Paro (སྤ་རོ་) to zdecydowanie najbardziej turystyczne miasto Bhutanu. Nie tylko dlatego, że znajduje się tu główne lotnisko (obsługujące między innymi Thimphu), rozbudowaną bazę hotelową i turystyczną, ale także ze względu na atrakcje. W dolinie Paro znajduje się choćby Tygrysie Gniazdo. Dodatkowo to także filmowe miejsce.

Co warto zobaczyć w Paro?
Paro: Informacje podstawowe
Historia Paro
Z większością miast w Bhutanie jest ten problem, że to relatywnie nowy koncept. Jeszcze w XIX wieku wiele z największych obecnie miast w kraju było raczej rozproszonymi osadami. Zresztą to był okres, w którym sam Bhutan zmagał się z plagami konfliktów wewnętrznych. Lepiej było mieszkać w małych wioskach w górach. Tak więc trudno mówić o jakimś początku Paro jako całości, bardziej o dolinie Paro, w której kultura rozwijała się już w VII wieku naszej ery. Więc taki prawdziwy początek miasta Paro to prawdopodobnie okres modernizacji Bhutanu, czyli połowy XX wieku. W 1968 roku w dolinie Paro zbudowano pierwsze lądowisko z myślą o helikopterach. Na początku lat 80. rozwinęło się w lotnisko, a potem, w 1981 roku uruchomiono pierwszą bhutańską linię lotniczą. Wciąż jednak Paro to niewielkie miasto, w 2017 roku nie mieszkało tu 11,5 tysiąca mieszkańców.

Zabytki i atrakcje Paro
Lotnisko
Większość turystów przybywających do Bhutanu ląduje na lotnisku w Paro. Jest ono stosunkowo niewielkie i jak wspominaliśmy, obsługuje też stolicę kraju (tam nie ma lotniska). Ale to też jedno z najtrudniejszych lotnisk w ruchu lotniczym (czasami uznawane nawet za najtrudniejsze). Wymaga specjalnych uprawnień pilota, by w ogóle można było tam podejść do lądowania. Głównie wynika to z położenia: lotnisko znajduje się na wysokości około 2000 metrów nad poziomem morza, a wokół niego wznoszą się pięciotysięczniki z ostrymi krawędziami. Do tego dochodzą często silne wiatry i turbulencje. Nie pomaga też wielkość samego lotniska, trzeba być dość precyzyjnym przy podchodzeniu do lądowania. Na liście trudnych lotnisk znajdują się też lotnisko w Lukli (to najczęściej jest uznawane za najtrudniejsze, wykorzystywane często jako początek trekkingu do Everest Base Camp), na Maderze, w Innsbrucku, Wellington oraz na Gibraltarze. Lotnisko to także siedziba obu bhutańskich linii – Bhutan Airlines oraz Drukair. Dziś jest połączone nie tylko z Indiami (Delhi, Kalkuta, Mumbaj), Nepalem (Katmandu, Pokhara), ale też Dubajem, Kuala Lumpur, Singapurem, Hong Kongiem, Dhaką, Ho Chi Minh, czy Bangkokiem, plus kilkoma trasami sezonowymi i wewnętrznymi. Czasem oprócz trudności w lądowaniu wymienia się je także na listach najmniejszych pod kątem liczby mieszkańców miejscowości z lotniskami międzynarodowymi.

Już po emocjach związanych z lądowaniem, wychodzi się na zewnątrz i można przejść do terminala. Został on starannie odrestaurowany w 2022 roku. To pierwszy kontakt z Bhutanem. Lotnisko Paro łączy tradycyjne wzornictwo z nowoczesną funkcjonalnością. To właśnie esencja tego kraju, bo zapada ono w pamięć właśnie z powodu nie nowoczesnego wyglądu, a bardzo tradycyjnego podejścia. Robi to wrażenie.

Centrum
Miasto Paro jest niewielkie, ciut większe niż Punakha, acz przy tym zdecydowanie bardziej turystyczne. Wynika to wprost z tego, że jest tu centrum, dokładniej jedna ulica, przy której są sklepy i restauracje, a trochę dalej także hotele. Więc mamy tu niezwykłe (jak na Bhutan) życie turystyczne, skoncentrowane w jednym miejscu. Warto pamiętać, że Paro to miejsce, które przyciąga największą liczbę turystów w Bhutanie (i nie tylko z powodu lotniska). To widać w tym centrum. A dlaczego tak jest? Jeden powód to oczywiście Tygrysie Gniazdo, które znajduje się w okolicy, a to zdecydowanie najsłynniejsza atrakcja Bhutanu (można nawet iść na piechotę). Drugi to fakt, że przebywanie w Bhutanie jest dość drogie, o czym dokładnie piszemy w informacjach praktycznych. Bhutan chciał ściągnąć bogatszych turystów, ale nie przewidzieli jednego: do Paro przyjeżdża sporo osób, które chce zaliczyć Bhutan jako jeden z kolejnych krajów. Ze względu na koszty zostają tu jedną noc i co najwyżej oglądają okolice Paro. Jest jak jest. Efekt jest taki, że faktycznie centrum Paro wyróżnia się pod względem życia turystycznego, ale nawet tutaj pilnują, by architektura i wzornictwo było spójne.

Przy głównej ulicy znajduje się świątynia buddyjska, a także można podejść do targowiska. Ono już jest takim typowym lokalnym bazarkiem, bez turystycznej otoczki, czy pamiątek. Te bez problemu za to znajdziemy przy głównej ulicy, w jednym z wielu sklepików z lokalnym rzemiosłem.
Dzong w Paro
Najważniejszym zabytkiem Paro jest zamek, czyli Rinpung Dzong (co znaczy tyle co „Twierdza na Klejnocie Stosu”) lub Paro Dzong. Nazwę Ringpung nadał skale, na której zbudowano Dzong, Guru Rinpoche w VIII wieku. Sama świątynia w tym miejscu powstała w XV wieku. Była ona niewielka i nie zachowała się do dziś. Początkowo rozbudowano ją o niewielki dzong, ale całość rozebrano w 1644 roku. Wówczas to rozpoczęto pracę nad nową fortecą, którą ukończono dwa lata później. Do dziś pełni ona rolę nie tylko turystyczną, ale też religijną i administracyjną. Aż do połowy XX wieku właśnie tu obradowało Zgromadzenie Narodowe. We wnętrzach niestety nie można robić zdjęć, a szkoda. Freski naprawdę są imponujące, do tego freski i inne zdobienia, z których najstarsze liczą sobie setki lat.

Tu właśnie powstawały zdjęcia do filmu „Mały Budda” (1993) Bernardo Bertolucciego. O ile sporo ujęć powstawało w Katmandu i okolicy, o tyle klasztor mnichów buddyjskich nagrano właśnie w Paro. Co akurat jest o tyle interesujące, że dzong do dziś jest wykorzystywany przez mnichów. Nawet podczas zwiedzania widzi się ich tutaj, jest także działająca szkoła, w której kształcą się przyszli mnisi buddyjscy. Dodajmy, że w tym miejscu wiosną odbywa się tradycyjny festiwal Paro Tshechu, podczas którego mnisi wykonują tańce w maskach zwanych Cham.

Muzeum Narodowe
Paro to nie tylko lotnisko, ale mieści się tu również Muzeum Narodowe Bhutanu. Założono je w 1968 roku. Znajduje się tu sporo sztuki bhutańskiej, historyczna broń, czy przedmioty codziennego użytku, a także przegląd przyrody kraju. Część muzeum mieści się w dzongu (blisko Paro Dzong, ale to nie ten sam). Ten Dzong pochodzi z 1651 roku i ma trochę inną strukturę niż pozostałe dzongi, które mieliśmy okazję zobaczyć. Przede wszystkim to wieża obserwacyjna lub warownia, która miała pomóc strzec Bhutanu przed najazdami Tybetańczyków. Stąd jest on okrągły, przypominający wieżę. Wysoki na 22 metry przez wiele lat był uznawany za najwyższą budowlę Bhutanu i jeśli chodzi o historyczne, to pewnie wciąż tak jest. W 2019 roku wybudowano klasztor z wieżą – Sangye Migyur Ling Lhakhang, tuż przy granicy Indii i ma ona 55 metrów, co czyni ją najwyższą budowlą w kraju.

W muzeum warto zobaczyć też wystawę masek. Ogólnie tańce z maskami to ważna część kultury Bhutanu. Maski można zobaczyć też w innych miejscach (jak Szkoła Rzemiosła w Thimphu). Tu na prezentacjach multimedialnych pokazano przebieg festiwali. Choć nie mieliśmy ich szansy zobaczyć na żywo, przed muzeum widzieliśmy ćwiczenia tych tańców, co było bardzo ciekawe. Wnętrza nie są już tak dobrze zachowane, dostosowano je do potrzeb wystawienniczych, wciąż jednak są tu miejscami wąskie korytarze, czy oryginalne sklepienia. Ogólnie jest ono dobrze zrobione i sporo w nim eksponatów. W ramach muzeum można też zwiedzić inne budynki, które już takiego wrażenia nie robią. Ale za to pokazują choćby naturę Bhutanu.

Dungtse Lhakhang
Niedaleko muzeum znajduje się świątynia buddyjska Jangtsa Dumtseg Lhakhang lub Dungtse Lhakhang. Jest znana pod dwoma nazwami. Ma formę stupy. Powstała gdzieś między 1421 a 1433 rokiem, źródła nie są zgodne. Za jej budowę odpowiada lama Thangtong Gyalpo, który jest czczony i pamiętany w Bhutanie jako ten, który budował żelazne mosty.

Świątynia ta właściwie jest ulokowana przy drodze do muzeum, jest tu niewielki parking. Ale nie zawsze da się wejść do środka. Z tego co słyszeliśmy, jest ona utrzymywana z prywatnych środków. Wewnątrz są przechowywane święte księgi, które liczą sobie jakieś 1600 lat. Zostały prawdopodobnie przywiezione tu z Tybetu i mają moc zmieniana negatywnej energii w życiu na pozytywną. Więc w środku można natknąć się na taki rytuał. Oczywiście wokół świątyni także narosły legendy. Jedna z nich mówi, że powstała głowie demona, albo że lama pokonał tu wężową siłę.

Stary most
Te wspomniane żelazne mosty, które tworzył Czagzampa (bo tak też określa się czasem Gyalpo), gdzieniegdzie się zachowały. Dobry przykład to stary most przy Tachog Lhakhang, który znajduje się na przedmieściach Paro. Obecnie nie dało się przez ten most przejść, gdyż uchodzi za świętość, ale wciąż dało się go zobaczyć. Natomiast sam twórca porównywany jest z Leonardo da Vinci z powodu różnych zainteresowań i swojej twórczości. W sumie przypisuje mu się budowę około 100 mostów (większość drewnianych). Uznawany jest za emanację Guru Rinpoche (tego od Tygrysiego Gniazda) i jednego z najważniejszych świętych Bhutanu.
Kyichu Lhakhang
W Paro poszliśmy też zobaczyć świątynię Kyichu Lhakhang. Znajduje się ona na przedmieściach, była blisko hotelu, w którym spaliśmy. To było wyjście samodzielne, bez przewodnika. Bhutan, jak pisaliśmy w informacjach praktycznych, obecnie ciężko zwiedzać samemu, bo kraj preferuje wyjazdy zorganizowane. Natomiast dobrze to pokazuje, jakim problemem jest zwiedzanie miejsc bez pomocy przewodnika. Bilety do świątyni można było kupić przed wejściem, ale tylko przez Internet i była tam cała, skomplikowana procedura. Bo bilet można kupić w całości online, co wymaga zrobienia przelewu i wykonania kilku kroków, lub online z płatnością na miejscu. Więc z numerem wygenerowanym przez stronę WWW (po uzupełnieniu iluś rzeczy) można podejść i zapłacić. Poddaliśmy się, acz udało się zajrzeć do środka, bo zamykano świątynię.

Zależało nam, by tu zajrzeć, bo to jedna z najstarszych świątyń w Bhutanie. Jej początki sięgają VII wieku, ale budynek obecny jest stosunkowo nowy, bo na przestrzeni lat świątynia ulegała zniszczeniu i była kilkukrotnie odbudowywana. Formalnie więc pochodzi z XIX wieku (z mocną przebudową w latach 70. XX wieku).

Drakarpo Lhakhang
Paro to nie tylko miasto, to cała dolina, w której kryje się sporo atrakcji. Jedną z nich jest Drakarpo Lhakhang. To przepięknie położona świątynia, znajdująca się na klifie. Jest bardzo ciekawie zawieszona i zapada w pamięć. Jest mniej turystyczna, ale przy tym bardzo popularna wśród Bhutańczyków, którzy przybywają tu licznie. Z kilku względów. Mówi się, że jeśli okrąży się wzgórze 108 razy, to grzechy zostaną odpuszczone. Oczywiście tu także był Guru Rinpoche, więc przewodnicy są w stanie wskazać wiele śladów na skałach, które pozostały po nim. Jest też jaskinia oraz pęknięty kamień, przez który trzeba przejść. Osoba grzeszna utknie. Trochę przypomina to przechodzenie przez Ucho Igielne w Jerozolimie. Dla nas był to także bardzo fajny spacer po okolicy.

Zwiedzanie Paro
Oczywiście nie można zamknąć wyjazdu do Paro bez Tygrysiego Gniazda. Ono jest jeszcze ciekawiej zlokalizowane i bardziej charakterystyczne. Całe miasto jest naprawdę czyste, przyjemne i zadbane, a przy tym mimo obecności dużych (jak na Bhutan) hoteli, wciąż wkomponowane idealnie w góry i zachowujące styl.

- Na zwiedzanie Paro z bliskimi okolicami warto poświęcić przynajmniej pół dnia.
- Jeśli planujesz zwiedzać okolicę, zajrzyj też do polecanych wycieczek na tutaj. Można upolować tam fajne promocje.
- Cześć odsyłaczy do linki afiliacyjne. Nic Was to nie kosztuje, a nam pomaga utrzymać blog. Podobnie jak symboliczna kawa. Dziękujemy za każde wsparcie.
- Jeśli ten wpis okazał się pomocny czy inspirujący, będzie nam miło jeśli zostaniesz z nami na dłużej:
- możesz obserwować nas Facebooku (i innych mediach), lub udostępnić go
- albo zapisać się na nasz newsletter, by nie przeoczyć kolejnych wpisów.
| Bhutan | ||
| Paro | Podsumowanie | |
| Szlak filmowy | ||
| Paro |




