Quito: stolica Ekwadoru, kolonialne zabytki, atrakcje, zwiedzanie

Quito, plac św. Franciszka

Stolica Ekwadoru, czyli Quito, to miasto, które mocno wyróżnia się nie tylko na tle całego kraju, ale ogólnie Ameryki Łacińskiej. Sporo tu zabytków, głównie sakralnych i kolonialnych, przez co czasem mówi się o Quito, że to Florencja Ameryki. Oczywiście jest to przesadzone, acz ilość pięknych świątyń jest naprawdę imponująca. Swoją drogą, stare miasto Quito to jeden z najstarszych wpisów z listy UNESCO. Co więcej, dzięki rozwojowi kraju, a przede wszystkim ropie naftowej, Ekwador ma pieniądze na rewitalizację. I choć jeszcze na początku XXI wieku stolica miała nienajlepszą reputację, dziś wyróżnia się bardzo na plus, nie tylko w regionie. Jest tu co zwiedzać, ale zabytkowe centrum to jedno, to także dobra baza wypadowa, by zobaczyć atrakcje w okolicy.

Nazwa i wysokość

Oficjalna nazwa to San Francisco de Quito. To oczywiście tradycja hiszpańska nazywania miast od świętych, w tym wypadku jednak nazwą zwyczajową zostało samo Quito. To drugie największe miasto Ekwadoru (po Guayaquil), jak również stolica kraju. Znajduje się na wysokości 2850 metrów nad poziomem morza, co czyni je jedną z dwóch najwyższej położonych stolic na świecie. Konkurencją jest tu La Paz i Sucre. Pierwsza to de facto stolica Boliwii (i znajduje się wyżej niż Quito, na wysokości 3640 metrów, zaś znajdujące się na przedmieściach El Alto jest na wysokości 4150 metrów), druga to de jure stolica Boliwii (i znajduje się trochę niżej niż Quito na wysokości 2790 metrów, wówczas miałaby drugie miejsce). Jeszcze wyżej znajduje się Lhasa (3656 metrów) w Tybecie, który jednak jest autonomią, a nie samodzielnym państwem, więc wszystko zależy, jak kto układał statystykę. Quito to również stolica położona najbliżej równika. Nazwa miasta wywodzi się od plemienia Kwitu.

Historia Quito

Obecność ludzka na terenach dzisiejszej stolicy Ekwadoru datuje się na jakieś 8 tysięcy lat przed naszą erą. Znaleziska (acz młodsze) odkryto w dzielnicy Cotocollao. Nie do końca znamy historię preinkaską, tu naukowcy nie są zgodni. Prawdopodobnie istniało tu królestwo Quito, które zostało podbite pod koniec IX wieku naszej ery przez kulturę Caranqui. Tę z kolei podbili Inkowie, bliżej XIV wieku. Inkowie w tym wypadku przebudowali miasto, niewiele zostawiając z oryginalnej zabudowy. Quito miało być północną stolicą ich państwa po podziale. Ale rozbicie dzielnicowe skończyło się bratobójczymi walkami o władzę, ostatecznie nie do końca wiadomo, czy zostało ono opuszczone przed, czy w trakcie walk z Hiszpanami. Nawet jeśli tak było, to w tym drugim przypadku, było już tylko cieniem dawnej potęgi. Niektóre źródła mówią, że miasto zostało zniszczone doszczętnie przez wycofujących się Inków.

Quito założył w 1534 Diego de Almagro, hiszpański konkwistador. Początkowo nosiło nazwę Santiago de Quito, ale przechrzczono je na Świętego Franciszka z Asyżu. Tyle, że tamto Quito znajdowało się bliżej Riobamby. Pod koniec tegoż roku, inny konkwistador, pochodzący z Kordoby, Sebastián de Belalcázar zdecydował ponownie założyć miasto, tyle że w nowej lokalizacji. Głównie wynikało to z tego, że udało się odeprzeć Inków, a tereny dzisiejszego Quito były dużo bardziej strategiczne. Był on założycielem między innymi Cali, zaś w swoich podbojach przemierzał tereny dzisiejszej Nikaragui, Panamy, Hondurasu czy Peru. Zmarł w w Cartaginie de Indias, ale w Ekwadorze wciąż bywa wspominany.

Miasto szybko stało się stolicą prowincji, początkowo wicekrólestwa Peru, a następnie Nowej Granady. Ale nie odgrywało bardzo istotnej roli. Warto dodać, że w latach 1765 i 1766 miała tu miejsce rewolta, największa z dotychczasowych w koloniach Hiszpańskich (później większa była w Peru). W jej okresie Quito było niepodległym rejonem. Na nowo ruchy niepodległościowe zaczęły przybierać na sile w 1810 roku, ale posiłki przybyłe z Limy stłumiły rebelię. Dopiero w 1822 Simón Bolivar wyzwolił to miasto. Wówczas miała miejsce bitwa u podnóża wulkanu Pichincha, gdzie pokonano Hiszpan i utworzono Wielką Kolumbię. Wulkan ten znajduje się w rejonie Quito.

Już w wolnym Ekwadorze, Quito początkowo rywalizowało z Guayaquil o miano stolicy. Natomiast warto pamiętać, że druga połowa XIX wieku i początek XX wieku to nie był dobry okres dla Ekwadoru. Prezydenci bywali dyktatorami, przemoc była na porządku dziennym, także zamieszki, które rozlewały się po stolicy i wiązały z plądrowaniem. Miały miejsce nawet wojny domowe (jak czterodniowa w 1932 roku). Jeśli chodzi o zamieszki i temperament mieszkańców, warto wspomnieć o tym, że 12 lutego 1949 roku w radiu nadano „Wojnę światów” H.G. Wellesa, co wywołało panikę w mieście, zamieszki i podpalenia, w których zginęło przynajmniej 20 osób.

Wulkan Pichincha

Jedną z atrakcji Quito są okoliczne góry, często pochodzenia wulkanicznego. Jedna z nich to wspomniana już Pichincha. Jej najwyższy szczyt ma 4784 metry wysokości nad poziomem morza. I jest to miejsce, które stosunkowo łatwo jest zdobyć. Głównie za sprawą kolejki linowej. Działa tu wyciąg, który wwozi nas na 4100 metrów nad poziomem morza przynajmniej według tabliczki. Nowsze dane mówią o 3945 metrach nad poziomem morza. Tam znajduje się restauracja, sklep, ale też zaczynają szlaki. Jeden z nich wiedzie na wulkan. Natomiast już samo wjechanie i pochodzenie po okolicy jest bardzo ciekawe z powodu roślinności i wspaniałych widoków, widać tu Quito z góry, jak również innych atrakcji. Jest tu choćby huśtawka z widokiem, coś podobnego do tego, co jest w Baños de Agua Santa i w innych miejscowościach. Sama trasa na wulkan nie jest bardzo trudna, ale mimo wszystko dobrze przebyć aklimatyzację wcześniej. Ponieważ był to dla nas początek podróży po Ekwadorze, odpuściliśmy sobie wędrówkę. Oprócz wysokości, także pogoda nam nie sprzyjała.

Sam stratowulkan ostatni raz wybuchł w 1999 roku. Na dole przed kolejką znajduje się parking. Godziny otwarcia TelefériQo Cable Car oraz ceny można sprawdzić na stronie. Warto pamiętać, że jest to jedna z najwyżej dojeżdżających kolejek na świecie, więc niektórzy na górze mają objawy choroby wysokościowej. I to w miejscu, gdzie jest górna stacja, bez zdobywania wierzchołka wulkanu.

Centrum Quito

Quito może poszczycić się największym, stosunkowo mało zmienionym historycznym centrum w obu Amerykach. Kiedy w 1978 roku UNESCO rozpoczynało tworzenie swojej listy dziedzictwa kulturowego, centrum Quito i Kraków były dwoma pierwszymi wpisami. Jest tu ponad 130 zabytkowych budynków.

Plac Niepodległości

Centralnym punktem Quito jest Plac Niepodległości (Plaza de la Independencia), zwany też Placem Wielkim (Plaza Grande, rzadziej Plaza Mayor). Druga nazwa ma pochodzenie kolonialne i jest obecnie rzadziej używana. To z jednej strony miejsce odpoczynku, z drugiej też teren częściowo zielony. Już pierwszego dnia rano mieliśmy szansę wśród ptaków wypatrzyć kolibry.

Centralny budynek przy placu to Palacio de Carondelet, czyli pałac prezydencki. Powstał jeszcze w czasach hiszpańskich, ukończono go bowiem w 1801 roku. Był wówczas siedzibą gubernatora. Pierwotna siedziba została zniszczona podczas trzęsienia ziemi w XVII wieku. Obecna powstała na zlecenie ówczesnego administratora, był nim Francisco Luis Héctor de Carondelet y Bosoist. Jest to postać o tyle ciekawa, że patrząc jak dziś traktuje się hiszpańską przeszłość, raczej powinien być zapomniany. Natomiast nie tylko utrzymano jego nazwisko w nazwie pałacu, ale też szczycą się tym, że jest on pochowany w katedrze. Wynikało to wprost z jego podejścia do sprawowania urzędu. Pomimo dużej władzy, pozostawał uprzejmy, bezstronny, a co jeszcze ważniejsze: otwarty i ciekawy. Osobiście towarzyszył Alexandrowi von Humboldtowi, gdy ten wyprawiał się po okolicy. Wspierał też innych odkrywców i przyrodników. Zaś podczas powstania rdzennej ludności nagradzał tych, którzy pozostali lojalni wobec Hiszpan. Zajmował się również rozwojem infrastruktury. Z tego także słynął w Luizjanie, którą wcześniej zarządzał. Tam rozbudowywał Nowy Orlean i współpracował z Indianami, podobnie próbował działać tutaj. Obecnie poza rolą polityczną, pałac częściowo został zamieniony w muzeum. Te sekcje można zwiedzać w ograniczonym zakresie.

Katedra w Quito

Jedną z budowli ukończoną za rządów Carondeleta jest katedra (Catedral Metropolitana de Quito). Prace nad nią trwały od 1545 do 1799 roku. Oczywiście nie pomogło jej wspomniane trzęsienie ziemi, ale również erupcje wulkanu. Carondelet doprowadził także do zmian, a raczej rozbudowania projektu, mimo to całość zamknięto do końca. Ma bogaty ołtarz, ale ogólnie jest dość skromna w porównaniu z innymi świątyniami. Pełniła też rolę panteonu narodowego (o nowym piszemy niżej), pochowano w nie jest choćby Juan José Flores, pierwszy prezydent Ekwadoru, czy Antonio Jose de Sucre, jeden z wyzwolicieli tego państwa

Można ją zwiedzać za darmo. Katedra od 1995 roku jest uznawana za katedrę Ekwadoru, czyli główny kościół kraju. Słynie też ze specjalnego zwyczaju, czyli el Arrastre de Caudas. W Wielką Środę ma miejsce specjalne nabożeństwo z błogosławieństwem flagą. Ma ono rzymski rodowód i zostało przeniesienie tu (i do Limy) z Sewilli, acz przetrwało jedynie tutaj.

Ulica Siedmiu Kościołów

Katedra formalnie znajduje się przy placu Niepodległości, ale główne wejście jest od ulicy Garcia Moreno. To jedna z uliczek w centrum, przy niej znajdują się jeszcze dwa inne kościoły (tuż przy katedrze) i cztery inne dalej. Stąd nieformalnie bywa nazywana ulicą Siedmiu Kościołów lub ulicą Siedmiu Krzyży (Calle de las Siete Cruces, Calle de las Siete Iglesias), gdyż przed każdą ze świątyń stoi krzyż. Swoją drogą Gabriel García Moreno to pisarz, a także prezydent Ekwadoru, który przez lata przebywał na banicji, za próbę obalenia Floresa. Obecnie można wspominać obu, a konflikt nie jest specjalnie istotny.

Wróćmy jednak do kościołów. Jeden to stojący obok katedry kościół Tabernakulum (Iglesia Católica El Sagrario) z przepięknym ołtarzem i architekturą inspirowaną włoskim renesansem. Całość powstała w XVII wieku, znów można wejść i zobaczyć za darmo. Drugi to kościół Towarzystwa Jezusowego (Iglesia de la Compañía de Jesús (la Compañía)), ukończony w 1765 roku. Uchodzi za jeden z najpiękniejszych i najbardziej zdobionych w całym kraju. Wejście jednak jest płatne, ale też ograniczone czasowo. Pomimo dwóch prób w różnych godzinach, nie udało się nam wejść do środka. Niemniej jednak barokowa fasada robi wrażenie, uchodzi przy tym za jeden z najważniejszych przykładów tego stylu w Ameryce Południowej. Mówi się, że w Quito znajduje się w sumie jakieś 80 zabytkowych świątyń.

Plac świętego Franciszka

Zupełnie w inny sposób żywy jest plac świętego Franciszka (Plaza San Francisco). Pomijając kolejny przepiękny kościół, to miejsce, które żyje. Plac otaczają bary i restauracje. Na placu są gołębie, sprzedawcy kwiatów i pamiątek. Całość naprawdę żyje. O ile plac Niepodległości jest miejscami zielony i są ławki, ten został w całości pokrytym brukiem.

Do tego znajduje się tu bazylika św. Franciszka oraz klasztor (Iglesia y Convento de San Francisco). Budowlę ukończono w 1650 roku, co czyni ją jedną z najstarszych działających świątyń w Ekwadorze i ogólnie Amerykach. Prace nad nią ruszyły już w 1535 roku, jakieś 50 dni po ustanowieniu Quito, czy raczej tego drugiego Quito. To zdanie ogólnie jest chaotyczne, rozbija akapit. Bazylika w Quito to jedna z najstarszych w Amerykach, i tyle. Potem zdanie o rozmiarze, bez dygresji o kościołach w innych krajach, nie są tu potrzebne. Do tego dochodzi jej wielkość. Żadna inna budowla w całej Ameryce Południowej, która jest zlokalizowana w centrum historycznym, nie jest tak ogromna. Bywa nazywana Escorialem Nowego Świata. Powstawała przez prawie 150 lat i znów jest to mieszanina stylów. Natomiast w tym miejscu w czasach prekolumbijskich miał swój pałac król Inków – Huayna Capac, niestety z niego nic nie zostało.

Budowla wewnątrz naprawdę zachwyca. Jest bogato zdobiona, przepiękna. Warto zwrócić uwagę na figurki świętych, niektóre są dość makabryczne. To jeden z przykładów synkretyzmu w krajach latynoamerykańskich. Wewnątrz nie można robić zdjęć aparatem, na komórki patrzą trochę inaczej, zwiedza się za darmo. Natomiast jest to istotne miejsce kultu i mszy oraz nabożeństw jest tu bardzo dużo, więc nie zawsze można wejść do środka.

Plac św. Dominika

Trzeci główny plac w centrum to plac świętego Dominika. Z nich wszystkich jest on jednak najbardziej techniczny i mało ciekawy (no jeszcze gorzej wypada plac teatralny). Jest tu kościół świętego Dominika. Za to idąc dalej dochodzi się do malowniczej ulicy Calle de La Ronda (określanej często jako La Ronda). Sporo przy niej sklepów, barów i restauracji. To bardzo turystyczne miejsce. Kiedyś upodobali je sobie poeci i artyści, dziś miejsce stara się wyróżniać klimatem i przyciągać odwiedzających. Także muzyką na żywo (najczęściej grają lokalną pasillo). Znów ta część miasta tętni życiem także w późniejszych godzinach.

Kościół św. Dydaka

Jednym z ciekawszych kościołów jest przyzakonny kościół świętego Dydaka z Alkali (Iglesia Católica San Diego – Convento – Museo de la Recoleta). O ile sama świątynia się nie wyróżnia, o tyle przy niej znajduje się muzeum, które prowadzą zakonnicy – franciszkanie. Pozwolili oni nam wejść do środka, a jeden z nich, mówiący po angielsku, był naszym przewodnikiem. Mieliśmy szansę zobaczyć sam kościół, cele zakonne, ale też to, co nas ściągnęło tutaj najbardziej. Czyli obrazy, a wśród nich Ostatnią Wieczerzę, w typowym andyjskim stylu, czyli ze świnką morską na talerzu. To oczywiście kolejny przykład synkretyzmu. Widzieliśmy podobne przedstawienia w Limie czy Cuzco, w obu miejscach nie można było robić zdjęć (i czego mocno pilnowano). Tutaj tego nie broniono. Muzeum nie jest normalnie otwarte, po prostu jak się jest zainteresowanym i jest ktoś w środku, to oprowadzają (za darmo). Dzięki temu można podziwiać wnętrza i obrazy bez tłumów. Sam kościół budowano od 1599 roku, w fazach, związanych z datkami.

Obok kościoła znajduje się cmentarz świętego Dydaka. Także można wejść na jego teren i zobaczyć, w jaki sposób wyglądają tutejsze pochówki. Niektóre groby są wręcz piętrowe. Trzeba być ostrożnym z robieniem zdjęć, bo tu jest sporo osób, które przychodzą pomodlić się za swoich bliskich.

Bazylika wotywna w Quito

Bardzo wyróżnia się też nowa bazylika Ślubowania Narodowego (Basílica del Voto Nacional). To świątynia wotywna, niestety w polskiej sieci czasem można spotkać się z dziwnym tłumaczeniem – Bazylika Głosowania Narodowego. Prawdziwa nazwa pochodzi od zawierzenia Ekwadoru Najświętszemu Sercu Jezusa, ale że pełni ona częściowo też rolę nowego panteonu narodowego, stąd pewnie pomysły z głosowaniem. To podobno największa bazylika neogotycka w obu Amerykach. Właściwie wciąż jest w budowie, prace ruszyły w 1892, ale w 1988 został oddana do użytku i konsekrowana. Niespecjalnie się śpieszą z jej ukończeniem, gdyż według przesądów, tuż po tym nastąpi koniec świata.

Wygląda lepiej na zewnątrz niż w środku, gdzie sprawia wrażenie dużej, ale pustej. Budowana jest też z myślą o zwiedzaniu, więc można zajrzeć do podziemi, przejść się pod dachem po deskach. Do tego warto zwrócić uwagę na gargulce w formie lokalnych zwierząt – legwanów, żółwi, czy pancerników. Sporo tu detali i zakamarków do oglądania. Wejście do środka jest płatne.

Muzeum Narodowe

Muzeum narodowe trochę rozczarowuje. Co prawda jest darmowe i daje pewien przekrój historii kraju, ale jest stosunkowo niewielkie. Przynajmniej główna ekspozycja jest raczej uboga. Mimo że bardziej skoncentrowana na historii i kulturze kraju niż muzeum narodowe w Bogocie, wciąż pozostaje niedosyt. Największym problemem muzeum narodowego w Quito jest muzeum przy Pumapungo w Cuence. Ono zdecydowanie bardziej koncentruje się na lokalnych kulturach, co sprawia, że jest ciekawsze i bardziej wartościowe. Ma dokładnie to, czego szukaliśmy tutaj.

Zwiedzanie Quito

Warto jeszcze wspomnieć o tym, że Quito jest stosunkowo długim miastem. Geograficznie miasto rozwinęło się w dolinie, z północy na południe. To powoduje, że komunikacyjnie jest trochę koszmar, bo mocno się korkuje. Przejazd potrafi zająć nawet dwie godziny. Na szczęście zabytkowe centrum jest zwarte. Pomijając odleglejszy punkt jakim była kolejka, wszędzie docieraliśmy na piechotę. Uber działa dość sprawnie.

Jest tu też kilka punktów widokowych. O kolejce już wspominaliśmy, ale kolejny to El Churo w parku Alameda. El Churo to kamienna konstrukcja, z której można oglądać okolicę (ale widok raczej rozczarowuje, bo to nie jest wysoka budowla). W parku znajduje się też staw z karpiami koi oraz najstarsze obserwatorium astronomiczne na kontynencie. Jeśli chodzi o tereny zielone, warto wspomnieć jeszcze Parque La Carolina z ogrodem botanicznym, acz tam też nie wchodziliśmy. Drugi punkt obserwacyjny to wzgórze El Panecillo, tam też znajduje się pomnik Matki Bożej z Apokalipsy (Virgen de Quito). Tam jednak nie dotarliśmy. Każdy jednak jest zupełnie inny, właśnie z powodu podłużnego ukształtowania miasta.

Dodajmy też, że Quito jest bardzo dobrą bazą wypadową do zwiedzania okolicy. Najbardziej znane miejsca to słynne miasto z targowiskiem, czyli Otavalo, równik, czyli Mitad del Mundo, laguna Quilotoa, czy Cotopaxi. Oczywiście agencje oferują dotarcie tam w ramach wycieczek.

Bezpieczeństwo w Quito

Wiemy, jak wygląda bezpieczeństwo w dużych miastach w Ameryce Łacińskiej. Trzeba mieć oczy otwarte i nie kusić losu. Tyle że pod tym względem Quito naprawdę wyróżnia się na plus. W dużej części z tego prostego powodu, że centrum turystyczne, historyczne i polityczno-religijne są tożsame, a także dlatego, że Ekwador wykorzystał swoje zasoby ropy i się rozwinął. Owszem, są szemrane okolice (choćby wieczorem plac Teatralny z podstarzałymi prostytutkami), ale reszta jest bardzo przyjemna.

Filmy kręcone w Quito

Wiele źródeł twierdzi, że Quito pojawiło się w filmie „Stan zagrożenia” (1994) Phillipa Noyce’a z cyklu o Jacku Ryanie, gdzie miało grać Bogotę i Medellin. Tyle że większość zdjęć dziejących się w Kolumbii kręcono w Meksyku (głównie miasto Meksyk i Veracruz). Oficjalne źródła też raczej milczą na ten temat, być może ujęcia lotniskowe na tle gór faktycznie nagrywano gdzieś w Andach, ale potwierdzenia nie ma. Quito grało za to w filmie „Dowód życia” (2000) Taylora Hackforda, który kręcono między innymi na polskim poligonie w Biedrusku. Ostatnio pojawił się także w filmie „Queer” (2024) Lucy Guadagnino, gdzie kolonialna architektura udaje miasto Meksyk z lat 50. XX wieku.

  • Na zwiedzanie Quito warto poświęcić minimum jeden dzień. Kolonialne centrum jest dość kompaktowe, ale dodatkowe atrakcje, znajdują się bardziej na przedmieściach.
  • W przypadku wyjazdu poza miasto samochód można wynająć tutaj.
  • Możliwe wycieczki po okolicy można sprawdzić na GetYourGuide.
  • Jeśli spodobał Ci się wpis śledź nas na Facebooku (i innych mediach), podziel się nim lub zapisz się na newsletter.
Ekwador
QuitoChimborazo
Share Button

Komentarze

Rekomendowane artykuły