Biszapur (Bishapur), starożytne miasto i Tang-e Chogan

Stanowisko archeologiczne Biszapur (per. بیشاپور‎, Bishâpûr, ang. Bishapur) początkowo planowaliśmy jako przystanek w drodze do Suzy. Podróżowanie nierozłącznie wiąże się z wybieraniem i rezygnowaniem z czegoś. Nie da się zobaczyć wszystkiego, co by się chciało, zwłaszcza jak się ma te 26 dni urlopu, a świat wielki. Z bólem serca musieliśmy odpuścić dotarcie do Suzy, szczęśliwie Biszapur został. I z pewnością był wart zobaczenia.

Stanowisko archeologiczne Biszapur
Stanowisko archeologiczne Biszapur

Królestwo Elamu, starożytna Persja i Suza

Tu trochę historii. Pierwszym państwem był Elam ze stolicą w Suzie, którą założono już ok. 4200 r. p.n.e. Elamici byli ludem semickim, a więc niespokrewnionym z Arianami. Elam współzawodniczył z ludami i państwami Mezopotamii, to jest z Sumerami, Akadem, Babilonem, Asyrią. Ten ostatni kraj wcielił w swoje granice Elam. Później Elamici odzyskali niepodległość jako słabe już państewko i w połowie I tysiąclecia p.n.e zostali podbici przez Persów.

Dla przypomnienia: Persowie to lud irański z regionu Fars. I stała się historia podobna jak z rzymskim podbojem Etrusków i Hellenów: zdobywca zainspirował się dokonaniami kulturalnymi podbitego ludu i wiele z nich przyjął jako własne. Stanowisko archeologiczne Suzy raczej niewiele sobą prezentuje, bo nie zostało tam tak dużo jak choćby w Persepolis. Ale jeden z najważniejszych zabytków to gród biblijnego proroka Daniela, którego król Elamu trzymał w lochu z lwami. Dzięki Bogu (dosłownie), lwy go nie zjadły, za to ocalały prorok najadł się zupy fasolowej. Suza z powodów logistycznych znalazła się poza naszym zasięgiem.

Ruiny perskie i rzymskie
Ruiny perskie i rzymskie

Historia Biszapur

My zaś wylądowaliśmy w miejscu pięknym, ciekawym, mniej znanym i przede wszystkim bardzo gorącym. Tu jest dużo łażenia między nagrzanymi kamieniami, a wychodząc z samochodu było na liczniku 58 stopni Celsjusza (w czerwcu). Tym samym Biszapur był dość trudnym miejscem dla nas do zwiedzania. Szczęśliwie zdążyliśmy się już przystosować do tutejszej flory bakteryjnej, dzięki czemu mogliśmy śmiało uzupełniać zapasy wody z lokalnych kranów. W takiej temperaturze człowiek nie czuje jak bardzo się poci, bowiem pot wyparowuje. A że trzeba się nawadniać w takiej temperaturze to nie musimy przekonywać. Dość szybko czuje się to samemu.

Resztki muru
Resztki muru

Biszapur jest miastem stosunkowo młodym, jak na irańskie warunki. Co prawda wcześniej były tu osady elamickie i partyjskie, ale niewiele o nich wiadomo. Biszapur powstał zaledwie w 226 roku naszej ery (choć inne źródła mówią o 266, ale może wówczas miasto zyskało obecną nazwę). Nierozerwalnie jest związane z Imperium Sasanidów. Zbudowano je na szlaku, który wcześniej łączył tereny Elamu i Farsu (właściwej Persji). Dynastię Sasanidów założył Ardaszir I, którzy rządził Iranem od 224. Biszapur szybko się rozwijało w tym czasie. Sasanidzi błyskawicznie wcielili do swojego imperium całe państwo Partów (które wcześniej okupywało Iran). To jednak było trochę mało i syn Ardaszira I, Szapur I rzucił wyzwanie Cesarstwu Rzymskiemu. Przejął Syrię, Mezopotamię, Kapadocję, podbił Armenię. Dokonał też czynu niebywałego w całej historii starożytnego Rzymu. Po wygranej bitwie pod Edessą, wziął cesarza Waleriana I do niewoli.

Pozostałości świątyni
Pozostałości świątyni

Biszapur a starożytny Rzym

W Biszapur znajdowało się więzienie Waleriana, które nazywano pałacem. Wiadomo, że Szapur nie szanował rzymskiego władcy, upokarzał go przy każdej nadarzającej się okazji. Używał go choćby jako podnóżek, gdy chciał wsiąść na konia. W końcu Walerian I zmarł w niewoli. Wersja rzymska tych wydarzeń jest trochę inna. Według niej Szapur nie wygrał bitwy pod Edessą w taki sposób, jak twierdzą Persowie. Okazał się być zdradzieckim łotrem, który podstępem pojmał Waleriana I, podczas gdy ten próbował prowadzić rozmowy pokojowe. Potem historie znów się zbiegają: Szapur nie szanował władcy Rzymu, upokarzał go przy każdej nadarzającej się okazji, a następnie publicznie zabił. Ciało zaś wystawił na widok publiczny.

Biszapur
Biszapur

Prawda jest taka, że Szapur był dla Rzymian strapieniem. Wcześniej w bitwie pokonał i zabił cesarza Gordiana III, zaś cesarza Filipa I Araba doprowadził do kapitulacji. Tamten musiał zapłacić olbrzymi okup i to właśnie on oddał Armenię. Obaj panowali jeszcze przed Walerianem, więc istnieją podstawy, że zbrodnie Szapura były przez rzymskich historyków wyolbrzymione.

Dawne schody
Dawne schody

Biszapur, czyli perskie dziedzictwo

Sasanidowie byli nacjonalistami. Doskonale wyczuwali zbiorową pamięć ludu i chętnie nawiązywali do dawnych władców, budując tym samym irańską narodowość, łącząc właściwie Elam i Fars w jedno. Jest to prawdopodobnie jedna z przyczyn, dzięki której pomimo najazdu arabskiego, Irańczykom udało się przetrwać, zachowując własną odmienność i tożsamość narodową i kulturową. Tego nie udało się ani w Babilonie, ani w Asyrii, ani w Egipcie. Tam wszystkie te cywilizacje zostały zasymilowane.
Sasanidowie budując mit narodowy, jednocześnie tworzyli własny. Nazwa Biszapur pochodzi od słów Bay-Šāpūr, co znaczy tyle co Pan Szapur. W Biszapurze upamiętniono też wielki tryumf Szapura I nad Rzymem.

Ruiny Biszapur
Ruiny Biszapur

Miasto w dużej mierze zbudowali rzymscy żołnierze, którzy dostali się do niewoli razem ze swoim cesarzem. Oni też odpowiadają za jego architekturę. Dlatego w wielu miejscach przypomina ona projekty rzymskie, choćby sposób w jaki sytuowano ulice – prostokątnie prostopadle do siebie. Żadne inne miasto w starożytnym Iranie nie zostało zaprojektowane w ten sposób.

Stanowisko archeologiczne
Stanowisko archeologiczne

Biszapur było istotnym miastem w całym okresie panowania Sasanidów, jednak zaczęło podupadać wraz z inwazją arabską w VII wieku. Ludzie mieszkali tu jeszcze w X wieku, potem o nim zapomniano. Odkopał je dopiero Roman Ghirshman, rosyjsko-francuski archeolog specjalizujący się w starożytnej Persji. Miało to miejsce w latach 30. XX wieku.

Rzymskie kolumny
Rzymskie kolumny

Zwiedzanie Biszapur

Dziś Biszapur to stanowisko archeologiczne, które można zwiedzać. Przybywa tu jednak mało ludzi, więc jest tylko kilka tabliczek, także po angielsku i to wszystko. Nie ma przewodnika, nie ma sklepików, tylko woda i strażnicy, którzy pilnują tego miejsca. Weszliśmy do środka bez biletu, ponieważ nikogo nie było w budce. Dopiero potem strażnicy nas zobaczyli i mężczyzna odpowiedzialny za bilety przyjechał na motorze. Poza nami nie było tu nikogo, może ze względu na pogodę (te 58 stopni), ale i bez tego nie jest to często odwiedzane miejsce.

Eksponaty przy muzeum w Biszapur
Eksponaty przy muzeum w Biszapur

W kompleksie znajduje się zarówno dużo późniejszy meczet (tam nie dotarliśmy) oraz muzeum, wtedy akurat nieczynne. Szczęśliwie przed nim jest wystawionych kilka ciekawych przedmiotów. Wiele z eksponatów, w tym mozaiki, wywieziono do Teheranu (można je oglądać w muzeum archeologicznym), a także innych miast (Paryż, Londyn, Nowy Jork itp.). W porównaniu z Persepolis jest to zdecydowanie mniejsze miejsce i mniej odkopane. Do dziś nie wiadomo, czy udało się odnaleźć wszytko. Może jeszcze okoliczne wzgórza mają jakieś tajemnice.

Podobno pod pobliskimi wzgórzami może znajdować się dalsza część miasta
Podobno pod pobliskimi wzgórzami może znajdować się dalsza część miasta

Można też zobaczyć resztki pałacu, w którym trzymano Waleriana, a także pozostałości po świątyni wody poświęconej Anahicie. Anahita była początkowo bóstwem (boginią słodkiej wody i płodności) w zaratusztrianizmie, z czasem wraz z rozwojem teologii zaczęto ją określać mianem jazata. To potężna istota godna czci, mająca wiele przymiotów boskich, ale nie będąca bogiem. Boginię tą utożsamiano z Afrodytą, Isztar czy Mitrą. Można też zobaczyć ruiny świątyni ognia. Jednak stanowisko archeologiczne to właściwie tylko fundamenty i czasem fragmenty ścian. Pozwala to sobie wyobrazić jak rozległe to było miasto i jak się rozkładało, ale nie ma tu wysokich konstrukcji.

Zwiedzanie Biszapur
Zwiedzanie Biszapur

Tang-e Chogan

Niejako uzupełnieniem Biszapuru jest Tang-e Chogan. To małe stanowisko znajduje się właściwie po drugiej stronie ulicy (i rzeki). Znajdują się tam wykonane w skale reliefy przedstawiające tryumf Szapura, nawiązujące do sposobu, w jaki upamiętniano wydarzenia w czasach Dariusza Wielkiego, czy Kserksesa. Jest tu tylko kilka postaci, ale trzeba przyznać, że bardzo dobrze zachowanych i kunsztownie wykonanych. Całość zlokalizowana jest przy wzniesieniu po jednej stronie wąwozu. Spacer jest krótszy i miejscami bardziej zacieniony, więc nie tak męczący w upale jak Biszapur. Przy Tang-e Chogan jest rzeka, w której kąpią się Irańczycy. Dalej jest też jedna jaskinia do zwiedzania, w której znajduje się posąg Szapura. Został on na nowo postawiony w latach 50. XX wieku, wcześniej przewrócono go w czasie inwazji arabskiej. My skoncentrowaliśmy się jednak na zabytkach, zaś gorąc spowodował, że nawet nie mieliśmy ochoty myśleć o jaskini.

Tang-e Chogan
Tang-e Chogan
Relief w Tang-e Chogan
Relief w Tang-e Chogan

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak irański
BiszapurJaskinia Ali Sadr

Cypr: Informacje praktyczne

Cypr. Kompendium wiedzy, czyli informacje praktyczne. Cypr odwiedziliśmy ostatnio w listopadzie 2019, wtedy też weryfikowaliśmy informacje na miejscu.

Cypr: Podstawowe Informacje

Uwagi ogólne: Kulturowa ciekawostka, bowiem Cypryjczycy albo są Grekami albo Turkami. Nie istnieje naród cypryjski, własny język, czy jedna cypryjska kultura. Nakładają się tu trzy, bowiem należy przypomnieć, że do 1960 było to terytorium Wielkiej Brytanii. Brytyjczycy zostawili po sobie wiele rzeczy organizacyjnych, zresztą część terytoriów nadal znajduje się pod jurysdykcją Wielkiej Brytanii (bazy wojskowe). Mieszkańcy wyspy nie chcieli być dłużej w Wielkiej Brytanii, ale w latach 50. XX wieku nie udało im się przekonać mniejszości tureckiej, jak i społeczności międzynarodowej do przyłączenia do Grecji. Późniejsze rokujące próby zostały storpedowane przez inwazję Turcji, a potem sytuację z Cyprem Północnym. Stąd niepodległość Cypru to trzecia droga.

Klimat: Strefa klimatu subtropikalnego w typie śródziemnomorskim i półpustynnym. Latem oblegany przez turystów. Do zwiedzania doskonale nadają się także jesienne czy zimowe miesiące jak listopad: typowo letnie temperatury trwają od kwietnia do listopada właśnie.

Język: Grecki i turecki. Dość dobrze jest ze znajomością języka angielskiego oraz rosyjskiego.

Baza noclegowa: Przede wszystkim jest dużo hoteli w klasie turystycznej. Zwłaszcza po sezonie jest w czym wybierać.

Strefa czasowa: UTC + 2 (zima), UTC + 3 (lato), godzinę wcześniej niż w Polsce.

Cypr: Transport

Dojazd: Samolotem. Główne lotnisko turystyczne w kraju to Larnaka, choć Pafos także ma sporo połączeń. Latają tu zarówno low-costy jak i regularne linie (LOT). Jedyny potencjalny problem dotyczy turystów przybywających z Cypru Północnego. Jeśli przypadkiem przylecieli tam z Turcji i próbują przekroczyć granice, bywają problemy.

Samochody i transport: Uwaga, obowiązuje ruch lewostronny.

Drogi są darmowe, wynajęcie samochodu nie stanowi problemu. W większych miastach jedynie parkingi bywają płatne.

Przy wynajmie samochodu, jeśli chcemy zwiedzać też Cypr Północny, należy zwrócić uwagę, czy jest możliwość przekroczenia granicy. Najlepiej wcześniej dopytać o taką możliwość, mówiąc wprost o Cyprze Północnym. Z tego co wiemy, Europcar umożliwiał przejazd, natomiast nie jest to standard. Niektóre wypożyczalnie piszą,, że granicę można przekroczyć, ale małym druczkiem jest napisane, że nie dotyczy to terytoriów okupowanych. Cały trick polega na tym, że podróżując po Cyprze jest kilka miejsc, gdzie przekracza się granicę brytyjską. Ale tylko i wyłącznie na mapie. Tak jest choćby z Kurion. Nie ma tu żadnej kontroli, nawet nie wiadomo, że to nie jest już Cypr.

Kontrole są na granicy z Cyprem Północnym. Bez zezwolenia z wypożyczalni raczej się nie przejedzie, a nawet jeśli grozi to kłopotami. Mimo że technicznie rzecz biorąc jest to jedyna granica na Cyprze, to z prawnego punktu widzenia jednak nią nie jest, bo Cypr Północny nie ma statusu niepodległego, uznanego państwa. Stąd lepiej pytać wprost o możliwość przekroczenia granicy z Cyprem Północnym.

Samochód jest dobrą formą transportu, gdy chcemy w miarę szybko zwiedzać wyspę samodzielnie. Alternatywą są oczywiście autobusy. Sieć jest całkiem dobrze rozbudowana i jeśli dysponujemy odpowiednią ilością czasu na spokojne zwiedzanie mogą być interesującą opcją, przynajmniej do głównych miast. Strona z połączeniami autobusowymi: CyprusByBus.

Uber: Nie działa na Cyprze, a taksówki raczej są drogie. Niektóre z nich mają aplikacje działające podobnie do Ubera jak nTaxi, ale cenowo to nie jest to.

Cypr: Prawo

Wiza: Nie jest potrzebna, można przekraczać granicę na dowód. Cypr nie jest w Schengen, ale respektuje regulacje.

Przepisy celne: Jak w Schengen.

Prawo i obyczaje: Duża swoboda cechująca inne śródziemnomorskie kraje. Wchodząc do cerkwi należy pamiętać o stosownym ubiorze.

Dni wolne: Sobota, niedziela.

Drony: Zgodnie z prawem wymagają rejestracji, także od turystów. Rejestracji można dokonać na tej stronie.

Jednocześnie na lotnisku są znaki jak należy latać na Cyprze, ograniczenia standardowe i ani słowa o konieczności rejestracji.

Skała Afrodyty (Cypr)
Skała Afrodyty – okolice Pafos (Cypr)

Bezpieczeństwo na Cyprze

Szczepienia wymagane: Brak. Warto być zaszczepionym na żółtaczkę typu A i B

Choroby: Nic istotnego.

Bezpieczeństwo kryminalne i polityczne: Niska przestępczość, kraj bezpieczny.

Bezpieczeństwo naturalne: Nic istotnego.

Cypr: Płacenie

Waluta: Euro.

Płatności kartą i bankomaty: Zazwyczaj nie ma problemów z płatnością kartą, choć przy niektórych zabytkach niestety wymagana jest gotówka.

Napiwki: Wskazane jest 10%, czasem bywa doliczane do rachunku.

Prąd i komunikacja na Cyprze

Internet: Korzystaliśmy z roamingu unijnego.

Telefony: Roaming dostępny.

Telefon alarmowy: 112

Gniazdka elektryczne: Typ brytyjski, wymagana przejściówka.

Wtyczka typu brytyjskiego
Wtyczka brytyjska

Kuchnia cypryjska

Jedzenie wegetariańskie: W teorii jest to kuchnia grecka, ale mocno nastawiona na turystów. Więc w większości knajp są także dania wegetariańskie lub wersje wegetariańskie tradycyjnych potraw, jak choćby musaka.

Alkohol: Problemów z kupnem nie ma. Czasem bywa podawany do posiłków. Popularne są mocniejsze trunki jak raki czy uozo (wódki), sherry, brandy, ale także znane są wina cypryjskie.

Dostępność barów i restauracji: Zwłaszcza w miejscach turystycznych jest tego od groma, jest z czego wybierać.

Kultura Cypru

Religia: Zdecydowana większość to prawosławni.

Ludzie: Podobni do Greków, choć sprawiają wrażenie bardziej ułożonych.

Toalety: Typ europejski, najczęściej.

Drażliwe tematy: Cypr Północny.

Turystyczny niezbędnik

Oznaczenia i drogowskazy: Czasem ich trochę brakuje, ale jeszcze tragedii nie ma. Jak już wie się czego szukać (patrz punkt niżej).

Informacja turystyczna i mapy: Tego jest akurat trochę mało. Cypr jest bardziej nastawiony na turystów wypoczywających i ewentualnie imprezujących nad brzegiem morza, więc dużo łatwiej o informacje o dodatkowych atrakcjach niż samych zabytkach.

Gdzie szukać informacji: Oficjalna strona to VisitCyprus. Są też polskie strony jak choćby Cypr24.eu.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak cypryjski
PraktycznieKawo Greko

Park Narodowy Kawo Greko (Cape Greco)

Kawo Greko (grec. Κάβο Γκρέκο, ang. Cape Greco) to najdalej wysunięty na południowy-wschód fragment Cypru. Przylądek ten to wspaniałe klify, skały, morskie jaskinie, laguny, park narodowy oraz atrakcja turystyczna, a przede wszystkim malownicze miejsce, gdzie można spokojnie obcować z naturą.

Morskie jaskinie w Parku Narodowym Kawo Greko
Morskie jaskinie w Parku Narodowym Kawo Greko

Atrakcje Kawo Greko

Turystycznym centrum w tej okolicy jest miejscowość Ajia Napa lub Ayia Napa (grec. Αγία Νάπα, ang. Aya Napa). To dawne weneckie miasteczko dziś słynie z clubbingu i plaż. I to jest też dobre miejsce, by zacząć zwiedzanie plaż i klifów. Agia Napa (bo i taką formę zapisu się spotyka) jest oddalona od Visitors Center w Kavo Greko jakieś 8 kilometrów. Jeżdżą tu autobusy, ale cały park jest trochę porozbijany i nie wszędzie nimi dojedziemy, kwestię godzin tym bardziej należy pominąć. W Agii można też zobaczyć formacje skalne jak Love Bridge (Most Miłości), albo też w niedalekiej okolicy przejść się ścieżką Afrodyty (miejsc upamiętniających tę boginię na Cyprze jest wiele).

Widok z morskiej jaskini (Cape Greco)
Widok z morskiej jaskini (Cape Greco)

Więc jeśli mamy czas, to z Agii można poświęcić sobie większość dnia na jego zwiedzenie spacerem, zatrzymując się chwilę na plażach. Alternatywą jest zwiedzanie samochodem bądź innym środkiem transportu, transport publiczny raczej odpada. Własne auto pozwoli skakać między różnymi punktami parku. Oczywiście każdy ma parking, który jest darmowy, podobnie jak wejściówka do samego parku (nie ma żadnej kontroli). Wówczas na spokojnie całość można zobaczyć w ciągu 3-4 godzin (lub mniej, jeśli ograniczymy ilość punktów). Trzeba się jednak liczyć z przejazdem przez drogi szutrowe.

Do jednej z jaskiń się schodzi
Do jednej z jaskiń się schodzi

Morskie jaskinie (Kawo Greko / Cape Greco)

Pierwszy punkt, przy którym zdecydowanie warto się zatrzymać to morskie jaskinie (Sea caves). Przez miejscowych bywają nazwane Kamiennymi zamkami Cape Greco. Są to piękne klify nad lazurową wodą. dzięki nieustannej działalności morza i w mniejszym stopniu wiatru w wapiennej skale powstały jaskinie. Jest to jeden z najbardziej znanych i rozpoznawalnych fragmentów parku, ale i Cypru. Tym samym jest też tłumnie odwiedzany.

Groty oglądane z góry nie wyglądają na duże. Nie da się do nich wpłynąć (jak na Capri czy w Błękitnej Grocie na Malcie). Ale jest ich tu więcej na stosunkowo niewielkim obszarze. Do jednej z tych jaskiń można sobie zejść i popatrzyć na morze przez kamienny otwór. Nie jest to „autoryzowane” zejście. Raczej ludzie znaleźli sposób, by się tam ześlizgnąć, wymaga to małej wspinaczki. Zaś jeśli chodzi o morze, to czasem przepływają tu też statki z turystami. Niektórzy ludzie tu się kąpią, choć formalnie jest to zakazane. To jeden z bardziej rozpoznawalnych fragmentów parku.

Morskie jaskinie Kawo Greko z góry
Morskie jaskinie Kawo Greko z góry

Kawo Greko: Pomnik Pokoju

Zdecydowanie najlepszym punktem widokowym na Cape Greco jest wzniesienie, na którym znajduje się Pomnik Pokoju, a także ławeczka, oblegana przez Istagramerów. To fragment, który wymaga dojścia, nawet jeśli jesteśmy zmotoryzowani. Nie podjedziemy na samą górę. Wzniesienie jest niewielkie, choć warto pamiętać, że najwyższa góra Cypru – Olimp – ma prawie 2000 metrów. W tym punkcie Kawo Greko dość dobrze widać zarówno okolicę, jak i morze, a także brytyjską bazę wojskową. Ta znajduje się na samym końcu przylądka, tym samym blokuje inny wyśmienity punkt widokowy i plażę, jest to bowiem teren zamknięty. Stamtąd, jakieś 170 km na południowy wschód wznosi się libańskie Trypolis. Podobno przy dobrej pogodzie można coś dostrzec. Natomiast sama okolica pomnika zapewnia wspaniałe krajobrazy. To też jedna z możliwości obcowania z tutejszą roślinnością. Pomijając ten fragment, większość najciekawszych elementów parku znajduje się raczej na wybrzeżu, tu mamy trochę lasu.

Klify Kawo Greko (Cape Greco) na Cyprze
Klify Kawo Greko (Cape Greco) na Cyprze

Tu też rozciąga się właściwy Park Narodowy Kawo Greko. Obszar ten liczy sobie około 385 hektarów. Żyje tu ponad 70 gatunków zwierząt i występuje 400 gatunków roślin. Formalnie jest to też teren lesisty, ale przede wszystkim występują tu krzewy i dość niewielkie drzewa. No i porozrzucane są punkty widokowe. W niektórych miejscach nawet znajdują się tabliczki z nazwą rośliny.

Pomnik Pokoju (Cypr, Kawo Greko)
Pomnik Pokoju (Cypr, Kawo Greko)

Kawo Greko: Błękitna Laguna

Kolejny punkt znajduje się dość blisko głównego cypla (na który nie wjedziemy do końca, ze względu na wspomnianą bazę). To malownicza zatoczka Błękitna Laguna (The Blue Lagoon).. Jak w wielu innych miejscach, można się tu zatrzymać, podejść i napawać pięknem natury. To też miejsce, gdzie znów ludzie się kąpią.Wybrzeże laguny jest dość kamieniste, pełne skał, więc gdy są duże fale może być niebezpiecznie. Od strony bazy wojskowej ulokowali się sprzedawcy jedzenia. W sezonie możemy się tu spodziewać zatrzęsienia turystów.

Błękitna Laguna na Cyprze
Błękitna Laguna na Cyprze
Widok na Błękitną Lagunę (Cape Greco - Cypr)
Widok na Błękitną Lagunę (Cape Greco – Cypr)

Kawo Greko: Łuk kamienny

Potem można albo próbować dotrzeć do granicy bazy albo udać się na północ. Tam kolejny przystanek to łuk kamienny Kamara Tou Koraka. Cypryjczycy nie pozwalają na niego wchodzić, otoczono go płotem w nadziei, że może dzięki temu postoi dłużej. Jest kolejnym przykładem erozji skał na klifie, w tym wypadku część klifu runęła do morza zostawiając obecną formację. Przy łuku znajduje się mały parking i dodatkowe punkty widokowe.

Kamara Tou Koraka
Kamara Tou Koraka

Cerkiew nad brzegiem morza

Jeszcze dalej na północ znajduje się mała cerkiew Agioi Anargiroi. Położona praktycznie przy samym klifie, pięknie pomalowana, łącząca niebieski kolor z bielą. Wewnątrz raczej niepozorna, acz zdecydowanie zadbana. Na zewnątrz też niespecjalnie się wyróżnia, pomijając jej urokliwą lokalizację. Wokół niej łażą koty, które się łaszą i żebrzą o jedzenie. Natomiast za kościołkiem znajduje się zejście do kolejnej morskiej jaskini. Tym razem już „autoryzowane”, czyli ze schodami i poręczą. Ta jaskinia jest o tyle fajna, że znajduje się blisko poziomu morza, więc doskonale widać tu skutki erozji. To znów miejsce, gdzie pojawia się wielu turystów i niestety w tym wypadku ciężko ich wyminąć. Nawet poza sezonem jest ciężko.

Fragment morskiej groty (Cape Greco)
Fragment morskiej groty (Cape Greco)
Cerkiew Agioi Anargiroi
Cerkiew Agioi Anargiroi

Zwiedzanie Cape Greco

Mając czas można jeszcze udać się dalej na północ, za miejscowością Konnos (gdzie znajduje się plaża i ośrodki turystyczne), znajdziemy jeszcze jedną grotę – Jaskinię Cyklopa. Natomiast całe Kawo Greko to przykład naturalnego piękna Cypru, nie bez powodu uchodzi za jedno z najładniejszych miejsc na wyspie. Trzeba pamiętać, że cały Park Narodowy jest obszarem chronionym z wieloma pięknymi urwiskami i punktami widokowymi. To miejsce, w którym można spędzić zarówno cały dzień, spokojnie się nim delektując, jak i kilka godzin, by dotrzeć do najbardziej znanych punktów. Kawo Greko to idealne miejsce także na aktywny wypoczynek, czy to trekking, jazdę na rowerze lub na quadzie czy buggy, a nawet są tu ścieżki przeznaczone do jazdy konnej. Bez wątpienia to miejsce na Cyprze, na które warto poświęcić czas.

Widok z okolic Pomnika Pokoju
Widok z okolic Pomnika Pokoju

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak cypryjski
PraktyczniePN Kawo GrekoLarnaka

Pantanal, największe bagno świata

Jeśli chodzi o przyrodę, to Brazylia słynie najbardziej z dżungli amazońskiej, ale za równie ważną atrakcję uchodzi też wielki obszar bagienny, czyli Pantanal. Powszechnie mówi się nawet, że do Amazonii jedzie się oglądać drzewa, ale by wypatrywać zwierząt właśnie trzeba udać się na Pantanal. Jadać tam spodziewaliśmy drugiego Serengeti. Niestety, przy tak dużym obszarze można trafić różnie, zwłaszcza gdy duża jego część została zajęta przez rolnictwo.

Pantanal z lotu ptaka
Pantanal z lotu ptaka

Bagno Pantanal

Pantanal rozciąga się na przestrzeni trzech państwa: Brazylii, Paragwaju i Boliwii, gdzie tworzy słonawe laguny. W Brazylii zajmuje dwa stany: Mato Grosso i Mato Grosso do Sul (w tym drugim znajduje się największa część Pantanalu). Łącznie to obszar o powierzchni około 200 tysięcy kilometrów kwadratowych. Dla porównania powierzchnia Polski wynosi trochę ponad 313 tysięcy kilometrów kwadratowych! Nazwa Pantanal pochodzi od portugalskiego słowa pântano, które oznacza bagno. Bo tym w istocie Pantanal jest: rozległą równiną aluwialną, czyli ukształtowaną przez rzekę, okresowo zalewaną przez rzekę Paragwaj wraz z dopływami. Jest to największy na świecie tropikalny obszar podmokły. Gdy po raz pierwszy przybyli tutaj Portugalczycy, to ze względu na rozległość tego obszaru i poziom wody wzięli to miejsce za morze śródlądowe. W grze „Civiliation VI” ten obszar ukazano jako cud natury, co podkreśla przyrodniczą unikalność tego miejsca.

Sępnik czarny lub urubu czarny (Coragyps atratus) w Pantanalu
Sępnik czarny lub urubu czarny (Coragyps atratus) w Pantanalu

Biosfera Pantanalu jest bardzo zróżnicowana i doskonale zharmonizowana z warunkami i zjawiskami, jakie tutaj okresowo zachodzą. Znajdziemy tu lasy deszczowe, mokradła, tropikalne sawanny i obszary trawiaste oraz wiele obszarów rolniczych przeznaczonych pod uprawy, jak i hodowlę zwierząt. Jak się szacuje, nawet 2 tysiące z występujących tutaj gatunków roślin może zwierać substancje o znaczeniu farmaceutycznym. Życie tutaj regulują dwie pory: deszczowa i sucha. Roczna suma opadów wynosi pomiędzy 1000 a 1500 milimetrów, z czego w styczniu średnio spada 340 mm, zaś w lipcu zaledwie 3 mm deszczu. Pora mokra wiąże się z zalewaniem dużej części Pantanalu, z wyjątkiem położonych nieco wyżej obszarów (różnice wysokości mają do 70 metrów). Opady deszczu i wylewy rzek podnoszą ogólny poziom wody raczej powoli z powodu gęstej roślinności i ukształtowania terenu. Dzięki temu zwierzęta mogą bezpiecznie migrować. Natomiast w porze suchej Pantanal zamienia się w sawannę.

Jeden z kilku gatunków czapli na tym obszarze
Jeden z kilku gatunków czapli na tym obszarze

Zwiedzanie Pantanalu

Ogrom tego miejsca zdecydowanie utrudnia jego zwiedzanie. Najczęściej w Brazylii jedzie się albo do Campo Grande albo do Corumbá, względnie Cuiaba i tam albo szuka wycieczki w agencjach, albo zostaje się odebranym przez przedstawiciela, jeśli zamówiliśmy wyjazd wcześniej. Do obu miejscowości można zarówno dolecieć, jak i dojechać lokalnymi autobusami. Inne popularne miejsce to Bonito na południu. Dalej wszystko zależy od tego, czego się oczekiwało. My przyjechaliśmy z Foz do Igucu nocnym autobusem do Campo Grande, gdzie rozpoczęliśmy naszą wycieczkę. Stamtąd czekało nas kilka dobrych godzin jazdy vanem (niewygodny, ale to nie jest był problem), by potem przesiąść się na ciężarówkę i dojechać do hotelu. Znaki drogowe po drodze wyglądały naprawdę obiecująco, ukazywały różne dzikie zwierzęta, które występują na tym obszarze.

Suszące się kormorany
Suszące się kormorany

Z wycieczkami bywa różnie. W naszym przypadku hotel stanowił bazę wypadową, gdzie mieliśmy nocleg i posiłki, a stamtąd mieliśmy kilka wycieczek-aktywności dziennie, w tym wypady na mokradła czy do lasów w małych grupkach. Sam hotel był dość klimatyczny. Domki na palach. Już w czasie podróży widzieliśmy, że będzie tutaj dużo ptaków. I faktycznie: przy hotelu były karmniki, do których zlatywało ciekawe okazy. Aktywności – wycieczki na większości tego typu wyjazdów są podobne. Natomiast tu warto zaznaczyć, że w dalszej części opis będzie trochę wymieszany z oceną naszego wypadu (ta w głównej części znajduje się na końcu tego wpisu). Ich odbiór zatem jest subiektywny, wynikający tak z oczekiwań jak i doświadczeń. Patrząc na mapie to nasz hotel znajdował się kilkadziesiąt kilometrów od parku stanowego, więc założyliśmy, że to będzie nasz główny teren eksploracji, przynajmniej jeśli chodzi o te najbardziej interesujące nas atrakcje. To coś, co warto zweryfikować szukając wycieczkę do Pantanalu.

Kapibara wielka (Hydrochoerus hydrochaeris), czyli największy żyjący na świecie gryzoń
Kapibara wielka (Hydrochoerus hydrochaeris), czyli największy żyjący na świecie gryzoń

Pantanal: Nocne poszukiwanie jaguara

Szczególnie rajcowała nas możliwość zobaczenia jaguara! Występują one w tych okolicach, a w ramach pobytu mieliśmy zapewnioną nocną wyprawę na jaguara. Czekaliśmy sobie, w końcu to pierwsza nasza atrakcja w tym miejscu. Zanim się doczekamy, możemy na miejscu zapoznać się z atlasem ptaków i ryb. W przypadku jaguara oczywiście nikt nie obiecywał, że go zobaczymy, ale jest to dla nas jasne. O szansach na zobaczenie zwierząt pisaliśmy przy okazji opisów safari w Tanzanii, jak również jak działało to w parku Hurulu na Sri Lance, gdzie wybór parku był podyktowany weryfikacją aktualnego występowania zwierząt w danym rejonie.

Zimorodek upierścieniony (Megaceryle torquata)
Zimorodek upierścieniony (Megaceryle torquata)

Gdy już się ściemniło, zebraliśmy się na nocną wyprawę na jaguara. Czekał na nas samochód terenowy z przedłużoną przyczepką, znaną nam z safari w innych krajach. Przewodnik miał latarkę i bardzo silną lampę, szperacza. Wyjechaliśmy na nieutwardzoną drogą, podobną do tej, którą dojeżdżaliśmy z przystanku do naszego hotelu. Jak się okazało, to są po prostu tutejsze wiejskie drogi. Rozglądaliśmy się po okolicznych zaroślach, w których podobno czają się jaguary. Wypatrzyliśmy kilka kajmanów, w tym malutkie, a także ocelota. Mówiono nam, że są duże szanse na jaguara, wskazywały na to także tropy. Wyprawa na jaguara nie trwała zbyt długo i poruszaliśmy się tylko po tej nieutwardzonej drodze. Żadnego off-roadu, co trochę może dziwić. Jednak wtedy jeszcze nie byliśmy zrażeni.

Tukan wielki / olbrzymi / toko (Ramphastos toco)
Tukan wielki / olbrzymi / toko (Ramphastos toco)

Pantanal: Jazda konna

Drugiego dnia naszego pobytu w Pantanalu zaplanowana była przejażdżka konna. Mieliśmy się przedzierać przez mokradła i z siodła wypatrywać zwierząt. Zanim przygotowano konie, mogliśmy się rozejrzeć po okolicy rancza. Stadnie przylatywały tutaj ary błękitne albo może hiacyntowe. Oba gatunki są bardzo podobne, bez zestawienia dwóch ich nie rozpoznamy. Ten gatunek jest narażony na wyginięcie i znajduje się na liście CITES, a więc podlega międzynarodowej ochronie. Natomiast papuga Blue znana z filmu animowanego „Rio” to ara modra, endemit, który żył w Brazylii. Od ary błękitnej i hiacyntowej różni się tym, że jest całkowicie niebieska, bez żółtych miejsc. W 2019 roku organizacja BirdLife International zaraportowała, że gatunek ten prawdopodobnie nie występuje już w naturze. Obecnie w niewoli szacunkowo żyje tylko 160 osobników. W 2020 roku 50 ar modrych ma zostać przewiezione do Brazylii, by zaadaptować je do natury. Miejmy nadzieję, że introdukcja gatunku zakończy się powodzeniem.

Na koniu przez Pantanal
Na koniu przez Pantanal

Wycieczka konna po mokradłach Pantanalu to przyjemne doświadczenie. Ale ze zwierząt, to udało nam się tylko z dużej odległości wypatrzyć kilka kapibar. To jest największy na świecie gryzoń. Jednak spodziewaliśmy się, że będą one naprawdę powszechne. Coś jak góralki na safari w Tanzanii. Więc mieszane uczucia, zwłaszcza jak się szukało zwierząt. Przejażdżka to raczej atrakcja rekreacyjna i jako taka sprawdza się znakomicie. Nie trzeba umieć jeździć na koniu, właściwie poruszamy się tylko stępem, wszyscy mają kaski na głowie. No i poza typową jazdą czeka nas dodatkowa rzecz, przekraczanie wody, której było tu sporo. Czasem trzeba było nawet podnosić nogi, by się nie zamoczyć.

Karakara czarnobrzucha (Caracara plancus)
Karakara czarnobrzucha (Caracara plancus)

Pantanal: Rejsy łodzią

W planie pobytu miał się znaleźć wieczorny rejs łodzią, by szukać żyjących przy samej rzece zwierząt. Nie wyszło to dobrze z powodu pogody. Było zimno (ale tu rozumiemy, że są to sytuacje, na które nikt nie ma wpływu). Rankiem w dniu naszego wyjazdu, zorganizowano nam jeszcze jedną wyprawę łodzią na rozlewisko, by przeżyć wschód słońca. Wśród odgłosów przedświtu wyróżniały się głośne ryki kajmanów. Początkowo sądziliśmy, że to jaguary, ale przewodnik nas naprostował. Piękna była chwila, gdy przewodnik zatrzymał silnik łodzi i w pełnej ciszy czekaliśmy na wschód słońca.

Pantanal widziany z łodzi
Pantanal widziany z łodzi
Konura czarnogłowa (Aratinga nenday)
Konura czarnogłowa (Aratinga nenday)

Głosy ptaków stopniowo narastały, by wreszcie wraz z pojawieniem się życiodajnej gwiazdy, wybuchł prawdziwy zgiełk. Tym przyjemnym akcentem zakończyliśmy nasz pobyt w Pantanalu. Jeśli chodzi o pływanie na silniku, nie wyszło to tak źle, zwłaszcza jak się wspomni rzeczne safari w Madu Ganga. Natomiast znów jest to atrakcja bardziej nastawiona na rekreację. Co więcej, pływając po rzece Miranda trzymaliśmy się jedynie bardziej przepustowej części akwenu i nie odpłynęliśmy daleko od ludzkich siedlisk. Żadnego pływania między szuwarami.

Palma porośnięta przez pasożyty
Palma porośnięta przez pasożyty

Pantanal: Safari i wyjście do dżungli

Następny dzień to wiele obiecujące całodniowe safari. Liczyliśmy, że trafić wreszcie trafi się jakiś konkretny zwierzak oraz że udamy się do tego pobliskiego parku zostawiając tereny rolnicze. Park był w odległości kilkudziesięciu kilometrów, w Tanzanii pokonywaliśmy większe odległości zanim zaczęliśmy właściwe oglądanie zwierząt, to uśpiło naszą czujność. Safari na Pantanalu okazało się być niewypałem. Tak po prostu. Obiecywaliśmy sobie wiele po zdjęciach, jakimi reklamował się hotel i opisami planowanych atrakcji. Także sama świadomość tego, czym jest Pantanal narobiła nam nadziei. Jeździliśmy po wiejskich nieutwardzonych drogach pomiędzy licznymi fazendas, czyli coś w rodzaju rancz i właściwie tyle. Trudno tutaj było się spodziewać dzikich zwierząt. Jedynie ptaki dopisywały.

Spacerem przez Pantanal
Spacerem przez Pantanal

W ramach tego całodniowego wypadu mieliśmy trzy przerwy. Pierwsza był to może godzinny spacer po dżungli. Do najciekawszych obserwacji tamtego dnia był fragment lasu nieco wzniesiony ponad otaczający poziom. Dzięki temu w porze deszczowej zwierzęta znajdują tutaj schronienie. Z tego względu lokalni mieszkańcy postanowili nie niszczyć tego lasku pod pola uprawne. Przewodnik pokazywał nam różne rodzaje egzotycznych dla nas roślin i opowiadał o nich. Widzieliśmy między innymi pasożyta w rodzaju liany, który oplata drzewo-ofiarę i żywi się jego sokami. Wygląda to trochę jak obcy. Ciekawe, ale też straszne, było drzewo żyjące w symbiozie z mrówkami. I to ścisłej symbiozie. Mianowicie mrówki żyją wewnątrz gałązek drzewa, w takiej „rurce-korytarzu”. Gdy ktoś uszkodzi to drzewo, wysypują się na niego mrówki, które kąsają bardzo dotkliwie. Mrówki też spacerują nieustannie po powierzchni, w tym po liściach, gotowe napaść na każdego, kto ośmieli się choćby dotknąć drzewa! Obchodzić trzeba wielkim łukiem.

Kajman żakare (Caiman yacare)
Kajman żakare (Caiman yacare)

Druga przerwa to była przerwa obiadowa. Dłuższa, trwająca ponad dwie godziny. Owszem obiad wymagał przygotowania, czym zajął się przewodnik. Zjechaliśmy z wiejskiej drogi pod płot jakiegoś rancza, bo tam był stolik. Mieliśmy też dużo czasu, by się przejść i zobaczyć choćby tutejsze krowy. Pomijając przerwy jeździliśmy po wiejskich drogach, licząc, że może przy okazji wypatrzy się jakieś zwierze. W przypadku ptaków szanse spore.

Pirania (Pantanal)
Pirania (Pantanal)

Pantanal i Piranie

Trzecia przerwa w planie „safari” to łowienie piranii. Od samego łowienia jesteśmy daleko, ale reszcie naszej grupy sprawiło to dużo frajdy. My tylko czekaliśmy, aż ktoś (przewodnik) złowi dużą piranię, byśmy mogli się jej przyjrzeć. To trzeba oddać piranii: zęby robią wrażenie! Także siłą, z jaką ta ryba zaciska szczęki i determinacja, z jaką kłapie paszczą. Dość to straszne. Z pewnością nie chcielibyśmy się kąpać w takiej wodzie! Po zakończonym pokazie przewodnik zapytał, czy bierzemy ją na kolację. Nikt nie chciał podjąć takiej decyzji, więc pomogliśmy: pirania wróciła do wody.

Świeże owoce (Pantanal, Brazylia)
Świeże owoce (Pantanal, Brazylia)

Gdy reszta grupy łowiła piranie, my zajęliśmy się zwiedzaniem okolicy i ruszyliśmy pieszo drogą. Oprócz lasku i drzewa-mrówki to było bodaj najbardziej przyjemne w tym dniu. Aha i jeszcze kajmak z wiórkami kokosowymi na deser. Najgorsze w tym safari było to, że właściwie nie odjechaliśmy zbyt daleko od hotelu. Żadnego parku, nic. Fragment dżungli został, bo nie wszystko tu wykarczowano. Warto dodać, że takich fragmentów dżungli na tym terenie pozostało trochę. Nie są one duże, przypominają raczej nasze zagajniki, które utrzymuje się na polach.

Bydło domowe (Pantanal)
Bydło domowe (Pantanal)

Z przyczyn pogodowo-organizacyjnych wypadła nam jeszcze jedna atrakcja, pływanie z piraniami i kajmanami. Trudno nam stwierdzić jakby to wyglądało. Tu warto zauważyć, że te wszystkie atrakcje łączy jedno, mają charakter rekreacyjny, a w niewielkim tylko stopniu poznawczy.

Krajobraz Pantanalu
Krajobraz Pantanalu

Zwierzęta Pantanalu

Warto wspomnieć o zwierzętach. Pomijając ptaki najłatwiej było dostrzec kajmany. Kajman żakare (Caiman yacare) występuje tu dość powszechnie, najczęściej w wolnostojących wodach. Tych jest sporo w Pantanalu. W części, w której byliśmy, poza polami przy drogach wiejskich jest też sporo mokradeł. Tym samym gady te były dość często spotykane i faktycznie można się było nimi nacieszyć.

Ara zielonoskrzydła (Ara chloropterus)
Ara zielonoskrzydła (Ara chloropterus)

Pojedyncze zwierzęta, które widzieliśmy bardzo daleko to legwan zielony (Iguana iguana) czy tapir anta (Tapirus terrestris). Dwa razy widzieliśmy wydry olbrzymie (Pteronura brasiliensis) – inna nazwa to arirania amazońska. Wszystkie bardzo daleko, bez zooma ciężko byłoby dostrzec zwierzę, a i on niewiele pomógł. Trochę więcej kapibar, ale też niewiele. Pancerniki, mrówkojady, jaguary w ilości zero. Za to trzeba przyznać, że różnorodność i liczba ptaków w tej części Pantanalu jest zachwycająca. Są zimorodki, ary zielonoskrzydłe i ary modre/hiacyntowe. Tutaj ary są nazywana arara. Wyjaśnienie jest proste: ptaki te głośno krzyczą, zwłaszcza w trakcie lotu, wyraźne ARARA! ARARA! ARARA! Są one tutaj najbardziej hałaśliwymi ptakami, nawet jak na papugi. Do tego dochodzą też ptaki drapieżne, jak sokoły, czy karakara czarnobrzucha. Rozpiętość jej skrzydeł dochodzi o 130 cm, a waga do 1,5 kilograma. Pazury i dziób też ma niezłe.

Żabiru amerykański (Jabiru mycteria), czyli brazylijski bocian
Żabiru amerykański (Jabiru mycteria), czyli brazylijski bocian

Podsumowanie wycieczki

Co z naszym pobytem w Pantanalu było nie tak? Zdjęcia są przecież ekstra. Duża różnorodność ptaków, zieleń. Różne aktywności: rejs łodzią motorową, nocne eskapada na jaguara, przejażdżka konna, safari. Rzecz w tym, że mocno nastawiliśmy się na dziką przyrodę. Jak mogliście zauważyć nie raz, przyroda, zwierzęta to jest to, co nas bardzo pociąga w naszych wyjazdach. Mnogość dzikich zwierząt akurat tutaj nie była naszym wymysłem, ale zasugerował to opis naszego hotelu Pantanal Jungle Lodge oraz pośrednika – Pantanal Discovery. Pośrednik który nas odebrał, był bardzo przyjazny i jeszcze nas nakręcał na zwierzęta. Zresztą galerie zdjęć na stronach hotelu i agencji były pełne zwierzaków.

Modroara hiacyntowa lub ara hiacyntowa (Anodorhynchus hyacinthinus)
Modroara hiacyntowa lub ara hiacyntowa (Anodorhynchus hyacinthinus)

Na miejscu wyglądało to mega klimatycznie: hotel zbudowany na palach, zacumowane łodzie, wokół mokradła… Tylko że to taka dekoracja, bowiem za parkingiem są zwykłe domy i tam nie trzeba budować nic na palach. To teren rolniczy, gdzie pozostało niewiele ostoi dzikich zwierząt. Niestety Pantanal jest bardzo zagrożony i tego właśnie doświadczyliśmy. Nam zamiast dodatkowych atrakcji wystarczyłoby oglądanie dzikich zwierząt, nie jako dodatek jak się przypadkiem trafi, tylko właśnie jako główny cel wyprawy. Przy konieczności zaliczenia kolejnych „atrakcji” tego celu nie da się zrealizować, bo szukanie fauny wymaga czasu.

Pantanal i typowy krajobraz
Pantanal i typowy krajobraz

Do tego doszła fatalna organizacja, jeśli chodzi o dojazdy i czas. Z czterech dni, które mieliśmy tam spędzić, prawie dwa straciliśmy na dojazdach. Gdybyśmy na własną rękę je zrobili, wypadłoby to lepiej (wystarczyło wynająć samochód i dojechać z lotniska do hotelu bez przesiadek). Dodatkowo czekanie na kolejne, krótkie atrakcje, zajmowało większość dnia. Przed wyjazdem oczywiście zapoznaliśmy się z komentarzami dotyczącymi miejsca. Były dobre i bardzo dobre, wręcz pochwalne. Jednak gdy się popatrzy na gości, to większość z nich chce wypocząć, miło spędzić czas w ciekawej scenerii, a zdjęcia zwierząt to przy okazji, smartfonem, zaś przerwy spędzać w barze popijając alkohol i buszując po Internecie.

Jaszczurka
Jaszczurka

Natomiast osoby, które miały poważniejszy sprzęt fotograficzny i ewidentnie nastawiały się na safari, nie były zadowolone. Wyglądało to tak, że większość osób w ośrodku stanowili Brazylijczycy, którzy byli zadowoleni. Oni przyjechali tu na agroturystykę, by wypocząć. Natomiast poza nami była jeszcze para Francuzów i Amerykanów. Podobnie jak my, przyjechali tu oglądać zwierzęta i odbiór niestety był podobny. Pantanal miał być ważną częścią tego wyjazdu i niestety to rozczarowanie mocno rzutowało na całość.. Zwłaszcza, że musieliśmy wybierać między Pantanalem a Manaus i Amazonią. Prawie wszyscy mówią, że jeśli jedzie się oglądać zwierzęta należy wybrać Pantanal. Patrząc na ogrom całości, ewidentnie źle wybraliśmy.

Rozlewiska Pantanalu o świcie
Rozlewiska Pantanalu o świcie

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak brazylijski
PantanalRio de Janeiro

Redwood National and State Parks, lasy sekwojowe czyli Endor

Gigantyczne drzewa w „Powrocie Jedi” to nie tylko efekt bogatej wyobraźni George’a Lucasa, ale przede wszystkim sekwoje rosnące w Redwood National and State Parks. Słowo „parki” jest tu znaczące, bo jest ich kilka. W „Gwiezdnych Wojnach” zagrały trzy z nich: Humbolt Redwoods State Park i Grizzly Creek Redwoods State Park oraz Jedediah Smith Redwoods State Park. Same lasy sekwojowe to jedna z tych lokacji filmowych, do której łatwo jest dotrzeć, by poczuć klimat, ale dość trudno odnaleźć właściwe miejsca znane z filmowych kadrów. Przyroda zmienia się z roku na rok, nawet wielowiekowy las.

Sekwoje w Redwood
Sekwoje w Redwood

Lasy sekwojowe Redwood

Gigantyczne drzewa jako element sagi to coś, co George Lucas chciał umieścić jeszcze w pierwszym filmie. Tak miała wyglądać planeta Yavin (którą ostatecznie nagrywano w Tikal). Miała to też być planeta Wookieech, czyli Kashyyyk. Ten jednak zobaczyliśmy dopiero w „Zemście Sithów” (i nagrywano go w chińskim Guilin oraz tajskiej wyspie Phuket). Za to w „Powrocie Jedi” zobaczyliśmy porośnięty wielkimi drzewami księżyc Endor oraz Ewoki. Więcej na temat zmian przeczytacie tutaj.

Potężne sekwoje wieczniezielone
Potężne sekwoje wieczniezielone

Las sekwojowy kiedyś  ciągnął się w dużej części północnej Kalifornii tworząc w miarę jednorodną puszczę. Dziś jest ona poszatkowana. Stąd właśnie te ocalałe fragmenty zostały podzielone na różne parki, jeden narodowy i mniejsze stanowych. Rosną tu drzewa z gatunku sekwoja wieczniezielona (Sequoia sempervirens), czyli po angielsku redwood. W naturze te drzewa z rodziny cyprysowatych występują jedynie w Kalifornii i w Oregonie, ale zostały też posadzone choćby w nowozelandzkiej Rotorurze.

Strumyk do przejścia
Strumyk do przejścia

Sekwoje te dorastają od 60 do 100 metrów wysokości i mają średnicę pnia do 5 metrów. Zdarzają się większe okazy. Najstarsze z roślin mają nawet po 2000 lat (choć jak wiemy cyprysy potrafią rosnąć jeszcze dłużej, jak ten w Abakuh liczący sobie ponad 4000 lat). Warto też zwrócić uwagę na nazewnictwo. W języku angielskim termin sequia stosuje się częściej w odniesieniu do mamutowca olbrzymiego (Sequoiadendron giganteum), trochę innego, acz spokrewnionego z sekwoją drzewa. Dodatkowo o ile polska nazwa mówi o igliwiu, o tyle angielska – redwood – koncentruje się na kolorze drewna, które zaiste jest czerwonawe.

Pośród sekwoi
Pośród drzew

Jedediah Smith Redwoods State Park

Gdy kręcono „Powrót Jedi”, główna baza filmowców znajdowała się na północy Kalifornii, w Crescent City. Przy rzece Smith rozciąga się tam Jedediah Smith Redwoods State Park. To właśnie w tym miejscu nagrywano większość scen w plenerze. Tu zbudowano bunkier (nazwany Norman’s Log na cześć scenografa Normana Reynoldsa). Niestety większości tych miejsc nie można legalnie zobaczyć, gdyż znajdują się na prywatnym, ogrodzonym terenie. Zresztą tutaj filmowcy posprzątali po sobie scenografię bardzo dokładnie. Odległość, a tym samym wydłużony dojazd, przy małej ilości miejsc do zobaczenia sprawił, że nie dotarliśmy do tego miejsca.

Las na Endorze w „Powrocie Jedi” (Redwood)
Las na Endorze w „Powrocie Jedi” (Redwood)

Redwood i „Powrót Jedi”

Pierwsza ekipa dotarła do Crescent city 25 kwietnia 1982, przyjeżdżając bezpośrednio z Yumy. Zdjęcia trwały od 26 kwietnia do 8 maja, potem do 28 maja pozostała tu druga ekipa, która nagrywała swoją część, głównie pod tło i efekty specjalne. Zdjęcia podobno były dość kosztowne, Lucasfilm musiał na nie wydać jakieś 2 miliony USD, przy całym budżecie wynoszącym 32,5 miliona USD.

Las Redwood
Las Redwood

Grizzly Creek Redwoods State Park

Zdecydowanie bardziej na południe znajduje się cześć lasu, w której najłatwiej znaleźć miejsca będące filmowym Endorem. To Cheatham Grove Trail, czyli trasa spacerowa w Grizzly Creek Redwoods State Park. Dziś jest normalnie dostępna dla odwiedzających, można spokojnie się nią przejść. Co ważniejsze to tutaj kręcono pościg między drzewami. Filmowcy „nie wysilili się” zbytnio. Skutery śmigają dokładnie po tej trasie spacerowej. Ponieważ to przyrodnicza lokacja, a te niestety się dość mocno zmieniają po latach, trudno odnaleźć dokładne kadry z filmu. Niemniej jednak klimat filmu jest.

Zwalony pień sekwoi
Zwalony pień sekwoi

Humboldt Redwoods State Park

Dość blisko znajduje się miejsce zwane Avenue of the Giants w parku Humboldt Redwoods State Park. Tu kręciła zdjęcia druga ekipa. Warto tu pochodzić w otoczeniu tych niezwykłych drzew. Trudno jednak znaleźć dokładne lokacje z „Powrotu Jedi”. Ten teren jest trochę bardziej dziki w stosunku do Grizzly Creek Redwoods, przecinają go choćby strumienie. Wciąż jednak to niezwykłe miejsce, tak przyrodniczo jak i filmowo.

Ścieżki w Redwood
Ścieżki w Redwood

W parku Humboldta kręcono też „1000 lat po Ziemi”. Bliżej Crescent City powstał także „E.T.” Stevena Spielberga. Natomiast w innych parkach kręcono zdjęcia do „Zaginionego Świata: Jurassic Park” Stevena Spielberga, „Drzewa życia” Terrence’a Mallicka, czy „Epidemii” Wolfganga Petersena.

Trasa wśród drzew
Trasa wśród drzew
Zwalony pień
Zwalony pień

Redwood: Zwiedzanie lasu sekwojowego

W lasach sekwojowych znajdziemy też punkty informacyjne obsługujące turystów, tam można dowiedzieć się trochę więcej o lasach, drzewach czy zwierzętach i zobaczyć jak przebiegają trasy. Jest tu też całkiem sporo kempingów i miejsc biwakowych. Jak to w Stanach najwygodniejszy środek transportu to samochód. Humbolt i Grizzly Creek znajdują się na tyle blisko San Francisco, że spokojnie można je zobaczyć w jeden dzień, wracając do San Francisco późnym wieczorem. Crescent City to przynajmniej dwa dni. Trzeba też pamiętać, że po zjechaniu z autostrady trasa między drzewami jest dużo bardziej kręta, ale też jest węższa, co sprawia, że czasem mijanie samochodów jadących z naprzeciwka wymaga pewnego manewrowania. Natomiast same lasy są nie tylko przepiękną lokacją filmową, ale też prawdziwą przyrodniczą perełką, którą bez wątpienia warto zobaczyć.

Sekwoje wiecznie zielone w Redwood
Sekwoje wiecznie zielone w Redwood

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak amerykański
Redwood
Szlak filmowy
RedwoodRio De Janeiro

U styku filmu i podróży