Archiwa tagu: islam

Sarajewo, czyli kocioł bałkański, od zamachu po oblężenie

Trzeba to przyznać, że Sarajewo (chor. Sarajevo, serb. Сарајево) nas oczarowało. Tu wyraźnie widać, jaki to tygiel kultur. Ciekawie łączą się tu wpływy austriackie (formalnie austrowęgierskie), słowiańskie i socjalistyczne (jugosławiańskie), czy bardziej orientalne: muzułmańskie i tureckie. Miasto bardzo doświadczone przez wojnę, fenomenalne, acz niezbyt szczęśliwie ulokowane geograficznie (w sensie politycznym), a co ważniejsze wciąż tętniące życiem.

Bascarsiji, Sarajewo
Bascarsiji, Sarajewo

Historia Sarajewa

Malowniczo położone w dolinie między pięcioma szczytami Alp Dynarskich, swoje początki datuje już na epokę neolitu. W XIX wieku odkryto pozostałości osady sprzed około 4500 lat. Na terenie dzisiejszej dzielnicy Ilidża znajdowała się natomiast rzymska kolonia, zaś w średniowieczu na tym obszarze istniała osada Vrhbosna. Nowożytne Sarajewo zostało założone w 1462 roku przez osmańskiego władcę Bośni, w kolejnych latach Sarajewo było stolicą administracyjną Bośni osmańskiej. Po spaleniu miasta przez wojska austriackie w 1697 roku, stolicę przeniesiono do Travnika. Dziś Sarajewo to właśnie taka osmańsko-austriacka z akcentami Żydów sefardyjskich (aszkenazyjskich w mniejszym stopniu) mieszanka architektury, zwyczajów, i kuchni. Jest i kawa po bośniacku, są i sarejewskie burki (bułki z serem) i mnóstwo pięknych zapachów.

Bascarsiji, Sarajewo
Bascarsiji, Sarajewo

Sarajewo – Stare Miasto

Baščaršija (Bascarsija) jest sercem Starego Miasta Sarajewa. Jest to bazar na planie okręgu, otoczony kamiennymi kramami, których jedyną funkcją był handel – nie ma w nich domostw, a na noc targ pustoszeje. Bazar Baščaršija pierwotnie zajmował obszar dwukrotnie większy niż obecnie. Dziś jest jedną z głównych atrakcji turystycznych Sarajewa, tętniącym życiem placem, pełnym stoisk z pamiątkami i gastronomią. Szczególnie dużo miejsca zajmuje tutaj kawa i charakterystyczne dżezwy – tygielki do kawy z uchylaną pokrywką oraz zastawa stołowa, przede wszystkim tace, wykonane z metalu z bogatą ornamentyką. Rano można się tutaj spokojnie przechadzać, później jest to naprawdę tłoczne i gwarne miejsce.

Gołębie na Bascarsiji (blisko Sebilj), Sarajewo
Gołębie na Bascarsiji (blisko Sebilj), Sarajewo

Na Baščaršija znajduje się wieżyczka-grzybek, jest to studzienka kanalizacyjna z funkcją kraników do wody pitnej, tak zwany sebilj. W Sarajewie jest jedna z najstarszych instalacji wodociągowych w Europie, sam sebilj został ufundowany w 1753 roku.

Meczet Gazi Husrev-bega
Meczet Gazi Husrev-bega

Meczety i kościoły w Sarajewie

W bezpośrednim sąsiedztwie bazaru lub tylko troszkę dalej znajdują się inne ważne obiekty, takie jak meczet Gazi Husrev-bega z połowy XVI wieku, Medresa Seldžukija z podobnego okresu i dla odmiany Katedra Serca Jezusowego z końca XIX wieku, niewiele nowsza synagoga i Sobór Narodzenia Najświętszej Maryi Panny – jedna z największych cerkwi na Bałkanach. Wrażenie robi znajdujący się nad rzeką ratusz miejski (Vijecnica) w stylu neomauretańskim. Ciekawostką są XV/XVI-wieczne pozostałości domów kupieckich w rodzaju karawanserajów.

Katedra Serca Jezusowego w Sarajewie
Katedra Serca Jezusowego w Sarajewie

Dzielnica Łacińska i most

Symbolem wielokulturowego miasta może być Most Łaciński nad rzeką Milijacką. Został on ufundowany przez osmańskiego kupca w 1798 roku na miejsce mostu zniszczonego na początku XVIII stulecia. Nazwa pochodzi od dzielnicy Latinluk (Dzielnica Łacińska) – była to dzielnica zamieszkiwana przez chrześcijańskich Chorwatów. Most połączył ich w wygodnym miejscu z resztą osmańskiego miasta.

Gradska tržnica Markale
Gradska tržnica Markale

Zamach w Sarajewie

Mówiąc o Sarajewie nie można nie wspomnieć  historii  słynnego zamachu. W dniu 28 czerwca 1914 roku o 10:50 serbski nacjonalista z ruchu Młodej Bośni, Gavrilo Princip, dokonał zamachu na arcyksięcia Franciszka Ferdynanda Habsburg i jego małżonkę. Uważa się to za bezpośrednią przyczynę wybuchu I wojny światowej (w tamtych czasach znanej jako Wielka Wojna). Śmiertelne w skutkach strzały padły na północnym krańcu Mostu Łacińskiego. Po wielkiej wojnie most przyjął nazwę Mostu Principa, a do nazwy historycznej powrócono dopiero po wojnie domowej z lat 90. XX wieku. Sam przebieg zamachu jest miejscami dość zabawny, a miejscami przerażający i dyletancki. Zamachowców było kilku, podobnie jak prób zabicia księcia. Ostatecznie się udało.

W każdym razie czasem można spotkać się z nawiązaniami tak do zamachu, jak i I wojny światowej. Jest nawet hostel Franciszek Ferdynand. W samym zamachu zginęły 2 osoby, arcyksiążę i jego małżonka. W wojnie, która nastała potem śmierć poniosło ponad 8 milionów ludzi i prawie drugie tyle zaginęło.

Sobór Narodzenia Matki Bożej w Sarajewie
Sobór Narodzenia Matki Bożej w Sarajewie

Oblężenie Sarajewa

Jednym z najbardziej tragicznych wydarzeń wojny domowej z lat 1992 – 1995 było oblężenie Sarajewa przez siły Republiki Serbskiej i Armii Jugosłowiańskiej, a zakończone na mocy układu z Dayton dopiero w 1996 roku, po czterech latach krwawych starć, ostrzeliwania i bombardowania miasta. To najdłuższe oblężenie w Europie po II wojnie światowej. Jego przyczyną było referendum z marca 1992 roku, podczas którego większość opowiedziała się za proklamowaniem Republiki Bośni i Hercegowiny, co było niezgodne z konstytucją Jugosławii. Ponadto około jedną trzecią mieszkańców Bośni stanowili Serbowie, dziś zamieszkujący Republikę Serbską – jedną z dwóch części obecnej Bośni i Hercegowiny.

Most Łaciński w Sarajewie
Most Łaciński w Sarajewie

Zniszczeniu uległo wiele zabytkowych obiektów Sarajewa, a największą stratą był pożar w Bibliotece Narodowej, w której przechowywano około 10 tysięcy bezcennych orientalnych rękopisów. Pamiątkowa tablica na budynku Biblioteki wspomina to wydarzenia i nie przemilcza faktu, że zniszczenia dokonali Serbowie. Największe spustoszenia dokonały się w strukturze społecznej. Szacuje się, że podczas oblężenia zginęło około 10 tysięcy osób. Liczba mieszkańców na skutek śmierci, ucieczek i przesiedleń spadła o ponad jedną trzecią. Po wojnie wzrosła liczba samobójstw, aborcji, zaś o połowę spadła liczba urodzeń. Trudno się dziwić: bezpośredni strzał snajperski dotknął 40% dzieci, połowa ludności miasta widziała zabitych ludzi, a prawie 40% była świadkiem śmierci bliskiej osoby. Mało czyj dom nie był ostrzeliwany.

Ratusz w Sarajewie
Ratusz w Sarajewie

Ze względu na wielką liczbę zabitych, na przedmieściach i w samym centrum Sarajewa podczas oblężenia powstawały prowizoryczne cmentarze, w tym na terenie kompleksu zimowych igrzysk olimpijskich z 1984 roku. Szczególnie przykre wrażenie robi miejski park pełen dziecięcych grobów. Znajdują się tutaj także pamiątkowe tablice i rzeźby, między innymi rodzica wołającego za swoim dzieckiem. Swoją drogą nawet dziś można tu spotkać  listy gończe za serbskimi zbrodniarzami.

Sarajewo i widok na Żółty Bastion
Sarajewo i widok na Żółty Bastion

Sarajewo oraz Bośnia i Hercegowina

Tu warto przypomnieć, że Bośnia i Hercegowina to państwo federacyjne. Nazwę to państwo wzięło od dwóch krain geograficznych, których granicę trudno dokładnie określić. Bośnia to większość obszaru (jakieś 80%) obecnego państwa w obszarze Alp Dynarskich i za stolicę regionu (i całego państwa) uważa się Sarajewo. Nazwa obszaru pochodzi prawdopodobnie od przepływającej przezeń rzeki. Hercegowina to kraina geograficzna na południu kraju i niewielki skrawek morza, a nazwa krainy pochodzi od określenia średniowiecznego władcy Stjepana Vukčić Kosača. Nadał on sobie przydomek „Herzog” (niem. Książę), a więc jego włości w tutejszym języku to Herzogovina, dołowienie „kraina/kraj księcia”.

Sarajewo
Sarajewo

W skład federacji wchodzi Federacja Bośni i Hercegowiny jako jedno państwo i Republika Serbska jako drugie i Dystrykt Brczko jako trzecie. Co do Republiki Serbskiej – ten kraj został wyodrębniony na mocy porozumienia z Dayton w 1995 roku i w 90% jest zamieszkany przez bośniackich Serbów. Stolicą formalnie jest Sarajewo Wschodnie (czyli po prostu dzielnica Sarajewa), zaś nieformalną – Banja Luka. Uwaga, Republika Serbska jest częścią BiH. Republika Serbii (lub Serbia) ze stolicą w Belgradzie powstała w 2006 roku po rozpadzie Serbii i Czarnogóry, to osobne, niezależne państwo. Istnieją ruchy polityczne dążące do połączenia bośniackiej Republiki Serbskiej z Serbią, co wydaje się dość naturalne, ale mocno skomplikuje znów sytuację na Bałkanach, zwłaszcza biorąc pod uwagę nieregularny obszar zamieszkiwany przez bośniackich Serbów. Dodatkowo warto pamiętać, że Bośniacy są w dużej mierze muzułmanami, Serbowie są prawosławni, a Chorwaci to katolicy. Znajdująca się w samym centrum Bałkanów Bośnia zdecydowanie najbardziej ucierpiała na wskutek walk, prób zajmowania ziem czy czystek etnicznych podczas rozpadu Jugosławii.

Wieczny ogień w Sarajewie
Wieczny ogień w Sarajewie

Sarajewo w filmie

Wojny wywarły także wpływ na popkulturę. Tam czasem można zobaczyć Sarajewo, głównie w filmach o wojnie jak „Niewygodna prawda”, „W pogoni za zbrodniarzem”, „Aleja snajperów” czy „Kraina miodu i krwi” Angeliny Jolie. Kręcił tu także filmy Emir Kustorica (np. „Czas cyganów”, czy „Ojciec w podróży służbowej”).

Jeden z wielu pomników upamiętniających zabite dzieci
Jeden z wielu pomników upamiętniających zabite dzieci

Zwiedzanie Sarajewa i ciekawostki

Warto wspomnieć, że sieć tramwajowa stolicy to jedyna sieć tramwajowa Bośni. Pierwsza linia powstała pod konie XIX wieku, nawet nadal jeździ jeden zabytkowy tramwaj. Są też pozostałości bardziej socrealistyczne, włącznie z wioską olimpijską, dziś opuszczoną i trochę straszącą. Odbywały się tu zimowe igrzyska w 1984.

Widok ma Sarajewo
Widok ma Sarajewo

Tętniące życiem historyczne centrum pozwala zapomnieć, że zaledwie 25 lat temu szalała tutaj wojna i okrucieństwa na skalę nie widzianą od czasu zakończenia II wojny światowej. To miasto oczarowuje, ukazuje czym może być bałkański kocioł, aż żal że tak mało czasu tutaj mieliśmy.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak bośniacki
SarajewoWodospad Krawica
Share Button

Abu Zabi (Abu Dhabi), stolica Emiratów

Nowoczesna stolica Emiratów Arabskich  – Abu Zabi (arab. أبو ظبي ale czasem spotyka się też spolszczoną nazwę z angielskiego zapisu Abu Dhabi lub Abu Dabi) rozwinęła się dopiero w drugiej połowie XX wieku. Przeobraziła się z małej wioski rybackiej w prawdziwą metropolię. Zatem podobnie jak w Dubaju, tak i tu niewiele jest starych zabytków, choć z pewnością znajdziemy kilka niesamowitych atrakcji.

Wielki Meczet Szejka Zajida w Abu Dhabi
Wielki Meczet Szejka Zajida w Abu Dhabi

Szpital dla sokołów

Pierwszym punktem naszego zwiedzania był Abu Dhabi Falcon Hospital, z dwóch przyczyn. Po pierwsze mieliśmy konkretną godzinę, w sam raz na przyjechanie z Dubaju, po drugie miejsce to znajduje się na obrzeżach miasta, więc najwygodniej je oglądać albo przed, albo po zwiedzaniu centrum (chyba że jest się dłużej w Abu Zabi, wtedy można tu podjechać np. taksówką). Wizyty tutaj należy rezerwować z wyprzedzeniem przez ich stronę internetową (http://www.falconhospital.com/), choć prawdopodobnie poza sezonem nie będzie problemu, gdy przyjedzie się tu od razu. Jeśli przyjedzie się samochodem, trzeba powiedzieć strażnikowi przy bramie, na którą godzinę ma się wejście. Parking jest dostępny za darmo. Szpital sokołów zaś zainteresował nas ze względu na sokolnictwo rozpowszechnione w kulturze arabskiej.

Szpital dla sokołów - Abu Dhabi
Szpital dla sokołów – Abu Dhabi

Historia szpitala

Abu Dhabi Falcon Hospital został założony w 1999 roku pod auspicją rządu, prowadzony przez niemiecką dyrektor-chirurg weterynarii Dr Margit Gabriele Müller (ciekawostka: na zdjęciach z szejkiem występuje bez nakrycia głowy). Oczywiście przedsięwzięciu patronował szejk Mohammed Bin Zayed. Szpital szybko stał się największą tego rodzaju placówką w kraju i jedną z największych na świecie, o międzynarodowej renomie. Przyjeżdżają (lub przylatują) tutaj sokolnicy z całego regionu Zatoki. No, niedawno z tego grona wykluczony został Katar.

Sokoły w szpitalu
Sokoły w szpitalu

Od 2007 roku szpital otworzył swoje podwoje dla turystów. Jeden z pracowników oprowadza grupkę i opowiada o historii placówki, o rodzajach sokołów i ich cenach (szokujących, bo nawet pół miliona złotych za niektóre). Pokazuje także szpitalne sale, personel prezentuje proste zabiegi (na przykład przycinanie pazurów). Ku naszej uciesze sokoła można przez chwilę potrzymać na ręku. Zobaczyliśmy także wolierę, w której sokoły zmieniają upierzenie oraz klatkę z sowami, których nie udało się zwrócić na wolność (jedna akurat nie chciała). Oprowadzanie to daje nam jeszcze jedną rzecz: poznanie specyfiki arabskiego sokolnictwa. Skąd się wzięło, jak się rozwijało. Można zobaczyć tu choćby paszporty dla sokołów, poznaje się wiele ciekawostek.

W szpitalu jest możliwość potrzymania sokoła
W szpitalu jest możliwość potrzymania sokoła

Szpital dziś

Rocznie ponad 11 tysięcy sokołów zostaje przyjęte na leczenie lub badania, zwłaszcza przed sezonem polowań. Zresztą nie tylko sokołów – szpital obsługuje też dzikie ptaki, na przykład sowy. Ptak przed każdym zabiegiem jest usypiany. Ciekawie wyglądał proces naprawy uszkodzonych piór: szpital przechowuje zrzucone podczas pierzenia pióra, segreguje je ze względu na podgatunek sokoła i położenie pióra. Gdy zachodzi potrzeba, odpowiednie pióro za pomocą igły lub wykałaczki oraz kleju uzupełnia ubytek. Większość zabiegów jest najczęściej bardziej pielęgnacyjna, czyli odcinanie narośli na nogach, pielęgnacja szponów. Sale szpitalne są wyposażone w sprzęt taki, jak szpitale dla ludzi. I jak wszędzie w Emiratach, dbają tu o jakość. Zaś dodatkową atrakcją są pierzaści pacjenci i czasem ich rodziny. Niektórzy Arabowie traktują sokoły jak dzieci i bardzo się przejmują tymi zabiegami, to zaś jest wielce interesujący widok.

Niektóre sokoły są warte nawet 500 tysięcy PLN
Niektóre sokoły są warte nawet 500 tysięcy PLN

Fossil’s Rock

Po sokołach pojechaliśmy na pustynię, by zobaczyć przynajmniej część Fossil’s Rock. To dość ciekawe formacje skalne, niestety atrakcja ta nie jest zbyt popularna i zbyt rozpowszechniona. Trochę dzika (nam to nie przeszkadza), ale przez to w okolicy trochę bardziej oddalone formacje są niszczone przez rozwój miasta. Gdyby pojechać dale,j jest ich trochę więcej, no i są częściej znane przez turystów.

Fossil's Rock niedaleko Abu Zabi
Fossil’s Rock niedaleko Abu Zabi

Emirates Palace Hotel

Najbardziej luksusowy hotel na świecie znajduje się w Abu Zabi i nazywa się Emirates Palace Hotel. Gdy otwarto go w 2005 roku, zdeklasował dotychczasowego lidera luksusowych noclegów – dubajski Hotel Burj Al-Arab (ten hotel nigdy nie miał siedmiu gwiazdek, żaden tak naprawdę nie ma). Uznano, że nie wypada tego obiektu nazywać „hotelem”, ale właściwsze będzie określenie pałac. Najtańszy pokój zaczyna się od skromnych ponad 2 tysięcy złotych za dobę, ale za to do dyspozycji są limuzyny, śmigłowiec, prywatny odrzutowiec, własny kucharz, kamerdynerzy, nie wspominając o basenach, siłowniach i innych tym podobnych udogodnieniach. Hotel można zwiedzać, w dodatku za darmo. Jedyny rygor to strój. Szorty, klapki dyskwalifikują możliwość wejścia. Taki turystyczny smart casual jest jak najbardziej ok. Co ciekawe, nawet parking jest tu darmowy. Można wjechać i spokojnie zaparkować, nie ma nawet limitów godzinowych. W środku zaś robi to wrażenie.

Emirates Hotel
Emirates Hotel

Ethiad Towers

Widok z Emirates Palace Hotel (od strony frontowej, gdzie mogą przebywać turyści) olśniewa. Tu znajdują się wieżowce – Ethiad Towers oraz trochę dalej pałac szejka. Ethiad Towers mają oczywiście swój filmowy wkład. W serii „Szybcy i wściekli 7” pojawia się bardzo charakterystyczna scena skakania samochodem z jednego budynku do drugiego. Choć oczywiście większość ujęć powstała na blue screenie.

Ethiad Towers
Ethiad Towers

Wielki Meczet Szejka Zajieda

Zdecydowanie najważniejszą atrakcją jest jednak Wielki Meczet Szejka Zajieda, czyli budynek wyjęty niczym z „Baśni z tysiąca i jednej nocy”. Wygląda niesamowicie, robi fenomenalne wrażenie. Jest największym meczetem w ZEA i jednym z największych na świecie. I jest niesamowicie piękny. Jak wszystko w Emiratach, ma dokładnie zaplanowane miejsce, tak by było go widać jak się wjeżdża do miasta. Ma budzić podziw i to udało się osiągnąć.

Wielki Meczet Szejka Zajida w Abu Dhabi
Wielki Meczet Szejka Zajida w Abu Dhabi

Powstawał w latach 1996 – 2007 na zlecenie poprzedniego prezydenta Emiratów, szejka Zajida bin Sultan Al Najiah. Wygląd Wielkiego Meczetu zainspirowany jest rozmaitymi nurtami architektury islamskiej całego świata, z czego dla nas najbardziej rozpoznawalne są kopuły na wzór Tadż Mahal w Indiach. Przy projektowaniu i realizacji brali udział artyści z całego niemal świata, czego wyraz znalazł się w zastosowanych materiałach wykończeniowych.

Wielki Meczet Szejka Zajida w Abu Zabi
Wielki Meczet Szejka Zajida w Abu Zabi

Zwiedzanie meczetu

Wielki Meczet można zwiedzać z przewodnikiem. O wyznaczonej godzinie w punkcie zbiórki gromadzi się tłumek, każdy dostaje słuchawki i ruszamy za przewodnikiem. Warto wspomnieć, że zarówno wstęp do meczetu, jak i zwiedzanie, czy audioguide są bezpłatne.

Wielki Meczet Szejka Zajida jest fenomenalnie oświetlony nocą
Wielki Meczet Szejka Zajida jest fenomenalnie oświetlony nocą

Warto poczekać na godzinę zwiedzania z opowiadaniem, można się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy, co tylko wzmaga podziw. Przewodnik mówi o specjalnie wyselekcjonowanych kamieniach na posadzkę, różnobarwnych kamieniach z całego świata, który wykorzystano do wykonania kwiatowej dekoracji. Z grupą można przejść po części zwykle niedostępnej dla turystów, zbliżyć się do niszy skierowanej ku Mekce, czyli do mihrabu, przejść pod gigantycznym żyrandolem z kryształków Svarowskiego i dowiedzieć się, że dywan na posadzce nie jest łączony, ale całotkany. Pochodzi z Iranu i to największy dywan na świecie, ale w Emiratach do takich wieści zdążyliśmy już przywyknąć.

Wnętrza meczetu
Wnętrza meczetu

Dobrze jest też wrócić do Wielkiego Meczetu jeszcze, gdy się zupełnie ściemni. Świątynia ma ciekawy system oświetlenia skorelowany z fazami księżyca (kalendarz muzułmański jest kalendarzem księżycowym). Ponadto oświetlenie imituje chmury przechodzące przed tarczą księżyca. W dzień wygląda bajkowo, ale w nocy również to coś fenomenalnego. Zaś z innych ciekawostek warto dodać, że wezwania muezina w całym Abu Zabi są połączone. Pierwsze wezwanie zawsze pochodzi z tego meczetu i jest transmitowane przez każdy minaret w całym mieście. Dopiero drugie jest lokalne. Przed meczetem zaś znajduje się sporej wielkości, darmowy parking.

Wielki Meczet Szejka Zajida
Wielki Meczet Szejka Zajida

Meczet Marii

W czerwcu 2017 roku obiegła polską prasę i internet wieść, że meczet został nazwany Meczetem Marii, Matki Jezusa (w wierzeniach muzułmańskich Jezus jest jednym z proroków). Jednak zmiana wezwania dotyczyła innej świątyni, meczetu Mohammeda ibn Zajida (a więc syna Zajida bin Sultan Al Najiah, poprzedniego prezydenta ZEA). Mimo że ten meczet jest mniej ważny, to nadal jest to miły gest w stronę mniejszości chrześcijańskich w ZEA, liczących 12,5%.

Wielki Meczet Szejka Zajida
Wielki Meczet Szejka Zajida

Ferrari World i tor formuły 1

W Abu Zabi jest jeszcze wiele innych atrakcji, ze słynnym Ferrari World na czele. Są tu także tory wyścigów formuły 1. Normalnie wstęp kosztuje, ale gdy nie ma wyścigów, to można tam wejść i zobaczyć jak to wygląda.

Tor Formuły 1
Tor Formuły 1

Dzielnica muzealna

Obecnie bardzo mocno rozwija się też część związana z muzeami. Powstaje cały dystrykt, w którym będzie wiele różnych obiektów, w tym filia paryskiego Luwru (już otwarta). Jest też wioska dziedzictwa (Emirates Heritage Village). Choć podobną rzecz widzieliśmy w Dubaju.

Aldar Headquaters
Aldar Headquaters

Ciekawe wieżowce Abu Zabi

Warto zwrócić uwagę na budynki. W szczególności dwa bardzo charakterystyczne: okrągły Aldar HQ oraz Capital Gate, będący największą krzywą wieżą na świecie (przynajmniej na razie). W przeciwieństwie do tej w Pizie ta jednak krzywa jest celowo (na zdjęciu aż tak tego nie widać, lepiej się to ogląda z innej perspektywy). Jednak wieczorem, gdy spojrzy się na drapacze chmur, widać, jak wiele miejsca jest w nich niewykorzystane. ZEA mają pieniądze by je budować, ale jednocześnie jest tego na tyle dużo, że nikt nie wykorzystuje tej przestrzeni.

Capital Gate
Capital Gate

Namorzyny w Abu Zabi

Podobnie jak w Dubaju tak i tu mamy też część przyrodniczą, z lasami namorzynowymi.

Wieżowce Abu Dhabi nocą
Wieżowce Abu Dhabi nocą

Abu Zabi podobnie jak Dubaj intensywnie się rozbudowuje. Choć warto zauważyć, że ruch jest tu zdecydowanie mniejszy. Jazda samochodem przyjemniejsza, mało tego nie ma specjalnych problemów z darmowymi parkingami. Trochę gorzej wygląda transport miejski (nie ma metra), ale tym razem nie mieliśmy potrzeby z niego korzystać. Problemy można mieć tylko w okolicy licznych budów, gdzie są wyznaczone objazdy. Podobnie jak większość Emiratów jest to miasto czyste, zadbane i bezpieczne, a wielki meczet to coś naprawdę niesamowitego.

Wnętrza Emirates Hotel
Wnętrza Emirates Hotel

Abu Zabi i kino

Poza wspomnianymi „Szybkimi i wściekłymi” Abu Zabi próbuje stać się ważnym partnerem dla producentów filmowych. W „Maszynie wojennej” z Bradem Pittem stolica Emiratów udawała afgański Kabul. Jednak częściej jest to baza wypadowa. Tak miało to miejsce w przypadku „Gwiezdnych Wojen: Przebudzenia Mocy” J.J. Abramsa, gdzie większość zdjęć kręcono na pustyniach w mniejszej lub większej odległości od miasta. Podobnie było w przypadku „Mission: Impossible – Fallout” Christophera McQuarrie. Scena skoku spadochronowego z dużej wysokości została nakręcona na pustyni nieopodal Abu Zabi. Komputerowo piach zamieniono na Paryż.

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak emiracki
Abu Zabi (Abu Dhabi)Pustynia Liwa
Share Button

Baku, czyli James Bond, „Przedwiośnie” i szklane domy

Azerowie czasem nazywają swoją stolicę małym Dubajem. Baku (azer. Bakı) w niezwykły sposób łączy ze sobą historię, przemysł naftowy i nowoczesność. Idealnie ukazuje różne oblicza petrorepubliki, a co ważniejsze, miasto znalazło swoje odbicie w kulturze, klasycznej jak i popularnej. Choć my małym Dubajem tego miasta byśmy nie nazwali, choć widać tu pieniądze, to jednak jest tu dużo więcej niż tylko przepych.

"<yoastmark

Baku – Azerbejdżan

Baku położone jest na Półwyspie Apszerońskim, które charakteryzuje się bardzo kontynentalnym, suchym klimatem. To najbardziej suche miejsce w Azerbejdżanie. O jego wyjątkowości nie decyduje jednak klimat, a zasoby naturalne – przede wszystkim ropa naftowa i gaz ziemny. Stolica i największe miasto Azerbejdżanu to także pierwszy port nad Morzem Kaspijskim – to z kolei jest największym jeziorem świata, w dodatku słone między innymi przez brak odpływów.

Szyby naftowe na James Bond Oilfield
Szyby naftowe na James Bond Oilfield

Pierwsza osada na terenie dzisiejszego Baku pochodzi z II wieku, a w XII wieku pochodzą pierwsze perskie zabudowania. Wtedy też pojawia się nazwa Badkube, co w języku perskim oznacza „uderzenia wiatru”. Stąd pochodzi współczesna nazwa Baku, a etymologia nazwy dobrze oddaje charakter tego wietrznego obszaru.

Tak zwane James Bond Oilfield
Tak zwane James Bond Oilfield

Pola naftowe Jamesa Bonda

Wirtualne zwiedzanie zaczniemy od Jamesa Bonda i filmu „Świat to za mało”. Jego akcja częściowo dzieje się w Baku, to tu Electra King ma swoje szyby naftowe, a Valentin Żukowski kasyno. Choć rezydencje ukazane w filmie faktycznie znajdują się w Azerbejdżanie, więcej zdjęć nagrano w miejscowości Neftçala. Za to wykorzystano szyby naftowe znajdujące się blisko meczetu Bibi Heybat (w dawnej zatoce Bibi-Ejbat, osuszonym fragmencie Morza Kaspijskiego). Gdy kręcono kolejne przygody 007, większość z tych szybów była już nieczynna. Powstawały przez prawie 100 lat i utrzymanie ich stało się nieopłacalne. Oczywiście w filmie całe pole naftowe działa (widać to także w czołówce). Jednak od tamtego czasu wiele się zmieniło. Dziś szyby są czynne na nowo, odnowione, nowocześniejsze. Właściwie można do nich podjechać bez większego problemu i zobaczyć je z bliska. Nie ma tan nawet ogrodzenia, czy płotu.

Meczet Bibi Heybat
Meczet Bibi Heybat

Szklane domy

Szybów oczywiście w Baku jest więcej. Można się na nie natknąć w wielu miejscach na przedmieściach, ale to właśnie te nad Morzem Kaspijskim (lub jeziorem) są zdecydowanie najbardziej rozpoznawalne i charakterystyczne. Wykorzystano je w jeszcze jednym filmie, którego zdjęcia powstały jakiś rok po Bondzie. To „Przedwiośnie” Filipa Bajona. W Baku nakręcono kilka scen, ale szyby i okolica są najbardziej rozpoznawalne. Da się tam też zauważyć minaret z Bibi Heybat.

Marriott - nowoczesny szklany dom
Marriott – nowoczesny szklany dom

Film to oczywiście adaptacja powieści Stefana Żeromskiego, dziejącej się w czasach współczesnych autorowi, czyli XIX wieku. Jest to o tyle istotne, że Baku wtedy stanowiło jedno z najważniejszych miejsc związanych z handlem i wydobyciem ropy. Szacuje się, że w pewnym momencie kontrolowano stąd 20% światowego rynku, czyniąc z miasta nieformalną stolicę biznesu naftowego. Oczywiście te czasy już dawno przeminęły, choć kraj nadal czerpie profity z nafciarstwa.

Ogniste wieże nocą
Ogniste wieże nocą

Warto przy tej okazji wspomnieć o polskich wątkach w Baku, bo to Polak – geolog i inżynier Witold Zglenicki – jako pierwszy wydobył ropę z morskiego dna pod sam koniec XIX wieku. Dzięki niemu zaczęto na przemysłową skalę wydobywać ropę naftową w Baku, konstruował platformy wiertnicze, szyby, ropociągi. Inny inżynier – Paweł Potocki – również miał znaczący wpływ na rozwój przemysłu naftowego w Baku. W 1922 roku stworzył śmiały projekt osuszenia fragmentu morza, by móc wydobywać ropę. Od 1910 roku zaś nadzorował osuszanie zatoki Bibi-Ejbat. Nazwiskami Potockiego i Zglenickiego nazwano ulice Baku. Obecnie działa tutaj Polonia. Także Alfred Nobel dorobił się fortuny właśnie na wydobyciu ropy w Baku.

Ogniste wieże w dzień
Ogniste wieże w dzień

Ogniste wieże

„Przedwiośnie” to także powieść słynąca z idei szklanych domów. Dziś jest ich naprawdę sporo w Baku. Jest tu wiele nowoczesnych wieżowców, ale jeden jest szczególny, to obecnie symbol stolicy. Chodzi oczywiście o Ogniste wieże (ang. Flame Towers), które wznoszą się ponad miastem. W nocy są dobrze oświetlone. Swoją drogą nawet zejścia do stacji metra w centrum są szklane.

Ogniste wieże widoczne z zabytkowego centrum
Ogniste wieże widoczne z zabytkowego centrum

Zaratrusztrianizm

Pozostając w temacie ognia, na przedmieściach można zwiedzić świątynię ognia Atəşgah. Kiedyś wykorzystywaną zarówno przez zaratusztrian, jak i hinduistów. Ci drudzy raczej byli gośćmi. Świątynię wznieśli wyznawcy zaratusztrianizmu i to oni się nią opiekowali i rozbudowywali przez wszystkie lata. Początkowo znajdowała się w miejscu, gdzie występował gaz ziemny, dzięki czemu dało się utrzymać wieczny ogień. W późniejszych czasach kapłani podpięli się pod gazociąg, który działa do dziś. Obecnie świątynia bardziej pełni rolę muzeum i atrakcji turystycznej, acz czasem jest wykorzystywana do modlitw.

Ateszgah
Ateszgah

Świątynia ognia Ateszgah to pięciokątny kompleks, gdzie centrum obszernego dziedzińca zajmuje czworoboczny budynek ołtarza. W jego środku płonie wieczny ogień (od lat 70. XX wieku, gdy powstało tu muzeum, doprowadzany gazociągiem), a na starych ilustracjach widać, że z czterech „kominów” w narożnikach ołtarza także wznoszą się płomienie.

Ateszgah
Ateszgah

Budynek otaczający dziedziniec to połączone pomieszczenia o różnej funkcji: cele dla mnichów, pomieszczenia o funkcji mieszkalnej, sakralnej, przechowywanie i przygotowywanie pożywienia.

Pałac Szirwanszachów
Pałac Szirwanszachów

Stare miasto – historyczne centrum

Baku znalazło się na liście UNESCO ze względu na trzy rzeczy: zabytkowe centrum, Basztę dziewiczą oraz Pałac Szirwanszachów. Historyczne centrum nosi nazwę İçəri Şəhər (Miasto Wewnętrzne lub Iczeri-Szecher). Otoczone jest starym murem. Ruch samochodowy wewnątrz jest ograniczony, a wjazd płatny. Bramy są dość wąskie, ale da się przez nie przejechać. Warto jednak zwrócić uwagę, że płatne parkingi trochę dalej oddalone od samego starego miasta są zdecydowanie tańsze.

Wnętrza pałacu
Wnętrza pałacu

Centrum jest bardzo malownicze i zadbane. Pełne kramów, restauracji, wąskich uliczek, w których dość łatwo się zgubić. Znajduje się tam jeden z symboli miasta, czyli Baszta Dziewicza (azer. Qız Qalası). Nazwa nawiązuje do legendy. Otóż podobno jeden z szachów zbudował ją swojej wybrance. Ta, gdy się dowiedziała, że ów szach jednocześnie jest jej ojcem, rzuciła się z wieży do morza. Dziś oczywiście wylądowałaby co najwyżej na bruku. Morze (jezioro) Kaspijskie ma obecnie niższy poziom niż kilkaset lat temu, więc znajduje się dalej od wieży. Obecna baszta pochodzi z XII wieku, ale pierwotna jest dużo starsza. Najstarsza stojąca w tym miejscu powstała prawdopodobnie w gdzieś w VIII-VII wieku p.n.e. Nie znana jest też jej funkcja. Jedne wersje mówią o wieży świątyni zoroastriańskiej, inne o obserwatorium astronomicznym, zaś jeszcze inne o obronie. Być może wszystkie były prawdziwe w pewnym okresie. Dziś baszta przyciąga turystów stanowiąc bardzo charakterystyczny punkt widokowy.

Baszta Dziewicza
Baszta Dziewicza

Pałac Szirwanszachów

Pałac szachów Szyrwanu (azer. Şirvanşahlar sarayı) może nie jest ani tak charakterystyczny, ani tak rzucający się w oczy, ale z pewnością to miejsce warte zobaczenia. Zaczęto go budować w XV wieku, to też był najlepszy okres dla tego obiektu. Później zaczęły się grabieże tureckie i nie tylko. Używano go wówczas jako koszarów. W XIX wieku Rosjanie planowali wręcz wyburzenie go, by postawić tu sobór Aleksandra Newskiego. Szczęśliwie wojska rosyjskie także stacjonowały w tym miejscu, więc wyburzenie przeciągnęło się na tyle, że ostatecznie uratowało pałac przed zniszczeniem.

Obecnie obiekt jest muzeum, chętnie odwiedzanym przez turystów. Ze względu na wzniesienia, zamiast jednego dziedzińca mamy trzy, które znajdują się względem siebie kilka metrów niżej. Zwiedzanie najlepiej zacząć od pałacu, będącego głównym budynkiem. Ma on dwa piętra. Zachowało się tam 16 komnat, większość z nich we względnie oryginalnym stanie, lub przynajmniej dość dobrze przywróconym. Oprócz pałacu w obiekcie znajduje się kilka innych budowli, jak meczet, łaźnie czy mauzoleum.

Grobowce obok Baszty
Grobowce obok Baszty

Plaże i  bulwar

Wokół historycznego centrum znajduje się bardziej turystyczne centrum, z drogimi sklepami, restauracjami i życiem nocnym. Dalej zaś mamy promenadę nad brzegiem morza. O ile sam bulwar wygląda bardzo ładnie, nawet gdy w tle widzimy platformy, czy pływające hotele, o tyle woda jest raczej odpychająca. Głównie ze względu na osadzającą się na kamieniach przy brzegu ropę. Bulwar jest doskonałym miejscem na spacer, zarówno w dzień, jak i w nocy, gdy widać wspaniałe oświetlenie miasta.

Plaża Shikhov
Plaża Shikhov

Trochę dalej na południe od centrum miasta znajduje się plaża Shikhov (azer. Şıxov çimərliyi). To zdecydowanie widok wart zobaczenia. Jako plaża jest to miejsce bardzo nieciekawe, zwłaszcza, że obok wysypywany jest gruz. Ale widok ludzi kąpiących się na tle platform wiertniczych jest naprawdę wyjątkowy.

Morze i ropa przy bulwarze
Morze i ropa przy bulwarze

Ciekawostki

W Baku jest bardzo wiele atrakcji dla różnych odbiorców. Dalej przy bulwarze znajdziemy choćby tutejszą wersję Wenecji, czyli pływanie po jakiś kanałach. Nie wygląda to dobrze, ale chętni i tak się znajdują. Ciekawie zaś prezentuje się budynek muzeum dywanów. Powstaje tu też wiele nowych drapaczy chmur. Konstruktorzy starają się by, były coraz to wymyślniejsze. Jeden z projektów to Gmach Półksiężyca, który w sieci jest nazywany Gwiazdą Śmierci. Będzie ciekawie wyglądać, gdy zostanie już ukończony.

Kryształowy Hol (Crystal Hall) zbudowany na potrzeby Eurowizji
Kryształowy Hol (Crystal Hall) zbudowany na potrzeby Eurowizji

Z dziwnych rzeczy, warto wspomnieć o drugim najwyższym maszcie z flagą na świecie. Zbudowano go w 2010 roku, wówczas liczył 162 metry wysokości, no i oczywiście był pierwszy. Nie długo: kilka miesięcy później w Duszambe (Tadżykistan) postawiono jeszcze wyższy. Podczas naszej wizyty w Baku masz był zdemontowany, kto wie, może właśnie go ponownie podwyższają.

Wąskie uliczki starego miasta
Wąskie uliczki starego miasta

Przy tych wszystkich atrakcjach to miasto wciąż żyje i mieszkają tu także biedniejsi ludzie. Nawet autobusy w centrum wyglądają lepiej, niż te na peryferiach. Bardzo mocno widać tu różnice w dochodach. Ale to mniej wykwintne Baku również jest interesujące. Można się natknąć choćby na tradycyjne piekarnie (chleb wypieka się tu tak samo jak w Gruzji).

Jeden z wielu meczetów w Baku
Jeden z wielu meczetów w Baku

Baku jest przepiękne, zadbane i interesujące. To miasto, które szczyci się jednym z najgłębszych linii metra na świecie. To miejsce kontrastów, wielkich pieniędzy, ale też wielu wpływów kulturowych i długiej historii.

Mury starego miasta
Mury starego miasta

Radziecka turystyka filmowa

Na koniec jeszcze jedna ciekawostka. Radziecki film „Brylantowa ręka” (Бриллиантовая рука) w reżyserii Leonida Gajdaja był kręcony w samym centrum starego Baku, które ucharakteryzowano na miasto tureckie. Ta komedia kryminalna była jednym z największych sukcesów kasowych w ZSRR przełomu lat 60. i 70. XX wieku. Film jak na 1969 był przełomowy, bo skrytykowano w nim działania radzieckiego MSW i pokazano striptease. Wciąż jest też przełomowy jeśli chodzi o set jetting zza żelaznej kurtyny. Ludzie faktycznie oglądali lokacje w Baku.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak azerski
Baku
Szlak filmowy
Baku (Bond)
Szlaku religijny
Baku
Share Button

Lizbona (i Bond)

Mówiąc, że do Lizbony ściągnął nam James Bond, zdecydowanie przesadzamy. Owszem miał on swój wpływ, ale leżąca u ujścia rzeki Tag stolica Portugalii oferuje dużo więcej niesamowitych atrakcji. Obecnie też łatwo kupić tani bilet na lot bezpośrednio do Lizbony z kilku lotnisk w Polsce, więc może tym bardziej warto skorzystać. Zaś Lizbona (port. Lisboa) na przedłużony weekend to bardzo dobry pomysł.

Dachy Lizbony
Dachy Lizbony

Lizbona i James Bond

Jeśli chodzi o Bonda to w Portugalii kręcono „W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości” (1969) z Gregorym Lazenbym. Pierwszy film w którym zastąpiono Seana Connery’ego, choć potem wycofano się z tego pomysłu, jednocześnie wciąż jeszcze w miarę mocno trzymający się oryginału, czyli powieści Iana Flemminga. Ekipa filmowa przybyła do Portugalii w kwietniu 1969, zdjęcia rozpoczęła w maju. Lizbona nie była nigdy głównym celem filmowców, ale doskonałą bazą. Część zdjęć powstawało w Cascais nieopodal Lizbony, inne zaś w Parku Narodowym Arrábida, w tym finałowa scena w której Blofeld zabija żonę Bonda. Portugalia bardziej udaję Francję, ale w filmie jest kilka scen nagranych w Lizbonie, które są dość charakterystyczne i rozpoznawalne.

Jubiler z Bonda wciąż działa
Jubiler z Bonda wciąż działa

Plac Pedro IV (Rossio)

Pierwsze to sklep jubilerski The Joalharia Ferreira Marques, który znajduje się na placu Pedro IV, lub też czasem nazywany Rossio. Znajduje się on dokładnie w południowej części placu. W filmie pojawia się dokładnie dwa razy. Najpierw w jednym z przypadkowych ujęć podczas romantycznych chwil Bonda i Tracy. Potem pod koniec filmu widzimy tu już samego 007, który wchodzi do środka by kupić pierścionek. Scena z filmu dość dobrze oddaje charakter tego miejsca. Jest tu bardzo wiele różnych sklepów dla turystów. Naszą szczególną uwagę zwrócił Świat Sardynki Portugalskiej.

Most 25 kwietnia
Most 25 kwietnia

Almada i most 25 kwietnia

Drugie ważne miejsce, które dość łatwo rozpoznać to most 25 kwietnia, łączący Lizbonę z Almadą. Sam most otworzono w 1966, został zbudowany przez firmę American Bridge Company, która odpowiada za Bay Bridge łączący San Francisco i Oakland. Choć kolorystycznie przypomina Golden Bridge, z którym bywa czasem mylony. Od czasów Bonda most przeszedł jedną bardzo istotną przebudowę. W 1999 dodano poziom kolejowy (pod poziomem samochodowym). Dziś to właśnie kolej jest najłatwiejszym sposobem by przejechać się tym mostem na drugą stronę.

Sanktuarium Chrystusa Króla
Sanktuarium Chrystusa Króla

W filmie widzimy jak Bond jest wieziony przez zbirów Draco przez ten most. Da się tam uchwycić jeszcze jeden bardzo istotny szczegół, a mianowicie wielki pomnik Jezusa. W Almadzie znajduje się sanktuarium Chrystusa Króla (Christo Rei). Jego budowa została zainspirowana Jezusem z Rio De Janeiro. Samo sanktuarium jest też bardzo dobrym punktem widokowym, nie tylko na most, ale także na Lizbonę. Poza pociągami (z których trzeba trochę podejść), kursują tu statki wycieczkowe, które mają trzy przystanki: Lizbona, Sanktuarium i Belem.

Pomnik Odkrywców
Pomnik Odkrywców

Belem: Pomnik Odkrywców

Skoro zahaczyliśmy o Belem warto ten temat pociągnąć. Kiedyś to były zachodnie przedmieścia Lizbony. Dziś Belém (a właściwie to Santa Maria de Belém) to jedna z największych atrakcji turystycznych stolicy Portugalii. To właśnie tu, w pobliżu ujścia Tagu do Oceanu Atlantyckiego wyruszały wielkie wyprawy odkrywców z Vasco Da Gammą na czele. Zwiedzanie warto zacząć od Pomnika Odkrywców. W pierwotnej wersji został on zbudowany w 1940 na wystawę światową, jednak ostateczny kształt nadano mu dopiero w 1960 z okazji 500-lecia śmierci księcia Henryka Żeglarza.

Muzeum morskie
Muzeum morskie

Belem: Muzeum morskie

Dalej warto udać się do muzeum morskiego, gdzie znajdziemy zarówno makiety historycznych okrętów, oryginale mundury, sprzęty, jak również kilka zachowanych mniejszych jednostek pływających, które obecnie stoją w wielkiej hali i można je podziwiać.

Klasztor Hieronimów w Belem
Klasztor Hieronimów w Belem

Belem: Klasztor Hieronimów i wieża Belem

Z muzeum zaś jest już bardzo blisko do Klasztoru Hieronimów, jednego z największych zabytków Portugalii. Zbudowany w tak zwanym stylu manuelińskim, czyli portugalskiej odmianie późnego gotyku. Klasztor obecnie pełni rolę Panteonu narodowego (choć nie jedynego). Jest też wpisany na listę UNESCO razem z wieżą Belem. Kiedyś strzegła wejścia do portu, jednak po trzęsieniu ziemi koryto rzeki zmieniło trochę bieg. Dziś wieża to jeden z najbardziej charakterystycznych punktów Lizbony.

Wieża Belem
Wieża Belem

W Belem warto pamiętać jeszcze o jednym, Pasteis de Belém, czyli słynnych ciasteczkach, które tylko tu mają taką nazwę i markę. Kosztują średnio cztery razy więcej niż normalnie, no i jest dużo więcej turystów. Ale za markę się płaci. W Belem ponadto znajduje się pałac w którym urzęduje prezydent.

Lizbona widziana z zamku Maurów
Lizbona widziana z zamku Maurów

Alfama

Drugą bardzo ważną dla odwiedzających dzielnicą jest Alfama. To najstarsza dzielnica Lizbony. Przetrwała trzęsienie ziemi z 1755, dzięki temu można tu oglądać starą zabudowę, właściwie to nawet bardzo starą, bo są tu zarówno zabytki rzymskie, jak i pochodzące z czasów Maurów.

Katedra (Lizbona)
Katedra (Lizbona)

Katedra

Z czasów Maurów pochodzi Katedra Sé, czyli Katedra Najświętszej Marii Panny. Zbudowana w stylu romańskim na pamiątkę wyzwolenia miasta spod władzy Maurów. W tym miejscu wcześniej wznosił się dawny meczet, jak niosą legendy, pewne elementy po meczecie pozostały. Sama katedra znajduje się na styku dzielnic Alfama i Baixa.

Słynne azulejos i widok na Lizbonę
Słynne azulejos i widok na Lizbonę

Teatr rzymski w Lizbonie

Nieopodal znajduje się teatr rzymski, a raczej to co z niego zostało. Obecnie jest to muzeum. Warto pamiętać, że w pierwszą niedzielę miesiąca wstępy do większości muzeów są darmowe. Czasem jest to druga niedziela, jak to miało miejsce w styczniu 2017, ponieważ 1 stycznia wypadł w niedzielę, przesunięto darmowe wejścia.

Zamek św. Jerzego
Zamek św. Jerzego

Zamek Maurów

Zdecydowanie najważniejszym zabytkiem po Maurach jest jednak Zamek św. Jerzego (Castelo de São Jorge). Zbudowany na początku XII wieku, na krótko zanim ziemie te przejęli Portugalczycy. Potem zaczęli rozbudowywać go chrześcijanie. Dziś jest bardzo ciekawą atrakcją, co prawda odtworzono go po zniszczeniach po trzęsieniu ziemi, ale wciąż jest wart uwagi i przyciąga wielu turystów. To też jeden z lepszy punktów widokowych na całe miasto.

Panteon Narodowy
Panteon Narodowy

Panteon

Zupełnie nowym zabytkiem jest Panteon Narodowy. Ten monumentalny budynek niestety wciąż nie pełni tej roli, jaką mu wymyślono. Owszem znajdują się tu grobowce słynnych Portugalczyków, ale ma się wrażenie, że to takie trochę pisanie historii na siłę. Tu pochowa się piłkarza, a tu kogoś innego. Oczywiście nikomu nic nie ujmując, problem w tym, że gdy umiera były prezydent, to nagle całe uroczystości związane z jego pożegnaniem odbywają się w Belem w klasztorze Hieronimów. Panteon potrzebuje jeszcze kilkudziesięciu jeśli nie kilkuset lat, by faktycznie zająć swoje miejsce w historii. Niemniej jednak to wciąż imponujący budynek.

Słynny tramwaj 28 (Lizbona)
Słynny tramwaj 28 (Lizbona)

Linia nr 28

Alfama to także mnóstwo przepięknych małych uliczek, domów z azulejos, punktów widokowych. Kursuje tu też tramwaj nr 28. Na tej linii jeżdżą przede wszystkim stare, zabytkowe już składy. To ma być dodatkowa atrakcja. Trasa tej linii jest wyznaczona tak, by była wygodna do zwiedzania zabytków. Turyści nie powinni mieć problemów ze znalezieniem tej linii, jednocześnie stare tramwaje nadają miastu klimatu.

Bazylika Estrela
Bazylika Estrela

Bazylika Estrela

Linią 28 można też dojechać do Bazyliki Estrela, oczywiście znajdującej się już poza Alfamą. Budynek ten posiada bardzo dużą kopułę, którą widać z wielu miejsc miasta. Obok znajduje się park, pełny egzotycznych roślin. Są tam też między innymi papugi.

Słynna Brama na placu Comercio
Słynna Brama na placu Comercio

Plac Comercio

Kolejne bardzo charakterystyczne i przyciągające wielu turystów miejsce to Plac Comercio (Praça do Comércio). Znajdujący się tuż przy rzece Tag plac to bardzo przestrzenne miejsce. Dużo klimatu robi tu łuk tryumfalny Arco Rua Augusta.

Wnętrza kościoła św. Rocha
Wnętrza kościoła św. Rocha

Charakterystyczne punkty

W samym centrum warto zwrócić uwagę jeszcze na trzy rzeczy. Niepozorny z zewnątrz kościół św. Rocha. Windę Santa Justa. Tę budowlę zaprojektował Raoula Mesnier de Ponsard, jeden z uczniów Gustave’a Eiffla. Winda ta łączy dzielnicę Baixa leżącą wyżej Chiado. To też kolejny doskonały punkt widokowy. Bilety na windę oczywiście są też w ramach karty miejskiej. Natomiast po wjechaniu na górę można podejść do muzeum archeologicznego. Znajduje się ono w starym kościele, który nie został odbudowany do końca po trzęsieniu ziemi. Nawet samo obejście tego miejsca jest ciekawym doświadczeniem.

Winda Santa Justa
Winda Santa Justa

Oceanarium w Lizbonie

Wg TripAdivsor jedną z największych atrakcji Lizbony jest Oceanarium. Z pewnością robi wrażenie, ale dziś już da się tam zauważyć znak czasu, zwłaszcza jak porównuje się je z innymi, podobnymi ośrodkami na świecie. Niemniej jednak, tego typu miejsca to prawie zawsze frajda, dla osób, które to lubą.

Budynek Oceanarium
Budynek Oceanarium

Zwiedzanie i poruszanie się po Lizbonie

Na koniec jeszcze uwaga praktyczna. W Lizbonie istnieje karta miejska, Lisboa Card. Można ją kupić w trzech wersjach, 24, 48 i 72 godzinną, także przez Internet. Karta przede wszystkim gwarantuje nam darmowe przejazdy komunikacją miejską i podmiejską. Wliczają się także pociągi np. do Sintry, choć akurat w przypadku Sintry trzeba sobie skalkulować czy to na pewno się opłaca. Jednocześnie na kartę jest wstęp do kilku zabytków za darmo, a do wielu innych ze zniżką. Ponieważ zmienia się to w czasie, warto zweryfikować sobie informacje na stronie karty Lisboa Card.

Szlak portugalski
Lizbona
Szlak filmowy
Lizbona (i Bond)
Share Button

Maroko: Podsumowanie

O Maroko słyszeliśmy bardzo wiele. To dość popularny kierunek, więc niejedni znajomi tam byli. Większość wracała zachwycona. Patrząc na niestabilną sytuację w krajach arabskich (w Maroko król utrzymał się przy władzy w 2011 zrzucając całą winę na rząd i zmieniając go), uznaliśmy, że to kierunek, który na wszelki wypadek trzeba zobaczyć szybciej niż później, a co za tym idzie dość intensywnie. Tak się złożyło, że padło nam na czerwiec, co zbiegło się z początkiem świętego miesiąca ramadan. Doskonale wiedzieliśmy, że będzie trudniej, ale i tak się zdecydowaliśmy.

Marrakesz
Marrakesz

Dzień 1

Przylecieliśmy do Marrakeszu. Powietrze było tak zapylone, że z góry wszystko wyglądało jak jedna wielka pustynia, zaś po wylądowaniu trafiliśmy wprost na patelnię. Tak więc, ciężkie lądowanie. Dalej odebraliśmy samochód, wszystko oczywiście trwało, ale tego się spodziewaliśmy. Potem próbowaliśmy wpisać w GPSie adres naszego riadu i tu pojawiły się pierwsze problemy, bo nie dało się. Riad znajdował się w medynie, tam są wąskie uliczki, zazwyczaj niedostępne dla samochodów, więc nie ma powodu, by zapisywać je na GPS. Ostatecznie pomógł nam (choć nie z naszej woli) starszy pan na motorze, który nas tam zawiózł. Niestety nie dało się mu wytłumaczyć, że nie potrzebujemy jego pomocy. Potem niestety czekała nas dość niemiła kłótnia o pieniądze. Absolutnie rozumiemy, że trzeba to jakoś wynagrodzić finansowo, ale problemem są pewne oczekiwania stawek wobec białych. 20 EUR za może piętnastominutową przejażdżkę to zdecydowanie za dużo, zwłaszcza gdy ląduje się nie w hotelu gdzie nocleg kosztuje 100 EUR, ale riadzie. Niestety roszczeniowość w Marrakeszu okazała się szerszą przypadłością i jeszcze się z nią spotkaliśmy.

Flaga Maroko w Rabacie
Flaga Maroko w Rabacie

Zwiedzanie Marrakeszu skoncentrowaliśmy na medynie, potem przeszliśmy ku kompleksom pałacowym. Normalnie część z nich da się w pewnym zakresie zobaczyć, ale akurat przebywał tu król, więc wszystko zostało zamknięte. Więcej niż zwykle powinno być. Pod wieczór zaś doświadczyliśmy deszczu. Fajnie było obserwować ludzi, którzy nie do końca wiedzą jak się zachować, raczej uciekają przed nim. W każdym razie powietrze stało się dla nas o wiele przyjemniejsze.

Sidi Ifni
Sidi Ifni

Dzień 2

Po śniadaniu wyruszyliśmy w kierunku Agadiru. Naszym celem tego dnia było Sidi Ifni, a raczej plaża Legzira z ciekawymi formacjami skalnymi. Agadir zaś był bazą wypadową do Casablanki, tak by przejechać sobie wybrzeżem. Pierwsza rzecz, która nas zaskoczyła to ilość zieleni w Maroko. Gdy opadł pył, okazało się, że jest jej naprawdę dużo. Niestety na wybrzeżu mieliśmy mglistą pogodę. Legzirę udało się zobaczyć bez większych trudności, choć niestety z powodu zmniejszonej przejrzystości powietrza nie robiła aż takiego wrażenia jak na zdjęciach w Internecie. Pod wieczór zaś dojechaliśmy do Agadiru, gdzie nawet udało nam się przysłowiowo zaliczyć ocean. Agadir jest dość turystyczny, więc ludzie tu inaczej podchodzą do turystów, bardziej biznesowo, mniej roszczeniowo. Szczerze, nam to nawet pasuje.

Brama między targiem a medyną (Essouira)
Brama między targiem a medyną (Essouira)

Dzień 3

Dalej była długa trasa samochodem. Ale z przystankami. Najważniejszy to Essouira, z której byliśmy bardzo zadowoleni. Przepiękna miejscowość, a i pogoda się unormowała. Potem Safi i Al-Dżadida. Niestety z powodu ramadanu główny zabytek zamknięto tu wcześniej, więc nie udało się go zwiedzić. Potem zaś przejazd do Casablanki, gdzie spędziliśmy dwie noce.

Al-Dżadida
Al-Dżadida

Dzień 4

Dzień bez samochodu, w całości poświęciliśmy go na Casablankę. Ponieważ to był piątek, liczyliśmy się z tym, że nie zobaczymy meczetu. Okazało się, że nawet w piątek w ramadan jest to możliwe, ale trzeba było przyjść o 9:00, myśmy byli jakieś dwadzieścia minut później. Potem zwiedzaliśmy Casablankę, wybrzeże, medynę, „Rick’s Cafe”. Casablanka zdziwiła nas o tyle, że po największym mieście w kraju liczyliśmy na to, że będzie bardziej liberalne. Ono jednak żyje własnym życiem i jako turyści, właściwie nikogo nie interesowaliśmy.

Casablanca i Rick's Cafe
Casablanca i Rick’s Cafe

Dzień 5

Po śniadaniu podjechaliśmy do meczetu samochodem. W końcu mogliśmy go zobaczyć także od środka. Ten meczet faktycznie robi wielkie wrażenie. Stamtąd ruszyliśmy na północ, wpierw do grot Herkulesa, potem do Tangeru. Ładne miasto, ale na tyle nieprzyjemne z powodu tutejszej ludności, że wróciliśmy bardzo szybko do Rabatu, stolicy, gdzie także spaliśmy dwa dni.

Okolice Medyny (Tanger)
Okolice Medyny (Tanger)

Dzień 6

Znów odpoczynek od samochodu, tym razem w Rabacie. To bardzo ładne miasto, które ma także kilka starożytnych zabytków, interesujące mauzoleum i dużo bocianów. Więc znów bardzo się nam podobało. Podobnie jak w Casablance nie ma tu aż tylu turystów, więc łatwo się podróżuje.

Straż przed Mauzoleum (Rabat)
Straż przed Mauzoleum (Rabat)

Dzień 7

Kolejny dzień jazdy samochodem, tym razem do Fezu. Droga niezbyt długa, więc zatrzymaliśmy się jeszcze w Meknesie i Volubilis. Zwłaszcza to drugie się nam bardzo przypadło do gustu. Potem dojechaliśmy do Fezu i tu zaczyna się powtórka z rozrywki, bo lądujemy na medynie. Dotarcie do riadu jest problemowe, bo raz ulica inaczej się nazywa, dwa do riadu trzeba podejść, trzy parkingi są dość daleko. Cztery coś się tu dzieje. Z jednej strony czekali na przyjazd króla, z drugiej Fez w tej części podobnie jak Marrakesz cierpi z powodu mniejszej ilości turystów. Więc gdy się pojawiamy z bagażami, wręcz ciężko jest przejść. Każdy chce nam pomóc za opłatą. No ale co poradzić, skoro byliśmy już mądrzejsi i tu udało nam się dokładnie sprawdzić lokację? Tak  więc pierwsze wrażenie jest dość nieprzyjemne.

Volubilis
Volubilis

Dzień 8

Następny dzień przeznaczyliśmy na Fez, znów bez samochodu. Byliśmy przygotowani, że początek będzie ciężki. Zmierzaliśmy do garbarni, doskonale wiedząc, że w tej części medyny co chwile będzie się do nas przyczepiał potencjalny przewodnik. Było ich dużo. Dwóch nawet się prawie pobiło o nas (co pozwoliło nam ich zgubić). Medyna sama w sobie mimo krętych uliczek jest dość dobrze oznaczona, jeśli wie się, gdzie szukać znaków, więc daliśmy radę. Gdy już udało się zobaczyć garbarnie i odejść od tamtej okolicy, zbliżyć do Fezu turystycznego, odetchnęliśmy z ulgą. Raz ten Fez jest bardziej zadbany, ale też na medynie jest dużo więcej produktów. Dwa tu jest więcej turystów, nikt nie ma ochoty przyczepiać się i czegoś wymuszać, bo może stracić kolejnego klienta. Zazwyczaj wolimy chodzić po częściach przeznaczonych dla mieszkańców, w Maroko lepiej czuliśmy się w tych turystycznych. Często jest bezpieczniej, przyjemniej i ładniej, co tłumaczy też zachwyt wielu znajomych, którzy się dalej nie zapuszczają. No i gdy już byliśmy zadowoleni z dnia, wróciliśmy do riadu przez parking, by odkryć, że nie ma naszego samochodu. Zresztą nie było żadnego. Okazało się, że przewieziono je w inne miejsce z powodu wizyty króla. Dość wrażeń jak na jeden dzień.

Słynna garbarnia skór (Fez)
Słynna garbarnia skór (Fez)

Dzień 9

Czekała nas ciężka (wg oczekiwań) przeprawa do Warzazatu przez góry Atlas. Okazało się, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Drogi były przyzwoite, widoki też, więc udało się nawet dojechać przed spodziewanym czasem i zobaczyć trochę Warzazatu. Tu ludzie mieli jeszcze inne nastawienie do turystów, raczej byli zadowoleni, że ktoś tu przyjechał, więc wychodzący z meczetu zwyczajnie nas pozdrawiali.

Góry Atlas
Góry Atlas

Góry Atlas
Góry Atlas

Dzień 10 i 11

Przejazd przez doliny Draa i Dades (w drogę powrotną) na pustynię do Merzugi. Tam jazda na wielbłądach, nocleg w obozie na pustyni, więc bardzo ciekawe spędzanie czasu, zakończone powrotem do Warzazatu. Tam odwiedziliśmy jeszcze Aint Ben Haddou, które znów bardzo się nam podobało. O ile wcześniej mieliśmy pojedyncze perełki, o tyle pod koniec trafiliśmy w to Maroko, które naprawdę nam pasowało. Tak, to Maroko, którego szukamy.

Diuna (Erg Chebbi)
Diuna (Erg Chebbi)

Ajnt Ben Haddou
Ajnt Ben Haddou

Dzień 12

Dwunastego dnia wracaliśmy do Marrakeszu, ale postanowiliśmy pojechać przez wodospad Ousoud, wcześniej zatrzymując się w Studio Atlas. To wymagało ponownie przejechania przez Atlas, tym razem GPS przeprowadził nas dużo mniejszą drogą i to było zdecydowanie bardziej pamiętne przeżycie. Ale widoki były niesamowite. Zresztą wodospad także bardzo nam się spodobał. Wieczorem powrót do Marrakeszu i powtórka z rozrywki. Na szczęście ostatnia.

Studio Atlas
Studio Atlas

Dzień 13

Ostatniego dnia właściwie zostało nam się zebrać, wymyć samochód, zatankować i wrócić na lotnisko.

Wodospad Ouzoud
Wodospad Ouzoud

Kilka myśli na koniec. Dla nas Maroko nie było tak egzotyczne jak się spodziewaliśmy. Wpływy europejskie, w szczególności francuskie, są tu bardzo zauważalne, więc to  taka miękka egzotyka. Idealne miejsce, by zacząć swoją przygodę z kulturą arabską i muzułmańską. Niekoniecznie dobre jako któryś z krajów z kolei, zwłaszcza mając w pamięci Jordanię. Druga sprawa to fakt, że Maroko jest duże, a najciekawsze miejsca są dość porozrzucane, więc by je zobaczyć, trzeba spędzić dużo czasu w samochodzie.  Ostatnia zaś, że to na co najbardziej liczyliśmy zostawiliśmy sobie na koniec. To było dobre posunięcie, bo góry, pustynia, studio Atlas, Aint Ben Haddou naprawdę nas zachwyciły i dały sporo radości. Reszta, cóż, zobaczona, więc dobrze, że główne danie zostało nam na koniec.

Zebrane informacje praktyczne są tutaj.

Szlak marokański
Maroko: Podsumowanie
Share Button