Hakone i spojrzenie na górę Fudżi

Park Narodowy Fudżi-Hakone-Izu (jap. 富士箱根伊豆国立公園) ze względu na swoją niewielką odległość od Tokio i górę Fudżi, należy do najbardziej popularnych parków narodowych w Japonii. Wejść jest kilka, myśmy skorzystali z Hakone (jap. 箱根町 ). Sam park zajmuje powierzchnię ponad 12 tysięcy hektarów i nie sposób podczas krótkiego wyjazdu zwiedzić wszystkiego. Przyjeżdża się tu głównie ze względu na możliwość oglądania góry Fudżi (Fuji). Oprócz wulkanów park słynie także z gorących źródeł, czyli osenów (takich o jakich wspominaliśmy przy okazji Yunadaki). Świetnie skomunikowany, stanowi idealny cel na jednodniową wycieczkę ze stolicy Kraju Kwitnącej Wiśni.

Widok na górę Fudżi z Ōwakudani
Widok na górę Fudżi z Ōwakudani

Góra – wulkan Fudżi

Główna atrakcja to oczywiście góra – wulkan Fuji-san. Błędnie tłumaczone jako „szanowna Fudżi” przez analogię przyrostka „san” jako „pan, pani” (np. do agenta 007 zwracano się per Bond-san). W języku japońskim wiele znaków ma bardzo podobne brzmienie, ale znaczy co innego. W tym przypadku „san” oznacza „góra”. Co oznacza samo „Fuji”, do końca nie wiadomo: możliwe że nie oznacza nic specjalnego, ale fajnie brzmi – stąd taki, a nie inny dobór znaków, albo jest to zniekształcone imię któregoś z licznych zapomnianych bóstw japońskiej mitologii, może też oznaczać „nieskończony”, „nieśmiertelny” bądź „bez porównania”. W 2013 roku Góra Fudżi i 24 okoliczne lokacje, w tym świątynie, zostały wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO jako obiekt o szczególnym znaczeniu kulturowym.

Skansen w Hakone
Skansen w Hakone

Wciąż czynny stratowulkan Fudżi jest zarazem najwyższym szczytem Japonii – mierzy 3776 m. n.p.m. Przez większą część roku szczyt pokrywa lśniący w słońcu śnieg. Wyznawcy szinto utożsamiają go z żeńskim bóstwem, toteż jest to zarazem jedna z trzech świętych gór Japonii, na której do połowy XIX wieku obowiązywał zakaz wchodzenia dla kobiet. Fudżi natomiast uchodzi też za kanon piękna, mocno wpłynęło na poczucie estetyki Japończyków. W niektórych świątyniach czy skalnych ogrodach dość łatwo znaleźć kształt Fudżi.

Góra Fudżi
Góra Fudżi

Obecnie szczyt Fudżi to miejsce nie tylko pielgrzymek, ale i turystyki górskiej. Ze względu na warunki pogodowe, góra otwarta jest do wspinana tylko w lipcu i sierpniu. I znów, nie są to samowolne wejścia. Tu wszystko jest zorganizowane i w dodatku w odpowiednim sezonie, o ile oczywiście warunki na to pozwalają.

Kopalnia siarki, Ōwakudani
Kopalnia siarki, Ōwakudani

Gdyby ktoś pytał: las samobójców Aokigahara jest daleko, po przeciwnej stronie góry.

Brama Tori na jeziorze Ashi w świątyni Hakone
Brama Tori na jeziorze Ashi w świątyni Hakone

Kawaguchiko czy Hakone?

Ale by podziwiać Fudżi z oddali, nie trzeba się na nią wspinać, w sumie to nawet lepiej tego nie robić. Jak wieść niesie przy dobrej widoczności widać ją z Jokohamy, ale to się raczej rzadko zdarza. Są dwa miejsca w Parku Narodowym, które ściągają turystów. Pierwsze to Pięć Jezior Fudżi. Tu najlepiej dojechać busem do Kawaguchiko i tam rozpocząć zwiedzanie. W wiosennym okresie może być to interesujące ze względu na festiwal floksów (z którym się czasowo rozminęliśmy). My zdecydowaliśmy się na drugie miejsce, czyli okręg Hakone. Znajduje się on trochę dalej niż Pięć Jezior, przez to jest mniejsza szansa na zobaczenie głównej atrakcji, jeśli widoczność będzie słaba. Fudżi znajduje się jakieś 30 km w linii prostej. Szczęście nam dopisało.

Park Narodowy Hakone
Park Narodowy Hakone

Zwiedzanie okręgu Hakone i bilet zbiorowy

Okręg Hakone obejmuje Owakudani, jezioro Ashinoko, fragment drogi Tōkaidō, Hakone i oczywiście punkty widokowe na najsłynniejszy wulkan Japonii, a poza widokami są też inne, wulkaniczne atrakcje. Wycieczka po Hakone jest bardzo dobrze zorganizowana. Przyjeżdża się pociągiem (lub ew. inaczej) do Odawary (jap. 小田原市 ). Tam kupuje się bilet Hakone Free Pass, który upoważnia nas do zrobienia trasy różnymi środkami transportu. Jak to zwykle w Japonii bywa w przypadku takich biletów, wychodzi znacznie taniej, niż gdyby kupować je z osobna. Wraz z passem dostaniemy mapkę, a w informacji dokładnie powiedzą, jak przebyć całą trasę. Odawara jest o tyle dobrym przystankiem, że stają tu shinkanseny, więc jak zwykle japońska organizacja nie zawodzi.

Ōwakudani słynie z jaj gotowanych w gorących, mineralnych wodach
Ōwakudani słynie z jaj gotowanych w gorących, mineralnych wodach

Hakone: Owakudani

Nasza trasa po okręgu Hakone przewidziana była na cały dzień. Podróżowaliśmy kolejno pociągiem, kolejką linową, statkiem, pieszo i autobusem. Pierwsza część właściwego zwiedzania parku to była wulkaniczna dolina Owakudani. Powstała ona w wyniku wybuchu wulkanicznej Góry Hakone jakieś 3 tysiące lat temu. Nadal jest to teren aktywny wulkanicznie: ze szczelin na zboczach góry wydobywają się gazy i para, gorące źródła wody stale bulgoczą, a co pewien czas wulkan staje się bardziej aktywny, zwiększając produkcję trujących wyziewów.

Jajko na twardo z Owakudani
Jajko na twardo z Owakudani

Właśnie niebezpieczne stężenie trujących gazów jest powodem, dla którego ścieżki na zboczu wulkanu były zamknięte. Osoby zdrowe mogą bezpiecznie przebywać na terenie wokół stacji kolejki linowej, przede wszystkim na tarasach widokowych. Wielka szkoda, że nie mogliśmy pospacerować między gorącymi źródłami. Niestety aktywność wulkaniczna jest nie do przewidzenia. Mimo to było warto dla samych widoków. Za to jest to doskonałe miejsce do obserwowania z oddali wydobycia siarki.

Kopalnie siarki w  Ōwakudani (Hakone)
Kopalnie siarki w Ōwakudani (Hakone)

Specjalnością z Owakudani są jajka kura-tomago. Są to zwykłe jajka kurze gotowane na twardo w gorącym źródle. Skorupka staje się czarna od wysokiej zawartości minerałów. W smaku takie jajko nie różni się specjalnie od zwykłego. Gdy otwarta jest ścieżka między źródłami, turyści mogą kupić surowe jajka i ugotować je samodzielnie. Ponieważ ze względów bezpieczeństwa szlak jest zamknięty, jajka już ugotowane – a jeszcze gorące – można kupić w pobliskim sklepie. Podobno zjedzenie takiego przysmaku przedłuża życie o siedem latem. Drugą jajeczną ciekawostką było jajko na twardo bez skorupki, także czarne. Nie mamy pewności, czy obrane zostało wtórnie poddane działaniu tutejszych wód czy raczej uwędzone na dymie. Na to drugie wskazywałby smak, który bardzo przypomina wędzony ser.

Jezioro Ashinoko
Jezioro Ashinoko

Hakone: Jezioro Ashinoko

Jezioro Ashinoko (lub Ashi) powstało w kalderze wulkanu Hakone, który wybuchł około 3 tysiące lat temu. Hakone Pass, który mieliśmy, jest honorowany przez jedną z dwóch kompanii promowych, obsługujących przeprawę. Statki były wstrętnie stylizowane na europejskie żaglowce, a jeden z nich nazywał się „Victory”, jak okręt admirała Nelsona, który można zwiedzić w Portsmouth. Niestety to najbardziej tandetna i jarmarczna część wycieczki.
Za to dobra widoczność utrzymywała się nadal i już z drugiego brzegu jeziora mogliśmy podziwiać Fudżi.

Jeden z okrętów kursujących po jeziorze Ashi
Jeden z okrętów kursujących po jeziorze Ashi

Zwiedzanie właściwego Hakone

Na koniec wylądowaliśmy w Hakone. Można tutaj zobaczyć między innymi zachowane fragmenty drogi Tōkaidō. Trasa ta w okresie Edo prowadziła wzdłuż Pacyfiku od Kioto do Edo, czyli między pałacem cesarza a faktyczną stolicą kraju faktycznego jej władcy – szoguna Tokugawy (więcej o tym rodzie pisaliśmy przy Nikko). Była więc najważniejszą trasą kraju, uwiecznioną wielokrotnie w japońskiej sztuce.

Droga Tōkaidō w Hakone słynie z  wiekowych cyprysów
Droga Tōkaidō w Hakone słynie z wiekowych cyprysów

W Hakone znajduje się punkt kontrolny na trasie Tōkaidō, który wraz z historycznymi zabudowaniami został zrekonstruowany i udostępniony zwiedzającym. Można tu też odbyć przyjemny spacer wzdłuż alei starych cedrów.

Droga do świątyni Hakone
Droga do świątyni Hakone

Szintoistyczna świątynia w Hakone (choć znów to kompleks chramów – Hakone, Soga, Kuzyryu) jest położona w lesie nieopodal brzegu Jeziora Ashinoko. W wodzie stoi intensywnie czerwona tori, wyróżniająca się na tle wiecznozielonych lasów.
Świątynia w obecnym miejscu istnieje od połowy XVII wieku, była popularna wśród samurajów. Na koniec zostaje wsiąść już do autobusu i potem pociągu i ewentualnie zostaje do zwiedzenia Odawara ze swoim zamkiem, jeśli został na to jeszcze czas.

Wejście do świątyni Hakone
Wejście do świątyni Hakone

Trasa Hakone to faktycznie przyjemny spacer na cały dzień. Z pewnością byłoby ciekawiej, gdyby dało się podejść pod gorące źródła, ale tak jak warunków pogodowych, tak też wulkanicznych nie da się zaplanować.

Świątynia Hakone
Świątynia Hakone

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak japoński
HakoneTokio

Wodospad Kamieńczyka, Narnia, Szrenica i Szklarka

Wodospad Kamieńczyka, zwany z niemiecka Zackelfall, zaś po polsku czasem wodospad Kamieńczyk, znajduje się w Karkonoskim Parku Narodowym i jest to najwyższy wodospad w Sudetach. Oficjalnie jest wpisany w rejestr pomników przyrody, ale jeszcze ciekawsza jest jego filmowa, a dokładniej narnijska historia.

Wąwóz Kamieńczyka, czyli Narnia
Wąwóz Kamieńczyka, czyli Narnia

Narnia i Wodospad Kamieńczyka

W lipcu 2007 ekipa filmu „Opowieści z Narnii: Książę Kaspian” ponownie zawitała do Polski. Pierwszy film kręcono między innymi w dolinie Dunajca, na jeziorze Siemanówka w Tatrach i w pewnym stopniu Błędnych Skałach (Góry Stołowe), a także poza Polską, między innymi we Flock Hill, Adrspaskim Parku Narodowym, czy w Czeskiej Szwajcarii. Zatem nie dziwi, że Andrew Adamson podjął decyzję o powrocie do Polski. Polska raczej była dodatkiem do Nowej Zelandii, Czech i Słowenii, natomiast z wyścigu odpadły Chiny, Irlandia i Argentyna.

Wodospad Kamieńczyka
Wodospad Kamieńczyka
Wąwóz Kamieńczyka
Wąwóz Kamieńczyka

Sceny przy wodospadzie można dość łatwo rozpoznać. Jest to fragment filmu, w którym rodzeństwo Pevensie wchodzi do lasu i idzie wzdłuż kanionu szukając Aslana. Jedynie Łucja go widziała, reszta szukała przejścia na drugą stronę.

Wąwóz Kamieńczyka
Wąwóz Kamieńczyka

Kamieńczyk, potok, wąwóz i wodospad

Potok Kamieńczyk spada z wysokości 27 metrów, jest podzielony na trzy kaskady. Woda dalej płynie wąwozem Kamieńczyka. Środkowa kaskada w pewnym momencie rozdziela się po półkach skalnych. Strumień przy wodospadzie jest szeroki na kilkanaście metrów, ale szybko zwężą się do jakiś trzech. Znajduje się tam też kocioł eworsyjny. Sam kanion ma długość 100 metrów i wysokość jakieś 30-35 metrów.

Wodospad Kamieńczyka
Wodospad Kamieńczyka

Środkowa kaskada kryje w sobie jeszcze jedną tajemnicę. Znajduje się za nią sztucznie wykuta przez Walończyków grota. Walonowie z Belgii wydobywali tu kiedyś ametysty i pegmatyt. Wodospad sam w sobie jest atrakcją turystyczną udostępnioną do zwiedzania już od 1890. Dziś wejściówka nad wodospad jest dodatkowo płatna (pomimo biletu do Parku Narodowego). Całość jest ogrodzona, tak by trudno było się dobrze przyjrzeć okolicy. Natomiast wchodząc na obszar wodospadu wszyscy dostają kaski na głowę, na wypadek spadających odłamków. Wodospad znajduje się  na szlaku czerwonym i czarnym ze Szklarskiej Poręby na Szrenicę.

Wodospad Szklarka
Wodospad Szklarka

Wodospad Szklarka i Szklarska Poręba

Wybierając się do Kamieńczyka należy udać się do Szklarskiej Poręby. Wówczas warto poświęcić jeszcze trochę czasu na Wodospad Szklarki i Szrenicę. Zaczniemy od wodospadu, który jest trochę poza miastem. Szklarka (niem. Kochelfall) ma 13,3 metrów wysokości, jednocześnie jest to szeroki i dużo łatwiej dostępny wodospad. Przed nim znajduje się parking, skąd krótkim spacerem docieramy do głównej atrakcji mijając po drodze schronisko „Kochanówka”. Warto dodać, że kiedyś istniała tu możliwość regulowania przepływu wody. Ze Szklarskiej najłatwiej dotrzeć tu albo zielonym szlakiem wzdłuż rzeki Kamienna albo czarnym szlakiem.

Szrenica zimą
Szrenica zimą
Szrenica zimą
Szrenica zimą

Szrenica

Nad okolicą wznosi się mierzący 1362 metry szczyt górski Szrenicy (niem. Reifträger). To doskonałe miejsce do podziwiania Karkonoszy, zarówno po polskiej, jak i czeskiej stronie. Na górze znajduje się schronisko „Szrenica”. Można tu wejść szlakiem czerwonym lub czarnym ze Szklarskiej Poręby lub zielonym z Jakuszyc. Istnieje też wyciąg, który podwozi nas pod prawie sam szczyt. Potem zostaje kawałek do przejścia czarnym szlakiem. Góra jak i pobliska Hala Szrenicka słynie też z doskonałych, jak na Polskę, warunków narciarskich.

Trasa na Szrenicę
Trasa na Szrenicę
Szlak na Szrenicę
Szlak na Szrenicę

Wąwóz Kamieńczyka i Szklarska: Dojazd

Sama Szklarska Poręba to bardzo przyjemne miasteczko. Łatwo znaleźć tam nocleg, czy jedzenie, a także inne dodatkowe atrakcje, jak Krucze Skały, czy historyczne wille. Dodatkowo jest też Aquapark, czy dinopark. Z Wrocławia stosunkowo łatwo dojechać tu za pomocą Kolei Dolnośląskich.

Hala Szrenicka
Hala Szrenicka
Szrenica
Szrenica

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak polski
Wodospad Kamieńczyka?
Szlak filmowy
Wodospad Kamieńczyka
Tokio

Cathedral Cove, czyli wejście do Narnii

Kiwi (czyli Nowozelandczycy) twierdzą, że najczęściej fotografowanym miejscem na półwyspie Coromandel jest tak zwane Cathedral Cove (Zatoczka Katedralna). Szczerze, trudno się dziwić. To miejsce wygląda magicznie i w pewien sposób stało się magiczne, oczywiście za sprawą filmowców i „Opowieści z Narnii”.

Łuk Cathedral Cove jest dobrze znany dzięki Windowsowi
Łuk Cathedral Cove jest dobrze znany dzięki Windowsowi

Cathedral Cove i Narnia

Andrew Adamson już w pierwszym filmie z cyklu wykorzystał lokacje z Nowej Zelandii. Wrócił tu także kręcąc „Księcia Kaspiana” (2008). Akcja filmu zaczyna się w Londynie, potem widzimy bohaterów w metrze, gdzie odkrywają przejście do Narnii. Dzieci przechodzą przez łuk i lądują na narnijskiej plaży. To właśnie Nowa Zelandia i Cathedral Cove. Tak nazywa się zarówno słynny łuk jak i ogólnie cała okolica.

Cathedral Cove
Cathedral Cove

Plaża otoczona malowniczymi formacjami skalnymi zagrała w filmie okolice dawnego zamku Ker Paravel. Sam łuk i przejście pod nim wygląda bardzo jak w filmie, oczywiście w naszym przypadku nie licząc pogody, bo ta akurat nam nie dopisała. Ale zaiste, w słońcu to miejsce faktycznie cieszy wszelkie obiektywy turystów.

Widok na rezerwat morski
Widok na rezerwat morski

Rezerwat morski Cathedral Cove

Plaża i łuk znajduje się w rezerwacie przyrody. Jak wiele innych miejsc w Nowej Zelandii tak i ten ma dwie nazwy: maoryską i angielską. Oprócz Cathedral Cove Marine Reserve, określa się to także jako Te Whanganui-A-Hei Marine Reserve. Maoryska nazwa znaczy tyle co Wielka Zatoka Hei. Hei to nazwa plemienia Maorysów, jeśli można to tak nazwać. U nich podział na grupy społeczne miał trochę inną formę, niż to co znamy np. z zachodnich krajów. Hei to nazwa jednego z iwi, czyli coś co jest w zależności od tłumaczenia klanem, plemieniem lub spokrewnionymi plemionami.

Charakterystyczny łuk
Charakterystyczny łuk

Rezerwat zajmuje 840 hektarów, w zatoce, wyspach, plażach. Żyje tu wiele stworzeń morskich, ale jak w wielu podobnych miejscach w kraju to także teren rekreacyjny. Ludzie tu nurkują czy uprawiają snorkelling.

Formacje skalne na plaży
Formacje skalne na plaży

Dojazd i zwiedzanie Cathedral Cove

By dojechać do Cathedral Cove, należy kierować się na miejscowość Hahei. Znajdziemy tam wiele płatnych parkingów, skąd można sobie dojść na plażę czy do właściwej lokacji, ale jeśli nie mamy campera, można jechać dalej. Przy samym zejściu znajduje się darmowy parking, choć jak na warunki nowozelandzkie jest on dość mały. Camperów tam nie chcą. Nam udało się znaleźć miejsce, ale w sezonie może to być problemem.

Narnijska plaża
Narnijska plaża

Stamtąd czeka nas spacer między drzewami, skąd widać tutejsze klify. Dopiero na samym końcu schodzi się na plaże, wychodząc prawie dokładnie tam, gdzie kręcono film. Spacer nie jest długi, na zobaczenie Catheral Cove wystarczy poświęcić trochę ponad godzinę. Chyba, że pogoda sprzyja do dłuższego wylegiwania się na tutejszych pięknych plażach. Sama plaża nie jest duża, większość czasu zajmuje zejście do niej.

Sama plaża w tym miejscu jest stosunkowo niewielka
Sama plaża w tym miejscu jest stosunkowo niewielka

Łuk i tapeta w Windows

To bez wątpienia jedna z łatwiejszych lokacji filmowych do wychwycenia. Faktycznie to wejście do Narnii jest tu takie symboliczne, cudowne i magiczne. Wchodzimy do innego świata, choćby na chwilę. Zaś miejsce powinno być też znane wielu użytkownikom Windowsa, można je zobaczyć na jeden z domyślnych tapet.

W większości mamy tu klif
W większości mamy tu klif

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Cathedral CoveGóra Cook i lodowiec Tasmana
Szlak filmowy
Cathedral Cove

Carrantuohill, najwyższy szczyt Irlandii i jak go zdobyć?

Irlandia nie kojarzy się z wysokimi górami. Carrantuohill, czyli najwyższy szczyt kraju i wyspy, w porównaniu nawet z polskimi standardami górskimi do wysokich nie należy. Jest jedno małe „ale”. Otóż w przeciwieństwie do Sudetów i choćby Wielkiej Sowy, porównywalnej jeśli chodzi o wysokość bezwzględną, w irlandzkim przypadku mamy do czynienia z dużą wysokością względną. No i w Irlandii zdobywanie gór nie jest aż tak popularne, co powoduje pewne utrudnienia.

Widok z drogi na Carrantuohill
Widok z drogi na Carrantuohill

Carrantuohill, wysokość i położenie

Macgillycuddy’s Reek to po irlandzku Na Cruacha Dubha, czyli „czarne szczyty”. W paśmie tych gór, powstałych podczas orogenezy hercyńskiej i przekształconych podczas zlodowaceń, znajduje się najwyższy szczyt Irlandii. Carrantuohill lub Carrauntoohil (ir. Corrán Tuathail) liczy sobie 1039 metrów nad poziomem morza, lub nawet 1041 wg innych źródeł. Swoją drogą można spotkać też inne wersje nazwy – Carrantoohil, Carrantual czy Carrantouhil lub Carrantouhill.

Początek drogi na szczyt Carrantuohill od strony Cronin’s Yard
Początek drogi na szczyt Carrantuohill od strony Cronin’s Yard

Droga na Carrantuohill

Droga na MacGillycuddy’s Reek należy do farmerów i tylko ich dobrą wolą jest udostępnianie jej wędrowcom. Obowiązuje zakaz wprowadzania psów z uwagi na pasące się owce. Oznaczona trasa nie wiedzie na sam szczyt, tylko do punktu widokowego. Tam znajduje się mapka jak ewentualnie iść dalej i ostrzeżenie. Potem trzeba radzić sobie samemu. Szlak nie jest w żaden sposób oznaczony.

Krajobraz MacGillycuddy’s Reek
Krajobraz MacGillycuddy’s Reek

Mieliśmy uzasadnione obawy, że pogoda może pokrzyżować nam plany i nie uda nam się wejść na górę. Przy złych warunkach atmosferycznych faktycznie może to być dość karkołomne, a nawet niebezpieczne podejście. Zdobywanie góry zaczęliśmy od strony Cronin’s Yard. Stąd trzeba przeznaczyć jakieś 6-8 godzin pieszej wędrówki tam i z powrotem. Istnieją dwie podstawowe ścieżki na szczyt od strony Cronin’s Yard lub Lisleibane: przez wierzchołek Cnoc an Chuillin (926 m n.p.m.) i ostrą granią do podnóża Carrauntoohil albo znacznie krótsza, groźnie brzmiąca trasa przez Devil’s Ladder.

Zdobywając Carrantuohill (Irlandia)
Zdobywając Carrantuohill (Irlandia)

Drabina diabła

Wybraliśmy oczywiście tę z drabiną. Warto pamiętać, że Cronin’s Yard zaczyna się od wysokości około 100 metrów nad poziomem morza, a młode góry w niczym nie przypominają starych, łagodnych Sudetów. Pod Cronin’s Yard znajduje się parking (płatny, ale nikt tego nie pilnuje, jest za to skarbonka), jest nawet jakaś mała restauracyjka oraz pole kempingowe. No i wypasają się zwierzęta gospodarcze. Właściciele są przyzwyczajeni do turystów, więc w ogóle nie reagują na przyjeżdżających. Wysiada się i idzie, trzeba tylko pamiętać, by zamykać za sobą bramki, by owce się nie rozpierzchły na inne pola.

Drabina diabła (Devil's Ladder)
Drabina diabła (Devil’s Ladder)

Drabina diabła to stromy żleb (albo rynna) prowadząca na przełęcz rozdzielająca dwa szczyty: Carrauntoohil i Cnoc an Chuillin. W ciągu ostatnich kilku lat ta część trasy uległa znacznej erozji, skały straciły na stabilności, a u podnóża żlebu utworzyło się piarżysko. Gdy zaczęliśmy wspinaczkę, mieliśmy wątpliwości dotyczące bezpieczeństwa i naszych możliwości. Oglądaliśmy się za siebie, czy inni turyści (jeszcze nieliczni o tej godzinie), kontynuują podejście. Byliśmy gotowi zrezygnować ze względów bezpieczeństwa, gdybyśmy byli sami na tej trasie. Na szczęście nie było to konieczne. Stąd prawie nie mamy zdjęć, aparat został zabezpieczony, ręce były zaś równie potrzebne co nogi.

Widok ze szczytu Drabiny diabła
Widok ze szczytu Drabiny diabła

Wspinaczka jest dość wyczerpująca i wymaga sporej uwagi, toteż dostanie się na położoną wyżej przełęcz zajęło nam trochę czasu. Poza szukaniem najlepszej drogi w pokonywaniu kolejnych skał trzeba liczyć się także z wodą. Tędy przepływa strumień. A jak jeszcze trochę pokropi, to jest błotnisto i ślisko. Łatwo się poślizgnąć, a tym samym polecieć w dół. Szczęśliwie u szczytu Diabelskiej Drabiny poczuliśmy pierwszą falę satysfakcji. Po odpoczynku ruszyliśmy na najwyższy szczyt Irlandii: Carrauntoohil.

Krzyż na szczycie Carrantuohill
Krzyż na szczycie Carrantuohill

Zdobywanie gór po irlandzku

Wejście na szczyt Carrauntoohil nie odbywa się żadną wyznaczoną trasą, bo jej po prostu nie ma. Trzeba wyszukiwać wydeptanych ścieżek pośród rumowiska skalnego i bardzo uważać, by w słabej widoczności nie zboczyć za bardzo w prawo lub lewo, gdyż grozi to śmiertelnym upadkiem. Jeśli chodzi o orientację, droga jest dość prosta: od oznaczonego szlaku widzi się Drabinę diabła, więc kierunek jest jasny, a po niej już prosta droga na szczyt. Zdecydowanie łatwiejsza niż drabina. Trudno się zgubić, chyba że akurat jest mgła.

Trawa, owce, kamienie, góry, czyli Irlandia
Trawa, owce, kamienie, góry, czyli Irlandia

Podczas naszej wspinaczki z mgły wyłonił się krzyż na szczycie. Pierwszy krzyż, drewniany, został wzniesiony w 1950 roku przez lokalną społeczność. W latach 70. zastąpiono drewniany krzyż stalowym o wysokości 5-ciu metrów. W 2014 roku miał miejsce przykry incydent: osoba sprzeciwiająca się Kościołowi Katolickiemu ścięła krzyż. Został on jednak ustawiony na nowo i do dziś wskazuje najwyższy szczyt w Irlandii. Oprócz krzyża jest tu jeszcze murek z kamieni. Można za nim usiąść i w ten sposób odpocząć także od wiatru.

Widok na Macgillycuddy’s Reek / Czarne szczyty / Na Cruacha Dubha
Widok na Macgillycuddy’s Reek / Czarne szczyty / Na Cruacha Dubha

Ze szczytu tylko na krótką chwilę wiatr przegonił chmury na tyle, że udało się zobaczyć Killarney National Park i Kenmare Bay.

Inne spojrzenie na Drabinę diabła
Inne spojrzenie na Drabinę diabła
Górski krajobraz Irlandii
Górski krajobraz Irlandii

Schodząc z Carrantuohill

Zejście przez Diabelską Drabinę uznaliśmy za zbyt niebezpieczne z powodu luźnych skał i wzorem innych turystów skierowaliśmy się na południowo-zachodnią grań, z której wiedzie trawersowa ścieżka. Jest to długie i nużące zejście, też wymagające skupienia, ale zdecydowanie pewniejsze niż przez Drabinę diabła. Na dole uzupełniliśmy cudownie zimną i świeżą wodę z górskiego strumienia i wróciliśmy do Cronin’s Yard. Tak, tu nie trzeba brać ze sobą dużych zapasów wody, ta ze strumieni jest zdatna do picia i bardzo smaczna.

Droga na Carrantuohill, Irlandia
Droga na Carrantuohill, Irlandia

Krajobraz Carrantouhill jest bardzo irlandzki. Kamienie, owce, trawa. Praktycznie nie ma tu drzew. Za to jest trochę strumieni, mnóstwo zieleni i małe jeziorka Callee i Gouragh. Zaś cała wyprawa, miejscami wymagająca, była też dla nas bardzo satysfakcjonująca. Irlandczycy aż tak po górach nie chodzą, za to po drodze udało się spotkać jeszcze innych Polaków. Oczywiście też forsujących Diabelską Drabinę, nawet na czworaka, jeśli trzeba. Warto ze sobą zabrać coś przeciwdeszczowego i dobre buty do górskich wędrówek.

Czarne szczyty, Irlandia
Czarne szczyty, Irlandia

Na koniec warto wspomnieć o pewnym muzycznym nawiązaniu. W 1987 założono w Polsce zespół Carrantuohill, który gra muzykę celtycką.

Schodząc z Carrantuohill
Schodząc z Carrantuohill

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak irlandzki
CarrantuohillKillarney

Xi’an (Chang’an), czyli historyczna stolica Chin

Dziś Xi’an (czyt. Szian/Ś-ian, chin. 西安) to ponad pięciomilionowe miasto w Chinach, które przede wszystkim kojarzy się turystom jako baza wypadowa do zwiedzania Terakotowej Armii. Historia tego miasta jest jednak zdecydowanie ciekawsza, choć niestety próżno tu szukać pozostałości z wczesnych lat przeszło trzech tysięcy lat historii.

Brama Starego Miasta
Brama Starego Miasta

Okolice Xi’anu w neolicie

Zanim Xi’an stał się stolicą Chin, tereny na których znajduje się to miasto były zasiedlone nie tylko przez ludzi, ale również inne, starsze hominidy. Tutaj znaleziono ślady człowieka z Lantian, który żył tam jakieś 500 tysięcy lat temu. Homo sapiens żył tu w czasach neolitu. Na wschód od Xi’anu znajduje się dawna wioska Banpo i muzeum ukazujące życie na tych terenach w latach 6700 – 5600 przed naszą erą. Ale osady z tamtych czasów nie miały wpływu na kulturę i rozwój cywilizacji w takim stopniu jak bliższy nam Xi’an.

Mury w Xi'anie to dziś doskonałe miejsce spacerowe
Mury w Xi’anie to dziś doskonałe miejsce spacerowe

Historia Xi’anu

Nie wiadomo, kiedy dokładnie Xi’an powstał, ale już w XI wieku p.n.e. było to polityczne i kulturalne centrum dynastii Zhou. Choć to też pewne przybliżenie. W czasach dynastii Qin i zjednoczenia Chin, początkowo stolicą było miasto Xianyang (znajduje się jakieś 25 km od centrum Xi’anu). Potem przeniesiono ją do Chang’an (na ruinach tego miasta wznosi się obecny Xi’an). Chang’an przestał być stolicą Chin około 25 roku naszej ery, na korzyść Luoyangu. Niecałe dwieście lat później w Chinach rozpoczęło się kolejne rozbicie dzielnicowe.

W Starym Mieście można zrobić sobie zdjęcia z dawnymi wojownikami
W Starym Mieście można zrobić sobie zdjęcia z dawnymi wojownikami

Ponowny rozkwit miasta wiąże się z rządami dynastii Tang, która na nowo zjednoczyła Chiny. Przez okres 300 lat stolicę przebudowano i unowocześniono. Xi’an pełnił też rolę inspiracji i wzorca, choćby przy budowie japońskiej stolicy Nary, jak i późniejszego Kioto. Zmierzch Xi’anu nastąpił wraz z kolejnym rozbiciem dzielnicowym Chin. W tym burzliwym okresie miasto zostało praktycznie całkowicie zniszczone. Zresztą kolejne okresy, w tym pierwsza połowa XX wieku wcale nie były dla tego miasta lepsze.

Targowisko w dzielnicy muzułmańskiej
Targowisko w dzielnicy muzułmańskiej

Xi’an i Jedwabny Szlak

Xi’an był też ważnym centrum ekonomicznym, głównie za sprawą Jedwabnego Szlaku, który od III wieku p.n.e. łączył Chiny z innymi częściami Azji, a przede wszystkim Europą. Jedwabny szlak zaczął zanikać koło VI wieku n.e., wraz z pojawieniem się ludów tureckich na trasie. Ostatecznie w XVII wieku droga morska okazała się być efektywniejszym sposobem wymiany dóbr. Wraz z handlem osiedlali się tu także liczni cudzoziemcy oraz innowiercy. Przybywali tu chrześcijanie, a później także muzułmanie.

Wielki Meczet w Xi'anie
Wielki Meczet w Xi’anie

Xi’an: Dzielnica muzułmańska i Wielki Meczet

Ci drudzy dalej tu żyją w całkiem sporej liczbie. W mieście znajduje się cała dzielnica muzułmańska, ale to jest coś zdecydowanie innego, niż to, co dziś znamy z Europy czy Bliskiego Wschodu. To islam, który wtopił się synkretycznie w tutejszą kulturę, przez to jest to bardzo interesujące.

Wielki Meczet (Xi'an)
Wielki Meczet (Xi’an)

Najlepszy przykład Wielki Meczet Xi’anu. Idealnie ukazuje on synkretyzm, gdyż jeśli nie wie się, że to świątynia muzułmańska, to można mieć spore wątpliwości. Cała struktura, włącznie z pawilonami, przypomina wiele innych świątyń w Chinach – buddyjskich, taoistycznych czy konfucjańskich. Nie ma może bożków, ale jest mnóstwo ozdobników oraz smoki. Te są wymyślone, więc nie są stworzeniami, które nie powinny być obrazowane w meczetach. Naciągane tłumaczenie, ale jest.

Wielki Meczet w Xi'anie
Wielki Meczet w Xi’anie

Nawet arabskie napisy bardziej tu pełnią teraz rolę ozdobników, niż faktycznie elementów religii. Są wymieszane z chińskimi znaczkami. To bardzo interesująca mieszanka kulturowa. Meczet powstał w czasach dynastii Ming, ale był też rozbudowany w okresie dynastii Qing. W miejscu gdzie stoi, jeszcze w czasach dynastii Tang znajdowały się świątynie innych religii. Dziś to największy meczet w Chinach.

Wielki Meczet w Xi'anie jest ozdobiony smokami
Wielki Meczet w Xi’anie jest ozdobiony smokami

Xi’an: Pagoda Dzikiej Gęsi

Ale w Xi’anie zwiedza się nie tylko dzielnicę muzułmańską. Pomijając meczet, najważniejszym zabytkiem religijnym jest Świątynia Dzikiej Gęsi oraz dwie pagody – Wielka i Mała.

Wielka Pagoda Dzikiej Gęsi
Wielka Pagoda Dzikiej Gęsi

Wielka Pagoda Dzikiej Gęsi podobno pamięta czasy dynastii Tang, więc musiała przetrwać zniszczenie miasta. Pierwotnie zbudowano ją z rozkazu cesarza Gaozonga w 652 roku na terenie Świątyni Łask (Da Ci’en). Ówczesna liczyła sobie zaledwie pięć poziomów. W 1556 w wyniku trzęsienia ziemi mocno ucierpiała, więc zaczęto budować ją na nowo. Ta z czasów dynastii Ming została powiększona do siedmiu poziomów i tyle ma do dziś. Obok Teraktowej Armii jest jednym z najbardziej znanych zabytków Xi’anu.

Wielka Pagoda Dzikiej Gęsi
Wielka Pagoda Dzikiej Gęsi

Nazwa łączy się z legendą. Kiedy mnisi buddyjscy cierpieli głód, modlili się do Buddy o pomoc. Ten zesłał im dziką gęś (lub gęsi – stąd też inna nazwa Wielka Pagoda Dzikich Gęsi). W jednej wersji zakopali tę gęś i w tym miejscu wybudowali pagodę. W innej zjedli je, zaś po ustaniu głodu oświadczyli, że nie będą już jeść mięsa. Zaś na pamiątkę gęsi nazwano tę pagodę.

Wielka Pagoda Dzikiej Gęsi (Xi'an, Chiny)
Wielka Pagoda Dzikiej Gęsi (Xi’an, Chiny)

W każdym razie cały kompleks świątynny był bardzo ważny także ze względu na tłumaczenia świętych tekstów. Odpowiadał za to mnich Xuanzang i jakieś pięćdziesięciu innych mędrców. To właśnie on nadzorował też pierwotnie budowę pagody. W 2008 w wyniku trzęsienia ziemi dość mocno ucierpiała, ale obecnie można ją też zwiedzać wchodząc na nią. Swoją drogą w Chinach dość ciężko zauważyć, co zostało odbudowane, a co dobudowane, a co jest oryginalne, nie stosuje się wizualnego rozróżnienia jak w Europie.

Kompleks buddyjski przy pagodzie (Xi'an)
Kompleks buddyjski przy pagodzie (Xi’an)

W Xi’anie jest też druga – Mała Pagoda Dzikiej Gęsi (Mała Pagoda Dzikich Gęsi). Trochę późniejsza, zbudowana w 707-709. Podobna, ale też mniej znana. Trochę przypomina architektonicznie wielką. W każdym razie nie jest tak tłumnie odwiedzana przez turystów.

Pagody (Xi'an)
Pagody (Xi’an)

Stare Miasto Xi’an

W historycznym centrum Xi’anu ostały się mury pochodzące z czasów dynastii Ming, a także dwie wieże – Wieża Bębna i Wieża Dzwonu. Mury obecnie liczą sobie 14 km. To jedno z niewielu miejsc w Chinach, gdzie przetrwały w takiej prawie pierwotnej formie. Są dość wysokie, mają 12 metrów wysokości. Zaś obie wieże są symbolem Xi’anu.

Wieża bębna (Xi'an, Chiny)
Wieża bębna (Xi’an, Chiny)

Wieża Dzwonu ma 36 metrów wysokości. Ma murowaną podstawę i drewniana konstrukcję. Jest to największa tego typu budowla we współczesnych Chinach. Obie wieże wzniesiono około 1380 roku.

Spacer po murach Xi'anu
Spacer po murach Xi’anu

Xi’ańskie smakocie

Na koniec warto wspomnieć jeszcze o lokalnej kuchni. Xi’an to tak zwana stolica pierogów w Chinach. Te oczywiście mają bardzo różne nadzienie, ale jeszcze ciekawsze formy. Często są zwijane tak, by na zewnątrz przypominały to, co mają w środku. Czyli te z rybą mają kształt ryby, a te z kapustą – kapusty.

Chiński, skalny ogród przy Wielkim Meczecie
Chiński, skalny ogród przy Wielkim Meczecie

Dojazd i zwiedzanie Xi’anu

Do Xi’anu można dolecieć z Pekinu, czy innych większych miast Chin. Alternatywą może być też połączenie kolejowe, zwłaszcza nocny, sypialny pociąg z Pekinu. Jedyny problem to załatwienie wcześniej biletów, co jeśli podróżuje się samemu, chyba najłatwiej zrobić przez wyspecjalizowaną agencję pośrednictwa.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak chiński
Xi’anGrobowce Mingów

U styku filmu i podróży