Archiwum kategorii: Natura

Tiskie Ściany (Tiské stěny), Skalne Miasto Tisa

Tiskie Ściany (cz. Tiské stěny) to kolejne z czeskich skalnych miast. Tym razem trochę inne, bo jeszcze nie tak oblegane przez turystów. Mniej rozbudowane infrastrukturalnie, przez to sprawiające wrażenie bardziej pierwotnego. Znajduje się niedaleko Czeskiej i Saksońskiej Szwajcarii, w kierunku na Karlowe Wary. To idealne miejsce na spokojny, kilkugodzinny spacer. Czasem można spotkać się z błędną nazwą Tiskie Skały lub bardziej ogólną – Skalne Miasto Tisa.

Tiskie Ściany
Tiskie Ściany

Tiskie Ściany: Dojazd

Dojazd w tym przypadku najłatwiejszy jest samochodem. Trzeba dojechać do wsi Tisá. Tam znajdziemy parking, zarówno płatny przy barze, jak i darmowy trochę dalej. Oba jednak nie są wielkie. Nie ma tu tłumów, jednak przyjeżdża tyle ludzi, że mogą być problemy z zaparkowaniem. Miejscówka robi się coraz popularniejsza, więc warto podjechać tu bliżej poranku.

Niektóre przejścia bywają wąskie
Niektóre przejścia bywają wąskie

Przy wejściu do parku znajduje się budka z biletami. Jednocześnie nie ma tu bramek, więc bardziej wygląda to na dobrowolną dotację. Nie sprawdzaliśmy jak to jest weryfikowane. Jako bilet dostaliśmy pocztówkę z pieczątką, ale nikt tego dalej nie sprawdzał.

Czasami idzie się schodami
Czasami idzie się schodami

Zwiedzanie Tiskich Ścian

Tiskie Ściany to przede wszystkim piaskowce. Skały te w najwyższym punkcie mają 613 m n.p.m. Od strony południowej widać wysoką, liczącą do 70 m pionową ścianę. Do przejścia są dwa szlaki, które prowadzą wokół Małych i Dużych Ścian (Velkě stěny i Malě stěny). Chodzenie poza nimi jest surowo zabronione.

Tiskie Ściany (Tiské stěny, Czechy), kolejne wąskie przejście
Tiskie Ściany (Tiské stěny, Czechy), kolejne wąskie przejście

Skały są ponumerowane, tak by spokojnie można było między nimi chodzić. Jednak opisów, czy nawet nazw jest stosunkowo niewiele. Wygląda to tak, że jeszcze tuż przy wejściu, coś zrobiono, jednak dalej właściwie poza numerkami i oznakowaniem szlaków nie ma nic. Na początku zaś znajdziemy kilka tablic (po czesku, trochę mniej po niemiecku) z informacjami o okolicy, jak również lokalnej przyrodzie.

Przykład formacji skalnych w Tiskich Ścianach
Przykład formacji skalnych w Tiskich Ścianach

Całość jest porośnięta lasem. Szlak prowadzi nas w koło. Najpierw między skałami, widzimy je bardziej od dołu, czasem można się gdzieś wdrapać. Później już grzbietami. Podejścia nie są trudne, ale miejscami to bardziej wspinaczka lub wchodzenie po drabinie, niż spacer. Jeśli ktoś chciałby spróbować zabrać tam dziecko w wózku, to lepiej niech to przemyśli. Wejście do Tiskich Ścian jest płatne, ale podobnie jak w innych tego typu atrakcjach bilety można kupić jedynie w okresie letnim. W zimowym wchodzi się za darmo, na własne ryzyko.

Tiskie Ściany widziane z góry
Tiskie Ściany widziane z góry

Tiskie Ściany: Wspinaczka

Trzeba przyznać, że Tiskie Ściany to także doskonałe miejsce wspinaczkowe. Część przybywających przyjeżdża tu tylko w tym celu. Chodząc między skałami można się natknąć na grupy próbujące się na nie wdrapać, oczywiście z asekuracją. Odbywają się tu także sesje szkoleniowe.

Wejście do Tiskich Ścian
Wejście do Tiskich Ścian

Skalne miasto Tisa i „Narnia”

Tiskie ściany mają też swój mały filmowy epizod. Dokładniej w filmie „Opowieści z Narnii: Lew, Czarownica i stara szafa” (2005) Andrew Adamsona. Jak pamiętamy Adamson zachwycił się Górami Stołowymi i Błędnymi Skałami, jednak przy pierwszym filmie nie udało mu się tam nakręcić zdjęć, więc wykorzystał głównie studio wspomagając się kilkoma plenerami w Czechach. Tisa ma tu swój mały udział. Tu powstało między innymi wejście do domku fauna, pana Tumnusa oraz część ujęć skał w śniegu.

Skalne miasto Tisa / Tiskie Ściany w filmie „Opowieści z Narnii: Lew, Czarownica i Stara Szafa” jako okolice domku pana Tumnusa.
Skalne miasto Tisa / Tiskie Ściany w filmie „Opowieści z Narnii: Lew, Czarownica i Stara Szafa” (Narnia) jako okolice domku pana Tumnusa.

Tiské stěny: Przyroda

Warto dodać, że poza pięknymi skałami, Tiskie Ściany to także teren objęty ochroną w ramach programu Natura 2000 (głównie z powodu ptactwa) i Obszaru Chronionego Krajobrazu Łabskie Piaskowce. To także jedna z najstarszych atrakcji turystycznych działających w Czechach. Pierwsze turystyczne opisy pochodzą z 1828. Na szlaku znajduje się też małe schronisko z restauracją.

Tiskie Ściany (Tiské stěny)
Tiskie Ściany (Tiské stěny)

To miejsce podobne do Skalnego Miasteczka Adršpach w okolicach Trutnova. Tylko że trochę bardziej dzikie, a na pewno mniej uczęszczane. Może i mniejsze, a przez to mniej widowiskowe, ale obcowanie z przyrodą, wspinanie się po skałach i rozległe widoki sprawiają dużo radości.

Tiskie Ściany (Tiské stěny)
Tiskie Ściany (Tiské stěny)

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak czeski
Tiskie ŚcianyPraga

Lipton’s Seat, najsłynniejsza plantacja herbaty Sri Lanki

Kto z nas nie słyszał, czy nie pił herbaty cejlońskiej? Dziś pola herbaciane na Sri Lance są jednym z najbardziej ikonicznych miejsc związanych z tym krajem. Przede wszystkim słynne jest jedno, znajdujące się w okolicy Lipton’s Seat. Czasem skrótowo jest opisywane też jako Lipton Seat. Odegrało ono bardzo istotną rolę w rozwoju przemysłu herbacianego na szafirowej wyspie. Dziś to także jedno z częściej fotografowanych miejsc na Sri Lance. Można je zobaczyć czasem na opakowaniach herbaty, a częściej w folderach reklamowych. Nas to nie dziwi, okolica jest naprawdę przepiękna.

Lipton’s Seat
Lipton’s Seat

Herbata cejlońska

Pierwsza eksportowa paczka cejlońskiej herbaty, wysłana w 1873 roku z Loolecondery do Londynu ważyła jakieś 10 kilogramów. Dziś Sri Lanka jest jednym z największych producentów herbaty na świecie, rocznie dostarczającym na rynek około 300-340 milionów ton liści, w większości czarnej herbaty. Przemysł herbaciany zatrudnia około miliona osób (z około 20-milionowej ludności), z czego gdzieś ¼ zatrudniona jest bezpośrednio na plantacjach. Przy zbiorze liści – na Sri Lance zawsze ręcznym – pracują przeważnie kobiety (najczęściej tamilskie), które dziennie zbierają 20-30 kilogramów liści.

Pola herbaciane przy Lipton’s Seat
Pola herbaciane przy Lipton’s Seat

Haputale i fabryka Dambatenne

Na początek należy się udać do miejscowości Haputale. Tam można zwiedzać fabrykę herbaty Dambatenne, ponoć największą w kraju, założoną w 1890 roku przez sir Thomasa Liptona. Wstęp nie kosztuje wiele, a w cenie jest przewodnik oprowadzający po fabryce i opowiadający, jak wygląda proces obróbki liści. Właściwie nie zmienił się on bardzo od końca XIX wieku. Zresztą większość fabryk herbaty, które mijaliśmy, miała już swoje lata, ale z drugiej strony to właśnie w tym tkwi ich urok.

Pola herbaciane fabryki Dambatenne
Pola herbaciane fabryki Dambatenne

Po zbiorze liści istotna jest szybka obróbka, która odbywa się w fabryce położonej niedaleko plantacji. Suszenie, fermentowanie, cięcie i rolowanie maszynowe odbywa się podobnie jak w latach 80. XIX wieku, gdy opracowano metody przetwarzania surowca i potrzebne do tego maszyny. We wnętrzu fabryki herbaty Dambatenne nie ma wielu możliwości wykonywania zdjęć. No może z drobnymi wyjątkami, kiedy przewodnik na to pozwoli.

Fabryka herbaty Dambatenne na Sri Lance (oryginalna fabryka Liptona)
Fabryka herbaty Dambatenne na Sri Lance (oryginalna fabryka Liptona)

Chyba najbardziej niesamowity w tym miejscu jest zapach: intensywny, herbaciany (pola z krzewami nie mają tego mocnego, specyficznego aromatu). W poszczególnych salach zapach jest zróżnicowany w zależności od etapu obróbki liści: od świeżego aromatu zieleni po typowy aromat czarnej fermentowanej herbaty, ale niezwykle świeży i orzeźwiający.

Przygotowanie herbaty
Przygotowanie herbaty

Rodzaje herbaty

Następnie liście są sortowane w zależności od wielkości ciętych liści i stopnia ich oczyszczenia. Kolejnym wyznacznikiem typu herbaty jest wysokość uprawy:

– wysoka (high-grown) powyżej 1200 m n.p.m,

– średnia uprawa (mid-grown) na wysokości od 600 – 1200 m n.p.m.

– uprawa niska (low-grown) poniżej 600 m n.p.m.

Suszenie herbaty w fabryce
Suszenie herbaty w fabryce

Za najbardziej wyszukane uważa się liście z upraw powyżej 2000 metrów nad poziomem morza, zaś najmocniejszy napar uzyska się z położonych nisko obszarów. Popularne jest tworzenie mieszanek, by uzyskać pożądany smak , aromat i moc naparu.

Pola herbaciane
Pola herbaciane

Główne rejony upraw to Nuwara Eliya, skąd pochodzi high-grown, Dimbula, Kandy, Uva i Południowa Prowincja z uprawami low-grown.

Widok na pola herbaty w okolicy Haputale (Sri Lanka)
Widok na pola herbaty w okolicy Haputale (Sri Lanka)

Lipton’s Seat i uprawa herbaty na Sri Lance

Uprawa herbaty zastąpiła kawę, ale jeszcze zanim na Cejlon zawitała kawa, Holendrzy eksperymentowali z masową uprawą cynamonu, który na wyspie jest rośliną rodzimą. Pierwsze naprawdę znaczące uprawy założono w 1767 roku na obszarze Kolombo, znanym dziś jako Cinnamon Gardens.

Malownicze wzgórza porośnięte herbatą.
Malownicze wzgórza porośnięte herbatą.

Po objęciu władzy nad Cejlonem przez Brytyjczyków, zakazano prywatnych upraw cynamonu, by chronić rządowy monopol. Jednak już w 1833 roku zarzucono uprawy tej aromatycznej przyprawy, gdyż okazało się to nie dość opłacalne. Wtedy właśnie zwrócono się ku kawie ze względu na sprzyjające warunki: łagodne stoki wzgórz, duża wilgotność, umiarkowane temperatury. Jak już wspomnieliśmy przy Elli, plantacje kawy poraziła choroba, która w niedługim czasie spowodowała wymarcie praktycznie wszystkich krzewów. Próbowano uprawiać także kakaowiec i chinowiec (jako surowiec chininy, ówcześnie leku na malarię), jednak nie przynosiło to oczekiwanych zysków.

Sir Thomas Lipton w miejscu, w którym zwykł siadywać. Obecnie Lipton’s Seat to pomnik.
Sir Thomas Lipton w miejscu, w którym zwykł siadywać. Obecnie Lipton’s Seat to pomnik.

Plantatorzy wreszcie zwrócili uwagę na herbatę, która miała podobne wymagania, co kawa, ale jest rośliną bardziej odporną. I to był strzał w dziesiątkę! Herbata została w skrzynkach Warda przeszmuglowana na Cejlon w 1824 roku z Chin i posadzona w Królewskim ogrodzie botanicznym w Paradeniya pod Kandy. Miała to być ciekawostka botaniczna raczej niż komercyjne wykorzystanie krzewów – takie nastawione na zysk eksperymentalne plantacje założono w prowincji Assam w Indiach. Kolejne cejlońskie sadzonki pochodziły właśnie stamtąd.

Lipton Seat trudno przeoczyć
Lipton Seat trudno przeoczyć.

Historia plantacji herbaty na Sri Lance

Pierwszą na Cejlonie plantację herbaty z prawdziwego zdarzenia założył sir James Taylor (urodzony w 1835 roku w Szkocji, zmarł w 1892 roku w Kandy) w Loolecondera w 1867 roku. Obejmowała ona początkowo 19 arów, ale była sukcesywnie powiększana. W 1872 roku w Loolecondera ruszyła fabryka herbaty z opracowanym przez sir Taylora urządzeniem do cięcia liści.

Plantacja herbaty Lipton’s Seat
Plantacja herbaty Lipton’s Seat

Jednym z problemów szybko rozrastających się plantacji było znalezienie odpowiednich pracowników. Syngalezi niechętnie pracowali przy zbiorze liści, co wymagało staranności, ale i szybkości. Brytyjczycy sprowadzali z Indii Tamilów, bardziej pracowitych i zapoznanych już z pracą na plantacjach niż rodzimi Tamilowie z Cejlonu.
W roku 1964 Indie i Cejlon podpisały porozumienie dotyczące repatriacji tamilskiej ludności pochodzącej z Indii i 600 tysięcy ludzi powróciło na subkontynent. Na niektórych opakowaniach cejlońskiej herbaty, tych bardziej ozdobnych, znajdują się scenki rodzajowe takie jak kobieta zbierająca liście. Zwróćcie uwagę, że wyglądem, zwłaszcza stroju, wygląda na Hinduskę: to właśnie jest tamilska kobieta ubrana w sari, tradycyjny ubiór w Indiach i wśród Tamilów na Sri Lance.

Po plantacji można sobie spokojnie chodzić.
Po plantacji można sobie spokojnie chodzić.

Lipton’s Seat i herbata Lipton

Kolejną postacią w herbacianej historii Cejlonu jest Sir Thomas Lipton (1848 – 1931), znany przede wszystkim jako założyciel imperium Lipton, kojarzącego się jednoznacznie ze wspomnianym naparem. Już jako zamożny przedsiębiorca, posiadający sieć sklepów wielobranżowych, w 1888 roku wszedł w branżę herbacianą. Założył sklep połączony z herbaciarnią. Na skutek rosnącego popytu i własnej filozofii – sprzedaży jak najlepszych towarów po jak najniższej cenie, przystępnej dla niezamożnej klasy pracującej – postanowił kupić własną plantację herbaty. W ostatniej dekadzie XIX wieku dobił targu z Jamesem Taylorem odkupując od niego plantację wraz z fabryką i tamilskimi pracownikami.

Pola herbaciane w Haputale
Pola herbaciane w Haputale

Lipton’s Seat to jedno z ulubionych miejsc sir Liptona, gdzie przy filiżance herbaty raczył gości pięknym widokiem wysoko położonych plantacji. W 1898 roku z rąk Królowej Wiktorii odebrał tytuł szlachecki, głównie jako uznanie zasług w kwestii upowszechnienia herbaty – Lipton Yellow Label – i sprawienie, że stała się towarem dostępnym, a nie jak dotąd – luksusowym i drogim. Obecnie w tym miejscu znajduje się pomnik sir Liptona, gdzie siedzi on sobie na ławeczce. Stąd właśnie nazwa – Lipton’s Seat.

Dawna plantacja herbaty Lipton
Dawna plantacja herbaty Lipton

Lipton’s Seat obecnie

Dziś firma Lipton posiada plantacje herbaty głównie w Indiach i Kenii, plantacja w Haputale należała do Liptona w latach 1890 – 1930, potem przeszła w ręce Dambateene Group, części Lankan Tea & Rubber Plantations. Faktem jest, że ich głównym odbiorcą wciąż pozostaje Lipton, a ich produkty są częścią mieszanki Liptona. Swoją drogą na Sri Lance można kupić specjalną, lokalną mieszankę – „Lipton Ceylon”. Okolica jest przepiękna. Rozległe pola herbaty na liczących 2 tysiące metrów wysokości nad poziom morza wzgórzach. Piękny widok, malowniczy! Tyle herbaty, że życia nie starczy na jej przepicie. Byliśmy oczarowani pięknem krajobrazu, wielkością upraw i ich urodą! Ikoniczny widoki Sri Lanki!

Lipton’s Seat
Lipton’s Seat

Zwiedzanie Lipton’s Seat, informacje praktyczne

Słynne miejsce widokowe znajduje się na wysokości 1970 m n.p.m., ale bez problemu można tam dojechać taksówką, czy innym środkiem transportu. Z Haputale jeżdżą tu autobusy. Pierwszy przystanek to wioska Poonagala, tu znajduje się fabryka Dambetenna Tea Factory, którą jak pisaliśmy można zwiedzać z przewodnikiem. Z niej można przejść do Lipton’s Seat lub przejechać się (autobusem lub z kimś, kto oferuje płatną podwózkę). Tę trasę można pokonać samodzielnie, albo zacząć i po drodze złapać tuk-tuka. Przynajmniej część warto zobaczyć, ze względu na przepiękne widoki.

Plantacja Lipton’s Seat to znów płatne wejście, acz także niedrogie. Mamy bramkę i kolejny fragment do przejścia do właściwego punktu widokowego. Tu także można znaleźć kogoś, kto nas za odpłatą powiedzie. Natomiast jeśli jedziemy samochodem to należy go zostawić przed bramką. Od bramki mamy już drogę wolną i plantację oraz punkt widokowy oglądamy po swojemu. Cała okolica jest przepiękna, malownicza i to jedna z ikon Sri Lanki.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak lankijski
Lipton’s Seat

Szczyt Adama (Adam’s Peak), wschód słońca na świętej górze Sri Lanki

Jeden z punktów naszej podróży wyróżnia się szczególnie. Adam’s Peak, czyli Szczyt Adama, tutaj najchętniej nazywany z sanskrytu Sri Pada, czyli „Święty odcisk stopy” lub po prostu „Święta stopa”. Jest to o tyle ciekawe miejsce, że przybywają tu zarówno pielgrzymi jak i turyści. Syngalezi nazywają górę też Samanalakanda na cześć hinduskiego bóstwa lub motyla, zaś Tamilowie używają nazwy Shiva Pada, czyli „Stopa Shivy”. Istnieją też mniej popularne nazwy, my zetknęliśmy się przede wszystkim ze Sri Pada, zaś w rozmowach z kierowcą i innymi turystami – Adam’s Peak.

Wschód słońca widziany ze Szczytu Adama
Wschód słońca widziany ze Szczytu Adama

Szczyt Adama, miejsce pielgrzymek

Jak wspomnieliśmy, Sri Pada to przede wszystkim cel pielgrzymów ze względu na święty petrosomatoglif, czyli prawdopodobny odcisk ludzkiej stopy w skale. Pielgrzymują tutaj przeważnie buddyści, choć po drodze znajdujemy także świątynie hinduskie. Na górę wchodzi się przeważnie od grudnia do maja, a szczyt sezonu pątniczego przypada na kwiecień. Poza tymi miesiącami gwałtowne opady dreszczów, wiatr, mgła i niskie temperatury sprawiają, że wejście jest bardzo uciążliwe i niebezpieczne. Natomiast, gdy jest dużo pielgrzymów, to robi się tu tłoczno. Dlatego także warto omijać to miejsce w weekendy, gdy przybywają tu Lankijczycy.

Po drodze na Szczyt Adama mija się wiele kapliczek
Po drodze na Szczyt Adama mija się wiele kapliczek

Trasa na Szczyt Adama

Wspinaczka naprawdę daje satysfakcję! Jest kilka tras, jedna z najbardziej popularnych wychodzi z miasteczka Nallathanniya (w użyciu są też inne nazwy tej wioski: Dalhousie lub Delhousie), gdzie zaczynają się schody – ponad 5 tysięcy stopni z betonu i skał. Trasa liczy około siedmiu kilometrów w jedną stronę. Poza szczytem sezonu nie jest dobrze oświetlona i naprawdę warto mieć czołówkę. Tak, latarkę na górską wycieczkę. Sztuka polega na tym, że na Adam’s Peak najlepiej jest dostać się na sam wschód słońca, który jest około godziny szóstej. Schody są bardzo niejednorodne i na tym właśnie polega trudność. Oczywiście koniecznie trzeba ze sobą zabrać zapas wody, choć picie także można dokupić po drodze. Można też zaczynać wspinaczkę z drugiej strony góry, czyli z okolic miejscowości Ratnapura. Swoją drogą nie jest to jedyny przykład nocnego wchodzenia na świętą lub znaczącą górę. Podobnie jest z górami Synaj czy Nemrut.

Wschodzące słońce
Wschodzące słońce

Gdy otwarta jest świątynia, można podziwiać cień o niemal idealnie trójkątnym kształcie, który rzuca szczyt. Gdy świątynia jest zamknięta – jak było podczas naszej wizyty – podziwiamy przepiękny wschód słońca. Jest też wymiar praktyczny nocnej wspinaczki: można trochę narzekać na chłód, zwłaszcza podczas odpoczynku, ale w ciągu dnia upał i wilgotność byłyby nie do zniesienia.

Świątynia na szczycie
Świątynia na szczycie

Wschód słońca na świętej górze Sri Lanki czyli Szczycie Adama ma miejsce mniej więcej około 6 rano. Całe zmęczenie nagle odchodzi przy takich widokach. Turyści ustawiają się i czekają na ten moment, bo słońce idzie ku górze bardzo szybko.

Po świcie okolica staje się bardziej widoczna
Po świcie okolica staje się bardziej widoczna

Wierzenia związane z górą

Sri Pada to nie jest wprawdzie najwyższy szczyt Sri Lanki (5. miejsce, wysokość 2243 m n.p.m., najwyższy to Pidurutalagala / Mt. Pedro o wysokości 2524 m n.p.m.), ale z pewnością najważniejszy. Z tego zresztą powodu aż do XX wieku uważano Adam’s Peak za najwyższy, aż do czasu dokładnych pomiarów.

Trasa na Szczyt Adama (Adam's Peak) to przeszło 5000 schodów
Trasa na Szczyt Adama (Adam’s Peak) to przeszło 5000 schodów

Już sama charakterystyczna forma może uczynić z niego najważniejszy szczyt: piramidalny wierzchołek z prekambryjskiego gnejsu, wybijający się znacznie ponad otaczające góry. Jednak to znajdujący się na samym szczycie kamień z intrygującym wgłębieniem przyciąga pielgrzymów przynajmniej od IV wieku naszej ery. Otóż uważa się, że znajduje się tam skała ze śladem stopy ponadnaturalnej wielkości, pozostawionej przez:

Po świcie zdecydowanie lepiej widać schody
Po świcie zdecydowanie lepiej widać schody

– Buddę – wersja buddyjska. Ślad miał pozostawić Budda podczas jednej ze swoich pielgrzymek na Cejlon

– Śiwę – wersja hinduska: ślad pozostawiony po zejściu Śiwy na ziemię

– Adama – wersja muzułmańska i w mniejszych stopniu chrześcijańska. Adam po wygnaniu z Raju miał za karę stać na jednej nodze przez tysiąc lat.

– Św. Tomasza – wersja chrześcijańska w wydaniu indyjskim. Świętego Tomasza (tego Niewiernego) niekiedy uważa się za apostoła Indii.

Starsi pielgrzymi bywają wnoszeni w lektykach
Starsi pielgrzymi bywają wnoszeni w lektykach

Sri Pada: Przyroda

Po zdobyciu szczytu i nacieszeniu się zapierającym dech widokiem, rozpoczynamy schodzenie i możemy w pełni podziać otoczenie. Wtedy też dopiero zaczynamy odczuwać kolana przy tak licznych stopniach schodów. Wielka satysfakcja i radość z dobrej pogody – poprzedniego dnia padał deszcz – usuwa w cień zmęczenie. Podobno zdobycie świętej góry przynosi dobrą karmę. Zobaczymy. Warto też pamiętać, że zwłaszcza w nocy i rano na samym szczycie może być chłodno i wietrznie.

Okolice Szczytu Adama to także rezerwat przyrody
Okolice Szczytu Adama to także rezerwat przyrody

Swoją drogą większość pielgrzymów, których mijaliśmy wybierało się na górę z samego rana. Jak wszędzie, pielgrzymi to często starsi ludzie. Mogą oni sobie zamówić usługę wniesienia na świętą górę Sri Pada. Są wtedy wnoszeni na specjalnych noszach.

Okolica Szczytu Adama (Sri Pada) jest zachwycająca
Okolica Szczytu Adama (Sri Pada) jest zachwycająca

Szczyt Adama leży w obszarze klimatu podzwrotnikowego, jest otoczony lasami deszczowymi, pełnymi życia. Otoczenie to Peak Wilderness Sanctuary, trzeci co do wielkości obszar chroniony na Sri Lance. Jego granice wyznaczają uprawy herbaty, pod które w czasach kolonialnych wykarczowano wielkie połacie lasu. Rezerwat założono w 1940 roku. Występują tutaj między innymi słonie (choć przeważnie wolą suche obszary, występują do 2000 m n.p.m. w lasach deszczowych) i lamparty oraz wiele endemicznych gatunków. My wypatrzyliśmy makaka rozczochranego i – dzięki lankijskiej uprzejmości – endemiczną orchideę.

Makak rozczochrany lub makak manga (Macaca sinica)
Makak rozczochrany lub makak manga (Macaca sinica)

Zwiedzanie Szczytu Adama

Na Szczyt Adama wyruszyliśmy po 2. w nocy, mając na uwadze wskazówkę, że 7-kilometrowy szlak pokonuje się w 3 do 5 godzin w zależności od kondycji, a wschód słońca następuje po godzinie 6. Zdążyliśmy kwadrans przed wschodem, idąc dość spokojnie z uwagi na nasze kolana. Dopiero jednak zejście dało nam do wiwatu, ale wrażenia wynagradzały wszelkie trudy. Po drodze jest kilka sklepików i barów, w których można przekąsić i popić coś ciepłego oraz zaopatrzyć się w wodę. Są także publiczne toalety o bardzo, bardzo wątpliwej jakości.

Kapliczki prezentują się też ciekawie w dzień (Adam's Peak)
Kapliczki prezentują się też ciekawie w dzień

Nocowaliśmy w miejscowości Nallathanniya, więc po zejściu z Adam’s Peak udaliśmy się na śniadanie z widokiem na herbaciane wzgórza. Wielu turystów po zdobyciu tej góry robi sobie całodniowy odpoczynek. My postanowiliśmy zrobiliśmy sobie krótki odpoczynek i wybraliśmy się na kolejny trekking, tym razem na płaskowyżu Hortona. Na Sri Pada przede wszystkim ciężkie były schody, więc Horton to już była przysłowiowa pestka. Tu dodatką trudnością były też pijawki, acz tym razem do nas się nie przypałętały.

Szczyt Adama i obserwowanie wschodu słońca
Szczyt Adama i obserwowanie wschodu słońca

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak lankijski
Szczyt Adama

Szatt al-Dżarid (Chott El Jerid), Wielki Szott i domek Luke’a Skywalkera

Jedną z najbardziej charakterystycznych gwiezdno-wojennych lokacji w Tunezji jest domostwo Larsów. Część dolną (mieszkalną) kręcono w Matmacie, górną (wejście) na okresowym, bezodpływowym słonym jeziorze zwanym Wielki Szott, albo Szatt al-Dżarid lub z francuska Chott El Jerid (arab. شط الجريد). Nazwa po arabsku znaczy tyle co laguna w kraju palm.

Szatt al-Dżarid
Szatt al-Dżarid

Jezioro Szatt al-Dżarid

To bardzo duże jezioro, które ma powierzchnię szacowaną nawet na 7000 km2. Opady na tym terenie są niewielkie, a temperatury sięgają nawet do 50 stopni Celsjusza, więc dość często jest to teren wyschnięty. Jednocześnie ponieważ jest to jezioro, gdzie czasem piasek tylko trochę zasypuje sól, jest to przepiękny, płaski teren. To także największe jezioro na Saharze. Dalej zaś rozciąga się Wielki Erg Wschodni. Płaszczyzna zaś jest bardzo charakterystyczna i filmowa. W okresie wiosennym, gdy jeszcze jest tu woda, można zobaczyć tu flamingi różowe. Na początku XX wieku żyły tu także krokodyle.

Pustynia Chott El Jerid
Pustynia Chott El Jerid

Gwiezdne Wojny i Szatt al-Dżarid

To jest właśnie bardzo ciekawa, charakterystyczna lokacja z „Gwiezdnych Wojen”. Domek Larsów na planecie Tatooine, a właściwie jego kopuła, czyli wszystko, co znajduje się na górze. Dolną część nagrano w Matmacie. Dziś trochę trudno tu trafić, nie jest to oznaczone miejsce, poza turystycznymi szlakami, więc przydaje się namiar GPS – 33°84′28″N, 07°77′89″E, konieczny jest też samochód, który tu dojedzie, zwłaszcza, że w niektórych miejscach sól nie jest tak twarda, jak mogłoby się to wydawać i można się zapaść.

Szatt al-Dżarid
Szatt al-Dżarid

Ekipa George’a Lucasa pojawiła się tutaj po raz pierwszy w 1976, gdy kręcono „Nową nadzieję”. Wówczas to zbudowano domostwo po raz pierwszy. Niewiele z tego przetrwało. Jezioro jest okresowe, więc budowla bywała regularnie zalewana, dodatkowo lokalni mieszkańcy traktowali ją jako źródło materiału budowlanego. Gdy kręcono „Atak klonów” w 2000 roku filmowcy znów wrócili do tego miejsca i odbudowali je. W 2000 nagrano też wszystko, co było potrzebne do ujęć z „Zemsty Sithów”.

Domostwo Larsów – „Gwiezdne Wojny: Cześć II: Atak klonów”
Domostwo Larsów – „Gwiezdne Wojny: Cześć II: Atak klonów”

Po zakończeniu kręcenia, ponownie zostawili dekorację samą sobie i właściwie historia by się powtórzyła, czyli przyroda by zniszczyła to miejsce, gdyby nie inicjatywa fanowska Save Lars Homestead. Domostwo wujka Owena i cioci Beru Larsów, z którymi mieszkał Luke to na tyle ikoniczne miejsce, że bardzo zaangażowani fani postawili wracać do niego raz na jakiś czas i je remontować. To co można zobaczyć od wielu lat w Chott El Jerid to właśnie efekt ich pracy. Pierwsza taka wyprawa miała miejsce w 2006.

Resztka domostwa Larsów
Resztka domostwa Larsów

Ratowanie domostwa Larsów

Niestety jest to trochę syzyfowa robota. Podczas naszej wizyty całość była rozpoznawalna, ale już znajdująca się w nieciekawym stanie. Wewnątrz domku dało się zauważyć wilgoć, tam woda nie wyschła do końca. W połączeniu z mało wytrzymałymi materiałami, cokolwiek zostanie tu zbudowane w ten sposób, szybko zniknie. Niemniej jednak dzięki kilku wyprawom fanów dało się to miejsce zobaczyć w stanie w miarę przypominający oryginalny. A z pewnością zachowujący ten niesamowity klimat. Nawet jeśli w końcu dekoracja zniknie, to nadal zostanie tu miejsce, w którym Luke Skywalker oglądał zachód bliźniaczych słońc. Choć oczywiście to zdecydowanie trudniej odnaleźć. W „Skywalker. Odrodzenie” odtworzono to miejsce w Wadi Rum.

Diuny na Szatt al-Dżarid
Diuny na Szatt al-Dżarid

Wielka Wydma

Blisko Chott El Jerid, wręcz po drugiej stronie drogi do domostwa Larsów (w kierunku na Chott el Gharsa), ciągle niedaleko Nefty znajduje się jeszcze jedna lokacja. Wielka Wydma (Grand Dune), czyli gwiezdno-wojenne morze wydm. To tu kręcono większość scen z „Nowej nadziei”, w których widzieliśmy diuny na Tatooine, zwłaszcza te z C-3PO, R2-D2 i ich rozbitą kapsuła ratunkową. Tu także umieszczono szkielet smoka krayt. Warto dodać, że sceny dokręcane do „Wersji specjalnej” z 1997 nagrywano już na pustyni Yuma w USA.

Szaat al-Dżarid
Szaat al-Dżarid

Wydma jest lokacją łatwą do odnalezienia, jeśli ma się namiar GPS, ale bardzo trudną do rozpoznania. Piaski się przesuwają, ale podobnie jak w Yumie tak i tutaj pustynia zarasta. Trudno zobaczyć oryginalną pozbawioną roślinności Tatooine. Tu też mieliśmy spotkanie z Nomadkami, które coś kojarzyły, że na „Gwiezdnych Wojnach” można zarobić. Zbierały one części dekoracji i oferowały je turystom. Oprócz oryginalnych rekwizytów i scenografii (niewiele z tego miały, jeśli w ogóle), zbierały wszystkie śmieci, który wyglądały na filmowe i próbowały nam to sprzedać.

Wyprzedaż pozostałości
Wyprzedaż pozostałości
Kopuła domku Luke'a Skywalkera
Kopuła domku Luke’a Skywalkera

Dodatkowe atrakcje

Więcej prawdziwych eksponatów można było kupić w pobliskim Star Wars Shop, jak reklamuje go nazwa. Właściciel zebrał swego czasu pozostałości po scenografii, acz dawno wszystko co interesujące się wyprzedało i obecnie nie miał wiele do zaoferowania. Choć zapewne znalazły się tam pewne oryginalne fragmenty scenografii i inne rzeczy, które mogły pozostać po filmowcach, acz trudno stwierdzić co to właściwie jest.

Domostwo Larsów
Domostwo Larsów

Warto dodać, że nie tylko „Gwiezdne Wojny” są związane z tym miejscem. Zostało ono wspomniane w powieści „Inwazja morza” Juliusza Verne’a oraz w powieści Franka Hellera „The Thousand and Second Night, An Arabesque”. Chott El Jerid fascynowało już w starożytności. Według mitologii greckiej jest to miejsce narodzin bogini Ateny.

Niestety dekoracja niszczeje
Niestety dekoracja niszczeje

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak tunezyjski
Szatt al-Dżarid
Szlak filmowy
Szatt al-Dżarid

Varzaneh, najładniejsza pustynia Iranu i solnisko

Pustyń w Iranie jest kilka, jednak jak to z pustyniami bywa, czasem ciężko znaleźć taką ikoniczną, czyli z piaskiem i wydmami. Jedną z nich, znajdującą się stosunkowo blisko Isfahanu w kierunku Jazdu jest Varzaneh (per. ورزنه). To nie tylko erg, ale także solnisko, więc można zobaczyć dwie rzeczy na raz (i to w Iranie nie jest wcale takie nietypowe). Sama pustynia Varzaneh uchodzi za zdecydowanie najpiękniejszą w całym Iranie, przynajmniej jeśli mówimy o klasycznej, piaszczystej formie.

Solnisko Varzaneh
Solnisko Varzaneh

Varzaneh, irańskie wydmy

Pustynia Varzaneh znajduje się w trochę ponad 100 km od Isfahanu i dzięki temu stanowi dobre miejsce na wypad za miasto. Można tu przyjechać samemu i spróbować chodzić po wydmach, można też skorzystać z gotowych wycieczek. Turystyka się tu rozbudowuje. Na Google główny ośrodek jest oznaczony jako Varzaneh Sand Hills. Pustynia ta robi się popularna głównie dlatego, że tutejsze diuny należą do najwyższych w całym Iranie. Mierzą od 5 do 62 metrów wysokości, więc jest to idealne miejsce na poszukiwanie spektakularnych widoków jak również różnego rodzaju sporty pustynne. Oczywiście o ile dopisze nam pogoda (widoczność).

Fragment pustyni piaszczystej
Fragment pustyni piaszczystej

Zwiedzanie pustyni Varzaneh

Na pustynię nie ma zorganizowanego dojazdu publicznego, więc jeśli nie wycieczki, zostaje nam wzięcie taksówki lub wynajęcie samochodu. Nowy obiekt (kemping i cała infrastruktura) turystyczny jest naprawdę duży, ale to nie jest to, czego szukamy na pustyni (raczej szukamy noclegów w stylu tego, co doświadczyliśmy na Erg Chebbi, czy w Wadi Rum, czyli raczej tradycyjnych, małych namiotów).

Ośrodek turystyczny na pustyni
Ośrodek turystyczny na pustyni

Natomiast my podróżując samodzielnie samochodem, zatrzymaliśmy się przy głównej drodze, przeszliśmy kawałek i chodziliśmy po wydmach, tak zupełnie na dziko po swojemu i wszystko było w porządku. Są tu dwa zjazdy, pierwszy od strony Isfahanu prowadzi nas do obiektu, drugi w piasek i o to właśnie chodziło. Niestety duża ilość pyłu tego dnia, dawała się we znaki, zresztą widać ją na zdjęciach. Pył był już dostrzegalny w Isfahanie. Zaś poza widocznością, też niezbyt dobrze się w tym oddycha, chce się kaszleć. Cóż, nie zawsze na pustyni jest tak ładnie, jak mieliśmy w Wahiba Sands.

Wydmy na pustyni Varzaneh
Wydmy na pustyni Varzaneh

Solnisko Varzaneh

Za kolejny cel obraliśmy sobie słone jezioro (jedno z wielu) w Khara, na granicy ostanów Isfahan i Jazd, wciąż w ramach Varzaneh. Nie jest to jakieś turystyczne, specjalnie wyznaczone miejsce. Mieliśmy po prostu wyznaczoną jedną z tras wiodących na solnisko. Tam już kompletnie żadnej infrastruktury turystycznej nie ma, bo to jest czynna kopalnia soli. Dojechaliśmy do końca drogi, która prowadziła na brzeg słonego jeziora. Nie mogliśmy jechać dalej, gdyż na drodze stała brama i domek, jakby stróżówka, czy coś takiego. W końcu to przecież była czynna kopalnia.

Solnisko Varzaneh (Iran)
Solnisko Varzaneh (Iran)

Zaparkowaliśmy więc obok budynku, żeby się przywitać i zapytać, czy moglibyśmy zobaczyć sobie tę całą sól. Prawdę mówiąc już obejrzenie wartowni i jej okolic by nas satysfakcjonowało. Gdy tylko nasze auto się zatrzymało, wyszedł do nas pan, który tutaj sam jeden pracował. Zaprosił na herbatę do środka. Rozmawialiśmy trochę, podczas gdy grzała się woda na herbatę. I to jest właśnie typowy Iran z gościnnością i otwartością. Nie należymy do osób zbyt ufnych, które łatwo nawiązują kontakt z obcymi i dają się zamknąć w jednym pomieszczeniu z obcą osobą pośrodku pustyni, tu jednak jakoś to przeszło, mimo ewidentnej bariery językowej.

Solnisko widziane z góry
Solnisko widziane z góry

Niedługo siedzieliśmy, gdy przy budynku stanęła ciężarówka pełna soli, a z szoferki wyszli dwaj pracownicy. Zostaliśmy zaproszeni na stanowisko ważenia soli, gdzie mogliśmy podejrzeć, jak się waży ciężarówkę. Obowiązkowa była sesja fotograficzna wspólna i z samochodem. W końcu poinstruowali nas jak dojechać do właściwej części solniska. Owszem po drodze padła propozycja obiadu, ale poprzestaliśmy na herbacie. Po tej miłej przerwie, mogliśmy pojechać na połać soli. I tu warto pamiętać o tym, że zwiedzając Iran trzeba liczyć się z tym, że kontakty z ludźmi mogą sprawić, że posypie się plan. Z drugiej strony na tym także polega odkrywanie kultury tego kraju.

Niesamowite kształty soli
Niesamowite kształty soli

Utrudnienia i ciekawostki w okolicy

Musimy przyznać, że duża płaska powierzchnia, iskrząca się w słońcu, robi wielkie wrażenie. Szczególnie podobały nam się takie geometryczne wzory, które utworzyło błoto i sól. Samochód miał podwozie, opony i błotniki pełne soli, zbitej w grudy. Tak ściśle przyległa do pojazdu, że gdy oddawaliśmy naszego Persa (IKCO Samand), nadal był oblepiony solą. Swoją drogą sól była bardziej gorzka, niż słona. Owszem widzieliśmy już słone jeziora w Tunezji czy Turcji, ale nie takie duże, lub nie w ten sposób. Jezioro Tuz oglądaliśmy jedynie z brzegu. Tu ogrom robił wrażenie i nawet pył w powietrzu w tym miejscu tak nie przeszkadzał.

Fascynujące solnisko Varzaneh
Fascynujące solnisko Varzaneh

Same okolice Varzaneh są jeszcze ciekawsze, bowiem poza ergiem czy solniskiem, są tu jeszcze różne forty i inne budowle, w tym ceglany meczet. Co więcej, tak jak w Abjane widzieliśmy kobiety z kolorowymi chustami, tak tu nosi się białe czadory. To też dobre miejsce, by znaleźć pośredników, którzy pomogą nam eksplorować pustynię i okolicę. Nas jednak tym razem przede wszystkim interesował sól i piasek, czyli bardziej natura. I choć pogoda raczej nie dopisała, w szczególności solnisko wraz z dodatkowymi przeżyciami to jedno z najbardziej zapadających w pamięć miejsc w Iranie.

Jezioro okresowe Varzaneh, obecnie wyschnięte
Jezioro okresowe Varzaneh, obecnie wyschnięte

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak irański
Pustynia Varzaneh