Garni, klasyczna świątynia w Armenii

W Armenii zwiedza się bardzo dużo świątyń. Większość z nich ma mniej lub bardziej podobny styl, acz jedna z nich jest naprawdę wyjątkowa. I to nie tylko w Armenii, wyróżnia się mocno na całym obszarze Kaukazu. Mowa oczywiście o Garni (orm. Գառնի), która ma także swoją filmową historię powiązaną z „Podróżami Pana Kleksa”.

Klasyczna świątynia w Garni i ruiny bazyliki
Klasyczna świątynia w Garni i ruiny bazyliki

Historia Garni

Obszar Garni, położony przy świetnym do obronie kanionie rzeki Azat, był zamieszkały od III tysiąclecia przed naszą erą, a w VIII wieku p.n.e został włączony do państwa Urartu, pierwszego ormiańskiego tworu państwowego. Pięć wieków później Garni zostało ufortyfikowane, gdy królewska dynastia założyła tutaj letnią rezydencję. Fort nie oparł się agresji mongolskiego władcy Timura w XIV wieku, ani trzęsieniu ziemi z XVII wieku, który zrujnował doszczętnie zabudowania.

Wejście do stanowiska archeologicznego
Wejście do stanowiska archeologicznego

Dziś Garni jest najbardziej znane z helleńskiej świątyni, obecnie ładnie zrekonstruowanej z oryginalnego budulca (w latach 1969 – 1975). Jest to jedyna klasyczna budowla w całej Armenii. Nie dlatego, że na tej rzymskiej prowincji była to taka rzadkość, ale dlatego że po przyjęciu chrześcijaństwa w 301 roku pogańskie świątynie rozbierano na materiał budowlany, a posągi bóstw szły na gruz. Ta ocalała świątynia wygląda trochę jak ateński Partenon, acz wykonany z lokalnego, ciemnego bazaltu. Jednocześnie rekonstrukcja inżynierów z ZSRR nie wygląda na nową dostawkę, co sprawia bardzo dobre wrażenie. Choć warto wspomnieć, iż świątynia na zdjęciach wydaje się być większa niż jest w rzeczywistości.

Droga do świątyni
Droga do świątyni

Hipotezy dotyczące przetrwania Garni

Skoro budowli klasycznych w Armenii było więcej i wszystkie zostały zniszczone, to dlaczego taki los ominął świątynię w Garni, w dodatku pogańską? Być może odpowiedzią na to jest jedna z hipotez dotycząca wieku i pochodzenia budowli. Niektórzy badacze przypuszczają, że została ona zbudowana w 175 roku naszej ery jako królewskie mauzoleum. Wskazywać na to ma podobieństwo do ówczesnych wystawnych grobowców z obszaru kultury grecko-rzymskiej w Azji Mniejszej, a także marmurowe tablice nagrobne znalezione nieopodal, a datowane na lata 70. II wieku. I jako grobowiec obiekt ten uniknął zniszczenia podczas chrystianizacji Armenii.

Garni, klasyczna świątynia w Armenii
Garni, klasyczna świątynia w Armenii

Według jeszcze innej wersji, świątynia pochodzi z 115 roku i jej budowę rozpoczęto z okazji przyłączenia Armenii do Rzymu jako prowincji. Wewnątrz mógł być wizerunek cesarza Trajana. Dominująca hipoteza o świątyni w Garni mówi, że została ona wybudowana za panowaniu Tiridadesa I w 77 roku naszej ery jako świątynia zaratusztriańsko-ormiańskiego boga słońca Mihr, odpowiednika helleńskiej Mitry i także patrona władcy. Potwierdzeniem tej hipotezy ma być pewien grecki tekst, który według niektórych badaczy opisuje właśnie tę świątynię.

Wnętrz świątyni także pojawiły się w „Przygodach Pana Kleksa”
Wnętrz świątyni także pojawiły się w „Przygodach Pana Kleksa”

Świątynia w czasach rzymskich

Również znalezione nieopodal fragmenty kopyt marmurowego byka mogą wskazywać na sakralną funkcję obiektu: Mihr i Mitra bywał przedstawiany jako byk właśnie. Koronacja Tiridadesa przez cesarza Nerona w 66 roku wiązała się z dużym wsparciem finansowym dla Armenii. Po powrocie z Rzymu, król Tiridades przeznaczył otrzymane od Cesarstwa pieniądze między innymi na odbudowę Garni, zniszczonej podczas wojen z Rzymianami. Okres dziesięciu lat byłby realny na zbudowanie takiego obiektu.

Ruiny bazyliki chrześcijańskiej (Garni, Armenia)
Ruiny bazyliki chrześcijańskiej (Garni, Armenia)

Nie tłumaczy to jednak, dlaczego akurat ta jedna jedyna świątynia uniknęła zniszczenia po 301 roku. Póki nie będzie nowych odkryć, sprawa pozostaje nie do końca jasna. Natomiast najbardziej prawdopodobna hipoteza o świątyni Mitry sprawia, że obecnie przyjeżdżają tu wyznawcy tej religii, w szczególności w okolicach równonocy, by sprawować swoje obrządki.

Malownicze okolice świątyni
Malownicze okolice świątyni

Stanowisko archeologiczne dziś

Charakterystyczna świątynia to najważniejszy, ale nie jedyny obiekt stanowiska archeologicznego. Tuż obok mamy ruiny bazyliki chrześcijańskiej (St. Sion) z 659 roku wzniesionej na polecenie katolikosa Nersesa III Budowniczego. Po kościele właściwie zostało jedynie przypiwniczenie. Zbudowano go na planie krzyża wpisanego w okrąg, poza tym niewiele o nim wiadomo. Znajdują się tu także muzeum, brama, a przede wszystkim widok na wąwóz, właściwie z trzech stron świątyni, z czwartej są resztki muru. Obiekt jest też dobrym punktem widokowym na okolicę. Wejściówki są biletowane.

Świątynia widziana z ruin bazyliki
Świątynia widziana z ruin bazyliki

Pan Kleks i Garni

Świątynia Garni, plac przed nią i fundamenty dawnej chrześcijańskiej bazyliki posłużyły jako plener filmowy w „Podróżach Pana Kleksa” Krzysztofa Gradowskiego, gdzie Garni było siedzibą Magistra Pigularza I. Rozmowę z Ambrożym Kleksem nagrywano na ruinach bazyliki, zaś sama świątynia Garni była pięknym tłem, do którego w pewnym momencie wchodzi Ambroży Kleks. Film nagrywano również na lotnisku Zwartnoc.

Pałac Magistra Pigularza, „Przygody Pana Kleksa”, faktycznie świątynia w Garni (Armenia)
Pałac Magistra Pigularza, „Przygody Pana Kleksa”, faktycznie świątynia w Garni (Armenia)

Okolice świątyni

Świątynia Garni prezentuje się niesamowicie właśnie ze względu na znajdujący się obok wąwóz. On sam w sobie jest również atrakcją, zwłaszcza ze względu na skały zwane jako „Symfonia Kamieni”. To organy skalne, trochę przypominające Pańską skałę czy wodospad Skaftafell. Normalnie można do nich dojechać drogą z Garni, niestety w naszym przypadku droga okazała się być w połowie zamknięta. Musieliśmy się wrócić.

Architektonicznie Garni wyróżnia się na tle Kaukazu.
Architektonicznie Garni wyróżnia się na tle Kaukazu.

Samo Garni to dość ciekawa miejscowość, turystyczna i nieturystyczna zarazem. Tuż przy wejściu do świątyni Garni faktycznie jest to zupełnie inna Armenia, z małymi sklepikami, restauracjami i ewidentnie żyjąca z turystów. Nawet za parking chcą pieniądze, ale wystarczy zaparkować jakieś pół kilometra dalej i właściwie jest to zwykłe miasteczko. Zaś jak jedzie się w kierunku Symfonii to okazuje się, iż nawet droga asfaltowa się kończy.

Świątynia i dziedziniec w deszczu
Świątynia i dziedziniec w deszczu

Zwiedzanie świątyni

Garni razem z Gerghard jest jednym z częstszych celów wycieczek z Erywania, no i jednym z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w kraju. Oczywiście poza biurami i agencjami dojeżdżają tu też marszrutki. Z pewnością świątynia zapada w pamięć, gdyż bardzo się wyróżnia.

Garni widziane z drona
Garni widziane z drona

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak armeński
GarniPrzełęcz Sulema
Szlak filmowy
Garni

Szczyt Adama (Adam’s Peak), wschód słońca na świętej górze Sri Lanki

Jeden z punktów naszej podróży wyróżnia się szczególnie. Adam’s Peak, czyli Szczyt Adama, tutaj najchętniej nazywany z sanskrytu Sri Pada, czyli „Święty odcisk stopy” lub po prostu „Święta stopa”. Jest to o tyle ciekawe miejsce, że przybywają tu zarówno pielgrzymi jak i turyści. Syngalezi nazywają górę też Samanalakanda na cześć hinduskiego bóstwa lub motyla, zaś Tamilowie używają nazwy Shiva Pada, czyli „Stopa Shivy”. Istnieją też mniej popularne nazwy, my zetknęliśmy się przede wszystkim ze Sri Pada, zaś w rozmowach z kierowcą i innymi turystami – Adam’s Peak.

Wschód słońca widziany ze Szczytu Adama
Wschód słońca widziany ze Szczytu Adama

Szczyt Adama, miejsce pielgrzymek

Jak wspomnieliśmy, Sri Pada to przede wszystkim cel pielgrzymów ze względu na święty petrosomatoglif, czyli prawdopodobny odcisk ludzkiej stopy w skale. Pielgrzymują tutaj przeważnie buddyści, choć po drodze znajdujemy także świątynie hinduskie. Na górę wchodzi się przeważnie od grudnia do maja, a szczyt sezonu pątniczego przypada na kwiecień. Poza tymi miesiącami gwałtowne opady dreszczów, wiatr, mgła i niskie temperatury sprawiają, że wejście jest bardzo uciążliwe i niebezpieczne. Natomiast, gdy jest dużo pielgrzymów, to robi się tu tłoczno. Dlatego także warto omijać to miejsce w weekendy, gdy przybywają tu Lankijczycy.

Po drodze na Szczyt Adama mija się wiele kapliczek
Po drodze na Szczyt Adama mija się wiele kapliczek

Trasa na Szczyt Adama

Wspinaczka naprawdę daje satysfakcję! Jest kilka tras, jedna z najbardziej popularnych wychodzi z miasteczka Nallathanniya (w użyciu są też inne nazwy tej wioski: Dalhousie lub Delhousie), gdzie zaczynają się schody – ponad 5 tysięcy stopni z betonu i skał. Trasa liczy około siedmiu kilometrów w jedną stronę. Poza szczytem sezonu nie jest dobrze oświetlona i naprawdę warto mieć czołówkę. Tak, latarkę na górską wycieczkę. Sztuka polega na tym, że na Adam’s Peak najlepiej jest dostać się na sam wschód słońca, który jest około godziny szóstej. Schody są bardzo niejednorodne i na tym właśnie polega trudność. Oczywiście koniecznie trzeba ze sobą zabrać zapas wody, choć picie także można dokupić po drodze. Można też zaczynać wspinaczkę z drugiej strony góry, czyli z okolic miejscowości Ratnapura. Swoją drogą nie jest to jedyny przykład nocnego wchodzenia na świętą lub znaczącą górę. Podobnie jest z górami Synaj czy Nemrut.

Wschodzące słońce
Wschodzące słońce

Gdy otwarta jest świątynia, można podziwiać cień o niemal idealnie trójkątnym kształcie, który rzuca szczyt. Gdy świątynia jest zamknięta – jak było podczas naszej wizyty – podziwiamy przepiękny wschód słońca. Jest też wymiar praktyczny nocnej wspinaczki: można trochę narzekać na chłód, zwłaszcza podczas odpoczynku, ale w ciągu dnia upał i wilgotność byłyby nie do zniesienia.

Świątynia na szczycie
Świątynia na szczycie

Wschód słońca na świętej górze Sri Lanki czyli Szczycie Adama ma miejsce mniej więcej około 6 rano. Całe zmęczenie nagle odchodzi przy takich widokach. Turyści ustawiają się i czekają na ten moment, bo słońce idzie ku górze bardzo szybko.

Po świcie okolica staje się bardziej widoczna
Po świcie okolica staje się bardziej widoczna

Wierzenia związane z górą

Sri Pada to nie jest wprawdzie najwyższy szczyt Sri Lanki (5. miejsce, wysokość 2243 m n.p.m., najwyższy to Pidurutalagala / Mt. Pedro o wysokości 2524 m n.p.m.), ale z pewnością najważniejszy. Z tego zresztą powodu aż do XX wieku uważano Adam’s Peak za najwyższy, aż do czasu dokładnych pomiarów.

Trasa na Szczyt Adama (Adam's Peak) to przeszło 5000 schodów
Trasa na Szczyt Adama (Adam’s Peak) to przeszło 5000 schodów

Już sama charakterystyczna forma może uczynić z niego najważniejszy szczyt: piramidalny wierzchołek z prekambryjskiego gnejsu, wybijający się znacznie ponad otaczające góry. Jednak to znajdujący się na samym szczycie kamień z intrygującym wgłębieniem przyciąga pielgrzymów przynajmniej od IV wieku naszej ery. Otóż uważa się, że znajduje się tam skała ze śladem stopy ponadnaturalnej wielkości, pozostawionej przez:

Po świcie zdecydowanie lepiej widać schody
Po świcie zdecydowanie lepiej widać schody

– Buddę – wersja buddyjska. Ślad miał pozostawić Budda podczas jednej ze swoich pielgrzymek na Cejlon

– Śiwę – wersja hinduska: ślad pozostawiony po zejściu Śiwy na ziemię

– Adama – wersja muzułmańska i w mniejszych stopniu chrześcijańska. Adam po wygnaniu z Raju miał za karę stać na jednej nodze przez tysiąc lat.

– Św. Tomasza – wersja chrześcijańska w wydaniu indyjskim. Świętego Tomasza (tego Niewiernego) niekiedy uważa się za apostoła Indii.

Starsi pielgrzymi bywają wnoszeni w lektykach
Starsi pielgrzymi bywają wnoszeni w lektykach

Sri Pada: Przyroda

Po zdobyciu szczytu i nacieszeniu się zapierającym dech widokiem, rozpoczynamy schodzenie i możemy w pełni podziać otoczenie. Wtedy też dopiero zaczynamy odczuwać kolana przy tak licznych stopniach schodów. Wielka satysfakcja i radość z dobrej pogody – poprzedniego dnia padał deszcz – usuwa w cień zmęczenie. Podobno zdobycie świętej góry przynosi dobrą karmę. Zobaczymy. Warto też pamiętać, że zwłaszcza w nocy i rano na samym szczycie może być chłodno i wietrznie.

Okolice Szczytu Adama to także rezerwat przyrody
Okolice Szczytu Adama to także rezerwat przyrody

Swoją drogą większość pielgrzymów, których mijaliśmy wybierało się na górę z samego rana. Jak wszędzie, pielgrzymi to często starsi ludzie. Mogą oni sobie zamówić usługę wniesienia na świętą górę Sri Pada. Są wtedy wnoszeni na specjalnych noszach.

Okolica Szczytu Adama (Sri Pada) jest zachwycająca
Okolica Szczytu Adama (Sri Pada) jest zachwycająca

Szczyt Adama leży w obszarze klimatu podzwrotnikowego, jest otoczony lasami deszczowymi, pełnymi życia. Otoczenie to Peak Wilderness Sanctuary, trzeci co do wielkości obszar chroniony na Sri Lance. Jego granice wyznaczają uprawy herbaty, pod które w czasach kolonialnych wykarczowano wielkie połacie lasu. Rezerwat założono w 1940 roku. Występują tutaj między innymi słonie (choć przeważnie wolą suche obszary, występują do 2000 m n.p.m. w lasach deszczowych) i lamparty oraz wiele endemicznych gatunków. My wypatrzyliśmy makaka rozczochranego i – dzięki lankijskiej uprzejmości – endemiczną orchideę.

Makak rozczochrany lub makak manga (Macaca sinica)
Makak rozczochrany lub makak manga (Macaca sinica)

Zwiedzanie Szczytu Adama

Na Szczyt Adama wyruszyliśmy po 2. w nocy, mając na uwadze wskazówkę, że 7-kilometrowy szlak pokonuje się w 3 do 5 godzin w zależności od kondycji, a wschód słońca następuje po godzinie 6. Zdążyliśmy kwadrans przed wschodem, idąc dość spokojnie z uwagi na nasze kolana. Dopiero jednak zejście dało nam do wiwatu, ale wrażenia wynagradzały wszelkie trudy. Po drodze jest kilka sklepików i barów, w których można przekąsić i popić coś ciepłego oraz zaopatrzyć się w wodę. Są także publiczne toalety o bardzo, bardzo wątpliwej jakości.

Kapliczki prezentują się też ciekawie w dzień (Adam's Peak)
Kapliczki prezentują się też ciekawie w dzień

Nocowaliśmy w miejscowości Nallathanniya, więc po zejściu z Adam’s Peak udaliśmy się na śniadanie z widokiem na herbaciane wzgórza. Wielu turystów po zdobyciu tej góry robi sobie całodniowy odpoczynek. My postanowiliśmy zrobiliśmy sobie krótki odpoczynek i wybraliśmy się na kolejny trekking, tym razem na płaskowyżu Hortona. Na Sri Pada przede wszystkim ciężkie były schody, więc Horton to już była przysłowiowa pestka. Tu dodatką trudnością były też pijawki, acz tym razem do nas się nie przypałętały.

Szczyt Adama i obserwowanie wschodu słońca
Szczyt Adama i obserwowanie wschodu słońca

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak lankijski
Szczyt Adama

Szatt al-Dżarid (Chott El Jerid), Wielki Szott i domek Luke’a Skywalkera

Jedną z najbardziej charakterystycznych gwiezdno-wojennych lokacji w Tunezji jest domostwo Larsów. Część dolną (mieszkalną) kręcono w Matmacie, górną (wejście) na okresowym, bezodpływowym słonym jeziorze zwanym Wielki Szott, albo Szatt al-Dżarid lub z francuska Chott El Jerid (arab. شط الجريد). Nazwa po arabsku znaczy tyle co laguna w kraju palm.

Szatt al-Dżarid
Szatt al-Dżarid

Jezioro Szatt al-Dżarid

To bardzo duże jezioro, które ma powierzchnię szacowaną nawet na 7000 km2. Opady na tym terenie są niewielkie, a temperatury sięgają nawet do 50 stopni Celsjusza, więc dość często jest to teren wyschnięty. Jednocześnie ponieważ jest to jezioro, gdzie czasem piasek tylko trochę zasypuje sól, jest to przepiękny, płaski teren. To także największe jezioro na Saharze. Dalej zaś rozciąga się Wielki Erg Wschodni. Płaszczyzna zaś jest bardzo charakterystyczna i filmowa. W okresie wiosennym, gdy jeszcze jest tu woda, można zobaczyć tu flamingi różowe. Na początku XX wieku żyły tu także krokodyle.

Pustynia Chott El Jerid
Pustynia Chott El Jerid

Gwiezdne Wojny i Szatt al-Dżarid

To jest właśnie bardzo ciekawa, charakterystyczna lokacja z „Gwiezdnych Wojen”. Domek Larsów na planecie Tatooine, a właściwie jego kopuła, czyli wszystko, co znajduje się na górze. Dolną część nagrano w Matmacie. Dziś trochę trudno tu trafić, nie jest to oznaczone miejsce, poza turystycznymi szlakami, więc przydaje się namiar GPS – 33°84′28″N, 07°77′89″E, konieczny jest też samochód, który tu dojedzie, zwłaszcza, że w niektórych miejscach sól nie jest tak twarda, jak mogłoby się to wydawać i można się zapaść.

Szatt al-Dżarid
Szatt al-Dżarid

Ekipa George’a Lucasa pojawiła się tutaj po raz pierwszy w 1976, gdy kręcono „Nową nadzieję”. Wówczas to zbudowano domostwo po raz pierwszy. Niewiele z tego przetrwało. Jezioro jest okresowe, więc budowla bywała regularnie zalewana, dodatkowo lokalni mieszkańcy traktowali ją jako źródło materiału budowlanego. Gdy kręcono „Atak klonów” w 2000 roku filmowcy znów wrócili do tego miejsca i odbudowali je. W 2000 nagrano też wszystko, co było potrzebne do ujęć z „Zemsty Sithów”.

Domostwo Larsów – „Gwiezdne Wojny: Cześć II: Atak klonów”
Domostwo Larsów – „Gwiezdne Wojny: Cześć II: Atak klonów”

Po zakończeniu kręcenia, ponownie zostawili dekorację samą sobie i właściwie historia by się powtórzyła, czyli przyroda by zniszczyła to miejsce, gdyby nie inicjatywa fanowska Save Lars Homestead. Domostwo wujka Owena i cioci Beru Larsów, z którymi mieszkał Luke to na tyle ikoniczne miejsce, że bardzo zaangażowani fani postawili wracać do niego raz na jakiś czas i je remontować. To co można zobaczyć od wielu lat w Chott El Jerid to właśnie efekt ich pracy. Pierwsza taka wyprawa miała miejsce w 2006.

Resztka domostwa Larsów
Resztka domostwa Larsów

Ratowanie domostwa Larsów

Niestety jest to trochę syzyfowa robota. Podczas naszej wizyty całość była rozpoznawalna, ale już znajdująca się w nieciekawym stanie. Wewnątrz domku dało się zauważyć wilgoć, tam woda nie wyschła do końca. W połączeniu z mało wytrzymałymi materiałami, cokolwiek zostanie tu zbudowane w ten sposób, szybko zniknie. Niemniej jednak dzięki kilku wyprawom fanów dało się to miejsce zobaczyć w stanie w miarę przypominający oryginalny. A z pewnością zachowujący ten niesamowity klimat. Nawet jeśli w końcu dekoracja zniknie, to nadal zostanie tu miejsce, w którym Luke Skywalker oglądał zachód bliźniaczych słońc. Choć oczywiście to zdecydowanie trudniej odnaleźć. W „Skywalker. Odrodzenie” odtworzono to miejsce w Wadi Rum.

Diuny na Szatt al-Dżarid
Diuny na Szatt al-Dżarid

Wielka Wydma

Blisko Chott El Jerid, wręcz po drugiej stronie drogi do domostwa Larsów (w kierunku na Chott el Gharsa), ciągle niedaleko Nefty znajduje się jeszcze jedna lokacja. Wielka Wydma (Grand Dune), czyli gwiezdno-wojenne morze wydm. To tu kręcono większość scen z „Nowej nadziei”, w których widzieliśmy diuny na Tatooine, zwłaszcza te z C-3PO, R2-D2 i ich rozbitą kapsuła ratunkową. Tu także umieszczono szkielet smoka krayt. Warto dodać, że sceny dokręcane do „Wersji specjalnej” z 1997 nagrywano już na pustyni Yuma w USA.

Szaat al-Dżarid
Szaat al-Dżarid

Wydma jest lokacją łatwą do odnalezienia, jeśli ma się namiar GPS, ale bardzo trudną do rozpoznania. Piaski się przesuwają, ale podobnie jak w Yumie tak i tutaj pustynia zarasta. Trudno zobaczyć oryginalną pozbawioną roślinności Tatooine. Tu też mieliśmy spotkanie z Nomadkami, które coś kojarzyły, że na „Gwiezdnych Wojnach” można zarobić. Zbierały one części dekoracji i oferowały je turystom. Oprócz oryginalnych rekwizytów i scenografii (niewiele z tego miały, jeśli w ogóle), zbierały wszystkie śmieci, który wyglądały na filmowe i próbowały nam to sprzedać.

Wyprzedaż pozostałości
Wyprzedaż pozostałości
Kopuła domku Luke'a Skywalkera
Kopuła domku Luke’a Skywalkera

Dodatkowe atrakcje

Więcej prawdziwych eksponatów można było kupić w pobliskim Star Wars Shop, jak reklamuje go nazwa. Właściciel zebrał swego czasu pozostałości po scenografii, acz dawno wszystko co interesujące się wyprzedało i obecnie nie miał wiele do zaoferowania. Choć zapewne znalazły się tam pewne oryginalne fragmenty scenografii i inne rzeczy, które mogły pozostać po filmowcach, acz trudno stwierdzić co to właściwie jest.

Domostwo Larsów
Domostwo Larsów

Warto dodać, że nie tylko „Gwiezdne Wojny” są związane z tym miejscem. Zostało ono wspomniane w powieści „Inwazja morza” Juliusza Verne’a oraz w powieści Franka Hellera „The Thousand and Second Night, An Arabesque”. Chott El Jerid fascynowało już w starożytności. Według mitologii greckiej jest to miejsce narodzin bogini Ateny.

Niestety dekoracja niszczeje
Niestety dekoracja niszczeje

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak tunezyjski
Szatt al-Dżarid
Szlak filmowy
Szatt al-Dżarid

Varzaneh, najładniejsza pustynia Iranu i solnisko

Pustyń w Iranie jest kilka, jednak jak to z pustyniami bywa, czasem ciężko znaleźć taką ikoniczną, czyli z piaskiem i wydmami. Jedną z nich, znajdującą się stosunkowo blisko Isfahanu w kierunku Jazdu jest Varzaneh (per. ورزنه). To nie tylko erg, ale także solnisko, więc można zobaczyć dwie rzeczy na raz (i to w Iranie nie jest wcale takie nietypowe). Sama pustynia Varzaneh uchodzi za zdecydowanie najpiękniejszą w całym Iranie, przynajmniej jeśli mówimy o klasycznej, piaszczystej formie.

Solnisko Varzaneh
Solnisko Varzaneh

Varzaneh, irańskie wydmy

Pustynia Varzaneh znajduje się w trochę ponad 100 km od Isfahanu i dzięki temu stanowi dobre miejsce na wypad za miasto. Można tu przyjechać samemu i spróbować chodzić po wydmach, można też skorzystać z gotowych wycieczek. Turystyka się tu rozbudowuje. Na Google główny ośrodek jest oznaczony jako Varzaneh Sand Hills. Pustynia ta robi się popularna głównie dlatego, że tutejsze diuny należą do najwyższych w całym Iranie. Mierzą od 5 do 62 metrów wysokości, więc jest to idealne miejsce na poszukiwanie spektakularnych widoków jak również różnego rodzaju sporty pustynne. Oczywiście o ile dopisze nam pogoda (widoczność).

Fragment pustyni piaszczystej
Fragment pustyni piaszczystej

Zwiedzanie pustyni Varzaneh

Na pustynię nie ma zorganizowanego dojazdu publicznego, więc jeśli nie wycieczki, zostaje nam wzięcie taksówki lub wynajęcie samochodu. Nowy obiekt (kemping i cała infrastruktura) turystyczny jest naprawdę duży, ale to nie jest to, czego szukamy na pustyni (raczej szukamy noclegów w stylu tego, co doświadczyliśmy na Erg Chebbi, czy w Wadi Rum, czyli raczej tradycyjnych, małych namiotów).

Ośrodek turystyczny na pustyni
Ośrodek turystyczny na pustyni

Natomiast my podróżując samodzielnie samochodem, zatrzymaliśmy się przy głównej drodze, przeszliśmy kawałek i chodziliśmy po wydmach, tak zupełnie na dziko po swojemu i wszystko było w porządku. Są tu dwa zjazdy, pierwszy od strony Isfahanu prowadzi nas do obiektu, drugi w piasek i o to właśnie chodziło. Niestety duża ilość pyłu tego dnia, dawała się we znaki, zresztą widać ją na zdjęciach. Pył był już dostrzegalny w Isfahanie. Zaś poza widocznością, też niezbyt dobrze się w tym oddycha, chce się kaszleć. Cóż, nie zawsze na pustyni jest tak ładnie, jak mieliśmy w Wahiba Sands.

Wydmy na pustyni Varzaneh
Wydmy na pustyni Varzaneh

Solnisko Varzaneh

Za kolejny cel obraliśmy sobie słone jezioro (jedno z wielu) w Khara, na granicy ostanów Isfahan i Jazd, wciąż w ramach Varzaneh. Nie jest to jakieś turystyczne, specjalnie wyznaczone miejsce. Mieliśmy po prostu wyznaczoną jedną z tras wiodących na solnisko. Tam już kompletnie żadnej infrastruktury turystycznej nie ma, bo to jest czynna kopalnia soli. Dojechaliśmy do końca drogi, która prowadziła na brzeg słonego jeziora. Nie mogliśmy jechać dalej, gdyż na drodze stała brama i domek, jakby stróżówka, czy coś takiego. W końcu to przecież była czynna kopalnia.

Solnisko Varzaneh (Iran)
Solnisko Varzaneh (Iran)

Zaparkowaliśmy więc obok budynku, żeby się przywitać i zapytać, czy moglibyśmy zobaczyć sobie tę całą sól. Prawdę mówiąc już obejrzenie wartowni i jej okolic by nas satysfakcjonowało. Gdy tylko nasze auto się zatrzymało, wyszedł do nas pan, który tutaj sam jeden pracował. Zaprosił na herbatę do środka. Rozmawialiśmy trochę, podczas gdy grzała się woda na herbatę. I to jest właśnie typowy Iran z gościnnością i otwartością. Nie należymy do osób zbyt ufnych, które łatwo nawiązują kontakt z obcymi i dają się zamknąć w jednym pomieszczeniu z obcą osobą pośrodku pustyni, tu jednak jakoś to przeszło, mimo ewidentnej bariery językowej.

Solnisko widziane z góry
Solnisko widziane z góry

Niedługo siedzieliśmy, gdy przy budynku stanęła ciężarówka pełna soli, a z szoferki wyszli dwaj pracownicy. Zostaliśmy zaproszeni na stanowisko ważenia soli, gdzie mogliśmy podejrzeć, jak się waży ciężarówkę. Obowiązkowa była sesja fotograficzna wspólna i z samochodem. W końcu poinstruowali nas jak dojechać do właściwej części solniska. Owszem po drodze padła propozycja obiadu, ale poprzestaliśmy na herbacie. Po tej miłej przerwie, mogliśmy pojechać na połać soli. I tu warto pamiętać o tym, że zwiedzając Iran trzeba liczyć się z tym, że kontakty z ludźmi mogą sprawić, że posypie się plan. Z drugiej strony na tym także polega odkrywanie kultury tego kraju.

Niesamowite kształty soli
Niesamowite kształty soli

Utrudnienia i ciekawostki w okolicy

Musimy przyznać, że duża płaska powierzchnia, iskrząca się w słońcu, robi wielkie wrażenie. Szczególnie podobały nam się takie geometryczne wzory, które utworzyło błoto i sól. Samochód miał podwozie, opony i błotniki pełne soli, zbitej w grudy. Tak ściśle przyległa do pojazdu, że gdy oddawaliśmy naszego Persa (IKCO Samand), nadal był oblepiony solą. Swoją drogą sól była bardziej gorzka, niż słona. Owszem widzieliśmy już słone jeziora w Tunezji czy Turcji, ale nie takie duże, lub nie w ten sposób. Jezioro Tuz oglądaliśmy jedynie z brzegu. Tu ogrom robił wrażenie i nawet pył w powietrzu w tym miejscu tak nie przeszkadzał.

Fascynujące solnisko Varzaneh
Fascynujące solnisko Varzaneh

Same okolice Varzaneh są jeszcze ciekawsze, bowiem poza ergiem czy solniskiem, są tu jeszcze różne forty i inne budowle, w tym ceglany meczet. Co więcej, tak jak w Abjane widzieliśmy kobiety z kolorowymi chustami, tak tu nosi się białe czadory. To też dobre miejsce, by znaleźć pośredników, którzy pomogą nam eksplorować pustynię i okolicę. Nas jednak tym razem przede wszystkim interesował sól i piasek, czyli bardziej natura. I choć pogoda raczej nie dopisała, w szczególności solnisko wraz z dodatkowymi przeżyciami to jedno z najbardziej zapadających w pamięć miejsc w Iranie.

Jezioro okresowe Varzaneh, obecnie wyschnięte
Jezioro okresowe Varzaneh, obecnie wyschnięte

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak irański
Pustynia Varzaneh

Marsaxlokk i Birżebbuġa, główny port Malty i łodzie luzzu

Wśród maltańskich miast / dzielnic warto na chwilę zatrzymać się przy dwóch – Marsaxlokk i Birżebbuġa, które współdzielą ze sobą największy maltański port morski – Malta Freeport. Choć to zdecydowanie bardziej przemysłowa część tego małego kraju, jednak znajdzie się tu kilka rzeczy do zobaczenia, także ze względu na kino.

Zabudowa Marsaxlokk
Zabudowa Marsaxlokk

Wioska Marsaxlokk

Marsaxlokk to właściwie stara wioska rybacka. To też drugi największy (po Grand Harbour koło Valletty) naturalny port na Malcie. Freeport oczywiście jest dużo większy niż sama zatoczka. Marsa – znaczy tyle co port, Xlokk – wiatr południowo-zachodni. Wioska zasłynęła z dwóch rzeczy. Pierwsza to odbywający się co niedzielę targ rybny. Stanowi on swoiste wydarzenie i atrakcję turystyczną, ale co ciekawsze, również Maltańczycy często go odwiedzają. Zlokalizowany jest wzdłuż nadbrzeża. Poza dniem targowym jest tu spokojnie, zaś poza sezonem wręcz pusto. Przy porcie znajduje się wiele knajp, można spokojnie usiąść i odpoczywać.

Uliczki Marsaxlokk
Uliczki Marsaxlokk

I tu warto wiedzieć, że to miejsce wygląda kompletnie inaczej w dzień targowy i poza nim. Targ się wręcz rozlewa, a przede wszystkim powoduje, iż cała okolica portu żyje. Są tłumy ludzi, wszystko jest otwarte, gwarne. To samo miejsce w pozostałe dni tygodnia jest puste, ciche i spokojne. Wówczas można lepiej koncentrować się na zabudowie, porcie i łodziach. Choć część kafejek jest otwartych może być problem ze zjedzeniem w tym czasie świeżych ryb. Nie przybywa tu zbyt wiele turystów, więc biznes się tak nie kręci.

Widok na port w Marsaxlokk
Widok na port w Marsaxlokk

Łodzie luzzu w Marsaxlokk

Tu dochodzimy do drugiej ciekawostki, czyli jednego z symboli Malty. Tradycyjne łodzie rybackie, które noszą nazwę luzzu. Kształt nie jest jakiś specjalny, nawet wzmocnienie kadłuba nie jest tak istotne jak malowanie. W dużej części niebieskie z czerwonym, zielonym i żółtym dodatkiem. Na dziobie jest namalowane oko Horusa lub Ozyrysa, które ma odstraszać złe duchy. Zarówno wzmocnienia jak i malowania sięgają jeszcze czasów fenickich. Dziś to przede wszystkim tradycja, która przyciąga turystów. Same łodzie często mają silniki spalinowe. Luzzu można spotkać w wielu miejscach na Malcie, acz Marsaxlokk ogląda szczególnie z nich słynie. Wiele z nich jest niebieskich, więc klimatem trochę przypomina to port w Essaouirze. Tyle że tu zamiast obwarowań w tle widać nowoczesny port.

Kolorowe łodzie Luzzu w Marsaxlokk
Kolorowe łodzie Luzzu w Marsaxlokk

Również fani nowszej historii znajdą tu coś dla siebie. Marsaxlokk odegrało swoją rolę w Zimnej Wojnie. To właśnie tutaj ją formalnie zakończono. Dokładniej na statku „Maxim Gorsky”, który zacumował w zatoce. Na jego pokładzie George Bush i Michaił Gorbaczow podpisali porozumienie kończące Zimną Wojnę.

Okolice Freeport na filmowo

To właśnie te okolice zostały wykorzystane w filmie „Monachium” Stevena Spielberga. Grały one tam Ateny, razem z ujęciami z Vallety. W tle ujęć z Marsaxlokk widać całkiem dobrze port. Zdjęcia są robione tak, by było mocno widać słońce. Natomiast pozostając w temacie lokacji, warto wspomnieć o lotnisku. Na Malcie jest tylko jedno międzynarodowe lotnisko – Malta International Airport zwane też czasem Luqa Airport (od nazwy miejscowości, w której de facto jest). Tam również kręcono fragmenty „Monachium”.

Freeport na Malcie
Freeport na Malcie

Birżebuga

Właściwie po sąsiedzku znajduje się kolejna miejscowość Birżebbuġa. Dziś trochę większa niż Masaxlokk, a przy tym nie tak tłumnie odwiedzana przez turystów. Znów sama w sobie ma niewiele do zaoferowania. Jest choćby kościół parafialny św. Piotra, są ruiny megalityczne – Borġ in-Nadur (acz bardzo niewielkie w porównaniu z Hagar Qim), w pobliżu znajduje się jaskinia Għar Dalam. Miejscowość egzystuje jednak jako wsparcie dla Freeport, w końcu to trzeci co do wielkości międzynarodowy port przeładunkowy na Morzu Śródziemnym.

Kościół pod wezwaniem łańcuchów św. Piotra (Birżebbuġa)
Kościół pod wezwaniem łańcuchów św. Piotra (Birżebbuġa)

W zatoce zwanej Pretty Bay jest też dość niewielka piaszczysta plaża. Inne są na Malcie raczej kamieniste. Ta wyróżnia się piaskiem i niezapomnianym widokiem na port. Przy dobrej pogodzie woda jest przepiękna, ale widoki są dość industrialne. Zresztą przedsmak tego można zobaczyć też w Marsaxlokk.

Mając do dyspozycji samochód na Malcie, oba miejsca są zdecydowanie warte zobaczenia, gdyż ukazują to małe wyspiarskie państwo z innej strony. Mniej turystycznej, bardziej lokalnej. Nie należy się jednak nastawiać na długi wypad. Natomiast gdy korzysta się z komunikacji zbiorowej, wówczas warto koncentrować się na dniu targowym, gdy Marsaxlokk tętni życiem i jest duża szansa, że dojazd nie zajmie nam więcej niż oglądanie okolicy.

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak maltański
Marsaxlokk

U styku filmu i podróży