Archiwa tagu: Park narodowy

Hakone i spojrzenie na górę Fudżi

Park Narodowy Fudżi-Hakone-Izu (jap. 富士箱根伊豆国立公園) ze względu na swoją niewielką odległość od Tokio i górę Fudżi, należy do najbardziej popularnych parków narodowych w Japonii. Wejść jest kilka, myśmy skorzystali z Hakone (jap. 箱根町 ). Sam park zajmuje powierzchnię ponad 12 tysięcy hektarów i nie sposób podczas krótkiego wyjazdu zwiedzić wszystkiego. Przyjeżdża się tu głównie ze względu na możliwość oglądania góry Fudżi (Fuji). Oprócz wulkanów park słynie także z gorących źródeł, czyli osenów (takich o jakich wspominaliśmy przy okazji Yunadaki). Świetnie skomunikowany, stanowi idealny cel na jednodniową wycieczkę ze stolicy Kraju Kwitnącej Wiśni.

Widok na górę Fudżi z Ōwakudani
Widok na górę Fudżi z Ōwakudani

Góra – wulkan Fudżi

Główna atrakcja to oczywiście góra – wulkan Fuji-san. Błędnie tłumaczone jako „szanowna Fudżi” przez analogię przyrostka „san” jako „pan, pani” (np. do agenta 007 zwracano się per Bond-san). W języku japońskim wiele znaków ma bardzo podobne brzmienie, ale znaczy co innego. W tym przypadku „san” oznacza „góra”. Co oznacza samo „Fuji”, do końca nie wiadomo: możliwe że nie oznacza nic specjalnego, ale fajnie brzmi – stąd taki, a nie inny dobór znaków, albo jest to zniekształcone imię któregoś z licznych zapomnianych bóstw japońskiej mitologii, może też oznaczać „nieskończony”, „nieśmiertelny” bądź „bez porównania”. W 2013 roku Góra Fudżi i 24 okoliczne lokacje, w tym świątynie, zostały wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO jako obiekt o szczególnym znaczeniu kulturowym.

Skansen w Hakone
Skansen w Hakone

Wciąż czynny stratowulkan Fudżi jest zarazem najwyższym szczytem Japonii – mierzy 3776 m. n.p.m. Przez większą część roku szczyt pokrywa lśniący w słońcu śnieg. Wyznawcy szinto utożsamiają go z żeńskim bóstwem, toteż jest to zarazem jedna z trzech świętych gór Japonii, na której do połowy XIX wieku obowiązywał zakaz wchodzenia dla kobiet. Fudżi natomiast uchodzi też za kanon piękna, mocno wpłynęło na poczucie estetyki Japończyków. W niektórych świątyniach czy skalnych ogrodach dość łatwo znaleźć kształt Fudżi.

Góra Fudżi
Góra Fudżi

Obecnie szczyt Fudżi to miejsce nie tylko pielgrzymek, ale i turystyki górskiej. Ze względu na warunki pogodowe, góra otwarta jest do wspinana tylko w lipcu i sierpniu. I znów, nie są to samowolne wejścia. Tu wszystko jest zorganizowane i w dodatku w odpowiednim sezonie, o ile oczywiście warunki na to pozwalają.

Kopalnia siarki, Ōwakudani
Kopalnia siarki, Ōwakudani

Gdyby ktoś pytał: las samobójców Aokigahara jest daleko, po przeciwnej stronie góry.

Brama Tori na jeziorze Ashi w świątyni Hakone
Brama Tori na jeziorze Ashi w świątyni Hakone

Kawaguchiko czy Hakone?

Ale by podziwiać Fudżi z oddali, nie trzeba się na nią wspinać, w sumie to nawet lepiej tego nie robić. Jak wieść niesie przy dobrej widoczności widać ją z Jokohamy, ale to się raczej rzadko zdarza. Są dwa miejsca w Parku Narodowym, które ściągają turystów. Pierwsze to Pięć Jezior Fudżi. Tu najlepiej dojechać busem do Kawaguchiko i tam rozpocząć zwiedzanie. W wiosennym okresie może być to interesujące ze względu na festiwal floksów (z którym się czasowo rozminęliśmy). My zdecydowaliśmy się na drugie miejsce, czyli okręg Hakone. Znajduje się on trochę dalej niż Pięć Jezior, przez to jest mniejsza szansa na zobaczenie głównej atrakcji, jeśli widoczność będzie słaba. Fudżi znajduje się jakieś 30 km w linii prostej. Szczęście nam dopisało.

Park Narodowy Hakone
Park Narodowy Hakone

Zwiedzanie okręgu Hakone i bilet zbiorowy

Okręg Hakone obejmuje Owakudani, jezioro Ashinoko, fragment drogi Tōkaidō, Hakone i oczywiście punkty widokowe na najsłynniejszy wulkan Japonii, a poza widokami są też inne, wulkaniczne atrakcje. Wycieczka po Hakone jest bardzo dobrze zorganizowana. Przyjeżdża się pociągiem (lub ew. inaczej) do Odawary (jap. 小田原市 ). Tam kupuje się bilet Hakone Free Pass, który upoważnia nas do zrobienia trasy różnymi środkami transportu. Jak to zwykle w Japonii bywa w przypadku takich biletów, wychodzi znacznie taniej, niż gdyby kupować je z osobna. Wraz z passem dostaniemy mapkę, a w informacji dokładnie powiedzą, jak przebyć całą trasę. Odawara jest o tyle dobrym przystankiem, że stają tu shinkanseny, więc jak zwykle japońska organizacja nie zawodzi.

Ōwakudani słynie z jaj gotowanych w gorących, mineralnych wodach
Ōwakudani słynie z jaj gotowanych w gorących, mineralnych wodach

Hakone: Owakudani

Nasza trasa po okręgu Hakone przewidziana była na cały dzień. Podróżowaliśmy kolejno pociągiem, kolejką linową, statkiem, pieszo i autobusem. Pierwsza część właściwego zwiedzania parku to była wulkaniczna dolina Owakudani. Powstała ona w wyniku wybuchu wulkanicznej Góry Hakone jakieś 3 tysiące lat temu. Nadal jest to teren aktywny wulkanicznie: ze szczelin na zboczach góry wydobywają się gazy i para, gorące źródła wody stale bulgoczą, a co pewien czas wulkan staje się bardziej aktywny, zwiększając produkcję trujących wyziewów.

Jajko na twardo z Owakudani
Jajko na twardo z Owakudani

Właśnie niebezpieczne stężenie trujących gazów jest powodem, dla którego ścieżki na zboczu wulkanu były zamknięte. Osoby zdrowe mogą bezpiecznie przebywać na terenie wokół stacji kolejki linowej, przede wszystkim na tarasach widokowych. Wielka szkoda, że nie mogliśmy pospacerować między gorącymi źródłami. Niestety aktywność wulkaniczna jest nie do przewidzenia. Mimo to było warto dla samych widoków. Za to jest to doskonałe miejsce do obserwowania z oddali wydobycia siarki.

Kopalnie siarki w  Ōwakudani (Hakone)
Kopalnie siarki w Ōwakudani (Hakone)

Specjalnością z Owakudani są jajka kura-tomago. Są to zwykłe jajka kurze gotowane na twardo w gorącym źródle. Skorupka staje się czarna od wysokiej zawartości minerałów. W smaku takie jajko nie różni się specjalnie od zwykłego. Gdy otwarta jest ścieżka między źródłami, turyści mogą kupić surowe jajka i ugotować je samodzielnie. Ponieważ ze względów bezpieczeństwa szlak jest zamknięty, jajka już ugotowane – a jeszcze gorące – można kupić w pobliskim sklepie. Podobno zjedzenie takiego przysmaku przedłuża życie o siedem latem. Drugą jajeczną ciekawostką było jajko na twardo bez skorupki, także czarne. Nie mamy pewności, czy obrane zostało wtórnie poddane działaniu tutejszych wód czy raczej uwędzone na dymie. Na to drugie wskazywałby smak, który bardzo przypomina wędzony ser.

Jezioro Ashinoko
Jezioro Ashinoko

Hakone: Jezioro Ashinoko

Jezioro Ashinoko (lub Ashi) powstało w kalderze wulkanu Hakone, który wybuchł około 3 tysiące lat temu. Hakone Pass, który mieliśmy, jest honorowany przez jedną z dwóch kompanii promowych, obsługujących przeprawę. Statki były wstrętnie stylizowane na europejskie żaglowce, a jeden z nich nazywał się „Victory”, jak okręt admirała Nelsona, który można zwiedzić w Portsmouth. Niestety to najbardziej tandetna i jarmarczna część wycieczki.
Za to dobra widoczność utrzymywała się nadal i już z drugiego brzegu jeziora mogliśmy podziwiać Fudżi.

Jeden z okrętów kursujących po jeziorze Ashi
Jeden z okrętów kursujących po jeziorze Ashi

Zwiedzanie właściwego Hakone

Na koniec wylądowaliśmy w Hakone. Można tutaj zobaczyć między innymi zachowane fragmenty drogi Tōkaidō. Trasa ta w okresie Edo prowadziła wzdłuż Pacyfiku od Kioto do Edo, czyli między pałacem cesarza a faktyczną stolicą kraju faktycznego jej władcy – szoguna Tokugawy (więcej o tym rodzie pisaliśmy przy Nikko). Była więc najważniejszą trasą kraju, uwiecznioną wielokrotnie w japońskiej sztuce.

Droga Tōkaidō w Hakone słynie z  wiekowych cyprysów
Droga Tōkaidō w Hakone słynie z wiekowych cyprysów

W Hakone znajduje się punkt kontrolny na trasie Tōkaidō, który wraz z historycznymi zabudowaniami został zrekonstruowany i udostępniony zwiedzającym. Można tu też odbyć przyjemny spacer wzdłuż alei starych cedrów.

Droga do świątyni Hakone
Droga do świątyni Hakone

Szintoistyczna świątynia w Hakone (choć znów to kompleks chramów – Hakone, Soga, Kuzyryu) jest położona w lesie nieopodal brzegu Jeziora Ashinoko. W wodzie stoi intensywnie czerwona tori, wyróżniająca się na tle wiecznozielonych lasów.
Świątynia w obecnym miejscu istnieje od połowy XVII wieku, była popularna wśród samurajów. Na koniec zostaje wsiąść już do autobusu i potem pociągu i ewentualnie zostaje do zwiedzenia Odawara ze swoim zamkiem, jeśli został na to jeszcze czas.

Wejście do świątyni Hakone
Wejście do świątyni Hakone

Trasa Hakone to faktycznie przyjemny spacer na cały dzień. Z pewnością byłoby ciekawiej, gdyby dało się podejść pod gorące źródła, ale tak jak warunków pogodowych, tak też wulkanicznych nie da się zaplanować.

Świątynia Hakone
Świątynia Hakone

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak japoński
Hakone

Wodospad Kamieńczyka, Narnia, Szrenica i Szklarka

Wodospad Kamieńczyka, zwany z niemiecka Zackelfall, zaś po polsku czasem wodospad Kamieńczyk, znajduje się w Karkonoskim Parku Narodowym i jest to najwyższy wodospad w Sudetach. Oficjalnie jest wpisany w rejestr pomników przyrody, ale jeszcze ciekawsza jest jego filmowa, a dokładniej narnijska historia.

Wąwóz Kamieńczyka, czyli Narnia
Wąwóz Kamieńczyka, czyli Narnia

Narnia i Wodospad Kamieńczyka

W lipcu 2007 ekipa filmu „Opowieści z Narnii: Książę Kaspian” ponownie zawitała do Polski. Pierwszy film kręcono między innymi w dolinie Dunajca, na jeziorze Siemanówka w Tatrach i w pewnym stopniu Błędnych Skałach (Góry Stołowe), a także poza Polską, między innymi we Flock Hill, Adrspaskim Parku Narodowym, czy w Czeskiej Szwajcarii. Zatem nie dziwi, że Andrew Adamson podjął decyzję o powrocie do Polski. Polska raczej była dodatkiem do Nowej Zelandii, Czech i Słowenii, natomiast z wyścigu odpadły Chiny, Irlandia i Argentyna.

Wodospad Kamieńczyka
Wodospad Kamieńczyka
Wąwóz Kamieńczyka
Wąwóz Kamieńczyka

Sceny przy wodospadzie można dość łatwo rozpoznać. Jest to fragment filmu, w którym rodzeństwo Pevensie wchodzi do lasu i idzie wzdłuż kanionu szukając Aslana. Jedynie Łucja go widziała, reszta szukała przejścia na drugą stronę.

Wąwóz Kamieńczyka
Wąwóz Kamieńczyka

Kamieńczyk, potok, wąwóz i wodospad

Potok Kamieńczyk spada z wysokości 27 metrów, jest podzielony na trzy kaskady. Woda dalej płynie wąwozem Kamieńczyka. Środkowa kaskada w pewnym momencie rozdziela się po półkach skalnych. Strumień przy wodospadzie jest szeroki na kilkanaście metrów, ale szybko zwężą się do jakiś trzech. Znajduje się tam też kocioł eworsyjny. Sam kanion ma długość 100 metrów i wysokość jakieś 30-35 metrów.

Wodospad Kamieńczyka
Wodospad Kamieńczyka

Środkowa kaskada kryje w sobie jeszcze jedną tajemnicę. Znajduje się za nią sztucznie wykuta przez Walończyków grota. Walonowie z Belgii wydobywali tu kiedyś ametysty i pegmatyt. Wodospad sam w sobie jest atrakcją turystyczną udostępnioną do zwiedzania już od 1890. Dziś wejściówka nad wodospad jest dodatkowo płatna (pomimo biletu do Parku Narodowego). Całość jest ogrodzona, tak by trudno było się dobrze przyjrzeć okolicy. Natomiast wchodząc na obszar wodospadu wszyscy dostają kaski na głowę, na wypadek spadających odłamków. Wodospad znajduje się  na szlaku czerwonym i czarnym ze Szklarskiej Poręby na Szrenicę.

Wodospad Szklarka
Wodospad Szklarka

Wodospad Szklarka i Szklarska Poręba

Wybierając się do Kamieńczyka należy udać się do Szklarskiej Poręby. Wówczas warto poświęcić jeszcze trochę czasu na Wodospad Szklarki i Szrenicę. Zaczniemy od wodospadu, który jest trochę poza miastem. Szklarka (niem. Kochelfall) ma 13,3 metrów wysokości, jednocześnie jest to szeroki i dużo łatwiej dostępny wodospad. Przed nim znajduje się parking, skąd krótkim spacerem docieramy do głównej atrakcji mijając po drodze schronisko „Kochanówka”. Warto dodać, że kiedyś istniała tu możliwość regulowania przepływu wody. Ze Szklarskiej najłatwiej dotrzeć tu albo zielonym szlakiem wzdłuż rzeki Kamienna albo czarnym szlakiem.

Szrenica zimą
Szrenica zimą
Szrenica zimą
Szrenica zimą

Szrenica

Nad okolicą wznosi się mierzący 1362 metry szczyt górski Szrenicy (niem. Reifträger). To doskonałe miejsce do podziwiania Karkonoszy, zarówno po polskiej, jak i czeskiej stronie. Na górze znajduje się schronisko „Szrenica”. Można tu wejść szlakiem czerwonym lub czarnym ze Szklarskiej Poręby lub zielonym z Jakuszyc. Istnieje też wyciąg, który podwozi nas pod prawie sam szczyt. Potem zostaje kawałek do przejścia czarnym szlakiem. Góra jak i pobliska Hala Szrenicka słynie też z doskonałych, jak na Polskę, warunków narciarskich.

Trasa na Szrenicę
Trasa na Szrenicę
Szlak na Szrenicę
Szlak na Szrenicę

Wąwóz Kamieńczyka i Szklarska: Dojazd

Sama Szklarska Poręba to bardzo przyjemne miasteczko. Łatwo znaleźć tam nocleg, czy jedzenie, a także inne dodatkowe atrakcje, jak Krucze Skały, czy historyczne wille. Dodatkowo jest też Aquapark, czy dinopark. Z Wrocławia stosunkowo łatwo dojechać tu za pomocą Kolei Dolnośląskich.

Hala Szrenicka
Hala Szrenicka
Szrenica
Szrenica

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak polski
Wodospad Kamieńczyka?
Szlak filmowy
Wodospad Kamieńczyka

Park Narodowy Jezior Plitwickich (Jeziora Plitwickie)

Chorwacja zachwyca wspaniałym wybrzeżem Adriatyku, interesującą architekturą, ale przyrodniczą perłą w koronie jest bez wątpienia Park Narodowy Jezior Plitwickich (chor. Nacionalni park Plitvička jezera), czasem zwane Plitwicami (Plitvice). Jeziora Plitwickie to imponujące miejsce spacerowe bez wątpienia wyróżniające się nie tylko w Chorwacji, ale w skali światowej. Jedyny minus to ogromne ilości turystów. Ale nawet jeśli mamy stać i czekać na swoją kolej, by zrobić zdjęcie, czy przejść, to i tak warto.

Piękna woda w jeziorach Plitwickich
Piękna woda w jeziorach Plitwickich

Park Narodowy Jezior Plitwickich

Plitwice zajmują obecnie obszar prawie 30 tysięcy hektarów. Park rozciąga się na 8 km, jezior zaś w sumie jest tu 16. Na listę światowego dziedzictwa UNESCO zostały wpisany w 1979 roku, zaś już od 1949 są obszarem chronionym. Do parku prowadzą cztery różne wejścia, przy każdym z nich znajduje się płatny parking. Parking to trochę dużo powiedziane. Część miejsc faktycznie jest przygotowanych, ale reszta to po prostu droga prowadząca w las, gdzie można legalnie postawić samochód. Niełatwo o miejsce postojowe; widać dużo rejestracji z Polski, czy wiele innych spoza Chorwacji.

Trasa między wodospadami
Trasa między wodospadami

Jeziora Plitwickie znajdują się na obszarze masywu górskiego Mała Kapela, części Gór Dynarskich. Te jeziora z nazwy parku to dwa zespoły jezior: Jeziora Górne (jest ich 12) i Jeziora Dolne (w sumie 4), które są połączone ze sobą trawertynowymi kaskadami. Na nich utworzyły się zjawiskowe wodospady – jest ich ponad 90! Za to aż 80% parku jest porośnięte lasem (głównie bukowym).

Jeziora Plitwickie
Jeziora Plitwickie

Zwiedzanie Jezior Plitwickich

Podobnie jak w Parku Narodowym rzeki Krka, tak i tutaj duża część drogi prowadzi drewnianymi kładkami, a część z nich jest zalana z uwagi na wysoki stan wody.
W maju pogoda była trochę w kratkę, co widać na zdjęciach: trochę przejaśnień i trochę mżawki. Ale z drugiej strony ta pogoda „przerzedza” ilość osób, a ich tu i tak było sporo.

Jeden z wodospadów
Jeden z wodospadów

Jeziora Plitwickie – inne atrakcje

W Parku Narodowym Jezior Plitwickich jedna z odnóg szlaku prowadzi do jaskini krasowej. Rzekomo zamieszkanej przez nietoperze. Myśmy nie wypatrzyli żadnego, może dlatego że to miejsce jest naprawdę tłumnie odwiedzane przez turystów – w sezonie nawet kilka tysięcy osób dziennie – i nietoperze przeniosły się w spokojniejsze miejsca. Za to w rzece zauważyliśmy raki – znak, że woda jest naprawdę czysta. Prócz raków jest tu wiele ptaków, żab, ale to też ciekawe miejsce na obserwowanie rybich ławic.

Jeziora Plitwickie
Jeziora Plitwickie
Jaskinia krasowa
Jaskinia krasowa

Najsłynniejsze widoki Plitwic

Chyba najbardziej efektowny widok – i jeden z bardziej znanych widoków z Chorwacji. Z położonej wyżej ścieżki widać zjawiskowe trawertynowe kaskady. Różnica wysokości tafli Górnych i Dolnych jezior wynosi 153 metry – taką różnicę poziomów pokonują liczne wodospady na potoku łączącym obie grupy jezior. Tutaj znajduje się także najwyższy w Chorwacji wodospad: Vielki Slap o wysokości prawie 80 metrów. Tworzy go opływający park potok Plitvicki spadający w głęboką nieckę.

Szlak w Parku Narodowym Jezior Plitwickich
Jeziora Plitwickie
Vielki Slap (Jeziora Plitwickie)
Vielki Slap (Jeziora Plitwickie)

Poruszanie się po PN Jezior Plitwickich

Park jest dość spory, a przechodzenie od jednego miejsca do drugiego może zająć zbyt wiele czasu, więc są tu ułatwienia. Z jednej strony między parkingami i wejściami kursuje „pociąg” (czy raczej ciągnik). Z drugiej po jeziorach mamy stateczki-promy. Pozwala to na zrobienie na spokojnie w jeden dzień obu głównych tras.

Kaczor i ryby
Kaczor i ryby

Część trasy odbywa się takimi stateczkami-promami jak na zdjęciu poniżej. Nie jest to konieczne, ale przydatne. Zwłaszcza przemieszczanie się między górnymi i dolnymi jeziorami może być czasochłonne, zaś droga nie jest już tak atrakcyjna. Trasę tę można też przejechać.

Jeziora Plitwickie
Jeziora Plitwickie

Trasy i dojazd do Jezior Plitwickich

Są dwa wejścia do Parku. Nr 1 znajduje się na północy, nr 2 bardziej na południu. Wiele opisów w sieci sugeruje, że bardziej optymalne jest wejście nr 1, bo znajduje się bliżej Vielkiego Slapu i najważniejszych atrakcji. Zaiste, zwłaszcza jak na park nie poświęcamy większości dnia, a tylko jego część, to faktycznie optymalne rozwiązanie. My jednak zrobiliśmy na odwrót. Zaczęliśmy przy wejściu nr 2 i obejrzeliśmy wpierw górne jeziora, które przypominają trochę to, co już widzieliśmy parku rzeki Krka. To nadal piękne miejsce, ale zgodnie z większością opinii, górne jeziora (okolice wodospadu) są faktycznie bardziej atrakcyjne i unikalne. Więc mając więcej czasu, u nas był to prawie cały dzień na ten park, najlepsze zostawiliśmy sobie na koniec.

Jeziora Plitwickie
Jeziora Plitwickie

Jeziora Plitwickie a wojna

Park Narodowy Jezior Plitwickich to naprawdę bajeczne miejsce, ale nie uchroniło go to przed okrucieństwami wojny. Podczas rozpadu Jugosławii to właśnie tutaj zginęła pierwsza ofiara wojenna. Chorwacki milicjant, który został zabity przez serbskich żołnierzy. Serbska okupacja tego miejsca trwała pięć lat. Szczęśliwie dziś można się cieszyć bez przeszkód tym pięknym miejscem.

Kaskady w Plitwicach
Kaskady w Plitwicach

Wejściówki do Plitwic

Ceny i godziny otwarcia warto sprawdzić na stronie parku (bilety można rezerwować tutaj i jest to bardzo dobra opcja, bo obecnie ilość zwiedzających dziennie Jeziora Plitwickie została ograniczona do 10 tysięcy). Zaś podobnie jak w wielu innych miejscach, tu także warto być rano, by ominąć tłumy ludzi. Wybierając się na przechadzkę, warto pamiętać o czymś do przekąszenia oraz o wodzie (choć pewnie tamtą wodę można pić bezpiecznie).

Słynny widok na Plitwice
Słynny widok na Plitwice

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak chorwacki
PN Jezior Plitwickich

Park Narodowy Westland: Lodowce Fox i Franz Josef

Park Narodowy Westland jest jednym z czterech nowozelandzkich parków narodowych wpisanych na listę UNESCO w ramach grupy Te Wahipounamu. Choć teren Westland to głównie wieczne zielone, tropikalne puszcze, to znajdują się tu także lodowce. Dwa najważniejsze lodowce: Franciszka Józefa (czyli Franz Josef, tak, tego cesarza Austrii) i Foxa.

Lodowiec Franciszka Józefa
Lodowiec Franciszka Józefa

Droga do lodowców i las

Warto tu zwrócić uwagę na coś naprawdę niesamowitego: wiecznie zielony las wspina się do samych góry, by nagle zamienić się w twardą wysokogórską roślinność poutykaną między skały. Wkrótce większe i mniejsze skalne odłamki zastępują niemal wszelką roślinność. Krajobraz staje się surowy, nieprzyjazny, majestatyczny. A w niewielkiej odległości widzimy lodowiec: jęzor sprasowanego wieloletniego śniegu. Im niżej, tym bardziej brudnego, zaś bliżej szczytu połyskującego bielą i błękitem.

Wodospad przed lodowcem Franz Josef
Wodospad przed lodowcem Franz Josef

Lodowiec Franc Josef

Nazwa lodowca rzeczywiście upamiętnia cesarza Austrii Franciszka Józefa. Nadał ją w 1865 roku niemiecki odkrywca Julius von Haast (na jego cześć nazwano jedną z miejscowości, a także wybite już orły Haasta). Maoryska nazwa Łzy Hina Huketerie (Kā Roimata o Hine Hukatere) nawiązuje do legendy tłumaczącej powstanie lodowca. Opowiada ona o Hine Hukatere, która kochała wspinać się po górach. Namówiła swego ukochanego imieniem Wawe, by wspiął się wraz z nią. Wawe jednak nie był dość doświadczony, więc gdy przyszła lawina, zginął. To złamało serce Hine, zalała się łzami, a te zamarzły tworząc lodowiec.

Okolice lodowca Franciszka Józefa
Okolice lodowca Franciszka Józefa

Lodowiec powstał i utrzymuje się dzięki opadom śniegu w wysokich partiach gór, gdzie zalegający śnieg ulega sprasowaniu i stwardnieniu. Odkąd prowadzi się obserwacje, a więc od drugiej połowy XIX wieku, zauważono naprzemienne okresy rozrostu i cofania się lodowca. Obecnie znajduje się on w fazie cofania, a jego powierzchnia jest niestabilna. Z tego powodu zabronione są piesze wyprawy na sam lodowiec – można go podziwiać z pewnej odległości – a żeby dostać się na szczyt, należy wykosztować się na wycieczkę samolotem lub helikopterem. Po wylądowaniu na stabilnym podłożu, możliwe są dłuższe lub krótsze wycieczki po śniegu. Relatywnie cena przelotu aż tak droga nie jest, istotniejsze jest zarezerwowanie sobie takiego lotu wcześniej. Nawet poza sezonem obłożenie jest spore.

Lodowiec Franc Josef
Lodowiec Franc Josef

Lodowiec Fox

Kolejny lodowiec nosi nazwę po premierze Nowej Zelandii, sir Williamie Foxie, który w 1872 roku odwiedził to miejsce. Owszem, ma też nazwę maoryską – Te Moeka o Tuawe.

Trasa na lodowiec Fox
Trasa na lodowiec Fox

Podobnie jak pobliski Franz Joseph Glacier, także Fox Glacier jest jednym z niewielu lodowców, które niemal graniczą z tropikalnym lasem deszczowym, a ich wysokość to zaledwie 300 m n.p.m. Lodowiec Foxa także ma swoje cykle przyrastania i cofania się, obecnie się wycofuje. Z tej perspektywy mniej efektowny niż pierwszy lodowiec, ale wyprawa warta czasu i sił.

Ścieżka do lodowca Fox
Ścieżka do lodowca Fox

Zwiedzanie lodowców Franc Josef i Fox

Przed oboma lodowcami są zbudowane bardzo duże parkingi. Trasa do przejścia stamtąd jest stosunkowo nieduża, raczej podobnie jak w wielu innych miejscach Nowej Zelandii, trzeba liczyć około 30-45 minut w jedną stronę. Teren tym razem jest trochę trudniejszy, niż przy większości innych atrakcji, ale za to widoki są niesamowite.

Okolice lodowca Fox
Okolice lodowca Fox

Do samych lodowców się nie podchodzi. Raczej do miejsca, skąd można je podziwiać. Wszystko jest ogrodzone, tak by turystom nic się nie stało. Podobnie jest z trudniejszymi fragmentami na ścieżce. Jeśli przypadkiem ktoś mógłby tam spaść, to na pewno będzie barierka. Te zabezpieczenia nie są bezpodstawne – można poznać przypadki nierozważnych turystów, którzy samowolnie opuścili wyznaczony szlak i ponieśli śmierć, najczęściej z powodu osunięcia się kamieni lub lodu. Swoistą ciekawostką są też zdjęcia ukazujące, jak lodowiec topnieje z biegiem lat.

Droga na lodowiec Fox
Droga na lodowiec Fox

Inne możliwe aktywności

Oczywiście trochę inaczej sprawa się ma z wycieczkami zorganizowanymi. Te na przykład. wlatują helikopterem i lądują na lodowcu. Są też takie, które wymagają większej sprawności przy wspinaniu się. Jednak dla większości „przypadkowych” osób takie atrakcje są zamknięte. Nawet jeśli przejdzie się przez barierkę to i tak do lodowca wciąż jeszcze daleka droga. Swoją drogą wycieczki tego typu można kupić nie tylko na te lodowce, ale też np. na górę Cooka i znajdujący się obok niej lodowiec Tasmana.

Lodowiec Fox (śnieg ciężko dostrzec)
Lodowiec Fox (śnieg ciężko dostrzec)

Trochę dalej od lodowców znajdują się centra turystyczne z masą knajp i innych atrakcji. Tam też można właśnie zamówić loty helikopterami czy samolotami, ale na miejscu raczej nie ma co próbować. Na dany dzień w sezonie raczej miejsc nie znajdziemy, poza nim też nie jest łatwo.

Rzeka przy lodowcu Fox
Rzeka przy lodowcu Fox

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Lodowiec Fox i Franz Josef

Upolu, najważniejsza wyspa Samoa

W skład państwa Samoa wchodzi 9 zachodnich wysp archipelagu, przy czym zamieszkane są cztery. Dwie największe liczą aż 99% powierzchni kraju: Upolu i Savai’i. Są one pochodzenia wulkanicznego, pozostałe koralowego. Właściwie cały archipelag jest otoczony przez koralowce, na plaży znajduje się obok pumeksu wulkanicznego właśnie fragmenty korali.

Droga na wyspie Upolu, Samoa
Droga na wyspie Upolu, Samoa

Wyspa Upolu na Samoa

Samoa leży w strefie klimatu równikowego, z czego wynikają dwie pory roku: sucha i wilgotna, przy czym Samoa to raczej wilgotna i bardziej wilgotna. Ta bardziej wilgotna oznacza to, że co kilka godzin zrasza nas kilkuminutowy dość intensywny deszcz. Zaraz gdy przestanie padać, zaczyna parować i znów jesteśmy cali mokrzy, tym razem od potu. Ale nie jest to wbrew pozorom jakieś dokuczliwe, pewnie dzięki oceanicznej bryzie.

Krowa na Samoa
Krowa na Samoa

Na wyspie Upolu drogi prowadzą głównie wzdłuż wybrzeża, ale są też trzy trasy przecinające wyspę w poprzek. Na Savai’i za to są tylko drogi wzdłuż wybrzeża. Tym razem skoncentrujemy się jednak na najbardziej zaludnionej wyspie, czyli Upolu, a właściwie wszystkim, co jest poza Apią, czyli stolicą państwa.

Upolu, Samoa
Upolu, Samoa

Zwiedzanie i transport na Upolu

Podróżując po Upolu mamy do wyboru trzy opcje. Pierwsza to lokalne połączenia autobusowe. Te niestety nie dowiozą nas do wielu interesujących miejsc. Jeśli ktoś ma dużo czasu, można się w to bawić. Zostają więc albo taksówki albo wynajęcie samochodu. W takim wypadku lepiej wynająć taksówkę na cały dzień i wynegocjować cenę z kierowcą, wyjdzie taniej. Trudno znaleźć kogoś, kto by jeździł według licznika, więc ustalenie ceny jest bardzo ważne. Może się to okazać lepszym rozwiązaniem niż wynajem samochodu lub przynajmniej podobnym kosztowo, a dodatkowo zyska się przewodnika. Natomiast nie ma co się bać jeżdżenia autem po wyspie. Po Samoa jeździ się bajecznie łatwo, sama przyjemność. Ale wszystko tu jest przyjemne i na pełnym luzie, zwłaszcza jak już wyjedzie się poza Apię. Tam zwyczajnie nie ma dużego ruchu, czasem minie nas jakiś samochód, to wszystko. Zresztą auto to  najlepszy sposób na spokojne zwiedzanie. Prawie wszędzie można się spokojnie zatrzymać. No i nie ma zwierząt na drogach. Stan nawierzchni jest raczej średni, ale nie zły.

Namorzyny w okolicy Satao
Namorzyny w okolicy Satao

Wodospad Papapapaitai

Gdzieś mniej więcej po środku Upolu, zaraz przy jednej z tych biegnących w poprzek wyspy dróg, jest widowiskowy wodospad. Jeden z najwyższych na Samoa, bo mierzący aż 100 metrów, wpadający kaskadą do głębokiego kanionu prawie u podnóża wulkanu Mt Fiamoe (wys. 938 m n.p.m.). Wodospad nazywa się Papapapaitai. Jest to miejsce ciche, spokojnie, słychać tylko plusk wody, szmer drzew i co jakiś czas okrzyk schowanego wśród gałęzi ptaka. Podjeżdża się, podchodzi do barierki, nacieszy chwilę i można jechać dalej. Nie było tu nikogo, kto rościłby sobie prawa do pobrania opłaty.

Wodospad Papapapaitai, Upolu, Samoa
Wodospad Papapapaitai, Upolu, Samoa

Lasy namorzynowe na Upolu

Namorzyny opisywaliśmy już przy okazji Nowej Zelandii. Tutaj też są. I tutaj można pływać wśród zanurzonych drzew tradycyjną dłubanką-katamaranem, czyli lokalnym kanoe. Trzeba dojechać do wioski Satao (lub Sa’anapu –  wybraliśmy tę pierwszą), która jest po przeciwległej stronie wyspy niż Apia. Tam wypytać miejscowych, bo drogowskazów brakuje, a oni skierują już na odpowiednie miejsce. Atrakcja jest czynna wtedy, kiedy się przyjedzie: gdy właściciel domu słyszy samochód, wychodzi i za uzgodnioną opłatę wypływamy na półgodzinny rejs. Dobrze jest przyjechać wtedy, gdy jest przypływ. Przy odpływie jest tu dość płytko.

Namorzyny w okolicy Satao
Namorzyny w okolicy Satao

Samoańskie namorzyny sprawiają wrażenie wyższych i bardziej porozgałęzianych od tych, które widzieliśmy w Nowej Zelandii. Warto dodać, że tutaj kręcono część zdjęć do reality-show „Survivor: Samoa”, czyli „Ryzykanci” z 2009 roku. Uczestniczy byli rzekomo na bezludnej oddalonej części Samoa. Przewodnik pokazał nam dokładne miejsce ich pobytu – bliżej jego domu się już nie dało. Dla niepoznaki zdjęcia nagrywano nocą. Ot uroki telewizji.

Namorzyny w okolicy Satao
Namorzyny w okolicy Satao

Park Narodowy O Le Pupu Pue

Następny interesujący punkt znajduje się na wschód od namorzynów. O le Pupu Pue National Park to pierwszy park narodowy na Samoa i pierwszy na wyspach południowego Pacyfiku. Został ustanowiony w 1978 roku. Liczy sobie zaledwie 29 km2 i na wędrówkę wytyczonym szlakiem należy przeznaczyć około trzech godzin. Zresztą są dwie ścieżki: jedna przez las, tę wybraliśmy, druga, podobno jeszcze bardziej malownicza, prowadzi do wybrzeża. Ścieżki są ledwo utrzymane, więc z powodu deszczy jest ślisko. Ale jest pięknie, to spacer dość dziewiczą i nie zmienioną przez człowieka dżunglą. Eksplorując wyspę doszliśmy do wniosku, że trzy dni z hakiem na ten liczący niecałe 3 tyś km2 kraik to za mało (dla porównania Malta to 316 km2).

O le Pupu Pue National Park
O le Pupu Pue National Park
O le Pupu Pue National Park
O le Pupu Pue National Park

Wrażenie robi tropikalna roślinność. Tym większe, że niektóre z tych roślin są nam znane czy to z oranżerii, palmiarni, czy nawet ze zwykłych kwiaciarń i marketów jako ozdobne rośliny doniczkowe tak chętnie trzymane u nas w domach. Tutaj rosną w stanie dzikim, piękne i nieskrępowane brakiem przestrzeni. Z roślin o różnokolorowych liści ludzie tworzą tutaj czasem coś w rodzaju żywopłotu. Komarów trochę jest, ale do zniesienia. Za to repelenty spływają szybko pod wpływem potu.

Dzikie rośliny z Samoa, które u nas sprzedaje się jako doniczkowe
Dzikie rośliny z Samoa, które u nas sprzedaje się jako doniczkowe

Gorzej jest z plażami. O nie rzeczywiście trudno – wyspa jest wulkaniczna, więc plaże tworzą głównie odłamki czarnego i ciemnoczerwonego pumeksu. Największe są albo sztuczne, albo zajęte przez hotele, a najpewniej i jedno i drugie.

Krajobraz Upolu
Krajobraz Upolu

Lej krasowy To-Sua

Następną atrakcją, którą odwiedziliśmy, było lej krasowy To-Sua. Jest to kilka czegoś w rodzaju jaskiń czy jam, zalanych przez ocean. Zostały utworzone przez spływającą magmę, która nie zawsze „zakleja” dokładnie zajmowaną przestrzeń, ale tworzy coś jakby kieszenie czy bąble powietrza. Tak powstają wulkaniczne jaskinie. Tutaj są one dodatkowo otwarte od góry i połączone z oceanem. Tworzą się niesamowite baseny do pływania i właśnie z takich miejsc chyba częściej korzystają turyści niż z plaż. Na żadnej plaży nie widzieliśmy tylu kąpiących się ludzi, co tutaj. Choć nie widzieliśmy plaż przy zamkniętych hotelach. Same leje widzieliśmy też w Omanie.

Lej służy turystom do kąpieli. Jest tu nawet drabinka, oczywiście jest to atrakcja płatna. Ale ciekawa jest też jego lokalizacja. Znajduje się on przy uskoku rowu oceanicznego, stąd klif jest całkiem wysoki, a woda w pewnej odległości od brzegu robi się bardzo głęboka. Brak plaży w tym miejscu ludzie rekompensują sobie kąpielami w leju.

Lej krasowy To-Sua Ocean Trench
Lej krasowy To-Sua Ocean Trench

Tsunami i bezpieczeństwo

Oczywiście to jedynie cześć Upolu. Wyspę można by spokojnie dłużej eksplorować. Myśmy próbowali podjechać jeszcze do kilku wodospadów, niestety albo były dość małe, albo średnie, ale znajdowały się na czyjejś posesji. Niby niewiele kasują za wejście, ale jak się doda kilka przystanków, to może się okazać, że za łatwo traci się rachubę.

Transport publiczny na Upolu (Samoa)
Transport publiczny na Upolu (Samoa)

No i ostatnia rzecz, którą widać tu bardzo mocno. Wznoszące się kościoły, które wyróżniają się na tle wielu innych zabudowań. Na Samoa odgrywają bardzo istotną rolę, głównie dlatego, że to z parafiami wiążę się rozwój i edukacja lokalnej ludności. Dlatego Samoańczycy przywiązują wielką wagę do swoich świątyń i stawiają je na potęgę, nawet kosztem własnych luksusów.

Droga ewakuacyjna w przypadku tsunami
Droga ewakuacyjna w przypadku tsunami

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak samoański
UpoluPodsumowanie