Archiwum kategorii: Natura

Park Narodowy Tsavo West, nosorożce i lwy ludojady

Tsavo West to część największego parku narodowego Kenii – Tsavo (Tsavo National Park). Jest on dość często odwiedzany przez turystów, ze względu na odległość zwłaszcza przez odpoczywających na wybrzeżu w okolicach Mombasy. Słynie ze słoni, zastygłej lawy, źródeł, pięknych zachodów słońca oraz lwów zabójców, których historia została zekranizowana.

Perliczka (Numida meleagris)
Perliczka, perlica zwyczajna (Numida meleagris)

Historia Tsavo West

Park Tsavo istnieje od 1948 roku, po niespełna miesiącu działania podzielono go administracyjnie na dwa – wschodni (Tsavo East) i zachodni (Tsavo West). Sumarycznie ma powierzchnię 22 tys. km2, z czego 9065 przypada na część zachodnią, a 1371 km2 na wschodnią. Jest to jeden z największych parków narodowych na świecie. Jego podział na dwa obszary jest związany z drogą i koleją przecinającą teren parku. Przypomina to trochę tanzański park Mikumi, przez którego środek także przebiega droga. Jeśli chodzi o zwierzęta, to podobnie jak w Mikumi rozchodzą się one po dużym terenie i nie jest je łatwo wypatrzeć.

Toko żółtodzioby (Tockus flavirostris), dzioborożec w Tsavo West
Toko żółtodzioby (Tockus flavirostris), dzioborożec w Tsavo West

Specyfika Tsavo West

Tsavo West jest dość specyficznym parkiem. Jeśli chce się oglądać zwierzęta w dużej ilości to zdecydowanie lepiej wybrać się do Amboseli, czy Masai Mary (w trakcie migracji). Nawet nie chodzi o  małą liczbę zwierząt w Tsavo, ale o możliwość ich zobaczenia. Duża część parku to zarośnięty krzakami busz. Na trawiastej sawannie zdecydowanie łatwiej wypatrzeć oddalone zwierzęta, tu tylko można się cieszyć z tych, które podchodzą do drogi. Jednocześnie właśnie krajobrazy są tu bardzo unikalne.

Zastygła lawa w Tsavo West
Zastygła lawa w Tsavo West
Zebry w zaroślach
Zebry w zaroślach

Z dwóch powodów – pierwszy to lawa. Na terenie parku znajdują się pola lawowe. Co więcej, można się zatrzymać i pospacerować po zaschniętej lawie. Przypomina to trochę krajobraz z Etny, Parku Timanfaya albo Islandii, tyle że przeniesiony do Afryki. To bardzo malownicze miejsca. Dlatego przemierzając Tsavo West widzimy piaszczyste drogi, które mają czasem czarny kolor, czasem zaś czerwony.

Pozostałości po wulkanach
Pozostałości po wulkanach

Ta czerwień to kolejny charakterystyczny element parku. Nie jest unikalny w Afryce, pamiętamy podobne kolory choćby z tanzańskiego Ngorongoro, ale tu tym piaskiem obsypują się słonie. Stąd wiele zdjęć z Tsavo przedstawia te zwierzęta w charakterystycznym, czerwonawym ubarwieniu (z powodu piasku, który na siebie nasypały).

Czerwony piasek
Czerwony piasek

Słonie i nosorożce

Słonie uchodzą za chlubę tego parku. Faktycznie można je spotkać, acz znów stada nie są tak duże jak w Amboseli. Na słonie oraz nosorożce czarne intensywnie kłusowano, z czym Park stara się walczyć. Dla nosorożców czarnych wybudowano specjalny rezerwat zwany po tutejszemu azylem nosorożców (Rhino sanctuary). To teren dodatkowo ogrodzony wewnątrz parku, tak by zapewnić zwierzętom bezpieczeństwo. Przed wjazdem jest dodatkowa kontrola, a także godziny otwarcia są ograniczone, by zapewnić nosorożcom spokój. Tu też bardziej pilnują, by kierowcy trzymali się wyznaczonych ścieżek.

Słonie w Tsavo West
Słonie w Tsavo West

Nosorożców nie ma za dużo, a drogi też nie są zbyt gęsto wytyczone. Więc zazwyczaj nosorożce chowają się w buszu. Jest na to pewien sposób – wodopój. Tam jest miejsce, w którym można czekać, aż któryś z nosorożców zdecyduje się przyjść. Zadziałało.

Nosorożec czarny (Diceros bicornis)
Nosorożec czarny (Diceros bicornis)

Lwy ludojady z Tsavo

Kolejna słynne zwierzęta to lwy. Tych co prawda w Tsavo nie udało się zobaczyć, ale to one rozsławiły ten park. W latach 1898 – 1899 budowano kolej przecinającą dzisiejsze Tsavo, oraz most przez rzekę Tsavo. Budowę nadzorował porucznik pułkownik John Henry Patterson i przyszło mu się mierzyć z lwami, które upodobały sobie zjadać ludzi, dokładniej pracowników budowlanych. Ostatecznie problematyczne zwierzęta upolowano. Oba wypchane lwy zostały wystawione w Chicago. Patterson opisał całą historię w książce „The Man-Eaters of Tsavo”, która została trzykrotnie zekranizowana.

Oryks pręgoboki (Oryx beisa)
Oryks pręgoboki (Oryx beisa)

Po raz pierwszy w 1952 roku jako „Bwana Devil”. Warto wspomnieć, że był to pierwszy, pełnometrażowy film 3D. Drugi z nich to brytyjski „Killers of Kilimanjaro” z 1959 roku, który kręcono w Tanzanii. Trzeci to „Duch i Mrok” (1996) Stephena Hopkinsa. W tym wypadku większość zdjęć kręcono w RPA, ale kilka ujęć powstało właśnie w Tsavo West, czyli w prawdziwym miejscu. Można je rozpoznać dzięki kolorowi piasku. Przy czerwonym jest to prawie na pewno Tsavo. Sam historyczny most budowano w miejscowości Tsavo na granicy parków. Dziś znajduje się tam hotel o nazwie Man Eaters Camp.

Kudu małe (Ammelaphus imberbis) w Tsavo West
Kudu małe (Ammelaphus imberbis) w Tsavo West
Słoń obsypany pyłem
Słoń afrykański

Zwierzęta i źródło rzeki Mzima w Tsavo West

Z pozostałych zwierząt w parku można natknąć się na krokodyle, hipopotamy, bawoły, zebry, antylopy, małpy, czy żyrafy oraz ptactwo. To także miejsce, gdzie można oglądać ryby. Jedną z atrakcji jest źródło rzeki Mzima (Mzima Springs), które wybija w parku. Tam czeka nas przechadzka z uzbrojonym przewodnikiem. Właśnie w tej rzece (która później wpada do rzeki Tsavo) taplają się krokodyle i hipopotamy. Tu też jest mała budka, do której się wchodzi i ogląda rzekę już pod poziomem wody. Właśnie tu można zobaczyć ryby.

Rzeka Mzima (Tsavo West)
Rzeka Mzima (Tsavo West)

Wewnątrz parku znajduje się trzygwiazdkowy hotel – Ngulia Safari Lodge, w którym nocuje spora część turystów. Można odpocząć, także na basenie i jest to raczej standard pod większe wycieczki. Natomiast to także dobry punkt obserwacyjny. Hotel znajduje się na wzniesieniu i stamtąd rozpościera się widok na duży obszar Tsavo. Co więcej prowadzący zadbali o to, by przychodziły tu zwierzęta. Obok tarasu znajduje się źródło wody, wieczorem przyszło tu stado słoni. Wystawiają też kawałek mięsa, by zwabić lamparta, ale niestety tym razem nie był on zainteresowany.

Małpa żebrząca na parkingu przy źródle rzeki Mzima
Małpa żebrząca na parkingu przy źródle rzeki Mzima

Tsavo West to dobre miejsce, jeśli chcemy liznąć afrykańskiego safari podczas wycieczki z Mombasy czy wybrzeża kenijskiego. Natomiast jeśli faktycznie zależy nam na zwierzętach w dużej ilości, to może być to dobry przystanek w drodze do Amboseli. Niestety jako główny punkt programu może pozostawiać niedosyt.

Sekretarz (Sagittarius serpentarius)
Sekretarz (Sagittarius serpentarius)

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak kenijski
Tsavo WestMalindi

Park Narodowy Risnjak, las i źródło rzeki Kupy

Park Narodowy Risnjak (chor. Nacionalni Park Risnjak) był naszą ostatnią atrakcją w Chorwacji. Nie mieliśmy na niego zbyt wiele czasu, więc wybraliśmy tylko 1,5-godzinną trasę między drzewami i polanami. Przyjemna odmiana po miastach i przed powrotem do miasta i domu, tak by choć trochę ponapawać się naturą.

Ścieżka edukacyjna w Parku Narodowym Risnjak
Ścieżka edukacyjna w Parku Narodowym Risnjak

Źródło rzeki Kupa w Risnjak

Park Narodowy Risnjak znany jest przede wszystkim jako źródło rzeki Kupy albo Kolpy. Na terenie Risnjaku zaczyna się bieg tej trzeciej co wielkości rzeki Chorwacji, której koryto uważa się niekiedy za granicę Półwyspu Bałkańskiego. Nasza ścieżka nie obejmowała niestety rzeki. Za to w całkowitym spokoju (prawie nie spotkaliśmy innych ludzi), mogliśmy podziwiać tutejszą florę i w mniejszym stopniu faunę – od słowa „ryś” park ma swoją nazwę (pośrednio). Podobno żyją tu także niedźwiedzie brunatne, jelenie, sarny i kozice oraz orły, ale niestety nie natknęliśmy się na żadne z nich. Niestety populacja tutejszych rysi wyginęła (z pomocą człowieka) na początku XX wieku. Obecnie została odtworzona. Rysie przywieziono ze Słowenii.

Mchy i grzyby
Mchy i grzyby

Ścieżka edukacyjna i góry

Natknęliśmy się także na rekonstrukcje typowych zabudowań z tego górzystego obszaru. W parku także znajduje się muzeum, gdzie można lepiej poznać historię tutejszej ludności. Ścieżka edukacyjna jest bardzo dobrze oznaczona i co ważniejsze opisana także w języku angielskim. Doskonale też łączy wiedzę przyrodniczą z opisem tutejszej kultury. Informacje tu zawarte rozwiną wiedzę nie tylko najmłodszych. Całość znajdowała się blisko centrum informacyjnego, wraz z niewielkim bezpłatnym parkingiem.

Drzewa w Risnjak
Drzewa w Risnjak

Nam udało się zaledwie liznąć tego miejsca, chwilę poobcować z naturą. Park jest dość duży (3041 hektarów), więc jest tu wiele ścieżek w regionie Gorski Kotar. Najważniejsza góra to oczywiście masyw Wielki Risnjak (góry Dynarskie – 1528 metrów nad poziomem morza), która uchodzi za najładniejszy w Chorwacji oraz Snježnik (1506 m n.p.m.). Część górska jest bardziej zróżnicowana, ze względu na formacje krasowe – zapadliska, jaskinie.

Polana w Risnjak
Polana w Risnjak

Park Narodowy Risnjak

Park założono w 1954 roku. Przyrodnicy jednak badali ten teren już od 140 lat. Dziś jakieś 70% parku jest pod bardzo restrykcyjną ochroną. Nie udało się nam dotrzeć ani do doliny Motyli, ani do turkusowego jeziora. Jest tu zdecydowanie więcej do eksploracji, a co ważniejsze, idąc w góry widać jak zmienia się roślinność. Doświadczyliśmy czegoś podobnego na przełęczy Llogara. Podobnie jak tamte góry, tak i tu wzniesienia oddzielają nadmorską roślinność od bardziej śródlądowej, to naturalna granica.

Huby na drzewie
Huby na drzewie
Park Narodowy Risnjak
Park Narodowy Risnjak

Wybierając górskie trasy możemy się natknąć na schroniska. Oczywiście w porównaniu z Krka czy Plitvicami Risnjak wygląda trochę jak ubogi krewny. To wciąż piękne miejsce, ale już bardziej naturalne i zwykłe. Dzięki temu też jest tu zdecydowanie mniej turystów. Teren parku to obszar Natura 2000. O wejściówkach, cenach i trasach można przeczytać na oficjalnej stronie parku.

W Risnjak jednak najłatwiej zobaczyć jest owady, np. motyle jak Zorzynek rzeżuchowiec (Anthocharis cardamines)
W Risnjak jednak najłatwiej zobaczyć jest owady, np. motyle jak Zorzynek rzeżuchowiec (Anthocharis cardamines)

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak chorwacki
PN RisnjakZadar

Jezioro Koman (Komani), urokliwy rejs promem pośród albańskich gór

Wśród atrakcji Albanii jedna jest doprawdy niezwykła, głównie dlatego, że to dość techniczna rzecz czyli rejs promem po jeziorze Koman. Jezioro Koman (Liqeni i Komanit) jest długie i stanowi dobrą alternatywę dla krętych dróg prowadzących z Fierzë do Koman. Jednocześnie ze względu na malownicze krajobrazy tę trasę uwielbiają turyści. Czasem bywa określane mianem jeziora Komani.

Jezioro Koman
Jezioro Koman

Historia jeziora Koman

Warto jednak dodać, że jezioro Koman to zbiornik zaporowy na rzece Drin. Rezerwuar powstawał w latach 1979 – 1988. Zaporę zbudowano w miejscowości Koman, woda zaś zalała kanion pośród Gór Przeklętych, tworząc coś, co przypomina trochę fiord i to z tych zdecydowanie bardziej widowiskowych jak w Norwegii czy we Fiordland. Zresztą porównywanie tego miejsca ze skandynawskimi fiordami to dość częsta praktyka. Bardziej zdziwiły nas porównania do Tajlandii, które można znaleźć w sieci, ale kolorystka może powodować pewne skojarzenia. Woda sprawiła też, że zupełnie zmieniło się tu środowisko przyrodnicze, pojawiło się mnóstwo ptaków, ale też mniejszych ssaków. Do tego dochodzą lasy i wspaniała zieleń, zaś w oddali widać czasem nawet ośnieżone szczyty.

Jeden z promów
Jeden z promów

Warto zauważyć, że jezioro Koman nie jest tu niczym niezwykłym. Właściwie obok istnieje jeszcze większy, sztuczny zbiornik Fierzë, acz on nie jest wykorzystywany tak mocno w transporcie. I chyba nie jest tak malowniczy i oszołamiający jak jezioro Koman. W sumie w tej okolicy zbudowano trzy takie zbiorniki, głównie w celu pozyskiwania energii elektrycznej. Warto dodać, że dziś dostarczają one zdecydowaną większość prądu w całej Albanii. Oczywiście jak w takich wypadkach bywa, także i tutaj kilka wsi znalazło się pod wodą, podobno czasem można nawet dostrzec jakieś pozostałości. Rzeka Drin składa się z Czarnego Drinu i Białego Drinu, które łączą się niedaleko miejscowości Lume.

Zapora na jeziorze Koman
Zapora na jeziorze Koman
Rejs jeziorem Koman przypomina trochę rejs po fiordach
Rejs jeziorem Koman przypomina trochę rejs po fiordach

Promem przez jezioro Koman

Nowe jezioro postanowiono wykorzystać także do transportu, oprócz pozyskiwania energii. Obszar między miejscowościami Koman i Fierzą ma aż 72 km długości i zajmuje 82 km2, co więcej kursuje regularne połączenie promowe. Często wykorzystywane przez osoby, które chcą skrócić sobie drogę przez góry. Droga w kierunku Fierze i dalej Valbonë bywa nazywana drogą tysiąca zakrętów, więc przeprawa też zajmuje czas. Obecnie też to połączenie uwielbiane przez turystów, właśnie ze względu na widoki.

Przy dobrej pogodzie rejs jest niesamowitą atrakcją
Przy dobrej pogodzie rejs jest niesamowitą atrakcją

My korzystaliśmy z usług Komani Lake Ferry. Mieliśmy wynajęty samochód, co prawda niechętnie tam patrzą na promy, ale przede wszystkim chodzi o promy morskie. Ten lądowy potraktowano po albańsku. W tym wypadku trzeba było zarejestrować i opłacić przeprawę wcześniej (można to zrobić kartą). Jedyna trudność polegała na wyliczeniu opłaty za wielkość auta, ale uzgodniliśmy standardową wielkość i ewentualną dopłatę na promie, jeśli zajdzie taka potrzeba. Te promy kursują około 9:00 rano z Koman do Fierzy i koło 13:00 wyruszają w drogę powrotną. Są też promy biorące jedynie pasażerów, nie mówiąc o łodziach turystycznych. Tam pewnie godziny mogą być bardziej elastyczne.

Zielone góry oglądane z poziomu wody robią duże wrażenie
Zielone góry oglądane z poziomu wody robią duże wrażenie

W przypadku Komani Lake Ferry bilety sprzedawano na dwa promy: „Berisha” i „Dragobia”. Płynęliśmy tym pierwszym, większym, który zabiera także auta. Drugi, mniejszy ogranicza się do osób, motorów i rowerów. Zauważyliśmy sporą różnicę między ilością samochodów i osób jadących do Fierzy i z powrotem. W drugim przypadku prom był w dużej mierze pusty. Może to jeszcze kwestia tego, że byliśmy przed wysokim sezonem? W każdym razie do Fierzy przypłynął całkiem nieźle obłożony, odpłynął z dwoma samochodami. Jak wspominaliśmy, są też inne firmy. Mijaliśmy choćby konkurencyjny prom „Alpin”, gdy sprawdzaliśmy był droższy, ale szybszy (choć w tym wypadku na prędkości nam nie zależało), a także mniejsze stateczki.

Jezioro Koman jest dość kręte, mija się wiele zaułków i zatoczek
Jezioro Koman jest dość kręte, mija się wiele zaułków i zatoczek

Turystyka nad jeziorem

Tu dochodzimy do drugiego życia jeziora Koman, czyli turystyki. Przeprawa jest dość popularna, więc organizowane są wycieczki ze Szkodry do Valbonë, z których istotnym elementem jest rejs promem. Obecnie jednak jezioro zyskuje turystycznie i bliżej Koman znajduje się już jeden ośrodek, w którym turyści mogą nocować. W naszym wypadku był to przystanek. Pokonanie całej trasy trwały około dwie i pół godziny.

Krajobrazy jeziora Koman
Krajobrazy jeziora Koman

Dojazd do jeziora Koman

My płynęliśmy z Fierzë do Koman. O ile w przypadku Fierzë dojazd problemowy niczym się nie wyróżnia, bo z drogi zjeżdża się na przystań promów, o tyle od strony Koman wygląda to ciekawiej. Z przystani wjeżdża się do tunelu, a potem między innymi trzeba pokonać szutrową drogę. Jeśli komuś brakuje krętych zawijasów, to na tym niewielkim odcinku z pewnością je znajdzie. Co więcej ma okazję pooglądać sobie kanion z góry (choć już bez jeziora).

Jezioro Koman
Jezioro Koman

Warto też wspomnieć o minusach. Jak w wielu miejscach w Albanii, tak i tu niespecjalnie przejmują się czystością. Mijaliśmy fragment jeziora podczas rejsu, gdzie widzieliśmy mnóstwo pływających śmieci. Nie robi to dobrego wrażenia. Druga sprawa już przy kupowaniu biletów dostaliśmy ostrzeżenie, by nie płacić nikomu poza ekipą z promu. Niestety naciągacze próbują wmanewrować nas w dodatkowe opłaty.

Czasem mija się łódki
Czasem mija się łódki

Przy dobrej pogodzie przeprawa przez jezioro Koman to naprawdę duża przyjemność. Widoki są niesamowite. Prócz gór czasem napotykamy się na mniejsze dopływy, z wodospadami i dość surowym krajobrazem.

Żywe kolory i piękna natura
Żywe kolory i piękna natura

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak albański
Jezioro KomanDurrës

Myvatn, jezioro i okolica: kratery, źródła geotermalne i skalne formacje

Mývatn e to nazwa jeziora na Islandii, słynącego z bogactwa ptasiego świata. Tą nazwą określa się także jego bliską okolicę, przede wszystkim różne formacje wulkaniczne, kratery, czy rzeki lawy oraz zjawiska geotermalne. Co prawda oficjalnie okolica ma islandzką nazwę – Mývatnssveit, ale jakoś nie używa się jej w turystyce, czy promocji tego regionu. A jest to wspaniałe miejsce, tym ciekawsze, że także filmowe, włączając w to kilka lokacji z „Gry o tron”.

Jezioro Mývatn
Jezioro Mývatn

Jezioro Mývatn

Oczywiście główna atrakcja to jezioro. Nazwa znaczy tyle co jezioro komarów / muszek ( – komar, muszka, vatn – jezioro). I faktycznie tutejszy krwiopijca potrafi być dokuczliwy latem. Jednak prawdziwe bogactwo to ptaki. Występuje ich tu 240 gatunków, z tego ponad 70 miejscu ma tutaj lęgowiska. Samych kaczek jest tu kilkanaście gatunków. Jezioro o powierzchni 37 km² i głębokości do 4,5 metra wraz z całym regionem Mývatn-Laxá zostało wpisane na listę Ramsar oraz jest uznaną ostoją ptaków IBA. Co ciekawe, nawet w miejscach przy drodze, gdzie można się zatrzymać i podejść do jeziora, to część jest ogrodzona, dzięki czemu ptaki nie są tu nękane. W okresie lęgowym pewne fragmenty jeziora są wręcz zamykane.

Łabędź krzykliwy (Cygnus cygnus)
Łabędź krzykliwy (Cygnus cygnus)

Jest to także teren geotermalny, co akurat nie jest niczym niezwykłym na Islandii. Jadąc drogą numer 1 można zatrzymać się przy elektrowni geotermalnej Bjarnarflag i podziwiać tamtejszą gorącą wodę. Błękitne Jezioro (Blue Lake) dość mocno wyróżnia się wizualnie na tle okolicy. Nie należy do niego wchodzić przede wszystkim przez wysoką temperaturę wody. Ostrzegają przed tym znaki.

Blue Lake
Blue Lake

Mývatn Nature Baths

Natomiast jeśli ktoś chciałby spróbować kąpieli w gorącym źródle, to warto zatrzymać się w Mývatn Nature Baths (isl. Jarðböðin við Mývatn). To ośrodek trochę w stylu słynnej Blue Lagoon. Ze względu na oddalenie od Rejkawiku jest mniej oblegany i tańszy, a przy tym bardzo przyjemny. Ma spory parking, zaś baseny z gorącą wodą znajdują się na zewnątrz. Wysoka temperatura jest zauważalna, ale pilnują by nie było za ciepło. Dodatkowo są tu prysznice i inne atrakcje. Niecka basenu jest wykonana z naturalnych materiałów i utrzymywana w stanie naturalnym, włączając w to miękkie i śliskie glony czy inne porosty. Na oficjalnej stronie (gdzie można też sprawdzić aktualne ceny i godziny otwarcia), można zarezerwować sobie wejście. My w lipcu (sezon) weszliśmy do środka bez wcześniejszej rezerwacji. Ale fakt, dla nas był to przerywnik i dodatek, a nie istotny cel. Bilety i ceny można sprawdzić / zamówić tutaj.

Mývatn Nature Baths
Mývatn Nature Baths

Mývatn Nature Baths to nowoczesny i dobrze zaprojektowany ośrodek. Gorące źródło zostało stworzone przez człowieka i wykorzystuje wody z Bjarnarflag. Warto dodać, że choć zwłaszcza w ciągu dnia jest tu wielu turystów, to z ośrodka chętnie korzystają także Islandczycy. Dla nich gorące źródła są elementem kultury, miejscem spotkań Acz zdecydowanie preferują oni godziny, w których przybywa tu mniej turystów.

Jezioro Mývatn
Jezioro Mývatn

Grjotagja

Trochę dalej znajduje się kolejne miejsce, przy którym warto zatrzymać się na chwilę. To Jaskinia Grjótagjá. Jest ona stosunkowo niewielka. Znajduje się tuż przy drodze, tu też parkujemy i wchodzimy do środka, raczej by tylko zajrzeć. Wewnątrz jest stojąca, gorąca woda. Całość ma ażurowe sklepienie i wraz z błękitem gorącej wody jest to dość widowiskowe miejsce. Nic dziwnego, że wykorzystano je w „Grze o tron”. To właśnie w tym miejscu kręcono miłosne uniesienia Jona Snowa i Ygritte. Oczywiście posiłkowano się także studiem, bowiem w środku miejsca jest dość niewiele. Podobno to gdzieś tutaj także zaiskrzyło między odtwórcami, Kitem Haringtonem i Rose Leslie.

Jaskinia Grjótagjá
Jaskinia Grjótagjá
Scenę miłosnych uniesień Ygritte i Jona Snowa w „Grze o tron” kręcono w jaskini Grjótagjá (okolice Myvatn)
Scenę miłosnych uniesień Ygritte i Jona Snowa w „Grze o tron” kręcono w jaskini Grjótagjá (okolice Myvatn)

Co ważniejsze, do jaskini można wejść, ale należy pamiętać, że jest to teren prywatny. Kąpiel jest surowo wzbroniona. Głównie ze względu na bezpieczeństwo, jeszcze w latach 50. XX wieku ludzie kąpali się w tym źródle. Potem zrobiło się za gorące, dziś problemem jest jego szybko zmieniająca się temperatura. Choć obecnie podobno utrzymuje się w miarę stała,  40 parę stopni. Nagle może się podgrzać, dlatego panuje zakaz kąpieli. W praktyce ludzie moczą tam czasem nogi, na co jest przyzwolenie. Można natomiast pochodzić po okolicy, w tym wejść na wzniesienie nad jaskiniami. Tam trzeba trochę uważać, bowiem są pęknięcia, przez które do środka grot dostaje się światło. Te pęknięcia to kolejny efekt rozstępujących się płyt tektonicznych na Islandii (jak przy moście Miðlína). I tu istotne jest to, że Grjótagjá to tylko jedna, udostępniona jaskinia. Do pozostałych nie można wejść.

Rozchodzące się skały nad Grjótagjá
Rozchodzące się skały nad Grjótagjá

Hverfell

W okolicy Myvatn znajdują się nie tylko zjawiska geotermalne, ale również wulkaniczne. Dość ciekawe są pseudokratery, które dość licznie występują właśnie w tej części Islandii. Od normalnych kraterów wulkanicznych różnią się  sposobem powstania. Psuedokratery tworzą się w spływającej lawie, wyglądają jak zwykłe kratery, ale nie mają komory magmowej. Czyli po zastygnięciu nie mają szansy na ponowną erupcję. Nad jeziorem Myvatn najbardziej znane pseudokratery to Skútustaðagígar.

Hverfell
Hverfell

Znajduje się tu też zwykły krater – Hverfell lub Hverfjall. Wznosi się na 420 m n.p.m. i jest to dobry punkt, by obserwować całą okolicę. Jest też popularny wśród turystów. U stóp Hverfell znajduje się duży parking, potem czeka nas wspinaczka pod górkę. Trasa nie jest długa, ani też specjalnie trudna, ale nie jest to też relaksacyjny spacerek. Zajmuje to około 15 minut, różnica poziomów to około 100 metrów. Wchodzi się na szczyt, gdzie widzimy krater. Możemy go sobie spokojnie obejść, ale do środka zejść nie można. Aktywność wulkaniczna tego miejsca jest zdecydowanie mniejsza niż w przypadku Wezuwiusza, więc nie ma tu barierek, widoczność jest doskonała. Wszystko jest jednak pokryte resztkami zaschniętej lawy. Obejście krateru wokoło nie zajmie więcej niż godzinę. Średnica krateru to kilometr, ale największy problem to otwartość terenu i ewentualny silny wiatr. Nie to, żeby okolice jeziora były jakoś osłonięte, ale na górze wiatr jest bardziej odczuwalny.

Krater Hverfell
Krater Hverfell

Hverjfall robi duże wrażenie zwłaszcza ze względu na niemal całkowity brak roślinności. To przyjemny spacer, szkoda tylko, że mało pouczający. Krater powstał jakieś 2500 lat temu. Przydałoby się tu więcej tabliczek informacyjnych, ale już na Etnie trochę się o wulkanach dowiedzieliśmy, więc dla nas to było wystarczające. Ta niesamowita, wręcz nieziemska atmosfera udawała planetę Hima w trzecim sezonie „Star Trek: Discovery”. To tu znajdujemy Michael Burham na początku sezonu.

Skalne pozostałości po wulkanach w okolicy Mývatn
Skalne pozostałości po wulkanach w okolicy Mývatn

Dimmuborgir

Na południe od Hverfjall znajduje się pole lawowe Dimmuborgir. Powstało jakieś 2300 lat temu. Przez pewien czas istniało tu także jezioro lawowe, dziś ten obszar słynie przede wszystkim z niesamowitych formacji skalnych. Lawa uwalniała się w jeziorze, woda częściowo odparowywała, częściowo rzeźbiła to miejsce.

Skalne formacje (lawowe) w Dimmuborgir
Skalne formacje (lawowe) w Dimmuborgir

To także miejsce, które przyciąga turystów. Parking jednak nie jest już tak duży jak przy kraterze, co powoduje, że w sezonie mieliśmy trochę problemów z zaparkowaniem tutaj. Ludzi było sporo. Wewnątrz Dimmuborgir wytyczone są szlaki. Chodząc po polu lawowym ogląda się tutejsze, bardzo nietypowe skalne miasto. Wiele z form ma opisy, nazwy i historię. No i jak w takich miejscach bywa, niektóre skały przyciągają ludzi bardziej, dzięki charakterystycznym, fotogenicznym otworom.

Skalne formacje (lawowe) w Dimmuborgir
Skalne formacje (lawowe) w Dimmuborgir

Zresztą całe to miejsce wiąże się z legendami. Po pierwsze nazwa znaczy tyle co „mroczne zamki”. Dawny folklor rozwijał się także z chrześcijaństwem, powstał mit, lub apokryf, który mówił, iż to właśnie w tym miejscu Szatan spadł na Ziemię, gdy wyrzucono go z Nieba. No i tu gdzieś znajduje się brama do Piekieł. Nic dziwnego, że zainspirowało to Norwegów. Jedna ich grupa metalowa nazywa się: Dimmu Borgir. Według jeszcze innych legend mieszkała tu olbrzymka Grýla, która zjadała niegrzeczne dzieci na Boże Narodzenie, zaś jej trzynastu synów przynosiło prezenty grzecznym dzieciom.

Skały lawowe
Skały lawowe porośnięte mchem

To także kolejna lokacja z „Gry o tron” w okolicy Myvatn. W tym miejscu kręcono obóz Dzikich, którym przewodził Mance Ryder. Zdjęcia kręcono w zimie. Jezioro Myvatn posłużyło także jako sceneria do finału „Szybkich i wściekłych 8”. Tam mamy fragment pościgu/bitwy na zamarzniętym jeziorze, podobnie jak sceny z rosyjską łodzią podwodną. Tu ta część gra Rosję.

Okolice jeziora Mývatn (Islandia)
Okolice jeziora Mývatn (Islandia)

Turystyka w okolicy Mývatn

Wokół jeziora znajduje się kilka małych miejscowości z hotelami i miejscem do spania. Jest tu także wiele szlaków, a do większości opisanych miejsc można nie tylko dojechać, ale również spokojnie dojść. Całe jezioro można objechać samochodem zatrzymując się przy wielu ciekawych miejscach. Dobrym punktem widokowym jest z pewnością szczyt Vindbelgjarfjall, który wznosi się na wysokość 529 m n.p.m. Góruje nad okolicą. Jest także muzeum ptaków Sigurgeir’s Bird Museum, gdzie wystawiono jaja i wypchane ptaki. To także miejsce, gdzie można trochę więcej się o tych zwierzętach dowiedzieć. Okolice jeziora Myvatn może nie należą do najczęściej odwiedzanych miejsc na Islandii, niemniej jednak oferują bardzo wiele, zwłaszcza jako przystanek podczas zwiedzania północy wyspy.

Okolice jeziora Mývatn
Okolice jeziora Mývatn

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak islandzki
Jezioro MyvatnKirkjufell
Szlak filmowy
Jezioro Mývatn

Spreewald, Lübbenau kraina kanałów i ogórków

Jakieś 60 km od naszej zachodniej granicy, w niemieckim landzie Branderburgia znajduje się przepiękna kraina Spreewald (czasem zapisywana u nas jako Szprewald lub Sprewald.). Region ten ma powierzchnię 3 127 km², jest tu kilka miasteczek, w których można zacząć zwiedzanie okolicy. Są to choćby Lübben, Burg czy Lübbenau/Spreewald, do którego pojechaliśmy. Spreewald słynie z dwóch rzeczy: kanałów oraz ogórków. To idealne połączenie terenów rolniczych z rezerwatem biosfery (z listy UNESCO od 1991) i wspaniałej atrakcji turystycznej.

Lübbenau/Spreewald
Lübbenau/Spreewald

Historia Spreewaldu

Spreewald bywa też czasem nazywany niemiecką, branderburską lub zieloną Wenecją. Podobnie jak w tym włoskim mieście, tak i tutaj kanały stanowiły podstawowy szlak komunikacyjny między wioskami. Ludzie poruszali się na łodziach, te dziś nadal są istotnym elementem transportu, ale zdecydowanie częściej stanowią atrakcję turystyczną. Obecnie to prawdziwy wodny labirynt.

Wycieczki na łodziach kahn są nieodzownym sposobem zwiedzania Spreewaldu
Wycieczki na łodziach kahn są nieodzownym sposobem zwiedzania Spreewaldu

Jadąc do Spreewaldu wybraliśmy się do miasta Lübbenau, a właściwie Lübbenau/Spreewald, co w języku dolnołużyckim brzmi Lubnjow/Błota, polski wariant to Lubniów. Tu warto dodać, że miasto w 1997 roku dostało przywilej, by używać też nazwy gminy, stąd taka konstrukcja. Tereny łużyckie aż do roku 1635 znajdowały się w królestwie Czech, wcześniej na krótko także i Polski. Dopiero potem stały się częścią Niemiec. Lokalna ludność słowiańska zachowała swoje korzenie i języki. Serbołużyczanie posługują się dwoma: górnołużyckim i dolnołużyckim. Serbów łużyckich dzieli się na Górnołużyczan (zwanych po niemiecku Sorben) i Dolnołużyczan (Wenden). Na ile są blisko spokrewnieni z bałkańskimi Serbami, tego właściwie nie wiadomo. Są dwie hipotezy: jedna mówi, że to zbieżność nazw, druga, że ludy te przybyły z prasłowiańskiem Białej Serbii, a podczas wędrówki rozdzielili się. Osiedlili się na tym terenie jeszcze w VI wieku, zanim powstało państwo niemieckie. Sam Spreewald jest nierozerwalnie połączony z ich historią.

Alternatywą dla kahn są kajaki
Alternatywą dla kahn są kajaki

Spreewald: Zamek w Lübbenau

Lübbenau, podobnie jak i cały obszar Spreewaldu, znajduje się nad rzeką Sprewą w Zagłębiu Łużyckim w Branderburgii. Jest to miasteczko z urokliwym historycznym centrum, obejmujące jeszcze dwie dawne, dolnołużyckie wioski: Lehde i Leipe. Pierwsza wzmianka o Lübbenau pochodzi z 1301 roku i dotyczy zamku Lubenowe, w jego miejscu znajdowały się pochodzące z X wieku wały słowiańskie. Gród przy zamku można znaleźć w zapisach historycznych z 1315 roku pod nazwą Lubenaw. Natomiast archeologiczne ślady osadnictwa pochodzą z VIII lub IX wieku.

Zamek w Lübbenau, obecnie hotel
Zamek w Lübbenau, obecnie hotel

Dziś zamek pełni funkcję hotelu i oczywiście sama budowla przechodziła mnóstwo zmian, by przyjąć obecną formę. Ta powstała po wojnach napoleońskich, wzniósł ją duński graf Rochus zu Lynar. Wykorzystał on pewne resztki wcześniejszej zabudowy, ale kompleks stał się bardziej pałacykiem z oranżerią i innymi budynkami gospodarczymi oraz parkiem. Obok przebiega też Szlak Ogórkowy, czyli liczący sobie 260 km szlak rowerowy, który przecina Spreewald.

Malownicze kanały Spreewaldu
Malownicze kanały Spreewaldu

Ogórki spreewaldzkie

I tu dochodzimy właśnie do jednego ze znaków rozpoznawczych tej okolicy. Ze Spreewaldu pochodzą słynne ogórki spreewaldzkie. Słynne od czasów NRD, trzeba nadmienić. Tutejsze ziemie sprzyjały szczególnie uprawom ogórków. O istnieniu tradycji przetwarzania tych zielonych warzyw wspomina już XIX-wieczny niemiecki pisarz i poeta Theodor Fontane. W NRD były szczególnie popularna: oprócz ogórków i octu niewiele więcej było potrzebne. Po upadku komunizmu trochę o przetworach z ogórków zapomniano, ale nie na długo. Od marca 1999 roku ogórki spreewaldzkie posiadają oznaczenie PGI, czyli o chronionego pochodzenia geograficznego. Zresztą fenomen tych ogórków został choćby wspomniany w filmie „Good Bye Lenin!”, ukazującym trochę nostalgicznie klimat NRD. Tam główny bohater próbuje przekonywać swoją matkę, która zbudziła się z wieloletniej śpiączki, że komunizm wciąż istnieje. Dla dawnej aktywistki partyjnej ogórki są jednym z dowodów trwałości poprzedniego systemu.

Słynny produkt regionalny - ogórki spreewladzkie
Słynny produkt regionalny – ogórki spreewladzkie

Ogórek spreewaldzki to nic innego jak dobry zielony (lub żółty) ogórek kiszony albo konserwowy. Albo coś pośredniego. Sprzedawane tutaj w słoikach, na wagę lub pojedyncze w puszkach „Gurke to go”, występują w mnóstwie wariantów smakowych uzależnionych od przypraw i dodatków używanych do kiszenia czy konserwowania. Z ogórków można zrobić też więcej: Gurken likor, Gurkenbrot, czy Gurkensalat (okazało się, że to mizeria). I mnóstwo gadżetów: magnesy na lodówkę, pluszaki, figurki… Sklepy są wręcz zawalone tak przetworami z ogórków jak i okolicznościowymi pamiątkami. Zaś Lübbenau na folderach reklamowych jest przedstawiane jako Stadt der Gurken, czyli miasto ogórków.

Spreewald, wycieczki po kanałach
Spreewald, wycieczki po kanałach

Szczęśliwie spróbowanie tych ogórków nie stanowi dużego problemu. Jest kilka miejsc, gdzie można je kupić. Nawet płynąć po kanałach można zatrzymać się przy przystaniach, które oferują tackę ogórków do spróbowania. W Lehde jest nawet muzeum ogórków (Gurkenmuseum). Nie było czynne, ale przez furtkę zobaczyliśmy większość ekspozycji (z daleka), niewiele straciliśmy. Normalnie, gdy jest czynne, to także możliwość spróbowania ogórków przygotowywanych (kiszonych lub konserwowanych) z różnymi dodatkami.

Pomijając skansen jest tu sporo tradycyjnych domostw (Spreewald)
Pomijając skansen jest tu sporo tradycyjnych domostw (Spreewald)

Kościół św. Mikołaja

Charakterystycznym punktem miasta Lübbenau jest 60-cio metrowa wieża kościoła św. Mikołaja. Kościół zbudowano w latach 1738 – 1741 i dziś należy do jednej z najznakomitszych świątyń Brandenburgii, przedstawicieli baroku drezdeńskiego. Kameralne wnętrze wykonano w stylu rokoko. W miejscu obecnego protestanckiego kościoła, od XV wieku stała wcześniejsza, gotycka świątynia.

Kościół św. Macieja
Kościół św. Macieja

Fontanna Legend w Lübbenau/Spreewald

Przed kościołem znajduje się Legendarna Fontanna lub Fontanna Legend (Sagenhafter Brunnen). Dość charakterystyczne miejsce, które próbuje tworzyć nową tożsamość miasta. Powstała w latach 2007 – 2008, zaś podobne rzeźby znajdziemy jeszcze w kilku innych miejscach. Samo centrum jest naprawdę niewielkie, ale trzeba przyznać, że urocze i dobrze zachowane.

Fontanna Legend w Lübbenau
Fontanna Legend w Lübbenau

Spreewald: Kanały i biosfera

Jednak to nie ogórki, czy małe, kameralne miasteczko przyciągnęły nas w te okolice. Spreewald od dawna nas kusił ze względu na interesujący rezerwat. Obejmuje on obszar ponad 3 tysięcy kilometrów kwadratowych, zamieszkany głównie przez Serbów Łużyckich (ok. 50 tysięcy osób). Unikatowy krajobraz Spreewaldu ukształtowała ostatnia epoka lodowcowa. Jest to obszar nizinny, rzeczno-dolinowy z gęsto usianymi kanałami i odnogami rzeki Szprewy. Tą naturalną sieć kanałów połączono w jeden wielki system nawadniający i komunikacyjny. Łączna długość tych dróg wodnych wynosi ponad 1600 kilometrów.

Spreewald to także ścieżki leśne, oczywiście przecinane kanałami
Spreewald to także ścieżki leśne, oczywiście przecinane kanałami

Biosfera Spreewaldu to ponad 18 tysięcy gatunków flory i fauny. Z takich ciekawszych, natknęliśmy się na… nutrię amerykańską. Ten gatunek inwazyjny występował pierwotnie w Ameryce Południowej, ale w Europie znalazł równie sprzyjające gatunki do życia i rozmnażania. Na nasz kontynent nutrie, podobnie jak i szopy, zostały sprowadzone jako zwierzęta hodowane dla przemysłu futrzarskiego.

Nutria amerykańska (Myocastor coypus) zadomowiła się w Spreewaldzie i się tu rozmnaża
Nutria amerykańska (Myocastor coypus) zadomowiła się w Spreewaldzie i się tu rozmnaża

Na obszarze Spreewaldu najlepiej poruszać się wodnymi kanałami. Łużyczanie polegali na swoich płaskodennych szkutach i pracy flisaków: drogą wodną prowadzono handel, na sprzedaży produktów leśnych i ryb opierała się gospodarka regionu. Dziś mieszkańcy Spreewaldu nadal są powiązani z wodą i nadal szkuty służą im do zarobku… na turystach. Tutaj także praktykuje się ekologiczne rolnictwo. Od 1991 roku Spreewald stawał się coraz bardziej popularnym miejscem do aktywności i odpoczynku wśród turystów.

Spreewald z drona
Spreewald z drona

Spreewald: Szlaki turystyczne

Poza wspomnianą już trasą rowerową i pieszymy szlakami turystycznymi Spreewald zwiedza się z perspektywy wody. Są na to dwa sposoby: albo kajak i wówczas jesteśmy zdani tylko na siebie, albo bardziej klasyczny, czyli wycieczka na łodziach płaskodennych z flisakiem. Łodzie te nazywają się tutaj kahn (to słowo brzmi trochę podobnie jak kanoe i faktycznie oryginalne również były wydłubywane).

Poza turystyką, w Spreewaldzie toczy się normalne życie, a większość ludzi pracuje tu w rolnictwie
Poza turystyką, w Spreewaldzie toczy się normalne życie, a większość ludzi pracuje tu w rolnictwie

W samym porcie jest wiele różnych firm, które oferują przejażdżki w różnym standardzie. Jedne są bardziej kameralne, tym samym droższe, inne zbierają grupę turystów i przewożą ich wspólnie. Myśmy właśnie na taką się wybrali. Wycieczka łodzią z flisakiem bardzo przypadła do gustu. Był to trwający 3 godziny rejs + 1-godzinna przerwa. Nasz przewodnik oczywiście mówił coś po niemiecku, więc niewiele zrozumieliśmy. Po drodze była jeszcze jedna mała przerwa bez wychodzenia z łodzi, tam przy przystani można było kupić zestaw ogórków do skosztowania, chleb ze smalcem i niemieckie piwo.

Łodzie są wykorzystywane jako transport także przez mieszkańców
Łodzie są wykorzystywane jako transport także przez mieszkańców

Takie zwiedzanie kanałów spreewaldzkich jest dobre, gdy chcemy poświęcić na nie mniejszą ilość czasu. Kajaki by sprawiły frajdę, wymagają zdecydowanie większej ilości godzin. Tu kanałów jest bardzo wiele, więc aż chce się je eksplorować, bez patrzenia na zegarek i bez obawy, że się odpłynie za daleko. Szlaki wodne są dość dobrze oznaczone i warto pamiętać, że nie wszędzie możemy wpływać. Cześć kanałów to teren ścisłego rezerwatu. Oczywiście przed wypożyczeniem kajaku zostaniemy dokładnie przeszkoleni jak odróżniać zamknięte szlaki.

Most nad kanałem
Most nad kanałem

Niezależnie jaki transport wodny wybierzemy, możemy liczyć na to, że miniemy tereny leśne, wpłyniemy między pola oraz będziemy przepływać wśród malowniczych domków. Stąd właśnie to weneckie nawiązanie. W Lübbenau przepływa się też obok skansenu, ale prawda jest taka, że wiele domów w nim niespecjalnie różni się od reszty mijanych w innych częściach. Tradycja jest tu dobrze zachowana. Poza wodą warto też się przejść jednym z wielu szlaków pieszych. Te czasem wymagają przejścia przez mostki (ze schodami), gdy pokonuje się kanały.

Kanał w Spreewaldzie
Kanał w Spreewaldzie

Skansen w Lehde

Ciekawym miejscem do zobaczenia w Spreewaldzie jest skansen (Freilandmuseum). Zlokalizowany jest w Lehde, zresztą blisko niego mieliśmy tę godzinną przerwę. Jego spokojne zwiedzanie zajmuje trochę ponad godzinę, my jednak uznaliśmy, że sobie tu przyjdziemy później. Tutaj możemy zobaczyć, jak wyglądały dawne tradycyjne domostwa Łużyczan, jak żyli, czym się zajmowali. Wystawione są także artykuły potrzebne do przetwórstwa ogórkowego oraz dawny zakład szkutniczy. W części domków możemy natknąć się na pracowników ubranych w stroje ludowe, którzy opowiadają, a czasem prezentują pewne tradycje bądź rzemiosła. Można też się zdrzemnąć na sianie.

Skansen w Lehde
Skansen w Lehde

Dojazd do Lübbenau/Spreewald

Przyjeżdżając samochodem można zaparkować na płatnym parkingu blisko centrum. Jednodniowy bilet parkingowy kosztuje 5 Euro. Należy mieć przy sobie bilon, gdyż automat przyjmuje tylko monety. Witamy w Niemczech. Lübbenau/Spreewald znajduje się jakieś 60  km od polskiej granicy w Olszynie, więc z Wrocławia to doskonałe miejsce na jedno lub dwudniowy wypad weekendowy. Choć same kanały i ogórki są już wystarczającą atrakcją, to jednak można się tu natknąć na aquapark z pingwinami, zaś jakieś 30 km dalej znajduje się słynny Tropical Island. Kiedy odwiedzić Spreewald? Zdecydowanie jest najpiękniejszy na wiosnę, gdy wszystko kwitnie i jest zielono.

Rezerwat biosfery Spreewald
Rezerwat biosfery Spreewald

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak niemiecki
SpreewaldBerlin