Archiwum kategorii: Natura

Kitulgala, ekscytujący rafting na rzece Kwai (Kelani)

Kitulgala to niewielkie miasteczko (raczej wioska) na zachodzie Sri Lanki, położone w jednym z najbardziej wilgotnych obszarów kraju, dwukrotnie w ciągu roku nawiedzanym przez monsuny. Z jednej strony las deszczowy, z drugiej rzeka Kelani. To także miejsce, w którym David Lean kręcił swoje arcydzieło – „Most na rzece Kwai” (premiera 1957), w dodatku najważniejsze sceny. Dziś można tu przepłynąć pod mostem na rzece „Kwai”. To też najpiękniejsze miejsce na całym Cejlonie na rafting.

Rafting na filmowej rzece Kwai (faktycznie Kelani na Sri Lance)
Rafting na filmowej rzece Kwai (faktycznie Kelani na Sri Lance)

Rzeka Kelani

Kelani (czy Kelani Ganga) to czwarta co do wielkości rzeka na Cejlonie, wpływa do Kolombo dostarczając stolicy 80% pitnej wody. A tutaj, w Kitulgali, rzeka dostarcza przede wszystkim wrażeń turystom. Kitulgala bowiem jest ośrodkiem dla aktywnej turystyki: wędrówki i obozowiska w lesie, canyoning i rafting, czy inne aktywności sportowe. Nie ma zatrzęsienia turystów, ale są oni zauważalni, a przede wszystkim zaangażowani.

Kitulgala przyciąga wielbicieli raftingu
Kitulgala przyciąga wielbicieli raftingu

Ze względu na naglący nas czas, wybraliśmy sobie spływ pontonem, choć kanioning też był kuszący. Rafting miał być nie tylko dla przyjemności kąpieli w ubraniu, ale przede wszystkim dla tego, że to właśnie w okolicy Kitulgali kręcono najważniejszą część filmu Davida Leana „Most na rzece Kwai” (premiera 1957 r.), czyli właśnie budowę i zniszczenie mostu.

Kelani to centrum raftingu na Sri Lance
Kelani to centrum raftingu na Sri Lance

Kitulgala i „Most na rzece Kwai”

Sam film powstał na podstawie powieści „Le Pont de la Rivière Kwaï” (wyd. w 1952 r.) napisanej przez Pierre Boulle’a, (drugie jego najbardziej znane dzieło to „Planeta małp”). I chociaż fabuła jest fikcyjna, opiera się na faktach z czasów II wojny światowej i budowy birmańskiej kolei śmierci przez alianckich jeńców wojennych. Boulle pisał beletrystykę, nie zawsze trzymał się wszystkich faktów, ale ta historia broniła się sama. Prawdziwy, oczywiście odbudowany most, znajduje się dziś w Tajlandii w Kanchanaburi. Technicznie rzecz biorąc nie była to rzeka Kwai, choć jej obecna nazwa to Khwae Yai (zmieniono ją po popularności filmu). Most znajdował się na rzece Maeklong powyżej ujścia rzeki Khwae Noi. Pierre trochę namieszał z lokacją, ale Tajowie u siebie już tę rozbieżność naprawili.

Pływanie w wodzie pod koniec ratfingu
Pływanie w wodzie pod koniec ratfingu

Co nas trochę zaskoczyło, film „Most na rzece Kwai” jest znany wśród Lankijczyków, nawet się orientują, że to u nich powstawało. Most na rzece Kelani wybudowała na potrzeby „Mostu na rzece Kwai” brytyjska firma budowlana, co zajęło jej osiem miesięcy. Został postawiony zanim rozpoczęto kręcenie filmu. Przy jego budowie oprócz ludzi pracowało 35 słoni, które co cztery godziny miały przerwę na taplanie się w wodzie. Całkowity koszt mostu wyniósł, na dzisiejszy przelicznik, ponad milion funtów, zaś jego wysadzenie to ¼ tej sumy.

Wiszący most w Kitulgali
Wiszący most w Kitulgali

Jak to zwykle bywa, łatwiej i szybciej burzyć niż budować. Na kręcenie finalnej sceny, czyli eksplozji mostu, zaproszono nawet premiera Cejlonu. Pierwsza próba wysadzenia mostu się nie powiodła i pociąg przejechał bezpiecznie na drugą stronę. Dopiero za drugim razie udało się zdetonować ładunek i wszystko runęło do wody. Wówczas łowcy pamiątek zaczęli wyławiać szczątki mostu i lokomotywy.

„Most na rzece Kwai”, faktycznie rzeka Kelani okolice miejscowości Kitulgala (Sri Lanka)
„Most na rzece Kwai”, faktycznie rzeka Kelani okolice miejscowości Kitulgala (Sri Lanka)

Dotarcie do resztek filmowego mostu

Obecnie miejsce, w którym był osadzony filmowy most, jest łatwiej dostępne z wody niż z wysokiego brzegu, który mocno zarósł. Sprawę komplikuje pobliska budowa nowego mostu obok starego (acz nie filmowego). Swego czasu był nawet pomysł, by ten nowy most nawiązywał do Leana, ale nic z tego nie wyszło. Na brzegu można za to znaleźć betonowe resztki konstrukcji. Jeszcze parę lat temu do pozostałości filmowych dało się dojść. Dziś to raczej karkołomne zadanie, za mostem bowiem powstaje osiedle domów. Więc wpierw trzeba przedzierać się przez budowę, potem przez chaszcze. Dlatego właśnie te filmowe lokacje najlepiej jest oglądać z wody. Są one oznaczone na Google Maps, można obejrzeć zdjęcia i wiedzieć, czego się szuka. Można też zapytać szypra, powinien wiedzieć. Jeśli zapytamy się go wcześniej, to będzie miał czas, by ewentualnie nadrobić swoje braki wiedzy.

Pozostałości po filmowym moście
Pozostałości po filmowym moście

Kitulgala i rafting na rzece Kelani

I tu dochodzimy do turystycznej części Kitulgali. Już wjeżdżając do miejscowości natykamy się na wiele małych budek, które oferują spływ pontonowy i inne atrakcje za przystępną dla Europejczyka cenę. To miejsce, gdzie śmiało można się targować, bo konkurencja jest spora, a turystów nie ma aż tak wielu.

Przepływanie pod nowym mostem (Kitulgala)
Przepływanie pod nowym mostem (Kitulgala)

Rafting na rzece Kelani gwarantuje emocje. Oczywiście dostajemy kask i kamizelkę ratunkową. Większość swoich rzeczy zostawiamy w samochodzie z naszym przewodnikiem (bez niego byłoby ciężko, zwłaszcza, że spływ zaczyna się i kończy w różnych miejscach). Drobne rzeczy, można schować do wodoodpornego worka, który miał ze sobą nasz szyper. Potem krótkie przeszkolenie, upewnienie się, czy rozumiemy komendy i płyniemy.

Ta sama okolica widziana z perspektywy lądu
Ta sama okolica widziana z perspektywy lądu

Spływ pontonowy jest bardzo przyjemnym przeżyciem. Kelani to rzeka raczej spokojna, nie ma tu wielkich spadów, więc dla to idealne miejsce na pierwszy rafting. Dla nas był to także chrzest bojowy naszej kamery GoPro i chociaż dopiero łapaliśmy niuanse jej działania, jesteśmy więcej niż zadowoleni z efektu. Jedyne niebezpieczeństwo to woda, której można się nałykać. Na wszelki wypadek warto potem wziąć jakiś Nifuroksazyd lub coś takiego. Zwłaszcza, że w tej wodzie jest okazja popływać, jak się chce. W naszym przypadku w ubraniu oczywiście (niektórzy przebierają się w stroje kąpielowe, my nie mieliśmy), ale po Wadi Mujib już nas to nie zaskakuje. Po skończonym raftingu wylądowaliśmy w restauracji, gdzie można zarówno zamówić sobie coś do jedzenia, jak i przede wszystkim się przebrać.

Obecny most na rzece Kelani (Kitulgala)
Obecny most na rzece Kelani

Odpoczynek w Kitulgali nad rzeką Kelani

Kelani uchodzi za bardzo dobre miejsce do raftingu, właściwie nawet najlepsze w tej części świata. No i podczas spływu przepływa się pod mostami. Poza dwoma, o których wspominaliśmy, jest też jeden most wiszący, niemal jak w Indianie Jonesie (przypominamy, ten kręcono koło Kandy). Oczywiście po naszym małym rejsie podeszliśmy do tego mostu, jak również przeszliśmy przez stary most stojący niedaleko tego filmowego. Zaś wyprawa do Kitulgali, choć w zamyśle filmowa, tak naprawdę dostarczyła nam atrakcji zupełnie innego typu, ładnie wpisując się w różnorodność przeżyć na Cejlonie.

Rafting na rzece Kelani bywa ekscytujący i mokry
Rafting na rzece Kelani bywa ekscytujący i mokry

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak lankijski
KitulgalaSzczyt Adama
Szlak filmowy
KitulgalaSzatt al-Gharsa

Park Narodowy Killarney i irlandznki kurort

Killarney to ważny ośrodek turystyczny tak hrabstwa Kerry, jak i całej Irlandii. Z jednej strony znajduje się tu Park Narodowy, z drugiej miasteczko i powiązany z tym przemysł turystyczny. Obecnie Killarney dysponuje drugą w Irlandii bazą noclegową i usługową dla turystów, pierwsze miejsce w tej dziedzinie zajmuje oczywiście Dublin. Niestety winduje to także ceny noclegów, dlatego my spaliśmy dobry kawał za miastem. Z wynajętym autem to jednak nie kłopot, a cisza nocą była tego warta.

Leśna ścieżka w Parku Narodowym
Leśna ścieżka w Parku Narodowym

Historia Killarney

Miasto Killarney (ir. Cill Áirne) jako takie zostało założone dopiero w połowie XVIII wieku i to od razu jako kurort turystyczny. Jednak znajdują się tutaj ślady znacznie wcześniejszego osadnictwa. Najstarszą znaną ze źródeł pisanych pozostałością jest klasztor położony na Innisfallen Island na Jeziorze Lough, wzniesiony w czwartej dekadzie V wieku. Do najważniejszych zabytków należą: zamek Ross z końca XV wieku,  opactwo Muckross z podobnego okresu oraz ruiny kościoła aż z XII stulecia. Jest też pałac wiktoriański Muckross House z 1843 roku, wokół którego znajduje się wspaniały ogród.

Pozostałości dawnej zabudowy w Parku Narodowym
Pozostałości dawnej zabudowy w Parku Narodowym

Katedra w Killarnay

Najbardziej rzucający się w oczy zabytek to rzymskokatolicka katedra Najświętszej Maryi Panny. Budowano ją w latach 1842 – 1912. Do jej wzniesienia użyto szarego i brązowego piaskowca. W latach 70. XX wieku wnętrze kościoła przeszło gruntowną renowację, wówczas kontrowersyjną z powodu usunięcia wielu historycznych elementów i zastąpieniem ich nowymi. Jednak gdy się o tym nie wie, nic nie razi oczu, wnętrze jest piękne: surowe i wzniosłe.

Piękna, gotycka katedra w Killarney
Piękna, gotycka katedra w Killarney

Puby irlandzkie i inne atrakcje

Samo Killarney nie należy do dużych miejscowości. Mieszka tu na stałe jakieś 14 tysięcy osób. Główna ulica turystyczna – High Street jest dostępna przede wszystkim dla pieszych, ruch jest tu ograniczony. Pełna jest restauracji i pubów, które także znajdują się w przy prostopadłych ulicach. Znajduje się tu także wiele sklepów z pamiątkami oraz organizatorów wycieczek. Większość z dostępnych wycieczek to trasa przebiegająca częściowo przez park narodowy, jezioro i kończąca się na malowniczej drodze między górami – Przełęczy Dunloe (Gap of Dunloe). Wiedzie przez nią droga, ale niestety tubylcy się wycwanili i albo należy ją pokonać  pieszo albo wykupić wycieczkę. Droga jest zamknięta dla innego ruchu. Jest to ciekawe miejsce, także filmowe. Postała tam „Gra pozorów” Neila Jordana. Miasteczko ma też kilka dodatkowych atrakcji, z torem wyścigów konnych na czele. Są także stylizowane puby, jak choćby jeden w klimatach Śródziemia (ale po Hobbitonie to jednak nie potrafiliśmy docenić tego zamysłu i wykonania).

Centrum Killarney jest pełne irlandzkich pubów, sklepów z pamiątkami i agencji turystycznych
Centrum Killarney jest pełne irlandzkich pubów, sklepów z pamiątkami i agencji turystycznych

Zwiedzanie Parku Narodowego

Park Narodowy Killarney (ang. Killarney National Park) obejmuje obszar ponad 10 tysięcy hektarów, w tym Jeziora Killarney. Został założony w 1932 roku, a 1981 roku został wpisany na listę UNESCO jako rezerwat biosfery. Jego wyjątkowość polega na tym, że tutejszy las jest pozostałością dawnej puszczy, która niegdyś pokrywała większość Irlandii. Na terenie parku znajduje się jednorodny gatunkowo las cisowy, jeden z trzech w Europie – najstarszy i największy rezerwat cisu (utworzony w 1827 roku, drugi najstarszy rezerwat w Europie) znajduje się w Polsce (Cisy Staropolskie w Borach Tucholskich).

W parku występują jelenie
W parku występują jelenie

„Specjalnością zakładu” Parku Narodowego Killarney jest populacja jelenia europejskiego. Spotkać je można głównie w trudno dostępnych wyższych partiach lasu, ale przy trasie turystycznej trzyma się pewną liczbę jeleni ku uciesze zwiedzających. Czasem dzikie jelenie podchodzą do miejsc, w których mieszka człowiek. W sieci nawet można znaleźć strony, na których oznaczona się, gdzie niedawno widziano jelenie. Są one jednak dzikie i dość płochliwe, to nie żebrzące jelenie sika w Narze. Za to podobnie jak tam, jelenie są dość powszechne w różnej formie w mieście, jako maskotki, pomniki czy ozdobniki różnego rodzaju dekoracje.

Wodospad Torc
Wodospad Torc

Jeziora Killarney

Park Killarney wyróżnia także grupa trzech polodowcowych Jezior Killarney: Lough Mucross (zwane też Torc – jak pobliski wodospad), Upper Lake i największe z nich – Lough Leane z malowniczo położonym zamkiem Ross na wyspie o tej samej nazwie. Wycieczki zorganizowane bardzo często przeprawiają się przez to jezioro. Przy bardziej sprzyjającej widoczności można znad jezior podziwiać MacGillycuddys Reek z najwyższym szczytem Irlandii – Carrauntoohil (1039 m n.p.m.). Jednym z obowiązkowych punktów zwiedzania Parku Narodowego Killarney jest wodospad Torc, nazwany tak od Góry Torc (535 m n.p.m.). Wodospad mierzy ponad 20 metrów wysokości i spada licznymi kaskadami, położnymi malowniczo wśród zieleni i skał.

Jezioro Killarney
Jezioro Killarney

Zamek Ross w Killarney

Zamek Ross (podobnie jak wiele innych zamków w Irlandii) na nas, Dolnoślązakach, nie robi wrażenia wielkością. Warto jednak zauważyć, że jak na budowlę z końca XV wieku (prawdopodobnie), poddaną zaledwie renowacji w latach 80. XX wieku, trzyma się świetnie. W środku odtworzono historyczne wnętrza z XVII – XVIII wieku. Zamek Ross powstał prawdopodobnie na polecenie naczelnika irlandzkiego klanu O’Donoghue. Budowla miała swój udział w historii – Ross było ostatnią twierdzą, która stawiła opór wojskom Oliviera Cromwella w połowie XVII wieku. Zamek nie został zdobyty z lądu przez cztery tysiące piechurów i dwustu konnych, ale poddał się po ostrzale artyleryjskim z wód Lough Leane.

Zamek Ross
Zamek Ross

Od 1979 roku zamek stał się własnością państwową Republiki Irlandii i po renowacji został udostępniony zwiedzającym stając się kolejną atrakcją Parku Narodowego Killarney. Park zaś to zarówno ciekawa ścieżka nad jeziorem, jak i w lesie.

Zamek Ross położony jest tuż nad brzegiem jeziora
Zamek Ross położony jest tuż nad brzegiem jeziora

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak irlandzki
KillarneyDingle

Sinharaja, rezerwat, pierwotny las na Sri Lance

Rezerwat leśny Sinharaja to ostatni nienaruszony obszar pierwotnego lasu deszczowego na Sri Lance i jeden z nielicznych takich na całym świecie, nietkniętych przez cywilizację. W roku 1978 został wpisany na światową listę rezerwatów biosfery, a dziesięć lat później trafił na listę UNESCO.

Dzbanecznik, roślina owadożerna
Dzbanecznik, roślina owadożerna

Rezerwat Sinharaja

Sinharaja to nieduży rezerwat: mierzy zaledwie 21 kilometrów długości i do 7 szerokości (88,6 km2 powierzchni). Mimo to obfituje w faunę i florę, a wiele gatunków jest unikatowych dla Cejlonu. Ponad 60% z występujących tutaj drzew to gatunki endemiczne, niektóre z nich rzadko występujące. Z łącznej liczby 23 endemicznych gatunków ptaków Sri Lanki, aż 20 można spotkać tutaj. Nazwa składa się z dwóch członów – sinha – lew, raja – król, znaczy to tyle co królestwo lwa. Lwów oczywiście tu nie ma.

Grzybki w Sinharaja
Grzybki w Sinharaja

Lwy na Sri Lance w naturze i kulturze

Kwestia lwów na Sri Lance jest dość ciekawa. Przeciętni Lankijczycy sami nie wierzą, by kiedykolwiek lwy tu faktycznie występowały. Bardziej dopatrują się tu wpływów z Indii i pewnego symbolizmu. Natomiast istniał kiedyś gatunek zwany lewem cejlońskim (Panthera leo sinhaleyus). Lew cejloński lub lew lankijski wymarł jednak jakieś 37 tysięcy lat temu, zanim pojawili się na wyspie współcześni ludzie. Sam lew jest symbolem Sri Lanki obecnym na jej fladze, czasem też w nazewnictwie jak w przypadku Singiriji. Złoty lew symbolizuje etykę i dążenie do pokoju. W symbolice Sri Lanki lew pojawił się wraz z księciem Vijayą. Vijaya jest postacią na wpół mityczną. Był pierwszym królem Sri Lanki, a jego panowanie zakończyło się gdzieś około 505 wieku przed naszą erą.

Roślinność w Sinharaja
Roślinność w Sinharaja

Wśród legend na jego temat jest jedna powiązana z lwem. Otóż w południowych Indiach żyła księżniczka, którą porwał bandyta zwany Lwem. W niewoli księżniczka powiła mu dwoje dzieci, syna i córkę. Syn (Vijaya) z czasem zabił Lwa, za co został nagrodzony (bo zabił banitę) i ukarany jednocześnie (za ojcobójstwo). Musiał zostawić swój kraj i wyprawiono go za morze. Trafił na Cejlon, gdzie rozpoczął jego kolonizację. Lew w heraldyce Sri Lanki to wpływ indyjski, który jest obecny według jednych informacji od czasów panowania Vijaya, według innych gdzieś od 486 roku przed naszą erą, czyli tuż po jego panowaniu.

Leśny strumień
Leśny strumień

Zwierzęta w Sinharaja

Choć w rezerwacie nie ma lwów, można spotkać wiele innych zwierząt. Właśnie – „można spotkać” a „spotkać” to w Sinharadży dwie różne kwestie. Ze względu na intensywną wegetację, czyli mówiąc prościej – gęsty las – trudno wypatrzyć jakieś zwierzęta. Tak naprawdę to łatwo przeoczyć nawet pijawki, dopóki nie podwinie się nogawek. W teorii można tutaj spotkać słonia, żyje ich kilka na terenie parku, jest kilkanaście lampartów, a najbardziej powszechnym większym ssakiem jest endemiczny gatunek koczkodana, lutung białobrody (Semnopithecus vetulus, po angielsku „o purpurowej twarzy” – purple-faced langur). Z ptaków udało nam się spotkać parę kurów cejlońskich i jednego młodego samca, wyraźnie mniej kolorowego od dojrzałego osobnika. Tu warto dodać, że kur cejloński (Gallus lafayettii) to ptak narodowy Sri Lanki, bardzo blisko spokrewniony z naszą kurą domową.

Dżungla cejlońska
Dżungla cejlońska

Oprócz tego natknęliśmy się na kilka gadów: kameleony i wąziutkie, zielone węże bicze oraz płazy i bezkręgowce, w tym duże, kolorowe ślimaki. Z roślin szczególnie podobał nam się krzew z dzbanecznikami, storczyki i rattan oraz stare, zdrewniałe liany.

Potężne drzewo
Potężne drzewo

Prawda jest taka, że nie zobaczylibyśmy w rezerwacie Sinharaja nawet tej garstki zwierząt i unikatów ze świata roślin, gdyby nie przewodnik, który jest obowiązkowym dodatkiem do biletu wejściowego. Jego zadaniem było nie tylko oprowadzenie nas po rezerwacie, ale także wypatrywanie ciekawych roślin i zwierząt. Przy okazji oczywiście opowiada, a także wybiera szlak. Samodzielnie, nie wiedząc czego się szuka, można przejść obok i nawet nie zauważyć jaszczurki.

Sinharaja
Sinharaja

Pijawki na Sri Lance

Jedyne zwierzęta, które rzucają się w oczy w dużej ilości to pijawki (ang. leech). Pijawki na Sri Lance nie są niebezpieczne, nie przenoszą chorób, ale są uciążliwe. Pojedyncze ugryzienie nie jest problemem, zresztą niektórzy płacą za to spore pieniądze. Co ważniejsze nie boli, praktycznie się go nie czuje. Czasem można tylko zobaczyć grubą, opitą pijawkę schodzącą z człowieka, albo cieknącą krew. Swędzenie zaczyna się później i trwa dość długo, gojenie niestety też zajmuje czas. Ostatnie ślady po pijawkach zeszły z nas po trzech miesiącach (samo swędzenie ustało jakoś po miesiącu). Podstawową ochroną na pijawki są specjalne skarpety. Można je kupić przy wejściu. Często zakłada się też skarpety na spodnie, tak by ograniczyć wystawienie skóry.

Młody biczowąż długonosy (Ahaetulla nasuta), czasem znany też jako wąż bicz
Młody biczowąż długonosy (Ahaetulla nasuta), czasem znany też jako wąż bicz

To wszystko pomaga do pewnego stopnia. Za to na ściąganie, czy raczej odrywanie pijawek z butów czy skóry dobrze sprawdzają się repelenty (w naszym przypadku Off tropical). Większość pijawek żyje w wodzie, jednak na Sri Lance występuje gatunek – pijawka cejlońska (Haemadipsa ceylonica), który szuka swoich ofiar na lądzie. Chodząc po lesie przewodnik nawet nam pokazywał jak te bardzo drobne i cieniutkie pierścienice próbują wejść na człowieka.

Główna ścieżka
Główna ścieżka

Przewodnik z rezerwatu Sinharaja pomógł nam także uporać się z pijawkami, które na mokrej ściółce tylko czekały na coś stałocieplnego. Pierwsze nasze doświadczenie z pijawkami miało miejsce na starej plantacji herbaty w Kandy, na lokacji z Indiany Jonesa. Natknęliśmy się na nie przy Szczycie Adama, acz tam szczęśliwie to nie my mieliśmy tę wątpliwą przyjemność. Tu, w dużej ilości, już raczej budziły irytację, niż przerażenie. I faktycznie Sinharaja ma opinię lasu czy rezerwatu pijawek, zasłużenie.

Skorupa ślimaka
Skorupa ślimaka

Zwiedzanie Sinharaja

Sinharaja jest bardzo zróżnicowanym miejscem, także ze względu na góry. Wiele osób (i wycieczek) wjeżdża tam od południa. Z tego, co ustaliśmy, tam wycieczki są zdecydowanie bardziej turystyczne. Z jednej strony droższe, a przy tym często liczniejsze (te tańsze wersje), ale z drugiej są dodatkowe atrakcje, jak możliwość kąpieli w wodospadach. No i szlaki są bardziej wydeptane. Do południowego wejścia trzeba się kierować na miejscowość Deniyaya. Standardowo robi się tam jeden z kilku szlaków do wyboru, których długość liczy się w wodospadach.

Las deszczowy na Sri Lance
Las deszczowy na Sri Lance

My wybraliśmy północne wejście. Samochodów z turystami na parkingu było zaledwie kilka. Przewodników czekających na oprowadzanie wielu. Bilet jest stosunkowo tani, jak na ceny wejściówek na Sri Lance. Przewodnik zaś jest darmowy (choć napiwek jest wskazany, ale sam się o niego nie dopominał). Właśnie kwestie cen i napiwków podobno inaczej wyglądają na południu. Nie weryfikowaliśmy tego. By dojechać do północnego wejścia należy kierować się na miejscowość Weddagala, a potem już na wioskę Kudawa. Wodospady też tu są, ale trasa jest już bardziej indywidualna.

Sinharaja
Sinharaja

Tu przewodnik nie czeka na to, by mieć grupę osób. Więc prowadził nas tylko we dwójkę. Trasa jest ustalana w zależności od czasu, wytrzymałości i warunków pogodowych, a także preferencji odwiedzających. Część faktycznie szliśmy ścieżką, ale też weszliśmy w las. Nam ta północna część bardzo przypadła do gustu, właśnie ze względu na jej naturalność, dzikość i brak ingerencji człowieka.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak lankijski
Sinharaja

Jaskinia Ali Sadr, najdłuższa wodna jaskinia

Jaskinia Ali Sadr (ang. Ali-Sadr, per. غار علی صدر) to największa wodna jaskinia na świecie, którą rocznie odwiedzają tysiące osób. Jak w przypadku perskiego bywa, tak i tu oczywiście mamy do dyspozycji inne wersje transkrypcji nazwy Ali Saadr albo Ali Saard. Na miejscu dla turystów udostępniona jest część z dość łatwym do przejścia fragmentem oraz pływaniem w łodziach. Ta atrakcja przyciąga tu duże tłumy Irańczyków, goście zagraniczni z krajów europejskich póki co są rzadkimi bywalcami. Tym bardziej budzą zainteresowanie, ale z drugiej strony to Iran, więc tu ciągle ktoś chce z nami porozmawiać.

Ali-Sadr
Ali-Sadr

Podziemne jeziora w Ali Sadr

Ali Sadr to jaskinia z największym na świecie kompleksem podziemnych jezior i w ogóle jedną z największych jaskiń na świecie (jakiś czas temu uznawano ją za trzecią). Liczy sobie przynajmniej 14 kilometrów długości, przy czym do zwiedzania łodzią i częściowo pieszo dostępne są 4 kilometry. Największa sala liczy sobie 100 metrów długości, 50 szerokości i do 40 metrów wysokości. Woda w jeziorze pochodzi przede wszystkim z opadów deszczu, więc jej poziom się waha w zależności od ich ilości czy pory roku. Na ścianach widać, do jakiej wysokości stoi niekiedy woda. To też powoduje, że trasa musi czasem być trochę modyfikowana. W niektórych miejscach na gładkiej i wyrównanej podłodze musiano postawić metalowy pomost, by zwiedzający mogli przejść suchą stopą.

Formacje skalne
Formacje skalne

We wnętrzu panuje stała temperatura wynosząca około 12 stopni Celsjusza – można więc zmarznąć w Iranie, nawet w środku lata. Stąd zresztą jej nazwa: Ali Saadr w farsi oznacza „zimna”. Dlatego warto wziąć ze sobą coś ciepłego, kurtkę czy sweter. Trzeba też pamiętać, że wchodząc do jaskini dostaniemy kapok, który także należy nosić na sobie. Koniecznie, gdy pływamy. Zresztą wewnątrz bywa mokro, w jednych miejscach kapie woda z góry, inne bywają tymczasowo zalane. Wówczas jeśli wody nie ma zbyt wiele, jak pisaliśmy wcześniej, chodzi się po ustawionych kładkach. Trasa jest świetnie oznaczona, więc nie w sposób się tu zgubić.

Kolorowe oświetlenie jaskini Ali Sadr (Iran)
Kolorowe oświetlenie jaskini Ali Sadr (Iran)

Powstanie jaskiń

Jaskinie te powstały w okresie jurajskim, a więc 190 – 136 milionów lat temu. Dowody archeologiczne świadczą o tym, że podziemne korytarze były schronieniem dla ludzi już 12 tysięcy lat temu, zaś znalezione inskrypcje zdradzają, że jeszcze w czasach Dariusza I (521 – 485 r. p.n.e.) ludzie znali Ali-Sadr. Używano jej też także jako schronienia w czasach Safawidów (od XVI do lat 30. XVIII wieku). Potem wiedza o podziemnym jeziorze zginęła i ponownie została odkryta dla ludzkości w 1963 roku, gdy lokalny pasterz zaalarmował irańskich grotołazów o znalezionym wejściu do jaskini. Zaczęła się eksploracja komnat i korytarzy, a miejscowi zaczęli łodziami obwozić zaciekawionych turystów po podziemnym jeziorze. Już w dekadę po odkryciu Ali-Sadr zaczął się normalny ruch turystyczny.

Formacje skalne
Formacje skalne

Zwiedzanie Ali Sadr

Wejście do podziemi znajduje się w zboczu wzgórza Sari Ghiyeh (farsi: Żółta Skała), w którym kryją się jeszcze jaskinie Sarab i Soubashi, niewykluczone, że połączone z Ali Sadr. Obecnie jest to jedna z głównych atrakcji Iranu, a jej niewielka odległość od Hamadanu (około 75 kilometrów) sprawia, że jest też chętnie odwiedzana przez zagranicznych turystów. Zagranicznych, to znaczy Afgańczyków, Irakijczyków, Azerów, rzadziej Europejczyków.
Zwiedzanie obejmowało spacer przygotowanymi ścieżkami i rejs łodziami z przewodnikiem. I chociaż ten nie mówił po angielsku, miłe panie tłumaczyły dla nas niektóre z historii.

Jaskinia Ali-Sadr
Jaskinia Ali-Sadr

Samo zwiedzanie jaskini nie powinno zająć więcej niż dwie godziny. W wielu miejscach chodzi się samodzielnie własnym tempem, ale kilka razy trzeba przesiąść się na łódki. Oczywiście ilość zależy od wybranej i udostępnionej trasy (to się trochę zmienia). Łodzie są połączone ze sobą linkami, najczęściej prowadzone przez rower wodny z przewodnikiem. Czasem może wybrać sobie pomocnika. Na pewnym etapie zwiedzania po wyjściu z jednej łodzi, wszystkich zatrzymał przewodnik. Zebrał większą grupę i poprowadził ją do następnej przystani przy okazji opowiadając. Była to sala, która miesiąc wcześniej została zalana prawie pod sam strop, więc pokazywał też ślady wody.

Korytarze do zwiedzania
Korytarze do zwiedzania

Jak dostać się do Ali Sadr

Dojazd do Ali Sadr najwygodniejszy jest z Hamadanu. Wówczas można posiłkować się busem (terminal autobusowy Sefid Abi), ale wtedy liczmy się z tym, że to będzie całodniowy wypad, ze względu także na dopasowanie się do transportu. Jeśli pojedziemy taksówką czy samochodem, wówczas czas przejazdu się skróci. To jest koło godziny jazdy od Hamadanu. Zaś sama jaskinia z pewnością jest jedną ciekawszych atrakcji przyrodniczych Iranu. Piękna i robi fenomenalne wrażenie.

Największe podziemne jezioro na świecie (jaskinia Ali-Sadr, Iran)
Największe podziemne jezioro na świecie (jaskinia Ali-Sadr, Iran)
Jaskinia Ali-Sadr w Iranie
Jaskinia Ali-Sadr w Iranie

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak irański
Jaskinia Ali Sadr

Jaskinia niedźwiedzia i kopalnie uranu w Kletnie

Uchodzi za najpiękniejszą jaskinię w Polsce. Nie bez powodu, jaskinia niedźwiedzia faktycznie zachwyca. Znajduje się w Kletnie tuż pod masywem Śnieżnika. To idealne miejsce na weekendowy wypad, można zarówno zwiedzić jaskinię, górę, jak i w razie niepogody nieczynne kopalnie uranu.

Jaskinia niedźwiedzia znajduje się na początku szlaku na Śnieżnik
Jaskinia niedźwiedzia znajduje się na początku szlaku na Śnieżnik

Uran, Kletno i odkrycie jaskini niedźwiedziej

Kletno słynęło z kopalni uranu, ale wydobywano tu także marmur. 14 października 1966 roku szukając miejsc na kolejne wyrobiska odsłonięto przypadkiem wejście do jaskini. Znaleziono tam kości ssaków (stąd też nazwa jaskinia niedźwiedzia) i powoli zaczęto odkrywanie tej olbrzymiej jaskini. Zwiedzającym udostępniono ją w 1983 roku. W 1977 wokół jaskini założono rezerwat, który chroni tak tutejszy las jak i jaskinię.

Wystawa kości zwierząt w jaskini
Wystawa kości zwierząt w jaskini

Jaskinia niedźwiedzia: zwiedzanie

Jaskinia niedźwiedzia znana jest z przepięknych nacieków mineralnych (stalaktytów, stalagmitów i wielu innych form). Powietrze jest tu raczej suche, wewnątrz mamy temperaturę około 6 stopni Celsjusza. Trasę zwiedza się z przewodnikiem. Oprócz podstawowej jest też obecnie dostępna trasa ekstremalna, gdzie wchodzą już bardzo małe grupy. Trasa podstawowa jest przygotowana pod turystów, mamy tu dość dobrze wyrównany chodnik. Nie ma też ciasnych szczelin, całość zaś jest dość dobrze oświetlona. Dzięki tym zabiegom jaskinię mogą także zwiedzać osoby niepełnosprawne.

Jaskinia niedźwiedzia
Jaskinia niedźwiedzia

Do samej jaskini nie można podjechać, ale w Kletnie nieopodal Muzeum Ziemi znajduje się płatny parking. Stamtąd do jaskini idzie się jakieś 20 minut, acz trasę tą można pokonać meleksem (za dodatkową opłatą). Wstęp do jaskini zwłaszcza w sezonie może być dość problematyczny, zwłaszcza tak z biegu. Lepiej kupić bilety przez Internet (JaskiniaNiedzwiedzia.pl) na kilka tygodni wcześniej. Pogoda nie odgrywa tu roli.

Stalaktyty
Stalaktyty

Kopalnia uranu w Kletnie

Z jaskini wiedzie droga na Śnieżnik. Z parkingu zaś można się przejść także do dawnej kopalni uranu. Tu wejście także jest z przewodnikiem, również raczej dostosowane dla osób niepełnosprawnych, a przy tym bilety można kupić po przyjeździe (choć nie obsługują terminali, trzeba mieć gotówkę).

Formacje skalne w jaskini
Formacje skalne w jaskini

Kopalnia jest już zdecydowanie innego typu atrakcją, więcej tu wstawek historycznych. Złoża uranu były przede wszystkim eksplorowane po II wojnie światowej przez Związek Radziecki. Polsce, choć to były jej ziemie, nie pozwolono nawet na kontrolę. Górnicy byli w dużej mierze przymusowi. Zresztą długość ich życia była stosunkowo krótka. I to wcale nie przez promieniowanie, a przede wszystkim przez pyły i koszmarne warunki pracy. Ile uranu tu wydobyto, można jedynie zgadywać. Sowieci skrzętnie ukrywali tę informację, a to co wykopali, zabrali ze sobą.

Korytarz w kopalni uranu
Korytarz w kopalni uranu

Wewnątrz dziś można zobaczyć nawet bryłkę uranu. Przy dobrze nastawionym przewodniku można nawet ją dotknąć i potrzymać w ręce. Jak pisaliśmy przy okazji Hiroszimy czy Czarnobyla, promieniowanie zdrowe może nie jest, ale też w małych dawkach nie jest zabójcze czy szkodliwe jak to czasem się przedstawia. Bardziej szkodliwy jest całkowity brak promieniowania. Tak więc dla odwiedzających to bezpieczne miejsce. Można też podziwiać specyficzną zastawę wykonaną z tutejszych złóż. Poza uranem występują tu też inne minerały.

Kopalnia uranu w Kletnie
Kopalnia uranu w Kletnie

W Kletnie nieopodal kopalni raz w roku są organizowane Mistrzostwa w Poszukiwaniu Minerałów. Wtedy jednak wszystko odbywa się na zewnątrz, na hałdzie z kamieniami. Nie szuka się ich w kopalni.

Świecąca zastawa (Kopalnia uranu w Kletnie)
Świecąca zastawa (Kopalnia uranu w Kletnie)

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak polski
Jaskinia niedźwiedzi