Góra Chimera – Yanartas – płonące ognie w Turcji

Riwiera turecka to nie tylko nadmorskie kurorty i ruiny starożytnych miast, ale także interesująca przyroda. Dzięki temu można zorganizować krótkie, najwyżej kilkugodzinne wypady dla urozmaicenia wypoczynku. Możliwe, że najbardziej spektakularną przyrodniczą (a ściślej – geologiczną) atrakcją jest Góra Chimery (lub po prostu Chimera) położona na obszarze nazwanym Yanar taş, co w języku tureckim oznacza „płonące kamienie”.

Yanartas, czyli Góra Chimera
Yanartas, czyli Góra Chimera

Mitologia i góra Chimera

Góra Chimera to natomiast nazwa najprawdopodobniej tego właśnie miejsca, notowana już w starożytności. Niegdyś płomienie bywały tak wielkie, że góra służyła za naturalną latarnię morską, a być może także stanowiła podwaliny pod mit o zionącym ogniu potworze, Chimerze. Tak przynajmniej oficjalnie uważają Turcy. Według „Illiady” Homera chimera była wyhodowana przez króla Licji Amisodara. Zgodnie z najczęstszymi opisami miała głowę lwa, tułów kozy i ogon węża, co zdaniem Roberta Gravesa miało symbolizować wiosnę, lato i zimę. Również król Licji, ale tym razem Jobates kazał ją zgładzić, co udało się greckiemu herosowi Bellerofontowi. Ten pokonał chimerę wlewając jej roztopiony ołów do pyska. Dokonał tego czynu lecąc na pegazie. Skoro mityczna chimera urzędowała w Licji, góra faktycznie mogła mieć wpływ na mit.

Naturalny fenomen ognia ogląda się najlepiej po zmierzchu
Naturalny fenomen ognia ogląda się najlepiej po zmierzchu

Fenomen ognia

Yanar taş to miejsce, gdzie naturalne ujście w skałach znajdują złoża gazu, którego głównym składnikiem jest metan. Podpalone tworzą „wieczny ogień”, ale natężenie ulatniającego gazu jest zmienne w ciągu roku i zależy między innymi od poziomu wód gruntowych i ciśnienia atmosferycznego. Samozapłon metanu w kontakcie z powietrzem też nie jest niczym niezwykłym i to właśnie tutaj ma miejsce. Obszar Yanar taş obejmuje około 5 tysięcy metrów kwadratowych, lecz sam szczyt Chimery, który oznaczono i wytyczono szlak, nie jest bardzo duży.

Ludzie traktują ogień niczym ogniska (Chimera)
Ludzie traktują ogień niczym ogniska (Chimera)
Chimera i płonący gaz ulatniający się z ziemi
Chimera i płonący gaz ulatniający się z ziemi

Chimera – zwiedzanie

Najlepiej to miejsce wygląda oczywiście po zmroku. Należy pamiętać o zabraniu dobrych latarek, gdyż droga nie jest w żaden sposób oświetlona, a to jest tylko trochę łatwiejszy górski szlak, więc po ciemku można się zagubić. Tu nie chodzi o trudność trasy, podejście jest raczej spokojne, ale miejscami są kamienie, można też zgubić ścieżkę. Szczęśliwie w szczycie sezonu idą tędy w obie strony dość spore grupy ludzi, więc nie tak łatwo jest zboczyć.

Płonące kamienie, Yanar taş, Chimera
Płonące kamienie, Yanar taş, Chimera

Przed szlakiem znajduje się parking. Wieczorem, gdy widok jest naprawdę niesamowity, wejście na szlak jest płatne. Niewiele, to raczej zaimprowizowana budka, w której za drobne kupuje się bilety. Chodzili też panowie, którzy wypożyczali / sprzedawali latarki. Sama trasa pod górę długa nie jest. Zaczynamy od poziomu bliskiego morzu i trzeba wdrapać się na wysokość gdzieś między 200 a 300 m n.p.m. Na spokojnie czas dojścia wahać się będzie od 15 do 30 minut. Od parkingu idzie się około 800 metrów.

Po zmierzchu wokół ognia zbiera się sporo ludzi. Czasem ciężko się dopchać.
Po zmierzchu wokół ognia zbiera się sporo ludzi. Czasem ciężko się dopchać.

Pod koniec dochodzi się do polany, gdzie znajdują się ujścia gazu i ogień. Przypomina się oczywiście azerskie Janar Dah. Fenomen jest podobny. Ulatniający gaz płonie, przez to mamy wrażenie jakby na polanie było sporo ognisk, usytuowanych w skalnych rozpadlinach. W tym wypadku faktycznie wygląda to jak pole usłane ogniskami i wiele osób tak też to traktuje. Siedzą przy nich, czasem piją piwo, czasem pieką kiełbaski. Po zmroku jest tu naprawdę klimatycznie. Nie ma problemu, by zwiedzać go w dzień, ale to noc ściąga tu ludzi, wówczas naprawdę jest ich tu sporo, w szczególności w sezonie.

Obserwowanie ognia wciąga (Chimera)
Obserwowanie ognia wciąga (Chimera)

Chimera – dojazd i okolica

Góra Chimera i obszar Yanartaş to największe dotychczas odkryte źródło emisji metanu abiogenicznego na lądzie. Płonące kamienie, jak się je tu nazywa, są rozrzucone na obszarze 5000 m². Turystycznie raczej ludzie ograniczają się do polany i pierwszych ognisk. Z pobliskich miejscowości organizowane są wycieczki kilkugodzinne właśnie na oglądanie ogni.

Chimera
Chimera

Najbliżej Yanartaş znajduje się miejscowość wypoczynkowa Çıralı. To do niej trzeba dojechać, tam też znajduje się parking. Jest tu plaża, wiele hoteli, a przy głównej ulicy jest sporo knajpek. W sam raz, by po zwiedzeniu Chimery usiąść i coś zjeść. W pobliżu znajduje się stanowisko archeologiczne Olympos.

Ognisko na gaz
Ognisko na gaz

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak turecki
ChimeraKanion Köprülü

Amberd, armeńska twierdza w chmurach

Nazwa Amberd (orm. Ամբերդ) znaczy po ormiańsku tyle co „forteca w chmurach”. To też jeden z najcenniejszych obiektów architektonicznych w Armenii, który nie ma religijnego rodowodu. Początkowo zostawiliśmy go sobie na liście zapasowej, acz z powodu warunków atmosferycznych szczęśliwie udało się go zobaczyć.

Trasa na Aragac / Amberd
Trasa na Aragac / Amberd

Trasa na Aragac

Armenia w swoich obecnych granicach to mały kraik położony na wulkanicznych wyżynach i w górach: niemal połowa powierzchni kraju położona jest na wysokości powyżej 2000 metrów n.p.m., a poniżej 1000 metrów n.p.m. znajduje się zaledwie 10% kraju. Mieliśmy ochotę coś z tego spróbować i wybór padł na najwyższy szczyt Armenii w jej obecnych skromnych granicach. Aragac to wulkan o czterech wierzchołkach na krawędzi krateru, z czego najwyższy mierzy 4090 m n.p.m i jest ponad tysiąc metrów niższy od Wielkiego Araratu (5137 m n.p.m.), świętej góry Ormian.

Polana z kwiatami przy fortecy Amberd
Polana z kwiatami przy fortecy Amberd

Aragac jest łatwą górą, choć wysokość może być już dokuczliwa. Nieopodal trasy na szczyt znajduje się parking i schronisko (a raczej restauracja nad jeziorem Kari). Niestety, ze względu na wciąż zalegający śnieg (był maj), trasa do schroniska była zamknięta i trzeba było startować z bardziej odległego punktu. Nie to, że śniegu w ogóle się nie spodziewaliśmy, ale patrząc na doniesienia z poprzednich lat założyliśmy, iż spokojnie dojedziemy na parking. Anomalie pogodowe jednak robią swoje, nawet Ormianie byli zdziwieni tą ilością śniegu o tej porze roku. To że trasa była zamknięta to jedno, hałdy śniegu po obu stronach drogi piętrzyły się na wysokość ponad metra (i więcej). Nie mogliśmy sobie pozwolić na 6-godzinną trasę w jedną stronę, ani nawet nie przygotowaliśmy się na takie warunki. Toteż na ten raz obeszliśmy się smakiem i ruszyliśmy ku pobliskiej twierdzy.

Śnieg zgarnięty na pobocze
Śnieg zgarnięty na pobocze

Forteca Amberd

U zboczy wulkanu Aragac w VII wieku wzniesiono „fortecę w chmurach” – Amberd. Ślady bytności człowieka pochodzą z czasów epoki kamiennej, zaś pierwsze umocnienia pojawiły się w epoce brązu, za państwa Urartu. Pierwsze wzmianki o związku plemion zamieszkujących Wyżynę Armeńską – obszar znajdujący się obecnie w obrębie Armenii, Turcji i Iranu – pochodzą z XIII wieku p.n.e., a jako samodzielne państwo wzmiankowane jest od VIII wieku przed naszą erą. I trzeba przyznać, że do VI wieku p.n.e Urartu zajmowało silną pozycję na Bliskim Wschodzie, a to nie byle co, ale od jego upadku aż do XIX wieku nie wiedziano o jego istnieniu, ruiny przypisując Asyryjczykom.

Pozostałości fortecy
Pozostałości fortecy
Kościół Amberd
Kościół Amberd

Wracając do twierdzy Amberd: chociaż pierwsze umocowania pochodzą z tak odległych czasów jak państwo Urartu, to jednak bardziej konkretne rozbudowy datuje się już na VII wiek naszej ery. Sama twierdza znajduje się na wysokości 2300 m nad poziomem morza, w miejscu gdzie schodzą się wąwozy rzek Amberd i Arkaszan.

Forteca Amberd
Forteca Amberd
Ruiny
Ruiny

Ruiny murów, które możemy dziś podziwiać, pochodzą z X wieku (choć główna struktura pochodzi z VII wieku), kiedy to forteca została umocniona, dodano bastion i kościół. Forteca z VII wieku była posiadłością szlachecką rodu Kamsarakan, zaś w X wieku za zmiany odpowiadał książęcy ród Pahlawuni.

Okolice fortecy
Okolice fortecy
Okolica
Okolica

Sto lat później te ulepszenia nie wytrzymały naporu Turków Seldżuckich (tak, wrogość Ormian i Turków to nie tylko ludobójstwo z początku XX wieku, ale wielu wiele lat kolejnych konfliktów) i choć Amberd została odbita przez siły ormiańsko-gruzińskie, to już w XI wieku twierdza padła podczas najazdów mongolskich. Od 1236 roku aż do XX wieku nikt się tym obiektem nie interesował. Obecnie ruiny twierdzy są dostępne dla zwiedzających.

Brama fortecy
Brama fortecy

Kościół Amberd

Oprócz twierdzy można tu zobaczyć jeszcze inne budynki. Kościół Wahramaszen, znany tez jako kościół Amberd, zbudowano z bazaltu w X wieku, gdy poważnie rozbudowano i ulepszono twierdzę pod okiem księcia Wahrama Pahlawuniego. Wedłuhg daty na portalu świątynię ukończono w 1026 roku. Musimy przyznać, że ormiańskie cerkwie są niesamowite: surowe, o wielkiej sile wyrazu, bardzo czuć tutaj klimat sacrum. Mniej rzucająca się w oczy jest łaźnia z przełomu X i XI wieku. Kiedyś istniał tu też rurociąg zapewniający wodę do obsługi twierdzy.

Kościół Amberd
Kościół Amberd
Ruiny fortecy
Ruiny fortecy

Zwiedzanie fortecy Amberd

Zwiedzanie fortecy jest ciekawe, a przy tym bezpłatne. Wcześniej czytaliśmy, że bilety miały być wprowadzone, ale w 2019 jeszcze nie było miejsca, w którym by je sprzedawano. Płatny może być co najwyżej parking, jak ktoś podejdzie i o to zapyta. Zresztą miejsca parkingowe i tak są zaimprowizowane, jak jest więcej samochodów trzeba ustawiać się wzdłuż drogi. Przed wejściem na teren zamku, gdzie znajduje się także wspomniany kościół, jest tablica informacyjna, także w języku angielskim. Droga do kościoła jest przygotowana pod turystów, idzie się spokojnie ścieżką z ławeczkami. Do świątyni można zajrzeć, a następnie wrócić i obejść zamek. Można też pójść dalej, by napawać się górskimi widokami.

Kościół Wahramaszen
Kościół Wahramaszen
Wnętrza kościoła
Wnętrza kościoła

Zamek w teorii zwiedza się tylko z zewnątrz. W praktyce jest to bardziej skomplikowane. Nie ma komnat, do których można by wejść. Wszystko jest zawalone, ale można wejść na mury. Tu specjalnie jest to utrudnione, raczej nie zachęcają do tego ludzi, ale nie ma barierek czy kogokolwiek, kto by tego pilnował. Natomiast na dziko samodzielnie można się wspiąć, co też czyni wiele osób, oglądając wszystko z góry. Dojazd samochodem do zamku nie nastręczał żadnych trudności. Jechało się w kierunku jeziora Kari, tam skąd musieliśmy się cofnąć, oczywiście mijaliśmy ściany śniegu. Ale cała trasa była całkiem dobrze odśnieżona. Jedynie ten fragment w kierunku Kari pozostawał zamknięty i nieodśnieżony.

Flaga na fortecy
Flaga na fortecy

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak armeński
AmberdChor Virap

Park Narodowy Jezioro Nakuru i flamingi

Park Narodowy jeziora Nakuru (ang. Lake Nakuru National Park) jest jednym z popularniejszych miejsc na safari w Kenii, głównie dzięki ptactwu oraz niewielkiej populacji nosorożców.

Flamingi nad jeziorem Nakuru
Flamingi nad jeziorem Nakuru

Jezioro Nakuru, Park Narodowy

Są dwie wersje pochodzenia nazwy. Jedna mówi, że pochodzi ona z języka masajskiego i oznacza kurz lub zakurzone miejsce. Druga to podobno określenie terytorium antylopy koba śniadego, który występuje w tym parku.

Antylopa Eland lub Eland zwyczajny (Taurotragus oryx)
Antylopa Eland lub Eland zwyczajny (Taurotragus oryx)

Jezioro znajduje się na obszarze Wielkich Rowów Afrykańskich na wysokości 1759 m n.p.m. Podobnie jak inne kenijskie jeziora tego rowu (w tym pobliskie Bogoria i Elementaita), także i to znajduje się na liście UNESCO. Od 1990 roku zostało także objęte ochroną w ramach konwencji Ramsar. Sam park założono w roku 1961, zaś w jego skład weszły także najbliższe okolice jeziora.

Katowiec sawannowy, koczkodan sawannowy, werweta (Chlorocebus pygerythrus)
Katowiec sawannowy, koczkodan sawannowy, werweta (Chlorocebus pygerythrus)

Słone jezioro okresowe

Jezioro Nakuru jest stosunkowo płytkie. Maksymalnie ma 4,5 metra głębokości. Częściowo to jezioro okresowe, w porze suchej kurczy się, a jego powierzchnia waha się od 5 km2 do 45 km2. Czasem zdarzało się, że wyschło całkowicie (ostatni raz w 1997 roku). Warto dodać, że jest to słone jezioro i bezodpływowe. Natomiast powierzchnia całego parku to 188 km2.

Pelikany nad jeziorem Nakuru
Pelikany nad jeziorem Nakuru

Park słynie przede wszystkim z bogactwa gatunków ptaków, w tym olbrzymich stad flamingów. Są ich tysiące, choć niektóre źródła mówią nawet o milionie. Faktycznie jest ich sporo. Tylko, że one przebywają tu okresowo. Na czas godów i lęgu lecą na południe, choćby nad jezioro Natron. Prócz flamingów jest tu też dużo pelikanów.

Hipopotam w jeziorze Nakuru
Hipopotam w jeziorze Nakuru
Zebra sawannowa (Equus quagga borensis), podgatunek zebry stepowej
Zebra sawannowa (Equus quagga borensis), podgatunek zebry stepowej

Zwierzęta w Nakuru

Spośród ssaków na szczególną uwagę zasługują nosorożce. W parku narodowym introdukowano zarówno czarne jak i białe nosorożce. Oba gatunki znajdują się pod ścisłą ochroną. Szczęśliwie park nie jest tak rozległy jak choćby Masai Mara, więc jest większa szansa te nosorożce zobaczyć. Prawdę mówiąc właśnie ze względu na „łatwość” zobaczenia nosorożca jezioro Nakuru jest tak często odwiedzane, jako uzupełnienie wspomnianej Masai Mary. Daje to możliwość skompletowania Wielkiej Piątki. Poza nosorożcami bez problemu można tu zobaczyć bawoły, rzadziej lwy lub lamparty, natomiast nie ma tu słoni.

Bawoły przekraczające jezioro
Bawoły przekraczające jezioro

W parku narodowym występują licznie antylopy kilku gatunków, (w tym impale i wspomniany kob), zebry, guźdźce, hipopotamy, żyrafy Rotschilda a także małpy. No i mnóstwo ptaków, także poza wspomnianymi już flamingami i pelikanami. Podobno jest ich tu ponad 400 gatunków (podobnie jak w przypadku jeziora Naivasha).

Nosorożec biały (Ceratotherium simum)
Nosorożec biały (Ceratotherium simum)
Nosorożce białe w Nakuru
Nosorożce białe w Nakuru

Safari w Nakuru

Park Narodowy jeziora Nakuru nie należy do największych, więc większość safari trwa tutaj pół dnia lub nawet krócej. Prawdę mówiąc bardzo to przypomina safari nad jeziorem Manyara w Tanzanii. Zarówno tu, jak i tam, objeżdża się brzeg jeziora. Nie ma tu dużych obszarów, czy wielu rozwidleń dróg.

Bawół afrykański (Syncerus caffer)
Bawół afrykański (Syncerus caffer)

Filmowe powiązanie i okolica

Oczywiście warto wspomnieć też o filmowej roli jeziora Nakuru. Zagrało niewielki epizod w „Pożegnaniu z Afryką” (1985) Sidneya Pollacka. Sceny lotu samolotem nad jeziorem z mnóstwem flamingów w tle właśnie nagrywano tutaj. Dość łatwo te sceny rozpoznać, trudno bowiem o drugie takie miejsce w Kenii.

Guziec zwyczajny (Phacochoerus africanus)
Guziec zwyczajny (Phacochoerus africanus)
Żyrafa Rothschilda (Giraffa camelopardalis rothschildi)
Żyrafa Rothschilda (Giraffa camelopardalis rothschildi)

Do parku i jeziora przylega całkiem spora miejscowość Nakuru. Tu bez problemu znajdziemy hotele budżetowe dla turystów. Ci przybywają tu dla parku. Największą popularność jezioro Nakuru zawdzięcza ikonicznym wręcz stadom flamingów.

Impala zwyczajna (Aepyceros melampus)
Impala zwyczajna (Aepyceros melampus)

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak kenijski
NakuruPark Narodowy Amboseli

Livermore, pola Naboo z „Gwiezdnych Wojen”

Czasem wystarczy bardzo niewiele, by filmowcy zrobili kilka zdjęć, a dzięki magii kina miejsce to zostaje odmienione w niesamowity sposób. Tak było z amerykańskim Livermore, które zostało uwiecznione w „Gwiezdnych Wojnach”, korzystając z pól golfowych i zdjęć pobliskich, porośniętych trawom pagórków. Zaś samo miasto słynie też z tablicy Mendelejewa, w pewien sposób.

Miasteczko Livermore
Miasteczko Livermore

Amerykańskie miasteczko Livermore

Livermore nie wyróżnia się specjalnie, to małe miasteczko jakich wiele w USA, podobnie jak Modesto. Livermore znajduje się w Kalifornii, w hrabstwie Alameda i właściwie nie ma wyróżniających je zabytków. Nazwa pochodzi od Roberta Thomasa Livermore’a, który posiadał całkiem sporo ziemi w okolicach zatoki San Francisco. Nazwę nadano pośmiertnie. Wcześniej znajdowała się tu franciszkańska misja.

Pola golfowe
Pola golfowe

Za największy zabytek miasta uznaje się żarówkę, która świeci nieprzerwanie od 1901, dzięki czemu prawdopodobnie jest najdłużej świecącą żarówką (i wpisaną do Księgi Rekordów Guinnessa). To także jeden z rejonów w Kalifornii, który słynie z lokalnych win. Niemniej jednak niewiele jest tu do zobaczenia. Może niektóre bardziej zabytkowe wille, ale to dalej raczej szukanie czegoś, niż punkty, które naprawdę warto zobaczyć.

Widok na okoliczne wzgórza
Widok na okoliczne wzgórza

Pierwiastek Liwermor

W miasteczkuznajduje się prominentny ośrodek badań nuklearnych i techniki laserowej (Lawrence Berkeley National Laboratory). Uzyskiwano tu wiele pierwiastków transuranowych. Jeden z nich, znany wcześniej Ununhexium (Uuh), stał się liwermorem (Lv, 116). Liwermor oczywiście na cześć miasta Livermore. Nazwa pierwiastka od niewiele znaczącego współczesnego miasta to coś, co nie zdarza się zbyt często.

Wzgórza wokół Livermore
Wzgórza wokół Livermore

Livermore i „Gwiezdne Wojny”

Natomiast do Livermore przyciągnęły nas „Gwiezdne Wojny”, a dokładniej „Mroczne widmo”, film który zdaniem twórcy efektów specjalnych – Johna Knolla – zdefiniował na nowo dziedzinę efektów. W tym przypadku kręcono tu ujęcia właśnie do scen komputerowych, przede wszystkim bitwy Federacji Handlowej z Gunganami. W tym celu wykorzystano dwie rzeczy: ujęcia pobliskich wzgórz, które widać z miasteczka. Są one porośnięte zieloną trawą i właściwie niewiele się wyróżniają. Druga rzecz to pola golfowe. Tak się złożyło, że gdy kręcono ujęcia wzgórz, nagrano też ujęcia pól golfowych.

Wzgórza z Livermore wykorzystano w zdjęciach bitwy o Naboo
Wzgórza z Livermore wykorzystano w zdjęciach bitwy o Naboo

Potem już z wykorzystaniem modeli tak fizycznych, jak i komputerowych, zaczęto realizować całą bitwę o Naboo. Livermore pozostało tłem, wspomagano się także okolicami Skywalker Ranch. Prawdę mówiąc zdjęcia kręciły osoby techniczne. Nie dbano specjalnie o kompozycje, tylko o to, by jak najwięcej materiału stworzyć, który potem będzie można obrabiać cyfrowo i dopasowywać w komputerze, a zapewne także poprawić. Przez to nikt nawet nie zadał sobie trudu, by opisać, które wzgórza i które pola użyto. Niewiele jest tu z klimatu „Gwiezdnych Wojen” i raczej mało kto pamięta, że je tutaj kręcono.

Armia droidów Federacji Handlowej na polach Naboo. Pola częściowo nagrywano w Livermore.
Armia droidów Federacji Handlowej na polach Naboo. Pola częściowo nagrywano w Livermore.

Dla nas pola były zwykłym przystankiem po drodze. Wspominać można właściwie tylko dzięki „Mrocznemu widmu”. Więcej zdjęć tutaj.

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak amerykański
Livermore
Szlak filmowy
LivermoreFinse

Błękitne Oko (Syri i Kaltër), wybijające źródło, piękny fenomen Albanii

Jedną z bardziej nietypowych atrakcji Albanii jest źródło rzeki Bistricëzwane po naszemu zwane Błękitnym Okiem (alb. Syri i Kaltër, popularna jest też nazwa angielska – Blue Eye). Błękitne Oko (czasem też Niebieskie) to miejsce, w którym woda wybija się spod powierzchni, a przy tym jest niesamowicie malownicze. To bez wątpienia jeden z najładniejszych cudów przyrodniczych tego kraju.

Błękitne Oko widziane z góry
Błękitne Oko widziane z góry

Źródło Błękitne Oko

Ten fenomen przyrodniczy właściwie nie powinien nikogo dziwić. Rzeki wybijają spod ziemi w wielu miejscach, tu jednak całość jest malownicza, woda przejrzysta o błękitnym odcieniu, stąd nazwa. Dodatkowo okalająca to miejsce zieleń sprawia, że to naprawdę niezapomniany i wyróżniający się widok. Co więcej w okolic jest kilka wybijających źródeł, ale to jedno jest wizualnie wyjątkowe.

Źródło
Źródło

Źródło znajduje się u podnóża gór Mali i Gjere. Rzeka Bistricë nie jest długa, ma zaledwie 25 kilometrów, następnie wpada do Morza Jońskiego (przez jezioro w Butrint). Woda w źródle jest dość chłodna, gdy wypływa ma zaledwie około 10 stopni Celsjusza. Głębokość wywierzyska (miejsca wybicia źródła, czyli „oka”) to przynajmniej 52 metry. Przynajmniej, gdyż nie udało się nurkom zejść niżej przez ciśnienie. Formalnie niżej jest bariera nie do przejścia, tak przynajmniej wynika z relacji nurków, jednak nie podali oni szczegółów.

Syri i Kaltër
Syri i Kaltër

Albański fenomen Syri i Kaltër

Ludzie się tu kąpią, są tacy którzy także próbują skakać do źródła. Oczywiście jest to zabronione, ale nikt tego nie pilnuje. Zresztą jest tu podest, który wręcz idealnie nadaje się do skakania. Woda zaś jest orzeźwiająca i chłodna, zaś na podest warto wejść, by zobaczyć Błękitne Oko z góry. Sam fakt, że  mamy tu przejście od płytkiej do bardzo głębokiej wody (wywierzysko) wpływa na jej widoczny kolor i daje złudzenie oka. Jak się doda do tego żwir, drobne szare kamyczki i zielone wodorosty, to widok jest niesamowity.

Widok na Błękitne Oko
Widok na Błękitne Oko

Jest też legendarne wytłumaczenie powstania tego fenomenu. Podobno żył tu smok, który zabierał ludziom wodę i młode kobiety. Jak go zabito, jego oko wylało czystą wodę, która płynie do dziś. Zresztą nazwa cały czas nawiązuje do tęczówki oka.

Woda wypływająca ze źródła
Woda wypływająca ze źródła

Błękitne Oko obecnie

Wejście na Błękitne Oko jest darmowe, parkingi również. Dojazd może być problemowy, bowiem pomijając samochody i wycieczki raczej w inny sposób się tu nie dostaniemy. Natomiast samodzielnie należy tu odbić z drogi między Sarandą a Gjirokastrą, dokładniej we wsi Muzinë. Dalej droga jest od pewnego momentu szutrowa. Widzieliśmy, że trwały prace, by coś tu zmienić. W każdym razie samochody jeszcze były w stanie przejechać, autobusy musiały stawać wcześniej i trzeba było dojść do źródełka, droga nie jest długa, bo kilkaset metrów, ale pod górę, w pyle i upale.

Wybijające źródło - Błękitne Oko - z góry
Wybijające źródło – Błękitne Oko – z góry

Potem już tylko przez most (właściwie były dwa do wyboru) i dochodzimy do rzeki. Stamtąd już niedaleko do źródła. Jest ono całkiem dobrze opisane i oznaczone. Woda jak pisaliśmy raczej chłodna, ale niejednemu to nie szkodzi. Większość osób moczy nogi przy brzegu. Przy jednym z mostów znajduje się restauracja, w której można spokojnie odpocząć.

Źródło
Źródło

Przepiękne, niesamowite miejsce. Możliwość zobaczenia wybijającego źródła to naprawdę coś, ma co warto poświęcić czas. Tu zaś widoki i możliwość pomoczenia się to dodatkowa atrakcja. Warto dodać, że choć istnieje od dawna, przez lata miejsce to było zamknięte dla odwiedzających. Była to prywatna rezydencja Envera Hodży (komunistyczny dyktator Albanii). Obecnie przybywają tu zarówno Albańczycy jak i turyści, a popularność Błękitnego Oka rośnie.

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak albański
Błękitne OkoJezioro Komani

U styku filmu i podróży