Rafting w Himalajach? To coś, co trochę przypomina film „Indiana Jones i Świątynia Zagłady”. Takich miejsc w Nepalu jest kilka, ale jednym z najpopularniejszych jest rzeka Trishuli. Znajduje się tam całkiem sporo małych firm oferujących taką aktywność. W dodatku jest to popularna jednodniowa, aktywna wycieczka z Katmandu.

Co warto zobaczyć w okolicy Trishuli?
Rzeka Trishuli: Informacje ogólne
Pomysł na rafting w Himalajach
Zacznijmy jednak od wspomnianego filmu. Przede wszystkim ani ten rafting tak nie wygląda (nie spływamy wprost ze szczytów, by wylądować w wioskach przy polach herbacianych), ani tym bardziej nie kręcono tych scen w Himalajach. Choć producenci filmu faktycznie chcieli początkowo nie tylko akcję osadzić w Indiach, w tym wykorzystać Jaipur, jednak ostatecznie nie uzyskali zgody władz. Sceny indyjskie kręcono więc na Sri Lance, między innymi w okolicy Kandy. Z wyjątkiem scen w Himalajach. Te kręcono w USA, tak więc sceny w których Indiana Jones i jego towarzysze siedzą w pontonie, powstawały między innymi w parku Yosemite.

Rzeka Trishuli
Wracając jednak do samej rzeki, Trishuli to jeden z dopływów rzeki Kali Gandaki, która wpada z kolei do Gangesu. Źródła zaczynają się w Chinach, ujście jest w Indiach. Kali Gandaki przepływa przez najgłębszą dolinę świata, otoczoną przez ośmiotysięczniki. Stąd wysokości to 6,8 tysiąca metrów, czyli więcej niż w kanionie Colca, który uchodzi za najgłębszy. Oczywiście wszystko zależy od tego, jak się zdefiniuje szczegóły pomiaru. Sama nazwa pochodzi od trójzębu Śiwy, który określa się jako trishula. Według legendy Śiwa wbił swój trójząb w miejsce, skąd wychodzą trzy źródła, które tworzą dzisiejszą rzekę.

Rafting na rzece Trishuli
Trudność raftingu
Na początek można zapomnieć o wysokich górach w tle. Przy dobrej widoczności coś można zobaczyć, ale raczej zabiera się turystów w spokojniejsze i bezpieczniejsze miejsca. Trishuli to nie jest jedyne miejsce, gdzie w Nepalu można próbować raftingu. To obszar, gdzie jest on popularny i bezpieczniejszy ze względu na nurt. Bardziej przewidywalny, do tego dochodzi przygotowana infrastruktura (acz pamiętajmy, że to Nepal). Trishuli daje możliwość zorganizowania raftingu na poziomach od I do III/III+, czyli taki średniozaawansowany (umiarkowany, podobny poziom jak w Europie jest choćby na słoweńskiej rzece Socza).

Porównując ten rafting z innymi, których próbowaliśmy wcześniej, ten jest dość specyficzny. Głównie z powodu wody. W naszym przypadku miał on miejsce krótko po intensywnych opadach. Efekt był taki, że zarówno poziom wody był większy, a nurt bardziej rwący, ale jeszcze gorsze było to, że woda była brudna. Przez to nawet osoby prowadzące nie zawsze wszystko widzą. Oczywiście mieli na to dobre rozwiązanie. Oprócz pontonu płynęły z nami dwie osoby na kajakach. Z jednej strony mieli wyłapywać osoby, które by przypadkiem wypadły z pontonu, co się nie zdarzyło. Z drugiej testowali jako pierwsi niektóre ze spływów. Dopiero potem płynął ponton. Czyli wytyczali drogę.

Warunki na rzece a pora roku
Dobrze wiedzieć, że te warunki na rzece Trishuli zmieniają się w ciągu roku, sprawiając iż w zależności od pory roku aktywność tę odbierze się inaczej. Generalnie w porze monsunowej (czerwiec – wrzesień), woda jest bardziej rwąca, nurt szybszy, tym samym też pływanie bardziej intensywne. Pora sucha (październik – maj) to czas spokojniejszy, a przepłynięcie tego kawałka wydłuża się. Tyle że spada też poziom wody. Więc chyba najlepszy moment to wiosna lub jesień, gdy w górach zaczynają się opady. Samą zimą może oczywiście być tu też chłodniej. Tyle że jak w naszym przypadku, czystość wody po deszczu niekoniecznie może zachęcać. My byliśmy pod koniec marca, na sam deszcz się nie załapaliśmy, ale sporo wody spłynęło z gór i pól. Inna rzecz, że nawet na trasie raftingu można znaleźć miejsca, gdzie nieczystości spływają z pobliskich domów bezpośrednio do wody.

Organizacja raftingu
Wspominaliśmy, że rafting na rzece Trishuli to popularna jednodniowa wycieczka z Katmandu (ale podobnych ofert można też szukać w Pokharze czy Chitwan). My znaleźliśmy wycieczkę z Katmandu, tu jednak uwaga na rozrzut cenowy, który jest naprawdę spory. Widzieliśmy takie za 200 Euro od osoby, a my znaleźliśmy za około 35 Euro. Sam spływ tratwą (pontonem) trwał około 2,5 godziny, ale całość zajęła praktycznie cały dzień ze względu na transport. Ten jest dość uciążliwy z powodu dróg słabej jakości, w dodatku jednopasmowych. Efekt jest taki, że ten przejazd faktycznie zajmuje zdecydowaną większość dnia i to duża strata. W przypadku podróżowania czy to w kierunku Chitwan czy Pokhary, można to rozwiązać dużo lepiej. Zorganizować sobie autobusy tak, by dojechać mniej więcej do Charaundi. To miejsce, gdzie zaczyna się „zagłębie” raftingowe i działa wiele różnych małych firm. Tam należałoby wykupić/zorganizować spływ, a następnie ruszyć w dalszą drogę. Wydłużyłoby to przejazd, ale w przypadku całodniowej wycieczki z Katmandu robi się właściwie zbędne kilometry i traci naprawdę dużo czasu na techniczne przejazdy.

Ogólnie rafting na rzece Trishuli jest oferowany przez większość agencji turystycznych (można ich szukać też online). Wówczas zapewniają oni przejazd albo prywatny albo właśnie zwykłymi autobusami, czasem też mogą dodać jakiś posiłek po drodze. Reszta wygląda standardowo.

Przebieg raftingu
W naszym przypadku wyglądało to tak, że jechaliśmy z Katmandu. Odebrano nas z hotelu, zaprowadzono nas do autobusu, gdzie zobaczyliśmy pozostałych uczestników. Kierowca pilnował, byśmy wysiedli w odpowiednim miejscu. Autobus, jak wspominaliśmy, to normalna linia, która tędy kursuje. Nic specjalnego, pomijając to, że one raczej punktualne nie są. Następnie zostawiliśmy wszystkie nasze rzeczy, których nie chcieliśmy moczyć, w miejscu rozpoczęcia raftingu. Tam były zamykane pokoje. Dodatkowo wyposażono nas w pianki, kapoki i kaski oraz wiosła. Poszliśmy nad rzekę, gdzie przeprowadzono szkolenie, podzielono nas na grupy i ruszyliśmy.

W połowie trasy zrobiono przerwę, wylądowaliśmy w miejscu, gdzie dostaliśmy napoje oraz drobne przekąski. Była też szansa na kąpanie się, ale z powodu zabrudzenia wody, nikt nie skorzystał. Następnie ruszyliśmy dalej. Gdy dotarliśmy do końca trasy, zabrano nas, tym razem na pace samochodu do miejsca, gdzie były nasze rzeczy. Był czas by się ponownie przebrać, potem zawieziono nas na wliczony w cenę obiad. Obiad był w knajpie turystycznej, w Katmandu można znaleźć bardziej lokalną kuchnię. Potem odstawiono nas do autobusu, który zawiózł nas do stolicy Nepalu. Dotarliśmy tam dopiero około wieczora. Z praktycznych uwag, warto się odpowiednio przygotować. Formalnie umiejętność pływania nie jest konieczna, gdyż dostajemy kamizelkę, ale mimo wszystko się przydaje. Przydaje się strój kąpielowy, jak również kremy z filtrem, bo jesteśmy wystawieni na słońce. Do tego kondycja, woda i ewentualnie aparat/telefon który może robić zdjęcia pod wodą lub jest odpowiednio zabezpieczony. My w Trishuli bawiliśmy się dobrze. Nie był to najważniejszy punkt wyprawy do Nepalu, ale doskonale ją uzupełnił w sposób aktywny.
- Z Katmandu to jednodniowa wycieczka.
- Jeśli planujesz zwiedzać okolicę, zajrzyj też do polecanych wycieczek na tutaj. Można upolować tam fajne promocje.
- Podróż po okolicy może być wygodniejsza samochodem, dostępne auta w okolicy znajdziesz tutaj.
- Cześć odsyłaczy do linki afiliacyjne. Nic Was to nie kosztuje, a nam pomaga utrzymać blog. Podobnie jak symboliczna kawa. Dziękujemy za każde wsparcie.
- Jeśli ten wpis okazał się pomocny czy inspirujący, będzie nam miło jeśli zostaniesz z nami na dłużej:
- możesz obserwować nas Facebooku (i innych mediach), lub udostępnić go
- albo zapisać się na nasz newsletter, by nie przeoczyć kolejnych wpisów.
| Nepal | ||
| Trishuli | Everest Base Camp |




