Archiwa tagu: Ramsar

Dubaj

Gdy jechaliśmy autobusem do Baku, pewien Azer zachwalał stolicę swojego kraju jako „mały Dubaj”. Wiedzieliśmy, że koloryzuje, ale rzeczywiście, byliśmy pod wielkim wrażeniem nowoczesnych wieżowców, szerokich arterii, pięknych iluminacji. Jednak ten czar pryska bardzo szybko, wystarczy tylko wyjechać z lotniska Dubai International Airport (DXB). Ba, gdy jeszcze schodziliśmy do lądowania, nabraliśmy przekonania, że stwierdzenie „Baku to mały Dubaj” jest… mocno przesadzone! Nieprawdziwe! Petrodolary są w Dubaju, w Baku co najwyżej petrocenty! Dubaj (arab. دبي) to  kwintesencja Emiratów, miejsce gdzie widać pieniądze zainwestowane we wszystko, co się da. To niesamowita mieszanka zaskakujących rzeczy, ale przy tym często stylowych, dopracowanych, przepychu, bogactwa. No i nie może zabraknąć filmu: przede wszystkim „Mission Impossible: Ghost Protocol”.

Panorama Dubaju
Panorama Dubaju

Burj Khalifa

Z filmem właściwie wiąże się jeden wieżowiec – słynny Burj Khalifa, (lub Burdż Chalifa)  ale nim do niego przejdziemy, dwie krótkie uwagi. Po pierwsze, w Dubaju faktycznie najczęściej zwiedza się hotele i centra handlowe. Burj wpisuje się w to doskonale, bo tu jest jedno i drugie. Druga sprawa: trzeba brać poprawkę na filmy z serii „Mission: Impossible”. Jak pamiętamy z Maroko, sceny dziejące się w Casablance są w montażu połączone z ujęciami z Marakeszu, Rabatu, a nawet okolic Agadiru. W przypadku Dubaju jest bardzo podobnie. Topologia jest trochę zaburzona, prawa ekranu.

Burdż Chalifa
Burdż Chalifa

Jeśli ktoś szukałby małej drogi po pustyni, którą jechał Tom Cruise z ekipą, gdzie musiał wyminąć wielbłądy, zaś na horyzoncie wznosi się Dubaj z górującym szczytem Burj Khalifa, to się  zawiedzie. Trasa wjazdowa do Dubaju od strony Al-Ajn, prawdopodobnie jest najbardziej pustynna ze wszystkich. A przy tym wielopasmowa. Wielbłądy w tym miejscu nawet jak są, to raczej się nie szwendają po drogach. Natomiast faktem jest, że przy sprzyjającej widoczności, Burj Khalifa można zobaczyć z odległości około 80 kilometrów. Przy drodze jest też tor wyścigowy dla wielbłądów, więc może się zdarzyć, że na poboczu jakiegoś się znajdzie.

Widok z Burdż Chalifa
Widok z Burdż Chalifa

Budynek ten początkowo miał się nazywać Burj Dubai, czyli wieża Dubaju. Pomijając powiązania historyczne (wcześniej istniała taka wieża), nadano mu nazwę  Burj Khalifa, czyli Wieża Chalify na cześć prezydenta Emiratów, szejka Chalify bin Seida, honorując tym samym jego osobisty, finansowy wkład w uniknięcie przez ZEA skutków kryzysu gospodarczego. Obecnie jest to najwyższy budynek świata. Mierzy 829,8 metrów wysokości, czyli prawie kilometr w pionie, więcej niż np. Ślęża. Najwyższe, czyli 156 piętro jest na wysokości 584,5 metra. Taras widokowy dla turystów jest na 148 piętrze na wysokości 555, 7 metrów lub 124-125 piętrze i wysokości 452 m (tańsza opcja). Budowa trwała zaledwie 5 lat (2004 – 2009 rok, oficjalne otwarcie miało miejsce 4 stycznia 2010) i pochłonęła kwotę 1,5 miliarda dolarów. Budynek jest połączony z Dubai Mall, tworzy jedno centrum (handlowe). W wieży zaś mamy zarówno biura, jak i hotel.

Skrzyżowanie w Dubaju
Skrzyżowanie w Dubaju

Zdawałoby się, że taki budynek nie potrzebuje dodatkowej promocji, jednak film „Mission: Impossible – Ghost Protocol” Brada Birda z 2011 roku, gdzie wiele kluczowych scen ma miejsce w drapaczu chmur, a Tom Cruise brawurowo wspina się po elewacji wieży, dodatkowo rozsławiły Burj Khalifa i sam Dubaj. Podczas oczekiwania na wjazd na 124 piętro, turystom wyświetla się fragment reportażu o tym filmie. Tom Cruise NAPRAWDĘ wyszedł na zewnątrz budynku i się po nim wspinał. Oczywiście w uprzęży, ale sama myśl przyprawia o zawrót głowy. Niekoniecznie robił to na samym szczycie, ale i tak jest to wyzwanie. Warto dodać, iż pracujący tu Hindusi robią to dużo częściej, ponieważ czyszczą elewację od zewnątrz, a także przeprowadzają pracę konserwacyjne.

Widok z Burj Khalifa
Widok z Burj Khalifa

Główny taras widokowy na Burj Khalifa jest na 148 piętrze, zdecydowanie bardziej ekskluzywny, co za tym idzie droższy. Jest też drugi, na 124 piętrze, oczywiście wjeżdża się tam windą. Znajduje się tam obserwatorium At the Top. Jest tutaj kawiarnia, sklep z pamiątkami, gdzie można kupić certyfikat, że się było w najwyższym budynku świata. Po kręconych schodach można się dostać na wyższy taras (125 piętro). To właśnie At the Top jest tą zdecydowanie najbardziej popularną atrakcją Dubaju. Różnica w cenie między 124 a 148 piętrem jest bardzo zauważalna.

125 piętro
125 piętro

Ponieważ dużo ludzi chce zobaczyć panoramę Dubaju z tarasu Burj Khalifa, wizytę tę należy sobie wcześniej zarezerwować (np. na stronie At the top, można też sprawdzać Groupona, bo tam często są promocje). Inaczej mogą być problemy z wejściówkami, ale nie muszą, zależy od natężenia ruchu. Godzina na bilecie jest przybliżona, acz w bardzo ograniczonym zakresie. Tak mniej więcej o pół godziny w tę czy we w tę da się to bez problemu przesunąć na miejscu. Przychodzi się z wydrukowanym voucherem i dalej wszystko idzie dość prosto, choć trochę trwa ze względu na ilość ludzi i kolejki. Gdy już potwierdziliśmy bilet, przechodzi się przez kontrolę bezpieczeństwa, a potem idzie do wind. Te są niesamowite, bardzo szybkie, a przy tym świetnie skalibrowane. Prawie się nie czuje ruchu, czy startu. Czuć za to zmiany ciśnienia w uszach. Na górze mamy już tyle czasu, ile potrzebujemy. Nikt nikogo nie pogania, choć przy windach na dół i tak najczęściej jest kolejka.

Taras widokowy
Taras widokowy

Widok na rozbudowujący się Dubaj trochę przypomina ten z samolotu. Na 555 czy nawet 452 metrach, ta wysokość staje się abstrakcją, nie czuje się jej. Staje się raczej odległością, dalekim horyzontem. Przy odpływie i przy dobrej widoczności można stąd dostrzec brzeg Iranu, oddalonego w prostej linii 100 kilometrów! Przy gorszej widoczności ciężko zobaczyć dalszą zabudowę Dubaju. Zaś jeszcze wracając do „Mission: Impossible”: hotele znajdują się w tym budynku do 8 piętra oraz na 38 i 39, w filmie wygląda to jeszcze inaczej. Podobnie zresztą jest z burzą piaskową, szczęśliwie dla pracujących tu Hindusów tak strasznie to nigdy nie wygląda.

Burdż Chalifa nocą
Burdż Chalifa nocą

Z Burj Khalifa można dwukrotnie obserwować zachód i wschód słońca: gdy podziwiamy zachód, należy najpierw oglądać słońce z poziomu ulicy, zaś potem wjechać na punkt widokowy, by podziwiać zachód raz jeszcze tego samego wieczora. Ze wschodem oczywiście postępuje się na odwrót: najpierw słońce wschodzi dla obserwatora na szczycie wieży, później dla obserwatora z poziomu ulicy. Trudniej też kupić bilety w okolicach zachodu, więcej osób chce tam wjechać na tą godzinę. Zresztą wiąże się z tym pewien kłopot natury religijnej: dla przebywających na górnych piętrach muzułman słońce zachodzi później, niż na poziomie gruntu. Ma to znaczenie na przykład podczas Ramadanu, gdy jeść można po zachodzie słońca. Stąd wytyczne duchownych muzułmańskich, by przebywający powyżej 80 piętra po zachodzie słońca (z ich perspektywy) odczekali 2 minuty, a przebywający powyżej 150 piętra – 3 minuty.

Fontanna przy Dubai Mall z góry
Fontanna przy Dubai Mall z góry

Dubai Mall

Jak wspominaliśmy, Burj Khalifa jest praktycznie częścią Dubai Mall. To duże centrum handlowe z lodowiskiem, kinem i wieloma innymi atrakcjami. Wieczorem można się załapać na pokaz największej choreograficznej fontanny na świecie. Zbudowana na 30-akrowym sztucznym jeziorze, długa na 275 metrów. Tryska wodą na wysokość do 152,4 metra, a na raz może wyrzuć w powietrze nawet 83 tysiące litrów wody! Nieźle jak na pustynny kraj. Oświetla ją prawie 7 tysięcy lamp i 25 kolorowych projektorów. Kosztowała ponad 200 milionów USD.

Uroczysta inauguracja fontanny i przy tym Dubai Mall miała miejsce w 2009 roku. Widowisko robi ogromne wrażenie: synchronizacja fontanny z muzyką jest bardzo precyzyjne, efekty świetlne i wodne olśniewające. Program pokazu bardzo dynamiczny, świetnie dopasowany do muzyki. Trafiliśmy na jakiś arabski rytm, uwspółcześnioną tradycyjną melodię tak kojarzoną z krajami arabskimi. Niekiedy można usłyszeć remiks motywu przewodniego z „Mission Impossible” – bardzo celnie! W repertuarze z filmowych kawałków jest też piosenka „Skyfall” w wykonaniu Adele i motyw przewodni z „Siedmiu wspaniałych”. Wieczorem nie tylko fontanna jest oświetlana. Na Burj Khalifa wyświetlane są kolorowe animacje na elewacji.

Dubai Mall
Dubai Mall

Oceanarium w centrum handlowym, czemu by nie? Dubai Aquarium & Underwater Zoo to jedna z tych dodatkowo płatnych atrakcji. W akwarium jest około 300 gatunków morskich zwierząt, w tym rekiny. Prawdę powiedziawszy, nie zrobiło na nas dobrego wrażenia, zwłaszcza że bilet do tunelu pod wodą kosztował dużo, a odcinek do przejścia mały. Pod tym względem Dubaj ma jeszcze trochę do nadgonienia.

Dubai Aquarium
Dubai Aquarium

Otwarte jesienią 2008 roku Dubai Mall jest ogromne: ma powierzchnię 520 tysięcy kilometrów kwadratowych na 4 kondygnacjach, na parkingu mieści się jakieś 14 tysięcy samochodów. A i tak o późniejszej godzinie trudno o miejsce. Jest tutaj ponad 1200 sklepów i usług. Parking jest darmowy, a przy centrum jest też stacja metra. To dobre miejsce, by zostawić samochód i wyskoczyć stąd po Dubaju.

Diplodok w Dubai Mall
Diplodok w Dubai Mall

Trzeba przy tym pamiętać, że Dubai Mall jest zaledwie częścią całego kompleksu Dubai Downtown. Jeszcze więcej sklepów? Na obszarze Downtown jest suk, taki elegancki, z górnej półki. Samo Dubai Mall jest bardzo różnorodne, jeśli chodzi o architekturę tego miejsca. Można mieć swój ulubiony zakątek. Nas zaskoczył choćby diplodok. Najbardziej kompletny odnaleziony szkielet diplodoka, przynajmniej według informacji podanych na ekranie przy szkielecie. Wyobrażacie sobie takie coś w którymś z naszych centrów handlowych? Oprócz tego w środku jest masa przeróżnych sklepów i restauracji, a co pewien czas jakieś ciekawostki, jak rzeźby. Natomiast najciekawsze wrażenie centrum robi właśnie zaraz po pokazie fontanny, gdy olbrzymi tłum ludzi wraca do środka. Wtedy w niektórych newralgicznych miejscach stoją osoby kierujące ruchem.

Fontanna w Dubai Downtown
Fontanna w Dubai Downtown

Mall of the Emirates

Mall of the Emirates to kolejne wielkie centrum handlowe, odwiedzane rocznie przez około 40 milionów zwiedzających i klientów. Otwarte w 2005 roku, przebudowane w 2015 roku, o powierzchni około 220 tysięcy kilometrów kwadratowych, z parkingiem na ponad 7000 samochodów, bo jakoś do tych ponad 700 sklepów i usług trzeba dojechać. Przy Mall of the Emirates znajduje się Sheraton i Kempinsky, żeby przyjechać na zakupy nie na kilka godzin, ale na kilka dni.

Stok w Mall of Emirates
Stok w Mall of Emirates

W centrum handlowym Mall of the Emirates jest Ski Dubai, czyli tor narciarski. Z kolejką linową. I śniegiem. I jest tam -2 stopnie Celsjusza. Ot zwykła atrakcja w galerii… Wejście tam jest płatne, jest wypożyczalnia sprzętu narciarskiego, dają ciepłe ubrania. Trochę tak szczęka opadła. Pojechać na narty do Dubaju, nocleg w Sheratonie, kolejka linowa i śnieg i cały czas jesteśmy w jednym centrum handlowym.

Dubai Downtown
Dubai Downtown

Jumeirah

Jumeirah to obszar wybrzeża zajęty przez luksusowe rezydencje i hotele. Do lat 60. XX wieku zamieszkiwali go głównie rybacy i poławiacze pereł, w dobie rozwoju gospodarczego zaczęli osiedlać się tutaj zamożni Arabowie, wyrastały kolejne hotele. Jeden z kompleksów hotelowych obejmuje Souq Medinat Jumeirah, czyli luksusowy suk. Niewiele ma wspólnego z tym, co widzieliśmy choćby w Nizwie, ale dla bardzo bogatych turystów to dobre miejsce na zakupy: daje poczucie egzotyki, a jednocześnie jest okiełznane, bezpieczne i czyste.

Plaża na Palm Jumeirah
Plaża na Palm Jumeirah

Sztandarowym projektem Jumeirah jest Burj Al Arab, czyli Wieża Arabów lub Wieża Arabska. Ten ukończony w 1999 roku hotel (obecnie trzeci najwyższy na świecie) w momencie powstania był najbardziej luksusowym hotelem świata. Miał mieć oznaczenie 7-gwiazdkowego, ostatecznie ma 5 gwiazdek z dopiskiem Deluxe. Obecnie bardziej luksusowy jest Emirates Palace w Abu Zabi.

Burj Al Arab widoczny Jumeirah
Burj Al Arab widoczny Jumeirah

Burj Al Arab jest posadowiony na sztucznej wyspie, posiada tylko 28 użytkowych pięter, na których mieszczą się 202 apartamenty. Najmniejszy z nich ma „zaledwie” 169 m2, największy to aż 780 m2! Jednak przeglądając stronę internetową hotelu i zdjęcia pokoi to musimy przyznać, że nie są ładne. Dość kiczowate. Wnętrzarsko ładniejszy jest Emirates Palace. Ale to może tłumaczyć fakt, że Burj Al Arab jest chętnie rezerwowany przez Chińczyków – taki gust.

Jumeirah
Jumeirah

U wybrzeży dzielnicy Jumeirah znajdują się słynne palmowe wyspy, z których największa i najbardziej znana jest Palm Jumeirah. Konstrukcja wyspy rozpoczęła się w 2001 roku, a już w 2006 roku pierwsi mieszkańcy wprowadzali się do swoich apartamentów.
Gdy tak stoimy na tej wyspie, w ogóle nie mamy poczucia, że to jest wyspa, w dodatku sztuczna: jest naprawdę wielka i ma duże zagęszczenie apartamentowców wzdłuż głównej arterii – „pnia” Można też podejść na tutejsze plaże. W całym Dubaju jest ich kilka, niestety większość jest płatna. Najczęściej można za darmo zobaczyć sobie widoki i tyle. Czyli stoi się na chodniku i nie wchodzi na piasek, ochroniarze na to nie pozwalają.  Zaś wracając do Palm Jumeiriah, ma ona własną kolejkę monoszynową, ot kolejny środek transportu. Widać stamtąd kolejne ciekawe miejsce, czyli Dubai Marina.

Suk w Jumeirah
Suk w Jumeirah

Dubai Marina

Dubai Marina to dzielnica biznesowo-mieszkalna, która jest posadowiona wzdłuż sztucznego kanału łączącego się z obu stron z Zatoką Perską. Dubai Marina ma ośmiokilometrową trasę spacerową, Marina Walk, zrobioną wzdłuż wybrzeża sztucznego kanału. Po zmroku wygląda to super! Marina jest w całości zrobiona przez jednego dewelopera: Emaar Properties, a zaprojektowana przez kanadyjską pracownię projektową, stąd nie dziwi inspiracja podobną sztuczną mariną w Vancouver.

Dubai Marina
Dubai Marina

Wysokość wieżowców przeważnie mieści się w przedziale 250 – 300 metrów, ale jest także kilka o wysokości 350 do ponad 400 metrów i jeden jeszcze nie ukończony superwysokościowiec Pentominium, który ma sięgać 516 metrów.

Dubai Marina
Dubai Marina

Ras Al Khor

W Dubaju jest wiele niesamowitych rzeczy, w tym także częściowo sztuczny rezerwat przyrody. Ras Al Khor to mokradła obejmujące las namorzynowy, odbudowany i utrzymywany na zlecenie emira Dubaju, by zachęcić migrujące ptactwo do zatrzymywania się tutaj.

Rezerwat ten znajduje się na liście ramsarskiej, takim odpowiedniku listy UNESCO, ale obejmującej obszary wodno-błotne o znaczeniu międzynarodowym, zwłaszcza jako habitat ptactwa wodnego. W Polsce mamy 16 Obszarów Ramsar, należą do nich choćby Stawy Milickie, Biebrzański Park Narodowy, czy Park Narodowy Ujście Warty. Wracając jednak do Ras Al Khor, ten został wpisany na listę ramsarską pod koniec 2007 roku jako pierwszy i najważniejszy obszar Ramsar ZEA na tej liście. Wcześniej, bo w 1998 roku uznano Ras Al Khor za obszar zagrożony zagładą przez ludzką działalność, przede wszystkim postępującą urbanizację. Szejk Zajid, prezydent i główny założyciel ZEA, wydał prawo o obszarach chronionych w Dubaju. Ras Al Khor znalazł się pod protektoratem emiratu Dubaju.
Od tamtego czasu znacznie wzrosły działania na rzecz ochrony Ras Al Khor i zapewnienia jego biologicznej różnorodności. Oczywiście, by ptaki czuły się tu lepiej, trochę teren dostosowano.

Ras Al Khor
Ras Al Khor

W tym hałaśliwym, rozrastającym się w błyskawicznym tempie mieście znajduje się oaza dla migrującego ptactwa. Zwłaszcza, że w bezpośrednim sąsiedztwie buduje się nowe centrum Dubai Creek, z budynkiem, który ma być jeszcze wyższy niż Burj Khalifa. Będzie mieć ponad 900 m. To niesamowity kontrast.

Widok na centrum
Widok na centrum

Ras Al Khor oznacza dosłownie „przylądek strumienia”. Obejmuje obszar 20 hektarów, będący rozlewiskiem Dubai Creek, który wpływa do Zatoki Perskiej. Wody tworzą liczne rozlewiska, płytkie laguny i bagniska. Woda słodka miesza się ze słoną, w tych warunkach rosną namorzyny. Jest przystankiem na trasie dla około 20 tysięcy ptaków reprezentujących 67 gatunków, migrujący na trasie wschodnia Afryka – zachodnia Azja. Najkorzystniejszym okresem do ich obserwacji jest zima i okresy przejściowe, kiedy nasilona jest migracja. Natomiast jak się doda różne ptaki nie migrujące, to można tu wypatrzyć ponad 270 różnych gatunków.

Dla turystów powstała ścieżka edukacyjna oraz czatownie rozmieszczone wokół obszaru. Wstęp jest bezpłatny, a na miejscu można zapoznać się z informacjami na temat ptaków żyjących w rezerwacie. Z powodu bogactwa gatunków, czatownie są dość mocno oblegane przez wielbicieli ptasiej fotografii.

Flamingi
Flamingi

Ras Al Khor jest znany przede wszystkim ze stad flamingów różowych. Kolor zawdzięczają czerwonemu barwnikowi zawartego w ciałach pożeranych przez nie skorupiaków. Tutaj są one dokarmiane. Ptaki jednak nie trzymają się sztywno granic rezerwatu, można je wypatrzyć w różnych częściach miasta. Zaś samo Ras Al Khor jest także dobrym miejscem na oglądanie dubajskiej panoramy, choćby gdy Burj Khalifa zaczyna się mienić kolorowym oświetleniem. Jedyny problem to zdecydowanie małe, acz darmowe parkingi.

Flamingi
Flamingi

Stary Dubaj – Bur Dubai

Dubaj ma swoje Stare Miasto. Trzeba tylko wziąć poprawkę na to, że to „stare miasto” w większości pochodzi z lat 60., kiedy to zaczął się okres szybkiego bogacenia miasta dzięki wydobyciu ropy naftowej.

Muzeum Dubajskie i fort Al Fahidi
Muzeum Dubajskie i fort Al Fahidi

Tym niemniej warte zobaczenia jest Muzeum Dubaju, mieszczące się w forcie Al Fahidi.
Al Fahidi to nazwa najstarszej dzielnicy współczesnej historii Dubaju, która sięga połowy XIX wieku, kiedy to Dubaj był osadą rybacką i poławiaczy pereł. Dubajskie perły są zresztą wspomniane przez weneckiego kupca żyjącego w XVI wieku. Jednak większość XIX wiecznych zabudowań to chaty z suszonej gliny, kryte palmowymi liśćmi. W XVI wieku nie wyglądało to lepiej, a prawdopodobnie dokładnie tak samo. W Muzeum Dubaju można poznać historię miasta od najstarszych znalezisk archeologicznych, przez XVI-wieczne wzmianki o mieście, epokę przed-naftową i wreszcie gwałtowny rozwój w epoce ropy, zapoczątkowanej w latach 60. odkryciem złóż ropy naftowej w wodach terytorialnych.
Muzeum jest nowoczesne, ma ciekawą ekspozycję, choć czasem tablice z opisami są słabo oświetlone.

Dubai Creek
Dubai Creek

Malowniczy jest też widok na Dubai Creek, po którym można się przepłynąć tradycyjną rybacką łodzią. Nazywa się je abra, dziś jednak pełnią głównie rolę turystycznych taksówek, oraz statków wycieczkowych (te drugie są zdecydowanie droższe i mają swoich naganiaczy). Warto się przespacerować uliczkami Al Fahidi – klimatyczne miejsce, daje wgląd w tradycyjne arabskie miasteczko, jakim jeszcze niedawno był Dubaj. W okolicy są też targi  hinduskie.

Można też zobaczyć z zewnątrz dwór Jego Wysokości Emira Dubaju, premiera i wiceprezydenta Zjednoczonych Emiratów Arabskich Mohammeda bin Rashid Al Maktoum. Oczywiście z zewnątrz.

Okolice toru wyścigowego
Okolice toru wyścigowego

Suk – Deira

Po drugiej stronie rzeki w dzielnicy Deira znajduje się kolejna bardziej tradycyjna atrakcja, czyli suk. Dziś zdecydowanie bardziej turystyczny, ale też warty zobaczenia. Złoty Suk w Dubaju, czyli dobre miejsce na zakupy, oblegane przez turystów. W sklepach ze złotem najczęściej widać Arabów i Rosjan, co zrozumiałe. Dla tych ostatnich to sprzedają nawet złote krzyże. Mogą nie lubić symbolu chrześcijaństwa, ale pieniądz jest pieniądz.
Z przypraw najbardziej widoczne są stosy drogocennego szafranu z Iranu. Oprócz tego kaszmirowe chusty i mnóstwo pamiątek.

Suk
Suk

Tu też wrócimy do „Mission: Impossible”. Ethan Hunt wybiegając z Burj Khalifa wbiega gdzieś w stare miasto. Patrząc na odległość tych miejsc, to jest tam niezły skok w akcji. Ale to przecież niemożliwa misja.

Złoty suk
Złoty suk

Dubaj ma też wiele miejsc typowo rozrywkowych. Od parków rozrywki, przez ciekawe ogrody, po lokale rozrywkowe. Tych ostatnich nie ma dużo, nie są też jakoś wybijające, ale są. Jeśli ma się pieniądze, to znajdzie się tu wszystko, włącznie z alkoholem. Jest nawet kościół katolicki. A co ważniejsze, to bardzo bezpieczne miejsce. Jedyne co nas rozczarowało, to samochody. Podobno nawet policja miała jeździć jakimiś kosztownymi brykami, ale nie widać tego aż tak bardzo na ulicach. Natomiast z dodatkowych atrakcji można tu obejrzeć przepiękne ogrody, parki tematyczne, ale dodatkową atrakcją są też wyścigi wielbłądów. Te organizowane są pod Dubajem, przede wszystkim w okresie zimowym. Choć nawet jest strona z informacją, niestety nie jest ona aktualizowana na bieżąco, więc najlepiej poprosić w hotelu o sprawdzenie, kiedy takie wyścigi się odbywają. Alternatywą jest też skorzystanie z google’a i sprawdzenie pośredników. Jeśli mają termin dostępny na dany dzień, to śmiało można wziąć samochód/taksówkę i pojechać.

Targ przypraw
Targ przypraw

Metro i poruszanie się po mieście

Na koniec małe sprowadzenie na ziemię. Prowadzenie samochodu i nawigowanie po Dubaju to jakiś koszmar. Mapy Google nie są zbyt aktualne, nie nadążają za zmianami, GPS nie zawsze dobrze łapie poziom ulicy zwłaszcza na dużych skrzyżowania, olbrzymi ruch i polska kultura jazdy (lub raczej jej brak) oraz liczne rozjazdy powodują problemy. A gdy się źle zjedzie, to do nadrobienia jest 10 – 20 kilometrów! Innymi słowy, jak się nie zna Dubaju, to technika nie zawsze pomoże szybko podejmować decyzje. Jeśli mamy przejechać głównymi arteriami, bądź bardziej bocznymi drogami, to wystarcza. Ale jeśli trzeba krążyć po ślimakach, to niestety należy poświęcić temu więcej czasu na ewentualne błędy.

Nam było szkoda się tłuc po Dubaju w ten sposób, więc postawiliśmy zostawić auto na parkingu Dubai Mall (gdzie i tak jechaliśmy ze względu na Burj Khalifa). Takie rozwiązanie ma dwie zalety. Stąd było dość blisko do metra (które jest połączone z Dubai Mallem), a dwa parking jest darmowy. Dubaj jest olbrzymi, pełny aut więc parkingi są tu niestety płatne. Malle są bardzo dobrą darmową alternatywą, ale trzeba zająć miejsce z samego rana – potem jest tłoczno.

Trasa metra
Trasa metra

Metro w Dubaju w połączeniu z tramwajem i taksówką to efektywny, bezstresowy i stosunkowo tani sposób podróżowania. O ile nie kupimy biletu na pierwszą klasę. Tak, metro ma wagony pierwszej klasy. W pełni zautomatyzowane metro zostało uruchomione w 2009 roku, ma dwie linie liczące razem 75 kilometrów, przez co jest jedną z najdłuższych sieci transportu szynowego zautomatyzowanego, czyli bez maszynisty. Wyprzedza je tylko kolejka w Vancouver (79 km) i Singapurze (97 km linii zautomatyzowanej). Za to Red Line o długości 52 km jest najdłuższą pojedynczą zautomatyzowaną linią. W Emiratach musi gdzieś być jakiś rekord. Oprócz wagonów pierwszej klasy (konkretnie to „złotej” klasy), jest także wagon dla kobiet i kobiet z dziećmi.

Wystawa samochodów w Dubai Mall
Wystawa samochodów w Dubai Mall

Metro kursuje co jakieś 2 – 3 minuty, jest całe klimatyzowane, szybko się fajnie jedzie. Do 2025 roku ma być w sumie 221 km trasy metra, dla porównania londyńskie metro liczy 402 kilometry długości. Jest kilka typów biletów i kart pre-paidowych jak choćby karta NOL. To jest warte rozważenia, gdy w Dubaju zostaje się dłużej (choć jest też czerwona, papierowa karta NOL idealna na małą liczbę przejazdów). Nam wystarczył bilet 24-godzinny na metro (plus tramwaje wliczone w cenę). Do reszty zaprzęgliśmy samochód.

Taksówki nie należą do drogich, przynajmniej jeśli nie wpadnie się w korki. Liczy się bowiem czas jazdy, nie kilometry.

Burj Al Arab z plaży
Burj Al Arab z plaży

Ogrom wrażeń z samego tylko Dubaju jest przytłaczający. To nie jest miasto historyczne, z bogatą kulturą czy tradycjami. To nowoczesna metropolia, zaplanowana z głową, gdzie widać, że nie szczędzono kosztów. Z jednej strony więc mamy efekt wow, z drugiej taki facepalm. No i jeszcze megalomania, lotnisko ma być największe (DXB ma mieć pięć pasów startowych), najwyższy budynek, największe ogrody miejskie i tak dalej. Bardzo intrygujące miejsce.

Dubaj nocą
Dubaj nocą

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak emiracki
Dubaj Al-Ajn
Szlak filmowy
Dubaj (MI)
Brugia
Share Button

Jezioro Natron

Jezioro Natron w Tanzanii to mało znane, ale bardzo intrygujące miejsce, które co pewien czas pojawia się w różnych mediach z dwóch powodów. Oba związane są z niesamowitymi zdjęciami. Pierwszy z nich to ukazuje przedziwny kolor wody, wchodzący lekko w róż i czerwień. Przy odpowiednim świetle z pewnej odległości jezioro faktycznie tak wygląda. Wynika to głównie z tego, że jest bardzo mocno zmineralizowane, więc zasychające błota sprawiają z daleka niecodzienne wrażenie. Zaś jak dochodzi do kwitnienia glonów wizualnie się to potęguje. Tyle, że to kwitnienie występuje raz na bardzo krótki czas. Przy odpowiednich filtrach i podrasowaniu takie zdjęcia (można je znaleźć w sieci) naprawę robią duże wrażenie. Ale jak to zwykle bywa, w rzeczywistości dość trudno znaleźć coś podobnego. My obserwowaliśmy podobne złudzenie widząc taflę z daleka. Z bliska już wyglądało trochę bardziej zwyczajnie.

Jezioro z daleka, z charakterystyczną czerwienią
Jezioro z daleka, z charakterystyczną czerwienią

Drugi powód to także zdjęcia, ale do tego ważna jest pewna wiedza. Otóż nazwa jeziora pochodzi od natronu, czyli rzadkiego minerału, który występuje masowo w tym słonym jeziorze. W starożytnym Egipcie używano natronu do mumifikacji zwłok. Jakiś czas temu pewien artysta zrobił instalację, ze zmumifikowanymi zwłokami dzikich zwierząt. Poumieszczał je w okolicy jeziora i w ten sposób narodził się mit, o zabójczej wodzie, która w krótkim czasie uśmierca zwierzęta. Co pewien czas ta plotka wraca, czy to jako niezwykłe miejsce, czy jako jedno z najniebezpieczniejszych jezior na Ziemi. Jak to w plotkach bywa, ziarno prawdy jest, ale na tym ziarnie się kończy. Inaczej zmumifikowanych zwierząt byłoby tam mnóstwo, a tak są żywe. W dodatku nie wyglądają, jakby coś im zagrażało.

Widok na Ol Doinyo Lengai
Widok na Ol Doinyo Lengai

Ol Doinyo Lengai i kanion

Samo jezioro znajduje się na terytorium Masajów. Oni zajmują się oprowadzaniem po okolicy i to u nich się nocuje. Ale to nie jest już klasyczna wioska, a raczej zwykły kamping. Wokół jeziora mamy trzy atrakcje, do których zawsze prowadzi nas masajski przewodnik. Ekipa, która wozi nas przez całe safari, w tym wypadku zazwyczaj zostaje w obozie, lub co najwyżej pełni rolę transportu. Atrakcje są następujące: wejście na szczyt jednego z wulkanów – Ol Doinyo Lengai (niestety wymaga dużo więcej czasu, więc nie znalazło się w naszych planach), przeprawa przez kanion i wyjście na samo jezioro.

Przeprawa przez wąwóz
Przeprawa przez wąwóz

Ol Doinyo Lengai, czyli z masajskiego Góra Boga (Masajowie wierzą, że w kraterze brzmi bóg Ngai), to czynny i aktywny wulkan. To znaczy tyle, że co pewien czas następują tu erupcje, ostatnia w 2013. Nie są one jednak gwałtowne, więc jest relatywnie bezpiecznie. Nie wpływają one na życie mieszkańców. Zwłaszcza, że brak dużego ruchu turystycznego i jakiś rozbudowanych stacji sejsmologicznych powoduje, że raczej katastrofy nikt się tu nie spodziewa.

Wulkan jest jednak istotny z innego powodu, tak zwanej zimnej lawy. Zimna, znaczy że ma jakieś 300-400 stopni. W tej temperaturze i wzbogacona o minerały, których na tym terenie jest wiele, ma jasny kolor. Z daleka wygląda więc trochę jak pokrywa śniegowa. Góra ma niecałe 3000 metrów, więc na wejście tam trzeba być przygotowanym, nie tylko kondycyjnie. Masajowie w okolicy mają obowiązek raz w życiu wejść na górę i zejść do krateru. A że to Masajowie są tu przewodnikami, turyści też mogą zejść do krateru (o ile jest zastygły).

Przeprawa przez strumień
Przeprawa przez strumień

Kanion to kanioning, coś bardzo podobnego do tego, co opisywaliśmy przy okazji Jordanii i Wadi Mujib. Tylko, że nie w tej skali. Trochę wspinania po skałkach i przechodzenie przez strumień. Dobrze mieć ze sobą wygodne buty, na przykład trekingowe. Przewodnicy masajcy potrafią polecać lub nawet namawiać na sandały czy jeszcze lepiej klapki, bo sami w czymś takim chodzą, ale to naprawdę zły pomysł.

Jezioro Natron

Droga do brzegu
Droga do brzegu

Oczywiście główną atrakcją i tym, co nas przyciągnęło do tego miejsca jest jezioro. To dość płytki akwen, mający maksymalnie do trzech metrów głębokości. Bezodpływowy, więc słony. Gniazduje tu dużo ptaków, głównie flamingów i czasem pelikany. Ale to też jedno z najbardziej nagrzewających się miejsc w Tanzanii. W sieci można natknąć się na informację, że czasem temperatura sięga tam do 60 stopni. Niestety nie mogliśmy tego zweryfikować. Niemniej jednak, faktycznie robi się tam gorąco i parno, więc sami Masajowie unikają jeziora w godzinach innych niż wczesny ranek czy czasem pod wieczór, o ile oczywiście nie jest za gorąco. A skoro oni go unikają, a jednocześnie to oni oprowadzają turystów, trzeba się liczyć z tym, że nawet jak się tu przyjedzie, powiedzą, że teraz nie idziemy. Może rano.

Schnące błoto
Schnące błoto

Droga do jeziora jest bardzo malownicza, zwłaszcza, że po okresie deszczowym część błota zasycha. Oczywiście jest opcja dojechania bliżej brzegu, ale przejście jest bardziej satysfakcjonujące. Nad samym jeziorem przede wszystkim można obserwować sobie ptaki oraz zasuszone błoto. Zaś najgroźniejsze, co może nas spotkać to odwodnienie się, jeśli się nie przygotujemy wcześniej. Niemniej jednak widoki są przepiękne i fascynujące.

Flamingi (jezioro Natron)
Flamingi (jezioro Natron)

Natron ma jeszcze jedną zaletę. Obecnie nie jest jeszcze popularne wśród turystów. Grupki się mijają, ale raczej jest to wciąż dziewicza Afryka w prawie nienaruszonym stanie. Ponieważ jest to ważne siedlisko ptaków, jezioro znalazło się na liście ramsarskiej.

Flamingi nad jeziorem Natron
Flamingi nad jeziorem Natron

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak tanzański
Jezioro Natron
Share Button

Rezerwat Azraq Wetland

Chyba każdy ma swoje wyobrażenie o tym, jak wygląda oaza na pustyni. Palmy, jakaś woda, wokół wydmy i tak dalej. Jednym z bardziej znanych rezerwatów w Jordanii jest Azraq Wetland, który de facto jest oazą, jednak nie wygląda w ogóle jak ta z naszych, powszechnych wyobrażeń. Mało tego, zdjęcia równie dobrze można by opisać jako pochodzące z naszych Mazur. No może aż tak nie, ale niewiele im brakuje.

Azraq
Azraq

Shaumari i okolice

Wetland właściwie nie było naszym celem. Raczej pewnym rozwiązaniem zapasowym, z którego ostatecznie musieliśmy skorzystać. Głównym celem był rezerwat Shaumari (lub Shauwmari wg innych transkrypcji, nie mylić z Shamwari w RPA), słynący z tego, że żyją tam oryksy. Oba rezerwaty znajdują się bardzo blisko siebie, więc dojechać z jednego do drugiego to nie problem. Oba też są równie słabo oznaczone. Do Shaumari musieliśmy odbić, według znaku było to 0,5 km. Trzeba było jechać 5 kilometrów po pustyni,  drogą bez asfaltu. Niestety Shaumari było nieczynne. W październiku aż do grudnia trwał remont. Gdyby rezerwaty miały aktualne strony internetowe, można by o tym przeczytać wcześniej. Niestety nie mają. Co gorsza, nie jestem pewien czy te remonty nie są okresowe, gdyż szukając wcześniej informacji o Shaumari przeczytałem, że rok czy dwa lata wcześniej również jesienią  był remont, ale po nowym roku otwierali. Więc może jest to bardziej związane z jakimś okresem ochronnym? Nie wiem, trudno dotrzeć do takiej informacji. Cóż, Shaumari, nie zobaczyliśmy.

Ważka
Ważka

Azraq Wetland

Azraq Wetland jest o tyle ciekawy, że nie spodziewaliśmy się tego, jak może wyglądać olbrzymia oaza. To głównie rezerwat ptactwa wodnego i postój na trasie wędrówek ptaków migrujących, ale też żyją tu endemiczne ryby, a także bawoły wodne (bawół domowy). Na te ostatnie spróbowaliśmy zapolować z aparatem, niestety nie udało się. Śladów jest dużo, tak tropów jak i odchodów, ale zwierząt nie uświadczyliśmy. Dużą część terenu zajmują porośnięte tatarakiem moczary, więc jeśli bydło się z tego nie wychyli, nie ma szans, by je zobaczyć. A do łażenia po bagnach nie byliśmy przygotowani, trzymaliśmy się brzegu i ścieżek. Warto dodać, że rezerwat ten znajduje się na liście ramsarskiej.

Rezerwat Azraq
Rezerwat Azraq

Azraq to kolejne miejsce, które jest głuszą. Ze względu na bliskość granicy irackiej i saudyjskiej widzieliśmy tu przelatujące drony wojskowe. Turystów brak. Mało tego, ze względu na remont Shaumari dostaliśmy zniżkę, wejściówka kosztowała jak dla Jordańczyków, czyli koło 10 JOD. Przy wejściu znajduje się małe muzeum. Jest tam miejsce na akwarium z tutejszymi, endemicznymi rybami, ale akurat było zamknięte.

Problemem może też okazać się dojazd. Trasa z Ammanu/Madaby jest w miarę prosta, ale jezdnia w niektórych momentach jest awaryjnym pasem startowym dla wojska. Jeśli zajdzie potrzeba by z niego skorzystać, mogą się pojawić problemy z objazdem.

Rezerwat Azraq Wetland
Rezerwat Azraq Wetland

Wetland, podobnie jak Dana, to Jordania nie tak bardzo odległa, nie orientalna, wciąż jednak piękna. Nie licząc tych dronów to dobre miejsce, by się wyciszyć i pooglądać naturę. Szkoda, że nie udało się ani tych bawołów zobaczyć, ani tym bardziej oryksów.

Szlak jordański
Rezerwat Azraq Wetland
Share Button