Archiwum kategorii: Natura

Sidi Bouhlel, kanion z „Gwiezdnych Wojen”

W Tunezji jest miejsce, które powszechnie nazywa się mianem kanionu „Gwiezdnych Wojen” (Star Wars Canyon). George Lucas kręcił tu trzy filmy. Formalnie miejsce nazywa się Sidi Bouhlel (arab. سيدى بحلال), acz nazwa ta to imię marabuta, a nie samego kanionu. To bardzo ciekawa, acz trochę wymagająca lokacja.

Sidi Bouhlel i marabut
Sidi Bouhlel i marabut

Kanion Sidi Bouhlel

Nazwa marabut kojarzy się nam przede wszystkim z afrykańskim ptakiem z rodziny bocianowatych. Marabuty widzieliśmy choćby w Parku Narodowym Mikumi. Natomiast słowo to także występuje w islamie i oznacza świętego, pobożnego męża, przywódcę duchowego otoczonego czcią. Grobowce takich osób także nazywa się marabutami, te zaś są rozsiane po różnych krajach islamskich. W Tunezji widzieliśmy marabuta także na Dżerbie.

Kanion Gwiezdnych Wojen
Kanion Gwiezdnych Wojen
Sidi Bouhlel i „Gwiezdne Wojny: Nowa nadzieja”
Sidi Bouhlel i „Gwiezdne Wojny: Nowa nadzieja”

„Gwiezdne Wojny” i Sidi Bouhlel

To właśnie marabut nazywa się Sidi Bouhlel. Kanion obok bywa nazywany kanionem Sidi Bouhlel lub właśnie wspomnianym kanionem „Gwiezdnych Wojen”. Jednak filmowa historia tego miejsca jest trochę dłuższa. Zaczęło się od adaptacji „Małego księcia” z 1974 roku. Dwa lata później pojawił się tu George Lucas i nakręcił część scen na Tatooine, przede wszystkim te, które znajdują się między skałami, czyli choćby z R2-D2 i Tuskenami. Warto dodać, że potem, przy „Powrocie Jedi”, dokrętkach i „Wersji specjalnej” posiłkowano się Doliną Śmierci.

Tu kręcono Tatooine i Indianę Jonesa
Tu kręcono Tatooine i Indianę Jonesa

Indiana Jones i inne filmy

Lucas wrócił tu kilka lat później razem ze Stevenem Spielbergiem, kręcąc „Poszukiwaczy Zaginionej Arki”. W okolicach Tawzar kręcono zarówno sceny okolic Kairu w Egipcie, jak i te na Morzu Egejskim (Grecja). To właśnie w w tym kanionie nakręcono bardzo istotną scenę, w której Indiana Jones grozi zniszczeniem Arki Przymierza. Kanion więc udaje krajobraz niezidentyfikowanej greckiej wyspy, mapa morza jest zniekształcona, więc powyżej Krety ciężko jednoznacznie wskazać, która to wyspa.

Ciekawa rzeźba ścian wąwozu
Ciekawa rzeźba ścian wąwozu

Po raz kolejny do kanionu filmowcy wrócili pod wodzą Anthony’ego Minghelli, który kręcił „Angielskiego pacjenta” (na motywach powieści Michaela Ondaatje). To oskarowe dzieło powstawało też w innych częściach Tunezji, także tam, gdzie wcześniej kręcono „Gwiezdne Wojny”.

Sidi Bouhlel i „Poszukiwacze Zaginionej Arki”
Sidi Bouhlel i „Poszukiwacze Zaginionej Arki”

George Lucas wrócił tu jeszcze w 1997, gdy powstawało „Mroczne widmo”. W kanionie tym razem nagrywano tylko kilka ujęć, które wykorzystano potem do zmontowania scen wyścigu podracerów. Miejsce to stało się Żebraczym kanionem na Tatooine.

Kanion w Tunezji
Kanion w Tunezji

Zwiedzanie Sidi Bouhlel

Jest to lokacja dość trudna do kręcenia: przeniesienie sprzętu, ustawienie go jest dość wymagające, a temperatury są tu bardzo wysokie. nas podczas naszego pobytu było tu czterdzieści parę stopni. Co prawda sucho, więc da się wytrzymać (ba nawet i 58 wytrzymaliśmy w Biszapur), ale choć pot z człowieka nie leci, to jednak taka temperatura daje się we znaki, zwłaszcza gdy przebywa się tu dość długo.

Widok na wąwóz Sidi Bouhlel
Widok na wąwóz

Druga rzecz, to trudność w rozpoznaniu miejsc filmowych. Zwłaszcza, że GPS może tu trochę wariować. Natomiast zdecydowanie czuje się tu klimat kanionów na Tatooine. I nawet bez „Gwiezdnych Wojen” warto to zobaczyć. Warto pamiętać, że przynajmniej obecnie nie jest to miejsce turystyczne. Wąwóz jest otwarty, ale nie ma tu żadnej infrastruktury. Samemu należy zadbać tak o bezpieczeństwo jak i wystarczające ilości wody. Nawet parking jest dość umowny, przynajmniej nie trzeba za nic płacić.

Tunezyjski kanion Gwiezdnych Wojen
Tunezyjski kanion Gwiezdnych Wojen

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak tunezyjski
Sidi Bouhlel
Szlak filmowy
Sidi Bouhlel

Kanion Sapadere, wąwóz w górach Turcji

Niedaleko Alanyi na tureckiej riwierze znajduje się malowniczy kanion Sapadere. To idealne miejsce na krótką, kilkugodzinną wycieczkę, podczas której można zapomnieć, że jest się na wybrzeżu i poczuć świeżość górskiej bryzy. Wąwóz w górach Taurus został dobrze przygotowany pod turystów, więc nie powinno to być wyzwanie.

Wejście do kanionu Sapadere
Wejście do kanionu Sapadere

Kanion Sapadere

Trasa jest stosunkowo krótka, w dodatku tym razem nie jest to kanioning (canyoning) . Wszędzie chodzi się po kładkach, z których można zejść w wyznaczonych miejscach, po to by móc się zamoczyć w wodzie lub nawet wykąpać. Wytyczony szlak mierzy jakieś 800 metrów długości (z tego 350 to ścieżka na kładkach) i kończy się na wodospadzie Uçan Şelalesi (tur. „latający wodospad”). Prawdę mówiąc przejście nie tylko nie jest trudne, ale przez to, że jest dostosowane do rodzin z małymi dziećmi, bywa monotonne. Szczęśliwie widoki wynagradzają, a i trasa jak wspominaliśmy długa nie jest.

Kanion Sapadere
Kanion Sapadere

Wodospad jest stosunkowo niewielki, a przy tym dość mocno oblegany. To jedno z miejsc, gdzie ludzie próbują się trochę zanurzyć w zimnej wodzie, choć po drodze były jeszcze lepsze miejscówki. Nasz kontakt z chłodną wodą zakończył się co najwyżej na moczeniu nóg, ale chętnych do tureckiego morsowania nie brakowało. Odważni zażywają orzeźwiających kąpieli. Krystalicznie czysta woda jest naprawdę lodowata.

Wodospad na szlaku
Wodospad na szlaku

Kanion jako atrakcja

Sapadere to stosunkowo nowa atrakcja na mapie Turcji. Dla turystów udostępniono go w 2008 roku, po części z powodu dużego zainteresowania licyjskim kanionem Saklikent. Tam jednak w dużej części szlak jest naturalny. Tu pomysł podchwycono, ale i zmodyfikowano. Wszystko jest zdecydowanie bardziej dostępne. Każdy może spokojnie przejść do końca, nie ma żadnych niebezpieczeństw czy wymagającego wspinania. Jak wspominaliśmy, to idealna atrakcja dla rodzin z dziećmi. W upalne lato z pewnością dla wielu osób to i tak może być pewne wyzwanie, choć powietrze tu jest w miarę chłodne. My się trochę czuliśmy jak w Bastei, ciut za łatwo. Bardziej nam podchodzą takie miejsca jak Wadi Mujib czy Wadi Bani Khalid.

Zwiedzanie kanionu
Zwiedzanie kanionu

Natomiast ta trasa pozwala cieszyć się pięknem przyrody, kanionem, skałami czy strumieniem Sapadere z jego niewielkimi wodospadami po drodze. Największy jest na końcu. Gdzieniegdzie znajdują się odgałęzienia trasy, choćby drabinki, dzięki którym można zejść do wody, by popływać lub zwyczajnie ją podziwiać. Niestety nawet w tych basenach w lecie woda za ciepła nie jest.

Wodospad Sapadere
Wodospad Sapadere

Zwiedzanie Sapadere

Przy wejściu znajduje się średniej wielkości parking, przy którym znajdują się budki z jedzeniem i piciem. Druga czasem działa w połowie trasy. Są też toalety. Zwiedzanie kanionu powinno zająć coś około godziny. Więcej zajmie dojazd. Bez problemu można tu dotrzeć samodzielnie samochodem, ale lepiej pojawić się rano, potem może być problem z parkowaniem czy wyjechaniem.

Szlak w kanionie
Szlak w kanionie

Kanion Sapadere to popularne miejsce na wypady z oddalonej o jakieś 40 km Alanyi, więc tam można sobie kupić wycieczkę, która zawiezie nas do kanionu. Transportu lokalnego nie ma, więc bez samochodu zdani jesteśmy na organizatorów wycieczek. A tu jest w czym wybierać, widzieliśmy kilka, które woziły ludzi z głośną muzyką w samochodach z otwartym dachem były też autobusowe. Zazwyczaj te wycieczki poza kanionem oferują też wizytę w pobliskich jaskiniach lub inne atrakcje. My poprzestaliśmy na samodzielnym zwiedzaniu. Jako dodatkowa atrakcja przyrodnicza owszem spodobało się nam, ale lepsze wrażenia mieliśmy z intensywnego zwiedzania Saklikent czy Köprülü.

Rozlewisko za kanionem
Rozlewisko za kanionem

Jeśli uważasz wpis za pomocny lub interesujący polub nas na Facebooku.

Szlak turecki
Kanion Sapadere

Wulkan Thrihnukagigur i komora magmowa

Jedną z najbardziej niecodziennych atrakcji Islandii jest zwiedzanie wulkanu Thrihnukagigur (Þríhnúkagígur). Wulkany są oczywiście atrakcyjne same w sobie, w niektórych miejscach na świecie można wspiąć się na krawędź i podziwiać krater z bezpiecznej odległości. W przypadku wygasłych, nawet można czasem wejść do krateru, a nawet dalej. Ten na Islandii jest uśpiony, a wchodzi się, a właściwie zjeżdża, do wnętrza komory magmowej, czyli do serca wulkanu.

Pole lawy wokół Thrihnukagigur
Pole lawy wokół Thrihnukagigur

Odkrycie Thrihnukagigur

Nazwa Thrihnukagigur znaczy mniej więcej tyle co krater trzech wierzchołków. To jeden z wulkanów znajdujących się niedaleko Rejkiawiku w parku Bláfjöll (Góry Błękitne). To wulkan drzemiący, który nie wybuchł od jakiś 4000 lat. Według jednej z teorii nie istnieją wulkany wygasłe, a wszystkie są drzemiące. Natomiast inny podział wymaga od drzemiących jakiejś minimalnej aktywności, choćby w postaci ekshalacji, czyli wyziewów. Różne tego typu aktywności można obserwować choćby w Tongariro, Yellowstone, Ijen, Solfatarze czy blisko Hverir. Thrihnukagigur jest częścią systemu wulkanów, tym samym nawet jeśli nie obserwuje się tam specjalnie widocznych wyziewów, to jednak wiadomo, że występują one w innych częściach tego systemu. Sprawia to, że wulkan może któregoś dnia wybuchnąć, acz na razie nie sprawia wrażania, jakby się do tego szykował.

Uskoki i szczeliny lawy
Uskoki i szczeliny lawy

Natomiast w tym wypadku mamy do czynienia z pewnym fenomenem. Normalnie w takich przypadkach komora magmowa jest zalana zastygłą lawą. Praktycznie bita skała lub coś podobnego, jak opisywaliśmy przy okazji Etny, bo tam mogą tworzyć się jaskinie magmowe. W tym wypadku jednak z powodu pęknięcia lawa wypłynęła i można oglądać komorę magmową od środka. W 1974 grotołaz Árni B. Stefánsson odkrył wejście komory i zaczęła się powolna eksploracja. Powolna to słowo klucz, bowiem Stefánsson zwiedzał jaskinie i pola lawowe amatorsko, czasem tylko opisując gdzieś swoje odkrycia. Na co dzień był okulistą. Gdy odkrył wejście, podobno wrzucał najpierw kamienie na dół i zdziwiło go, jak długo one spadają. Okazało się, że musiał mocno przygotować się, by wejść do środka. Jedną z trudności były liny. Takie, które mają 200 metrów długości musiał zdobyć od rybaków. Gdy już zjechał na dół, niewiele zobaczył. Miał słabą latarkę, więc uznał to miejsce za mało interesujące.

Wejście do wnętrza wulkanu
Wejście do wnętrza wulkanu

Thrihnukagigur obecnie

Ale po latach, szukając wyzwań, wraz z ze swoimi braćmi wrócił tu wiosną 1991 roku. Byli lepiej wyposażeni, więc dopiero wówczas zdali sobie sprawę ze swojego odkrycia. Opisali to w prasie dla islandzkich speleologów i zainspirowali tym islandzkich ratowników górskich. Tym samym zaczęła się historia tego miejsca. Nikt oczywiście nie myślał wtedy, żeby zmienić to w atrakcję turystyczną. Ale jest nią od 2012 roku. Po części dzięki działaniom Stefánssona, który chciał, by to miejsce chroniono, ale także udostępniono ludziom. I co tu dużo mówić, to jedna z najbardziej unikalnych atrakcji nie tylko w Islandii, ale i na całym świecie. Prawdę mówiąc, samo znalezienie komory wywołało pewną sensację wśród wulkanologów. Nikt wcześniej nie przypuszczał, że komora w takiej formie może w ogóle istnieć. Zwłaszcza, że nawet jeśli mamy do czynienia z opustoszałą komorą, to najczęściej cały wulkan ulega zawaleniu.

Zjeżdżanie w dół
Zjeżdżanie w dół

Obecny sposób zwiedzania i udostępniania komory Thrihnukagigur jest stosunkowo mało inwazyjny. Były pomysły, by zbudować tu tunel i platformę obserwacyjną w środku, ale kryzys ekonomiczny z 2008 sprawił, że zarzucono tamte plany. Jednocześnie przyśpieszył udostępnienie komory turystom, bo Islandia wówczas mocno postawiła na turystykę, więc szukano innych opcji. W 2010 dodatkowo doszło do erupcji Eyjafjallajökull, świat zaś zainteresował się wulkanami Islandii. Ekipa National Geographic przyjechała zbierać tu materiały i to właśnie oni przywieźli windę. Więc dalej już było dużo łatwiej zorganizować resztę.

Winda i komora wulkanu Thrihnukagigur z dołu
Winda i komora wulkanu Thrihnukagigur z dołu

Wewnątrz wulkanu

Dziś to jest jedyny wulkan, do którego się wjeżdża windą (otwartą, taka górniczą, pierwsza pochodzi z Nowego Jorku i używano jej do mycia okien w wieżowcach). Wpierw wchodzi się na szczyt, wsiada do windy, a następnie jest ona opuszczona. Oczywiście jesteśmy przypięci do barierki. Maksymalna głębokość komory to 213 metrów, ale winda aż tak głęboko nie zjeżdża. Tam też nie wpuszcza się turystów. Ci zjeżdżają tylko jakieś 120 m, co trwa około 6 minut. Następnie mają trochę czasu, by obejrzeć komorę od środka własnymi oczyma. Organizatorzy podkreślają wielkość, często pokazując ile razy zmieściłaby się tu nowojorska Statua Wolności, czy inne budynki.

Kolorowa komora magmowa wulkanu
Kolorowa komora magmowa wulkanu

Wielkość robi wrażenie, ale nawet i bez niej jest tu co oglądać. Kolory skał są niesamowite. Całość dodatkowo jest dobrze oświetlona. To też drugi powód, dla którego ludzie chcą tu przyjeżdżać. Dzięki żywym odcieniom czerwieni czy żółci z domieszkami innych barw to wyjątkowo piękne miejsce. Nie ma tu co prawda wiele do przejścia, robi się niewielkie kółeczko. Miejscami trzeba trochę poskakać po kamieniach, ścieżka jest wygładzona jedynie przy windzie. Uwaga, część tych skał porusza się pod nogami. Ale to co oglądamy, jest fenomenalne.

Komora magmowa jest podświetlona
Komora magmowa jest podświetlona

Na dole nie jest się zbyt długo, organizatorom zależy tak na bezpieczeństwie, ochronie tego miejsca, ale też na tym, by to było pamiętne przeżycie. Grupy są dzielone na mniejsze, tak by na dole jednocześnie nie przebywało za dużo osób. Teren do chodzenia jest ograniczony, więc ludzie by sobie za mocno przeszkadzali. Dodatkowo nie przeskoczy się ilości osób w windzie. Model biznesowy przyjęty przy eksploracji tej jaskini faktycznie wymaga, by prawie co chwilę ktoś zjeżdżał i wjeżdżał, inaczej tworzyłby się zator. Wszystko więc jest sprawnie zorganizowane. Na dole mamy jakieś 30 minut na samodzielne obejrzenie komory. Tu też należy pamiętać o odpowiednim przygotowaniu się. Przede wszystkim temperatura jest bardzo niska, tylko kilka stopni powyżej zera.

Komora magmowa Thrihnukagigur
Komora magmowa Thrihnukagigur

Organizacja i przebieg wycieczki

Do wulkanu nie wejdziemy samodzielnie, ciężko jest też w sezonie wejść tak z marszu. Wycieczki organizuje jedna firma, Inside the Volcano (InsideVolcano). Kontaktując się z nimi można ustalić termin i zapłacić. To dość droga atrakcja (dla nas była to najdroższa na Islandii). Po ustaleniu terminu można też dodać transfer z hotelu w Rejkiawiku. Jeśli mamy własny transport to należy się udać do schroniska Breiðabliksskáli w parku Bláfjöll. Dane adresowe organizatorzy dostarczą mailem, zresztą miejsce spotkania jest dość dobrze oznaczone na mapach Google’a.

Malownicze wnętrze Thrihnukagigur
Malownicze wnętrze Thrihnukagigur

Wycieczka zaczyna się od części informacyjnej w schronisku. Gdy już wszyscy się zbiorą, wypiją herbatkę i posłuchają wstępu, następuje przejście do budki w okolicy wulkanu. Po drodze, ta zajmuje trochę czasu, obserwujemy piękne pola wulkaniczne porośnięte mchami i innymi roślinami. Czasem znajdują się tu rozpadliny i inne pozostałości po lawie. Przewodnik trochę mówi na ten temat, ale to jest dodatek do głównej atrakcji. Przede wszystkim mamy tu piękne krajobrazy, pełne pustej, otwartej przestrzeni. To także robi wrażenie. Idąc przez pole lawowe należy trzymać się wyznaczonej ścieżki ze względu bezpieczeństwa. Nie ma tu co prawda gorącej lawy, ale ze względu na różne jamy dość łatwo tu o drobny wypadek.

Widoki wewnątrz komory magmowej
Widoki wewnątrz komory magmowej

Baza przed wulkanem

Budka jest całkiem spora, tam zostawiamy rzeczy, których nie potrzebujemy. Wejście do wulkanu jest blisko, więc organizatorzy namawiają do zostawienia tego, co się da. Tu też zostajemy wyposażeni w kaski i przeszkoleni z zasad bezpieczeństwa. Następnie przechodzi się do windy.

Thrihnukagigur, wewnątrz wulkanu
Thrihnukagigur, wewnątrz wulkanu

Po wyjściu z komory czeka nas jeszcze poczęstunek. U nas była to zupa islandzka w dwóch wersjach, mięsnej i wegetariańskiej do wyboru. Później zaś powrót do schroniska. Jeśli nie jesteśmy związani z transferem można wyruszyć w dalszą podróż własnym tempem. Jest to o tyle istotne, że przy rozłożeniu grupy na mniejsze ekipy, czas czekania na wszystkich mógłby się dłużyć. Na Islandii można zwiedzić kilka jaskiń, ale komora magmowa to jedyna taka atrakcja. Jak wspomnieliśmy droga, nawet bardzo (ograniczają popyt), ale bez wątpienia było warto. To przepiękne, ekscytujące i pouczające miejsce. Zaś pole lawowe dostajemy niejako w pakiecie.

Powrót na górę
Powrót na górę
Thrihnukagigur
Thrihnukagigur

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak islandzki
Wulkan ThrihnukagigurHusavik

Ararat i Doğubayazıt, widok na świętą górę Ormian

Turecka miejscowość Doğubayazıt to turystyczna baza wypadowa na Ararat, świętą górę Ormian. Natomiast okolica tej miejscowości to doskonały punkt widokowy, by podziwiać ten szczyt bez wchodzenia na niego. Stąd to właściwie obowiązkowy postój na trasie z Kars do Wan.

Krowy na tle Araratu
Krowy na tle Araratu

Góra Ararat

Masyw górski Araratu składa się z dwóch szczytów: Wielkiego Araratu o wysokości 5137 m n.p.m. i Małego Araratu o wysokości zaledwie 3896 m n.p.m. Wyższy szczyt wznosi się na wysokość nawet 4 tysięcy metrów względem otaczającej masyw równiny, przez co góra wygląda zaprawdę majestatycznie. Pewnie dlatego znalazła swoje odbicie w kulturze. Pierwszego wejścia na wyższy szczyt dokonano dopiero w 1829 roku ( Friedrich Parrot i Chaczatur Abowian).

Ararat widziany w trasie na południe
Ararat widziany w trasie na południe

Około religijne wierzenia i znaczenie Araratu

Ormiańska tradycja wywodzi swój rodowód od Noego: protoplasta rodu Hajek miał być praprawnukiem Noego. Tego samego, który w swojej arce osiadł na wulkanie Ararat – jak mówi tradycyjne wierzenie i możliwy przekład Biblii. Ararat to góra utożsamiana z biblijną Urartu, na której wg tradycji spoczęła Arka Noego. Również przedchrześcijańskie wierzenia Ormian wskazują na wielkie znaczenie Araratu. Góry, która obecnie znajduje się na terytorium Turcji, a którą świetnie widać chociażby ze stolicy Armenii. Mogliśmy ją podziwiać z Erywania, Zwartnoc, no i często jest fotografowana z Chor Wirap.

Przy Doğubayazıt znajdują się punkty, skąd dobrze widać Ararat
Przy Doğubayazıt znajdują się punkty, skąd dobrze widać Ararat

Ararat znajduje się na godle Armenii, jest też częstym motywem w sztuce ormiańskiej. Czasem utożsamia się go z terenami królestwa Urartu, czyli protoplasty Armenii. Oficjalna ormiańska nazwa to Masis. Nazwa Ararat nawiązuje do boga imieniem Ara, którego wyznawano w tym miejscu w epoce brązu. Był to bóg śmierci i odrodzenia, więc gdy obserwowano na stokach walkę żywej wiosny i martwej zimy, jak to określano, była to święta góra. Po ludobójstwie Ormian, Ararat stał się także symbolem wygnania ze Wschodniej Anatolii i wspomnieniem utraconej Zachodniej Armenii, który góruje nad stolicą okrojonego kraju. Masyw znajduje się na historycznych terenach Wielkiej Armenii i zaledwie 30 kilometrów od Erywania. Jest w tym coś bolesnego – tak blisko a jednak daleko.

Ararat w pełnej krasie
Ararat w pełnej krasie

Ararat obecnie

Dziś Ararat znajduje się w Turcji, tuż przy granicy z Armenią. Historia dość podobna do Ani, dla Ormian chyba jeszcze bardziej bolesna. Sowieci, którzy ustalali granicę z Turcją nie byli zainteresowani armeńskimi tradycjami, więc przystano na przekazanie tych terenów Turkom. Ci także po 1915 (rzezi i ucieczce Ormian) zaczęli osiedlać te tereny (wraz z Kurdami). Historia wzajemnych relacji jest bardzo skomplikowana, pełna wzajemnych animozji. Jednocześnie jedna z najtragiczniejszych kart historii tego terenu, czyli ludobójstwo Ormian z okresu I wojny światowej wciąż pozostaje żywe. Także z powodu Turków, którzy próbują je bagatelizować, jednocześnie starając się pisać na nowo historię tych terenów.

Wystarczy zatrzymać się przy drodze, by podziwiać świętą górę Ormian
Wystarczy zatrzymać się przy drodze, by podziwiać świętą górę Ormian

Efekt jest taki, że Ararat mógłby być także centrum turystyki górskiej, a nie jest. Jest to obszar zmilitaryzowany, co sprawia, że by można byłoby zorganizować wyprawę na oba szczyty Araratu wymagana jest specjalna przepustka, w dodatku dostępna jedynie dla zorganizowanych grup wspinaczkowych. Biznes obecnie się kręci, ale jest reglamentowany. Z drugiej strony Ararat to podobno dość wymagająca góra, z drugiej taki stan rzeczy ewidentnie odpowiada wyspecjalizowanym firmom turystycznym. Utrzymywanie takiego monopolu jest im na rękę. Miejscem, gdzie rozpoczynają się te wyprawy jest Doğubayazıt.

Szczyt Araratu to teren wojskowy, wejście wymaga przepustki
Szczyt Araratu to teren wojskowy, wejście wymaga przepustki

Doğubayazıt

Jadąc z Doğubayazıt na północ właściwie okrążamy Ararat. Przy dobrej widoczności mamy szansę spoglądać na tę wspaniałą górę. Wystarczy zatrzymać się na poboczu i podziwiać. Nie ma dedykowanego punktu widokowego. Prawdę mówiąc trasa okrąża Ararat i po drodze znajdziemy kilka miejsc na wspaniałe zdjęcia. Pod warunkiem, że trafi się nam dobra pogoda. My podróżując robiliśmy sobie wiele przystanków, by podziwiać świętą górę Ormian z różnych stron.

Święty szczyt Ormian znajduje się obecnie w Turcji
Święty szczyt Ormian znajduje się obecnie w Turcji

Samo Doğubayazıt jest stosunkowo młodym miastem. Założono je w latach 30. XX wieku. Nazwa znaczy „Wschodni Bayazit”. W 1930 roku armia turecka zniszczyła oryginalne miasto Bayazit, dlatego właśnie wzniesiono nowe. Oczywiście wiązało się to z waśniami turecko-ormiańsko-kurdyjskimi i jeszcze z domieszką Jazydów. Natomiast historia ormiańska sięga czasów królestwa Urartu (jakieś 2700 lat temu). Początkowo miejsce to nazwę nazywało się Daruynk i było fortecą, królewskim skarbcem, siedzibą biskupa. Miasto przetrwało wojny z Bizancjum, Persami, Mongołami, czy Rosją. Od XVI wieku nosiło nazwę Bayazit. Swoją drogą nad jeziorem Sewan Ormianie założyli miasto Nowy Bayazit (obecnie Gavar).

Doğubayazıt znajduje się na wysokości 1625 m n.p.m., niedaleko granicy z Iranem. To też jedna z najbardziej wysuniętych na wschód miejscowości w Turcji. Samo w sobie jest raczej mało interesującym miasteczkiem, które nie zapada w pamięć.

Ararat z oddali
Ararat z oddali

Okolice Doğubayazıt

Z ciekawostek w okolicy warto zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Pierwsza jest związana z turystyką biblijną w Turcji. Niedaleko wioski Üzengili znajduje się pomnik przyrody, który nazywany jest Arką Noego. Arka Noego to fragment skały, lub według jednej z hipotez skamieniały fragment Arki Noego. Za hipotezą tą stoi Ron Wyatt, samozwańczy archeolog, który miał obsesję poszukiwania biblijnych miejsc. Szukał między innymi Wieży Babel, czy Sodomy i Gomory. Naukowo raczej nie mają one podstaw, religijnie też są odrzucane, z wyjątkiem pewnych grup protestantów, którzy wierzą w prawdziwość tych odkryć. Turcy w tym wypadku nie mają problemów z tą historią. Nie ma waśni etnicznych, więc czemu na tym nie zarabiać. Więc od 1987 jest to pomnik narodowy, są tu tablice informacyjne i małe muzeum. A jak ktoś przyjeżdża to oglądać, to świetnie.

Druga ciekawostka to pałac Ishaka Paszy, który znajduje się niedaleko Doğubayazıtu. Choć pierwotnie znajdowała się w jego miejscu warownia z okresu Urartu, to obecny pałac powstał na przełomie XVIII i XIX wieku. Jest ciekawy ze względu na style, które się tu przewijają, w tym gruziński, ormiański, perski, seldżucki i osmański. Znajduje się on na tymczasowej liście UNESCO. Mając więcej czasu można też zobaczyć krater po meteorycie. My jednak przede wszystkim byliśmy tu przejazdem, no i podziwialiśmy Ararat.

Jeśli uważasz wpis za pomocny lub interesujący polub nas na Facebooku.

Szlak turecki
Ararat i Doğubayazıt

Jezioro Tuz, tureckie solnisko okresowe

W samym centrum Turcji znajduje się jezioro Tuz (tur. Tuz Gölü). Jest to drugie największe jezioro w kraju (pierwsze to Wan). W polskim tłumaczeniu jego nazwa brzmiałaby Słone i warto pamiętać, że to jedynie okresowy akwen, który przez pewną część roku zamienia się w solnisko.

Solnisko- jezioro Tuz
Solnisko- jezioro Tuz

Jezioro Tuz obecnie

Tuz znajduje się Anatolii (dokładniej w prowincji Aksaray) na wysokości 925 m n.p.m. Zlokalizowane jest w środku trójkąta między Ankarą, Konyą a Goreme w Kapadocji. To sprawia, że pełni też rolę atrakcji turystycznej, zwłaszcza w okresie suchym. Maksymalna głębokość jeziora to jakieś 5 m. Powierzchnia również jest zmienna w zależności od opadów. Maksymalna to jakieś 2500 km², minimalna to 1600 km². Gdy opadów nie ma, duża część terenu zmienia się w solnisko. Woda jest wyjątkowo mocno zasolona, nawet do 33% (dla porównania Morze Martwe to 28%). To także jedno z największych jezior słonych o zasoleniu większym niż woda morska.

Okresowe jezioro Tuz
Okresowe jezioro Tuz

Jezioro Tuz historycznie

O jeziorze pisali już starożytni. Nosiło wówczas nazwę Tatta. Znajdowała się na nim granica między Likaonią a Galacją (obie krainy były wspomniane w Dziejach Apostolskich, to tu chrześcijaństwo krzewili św. Paweł i św. Barnaba), zaś w większości należało do Frygii (tu zwłaszcza w czasach bizantyjskich pojawiała się inna nazwa jeziora – Attaea). Zapiski z tamtego okresu mówią, że jezioro było tak słone, że nie dawało się go przebyć. Każdy przedmiot zanurzony w wodzie, natychmiast był pokryty solą. Ptaki, które się tu pluskały, z powodu osadzającej się soli nie mogły latać i stawały się łatwą zdobyczą.

Sól
Sól

Kwitnienie jeziora

Ponieważ jest to jezioro okresowe, w dodatku znajdujące się na skrzyżowaniu szlaków turystycznych, to w momencie wysychania lub gdy już jest solniskiem, przyciąga odwiedzających. Gdy zasolenie wzrasta, woda wysycha i małe akweny zmieniają kolor na czerwony wraz z okresem kwitnienia alg. Zjawisko to już opisywaliśmy przy okazji jeziora Natron, Maharlu, czy nawet solniska w Burgas. My jednak nie mieliśmy okazji tym razem zobaczyć pięknego koloru tafli wody, a jedynie solnisko, czyli solną pustynię. Dla turystów przygotowano zjazdy przy drodze (np. przy muzeum soli w Sereflikochisar). Są tu parkingi i knajpy, no i można spokojnie podejść do jeziora lub w okresie suchym przespacerować się po solnisku. Atrakcja darmowa.

Zajazd przy jeziorze
Zajazd przy jeziorze

Zwiedzanie jeziora Tuz

Tu warto dodać, że sól z Tuz jest wykorzystywana także przemysłowo. Stąd pochodzi część tureckiej produkcji soli morskiej. Z drugiej strony od 2001 część jeziora Tuz jest też rezerwatem ze względu na występowanie tu między innymi flaminga różowego czy gęsi białoczelnej. Solnisko i jezioro znalazło się także na tymczasowej liście UNESCO.

Jezioro Tuz, solnisko
Jezioro Tuz, solnisko

Jezioro Tuz w filmie

Solnisko przyciąga także filmowców. Wykorzystano je jako scenerię tureckich filmów: „Kropka” czy „Sen Sag Ben Selamet” oraz teledysków. W naszym przypadku Tuz był to krótki przystanek w drodze. Taki by rozprostować nogi i nacieszyć się chwilę solniskiem.

Jeśli uważasz wpis za pomocny lub interesujący polub nas na Facebooku.

Szlak turecki
Jezioro Tuz