sposób wykorzystany turystycznie. Krótkie przejście się po nim doskonale obrazuje skalę problemu. Dość ciekawa budowla, która dałoby się wykorzystać turystycznie, pełni rolę mieszkalną. Wisi tu schnące pranie, chodzą kury, ot uroki Maroka.

Safi
Safi
Safi

Safi słynie z wyrobów garncarskich. Czy są one tu najlepsze i najładniejsze, jak często piszą przewodniki? Tego nie potwierdzamy. Raczej standard marokański. Za to dość interesującym miejscem jest dzielnica garncarzy, wraz z wzgórzem, na którym zlokalizowano warsztaty. Znajduje się ona w samym centrum, więc łatwo tu dotrzeć. To właśnie jest siła legendy unikalności tych produktów, można zobaczyć jak powstają. To przyciąga zwiedzających. Normalnie jest tu zdecydowanie większy ruch, ale niestety w trakcie ramadanu, praktycznie zamarł. Sprzedawcy się wystawiają, ale tylko nieliczni rzemieślnicy pracują nad wyrobami ceramicznymi, miseczkami, talerzami, kubeczkami czy dzbanuszkami. Ci, którzy pracowali, nie wykonywali tych najbardziej widowiskowych prac, raczej gładzili bądź malowali swoje dzieła. W Safi znajduje się też muzeum ceramiki, ale przede wszystkim jest wiele sklepów. Niby lepiej niż w Al-Dżadidzie, ale to wciąż nie to Maroko, którego szukamy.

Safi
Szlak marokański
Safi i Al-Dżadida
Share Button

Wielki Mur Chiński

W najbliższy weekend na nasze ekrany wchodzi film „Wielki Mur”. To dobry pretekst, by wybrać się na krótką, wirtualną wyprawę do Chin i na Wielki Mur Chiński (chin. 万里长城).

Wielki Mur Chiński
Wielki Mur Chiński

Wielki Mur Chiński – mity

Jeden z cudów świata. Oczywiście na liście UNESCO. Wielki Mur Chiński to bez wątpienia jedna z najciekawszych starodawnych budowli, która w jakiejś części ostała się do dziś. I taka, która jest owiana wieloma legendami. Jedna z nich mówi, że to jedyna budowla widziana z kosmosu. Nie jest to prawdą. Właściwie to wiele autostrad jest szerszych i dłuższych, a przy tym lepiej oświetlonych. Wielki Mur aż tak wielki nie jest. Wiele wskazuje na to, że Amerykanie pomylili go z wielkim kanałem i rzeką Yangcy, a potem się to rozeszło. Inna legenda mówi, że Wielki Mur był niezdobyty.

Cóż, prawda jest taka, że raczej pełnił on rolę odstraszającą. Jeśli chodzi o obronność raczej nie spełniał swojej funkcji. Po pierwsze był zbyt wielki, by go patrolować czy bronić się na nim. Po drugie ciężko po nim się przemieszcza. Po trzecie jest na tyle rozległy, że ludy z zewnątrz bez problemu mogły sobie przechodzić przez niego. Jeszcze jedna sprawa jest taka, że Wielki Mur nie przetrwał w formie nienaruszonej. Chińczycy niestety mają to do siebie, że odbudowują zabytki czasem je rozszerzając. Potem trudno stwierdzić, co jest oryginałem, a co „chińską podróbką”.

Wielki Mur z bliska
Wielki Mur z bliska

Historia i fakty

Wielki Mur jest nierówny w swojej budowie, co powoduje, że poruszanie się po nim może być uciążliwe. Z prostej przyczyny. Część jest faktycznie w miarę płaska, chodzi się więc po kamieniach, ale w niektórych częściach przy wzniesieniach musimy pokonać schody. To już jest trudniejsze, bo poszczególne schody są czasem bardzo wysokie. Efekt jest taki, że czasem łatwiej się wdrapać niż wejść i to średniej wielkości Europejczykom. Dla niższych Chińczyków jest to dziś wyzwanie, a oni nie mają na sobie zbroi z pełnym rynsztunkiem. Dla dawnych żołnierzy, którzy także do najpostawniejszych nie należeli to musiało być ciężkie wyzwanie.

Właśnie takie fragmenty bardzo dobrze obrazują jak trudno było szybko reagować na Wielkim Murze, gdy pojawił się nieprzyjaciel. Swoją drogą warto pamiętać, że na niektórych odcinkach mur nie istniał. Łączył się z naturalną barierą. Licząc z nią podobno mierzył sobie jakieś 8851 m z czego 6259 m zostało wzniesione przez człowieka. Dane te jednak i tak są tylko szacunkowe. Całości fortyfikacji nigdy nigdy nie zmierzono. Mury takie zaczęto budować jeszcze w epoce walczących królestw, ale podwaliny pod ten mur powstały wraz z zjednoczeniem Chin przez Qin Shi Huanga (III w p.n.e.). Obecny kształt pochodzi z XV wieku i czasów dynastii Ming.

Mur
Mur

Jeśli chodzi o wartość obronną, to dziś warto zauważyć jeszcze jedną rzecz. W niektórych miejscach mur obecnie jest na tyle nisko, że można spokojnie z niego zejść i wejść z powrotem zwyczajnie przekładając nogę. To znaczy mniej więcej tyle, że utrzymanie go w czasach świetności wymagało olbrzymich środków finansowych. Technicznie rzecz biorąc, Wielki Mur Chiński to prawdopodobnie jeden z największych niewypałów w historii ludzkości. Kosztował dużo, a jego wartość obronna była mocno przeceniana. Za to do dziś ma olbrzymią wartość kulturową i kulturotwórczą.

Mur z tej perspektywy nie wygląda już tak okazale
Mur z tej perspektywy nie wygląda już tak okazale

Zwiedzanie Wielkiego Muru

Wielki Mur to symbol Chin. Mieszkańcy doskonale o tym wiedzą. Warto jednak pamiętać, że turystyka zewnętrzna w Chinach nie jest tak rozwinięta jak wewnętrzna. Więc zdecydowana większość Chińczyków zwiedza swój kraj i są zdecydowanie najliczniejszą grupą turystów. I jest to jedno z tych miejsc, w którym bardzo dobrze to widać. Ilość turystów jest naprawdę ogromna, więc „przyjemność” chodzenia po Wielkim Murze jest raczej znikoma. Idzie się w tłumie za tłumem. A osoby zza granicy bardzo się tu wyróżniają i budzą czasem  zainteresowanie. Tu przybywają osoby z najodleglejszych zakątków Chin. Dla wielu Europejczyk jest czasem atrakcją podobną co Wielki Mur. Efekt jest taki, że bardzo często proszą o wspólne zdjęcie. Nie trzeba chyba dodawać, że robienie zdjęć jeszcze bardziej tamuje tu ruch.

Ciągnący się Wielki Mur
Ciągnący się Wielki Mur

Plus jest taki, że większość zwiedzających „zalicza” zabytek. Przejdzie się do pierwszej czy drugiej strażnicy i tam zawróci. Więc jak się przejdzie tę najludniejszą część dalej zwiedzanie jest już dużo przyjemniejsze.

Zwiedzanie Wielkiego Muru nie stanowi większego problemu. Choć tylko niewielka część jest udostępniona turystom, to jednak są one dobrze oznaczone. Łatwo znaleźć wycieczkę czy kierowcę, który nas do takiego miejsca zwiezie. Nam udało się zobaczyć fragment w Badaling, ale pod samym Pekinem jest jeszcze pięć innych miejsc otwartych dla zwiedzających.

Druga strona medalu, czyli ilość turystów
Druga strona medalu, czyli ilość turystów

Sam Wielki Mur jest mocno obecny w kulturze popularnej czy w filmie, ale dużo łatwiej jest go „odtworzyć” niż nakręcić. O tym warto pamiętać. Najczęściej w kinie mimo wszystko go nie widzimy.

Szlak chiński
Wielki Mur Chiński
Share Button

Gibraltar i James Bond

Zajęliśmy się już Ceutą, teraz pora na tę zdecydowanie bardziej znaną eksklawę, czyli Gibraltar, wciąż pod brytyjskim protektoratem. Taka mała Brytania w Hiszpanii, choć nie aż tak brytyjska jakby się wydawało.

Widok z góry
Widok z góry

Gibraltar

Na Gibraltar zdecydowanie najłatwiej było pojechać samochodem, ale należy pamiętać, że nie zawsze można wynajmowanym samochodem przekraczać granicy (trzeba sprawdzić warunki wynajmu). Trzeba się kierować na La Línea de la Concepción. Tam przed granicą znajdują się parkingi, dalej należy przejść fragment na piechotę przez przejście graniczne, gdzie od razu da się kupić bilety autobusowe, o ile potrzebujemy. I tu bardzo ważna uwaga. Gibraltar jest sporo większy niż na to wygląda. W wielu przewodnikach jest napisane, że wystarczy na niego trzy-cztery godziny. Jeśli chcemy tylko wjechać na Skałę, zobaczyć małpy i wrócić, ew. coś jeszcze zwiedzić po drodze, to oczywiście tyle wystarczy. Skała jednak jest na tyle ciekawa, że warto poświęcić jej cały dzień.

Skała
Skała

Warto zwrócić uwagę na jedną ciekawostkę. Otóż między przejściem granicznym, a Skałą znajduje się lotnisko. Trzeba przejść przez pas startowy. Czasem jest okazja, by obserwować jak przejście jest zamykane, a następnie ląduje bądź startuje samolot.

Brytyjska baza wojskowa (Gibraltar)
Brytyjska baza wojskowa (Gibraltar)

Małpy

Autobusem można się przejechać i wysiąść przy kolejce linowej. Kolejką wjeżdża się na Skałę. Nie na sam szczyt, ale na część turystyczną. Tam głównie przebywają magoty gibraltarskie. Populacja tych małp jest utrzymywana sztucznie, są one dużą atrakcją turystyczną. Ale mogą też być utrapieniem dla mieszkańców, czy zwiedzających. Efekt jest taki, że małpy się dokarmia.  Dzięki temu siedzą w jednym miejscu i są w miarę łatwo dostępne, ale też raczej spokojne. Niemniej jednak należy uważać, jak robi się z nimi zdjęcia. Oprócz nazwy magot gibraltarski stosuje się też makak berberyjski (łac. Macaca sylvanus). To właściwa nazwa gatunkowa, mianem makaków określamy populację na Skale.

Wjeżdżanie na Skałę
Wjeżdżanie na Skałę, w tle port (widoczny w Bondzie)

Z góry można albo wracać, albo przejść się po Gibraltarze. Jedna z tras to Mediterranean Steps, bez wątpienia trudniejsza, ale zdecydowanie najciekawsza. Niewiele osób się decyduje tamtędy przejść, więc jest zdecydowanie spokojniej i bardziej dziko. Jest to spacer zdecydowanie bardziej wyczerpujący, ale dający wiele satysfakcji, a trud wspinaczki wynagradzają zapierające dech widoki.

Małpy na Gibraltarze
Małpy na Gibraltarze, także pojawiają się w Bondzie

Uwaga praktyczna dotycząca darmowych map. Przynajmniej te, które dostaliśmy, były bardziej poglądowe niż praktyczne. Nie dość, że nie były przeskalowane, to jeszcze nie można było polegać na rozgałęzieniach. Wszystko było uproszczone. Warto pamiętać, że większość zwiedzających wjeżdża na górę i albo schodzi, albo zjeżdża. Inni najczęściej używają taksówek, by zobaczyć więcej.

Oświetlone jaskinie
Oświetlone jaskinie

Fortece, tunele i jaskinie

Do zobaczenia są tu między innymi jaskinie, tunele, fragmenty fortec. Jest tablica pamiątkowa poświęcona Władysławowi Sikorskiemu. Mnóstwo armat.

Tunele fortecy
Tunele fortecy

Samo miasto sprawia wrażenie, jakby nakładały się tu kultury hiszpańska, brytyjska i arabska. Są i charakterystyczne czerwone budki telefoniczne, ale czystość bardziej przypomina kraj południa.

Lotnisko
Lotnisko

Na koniec to, co sprowadza nas na Gibraltar, czyli James Bond. Właściwie był tu już dwa razy. W „Żyję się tylko dwa razy” (1967) Lewisa Gilberta z Seanem Connerym nakręcono tu w porcie pogrzeb Bonda. Właściwie poza morzem nic więcej nie widać. W pełnej krasie miejsce to zobaczyliśmy dopiero dwadzieścia lat później w „W obliczu śmierci” Johna Glena z Timothym Daltonem. Tu właśnie dzieje się początkowa sekwencja Bonda. Widzimy i port, i małpy, ale też drogi. Jest tego sporo, wystarcza na wycieczkę śladami 007.

Uliczka na skale, jedna z wielu podobnych. Niestety nie wiemy, która pojawiła się w filmie.
Uliczka na skale, jedna z wielu podobnych. Niestety nie wiemy, która pojawiła się w filmie.

Ekipa Bonda przybyła tu we wrześniu 1986. Ale nie wszystkie sceny, które widzimy w filmie, kręcono na Gibraltarze. Posiłkowano się także Beachy Head w Wielkiej Brytanii, gdzie przede wszystkim było spokojniej, tak ze względu na turystów jak i co ważniejsze wiatr i pogodę.

Szlak brytyjski
Gibraltar
Szlak filmowy
Gibraltar
Share Button