Archiwa tagu: morze

Neapol, zobaczyć i umrzeć oraz skosztować pizzę

Niewiele jest miast okrytych tak złą sławą jak Neapol (wł. Napoli). I pomyśleć, że to właśnie tu prawdopodobnie narodziło się powiedzenie „Zobaczyć Neapol i umrzeć”. Kiedyś odnosiło się ono do piękna tego miasta. Potem słowo Neapol zastąpiono Rzymem i tak już zostało. Dziś jednak pierwszym skojarzeniem, które przychodzi ludziom do głowy jest mafia, drugim śmieci. Czarną legendę upamiętnia także kino, w dużej mierze także dzięki głośnemu filmowi „Gomorra” opartemu na książce Roberto Saviano. Swoją drogą adaptacja była oczywiście kręcona w Neapolu.

Pomnik ofiar mafii
Pomnik ofiar mafii

Mafia, przestępczość i bezpieczeństwo w Neapolu

Problem mafii i przestępczości nie jest niestety tylko wydumany, choć dziś już szczęśliwie nie tak aktualny jak niegdyś. W centrum miasta znajduje się nawet pomnik osób, które zginęły w trakcie walk z bezprawiem. Oprócz tego znajdziemy też w kilku miejscach miasta kapliczki ze zdjęciami osób, które zabito. Kwestia przestępczości i bezpieczeństwa w Neapolu jest dość często poruszana, jednak warto pamiętać, że mafia nie zwalcza turystyki, w pewien sposób nawet czerpie z niej zysk. Owszem są ciemniejsze miejsca, których lepiej unikać (choćby okolice dworca przy placu Garibaldiego), ale jest też wiele miejsc stosunkowo bezpiecznych, jak na przykład handlowa ulica Via Toledo. Zresztą jak się podejdzie choćby w okolice Zamku Jajecznego, to tam mamy nad morzem piękną, bezpieczną, turystyczną promenadę oraz mnóstwo jachtów. I ceny wyższe niż w innych miejscach miasta.

Uliczki Neapolu
Uliczki Neapolu

Mafia narodziła się na Sycylii. Z włoska jest nazywana  La Cosa Nostra, co znaczy „Nasza Sprawa”. Gdy Hiszpanie okupowali Sycylię, mafia z jednej strony była ruchem oporu, z drugiej wyznaczyła swój własny kodeks prawny (sprawiedliwszy niż okupanta) i siłą go egzekwowała, mieszkańcy zaś ją w tym wspierali. Gdy Włochy przejęły Sycylię, rząd szybko zajął się innymi sprawami, zaś te tereny dalej kontrolowała mafia, w sposób na pół legalny. Była ona bardzo istotną siłą na południu Włoch, z którą liczyli się politycy, kościół czy bogacze. Próba zwalczenia tego stanu doprowadzała do eskalacji konfliktu. Nawet dziś mówi się, że niektóre gałęzi przemysłu w Neapolu, jak choćby wywóz śmieci, są dalej przez nią kontrolowane. W każdym razie jest to temat, którego warto być świadomym, ale niekoniecznie dobrze jest wydawać jednoznaczne osądy we Włoszech. Ludzie mogą tam różnie postrzegać mafię.

Neapol i jego specyficzny klimat
Neapol i jego specyficzny klimat

Historia Neapolu

Historia tego miasta nie zaczyna się, ani nie kończy  na mafii, jest dużo bogatsza. Zostało ono założone w VIII wieku przed naszą erą przez Greków u podnóża Wezuwiusza, nosiło nazwę Partenope. Pierwotna nazwa Napoli pochodzi od greckiego Neapolis, czyli zbitki słów neo i polis, oznaczającej nowe miasto. Ale dlaczego „nowe miasto”? Uważa się, że neapolis powstało jako dzielnica o wiek starszego miasta Partenope, stąd nowe miasto dla odróżnienia od starego miasta.

Widok na Wezuwiusz i zatokę neapolitańską
Widok na Wezuwiusz i zatokę neapolitańską

W roku 290 p.n.e. Neapolis stało się częścią Cesarstwa Rzymskiego, szybko awansując do roli jednego z najważniejszych ośrodków antycznego Imperium. Po jego upadku doszło do rozkwitu samego miasta. Neapol od VIII pozostał niezależnym księstwem (krótko podlegał Bizancjum), a potem od XIII wieku Królestwem Neapolu. W czasach nowożytnych Neapol popadał w zależności to hiszpańskie, to austriackie, to francuskie. Po kongresie wiedeńskim Neapol stał się miastem stołecznym Królestwa Obojga Sycylii, państwa istniejącego w latach 1816 – 60. W tym okresie miasto rozwijało się pod rządami Burbonów. To także widać w mieście.

Kościół św. Franciszka (Neapol)
Kościół św. Franciszka (Neapol)

Królestwo Sycylii upadło, gdy Giuseppe Garibaldii w „wyprawie tysiąca” zdobył Neapol i włączył obszar królestwa w skład zjednoczonych Włoch. Neapol doznał poważnych zniszczeń podczas II wojny światowej, gdy był okupowany przez niemieckie wojska, wyparte we wrześniu 1943 roku podczas powstania znanego jako „Cztery dni Neapolu”. Z czasem Neapol stał się częścią Włoch i trzecim co do wielkości miastem, po Rzymie i Mediolanie. Obecnie liczba ludności wynosi jakieś 3 miliony w obrębie miasta i 5-8 milionów na obszarze aglomeracji

Neapol od strony zatoki (na górze wznosi się zamek św. Elma)
Neapol od strony zatoki (na górze wznosi się zamek św. Elma)

Neapol brudny i bogaty

Może czasem trudno uwierzyć, ale Neapol znajduje się wśród 100 najbogatszych miast świata, z gospodarką wyprzedzającą Budapeszt i Zurych. Patrząc na stan ulic, budynków i ogólne niechlujstwo, ma się jednak wrażenie, że coś nie tak z tymi statystykami. Stolica Kampanii jest najbardziej rozwiniętym miastem południowych Włoch i ważnym ośrodkiem kulturalnym. Wspomniane niechlujstwo i bałagan często mają charakter pozorny. Ludzie nie dbają o fasady budynków, o to co widać na zewnątrz, ale liczy się wnętrze domu. Takie podejście jest dość częste w południowych Włoszech. Często jest jeszcze tak, że to co wygląda na obdrapane na zewnątrz, jest piękne i zadbane w środku. Nie da się tego ocenić jednoznacznie.

Via Toledo (Neapol)
Via Toledo (Neapol)

Najlepszy przykład to kamienice, które wyglądają koszmarnie na zewnątrz, ale gdy wejdzie się na wewnętrzny dziedziniec, nie tylko się nie sypią, ale wręcz przeciwnie: miejscami nawet lśnią. Na szczęście nie cały Neapol jest brudny i zaniedbany. To miasto bardzo różnorodne. Bardzo pięknie położone, nad zatoką z wulkanami i górami w tle, z mnóstwem pięknych kościołów i zabytków.

Wezuwiusz i Neapol widziany z zamku św. Elma
Wezuwiusz i Neapol widziany z zamku św. Elma

Muzeum Archeologiczne w Neapolu

Sam Neapol znajduje się na liście UNESCO, oczywiście głównie ze względu na centrum i historię (jest też największym w Europie starym miastem z listy światowego dziedzictwa). Jest tu kilka miejsc wartych zwiedzenia. Najważniejsze to prawdopodobnie Muzeum Archeologiczne. Tu znajdują się cenne przedmioty odnalezione w Pompejach, Stabiach i Herkulanum, stanowią one najważniejszą część kolekcji. To doskonałe uzupełnienie wspomnianych stanowisk archeologicznych. Czyni to z MANN (skrócona nazwa muzeum) jednym z najważniejszych muzeum historii rzymskiej nie tylko we Włoszech, ale i na świecie.

Jeden z rekwizytów w Muzeum Archeologicznym, przypominający serial „Rzym”
Jeden z rekwizytów w Muzeum Archeologicznym, przypominający serial „Rzym”

Muzeum mieści się w Palazzo degli Studi, który powstał w połowie XVI wieku jako koszary kawalerii, zaś w latach 1616 – 1777 służył jako uniwersytet, by wreszcie w XIX wieku stać się Królewskim Muzeum Burbonów, a potem Museo Archeologico Nazionale di Napoli. Na 8,5 tysiącach metrów kwadratowych przestrzeni wystawienniczej są przedstawione eksponaty greckie, rzymskie i egipskie.

Neapol
Neapol

Neapol i zamek św. Elma

Zamek św. Elmo (Castel Sant’Elmo) góruje nad Neapolem. Jest posadowiony w najwyższym punkcie miasta – na wzgórzu Vomero. Ten częściowo wkuty w skalę, częściowo na niej osadzony fort, został wzniesiony w XIII wieku, a od XIV wieku aż do lat 60. XX wieku służył jako więzienie, przez większość tego czasu – polityczne. Tutaj osadzono między innymi zwolenników zjednoczenia Włoch. Warto tutaj wejść nie ze względu na sam obiekt (który w większości nie jest udostępniony do zwiedzania, poza czasowymi wystawami), ale właśnie dla rozleglej panoramy. Widok jest iście imponujący. Na zamek można się wspiąć, można też wjechać w miarę blisko komunikacją (metrem, autobusami lub windą miejską).

Mury Zamku Św. Elma
Mury Zamku Św. Elma

Przy samym zamku można zwiedzić też dawne budynki kartuzy (klasztoru) San Martino, obecnie muzeum narodowe. Budynki zakonne powstały tutaj w pierwszej połowie XIV wieku i rozbudowywały się jeszcze w XVII wieku. Za francuskiego panowania w XIX wieku, kartuza została porzucona. Obecnie znajduje się tutaj muzeum prezentujące eksponaty z okresu hiszpańskiego i rządów Burbonów. Ciekawostką są też szopki. We Włoszech szopka neapolitańska cieszy się taką estymą jak u nas szopka krakowska. Ma też podobnie długą historię i aż do przesady rozbudowane scenki.

Zamek św. Elma
Zamek św. Elma

Zamki przybrzeżne w Neapolu

Mamy tu też dwa zamki, oba położone nad brzegiem morza. Zamek Jajeczny (Castel dell’Ovo) można zwiedzać za darmo. Wejść sobie na niego i z murów popatrzeć na miasto, Wezuwiusza czy Zatokę. Nowy Zamek (Castel Nuovo) to już atrakcja płatna. Za to można tam pooglądać trochę zbiorów, jak i komnat.

Zamek Nowy
Zamek Nowy

Neapol: Pałac Królewski

W Neapolu znajduje się także kilka pałaców, w tym dawny królewski należący do Burbonów. Pałac Królewski w Neapolu był jednym z czterech pałaców Burbonów z czasów, gdy panowali nad Królestwem Obojga Sycylii (1734 – 1860). To była ich główna siedziba. Drugim był pałac w Casercie, który zwiedziliśmy wcześniej przy okazji podróży śladami „Gwiezdnych Wojen”. Caserta to z kolei miejsce, gdzie mogli odpoczywać z dala od zgiełku miasta.

Pałac Burbonów (Neapol)
Pałac Burbonów (Neapol)

Palazzo Reale di Napoli w mniej więcej obecnej formie pochodzi z XVII wieku, gdy został zaprojektowany przez architekta Domenico Fontana. Jednak każdy kolejny lokator pałacu przebudowywał go i zmieniał, z czego największe zmiany pochodzą z połowy XVIII wieku. Dobudowano nowe skrzydło, którego reprezentacyjny hall i klatka schodowa do złudzenia przypominają te z pałacu w Casercie i są dziełem tego samego architekta – Luigiego Vanvitelli. W 1838 roku pałac ogarnął niszczycielski pożar, zaś podczas rekonstrukcji dobudowano znów nową część, która miała pomieścić Bibliotekę Narodową, ostatecznie przeniesioną w latach 20. XX wieku. Druga wojna światowa przyniosła kolejne zniszczenia: ucierpiała między innymi Biblioteka Narodowa i przyległy Teatr św. Karola.

Wnętrza pałacu przypominają ten w Casercie
Wnętrza pałacu przypominają ten w Casercie

Obecnie Palazzo Reale di Napoli jest dostępny dla zwiedzających: można podziwiać pałacowe komnaty, mały Teatrino di Corte i Bibliotekę Narodową im. Wiktora Emanuela III. Mniejszych pałaców w Neapolu jest więcej. Są też interesujące galerie sztuki.

Fasada kościoła Chiesa di Gesù Redentore e San Ludovico d'Angiò
Fasada kościoła Chiesa di Gesù Redentore e San Ludovico d’Angiò

Cappella Sansevero

Jednym z takich ważnych miejsc jest Cappella Sansevero (znane także pod nazwami Capella Sansevero de’ Sangri lub Pietatella). Kiedyś była to kaplica, według jednej z teorii zbudowana, by przebłagać za Boga za grzechy syna. Fabrizio Carafa był kochankiem żony hrabiego Carlo Gesualdo, który zabił ich w afekcie. To właśnie dzieło miało odkupić Fabrizio. Inna teoria mówi, że zbudowano to miejsce za wstawiennictwem Maryi. Jeszcze ciekawsze jest to, że za rozbudowę tego miejsca odpowiadał Raimondo di Sangro, podejrzewany o czary członek loży masońskiej. Dziś jest to muzeum, niewielkie, ale bardzo mocno oblegane. W środku niestety nie można robić zdjęć, ale kaplica robi fenomenalne wrażenie.

Neapol
Neapol

Pio Monte della Misericordia (Neapol)

Innym zaś jest Pio Monte della Misericordia z dziełem Caravaggio. Michelangelo Merisi da Caravaggio działał właśnie w Neapolu, Rzymie, na Sycylii i na Malcie. W każdym razie mniejszych galerii i muzeów ze sztuką jest tu naprawdę wiele i jest z czego wybierać. Może nie są tak znane jak te we Florencji, ale jak wspominaliśmy wcześniej, Neapol jest bardzo bogatym miastem, także kulturowo.

Michelangelo Merisi da Caravaggio - Neapol
Michelangelo Merisi da Caravaggio – Neapol

Galeria Umberto I w Neapolu

Z dość nietypowych miejsc do zwiedzenia w Neapolu trzeba wymienić windę miejską (o ile oczywiście jest czynna), a także Galerię Umberto I. To przestrzeń handlowa, ale sam budynek bardzo ciekawie wygląda. Galeria handlowa powstała w latach 1887 – 91. Zaprojektował ją Emanuele Rocco, który wzorował się trochę na mediolańskiej galerii Wiktora Emanuela II. Obecnie wchodzi w skład zabytkowego centrum miasta.

Galeria Umberto I (Neapol)
Galeria Umberto I (Neapol)

Katakumby – San Gaudiso

Kościołów w Neapolu jest bardzo dużo. Jak to bywa we Włoszech, często znajdują się tam także relikwie. Natomiast najnowszą atrakcją są katakumby. Zostały one udostępnione zwiedzającym dzięki pracy ochotników. To oni odpowiadają za ich renowacje, a także za pilotowanie wycieczek. Tu w szczególności warto zwrócić uwagę na katakumby San Gaudioso. Znajdują się tam bardzo niecodzienne freski, wykonywane przed dominikanów, które zawierały elementy ludzkich szkieletów. Postać była namalowana, ale czaszka już prawdziwa. Wygląda to dość upiornie.

Katakumby w San Gaudiso i domalowywanie ciał do czasek
Katakumby w San Gaudiso i domalowywanie ciał do czasek
Katakumby San Gaudioso
Katakumby San Gaudioso

San Gennero (Neapol)

Bardziej klasyczne katakumby można obejrzeć choćby w kościele San Gennero. Tam przynajmniej nie ma resztek ciał, więc nikomu nie będą się potem śniły koszmary. Zaś kontynuując te klimaty warto też udać się na cmentarz Fontanelle (Cimitero delle Fontanelle). Wykuto go w XV wieku w  tufie wulkanicznym.

Kościół św. Januarego (San Gennero)
Kościół św. Januarego (San Gennero)
Katakumby San Gennero
Katakumby San Gennero

Katedra św. Januarego

Spośród kościołów dość mocno wyróżniają się dwa. Gotycka katedra św. Januarego (ma dwie nazwy: Duomo di San Gennaro oraz Duomo di Santa Maria Assunta). Tu znajdują się relikwie świętego i męczennika. Zabito go w 305 roku za czasów cesarza Dioklecjana (tego od pałacu w Splicie). January dożył 33 lat (jak Chrystus), a jego krew zakrzepła, według legendy zebrano ją w dwie fiolki, przekazano biskupowi i wtedy odmieniła swój stan. Ten cud powtarza się trzy razy w roku, w pierwszą sobotę maja, 19 września i 16 grudnia. Są wprawdzie naukowe teorie na temat tego zjawiska, ale dla wiernych ważne jest to, że jeśli krew nie zmieni stanu, to jest to zapowiedź nieszczęścia (zdarzały się wybuch wulkanu czy trzęsienie ziemi).

Katedra św. Januarego
Katedra św. Januarego
Uliczki Neapolu
Uliczki Neapolu

Kościół św. Franciszka

Drugi monumentalny, neoklasycystyczny kościół św. Franciszka, jest bardzo różny od reszty w mieście. Basilica Reale Pontificia San Francesco da Paola przy Piazza del Plebiscito ze zmienną iluminacją kolumnady. Plac Plebiscytu został nazwany tak na cześć plebiscytu, który ogłoszono w celu podjęcia decyzji o przyłączeniu Królestwa Obojga Sycylii do Zjednoczonych Włoch.

Wnętrze kościoła św. Franciszka (Neapol)
Wnętrze kościoła św. Franciszka (Neapol)

Inne kościoły Neapolu

Różnych ciekawych kościołów w mieście jest naprawdę wiele. Łatwo znaleźć perełki, do których nie przybywa wielu turystów. Zwyczajnie się do nich wchodzi, na ogół są otwarte . Warto jednak zwrócić uwagę jeszcze na kościół Gesù Nuovo. Ciekawa jest już fasada przeciwległego di Gesù Redentore e San Ludovico d’Angiò. Zanim jezuici przekształcili to miejsce w kościół, był to pałac i jedyne, co naprawdę pozostało po nim, to właśnie niecodzienna fasada. W środku zaś można zobaczyć przebogate zdobienia barokowe. Obok zaś znajduje się gotycka bazylika i klasztor św. Klary, również warte zobaczenia.

Neapol i pałac królewski
Neapol i pałac królewski

Neapol na filmowo

Filmowo najczęściej kręcono tu filmy sensacyjne. „Kryptonim U.N.C.L.E.” (2015) Guya Ritchiego, „Człowiek w Ogniu” (2004) Tony’ego Scotta, „Krucjata Bourne’a” (2004) Petera Greengrassa. Znów głównie ze względu na malownicze okolice zatoki.

Bulwar
Bulwar

Język neapolitański

Z Neapolem nierozerwalnie wiąże się też pieśń „’O sole mio”. Często śpiewa się ją w języku neapolitańskim, który jest bardziej bliski sycylijskiemu niż standardowemu włoskiemu. Neapolitański jest uznawany za dialekt włoskiego, ale choć używa go 4 miliony ludzi, nie jest oficjalnie uznawany.

Zamek Jajeczny
Zamek Jajeczny

Kuchnia neapolitańska i pizza

Jednak bez wątpienia najprawdziwszym skarbem Neapolu i okolic jest kuchnia. Jeśli ktoś lubi kuchnię włoską, to będzie wniebowzięty. Tu naprawdę trudno trafić na słabą restaurację. Neapol jest stolicą pizzy, jest też miejscem, gdzie produkuje się mozzarellę z mleka bawołów i warto sobie ją wziąć tutaj na przystawkę. Pizza neapolitańska trafiła na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO. Można bez problemu znaleźć sobie kilka mniejszych knajp wysoko ocenianych na TripAdvisorze i po drodze się zatrzymać, by zamówić najprostszą pizzę. Można też jeść pizzę w papierku, na przykład tak zwaną pizza fritta, smażoną w głębokim oleju i sprzedawaną przy ulicy.

Pizza w Neapolu
Pizza w Neapolu

Historia nowożytnej pizzy wiąże się z wizytą królowej Włoch Małgorzaty Sabaudzkiej w Neapolu. Margherita pochodzi od imienia królowej. Miała to być prosta pizza składająca się z trzech składników komponujących się na flagę Włoch. Pomidory – czerwony, mozzarella – biały, bazylia – zielony. Pizzę przygotował Raffaele Esposito. Dziś Margherita to jedna z najpopularniejszych, ale też najprostszych odmian pizzy. Stąd tradycja jej wypieku jest tu bardzo żywa, organizuje się nawet zawody i festiwale związane z pizzą.

Zaułki Neapolu
Zaułki Neapolu

Neapol artecard, zwiedzanie i poruszanie się po mieście

Z uwag na koniec: na lotnisku można dostać darmową mapkę miasta. Można też kupić artecard, czyli kartę miejską (więcej na jej temat można przeczytać na jej oficjalnej stronie ). Pozwala ona korzystać z komunikacji miejskiej, w tym także kolei lokalnej w granicach metropolii (Caserta, Pompeje, Herkulanum/Wezuwiusz jak najbardziej się wliczają), przez trzy dni (ale bez autobusu lotniskowego). Jednocześnie mamy wstęp do dwóch wybranych zabytków za darmo, trzeci zaś za pół ceny. Co ciekawe, czasem zdarzy się, że potrafią dać jeszcze drugą zniżkę. Jeśli Neapol jest naszą bazą wypadową do tych trzech miejsc, to karta to bardzo dobre rozwiązanie. Na stronie artecard są też linki do muzeów, dzięki czemu można sobie ułożyć godzinowy plan zwiedzania. Zaś z Neapolu można też zwiedzać inne ciekawe lokacje jak Capri, czy Ischia.

Neapol
Neapol

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak włoski
NeapolRavenna

Przylądek Foulwind i kolonia fok

W Nowej Zelandii nie jest trudno  podziwiać naturę. Wielbiciele flory będą zachwyceni, gorzej jeśli bardziej interesuje nas fauna. Ze zwierzętami zawsze jest ten problem, że czasem gdzieś sobie pójdą, gdzieś się schowają i można spędzić nawet 9 dni na tanzańskich safari, a nosorożca nie zobaczyć. Sam przylądek Foulwind pozornie się nie wyróżnia. Tym bardziej zaskakuje miejsce, które nawet na mapie Google’a jest oznaczone jako Seal colony (Tauranga Bay), czyli kolonia fok. Było po drodze, więc odbiliśmy trochę, zobaczyliśmy i zaiste, foki były.

Plaża przy kolonii fok
Plaża przy kolonii fok

Przylądek Foulwind

By znaleźć kolonię fok, należy kierować się na przylądek Foulwind (Cape Foulwind). Pierwotna nazwa tego miejsca brzmi Rocky Cape, została nadana jeszcze przez Abela Tasmana. Ale dziś używa się późniejszej, którą zawdzięczamy innemu wielkiemu odkrywcy tych ziem, Jamesowi Cookowi. Nazwa to dzieło przypadku. Otóż opływając ten przylądek na okręcie „Endeavour”, Cook został odepchnięty przez przeciwny wiatr, który skierował go wprost do Australii.

Kolonia fok niedaleko Foulwind
Kolonia fok niedaleko Foulwind

Tyle jeśli chodzi o historię. To, co nas sprowadziło do tego miejsca, to foki. Mają one tu swoją stałą kolonię, dość blisko brzegu. Punkty obserwacyjne są ustawione tak, że ludzie nie przeszkadzają zwierzętom. Nie można do nich podejść, ani podpłynąć, jedynie spoglądać na nie z wysokiego klifu. Zaś dzięki ciepłym prądom, morzu bogatym w ryby, zwierzęta te czują się tu bardzo dobrze i bytują praktycznie cały rok. To ich bezpieczna enklawa.

Kolonia fok
Kolonia fok

Kolonia fok – kotików nowozelandzkich

Gatunek tych fok to kotik nowozelandzki (łac. Arctocephalus forster). Przypominamy, że rdzennie w Nowej Zelandii rdzennie nie występowały żadne ssaki, z wyjątkiem właśnie fok, które mogły tu sobie przypłynąć, oraz nietoperzy.

Kotik nowozelandzki
Kotik nowozelandzki

O ile kotiki te nie muszą obawiać się ludzi, niestety nie można tego powiedzieć o ich naturalnych wrogach. W tej okolicy może nie spotyka się jakoś często rekinów, ale czasem da się tu zaobserwować choćby orki, żywiące się między innymi fokami. Waleni pływa tu więcej, są i delfiny, no i czasem wieloryby, acz jedne i drugie nie są zagrożeniem dla kotików. Nam niestety (a może stety dla kotików) nie udało się dostrzec nic poza fokami.

Kotik nowozelandzki
Kotik nowozelandzki

Dojazd do kolonii i zwiedzanie Foulwind

Kolonia fok znajduje się w Zatoce Tauranga. Dojazd jest dobrze oznaczony, oczywiście mamy do dyspozycji całkiem spory parking i krótką trasę do przejścia. Teren jest otwarty, wstęp darmowy. Gorzej, gdybyśmy chcieli dojść do latarni morskiej na przylądku Foulwind. Niestety trzeba przejść przez teren prywatny. Ewentualnie trzeba by spróbować dojechać tam z drugiej strony, dokładając kilometrów.

Kolonia fok (Nowa Zelandia)
Kolonia fok (Nowa Zelandia)

Kolonia fok to bardzo dobre miejsce na krótki spacer, taki na rozprostowanie kości w czasie dłuższej drogi po Nowej Zelandii. To jedno z tych miejsc, przy których naprawdę warto się zatrzymać. Nie tylko dla kotików, cała okolica jest piękna. A jak jeszcze dopisze pogoda, to mamy kwintesencję kraju Kiwi. Co najwyżej można narzekać na silne wiatry, ale nam specjalnie nie przeszkadzały – od nich przecież pochodzi urok i nazwa tego miejsca.

Latarnia morska na przylądku Foulwind
Latarnia morska na przylądku Foulwind
Klify w okolicy przylądka Foulwind
Klify w okolicy przylądka Foulwind

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Przylądek Foulwind

Hokitika, wąwóz, miasteczko i jadeity

Nowa Zelandia ma swoją listę istotnych miejsc turystycznych. Większość z nich ma swoją niedługą historię, są więc jakoś rozpoznawalne i zakorzenione. Czasem jednak pojawiają się nowe, próbują wybić, szukając własnej niszy. Tak jest z miejscowością Hokitika. Jej władze stawiają na ekoturystykę, czyli takie zachowania, które połączą szczytny cel jakim jest ochrona przyrody, ze zrównoważoną integracją infrastruktury dla odwiedzających. Z całą pewnością  nas by to tam nie przyciągnęło. Za to przybyliśmy tam głównie, by zobaczyć wąwóz, jednak samo miasteczko jest dość interesującym obiektem, by poznać kraj Kiwi.

Hokitika - pamiątka po wojnie
Hokitika – pamiątka po wojnie

Ekoturystyka w Hokitika

Dlatego zaczniemy od miasteczka, położonego na wyspie wyspie Południowej, dokładnie przy drodze, którą jechaliśmy do Fiordland. Mieszka tu jakieś 3600 osób. Niewiele. Kiedyś miejsce to rozwijało się dzięki gorączce złota, dziś jak wspomnieliśmy, szuka nowego pomysłu na siebie – stąd ekoturystyka. Wystarczy pójść do Visitor’s Center. Nawet jeśli jest akuratnie nieczynne, to znajdziemy tam wystawione foldery. Reklamują lokalne atrakcje i imprezy. Tu zapadły nam w pamięć szczególnie dwie. Pierwsza to parada bożonarodzeniowa, zwyczaj znanych choćby z niektórych Stanów (np. w Kalifornii). Mają ją w grudniu, czyli tak jak powinno być. Ale w czerwcu jest uroczyste ubieranie choinki. Czyli obchodzą Boże Narodzenie dwa razy w roku.

Plaża w Hokitika
Plaża w Hokitika

W Hokitice oczywiście znajdziemy też kilka miejsc, które trudno określić zrównoważoną integracją w przyrodę. Choćby centrum kiwi. Takie rzeczy występują w wielu miejscach w Nowej Zelandii, wszędzie tam, gdzie przybywa trochę więcej turystów. Czyli pawilony z lokalną fauną. Kiwi oczywiście jest złapany i trzymany po ciemku. Fotografować jest ciężko (o ile można), ale coś zobaczyć najczęściej się da. Trochę trudno nam to pogodzić z ekoturystyką, ale niech będzie. My kiwi oglądaliśmy w zoo w Auckland.

Jadeit sprowadzany z Rosji
Jadeit sprowadzany z Rosji

Jadeit i nefryt

Złota dziś tutaj nie ma, ale mamy centrum jadeitu, a właściwie przetwórstwa, bo jak się okazało większość tych kamieni sprowadzanych jest obecnie z Chin lub Rosji. Nie jesteśmy pewni czy tu w ogóle robią biżuterię z tego. Jednak można udawać, że tak jest. To jest właśnie fascynujące. Ale trzeba pamiętać, że kiedyś miasto to zawdzięczało swoją świetność kopalniom złota i jadeitu oraz wykorzystaniu surowca drzewnego. Stąd takie centra. Swoją drogą z dawnej świetności pozostała jeszcze jedna rzecz, na plaży można czasem znaleźć nefryty. Znalezisko można wymienić w okolicznych warsztatach na zniżkę na jakiś wisiorek.

Miejsce  do obserwowania zachodów słońca
Miejsce do obserwowania zachodów słońca

Historia – gorączka złota i wojny światowe

Hokitikę założono podczas gorączki złota w 1864 roku. Nie jest to duże miejsce, więc trudno tu o historię. Ale ponieważ Nowa Zelandia brała udział w I wojnie światowej, to stąd także pochodzi kilku weteranów i  się ich upamiętnia. Mamy tu nawet wystawione armaty. Warto zauważyć, że częściej upamiętniają właśnie udział w I wojnie, niż w II, ze względu na większy udział sił australijsko-nowozelandzkich – ANZAC.

Plaża o zachodzie
Plaża o zachodzie

Ścisłe centrum

Jest i wieża zegarowa to największy – i raczej jedyny – zabytek w miejscowości. Wieże zegarowe w miastach są bardzo istotne w tej części świata. Są swoistą namiastką ratusza. Zresztą to samo widzieliśmy na Samoa. To dość częsty widok w krajach postkolonialnych. Oprócz tego znajdziemy w centrum kilka knajp, sklepów i małą ulicę handlową.

Zachód słońca nad Morzem Tasmana
Zachód słońca nad Morzem Tasmana

Plaża

Jest też Morze Tasmana i plaża. Przy dobrej pogodzie to idealne miejsce do oglądania zachodu słońca. Ten najlepszy punkt jest oczywiście oznaczony. Znajduje się tu atrapa żaglowca, na który można wejść, by porobić sobie zdjęcia. Jednym z najchętniej fotografowanych obiektów  jest charakterystyczny napis-instalacja: nazwa miejscowości utworzona na plaży z wyrzuconych przez morze konarów.

Wąwóz Hokitika
Wąwóz Hokitika

Kanion Hokitika

Tak jak pisaliśmy wcześniej, przyciągnęło nas tu coś innego. Nieopodal jest kanion, to on był naszym celem. Trzeba do niego dojechać i tu najwygodniejszy znów jest samochód. Parkuje się wśród drzew, później idzie przez las i dochodzi do właściwego celu. Jak w kilku innych podobnych miejscach, trasa nie jest długa. Całość zajmuje gdzieś trochę ponad pół godziny. Jakby ktoś chciał dłuższy i ciekawszy wąwóz do trekkingu to polecamy Samarię.

Las koło wąwozu
Las koło wąwozu

Podczas leśnych spacerów warto przyjrzeć się bliżej szacie roślinnej. A ta zachwyca swoim bogactwem: można dostrzec przynajmniej kilka rodzajów paproci, pnie drzew są porośnięte mchami, porostami, oplecione wijącymi się pnączami, z gałęzi zwisają grube liany. A wszystko to spaja cudowny, słodko – orzeźwiający zapach. Esencja Nowej Zelandii w pełnej krasie.

Most wiszący
Most wiszący

No i główny cel. Turkusowy kolor rzeki w wąwozie nieopodal miejscowości Hokitika to nie efekt Photoshopa lub filtrów fotograficznych, ale szczególnych warunków geologicznych. Wapienne osady rozpuszczone w wodzie oraz szare dno załamują promienie światła i dają wrażanie pięknego koloru. Woda nabrana do naczynia lub w płytkiej kałuży jest mętno-biała. Jest to niedługi spacer, ale jakie piękne widoki.

Rzeka
Rzeka

Wąwóz jest bez wątpienia miejscem, w którym warto się zatrzymać, jadąc tą częścią Nowej Zelandii. Myśmy nocowali w Hokitice, bardziej z powodów logistycznych niż jakichkolwiek innych.

Kolorowa rzeka
Kolorowa rzeka

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Hokitika

Portmagee, Pierścień Kerry i południowo-zachodnia część hrabstwa Kerry

Choć najczęściej odwiedzanym przez turystów miejscem w Irlandii jest Dublin, to na drugiej pozycji często plasuje się hrabstwo Kerry, znajdujące się w południowo-zachodniej części wyspy. Na pierwszy rzut oka może być to ciut zaskakujące, ale warto dodać, że jedną z atrakcji tego rejonu jest słynna wyspa Skellig Michael. By się na nią dostać, najlepiej udać się do Portmagee. Zaś ze względu na kapryśną pogodę warto znaleźć sobie w bliskiej i bardziej odległej okolicy inne atrakcje.

Portmagee i reklama Skellig
Portmagee i reklama Skellig

Pierścień Kerry

Hrabstwo Kerry jest jednym z najbardziej turystycznych regionów Irlandii, głównie  za sprawą typowego wschodnioatlantyckiego wybrzeża, rozrzeźbionego licznymi półwyspami i szerokimi fiordami (czyli z angielska „sound”, zetknęliśmy się z nimi w Nowej Zelandii w Parku Narodowym Fiordland), upstrzonymi mniejszymi i większymi wyspami. Ponadto jest to jeden z bardziej górzystych regionów kraju, znajduje się tutaj pasmo Macguillycaddy’s Reek Ir. Na Cruacha Dubha) z najwyższym szczytem Irlandii – Carrauntoohil (Ir. Corrán Tuathail) liczącym 1038 m. n.p.m.

Widok na wyspy Skellig
Widok na wyspy Skellig

Pierścień Kerry (Kerry Ring) to nazwa popularnego szlaku rowerowego (jak również samochodowego) otaczającego półwysep, którego kulminacyjnym punktem jest Park Narodowy Killarney. Zresztą to właśnie Killarney przyciąga do Kerry najwięcej turystów (ale o tym już innym razem). W całym hrabstwie jest mnóstwo większych i mniejszych atrakcji, jak choćby małe zameczki, muzeum torfu, czy gospodarstwa agroturystyczne. Trochę dalej znajduje się Półwysep Dingle. Kerry ma własne lotnisko, ale by się tu dostać można się posiłkować tymi w Shannon i Cork.

Port w Portmagee
Port w Portmagee

Hrabstwo Kerry – historia

Kerry to obszar rdzennie irlandzki, w którym można zaznać najwięcej oryginalnego irlandzkiego języka w mowie i nazwach, posłuchać irlandzkiej muzyki i spróbować lokalnej kuchni. Irlandzka nazwa hrabstwa – Ciarraí albo Ciarraighe – pochodzi od określenia „lud Ciar”, który był pre-celtyckim plemieniem zamieszkującym część obszaru Kerry. W pierwszej połowie XIV wieku kraina ta została ostatecznie wcielona do Królestwa Anglii jako palatynat należący do earla Desmond. Obszar hrabstwa i jego zamki (w tym Ross nieopodal Killarney) były świadkami licznych rebelii i wojen o niezależność Królestwa Irlandii od Królestwa Anglii.

„Gwiezdne Wojny”, porgi i Skellig w sklepie
„Gwiezdne Wojny”, porgi i Skellig w sklepie

Nie tylko w odległej historii. W XX wieku hrabstwo Kerry, jako bardzo irlandzka część Irlandii, znajdowała się pod wpływami Irlandzkiej Armii Republikańskiej (IRA) i w latach 20. XX wieku raz po raz wybuchały większe i mniejsze rozruchy, szumnie nazywane Wojną o Niepodległość (lata 1919 – 21) i Irlandzką Wojną Domową (lata 1922 – 23). Dziś pod tym względem jest spokojniej.

Fontanna z delfinem w Portmagee
Fontanna z delfinem w Portmagee

Znacie ten motyw wędrowny biednego irlandzkiego katolika, żywiącego się resztkami kartofli na przednówku? Albo irlandzkiego biedaka, który w poszukiwaniu lepszego życia wsiada na „Titanica”, bo myślał, że wraz z biletem wygrał lepsze życie? To jest właśnie główny „towar eksportowy” hrabstwa Kerry. W XVII i XVIII wieku wielu ubogich farmerów osiedlało się w tym odległym zakątku Irlandii o dobrym klimacie, by zawierzyć swój los uprawom ziemniaków. Uprawy załamały się w 1845 roku, powodując trwający cztery lata Wielki Głód, który dotknął zachodnią i środkową część kraju. Z głodu – bezpośrednio lub w wyniku infekcji – zmarło około milion ludzi, drugie tyle wyemigrowało. Szczyt Trudnego Czasu – An Drochshaol – przypadł na Czarny ’47 – Bliain an Drochshaoil.

Pamiątkowe zdjęcia z Markiem Hamillem w „The Moorings”
Pamiątkowe zdjęcia z Markiem Hamillem w „The Moorings”

Hrabstwo Kerry – współcześnie

Wszystko to sprawia, że historia tego miejsca jest wyjątkowo ciekawa, ale jednocześnie aż tak jej nie widać. Pozostała bardziej w opowieściach, nazwach, niekoniecznie w zabytkach. Wioski w Kerry dziś wyglądają o wiele bardziej naturalnie i  bardziej pierwotnie, niż niektóre tereny wiejskie w Polsce. Więcej tu małych poletek, małych stad i czasem jakiegoś sprzętu jak traktor, najczęściej mający już swoje lata.

Warto też zwrócić uwagę na pogodę: w Kerry notuje się najwyższe opady w Irlandii, głównie dzięki masywowi górskiemu, który zatrzymuje wilgotne powietrzne znad Atlantyku. Jednocześnie może zaskoczyć widok tropikalnych roślin takich jak spotykana w Europie tylko tutaj paproć drzewiasta lub drzewko truskawkowe (chruścina jagodna) – jest to zasługa ciepłego Prądu Zatokowego (Golfsztrom).

Portmagee z łodzi
Portmagee z łodzi

Portmagee dziś

Jedna z niewielkich osad rybackich na Półwyspie Iveragh (irl. Uíbh Ráthach) (największym półwyspie południowo-zachodniej Irlandii) to Portmagee. Do Portmagee przybywa się tak naprawdę w jednym tylko celu: złapania okienka pogodowego i rejsu na Skellig Michael. Nie jest to łatwa sztuka, gdy w grę wchodzi prawie 2-godzinna podróż lotnicza z Polski. Przede wszystkim, najpierw należy zarezerwować rejs u jednego z przewoźników i wpłacić zaliczkę. Sezon na zwiedzanie trwa od maja do września. Najmniejsze opady w tym najbardziej mokrym hrabstwie i najsłabsze wiatry notuje się w lipcu, ale mimo to trzeba mieć szczęście, bo pogoda jest kapryśna. Dobrze jest mieć w zapasie przynajmniej jeden dzień, gdyż może się zdarzyć, że nasz rejs przesuną na kolejne najbliższe dni. Nie ma co liczyć, że w dniu przyjazdu znajdzie się miejsce na łodzi od ręki. Dziennie na wyspę może dostać się tylko 180 turystów, nie więcej – są to odgórne regulacje. My mieliśmy ogromne szczęście – sobota była pochmurna, ale rejs był możliwy. Za to już w niedzielę widoczność słaba, silny wiatr i opady, więc gdybyśmy mieli rezerwację na dzień później, przepadłoby.

Irlandzkie piwo w „The Moorings” (Portmagee)
Irlandzkie piwo w „The Moorings” (Portmagee)

Historia Portmagee

Irlandzka nazwa Portmagee brzmi An Caladh i oznacza „Port”. Osada posiada dwóch bohaterów: Maurice’a O’Neilla, po którym nazwano most na wyspę Valentia. Był on członkiem IRA, który został poddany karze śmierci w 1942 roku po tym, gdy w Dublinie zabił policjanta. Drugi bohater jest ważniejszy, bo od niego pochodzi nowożytna nazwa miasteczka: dawniej Magee’s Port, obecnie Portmagee. Kapitan Theobald Magee był żyjącym w XVIII wieku piratem i przemytnikiem. Karierę zaczynał jako oficer w marynarce JKM, zaś po przejściu w stan spoczynku zajął się tak zwaną wymianą handlową (tak na szmuglerkę Magee mówią miejscowi) między portami Portugalii, Francji i Irlandii. Liczne półwyspy zachodniego wybrzeża Irlandii dawały świetne możliwości ukrywania się, a rybacka osada na Półwyspie Iveragh świetnie się nadawała na główną bazę przemytniczą. Kapitan Theobald ożenił się zyskownie z wdową po bogatym kupcu z sąsiedniego Dingle. Po śmierci Theobalda, jego żona i syn przejęli rodzinny interes szmuglerki.

Wyspy Skellig, Puffin Island widziane z Bray Head na wyspie Valentia
Wyspy Skellig, Puffin Island widziane z Bray Head na wyspie Valentia

Kliffy Kerry i „Gwiezdne Wojny”

Historia ta doskonale wpisuje się w obraz hrabstwa Kerry. Jest o czym poczytać, ale śladów zostało dość niewiele. Potrmagee to tak naprawdę jedna główna ulica przy porcie. Tu znajdziemy trzy-cztery knajpy, sklep i właściwie tyle. Trochę dalej jest kościół, mała fontanna z delfinem, no i domy, w tym  hostele. Nie jest tego wiele, ale jakaś baza noclegowa o zróżnicowanym standardzie jest. Sklep pełni rolę zarówno warzywnika, jak i sklepu z pamiątkami (teraz głównie związanymi z „Gwiezdnymi Wojnami” i porgami). Zaś w knajpach można zjeść świeże fish&chips. Na Wyspach jest nawet powiedzenie „nie zamawiaj ryby, jeśli nie widzisz morza”. W jednej z knajp – „The Moorings” nawet są zdjęcia Marka Hamilla, który tam przesiadywał w przerwie między zdjęciami i uczył się, jak nalać idealną pintę Guinnessa.

Kliffy Kerry
Kliffy Kerry

Niedaleko Portmagee znajdują się klify Kerry (Kerry Cliffs). Bardzo ciekawe miejsce, z którego można (jeśli jest pogoda i widoczność) oglądać wyspy Skellig, a także położoną bliżej Puffin Island. Wejście na klify jest płatne,  a  ogrodzony teren spacerowy spokojnie można obejść w jakieś pół godziny. Przy klifach są też tabliczki z informacjami o tutejszym ptactwie, replika clochán (kamiennych domków) oraz parking. Ale tu przybywa się dla widoków.

Kliffy Kerry
Kliffy Kerry

Na północ od Porgmagee znajduje się most Maurice’a O’Neilla (wspomniany już bojownik IRA), który prowadzi nas na wyspę Valentia. Tu także znajdziemy dobre punkty widokowe, jak chociażby Bray Head, skąd również można podziwiać Skellig. Oczywiście jak dopisze pogoda.

Ślady tetrapodów na Valentii
Ślady tetrapodów na Valentii

Wyspa Valentia

Sama wyspa oferuje historyczne ciekawostki: stąd zaczęto kłaść pierwszy transatlantycki kabel telegraficzny (połączenie uruchomiono w 1866 roku i było czynne okrągłe sto lat). W tutejszych kamieniołomach natomiast odkryto jedne z najstarszych skamieniałych tropów wczesnych tetrapodów. Relikt liczy około 385 milionów lat. Ślady tych prymitywnych płazów są wystawione do oglądania, tu opłat nie ma. Nam nie udało się dopatrzyć, co na tym kamieniu jest śladem zwierzęcia i to mimo wspomagania się tablicą z opisem.
Łupek z tutejszych kamieniołomów posłużył jako surowiec między innymi do budynku Brytyjskiego Parlamentu w Londynie i Opery w Paryżu. Natomiast tabliczka z zaznaczoną Valentią w czasach, gdy płazy wychodziły na ląd powoduje rozbawienie.

Ślady tetrapodów
Ślady tetrapodów

Największa osada Valentii to Knight’s Town. W porównaniu z Portmagee faktycznie robi wrażenie. Ma nawet własną wieżę zegarową i dużo większy port z mnóstwem jachtów. Można tu (zresztą w Portmagee i innych miejscach Irlandii także) zobaczyć bardzo ciekawą różnicę kulturową między nami a Irlandczykami. Temperatura 15 stopni, mały deszcz i do tego jeszcze wiatr w lipcu to tutaj bardzo dobra pogoda, by schłodzić się w morzu.

Wybrzeże na Valentii
Wybrzeże na Valentii

Jak wspominaliśmy, do Portmagee przybywa się, by wyruszyć na Skellig. Okolica zaś oferuje wiele drobnych atrakcji. Jeśli się trochę poszuka i wie czego się można spodziewać, może to być bardzo ciekawe uzupełnienie wyprawy na wyspy Skellig. Natomiast jakby komuś pogoda nie pozwoliła na rejs na Skellig, to w Portmage jest jeszcze Skellig Experience, gdzie można zapoznać się z historią wyspy, jak i zdjęciami.

Wieża zegarowa w Knight's Town
Wieża zegarowa w Knight’s Town

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak irlandzki
Portmagee

Dubrownik – „Gra o tron” i „Gwiezdne Wojny”

Dubrownik (chor. Dubrovnik) to dziś perła Chorwacji. Jedno z najważniejszych miast do zobaczenia, a przy okazji najdroższe i bardzo oblegane. Dubrownik cierpi na dokładnie tę samą przypadłość co Wenecja, z którą zresztą historycznie jest powiązany. Stał się symbolem, przez co wiele osób przybywa tu na zaledwie kilka godzin, czasem żeby go tylko zaliczyć. A miasto zachwyca pięknie zachowanymi, starymi zabudowaniami. Pojawiło się zarówno w „Grze o tron” jak i w mniejszym stopniu w „Ostatnim Jedi” Riana Johnsona i dziś aktywnie żyje także z turystyki filmowej. Spacer śladem filmu  czy serialu stało się ważnym elementem zwiedzania Dubrownika.

"<yoastmark

Dubrownik - dachy i mur
Dubrownik – dachy i mur

Raguza i Dubrownik – historia

W VI wieku p.n.e. na terenie dzisiejszego miasta Cavtat (blisko lotniska DBV) założono grecką kolonię Epidaurus. W III wieku p.n.e. zajęli ją Rzymianie i przemianowali na Epidaurum.  Rzymianie w VIII wieku musieli walczyć z plemionami słowiańskimi i awarskimi, lecz miasto legło w gruzach. Ludność schroniła się na wyspie Lave (inna nazwa Lausa), założyli tam osadę Ragusium (czyli Raguza). Na stałym lądzie zaś Słowianie założyli Dubrovnik. Oba miasta dzielił jedynie wąski przesmyk słonych bagien, mieszkańcy zaś przez lata żyli w harmonii. W IX wieku przesmyk zasypano. To miejsce to obecna ulica – Stradun. Obecne mury miejskie wzniesiono w XIV wieku.

Port Dubrownika
Port Dubrownika

Port Królewskiej Przystani
Port Królewskiej Przystani

Raguza była łakomym kąskiem dla lokalnych potęg. Już w X wieku miasto musiało odeprzeć ataki arabskie, w wiekach XII – XIII popadał w zależności od Chorwatów, Serbów, Normanów italskich. W XIII wieku stało się posiadłością Republiki Weneckiej, stąd pewnie późniejsza smykałka do kupiectwa. Ponieważ mieszkańcy Raguzy okazali się być rzutką konkurencją dla Wenecjan, w 1358 roku pozbyli się miasta na rzecz Królestwa Węgier, ci z kolei utracili je dla Imperium Osmańskiego. Jednak zwierzchnictwo obu państw było minimalne z powodu dzielącej ich odległości i utrudnionej komunikacji, więc Raguza stała się samodzielnym miastem-państwem.

"<yoastmark

Republika Dubrownicka

Republika Raguzy (zwane też Republiką Dubrownicką) to kupieckie miasto-państwo istniejące w latach 1358 – 1809, przy czym dopiero w 1909 roku nazwę stolicy przemianowano z Raguza na Dubrownik. W najlepszym okresie Republika Raguzy posiadała 300 okrętów kupieckich – okresami więcej niż Wenecja. Bogactwo miasto zdobyło dzięki handlowi między Wschodem a Zachodem, natomiast własnych surowców naturalnych nie miało.

Władzę w Republice sprawowała arystokracja i wybierany książę. Decyzję podejmowała Wielka i Mała Rada oraz Rada Uproszonych, co było odpowiednikiem współczesnego sejmu i senatu. Początkowo arystokracja była pochodzenia romańskiego (a więc uchodźcy z Epidaurum), ale z czasem się slawizowała i już w XV wieku miasto było jednorodnie słowiańskie. Rozkwit miasta przypadał na wieki od XIII do XVI i z tego okresu pochodzi większość zabytków.

"<yoastmark

Zmierzch i upadek Republiki Raguzy związany jest z epoką wielkich odkryć geograficznych, zwłaszcza z odkryciem Ameryki i ogólnym umniejszaniem roli gospodarek kupieckich basenu Morza Śródziemnego. Raguzie dodatkowo i wbrew oczekiwaniom zaszkodziło osłabienie Turcji, jej formalnego zwierzchnika. Zamierały śródziemnomorskie szlaki handlowe, podupadł ważny odbiorca handlowy. Dodatkowo klęski żywiołowe, zarazy i trzęsienia ziemi każdorazowo były silnym ciosem dla miasta. Najbardziej tragiczne wstrząsy sejsmiczne z kwietnia 1667 roku pogrzebało dużo część miasta i gospodarkę, bo choć budynki udało się odbudować, straty finansowe były zbyt dotkliwe. Wkroczenie wojsk Napoleona w 1806 roku oznaczały koniec wolnej Republiki Raguzy. W 1809 roku zlikwidowaną Republikę włączono w Prowincję Iliryjską.

"<yoastmark

Włączenie do Jugosławii i Chorwacji

Po kongresie wiedeńskim (lata 1814-1815) włączono dawną Republikę Raguzy najpierw w skład Królestwa Dalmacji, a potem Cesarstwa Austrii. W tym okresie Raguza podupadła, pozostając portem handlowym o lokalnym znaczeniu. Ponowny rozwój miasta nastąpił po 1918 roku, gdy już jako Dubrownik stał się częścią Królestwa Jugosławii. Po II wojnie światowej wszedł w skład faszystowskiego marionetkowego Niezależnego Państwa Chorwackiego. Następnie jako miasto Socjalistycznej Republiki Chorwacji znalazł się w Socjalistycznej Federacyjnej Republice Jugosławii. Podczas wojny domowej po rozpadzie Jugosławii, Dubrownika nie ominęły zniszczenia wojenne. Przez siedem miesięcy miasto było oblegane i ostrzeliwane przez artylerię.

"<yoastmark

Zniszczenia z czasów wojny domowej zostały w ciągu kilku lat naprawione, a Dubrownik i jego Stare Miasto wpisane na listę UNESCO stał się oblegany przez turystów. Nie byłoby tego bez unikalnego na skalę europejską Starego Miasta, które zachowało oryginalną średniowieczną strukturę w obrębie murów miejskich, przyjemnego klimatu i… produkcji filmowych.

"<yoastmark

Dubrownik i „Gra o tron”

W turystyce filmowej Dubrownik słynie przede wszystkim jako sceneria do serialu HBO „Gra o Tron”. Od 2. sezonu tej produkcji, Dubrownik „grał” stolicę Siedmiu Królestw – Królewską Przystań, zastąpił tym samym Maltę. Ze względu na rosnące opłaty dla filmowców, w kolejnych sezonach Dubrownika jest coraz mniej, acz przy ostatnim ponownie filmowcy tu wrócili. To jednak nie przeszkadza turystom i zarabiającym na nich, zwłaszcza organizatorom licznych wycieczek śladami serialu. Nie trzeba ich specjalnie szukać, czy zamawiać – są widoczni w głównych punktach miasta. Wystarczy wybrać. Jest to dobrze zorganizowane, większość miejsc filmowych mogłaby się uczyć od mieszkańców i władz Dubrownika.

Na wycieczkę decydują się osoby bardziej i mniej obeznane z samym serialem, jak i sposobem tworzenia filmów. Przewodnik pokazuje kadry filmów i opowiada, w jaki sposób sceny są realizowane, jakie filmowe sztuczki są zastosowane i jak jedno miejsce w rzeczywistości staje się różnymi sceneriami w filmach. Przypomina to sposób zwiedzania Hobbitonu, tyle że w żywym mieście. Warto tylko pamiętać o tym, że wycieczki nie pokazują wszystkich lokacji. Na niektóre tylko nakierowują.

"<yoastmark

Fort Lovrijenac

Znajdujący się na zewnątrz murów miejskich Fort Lovrijenac według podań został zbudowany w trzy miesiące na początku XI wieku na wieść, że Wenecja chce zbudować swój fort na stałym lądzie dla zaszachowania Raguzy. Jednak pierwsza wzmianka o forcie św. Wawrzyńca podchodzi dopiero z 1301 roku. Fortyfikacja została posadowiona na skale, która wznosi się prawie 40 metrów ponad poziom morza. Trzeba się trochę wysilić, by się tutaj wdrapać. Nad bramą widnieje napis NON BENE PRO TOTO LIBERTAS VENDITUR AURO, czyli „Wolność nie jest na sprzedaż [nawet] za wszystko złoto”. Samo „libertas” było oficjalnym zawołaniem Republiki Raguzy.

"<yoastmark

Natomiast w serialu „Gra o Tron” fort Lovrijenac w zależności od potrzeb grał Czerwoną Twierdzę i mury Królewskiej Przystani . W serialu jest to pierwsze miejsce spotkania Sansy z ser Dontosem podczas turnieju Joffreya, jak zresztą dużą część tej sekwencji, włącznie z walkami czy wycieraniem krwi nagrywano w murach twierdzy; jest to także miejsce rozmowy królowej Cersei z Littlefingerem na temat wyższości władzy nad wiedzą. Wstęp do fortu jest dodatkowo płatny (najczęściej oprócz kosztów wycieczki), ale bilet ten jest łączony z biletem na mury.

Port Królewskiej Przystani
Port Królewskiej Przystani

Znajdujące się poza murami Starego Miasta podnóże fortu Lovrijenac to miejsce rozmowy Sansy z Littlefingerem na molo i biedne rejony stolicy, ulokowane nad samą wodą. Tu właśnie miała miejsce słynna rzeź niewiniątek w Królewskiej Przystani. Zresztą tu też kręcono kilka ujęć nad Czarnym Nurtem, czy około portowych w Królewskiej Przystani.

Fontanna w parku Gradac
Fontanna w parku Gradac

Stare Miasto

Z kolei Park Gradac to  miejsce królewskiego wesela króla Joffreya i królowej Margaery. Obecnie wygląda dość niepozornie. W porównaniu z resztą Dubrownika wręcz nieciekawie, ale dawało filmowcom dość dużą swobodę w budowaniu scenografii uczty. Kilka scen kręcono także w okolicy bramy Pile, bardziej wykorzystując tutejsze małe przejścia, jak i plac, dość dobrze widziany z murów.

Brama Pile
Brama Pile

Okolice bramy Pile
Okolice bramy Pile

Stare Miasto Dubrownika, choć rozległe,  można w całości objąć wzrokiem. Nie przeszkadzało to twórcom „Gry o Tron”, by nieodległe od siebie miejsca w serialu rozrzucić na dwóch kontynentach. I tak z twierdzy Lovrijenac widać basztę Minčeta, która w serialu miała swoją scenę w Essos, w mieście Qarth. Użyto ją jako fragment Domu Nieśmiertelnych: Daenerys krąży wokół kamiennej wieży w poszukiwaniu swoich smoków, gdy nagle w magiczny sposób znika.

Baszta Minčeta
Baszta Minčeta

Baszty i mury

Sama baszta pochodzi z początku XIV wieku, ale półtorej wieku później ze względu na zagrożenie ze strony Wenecji i Konstantynopola została umocniona wraz z całym systemem murów i wież obronnych miasta. Zwiedza się ją wraz z resztą murów. Cały stary Dubrownik można obejść murami. Pięknie stąd widać dachy domów, zresztą także wykorzystywane w „Grze o tron”.

Twierdza Bokar (tu Varys i Tyrion planowali obronę Królewskiej Przystani)
Twierdza Bokar (tu Varys i Tyrion planowali obronę Królewskiej Przystani)

Kolejnym miejscem na murach, które jest istotne w serialu HBO, to twierdza Bokar. Tym razem znów jest to Królewska Przystań. To tu Tyrion wraz z Varysem przygotowywali się do ataku floty Stannisa. Na samą Bokar niestety obecnie wejścia nie ma, ale z murów bardzo dobrze ją widać. Na murach też znajduje się miejsce, w którym Góra ćwiczył do walki z Oberynem. Niestety również niedostępne do oglądania.

Schody Jezuickie
Schody Jezuickie

Schody Jezuickie

Słynny marsz pokutny Cersei Lannister z 5. sezonu „Gry o Tron” odbył się ulicami Dubrownika. Przynajmniej kawałeczek. Początek miał miejsce na Schodach Jezuickich pod kościołem jezuitów p.w. św. Ignacego Loyoli do Placu Gundulić. W samym filmie oczywiście barokowego kościoła nie widać. Po pierwsze, to miał być sept, a nie kościół, a po drugie i przede wszystkim – Kościół w Chorwacji nie zgodził się na wykorzystanie wizerunku ich budynków. Również w szerokich ujęciach Królewskiej Przystani warto zwrócić uwagę na fakt, że kościelne wieże mają nieco zmienioną architekturę. Nie chodzi tylko o usunięcie krzyży, ale modyfikację kształtu wież.

Widok ze schodów
Widok ze schodów

Swoją drogą, w szóstym sezonie, gdy marsz pokutny miała odbyć królowa Margaery, twórcy nagrywali ujęcia w hiszpańskiej Gironie – władze Dubrownika trochę przesadziły z żądaniami finansowymi. Widać pewne różnice między obiema scenami, tym łatwiej zauważalne, gdy widziało się to miejsce na żywo.

Dachy także wykorzystywano w GOT
Dachy także wykorzystywano w GOT

Dubrownik i „Ostatni Jedi”

Drugą istotną produkcją filmową, która wykorzystała uroki Dubrownika, były „Gwiezdne Wojny. Epizod VIII: Ostatni Jedi” Riana Johnsona. Niestety, wiele ujęć miasta nie znalazło się w finalnej wersji filmu, gdzie Dubrownik jako Canto Bight, rozrywkowe i luksusowe miasto na planecie Cantonica. Prawdziwe lokacje na ekranie widzimy zaledwie niecałą minutę i to w wątku dla filmu mówiąc delikatnie, niepotrzebnego.

Gwiezdna Saga nie jest tak mocno obecna w Dubrowniku jak „Gra o tron”, ale jest. Obecnie są do wyboru dwie lub trzy wycieczki śladem VIII Epizodu. Polecamy tę – Star Wars Dubrovnik, z prostej przyczyny. Przewodnik był wielkim fanem filmu, więc jego opowieści z pobytu ekipy filmowej w Dubrowniku i opowiadanie o konkretnych scenach w filmie to była klasa sama w sobie! Dodatkowo to on odpowiadał za umieszczanie wielu przecieków z czasu kręcenia w sieci. Natomiast bardzo fajne jest to, że niektóre miejsca grają jednocześnie w „Gwiezdnych Wojnach” jak i „Grze o tron”.

"<yoastmark

"<yoastmark

Stradun

Szczególnie łatwo rozpoznawalna w filmie jest wspomniana już ulica Stradun, na której odbywał się fragment pościgu za Finnem i Rose na fathierze. Przewodnik opowiadał o dekoracjach zamontowanych na witrynach sklepów, które przez kilka dni zwyczajnie funkcjonowały z taką dekoracją. Swoją drogą Stradun to główny deptak Dubrownika, trudno to miejsce przeoczyć. Dość charakterystycznym miejscem, acz niewykorzystanym w filmie jest Wielka Fontanna Onufrego, podobnie jak z drugiej strony ulicy, kościół św. Błażeja.

Wielka Fontanna Onufrego
Wielka Fontanna Onufrego

Plaża Banje

Plaża Banje w „Ostatnim Jedi” to miejsce, gdzie Finn i Rose nielegalnie zaparkowali statek, co stało się źródłem całego nieporozumienia. Znajduje się na zewnątrz miejskich murów, za bramą Ploče. Przy niej też ulokowało się całe zaplecze techniczne dla filmowców. Zdjęcie plaży zostało wykonane z wjazdu do hotelu Exelsior. Łatwo nawet znaleźć barierkę widoczną w filmie.

Widok z hotelu Exelcior na plaże Banje
Widok z hotelu Exelcior na plaże Banje

Dwa następne miejsca są już zdecydowanie trudniejsze do znalezienia. To kolejne uliczki, którymi w „Gwiezdnych Wojnach” miał miejsce szaleńczy pościg za głównymi bohaterami. Dla jasności: nikt z głównej obsady aktorskiej nawet nie był w Dubrowniku.

Zaułek z „Ostatniego Jedi”
Zaułek z „Ostatniego Jedi”

Uliczki Dubrownika

Same zaułki są na tyle słabo widoczne w krótkich i rozmazanych ujęciach, że wiedza o ich udziale w filmie pochodzi głównie stąd, że można było zauważyć tutaj ekipy filmowe i kosmiczne dekoracje. Jeden to boczna uliczka od Stradunu. Tu jeszcze można trafić przypadkiem.

Zaułek z „Ostatniego Jedi”
Zaułek z „Ostatniego Jedi”

Z drugim jest zdecydowanie gorzej. Bez przewodnika nie tylko nie znaleźlibyśmy tego miejsca, ale przede wszystkim nie rozpoznalibyśmy go. Dobudowano tu kilka rzeczy tanim kosztem i nagrano szybkie ujęcia. Wierzymy na słowo, że to jest to. Swoją drogą ta druga uliczka jest przedłużeniem miejsca, gdzie w czwartym sezonie „Gry o tron”, spotykamy Oberyna przy wejściu do burdelu Littlefingera. Pamiętamy, w pierwszym sezonie wejście wyglądało inaczej i znajdowało się w Mdinie na Malcie.

Wyjście z burdelu Littlefingera
Wyjście z burdelu Littlefingera

Pałac Rektorów

Dubrownika w „Gwiezdnych Wojnach” pierwotnie miało być więcej. Zbudowano w kilku miejscach efektowne dekoracje, nakręcono więcej ujęć. Niektóre świetnie zapowiadające się sceny wycięto. Choćby tę kręconą w Pałacu Rektorów, tam miała być jakaś kosmiczna łaźnia – spa, z mnóstwem obcych.

Pałac rektorów
Pałac Rektorów

Swoją drogą Pałac Rektorów pojawił się także w „Grze o tron”. W drugim sezonie są to wnętrza posiadłości Króla Przypraw. Podobnie jak w „Gwiezdnych Wojnach”  kręcono tu jedynie słynną klatkę schodową, do której można zajrzeć przez drzwi. Niestety podczas naszej wizyty pałac znajdował się w remoncie, więc nie było szansy, by go zwiedzić.

Wejście do klasztoru św. Dominika
Wejście do klasztoru św. Dominika

Ulica św. Dominika

Ostatnią wspólną lokacją są okolice kościoła św. Dominika (nieczynny obecnie) i ulica św. Dominika. W „Ostatnim Jedi” zbudowano tu dość sporą dekorację, scen jednak nie wykorzystano w finalnym montażu. Za to w „Grze o tron” dzieje się tu całkiem sporo. Ulica pojawia się kilka razy. Choćby gdy Tyrion i Bron spacerują i słyszą historię o Demonicznej Małpie. To też miejsce, w którym obrzucono Joffreya łajnem.

Fragment ulicy św. Dominika widziany z murów
Fragment ulicy św. Dominika widziany z murów

Wyspa Lokrum

Dwie kolejne lokacje z „Gry o tron” wymagają oddalenia się od samego miasta. Nieopodal starówki Dubrownika leży mała wysepka Lokrum. Każdego dnia kursują do niej promy z Dubrownika, a wyspa jest popularnym celem turystów. Dziś Lokrum ma status rezerwatu przyrodniczego, toteż nie ma na niej stałych mieszkańców ani miejsc noclegowych. Bilet na prom na Lokrum uprawnia do zwiedzania wyspy, a także plażowania.

Ulica św. Dominika wykorzystana w GOT
Ulica św. Dominika wykorzystana w GOT

Pierwsze wzmianki o wyspie Lokrum pochodzą z drugiej dekady XI wieku, kiedy to swoje opactwo założyli tutaj benedyktyni. Na wyspie w 1192 roku rzekomo rozbił się okręt króla Anglii Ryszarda Lwie Serce, gdy wracał z wyprawy krzyżowej. W podzięce za cudowne ocalenie, obiecał wybudować tutaj kościół. Ostatecznie benedyktyni musieli obejść się smakiem, bo kościół król Ryszard ufundował w Raguzie. Dziś na jego miejscu wznosi się barokowa katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Wracając na Lokrum: niszczycielskie trzęsienie ziemi z 1667 roku nie ominęło wyspy i zniszczyło opactwo. Mnisi opuścili wyspę w 1798 roku, podobno obrzucając ją przy tym klątwą.

Opactwo Benedyktynów na Lokrum
Opactwo Benedyktynów na Lokrum

Dawne opactwo benedyktyńskie było scenerią dla twórców „Gry o tron”: tutaj kręcono ogrody kupieckiego miasta Qarth. Nie zabrakło tam informacji, że światowej sławy serial HBO – „Gra o tron” – był kręcony w tym miejscu i w Dubrowniku. Można nawet sobie zasiąść na żelaznym tronie.

Fort Royal na Lokrum
Fort Royal na Lokrum

Fort Royal

Wyspa Lokrum przechodziła z rąk do rąk: w 1806 roku Francuzi wybudowali tutaj Fort Royal. Baszta fortowa twórcom „Gry o tron” posłużyła jako wieża Domu Nieśmiertelnych. Tyle że została dużo, dużo podwyższona za pomocą technik komputerowych. Później wyspa należała do rodziny Habsburgów i wżenionej w nią rodziny Windisch-Graetz, co doprowadziło po upadku Austro-Węgier do sporu z Jugosławią o prawa do wyspy.

Mury Dubrownika
Mury Dubrownika

Mury Dubrownika
Mury Dubrownika

W początku lat 50. XX wieku na wyspie Lokrum założono ogród botaniczny, zaś dekadę później całą wyspę ogłoszono rezerwatem przyrody. W ogrodach dawnego opactwa nietrudno spotkać dziko żyjące króliki, a pawie są częstym widokiem. Zresztą te bajeczne ptaki o orientalnej urodzie również wystąpiły w „Grze o tron” w Qarth – pamiętacie figury pawi z drogocennych metali, wysadzane klejnotami? To właśnie pawie z Lokrum zainspirowały scenografów.

arboretum Trsteno
arboretum Trsteno

Arboretum w Trsteno

Kolejnym miejscem nieopodal Dubrownika, w sam raz na krótki postój, jest arboretum Trsteno. Założone przez lokalną arystokratyczną rodzinę w 1502 roku, jest najstarszym ogrodem botanicznym w Chorwacji i niegdyś uważany za najpiękniejszy w Europie. Arboretum Trsteno to też ogrody Królewskiej Przystani z „Gry o tron”. To tutaj Królowa Cierni i Margaery rozmawiają z Sansą na temat Joffreya Lannistera.

Arboretum Trsteno
Arboretum Trsteno

Ostatnią lokacją z „Gry o tron”, o której wiemy, ale której nie udało nam się zobaczyć, to hotel Belvedere. A raczej ruina tegoż hotelu. Podobno tam też kręcono jakieś ujęcia do siódmego sezonu, ale gdzie i jak nie udało się nam tego potwierdzić. Sama ruina zaś nie zachęca. Poza filmami jeszcze jedną popularną atrakcją w Dubrowniku wjazd kolejką linową na górę Srdj, lub przepłynąć się wokół murów starego miasta. To ostatnie bywa łączone z wycieczką z „Gry o tron”.

Małe przejścia w murach nieopodal bramy Pile
Małe przejścia w murach nieopodal bramy Pile. Przypominają trochę Ucho Igielne w Jerozolimie, acz są zdecydowanie większe.

Dojazd i nocleg

Dubrownik do dziś jest w pewien sposób oddzielony od Chorwacji. Obecnie jest chorwacką eksklawą, więc by do niego dojechać z innych części kraju, trzeba przekroczyć granicę Bośni (najczęściej dwukrotnie). Można też próbować dostać się tu samolotem (LOT ma w swojej ofercie takie połączenie), a nawet drogą morską. Warto pamiętać, że ceny w Dubrowniku są bardzo wysokie, więc jeśli jedzie się samochodem, lepiej parkować i wynająć nocleg poza centrum (niekoniecznie hotel, może być apartament lub Airbnb). Niemniej jednak to piękne i magiczne miasto, które nawet bez filmów potrafi oczarować. A z magią ekranu to prawdziwa wyprawa w inny świat.

Dubrownik
Dubrownik

Czarny nurt
Czarny nurt

Kto wie, może pewnego dnia pojawi się tu James Bond, tak kiedyś odgrażali producenci. Tymczasem więcej o „Gwiezdnych Wojnach” w tym miejscu możecie przeczytać tutaj.

Dubrownik
Dubrownik

Marina w Dubrowniku
Marina w Dubrowniku

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak chorwacki
Dubrownik
Szlak filmowy
Dubrownik