Vinicunca: Góra Tęczowa (Rainbow Mountain) w Peru

Vinicunca, Góry Tęczowe

Jedną z najbardziej niezwykłych i folderowych atrakcji Peru w Cuzco jest, obok Machu Picchu, Góra Tęczowa (ang. Rainbow Mountain), czyli Vinicunca (stosuje się też zapisy Winikunka i Vinikunka). Z jednej strony to nie taki trudny szlak, który przyciąga turystów spragnionych naprawdę unikalnych widoków, a z drugiej to pięciotysięcznik i miejsce, które coraz bardziej zyskuje na popularności.

Nazewnictwo

Trochę jest problemów z nazewnictwem. Peru to kraj, w którym dominują języki hiszpański i keczua, ale spory wpływ w rejonie Andów ma także język ajmara, nie mówiąc o lokalnych. Stąd góra ta bywa nazywana różnie. Vinicunca (lub Winikunka) to główne nazwy ( „Pokolorowana Góra” w języku keczua), ale zwyczajowe to Góra Tęczowa (Montaña Arcoíris, ang. Rainbow Mountain), Góra Kolorów (Montaña de Colores, ang. Mountain of Colors), czy Góra Siedmiu Kolorów (Montaña de Siete Colores, ang. Mountain of Seven Colors), czy Czerwone Wzgórze (Cerro colorado, ang. Red Hill). Często też nazywa się ją w liczbie mnogiej – Górami Tęczowymi (ang. Rainbow Mountains), razem z okolicznymi pasmami.

Kolory

Ta nieformalna nazwa, czyli Góry Tęczowe, została nadana z powodu różnokolorowych pasów na zboczach. Czy Góry Tęczowe rzeczywiście są tak bardzo kolorowe, jak pokazuje to Instagram? I tak, i nie. Najpierw jednak wyjaśnijmy, skąd wzięły się te różnobarwne pasma. Siedem kolorów Gór Tęczowych (łatwiej wyróżnić sześć wyraźnych, siedem to bardziej symboliczna liczba) to efekt zawartości różnych minerałów i ich warstwowego ułożenia, następnie erozji i ocieplenia klimatu – góry Vinicunca jeszcze do niedawna były pokryte lodowcem.

Za kolorowe pasy odpowiadają odpowiednie minerały, które zaczęły tu się kształtować 65 milionów lat temu, jeszcze jako osady morskie. Odpowiednie kolory to:

  • różowy to czerwona glina, piasek i błoto,
  • białe pochodzą od zawartości węglanu wapnia,
  • żółte to piaskowiec z domieszką siarki,
  • zielone zawdzięczamy utlenionemu żelazu magnezowemu zawartemu w skałach,
  • czerwony to żelazowe iły i glina z okresu trzeciorzędu,
  • brązowe pasy tworzą zlepieńce z zawartością magnezu.

Tych podziałów jest trochę więcej, niektóre badania mówią nawet o 14 różnych kolorach i zestawach minerałów. Wymienione są główne. Kolory wyglądają na najbardziej żywe w porze suchej – nie są rozmoczone przez deszcz, czy śnieg, za to ostre słońce i głęboki błękit nieba podbija kolory. Wtedy też zaleca się to miejsce odwiedzić, bo jest bezpieczniej na takie wędrówki. My byliśmy w lipcu.

A jak jest z tymi zdjęciami? Kolory są tak żywe, jak można zobaczyć w mediach społecznościowych? Tak naprawdę większość z tych zdjęć jest bardzo podkręcona w programach do obróbki zdjęć, kolory są przejaskrawione. Na żywo są bardziej naturalne, ale nadal intensywne i łatwo rozróżnialne. My robiliśmy zdjęcia z użyciem filtra polaryzacyjnego, który niwelował odblaski i pogłębiał kolor. Także nasz obiektyw szerokokątny szczególnie ładnie zbiera światło i kolory rzeczywiście są bardzo jaskrawe. Aby nie przekłamywać, załączone zdjęcia zostały poddane takiej obróbce jak kadrowanie i niewielkie podbicie kontrastu, nie było zwiększanie nasycenia ani jaskrawości barw.

Fenomen Gór Tęczowych

Obszar ten jest bogaty w złoża mineralne, w tym szczególnie cenny lit. Z tego powodu od 2015 roku trwają przepychanki między rządem, prywatnymi firmami, a działaczami na rzecz ochrony przyrody. Koncesje na wydobycie surowców były już kilkukrotnie nadawane i cofane. Obecnie jest tutaj rezerwat, jednak peruwiański rząd nie wyklucza, że w przyszłości wydobycie litu będzie możliwe. I tu dochodzimy do najciekawszego: Vinicunca jest stosunkowo młodą atrakcją turystyczną. Turystyka zagościła tu po 2010 roku, kiedy wraz z topnieniem lodowców zaczęły się wyłaniać te niesamowite góry. Ostatnie lodowce roztopiły się tu w 2013 roku, od tego momentu to miejsce jest bardzo dostępne. Za początek masowej turystyki uznaje się powszechnie rok 2016.

Vinicunca jest najłatwiej dostępna z Cuzco. Leży na południowy wschód od tego miasta, około 2 godziny jazdy samochodem. Szlak pieszy przebiega w dolinie otoczonej pampą i górskimi grzbietami, które już zaczynają zdradzać kolory. Przejście w obie strony liczy około 5,5 kilometrów w obie strony (zależy też z której strony się przyjedzie na miejsce, niektóre źródła mówią o 7 kilometrach) i zajmuje jakieś 2 – 2,5 godziny z przerwami na zaczerpnięcie oddechu. Jeśli nie idziemy samodzielnie, to przewodnik grupy dba o to, by turyści robili sobie przerwy, częstuje także cukierkami z koki. Warto je mieć, gdyż rzeczywiście pomagają znieść chorobę wysokościową, dodatkowo niosą zastrzyk glukozy. Nasz miał jeszcze jakiś eukaliptus do wąchania, by przeczyszczać drogi oddechowe. Dla chętnych jest możliwość przejechania większej części trasy konno oprócz ostatniego, stromego odcinka. Oczywiście dodatkowo płatna. To działa dokładnie tak samo jak przy lodowcu Pastoruri.

Zaczynamy trasę na parkingu, który znajduje się na mniej więcej wysokości 4700 metrów nad poziomem morza. Całe przewyższenie trasy to około 300 metrów. Właściwie jedynie ostatni fragment trasy jest bardziej wymagający, bo najbardziej stromy. Za to po jego zdobyciu, na wysokości około 4900 metrów nad poziomem morza (piszemy „około” ze względu na sprzeczne informacje z różnych źródeł – podobnie było w Ekwadorze) rozpościera się zachwycający widok na góry poprzecinane kolorowymi pasami. To główna panorama Gór Tęczowych i całej Czerwonej Doliny (ang. Red Valley). Ten punkt widokowy, trzeba przyznać, jest zawalony turystami. Do miejsca, gdzie się robi te najbardziej typowe zdjęcia ustawia się kolejka i to naprawdę trochę trwa, aż się  ją przejdzie.

Drugi punkt jest na szczycie Vinicunca, który mierzy 5036 m n.p.m, tam już nie każdy się wdrapuje, a widoki są jeszcze lepsze. I oczywiście do tego dochodzi zdobycie szczytu. Na górze aż tak wielu osób nie ma, większość zostaje na tym niższym punkcie.

Ten niższy punkt ma dodatkowe atrakcje, bo tu można zrobić sobie choćby zdjęcie z alpaką (także takimi z założonymi okularami, czy kapeluszami, oczywiście za dodatkową opłatą). Jest też kilka rozłożonych kramów, gdzie można kupić coś do jedzenia, czy picia. Co ciekawe, na trasie widzieliśmy nawet miejsce, gdzie sprzedawano małpki z alkoholem. Z tym należy uważać na takiej wysokości.

Podczas wędrówki doliną warto rozejrzeć się po okolicy. Góruje nad nią ośnieżony szczyt Ausangate (6348 m n.p.m., pasmo górskie Vilcanota), a znacznie bliżej i niżej pasą się stada puchatych alpak, których naprawdę jest tu sporo. Są jednak bardzo płochliwe i trudno zrobić sobie z nimi zdjęcia. Zauważyć też można sępniki czarne (urubu czarny), czyli najmniejszego ptaka z rodziny kondorów. Kolejna ciekawostka to „apachetas”, czyli konstrukcje z kamieni budowane przez rdzennych Peruwiańczyków. One nie mają wskazywać drogi turystom, tylko były darami składanymi duchom gór w zamian za ochronę przed złem.

Są trzy standardowe sposoby zdobycia Vinicunci, czyli Gór Tęczowych.

  • wycieczka prywatna (najdroższa, coś takiego mieliśmy w Chimborazo).
  • wycieczka zbiorowa (tańsza i na taką się zdecydowaliśmy).
  • wyjazd samodzielny (przede wszystkim trzeba sobie zorganizować dojazd, na przykład dogadując się z jakimś taksówkarzem lub wynajętym samochodem).

Te sposoby aż tak bardzo się nie różnią między sobą na miejscu, szlak jest zawsze ten sam.

Przed szlakiem znajduje się spory darmowy parking, gdzie stają busy, ale też można zaparkować samodzielnie. Natomiast by do niego dojechać, trzeba opłacić wejściówkę za wjazd na obszar. W naszym przypadku jechaliśmy przez wspólnoty Tintinco i Paucarpata. Na parkingu natomiast kupuje się drugą wejściówkę uprawniającą nas do wejścia na szlak. Obie wejściówki są zależne od społeczności lokalnej, więc nie da się tego sprawdzić, ani załatwić wcześniej przez Internet, ale ceny nie są jakoś straszne. Niektórzy pomijają kupno wejściówek na szlak, bowiem obecnie przy parkingu starają się korzystać z dodatkowych atrakcji, czyli jakaś mała tyrolka, zdjęcia z górami i laguną, a nawet quady. Bardziej po to, by przyciągnąć większe grupy, z które w całości nie będą chciały iść na górę (lub nie wszyscy mogą). Jeszcze jedna uwaga: na trasie znajdują się toalety, ale są one płatne.

Vinicunca a choroba wysokościowa

I tu warto jeszcze przypomnieć o jednym, a mianowicie o wysokości. Ich mierzenie w Andach nie jest dość dokładne, więc te 5036 metrów jest bardziej umowne. Ale faktycznie tutaj jest prawie 5000 metrów nad poziomem morza, a nawet trochę więcej. Niektóre źródła mówią o 5200 (acz prawdopodobnie chodzi o inne szczyty), czyli byłaby to wysokość porównywalna z Mount Everest Base Camp. Bez aklimatyzacji w Cuzco i liści koki naprawdę może tu wystąpić choroba wysokościowa. Stąd jak ktoś nie czuje się na siłach, powinien zostać na parkingu. Widzieliśmy, jak ludzie  wpadają w panikę z powodu tej choroby na przełęczy Dochula, która jest niżej. Do tego właśnie przydaje się pomoc.

Jak wspominaliśmy, trasa nie jest długa, ani specjalnie trudna. Problemem jest wysokość. Jeśli ktoś ma doświadczenie, spokojnie sobie sam poradzi. My woleliśmy mieć przewodnika, który będzie w stanie opanować problemy z wysokością. Trafił nam się bardzo dobry, który umiejętnie prowadził grupę. Na tej wysokości istotne jest nadanie tempa, ale właśnie wolniejszego (o czym przekonaliśmy się na Chimborazo) i rozplanowanie częstych przystanków. Wtedy ma się olbrzymią frajdę z wycieczki.

Przebieg wycieczkina Vinicunca

Wycieczki na Góry Tęczowe oferuje większość agencji w Cuzco. Można je znaleźć na miejscu, zazwyczaj nie ma problemu z kolejnym dniem. Można też posiłkować się wycieczkami online. Jedna uwaga: obecnie robi się trochę więcej szlaków i stara się przekonać turystów, by poza Vinicunca zdecydowali się zobaczyć coś innego. Jedna z takich alternatyw to Palccoyo, Góra Kolorów. Początkowo omyłkowo wzięliśmy właśnie ją (głównie dlatego, że opis był skopiowany i niejasny), ale udało nam się to odkręcić. Jest ona trochę niższa (4600 metrów) i mniej ikoniczna, ale też kolorowa.

Wycieczki zazwyczaj zaczynają się wcześnie rano. Odbierają nas z hotelu (rzadziej są punkty zbiórki) bliżej godziny 4 (ale w tym czasie odbierają ludzi z różnych hoteli więc czasem trzeba czekać). W naszym wypadku mieliśmy po drodze wliczone śniadanie w cenie, a potem jeszcze lunch. Warto jednak ze sobą zabrać wodę i jakieś przekąski. No i oczywiście kije do chodzenia, ciepłe ubranie,  koniecznie coś na głowę, krem do opalania i okulary przeciwsłoneczne, dobre buty i na wszelki wypadek coś na deszcz. Tu może być chłodno (nawet bliżej 0 stopni), no i pogoda może być zmienna. Sporo z tych wycieczek jest oferowanych dla ludzi hiszpańskojęzycznych, więc nie wszyscy przewodnicy dobrze mówią po angielsku. My mieliśmy hiszpańskojęzyczną grupę, ale przewodnik był dwujęzyczny. Niektóre agencje, zwłaszcza jak załatwiamy wycieczkę online, wysyłają dzień wcześniej (także wieczorem) kogoś do hotelu, by zrobić odprawę, co jest bardzo wygodne.

Vinicunca – alternatywy

Natomiast w przypadku samodzielnego wyjazdu, to poza alternatywami dla Vinicunci, w okolicy wciąż można znaleźć lodowce, ale i gorące źródła. Zaś jeśli chodzi o trekkingi w podobnych miejscach w innych częściach globu, to można wymienić kilka, które też bywają określane górami czy formacjami tęczowymi. To choćby islandzki Landmannalaugur, Chamarel na Mauritiusie, Zhangye Danxia w Chinach, argentyńskie Cerro de los Siete Colores, amerykańskie Rainbow Mountain w Nevadzie, hiszpańskie Los Azulejos de Veneguera na Gran Canarii, czy Park Narodowy Ałtynemel w Kazachstanie. Zaś pozostając przy Tęczach i Siedmiu Kolorach, koniecznie należy wspomnieć o kolumbijskiej rzece Caño Cristales.

  • Wyprawa na Vinicuncę zajmuje koło jednego dnia, wraz z dojazdem. Sam szlak nie jest długi, acz warto go przechodzić spokojnie.
  • Jeśli planujesz zwiedzać okolicę, zajrzyj też do polecanych wycieczek na tutaj. Można upolować tam fajne promocje.
  • Podróż po okolicy może być wygodniejsza samochodem, dostępne auta w okolicy znajdziesz tutaj.
  • Cześć odsyłaczy do linki afiliacyjne. Nic Was to nie kosztuje, a nam pomaga utrzymać blog. Podobnie jak symboliczna kawa. Dziękujemy za każde wsparcie.
  • Jeśli ten wpis okazał się pomocny czy inspirujący, będzie nam miło jeśli zostaniesz z nami na dłużej:
    • możesz obserwować nas Facebooku (i innych mediach), lub udostępnić go
    • albo zapisać się na nasz newsletter, by nie przeoczyć kolejnych wpisów.
Peru
Vinicunca
Share Button

Komentarze

Rekomendowane artykuły