Archiwa tagu: Ron Howard

Park Narodowy Tongariro, czyli Mordor

„Nikt po prostu nie wchodzi do Mordoru” mówi filmowy Boromir (Sean Bean) w „Drużynie pierścienia” Petera Jacksona. Nie jest to do końca prawda, do Mordoru jest wejść dość łatwo, w dodatku nie ma nawet biletów. Przynajmniej jeśli mówimy o miejscu, w którym kręcono Mordor (i Górę Przeznaczenia), czyli Parku Narodowym Tongariro.

Tongariro - początek Apline Crossing
Tongariro – początek Apline Crossing

Park Narodowy Tongariro

Tongariro to jeden z najstarszych parków narodowych na świecie i pierwszy w Nowej Zelandii. Założono go w 1887 roku; znajduje się także na liście UNESCO. Tongariro to obszar wulkanicznej aktywności, obejmujący trzy aktywne wulkany: Ruapehu, Ngauruhoe i Tongariro. Osiągają one wysokości odpowiednio 2797, 2291 i 1978 m.n.p.m. Te wulkany są cały czas aktywne, ostatnia poważna erupcja w 2012 roku była dziełem Tongariro. Okolica jest nieustannie monitorowana przez sejsmologów. Zresztą na terenie parku mamy informację o ewentualnej drodze ewakuacyjnej, czy tak zwanych bezpiecznych miejscach.

Powulkaniczne skały "Mordoru"
Powulkaniczne skały „Mordoru”

To dość duży i zróżnicowany park posiadający wiele większych i mniejszych szlaków. Najbardziej słynny z nich to Tongariro Alpine Crossing. Określa się go mianem jednej z najlepszych 1-dniowych pieszych tras, to oczywiście jeden z nowozelandzkich Wielkich Szlaków (The Great Walk), choć tu uwaga, wlicza się to całą Pętlę, nie tylko Alpine Crossing. Trasa wiedzie z jednej strony Parku Narodowego Tongariro na drugą i liczy jakieś 19,5 kilometra. Po drodze podziwia się kratery wulkanów zalane wodą i surowe otoczenie.

W Nowej Zelandii dbają by nie niszczyć roślin
W Nowej Zelandii dbają by nie niszczyć roślin

Jak zacząć

Przejście jest długie i trochę wymagające, więc jest to trasa w jedną stronę. Po obu stronach wejścia na szlak znajdują się parkingi (darmowe). Jeden w Ketetahi, drugi w Mangatepopo. W tym pierwszym można zaparkować auto tylko do czterech godzin, czyli szlaku się nie przejdzie. Drugi był sugerowany jako miejsce, gdzie można zostawić samochód, przejść, a w Ketetahi wsiąść do busa (płatnego) i wrócić do miejsca, w którym zostawiło się swój pojazd. Podczas naszej wizyty także w tym miejscu wprowadzono czterogodzinne ograniczenie. Pilnują tego, ale nie wiemy jak restrykcyjnie. W każdym razie przed parkingiem w Mangatepopo znaleźliśmy lokalne reklamy prywatnych, płatnych parkingów z dowózką w obie strony. Wiele osób korzysta z dojazdu zorganizowanego przez różne firmy, np. z okolic Taupo. Podwożą pod jedno wejście i odbierają na drugim.

Ścieżka jest wytyczona
Ścieżka jest wytyczona

Nie tylko aktywność wulkaniczna jest tu problemem. Klimat jest dość kapryśny i jak to w wysokich górach, pogoda może zmienić się z godziny na godzinę. Gdy pogoda jest zła, nie kursują shuttle busy, co utrudnia przejście pełnym szlakiem. Można wtedy tylko zrobić sobie kawałek (mieszcząc się w czterech godzinach). Nam niestety pogoda pokrzyżowała plany przejścia przez Alpine Crossing, ale na szczęście jest jeszcze kilka innych miejsc w parku.

Krajobraz "Mordoru"
Krajobraz jak z „Mordoru”

Tongariro, czyli Mordor

Jednak zostańmy jeszcze przy szlaku, bo jest bardzo interesujący filmowo. Choćby Mount Ngautuhoe (2291 m. n.p.m.). Wulkan ten, którego ostatnia erupcja miała miejsce w 1977 roku, w filmie „Władca Pierścieni: Powrót króla” odegrał rolę Góry Przeznaczenia, gdzie do Szczelin Zagłady Frodo miał cisnąć Pierścień. Przy dobrych warunkach i odpowiednio zagospodarowanym czasie można na niego wejść. Zdjęcia kręcono w 2000.

I z "Willow"
I jak  z „Willow”

Tongariro „zagrało” Mordor we „Władcy Pierścieni” Petera Jacksona. Surowy krajobraz, skąpa roślinność wysokogórska, ślady świeżych erupcji wulkanicznych i te ostre, poszarpane stożki. Czy jest lepsze miejsce na Krainę Cienia? Patrząc na film widzi się kształty, klimat, ale nie zawsze kolory. Jackson w Mordorze użył wielu filtrów i efektów komputerowych, więc trzeba się trochę wpatrzeć, ale klimat jest. Cóż, same skały i granie może wyglądają tu posępnie, ale nie tak mrocznie jakby chcieli tego filmowcy. Bo kwitnący i kolorowy Mordor nie napawa nas przecież grozą.

Tongariro
Tongariro

Zupełnie inaczej sprawa się ma z filmem „Willow” Rona Howarda (wyprodukowanym przez George’a Lucasa). Ten także był kręcony w tym parku, zresztą blisko miejsc, gdzie potem nagrywano Mordor. W „Willow” jednak nie używano filtrów, więc dość dobrze oddaje klimat tego miejsca, w szczególności gór, a już zwłaszcza w pochmurny dzień, na jaki trafiliśmy. Tongariro u Howarda to okolice zamku Bavmordy. Zdjęcia kręcono wiosną 1987.

Ścieżka w Tongariro
Ścieżka w Tongariro

Poza Tongariro Alpine Crossing

Odchodząc zaś od Alpine Crossing. Nieopodal Whakapapa Village znajduje się wodospad Tawhai. Tutaj kręcono sceny z Gollumem w świętej sadzawce, w której złapał sobie rybkę i beztrosko tłukł ją o kamień podśpiewując.

Wodospad Tawhai
Wodospad Tawhai

To także obszar, na którym żyją kiwi. Można się tu natknąć na znaki przypominające, by uważać w nocy. Za to dużo łatwiej zobaczyć znaki informujące o obecności tych ptaków.

Wodospad Tawhai (tu się kąpał Gollum)
Wodospad Tawhai (tu się kąpał Gollum)

Inne trasy wewnątrz parku nie są już tak słynne. Nie przechodzi się blisko wulkanów, ale i tak są bardzo ładne. Położone niżej, częściej idzie się wśród drzew, więc nawet przy silnym i porywistym wietrze nie są zamykane. Spokojnie można przejść kawałkiem Pętli Północnej Tongariro (Tongariro Northern Circuit). Jej częścią jest wspominany Alpine Crossing. Cała pętla to mniej więcej 3-4 dni wędrówki. Nawet fragmenty tej ścieżki są ciekawe, pełne wodospadów, grani i różnej roślinności.

Okolice Tawhai
Okolice Tawhai
Okolice Tawhai
Okolice Tawhai

Tongariro jest słynne także jako idealne miejsce dla narciarzy. Sprawia to, że baza hotelowa już w samym parku jest dość mocno rozbudowana i mówimy tu głównie o hotelach wyższej klasy, z saunami i masą innych atrakcji, a co za tym idzie droższymi. Niemniej jednak, jak to bywa w Nowej Zelandii, choć restauracje czy bary są, godziny ich otwarcia są dość krótkie, więc czasem trzeba wybrać między jedzeniem, a zwiedzaniem okolicy. A tras spacerowych, pomijając tę główną, jest tu bardzo dużo. Swoją drogą trasy narciarskie też wykorzystano w filmach Jacksona.

Wodospad Taranaki
Wodospad Taranaki

Ochrona przyrody

Władze Parku mają pewien dwugłos jeśli chodzi o „Władcę Pierścieni”. Dziś wykorzystują go w rozreklamowaniu tego miejsca, ale przy kręceniu wystąpiły pewne problemy. Omyłkowo filmowcy dostali zgodę na wprowadzenie tam sprzętu, który nie powinien wjechać do parku. Ostatecznie wyrządzili trochę szkód, które w 2005 naprawiła specjalna ekipa. Dyrekcja była zła na ekipę Jacksona, ale dziś umiejętnie czerpie z tego zysk.

Taranaki Falls
Taranaki Falls

Ten park zrobił na nas fenomenalne wrażenie. Bardzo żałujemy, że nie przeszliśmy całego Tongariro Alpine Crossing z powodu złych warunków pogodowych, ale i tak większość dnia spędziliśmy na nogach. Trochę marznąć, ale też podziwiając przepiękne widoki. W każdym razie jest bardzo konkretny powód, by tu jeszcze wrócić.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
PN Tongariro
Szlak filmowy
PN Tongariro
Share Button

Park Narodowy Fiordland (Obcy, Władca i inne)

Przepiękny i filmowy, Park Narodowy Fiordland (ang. Fiordland National Park) to największy z 14 parków narodowych Nowej Zelandii, zajmujący obszar 12 500 km2. Jego dominującym krajobrazem są oczywiście fiordy, ale jest tu też dużo lasów deszczowych. Co jeszcze ważniejsze, to miejsce wykorzystywane przez filmowców, acz najczęściej odgrywało rolę innych światów – jak Śródziemia, planet z „Obcego” czy fantastycznej krainy w „Willow”. Jest to przede wszystkim wspaniały, bardzo charakterystyczny krajobraz i tętniące życiem centrum turystyczne. Na ten park przeznaczyliśmy dwa dni, intensywne i ciekawe. Ale bez problemu można spędzić tu jeszcze więcej czasu.

Zatoka Milforda (Milford Sound)
Zatoka Milforda (Milford Sound)

Park Narodowy Fiordland

Pierwszy rezerwat utworzono tu w 1904 roku. Oczywiście nie zajmował on całego dzisiejszego terenu. W latach 60. poprzedniego stulecia chciano podnieść poziom jeziora Manapouri. Znajduje się tam elektrownia wodna, miano ją rozbudować. Ale zaprotestowała lokalna społeczność. To dzięki ich działaniom powstał w dużej mierze tak wielki park narodowy. Obecnie znajduje się na liście UNESCO, ale trzeba go szukać pod nazwą Te Wāhipounamu, co z języka Maorysów oznacza Zielony kamień. To zbiorcza nazwa czterech parków narodowych (dodatkowo Westland, Aoraki/Mt Cook i Mt Aspiring). Zostały one wpisane razem na listę w 1990, cztery lata wcześniej – w 1986 roku – Fiordland trafiło na listę samodzielnie.

Ostrygojady w zatoce Milforda
Ostrygojady w zatoce Milforda

Fiordy są krajobrazem charakterystycznym dla Norwegii, Szkocji, Grenlandii, Islandii, Patagonii, Półwyspu Labrador, Alaski i oczywiście Nowej Zelandii. To rodzaj mocno wydłużonych zatok o stromych brzegach, powstałych gdy morze zalało głębokie doliny i żleby, jakie pozostawił po sobie cofający się lodowiec. W języku angielskim (zwłaszcza stosowanym tym w Nowej Zelandii) jest kilka słów oznaczających zatokę, oczywiście każde jest specyficzne. Te tutaj nazywają się Sound (jak dźwięk). „Sound” jest określeniem na wlot morza/oceanu w głąb lądu, większy niż zatoka i szerszy niż fiord, więc polskie tłumaczenie „zatoka” nie jest do końca poprawna, bo to technicznie jest fiord powstały w okresie ostatniego zlodowacenia, w plejstocenie. W głęboki żleb powstały po cofającym się lodowcu wdarły się wody Morza Tasmana.

Lasy i wody w Soundach

Ponieważ wysokie brzegi porasta wiecznie zielony las, a okolica jest jednym z tych miejsc na Ziemi, gdzie najczęściej pada deszcz (tylko 1 na 3 dni są bezdeszczowe, to więcej niż w Londynie. Nam pogoda dopisała), to do zatoki trafia dużo słodkiej wody. Wobec tego woda w zatoce ma warstwy: powierzchniowa warstwa o głębokości do trzech metrów ma słodką wodę o mniejszej gęstości, poniżej jest warstwa pośrednia – lekko słona, gdzie ruch wody miesza słodką i słoną – oraz warstwę głębinową nieruchomą, gdzie zalega woda słona. Takie ukształtowanie warstw wód i stały dopływ bogatej w humus wody słodkiej ma oczywisty wpływ na występującą florę i faunę – nie całkiem słodkowodną i nie zupełnie słonolubną.

Zatoka Milforda
Zatoka Milforda

Fiordland jest duże, więc trzeba umieć wybrać, co chce się zobaczyć. My zdecydowaliśmy się na Doubtful Sound i Milford Sound. W obu przypadkach można wykupić wycieczki statkiem wycieczkowym, by przepłynąć całą zatokę i wypłynąć na chwilę na morze. Znów warto zadbać o to, by taką wycieczkę zarezerwować sobie wcześniej, nie na ostatnią chwilę. Myśmy wybrali rejs przez Doubtful Sound, głównie dlatego, że jest dłuższy.

Początek Milford Sound
Początek Milford Sound

Milford Sound

Sama Zatoka Milforda to zwieńczenie szlaku Milford Track. W tym miejscu nie ma wiele ciekawych szlaków do wędrowania, raczej sam widok na początek zatoki i charakterystyczny Mitre Peak (mierzy 1692 m n.p.m.). Poza łodzią można też oglądać to miejsce z helikoptera czy samolotu. Ale już widok na zatokę i możliwość przejścia się tam to spora atrakcja. To bardzo piękne miejsce.

Fiordland
Fiordland

Wspomniany Milford Track to kolejna, bardzo interesująca, ale też kosztowna i zajmująca dużo czasu wyprawa. Można się przejść wielkim szlakiem. To „tylko” 53,5 km. Niestety o ile samo szlajanie się po Fiordland jest darmowe, o tyle wszelakie atrakcje już nie. Wejście na szlak trzeba zamówić i opłacić. W dodatku trwa cztery dni. Po drodze są oczywiście hotele (wliczone w cenę). Kwota jest różna w zależności od pory roku, w sezonie wyższa. Warto pamiętać także o tym, że baza hotelowa jest ograniczona, w ten sposób limitowane są wejścia. Podobno jest to jeden z piękniejszych szlaków, niestety będąc pierwszy raz w Nowej Zelandii nie byliśmy w stanie zdecydować się na 4 dodatkowe dni w Fiordland. Szlak Milford jest nie tylko jedną z bardziej znanych atrakcji Nowej Zelandii, ale też ma już swoją całkiem długą historię. Dla turystów otworzono go w 1889 roku. Zaliczana jest do tak zwanych Wielkich tras (The Great Walks).

Łubiny kwitnące w Fiordland
Łubiny kwitnące w Fiordland

Doubtful Sound

Doubtful Sound to największy fiord Południowej Wyspy i licząc prawie 50 kilometrów długości, jest niemal dwukrotnie dłuższy od chętniej odwiedzanego Milford Sound. Mniejsza popularność wynika z trudniejszego dostępu: o ile do Milford można bez trudu samodzielnie (lub z wycieczką) dojechać samochodem, to do Doubtful można dostać się tylko statkiem i to z przesiadką. To wydłuża czas wyprawy i zwiększa cenę. Najpierw należy dojechać do Manapouri, gdzie znajduje się przystań. Pierwszy rejs odbywa się po Jeziorze Manapouri do wielkiej elektrowni wodnej. Tam przesiada się do autobusu, który jedzie po jedynej w Nowej Zelandii drodze niepołączonej z siecią dróg. Dopiero tak dojeżdża się na brzeg Doubtful i można przesiąść się na statek na właściwy rejs. W drodze powrotnej odbywa to się tak samo.

W drodze do Doubtful Sound (jezioro Manapouri)
W drodze do Doubtful Sound (jezioro Manapouri)

A skąd ta dość niemarketingowa nazwa: Doubtful Sound? Otóż, gdy w 1770 roku przepływał tędy James Cook na okręcie „HMS Endeavour” musiał podjąć decyzję – wpłynąć do zatoki czy nie? Miał co do tego wątpliwości i po dłuższym wahaniu zrezygnował z tego i popłynął dalej, a miejsce nazwał Doubtful Harbor. Ostatecznie nazwa Doubtful Sound przyjęła się dzięki wielorybnikom, którzy tutaj wpływali, choć technicznie (geologicznie) rzecz biorąc, to jest to fiord. Kilka nazw w obrębie Doubtful ma korzenie hiszpańskie dzięki naukowej ekspedycji, która dotarła tutaj w 1793 roku. Na podstawie Ngai Tahu Claims Settlement Act z 1998 roku, oficjalna nazwa to Doubtful Sound/Patea.

Manapouri
Manapouri

Pierwszy rejs jest stosunkowo krótki. Na pokładzie można poczęstować się wliczoną w cenę kawą lub herbatą, zaś ci, którzy opłacili wcześniej dostają także lunch. Patrząc na ceny i jak on wyglądał, to cieszymy się, że z niego zrezygnowaliśmy. Prawda jest taka, że nie dla jedzenia tam płynęliśmy. Przeprawa autobusowa między rejsami liczy około 20 kilometrów. Po drodze czekają nas krótkie przystanki, w tym jeden ze wspaniałym widokiem na Doubtful Sound. Góry też robią wrażenie i choć nie są tak strome jak przy Milford Sound, jest ich więcej. Wspominaliśmy też już o tym, że to deszczowe tereny. Charakterystyczne dla fiordlandzkich Soundów są chmury między górami.

Widok na Doubtful Sound
Widok na Doubtful Sound

Rejs między fiordami

Doubtful Sound, podobnie jak Zatoka Milforda, ma tę niezwykłą cechę, że woda dzieli się na warstwy: ciemną słodką wodę pochodzącą z opadów i rzek, warstwę pośrednią i stojącą, zimną wodę morską poniżej. Ponieważ wierzchnia warstwa, która jest głęboka na 2 do nawet 10-ciu metrów, pochłania znaczną część światła, gatunki znane z upodobań do przebywania na głębokości 30 – 40 metrów, tutaj znajdują się już 10 metrów poniżej lustra wody. Mowa tutaj na przykład o czarnym koralu.

Doubtful Sound
Doubtful Sound

Bardziej można powiedzieć widowiskowi przedstawiciele lokalnego życia to foki, a dokładnie kotiki nowozelandzkie. Nam udało się ich wypatrzyć sporo i to ze stosunkowo niewielkiej odległości. Żyją tutaj także pingwiny żółtookie – ponoć w wodzie jeden pływał, myśmy go niestety nie wypatrzyli. W wodach fiordu na stałe żyje populacja delfinów butlonosych, a zaglądają tutaj także wieloryby, jak choćby humbaki, kaszaloty i orki. Z ptaków zaobserwować można głuptaki i albatrosy. Niestety mieliśmy tylko szczęście do fok.

Kotik nowozelandzki
Kotik nowozelandzki

Kea i inne zwierzęta

W całym Fiordland zaś mieliśmy trochę więcej szczęścia do ptaków, przede wszystkim ostrygojadów i kormoranów, ale też jeszcze jednego bardzo interesującego zwierzęcia – papugi kea. Jest to bardzo ciekawy ptak, endemit Nowej Zelandii. Papuga wszystkożerna, której znaczącą część diety stanowi świeże mięso. Słowem – kea jest drapieżnikiem, jedynym wśród papug. Jako jedyna papuga zajmuje piętro alpejskie. Kiedy w latach 60 XIX pasterze zauważyli, że kee atakują owce i wydziobują im tłuszcz z grzbietów, zaczęły się polowania na te ptaki. Aż do roku 1970 rząd wypłacał nagrodę za każdy dziób ptaka zabitego w pobliżu gospodarstw. Szybko pogłowie papug spadło do drastycznie niskiego poziomu i od 1984 roku kea jest pod całkowitą ochroną. Kea to ptak piekielnie inteligentny i co za tym idzie – ciekawski. Chętnie zagląda do ludzkich siedzib, grzebie im w rzeczach i kradnie co ciekawsze rzeczy.

Dla turystów to oczywiście wielka atrakcja, ale trzeba pamiętać o zamknięciu drzwi i okien w samochodzie i nie pozostawianiu plecaków czy innych rzeczy. W kilku miejscach w Fiordland widzieliśmy znaki, by nie karmić tych papug. Raz: to park narodowy, dwa: może to być niebezpieczne, a trzy: powinny sobie same szukać pożywienia. W każdym razie keę widzieliśmy w punktach postojowych przy drodze. Jedna wzbudzała duże zainteresowanie turystów, drugą trzeba było wypatrzeć. Poza keą występują tu także papugi kakapo, no i ptaki takahe, ich niestety nie wypatrzyliśmy.

Kotik nowozelandzki (Park Narodowy Fiordland)
Kotik nowozelandzki (Park Narodowy Fiordland)

Uciążliwe owady

Pomijając keę, która może trochę nabroić swoim dziobem, największym zagrożeniem w parku dla ludzi są meszki (sandflies). Te gryzą, dlatego zarówno wędrując jak i płynąć warto mieć coś do odstraszania owadów. Według maoryskiej legendy, bogowie stworzyli je tylko dlatego, by ludzie nie uznali Fiordland za raj na Ziemi i chcieli stąd odejść.

Chmury - typowy widok w Doubtful Sound
Chmury – typowy widok w Doubtful Sound

W tych punktach, które położone są nad wodą, np. nad rzeką, można się natknąć za zestaw do czyszczenia alg brunatnych. Tablice informują, że jest to obcy, inwazyjny gatunek i należy oczyścić buty, ubrania, sprzęt, koła samochodu (jeśli miał styczność z wodą), etc. w celu zapobiegania przenoszeniu alg między zbiornikami wodnymi.

Doubtful Sound
Doubtful Sound

Te Anau

Nocowaliśmy w miejscowości Te Anau, położonej w środku Fiordland. Niezależnie czy wybieramy się do Milford Sound czy Doubtful i tak trzeba przez nią przejechać. Zresztą to dość duża baza turystyczna, skąd można wyruszyć na zorganizowane wycieczki. Miejscowość położona nad jeziorem Te Anau, największym na południowej wyspie i drugim co do wielkości (po Taupo) w całej Nowej Zelandii. Samo miasteczko ogólnie mówiąc przeciętne. Rzeźba ptaka takahe przypomina, że Fiordland jest głównym siedliskiem tego uznanego za wymarły w 1900 roku gatunku. Prawie 50 lat później zaobserwowano nieliczne osobniki, szacowano liczebność takahe na ok. 300 sztuk. Do lat 80. XX populacja drastycznie spadła, więc podjęto starania o odtworzenie gatunku. W październiku 2017 roku naliczono 347 osobników i ta liczba sukcesywnie wzrasta. Nam udało się zaobserwować w różnych miejscach modrzyka, który do takahe jest bardzo podobny, ale takahe jest krępym ptakiem o krótkich grubych nogach.

Doubtful Sound
Doubtful Sound

W Te Anau mając już trochę czasu, skorzystaliśmy z jeszcze jednej atrakcji, których jest sporo w Nowej Zelandii. Jet-boat, czyli jazda motorówką po jeziorze. Nie jest to zabawa pouczająca, czy pozwalająca odkrywać i obserwować tutejsze widoki. Kończy się to na drifttingu na jeziorze (lub kręceniu bączków), podbijaniu się na falach. Tak na zasadzie czystej rozrywki. Kiwi twierdzą, że tego typu motorówki to ich własny pomysł, a co za tym idzie to bardzo lokalna atrakcja. Nie wnikaliśmy, ale faktycznie zabawa przednia. Wszelkie atrakcje można zamówić w Te Anau, albo poszukać wcześniej w sieci (jest kilka firm, które organizują rejsy). W sezonie, jak się ma ograniczoną liczbę dni w Fiordland, warto zarezerwować sobie rejs wcześniej.

Doubtful Sound
Doubtful Sound

Okolice Te Anau i filmy

Jadąc między Milford Sound a Te Anau, czy jeszcze bardziej na południe Doubltful Sound, mamy po drodze wiele miejsc z krótkimi trasami spacerowymi. Często wśród drzew, czasem przy jakiś wodospadach czy innych widokach. Kwitnący łubin w wielu odcieniach fioletu i błękitu to częsty widok w Nowej Zelandii. Pachnie obłędnie. Oczywiście w odpowiedniej porze roku. Jedno z takich ciekawszych miejsc, w sam raz by zatrzymać się na chwilę, to Mirror Lake. Przy pomyślnej, bezwietrznej pogodzie, w wodzie widać doskonałe odbicie otaczających gór. Myśmy nie widzieli, bo lustro wody było nieco pomarszczone. W każdym razie znajduje się tu ciekawa tabliczka z nazwą tego miejsca.

Doubtful Sound
Doubtful Sound

Fiordland znalazł się na naszym szlaku filmowym nie bez przyczyny. W zatoce Milforda kręcono choćby sceny do „Willow” Rona Howarda. Niewiele, ale jednak, więcej kręcono w Tongariro. Tu także powstawał „Obcy: Przymierze” Ridleya Scotta. Kręcono tu ujęcia planety, na której przebywał David. Zdjęcia trwały od 4 kwietnia 2016 do 19 lipca tegoż roku.

Kea zaczepiająca turystów
Kea zaczepiająca turystów

W grudniu 1996 roku Steven Spielberg kręcił tu przez pięć dni „Zaginiony Świat: Park Jurajski”. Dokładniej powstała tu scena otwierająca film, zdjęcia z wody. Zamiast kostarykańskiej wyspy pokazywane jest wybrzeże Nowej Zelandii.

Leśna ścieżka oznaczona przez fanów Władcy Pierścieni
Leśna ścieżka oznaczona przez fanów Władcy Pierścieni

Filmowa Anduina

Jednak najlepiej pamięta się tu oczywiście o „Władcy Pierścieni”. Mimo że w sumie spędzono tu mniej dni, niż w przypadku „Obcego”, to jednak ekipa Petera Jacksona na trwałe zmieniła Fiordland. Wzrosła przede wszystkim jego rozpoznawalność. Między Doubtful Sound a Te Anau nad rzeką Waiau, konkretnie nad odcinkiem, który łączy Jezioro Manapouri i Jezioro Te Anau znajduje się kilka lokacji filmowych. Tutaj nagrywano ujęcia rzeki Anduiny w kilku różnych, oddalonych od siebie o kilkaset metrów miejscach.

Anduina
Anduina

Nie są oficjalnie oznaczone, o utrzymanie i oznakowanie leśnych ścieżek dba lokalny fandom. Tutejsi fani wnieśli petycję do lokalnego rządu o nazwanie tego odcinka rzeki Anduin Reach. Ich prośba została odrzucona w 2009 roku, uargumentowano to tym, że nie ma żadnych historycznych przesłanek, by ta część rzeki miała jakąś specjalną nazwę.

Anduina
Anduina

Choć tę batalię przegrali, to w myśl churchilowskiego „Nigdy się nie poddamy”, fani filmów Jacksona po pierwsze oznaczyli te miejsca na mapach Google’a nadając im bardziej tolkienowskie nazwy. Po drugie oznaczyli szlaki. Można wejść do lasu i dojść do Anduiny. Parking przed wejściem jest dość umowny, ale jest. Później mamy informację, że nie jest to oficjalny szlak i nikt nie ponosi odpowiedzialności. Dalej droga przez las. W oznaczenia trzeba się wpatrywać, wytrawne oko raczej nie zbłądzi. Za to już sama wędrówka między drzewami jest fascynująca, bo dzika. Ścieżki nie są wyrównane, trzeba się przedzierać czasem między paprociami albo zwalonymi konarami. Takiej Nowej Zelandii to niestety najczęściej nam brakowało.

Anduina
Anduina

W okolic Fiordland, już niekoniecznie w rezerwacie, kręcono także kilka innych ujęć do „Władcy”, w tym choćby Martwe Bagna, a także las Fangorn.

Pola i bagna wykorzystywane przez ekipę Petera Jacksona
Pola i bagna wykorzystywane przez ekipę Petera Jacksona

Transport

Po samym Fiordland między fragmentami rezerwatu najlepiej poruszać się samochodem, . Drogi są dobre, ale trzeba pamiętać o tym, iż bywają wahadłowe odcinki jednokierunkowe. W szczególności tunel prowadzący do zatoki Milforada, więc jeśli ktoś ma tam rejs o określonej godzinie, warto zarezerwować więcej czasu na dojazd.

Jezioro Te Anau
Jezioro Te Anau

Nawet bez filmów to miejsce jest wyjątkowe. Gdy się wypłynie z zatoki, to w prostej linii przez Morze Tasmana mamy „tylko” 1650 km do wybrzeża Australii (przylądek Howe). Zresztą Fiordland to bez wątpienia jedno z najładniejszych miejsc, które widzieliśmy w kraju kiwi. A konkurencja jest spora.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Te Anau
Te Anau
Szlak nowozelandzki
Park Narodowy Fiordland
Szlak filmowy
Park Narodowy Fiordland (Obcy, Władca)
Share Button

Florencja, gdzie Robert Langdon spotyka Hannibala Lectera

Florencja (wł. Firenze) to ukochane miasto Hannibala Lectera. Są tu wspaniałe muzea i zabytki, czyli sztuka wysoka w najlepszej formie. To też jeden z ważniejszych ośrodków włoskiego renesansu. Tu tworzyli między innymi Michał Anioł, Leonardo Da Vinci czy Dante Alighieri.

Widok na Florencję, wspominany przez Lectera (z Forte Di Belvedere)
Widok na Florencję, wspominany przez Lectera (z Forte Di Belvedere)

Florencja historycznie i filmowo

Pierwsze osadnictwo sięga jeszcze czasów Etrusków. Zburzone przez Rzymian, a następnie odbudowane na rozkaz Juliusza Cezara. Największy rozwój przypadł na okres renesansu. Obecnie jest to stolica Toskanii i ważne centrum turystyczne Italii.

Pałac Vecchio w tle (Florencja)
Pałac Vecchio w tle (Florencja)

Hannibal Lecter ukochał to miasto jeszcze na kartach powieści Thomasa Harrisa. Przeniesiono to do kina. W „Milczeniu owiec” (1991) Jonathana Demme, doktor Lecter wspomina tylko o miejscu, z którego jest doskonały widok na katedrę i panoramę miasta. Pokazuje też agentce Starling namalowany przez siebie obraz. Tę panoramę najlepiej  oglądać albo z fortu obronnego Forte di Belvedere, albo ogrodów Boboli (wpisanych na listę UNESCO). Ogrody te pojawiły się także w filmie „Inferno” (2016) Rona Howarda (na motywach powieści Dana Browna), ale do tego jeszcze wrócimy. Do fortu wstęp jest darmowy, ale trzeba pobrać bilet.

Kopie dzieł przed pałacem
Kopie dzieł przed pałacem

Lecter jako doktor Fell pracował początkowo w Pałacu Capponi, ale potem dostał posadę w Pałacu Vecchio (Palazzo Vecchio). To dawna siedziba rady miejskiej Florencji, obecnie jest tu muzeum. Zaś na zewnątrz na słynnym Piazza della Signoria wystawiono kilka dzieł sztuki, w tym kopię słynnego Dawida Michała Anioła. Oryginał stał tam przez 369 lat, obecnie znajduje się w muzeum przy Akademii Sztuk Pięknych (swoją drogą inna kopia jest wystawiona w Kopenhadze). Pałac, jak i plac jest bardzo dobrze widoczny w „Hannibalu” (2001) Ridleya Scotta, jak również we wspomnianym „Inferno”.

Nowsza sztuka
Nowsza sztuka

Słynny most Ponte Vecchio

Jednym ze zdecydowanie najbardziej charakterystycznych miejsc Florencji jest Ponte Vecchio, czyli słynny zabudowany most. Nie odgrywa on właściwie żadnej istotnej roli w „Hannibalu” czy „Inferno”, ale jednocześnie musi pojawić się na ekranie w tle, przynajmniej na jedno ujęcie, byśmy byli pewni, że filmowcy ukazują prawdziwe miasto. Most ten ma jeszcze jeden bardzo istotny wpływ na pop-kulturę. To zdecydowanie najbardziej znana na świecie, istniejąca konstrukcja tego typu. Właśnie ona najprawdopodobniej zainspirowała George’a R.R. Martina, gdy tworzył Volantis. Zaś jak wiemy, w „Grze o tron” Volantis zostało nakręcone w Kordobie.

Ponte Vecchio
Ponte Vecchio

Ponte Vecchio czyli dosłownie Stary Most lub most Złotników powstał w 1335-1345. Wcześniej istniały tu inne mosty. Pierwszy, jeszcze drewniany, pochodził z czasów rzymskich. Od XIII wieku na moście królują sklepy, początkowo z rybami i mięsem, potem rozgościli się tu garbarze, a następnie przejęli wszystko rzemieślnicy, jubilerzy i złotnicy. Dziś prócz biżuterii można też kupić tu rozmaite pamiątki. W 1565 wykonano nadbudowę, która łączyła pałac Vecchio i pałac Pittich korytarzem.

Ów korytarz w „Inferno” wykorzystuje Robert Langdon, ale jak to zwykle bywa z Brownem i jego adaptacjami, rzecz się rozchodzi o szczegóły. Korytarz został uszkodzony podczas II wojny światowej. Cofający się Niemcy zniszczyli wszystkie inne mosty we Florencji, Vecchio ocalało tylko dlatego, że nie zdążono zdetonować ładunków, jednak w tej zawierusze połączenie przestało istnieć. W teorii może i dałoby się odbudować przejście między pałacami Pittich i Vecchio, ale na razie nic takiego się nie stało. Jednak jakimś cudem Langdonowi udało się skorzystać ze zniszczonego korytarza, ot licentia poetica.

Przejście przez Ponte Vecchio
Przejście przez Ponte Vecchio

Galerie i muzea Florencji

Pałac Pittich (Palazzo Pitti) to obecnie największy kompleks muzealny we Florencji. Znajdują się tu zarówno dzieła sztuki współczesnej, jak i klasyków. Nam szczególnie do gustu przypadło malowanie ścian i sufitów udające rzeźbienia, wspaniale wykonane freski iluzjonistyczne, czyli tak zwane grisaille. Natomiast w pałacu Pittich pojawia się oczywiście Robert Langdon, wchodzi tu przez wspomniany ogród Boboli, a następnie przez most Vecchio przechodzi do pałacu.

Pałac Pittich
Pałac Pittich

Katedra

Kolejnym ważnym punktem na mapie Florencji jest katedra Matki Boskiej Kwietnej (Duomo Santa Maria del Fiore), ze swoją wspaniałą fasadą, wieżą i bardzo charakterystycznym sklepieniem, czasem nazywanym mianem kopuły, choć w sprawie tej definicji istnieją pewne wątpliwości w literaturze. W każdym razie od niej właściwie odmierza się początek renesansu w architekturze. To widok, który tak bardzo utkwił Hannibalowi w pamięci, że malował go będąc w więzieniu. Trzeba przyznać, że sama katedra robi bardzo duże wrażenie z zewnątrz, w środku natomiast pozostawia pewien niedosyt. Zarówno na wieżę, jak i kopułę można wejść. Obok znajduje się także muzeum, w którym znajdziemy wiele oryginalnych dzieł sztuki, obecnie zastąpionych kopiami.

Katedra
Katedra

Przy katedrze znajduje się też baptysterium. Jest ono imponujące nie tylko na zewnątrz, ale i w środku. Nic dziwnego, że to właśnie tu wszedł Langdon, a nie do samej katedry. Samą katedrę zaczęto budować jeszcze w 1294 roku. Ostatecznie ukończono ją po prawie 600 latach. Ostateczny projekt fasady zaakceptowano dopiero w 1871 roku.

Widok na kopułę katedry

Zwiedzając z Hannibalem Lecterem

Z kościołów odwiedzonych i studiowanych przez Lectera warto wymienić też bazylikę mniejszą Santa Croce. Pracę nad nią rozpoczęto jeszcze w 1294 roku, konsekracja nastąpiła w roku 1443. Na szczególną uwagę, nie tylko Hannibala, zasługują tu kaplice przylegające do naw. To właśnie tutaj także odbywa się koncert.

Wnętrze baptysterium
Wnętrze baptysterium

W filmowym „Hannibalu” bardzo charakterystyczna i łatwa do rozpoznania jest też fontanna Porcellino przedstawiająca dzika. Film niestety jej nie pomógł, choć rozsławił. Obecnie jest zawalona straganami i dość ciężko do niej dotrzeć.

Kopuła baptysterium
Kopuła baptysterium

Początkową scenę z „Inferno” na wieży nagrywano po części w Badia Fiorentina. Choć oczywiście jest to mocno wspomagane przez komputerowe efekty.

Bazylika mniejsza Santa Croce
Bazylika mniejsza Santa Croce

Warto też wspomnieć o serialu „Hannibal”. Tam także znalazło się kilka scen mających uwiarygodnić akcję we Florencji. Są tam zarówno wspomniane już miejsca, jak i kilka innych. Choćby plac Della Republica, galeria Uffizi, czy most Trójcy Świętej (Ponte Stanta Trinita), a także plac przed bazyliką Santa Maria Novella, znajduje się on blisko głównej stacji kolejowej. Tam też znajduje się apteka, z której z kolei skorzystał filmowy Lecter.

Porcellino
Porcellino

Mapka miasta jest rozdawana za darmo w punkcie informacyjnym naprzeciwko dworca. Trzeba wziąć numerek i poczekać w kolejce. Mapy te są reglamentowane i wydawane w ograniczonej ilości. Na samym mieście również znajdują się mapy i tablice informacyjne, jednak tam orientacja nie jest ustawiona wg linii północ-południe, co z jednej strony lepiej wskazuje kierunek, z drugiej niestety utrudnia orientację.

Bazylika Santa Maria Novella
Bazylika Santa Maria Novella

Trzeba pamiętać, że bogactwo Florencji przede wszystkim znajduje się w muzeach. To właśnie w nich można spędzić kilka dni, obcując z wielkimi twórcami włoskiego renesansu i nie tylko. A na zewnątrz największe tłumy są przy katedrze i moście, zasłużenie.

Okolice filmowego mieszkania Haniballa Lectera
Okolice filmowego mieszkania Haniballa Lectera

Jeśli wpis był pomocny lub ciekawy, polub nas na Facebooku.

Szlak włoski
Florencja
Szlak filmowy
Florencja, czyli Langdon spotyka Lectera
Share Button

Wenecja, czyli Indy spotyka Bonda i Langdona

„Ach Wenecja” (wł. Venezia), jak to powiedział Indiana Jones wychodząc z kanału. Działo się to dokładnie przed kościołem św. Barnaby, który w filmie „Indiana Jones i Ostatnia Krucjata” Stevena Spielberga pełnił rolę biblioteki. Faktycznie kościół ten nie pełni obecnie swej pierwotnej roli. Choć znajduje się tam muzeum z różnymi wystawami, a nie biblioteka, to wciąż jest to zdecydowanie najbardziej rozpoznawalny budynek z filmu o przygodach doktora Jonesa. Na placu przed kościołem dziś także są stoliki, przy których siedzą turyści, czyli prawie jak w filmie. Zaś idąc naprawdę niewiele dalej przechodzimy przez mostek na kanale, który także pojawił się w filmie. Tam przemierzali go Indy, Markus Brody i doktor Elsa Schneider.

Kościół św. Barnaby
Kościół św. Barnaby

Wenecja i Indiana Jones

Dalej jest już trudniej, nie tylko dlatego, że miasto się zmienia, ale także filmy o Jonesie nakładają się nam z innymi obrazami. Trudno się dziwić, Wenecja jest bardzo charakterystycznym miastem, które kochają zarówno turyści, jak i filmowcy.

Mostek z Indiany Jonesa
Mostek z Indiany Jonesa

Przystań, na której wysadzono Kazima jest bardzo dobrze widoczna z Mostu Akademickiego. To budynek Palazzo Barbaro, który znajduje się przy Wielkim Kanale (ang. Grand Canal). Idąc za Indym warto też udać się w kierunku bazyliki Santa Maria della Salute. Choć sama świątynia (bardzo ciekawa z zewnątrz) nie pojawia się w filmie, to nadbrzeża z obu stron zostały uwiecznione na taśmie. Przystań przy bazylice to miejsce, gdzie możemy zobaczyć Elsę Schneider. Stąd też jest dobre miejsce do oglądania wielkiego kanału.

Wielki Kanał z Ostatniej Krucjaty
Wielki Kanał z Ostatniej Krucjaty
Przystań przy której wysadzono Kazima
Przystań przy której wysadzono Kazima

Plac św. Marka, bazylika i pałac Dożów

Zdecydowanie najbardziej znany punkt w Wenecji to plac św. Marka, czasem suchy, wypełniony turystami i gołębiami (których oficjalnie nie wolno karmić, ale wiele osób i tak to robi). Czasem to miejsce jest częściowo zalane, co także tworzy unikalny klimat tegoż miasta. Wody nie ma tu najczęściej zbyt wiele, zaś do przejścia suchą nogą ustawione są odpowiednie palety pełniące rolę chodników. Przy placu znajduje się bazylika Św. Marka, jak również pałac Dożów. Te miejsce przyciągają naprawdę wielu turystów, najlepiej zwiedzać je z samego rana. Pałac jest otwarty od 9:00 rano w sezonie. Jeśli chcemy go zobaczyć, warto pojawić się nawet wcześniej. Bilet do pałacu uprawnia także do wejść do muzeum przy placu i bazyliki (jest oczywiście kilka opcji do wyboru).

Widok na plac św. Marka
Widok na plac św. Marka
Ujęcie z placu
Ujęcie z placu

Plac św. Marka pojawia się  parę razy w Bondzie. Po raz pierwszy w „Pozdrowieniach z Rosji” (1963). Są tam zarówno ujęcia Grand Canal, jak i znajdujący się z tyłu Most Westchnień– jeden z bardziej charakterystycznych punktów Wenecji. Sam plac św. Marka jest ukazany z wody. Jak większość starych Bondów, tak i ten ma tylko kilka ujęć na lokacji, by uwiarygodnić akcję.

Most Westchnień
Most Westchnień

James Bond w Wenecji

Inaczej sprawa się ma z „Moonrakerem” (1979). Tam plac św. Marka pojawia się w kilku ujęciach. Po pierwsze Bond przelatuje po nim swoją poduszkową gondolą. Po drugie jest tu zlokalizowana firma „Venini Glas”. Należy jej szukać za Bazyliką, dokładniej na Piazzetta dei Leoncini. Stoją tam lwy, więc dość łatwo to miejsce znaleźć. Zabudowania Venini Glas natomiast ciągną się aż do wieży zegarowej. Słynny zegar został uszkodzony przez Bonda, ale jak widać, udało się naprawić zniszczenia.

Zegar zniszczony przez Bonda
Zegar zniszczony przez Bonda
Tu gdzieś była Veni Glass
Tu gdzieś była Veni Glass

Plac jest także istotnym miejscem akcji „Casino Royale” (2006) z Danielem Craigiem. W tym wypadku Bond wygląda przez okno hotelowe i widzi plac z widokiem na bazylikę. Hotelu w tym miejscu nie udało nam się zlokalizować (zwłaszcza, że wnętrza kręcono w Pradze). Prawdopodobnie widok ten nagrano z okien muzeum archeologicznego lub Correr.

Plac św. Marka
Plac św. Marka

Robert Langdon i Wenecja

Sama bazylika św. Marka została pominięta zarówno przez Bonda jak i Jonesa, ale zainteresował się nią Robert Langdon w „Inferno” Rona Howarda (na podstawie powieści Dana Browna). Właśnie w tym miejscu dzieje się najbardziej istotna część akcji w Wenecji. Można też zobaczyć fragmenty krypt bazyliki. Budynek sakralny pierwotnie konsekrowano w 832 r., jednak na przestrzeni lat był wielokrotnie przebudowywany i odbudowywany (np. po pożarze). Sam kościół jest poniekąd podwójnie bizantyjski, po pożarze nową konstrukcję wzorowano na konstantynopolskim kościele św. Apostołów, później zaś podczas krucjat udało się złupić chrześcijańskie Bizancjum, co po części wzbogaciło tę świątynie.

Jeśli chodzi o kradzieże, to istotne też są relikwie św. Marka. Według legendy, gdy ewangelista przybył do Rzymu, zatrzymał się na lagunie, więc w 828 kupcy weneccy postanowili wykraść szczątki świętego z Aleksandrii, co zresztą się im udało. Zaś lew ze skrzydłami, symbolizujący ewangelistę, jest też godłem Wenecji. Bazylika słynie ze swoich mozaik, w pewien sposób wewnątrz przypomina trochę Hagię Sofię. Ta wenecka świątynia była też od połowy XVI wieku jednym z najważniejszych ośrodków muzycznych w Europie.

Plac św. Marka
Plac św. Marka

Mniej filmowe znane miejsca

Kontynuując „Moonrakera”. Jest tam jeszcze kilka dość ciekawych miejsc, które da się wychwycić. Przede wszystkim tył Teatro la Fenice. Tam mamy rozmowę M. z 007.

Tył teatru
Tył teatru

Inne bardzo intrygujące miejsce, to dok dla gondoli. Widzimy je w tle podczas pościgu kanałami. To Squero di San Trovaso. Nie przyciąga uwagi turystów, ale z pewnością jest to dość charakterystyczna lokalizacja.

Naprawianie gondoli
Naprawianie gondoli

W „Moonrakerze” jest też scena, w której w Wenecji Bond spotkał doktor Goodhead. Na ulicy Fondamenta Misericordia znajduje się budynek, który zdaniem Bonda pochodzi z XIV wieku, choć oczywiście jest późniejszy.

Kolejne ujęcie z Bonda
Kolejne ujęcie z Bonda

Wspominaliśmy o Canal Grande. To główna, wodna arteria Wenecji, chcąc nie chcąc musi pojawiać się w wielu filmach będąc kolejną, rozpoznawalną wizytówką miasta. Choćby w głośnej produkcji „Śmierć w Wenecji” Viscontiego (na podstawie noweli Tomasza Manna) dość ciekawie ukazuje to miejsce. Ujęcia znajdziemy we wszystkich wymienionych filmach, ale najlepiej chyba jest ukazany w „Casino Royale” (2006). Tam mamy wpływanie do kanału. Da się dostrzec  zarówno kościół San Giorgio Maggiore (a raczej jego wieże), jak i ryneczek handlowy.

Targowisko ukazane w „Casino Royale”
Targowisko ukazane w „Casino Royale”

Zwiedzanie

Na koniec trochę o samym zwiedzaniu Wenecji. To jest bez wątpienia jedno z tych miast, które  trzeba samemu zobaczyć i ocenić. Jedni je kochają, innym się nie podoba. Prawda jest taka, że w ciągu ostatnich dwudziestu lat (mniej więcej tyle minęło odkąd pierwszy raz przyjechaliśmy do tego miasta) wiele się zmieniło. Całe centrum jest zdecydowanie bardziej turystyczne, o czym zresztą nie raz słychać w mediach. Mieszkańcy wyprowadzają się, mając dość turystów, a ci przybywają tu licznie na parę godzin. Efekt jest taki, że kilka najbardziej obleganych punktów jest bardzo tłumnych.

To przede wszystkim okolice placu św. Marka i mostu Rialto. W obu przypadkach da się jeszcze spokojnie przejść wcześnie rano, a potem dopiero gdy tłumy „godzinowców” już opuszczą miasto. Jednak Wenecja jest dużo większa, choć może już nie tak rozpoznawalna, co sprawia, że jest to idealne miejsce spacerowe. Odchodząc dalej, często tłumów nie ma, a kanały, mosty i zabudowa są, może mniej ikoniczne, ale nadal bardzo nastrojowe.Tak można spędzić praktycznie cały dzień nie przedzierając się przez tłumy.

Most Rialto
Most Rialto

Wenecja jest dość drogim miastem, chyba jednym z najdroższych we Włoszech. Tę różnicę cenową naprawdę widać. Dla porównania, jeśli pizza margharita kosztuje w Neapolu w pizzerii około 3 EUR, w innych miastach Włoch 5-7 EUR, tu ceny najczęściej zaczynają się od 10 EUR. Nie ma tu także darmowych mapek. Na lotnisku można kupić ją za około trzy EUR. Wąskie uliczki, kanały i specyficzna zabudowa sprawia, że GPSy trochę się gubią, mapy faktycznie się przydają. Szczęśliwie część hoteli daje je jako gratisy. Oczywiście hotele warto rezerwować ze sporym wyprzedzeniem, bo potem rosną ceny ze względu na duże obłożenie. Zresztą z powodu ilości turystów miasto próbuje ograniczać dostęp do niego. Jednocześnie nie wszystkie działania podobają się UNESCO.  Organizacja grozi, że może wykreślić Wenecję z listy.

Gondola i kanały
Gondola i kanały

Gondole i tramwaje wodne

Na koniec jeszcze uwaga o tramwajach wodnych i gondolach. W tym pierwszym przypadku, jeśli się zdecydujemy, to chyba najlepiej przepłynąć sobie przez cały Grand Canal. Np. zacząć przy dworcu, a wysiąść przystanek lub dwa za placem św. Marka, lub na odwrót. Natomiast w przypadku gondoli, cena jest ustalona z góry. W czasie naszej wizyty, było to 80 Euro w dzień lub 100 wieczorem, od gondoli. Bez większych problemów da się znaleźć kilka innych osób, które przepłyną się z nami i podzielą koszty, gondolierzy na to nie narzekają. Gondola to bodaj ten najbardziej klasyczny i nastrojowy sposób zwiedzania tego miasta. Warto się zdecydować, w końcu w Wenecji nie bywa się zbyt często. Zaś jeśli ktoś chciałby lepiej przyjrzeć się weneckim lokacjom z samego Bonda, to polecamy blog Kulisy Bonda.

Zaś na sam koniec filmowo warto wspomnieć o międzynarodowym festiwalu filmowym. Odbywa się on tutaj od 1932, przez co uchodzi za najstarszą imprezę filmową.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Wenecja
Wenecja
Szlak włoski
Wenecja
Szlak filmowy
Wenecja, czyli Indy spotyka Bonda i Langdona
Share Button