Wszystkie wpisy, których autorem jest LT & NT

Między Yiti a Sur, czyli omańskie wybrzeże

Ponieważ plaże najczęściej oglądamy, a nie wylegujemy się na nich, to całą część omańskiego wybrzeża od Maskatu do Sur mogliśmy spokojnie przejechać w jeden dzień, co najwyżej zatrzymując się tam na drobne postoje. O części z nich warto wspomnieć.

Zatoka Omańska, Yiti
Zatoka Omańska, Yiti

Yiti

Choćby plaża Yiti w pobliżu Maskatu. To wyjątkowo urokliwe miejsce. Wjeżdża się z gór, przez wąwóz do wioski Yiti, tam zaś rozciągają się plaże nad oceanem. Można zaparkować i zrobić sobie krótki spacer lub posiedzieć trochę. To co wyróżnia to miejsce, to rozległe rozlewiska i skały. W wodzie można obserwować ptaki, choćby ibisy czy czaple, całość zaś jest wyjątkowo urokliwa.

Plaża Yiti
Plaża Yiti

Wracając z Yiti mieliśmy problem z GPSem. Ponieważ ten Google’owy nie działa w Omanie, posiłkowaliśmy się innym (Sygnic), on zaś sugerował nam, by wrócić do Maskatu, co oczywiście dość mocno wydłużyło czas. Wcześniej jeszcze w domu Google Maps sugerował zupełnie inną drogę, więc pojechaliśmy wg Google’a (mapy działały, GPS nie). Trzeba przyznać, że to była bardzo ciekawa droga. Ładna, bez asfaltu, utwardzona, między górami, wolniejsza do przejechania, ale jednocześnie krótsza. Dobrze było mieć samochód o podwyższonym podwoziu, dzięki czemu tak oszczędziliśmy czas, jak również mieliśmy niesamowite przeżycie.

Bimmah Sinkhole
Bimmah Sinkhole

Bimmah Sinkhole

Kolejnym punktem, przy którym się zatrzymaliśmy, był Bimmah Sinkhole, czyli zapadlisko w miękkim wapieniu, powstałe przez podmywanie wodami gruntowymi. Podobny mechanizm działa w studiach krasowych na Półwyspie Jukatan w Meksyku. Miejscowi (w Omanie, nie w Meksyku) wierzą jednak, że ta wypełniona wodą dziura powstała w wyniku uderzenia meteorytu. Nie ma oczywiście żadnych dowodów naukowych potwierdzających tę teorię, ale co tam.

Bimmah Sinkhole
Bimmah Sinkhole

Aby chronić to miejsce i ściągać turystów (turystyka zaczyna się coraz śmielej rozwijać w Omanie), wytyczono tutaj mały park Hawyat Naijm Park. Nazwa parku to właśnie nazwa tego wymyślonego meteorytu, a jego nazwa znaczy „spadająca gwiazda”. Dobre miejsce na krótki postój w drodze, lub jak ktoś chce do popływania sobie. Zwłaszcza przy lepszej pogodzie. Uwaga na małe rybki, które mogą się przyczepić i wyjadać obumarły naskórek (ale przecież niektórzy sporo płacą za rybie SPA).

Bimmah Sinkhole
Bimmah Sinkhole

By tu dojechać, należy kierować się na miejscowość Dibab. Podczas naszej wizyty atrakcja była całkowicie darmowa. Parking niewielki, ale dawał radę, w środku poza lejem krasowym całkiem spory ogród, z placem zabaw dla dzieci oraz sanitariatami. No i oczywiście główna atrakcja, którą czasem nazywają Zielonym Okiem Omanu.

Wadi Shab
Wadi Shab

Wadi Shab

Niedaleko znajduje się Wadi Shab, czyli kanion, po którym można sobie pochodzić. Podjeżdża się do miejsca parkingowego, ale jest mały problem. By wejść do kanionu, trzeba przedostać się na drugą stronę rzeki. Głęboka nie jest, można spróbować ją przejść, ale można też wynająć łódkę, która przewiezie nas na drugą stronę. Kilku młodych mężczyzn czeka na turystów, ale nie są  natarczywi.

Wadi Shab
Wadi Shab

Wadi Shab to też kolejne miejsce, gdzie można obserwować ptaki. Ale to tylko dodatek do eksplorowania kanionu. Ten nie zaczyna się zbyt ładnie, także ze względu na betonowy most. Dalej już jest lepiej.

Okolice Wadi Shab
Okolice Wadi Shab

Sur, dawny port i miasto przemysłowe

Miasta na wybrzeżu Omanu mają ciekawszą i zdecydowanie dłuższą historię niż metropolie ZEA. Jednym z nich jest Sur (arab. صور). Jego historia sięga VI wieku n.e., kiedy to stało się jednym z ważniejszych miast w Zatoce Omańskiej, centrum handlu ze Wschodnią Afryką, a potem z Indiami. Status ten Sur utrzymywał zarówno podczas rządów portugalskich, jak i w czasie niepodległości. Dopiero w XIX wieku miasto mocno podupadło, gdy Brytyjczycy zakazali niewolnictwa i ostro ścigali statki niewolnicze – tak naprawdę wraz ze zniesieniem niewolnictwa runęła może i najważniejsza gałąź omańskiej gospodarki (do czasu wydobycia ropy). Drugim ciosem było otwarcie Kanału Sueskiego w 1869 roku, który znacznie skrócił drogę do Indii z pominięciem Zatoki Omańskiej, ta wcześniej była dobrym portem przeładunkowym i przystankowym.

Rafineria w przemysłowym mieście Sur
Rafineria w przemysłowym mieście Sur

 Za to ostała się inna ważna gałąź przemysłu w Sur – stoczniowego. Miasto to w całej Zatoce Perskiej słynie ze znakomitych drewnianych statków. W Omanie nadal są chętnie wykorzystywane, nie tylko turystycznie. Sambuki i ganjah z Sur pływały (i czasem nadal pływają) nie tylko po wodach Omanu, ale także Iraku, Zanzibaru, Indii, a nawet Chin. Dla nas miasto było tylko przerwą w podróży. Oczywiście widzieliśmy kilka ich drewnianych statków i słynny most, trochę jakby nie pasujący.

Zamek Al Aygah w Sur
Zamek Al Aygah w Sur

Atrakcje Sur

W Sur chyba najładniejszy jest widok na port, właśnie z tymi statkami, fragmentami fortu na skałach. Samo miasteczko już jest dość niepozorne. Forty, które są, często są zamknięte dla turystów, lub w ogóle nie wiadomo, czy są czynne (próbowaliśmy dwa – fort Sunaysilah i zamek Al Ayagah). Zresztą nie robią też dużego wrażenia, przynajmniej z zewnątrz. Są niewielkie, do środka nie udało się wejść. Nie ma co także szukać jakiegoś meczetu, który można zwiedzać. W oczy mocno rzuca się też przemysłowa część miasta. Czyli Sur to tak jak założyliśmy dobre miejsce na to, by rozprostować nogi podczas jazdy, ale niespecjalnie się nim przejmować. Trzy wymienione wyżej punkty na tej trasie są dużo ciekawsze.

Zamek Al Aygah w Sur
Zamek Al Aygah w Sur
Port w Sur i tradycyjna łódź typu dhow
Port w Sur i tradycyjna łódź typu dhow

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak omański
Zatoka OmańskaFort Bahla

Al-Dżamm (Al-Dżem) i wielki amfiteatr

Pozostałości po miastach starożytnego Rzymu są rozsiane w różnych miejscach basenu Morza Śródziemnego. Jednym z najlepiej zachowanych monumentów z tamtego okresu jest amfiteatr znajdujący się w tunezyjskiej miejscowości Al-Dżamm (arab. الجم, fr. El Jem, ang. El Djem). Prezentuje się on znakomicie, a dodatkowo jest jedną z trzech najlepiej zachowanych budowli tego typu, pozostałe to Koloseum w Rzymie i amfiteatr w Puli

Sklepiki pod amfiteatrem w Al-Dżamm
Sklepiki pod amfiteatrem w Al-Dżamm

Historia Al-Dżamm

Al-Dżamm znajduje się w Sahelu Tunezyjskim, dokładniej w gubernatorstwie (wilajecie) Al-Mahdija. Samo miasto jest stosunkowo niewielkie, a amfiteatr stanowi jego największą atrakcję. Znajdują się tu także inne, acz już nie tak spektakularne, rzymskie pozostałości, jak choćby mozaiki, wille rzymskie czy resztki mniejszego amfiteatru. Jednak najczęściej odwiedzający nie zwracają nawet na nie uwagi.

Kwiaty przy amfiteatrze
Kwiaty przy amfiteatrze

Al-Dżamm zbudowano na ruinach rzymskiego miasta Thysdrus, które z kolei powstało w pobliżu dawnego punickiego ośrodka. Historycznie Al-Dżamm było istotnym punktem powstania antyarabskiego, które podnieśli w VII wieku Berberowie. Sam amfiteatr pełnił też rolę obronną. Tu przeciw Arabom walczyła księżniczka berberyjska Al-Kahina.

Amfiteatr w Al-Dżamm ostał się w dość dobrej formie
Amfiteatr w Al-Dżamm ostał się w dość dobrej formie

Za zbudowanie największego obecnie zabytku odpowiada prokonsul Gordian, późniejszy cesarz Gordian I. Amfiteatr powstawał w latach 230-238 naszej ery. Służył do walk gladiatorów, a także wyścigów rydwanów. Budynek został wpisany na listę UNESCO w 1979 roku, jako jeden z najlepiej zachowanych amfiteatrów Imperium Rzymskiego. Stan zabytku jest zdecydowanie lepszy niż słynne Koloseum w Rzymie.

Amfiteatr
Amfiteatr

Amfiteatr w Al-Dżamm

Obiekt ten ma kształt elipsy o obwodzie 427 metrów, długości 149 i szerokości 124 metrów. Rzymianie wznieśli d większych jeśli chodzi o rozmiar amfiteatrów, ten jednak charakteryzuje się dość dużą pojemnością. Szacuje się, że w szczytowym okresie mieściło się tu nawet 35 tysięcy widzów. Poza Koloseum (ok. 50 tysięcy widzów), jeszcze amfiteatr w Capua był pojemniejszy. Al-Dżamm zaś w czasach świetności stanowiło największy po Kartaginie ośrodek miejski w Afryce Północnej. Mieszkało tu nawet 100 tysięcy ludzi.

Amfiteatr Al-Dżamm w Tunezji
Amfiteatr Al-Dżamm w Tunezji

Kolejną ciekawostką jest to, że zbudowano go na otwartej przestrzeni. Często tego typu budowle powstawały w pobliżu wzniesień lub na pagórkach. Tu jest inaczej. Do budowy amfiteatru używano budulca z kamieniołomów Selectum (obecnie Salakta, w odległości jakiś 30 km).

Przejścia dla gladiatorów
Przejścia dla gladiatorów

Największe zniszczenia, w tym wyrwa w zachodniej części muru, pochodzą z XVII i XIX wieku, okresów rebelii lokalnych ludów. Dodatkowo w XVII wieku zniszczono część zabytku w celu pozyskania budulca do Wielkiego Meczetu w Kairouan.

Widok na amfiteatr
Widok na amfiteatr

Wpływ na filmy

Ponieważ jest to dość dobrze zachowany rzymski amfiteatr, przypominający Koloseum, zresztą bywa tak czasem też nazywany, zainteresował filmowców. Z najważniejszych wymienia się tu trzy filmy – „Gladiatora” Ridleya Scotta, „Quo Vadis?” Jerzego Kawalerowicza i „Żywot Briana” Monty Pythonów. Prawdopodobnie scenografowie pracujący przy tych produkcjach badali to miejsce i pewnie nawet robiono próbne zdjęcia. Ostatecznie jednak Koloseum w „Gladiatorze” zbudowano na Malcie, w przypadku „Quo Vadis?” scenografię wzniesiono w Piasecznie, zaś Pythoni kręcili w Kartaginie. Za to czasem odbywają się tu koncerty muzyki symfonicznej, akustyka jest tu bardzo dobra. Na przełomie lipca i sierpnia organizowany jest Międzynarodowy Festiwal Muzyki Symfonicznej.

Główna arena
Główna arena

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak tunezyjski
Al-Dżamm?

Pula, rzymski amfiteatr i wenecki zamek

Istria jest pełna rzymskich i włoskich miast (takich jak choćby Poreč). Spośród nich wyróżnia się jednak Pula (wł. Pola), kiedyś  dość ważny ośrodek regionu, dziś największe jego miasto. Można powiedzieć, że Pula to taki mały Rzym: miasto położone jest na siedmiu wzgórzach i może się poszczycić jednym z trzech najlepiej zachowanych amfiteatrów rzymskich (pozostałe dwa to Koloseum w Rzymie i amfiteatr Gordiana w Al-Dżamm w Tunezji). To także miejsce, gdzie kultura chorwacka i włoska się mieszają. Włoski jest tu bardzo popularnym językiem, a Pola drugą, oficjalną nazwą miasta.

Amfiteatr w Puli
Amfiteatr w Puli

Historia Puli

Pula ma długą historię. Wpierw w tej okolicy mieszkali Histryjczycy. Co najmniej od V wieku p.n.e. obszar dzisiejszej Puli zamieszkiwali Ilirowie. W II wieku p.n.e. cały półwysep Istrii zajął Rzym i osadę Ilirów przemianował na Pietas Julia. Pod władzą Rzymu, Pietas Julia przeżywała swoją świetność, a liczba mieszkańców sięgała 30 tysięcy: obecnie jest to niecałe 60 tysięcy, a w średniowieczu po licznych epidemiach dżumy i malarii, liczba mieszkańców spadła do 300 dusz. Najstarsze fragmenty Puli można zobaczyć w tak zwanym kwartale św. Teodora. Są tam pozostałości  domów z okresu od XI do I wieku przed naszą erą. Dziś znajduje się tu stanowisko archeologiczne.

Amfiteatr o zmroku
Amfiteatr o zmroku

Pula i słynny amfiteatr

Jak wspomnieliśmy, najważniejszym zabytkiem w Puli jest amfiteatr rzymski. Został zbudowany w II wieku p.n.e., najpierw na zlecenie cesarza Oktawiana; potem amfiteatr powiększył Wespazjan, zaś rozbudowę dokończył cesarz Tytus Flawiusz w I wieku n.e. Zajmuje przestrzeń na planie elipsy o rozpiętości 132 na 105 metrów. Liczy trzy kondygnacje sięgające do wysokości trochę ponad 30 metrów. Mógł pomieścić 23 tysiące widzów, a więc niemal całą ludność Pietas Julii. Jest szóstym tego rodzaju obiektem i jednym z trzech najlepiej zachowanych.

Amfiteatr (Pula)
Amfiteatr (Pula)

W średniowieczu, jak to zwykle bywa z tego rodzaju budowlami, amfiteatr stał się źródłem budulca dla miejscowej ludności. Rabunkowy proceder został przerwany na rozkaz patriarchy Akwilei – miało to miejsce w XIII wieku, gdy Pula formalnie przysięgła wierność Wenecji (choć się temu czasem buntowała).

Amfiteatr w Puli
Amfiteatr w Puli

Mimo obowiązującego zakazu naruszania ruin amfiteatru, w drugiej połowie XVI wieku dożowie weneccy chcieli rozebrać amfiteatr i co ładniejsze jego fragmenty przenieść do Wenecji. Pomysł na szczęście zarzucono. Ostatni raz jako źródło darmowego wapienia budowlanego amfiteatr posłużył na początku XVIII wieku do budowy wieży katedry w Puli. Niedługo potem odkryto Herkulanum i Pompeje i wybuchła archeologiczna gorączka, zaczęto na nowo odkrywać i co ważniejsze – ochraniać – znane już obiekty.

Teatr Rzymski (lub mały amfiteatr)
Teatr Rzymski (lub mały amfiteatr)

Pula i festiwale

Co ciekawe, zabytek ten nie jest na liście UNESCO. Za to wykorzystuje się go jako obiekt koncertowy i sportowy, a także „zagrał” rzymskie Koloseum w filmie „Tytus Andronikus” z Anthonym Hopkinsem w roli głównej. Służy także jako doskonała lokacja koncertowa, ale to cecha wspólna wielu amfiteatrów. Kulturalnie warto wspomnieć także o Pula Film Festival podczas którego niektóre projekcje odbywają się właśnie w amfiteatrze. Drugi słynny festiwal to Pula Superiorum odbywający się na początku czerwca. Wówczas odbywają się tu walki gladiatorów, inne pokazy sztuk i sportów dawnych, a czasem nawet puszczane są filmy o Asterixie.

Forum w Puli, dziś pełni rolę rynku
Forum w Puli, dziś pełni rolę rynku

Amfiteatr w Puli jest oczywiście otwarty dla zwiedzających, a w jego podziemiach są różne eksponaty, między innymi amfory na wino i model tłoczni winogron. Jest tu także ciekawa ekspozycja o gladiatorach, którzy niegdyś walczyli tu na arenie.

Galeria Cvajner (Pula, Chorwacja)
Galeria Cvajner (Pula, Chorwacja)

Centrum Puli

Oprócz amfiteatru, w Puli odnajdziemy także inne rzymskie zabytki. Jest więc i rzymskie forum, są niewielkie łuki tryumfalne (Łuk Tryumfalny Sergiusza) służące później za miejskie bramy (Brama Herkulesa i Brama Podwójna), jest i poświęcona Oktawianowi Augustowi i Romie świątynia z I wieku. Trochę może nieproporcjonalna. Przy Łuku Sergiusza znajduje się pomnik Jamesa Joyce’a. Słynny pisarz mieszkał tu przez rok (1904-1905) i uczył angielskiego. Choć nie podobało mu się w Puli, mieszkańcy i tak postanowili go uhonorować.

Świątynia Augusta w Puli
Świątynia Augusta w Puli

Świątynia Augusta została zniszczona podczas II wojny światowej, obecnie można podziwiać rekonstrukcję z 1947 roku. Dziś  mieści muzeum. Obok niej znajduje się Pałac Komunalny. Forum dziś jest pełne knajpek i tętni  życiem. Ciekawostką jest to, że w tutejszych restauracjach często nie da się płacić kartą. Trzeba odejść trochę na bok, w mniej turystyczne miejsce i od razu obsługa jest inna i możliwości płatnicze większe.

Kaplica św. Marii Formosa
Kaplica św. Marii Formosa

Pula: Zabytki bizantyjskie

Po upadku Rzymu w 476 roku, Pula dostała się pod panowanie Bizancjum. Z tego czasu pozostały tu mozaiki, czy między innymi kaplica św. Marii Formosa. Kaplica jest jedynym ocalałym fragmentem dawnej trójnawowej bazyliki. W XII wieku wraz z całą Istrią Pula musiała złożyć przysięgę wierności Republice Weneckiej. Bunt miasta został spacyfikowany, a częścią Republiki Istria stała się w XIV wieku. Nie wiodło się Puli zbyt dobrze: często wybuchały epidemie, sprawę pogarszali uchodźcy szukający schronienia przed najazdami tureckimi.

Świątynia Augusta (Pula, Chorwacja)
Świątynia Augusta (Pula, Chorwacja)

Pula: Wenecki zamek

Z okresu weneckiego pochodzi też zamek (Kaštel) zbudowany na wzgórzu w środku miasta. Dziś to muzeum morskie i historyczne Istrii. Obok zaś znajdziemy pozostałości drugiego, małego rzymskiego amfiteatru (z II wieku).

Zamek Wenecki w Puli
Zamek Wenecki w Puli

Drugą młodość miasto przeżywało w XIX wieku, kiedy rozwinął się przemysł i turystyka, a wreszcie Pula stała się jednym z głównych portów Austro-Węgier i bazą austriackich pancerników. Spacerując nadbrzeżem dziś widać zarówno duże okręty, jak i żurawie portowe. Po I wojnie światowej w mieście mieszkali Włosi, dziś najbardziej zauważalna grupa turystów. Podobnie jak do Poreča, tak i tutaj po II wojnie światowej zwożono ludność słowiańską. Zresztą Pula jak większa część Istrii została przyłączona do Jugosławii na mocy traktatu paryskiego po to, by osłabić Włochy. Napięcie między dwoma społecznościami zaognił też wybuch min z 1946, w którym zginęło ponad 100 osób. Obie strony obwiniały się o sprowokowanie wybuchu.

Konkatedra Wniebowzięcia NMP w Puli
Konkatedra Wniebowzięcia NMP w Puli

Katedra w Puli

Obecna katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny powstała w XV wieku na miejscu wczesnochrześcijańskiej bazyliki z V wieku. Ta z kolei została zbudowana na miejscu rzymskiej świątyni poświęconej Jowiszowi. Częsta praktyka.

Podwójna Brama (Pula, Chorwacja)
Podwójna Brama (Pula, Chorwacja)

Zwiedzanie Puli

Z poprzednich wcieleń katedry zachowały się mozaiki z wieków V do VI. Pewne elementy architektury to wykorzystane fragmenty rzymskich budowli: kolumny, bloki wapienia, a nawet ołtarz, który jest rzymskim sarkofagiem z III wieku. No i oczywiście znajdziemy tu kamienie z amfiteatru, z nich także zbudowano wieżę (w XVIII wieku). Mając więcej czasu można odwiedzić muzea. Poza już wspomnianym, dobrym uzupełnieniem do zwiedzania miasta będzie muzeum archeologiczne. Warto dodać, że obecnie z Warszawy LOT otworzył bezpośrednie połączenie z Pulą.

Wykopaliska archeologiczne
Wykopaliska archeologiczne

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak chorwacki
PulaPark Narodowy Krka

Park Narodowy Płaskowyżu Hortona i kraniec świata

Park Narodowy Płaskowyżu Hortona (Horton’s Plain National Park) lub skrótowo Płaskowyż Hortona to obszar chroniony znajdujący się na obszarze górskim Sri Lanki, na wysokości 2100 – 2300 m n.p.m. Na listę parków narodowych obszar ten trafił w 1988 roku, ale już w XIX wieku Brytyjczycy docenili odrębność tego płaskowyżu i pozostawili nietknięty jako teren łowiecki. Tworzą go trawiaste wzgórza i lasy mgliste. Drugą atrakcją są bardzo wysokie uskoki, najwyższy z nich nazywa się Końcem Świata (lub Krańcem w innym tłumaczeniu, które lepiej oddaje oryginalne znaczenie).

Ścieżka w Parku Narodowym Płaskowyżu Hortona
Ścieżka w Parku Narodowym Płaskowyżu Hortona

Lasy mgliste na Sri Lance

Lasy mgliste to taka szczególna odmiana lasów podzwrotnikowych na terenach górskich, gdzie przez kondensację wilgoci stale utrzymują się mgły i bardzo duża wilgotność. Warunki konieczne do powstania lasów mglistych są na tyle specyficzne, że tylko około 1% światowych lasów to lasy mgliste. Z mglistymi takimi mieliśmy do czynienia do tej pory w Tanzanii, w Parku Narodowym Ngorongoro na krawędzi kaldery dawnego wulkanu.

Rzeki, czasem trzeba przez nie przejść (może to wymagać trochę skakania)
Rzeki, czasem trzeba przez nie przejść (może to wymagać trochę skakania)

Płaskowyż Hortona: Zwierzęta

Na płaskowyżu Hortona żyje wiele gatunków zwierząt, niektóre z nich są endemitami. Do najważniejszych należą występujące w wielu miejscach Azji jelenie sambar i lamparty. Kiedyś występowały tu także słonie, ale brytyjski odkrywca i myśliwy – sir Samuel Baker (1821 – 1893) – pasjami polował na słonie, doprowadzając je niemal do wymarcia w regionie Nuwara Eliya, zaś do lat 40. XX wieku nie było ich już wcale.

Sambar jednobarwny (Rusa unicolor)
Sambar jednobarwny (Rusa unicolor)

Niestety oprócz jeleni nie spotkaliśmy praktycznie żadnych innych zwierząt, nawet ptaków. Najpewniej przebywają one w dalszych częściach płaskowyżu, z dala od hałaśliwych turystów. Jednak jest to miejsce, do którego nie jeździ się dla zwierząt, a dla niesamowitych, trochę surowych krajobrazów. To przepiękny park narodowy.

Turyści na Płaskowyżu Hortona
Turyści na Płaskowyżu Hortona

Płaskowyż Hortona: Wodospad i uskoki

Kluczową atrakcją Hortona jest Kraniec ŚwiataWorld’s End. Nazwano tak klif wznoszący się nad przepaścią liczącą 1300 metrów głębokości. Dalej w parku znajduje się Mały Kraniec Świata ze spadkiem liczącym 300 metrów. Ze względu na mgłę nie udało nam się zobaczyć nic a nic. Nie ważyliśmy się zbliżyć do krawędzi – było ślisko, a brakowało barierki. Miesiąc przed naszą wizytą zginęła tutaj niemiecka turystka. Zaś jeśli chodzi o widoki, przy dobrej pogodzie można tu dostrzec Szczyt Adama i nawet Ocean Indyjski. Mgła na Końcu Świata występuje dość często, podobno warto się tu udać we wczesnych godzinach porannych, wówczas jest większa szansa na przejrzystą pogodę.

Kraniec Świata / Koniec Świata
Kraniec Świata / Koniec Świata

Popularnością cieszy się także wodospad Bakera, nazwany tak na cześć wspomnianego już Samuela Bakera. Wodospad mierzy 20 metrów wysokości. Na Płaskowyżu Hortona znajdują się początki trzech głównych rzek na Cejlonie: Mahaweli, Kelani i Walawe.

Wodospad Bakera
Wodospad Bakera

Płaskowyż Hortona: Trasa

Pełny okrężny szlak w Płaskowyżu Hortona liczy jakieś 9,5 kilometrów i nie jest bardzo wymagający, nie po Szczycie Adama. Przed wejściem zabrano nam wszystkie foliowe torebki, a jedzenie w rodzaju herbatników przesypano w papierowe torebki. Wodę w plastikowych butelkach mogliśmy wnieść. Ma to oczywiście na celu ustrzeżenie parku przed zaśmieceniem, a zwierzęta przed przypadkowym zjedzeniem śmiertelnie groźnych dla nich folii. Cóż, fama indyjskich turystów, znanych z niechlujstwa, a licznie odwiedzających Cejlon, robi swoje. Trzeba niestety dodać, że Lankijczycy też potrafią być niezwykle uciążliwi: przede wszystkim są przeraźliwie głośni. Krzyczą i wyją, zwłaszcza na Krańcu Świata. Hałas niestety wprost przekłada się na brak obecności zwierząt.

Las Mglisty (Płaskowyż Hortona)
Las Mglisty (Płaskowyż Hortona)

Sama ścieżka jest częściowo przygotowana pod turystów. Jest wytyczona, w niektórych miejscach wygładzona, ale z wózkiem całej trasy się nie przejedzie. Miejscami trzeba się trochę wspinać, przeprawić przez strumień, czy przy gorszej pogodzie znaleźć sposób, by ominąć błoto. Nie jest to poziom trudności porównywalny z Carrantouhill, ale jeśli ktoś się spodziewa takich łatwych szlaków turystycznych jak w Punakaiki czy Bastei to będzie dość niemile zaskoczony. Dodatkowo zostaje wspomniana kwestia bezpieczeństwa: przy obu Końcach świata nie ma barierek. Jest tam podwyższenie, na które się wchodzi i które nagle się urywa.

Płaskowyż Hortona (Horton's Plain, Sri Lanka)
Płaskowyż Hortona (Horton’s Plain, Sri Lanka)

Ponadto można tutaj zmarznąć: średnia roczna temperatura wynosi 13 stopni w skali Celsjusza, ale waha się od 27 w ciągu dnia do zaledwie 5 w nocy. W lutym zdarzają się nawet przygruntowe przymrozki. Na wędrówkę było dla nas w sam raz, ale nasz kierowca zmarzł czekając na nas. Ogólnie cały dystrykt Nuwary Eliyi uchodzi za najchłodniejsze miejsce na Sri Lance (średnia temperatura to 16 stopni Celsjusza). Dlatego warto się zaopatrzyć w sweter, czy kurtkę. A skoro to lasy mgliste, przygotujcie się też na mżawkę czy przelotny deszcz.

Płaskowyż Hortona i ścieżka w lesie
Płaskowyż Hortona i ścieżka w lesie

Czystość i higiena w Parku Narodowym

Trochę o higienie na Sri Lance. Znaliśmy już historie o czystości – a właściwie jej braku – w Indiach. Spodziewaliśmy się, że tutaj, przez bliskość geograficzną będzie podobnie. Żeńska część naszej wyprawy bała się śmierci z brudu, a na wyjazd zaopatrzyła się w lejek do sikania. Świetna sprawa, ale jak się okazało, na Sri Lance wcale nie było to bardzo potrzebne. Poziom czystości zarówno w miastach, jak i poza nimi, był na Sri Lance zaskakująco wysoki, często wyższy niż w Europie! Bardzo nas to pozytywnie zaskoczyło.

Park Narodowy Płaskowyżu Hortona
Park Narodowy Płaskowyżu Hortona

Sri Lanka i Indie są jednak kulturowo bardzo odmienne, co wynika z historii. Ponadto sami Lankijczycy nie przepadają za Hindusami. Nasz kierowca, i nie tylko on na Sri Lance, uważa że Hindusi to po prostu brudasy, w ogóle nie dbający o otoczenie (stąd też wprowadzone restrykcyjne zasady w parku). Niestety i tak zdarzały się osoby, które przemyciły odpady i wyrzuciły je na szlaku. Natomiast kończąc kwestie higieniczne. Przy wejściu do parku narodowego znajdują się ubikacje (potem na trasie są dość nieliczne i nie w każdej części). Te przy kasach są bardzo specyficzne, bo są pozbawione jednej ściany, więc mamy przewiew I widok na las. Dość interesująca rzecz.

Płaskowyż Hortona
Płaskowyż Hortona

Płaskowyż Hortona: Jak dotrzeć

Dojazd do Parku problemowy nie jest, jeśli się ma samochód. Jednak warto pamiętać, że jest to jedna z tych dróg, które są niezalecane przez wszystkie wypożyczalnie i ubezpieczycieli. Niektóre ubezpieczenia tu nie obowiązują. Związane jest to z tym, że w razie wypadku czy awarii dość trudno dotrzeć tu służbom, co oczywiście zwiększa koszty. Droga, znając polskie standardy, zła nie jest. O transporcie publicznym do Płaskowyżu Hortona należy zapomnieć. Można co prawda pojechać pociągiem do wioski Ohiya i stamtąd brać tuk-tuka lub inny transport. Ewentualnie jest jeszcze dalsza Pattipola (najwyżej położona stacja na Sri Lance). Podobno dobrze jest tu przyjechać rano, bo mgły rozrzedzają się mniej więcej o 10-11. Myśmy byli późnym popołudniem, toteż mgła znów gęstniała

Płaskowyż Hortona
Płaskowyż Hortona

Uwagi praktyczne

Wspominaliśmy o tym, że część turystów w parku była dość hałaśliwa. Nie o to chodzi, gdy obcuje się z naturą. Ale jest na nich jedna rada. Trasa w Płaskowyżu Hortona w dużej części idzie po okręgu. Zdecydowana większość Azjatów skręca standardowo w lewą stronę. Jeśli się pójdzie w prawą, jest dużo większa szansa na ciszę, bo ludzi raczej się mija, a nie idzie między nimi. Ten wybór nie ma sensu, gdy wybieramy się do parku z samego rana, by zdążyć przed chmurami na Krańcu Świata, wówczas należy iść w lewo, by jak najszybciej dojść do uskoków.

Droga w lesie mglistym
Droga w lesie mglistym

W 2010 roku podczas sesji w Brasilii, komitet UNESCO uznał centralne równiny Sri Lanki za miejsce przyrodniczego dziedzictwa. Oprócz Płaskowyżu Hortona na listę wpisano także: Peak Wilderness sanctuary (tam znajduje się Szczyt Adama)i Knuckles Mountain Range. Samo Horton’s Plain to przepiękne miejsce, idealne na spokojny spacer na łonie natury. My połączyliśmy je ze Szczytem Adama (w jeden bardzo długi dzień), ale wiele osób dzieli te atrakcje na dwa dni. Wszystko zależy od formy, ale też możliwości dojazdu. Z prywatnym kierowcą i średnią kondycją da się to zrobić w jeden dzień.

Skalne podejście w PN Płaskowyżu Hortona
Skalne podejście w PN Płaskowyżu Hortona

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak lankijski
PN Płaskowyż HortonaKandy

Iran: Informacje praktyczne

Iran. Kompendium wiedzy, czyli informacje praktyczne. W Iranie byliśmy w czerwcu 2019.

Iran: Informacje podstawowe

Uwagi ogólne: Iran, dawniej zwany Persją, to kraj o bardzo długiej i ciekawej historii oraz fascynującej kulturze. Choć został podbity przez Arabów, udało mu się zachować własną odrębność kulturową, która rozwija się do dziś. Nazwa Persja pochodzi z języka greckiego, Iran nawiązuje do lokalnego, pierwotnego określenia tego kraju.

Klimat: Zróżnicowany, często pustynny, ale też są góry. W czerwcu było już tam gorąco, w dzień temperatura w wielu miejscach przekraczała 40 stopni. Nie ma tutaj nigdy specjalnie dużego zachmurzenia, więc słońce mocno praży. Jednakże to jest klimat kontynentalny, co oznacza gorące lata i mroźne zimy, a także dużą dobową różnicę temperatur.

Iran to kraj o naprawdę niewielkiej ilości opadów, bardzo suchy, poza wysokimi partiami północnych gór Elbrus. Średnia roczna opadów wynosi od 50 do 100 milimetrów. Dzięki niskiej wilgotności wysokie temperatury nie są aż tak uciążliwe.

Język: Perski (farsi), ale dość dużo osób mówi dobrze po angielsku. Nie tylko starsze pokolenie, ale również młodzi w miastach. Lokalnie używa się wielu dialektów, również także języków, w tym arabskiego i ormiańskiego.

Baza noclegowa: Władze Iranu w latach 2015-2020 postawiły mocno na rozwój turystyki i tym samym baza hotelowa mocno się rozrosła i jest zróżnicowana, także cenowo. Są tanie hostele, przyzwoite hotele w dobrych cenach, no i wyższa półka, a część z nich ma relatywnie niskie ceny. Warto jednak zastanowić się nad hotelami tradycyjnymi, zazwyczaj jest tam otwarte patio, a każdy pokój ma z niego osobne wejście. Tak właśnie wyglądają tutejsze pensjonaty.

Największy problem to zamówienie hotelu wcześniej. Po pierwsze na Iran nałożone są sankcje, więc nie działają tam karty płatnicze, ani międzynarodowi pośrednicy. Więc albo zostaje nam szukać noclegu na miejscu (może się zdarzyć, że ktoś go nam zaproponuje), albo jeśli wolimy mieć wszystko załatwione wcześniej, skorzystać z irańskich agencji turystycznych. My hotele załatwialiśmy najczęściej przez 1st Quest. Jedyny potencjalny problem polega na tym, że nawet po zarezerwowaniu jeszcze dzień lub dwa potwierdzają hotele, a w razie problemów dają znać. Drugi problem to płatności, ale o tym niżej. Faktem jest, że agencje nie zawsze pokrywają wszystkie hotele czy nawet miasta. W przypadku Hamadanu znaleźliśmy hotel na Google Maps i dopiero przez kontakt z nim wskazali pośrednika dla dokonania płatności.

Strefa czasowa: UTC +3,5. Czyli przesuwamy o 2,5 lub 1,5 godziny w zależności od pory roku. W Iranie nie zmienia się czasu z letniego na zimowy.

Iran: Transport

Dojazd: Właściwie tylko samolotem, ewentualnie samochodem przez Armenię, acz wjazd jest dość problematyczny. Do Iranu kursują regularne linie lotnicze: Turkish albo Ukrainian Airlines, względnie Lufthansa.

Samochody i transport: Część dróg jest płatna, ale w przeliczeniu na złotówki to niewielkie pieniądze. Jeśli na bramkach nikogo nie ma, to przejeżdża się nie płacąc nic. Płatności mogą być zarówno przy wjeździe jak i wyjeździe.

Wynajem samochodu może być kłopotliwy ze względu na brak pośredników. Ale są lokalne alternatywy (choć jest ich mało). My korzystaliśmy z Saaadatrent. Płatność w Euro w całości na miejscu. W Saadatrent mogliśmy wynająć samochód w Teheranie i oddać go na lotnisku w Szirazie.

Popularnym sposobem podróżowania po Iranie są też autobusy. Większe odległości można pokonywać lotami czarterowymi. Agencje turystyczne, jak wspomniany 1st Quest, pośredniczą w sprzedaży biletów. Na ich stronie można też znaleźć wyszukiwarkę połączeń i rozkład autobusów – 1stquest.com/bus. Podobnie jak i wyszukiwarkę połączeń lotniczych.

Pewną alternatywą jest też wynajęcie przewodnika, który przy okazji będzie nas obwoził samochodem.

Iran rozbudowuje też powoli swoją sieć kolejową. Póki co siatka połączeń nie jest zbyt gęsta, ale może okazać się wystarczająca. Więcej informacji i bilety znajdziecie tutaj.

Uber: Nie ma. lokalnym odpowiednikiem jest aplikacja Snapp

Iran: Prawo

Wiza: W teorii można polecieć do Teheranu i kupić wizę na lotnisku. W 97% przypadków nie ma problemu z dostaniem (choć to ponoć trochę trwa). W praktyce, jak pokazała konferencja w Warszawie w lutym 2019, polityka może mieć błyskawiczny wpływ na przyznawanie wiz i odsyłanie Polaków z lotniska z kwitkiem. Lepsza jest e-viza, ale z nią też bywa problem, bo jest tam dużo odmów, które kończą się tym, że e-wiza powinna być załatwiona przez agencję. To już wtedy formalność. My korzystaliśmy z Tap Persia (1st Quest też oferuje pośrednictwo, acz w momencie, w którym załatwialiśmy wizę mieli problemy logistyczne). Wizę można odebrać albo w ambasadzie (lub przez wysłanie im paszportu) albo bezpośrednio na lotnisku. Nie jest wbijana pieczątka. Wiza jest w całości elektroniczna, wysyłana tylko na e-mail. Jest to ważne, gdyż należy sobie taką wizę zapisać w trybie off-line na wypadek jakiś kontroli.

Odebranie wizy na lotnisku idzie dość sprawnie, zdecydowanie sprawniej niż jej wyrobienie, które czasami może trwać nawet kilka godzin.

Wizy nie są przyznawane obywatelom amerykańskim i izraelskim. Pieczątki izraelskie w paszporcie mogą stanowić problem. Faktem jest, że sam Izrael najczęściej ich nie wbija, ale na granicy z Egiptem czy Jordanią władze tych dwóch krajów nie mają takich obiekcji. Właśnie lądowe przejścia z Izraelem mogą być powodem do odrzucenia wizy i zadawania pytań. Oczywiście pod warunkiem, że ktoś przejrzy paszport (znów istotna jest aktualna sytuacja polityczna). Natomiast w przypadku wizy elektronicznej nikt nawet nie sprawdzał, co mamy w paszporcie.

Przepisy celne: Jeśli wwozi się ponad 5000 USD trzeba to zadeklarować. Zakaz wwożenia alkoholu, pornografii, wieprzowiny, towarów wyprodukowanych w Izraelu lub mających z nim jakiś związek. Można się spodziewać bardziej szczegółowej kontroli bagażu.

Prawo i obyczaje: Religijny kraj islamski, należy poszanować ich prawa. Najbardziej jaskrawym przejawem tutejszej kultury jest nakaz noszenia na głowie chusty przez kobiety, zakrywanie rąk po nadgarstki, a nogi po kostki. To ostatnie dotyczy także mężczyzn. Jest to rygorystycznie przestrzegane i prawnie uregulowane. Natomiast można zaobserwować to, o czym w książce „Fashionistki zrzucają czadory” pisała Aleksandra Chrobak. Kobiety irańskie próbują obchodzić te przepisy. W pomieszczeniach zamkniętych, jak niektóre restauracje, prawo nie obowiązuje. Tam wiele Iranek ściąga chusty. Wiele zaś nosi je na tyle niedbale, by bardziej przypominały ozdobę, niż nakrycie głowy, bądź by wygląd chusty sugerował, że się zsunęła. Można czasem też zaobserwować młode dziewczyny, które rozglądają się, czy nikt podejrzany ich nie obserwuje, zrzucają na chwilę nakrycie głowy, robią szybko selfie i zakładają z powrotem. Niemniej jednak turystkom się tego nie poleca, a zakładanie chust ma miejsce jeszcze przed wyjściem z samolotu.

Tu warto też zapytać o zakaz robienia podobizn człowieka w islamie (odziedziczony po judaizmie) a zdjęcia. Formalnie zakaz obowiązuje tylko w meczetach i miejscach świętych, tam nie wolno wystawiać zdjęć ludzi. Natomiast robienie zdjęć wewnątrz świątyń na ogół nie jest żadnym problemem, choć na przykład w Szirazie były pewne ograniczenia. W Kaszanie nawet imam, z którym rozmawialiśmy sam zaproponował, że zrobi nam zdjęcie, bo wie jak najlepiej złapać meczet.

Posiadanie narkotyków może być karane śmiercią. Należy mieć to na uwadze, gdyż leki zawierające opioidy (przeciwbólowe, przeciwkaszlowe) mogą zostać potraktowane jako zakazana substancja.

Dni wolne: Piątek. Tydzień w pracy w Iranie to 45 godzin, pracujące dni są od soboty do środy. W czwartek pracuje się w teorii już krócej. W piątek tylko część sklepów jest otwarta.

Drony: Według niektórych informacji panuje całkowity zakaz, a według innych że istnieją obostrzenia standardowe, plus kategoryczny zakaz latania w Teheranie i oczywiście blisko lotnisk, terenów wojskowych i strategicznych obiektów takich jak elektrownie, wydobycie i rafinerie ropy naftowej. Na większości stanowisk archeologicznych trzeba mieć wcześniejsze zezwolenie. Natomiast ogólnie sytuacja z dronami się zmienia dynamicznie. Ludzie tam nie do końca zdają sobie sprawę z tego, co to jest i łatwo zainteresować służby i być podejrzanym o szpiegostwo. Na locie wewnętrznym mieliśmy problem z dronem, skończyło się tym, że musiał zostać nadany do luku (pomimo baterii litowych). W każdym razie nasza rada jest prosta: jeśli chcemy gdzieś latać dronem, najlepiej zapytać kogoś z ochrony lub służb mundurowych, kto przesiaduje w pobliżu.

Flaga Iranu (Hamadan, Iran)
Flaga Iranu (Hamadan, Iran)

Bezpieczeństwo w Iranie

Szczepienia wymagane: Brak. Zalecane szczepienia to żółtaczka typu A i B, dur brzuszny, cholera i wścieklizna. W razie braku przeciwciał warto powtórzyć szczepienia na błonicę, tężec krztusiec. To jest taki podstawowy pakiet podróżny.

Choroby: W okresie od marca do listopada na obszarze całego kraju występuje zagrożenie malarią. Kraj wprawdzie suchy, ale liczne nawadniane oazy zieleni i fontanny to dobre warunki dla rozwoju komarów. Szczególnie zagrożone są południowo-wschodnie prowincje mniej więcej od miasta Kerman aż do granicy z Pakistanem i aż do Zatok Perskiej i Omańskiej. Dodatkowo istnieje ryzyko zarażenia dengą, toteż należy stosować repelenty. Przed podróżą polecamy wizytę u lekarza – medyka podróży, zwłaszcza jeśli konieczne będzie wdrożenie profilaktyki antymalarycznej.

Bezpieczeństwo kryminalne i polityczne: Przestępczość w Teheranie znikoma, a jest on najbardziej niebezpiecznym miejscem w kraju. W wielu miejscach można śmiało chodzić nocą po ciemnych zaułkach i zostać zaproszonym na herbatę. To prawdopodobnie jeden z najbardziej bezpiecznych i przyjaznych krajów na świecie.

Zdecydowanie większy problem to zagrożenia zewnętrzne, czyli możliwość wojny z USA, Izraelem, Arabią Saudyjską i ogólnie destabilizacja regionu.

Bezpieczeństwo naturalne: W niektórych miejscach panuje bardzo wysoka temperatura, jest możliwość odwodnienia. Iran leży w rejonie aktywnym sejsmicznie i chociaż zagrożenie trzęsieniem ziemi jest umiarkowane, to jednak występuje.

Iran: Płacenie

Waluta: Formalnie Rial (IRR). Ale ze względu na inflację istnieje dodatkowa waluta, która istnieje tylko w rozliczeniach i cenach. To Tomen. Nazwa po poprzedniej walucie Iranu. W teorii 1 tomen to 10 riali. W praktyce często 10 tysięcy riali, bo Irańczycy obcinają sobie trzy ostatnie zera. Mało co kosztuje mniej niż 1000 tomenów (to i tak mniej niż złotówka), więc trzy ostatnie zera najczęściej są pomijane. Tu trzeba być elastycznym i ewentualnie dopytywać, czy tak samo rozumiemy cenę. Dodatkowo obecnie pojawił się pomysł, by przeprowadzić denominację i wrócić do tomena.

Ze względu na wysokie nominały, w kantorach (tam lepiej wymieniać pieniądze), dostaniemy bardzo gruby plik banknotów.

Ponad 20 milionów riali, Iran 2019
Ponad 20 milionów riali, Iran 2019

Płatności kartą i bankomaty: Jest ich całkiem sporo, Irańczycy lubią płatności bezgotówkowe, ale z powodu sankcji nie działają tam zachodnie systemy płatnicze. Należy więc brać ze sobą gotówkę i wymieniać ją w kantorach (mają dużo lepsze kursy niż banki, bo czarnorynkowe). Jeśli ktoś chce płacić kartą, może sobie wyrobić irańską. W niektórych miejscach, np. przy sprzedaży dywanów, istnieje możliwość płatności VISĄ lub Mastercardem. Formalnie jest to płatność dokonywana za pośrednictwem banków z Zatoki Perskiej (Arabia, Emiraty, Katar), tym samym obchodzone są sankcje.

Uwaga, wysyłanie pieniędzy do Iranu też jest niezgodne z OFAC (amerykańskie sankcje), wiele banków tego nie robi. Zwłaszcza, że Iran jest poza systemami. Ale w przypadku agencji turystycznych, płatność za wizę, hotele, czy samoloty, można dokonać za pośrednictwem słupów w Europie, Turcji lub jeszcze w innych krajach. Wówczas często działają karty pałtnicze.

Napiwki: Jako takich napiwków nie ma, choć czasem doliczają opłatę serwisową lub obcinają końcówki dla prostszego rozliczenia: czasami na swoją korzyść, jednak częściej to my dostajemy „rabat”.

Prąd i komunikacja w Iranie

Internet: Dobrze rozwinięty. Warto kupić sobie lokalną kartę SIM, jest w miarę tania, a bardzo się przydaje. Także do Google Translatora. Ale nie cała sieć działa normalnie. Dostęp do Facebooka, YouTuba, Twittera, Instagrama i tak dalej jest zablokowany. Choć działa WhatsApp. Dużo trudniejszy jest dostęp do mediów informacyjnych. Panuje tu cenzura, nie działa CNN, nie działa BBC, ale też nasze polskie strony: Onet, Wirtualna Polska, Gazeta, Interia… Z wyjątkiem małych stronek. Gdy chcieliśmy zobaczyć, co słychać w Polsce (i na świecie) to musieliśmy skorzystać albo z Wpolityce, albo ze SputnikNews.

Wystarczy użyć VPNa i połączyć się do zagranicznego serwera. I wtedy nagle wszystko działa. W ten sposób ludzie, w szczególności młodzi, korzystają z „wolnej” sieci.

Czasowo jednak można spotkać się z sytuacją, w której internet całkowicie zostanie odcięty.

Telefony: Roaming dostępny.

Telefon alarmowy: 110.

Gniazdka elektryczne: Jak u nas.

Kuchnia irańska

Jedzenie wegetariańskie: Jak już znajdziemy restaurację, to nie zawsze jest tam coś wegetariańskiego, co nie znaczy, że nie da się tam nic zamówić. Zamówienie frytek, ryżu i sałatki może być możliwe po negocjacjach. Problem polega na tym, że Irańczycy są bardzo gościnni i obsługa może się źle czuć, podając „niepełne” danie. Z tego powodu lepiej też na wszelki wypadek odmawiać, gdy jesteśmy zapraszani na obiad do czyjegoś domu. Sama kuchnia jest bardzo zróżnicowana, w zależności od regionu. Na straganach w suku jest wiele warzyw i nasion roślin strączkowych, ale jednocześnie nie przekłada się to na ich obecność w restauracjach, czy barach. Tam raczej króluje mięso. Wynika to z tego, że Irańczycy co innego jedzą w domu, a jak już wyjdą do restauracji to szukają czegoś innego, może mniej powszedniego. Mimo to i tak da się znaleźć różne potrawy jarskie, chociaż czasem będąc zdanym tylko na frytki i sałatkę.

Alkohol: Alkohol w kraju jest zakazany, nie można go także wwozić, a co ważniejsze: lepiej nie pić zbyt dużo w samolocie do Iranu, bo może to spowodować pewne trudności na lotnisku. W sklepach jest piwo bezalkoholowe i tyle. Alkohol w Iranie istnieje tylko w nielegalnym obrocie i jest to przede wszystkim lokalny bimber wątpliwej jakości. Jak ktoś bardzo będzie szukał, to w większych miastach jak Sziraz czy Isfahan znajdzie zamknięte, swobodniejsze imprezy.

Dostępność restauracji i barów: Z lokalami jest pewien problem, bo Irańczycy raczej nie praktykują jedzenia w restauracjach, wolą pikniki. To jest bardzo widoczne w mniejszych miejscowościach. W takim wypadku warto posiłkować się restauracją hotelową. Nie mieliśmy problemów z lokalami w Isfahanie, Jazdzie czy Szirazie. Natomiast nawet w Teheranie pojawia się problem godzin otwarcia, a właściwie to wczesnego zamykania.

Kultura Iranu

Religia: Islam szyicki. I to jest naprawdę ciekawostka, bowiem jest on obecnie bardzo silnie zinstyucjonalizowany, tym samym przypomina trochę organizację Kościoła Katolickiego, podczas gdy sunnici raczej przypominają protestantów i ich różne doktryny, czasem obowiązujące u jednego pastora, czy imama w islamskiej wersji. Natomiast imam u szyitów musi skończyć długie studia teologiczne. Pod wieloma względami jest to islam bardziej ortodoksyjny, ale pod innymi jest bardziej otwarty, co poniekąd wynika z samego podejścia Irańczyków. Praktycznie do większości najważniejszych i największych meczetów można wejść bez problemu (w sunnickich Maroko, Jordanii, ZEA, czy zdominowanym przez Charadżytów Omanie, są to pojedyncze świątynie). W Iranie nie zawsze wszędzie się wchodzi, ale dużo da się zobaczyć. Szyici są też bardziej otwarci na chrześcijan, wskazując, że wiele nas łączy. W Kom nawet mieli ulotkę o tym, jak w islamie jest widziany Jezus. Grzecznie pomijają kwestie sporne. Głównym wrogiem religijnym są żydzi i sunnici, więc inne religie Księgi (czyli takie, które opierają się na Biblii, Koranie, Aweście) nie są aż tak złe. W meczetach często są miejsca, gdzie udzielane są porady teologiczne, także po angielsku, albo jest możliwość prowadzenia otwartej rozmowy bez uprzedzeń. Po prostu można z tutejszym imamie porozmawiać dosłownie o wszystkim: od obyczajowości w Iranie, przez symbolizm tutejszej architektury, aż po refleksje na temat życia.

W Iranie żyje spora mniejszość ormiańska, mająca swój kościół, a także zaratusztrianie. Zaratusztrianizm to pierwotna religia Persji, nazywana czasem czcicielami ognia. Mniejszość ta wciąż jest obecna w Iranie, choć dziś jest ich zaledwie 40 tysięcy. Przez pewien czas byli zwalczani, w latach 60. XX wieku zabroniono też ich tradycyjnych pochówków, ale jednocześnie Jazd i okolice to bardzo dobre miejsce, by poznać lepiej tę religię.

Ludzie: Temat rzeka. Wiele napisano o uprzejmych i gościnnych Irańczykach i jest to w dużej mierze prawda. Gościnność i otwartość jest powszechna w krajach w tym rejonie (Oman, Jordania, Gruzja, Azerbejdżan, Armenia), ale Iran bije wszystkich na głowę. To kolejny poziom, mają coś, co nazywa się ta’arof (inne pisownie: taarof lub tarof), czyli etykieta lub kodeks dobrych manier. Ta’arof mocno przesiąkł w kulturę. Sam język irański jest bardzo naznaczony przez poezję (zresztą dzięki niej udało im się przetrwać asymilację arabską, która pochłonęła Egipt czy Syrię), więc w oryginale różne pozdrowienia i podziękowania są bardzo długie. W tłumaczeniu na polski to np. po milionkroć dzięki. Większość ludzi, których się spotyka, jest otwarta i zaczepia turystów. Jeśli po drodze spotka się jakiś tutejszych łepków, na sto procent zapytają skąd jesteśmy. Słowo Poland może być jednak mylone z Holandią, więc lepiej mówić Lachistan, Lechistan, Lochistan (w zależności od części Iranu).

Ci, którzy mówią po angielsku, albo choć próbują, chętnie wdają się w dłuższe konwersacje. Często kończy się tym, że zapraszają na herbatę czy nawet obiad. Z herbaty skorzystaliśmy.

Poczucie grzeczności Irańczyków powoduje, że nie zawsze chcą podać cenę usługi albo nie zawsze chcą przyjąć zapłatę. Tu wchodzimy w etap targowania. Jeśli po trzech odmowach usłyszymy kolejną, możemy uznać, że faktycznie nie chcą pieniędzy. Natomiast wcześniejsze odmowy są wyrazem grzeczności. W Teheranie mieliśmy sytuację, w której kierowca Snappa, który nas podwoził, nie chciał pieniędzy, ale ostatecznie przyjął zapłatę. Natomiast w przypadku taksówkarzy, te zasady nie obowiązują. Choć ich ceny nie są takie złe, jak się przeliczy na złotówki, jednak w porównaniu z resztą cen w Iranie są dość wysokie.

Nie należy spodziewać się, że w Iranie wszystko dostaniemy za darmo, ale podróżując trochę jest spora szansa na zmierzenie się z takimi sytuacjami.

Toalety: W obiektach publicznych często typ turecki, czasem tylko europejski. Toalety dostępne są czasem przy stacjach benzynowych. Na ogół czyste i zadbane. W parkach często są bezpłatne toalety publiczne.

Drażliwe tematy: Polityka, religia, sankcje i tak dalej. W przypadku polityki po pierwsze nigdy nie wiadomo, na kogo się trafi. Większość Irańczyków nie kocha swojego reżimu, ale z drugiej strony nie mówią o tym głośno. O religii najlepiej mimo wszystko rozmawiać w meczetach z imamami, są najlepiej przygotowani do tego, nie tylko teologicznie, ale też co ważniejsze emocjonalnie. O ile chrześcijaństwo nie budzi jakiś kontrowersji, o tyle sunnici albo żydzi tak. Przewodnik po meczecie w Szirazie dość emocjonalnie wypowiadał się o innych muzułmanach, imamowie najczęściej są spokojniejsi. Sytuacja międzynarodowa, cóż też lepiej nie wchodzić w szczegóły.

Turystyczny niezbędnik

Oznaczenia i drogowskazy: Bywa różnie, im miasto bardziej turystyczne tym lepiej. Większość oznaczeń ma transkrypcję na angielski. Trochę inaczej jest z cyframi. Stosuje się tu arabski zapis w wersji wschodniej. Już dawno nauczyliśmy się, że nasze cyfry „arabskie” to tak naprawdę po prostu cyfry europejskie. Poniżej cyfry używane w Iranie.

0123456789
۰ ۱ ۲ ۳ ۴ ۵ ۶ ۷ ۸ ۹

Informacja turystyczna i mapy: Częściej to zaimprowizowane biura przy okazji hoteli i tak dalej. Tam bardzo chętnie mówią, gdzie co jest, czasem nawet można dostać mapkę.

Gdzie szukać informacji: Oficjalny przewodnik: VisitIran.Ir.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak irański
Praktycznie