Archiwa tagu: UNESCO

Kartagina, ślad jednak pozostał

Starożytnych miast, wokół których powstały nowe, istniejące do dziś ośrodki, odwiedziliśmy już wiele. Dobrze zachowanych, mniej. Jedne jak Akropol w Atenach są częścią miasta. Inne jak Volubilis znajdują się poza obrzeżami (w tym wypadku Maulaj Idris). Jeszcze inne stanowią ciekawą atrakcję znajdującą się w granicach metropolii. Tak było ze Splitem i Salone. Dokładnie tak samo jest z Kartaginą i Tunisem. Kartagina (łac. Karthago, Carthago, fen. Qrt-ḥdšt, arab.قرطاج czasem też Kartadż lub Kartago) jest znana nam z historii i fascynującej mitologii. I wbrew obiegowej opinii przetrwała do dziś, choć niekoniecznie tamta Kartagina.

Stanowisko archeologiczne
Stanowisko archeologiczne

Kartagina historycznie i legendarnie

Kartagina została założona przez Fenicjan z Tyru jako kolonia w Afryce w IX wieku przed naszą erą. Według jednej z legend założyła ją Dydona, zwana początkowo Elisszą lub Elissą, kapłanka bóstwa El. Po tym jak Pigmalion zabił jej męża, Acherbasa, uciekła wraz z bogatymi Fenicjanami z Tyru. Wpierw wylądowała na Cyprze, gdzie do jej grupy dołączyły młode dziewczyny, a następnie trafiła do Afryki. Tam spotkała Numidyjczyków, do których należała ta ziemia. Elissa zaczęła negocjacje. Uzgodniła, że dadzą jej tyle ziemi, ile obejmie skóra wołu. Wywołało to wśród tubylców rozbawienie, więc się zgodzili. Ona zaś pocięła skórę na bardzo wąskie kawałki (inne źródła sugerują, że na rzemienie) i w ten sposób mogła otoczyć dość spory obszar. To właśnie tam wzniesiono Byrsę, czyli akropol Kartaginy. Byrsa to po fenicku zamek, a po łacinie skóra. Dziś Byrsa to nie tylko nazwa dawnej cytadeli, ale również wzgórza.

Kartagina
Kartagina

Tubylcy nadali Elissie imię Dydona, co znaczy „wędrowniczka”. Była pierwszą królową Kartaginy, od 814 roku przed naszą erą. Jej legenda została uwieczniona choćby w „Eneidzie” Wergiliusza. W każdym razie nie jest to jedyna legenda o założeniu Kartaginy. Grecy twierdzą, że miasto to założyli Zorus i Karchedon. Zorus to Tyr po starogrecku, a Karchedon – Kartagina.

Widok na Kartaginę
Widok na Kartaginę

Kartagina, co znaczy tyle, co Nowe Miasto, początkowo była niezależnym państwem-miastem. Po czasu upadku Fenicji  jej znaczenie wzrosło, bo przejęła nadzór nad innymi koloniami fenickimi. W VII wieku przed naszą erą Kartagina stała się już imperium ścierającym się z Grekami, a potem Etruskami i Rzymem. Warto dodać, że Kartagina początkowo była monarchią, ale przerodziła się później w republikę, czyli podobnie jak początkowo Rzym.

Kartagina
Kartagina

Wojny punickie

Oczywiście my dziś najbardziej znamy historię Kartaginy z okresu wojen punickich. Mianem Punijczyków Rzymianie określali Fenicjan (Poeni). Zdecydowanie najbardziej znany epizod pochodzi z okresu II wojny punickiej, kiedy to Hannibal, dowódca wojsk kartagińskich, realnie zagroził Rzymowi. Uzbrojony między innymi w słonie bojowe rozpoczął marsz z Nowej Kartaginy (zbudowanej na terenie obecnej Hiszpanii) i zmierzał do Italii.

Ruiny Kartaginy
Ruiny Kartaginy

Jeśli chodzi o słonie, to w Kartaginie próbowano oswajać słonie afrykańskie. To dość trudna sztuka, ale czasem się udawała. Częściej korzystano albo ze słoni indyjskich, albo ze słoni leśnych (bliskich krewnych słoni afrykańskich). Słonie zginęły z powodu zimy, ale zagrożenie z jego strony było tak duże, że Rzymianie mieli nawet powiedzenie „Hannibal u bram” (Hannibal arte portas), oznaczające niebezpieczeństwo. III wojna punicka była inwazją Rzymian na Kartaginę. Miasto zdobyto, zniszczono, ziemię przeorano, a według legend wszystko posypano solą, by nic tu nie wyrosło. 90% mieszkańców wymordowano, resztę wzięto do niewoli.

Ślady bizantyjskie
Ślady bizantyjskie

Odrodzenie Kartaginy

Kartagina odrodziła się kilkadziesiąt lat później już jako kolonia rzymska. Początkowo pod nazwą Colonia Iunonia, ale Cezar przywrócił jej pierwotną nazwę. Miasto kwitło w prowincji Africa Proconsularis, jednocześnie konkurując z Utyką. Wraz z upadkiem Rzymu Kartagina została zajęta wpierw przez Wandali, później Bizancjum. Stała się ważnym ośrodkiem chrześcijańskim, aż do podboju w 697 przez Hasana Ibn Numana. W czasach arabskich miasto opustoszało i popadło w zapomnienie.

Kartagina
Kartagina

Od XIX wieku trwały tu pracę archeologiczne. Dziś Kartagina jest udostępniona do zwiedzania, choć wciąż znajduje się tu czynne stanowisko archeologiczne. Najstarsze znalezione fragmenty zabudowań pochodzą z VIII wieku przed naszą erą, ale większość zabytków pochodzi z czasów rzymskich i bizantyńskich. Resztki murów sugerują, że liczyły one 32 kilometry długości. Do zwiedzania jest Byrsa, resztka akropolu, łaźnie Antoniusza Piusa, pozostałości po teatrze rzymskim oraz muzeum. Obok znajduje się Katedra św. Ludwika, czyli tak zwane Acropolium, obecnie dekonsekrowana i pełniąca rolę muzeum.

Trochę dalej znajduje się jeszcze jedna interesująca pozostałość po Kartaginie fenickiej, stary port punicki. Niestety także z niego wiele nie zostało. Ostały się jeszcze pozostałości po dzielnicy portowej.

Dawny port fenicki
Dawny port fenicki

Tunis, okolice i Kartagina w filmie

Kartagina pojawia się także w kinie. W tutejszym amfiteatrze kręcono kilka ujęć do „Żywotu Briana” Monty Pythona. Stanowisko archeologiczne znajduje się na liście UNESCO od 1979 (wpisano ją razem z Al-Dżem i medyną Tunisu, były to pierwsze tunezyjskie wpisy na tej liście). Przed zwiedzaniem warto sprawdzić szczegóły na stronach: www.patrimoinedetunisie.com.tn lub www.acropoliumcarthage.com.

Sidi Bou Said
Sidi Bou Said

Będąc w Kartaginie warto jeszcze odwiedzić pobliską Sidi Bou Said. Błękitne miasto Tunezji, które trochę przypomina marokański Rabat. Sidi Bou Said to dziś miejsce z kawiarniami i drobnym, lokalnym przemysłem. Tu wytwarzane są klatki dla ptaków (klimat trochę jak w Safi). Kartagina to dziś przedmieścia stolicy Tunezji. W teorii powinno się to także ładnie połączyć z Tunisem. Jednak od stycznia 2011 i arabskiej wiosny, nie zawsze może być to możliwe. My trafiliśmy na bardziej gorący sezon, więc z samej stolicy dość szybko się wycofaliśmy.

Gorący okres w Tunisie
Gorący okres w Tunisie

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak tunezyjski
Kartagina ?
Share Button

Split, pałac Dioklecjana, twierdza Klis i Meereen

Split, czyli po włosku Spalato to drugie największe miasto Chorwacji, a także ważny ośrodek przemysłowy i komunikacyjny. Zaś dzięki „Grze o tron” istotny również z powodu turystyki filmowej. To właśnie tu kręcono Meereen, największe miasto Zatoki Niewolniczej (późniejsza Zatoka Smoków). Sam Split może też poszczycić się bardzo ciekawą historią i wspaniałymi zabytkami. Są tu ciekawe, historyczne miejsce, eleganckie deptaki czy intrygujące zaułki. Warto też wyjechać poza centrum i zwiedzić najbliższą okolicę.

Rzymski amfiteatr w Solin
Rzymski amfiteatr w Solin

Split w czasach antycznych

Historia Splitu sięga czasów greckich: II lub III wieku przed naszą erą. Początkowo była to osada o nazwie Aspalathos. Rzymianie zmienili jej nazwę na Spalatum, oznaczającą pałac, bowiem na przełomie III i IV wieku cesarz Dioklecjan zbudował tutaj swój pałac na wzór warownego rzymskiego obozu. Warto jednak pamiętać, że Spalatum właściwie było tylko i wyłącznie cesarską rezydencją, małą osadą poza właściwym miastem.

Solin
Solin

Najstarsza dziś część miasta znajduje się poza Splitem, a dokładniej na jego przedmieściach. To niewielkie miasteczko Solin (łac. Salona) liczące około 19 tysięcy mieszkańców. Tam znajduje się kilka bardzo interesujących ruin z czasów rzymskich. Największą i najważniejszym zabytkiem Soliny są ruiny amfiteatru. Kupa kamieni ułożonych w półkręgu i parę zachowanych łuków. Jeśli chodzi o to, co dziś przetrwało, to bardziej przypomina Aquincum w Budapeszcie czy Kartaginę, niż choćby Pompeje, czyli raczej niewielkie stanowisko archeologiczne. Według niektórych informacji zwiedzanie jest płatne, ale ciężko nam było znaleźć miejsce, gdzie kupuje się bilety. Za to bez problemu dało się podejść do rzymskich zabytków.

W czasach rzymskich Solin nosił nazwę Salonae, która pochodzi (podobnie jak i nazwa współczesna) od wydobywanej w tym regionie soli. W I wieku było to najludniejsze i najbogatsze miasto Dalmacji, miejsce urodzenia cesarza Dioklecjana (urodzony ok. 240 r.). Dioklecjan prawdopodobnie w latach 295-305 wybudował rezydencję na brzegu Adriatyku w osadzie Spalatum (dziś obecny właściwy Split), jakieś 8 kilometrów od miasta. Zamierzał spędzić w niej emeryturę. To właśnie dzisiejszy Pałac Dioklecjana, jedna z najlepiej zachowanych rzymskich budowli w Chorwacji.

Katedra w Pałacu Dioklecjana
Katedra w Pałacu Dioklecjana

Split słowiański

W 614 roku przyszła na Salonae katastrofa. Miasto zostało złupione i zniszczone przez najazdy plemion słowiańskich i awarskich. Ocalała ludność zbiegła do Spalatum i schroniła się w obrębie murów przepastnej rezydencji cesarza Dioklecjana, wówczas od kilku wieków opuszczonej. Zdobyte przez najeźdźców miasto Salonae stało się ważnym ośrodkiem w średniowiecznej Chorwacji. Dzisiejszy Split stworzyli uchodźcy z pobliskiej Salony. Uciekinierzy znaleźli schronienie w murach porzuconego już wówczas pałacu Dioklecjana,  którego nie potrafili zdobyć najeźdźcy. Uchodźcy na osiedlenie tutaj musieli dostać specjalne pozwolenie od cesarza bizantyńskiego Konstantyna II.

Mury pałacu Dioklecjana
Mury pałacu Dioklecjana

Pałac był duży, zajmował prostokątny obszar o wymiarach 214×175 metrów. Zbudowano go z białego kamienia z Trogiru i wyspy Brač. Solidne mury zewnętrzne, wytyczone ulice i liczne zabudowania o różnej funkcji były nie tylko znakomitym tymczasowym schronieniem, ale i świetnym zalążkiem nowego miasta. Będący pod wpływami bizantyńskimi rzymscy chrześcijanie przemianowali świątynię Jowisza na kościół Maryi Dziewicy, sprowadzili szczątki biskupa z Salony, a jakiś czas później ustanowili katedrę św. Dominika jako nową siedzibę biskupa Salony. W tych warunkach wyewoluował z łaciny język dalmatyński, zwłaszcza, że dawna ludność rzymska mieszała się ze słowiańską.

Pałac Dioklecjana
Pałac Dioklecjana

Pałac Dioklecjana dziś

Pałac był właściwe małym, samowystarczalnym miastem. Oprócz rezydencji Dioklecjana znajdowały się tu magazyny, mury i wiele innych zabudowań, a w środku przecinały się dwie arterie. Warto pamiętać, że brama południowa (zwana też Brązową) wychodziła wprost do morza. Dziś linia brzegowa się cofnęła (podobne zjawisko miało miejsce w Efezie czy w Baku, acz z różnych przyczyn). Dziś jest to miejsce piękne, historyczne, ale miejscami zaniedbane i zniszczone przez mieszkańców (czy to jakimiś plastikowymi oknami, czy innymi niepasującymi elementami). W każdym razie trwają prace, by przywrócić pałacowi w miarę możliwości dawny wygląd. W roku 1979 Pałac Dioklecjana, rozumiany jako zabytek rzymski i stare miasto narosłe w obrębie murów pałacu zostało wpisane na listę UNESCO.

Perystyl
Perystyl

Trzeba też pamiętać, że pałac zmieniał się w czasie. Oryginalną Srebrną Bramę zamurowano w VI wieku, obecna pochodzi z lat 50. XX wieku i jest częścią odbudowy miasta w wyniku zniszczeń z czasów II wojny światowej. Podobne zmiany dotknęły Perystyl, kiedyś centralną część pałacu, w której cesarz przyjmował poddanych. Dziś pełni ona rolę kulturalnego centrum Splitu. Teren pałacu to dziś ponad 200 różnych budynków.

Podziemia Pałacu Dioklecjana
Podziemia Pałacu Dioklecjana

„Gra o tron” i Split

Warto wybrać się na zwiedzanie podziemi Pałacu Dioklecjana. Zawitała tutaj ekipa „Gry o tron”. To właśnie tutaj królowa Daenerys Targaryen zamknęła dwa swoje smoki, by nie wyrządzały szkód. Zresztą podziemia są wykorzystywane  kilkukrotnie w serialu jako lochy Meereen. Fragment podziemi Pałacu Dioklecjana w Splicie możemy zobaczyć bez płacenia za bilet wstępu. Można za to wydać pieniądze na pamiątki, bo to jeden wielki stragan. Cześć w której kręcono zdjęcia znajduje się w strefie muzealnej, wejście wymaga zakupu biletu. Plus jest jednak taki, że dzięki temu da się ominąć tłumy. Wycieczki przejdą i będzie spokojnie. W tej darmowej części takiego komfortu nie ma.

Podziemia Pałacu Dioklecjana
Podziemia Pałacu Dioklecjana

Dawny obszar pałacu to dziś przede wszystkim całe stare miasto. Szukając śladów „Gry o tron” warto też się przejść ulicą Papalićeva. Tu także kręcono kilka scen wewnątrz murów Meereen, choćby te z napisami na murach (grafitti) przeciw panom. Tu też warto dodać, że Split nie wykorzystuje swojej filmowej historii turystycznie. Owszem, znajdziemy sklep z pamiątkami z „Gry o tron” i innymi gadżetami filmowymi, ale raczej zwiedza się to na własną rękę. Nie ma lokalnych przewodników wskazujących, gdzie kręcono serial. Czasem tylko pojawiają się niewielkie grupy, które zakupiły wycieczkę objazdową po różnych lokacjach z serialu HBO. Dla nich Split jest tylko jednym z przystanków.

Wąskie uliczki Splitu (i Meereen)
Wąskie uliczki Splitu (i Meereen)

Stare miasto Splitu

Bardzo istotnym elementem dzisiejszego pałacu, choć już nie filmowym, jest katedra św. Dajuma. Wzniesiono ją w miejscu dawnego mauzoleum Dioklecjana. Jest to o tyle ciekawe, że cesarz ten słynął z prześladowania chrześcijan. Św. Dajuma, czyli biskup Salony był jedną z ofiar Dioklecjana. Do dziś raz w roku, 7 maja, jego szczątki są niesione w procesji po mieście. Sama katedra z powodu licznych przebudów jest dziś wypadkową różnych styli z dominacją stylu romańskiego, gotyckiego i neoromańskiego. Zaś zdobią tę katolicką świątynię medaliony pochodzą z okresu Dioklecjana . Katedrę można zwiedzać na bilecie łączonym z wejściem na wieżę i kryptami.

Stare Miasto w Splicie
Stare Miasto w Splicie

Pozostała historia Spalatum-Splitu była podobna do reszty Dalmacji: w X wieku miasto włączono w obręb Chorwacji, potem zostało podbite przez Węgrów. Jeszcze w średniowieczu w Splicie obowiązywało prawo przypominające rzymskie, a cudzoziemcy nie mogli osiedlać się w obrębie murów miejskich bez zgody większości obywateli. Następnym władcą Dalmacji i Splitu była Wenecja. W późnym średniowieczu większość obywateli miasta była już Chorwatami, a do używanych języków należał włoski. Split był ważnym miastem portowym w Dalmacji, rozwijającym się już poza obrębem murów pałacu Dioklecjana. Dalsza historia to Cesarstwo Austro-Węgier, wojny napoleońskie, Królestwo SHS (Serbów, Chorwatów i Słoweńców), Jugosławia i wreszcie od 1991 roku – wolnej Chorwacji. Rozpad Jugosławii wiąże się z pewnymi ofiarami i zniszczeniami, ale miasto nie ucierpiało znacznie w sposób bezpośredni.

Plac narodowy w Splicie
Plac narodowy w Splicie

Poza murami pałacu

Choć główne centrum zabytkowe Splitu to pałac Dioklecjana, to życie toczy się także za pałacem. Dość blisko znajduje się plac narodowy (Narodni trg) zwany także Pjacą. Pjaca to nic innego jak rynek, główny plac miejski, od początku istnienia pełnił rolę przestrzeni publicznej. Tu też znajduje się późnogotycki ratusz.

Pomnik biskupa Grzegorza z Ninu (Split)
Pomnik biskupa Grzegorza z Ninu (Split)

Tu także rozwijał się dawny Split, oczywiście ten poza murami pałacu. Dziś warto zwrócić uwagę przede wszystkim na targ rybny (w godzinach porannych), czy bardzo charakterystyczny budynek prokuratury na Placu Republikańskim. Życie turystyczne i nie tylko koncentruje się blisko promenady Riva. Tam jest wiele knajp, tereny spacerowe, no a wieczorami różne imprezy. Promenada to także dobre miejsce, by podziwiać porty i mariny z mnóstwem jachtów. Trochę dalej od centrum znajduje się plaża miejska – Bačvice.

Widok ze wzgórza Marjan
Widok ze wzgórza Marjan

Mając trochę czasu warto też wspiąć się na wzgórze Marjan. Nawet tylko kawałek. To dobry punkt widokowy, z którego można podziwiać Split. Inne charakterystyczne miejsca to choćby pomnik biskupa Grzegorza z Ninu, który w X wieku bronił języka starosłowiańskiego w liturgii. Ciekawe mogą być też muzea – w tym morskie i archeologiczne, o ile oczywiście ma się odpowiedni zapas czasu.

Widok na twierdzę Klis
Widok na twierdzę Klis

Twierdza Klis

Z „Grą o tron” wiąże się jeszcze jedno miejsce, które nie znajduje się w samym Splicie, ale tuż pod nim. To twierdza Klis, która także gra Meereen, czyli największe miasto Zatoki Niewolniczej Essos. To tu nagrywano przede wszystkim ujęcia ukazujące ogrom miasta, jego zdobycie, przemowy Daenerys, czy scenę, gdy khaleesi skazuje na śmierć jednego z mieszkańców miasta (byłych niewolników), oskarżonego o popełnienie morderstwa. W sumie do tej części zamku filmowcy wracali wielokrotnie. Pełni ona rolę zarówno „rynku” Meereen jak i miejsca na piramidzie, skąd obserwuje się miasto i ocean. Piramida, jak i cała okolica, oczywiście zostały wygenerowane komputerowo. Od szóstego sezonu Meereen nagrywano w Hiszpanii.

Twierdza Klis
Twierdza Klis

Wizyta Matki Smoków to w historii twierdzy Klis zaledwie epizod o niewielkim znaczeniu. Historia tej fortecy sięga czasów rzymskich, gdy nosiła ona nazwę Kleisa – „klucz”. Dziś również określa się ją mianem „kluczem Dalmacji”, podkreślając jej znaczenie militarne i historyczne. Przechodziła ona kolejno w ręce potęg władających tą krainą: Chorwatów, Węgrów, Wenecjan, Turków, Francuzów i Austriaków. Obecnie twierdza znów jest chorwacka.

Twierdza Klis
Twierdza Klis

Historia twierdzy Klis

Najważniejsze walki o twierdzę toczyły się w XVI wieku, podczas walk Turków osmańskich z Węgrami o panowanie na tym obszarze Adriatyku. Twierdza Klis była granicznym posterunkiem między należącą do Wenecji Dalmacji z miastem Split (odkupione od Węgrów) a tureckim miastem Klis. W 1648 roku wojska weneckie odbiły twierdzę z rąk tureckich. Budowla przeszła wówczas gruntowną renowację, przebudowę (dawny meczet zastąpiono kościołem św. Wita) i umocnienie. Twierdza, którą dziś możemy swobodnie zwiedzać, pochodzi głównie z tych weneckich i późniejszych austriackich przebudów. Ostatni raz militarnie twierdza Klis była wykorzystana podczas II wojny światowej, gdy stacjonowały tutaj włoskie i niemieckie oddziały wojskowe.

Twierdza Klis - Meereen
Twierdza Klis – Meereen

Twierdza należy do najważniejszych zabytków Chorwacji, choć może tego nie widać: nie ma wielkiego muzeum, rozbudowanej informacji turystycznej i tym podobnych udogodnień, jak zresztą w wielu chorwackich zabytkach. Jest tu za to salka poświęcona udziałowi twierdzy w serialu „Gra o tron”. Nieopodal znajdziemy płatny parking, a ciut dalej nieliczne miejsca, gdzie da się zatrzymać za darmo.

Twierdza Klis - miejsce z którego przemawiała Daenerys
Twierdza Klis – miejsce z którego przemawiała Daenerys

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak chorwacki
Split Trogir
Szlak filmowy
Split
Skellig Michael
Share Button

Hajfa, bahaizm i Góra Karmel

Hajfa (hebr. חֵיפָה) a w szczególności, znajdująca się tuż przy tym mieście góra Karmel (hebr. הַר הַכַּרְמֶל) jest dość szczególnym miejscem w Izraelu, zwłaszcza wśród pątników. Tu krzyżują się drogi wyznawców judaizmu, katolicyzmu oraz bahaizmu (choć ten ostatni to już zdecydowanie bardziej Hajfa). Tereny te kiedyś zaś słynęły z wyznawców Baala.

Wejście do kościoła Stella Maris na górze Karmel
Wejście do kościoła Stella Maris na górze Karmel

Góra Karmel

Karmel po hebrajsku znaczy tyle co Boży Ogród, przynajmniej tak się powszechnie uważa. Tłumaczenie to rozpowszechnili także Karmelitanie. Inne źródła upatrują znaczenia nazwy w starohebrajskim określeniu roślinności porastającej tę okolicę, która oddziela morze od stepu, czy dalej pustyni. To właśnie to położenie i las stały się symbolem życia i płodności, a góra  uchodziła za świętą na długo przed Eliaszem, także wśród wyznawców innych religii (głównie wyznawców Baala).

Widok na Hajfę z góry Karmel
Widok na Hajfę z góry Karmel

Miejsce to uchodzi za jedno z najpiękniejszych w Ziemi Świętej, zwłaszcza gdy mówi się o lokacjach biblijnych. Masyw wznosi się na 546 metrów, znajduje się nad Morzem Śródziemnym, stąd jest przepiękny widok tak na wybrzeże jak i Hajfę. Niedaleko klasztoru znajduje się dobry punkt widokowy na miasto i Morze Śródziemne. Dziś Hajfa to największy port w Izraelu, miasto przemysłowe, ale z góry wygląda bardzo malowniczo.

Hajfa
Hajfa

Wyznawcy Baala i Eliasz

W Piśmie Świętym góra Karmel pojawia się parę razy (zwłaszcza jako wspomnienie),  ogromną rolę odgrywa w historii Eliasza. W Pierwszej Księdze Królewskiej mamy opis jak Eliasz zwalczał kult Baala, wprowadzony przez króla Achaba, za namową jego żony Jezabel. Eliasz zorganizował próbę bóstw. Na górze Karmel złożył ofiarę całopalną Jahwe, zaś kapłani Baala swojemu bogu. Zgromadzeni Izraelici obserwowali te zmagania, które miały doprowadzić do poznania prawdziwego Boga. Ponieważ to Jahwe dokonał cudu, kapłanów Baala stracono. Wtedy też skończył się głód i susza w Izraelu. Warto zauważyć, że zupełnie jest pominięta w Ewangeliach, brakuje tam nawet nawiązań do tej góry.

Ogrody przy świątyniach Bahá’i
Ogrody przy świątyniach Bahá’i

Tu też, według katolickiej interpretacji, prorok Eliasz zapowiedział Maryję, która wyda na świat Zbawiciela. Odwoływał się przy tym do suszy. Efektem tego był silny kult maryjny w tym miejscu jeszcze w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. I jak przed chrześcijaństwem miejsce to uchodziło za święte i osadnictwa prawie nie było, tak później zaczęło tu mieszkać wielu pustelników.

Hajfa
Hajfa

Klasztor Stella Maris

W XIII wieku założony został Zakon Matki Bożej z Góry Karmel, czyli Karmelitanów. Dziś znajduje się tu klasztor Karmelitanów bosych Stella Maris (czyli Gwieździe Morza). To właśnie tu przybywają pielgrzymki katolickie. Obecny klasztor pochodzi z XIX wieku, kościół zaś wzniesiono w latach 20. XX wieku.

Kościół Stella Maris na górze Karmel
Kościół Stella Maris na górze Karmel

W kościele Stella Maris znajduje się jeszcze jeden bardzo istotny punkt dla pielgrzymów, mianowicie tak zwana grota Eliasza. Ulokowana jest ona pod właściwym ołtarzem kościoła. Wewnątrz jest kolejny ołtarz oraz figura proroka Eliasza. Grota ta, podobnie jak inne w okolicy, były używane przez pustelników.

Grota Eliasza
Grota Eliasza

Z Hajfy do Stella Maris najłatwiej (nie licząc oczywiście samochodu) dotrzeć wykorzystując kolejkę liniową, którą można wjechać praktycznie na samą górę. Okolice góry Karmel są dziś rezerwatem biosfery, a obecnie także jest to Park Narodowy. Dodatkowo jest to obiekt z listy UNESCO, nie tylko z powodu walorów przyrodniczych, ale też śladów wczesnego osadnictwa.

Mauzoleum Baba
Mauzoleum Baba

Hajfa i bahaizm

Tereny te są bardzo ważne dla jeszcze jednej religii, bahaizmu. Założone w XIX wieku wyznanie czerpie z innych monoteistycznych religii, traktując zarówno Jezusa Chrystusa jak i Mohameta, a także Krisznę czy Abrahama jako swoich proroków. Ostatnim jest Bahá’u’lláh, założyciel tej religii. To on wskazał miejsce na zboczach góry Karmel, gdzie wybudowano mauzoleum Baba. Budowla (której niestety niewierni nie mogą zobaczyć w środku), jak i ogrody robią fenomenalne wrażenie. Warto jednak zatrzymać się w pobliżu, by choć na nią spojrzeć, oraz zobaczyć przepiękne ogrody.

Mauzoleum Baba w Hajfie
Mauzoleum Baba w Hajfie

Swoją drogą także w tym miejscu, w latach 30. XX wieku odkryto ślady kultury natufijskiej, która rozwijała się gdzieś między XV a IX tysiącleciem przed naszą erą i wynalazła między innymi rolnictwo. Wykopaliska prowadziła Dorothy Garrod, później ślady Natufijczyków znaleziono także w innych miejscach bliskiego wschodu.

Hajfa
Hajfa

Jeśli podobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlaku religijny
Góra Karmel i Hajfa
?
Szlak izraelski
Góra Karmel i Hajfa
?
Share Button

Himeji, zamek z Bonda i Kurosawy

Filmowa Japonia kojarzy się przede wszystkim z trzema nurtami. Pierwszy to oczywiście anime (i hentai). Podróżniczo raczej manga/anime i pochodne nie są zbyt inspirujące. Drugi nurt to filmy Kaiju sygnowane przede wszystkim przez wytwórnię TOHO, czyli Godzilla i przyjaciele (więcej będzie przy okazji opisu Tokio). Trzeci to Akiro Kurosawa. Jedną z lokacji do jego dwóch filmów jest zamek w Himeji (jap. 姫路市), ale to miasto odegrało także istotną rolę w kinie amerykańskim, choćby w Bondzie. (Choć warto przypomnieć, że Bond to oczywiście brytyjska produkcja).

Zamek Himeji (Himeji-jō)
Zamek Himeji (Himeji-jō)

Himeji – Zamek Białej Czapli

Himeji znajduje się 50 kilometrów od Kobe (tego od słynnej wołowiny), trochę dalej od Kioto czy Osaki. Przejeżdża tędy linia shinkansenów, więc jest to bardzo dobry i popularny przystanek na trasie Kioto – Hiroszima. Zwiedzenie głównej atrakcji nie zajmuje dużo czasu, w sam raz by wyjść i rozprostować nogi.

Zamek Białej Czapli
Zamek Białej Czapli

Tą atrakcją jest zamek Himeji-jo (jap. 姫路城) jest znany również jako Shirasagi-jō, czyli Zamek Białej Czapli, a to przez dumne, wyniosłe mury o barwie czystej bieli. Pierwszą twierdzę na dwóch wzgórzach nad Himeji wybudowano w 1333 roku. Dekadę później fort rozbudowano, a dwa wieku później stał się już sporym zamkiem. Następna znacząca rozbudowa miała miejsce w 1581 roku za rządów drugiego zjednoczyciela państwa, Toyotomity Hideyoshiego. To on wybudował trzykondygnacyjną główną warownię, która została podwyższona o trzy kolejne piętra przez daimyō (pana feudalnego) Ikeda Teramusa w pierwszej dekadzie XVII wieku. Dostał on zamek Himeji od szoguna Tokugawy Ieyasu za zasługi wojenne, po czym ochoczo zabrał się do rozbudowy siedziby. Ostatnia rozbudowa miała miejsce w drugiej dekadzie XVII wieku z inicjatywy kolejnego pana na zamku, Hondy Tadamasa.

Ogrody i przejścia zamkowe
Ogrody i przejścia zamkowe

Ostatni taki zamek w Japonii

Zamek Himeji w takiej formie, w jakiej go obecnie podziwiamy, jest liczącym 400 lat kompleksem. Jest to jeden z dwunastu zachowanych oryginalnych zamków w Japonii. Ominęły go pożary, trzęsienia ziemi, wojny (nigdy nie musiał się bronić). Nawet uniknął pożogi II wojny światowej, choć miasto Himeji zostało doszczętnie zbombardowane i strawione przez ogień, zamek się ostał nienaruszony. Co więcej, amerykański samolot zrzucił bombę na dziedziniec zamku, ale jakimś cudem nie wybuchła.

Mury obronne, wykorzystane przez Kurosawę jak i w Bondzie
Mury obronne, wykorzystane przez Kurosawę jak i w Bondzie

Krótko po zniesieniu szogunatu i feudalizmu, zamek został wystawiony na licytację. Kupił go przedsiębiorca, który chciał zamek zburzyć, by zagospodarować wzgórza. Na szczęście koszt rozbiórki był zbyt wysoki i tak zamek został ocalony. Dziś to jeden z najbardziej znanych zamków i symboli Japonii. Jeden z najlepiej zachowanych w formie bliskiej do pierwotnej. Stąd także jego popularność.

Zamek Himeji
Zamek Himeji

Himeji, Bond, Lucas, Coppola i Kurosawa

Zamek Białej Czapli wystąpił w filmie o Jamesie Bondzie – „Żyje się tylko dwa razy” z 1967 roku. Na głównym dziedzińcu odbywały się treningi ninja, pojawiają się też ujęcia z zamkowych murów. Ale Bond to taka ciekawostka, Himeji jest tam tylko tłem, uwierzytelniającym akcję w Japonii. Prawdziwe filmowe życie tegoż zamku wiąże się z Akiro Kurosawą.

Zamek Himeji
Zamek Himeji

Wnętrza zamkowe
Wnętrza zamkowe

Kurosawa to wielki mistrz japońskiego kina, który odbił swe piętno na światowej kinematografii. Jak to czasem bywa z legendami, pod koniec pracy twórczej był lepiej odbierany za granicą, niż w rodzimym kraju. W efekcie jeden z jego filmów, „Sobowtór” („Kagemusha”) z 1980 został wyprodukowany za amerykańskie pieniądze, przez dwóch jego wielkich fanów – George’a Lucasa i Francisa Forda Coppolę. Kurosawa wrócił tu jeszcze raz, by nakręcić film „Ran” w 1985 roku. W obu przypadkach wykorzystuje fakt, iż zamek w Himeji ostał się w miarę oryginalnej zabudowie. Zarówno w Bondzie jak i Kurosawy, bardzo łatwo rozpoznać sceny, tak na dziedzińcu, jak i przede wszystkim przy dość charakterystycznych murach obronnych.

Widok z zamku
Widok z zamku

Zwiedzanie zamku

Zwiedzanie głównej warowni zamku Himeji jest możliwe. Wejścia są biletowane, obowiązuje brak obuwia (jak w domach japońskich). Drewniane podłogi wygładzone przez czas są bardzo przyjemne dla bosych stóp! Dostaje się torbę na buty, z którą przechodzi się przez wnętrza. Główna wieża jest wysoka na 31,5 metra, ale ponieważ stoi na wzgórzu i dodatkowo na postumencie, wysokość nad poziomem morza wynosi 92 metry i zdaje się górować nad okolicą. Budynek liczy sobie sześć drewnianych kondygnacji, zwężających się ku górze. Na szczycie jest niewielka świątynka szintoistyczna. Cały kompleks zamku Himeji wpisany jest na listę UNESCO. Dodatkową atrakcją z pewnością są osoby przebrany ze ninja czy wojowników, z którymi nieodpłatnie można sobie zrobić zdjęcia.

Po fosie przy zamku można pływać wynajętą łodzią
Po fosie przy zamku można pływać wynajętą łodzią

Ogród Koko-en
Ogród Koko-en

Ogród japoński Koko-en

Zamek Himeji jest popularny jeszcze z jednego powodu: jest to wyjątkowo malownicze miejsce na hanami, czyli podziwianie sakury. Byliśmy tutaj w połowie kwietnia i wiśnie w znakomitej większości już przekwitły. Nie przeszkadzało to jednak, by podziwiać ogród u podnóża zamku, Koko-en. Ogród ten powstał w 1992 roku w miejscu dawnej zachodniej rezydencji pana feudalnego. Podzielony jest na pięć tematycznych części: sadzawka, ogród bonsai, bambusowy, iglasty i kamienny. Bilet do zamku można kupić w wersji łączonej z ogrodem, zresztą znajduje się on praktycznie przy murach. Jak typowy ogród japoński, przede wszystkim liczy się tu kompozycja oddająca pewien pejzaż.

Bonsai w ogrodzie Koko-en
Bonsai w ogrodzie Koko-en

Samuraje i szoguni

Himeji jest raczej niewielką miejscowością, zwłaszcza jak na japońskie standardy. W centrum poza zamkiem nie ma innych atrakcji. Do zamku można dojść na piechotę z dworca kolejowego lub dojechać autobusem. To drugie może być ciekawe, jeśli zechcemy wybrać się do drugiej największej atrakcji tegoż miasta, czyli na górę Shosha. Co ciekawe, to miejsce jest jeszcze bardziej filmowe, niż sam zamek. Tyle że są to głównie japońskie produkcje kostiumowe oraz „Ostatni samuraj” Edwarda Zwicka.

Widok na dziedziniec zamkowy
Widok na dziedziniec zamkowy

To dobry moment na małą dygresję o samurajach i szogunach. Samuraj to nic innego jak japoński wojownik, odpowiednik naszego rycerza. Choć słowo to jest nadużywane na zachodzie. Pierwotnie samurajowie to było określenie gwardii przybocznej dostojników lub niektórych ich sług. Rycerzy zaś nazywano mianem bushi. W okresie Yamato (VII i VIII wiek) zaczęli stanowić w Kraju Kwitnącej Wiśni grupę społeczną. Nigdy jednak nie przekraczali 10%. Z czasem zaczęli mieć przywileje, tytuły i tak dalej. Dopiero po restauracji Meiji doszło do formalnego zlikwidowania warstwy samurajów w 1871 roku. Tę kwestię pamiętamy z „Ostatniego samuraja”. Terminem Rōnin określało się samurajów bezpańskich. Zarówno tych, którzy stracili swego pana, jak i tych, którzy szukali pracy (byli rycerzami najemnymi).

Zamek Białej Czapli
Zamek Białej Czapli

Szogun

W takim razie kim właściwie jest szogun? Słowo shōgun, które należy transliterować raczej jako siogun (w angielskiej pisowni to shogun i przez filmy wersja z sz się upowszechniła), jest stopniem wojskowym w japońskiej armii i znaczy tyle co generał, zwierzchnik sił zbrojnych, naczelny wódz, tym samym przywódca samurajów. Tymczasową funkcję szoguna pierwszy raz powołano na czas wojny w 794 roku, a po jej zakończeniu w 811 roku funkcja została zniesiona. Przywrócono funkcję szoguna dopiero na końcu XII wieku, ten urząd objął z rąk cesarza Yoritomo Minamoto. Stał się on siódmym szogunem, ale jako pierwszy uznał ten tytuł za dożywotni i co ważne – dziedziczny. Jest to więc początek szogunatu, który bardziej zaczął przypominać możnego pana feudalnego, niż dowodzącego wojskami.

Zamek Himeji w całej okazałości
Zamek Himeji w całej okazałości

Władza szogunów został bardzo wzmocniona przez rody Ashikaga i Tokugawę. Wraz z pierwszym szogunem Kamakura, tworzą trzy główne szogunaty, które następowały po sobie w historii. Od pierwszej połowy XIV wieku szoguni sprawowali realną władzę w Japonii kosztem cesarza, a ustrój społeczny przypominał europejski feudalizm z jasno zaznaczoną drabiną społeczną. Szogunat został zniesiony w 1868 roku w wyniku restauracji cesarskiej władzy. Swoją drogą, w języku japońskim odpowiednikiem słowa „szogunat” jest bakufu.

Miejsca do oglądania hanami
Miejsca do oglądania hanami

Engyō-ji i „Ostatni Samuraj”

Wracając jednak do świątyni: na ogół japońskie świątynie shinto i buddyjskie są bardzo skomercjalizowane i to aż do przesady. Czasem przed świątynią ciągną się alejki, gdzie można kupić wszystko: samurajskie miecze, koszulki z Godzillą, grillowane ośmiornice, dewocjonalia i pocztówki. Bogom można rzucić jakiś grosz do skarbony, ostatecznie to świątynia, ale co innego jest ważne. Natomiast Engyō-ji na Górze Shosha to zupełnie inna sprawa. Jest to jedno z ważnych miejsc pielgrzymkowych i rzeczywiście: w wagoniku kolejki wiozącej nas na górę, byli buddyjscy pielgrzymi. Jak wszystkie inne świątynie, które widzieliśmy w Japonii, są piękne, to jednak najczęściej nie czuje się wiary i duchowości, tak ta wyróżnia się skupieniem. Więcej tu było pątników niż turystów.

Wjazd na górę Shosha
Wjazd na górę Shosha

Buddyjskie ozdoby
Buddyjskie ozdoby

Kompleks został założony w 966 roku i choć wielokrotnie przebudowywany i odnawiany, można tu poczuć tysiąc lat historii. Ze względu na surowy wygląd świątyń, które nie są bogato zdobione, ani malowane, a także przez brak widocznych elementów nowoczesności, Engyō-ji jest chętnie wykorzystywane w filmach, zwłaszcza kostiumowych. Tutaj kręcono część scen z wioski w filmie „Ostatni samuraj” (2009) Edwarda Zwicka z Tomem Cruisem (naprzemiennie z lokacjami w Nowej Zelandii), filmy Kurosawy i liczne japońskie produkcje historyczne. W świątyni jest nawet krótki przewodnik po najnowszych filmach, niestety większości dla nas nieznanych.

Engyō-ji
Engyō-ji

Engyō-ji
Engyō-ji

Dojazd i przemieszczanie się po Himeji

Do świątyni dojeżdża się miejskim autobusem. Przy dworcu znajduje się centrum turystyczne, tam można kupić bilet łączony, który uprawnia do przejazdu autobusem do zamku, stamtąd pod górę i z powrotem na dworzec. Dodatkowo w bilecie wliczono też wjazd kolejką linową na górę. Bilet pozwala na pojechanie wpierw do zamku, potem na górę i to bardzo dobre rozwiązanie, by zwiedzić całe Himeji, które jest bardzo wyjątkowym miejscem.

Miejsce znane z „Ostatniego Samuraja”
Miejsce znane z „Ostatniego Samuraja”

Engyō-ji
Engyō-ji

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak japoński
Himeji
Szlak filmowy
Himeji
Szlaku religijny
Himeji
Share Button

Mestia, górna Swanetia i lodowiec Chalaadi

Wśród gruzińskich zabytków UNESCO jest jeden szczególny. To Górna Swanetia wpisana ze względu na wspaniałą naturę, jak i pewne elementy kulturowe. Stolicą tego regionu jest Mestia (gruz. მესტია), stanowiąca doskonałą bazę wypadową do zwiedzania okolic.

Charakterystyczne wieże w Mestii
Charakterystyczne wieże w Mestii

Górna Swanetia i Mestia

Poza naturalnymi walorami Górnej Swanetii, region dostał się na listę UNESCO z powodu licznych zabytkowych cerkwi oraz baszt obronnych. Te drugie wznoszą się w wielu miejscowościach, bardziej nawet na zasadzie przydomowej zabudowy, niż wspólnych obwarowań. Wynika to wprost z kultury Swanów, czyli lokalnego ludu, z odrębną kulturą i językiem podobnym do gruzińskiego. Jeszcze w średniowieczu ważne dla nich były rody i klany, zaś bardziej niż zewnętrznych wrogów, którzy mogli najechać ziemię, obawiali się konkurentów. Stąd każda zamożniejsza i bardziej znacząca rodzina budowała basztę rodową, czyli dom i twierdzę jednocześnie. Nie tylko by bronić się przed sąsiadami, ale czasem aby się przed nimi popisać. Wiele z tych budowli przetrwało do dziś. Najczęściej stoją na podwórku obok domu, obory i innych zabudowań. To sprawia, że widoki są tu dość wyjątkowe. Baszty znajdują się także w samem Mestii. Nie trzeba ich szukać daleko.

Mestia - dojazd i widok na góry
Mestia – dojazd i widok na góry

Mestia właściwie składa się z kilku wsi położonych blisko siebie. Obecnie straciła już swój dawny charakter, stając się prężnym centrum turystycznym. Stąd da się zorganizować wiele wycieczek po okolicy, tak wędrując samodzielnie, jak i wynajmując konia, samochód, przewodnika. Inwestycje w turystykę są coraz większe i jest to bardzo zauważalne. To ta część Gruzji, w której szlaki są całkiem dobrze oznaczone. W mieście mamy też muzeum i kilka innych atrakcji, ale powiedzmy sobie wprost, tu zdecydowanie lepiej wybrać się na górską wycieczkę.

Okolice Mestii
Okolice Mestii

Zmienia się także droga dojazdowa. Obecnie jest remontowana, przebudowana, tak by ułatwić dotarcie turystom. Jednak wciąż jest to bardzo ciekawa trasa do przejechania, nie tylko ze względu na widoki. O podróżowaniu po Gruzji samodzielnie już pisaliśmy. Tu poza krowami, dochodzą przede wszystkim ostre zakręty, brak barierek (ale te powoli powstają). Droga w większości już jest asfaltowa, choć jeszcze niedawno była to zwykła szrutówka.

Droga na lodowiec
Droga na lodowiec

Lodowiec Chalaadi

Mając zdecydowanie za mało czasu na chodzenie po okolicy, wybraliśmy się na lodowiec Chalaadi. Wpierw trzeba było pojechać z Mestii do rzeki, tam jest mały parking przed szlakiem (ok. 11 km, głównie zwykłą drogą). Przejść przez wiszący most, a następnie iść prostą trasą na lodowiec.

Droga na lodowiec
Droga na lodowiec

Faktycznie, szlak był bardzo dobrze oznaczony. Znaki namalowane są dość często, więc trudno się zgubić. Jednak na tym właściwie pomóc się kończy, bo w większości droga nie jest w żaden sposób uporządkowana. Jest bardzo dzika, czasem trzeba skakać po kamieniach, przeprawiać się przez błoto. To jest właśnie w tym wszystkim najpiękniejsze, bo bardzo naturalne.

Lodowiec Chalaadi z daleka
Lodowiec Chalaadi z daleka

Sam lodowiec, z którego wypływa rzeka, to bez wątpienia wspaniały widok. Rano jeszcze nie ma tu wielu ludzi, więc można to spokojnie obejrzeć. Warto jednak pamiętać, że zwłaszcza w dalszej części, gdzie chodzi się po niezbyt stabilnych kamieniach i skalnych odłamkach, łatwo o skręcenie nogi czy inny drobny wypadek. Więc lepiej wybrać się na taką wyprawę w ciut większej ekipie, a już z pewnością nie w pojedynkę.

Okolice lodowca Chalaadi
Okolice lodowca Chalaadi

Do Mestii latają także samoloty, ale niestety nie regularnie. Zwłaszcza w zimie, gdy są problemy z pogodą, nie ma co na nie liczyć. Za to bez problemu znajdziemy marszrutkę, która tu dojedzie, nie mówiąc o mnóstwie wycieczek.

Lodowiec Chalaadi
Lodowiec Chalaadi

Lodowiec Chalaadi
Lodowiec Chalaadi

Bez wątpienia jest to ta część Gruzji, która zasługuje na więcej czasu. Obecnie Mestia i okolice przeobrażają się. Gruzini chcą, by to była taka nowa, tańsza Szwajcaria. Są na dobrej drodze. Może więc warto zobaczyć ten region wcześniej, zanim w pełni zostanie przerobiony na turystyczną atrakcję.

Okolice lodowca Chalaadi
Okolice lodowca Chalaadi

Droga na lodowiec jest miejscami kamienista i niezbyt stabilna
Droga na lodowiec jest miejscami kamienista i niezbyt stabilna

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak gruziński
Mestia
Share Button

Siena, średniowieczna perła Toskanii i Bond

We Włoszech jest wiele charakterystycznych miast. Takich, których architektura, cegły, czy kolory pozostają w pamięć i wyróżniają się na tle innych. Siena zaś wyróżnia się bardzo mocno. Zabytkowe centrum, wpisane oczywiście na listę UNESCO, to bardzo szczególna podróż, jakby nie tylko do Italii, ale też w przeszłość, wprost do średniowiecza.

Widok na Piazza del Campo
Widok na Piazza del Campo

Średniowieczna Siena i James Bond

To co rzuca się w oczy, to fakt, że budynki najczęściej nie mają tu tynku. Są ceglane. Wciąż widoczne jest tu dawne ustawienie uliczek, robi to fenomenalne wrażenie. Prawda jest taka, że to jest jedno z tych miast, na które przeznaczyliśmy zdecydowanie za mało czasu. Tu samo błądzenie jest niesamowite. Ciasna średniowieczna zabudowa to przyjemne miejsce do spacerów, a za każdym niemal rogiem otwiera się nowy interesujący widok.

Siena - Piazza del Campo
Siena – Piazza del Campo

Nas do Sieny ściągnął  James Bond i „Quantum of Solance”. Akcja filmu działa się na Piazza del Campo, czyli głównym, bardzo charakterystycznym, przypominającym trochę muszlę lub amfiteatr rynkiem. Ten amfiteatr jest tu o tyle istotny, że właściwie dziś nikt nie wie dokładnie, dlaczego to miejsce ma taki kształt. Jedna z teorii mówi właśnie, że kiedyś znajdował się tu rzymski amfiteatr, na ruinach którego powstał rynek.

Piazza del Campo
Piazza del Campo

Oprócz budynków mieszkalnych, znajduje się tu też charakterystyczny ratusz Palazzo Pubblico z dzwonnicą Torre del Mangia. Natomiast dwa razy w roku w tym miejscu odbywają się wyścigi konne Palio di Siena, zresztą widoczne w Bondzie. Zdjęcia na placu realizowano w dwóch turach, raz podczas Palio, a potem ekipa filmowa wróciła tu kilka miesięcy później.

Katedra
Katedra

Katedra i Medyceusze

Drugim bardzo istotnym zabytkiem Sieny jest katedra. Znajduje się ona blisko głównego rynku. Trzeba przyznać, że robi ona znów fenomenalne wrażenie. Mocno kontrastuje z resztą miasta. Ma ozdobną fasadę przy głównym wejściu, jednocześnie w środku jest trochę bardziej stonowana, acz wciąż robiąca duże wrażenie. Bardzo charakterystycznym elementem jest kampanila, czyli biało-czarna dzwonnica. Te kolory są także wykorzystane wewnątrz katedry. Jest też w środku ciekawsza i bogatsza niż choćby słynna katedra we Florencji, dlatego ta sieneńska robi wielkie wrażenie.

Wnętrze katedry
Wnętrze katedry

No i pośrednio pojawiła się także w Bondzie. Choć raczej jej komputerowa wersja, która w filmie niby była odrestaurowywana. Walkę na dzwonnicy czy część pościgu kręcono w studio. Widać jednak tą charakterystyczną czarno-białą fasadę, czy zdobienie kolumn.

Fragment twierdzy Medyceuszy
Fragment twierdzy Medyceuszy

Ciekawym miejscem jest też twierdza Medyceuszy. Jej rola została obecnie zmieniona, ale to dobre miejsce widokowe, z którego widać całe miasto, w tym także charakterystyczne dachy, również pokazane w Bondzie.

Wąskie uliczki Sieny
Wąskie uliczki Sieny

Historia Sieny

Jeśli chodzi o historię miasta to sięga ona czasów Etrusków. Według legendy założyli je synowie Remusa – Senio i Aschio uciekający przed Romulusem. Od V wieku była to siedziba biskupstwa. Przez wiele lat miasto też konkurowało z Florencją, która ostatecznie podporządkowała sobie Sienę w 1473 roku. Miasto rozsławiła też święta Katarzyna ze Sieny.

Siena
Siena

Siena ma raczej dobre oznaczenia turystyczne, ale jednocześnie nie przyciąga tak wielu osób. Nie udało się nam znaleźć darmowych mapek, ale można sobie poradzić bez nich. Jest tutaj też czysto i niezbyt tłocznie. No i ciekawą rzeczą jest dworzec kolejowy. Perony znajdują się na zupełnie innym poziomie niż główne wejście, więc wiąże się to z długą jazdą schodami ruchomymi.

Piękne, średniowieczne uliczki Sieny
Piękne, średniowieczne uliczki Sieny

Z Bondowych miejsc prócz placu, w filmie pojawiają się krótkie ujęcia kościoła świętego Józefa, czy klasztoru św. Augusta. Reszta to kilka uliczek, które da się wypatrzeć. Natomiast filmowo stacja kolejowa w Sienie pojawia się w „Ukrytych pragnieniach” Bernardo Bertolucciego. Kręcono tu także „Romeo i Julię” Franco Zeffirelliego (z 1968) a także „Dekameron” Davida Lelanda.

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak włoski
Siena Etna
Szlak filmowy
Siena
Share Button

Kutaisi i monastyr Gelati

Drugie pod względem wielkości miasto w Gruzji to Kutaisi (gruz. ქუთაისი). Obecnie znajduje się tu między innymi siedziba parlamentu. Zlokalizowane prawie w samym centrum Gruzji, stąd łatwo pojechać zarówno w góry (w okolice Mestii), nad Morze Czarne, bardziej na południe czy wschód do Tbilisi. A jeśli dodamy, że z Polski latają tam tanie linie, to jest to naprawdę dobra baza wypadowa. Zwłaszcza, że nawet bliskie okolice mają wiele do zaoferowania. Swoją drogą miasto obecnie jest siedzibą parlamentu gruzińskiego i tym samym drugą stolicą.

Okolice centrum - Kutaisi
Okolice centrum – Kutaisi

Kutaisi – historia miasta

Centrum Kutaisi nie jest tak interesujące jak choćby Tbilisi. Szczęśliwie znajdzie się tu kilka punktów wartych zobaczenia, ale nie ma co na to wszystko poświęcać wiele czasu. Jak wspominaliśmy, bliższe i dalsze okolice miasta są zdecydowanie ciekawsze.

Teatr Lado-Alex Meschiszwili
Teatr im. Lado-Alex Meschiszwili (zaczął działać w 1859, ten budynek pochodzi z 1955).

Miasto znajduje się nad rzeką Rioni, nadbrzeże i koryto są dość interesujące, ze względu na zabudowania, jak i oświetlone mosty. Na północnym brzegu wznosi się górująca nad miastem katedra Bagrati. Stamtąd mamy bardzo dobry widok na starą część Kutaisi. Niestety jak w wielu miejscach w Gruzji, tak i tu widać wieloletnie braki i niedofinansowanie.

Czerwony most nad rzeką Roni
Czerwony most nad rzeką Roni

To miejsce ma też mitologiczne znaczenie (mity greckie się kłaniają). Jazon i Argonauci przyjechali do mitycznego Ai w Kolchidzie w poszukiwaniu złotego runa. To właśnie dzisiejsze Kutaisi w Gruzji, a zamiast złotego barana (lub stosu monet) raczej znajdziemy tutaj poradziecki przemysł.

Chleb wypiekany w tradycyjnym gruzińskim piecu
Chleb wypiekany w tradycyjnym gruzińskim piecu. Przyczepia się go do ściany, a potem, gdy upiecze odrywa. W Kutaisi (jak i w wielu miejscach w Gruzji) jest wiele tradycyjnych piekarni. Czasem można zobaczyć jak wypiekany jest ten chleb.

Jest jeszcze jeden radziecki aspekt o którym warto wspomnieć. W 1945 roku w obozach pracy w Kutaisi sowieci zamknęli aresztowanych w Wilnie Polaków (przeważnie żołnierzy AK). Zostali oni zmuszeni do pracy w fabrykach, kamieniołomach i przy budowie dróg.

Katedra Bagrati
Katedra Bagrati lub Bagrata (w zależności od transkrypcji)

Katedra Bagrata

Sama katedra Bagrata (Zaśnięcia Bogurodzicy) historycznie była trochę większa, niż to co przetrwało do dziś. Można wokół niej zobaczyć pozostałości po nawach, ale też dawnego zamku. Świątynia zaś ma znów mocno zauważalny gruziński styl. Katedra została wpisana na listę UNESCO, ale nie samodzielnie, raczej jako część większego kompleksu z monastyrem Gelati. Jednak z powodu prac rekonstrukcyjnych wykreślono ją z tej listy, uznając, że zmiany były zbyt znaczące. Zbudowana na przełomie X i XI wieku uchodzi za reprezentatywny przykład gruzińskiej kultury i architektury z jej złotego okresu. Obecny wygląd to efekt rekonstrukcji z 2012, której sprzeciwiało się UNESCO.

Wnętrza katedry
Wnętrza katedry

Istotnym punktem miasta jest plac centralny (plac Agmaszenebeli). Znajduje się tam bardzo charakterystyczna fontanna Colchis, stanowiąca jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli Kutaisi. Są na niej fantazyjne zwierzęta, konie, barany, tygrysy. Może nawet baran Chrysomallosa o złotym runie. Wygląda dziś trochę przaśnie, ale warto wrócić do niej w nocy, gdy jest interesująco oświetlona. Na placu znajdziemy także kilka mocno wyróżniających się budynków z Państwowym Teatrem Dramatycznym im. Lado-Alex Meschiszwilego na czele. Obok zaś mamy park miejski.

Fontanna Colchis nocą
Fontanna Colchis nocą

Monastyr Gelati

Największa atrakcja miasta znajduje się poza nim. To monastyr Gelati (gruz. გელათის მონასტერი) zlokalizowany w miejscowości Imeretia. Jest on bardzo ważny dla Gruzinów, znajduje się na liście UNESCO, także z powodów historycznych. Został ufundowany przez króla Dawida Budowniczego w 1106 roku. Według legendy monarcha sam brał udział w pracach, a potem został tu pochowany. Zresztą nie tylko on, słynna i wciąż bardzo dobrze wspominana królowa Tamara także ma gdzieś tu swój grób. Przynajmniej tak się przyjęło uważać, dowodów nie ma, ale według zapisków historycznych pochowano ją w sekretnym miejscu. Pochowano ją w 1213.

Brama do monastyru Gelati
Brama do monastyru Gelati

Monastyr składa się z trzech kościołów – głównego Maryi Dziewicy oraz dwóch mniejszych – św. Mikołaja i św. Jerzego. Jest tu także dawny budynek akademii i dzwonnica. Całość otoczono murem. Wciąż trwają tu prace remontowe, które mają przywrócić miejscu dawny blask. We wnętrzu monastyru Gelati zachowały się freski, datowane na wieki od XII do XVII, z tego samego przedziału czasowego pochodzą też manuskrypty sporządzone przez uczonych, filozofów, teologów i pisarzy.

Monastyr Gelati
Monastyr Gelati

Monastyr Gelati przez wieki stanowił serce gruzińskiej kultury i oświaty: nazywano go nawet drugim Konstantynopolem czy nowymi Athos (klasztor w Grecji).

Wnętrza klasztoru
Wnętrza klasztoru

Do Gelati z Kutaisi najłatwiej dojechać marszrutką, ewentualnie taksówką, jeśli nie dysponuje się własnym samochodem. Od katedry Bagrati jest mniej więcej 10 kilometrów, więc jak ktoś ma czas może się spokojnie przejść. Samo Kutaisi jest obecnie dość dobrze połączone tanimi liniami z Polską, więc to idealne miejsce na początek (i koniec) przygody z Gruzją.

Ciekawy budynek w centrum Kutaisi
Ciekawy budynek w centrum Kutaisi

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak gruziński
Kutaisi
Share Button

Dubrownik – „Gra o tron” i „Gwiezdne Wojny”

Dubrownik (chor. Dubrovnik) to dziś perła Chorwacji. Jedno z najważniejszych miast do zobaczenia, a przy okazji najdroższe i bardzo oblegane. Dubrownik cierpi na dokładnie tę samą przypadłość co Wenecja, z którą zresztą historycznie jest powiązany. Stał się symbolem, przez co wiele osób przybywa tu na zaledwie kilka godzin, czasem żeby go tylko zaliczyć. A miasto zachwyca pięknie zachowanymi, starymi zabudowaniami. Pojawiło się zarówno w „Grze o tron” jak i w mniejszym stopniu w „Ostatnim Jedi” Riana Johnsona i dziś aktywnie żyje także z turystyki filmowej. Spacer śladem filmu  czy serialu stało się ważnym elementem zwiedzania Dubrownika.

"<yoastmark

Dubrownik - dachy i mur
Dubrownik – dachy i mur

Raguza i Dubrownik – historia

W VI wieku p.n.e. na terenie dzisiejszego miasta Cavtat (blisko lotniska DBV) założono grecką kolonię Epidaurus. W III wieku p.n.e. zajęli ją Rzymianie i przemianowali na Epidaurum.  Rzymianie w VIII wieku musieli walczyć z plemionami słowiańskimi i awarskimi, lecz miasto legło w gruzach. Ludność schroniła się na wyspie Lave (inna nazwa Lausa), założyli tam osadę Ragusium (czyli Raguza). Na stałym lądzie zaś Słowianie założyli Dubrovnik. Oba miasta dzielił jedynie wąski przesmyk słonych bagien, mieszkańcy zaś przez lata żyli w harmonii. W IX wieku przesmyk zasypano. To miejsce to obecna ulica – Stradun. Obecne mury miejskie wzniesiono w XIV wieku.

Port Dubrownika
Port Dubrownika

Port Królewskiej Przystani
Port Królewskiej Przystani

Raguza była łakomym kąskiem dla lokalnych potęg. Już w X wieku miasto musiało odeprzeć ataki arabskie, w wiekach XII – XIII popadał w zależności od Chorwatów, Serbów, Normanów italskich. W XIII wieku stało się posiadłością Republiki Weneckiej, stąd pewnie późniejsza smykałka do kupiectwa. Ponieważ mieszkańcy Raguzy okazali się być rzutką konkurencją dla Wenecjan, w 1358 roku pozbyli się miasta na rzecz Królestwa Węgier, ci z kolei utracili je dla Imperium Osmańskiego. Jednak zwierzchnictwo obu państw było minimalne z powodu dzielącej ich odległości i utrudnionej komunikacji, więc Raguza stała się samodzielnym miastem-państwem.

"<yoastmark

Republika Dubrownicka

Republika Raguzy (zwane też Republiką Dubrownicką) to kupieckie miasto-państwo istniejące w latach 1358 – 1809, przy czym dopiero w 1909 roku nazwę stolicy przemianowano z Raguza na Dubrownik. W najlepszym okresie Republika Raguzy posiadała 300 okrętów kupieckich – okresami więcej niż Wenecja. Bogactwo miasto zdobyło dzięki handlowi między Wschodem a Zachodem, natomiast własnych surowców naturalnych nie miało. Władzę w Republice sprawowała arystokracja i wybierany książę. Decyzję podejmowała Wielka i Mała Rada oraz Rada Uproszonych, co było odpowiednikiem współczesnego sejmu i senatu. Początkowo arystokracja była pochodzenia romańskiego (a więc uchodźcy z Epidaurum), ale z czasem się slawizowała i już w XV wieku miasto było jednorodnie słowiańskie. Rozkwit miasta przypadał na wieki od XIII do XVI i z tego okresu pochodzi większość zabytków.

"<yoastmark

Zmierzch i upadek Republiki Raguzy związany jest z epoką wielkich odkryć geograficznych, zwłaszcza z odkryciem Ameryki i ogólnym umniejszaniem roli gospodarek kupieckich basenu Morza Śródziemnego. Raguzie dodatkowo i wbrew oczekiwaniom zaszkodziło osłabienie Turcji, jej formalnego zwierzchnika. Zamierały śródziemnomorskie szlaki handlowe, podupadł ważny odbiorca handlowy. Dodatkowo klęski żywiołowe, zarazy i trzęsienia ziemi każdorazowo były silnym ciosem dla miasta. Najbardziej tragiczne wstrząsy sejsmiczne z kwietnia 1667 roku pogrzebało dużo część miasta i gospodarkę, bo choć budynki udało się odbudować, straty finansowe były zbyt dotkliwe. Wkroczenie wojsk Napoleona w 1806 roku oznaczały koniec wolnej Republiki Raguzy. W 1809 roku zlikwidowaną Republikę włączono w Prowincję Iliryjską.

"<yoastmark

Włączenie do Jugosławii i Chorwacji

Po kongresie wiedeńskim (lata 1814-1815) włączono dawną Republikę Raguzy najpierw w skład Królestwa Dalmacji, a potem Cesarstwa Austrii. W tym okresie Raguza podupadła, pozostając portem handlowym o lokalnym znaczeniu. Ponowny rozwój miasta nastąpił po 1918 roku, gdy już jako Dubrownik stał się częścią Królestwa Jugosławii. Po II wojnie światowej wszedł w skład faszystowskiego marionetkowego Niezależnego Państwa Chorwackiego. Następnie jako miasto Socjalistycznej Republiki Chorwacji znalazł się w Socjalistycznej Federacyjnej Republice Jugosławii. Podczas wojny domowej po rozpadzie Jugosławii, Dubrownika nie ominęły zniszczenia wojenne. Przez siedem miesięcy miasto było oblegane i ostrzeliwane przez artylerię.

"<yoastmark

Zniszczenia z czasów wojny domowej zostały w ciągu kilku lat naprawione, a Dubrownik i jego Stare Miasto wpisane na listę UNESCO stał się oblegany przez turystów. Nie byłoby tego bez unikalnego na skalę europejską Starego Miasta, które zachowało oryginalną średniowieczną strukturę w obrębie murów miejskich, przyjemnego klimatu i… produkcji filmowych.

"<yoastmark

Dubrownik i „Gra o tron”

W turystyce filmowej Dubrownik słynie przede wszystkim jako sceneria do serialu HBO „Gra o Tron”. Od 2. sezonu tej produkcji, Dubrownik „grał” stolicę Siedmiu Królestw – Królewską Przystań, zastąpił tym samym Maltę. Ze względu na rosnące opłaty dla filmowców, w kolejnych sezonach Dubrownika jest coraz mniej, acz przy ostatnim ponownie filmowcy tu wrócili. To jednak nie przeszkadza turystom i zarabiającym na nich, zwłaszcza organizatorom licznych wycieczek śladami serialu. Nie trzeba ich specjalnie szukać, czy zamawiać – są widoczni w głównych punktach miasta. Wystarczy wybrać. Jest to dobrze zorganizowane, większość miejsc filmowych mogłaby się uczyć od mieszkańców i władz Dubrownika. Na wycieczkę decydują się osoby bardziej i mniej obeznane z samym serialem, jak i sposobem tworzenia filmów. Przewodnik pokazuje kadry filmów i opowiada, w jaki sposób sceny są realizowane, jakie filmowe sztuczki są zastosowane i jak jedno miejsce w rzeczywistości staje się różnymi sceneriami w filmach. Przypomina to sposób zwiedzania Hobbitonu, tyle że w żywym mieście. Warto tylko pamiętać o tym, że wycieczki nie pokazują wszystkich lokacji. Na niektóre tylko nakierowują.

"<yoastmark

Fort Lovrijenac

Znajdujący się na zewnątrz murów miejskich Fort Lovrijenac według podań został zbudowany w trzy miesiące na początku XI wieku na wieść, że Wenecja chce zbudować swój fort na stałym lądzie dla zaszachowania Raguzy. Jednak pierwsza wzmianka o forcie św. Wawrzyńca podchodzi dopiero z 1301 roku. Fortyfikacja została posadowiona na skale, która wznosi się prawie 40 metrów ponad poziom morza. Trzeba się trochę wysilić, by się tutaj wdrapać. Nad bramą widnieje napis NON BENE PRO TOTO LIBERTAS VENDITUR AURO, czyli „Wolność nie jest na sprzedaż [nawet] za wszystko złoto”. Samo „libertas” było oficjalnym zawołaniem Republiki Raguzy.

"<yoastmark

Natomiast w serialu „Gra o Tron” fort Lovrijenac w zależności od potrzeb grał Czerwoną Twierdzę i mury Królewskiej Przystani . W serialu jest to pierwsze miejsce spotkania Sansy z ser Dontosem podczas turnieju Joffreya, jak zresztą dużą część tej sekwencji, włącznie z walkami czy wycieraniem krwi nagrywano w murach twierdzy; jest to także miejsce rozmowy królowej Cersei z Littlefingerem na temat wyższości władzy nad wiedzą. Wstęp do fortu jest dodatkowo płatny (najczęściej oprócz kosztów wycieczki), ale bilet ten jest łączony z biletem na mury.

Port Królewskiej Przystani
Port Królewskiej Przystani

Znajdujące się poza murami Starego Miasta podnóże fortu Lovrijenac to miejsce rozmowy Sansy z Littlefingerem na molo i biedne rejony stolicy, ulokowane nad samą wodą. Tu właśnie miała miejsce słynna rzeź niewiniątek w Królewskiej Przystani. Zresztą tu też kręcono kilka ujęć nad Czarnym Nurtem, czy około portowych w Królewskiej Przystani.

Fontanna w parku Gradac
Fontanna w parku Gradac

Stare Miasto

Z kolei Park Gradac to  miejsce królewskiego wesela króla Joffreya i królowej Margaery. Obecnie wygląda dość niepozornie. W porównaniu z resztą Dubrownika wręcz nieciekawie, ale dawało filmowcom dość dużą swobodę w budowaniu scenografii uczty. Kilka scen kręcono także w okolicy bramy Pile, bardziej wykorzystując tutejsze małe przejścia, jak i plac, dość dobrze widziany z murów.

Brama Pile
Brama Pile

Okolice bramy Pile
Okolice bramy Pile

Stare Miasto Dubrownika, choć rozległe,  można w całości objąć wzrokiem. Nie przeszkadzało to twórcom „Gry o Tron”, by nieodległe od siebie miejsca w serialu rozrzucić na dwóch kontynentach. I tak z twierdzy Lovrijenac widać basztę Minčeta, która w serialu miała swoją scenę w Essos, w mieście Qarth. Użyto ją jako fragment Domu Nieśmiertelnych: Daenerys krąży wokół kamiennej wieży w poszukiwaniu swoich smoków, gdy nagle w magiczny sposób znika.

Baszta Minčeta
Baszta Minčeta

Baszty i mury

Sama baszta pochodzi z początku XIV wieku, ale półtorej wieku później ze względu na zagrożenie ze strony Wenecji i Konstantynopola została umocniona wraz z całym systemem murów i wież obronnych miasta. Zwiedza się ją wraz z resztą murów. Cały stary Dubrownik można obejść murami. Pięknie stąd widać dachy domów, zresztą także wykorzystywane w „Grze o tron”.

Twierdza Bokar (tu Varys i Tyrion planowali obronę Królewskiej Przystani)
Twierdza Bokar (tu Varys i Tyrion planowali obronę Królewskiej Przystani)

Kolejnym miejscem na murach, które jest istotne w serialu HBO, to twierdza Bokar. Tym razem znów jest to Królewska Przystań. To tu Tyrion wraz z Varysem przygotowywali się do ataku floty Stannisa. Na samą Bokar niestety obecnie wejścia nie ma, ale z murów bardzo dobrze ją widać. Na murach też znajduje się miejsce, w którym Góra ćwiczył do walki z Oberynem. Niestety również niedostępne do oglądania.

Schody Jezuickie
Schody Jezuickie

Słynny marsz pokutny Cersei Lannister z 5. sezonu „Gry o Tron” odbył się ulicami Dubrownika. Przynajmniej kawałeczek. Początek miał miejsce na Schodach Jezuickich pod kościołem jezuitów p.w. św. Ignacego Loyoli do Placu Gundulić. W samym filmie oczywiście barokowego kościoła nie widać. Po pierwsze, to miał być sept, a nie kościół, a po drugie i przede wszystkim – Kościół w Chorwacji nie zgodził się na wykorzystanie wizerunku ich budynków. Również w szerokich ujęciach Królewskiej Przystani warto zwrócić uwagę na fakt, że kościelne wieże mają nieco zmienioną architekturę. Nie chodzi tylko o usunięcie krzyży, ale modyfikację kształtu wież.

Widok ze schodów
Widok ze schodów

Swoją drogą, w szóstym sezonie, gdy marsz pokutny miała odbyć królowa Margaery, twórcy nagrywali ujęcia w hiszpańskiej Gironie – władze Dubrownika trochę przesadziły z żądaniami finansowymi. Widać pewne różnice między obiema scenami, tym łatwiej zauważalne, gdy widziało się to miejsce na żywo.

Dachy także wykorzystywano w GOT
Dachy także wykorzystywano w GOT

Dubrownik i „Ostatni Jedi”

Drugą istotną produkcją filmową, która wykorzystała uroki Dubrownika, były „Gwiezdne Wojny. Epizod VIII: Ostatni Jedi” Riana Johnsona. Niestety, wiele ujęć miasta nie znalazło się w finalnej wersji filmu, gdzie Dubrownik jako Canto Bight, rozrywkowe i luksusowe miasto na planecie Cantonica. Prawdziwe lokacje na ekranie widzimy zaledwie niecałą minutę i to w wątku dla filmu mówiąc delikatnie, niepotrzebnego. Gwiezdna Saga nie jest tak mocno obecna w Dubrowniku jak „Gra o tron”, ale jest. Obecnie są do wyboru dwie lub trzy wycieczki śladem VIII Epizodu. Polecamy tę – Star Wars Dubrovnik, z prostej przyczyny. Przewodnik był wielkim fanem filmu, więc jego opowieści z pobytu ekipy filmowej w Dubrowniku i opowiadanie o konkretnych scenach w filmie to była klasa sama w sobie! Dodatkowo to on odpowiadał za umieszczanie wielu przecieków z czasu kręcenia w sieci. Natomiast bardzo fajne jest to, że niektóre miejsca grają jednocześnie w „Gwiezdnych Wojnach” jak i „Grze o tron”.

"<yoastmark

"<yoastmark

Stradun i plaża Banje

Szczególnie łatwo rozpoznawalna w filmie jest wspomniana już ulica Stradun, na której odbywał się fragment pościgu za Finnem i Rose na fathierze. Przewodnik opowiadał o dekoracjach zamontowanych na witrynach sklepów, które przez kilka dni zwyczajnie funkcjonowały z taką dekoracją. Swoją drogą Stradun to główny deptak Dubrownika, trudno to miejsce przeoczyć. Dość charakterystycznym miejscem, acz niewykorzystanym w filmie jest Wielka Fontanna Onufrego, podobnie jak z drugiej strony ulicy, kościół św. Błażeja. 

Wielka Fontanna Onufrego
Wielka Fontanna Onufrego

Plaża Banje w „Ostatnim Jedi” to miejsce, gdzie Finn i Rose nielegalnie zaparkowali statek, co stało się źródłem całego nieporozumienia. Znajduje się na zewnątrz miejskich murów, za bramą Ploče. Przy niej też ulokowało się całe zaplecze techniczne dla filmowców. Zdjęcie plaży zostało wykonane z wjazdu do hotelu Exelsior. Łatwo nawet znaleźć barierkę widoczną w filmie.

Widok z hotelu Exelcior na plaże Banje
Widok z hotelu Exelcior na plaże Banje

Dwa następne miejsca są już zdecydowanie trudniejsze do znalezienia. To kolejne uliczki, którymi w „Gwiezdnych Wojnach” miał miejsce szaleńczy pościg za głównymi bohaterami. Dla jasności: nikt z głównej obsady aktorskiej nawet nie był w Dubrowniku.

Zaułek z „Ostatniego Jedi”
Zaułek z „Ostatniego Jedi”

Uliczki Dubrownika

Same zaułki są na tyle słabo widoczne w krótkich i rozmazanych ujęciach, że wiedza o ich udziale w filmie pochodzi głównie stąd, że można było zauważyć tutaj ekipy filmowe i kosmiczne dekoracje. Jeden to boczna uliczka od Stradunu. Tu jeszcze można trafić przypadkiem.

Zaułek z „Ostatniego Jedi”
Zaułek z „Ostatniego Jedi”

Z drugim jest zdecydowanie gorzej. Bez przewodnika nie tylko nie znaleźlibyśmy tego miejsca, ale przede wszystkim nie rozpoznalibyśmy go. Dobudowano tu kilka rzeczy tanim kosztem i nagrano szybkie ujęcia. Wierzymy na słowo, że to jest to. Swoją drogą ta druga uliczka jest przedłużeniem miejsca, gdzie w czwartym sezonie „Gry o tron”, spotykamy Oberyna przy wejściu do burdelu Littlefingera. Pamiętamy, w pierwszym sezonie wejście wyglądało inaczej i znajdowało się w Mdinie na Malcie.

Wyjście z burdelu Littlefingera
Wyjście z burdelu Littlefingera

Pałac Rektorów

Dubrownika w „Gwiezdnych Wojnach” pierwotnie miało być więcej. Zbudowano w kilku miejscach efektowne dekoracje, nakręcono więcej ujęć. Niektóre świetnie zapowiadające się sceny wycięto. Choćby tę kręconą w Pałacu Rektorów, tam miała być jakaś kosmiczna łaźnia – spa, z mnóstwem obcych.

Pałac rektorów
Pałac Rektorów

Swoją drogą Pałac Rektorów pojawił się także w „Grze o tron”. W drugim sezonie są to wnętrza posiadłości Króla Przypraw. Podobnie jak w „Gwiezdnych Wojnach”  kręcono tu jedynie słynną klatkę schodową, do której można zajrzeć przez drzwi. Niestety podczas naszej wizyty pałac znajdował się w remoncie, więc nie było szansy, by go zwiedzić.

Wejście do klasztoru św. Dominika
Wejście do klasztoru św. Dominika

Ostatnią wspólną lokacją są okolice kościoła św. Dominika (nieczynny obecnie) i ulica św. Dominika. W „Ostatnim Jedi” zbudowano tu dość sporą dekorację, scen jednak nie wykorzystano w finalnym montażu. Za to w „Grze o tron” dzieje się tu całkiem sporo. Ulica pojawia się kilka razy. Choćby gdy Tyrion i Bron spacerują i słyszą historię o Demonicznej Małpie. To też miejsce, w którym obrzucono Joffreya łajnem.

Fragment ulicy św. Dominika widziany z murów
Fragment ulicy św. Dominika widziany z murów

Wyspa Lokrum

Dwie kolejne lokacje z „Gry o tron” wymagają oddalenia się od samego miasta. Nieopodal starówki Dubrownika leży mała wysepka Lokrum. Każdego dnia kursują do niej promy z Dubrownika, a wyspa jest popularnym celem turystów. Dziś Lokrum ma status rezerwatu przyrodniczego, toteż nie ma na niej stałych mieszkańców ani miejsc noclegowych. Bilet na prom na Lokrum uprawnia do zwiedzania wyspy, a także plażowania.

Ulica św. Dominika wykorzystana w GOT
Ulica św. Dominika wykorzystana w GOT

Pierwsze wzmianki o wyspie Lokrum pochodzą z drugiej dekady XI wieku, kiedy to swoje opactwo założyli tutaj benedyktyni. Na wyspie w 1192 roku rzekomo rozbił się okręt króla Anglii Ryszarda Lwie Serce, gdy wracał z wyprawy krzyżowej. W podzięce za cudowne ocalenie, obiecał wybudować tutaj kościół. Ostatecznie benedyktyni musieli obejść się smakiem, bo kościół król Ryszard ufundował w Raguzie. Dziś na jego miejscu wznosi się barokowa katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Wracając na Lokrum: niszczycielskie trzęsienie ziemi z 1667 roku nie ominęło wyspy i zniszczyło opactwo. Mnisi opuścili wyspę w 1798 roku, podobno obrzucając ją przy tym klątwą.

Opactwo Benedyktynów na Lokrum
Opactwo Benedyktynów na Lokrum

Dawne opactwo benedyktyńskie było scenerią dla twórców „Gry o tron”: tutaj kręcono ogrody kupieckiego miasta Qarth. Nie zabrakło tam informacji, że światowej sławy serial HBO – „Gra o tron” – był kręcony w tym miejscu i w Dubrowniku. Można nawet sobie zasiąść na żelaznym tronie.

 

Fort Royal na Lokrum
Fort Royal na Lokrum

Fort Royal

Wyspa Lokrum przechodziła z rąk do rąk: w 1806 roku Francuzi wybudowali tutaj Fort Royal. Baszta fortowa twórcom „Gry o tron” posłużyła jako wieża Domu Nieśmiertelnych. Tyle że została dużo, dużo podwyższona za pomocą technik komputerowych. Później wyspa należała do rodziny Habsburgów i wżenionej w nią rodziny Windisch-Graetz, co doprowadziło po upadku Austro-Węgier do sporu z Jugosławią o prawa do wyspy.

Mury Dubrownika
Mury Dubrownika

Mury Dubrownika
Mury Dubrownika

W początku lat 50. XX wieku na wyspie Lokrum założono ogród botaniczny, zaś dekadę później całą wyspę ogłoszono rezerwatem przyrody. W ogrodach dawnego opactwa nietrudno spotkać dziko żyjące króliki, a pawie są częstym widokiem. Zresztą te bajeczne ptaki o orientalnej urodzie również wystąpiły w „Grze o tron” w Qarth – pamiętacie figury pawi z drogocennych metali, wysadzane klejnotami? To właśnie pawie z Lokrum zainspirowały scenografów.

arboretum Trsteno
arboretum Trsteno

Arboretum w Trsteno

Kolejnym miejscem nieopodal Dubrownika, w sam raz na krótki postój, jest arboretum Trsteno. Założone przez lokalną arystokratyczną rodzinę w 1502 roku, jest najstarszym ogrodem botanicznym w Chorwacji i niegdyś uważany za najpiękniejszy w Europie. Arboretum Trsteno to też ogrody Królewskiej Przystani z „Gry o tron”. To tutaj Królowa Cierni i Margaery rozmawiają z Sansą na temat Joffreya Lannistera.

Arboretum Trsteno
Arboretum Trsteno

Ostatnią lokacją z „Gry o tron”, o której wiemy, ale której nie udało nam się zobaczyć, to hotel Belvedere. A raczej ruina tegoż hotelu. Podobno tam też kręcono jakieś ujęcia do siódmego sezonu, ale gdzie i jak nie udało się nam tego potwierdzić. Sama ruina zaś nie zachęca. Poza filmami jeszcze jedną popularną atrakcją w Dubrowniku wjazd kolejką linową na górę Srdj, lub przepłynąć się wokół murów starego miasta. To ostatnie bywa łączone z wycieczką z „Gry o tron”.

Małe przejścia w murach nieopodal bramy Pile
Małe przejścia w murach nieopodal bramy Pile. Przypominają trochę Ucho Igielne w Jerozolimie, acz są zdecydowanie większe.

Dubrownik do dziś jest w pewien sposób oddzielony od Chorwacji. Obecnie jest chorwacką eksklawą, więc by do niego dojechać z innych części kraju, trzeba przekroczyć granicę Bośni (najczęściej dwukrotnie). Można też próbować dostać się tu samolotem (LOT ma w swojej ofercie takie połączenie), a nawet drogą morską. Warto pamiętać, że ceny w Dubrowniku są bardzo wysokie, więc jeśli jedzie się samochodem, lepiej parkować i wynająć nocleg poza centrum (niekoniecznie hotel, może być apartament lub Airbnb). Niemniej jednak to piękne i magiczne miasto, które nawet bez filmów potrafi oczarować. A z magią ekranu to prawdziwa wyprawa w inny świat.

Dubrownik
Dubrownik

Czarny nurt
Czarny nurt

Kto wie, może pewnego dnia pojawi się tu James Bond, tak kiedyś odgrażali producenci. Tymczasem więcej o „Gwiezdnych Wojnach” w tym miejscu możecie przeczytać tutaj.

Dubrownik
Dubrownik

Marina w Dubrowniku
Marina w Dubrowniku

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak chorwacki
Dubrownik
Szlak filmowy
Dubrownik
Share Button

Al-Ajn, miasto-oaza na pustyni

Al-Ajn (arab. العين‎, ang. Al Ain) po arabsku znaczy tyle co źródło, czasem jest też określane mianem miasta ogrodów. Ciekawostka: w pustynnych krajach semickich jest to popularna nazwa miasta, które wyrosło wokół oazy. Znajduje się blisko granicy z Omanem, więc samo w sobie jest dość dobrym miejscem na rozpoczęcie wizyty w tym kraju.

Wzgórze Al Nagfa i dobry punkt widokowy
Wzgórze Al Nagfa i dobry punkt widokowy

Al-Ajn, pałac muzeum i miasto szejka Zajida

Choć osadnictwo na tym istnieje od jakiś 4 tysięcy lat, historycznie trudno mówić o konkretnej dacie założenia. W każdym razie jeden z towarzyszy proroka Mohameda, Ka‘ab Bin Ahbar przyjechał tutaj i próbował nawracać lokalne ludy. Został i zbudował osadę w oazie, nie pierwszą i nie ostatnią. Dziś najstarsza zabudowa to forty z przełomu XIX i XX wieku.

Pałac Muzeum
Pałac Muzeum

Al-Ajn to drugie co do wielkości miasto emiratu Abu Zabi, czwarte w ZEA. Jest to miasto narodzin szejka Zajida ibn Sultan Al Nahyan (1918-2004), założyciela i pierwszego przywódcy Zjednoczonych Emiratów Arabskich, stąd jest bardzo ważne historycznie. W końcu XIX lub początku XX wieku wraz z rozwojem państwowości arabskiej, nabrała rozpędu historia miasta. Powstały słynne forty, dziś mocno (aż za mocno) zrewitalizowane. To też najważniejsze zabytki miasta, położone w samym jego centrum. Choć dziś oczywiście bardziej istotne jest tu chyba wspominanie pamięci szejka Zajida.

Oaza Al-Ajn (Al Ain Oasis)
Oaza Al-Ajn (Al Ain Oasis)

Najważniejszy dla mieszkańców Emiratów, zabytek to pałac-muzeum (Al Ain Palace Museum). To właśnie jeden z fortów. Drugi to Al Jahili Fort, może już nie tak dostojny, ale też bardzo podobny. Świetnie odnowione i bardzo podobne miejscami, jakby częściowo robione były z tej samej formy. W każdym razie kształt fortu (i wież pałacu) jest bardzo rozpoznawalny w ZEA i można się na niego natknąć w różnych miejscach. To jeden z narodowych symboli.

Al Jahili Fort
Al Jahili Fort

Oaza Al-Ajn

Al Ain Oasis to największa oaza na obszarze miasta, znajdująca się na liście UNESCO. Za jej znaczenie dla formowania kultury i za podziemny system nawadniający – falaj. Zwiedzanie oazy trochę rozczarowuje: spaceruje się wybrukowaną aleją, po bokach są wysokie mury, nie wchodzi się za bardzo pomiędzy palmy, brakuje informacji. Oaza jest tuż przy pałacu, właściwie to jego część. Tyle że nie ma tu biletów, nie jest też zamykany w dni muzealne.

Al Jahili Fort
Al Jahili Fort

Sama oaza raczej nie robi dobrego wrażenia. Można nawet zacząć zastanawiać się, jakim cudem trafiło to na listę UNESCO? Czy tylko z powodu szejka Zajida? Słowo klucz w tym wypadku to właśnie tradycyjny falaj. Ten system budowania irygacji znany jest tu od prawie 3000 lat.

Wnętrza centrum handlowego Bawadi Mall
Wnętrza centrum handlowego Bawadi Mall

Centrum miasta można obejrzeć ze wzgórza Al Nagfa. To słynny punkt widokowy, znajdujący się niedaleko fortów. Niestety to nie jest ani Dubaj, ani Abu Zabi, więc nie robi to już takiego wrażenia.

Targ wielbłądów
Targ wielbłądów

Targ wielbłądów

Jednak to nie zabytki ściągnęły naszą uwagę na Al-Ajn. W pewnym sensie odpowiada za to centrum handlowe Bawadi Mall, choć oczywiście w porównaniu z dubajskimi, to szkoda na nie marnować czasu. Jedna fontanna w środku i brak turystów, kupują zaś jedynie Arabowie z rodzinami. Prawdziwy kruczek tkwił w lokalizacji tego centrum. Tuż za nim znajduje się tradycyjne targowisko, na którym handluje się zwierzętami. To chcieliśmy zobaczyć.

Targ wielbłądów w Al-Ajn
Targ wielbłądów w Al-Ajn

Z samego rana, jeszcze przed śniadaniem, wybraliśmy się na pobliski targ wielbłądów, bo tak go się najczęściej określa. Oczywiście handlują też innymi zwierzętami, przede wszystkim kozami i owcami, ale to wielbłądy ściągają tu zarówno kupców jak i odwiedzających. Sprzedają tutaj tylko wielbłądy jadalne, to znaczy przeznaczone na konsumpcję. Nie było zwierząt wyścigowych.

Targ wielbłądów w Al-Ajn
Targ wielbłądów w Al-Ajn

To ostatni taki targ w Emiratach. Raczej zanikają już w tej formie. Ten powoli staje się też atrakcją turystyczną, co pewnie sprawi, że przetrwa w jakiejś formie. Idąc z samego rana można zobaczyć, jak to wyglądało naprawdę. Sprzedawcy pozwalają bez problemów robić zdjęcia, czasem sami chcą pozować. Klientów też nie ma zbyt wielu, może przyjdą później. Są zagrody, są zwierzęta i tyle. Natomiast w późniejszych godzinach przybywają tu turyści, najczęściej ze zorganizowanych wycieczek. Wstęp dla nich na targ jest płatny (ale nie jest to oficjalnie zorganizowane, więc bywa różnie). Sprzedawcy chcą też zarabiać na zdjęciach. Za to można sobie cyknąć fotki siedząc na wielbłądach, czy przebierając się w kolorowe stroje. Robi się z tego taka atrakcja turystyczna, w takim bardziej cepelianym znaczeniu.

Sam targ też nie jest dobrym miejscem dla osób wrażliwych. Nie ma tu jakiejś krwi, czy rzeźników, ale w tych krajach nie dba się zbytnio o zwierzęta i traktuje się je czasem dość brutalnie.

Targ wielbłądów
Targ wielbłądów

Ogród zoologiczny

Ale to nie koniec oglądania zwierząt w Al-Ajn. Nie udało nam się zobaczyć arabskich oryksów na wolności (ani w jordańskim rezerwacie, który akurat był nieczynny z powodu remontu), więc musieliśmy się posiłkować tutejszym ogrodem zoologicznym.

Safari w zoo
Safari w zoo

A jest to specjalne zoo. Zacznijmy od tego, że jeden z ojców założycieli, a potem prezydent Zjednoczonych Emiratów Arabskich – szejk Zayed bin Sultan Al Nahyan był światłym człowiekiem z wizją. Nie tylko pchnął rozwój gospodarki i kultury tej części Półwyspu Arabskiego, ale także zainteresował się ochroną przyrody, w tym ochroną zagrożonych gatunków zwierząt – rzadko się to zdarza w świecie arabskim. Na jego zlecenie powstał w Al-Ajn ogród zoologiczny. W roku 1968 otwarto placówkę, której jednym z ważniejszych celów było i nadal jest, odtworzenie populacji oryksa arabskiego (Oryx leucoryx). Ze względu na niekontrolowane polowania, w 1970 roku uznano gatunek za wymarły na wolności.

Oryksy arabskie
Oryksy arabskie

Dzięki staraniom prywatnych hodowców (do których należał szejk Zayed) i ogrodów zoologicznych, w tym Al-Ajn, w 2011 roku populację oryksa na Półwyspie szacuje się na około tysiąca osobników. W zoo jest zdjęcie szejka Zayeda wypuszczającego oryksa na wolność. Nie tylko oryks arabski jest objęty programem reintrodukcji, ale także oryks szablorogi (Oryx dammah), który niegdyś występował w Afryce Północnej, dziś jest wymarły w stanie dzikim. W Tunezji, Maroko czy Senegalu próbuje się odtwarzać gatunek.

Pustynia obok zoo
Pustynia obok zoo

Oryksy i safari

Zoo w Al-Ajn jest bardzo dobrze przemyślane. Ma doskonale zachowaną równowagę pomiędzy ochroną gatunków i dobrym samopoczuciem zwierząt na wybiegach (nie do pomyślenia na targu), a satysfakcją zwiedzających, dodatkowymi atrakcjami i walorami edukacyjnymi. Wybiegi są naprawdę obszerne i urozmaicone, otoczone dość wysoką zielenią, dzięki czemu zwierzęta nie są bardzo wyeksponowane: dość, by je spokojnie obserwować, a jednocześnie by zwierzęta nie czuły się otoczone. Do dodatkowych atrakcji oprócz pokazów karmienia należy możliwość kupienia wycieczki safari na teren afrykańskiego wybiegu. Jedzie się samochodami terenowymi i robi zdjęcia, dokładnie jak na przykład na safari w Tanzanii czy Kenii. Po co ruszać się poza wygodny Półwysep? Duże centrum edukacyjne oferuje różne warsztaty, konferencje i pokazy. Prawdę mówiąc, nie spodziewaliśmy się tak świetnego ogrodu zoologicznego. Ten zaś jest naprawdę godny polecenia.

Oryks arabski
Oryks arabski

I co najważniejsze, to faktycznie jedno z najważniejszych centrów rozmnażania oryksów. Stąd pomysł na wizytę tutaj. Oryksy zaś można zobaczyć nawet bez wchodzenia do zoo. Przed wejściem, jak się jedzie na olbrzymi parking, jest wybieg, gdzie chodzą te wspaniałe zwierzęta. Parking oczywiście jest darmowy, ale jak ktoś chce to jest i wersja płatna typu valet czy VIP.

Orksy arabskie
Orksy arabskie

Al-Ajn niestety nie jest tak popularne wśród turystów jak Dubaj, więc gorzej wygląda tu kwestia poruszania się komunikacją zbiorową po samym mieście. Zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem jest samochód: albo własny, albo taksówka. Z parkowaniem większych problemów nie ma.

Oryks szablorogi
Oryks szablorogi

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak emiracki
Al-Ajn Podróżowanie po ZEA
Share Button

Park Narodowy Tongariro, czyli Mordor

„Nikt po prostu nie wchodzi do Mordoru” mówi filmowy Boromir (Sean Bean) w „Drużynie pierścienia” Petera Jacksona. Nie jest to do końca prawda, do Mordoru jest wejść dość łatwo, w dodatku nie ma nawet biletów. Przynajmniej jeśli mówimy o miejscu, w którym kręcono Mordor (i Górę Przeznaczenia), czyli Parku Narodowym Tongariro.

Tongariro - początek Apline Crossing
Tongariro – początek Apline Crossing

Park Narodowy Tongariro

Tongariro to jeden z najstarszych parków narodowych na świecie i pierwszy w Nowej Zelandii. Założono go w 1887 roku; znajduje się także na liście UNESCO. Tongariro to obszar wulkanicznej aktywności, obejmujący trzy aktywne wulkany: Ruapehu, Ngauruhoe i Tongariro. Osiągają one wysokości odpowiednio 2797, 2291 i 1978 m.n.p.m. Te wulkany są cały czas aktywne, ostatnia poważna erupcja w 2012 roku była dziełem Tongariro. Okolica jest nieustannie monitorowana przez sejsmologów. Zresztą na terenie parku mamy informację o ewentualnej drodze ewakuacyjnej, czy tak zwanych bezpiecznych miejscach.

Powulkaniczne skały "Mordoru"
Powulkaniczne skały „Mordoru”

To dość duży i zróżnicowany park posiadający wiele większych i mniejszych szlaków. Najbardziej słynny z nich to Tongariro Alpine Crossing. Określa się go mianem jednej z najlepszych 1-dniowych pieszych tras, to oczywiście jeden z nowozelandzkich Wielkich Szlaków (The Great Walk), choć tu uwaga, wlicza się to całą Pętlę, nie tylko Alpine Crossing. Trasa wiedzie z jednej strony Parku Narodowego Tongariro na drugą i liczy jakieś 19,5 kilometra. Po drodze podziwia się kratery wulkanów zalane wodą i surowe otoczenie.

W Nowej Zelandii dbają by nie niszczyć roślin
W Nowej Zelandii dbają by nie niszczyć roślin

Jak zacząć

Przejście jest długie i trochę wymagające, więc jest to trasa w jedną stronę. Po obu stronach wejścia na szlak znajdują się parkingi (darmowe). Jeden w Ketetahi, drugi w Mangatepopo. W tym pierwszym można zaparkować auto tylko do czterech godzin, czyli szlaku się nie przejdzie. Drugi był sugerowany jako miejsce, gdzie można zostawić samochód, przejść, a w Ketetahi wsiąść do busa (płatnego) i wrócić do miejsca, w którym zostawiło się swój pojazd. Podczas naszej wizyty także w tym miejscu wprowadzono czterogodzinne ograniczenie. Pilnują tego, ale nie wiemy jak restrykcyjnie. W każdym razie przed parkingiem w Mangatepopo znaleźliśmy lokalne reklamy prywatnych, płatnych parkingów z dowózką w obie strony. Wiele osób korzysta z dojazdu zorganizowanego przez różne firmy, np. z okolic Taupo. Podwożą pod jedno wejście i odbierają na drugim.

Ścieżka jest wytyczona
Ścieżka jest wytyczona

Nie tylko aktywność wulkaniczna jest tu problemem. Klimat jest dość kapryśny i jak to w wysokich górach, pogoda może zmienić się z godziny na godzinę. Gdy pogoda jest zła, nie kursują shuttle busy, co utrudnia przejście pełnym szlakiem. Można wtedy tylko zrobić sobie kawałek (mieszcząc się w czterech godzinach). Nam niestety pogoda pokrzyżowała plany przejścia przez Alpine Crossing, ale na szczęście jest jeszcze kilka innych miejsc w parku.

Krajobraz "Mordoru"
Krajobraz jak z „Mordoru”

Tongariro, czyli Mordor

Jednak zostańmy jeszcze przy szlaku, bo jest bardzo interesujący filmowo. Choćby Mount Ngautuhoe (2291 m. n.p.m.). Wulkan ten, którego ostatnia erupcja miała miejsce w 1977 roku, w filmie „Władca Pierścieni: Powrót króla” odegrał rolę Góry Przeznaczenia, gdzie do Szczelin Zagłady Frodo miał cisnąć Pierścień. Przy dobrych warunkach i odpowiednio zagospodarowanym czasie można na niego wejść. Zdjęcia kręcono w 2000.

I z "Willow"
I jak  z „Willow”

Tongariro „zagrało” Mordor we „Władcy Pierścieni” Petera Jacksona. Surowy krajobraz, skąpa roślinność wysokogórska, ślady świeżych erupcji wulkanicznych i te ostre, poszarpane stożki. Czy jest lepsze miejsce na Krainę Cienia? Patrząc na film widzi się kształty, klimat, ale nie zawsze kolory. Jackson w Mordorze użył wielu filtrów i efektów komputerowych, więc trzeba się trochę wpatrzeć, ale klimat jest. Cóż, same skały i granie może wyglądają tu posępnie, ale nie tak mrocznie jakby chcieli tego filmowcy. Bo kwitnący i kolorowy Mordor nie napawa nas przecież grozą.

Tongariro
Tongariro

Zupełnie inaczej sprawa się ma z filmem „Willow” Rona Howarda (wyprodukowanym przez George’a Lucasa). Ten także był kręcony w tym parku, zresztą blisko miejsc, gdzie potem nagrywano Mordor. W „Willow” jednak nie używano filtrów, więc dość dobrze oddaje klimat tego miejsca, w szczególności gór, a już zwłaszcza w pochmurny dzień, na jaki trafiliśmy. Tongariro u Howarda to okolice zamku Bavmordy. Zdjęcia kręcono wiosną 1987.

Ścieżka w Tongariro
Ścieżka w Tongariro

Poza Tongariro Alpine Crossing

Odchodząc zaś od Alpine Crossing. Nieopodal Whakapapa Village znajduje się wodospad Tawhai. Tutaj kręcono sceny z Gollumem w świętej sadzawce, w której złapał sobie rybkę i beztrosko tłukł ją o kamień podśpiewując.

Wodospad Tawhai
Wodospad Tawhai

To także obszar, na którym żyją kiwi. Można się tu natknąć na znaki przypominające, by uważać w nocy. Za to dużo łatwiej zobaczyć znaki informujące o obecności tych ptaków.

Wodospad Tawhai (tu się kąpał Gollum)
Wodospad Tawhai (tu się kąpał Gollum)

Inne trasy wewnątrz parku nie są już tak słynne. Nie przechodzi się blisko wulkanów, ale i tak są bardzo ładne. Położone niżej, częściej idzie się wśród drzew, więc nawet przy silnym i porywistym wietrze nie są zamykane. Spokojnie można przejść kawałkiem Pętli Północnej Tongariro (Tongariro Northern Circuit). Jej częścią jest wspominany Alpine Crossing. Cała pętla to mniej więcej 3-4 dni wędrówki. Nawet fragmenty tej ścieżki są ciekawe, pełne wodospadów, grani i różnej roślinności.

Okolice Tawhai
Okolice Tawhai

Okolice Tawhai
Okolice Tawhai

Tongariro jest słynne także jako idealne miejsce dla narciarzy. Sprawia to, że baza hotelowa już w samym parku jest dość mocno rozbudowana i mówimy tu głównie o hotelach wyższej klasy, z saunami i masą innych atrakcji, a co za tym idzie droższymi. Niemniej jednak, jak to bywa w Nowej Zelandii, choć restauracje czy bary są, godziny ich otwarcia są dość krótkie, więc czasem trzeba wybrać między jedzeniem, a zwiedzaniem okolicy. A tras spacerowych, pomijając tę główną, jest tu bardzo dużo. Swoją drogą trasy narciarskie też wykorzystano w filmach Jacksona.

Wodospad Taranaki
Wodospad Taranaki

Ochrona przyrody

Władze Parku mają pewien dwugłos jeśli chodzi o „Władcę Pierścieni”. Dziś wykorzystują go w rozreklamowaniu tego miejsca, ale przy kręceniu wystąpiły pewne problemy. Omyłkowo filmowcy dostali zgodę na wprowadzenie tam sprzętu, który nie powinien wjechać do parku. Ostatecznie wyrządzili trochę szkód, które w 2005 naprawiła specjalna ekipa. Dyrekcja była zła na ekipę Jacksona, ale dziś umiejętnie czerpie z tego zysk.

Taranaki Falls
Taranaki Falls

Ten park zrobił na nas fenomenalne wrażenie. Bardzo żałujemy, że nie przeszliśmy całego Tongariro Alpine Crossing z powodu złych warunków pogodowych, ale i tak większość dnia spędziliśmy na nogach. Trochę marznąć, ale też podziwiając przepiękne widoki. W każdym razie jest bardzo konkretny powód, by tu jeszcze wrócić.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
PN Tongariro
Szlak filmowy
PN Tongariro
Share Button