Archiwa tagu: las

Wąwóz Buller i najdłuższy most wiszący Nowej Zelandii

W Nowej Zelandii lubią wiszące mosty. Gdzie jest rzeka i wąwóz, tam pewnikiem będzie i wiszący most. Najdłuższy z nich znajduje się nad wąwozem Buller (Buller Gorge) i mierzy 110 metrów długości. Przejście przez niego to atrakcja płatna, ale na szczęście w pakiecie znajduje się nie tylko most. Sam wąwóz Buller jest jednak stosunkowo niewielki, choć uroczy.

Rzeka Buller
Rzeka Buller

Wąwóz Buller i gorączka złota

To kolejne miejsce z cyklu przystanków i krótkich spacerów po drodze gdzieś dalej. Jest ich na Wyspie Południowej trochę, zresztą nie tylko tam. Dużo czasu tu naprawdę nie potrzeba, choć oczywiście można spędzić tu prawie cały dzień. Jedyna istotna różnica w porównaniu do wielu innych miejsc tego typu, to prywatne przedsięwzięcie. Parkuje się za darmo, ale na tym koniec.

Most wiszący nad rzeką Buller
Most wiszący nad rzeką Buller

Okolica była w XIX wieku zajmowana przez poszukiwaczy złota, można w lesie zobaczyć pozostałości ich osadnictwa. Są tu choćby opuszczone domy poszukiwaczy. Ta historia gdzieś żyje. Jednak nie należy tego miejsca traktować jako muzeum, czy źródła wiedzy. Wtedy będziemy zawiedzeni. Owszem służy ono celom edukacyjnym, ale w trochę innym charakterze. Tu przyjeżdżają wycieczki szkolne, więc przeprowadza się tu lekcje historii w terenie. Dla dzieci ciekawsze niż siedzenie w szkolnych ławkach, ale na tym koniec. Sama nazwa rzeki i wąwozu upamiętnia Charlesa Bullera, brytyjskiego parlamentarzysty, który był też dyrektorem New Zealand Company, firmy, która wspierała kolonizację tych wysp.

Najdłuższy most wiszący w Nowej Zelandii
Najdłuższy most wiszący w Nowej Zelandii

Spacer przez las

Po przejściu przez most mamy ścieżkę przez las. To nam się bardzo podobało, ale faktycznie to las może nie jakich wiele, acz nie wyróżniający się zbytnio. Można podejść nad brzeg rzeki. Jeśli chodzi o widoki, to jest tu pięknie, zresztą jak w wielu miejscach Nowej Zelandii. Dalej zaś mamy pozostałości po poszukiwaczach. Jakieś pojedyncze domki, jakieś stare samochody. Trochę zużytego sprzętu. Nam oczywiście najbardziej podobał się spacer między drzewami, zwłaszcza, że to dobra przerwa od jazdy samochodem. No i jak w wielu podobnych miejscach, trasa taka w sam raz na około 30-45 minutowy spacer.

Ścieżka przez las
Ścieżka przez las

Jet-boatem po rzece Buller

Obiekt oferuje też dodatkowe atrakcje. Pierwsza z nich to jet-boat. Takich motorówek jest bardzo wiele w Nowej Zelandii, tu można przepłynąć się przez rzekę Buller. Tym razem nie skorzystaliśmy. Zresztą woda była dość spokojna, więc chyba lepiej znaleźć bardziej wymagającą trasę. My z tego typu łodzi skorzystaliśmy w Fiordland.

Rzeka Buller
Rzeka Buller

Najdłuższy most wiszący w Nowej Zelandii

Druga atrakcja to kolejka tyrolska obok wiszącego mostu. W ten sposób także da się pokonać rzekę. Oczywiście dodatkowo płatne.

Las nad rzeką Buller
Las nad rzeką Buller

Zdecydowanie najważniejszą atrakcją, tą która rozsławiła to miejsce, jest oczywiście wspomniany most. Przypomina trochę ten z filmu „Indiana Jones i Świątynia Zagłady”, tyle że jest metalowy. No i ludzie mają trochę problemu z wymijaniem się. Gwoli przypomnienia, ten filmowy zbudowano na Sri Lance nieopodal Kandy.

Okolice wąwozu Buller
Okolice wąwozu Buller

Wąwóz Buller – dojazd

By dojechać do mostu i wąwozu trzeba z Nelson jechać drogą numer 6 na południe i szukać miejsca oznaczonego na Google jako Buller Gorge Swing Bridge za miejscowością Murchinson. Tam jest mały parking i wejście (płatne) na most.

Wąwóz Buller to kolejny z punktów, gdzie można się zatrzymać jadąc na południe, by odpocząć aktywnie od samochodu. Jednak pomimo najdłuższego mostu wiszącego, to miejsce nie wyróżnia się specjalnie od innych. Przyjemne, tylko tyle i aż tyle. Warto dodać, że dolna część wąwozu to miejsce jednego z nowozelandzkich maratonów.

Pozostałości po górnikach
Pozostałości po górnikach

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Wąwóz Buller
Share Button

Park Narodowy Czeska Szwajcaria

Czeska Szwajcaria, już sama nazwa budzi zaciekawienie, zwłaszcza jak się dołoży do tego czeską Niagarę. O ile ta druga nazwa jest zabiegiem marketingowym, o tyle pierwsza to już ciekawsza historia. Wszystko zaczęło się od Drezna i rekonstrukcji tamtejszej Galerii. Od 1776 pracowało tam dwóch Szwajcarów, Anton Graff i Adrian Zingg. Piękno okolicy, w szczególności piaskowców znajdujących się nad Łabą sprawiło, że nazwali tamtejszy park „Szwajcarią na obczyźnie”. Obecnie park jest podzielony pomiędzy Niemcy (Saksońska Szwajcaria) i Czechy (Park Narodowy Czeska Szwajcaria), więc istnieją dwie nazwy. Zresztą cały ten obszar, między Sudetami a Rudawami jest bardzo ciekawy i zróżnicowany w formy geologiczne.

Park Narodowy Czeska Szwajcaria
Park Narodowy Czeska Szwajcaria

Czeska Szwajcaria i Narnia

Jednak to nie nazwa nas tu przyciągnęła, a Narnia. A dokładniej „Lew, czarownica i stara szafa” Andrew Adamsona z 2005 roku. Warto przypomnieć, że cześć zdjęć do tej adaptacji dzieła C.S. Lewisa kręcono też w Polsce. W Czeskiej Szwajcarii wykorzystano zaś zdecydowanie najbardziej znany i charakterystyczny fragment, czyli słynny łuk skalny. Brama Pravčicka (cz. Pravčická brána) pojawia się w filmie. Widzimy tam stojące dzieci, które oglądają okolice. Nikt nie wpuszczał tam młodych aktorów. Scenę faktycznie nakręcono w tym miejscu, ale ujęcia z dziećmi powstały w studiu na niebieskim ekranie. W kinie zobaczyliśmy już efekt specjalny.

Brama Pravčicka
Brama Pravčicka

Łuk jest zamknięty dla turystów. Nie można na niego wchodzić. To pomnik przyrody i coś, co przyciąga tu wielu odwiedzających. Z jednej strony boją się o bezpieczeństwo, z drugiej go konserwują. To że nie można na niego wejść, nie znaczy, że nie da się go obejrzeć. Wręcz przeciwnie, Czesi doskonale rozumieją, jak bardzo przyciąga on tu ciekawskich.

Sokole gniazdo
Sokole gniazdo

Pod bramą znajduje się dawny pałacyk, a obecnie restauracja Sokole Gniazdo (cz. Sokoli hnizdo). Tam kupuje się bilety, by wejść zarówno pod bramę, jak i na pobliską skałę, z której doskonale widać łuk. W sezonie wejście do Gniazda jest otwierane około godziny 10:00. Jak łatwo się domyśleć, szybko robią się tam kolejki i tłok.

Brama Pravčicka
Brama Pravčicka

Czeska Niagara

W tej samej części Parku Narodowego znajduje się trasa z tak zwaną czeską Niagarą. Wodospad trochę rozczarowuje, zwłaszcza, że jest uruchamiany przez człowieka. Trochę wody poleci z góry i tyle. Jest tam ukryta mała zapora, dzięki czemu w sezonie odwiedzający zawsze mogą zobaczyć działający wodospad. Za to mamy tu bardzo ciekawy szlak wąwozem nad wodą, który częściowo pokonujemy piechotą, a częściowo trzeba go przepłynąć łodziami. Płynie się z flisakiem, całą grupą i jest to część płatna.

Czeska Niagara
Czeska Niagara

Przede wszystkim jest to wspaniały teren do górskich, leśnych wędrówek. Co pewien czas warto się zatrzymać, by pooglądać skalny krajobraz. Trasa do wodospadu zaś wiedzie przez malowniczy, rzeczny wąwóz. Najbardziej znany fragment to Edmundova soutěska, czyli Wąwóz Edmunda, czy Soutěsky Kamenice, czyli Wąwóz Kamenice.

Szlak nad wodą
Szlak nad wodą
Kamienne ludki na szlaku
Kamienne ludki na szlaku

Park Narodowy: Dojazd i trasy

Park Narodowy Czeska Szwajcaria (cz. Národní park České Švýcarsko) został utworzony 1 stycznia 2000 roku. Poza ciekawymi formacjami skalnymi i drzewami, występują tu również zwierzęta, najłatwiej wypatrzeć ptaki. Przy dużym szczęści podobno można nawet natknąć się tu na rysia, choć łatwiej jest zobaczyć jelenia. Łatwiej niby o ptaki, jak kruk, puchacz, pluszcz czy sokół wędrowny, ale też raczej dalej od szlaków.

Czeska Szwajcaria
Czeska Szwajcaria
Tunel
Tunel

Bazą wypadową, z której warto zacząć spacer (w kierunku Bramy, a potem można wrócić kanionem) jest miejscowość Hřensko. Tam można spokojnie zostawić samochód (parking jest płatny) lub też wynająć nocleg. Samo wejście do parku jest darmowe, choć niektóre atrakcje są płatne (wstęp do Sokolego gniazda czy pływanie po rzece). Jedyne o czym trzeba pamiętać, to że im wcześniej przyjedziemy samochodem tym lepiej. W późniejszych godzinach czasem ciężko znaleźć miejsce do zaparkowania. Zaś jeśli mamy samochód, nocleg kilkanaście kilometrów dalej będzie tańszy i łatwiejszy do znalezienia, bo w sezonie przybywa tu naprawdę sporo ludzi.

Skały w Czeskiej Szwajcarii
Skały w Czeskiej Szwajcarii

Szlaków jest tu kilka. My pojechaliśmy do wsi Hřensko, tam zostawiliśmy samochód, czerwonym szlakiem udaliśmy się na Bramę, a potem do Mezni Louka. Tam zaś zielonym aż do rzeki Kamenice i wzdłuż niej żółtym do Hřenska. Na rzecze zaś był i wodospad i płynięcie łodzią. Na jeden dzień starcza, zwłaszcza jak trzeba wracać do domu. Wspinaczka w parku jest możliwa tylko w kilku wydzielonych miejscach. Mapa znajduje się także na stronie Parku, ale tylko w czeskiej wersji strony – zakładka Mapy. Będąc w sezonie nie mieliśmy potrzeby kupować biletów na wejście do całego parku. Płaciło się za parking, wejście na Sokole Gniazdo oraz za przepłynięcie łodziami. Tu przydają się korony lub rzadziej euro.

Pływanie łodzią
Pływanie łodzią

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak czeski
PN Czeska Szwajcaria Skalne miasto
Szlak filmowy
PN Czeska Szwajcaria
Share Button

Kanion Okatse i spacer nad drzewami

Kanion Okatse (ang. Okace) to jedna z najnowszych atrakcji Gruzji. Otwarty w 2004 roku powoli zyskuje swoje miejsce wśród turystów. Trzeba przyznać, że sam pomysł jest bardzo dobry, choć niestety w tym przypadku szwankuje trochę wykonanie. No i reklama, ta robi tu zdecydowanie najgorszą robotę.

Droga do kanionu i krowa, przecież to Gruzja
Droga do kanionu i krowa, przecież to Gruzja

Kanion Okatse i chodzenie nad drzewami

Wyobraźmy sobie zwiedzanie kanionu idąc mostami zwisającymi z jego ścian. Pobudza to wyobraźnię i przyciąga ludzi. Mało tego, udało się to Gruzinom zbudować. To jest ta dobra część tej atrakcji. Niestety są też dwa podstawowe minusy. Pierwszy jest taki, że mamy tu wiele drzew, które rosną i ograniczają pole widzenia. W efekcie idąc sobie tymi mostkami, w wielu miejscach nie widać kanionu, a jedynie drzewa. Bardziej przypomina to treewalk, ale chyba nie o to chodziło (choć samo w sobie jest fajne). Drzewa zarastają też dno kanionu, przez co prawie w ogóle nie widać wody.

Kanion Okatse
Kanion Okatse

Akurat ten problem to przede wszystkim kwestia oczekiwań. Jeśli się już wie, czego się spodziewać, to trasa jest całkiem przyjemna. No i zakończona wysuniętą platformą, z której dość dobrze widać całą okolicę kanionu.

Między drzewami
Między drzewami

Problematyczne dotarcie do kanionu z Visitor’s Center

Drugi problem to samo dotarcie do kładki. Od Visitor’s Center do niej mamy do przejścia trasę na jakieś 15-20 minut. Samo przejście mostkami również tyle zajmuje, jak nie mniej. Zresztą dopiero przed wejściem na mostki sprawdzane są bilety. Znów, droga między drzewami sama w sobie zła nie jest, ale nie tego oczekiwaliśmy po tej atrakcji.

Treewalk
Treewalk

Pytanie jest takie, czemu Visitor’s Center jest tak mocno oddalony od właściwego wejścia na kanion? Głównie ze względu na drogę i słaby dojazd. O ile przejście jest bardzo przyjemne, o tyle jazda samochodem dość ciężka, ze względu na koleiny, nieutwardzoną drogę. To właściwie off-road. Czemu Gruzini nic z tym nie robią? Bo poza biletami można przecież kupić dojazd pod sam kanion. W ten sposób kwitnie biznes. Niektórzy oczywiście próbują dojechać tu na własną rękę, ale bez samochodu z wysokim podwoziem, bez doświadczenia i z brakiem znajomości drogi, radzimy sobie odpuścić. Widzieliśmy jak kończyli tacy śmiałkowie (wycofując się w pewnym momencie i blokując przy okazji ruch, oczywiście o ile mają szczęście).

Platforma widokowa
Platforma widokowa

Kanion Okatse: Dojazd

Kanion znajduje się w okolicach Kutaisi, stamtąd można dojechać tu marszrutką, ewentualnie taksówką. Jest też wiele mniejszych biur, które proponują przejazd do tego miejsca i okolic.

Kanion Okatse
Kanion Okatse

Dla nas największym problemem były właśnie piękne zdjęcia folderowe i krótkie opisy, czego się spodziewać. Choć jesteśmy zadowoleni z odwiedzenia kanionu, prawdopodobnie drugi raz spróbowalibyśmy raczej zobaczyć coś innego w okolicy. Za dużo czasu zajął nam dojazd i dojście do właściwej atrakcji względem tego, ile oferowała. Tu nie chodzi o cenę, ale o przede wszystkim czas i konieczność rezygnacji z innych rzeczy, a na koniec rozminięcie się z oczekiwaniami. Jak ktoś ma czasu nadto, można się zastanowić. Jeśli jest go niewiele, to w Gruzji znajdziemy zdecydowanie lepsze atrakcje.

Kanion Okatse
Kanion Okatse

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak gruziński
Kanion Okatse

Share Button

Krater Ngorongoro

Kiedyś było częścią wielkiego obszaru chronionego Serengeti, obecnie Krater Ngorongoro jest osobną jednostką organizacyjną. Składa się z dwóch części, obszaru chronionego i rezerwatu znajdującego się w kalderze wygasłego wulkanu. To bez wątpienia jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc naturalnych w Afryce. Wielka równina, która często jest pokazywana w programach dokumentalnych.

Widok z krateru Ngorongoro
Widok z krateru Ngorongoro

Lasy mgliste
Lasy mgliste

Krater Ngorongoro i Masajowie

Sama nazwa pochodzi z języka Masajów. Kiedyś wypasali oni tu swoje owce i kozy, a każda z nich miała dzwoneczki. Zwierzęta poruszając się wydawały dźwięki, które Masajowie określali właśnie jako Ngorongoro.

Wioska Masajów (turystyczna)
Wioska Masajów (turystyczna)

Masajowie są wciąż obecni w tym miejscu. Cały obszar chroniony to coś na kształt autonomii. Mogą oni tu uprawiać ziemię, mieszkać, wypasać bydło, ale też polować. No i pobierać opłaty za przejazd. Żyją własnym życiem, niekoniecznie z dala od cywilizacji. Zachowują swoje ludowe zwyczaje, niektórzy z nich chodzą w tradycyjnych strojach, ale jednocześnie używają też samochodów, telefonów i innego sprzętu.

Masajowie w tradycyjnych strojach
Masajowie w tradycyjnych strojach

Tradycyjna wioska Masajów

Na obszarze znajduje się kilka „tradycyjnych” wiosek, które głównie żyją z turystyki. Można je zwiedzać, oczywiście za opłatą (kilkadziesiąt dolarów od samochodu). Wewnątrz wioski wódz lub jego syn czy zastępca, pokaże nam tradycyjny ulepiony dom masajski. Zobaczymy zagrody. Prawie na pewno będzie okazja obejrzeć tańce i śpiewy, tak dorosłych jak i dzieci. Innymi słowy, za pieniądze urządzą dobrze zaplanowane widowisko, starając się jak najlepiej zilustrować wyobrażenie o masajskiej wiosce. To bardzo ciekawe przeżycie. Owszem zakończy się możliwością kupienia rękodzieł, ale walutą preferowaną jest tu dolar. Czasem można zastanawiać się na ile jest to skansen, a na ile już w ogóle szyta pod turystów atrakcja.

Masaj w lepiance
Masaj w lepiance

Zupełnie inaczej wyglądają nieturystyczne wioski, przez które także czasem można przejechać. Tam walutą jest szyling, dolary zaś są widziane i przyjmowane niechętnie, głównie dlatego, że poza turystami nikt ich tam nie używa. Trudno też je wymienić. Ludzie też są bardziej zaciekawieni odwiedzającymi, ale niekoniecznie od razu musi oznaczać próbę sprzedania im czegoś. Oferują mniej dzieł masajskich, więcej użytecznych dla nich. Ceny mocno odbiegają od tego, co jest w sklepach dla turystów.

Nieturystyczna wioska Masajów
Nieturystyczna wioska Masajów

Rezerwat Ngorongoro

Oczywiście najważniejsza część Ngorongoro to rezerwat. Znajduje się on na wysokości ok. 1800 m nad poziomem morza, ale to dolina o głębokości około 600 metrów. Trzeba więc przejechać wpierw przez grań. Tam też znajdują się miejsca campingowe, nie w samym kraterze. Wysokość robi dużą różnicę w klimacie. Kaldera to wciąż charakterystyczna sawanna, ale w górach przejeżdżamy przez las mglisty. W nocy temperatura spada nawet do 15 stopni Celcjusza, co dla większości afrykańskich przewodników i kucharzy jest równoznaczne ze straszliwym zimnem. Widać po nich, że marzną. Są ubrani w czapki, czasem rękawice, szczelnie opatuleni. Dość ciekawy widok. W obozie dzikich zwierząt nie ma zbyt wiele, ale na wszelki wypadek widzieliśmy tam broń palną, gdyby coś się zakradło. Zakradały się jedynie ptaki. W tym marabut. Rano zaś oczywiście wszystko było zamglone.

Drapieżnik - myszołów białobrzuchy (Buteo augur)
Drapieżnik – myszołów białobrzuchy (Buteo augur)

Żuraw koroniasty lub Koronnik szary (Balearica regulorum)
Żuraw koroniasty lub Koronnik szary (Balearica regulorum)

Zwierzęta Ngorongoro

Sam kaldera to oczywiście kolejne, przepiękne i bardzo charakterystyczne safari. Teren jest dość płaski, jak popada to też podmokły. Ze zwierząt udało nam się tu zobaczyć między innymi hipopotamy, bawoły, lwy, hieny, zebry, szakale, guźce i mnóstwo ptaków. W tym pelikany, ibisy, strusie, koronniki (żuraw koroniasty) i dropie w pełnej krasie. To ostatnie to największe ptaki latające na tym terenie. Wiąże się z nimi ciekawa historyjka, bowiem angielska nazwa to bustard. Jednak przy wjeździe do Ngorongoro znajduje się budynek, gdzie można trochę poczytać o tutejszej faunie i florze. Ktoś pomylił tam pisownie i zostało bastard.

Hipopotamy
Hipopotamy

Podobno czasem da się tu też znaleźć nosorożce. Myśmy niestety nie mieli tyle szczęścia.

Drop olbrzymi (Ardeotis kori) - samiec
Drop olbrzymi (Ardeotis kori) – samiec

Watro też pamiętać, że wjazd i wyjazd do samego rezerwatu jest reglamentowany także godzinowo. Pilnują tego mocno. Sam krater zaś to jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc w Afryce. Rezerwat także znajduje się na liście UNESCO. Zaś widok z wysokości, na tę równinę to coś naprawdę cudownego.

Szakal
Szakal

Jeśli podobał Ci się ten wpis, śledź nas na Facebooku.

Szlak tanzański
Krater Ngorongoro
Share Button