Archiwa tagu: pustynia

Ksar Ghilane, oaza na pustyni w Tunezji

Powszechnie Tunezja kojarzy się z nadmorskimi kurortami oraz piaszczystymi pustyniami. Tych drugich nie ma jednak aż tak wiele, a przynajmniej takich, które wpisują się w ogólne wyobrażenia. Duży obszar Tunezji jest zarośnięty kępami roślinności. Piasek owszem jest, ale to już nie ten oczekiwany krajobraz. Jednak nawet tam można znaleźć kilka miejsc, które doskonale wpisują się w obraz pustynnej krainy. Jedno z nich to oaza Kasr Ghilane (arab. قصر غيلان, franc. Ksar Ghilane‎).

Oaza Ghilane
Oaza Ghilane

Oaza Ksar Ghilane na Saharze

Ghilane znajduje się gubernatorstwie Tatawin i Kibili. Nazwa tego pierwszego może słusznie kojarzyć się z „Gwiezdnymi Wojnami”. Po francusku to Tataouine. Prawdopodobnie to stamtąd George Lucas zaczerpnął nazwę Tatooine w „Nowej nadziei”.

Zachód słońca nad ergiem w Tunezji
Zachód słońca nad ergiem w Tunezji

Choć formalnie większość Sahelu to Sahara, ta jednak dzieli się na wiele mniejszych pustyń. Między Algierią a Tunezją rozpościera się tak zwany Wielki Erg Wschodni (Grand Erg Oriental). To właśnie tam w miejscu, gdzie pustynia żwirowa łączy się z piaszczystą znajduje się oaza palmowa, Ksar Ghilane. Inna nazwa tego miejsca Henchir Tébournouk.

Ksar Ghilane (Tunezja)
Ksar Ghilane (Tunezja)

Nocleg w oazie

Obecnie oaza jest interesującym centrum turystycznym, mało rozpropagowanym, ale posiadającym pewną infrastrukturę. Uprawia się tu palmy daktylowe, hoduje też zwierzęta. Jednak w środku oazy postawiono kilkanaście namiotów berberyjskich i dalej się to toczy swoim życiem. W nocy zaś w namiotach słychać pustynny wiatr. Miejsce to zapewne zyskałoby większą sławę, gdyby nie załamanie turystyki w Tunezji (spowodowane zamachami i rewolucjami). Warto jednak pamiętać, że poza turystyką obszar ten utrzymuje się także dzięki uprawie palm daktylowych.

Jeziorko w oazie (Ksar Ghilane)
Jeziorko w oazie (Ksar Ghilane)

Oaza Ghilane przede wszystkim daje możliwość swobodnego obcowania z piaszczystą pustynią. Wychodzi się i można pospacerować po diunach. Gdy tam byliśmy, istniały także opcje jazdy konnej, quadem i zapewne też dromaderem. Można też zobaczyć jak się piecze lokalny chleb, a co jeszcze ciekawsze, podczas naszej wizyty dało się kupić lokalne wino. Znając rygor krajów arabskich jeśli chodzi o alkohol, tu dość swobodnie do tego podchodzono, co nas trochę zdziwiło.

Wielki Erg Wschodni (Grand Erg Oriental)
Wielki Erg Wschodni (Grand Erg Oriental)

Atrakcje i okolica ksaru Ghilane

Są tu też dodatkowe atrakcje. Pierwsza to pozostałości starego fortu rzymskiego, znajdującego się na pustyni. Był on także używany przez Legię Cudzoziemską, stąd nazwa kasr/ksar (pierwsza to wersja francuskojęzyczna, druga anglojęzyczna). Rząd tunezyjski podejmował próby wpisania tego miejsca na listę zabytków UNESCO, ale nie odniosło to skutku.

Nocleg w oazie Ghilane
Nocleg w oazie Ghilane

Druga atrakcja jest jeszcze ciekawsza. W środku oazy znajduje się jezioro z gorącego (no ciepłego) źródła. Obecnie jest okupywane przez turystów, siedzących zarówno nad wodą jak i w środku. Przede wszystkim kąpiel w jest bardzo orzeźwiająca i przyjemna, zwłaszcza jak się przypomni o reszcie okolicy.

Wypiek berberyjskiego chleba na pustyni
Wypiek berberyjskiego chleba na pustyni

Oaza Ksar Ghilane to bardzo ciekawy punkt, idealne miejsce na odpoczynek czy nocleg podczas tułaczki po południowej Tunezji. Tak też je wykorzystaliśmy.

System irygacyjny w oazie Ghilane
System irygacyjny w oazie Ghilane

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak tunezyjski
Ksar Ghilane?

Wahiba Sands, zjawiskowa pustynia w Omanie

Wahiba Sands to jedno z bardziej rozpoznawalnych miejsc Omanu. A także popularne. Trochę trudno je nazwać kurortem, to zdecydowanie inne podejście do pustyni dla turystów, bardziej luksusowe, spokojniejsze, w pewien sposób mniej „typowe”, bardziej przypominające czas spędzony w hotelu, tyle że zamiast miasta jest właśnie pustynia.

Wejście na diunę
Wejście na diunę

Wahiba Sands (pustynia Sharqia)

Pustynia piaszczysta Sharqia (lub Sharqiya Sands) jest lepiej znana pod starą nazwą Wahiba lub Ramlat al-Wahiba, czyli „piaski plemienia Wahiba”. Obszar ten, rozciąga się na przestrzeni 12 500 kilometrów kwadratowych w obrębie Omanu. Jego nazwa została nadana przez Królewskie Towarzystwo Geograficzne podczas ekspedycji z drugiej połowy XIX wieku. Wówczas obszarem tym i przede wszystkim jego oazami, rządziło plemię Bani Wahiba. Najwyższe wydmy osiągają tutaj nawet 100 metrów wysokości.

Erg - Wahiba Sands
Erg – Wahiba Sands

Kilka pustyń już odwiedziliśmy. Wycieczki na nie wyglądają różnie, choć wpisują się w pewien typ. Na przykład Wadi Rum czy Erg Chebbi wymagały właściwie wynajęcia wycieczki, gdzie nocowanie na pustyni stanowiło dodatkową atrakcję. W obu przypadkach mieliśmy trochę czasu na samodzielne napawanie się pustynią. Wahiba Sands zdecydowanie bardziej przypomina to, co widzieliśmy w Tunezji w Oazie Ghilane. Czyli bardziej kemping z możliwością wyjścia na pustynię i do tego ewentualnie dodatkowe atrakcje. Oczywiście w okolicy także można rozbić się samemu z namiotem czy samochodem.

Wahiba Sands
Wahiba Sands

Wyprawa na Wahiba Sands

W Wahiba Sands początkowo szukaliśmy w ogóle wycieczki po pustyni, przejazdu jakimś jeepem 4×4 po wydmach, czy nawet wielbłądów, bardziej jako czegoś, co można dograć do naszych oczekiwań. I tu bardzo szybko okazało się, że faktycznie takie wycieczki są organizowane z Maskatu, łączone na przykład z Wadi Bani Khalid. To nie do końca to, czego szukaliśmy. Okazało się, iż najlepiej noclegów na pustyni szukać na Booking.com czy podobnych serwisach. Tam są namioty do wyboru w różnych lokalizacjach. Nie każdym samochodem się tam dojedzie, ale to nie jest problem. Check-in hotelowy bowiem najczęściej nie odbywa się w namiotach, a w przydrożnych miasteczkach, gdzie znajdują się biura. Zazwyczaj jest podana godzina, w której dobrze jest się zjawić, to oczywiście można negocjować. W zależności od drogi, jaką trzeba pokonać i samochodu jakim się dysponuje, albo zostaje on na parkingu, albo jedzie się przez pustynię. Czyli taki mały off-road.

Widok na erg
Widok na erg

Nocowanie na pustyni

Nasz samochód dał radę, więc jechaliśmy za przedstawicielem hotelu/kempingu. Na miejscu chwilę na rozpoznanie i właściwie czas wolny. Można samemu pójść na pustynię i spędzać czas jak się chce. Oczywiście są dodatkowe atrakcje, pokroju wielbłądów, czy jazdy samochodami po wydmach, które mogą nam załatwić. Kruczek tkwi w cenie i ilości chętnych. Jedyne czego nie było to Beduinów, ich kuchni, tańców brzucha i tak dalej.

Dromader blisko obozu (Wahiba Sands, Oman)
Dromader blisko obozu (Wahiba Sands, Oman)

To dobrze, bo Beduinów jako takich niema za wielu w Emiratach czy Omanie. W ZEA na wycieczkach pustynnych można na takie atrakcje trafić, ale potem okazuje się, że Beduini (np. z Pakistanu) nie znają arabskiego, zaś tancerki biegle mówią po ukraińsku. To nie ta część świata, więc nam jak najbardziej odpowiada, że nie próbują wciskać na siłę „typowych” atrakcji. W przypadku tej pustyni jest lepiej, bo ten olbrzymi obszar 12,5 tysiąca kilometrów kwadratowych zamieszkuje prawie 3000 Beduinów. Ale to nie oni pracują w kempingach, a najczęściej Hindusi bądź inni przyjezdni.

Pustynia piaszczysta w Omanie
Pustynia piaszczysta w Omanie

W naszym obozie warunki jak na pustynię były luksusowe: łazienka w kafelkach przy każdym namiocie, oświetlenie elektryczne, łóżko i stolik w namiocie. Bez porównania z surowym noclegiem w Jordanii czy Maroko, ale czy lepiej? Na pustyni nie szuka się luksusów. Nas zachwycają połacie piachu, morze wydm czy majestatyczne wielbłądy, które gdzieś tam przemierzają diuny. Plus cisza, spokój, wiatr i piasek, aż po horyzont (przynajmniej w dużą część stron). Zdobywanie kolejnej wydmy, by dalej zobaczyć jeszcze jedną i dalej piasek. Tu jedna uwaga: warto wybrać taki nocleg, który znajduje się głębiej w pustyni. Spora ilość samochodów i turystów jest tu zauważalna, ale im dalej jesteśmy, tym łatwiej wejść na spokojne diuny, gdzie czasem znajdziemy ślady quadów, a jeszcze częściej wielbłądów i tylko to.

Wahiba Sands
Wahiba Sands

Inne atrakcje

To także doskonałe miejsce do oglądania gwiazd w nocy, zwłaszcza jak nie ma wielu chmur. Plus wschodów i zachodów słońca. Zaś w obozie poza kolacją czy śniadaniem, po zmierzchu było też ognisko i dostęp do napojów. Żadnego pieczenia beduińskiego chleba, czy innych takich atrakcji. Zdecydowanie bardziej na poważnie, mniej udawania, co przy kolejnym wyjeździe na pustynie jest miłą odmianą. Choć pamiętajmy, że w wielu takich miejscach, ten chleb będąc atrakcją jest pieczony na poważnie.

Piaski na pustyni w Omanie
Piaski na pustyni w Omanie

W niektórych miejscach z diun można zjeżdżać na desce. Widzieliśmy to z daleka. Cześć wydm jest dość wysoka, obozy najczęściej znajdują się w dolinach, więc spacer trzeba zacząć od wdrapania się. Później już jest łatwiej.

Wahiba Sands
Wahiba Sands

Rano zaś, jeśli dojechaliśmy sami, możemy wyruszyć stąd w dalszą drogę, kiedy chcemy. Żadnego formalnego check-outu. Jeśli samochód nie dał rady, wtedy przyjedzie o umówionej godzinie ktoś z biura i nas zabierze.

Pustynia w tle góry
Pustynia w tle góry

Fort niedaleko Wahiba Sands

Zaś wracając samemu, można zatrzymać się przy dawnych fortecach na granicy pustyni. Dziś mocno podupadła, jej dawne mury są obecnie w części wykorzystywane przez miejscowych jako domostwa i różne składziki.

Fort w Omanie
Fort w Omanie

I jeszcze jedna uwaga. Nie spodziewaliśmy się na pustyni Zjednoczonych Emiratów i tym bardziej Omanu zasięgu komórkowego. A tymczasem zasięg jest doskonały.

Obozowisko z namiotami widoczne z diuny
Obozowisko z namiotami widoczne z diuny

Wahiba Sands to bardzo fajna pustynia, choć zdecydowanie dla osób, które już pewne rzeczy widziały i doświadczyły. Jeśli ktoś chciałby nocować u Beduinów, jeździć na wielbłądach i tak dalej, to zdecydowanie taniej i lepiej jest to zrobić w innych rejonach świata. Ta pustynia ma dwie podstawowe zalety. Po pierwsze widoki, te są naprawdę niesamowite. Druga zaś możliwość wyciszenia się i odcięcia od reszty. O ile oczywiście wyłączy się doskonale działającą komórkę. Ze względu na temperatury najlepszy okres do odwiedzenia tego miejsca to październik – marzec, wtedy jest tu naprawdę ciepło i przyjemnie, ale jeszcze nie upalnie.

Przejazd przez pustynię
Przejazd przez pustynię

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak omański
Wahiba Sands

Hurghada – popularny kurort w Egipcie

Egipt także ma swój mały Dubaj, czy Abu Zabi. Około roku 1913 Brytyjczycy poszukując ropy naftowej w Zatoce Sueskiej założyli małą osadę o nazwie Hurghada (arab. الغردقة). Początkowo zamieszkiwali ją głównie rybacy, jednak od lat 80. dzięki inwestycjom miejsce to przekształciło się w potężny ośrodek turystyczny. Jeden z największych, najchętniej odwiedzanych i najważniejszych w całym Egipcie. Choć na próżno tu szukać drapaczy chmur czy centrów biznesowych, turystyka rozwinęła się tu na bardzo wysokim poziomie, a do Hurghady przybywają rzesze odwiedzających, szukając orientalnych wakacji.

Wielkie hotele nad brzegiem Morza Czerwonego to typowy krajobraz Hurghady
Wielkie hotele nad brzegiem Morza Czerwonego to typowy krajobraz Hurghady

Od wioski rybackiej do luksusowego kurortu

Mechanizm jest identyczny jak w Emiratach: za sprawą pieniędzy w ciągu kilkudziesięciu lat maleńka osada rybacka na środku niczego stała się ważnym ośrodkiem, w tym wypadku tylko turystycznym. Mieszka tu jakieś 160 tysięcy mieszkańców, niewiele w porównaniu z Kairem. Większość pracuje w turystyce.

Meduza na plaży
Meduza na plaży

Przyznajemy, nie lubimy takich miejsc. Średnio odnajdujemy się w kurortach, gdzie poza hotelami i atrakcjami nie ma nic do zrobienia, jednak warto nadmienić, że to dobre miejsce jako baza wypadowa na zwiedzenia Egiptu, przede wszystkim okolic Luksoru czy Gizy. Praktycznie w każdym hotelu znajdziemy wycieczki do tych miejsc, jak również wielu innych, bardziej lokalnych (o nich w tym wpisie więcej). Z tego da się zorganizować bardzo ciekawy wyjazd do Egiptu, o ile oczywiście lubimy grupowe wyjazdy. Choć prawda jest taka, że z bezpieczeństwem w Egipcie bywa na przestrzeni lat różnie, więc czasem może w ogóle być problem z zwiedzaniem najważniejszych rzeczy samodzielnie. Sytuacja w tym kraju przypomina trochę sinusoidę, raz jest lepiej, raz gorzej.

Meczet - Hurghada
Meczet – Hurghada

Hurghada – hotele, plaże i atrakcje

Zresztą to, co bardzo rzuca się w oczy w Hurghadzie to olbrzymia ilość służb mundurowych, także z ostrą bronią. Hurghada ma być bezpieczna i to starają się robić. Przechodząc / przejeżdżając, natkniemy się na posterunki policji czy wojska, niejednokrotnie uzbrojonych w ciężkie karabiny. Zaś do wielu hoteli trzeba wchodzić przez bramki wykrywające metale. Pomijając to, oczywiście największą uciążliwością są nachalni sprzedawcy (choć podobno rząd zamierza to trochę ograniczyć) oraz potencjalna zemsta faraona.

Wnętrze meczetu w Hurghadzie
Wnętrze meczetu w Hurghadzie

Większość hoteli jeśli nie ma dostępu do plaży, to ma na swoim wyposażeniu basen, a także często organizują transfery do plaż. Wielu osobom to wystarcza. Zwłaszcza jak się doda opcję all-inclusive, która jest tu dość popularna. Pomijając oczywiście dalsze wycieczki (które nas przywiodły do Egiptu), warto skorzystać z oferty lokalnych biur i wypadów kilkugodzinnych. Z Hurghady będą zadowoleni też ci, którzy chcą spędzić urlop w miarę tanim, acz luksusowym miejscu. Da się tu takie rzeczy znaleźć.

Kościół koptyjski (Hurghada)
Kościół koptyjski (Hurghada)

Meczety i kościoły Hurghady

Najprostsza, ale też właściwie najłatwiejsza do samodzielnej organizacji jest wyprawa po Hurghadzie. Nie należy się jednak nastawiać na zbyt wiele. To stosunkowo nowa miejscowość, bardzo turystyczna (choć nie ma takich atrakcji jak Orlando). Więc poza jednym meczetem, który można sobie zobaczyć, by doświadczyć kultury arabskiej, wiele nie zobaczymy. Jest też kościół koptyjski (stary i nowy). Natomiast jest tu kilka aquaparków i tego typu atrakcji.

Port w Hurghadzie
Port w Hurghadzie

Rejsy i nurkowanie

Wielu przybywa tu, by oglądać Morze Czerwone. Jedni nurkują, by podziwiać przepiękną rafę koralową, ale najczęściej ludzie korzystają z mniej wyrafinowanych sposobów. Czyli przede wszystkim rejsy statkami ze szklanym dnem. Pozwala to na zobaczenie rafy bez konieczności nurkowania (a co za tym idzie nauki, ale też oszczędza to koszty). Jeśli ktoś boi się rejsu, zawsze może skorzystać z usług Grand Aquarium, czy Dolphin World.

Rafa koralowa - Morze Czerwone
Rafa koralowa – Morze Czerwone

Wyprawa na pustynię

Drugą bardzo ciekawą atrakcją jest możliwość wyjazdu na pobliskie pustynie. Tym razem bez nocowania u Beduinów, ale z możliwością poznania ich zwyczajów. Oczywiście w zależności od firmy i opcji możemy po pustyni jeździć wielbłądem, quadem, oglądać lokalne zwierzęta, udawaną wioskę, czy nawet żółwie. Beduińskie safari na Saharze to popularna rozrywka, będzie z czego wybierać, choć wszystkie są raczej podobne. Jest to jednak możliwość obcowania z lokalną kulturą, zmienioną pod turystów, ale i tak bardziej autentyczną, niż to co mamy do zobaczenia w Hurghadzie.

Sahara - wycieczka z Hurghady
Sahara – wycieczka z Hurghady

No i jeszcze ważniejsze, to naprawdę łatwy sposób na zobaczenie pustyni, zwłaszcza gdy się podróżuje z dzieckiem, lub próbuje się przełamać pierwsze lody. W obu przypadkach taki wyjazd dostarczy wielu niezapomnianych wrażeń. To co było dla nas najważniejsze w wyjeździe do Hurghady, to właśnie dalsze wypady, o których pewnie kiedyś napiszemy więcej. Natomiast jeśli dobrze zapoluje się na promocję hotelu i dojazdu, to miejsce to jest idealne na bazę wypadową po Egipcie. No i odpoczynek nad Morzem Czerwonym. Zaś wakacje tu trwają praktycznie cały rok.

Wioska Beduinów na Saharze
Wioska Beduinów na Saharze
Dromadery
Dromadery

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak egipski
Hurghada?

Abu Zabi (Abu Dhabi), stolica Emiratów

Nowoczesna stolica Emiratów Arabskich  – Abu Zabi (arab. أبو ظبي ale czasem spotyka się też spolszczoną nazwę z angielskiego zapisu Abu Dhabi lub Abu Dabi) rozwinęła się dopiero w drugiej połowie XX wieku. Przeobraziła się z małej wioski rybackiej w prawdziwą metropolię. Zatem podobnie jak w Dubaju, tak i tu niewiele jest starych zabytków, choć z pewnością znajdziemy kilka niesamowitych atrakcji.

Wielki Meczet Szejka Zajida w Abu Dhabi
Wielki Meczet Szejka Zajida w Abu Dhabi

Szpital dla sokołów

Pierwszym punktem naszego zwiedzania był Abu Dhabi Falcon Hospital, z dwóch przyczyn. Po pierwsze mieliśmy konkretną godzinę, w sam raz na przyjechanie z Dubaju, po drugie miejsce to znajduje się na obrzeżach miasta, więc najwygodniej je oglądać albo przed, albo po zwiedzaniu centrum (chyba że jest się dłużej w Abu Zabi, wtedy można tu podjechać np. taksówką). Wizyty tutaj należy rezerwować z wyprzedzeniem przez ich stronę internetową (http://www.falconhospital.com/), choć prawdopodobnie poza sezonem nie będzie problemu, gdy przyjedzie się tu od razu. Jeśli przyjedzie się samochodem, trzeba powiedzieć strażnikowi przy bramie, na którą godzinę ma się wejście. Parking jest dostępny za darmo. Szpital sokołów zaś zainteresował nas ze względu na sokolnictwo rozpowszechnione w kulturze arabskiej.

Szpital dla sokołów - Abu Dhabi
Szpital dla sokołów – Abu Dhabi

Historia szpitala

Abu Dhabi Falcon Hospital został założony w 1999 roku pod auspicją rządu, prowadzony przez niemiecką dyrektor-chirurg weterynarii Dr Margit Gabriele Müller (ciekawostka: na zdjęciach z szejkiem występuje bez nakrycia głowy). Oczywiście przedsięwzięciu patronował szejk Mohammed Bin Zayed. Szpital szybko stał się największą tego rodzaju placówką w kraju i jedną z największych na świecie, o międzynarodowej renomie. Przyjeżdżają (lub przylatują) tutaj sokolnicy z całego regionu Zatoki. No, niedawno z tego grona wykluczony został Katar.

Sokoły w szpitalu
Sokoły w szpitalu

Od 2007 roku szpital otworzył swoje podwoje dla turystów. Jeden z pracowników oprowadza grupkę i opowiada o historii placówki, o rodzajach sokołów i ich cenach (szokujących, bo nawet pół miliona złotych za niektóre). Pokazuje także szpitalne sale, personel prezentuje proste zabiegi (na przykład przycinanie pazurów). Ku naszej uciesze sokoła można przez chwilę potrzymać na ręku. Zobaczyliśmy także wolierę, w której sokoły zmieniają upierzenie oraz klatkę z sowami, których nie udało się zwrócić na wolność (jedna akurat nie chciała). Oprowadzanie to daje nam jeszcze jedną rzecz: poznanie specyfiki arabskiego sokolnictwa. Skąd się wzięło, jak się rozwijało. Można zobaczyć tu choćby paszporty dla sokołów, poznaje się wiele ciekawostek.

W szpitalu jest możliwość potrzymania sokoła
W szpitalu jest możliwość potrzymania sokoła

Szpital dziś

Rocznie ponad 11 tysięcy sokołów zostaje przyjęte na leczenie lub badania, zwłaszcza przed sezonem polowań. Zresztą nie tylko sokołów – szpital obsługuje też dzikie ptaki, na przykład sowy. Ptak przed każdym zabiegiem jest usypiany. Ciekawie wyglądał proces naprawy uszkodzonych piór: szpital przechowuje zrzucone podczas pierzenia pióra, segreguje je ze względu na podgatunek sokoła i położenie pióra. Gdy zachodzi potrzeba, odpowiednie pióro za pomocą igły lub wykałaczki oraz kleju uzupełnia ubytek. Większość zabiegów jest najczęściej bardziej pielęgnacyjna, czyli odcinanie narośli na nogach, pielęgnacja szponów. Sale szpitalne są wyposażone w sprzęt taki, jak szpitale dla ludzi. I jak wszędzie w Emiratach, dbają tu o jakość. Zaś dodatkową atrakcją są pierzaści pacjenci i czasem ich rodziny. Niektórzy Arabowie traktują sokoły jak dzieci i bardzo się przejmują tymi zabiegami, to zaś jest wielce interesujący widok.

Niektóre sokoły są warte nawet 500 tysięcy PLN
Niektóre sokoły są warte nawet 500 tysięcy PLN

Fossil’s Rock

Po sokołach pojechaliśmy na pustynię, by zobaczyć przynajmniej część Fossil’s Rock. To dość ciekawe formacje skalne, niestety atrakcja ta nie jest zbyt popularna i zbyt rozpowszechniona. Trochę dzika (nam to nie przeszkadza), ale przez to w okolicy trochę bardziej oddalone formacje są niszczone przez rozwój miasta. Gdyby pojechać dale,j jest ich trochę więcej, no i są częściej znane przez turystów.

Fossil's Rock niedaleko Abu Zabi
Fossil’s Rock niedaleko Abu Zabi

Emirates Palace Hotel

Najbardziej luksusowy hotel na świecie znajduje się w Abu Zabi i nazywa się Emirates Palace Hotel. Gdy otwarto go w 2005 roku, zdeklasował dotychczasowego lidera luksusowych noclegów – dubajski Hotel Burj Al-Arab (ten hotel nigdy nie miał siedmiu gwiazdek, żaden tak naprawdę nie ma). Uznano, że nie wypada tego obiektu nazywać „hotelem”, ale właściwsze będzie określenie pałac. Najtańszy pokój zaczyna się od skromnych ponad 2 tysięcy złotych za dobę, ale za to do dyspozycji są limuzyny, śmigłowiec, prywatny odrzutowiec, własny kucharz, kamerdynerzy, nie wspominając o basenach, siłowniach i innych tym podobnych udogodnieniach. Hotel można zwiedzać, w dodatku za darmo. Jedyny rygor to strój. Szorty, klapki dyskwalifikują możliwość wejścia. Taki turystyczny smart casual jest jak najbardziej ok. Co ciekawe, nawet parking jest tu darmowy. Można wjechać i spokojnie zaparkować, nie ma nawet limitów godzinowych. W środku zaś robi to wrażenie.

Emirates Hotel
Emirates Hotel

Ethiad Towers

Widok z Emirates Palace Hotel (od strony frontowej, gdzie mogą przebywać turyści) olśniewa. Tu znajdują się wieżowce – Ethiad Towers oraz trochę dalej pałac szejka. Ethiad Towers mają oczywiście swój filmowy wkład. W serii „Szybcy i wściekli 7” pojawia się bardzo charakterystyczna scena skakania samochodem z jednego budynku do drugiego. Choć oczywiście większość ujęć powstała na blue screenie.

Ethiad Towers
Ethiad Towers

Wielki Meczet Szejka Zajieda

Zdecydowanie najważniejszą atrakcją jest jednak Wielki Meczet Szejka Zajieda, czyli budynek wyjęty niczym z „Baśni z tysiąca i jednej nocy”. Wygląda niesamowicie, robi fenomenalne wrażenie. Jest największym meczetem w ZEA i jednym z największych na świecie. I jest niesamowicie piękny. Jak wszystko w Emiratach, ma dokładnie zaplanowane miejsce, tak by było go widać jak się wjeżdża do miasta. Ma budzić podziw i to udało się osiągnąć.

Wielki Meczet Szejka Zajida w Abu Dhabi
Wielki Meczet Szejka Zajida w Abu Dhabi

Powstawał w latach 1996 – 2007 na zlecenie poprzedniego prezydenta Emiratów, szejka Zajida bin Sultan Al Najiah. Wygląd Wielkiego Meczetu zainspirowany jest rozmaitymi nurtami architektury islamskiej całego świata, z czego dla nas najbardziej rozpoznawalne są kopuły na wzór Tadż Mahal w Indiach. Przy projektowaniu i realizacji brali udział artyści z całego niemal świata, czego wyraz znalazł się w zastosowanych materiałach wykończeniowych.

Wielki Meczet Szejka Zajida w Abu Zabi
Wielki Meczet Szejka Zajida w Abu Zabi

Zwiedzanie meczetu

Wielki Meczet można zwiedzać z przewodnikiem. O wyznaczonej godzinie w punkcie zbiórki gromadzi się tłumek, każdy dostaje słuchawki i ruszamy za przewodnikiem. Warto wspomnieć, że zarówno wstęp do meczetu, jak i zwiedzanie, czy audioguide są bezpłatne.

Wielki Meczet Szejka Zajida jest fenomenalnie oświetlony nocą
Wielki Meczet Szejka Zajida jest fenomenalnie oświetlony nocą

Warto poczekać na godzinę zwiedzania z opowiadaniem, można się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy, co tylko wzmaga podziw. Przewodnik mówi o specjalnie wyselekcjonowanych kamieniach na posadzkę, różnobarwnych kamieniach z całego świata, który wykorzystano do wykonania kwiatowej dekoracji. Z grupą można przejść po części zwykle niedostępnej dla turystów, zbliżyć się do niszy skierowanej ku Mekce, czyli do mihrabu, przejść pod gigantycznym żyrandolem z kryształków Svarowskiego i dowiedzieć się, że dywan na posadzce nie jest łączony, ale całotkany. Pochodzi z Iranu i to największy dywan na świecie, ale w Emiratach do takich wieści zdążyliśmy już przywyknąć.

Wnętrza meczetu
Wnętrza meczetu

Dobrze jest też wrócić do Wielkiego Meczetu jeszcze, gdy się zupełnie ściemni. Świątynia ma ciekawy system oświetlenia skorelowany z fazami księżyca (kalendarz muzułmański jest kalendarzem księżycowym). Ponadto oświetlenie imituje chmury przechodzące przed tarczą księżyca. W dzień wygląda bajkowo, ale w nocy również to coś fenomenalnego. Zaś z innych ciekawostek warto dodać, że wezwania muezina w całym Abu Zabi są połączone. Pierwsze wezwanie zawsze pochodzi z tego meczetu i jest transmitowane przez każdy minaret w całym mieście. Dopiero drugie jest lokalne. Przed meczetem zaś znajduje się sporej wielkości, darmowy parking.

Wielki Meczet Szejka Zajida
Wielki Meczet Szejka Zajida

Meczet Marii

W czerwcu 2017 roku obiegła polską prasę i internet wieść, że meczet został nazwany Meczetem Marii, Matki Jezusa (w wierzeniach muzułmańskich Jezus jest jednym z proroków). Jednak zmiana wezwania dotyczyła innej świątyni, meczetu Mohammeda ibn Zajida (a więc syna Zajida bin Sultan Al Najiah, poprzedniego prezydenta ZEA). Mimo że ten meczet jest mniej ważny, to nadal jest to miły gest w stronę mniejszości chrześcijańskich w ZEA, liczących 12,5%.

Wielki Meczet Szejka Zajida
Wielki Meczet Szejka Zajida

Ferrari World i tor formuły 1

W Abu Zabi jest jeszcze wiele innych atrakcji, ze słynnym Ferrari World na czele. Są tu także tory wyścigów formuły 1. Normalnie wstęp kosztuje, ale gdy nie ma wyścigów, to można tam wejść i zobaczyć jak to wygląda.

Tor Formuły 1
Tor Formuły 1

Dzielnica muzealna

Obecnie bardzo mocno rozwija się też część związana z muzeami. Powstaje cały dystrykt, w którym będzie wiele różnych obiektów, w tym filia paryskiego Luwru (już otwarta). Jest też wioska dziedzictwa (Emirates Heritage Village). Choć podobną rzecz widzieliśmy w Dubaju.

Aldar Headquaters
Aldar Headquaters

Ciekawe wieżowce Abu Zabi

Warto zwrócić uwagę na budynki. W szczególności dwa bardzo charakterystyczne: okrągły Aldar HQ oraz Capital Gate, będący największą krzywą wieżą na świecie (przynajmniej na razie). W przeciwieństwie do tej w Pizie ta jednak krzywa jest celowo (na zdjęciu aż tak tego nie widać, lepiej się to ogląda z innej perspektywy). Jednak wieczorem, gdy spojrzy się na drapacze chmur, widać, jak wiele miejsca jest w nich niewykorzystane. ZEA mają pieniądze by je budować, ale jednocześnie jest tego na tyle dużo, że nikt nie wykorzystuje tej przestrzeni.

Capital Gate
Capital Gate

Namorzyny w Abu Zabi

Podobnie jak w Dubaju tak i tu mamy też część przyrodniczą, z lasami namorzynowymi.

Wieżowce Abu Dhabi nocą
Wieżowce Abu Dhabi nocą

Abu Zabi podobnie jak Dubaj intensywnie się rozbudowuje. Choć warto zauważyć, że ruch jest tu zdecydowanie mniejszy. Jazda samochodem przyjemniejsza, mało tego nie ma specjalnych problemów z darmowymi parkingami. Trochę gorzej wygląda transport miejski (nie ma metra), ale tym razem nie mieliśmy potrzeby z niego korzystać. Problemy można mieć tylko w okolicy licznych budów, gdzie są wyznaczone objazdy. Podobnie jak większość Emiratów jest to miasto czyste, zadbane i bezpieczne, a wielki meczet to coś naprawdę niesamowitego.

Wnętrza Emirates Hotel
Wnętrza Emirates Hotel

Abu Zabi i kino

Poza wspomnianymi „Szybkimi i wściekłymi” Abu Zabi próbuje stać się ważnym partnerem dla producentów filmowych. W „Maszynie wojennej” z Bradem Pittem stolica Emiratów udawała afgański Kabul. Jednak częściej jest to baza wypadowa. Tak miało to miejsce w przypadku „Gwiezdnych Wojen: Przebudzenia Mocy” J.J. Abramsa, gdzie większość zdjęć kręcono na pustyniach w mniejszej lub większej odległości od miasta. Podobnie było w przypadku „Mission: Impossible – Fallout” Christophera McQuarrie. Scena skoku spadochronowego z dużej wysokości została nakręcona na pustyni nieopodal Abu Zabi. Komputerowo piach zamieniono na Paryż.

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak emiracki
Abu Zabi (Abu Dhabi)Pustynia Liwa

Maroko: Podsumowanie

O Maroko słyszeliśmy bardzo wiele. To dość popularny kierunek, więc niejedni znajomi tam byli. Większość wracała zachwycona. Patrząc na niestabilną sytuację w krajach arabskich (w Maroko król utrzymał się przy władzy w 2011 zrzucając całą winę na rząd i zmieniając go), uznaliśmy, że to kierunek, który na wszelki wypadek trzeba zobaczyć szybciej niż później, a co za tym idzie dość intensywnie. Tak się złożyło, że padło nam na czerwiec, co zbiegło się z początkiem świętego miesiąca ramadan. Doskonale wiedzieliśmy, że będzie trudniej, ale i tak się zdecydowaliśmy.

Marrakesz
Marrakesz

Dzień 1

Przylecieliśmy do Marrakeszu. Powietrze było tak zapylone, że z góry wszystko wyglądało jak jedna wielka pustynia, zaś po wylądowaniu trafiliśmy wprost na patelnię. Tak więc, ciężkie lądowanie. Dalej odebraliśmy samochód, wszystko oczywiście trwało, ale tego się spodziewaliśmy. Potem próbowaliśmy wpisać w GPSie adres naszego riadu i tu pojawiły się pierwsze problemy, bo nie dało się. Riad znajdował się w medynie, tam są wąskie uliczki, zazwyczaj niedostępne dla samochodów, więc nie ma powodu, by zapisywać je na GPS. Ostatecznie pomógł nam (choć nie z naszej woli) starszy pan na motorze, który nas tam zawiózł. Niestety nie dało się mu wytłumaczyć, że nie potrzebujemy jego pomocy. Potem niestety czekała nas dość niemiła kłótnia o pieniądze. Absolutnie rozumiemy, że trzeba to jakoś wynagrodzić finansowo, ale problemem są pewne oczekiwania stawek wobec białych. 20 EUR za może piętnastominutową przejażdżkę to zdecydowanie za dużo, zwłaszcza gdy ląduje się nie w hotelu gdzie nocleg kosztuje 100 EUR, ale riadzie. Niestety roszczeniowość w Marrakeszu okazała się szerszą przypadłością i jeszcze się z nią spotkaliśmy.

Flaga Maroko w Rabacie
Flaga Maroko w Rabacie

Zwiedzanie Marrakeszu skoncentrowaliśmy na medynie, potem przeszliśmy ku kompleksom pałacowym. Normalnie część z nich da się w pewnym zakresie zobaczyć, ale akurat przebywał tu król, więc wszystko zostało zamknięte. Więcej niż zwykle powinno być. Pod wieczór zaś doświadczyliśmy deszczu. Fajnie było obserwować ludzi, którzy nie do końca wiedzą jak się zachować, raczej uciekają przed nim. W każdym razie powietrze stało się dla nas o wiele przyjemniejsze.

Sidi Ifni
Sidi Ifni

Dzień 2

Po śniadaniu wyruszyliśmy w kierunku Agadiru. Naszym celem tego dnia było Sidi Ifni, a raczej plaża Legzira z ciekawymi formacjami skalnymi. Agadir zaś był bazą wypadową do Casablanki, tak by przejechać sobie wybrzeżem. Pierwsza rzecz, która nas zaskoczyła to ilość zieleni w Maroko. Gdy opadł pył, okazało się, że jest jej naprawdę dużo. Niestety na wybrzeżu mieliśmy mglistą pogodę. Legzirę udało się zobaczyć bez większych trudności, choć niestety z powodu zmniejszonej przejrzystości powietrza nie robiła aż takiego wrażenia jak na zdjęciach w Internecie. Pod wieczór zaś dojechaliśmy do Agadiru, gdzie nawet udało nam się przysłowiowo zaliczyć ocean. Agadir jest dość turystyczny, więc ludzie tu inaczej podchodzą do turystów, bardziej biznesowo, mniej roszczeniowo. Szczerze, nam to nawet pasuje.

Brama między targiem a medyną (Essouira)
Brama między targiem a medyną (Essouira)

Dzień 3

Dalej była długa trasa samochodem. Ale z przystankami. Najważniejszy to Essouira, z której byliśmy bardzo zadowoleni. Przepiękna miejscowość, a i pogoda się unormowała. Potem Safi i Al-Dżadida. Niestety z powodu ramadanu główny zabytek zamknięto tu wcześniej, więc nie udało się go zwiedzić. Potem zaś przejazd do Casablanki, gdzie spędziliśmy dwie noce.

Al-Dżadida
Al-Dżadida

Dzień 4

Dzień bez samochodu, w całości poświęciliśmy go na Casablankę. Ponieważ to był piątek, liczyliśmy się z tym, że nie zobaczymy meczetu. Okazało się, że nawet w piątek w ramadan jest to możliwe, ale trzeba było przyjść o 9:00, myśmy byli jakieś dwadzieścia minut później. Potem zwiedzaliśmy Casablankę, wybrzeże, medynę, „Rick’s Cafe”. Casablanka zdziwiła nas o tyle, że po największym mieście w kraju liczyliśmy na to, że będzie bardziej liberalne. Ono jednak żyje własnym życiem i jako turyści, właściwie nikogo nie interesowaliśmy.

Casablanca i Rick's Cafe
Casablanca i Rick’s Cafe

Dzień 5

Po śniadaniu podjechaliśmy do meczetu samochodem. W końcu mogliśmy go zobaczyć także od środka. Ten meczet faktycznie robi wielkie wrażenie. Stamtąd ruszyliśmy na północ, wpierw do grot Herkulesa, potem do Tangeru. Ładne miasto, ale na tyle nieprzyjemne z powodu tutejszej ludności, że wróciliśmy bardzo szybko do Rabatu, stolicy, gdzie także spaliśmy dwa dni.

Okolice Medyny (Tanger)
Okolice Medyny (Tanger)

Dzień 6

Znów odpoczynek od samochodu, tym razem w Rabacie. To bardzo ładne miasto, które ma także kilka starożytnych zabytków, interesujące mauzoleum i dużo bocianów. Więc znów bardzo się nam podobało. Podobnie jak w Casablance nie ma tu aż tylu turystów, więc łatwo się podróżuje.

Straż przed Mauzoleum (Rabat)
Straż przed Mauzoleum (Rabat)

Dzień 7

Kolejny dzień jazdy samochodem, tym razem do Fezu. Droga niezbyt długa, więc zatrzymaliśmy się jeszcze w Meknesie i Volubilis. Zwłaszcza to drugie się nam bardzo przypadło do gustu. Potem dojechaliśmy do Fezu i tu zaczyna się powtórka z rozrywki, bo lądujemy na medynie. Dotarcie do riadu jest problemowe, bo raz ulica inaczej się nazywa, dwa do riadu trzeba podejść, trzy parkingi są dość daleko. Cztery coś się tu dzieje. Z jednej strony czekali na przyjazd króla, z drugiej Fez w tej części podobnie jak Marrakesz cierpi z powodu mniejszej ilości turystów. Więc gdy się pojawiamy z bagażami, wręcz ciężko jest przejść. Każdy chce nam pomóc za opłatą. No ale co poradzić, skoro byliśmy już mądrzejsi i tu udało nam się dokładnie sprawdzić lokację? Tak  więc pierwsze wrażenie jest dość nieprzyjemne.

Volubilis
Volubilis

Dzień 8

Następny dzień przeznaczyliśmy na Fez, znów bez samochodu. Byliśmy przygotowani, że początek będzie ciężki. Zmierzaliśmy do garbarni, doskonale wiedząc, że w tej części medyny co chwile będzie się do nas przyczepiał potencjalny przewodnik. Było ich dużo. Dwóch nawet się prawie pobiło o nas (co pozwoliło nam ich zgubić). Medyna sama w sobie mimo krętych uliczek jest dość dobrze oznaczona, jeśli wie się, gdzie szukać znaków, więc daliśmy radę. Gdy już udało się zobaczyć garbarnie i odejść od tamtej okolicy, zbliżyć do Fezu turystycznego, odetchnęliśmy z ulgą. Raz ten Fez jest bardziej zadbany, ale też na medynie jest dużo więcej produktów. Dwa tu jest więcej turystów, nikt nie ma ochoty przyczepiać się i czegoś wymuszać, bo może stracić kolejnego klienta. Zazwyczaj wolimy chodzić po częściach przeznaczonych dla mieszkańców, w Maroko lepiej czuliśmy się w tych turystycznych. Często jest bezpieczniej, przyjemniej i ładniej, co tłumaczy też zachwyt wielu znajomych, którzy się dalej nie zapuszczają. No i gdy już byliśmy zadowoleni z dnia, wróciliśmy do riadu przez parking, by odkryć, że nie ma naszego samochodu. Zresztą nie było żadnego. Okazało się, że przewieziono je w inne miejsce z powodu wizyty króla. Dość wrażeń jak na jeden dzień.

Słynna garbarnia skór (Fez)
Słynna garbarnia skór (Fez)

Dzień 9

Czekała nas ciężka (wg oczekiwań) przeprawa do Warzazatu przez góry Atlas. Okazało się, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Drogi były przyzwoite, widoki też, więc udało się nawet dojechać przed spodziewanym czasem i zobaczyć trochę Warzazatu. Tu ludzie mieli jeszcze inne nastawienie do turystów, raczej byli zadowoleni, że ktoś tu przyjechał, więc wychodzący z meczetu zwyczajnie nas pozdrawiali.

Góry Atlas
Góry Atlas

Góry Atlas
Góry Atlas

Dzień 10 i 11

Przejazd przez doliny Draa i Dades (w drogę powrotną) na pustynię do Merzugi. Tam jazda na wielbłądach, nocleg w obozie na pustyni, więc bardzo ciekawe spędzanie czasu, zakończone powrotem do Warzazatu. Tam odwiedziliśmy jeszcze Aint Ben Haddou, które znów bardzo się nam podobało. O ile wcześniej mieliśmy pojedyncze perełki, o tyle pod koniec trafiliśmy w to Maroko, które naprawdę nam pasowało. Tak, to Maroko, którego szukamy.

Diuna (Erg Chebbi)
Diuna (Erg Chebbi)

Ajnt Ben Haddou
Ajnt Ben Haddou

Dzień 12

Dwunastego dnia wracaliśmy do Marrakeszu, ale postanowiliśmy pojechać przez wodospad Ousoud, wcześniej zatrzymując się w Studio Atlas. To wymagało ponownie przejechania przez Atlas, tym razem GPS przeprowadził nas dużo mniejszą drogą i to było zdecydowanie bardziej pamiętne przeżycie. Ale widoki były niesamowite. Zresztą wodospad także bardzo nam się spodobał. Wieczorem powrót do Marrakeszu i powtórka z rozrywki. Na szczęście ostatnia.

Studio Atlas
Studio Atlas

Dzień 13

Ostatniego dnia właściwie zostało nam się zebrać, wymyć samochód, zatankować i wrócić na lotnisko.

Wodospad Ouzoud
Wodospad Ouzoud

Kilka myśli na koniec. Dla nas Maroko nie było tak egzotyczne jak się spodziewaliśmy. Wpływy europejskie, w szczególności francuskie, są tu bardzo zauważalne, więc to  taka miękka egzotyka. Idealne miejsce, by zacząć swoją przygodę z kulturą arabską i muzułmańską. Niekoniecznie dobre jako któryś z krajów z kolei, zwłaszcza mając w pamięci Jordanię. Druga sprawa to fakt, że Maroko jest duże, a najciekawsze miejsca są dość porozrzucane, więc by je zobaczyć, trzeba spędzić dużo czasu w samochodzie.  Ostatnia zaś, że to na co najbardziej liczyliśmy zostawiliśmy sobie na koniec. To było dobre posunięcie, bo góry, pustynia, studio Atlas, Aint Ben Haddou naprawdę nas zachwyciły i dały sporo radości. Reszta, cóż, zobaczona, więc dobrze, że główne danie zostało nam na koniec.

Zebrane informacje praktyczne są tutaj.

Szlak marokański
Maroko: Podsumowanie