Archiwa tagu: Ogród

Himeji, zamek z Bonda i Kurosawy

Filmowa Japonia kojarzy się przede wszystkim z trzema nurtami. Pierwszy to oczywiście anime (i hentai). Podróżniczo raczej manga/anime i pochodne nie są zbyt inspirujące. Drugi nurt to filmy Kaiju sygnowane przede wszystkim przez wytwórnię TOHO, czyli Godzilla i przyjaciele (więcej będzie przy okazji opisu Tokio). Trzeci to Akiro Kurosawa. Jedną z lokacji do jego dwóch filmów jest zamek w Himeji (jap. 姫路市), ale to miasto odegrało także istotną rolę w kinie amerykańskim, choćby w Bondzie. (Choć warto przypomnieć, że Bond to oczywiście brytyjska produkcja).

Zamek Himeji (Himeji-jō)
Zamek Himeji (Himeji-jō)

Himeji – Zamek Białej Czapli

Himeji znajduje się 50 kilometrów od Kobe (tego od słynnej wołowiny), trochę dalej od Kioto czy Osaki. Przejeżdża tędy linia shinkansenów, więc jest to bardzo dobry i popularny przystanek na trasie Kioto – Hiroszima. Zwiedzenie głównej atrakcji nie zajmuje dużo czasu, w sam raz by wyjść i rozprostować nogi.

Zamek Białej Czapli
Zamek Białej Czapli

Tą atrakcją jest zamek Himeji-jo (jap. 姫路城) jest znany również jako Shirasagi-jō, czyli Zamek Białej Czapli, a to przez dumne, wyniosłe mury o barwie czystej bieli. Pierwszą twierdzę na dwóch wzgórzach nad Himeji wybudowano w 1333 roku. Dekadę później fort rozbudowano, a dwa wieku później stał się już sporym zamkiem. Następna znacząca rozbudowa miała miejsce w 1581 roku za rządów drugiego zjednoczyciela państwa, Toyotomity Hideyoshiego. To on wybudował trzykondygnacyjną główną warownię, która została podwyższona o trzy kolejne piętra przez daimyō (pana feudalnego) Ikeda Teramusa w pierwszej dekadzie XVII wieku. Dostał on zamek Himeji od szoguna Tokugawy Ieyasu za zasługi wojenne, po czym ochoczo zabrał się do rozbudowy siedziby. Ostatnia rozbudowa miała miejsce w drugiej dekadzie XVII wieku z inicjatywy kolejnego pana na zamku, Hondy Tadamasa.

Ogrody i przejścia zamkowe
Ogrody i przejścia zamkowe

Ostatni taki zamek w Japonii

Zamek Himeji w takiej formie, w jakiej go obecnie podziwiamy, jest liczącym 400 lat kompleksem. Jest to jeden z dwunastu zachowanych oryginalnych zamków w Japonii. Ominęły go pożary, trzęsienia ziemi, wojny (nigdy nie musiał się bronić). Nawet uniknął pożogi II wojny światowej, choć miasto Himeji zostało doszczętnie zbombardowane i strawione przez ogień, zamek się ostał nienaruszony. Co więcej, amerykański samolot zrzucił bombę na dziedziniec zamku, ale jakimś cudem nie wybuchła.

Mury obronne, wykorzystane przez Kurosawę jak i w Bondzie
Mury obronne, wykorzystane przez Kurosawę jak i w Bondzie

Krótko po zniesieniu szogunatu i feudalizmu, zamek został wystawiony na licytację. Kupił go przedsiębiorca, który chciał zamek zburzyć, by zagospodarować wzgórza. Na szczęście koszt rozbiórki był zbyt wysoki i tak zamek został ocalony. Dziś to jeden z najbardziej znanych zamków i symboli Japonii. Jeden z najlepiej zachowanych w formie bliskiej do pierwotnej. Stąd także jego popularność.

Zamek Himeji
Zamek Himeji

Himeji, Bond, Lucas, Coppola i Kurosawa

Zamek Białej Czapli wystąpił w filmie o Jamesie Bondzie – „Żyje się tylko dwa razy” z 1967 roku. Na głównym dziedzińcu odbywały się treningi ninja, pojawiają się też ujęcia z zamkowych murów. Ale Bond to taka ciekawostka, Himeji jest tam tylko tłem, uwierzytelniającym akcję w Japonii. Prawdziwe filmowe życie tegoż zamku wiąże się z Akiro Kurosawą.

Zamek Himeji
Zamek Himeji
Wnętrza zamkowe
Wnętrza zamkowe

Kurosawa to wielki mistrz japońskiego kina, który odbił swe piętno na światowej kinematografii. Jak to czasem bywa z legendami, pod koniec pracy twórczej był lepiej odbierany za granicą, niż w rodzimym kraju. W efekcie jeden z jego filmów, „Sobowtór” („Kagemusha”) z 1980 został wyprodukowany za amerykańskie pieniądze, przez dwóch jego wielkich fanów – George’a Lucasa i Francisa Forda Coppolę. Kurosawa wrócił tu jeszcze raz, by nakręcić film „Ran” w 1985 roku. W obu przypadkach wykorzystuje fakt, iż zamek w Himeji ostał się w miarę oryginalnej zabudowie. Zarówno w Bondzie jak i Kurosawy, bardzo łatwo rozpoznać sceny, tak na dziedzińcu, jak i przede wszystkim przy dość charakterystycznych murach obronnych.

Widok z zamku
Widok z zamku

Zwiedzanie zamku

Zwiedzanie głównej warowni zamku Himeji jest możliwe. Wejścia są biletowane, obowiązuje brak obuwia (jak w domach japońskich). Drewniane podłogi wygładzone przez czas są bardzo przyjemne dla bosych stóp! Dostaje się torbę na buty, z którą przechodzi się przez wnętrza. Główna wieża jest wysoka na 31,5 metra, ale ponieważ stoi na wzgórzu i dodatkowo na postumencie, wysokość nad poziomem morza wynosi 92 metry i zdaje się górować nad okolicą. Budynek liczy sobie sześć drewnianych kondygnacji, zwężających się ku górze. Na szczycie jest niewielka świątynka szintoistyczna. Cały kompleks zamku Himeji wpisany jest na listę UNESCO. Dodatkową atrakcją z pewnością są osoby przebrany ze ninja czy wojowników, z którymi nieodpłatnie można sobie zrobić zdjęcia.

Po fosie przy zamku można pływać wynajętą łodzią
Po fosie przy zamku można pływać wynajętą łodzią
Ogród Koko-en
Ogród Koko-en

Ogród japoński Koko-en

Zamek Himeji jest popularny jeszcze z jednego powodu: jest to wyjątkowo malownicze miejsce na hanami, czyli podziwianie sakury. Byliśmy tutaj w połowie kwietnia i wiśnie w znakomitej większości już przekwitły. Nie przeszkadzało to jednak, by podziwiać ogród u podnóża zamku, Koko-en. Ogród ten powstał w 1992 roku w miejscu dawnej zachodniej rezydencji pana feudalnego. Podzielony jest na pięć tematycznych części: sadzawka, ogród bonsai, bambusowy, iglasty i kamienny. Bilet do zamku można kupić w wersji łączonej z ogrodem, zresztą znajduje się on praktycznie przy murach. Jak typowy ogród japoński, przede wszystkim liczy się tu kompozycja oddająca pewien pejzaż.

Bonsai w ogrodzie Koko-en
Bonsai w ogrodzie Koko-en

Samuraje i szoguni

Himeji jest raczej niewielką miejscowością, zwłaszcza jak na japońskie standardy. W centrum poza zamkiem nie ma innych atrakcji. Do zamku można dojść na piechotę z dworca kolejowego lub dojechać autobusem. To drugie może być ciekawe, jeśli zechcemy wybrać się do drugiej największej atrakcji tegoż miasta, czyli na górę Shosha. Co ciekawe, to miejsce jest jeszcze bardziej filmowe, niż sam zamek. Tyle że są to głównie japońskie produkcje kostiumowe oraz „Ostatni samuraj” Edwarda Zwicka.

Widok na dziedziniec zamkowy
Widok na dziedziniec zamkowy

To dobry moment na małą dygresję o samurajach i szogunach. Samuraj to nic innego jak japoński wojownik, odpowiednik naszego rycerza. Choć słowo to jest nadużywane na zachodzie. Pierwotnie samurajowie to było określenie gwardii przybocznej dostojników lub niektórych ich sług. Rycerzy zaś nazywano mianem bushi. W okresie Yamato (VII i VIII wiek) zaczęli stanowić w Kraju Kwitnącej Wiśni grupę społeczną. Nigdy jednak nie przekraczali 10%. Z czasem zaczęli mieć przywileje, tytuły i tak dalej. Dopiero po restauracji Meiji doszło do formalnego zlikwidowania warstwy samurajów w 1871 roku. Tę kwestię pamiętamy z „Ostatniego samuraja”. Terminem Rōnin określało się samurajów bezpańskich. Zarówno tych, którzy stracili swego pana, jak i tych, którzy szukali pracy (byli rycerzami najemnymi).

Zamek Białej Czapli
Zamek Białej Czapli

Szogun

W takim razie kim właściwie jest szogun? Słowo shōgun, które należy transliterować raczej jako siogun (w angielskiej pisowni to shogun i przez filmy wersja z sz się upowszechniła), jest stopniem wojskowym w japońskiej armii i znaczy tyle co generał, zwierzchnik sił zbrojnych, naczelny wódz, tym samym przywódca samurajów. Tymczasową funkcję szoguna pierwszy raz powołano na czas wojny w 794 roku, a po jej zakończeniu w 811 roku funkcja została zniesiona. Przywrócono funkcję szoguna dopiero na końcu XII wieku, ten urząd objął z rąk cesarza Yoritomo Minamoto. Stał się on siódmym szogunem, ale jako pierwszy uznał ten tytuł za dożywotni i co ważne – dziedziczny. Jest to więc początek szogunatu, który bardziej zaczął przypominać możnego pana feudalnego, niż dowodzącego wojskami.

Zamek Himeji w całej okazałości
Zamek Himeji w całej okazałości

Władza szogunów został bardzo wzmocniona przez rody Ashikaga i Tokugawę. Wraz z pierwszym szogunem Kamakura, tworzą trzy główne szogunaty, które następowały po sobie w historii. Od pierwszej połowy XIV wieku szoguni sprawowali realną władzę w Japonii kosztem cesarza, a ustrój społeczny przypominał europejski feudalizm z jasno zaznaczoną drabiną społeczną. Szogunat został zniesiony w 1868 roku w wyniku restauracji cesarskiej władzy. Swoją drogą, w języku japońskim odpowiednikiem słowa „szogunat” jest bakufu.

Miejsca do oglądania hanami
Miejsca do oglądania hanami

Engyō-ji i „Ostatni Samuraj”

Wracając jednak do świątyni: na ogół japońskie świątynie shinto i buddyjskie są bardzo skomercjalizowane i to aż do przesady. Czasem przed świątynią ciągną się alejki, gdzie można kupić wszystko: samurajskie miecze, koszulki z Godzillą, grillowane ośmiornice, dewocjonalia i pocztówki. Bogom można rzucić jakiś grosz do skarbony, ostatecznie to świątynia, ale co innego jest ważne. Natomiast Engyō-ji na Górze Shosha to zupełnie inna sprawa. Jest to jedno z ważnych miejsc pielgrzymkowych i rzeczywiście: w wagoniku kolejki wiozącej nas na górę, byli buddyjscy pielgrzymi. Jak wszystkie inne świątynie, które widzieliśmy w Japonii, są piękne, to jednak najczęściej nie czuje się wiary i duchowości, tak ta wyróżnia się skupieniem. Więcej tu było pątników niż turystów.

Wjazd na górę Shosha
Wjazd na górę Shosha
Buddyjskie ozdoby
Buddyjskie ozdoby

Kompleks został założony w 966 roku i choć wielokrotnie przebudowywany i odnawiany, można tu poczuć tysiąc lat historii. Ze względu na surowy wygląd świątyń, które nie są bogato zdobione, ani malowane, a także przez brak widocznych elementów nowoczesności, Engyō-ji jest chętnie wykorzystywane w filmach, zwłaszcza kostiumowych. Tutaj kręcono część scen z wioski w filmie „Ostatni samuraj” (2009) Edwarda Zwicka z Tomem Cruisem (naprzemiennie z lokacjami w Nowej Zelandii), filmy Kurosawy i liczne japońskie produkcje historyczne. W świątyni jest nawet krótki przewodnik po najnowszych filmach, niestety większości dla nas nieznanych.

Engyō-ji
Engyō-ji
Engyō-ji
Engyō-ji

Dojazd i przemieszczanie się po Himeji

Do świątyni dojeżdża się miejskim autobusem. Przy dworcu znajduje się centrum turystyczne, tam można kupić bilet łączony, który uprawnia do przejazdu autobusem do zamku, stamtąd pod górę i z powrotem na dworzec. Dodatkowo w bilecie wliczono też wjazd kolejką linową na górę. Bilet pozwala na pojechanie wpierw do zamku, potem na górę i to bardzo dobre rozwiązanie, by zwiedzić całe Himeji, które jest bardzo wyjątkowym miejscem.

Miejsce znane z „Ostatniego Samuraja”
Miejsce znane z „Ostatniego Samuraja”
Engyō-ji
Engyō-ji

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak japoński
Himeji Podróżowanie
Szlak filmowy
Himeji
Split
Szlaku religijny
Himeji
Góra Karmel
Share Button

Dubrownik – „Gra o tron” i „Gwiezdne Wojny”

Dubrownik (chor. Dubrovnik) to dziś perła Chorwacji. Jedno z najważniejszych miast do zobaczenia, a przy okazji najdroższe i bardzo oblegane. Dubrownik cierpi na dokładnie tę samą przypadłość co Wenecja, z którą zresztą historycznie jest powiązany. Stał się symbolem, przez co wiele osób przybywa tu na zaledwie kilka godzin, czasem żeby go tylko zaliczyć. A miasto zachwyca pięknie zachowanymi, starymi zabudowaniami. Pojawiło się zarówno w „Grze o tron” jak i w mniejszym stopniu w „Ostatnim Jedi” Riana Johnsona i dziś aktywnie żyje także z turystyki filmowej. Spacer śladem filmu  czy serialu stało się ważnym elementem zwiedzania Dubrownika.

"<yoastmark

Dubrownik - dachy i mur
Dubrownik – dachy i mur

Raguza i Dubrownik – historia

W VI wieku p.n.e. na terenie dzisiejszego miasta Cavtat (blisko lotniska DBV) założono grecką kolonię Epidaurus. W III wieku p.n.e. zajęli ją Rzymianie i przemianowali na Epidaurum.  Rzymianie w VIII wieku musieli walczyć z plemionami słowiańskimi i awarskimi, lecz miasto legło w gruzach. Ludność schroniła się na wyspie Lave (inna nazwa Lausa), założyli tam osadę Ragusium (czyli Raguza). Na stałym lądzie zaś Słowianie założyli Dubrovnik. Oba miasta dzielił jedynie wąski przesmyk słonych bagien, mieszkańcy zaś przez lata żyli w harmonii. W IX wieku przesmyk zasypano. To miejsce to obecna ulica – Stradun. Obecne mury miejskie wzniesiono w XIV wieku.

Port Dubrownika
Port Dubrownika
Port Królewskiej Przystani
Port Królewskiej Przystani

Raguza była łakomym kąskiem dla lokalnych potęg. Już w X wieku miasto musiało odeprzeć ataki arabskie, w wiekach XII – XIII popadał w zależności od Chorwatów, Serbów, Normanów italskich. W XIII wieku stało się posiadłością Republiki Weneckiej, stąd pewnie późniejsza smykałka do kupiectwa. Ponieważ mieszkańcy Raguzy okazali się być rzutką konkurencją dla Wenecjan, w 1358 roku pozbyli się miasta na rzecz Królestwa Węgier, ci z kolei utracili je dla Imperium Osmańskiego. Jednak zwierzchnictwo obu państw było minimalne z powodu dzielącej ich odległości i utrudnionej komunikacji, więc Raguza stała się samodzielnym miastem-państwem.

"<yoastmark

Republika Dubrownicka

Republika Raguzy (zwane też Republiką Dubrownicką) to kupieckie miasto-państwo istniejące w latach 1358 – 1809, przy czym dopiero w 1909 roku nazwę stolicy przemianowano z Raguza na Dubrownik. W najlepszym okresie Republika Raguzy posiadała 300 okrętów kupieckich – okresami więcej niż Wenecja. Bogactwo miasto zdobyło dzięki handlowi między Wschodem a Zachodem, natomiast własnych surowców naturalnych nie miało. Władzę w Republice sprawowała arystokracja i wybierany książę. Decyzję podejmowała Wielka i Mała Rada oraz Rada Uproszonych, co było odpowiednikiem współczesnego sejmu i senatu. Początkowo arystokracja była pochodzenia romańskiego (a więc uchodźcy z Epidaurum), ale z czasem się slawizowała i już w XV wieku miasto było jednorodnie słowiańskie. Rozkwit miasta przypadał na wieki od XIII do XVI i z tego okresu pochodzi większość zabytków.

"<yoastmark

Zmierzch i upadek Republiki Raguzy związany jest z epoką wielkich odkryć geograficznych, zwłaszcza z odkryciem Ameryki i ogólnym umniejszaniem roli gospodarek kupieckich basenu Morza Śródziemnego. Raguzie dodatkowo i wbrew oczekiwaniom zaszkodziło osłabienie Turcji, jej formalnego zwierzchnika. Zamierały śródziemnomorskie szlaki handlowe, podupadł ważny odbiorca handlowy. Dodatkowo klęski żywiołowe, zarazy i trzęsienia ziemi każdorazowo były silnym ciosem dla miasta. Najbardziej tragiczne wstrząsy sejsmiczne z kwietnia 1667 roku pogrzebało dużo część miasta i gospodarkę, bo choć budynki udało się odbudować, straty finansowe były zbyt dotkliwe. Wkroczenie wojsk Napoleona w 1806 roku oznaczały koniec wolnej Republiki Raguzy. W 1809 roku zlikwidowaną Republikę włączono w Prowincję Iliryjską.

"<yoastmark

Włączenie do Jugosławii i Chorwacji

Po kongresie wiedeńskim (lata 1814-1815) włączono dawną Republikę Raguzy najpierw w skład Królestwa Dalmacji, a potem Cesarstwa Austrii. W tym okresie Raguza podupadła, pozostając portem handlowym o lokalnym znaczeniu. Ponowny rozwój miasta nastąpił po 1918 roku, gdy już jako Dubrownik stał się częścią Królestwa Jugosławii. Po II wojnie światowej wszedł w skład faszystowskiego marionetkowego Niezależnego Państwa Chorwackiego. Następnie jako miasto Socjalistycznej Republiki Chorwacji znalazł się w Socjalistycznej Federacyjnej Republice Jugosławii. Podczas wojny domowej po rozpadzie Jugosławii, Dubrownika nie ominęły zniszczenia wojenne. Przez siedem miesięcy miasto było oblegane i ostrzeliwane przez artylerię.

"<yoastmark

Zniszczenia z czasów wojny domowej zostały w ciągu kilku lat naprawione, a Dubrownik i jego Stare Miasto wpisane na listę UNESCO stał się oblegany przez turystów. Nie byłoby tego bez unikalnego na skalę europejską Starego Miasta, które zachowało oryginalną średniowieczną strukturę w obrębie murów miejskich, przyjemnego klimatu i… produkcji filmowych.

"<yoastmark

Dubrownik i „Gra o tron”

W turystyce filmowej Dubrownik słynie przede wszystkim jako sceneria do serialu HBO „Gra o Tron”. Od 2. sezonu tej produkcji, Dubrownik „grał” stolicę Siedmiu Królestw – Królewską Przystań, zastąpił tym samym Maltę. Ze względu na rosnące opłaty dla filmowców, w kolejnych sezonach Dubrownika jest coraz mniej, acz przy ostatnim ponownie filmowcy tu wrócili. To jednak nie przeszkadza turystom i zarabiającym na nich, zwłaszcza organizatorom licznych wycieczek śladami serialu. Nie trzeba ich specjalnie szukać, czy zamawiać – są widoczni w głównych punktach miasta. Wystarczy wybrać. Jest to dobrze zorganizowane, większość miejsc filmowych mogłaby się uczyć od mieszkańców i władz Dubrownika. Na wycieczkę decydują się osoby bardziej i mniej obeznane z samym serialem, jak i sposobem tworzenia filmów. Przewodnik pokazuje kadry filmów i opowiada, w jaki sposób sceny są realizowane, jakie filmowe sztuczki są zastosowane i jak jedno miejsce w rzeczywistości staje się różnymi sceneriami w filmach. Przypomina to sposób zwiedzania Hobbitonu, tyle że w żywym mieście. Warto tylko pamiętać o tym, że wycieczki nie pokazują wszystkich lokacji. Na niektóre tylko nakierowują.

"<yoastmark

Fort Lovrijenac

Znajdujący się na zewnątrz murów miejskich Fort Lovrijenac według podań został zbudowany w trzy miesiące na początku XI wieku na wieść, że Wenecja chce zbudować swój fort na stałym lądzie dla zaszachowania Raguzy. Jednak pierwsza wzmianka o forcie św. Wawrzyńca podchodzi dopiero z 1301 roku. Fortyfikacja została posadowiona na skale, która wznosi się prawie 40 metrów ponad poziom morza. Trzeba się trochę wysilić, by się tutaj wdrapać. Nad bramą widnieje napis NON BENE PRO TOTO LIBERTAS VENDITUR AURO, czyli „Wolność nie jest na sprzedaż [nawet] za wszystko złoto”. Samo „libertas” było oficjalnym zawołaniem Republiki Raguzy.

"<yoastmark

Natomiast w serialu „Gra o Tron” fort Lovrijenac w zależności od potrzeb grał Czerwoną Twierdzę i mury Królewskiej Przystani . W serialu jest to pierwsze miejsce spotkania Sansy z ser Dontosem podczas turnieju Joffreya, jak zresztą dużą część tej sekwencji, włącznie z walkami czy wycieraniem krwi nagrywano w murach twierdzy; jest to także miejsce rozmowy królowej Cersei z Littlefingerem na temat wyższości władzy nad wiedzą. Wstęp do fortu jest dodatkowo płatny (najczęściej oprócz kosztów wycieczki), ale bilet ten jest łączony z biletem na mury.

Port Królewskiej Przystani
Port Królewskiej Przystani

Znajdujące się poza murami Starego Miasta podnóże fortu Lovrijenac to miejsce rozmowy Sansy z Littlefingerem na molo i biedne rejony stolicy, ulokowane nad samą wodą. Tu właśnie miała miejsce słynna rzeź niewiniątek w Królewskiej Przystani. Zresztą tu też kręcono kilka ujęć nad Czarnym Nurtem, czy około portowych w Królewskiej Przystani.

Fontanna w parku Gradac
Fontanna w parku Gradac

Stare Miasto

Z kolei Park Gradac to  miejsce królewskiego wesela króla Joffreya i królowej Margaery. Obecnie wygląda dość niepozornie. W porównaniu z resztą Dubrownika wręcz nieciekawie, ale dawało filmowcom dość dużą swobodę w budowaniu scenografii uczty. Kilka scen kręcono także w okolicy bramy Pile, bardziej wykorzystując tutejsze małe przejścia, jak i plac, dość dobrze widziany z murów.

Brama Pile
Brama Pile
Okolice bramy Pile
Okolice bramy Pile

Stare Miasto Dubrownika, choć rozległe,  można w całości objąć wzrokiem. Nie przeszkadzało to twórcom „Gry o Tron”, by nieodległe od siebie miejsca w serialu rozrzucić na dwóch kontynentach. I tak z twierdzy Lovrijenac widać basztę Minčeta, która w serialu miała swoją scenę w Essos, w mieście Qarth. Użyto ją jako fragment Domu Nieśmiertelnych: Daenerys krąży wokół kamiennej wieży w poszukiwaniu swoich smoków, gdy nagle w magiczny sposób znika.

Baszta Minčeta
Baszta Minčeta

Baszty i mury

Sama baszta pochodzi z początku XIV wieku, ale półtorej wieku później ze względu na zagrożenie ze strony Wenecji i Konstantynopola została umocniona wraz z całym systemem murów i wież obronnych miasta. Zwiedza się ją wraz z resztą murów. Cały stary Dubrownik można obejść murami. Pięknie stąd widać dachy domów, zresztą także wykorzystywane w „Grze o tron”.

Twierdza Bokar (tu Varys i Tyrion planowali obronę Królewskiej Przystani)
Twierdza Bokar (tu Varys i Tyrion planowali obronę Królewskiej Przystani)

Kolejnym miejscem na murach, które jest istotne w serialu HBO, to twierdza Bokar. Tym razem znów jest to Królewska Przystań. To tu Tyrion wraz z Varysem przygotowywali się do ataku floty Stannisa. Na samą Bokar niestety obecnie wejścia nie ma, ale z murów bardzo dobrze ją widać. Na murach też znajduje się miejsce, w którym Góra ćwiczył do walki z Oberynem. Niestety również niedostępne do oglądania.

Schody Jezuickie
Schody Jezuickie

Słynny marsz pokutny Cersei Lannister z 5. sezonu „Gry o Tron” odbył się ulicami Dubrownika. Przynajmniej kawałeczek. Początek miał miejsce na Schodach Jezuickich pod kościołem jezuitów p.w. św. Ignacego Loyoli do Placu Gundulić. W samym filmie oczywiście barokowego kościoła nie widać. Po pierwsze, to miał być sept, a nie kościół, a po drugie i przede wszystkim – Kościół w Chorwacji nie zgodził się na wykorzystanie wizerunku ich budynków. Również w szerokich ujęciach Królewskiej Przystani warto zwrócić uwagę na fakt, że kościelne wieże mają nieco zmienioną architekturę. Nie chodzi tylko o usunięcie krzyży, ale modyfikację kształtu wież.

Widok ze schodów
Widok ze schodów

Swoją drogą, w szóstym sezonie, gdy marsz pokutny miała odbyć królowa Margaery, twórcy nagrywali ujęcia w hiszpańskiej Gironie – władze Dubrownika trochę przesadziły z żądaniami finansowymi. Widać pewne różnice między obiema scenami, tym łatwiej zauważalne, gdy widziało się to miejsce na żywo.

Dachy także wykorzystywano w GOT
Dachy także wykorzystywano w GOT

Dubrownik i „Ostatni Jedi”

Drugą istotną produkcją filmową, która wykorzystała uroki Dubrownika, były „Gwiezdne Wojny. Epizod VIII: Ostatni Jedi” Riana Johnsona. Niestety, wiele ujęć miasta nie znalazło się w finalnej wersji filmu, gdzie Dubrownik jako Canto Bight, rozrywkowe i luksusowe miasto na planecie Cantonica. Prawdziwe lokacje na ekranie widzimy zaledwie niecałą minutę i to w wątku dla filmu mówiąc delikatnie, niepotrzebnego. Gwiezdna Saga nie jest tak mocno obecna w Dubrowniku jak „Gra o tron”, ale jest. Obecnie są do wyboru dwie lub trzy wycieczki śladem VIII Epizodu. Polecamy tę – Star Wars Dubrovnik, z prostej przyczyny. Przewodnik był wielkim fanem filmu, więc jego opowieści z pobytu ekipy filmowej w Dubrowniku i opowiadanie o konkretnych scenach w filmie to była klasa sama w sobie! Dodatkowo to on odpowiadał za umieszczanie wielu przecieków z czasu kręcenia w sieci. Natomiast bardzo fajne jest to, że niektóre miejsca grają jednocześnie w „Gwiezdnych Wojnach” jak i „Grze o tron”.

"<yoastmark

"<yoastmark

Stradun i plaża Banje

Szczególnie łatwo rozpoznawalna w filmie jest wspomniana już ulica Stradun, na której odbywał się fragment pościgu za Finnem i Rose na fathierze. Przewodnik opowiadał o dekoracjach zamontowanych na witrynach sklepów, które przez kilka dni zwyczajnie funkcjonowały z taką dekoracją. Swoją drogą Stradun to główny deptak Dubrownika, trudno to miejsce przeoczyć. Dość charakterystycznym miejscem, acz niewykorzystanym w filmie jest Wielka Fontanna Onufrego, podobnie jak z drugiej strony ulicy, kościół św. Błażeja. 

Wielka Fontanna Onufrego
Wielka Fontanna Onufrego

Plaża Banje w „Ostatnim Jedi” to miejsce, gdzie Finn i Rose nielegalnie zaparkowali statek, co stało się źródłem całego nieporozumienia. Znajduje się na zewnątrz miejskich murów, za bramą Ploče. Przy niej też ulokowało się całe zaplecze techniczne dla filmowców. Zdjęcie plaży zostało wykonane z wjazdu do hotelu Exelsior. Łatwo nawet znaleźć barierkę widoczną w filmie.

Widok z hotelu Exelcior na plaże Banje
Widok z hotelu Exelcior na plaże Banje

Dwa następne miejsca są już zdecydowanie trudniejsze do znalezienia. To kolejne uliczki, którymi w „Gwiezdnych Wojnach” miał miejsce szaleńczy pościg za głównymi bohaterami. Dla jasności: nikt z głównej obsady aktorskiej nawet nie był w Dubrowniku.

Zaułek z „Ostatniego Jedi”
Zaułek z „Ostatniego Jedi”

Uliczki Dubrownika

Same zaułki są na tyle słabo widoczne w krótkich i rozmazanych ujęciach, że wiedza o ich udziale w filmie pochodzi głównie stąd, że można było zauważyć tutaj ekipy filmowe i kosmiczne dekoracje. Jeden to boczna uliczka od Stradunu. Tu jeszcze można trafić przypadkiem.

Zaułek z „Ostatniego Jedi”
Zaułek z „Ostatniego Jedi”

Z drugim jest zdecydowanie gorzej. Bez przewodnika nie tylko nie znaleźlibyśmy tego miejsca, ale przede wszystkim nie rozpoznalibyśmy go. Dobudowano tu kilka rzeczy tanim kosztem i nagrano szybkie ujęcia. Wierzymy na słowo, że to jest to. Swoją drogą ta druga uliczka jest przedłużeniem miejsca, gdzie w czwartym sezonie „Gry o tron”, spotykamy Oberyna przy wejściu do burdelu Littlefingera. Pamiętamy, w pierwszym sezonie wejście wyglądało inaczej i znajdowało się w Mdinie na Malcie.

Wyjście z burdelu Littlefingera
Wyjście z burdelu Littlefingera

Pałac Rektorów

Dubrownika w „Gwiezdnych Wojnach” pierwotnie miało być więcej. Zbudowano w kilku miejscach efektowne dekoracje, nakręcono więcej ujęć. Niektóre świetnie zapowiadające się sceny wycięto. Choćby tę kręconą w Pałacu Rektorów, tam miała być jakaś kosmiczna łaźnia – spa, z mnóstwem obcych.

Pałac rektorów
Pałac Rektorów

Swoją drogą Pałac Rektorów pojawił się także w „Grze o tron”. W drugim sezonie są to wnętrza posiadłości Króla Przypraw. Podobnie jak w „Gwiezdnych Wojnach”  kręcono tu jedynie słynną klatkę schodową, do której można zajrzeć przez drzwi. Niestety podczas naszej wizyty pałac znajdował się w remoncie, więc nie było szansy, by go zwiedzić.

Wejście do klasztoru św. Dominika
Wejście do klasztoru św. Dominika

Ostatnią wspólną lokacją są okolice kościoła św. Dominika (nieczynny obecnie) i ulica św. Dominika. W „Ostatnim Jedi” zbudowano tu dość sporą dekorację, scen jednak nie wykorzystano w finalnym montażu. Za to w „Grze o tron” dzieje się tu całkiem sporo. Ulica pojawia się kilka razy. Choćby gdy Tyrion i Bron spacerują i słyszą historię o Demonicznej Małpie. To też miejsce, w którym obrzucono Joffreya łajnem.

Fragment ulicy św. Dominika widziany z murów
Fragment ulicy św. Dominika widziany z murów

Wyspa Lokrum

Dwie kolejne lokacje z „Gry o tron” wymagają oddalenia się od samego miasta. Nieopodal starówki Dubrownika leży mała wysepka Lokrum. Każdego dnia kursują do niej promy z Dubrownika, a wyspa jest popularnym celem turystów. Dziś Lokrum ma status rezerwatu przyrodniczego, toteż nie ma na niej stałych mieszkańców ani miejsc noclegowych. Bilet na prom na Lokrum uprawnia do zwiedzania wyspy, a także plażowania.

Ulica św. Dominika wykorzystana w GOT
Ulica św. Dominika wykorzystana w GOT

Pierwsze wzmianki o wyspie Lokrum pochodzą z drugiej dekady XI wieku, kiedy to swoje opactwo założyli tutaj benedyktyni. Na wyspie w 1192 roku rzekomo rozbił się okręt króla Anglii Ryszarda Lwie Serce, gdy wracał z wyprawy krzyżowej. W podzięce za cudowne ocalenie, obiecał wybudować tutaj kościół. Ostatecznie benedyktyni musieli obejść się smakiem, bo kościół król Ryszard ufundował w Raguzie. Dziś na jego miejscu wznosi się barokowa katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Wracając na Lokrum: niszczycielskie trzęsienie ziemi z 1667 roku nie ominęło wyspy i zniszczyło opactwo. Mnisi opuścili wyspę w 1798 roku, podobno obrzucając ją przy tym klątwą.

Opactwo Benedyktynów na Lokrum
Opactwo Benedyktynów na Lokrum

Dawne opactwo benedyktyńskie było scenerią dla twórców „Gry o tron”: tutaj kręcono ogrody kupieckiego miasta Qarth. Nie zabrakło tam informacji, że światowej sławy serial HBO – „Gra o tron” – był kręcony w tym miejscu i w Dubrowniku. Można nawet sobie zasiąść na żelaznym tronie.

 

Fort Royal na Lokrum
Fort Royal na Lokrum

Fort Royal

Wyspa Lokrum przechodziła z rąk do rąk: w 1806 roku Francuzi wybudowali tutaj Fort Royal. Baszta fortowa twórcom „Gry o tron” posłużyła jako wieża Domu Nieśmiertelnych. Tyle że została dużo, dużo podwyższona za pomocą technik komputerowych. Później wyspa należała do rodziny Habsburgów i wżenionej w nią rodziny Windisch-Graetz, co doprowadziło po upadku Austro-Węgier do sporu z Jugosławią o prawa do wyspy.

Mury Dubrownika
Mury Dubrownika
Mury Dubrownika
Mury Dubrownika

W początku lat 50. XX wieku na wyspie Lokrum założono ogród botaniczny, zaś dekadę później całą wyspę ogłoszono rezerwatem przyrody. W ogrodach dawnego opactwa nietrudno spotkać dziko żyjące króliki, a pawie są częstym widokiem. Zresztą te bajeczne ptaki o orientalnej urodzie również wystąpiły w „Grze o tron” w Qarth – pamiętacie figury pawi z drogocennych metali, wysadzane klejnotami? To właśnie pawie z Lokrum zainspirowały scenografów.

arboretum Trsteno
arboretum Trsteno

Arboretum w Trsteno

Kolejnym miejscem nieopodal Dubrownika, w sam raz na krótki postój, jest arboretum Trsteno. Założone przez lokalną arystokratyczną rodzinę w 1502 roku, jest najstarszym ogrodem botanicznym w Chorwacji i niegdyś uważany za najpiękniejszy w Europie. Arboretum Trsteno to też ogrody Królewskiej Przystani z „Gry o tron”. To tutaj Królowa Cierni i Margaery rozmawiają z Sansą na temat Joffreya Lannistera.

Arboretum Trsteno
Arboretum Trsteno

Ostatnią lokacją z „Gry o tron”, o której wiemy, ale której nie udało nam się zobaczyć, to hotel Belvedere. A raczej ruina tegoż hotelu. Podobno tam też kręcono jakieś ujęcia do siódmego sezonu, ale gdzie i jak nie udało się nam tego potwierdzić. Sama ruina zaś nie zachęca. Poza filmami jeszcze jedną popularną atrakcją w Dubrowniku wjazd kolejką linową na górę Srdj, lub przepłynąć się wokół murów starego miasta. To ostatnie bywa łączone z wycieczką z „Gry o tron”.

Małe przejścia w murach nieopodal bramy Pile
Małe przejścia w murach nieopodal bramy Pile. Przypominają trochę Ucho Igielne w Jerozolimie, acz są zdecydowanie większe.

Dubrownik do dziś jest w pewien sposób oddzielony od Chorwacji. Obecnie jest chorwacką eksklawą, więc by do niego dojechać z innych części kraju, trzeba przekroczyć granicę Bośni (najczęściej dwukrotnie). Można też próbować dostać się tu samolotem (LOT ma w swojej ofercie takie połączenie), a nawet drogą morską. Warto pamiętać, że ceny w Dubrowniku są bardzo wysokie, więc jeśli jedzie się samochodem, lepiej parkować i wynająć nocleg poza centrum (niekoniecznie hotel, może być apartament lub Airbnb). Niemniej jednak to piękne i magiczne miasto, które nawet bez filmów potrafi oczarować. A z magią ekranu to prawdziwa wyprawa w inny świat.

Dubrownik
Dubrownik
Czarny nurt
Czarny nurt

Kto wie, może pewnego dnia pojawi się tu James Bond, tak kiedyś odgrażali producenci. Tymczasem więcej o „Gwiezdnych Wojnach” w tym miejscu możecie przeczytać tutaj.

Dubrownik
Dubrownik
Marina w Dubrowniku
Marina w Dubrowniku

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak chorwacki
Dubrownik Split
Szlak filmowy
Dubrownik
Share Button

Christchurch

Czasem można spotkać się ze stwierdzeniem, że cała Nowa Zelandia jest przepiękna. O ile możemy się z tym zgodzić, gdy mowa o naturze, o tyle trudno powiedzieć to o wielu miastach. Raczej są nieciekawe, ale jedno jest szczególnie paskudne. Mowa oczywiście o Christchurch. Czyli dziś najbrzydszy fragment kraju Kiwi, dalej będzie już tylko lepiej.

Zabytkowe i mniej zabytkowe budynki
Zabytkowe i mniej zabytkowe budynki

Christchurch

To największe miasto Wyspy Południowej, trzecie co do wielkości w całym kraju. Pierwsze ślady osadnictwa na terenie obecnego Christchurch datuje się na około 1250 rok. Maorysi nazywali to miasto Otautahi. Zaś europejskie korzenie miasta sięgają 1856 roku, kiedy przyznano prawa miejskie – jest to pierwsze miasto z takim dekretem w Nowej Zelandii. Nazwa wywodzi się od Christ Church College w Oxfordzie.

Centrum
Centrum

Spacer po nim wywarł na nas przykre wrażenie z trzech powodów. To miasto jest po prostu nieładne. Architektura nowoczesna jest nieudolna, bez stylu. Architektura krajobrazu nie istnieje. Budynki starsze, bardziej klasyczne, stoją jak plomby, gorzej niż w Dreźnie. Na zdjęciach może tego nie widać, bo wielu koszmarków nie fotografowaliśmy. Zresztą tę nijakość da się dostrzec także w wielu innych miejscowościach. Dobry przykład to choćby ratusz wyglądający jak jakiś tani biurowiec. Prawdopodobnie, gdyby to było tylko to, Christchruch nie wyglądałoby tak jak wygląda i nie zajęło niechlubnego miejsca na naszej liście.

New Regent Street
New Regent Street

Drugi problem to autentyczność, której tu brakuje. Jeśli wybierzemy się do centrum, w szczególności na New Regent Street, to odniesiemy wrażenie, że trafiliśmy do jakiegoś Disneylandu lub innego miejsca tego typu. W Orlando, czy Las Vegas jest wiele dziwnych, kolorowych i cepelnianych budowli, ale tworzą pewien styl. Może niezbyt gustowny, ale tam te miejsca są autentyczne w swój własny sposób. Tak się tam buduje, tak się tam żyje. Przeniesienie tego stylu do centrum Christchurch zwyczajnie się nie sprawdza. W połączeniu z ogólną bylejakością architektoniczną, owszem wyróżnia się, ale  negatywnie.

Christchurch - dzielnica handlowa
Christchurch – dzielnica handlowa

Zresztą to samo widać,  gdy popatrzy się choćby na tramwaje. Te są tu wybitnie turystyczne. To raczej jeżdżące restauracje (tyle, że jak wiele rzeczy w Nowej Zelandii, niezbyt często czynne). Ale znów: wyglądają jak z zupełnie  innej bajki, trochę jak z San Francisco. Jednocześnie nie jest to poważny środek lokalnego transportu, tylko znów kolejne udawanie czegoś. To w całości powoduje wrażenie niezbyt strawnego miszmaszu i skutkuje naszymi negatywnymi opiniami na temat tego miejsca.

Tramwaj - restauracja
Tramwaj – restauracja

Nawracające trzęsienia ziemi

Jest też trzeci czynnik: zaniedbanie, ale z tego Kiwi można w pewien sposób wytłumaczyć. Tu istotnym faktem, który bezsprzecznie ma wpływ na to, co dziś widzimy, jest seria trzęsień ziemi, która nawiedziła miasto w latach 2010 – 2013. W najbardziej tragicznym z nich zginęło 185 osób. Od tego czasu wiele budynków wzmacnia się, by były bardziej odporne na trzęsienia ziemi. Co ważniejsze, pomimo tych trzęsień, które powtarzają się co jakiś czas, miasto jest odbudowywane.

Katedra
Katedra

Jednym ze zniszczonych w 2011 roku budynków była anglikańska katedra (zdekonsekrowana), wybudowana w latach 1864 – 1904. Sam budynek w stylu angielskim wygląda dość interesująco, ale niestety, z powodu trzęsień ziemi jest w pewnej części zniszczony i tak zostawiony. To właśnie robi bardzo negatywne wrażenie. Brakuje jakiejkolwiek informacji, co tu się stało. Próba umocnienia i buldożer, który zniszczył fragment, wyglądają dość niepokojąco. Zresztą to nie jest jedyny budynek, który wygląda w ten sposób. W centrum jest tego trochę, jak również wzmacnianych gmachów. Rzecz godna pochwały, ale znów wizualnie to nie pasuje. Natomiast jeśli dodamy pstrokate bezguście obok, to można się trochę załamać.

Ratusz w Christchurch
Ratusz w Christchurch

Mniej odpychające Christchurch

To, co jest ważne, że choć samo Christchruch wygląda trochę jak koszmar minionego lata w całości, to znajdziemy tu wiele drobnych miejsc, które samodzielnie dają radę. Jest i wieża zegarowa, jak w wielu miastach w tej części świata. Jest nowoczesna architektura, jak choćby Galeria Sztuk Pięknych, która się broni, oraz ratusz, który się nie broni. Znajdziemy też wiele postkolonialnych budowli. Słynny jest również ogród botaniczny. Całkiem przyjemny jako park, w dodatku darmowy. Można tam sobie wejść i spokojnie odpoczywać. Prawdopodobnie jest to najciekawsza, a już na pewno najładniejsza atrakcja w samym mieście.

Galeria sztuki
Galeria sztuki

Christchurch jako całość sprawia takie dość nieprzyjemne wrażenie. Miasta bez polotu, bez pomysłu, kopiującego różne rzeczy, a jednocześnie zniszczonego przez kataklizm. Minie jeszcze wiele lat, nim stanie na własne nogi. Może wtedy będzie wyglądać lepiej, ale obecnie zdecydowanie warto sobie je odpuścić. W Nowej Zelandii jest dużo ciekawszych i ładniejszych miejsc. To ma tylko jedną zaletę: lotnisko. Może jednak warto na nie przyjechać wprost z trasy? Szkoda tracić inne wspaniałości kraju Kiwi.

Bardziej klasyczny budynek w angielskim stylu
Bardziej klasyczny budynek w angielskim stylu
Przykładowy dom
Przykładowy dom

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Christchurch Paihia
Share Button

Sintra

To bardzo niezwykłe i malownicze miejsce w Portugalii. Sintra znajduje się dość blisko Lizbony, można tu spokojnie przyjechać pociągiem z Lizbony i spędzić cały dzień. Ale to może być mało. Ze stacji Rossio w stolicy Portugalii jeździ to mniej więcej co 20-30 minut (w zależności od pory dnia i roku) pociąg podmiejski. Bilety są wliczone w ramach Lisbon Card. Można też kupić osobno.

Zamek Maurów w Sintrze
Zamek Maurów w Sintrze

Poruszanie się po Sintrze

Po Sintrze można poruszać się na trzy sposoby. Pierwszy to oczywiście piechota. Może do dalszych miejsc jak Zamek Maurów czy Pałac Pena zajmie to trochę czasu, ale przy bliższych pałacach może być to dobre rozwiązanie. Drugi to na bogato, czyli zatrzymywać tuktuki czy inne środki transportu indywidualnego, te powiozą nas za odpowiednią cenę gdzie chcemy. Trzeci to bilet dzienny na lokalne linie autobusowe. Pozwala on jeździć nimi bez limitu. Dowozi do najważniejszych pałaców i zamku Maurów, natomiast korzystając z linii do Cascais można zatrzymać się na przylądku Roca.

Zamek Maurów w Sintrze
Zamek Maurów w Sintrze

Sintra wydaje się niepozorna, ale warto pamiętać, że jeden dzień to zdecydowanie za mało na wszystko. W lecie, gdy jest więcej turystów, są tu zwyczajnie kolejki. W zimie z kolei transport lokalny działa trochę na pół gwizdka. Mieliśmy dużo większe plany na zwiedzanie Sintry, ale właśnie rozbiliśmy się o autobusy. Dużym problemem lokalnej komunikacji, w szczególności w kierunku Pałacu Pena i Zamku Maurów jest to, że trzeba wjechać na górę dość wąskimi i zawijającymi się drogami. Niewiele brakuje, by zrobiły się tam korki, które w najlepszym razie blokują ruch autobusowy na długie minuty. Rozkład niby jest, ale nie ma się co do niego przyzwyczajać. Myśmy mieli prawie 45 minutowe opóźnienie, bo coś… Niestety to właśnie sprawia, że nagle tego czasu na Sintrę jest dużo mniej. A że nie zawsze wiadomo kiedy pojawi się następny autobus, to nawet nie wiadomo czy nie lepiej iść na piechotę.

Mur zamku Maurów
Mur zamku Maurów

Zamek Maurów

Na poważnie udało się nam zająć dwoma największymi atrakcjami. Pierwszy to Zamek Maurów (port. Castelo dos Mouros). to bardzo malownicze i dobrze zachowane miejsce. Sam zamek, zbudowany jak nazwa wskazuje przez Maurów, nigdy właściwie nie był oblegany. Był to zamek obserwacyjny, nie obronny. Dopiero chrześcijanie przerobili go na twierdzę. Obecnie jest uznawany za jeden z pomników narodowych. Bardzo ładnie komponuje się też z naturą. Rozbudowano także część informacyjną. Jest kilka pomieszczeń, gdzie można poczytać trochę o historii. Ponadto wywieszono też historyczne flagi portugalskie z różnych okresów. Zaś jeśli chodzi o sam mur, to przypomina on nam Chiński Mur. Z prostej przyczyny, podobnie jak tamten, ten bardzo fajnie faluje na wzgórzach.

Pałac Pena widoczny z zamku Maurów
Pałac Pena widoczny z zamku Maurów

Pałac Pena

Największym „skarbem” Sintry jest Pałac Pena (port. Palácio Nacional da Pena). To naprawdę przedziwna budowla, pochodząca z okresu romantyzmu i przez niego naznaczona. Choć cały krajobraz Sintry znajduje się na liście UNESCO, Pałac Pena ma tam osobne miejsce. Jest to jeden z najważniejszych pomników i symboli Portugalii, to bardzo rozpoznawalne miejsce, używane także przez rodziny królewskie czy prezydentów. Wizualnie jednak pozostawia trochę mieszane wrażenie. Jest pewnym miksem różnych stylów, przypomina wręcz miejscami park rozrywki. Ale to dość wierny obraz epoki w której powstawał, gdy w architekturze łączono pewną nostalgię z egzotyką. Tak właśnie wyglądał tam romantyzm XIX wieku, zresztą pałac ten uchodzi za jeden z najważniejszych obiektów architektonicznych tej epoki na świecie.

Pałac Pena
Pałac Pena

Wokół Peny znajdują się też ogrody, czy raczej Park Pena. Choć oczywiście nie w klasycznym tego słowa znaczeniu. To raczej las, który częściowo zmodyfikowano. Czy to budując choćby domki dla kaczek, czy nawet rozkładając instalację imitującą pajęczynę. To idealne miejsce spacerowe.

Pałac Pena
Pałac Pena

W Sintrze do zobaczenia jest zdecydowanie więcej. Nam nie udało się zrealizować jeszcze dwóch miejsc, czyli Quinta da Regaleira i Pałacu Narodowego. Może innym razem. Sintra nas zwyczajnie zaskoczyła, spodziewaliśmy się, że jednodniowy wypad z Lizbony wystarczy na to miejsce. Błędnie, trzeba będzie wrócić.

Pałac Pena
Pałac Pena

Zaś filmowo warto wspomnieć, że tu kręcił swoje „Dziewiąte wrota” Roman Polański.

Domek dla kaczek w parku przy pałacu Pena
Domek dla kaczek w parku przy pałacu Pena

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak portugalski
Sintra
Share Button

Keukenhof, ogród tulipanów w Lisse

Jedna z największych atrakcji Holandii jest otwarta niespełna dwa miesiące w roku, ale i tak przyciąga rzesze turystów. To najsłynniejszy niderlandzki ogród botaniczny, a może raczej kwiatowy, czyli Keukenhof. Idealne miejsce, by oglądać przepiękne i różnorodne tulipany i inne kwiaty. Znajduje się w miejscowości Lisse, jakieś 35 km od Amsterdamu.

Tulipany w Keukenhof
Tulipany w Keukenhof

Kuchenny ogród Keukenhof

Nazwa Keukenhof oznacza „ogród kuchenny”, co wyjaśnia pochodzenie tego miejsca. Został on założony w XV wieku jako część posiadłości księżnej holenderskiej, dokładnie jako ogródek dla potrzeb kuchennych. Dzisiejsza forma tego miejsca zaczęła się kształtować w pierwszej połowie XIX wieku, ale dopiero po II wojnie światowej założono tu ogród kwiatów cebulkowych na potrzeby wystaw i sprzedaży.

tulipany
Tulipany

Obecnie posadzonych jest tu około 7 milionów cebulek głównie tulipanów, ale też narcyzów, żonkili, hiacyntów, szafirków i innych kwiatów (nie wszystkie muszą być cebulkowe). Są tu dziesiątki, jak nie setki odmian i gatunków. Wszystkie wysadzane ręcznie, ułożone w przeróżne kompozycje kwiatowe. To zachwyca swoim pięknem, robi przeogromne wrażenie. Dlatego właśnie ogród ten jest otwierany w drugiej połowie marca i zamykany w drugiej połowie maja, by można było go zwiedzać wtedy, gdy jest najpiękniejszy, czyli gdy kwitnie.

Śliczny tulipan
Śliczny tulipan

Nie dziwi zatem duża liczba zwiedzających. Na szczęście sam teren jest rozległy, kwiatów też jest sporo, więc ludzie się rozchodzą, oglądają, robią zdjęcia i cieszą wiosenną przyrodą. Tłoku właściwie nie ma, z wyjątkiem kilku miejsc, głównie przy wejściach, w niektórych pawilonach i przy wiatraku obserwacyjnym. Ale tam gdzie podziwia się kwiaty, tej ilości ludzi się nie czuje. Chyba, że podniesie się na chwilę głowę i spojrzy na okolicę, zamiast podziwiać kwiaty.

Rabatki kwiatowe nie tylko z tulipanami (są np. żonkile)
Rabatki kwiatowe nie tylko z tulipanami (są np. żonkile)

Nie samymi kwiatami człowiek żyje. W ogrodzie jest też kilka innych atrakcji dla najmłodszych, którzy niekoniecznie są w stanie docenić piękno kompozycji tulipanowych. Jest tu labirynt do przejścia, są zagrody ze zwierzętami gospodarskimi, czy punkty obserwacyjne. Można też sobie wykupić wycieczkę łodzią po okolicznych kanałach .

Tulipany między drzewami
Tulipany między drzewami

Dojazd

Do Keukenhof można przyjechać samochodem. Znajduje się tu spory parking. Spod lotniska w Amsterdamie kursuje specjalna linia autobusowa, która przywozi nas wprost do tego miejsca. Właściwie nie trzeba jej specjalnie szukać. W teorii ma swój numer, w praktyce na autobusach jest zwyczajnie napisane Keukenhof i nie ma żadnej innej informacji. W sezonie na lotnisku chodzą ludzie, którzy sami ją wskazują. Zresztą jest też oznaczona sztucznymi tulipanami. Bilet autobusowy można też spokojnie kupić w samym Amsterdamie, jest sprzedawany w wielu miejscach (między innymi w centrum informacji turystycznej). Jest on wtedy łączony z wejściówką, co bardzo pomaga. Największe tłumy w Keukenhof są na wejściu, więc jeśli jedziemy samochodem, lepiej zaopatrzyć się w bilet przez Internet, by skrócić sobie czas oczekiwania. Nie zauważyliśmy by bilety były w jakikolwiek sposób limitowane. Linie autobusowe kursują tu także z Lejdy i podobno Hagi.

Tulipany Keukenhof
Tulipany Keukenhof

Warto zwrócić uwagę na jedną rzecz. W wielu miejscach pojawia się informacja, że bilet w ogrodzie jest ważny przez trzy godziny, potem trzeba wyjść. Szczęśliwie u nas nikt tego nie weryfikował, ani nie sprawdzał. Możliwe, że to ograniczenie występuje w jakiś szczególnych okolicznościach.

Atrakcyjne formy nasadzenia
Atrakcyjne formy nasadzenia
w tym także ala Piet Mondrian
w tym także ala Piet Mondrian

Właściwie można by na tym skończyć. Ale jest jedno „ale”. Sam ogród jest doprawdy przepiękny i zdecydowanie jeśli jest tylko możliwość, warto go zobaczyć. Ale jak pisaliśmy wyżej, wszystko jest tu dokładnie posadzone i ustawione. Zaplanowane w najdrobniejszym szczególe i przez to sztuczne. W Holandii i Belgii nie raz odbywają się słynne imprezy kwiatowe, wystawy, targi. Ten ogród dokładnie w to się wpisuje, zadbany w każdym calu. Niestety także w sposób chemiczny.

Gdzie są pszczoły i motyle?

To co dla nas było szokiem, w tym miejscu praktycznie w ogóle NIE MA owadów. Dokładnie są pojedyncze pszczoły, czy trzmiele, o jakiś muchach czy innych pojedynczych sztukach też nie warto wspominać. Motyli nie uświadczyliśmy. Wszystko jest tu starannie spryskane chemią. Wiadomo, przy tylu odmianach kwiatów, opiekunowie nie chcą, by owady je mieszały. Ale pomimo tego piękna, tu czegoś zwyczajnie brakuje. Jak się w lecie pojedzie np. do arboretum w Wojsławicach pod Wrocławiem, to tam te kwiaty aż bzyczą. Tu nie. Tu jest martwa cisza. O ile w samej sztuczności i zadbaniu problemu nie ma, o tyle ilość chemii tu stosowanej jest zwyczajnie przerażająca. Pusto więc brzmią wszelkie zapewnienia o holenderskiej ekologii.

Tulipany w Keukenhof
Tulipany w Keukenhof

Jednak nawet ten ekologiczny problem Keukenhof nie umniejsza piękna tego miejsca. Będąc w odpowiednim czasie w Holandii naprawdę warto sobie zaplanować wizytę tutaj. Mimo wielu ludzi, oglądanie tylu różnych kwitnących tulipanów to bez wątpienia wspaniałe przeżycie.

Tulipany w Keukenhof
Tulipany w Keukenhof

Ponieważ Keukenhof jest otwarty dość przez około 1,5 miesiąca miedzy marcem a majem, warto sprawdzić wcześniej daty otwarcia na stronie. (W 2018 czynne od 22 marca do 15 maja)

W Holandii musi być wiatrak
W Holandii musi być wiatrak

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak holenderski
Keukenhof, ogród tulipanów
Share Button

Carskie Sioło i Bursztynowa Komnata

W okolicy Sankt Petersburga znajdują się dwa carskie pałace. Jeden męski, czyli Peterhof, drugi żeński, czyli Carskie Sioło (ros. Царское Село). Żeński, bo największy wpływ na kształt tego drugiego miały caryce Katarzyna I i Elżbieta. Ten kompleks pałacowy ma jeszcze jedną atrakcję, okrytą legendą Bursztynową Komnatę. Kiedyś był to symbol wielkości dynastii Romanów, jednak zaginęła ona podczas II wojny światowej. Obecnie została zrekonstruowana, a nawet jak zapewniają kustosze, ulepszona względem oryginału, którego do dziś nie odnaleziono. Bursztynowa Komnata przyciąga tu tłumy zwiedzających i trudno się dziwić. Jej sława dotarła do dalszych zakątków świata, a ciekawość robi swoje. Zwiedzających jest naprawdę dużo.

Główny pałac
Główny pałac

Carskie Sioło – Puszkin

Wyprawę do Carskiego Sioła najlepiej zacząć z Sankt Petersburga, z Dworca Witebskiego. Jeździ tam podmiejska kolej elektryczna, czyli tak zwana elekrticzka. Tam trzeba kupić bilet do stacji Puszkin (ros. Пушкин). Kiedyś cała miejscowość nazywała się Carskim Siołem (Carska Wieś), ale w czasach ZSRR zmieniono nazwę najpierw na Dietskoje Sioło, a potem na Puszkin, oczywiście na cześć słynnego rosyjskiego poety Aleksandra Puszkina, który tu kończył liceum. Przy dworcu najlepiej złapać marszrutkę (czyli odpowiednik naszej nyski bądź shared taxi), która zawiezie nas już pod sam pałac. Można się też przejść, jak ktoś lubi. Przy samym dworcu zaś znajduje się targowisko, gdzie da się kupić świeże produkty lokalnych gospodarstw (czyli odpowiednik naszej babci z pietruszką).

Ogrody
Ogrody

Pałac Katarzyny i Bursztynowa Komnata

Barokowy kompleks założono w XVIII wieku. Zwiedzanie pałacu i sporych ogrodów w teorii nie powinno zajmować dużo więcej niż pół dnia, niestety zajmuje. W dużej mierze przez specyficzną organizację. Bursztynowa Komnata przyciąga obecnie wielu turystów. Przybywa tu naprawdę sporo wycieczek, które mają jeden cel: zobaczyć  legendę. Na resztę nie mają czasu. Niestety odbija się to na normalnych zwiedzających. Wpierw należy kupić bilet, by wejść do ogrodów, tam mamy czas nielimitowany. Do poszczególnych pawilonów, które znajdują się w ogrodach zawsze kupuje się bilet z osobna. Niestety dotyczy to także głównego pałacu. Chcąc chronić Bursztynową Komnatę i inne zabytkowe pokoje, wstęp jest ograniczany. Kończy się to tym, że od rana ustawiają się tam bardzo duże kolejki, już przed pałacem. Byliśmy w miarę wcześnie, a i tak stanie w kolejce zajęło nam prawie trzy godziny.

Ogrody
Ogrody

W środku zwiedzanie nie zajęło 30 minut. Także dlatego, że było dość tłoczono i nieprzyjemnie. Bardzo istotne są dwie informacje: po pierwsze komnaty zwiedza się jedną z dwóch ścieżek. Jedna idzie lewą stroną, druga prawą stroną budynku. Większość miejsc, w tym wszystkie istotne z Bursztynową Komnatą na czele, zwiedza się niezależnie od ścieżki, na którą się dostało. Tylko nie można się przemieszczać między jedną a drugą. Druga sprawa to kwestia zdjęć i nagrywania filmów. O ile w całym pałacu czy ogrodach nie ma z tym problemu, o tyle w Bursztynowej Komnacie pilnują tego bardzo dobrze. Jest tam kilka pań z obsługi, które biegają od człowieka do człowieka, zasłaniają obiektywy czy łapią komórki. Potem sprawdzają czy nie zrobiło się zdjęcia. Oczywiście jak ktoś się uprze i znajdzie moment to zrobi, takie z ukrycia. Pracownice jednak i tak mają sporo roboty, zwłaszcza goniąc turystów z Azji.

Przykładowy wystrój pałacu
Przykładowy wystrój pałacu

Park Aleksandra i okolice

Bardzo ciekawe też są ogrody, składające się  z trzech części. Francuskiego, angielskiego i parku Aleksandra. Ten ostatni znajduje się trochę dalej. Zbudowano tam kilka pawilonów przypominających stylistycznie pagody z Dalekiego Wschodu. W samych ogrodach znajdziemy rzeźby, oczka wodne, ale niewiele fontann. To bardzo przyjemne miejsce do spacerowania.

Ozdobna brama
Ozdobna brama

Warto pamiętać, że pałac w Carskim Siole, nie licząc oczywiście Bursztynowej Komnaty, niczym specjalnym się nie wyróżnia. Jest jednym z wielu, dobrze odnowionym. Jego siłą jest właśnie wspomniana Komnata. Czy warto ją zobaczyć? Cóż, narosło wokół jej tyle legend, że trudno się oprzeć ciekawości. Warto dodać, że Carskie Sioło znajduje się na liście UNESCO. Koszty biletów i godziny otwarcia najlepiej sprawdzić tutaj.

Pałac carycy Katarzyny (Carskie Sioło)
Pałac carycy Katarzyny (Carskie Sioło)
Szlak rosyjski
Carskie Sioło
Share Button

Peterhof

Nieopodal Sankt Petersburga tuż nad Zatoką Fińską znajduje się miejscowość Peterhof (ros. Петергоф), a w niej carski pałac. Męski, jak można go w skrócie określić. To odpowiednik rosyjskiego Wersalu, założony jeszcze przez Piotra I, mniej więcej w tym samym czasie, gdy budowano Petersburg. Dziś pałac wraz z ogrodami jest jedną z najbardziej znanych atrakcji Rosji, a spośród rzeszy innych wyróżnia go duża liczba pomysłowych fontann.

Peterhof
Peterhof

Peterhof – pałac carów

Z Sankt Petersburga można tu dojechać przede wszystkim pociągiem/elektriczką z dworca Bałtyckiego lub wodolotem, który ma przystań blisko Pałacu Zimowego. Każdy z tych transportów ma swoje plusy i minusy. Wodolot pozwala rzucić okiem na sam Petersburg i fragment Zatoki Fińskiej, to duża frajda, ale jeśli chcemy kupić bilety w dwie strony to należy kupować je zbiorczo, decydując się od razu na godzinę powrotu. Druga sprawa, ogród przy głównym wejściu znajduje się w strefie darmowej. Można do niego wyjść, ale powrót oznacza konieczność ponownego zakupienia biletu. Dobrym rozwiązaniem jest więc transport mieszany, w jedną stronę pociągiem, w drugą wodolotem. W teorii da się też pociąg zastąpić autobusami i maszrutkami, ale to zdecydowanie wydłuża czas podróży.

Peterhof
Peterhof

Pierwszy bilet, który trzeba kupić to bilet do ogrodów. Potem na każdy z pawilonów należy kupić kolejny. Największe zainteresowanie jest oczywiście pałacem. Tu ilość wejść jest limitowana, trzeba odstać swoje w kolejce, ale jeszcze czasowo jest to jak najbardziej akceptowalne. Sam pałac robi wrażenie. Jest bogaty jak na Rosję przystało, ale też dość mocno stara się nadążać za zachodnioeuropejskimi standardami, jednocześnie nikt tu nie oszczędzał na zdobieniach. Tu jedna mała uwaga, ogrody w zimie są dostępne za darmo, ale nie działają wtedy fontanny.

Druga strona fontann
Druga strona fontann

Fontanny Peterhofu

Dużo większą atrakcją są różne fontanny porozrzucane po parku. Każda jest inna, wiele jest bardzo pomysłowych. Niektóre to kamienie, na które się nadeptuje i wtedy leje się woda. Samo odkrywanie różnych fontann to duża atrakcja. Niektóre są choćby stylizowane na drzewa, dość niepozorne. Inne wręcz przeciwnie.

Fontanna w parku
Fontanna w parku

Dość nietypową atrakcją jest grota, oczywiście sztuczna, w której car mógł się poczuć jak w jaskini. Zwiedzanie groty łączy się ze zwiedzaniem fontann od kulis. Widzimy rury, którymi doprowadzana jest woda. To bardzo pouczająca wycieczka. Jednocześnie nie tak oblegana jak sam pałac. Oczywiście dodatkowo płatna.

Fontanna w parku
Fontanna w parku

Peterhof to jeden z symboli carskiej Rosji. Nie bez szkód przetrwał II wojnę światową. Na wystawie można zobaczyć, jak mieszkańcy Petersburga i okolic starali się ratować cenne eksponaty i jak potem wszystko odbudowywano. Dziś robi bardzo duże wrażenie. Nie tylko sam Wielki pałac i ogrody, ale też duże fontanny tuż przy głównym dziedzińcu, zwane Wielką Kaskadą. Będąc w Petersburgu i mając czas, warto sobie zagospodarować dzień na tę podmiejską wycieczkę. Bilety można rezerwować też wcześniej na oficjalnej stronie.

Fontanna w parku
Fontanna w parku
Szlak rosyjski
Peterhof
Share Button

Malta i „Gra o tron” część 1

W pierwszym sezonie „Gry o tron” kręcono na Malcie głównie sceny dziejące się w Królewskiej Przystani oraz w Essos. Potem zrezygnowano z Malty na rzecz Chorwacji, Maroko i Hiszpanii. Według niepotwierdzonych informacji to Maltańczycy nie chcieli widzieć ekipy HBO. Poszło o sceny nagości, jakie nagrywano na Malcie. W każdym razie obecnie Maltańczycy nie tylko korzystają z popularności serialu, ale też przypominają, że był tu kręcony. Dziś pierwsza część maltańskich lokacji (oczywiście pomijając wyspę Gozo, o której było ostatnio).

Mdina

Mdina Gate
Mdina Gate

Na początek zabytkowe centrum Mdiny. Tuż przy samym parkingu znajduje się mur oraz brama, tak zwana Mdina Gate. Pełni ona rolę bramy Królewskiej Przystani, przez którą w trzecim odcinku do miasta potajemnie wjeżdżają Catelyn Stark i Sir Rodric. To miejsce bardzo łatwo znaleźć, bo przez nie właściwie wchodzi się do zabytkowego centrum. To też sprawia, że jest oblegane przez turystów, którzy najczęściej nawet nie są świadomi, skąd mogą znać ten fragment muru.

Brama Mdiny
Brama Mdiny
Uliczki Mdiny
Uliczki Mdiny

Sama Mdina jest bardzo ładna, ale ma dość wąskie uliczki, więc w sezonie jest tu bardzo tłoczono. Pośród budynków znajduje się Pjazza Mesquita. Z powodu oznaczeń trochę trudniej do niej trafić. Miejsce wygląda niepozornie. Znajdują się tu urzędy w dużej mierze związane z lokalnym kościołem. W „Grze o tron” natomiast to miejsce pełni rolę fasady burdelu Littlefingera. To tu lord Bealish sprowadza Catelyn, ale to także tu na dziedzińcu dochodzi do starcia między Nedem Starkiem a Jamiem Lannisterem. Oczywiście normalnie nie ma tu piasku widzianego w serialu. Acz baczny widz i obserwator dostrzeże tu bardzo wiele szczegółów, które uchwyciła kamera. Od okiennic, bram, drzew, aż po studnię.

Mdina - burdel Littlefingera
Mdina – burdel Littlefingera

Mdina znajduje się w centrum Malty, bez problemu można tu dojechać tak samochodem, taksówką jak i komunikacją zbiorową. Stare miasto ma bardzo ciekawy klimat, dość jednorodną zabudowę, a jego największą zmorą jest duża ilość odwiedzających. Prawdopodobnie obok Valletty jest to najczęściej zwiedzany kompleks na Malcie. Swoją drogą kręcono tu także sceny do filmu „Agora”.

Rabat – Victoria

Rabat - klasztor św. Dominika
Rabat – klasztor św. Dominika

Niecały kilometr dalej na południe znajduje się kolejne maltańskie miasto – Rabat. I tu jedna uwaga, gdyby ktoś przypadkiem chciał zaczynać od Rabatu. W państwie maltańskim są dwie miejscowości o ten nazwie. Jedna na wyspie Malta i to ta nas interesuje. Drugi Rabat znajduje się na wyspie Gozo. Czasem określa się go mianem Victorii.

Klasztor św. Dominika
Klasztor św. Dominika

Od centrum Mdiny właściwie jest to droga prosta. W Rabacie interesuje nas klasztor Świętego Dominika. Jest tu kościół, ale też dziedziniec z małym ogrodem. Tu nagrywano królewskie ogrody, a dokładniej scenę, w której Cersei rozmawia z Nedem. Eddard Stark w serialu wyjawia jej, że zna sekret jej dzieci. Wykorzystano nie tylko ogród, ale też kolumny w scenie, gdy Ned jest proszony na audiencję do króla Joffreya i Cersei. Nawet charakterystyczny żyrandol widać w serialu.

Klasztor św. Dominika
Klasztor św. Dominika

Klasztor nie jest typową atrakcją turystyczną, podobnie jak ta część Rabatu. Jest natomiast używany przez dominikanów. Więc z jednej strony można tam spokojnie wejść i się rozejrzeć, nie robią z tym problemów. Z drugiej strony, trzeba pamiętać o tym, by zachować ciszę w czasie mszy czy nabożeństw. Wtedy też lepiej nie zwiedzać samego kościoła. Niestety to położenie sprawia, że także dojazd jest trochę bardziej utrudniony. Przed samym klasztorem nie ma w ogóle miejsc parkingowych, więc trzeba się posiłkować pobliskimi. Od autobusu też trzeba trochę przejść.

W Rabacie nagrywano między innymi sceny do filmu „Monachium” Stevena Spielberga.

St. Anton

St. Anton
St. Anton

Zostając w temacie ogrodów. Jakieś cztery kilometry od Mdiny na północny-wschód znajduje się San Anton. Tu znajduje się kompleks pałacowy z ogrodem. Ogrody pojawiają się w pierwszym sezonie w kilku scenach. Choćby tej, w której Eddard Stark i lord Petyr Bealish przechadzają się po nich, a Littlefinger wskazuje Nedowi szpiegów. Także pałac San Anton został wykorzystany w kilku scenach jako Czerwona Twierdza.

Pałac St. Anton
Pałac St. Anton
Pałac St. Anton
Pałac St. Anton

Ogrody są otwarte dla zwiedzających. Pełnią trochę rolę maltańskiego ogrodu botanicznego. Rośnie tu wiele drzew z różnych stron świata, co sprawia, że miejsce to jest niezwykłe nawet jak na Maltę. Są też zwierzęta, w tym żółwie czerwonolice, pawie, czy łabędzie. Miejsc parkingowych przed wejściem do ogrodu / pałacu jest niewiele. Ale podobnie jak w przypadku Rabatu chyba więcej przybywa tu Maltańczyków niż turystów. Wejście na teren ogrodu jest darmowe.

Ogrody St. Anton (Malta Gra o tron)
Ogrody St. Anton (Malta Gra o tron)
Ogrody St. Anton
Ogrody St. Anton

Manikata

Ostatnim przystankiem na dziś jest Tal-Qargħa przy miejscowości Manikata. O ile wcześniejsze miejsca były dość łatwo dostępne, tu bez samochodu raczej nie ma szans dotrzeć. Głównie dlatego, że tu zwyczajnie nie ma turystów. Manikatę można by określić mianem willowych przedmieść. Ale ją trzeba przejechać i skierować się do części pasterskiej. Tu jest duży problem z drogami, są kręte, wąskie, mają nie najlepszą nawierzchnię, no i ciągle jest albo pod górę, albo w dół, czasem dość ostro. Trzeba też trąbić przy każdym zakręcie, by dać znać innym samochodom z naprzeciwka. Jedyna szansa na zaparkowanie jest przed czyimiś domami (co nie stanowi problemu). Potem trzeba się przejść.

Manikata
Manikata

Tal-Qargħa nawet nie musiała być mocno charakteryzowana: stare, zrujnowane zabudowania pasterskie, powstałe z kamieni. Nic dziwnego, że to miejsce pod koniec pierwszego sezonu posłużyło za wioskę najechaną i zniszczoną przez Dothraków. Warto zwrócić uwagę na ujęcia filmowe, które sprawiają wrażenie, jakbyśmy byli gdzieś na pustyni. W istocie miejsce znajduje się bardzo blisko klifów i morza. Tła w serialu są zamglone i lekko rozmazane. Komputerowe modyfikacje są normą w tym serialu, co z pewnością utrudnia znalezienie prawdziwych miejsc.

Manikata
Manikata

To oczywiście nie koniec maltańskich lokacji z „Gry o tron”. Zatem na szlaku filmowym następnym razem pozostaniemy na Malcie.
Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak filmowy
Malta („Gra o tron”) cz.1
Szlak maltański
Malta („Gra o tron”) cz.1
Share Button

Grenada

Hiszpańska Grenada (hiszp. Granada) właściwie kojarzy się z jednym miejscem, górującą nad miastem Alhambrą. To oczywiście największy hiszpański zabytek z listy UNESCO, ale też bardzo ciekawe miejsce, w którym kultura iberyjska nakłada się na kulturę Maurów. Sama Alhambra (arab.  ‏الحمراء‎) jest olbrzymią twierdzą, warownym zamkiem, ale jednocześnie pałacem z przepięknymi ogrodami. Zaczęto ją budować jeszcze w XIII wieku przez Nasrydów. Potem służyła też Hiszpanom.

Alhambra
Alhambra

Nie jest to może miejsce szczególnie znane z filmów, ale jednak filmowcy tam również trafili. I to dość dawno. Choćby w 1921 w „El Dorado”.  Była to też baza wypadowa przy produkcjach kręconych w okolicy jak „Indiana Jones i ostatnia krucjata” czy „Dobry, zły i brzydki”. Jednak u nas w Polsce najbardziej znany jest pewnie hiszpański serial z początku lat 90. – „Requiem dla Grenady” (Réquiem por Granada), w którym można było obejrzeć ostatnie dni Grenady i państwa Maurów. Ale niestety więcej tam historii i opowieści, niż samego miejsca.

Alhambra

Alhambra
Alhambra

Cały kompleks składa się z Alcazaby, czyli zamku, pałaców, w tym najważniejszego należącego do Nasrydów, ale także renesansowego pałacu Karola V. Ciekawym miejscem jest też Generalife, czyli letnia siedziba emirów mauretańskich. Znajdują się tu kościoły, w tym katedra, klasztory, ale przede wszystkim jest to wspaniały ogród.

Alhambra
Alhambra

Alhambra jest miejscem bardzo imponującym, ale też obleganym przez turystów. Ruch jednak jest tu ograniczony, dzięki czemu zwiedzanie jest dość przyjemne. Wiąże się to z ryzykiem, że do kompleksu się nie dostaniemy. W teorii można próbować kupić bilety w sieci. Niemniej jednak w naszym przypadku nie udało się to. Próbowaliśmy je nabyć jakieś dwa miesiące wcześniej. Były wyprzedane. Nie pozostało nam nic innego jak zaryzykować, w razie czego spędzić dzień w Grenadzie. Część biletów faktycznie jest zarezerwowana do sprzedaży w danym dniu na miejscu, ale one też szybko się rozchodzą.

Byliśmy tu po godzinie ósmej, kolejki do kas biletowych były już bardzo długie. Turyści są wpuszczani w dwóch grupach rano, około 9:00 i o 14:00 (to warto zweryfikować przed przyjazdem). Po ósmej sprzedawano już bilety tylko na 14:00, w dodatku się kończyły. Prawdopodobieństwo zakupienia ich w zwykłej kolejce właściwie było nikłe. Niemniej jednak istnieje tu pewien kruczek, o którym przynajmniej podczas naszej wizyty mało kto wiedział. Automaty biletowe na kartę. Nie ma ich przy kasach, są schowane z tyłu, za sklepikami. Natknęliśmy się na nie przypadkiem, kolejki praktycznie nie było. W dodatku udało nam się kupić bilety zanim te na 14:00 się wyczerpały. Czas czekania wypełniliśmy jadąc do Guadix. To też było w planie, ale tego dnia Alhambra była ważniejsza, resztę musieliśmy dostosować.

Alhambra
Alhambra

Ograniczenia wstępu

Wejścia do Alhambry są reglamentowane celowo. O ile do samego kompleksu twierdz i ogrodów można wejść w tych dwóch turach, a następnie zwiedzać to samodzielnie, o tyle do samego kompleksu pałacowego wejściówki są jeszcze bardziej wydzielone. Tak więc bilet składa się właściwie z dwóch: wejścia do Alhambry i do pałacu. Godzina na tym drugim jest ważniejsza, gdyż pałac ma mniejszą przepustowość turystów. Trzeba być przed nim na czas.

Alhambra
Alhambra

Przed Alhambrą znajduje się duży, dodatkowo płatny parking. Prawda jest taka, że łatwiej zaparkować niż wejść.

Jeśli ktoś lubi twierdze, zamki i ogrody, to Alhambra jest z pewnością miejscem godnym polecenia. W dodatku doskonale zachowanym, dużym i przepięknym. Jak najbardziej zasługuje na swoje miejsce wśród zabytków UNESCO i bez wątpienia to jedna z prawdziwych pereł Hiszpanii. Sama Grenada też ma do zaoferowania kilka zabytków, z katedrą włącznie, ale to zdecydowanie Alhambra ściąga najwięcej turystów. Z Grenady zaś przeniesiemy się szlakiem hiszpańskim do Kordoby.

Szlak hiszpański
Grenada
Share Button