Archiwum kategorii: Inne

Zapora Hoovera, betonowy cud świata w USA

Amerykanie czasem szczycą się tym, że posiadają jedną z największych tam na świecie. Historycznie tama, czy raczej zapora Hoovera (Hoover Dam) faktycznie robi wrażenie. Gdy ją otworzono w 1936 była największą elektrownią wodną, tamą i jednocześnie konstrukcją betonową na świecie. Dziś w kategorii elektrowni wodnych znajduje się około 40 miejsca. Niemniej jednak wciąż jest to ciekawe osiągnięcie inżynieryjne.

Dojazd do tamy Hoovera
Dojazd do tamy Hoovera

Amerykański cud świata – Zapora Hoovera

Zapora znajduje się na granicy stanów Arizona i Nevada, jakieś 48 kilometrów od Las Vegas. Można przy niej się zatrzymać jadąc ze stolicy hazardu do Wielkiego Kanionu. Ma wysokość 224,1 metrów i długość 379,2 metrów. Wznosi się na rzece Kolorado, za nią znajduje się sztuczne jezioro Mead. Od 1981 roku jest wpisana w rejestr miejsc historycznych USA, a od roku 1985 jest Pomnikiem Narodowym.

Zapora Hoovera (USA, granica stanów Nevada i Arizona)
Zapora Hoovera (USA, granica stanów Nevada i Arizona)

Istotną rolę w jej budowie odegrał Herbert Hoover, początkowo sekretarz handlu, potem prezydent. To właśnie na jego cześć została nazwana tama. A raczej przemianowana, początkowa nazwa to Boulder Dam, dopiero w 1947 roku kongres postanowił zmienić nazwę tego miejsca i uhonorować byłego prezydenta. Czasem można się spotkać z błędną informacją, że tama Hoovera została tak nazwana by uczcić J. Edgara Hoovera, wieloletniego szefa FBI.

Rzeka Kolorado
Rzeka Kolorado

Historia zapory

Konstrukcja rozpoczęła się w 1931 roku, zakończono ją w 1936, na trzy lata przed planowanym ukończeniem. Finalna tama, choć monumentalna jak na tamte czasy, nie wygląda tak jak w zamierzeniach. Według projektu miała być bardziej ozdobna, w pewien sposób inspirowana gotykiem i wpasowywać się w trendy lat 30. Niestety, większość tych pomysłów nie została wprowadzona w życie. Niemniej jednak, jej budowa była przełomem w ówczesnych Stanach, zwiastunem nowej potęgi technologicznej, a jednocześnie ciekawym remedium na Wielki Kryzys. Gdy ją otwierano, było to istne betonowe monstrum. Do budowy wykorzystano 2,5 milionów metrów sześciennych betonu. Kosztowała jakieś 50 milionów ówczesnych dolarów, co dziś jest kwotą bliską miliarda. Zapełnienie jeziora Mead wodą trwało sześć lat, co wiązało się z katastrofą ekologiczną. Zlikwidowano tym samym naturalne wylewiska Kolorado, co doprowadziło do wymarcia na tym terenie wielu gatunków roślin i zwierząt.

Beton to podstawowy budulec Tamy Hoovera.
Beton to podstawowy budulec Tamy Hoovera.

Zwiedzanie zapory Hoovera

Dziś tamę można zwiedzać. Przed nią znajduje się dość spory, płatny parking, dalej jest darmowy. Wystarczy się zatrzymać, przejść trochę i podziwiać ten cud inżynierii, który trochę się „zdewaluował”. Owszem, gdy porówna się to choćby do mostów w Nankinie, czy wieżowców w Dubaju, czy współczesnych wielkich tam, zapora nie robi aż takiego wrażenia. Ważny jest tu kontekst historyczny. Dla Amerykanów jest miejsce chluby narodowej. Była to największa tama na świecie przez 11 lat. W okresie jej otwarcia była powszechnie nazywana ósmym cudem świata.

Po otwarciu zaporę nazywano ósmym cudem świata
Po otwarciu zaporę nazywano ósmym cudem świata

Tamę spokojnie można obejrzeć z zewnątrz, ale także kupić bilet i zobaczyć ją od środka. Ceny, godziny otwarcia i inne warunki można sprawdzić na stronie USBR.gov.

Zapora Hoovera
Zapora Hoovera

Zapora Hoovera w popkulturze

Dobry punkt widokowy to oznaczony na Google Hoover Dam Bypass. Nic dziwnego, że znajduje swoje miejsce w popkulturze. Pierwszy film pochodzi z czasów jej budowania, czyli 1933 roku. To „I Loved You Wednesday”, opowiadający o inżynierze pracującym przy tamie Boulder. Kilka innych obrazów również ukazywało budowanie tego obiektu, potem jednak doszliśmy do etapu jego niszczenia. Pierwszy był Alfred Hitchcock w wojennym filmie „Sabotaż” (1942), którego tematem był spisek mający zniszczyć tę tamę. Tamę udało się zniszczyć w „Supermenie” (1978), uszkodzić w „W krzywym zwierciadle: Wakacje w Vegas” (1997). Uległa zniszczeniu także w „San Andreas” (2015) no i pojawiła się w pierwszym filmie z cyklu „Transformers” (2007). Lokacja ta była także odzwierciedlana w grach – „Duke Nukem Forever” czy „Fallout: New Vegas”.

Rzeka Kolorado już po drugiej stronie zapory
Rzeka Kolorado już po drugiej stronie zapory

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak amerykański
Zapora Hoovera

Mediterraneo Marine Park, oceanarium na Malcie

Wśród atrakcji Malty jest też coś, co nazywane jest tamtejszym delfinarium. O Mediterraneo Marine Park warto przede wszystkim napisać w kontekście Churaumi na Okinawie. Choć to zdecydowanie mniejsze miejsce, to jednak mimo wszystko traktowanie delfinów jest chyba mniej kontrowersyjne (w jednych aspektach, w innych chyba odwrotnie), choć wciąż budzi pewne emocje.

Delfin w Mediterraneo Marine Park
Delfin w Mediterraneo Marine Park

Mediterraneo Marine Park: Delfiny w naturze a pokazy

Delfiny są trzymane w niektórych ośrodkach na świecie, poza wspomnianymi jest jeszcze Sea World w Orlando, który także opisywaliśmy, czy w Batumi, Hurgadzie, Maladze i wielu innych miejscach, które jednak sobie odpuściliśmy. Nie ma co ukrywać, te wspaniałe zwierzęta są bardzo często główną atrakcją, zwłaszcza, że robią sztuczki i dają się tresować. Ale równie dobrze można obserwować je w naturze, choćby w Zatoce Omańskiej, ale też widzieliśmy je w Cieśninie Bosfor w Stambule, w Cieśninie Gibraltarskiej w drodze do Ceuty, w Adriatyku na Ischię, albo wokół Skellig Michael czy nawet zabłąkanego w okolicach Dubrowniku. Więc dostrzeżenie delfina to nie jest jakiś specjalny wyczyn, choć niestety najczęściej trzymają się z daleka. Ale z pewnością oglądanie ich naturalnych zachowań jest dużo bardziej satysfakcjonujące niż wyuczonych skoków. Dziś jednak skoncentrujemy się bardziej na pokazach.

Bazyliszek w Mediterraneo Marine Park
Bazyliszek płatkogłowy ( Basiliscus plumifrons) w Mediterraneo Marine Park

Mediterraneo Marine Park na Malcie podszedł do zagadnienia trochę inaczej. Czy lepiej, czy gorzej, to ocenić powinien każdy samodzielnie (niekoniecznie empirycznie). Pokazy delfinów są „słabe”, jak można przeczytać w opiniach na Google, w porównaniu z i tu lista jest jeszcze dłuższa. Czym zatem różnią się te pokazy? Są mniej „szałowe”. Mniej tu tresury, więcej zabawy, czyli dla zwierzęcia niby lepiej, ale czy dla widza? Zwłaszcza nieświadomego? Natomiast pytaniem otwartym pozostaje, jak podejść do trzymania tych inteligentnych zwierząt w niewoli i oswajania ich.

Żółwie w Mediterraneo Marine Park
Żółwie w Mediterraneo Marine Park

Za to jeśli chodzi o delfiny to jest tu (w Mediterraneo) jeszcze jedna, acz droga atrakcja (ceny zaczynają się od 100 Euro). Chodzi o pływanie z delfinami pod okiem opiekunów. Właściwie jest to basen, do którego wchodzą ludzie i wpuszcza się delfina. Cena dość mocno odstrasza i pewnie o to chodzi. Można sobie robić zdjęcia. Warto dodać, że delfin ma tu pewną swobodę w pływaniu, znaczy jeśli nie chce, by ktoś go dotykał, to do niego nie podpływa. Turyści zaś są pilnowani. Dodatkowo bliskość morza zapewnia świeżą morską wodę. Jak to ocenić? Tu chyba każdy musi odpowiedzieć sobie samemu.

Basen dla delfinów
Basen dla delfinów

Mediterraneo Marine Park: Akwarium na Malcie

Samo Mediterraneo to jednak nie tylko delfiny. Znajdziemy tu inne zwierzęta, w tym lwy morskie, czy żółwie, a nawet pokaz papug. Pełni to rolę zoo na Malcie i przyciąga turystów z dziećmi. Oczywiście zaporowa cena pływania z delfinami ma na celu ograniczenie liczby turystów, by nie zamęczyć zwierząt (zbytnio). Choć przyznajemy, że chyba najciekawszym pomysłem na niewielkie zoo / akwarium na turystycznej wyspie jest w naszym odczuciu CretAquarium w Heraklionie na Krecie. Tam podobało się nam bardzo podobało. Pewnie dlatego, że tamto akwarium nie próbując być oceanarium, miało na siebie fajny, a przy tym edukacyjny pomysł.

Delfin w basenie
Delfin w basenie

Dojazd

Obok parku ze zwierzętami jest aquapark. Zaś przed wejściem mamy naprawdę olbrzymi parking. Tu przybywa sporo turystów. Delfiny zaś są chyba najsłynniejszą atrakcją, ale w tym wypadku pełnią raczej rolę reklamy. W dodatku skutecznej. Dojazd, jak na Malcie najlepiej samochodem, taksówką. Na stronie ośrodka jest dużo informacji o możliwym transporcie.

Żółw w Mediterraneo Marine Park
Żółw w Mediterraneo Marine Park

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak maltański
Mediterraneo Marine Park

Churaumi Aquarium, oceanarium na Okinawie

Naszym najważniejszym celem na Okinawie była miejscowość Motubu, w której znajduje się oceanarium – Churaumi Aquarium i teren powystawowy z EXPO z 1975 roku. Oceanarium to jeden z największych obiektów tego typu na świecie. Jego główną atrakcją są rekiny wielorybie (Rhincodon typus), największe żyjące ryby na świecie.

Ogrody w Churaumi
Ogrody w Churaumi

Atrakcje Motubu

Samo Motubu to przede wszystkim miejscowość turystyczna. Są hotele, oceanarium i niewiele więcej. Rozminęliśmy się o kilka dni z sezonem na oglądanie wielorybów przepływających w okolicy. Z Motubu są organizowane takie wycieczki, warto to zweryfikować wcześniej. My się rozminęliśmy lekko z sezonem. W teorii zbliżał się ku końcowi, w praktyce były zerowe szanse na zobaczenie wielorybów, bo już zakończyły wędrówkę przez tę okolicę. Udało się je dopiero zobaczyć w Husavik. Trochę dalej od oceanarium znajdują się ruiny zamku plus jeszcze plaże przy niektórych hotelach i na tym lista miejsc do zobaczenia się kończy. Można jeszcze dodać groby, ale to okinawski standard.

Klasyczna zabudowa, skansen w Churuami
Klasyczna zabudowa, skansen w Churuami

W hotelu zwróciliśmy uwagę na wielostronicową broszurę, w której są wymienione zagrożenia czyhające na wyspie: udar słoneczny, tsunami, tajfun, komary, parzące dotkliwie meduzy oraz śmiercionośne żmije habu. Mianem habu określa się kilka gatunków, ale istotny jest jeden, endemiczny: trwożnica habu (łac. Protobothrops flavoviridis, dawniej Trimeresurus flavoviridis), to żmije z podrodziny węży grzechotnikowatych. Niebezpieczne, ale przy tym na Okinawie ich jad wykorzystuje się do produkcji lokalnego trunku alkoholowego nazwanego awamori. W broszurze są wymienione telefony i co trzeba robić w przypadku ukąszenia przez habu, jak również mocno ostrzegali przed dotykaniem nieznanych zwierząt morskich. Wygląda na idealne miejsce na odpoczynek.

Ogrody i skansen
Ogrody i skansen

Akwarium Churaumi na Okinawie

Okinawa Churaumi Aquarium to najsłynniejsze japońskie oceanarium, przez długi czas szczycące się największym zbiornikiem słonowodnym (do 2005 roku, kiedy otwarto oceanarium w Atlancie, USA): zbiornik Kurioshio, bo tak został nazwany, liczy 35 metrów długości, 10 metrów głębokości i ma pojemność 7 i pół miliona litrów wody! Powstało w 1975 roku jako część wystawy EXPO. Zostało przebudowane w 2002 roku. Nazwa „Churaumi” oznacza piękny/dostojny ocean. Oprócz głównej atrakcji są też dodatkowe, to wspaniały ogród, wewnątrz którego znajduje się skansen z charakterystycznymi zabudowaniami dla Riukiu.

Żółw morski w Churaumi
Żółw morski w Churaumi

Oceanarium Churaumi zostało gruntownie przebudowane w 2002 roku. Niestety ewidentnie zapomniano o przebudowie zewnętrznych akwariów. Na terenie powystawowym wolne od opłat są dostępne zbiorniki z żółwiami morskimi, w tym żółwiami skórzastymi, oraz z manatami. Zbiorniki te są małe, mają kształt cylindra, co jest niekorzystne dla zwierząt, przeważnie są zupełnie pozbawione naturalnych „ozdób”: odpowiedniego dna, dekoracji kamiennych lub roślinnych, nic co urozmaiciłoby pusty, brzydki basen. Jednocześnie brak informacji, by taki stan zbiorników i trzymanie w nich zwierząt było uzasadnione, na przykład kwarantanną (ruchliwe i hałaśliwe miejsce, pełne ciekawskich ludzi temu zresztą nie sprzyja). Trzeba pamiętać przy tym, że żółwie i manaty to inteligentne i ciekawskie stworzenia, które w pustych, małych basenach po prostu cierpią.

Plaża w pobliżu akwarium
Plaża w pobliżu akwarium

Tym bardziej szokuje fakt, iż obiekt szczyci się tym, że chroni żółwie i wspomaga proces ich rozmnażania (w sztucznych warunkach). Żółwie mają „plażę”, na którą mogą wyjść i złożyć jajka. Niestety ta część obiektów wygląda jak sprzed kilku epok. Widok tych basenów budzi niesmak i po prostu złość. Tym większy jest żal, że gdy Japonia tak traktuje zwierzęta w oceanarium, jest cisza, podczas gdy w wielu innych miejscach ekolodzy podnoszą larum. Choć czasem uda się też przeprowadzić pewne akcje w bogatszych krajach, jak choćby uwolnieniu orek z Sea World w amerykańskim Orlando.

Główny budynek Churaumi Aquarium
Główny budynek Churaumi Aquarium

Churaumi: Rekin wielorybi

Dumą i radością Churami Aquarium i całej Okinawy są dwa osobniki rekina wielorybiego. Rekin wielorybi to największa znana obecnie żyjąca ryba: największy zanotowany osobnik mierzył niemal 19 metrów długości. Dla porównania największy zbiornik wodny w Churami ma 35 metrów długości. Najczęściej jednak jego długość nie przekracza 10 – 12 metrów. Żywi się planktonem i jest zupełnie niegroźny dla człowieka. Zamieszkuje właściwie wszystkie wody regionu tropikalnego i subtropikalnego. Rekin wielorybi jest poławiany dla jego drogiego mięsa, a ponieważ dodatkowo jego cykl rozrodczy jest bardzo długi, to jest to obecnie gatunek narażony na wyginięcie.

Rekin wielorybi
Rekin wielorybi

Zanim wejdziemy do oceanarium Churaumi, warto przejść się przez dawne tereny EXPO. Szczególnie interesująca jest część poświęcona tradycji Okinawy. Warto bowiem wiedzieć, że Okinawa od głównej części Archipelagu Japońskiego bardzo się różni. W rekonstrukcji tradycyjnego domu można wziąć udział w warsztatach, na przykład kaligrafii, można zwiedzić kolejne pomieszczenia. Przyjemny jest także tropikalny ogród prezentujący florę wyspy. Jest egzotycznie, takie trochę Samoa w wersji light.

Naturalne plaże
Naturalne plaże

Churaumi: Delfiny

Dodatkową „atrakcją” przez Churaumi Aquarium są bezpłatne pokazy delfinów i orki karłowatej (szablogrzbiet waleniożerny). Zrozumiały jest dla nas trening medyczny i przy okazji opowiadanie o zwierzętach, a nawet pływanie z delfinami w małej, kilkuosobowej grupie i bardziej naturalna zabawa, dająca zwierzęciu możliwość interakcji lub wycofania się. Ale synchroniczne skoki w akompaniamencie głośniej muzyki i rozwrzeszczanej (jak na Japończyków) tłuszczy, szablogrzbiet wypluwający ryby z pyska z powrotem do wiaderka, chóralne piski delfinów w rytm muzyki… Nie, to nie ta epoka, zwłaszcza w kontekście ochrony gatunkowej. Wygląda to niestety dużo gorzej niż choćby pokazy delfinów we wspomnianym Orlando, czy nawet na Malcie. Bardziej jest to nastawione na przedstawienie – cyrk, niż interakcję z oswojonym zwierzęciem.

Pokazy delfinów
Pokazy delfinów
Morskie akwaria
Morskie akwaria

Wielorybnictwo w Japonii

Tu warto podkreślić jedną rzecz. Japończycy nie przykładają się do ochrony przyrody. Sympatią darzą tylko miłe, puchate zwierzątka z dużymi oczami i uszami. Jak na przykład lisy. Albo pandy, które uwielbiają (choć nie występują w Japonii). Te naprawdę inteligentne zwierzęta, jak wieloryby czy delfiny są wciąż traktowane jako źródło luksusowego produktu spożywczego. Znane są działania japońskich wielorybników, które pod pretekstem badań naukowych polują za pomocą harpunów na wieloryby w okolicach Antarktydy. Zwierzęta są zabijane i owszem, dokonuje się jakiś bezwartościowych badań (na przykład analiza treści żołądka, rozwój płodu – ciężarne wieloryby też są zabijane), ale mięso, tłuszcz i inne produkty są przeznaczane na cele komercyjne.

Meduzy
Meduzy

Popularne (i raczej ekskluzywne) w całej Azji Południowo-Wschodniej i Japonii dania z płetw rekina są przyczyną cierpień tych drapieżników, które poławia się, obcina płetwy i żywego rekina wyrzuca z powrotem do oceanu na pewną śmierć. Hiszpania ma korridę (o tym pisaliśmy przy okazji Kordoby), Japonia ma swoją okrutną tradycję (podobną do tej z Wysp Owczych). Co roku w małej zatoce Taiji u wybrzeży Honsiu dochodzi do krwawej rzezi delfinów. Ssaki są naganiane do wód zatoki, gdzie następnie się je zabija i wyławia, a mięso delfinów ląduje na talerzach. Liczba mordowanych delfinów jest tak wielka, że wody zatoki przybierają kolor krwi. Władze Japonii pozostają niewzruszone na naciski organizacji ochrony przyrody, argumentując, że to ich 400-letnia tradycja.

Manta lub Diabeł morski (Manta birostris)
Manta lub Diabeł morski (Manta birostris)

Churaumi: Dojazd i zwiedzanie

Okinawa to, jak się okazało, doskonały przykład tego, jak mylne mogą być wyobrażenia o Japonii. Najkrócej mówiąc: liczyliśmy na sprawną komunikację zbiorową, zwłaszcza na trasie lotnisko międzynarodowe – najpopularniejsze atrakcje. W chwili kiedy się dowiedzieliśmy, że musimy godzinę czekać na autobus z lotniska, powinniśmy byli się udać do wypożyczalni samochodów. Popełniliśmy błąd. Nauczka na przyszłość – na Okinawie poruszamy się tylko wynajętym samochodem! (Zresztą wcześniej samochodem jeździliśmy czy to po Malcie, Cyprze, czy Samoa, tym razem liczyliśmy na świetny japoński transport). No i w takim Motubu nie ma co liczyć na wieczorne rozrywki czy knajpy z kolacją. Wszystko jest w hotelach, poza nimi jest naprawdę niewielki wybór. Jeśli te uwagi weźmie się do serca, można bardzo dobrze przygotować się na Okinawę. Alternatywą jest też siedzenie w Naha i stamtąd organizowanie sobie całodniowych wycieczek, czy to autobusami czy taksówkami. Wtedy też taki sposób zwiedzania się sprawdzi.

Basen z rekinami wielorybimi, Churaumi Aquarium, Okinawa
Basen z rekinami wielorybimi, Churaumi Aquarium, Okinawa

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak japoński
Churaumi

Wioska lisów, czyli Miyagi Zao Fox Village

Jedną z nietypowych, a co za tym idzie nieczęsto odwiedzanych atrakcji Japonii jest wioska lisów, czyli Zao Fox Village w Miyagi. Co pewien czas to miejsce pojawia się w różnych artykułach w sieci, z cudownymi zdjęciami. To istna rzeka słodyczy.

Biały lis - Zao Fox Village
Biały lis – Zao Fox Village

Miyagi Zao Fox Village – wioska lisów

Schronisko dla lisów Miyagi Zao Fox Village to miejsce, gdzie można stanąć oko w oko z lisem, bez ogrodzenia. Lisy można nakarmić, a nawet przytulić. Schronisko czy może bardziej rezerwat (trudno to rozgraniczyć) zamieszkuje ponad setka chytrusków. Nie wszystkie są rude: z sześciu gatunków w Zoa Village znajdują się również lisy błękitne (szare z niebieskim połyskiem) i białe. Rezerwat to ogrodzony fragment lasu, gdzie lisy biegają swobodnie, ale jest tam też szpital, gdzie leczone zwierzęta siedzą w klatkach. Tak naprawdę najpierw przechodzi się przez miejsce z klatkami, co nas zaniepokoiło. Potem było lepiej. Specjalnie dla zwiedzających jest też podniesiona konstrukcja, z której można obserwować lisie figle i karmić zakupionym przy wejściu pokarmem. Z powodów bezpieczeństwa zaleca się nie karmić ich z ręki.

Lisek w klatce - Wioska lisów w Japonii
Lisek w klatce – Wioska lisów w Japonii

Lis w kulturze i religii Japonii

Dlaczego schronisko dla lisów? Bo są przeurocze, jednak prawda jest ciekawsza. Otóż lisy to stworzenia, które często występują w japońskim folklorze pod mianem kitsune, najczęściej jako przebiegłe liski-chytruski. Podobnie jak u nas. Tylko że u nas nie mają nadnaturalnych mocy, jak na przykład zdolność przybierania ludzkiej postaci, by wywinąć szwindel albo opętania ludzi. Oprócz umiejętności kantowania, kitsune wyróżniają się długim życiem, inteligencją i mądrością. Im starszy i mądrzejszy osobnik, tym więcej ma ogonów, przy czym maksymalna ich liczba wynosi dziewięć. To jest zresztą element również chińskiej mitologii.

Lis na wybiegu
Lis na wybiegu

Stąd niedaleka droga na ołtarze religii szintoistycznej (i czasem buddyjskiej). W Japonii kami (czyli duch, dusza, ożywcza siła) lisa – Inari – jest jednym z najchętniej czczonych bóstw. Przynosi pomyślność, płodność, patronuje herbacie, sake i ryżowi – nie dziwi więc znaczenie Inari. Bóstwo czci się prawdopodobnie od początku VIII wieku – wtedy założono przypuszczalnie pierwszą jej (lub jego, Inari przedstawia się jako płci żeńskiej lub męskiej) świątynię na Górze Inari w Kyoto. Pierwotnie była to istota, która przynosiła ryż, a jej posłańcami były białe lisy.

Na wybiegu w Zao Fox Village
Na wybiegu w Zao Fox Village
Głaskanie lisa na wybiegu
Głaskanie lisa na wybiegu

Wizyta w wiosce lisów

W Zao Fox Village oczywiście znajduje się świątynia poświęcona Inari, którą można rozpoznać po figurkach lisów, często z zawiązaną na szyi wstążeczką wotywną. Jak przystało na świątynię szinto, tak i tu są bramy tori. Wszystko w otwartej przestrzeni z lisami.

Czarny lis
Czarny lis

Lisy biegały samopas i można było je głaskać, z zastrzeżeniem, by ich nie łapać i nie zakłócać spokoju śpiącym zwierzętom. Należało też zachować ostrożność: lisy mogły ugryźć, a szczególnie je ciekawiły wszelkie odstające i wiszące elementy odzieży, jak sznurówki lub paski plecaka.

Lis
Lis

Dodatkową atrakcją (i dodatkowo płatną) była sesja przytulania lisa. Dostało się specjalny strój, by lis nie pobrudził klienta i po krótkiej instrukcji w języku japońskim jak lisa trzymać, dostawało się rudzielca na chwilę na kolana. Wszystkie były bardzo puchate, gdyż miały jeszcze zimowe futro. Przytulanie i zdjęcia są organizowane dwa razy dziennie. Mniej więcej około godziny 11:00 i około 13:00-14:00.

Zao Miyagi Fox Village
Zao Miyagi Fox Village

Oprócz dużego wybiegu dla lisów, część jak wspominaliśmy, znajduje się klatkach. Jest to też szpital dla tych zwierząt. Ponadto w Zao Fox Village znajdziemy także króliki, kucyki, czy inne gatunki w mniejszej ilości, jednak nie stanowią już takiej atrakcji. Oczywiście znajduje się tu sklep z pamiątkami.

Karmieni lisów
Karmieni lisów

Dojazd do Zao Fox Village

Najtrudniejsze jest dotarcie do tego miejsca. Znajduje się ono poza utartym szlakiem, więc najłatwiej jest dojechać koleją do dworca w Shiroishi. Z Tokio jedzie się np. do Fukushimy (ew. Sendai), tam przesiada w lokalny pociąg, który zatrzymuje się w Shiroishi. Tam już zostaje właściwie tylko taksówka. Formalnie jest autobus, ale kursuje dwa razy w tygodniu. Można też wziąć pobliski hotel z transferem, ale to wymaga nocowania. Lub korzystać z linii autobusowej z Sendai (też mającej ograniczoną liczbę kursów, co sprowadza się do tego, że lepiej nocować w okolicy). Lisia wioska, choć przecudowna, to nie jest miejsce, gdzie spędza się cały dzień. Dlatego najwygodniejsza zostaje taksówka, choć to transport dość drogi. Przy powrocie jest o tyle łatwiej, że już w samej lisiej wiosce sugerują ludziom branie taksówek na spółkę, więc wychodzi taniej.

Świątynia Inari w wiosce lisów
Świątynia Inari w wiosce lisów

Uwaga, wioska jest zamknięta dla odwiedzających w środy. Oficjalna strona: zao-fox-village.com – tam można zobaczyć aktualne godziny otwarcia i ceny.

Sesja przytulania lisów
Sesja przytulania lisów

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak japoński
Zao Fox Village

Czarnobyl, zona, elektrownia i miasto-widmo Prypeć

Wśród dość dziwnych i niekoniecznie normalnie turystycznych miejsc (jak choćby koreańska DMZ) warto wymienić wywołującą pewne zdziwienie Strefę Wykluczenia wokół Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej, czyli Czarnobylską Zonę (lub krótko Czarnobyl) i miasto duchów, czyli Prypeć. Jeszcze parę lat temu było to miejsce owiane legendą, także z religijnymi, czy wręcz apokaliptycznymi aspektami, dziś także ze względu na popularność post-apo i różnego rodzaju stalkerów to miejsce bardziej dostępne i coraz chętniej odwiedzane. Nadal zamknięte, ale dziś chyba głównie ze względu na to, by pilnować interesu.

I trzeci anioł zatrąbił:
i spadła z nieba wielka gwiazda, płonąca jak pochodnia,
a spadła na trzecią część rzek i na źródła wód.
A imię gwiazdy zowie się Piołun.
I trzecia część wód stała się piołunem,
i wielu ludzi pomarło od wód, bo stały się gorzkie.

Ap 8, 10-11 wg Biblii Tysiąclecia

Zalesie

Wycieczka do strefy Czarnobyla

Wycieczkę do czarnobylskiej Zony kupiliśmy w lokalnej firmie, która zabierała turystów z Kijowa – Solo East Travel, która ma raczej dobre recenzje. Wcześniej dokonaliśmy rezerwacji internetowej, gdzie należało podać dane z paszportu – ponieważ jest to strefa zamknięta, przejeżdża się przez kontrole paszportowe, gdzie lista turystów jest weryfikowana z danymi paszportowymi. Te wycieczki są organizowane z przewodnikiem mówiącym po angielsku. Można też szukać konkurencyjnych firm z polskim przewodnikiem, wiele z nich wyrusza z Przemyśla i przejeżdża Ukrainę. Nam zależało także na zobaczeniu Kijowa. Na wycieczkę trzeba koniecznie zabrać ze sobą paszport, jest sprawdzany. Uwaga praktyczna – mniej osób przybywa do Zony w środku tygodnia, weekendy są bardziej obłożone.

Czarnobyl
Czarnobyl

Oczywiście firmy takie jak wspomniana wyżej mają licencję i przeprowadzają turystów utartym i bezpieczny” szlakiem. Niby jest kilka tras, są nawet wycieczki kilkudniowe, ale mniej więcej ogląda się to samo. Alternatywą są nielegalne wypady organizowane przez stalkerów. Bez większych problemów można znaleźć ich namiary w sieci. Są zazwyczaj też tańsze i jak twierdzą organizatorzy, w przypadku złapania mandaty na Ukrainie nie są drogie. Choć w szczególnych przypadkach turystom może grozić deportacja. Znajdują się chętni na taką ekstremalną turystykę. W 2018 złapano w Strefie dwóch Polaków.

Prawdopodobnie ostatni pomnik Lenina na Ukrainie (Czarnobyl)
Prawdopodobnie ostatni pomnik Lenina na Ukrainie (Czarnobyl)

Zwiedzanie Zony i Prypecia

Zwiedzanie Zony składa się z odwiedzenia kilku punktów, nie tylko miasta Czarnobyl (ukr. Чорнобиль, dawniej lub z rosyjska – Czernobyl – Чернобыль), okolic elektrowni i Prypecia (ukr. Прип’ять, ros. Припять). Dziś główne miasto Zony to znów Czarnobyl. Obecnie pozostali tu pracownicy elektrowni atomowej, naukowcy i ludzie pracujący w turystyce. Pracują na 3/4 – trzy dni przebywają w Zonie, a cztery poza nią. Naukowcy mają te interwały nieco wydłużone – 2 tygodnie w Zonie, miesiąc poza. Obecnie w Czarnobylu pomieszkuje około 2000 osób. Turystów w Zonie rocznie oficjalnie przybywa około 10 tysięcy.

Tabliczki zlikwidowanych wiosek (Czarnobyl)
Tabliczki zlikwidowanych wiosek (Czarnobyl)

Czarnobyl: historia i proroctwo

Historia osadnictwa na terenie obecnego Czarnobyla sięga przełomu XI i XII wieku. Nazwa osady i późniejszego miasta pochodzi od porastającego okolicę rodzaju piołunu. Ta nazwa w 1986 roku znalazła się na ustach całego świata i obok Hiroszimy czy Nagasaki, a ostatnio także Fukushimy, symbolizuje atomową zagładę. Dodatkowo wyobraźnię pobudzają zbieżności z wersetami Apokalipsy św. Jana, od tamtej pory nierzadko łączone z czarnobylską katastrofą. Tę symbolikę wykorzystano przy tworzeniu miejsca pamięci katastrofy atomowej, choćby pomnika.

Apokaliptyczny Anioł Zagłady (Czarnobyl)
Apokaliptyczny Anioł Zagłady (Czarnobyl)

Katastrofa w Czarnobylu

W wyniku katastrofy czarnobylskiej przesiedlono około 200 tysięcy mieszkańców miasta Prypeć, Czarnobyl i 187 mniejszych miasteczek i wsi. Część z nich (jak Prypeć) ewakuowano w ciągu 36 godzin, a część w kolejnych miesiącach i nawet latach aż do 1990 roku. Tabliczki z nazwami wsi-widm są częścią memoriału katastrofy w Czarnobylu.

Arka nad sarkofagiem nad 4 reaktorem i kolejny pomnik (Czarnobyl)
Arka nad sarkofagiem nad 4 reaktorem i kolejny pomnik

W nocy 26 kwietnia 1986 doszło do najpoważniejszej wówczas katastrofy w elektrowni nuklearnej (dotychczas drugą taką katastrofą 7-stopnia w siedmiostopniowej skali była katastrofa w elektrowni w Fukushimie w 2011 roku). Wybuch 4. bloku reaktora jądrowego w Czarnobylu doprowadził do uwolnienia radioaktywnej chmury do atmosfery. Swoją drogą elektrownia oficjalnie nosiła nazwę Lenina, ale po katastrofie władze komunistyczne przestały używać tej nazwy.

Kopaczi
Kopaczi

Dokładny przebieg katastrofy i walka z żywiołem to długa historia błędów konstrukcyjnych, pośpiechu i niedbałości, zatajania faktów o rozmiarach katastrofy przed opinią publiczną i samymi ratownikami (ale to nie jest radziecka specjalność, Japończycy zachowali się dokładnie tak samo), to jest także opowieść o heroicznym wysiłku ratowników, z których wielu przypłaciło zdrowiem i życiem. Dziś powszechna jest opinia, że za katastrofę odpowiadają inżynierowie, którzy chcąc się wykazać i zwiększyć wydajność elektrowni przeprowadzili eksperyment na żywym organizmie. Za „eksperyment” odpowiadał młody inżynier Leonid Toptunow (pracował w elektrowni 3 miesiące), a nadzorował go Aleksander Akimow (szef zmiany), a nad całością czuwał Anatolij Diatłow. Wiele wskazuje na to, że ten test był wymuszony przez partyjnych aparatczyków, jak pokazuje to serial „Czarnobyl”.

Zalesie, porzucony samochód
Zalesie, porzucony samochód

Czarnobyl: Skutki katastrofy

Trudno oszacować liczbę ofiar czarnobylskiej katastrofy. Najnowszy raport ONZ mówi o 134 pracownikach narażonych na bardzo wysoką dawkę promieniowania, z czego 28 zmarło w wyniku choroby popromiennej, zaś 2 od poparzeń (przypomnijmy – przez 9 dni trwał pożar). A co ze śmiertelnością płodów? Co z zachorowalnością na nowotwory, zwłaszcza tarczycy? Raport Lekarzy Przeciw Wojnie Nuklearnej podaje zatrważające dane, liczby idące w dziesiątki tysięcy. Jednak długofalowe i rzetelne badania oraz statystyki wskazują, że bezpośrednio w wyniku skażenia zmarło 81 osób.

Strefa Wykluczenia wokół Czarnobyla
Strefa Wykluczenia wokół Czarnobyla

Ponadto nie zauważa się żadnych anomalii genetycznych u dzieci, które w życiu płodowym mogły zostać napromieniowane, nie było większej liczby poronień, ani w Polsce, ani na Ukrainie czy Białorusi. Co więcej, podobne wnioski o niepotrzebnym demonizowaniu opadu radioaktywnego nasuwają się po analizie zgonów i chorób w wyniku wybuchów bomb nad Hiroszimą i Nagasaki oraz zachorowalności w obszarach, gdzie występuje wysokie naturalne promieniowanie (np. Ramsar w Iranie). Wygląda na to, że podwyższone nawet znacznie promieniowanie nie jest tak groźne dla organizmu ludzkiego, jak się może wydawać, a przyjęte normy zbyt restrykcyjne. Choć oczywiście nie należy przesadzać też w drugą stronę, pewne mutacje się pojawiają.

Prypeć i postapokaliptyczne miasto (Czarnobyl)
Prypeć i postapokaliptyczne miasto

Tak zwany efekt Czarnobyla

Tu warto zaznaczyć też o tak zwanym efekcie Czarnobyla. W miejscach, gdzie znikają ludzie, przyroda zaczyna się odradzać. Pojawiają się także rzadkie gatunki zwierząt. W Prypeci można spotkać duże sumy, zaś w okolicy błąkają się między innymi koniki Przewalskiego. Pomijając fragmenty czerwonego lasu, w większości przypadków natura daje sobie radę. Obecnie efekt Czarnobyla jest też dostrzegalny w Donbasie i okolicach, skąd uciekli ludzie przed wojną. Zaś zwierzęta bardzo szybko zajmują te tereny. Natura nie lubi próżni, czy jak mawiał Ian Malcolm z „Parku jurajskiego”, życie znajdzie drogę. Tu faktycznie to widać.

Jabłka w Czarnobylu
Jabłka w Czarnobylu

Swoją drogą w całej Zonie jest bardzo dużo drzew owocowych, ale na wszelki wypadek odradza się ich spożywanie. Mutacje czasem są zauważalne, ale raczej niewielkie. W przypadku flory to głównie gigantyzm, acz nie przesadny, zaś fauny to np. albinizm u jaskółek. Strefa Czarnobylska jest dobrze prosperującym i największym w Europie, choć nieoficjalnym rezerwatem przyrody, pełnym gatunków zagrożonych, nie widzianych tu nawet od stuleci. Dziś na Ukrainie powstaje drugi taki w okolicach Donbasu (z powodu wojny i uciekających stamtąd ludzi).

Opuszczone domy mieszkalne w Prypeci
Opuszczone domy mieszkalne w Prypeci

Czarnobyl: Zwiedzanie strefy

Strefa Wykluczenia wokół Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej, zwana potocznie Zoną, obejmuje obszar o powierzchni ponad 4700 km2. Jest to strefa objęta największym skażeniem radioaktywnym na terenie Ukrainy i Białorusi, skąd krótko po katastrofie przesiedlono lokalną ludność. W odległości 30 kilometrów od elektrowni jest pierwsza strefa z kontrolowanym dostępem, w odległości do 10 kilometrów od elektrowni druga. Obecnie jest jednym z głównych celów wizyt turystycznych na Ukrainie.

Pomnik Likwidatorów (Czarnobyl)
Pomnik Likwidatorów (Czarnobyl)

Czarnobyl: miasto

W samym Czarnobylu znajduje się wspomniana już rzeźba anioła czy tabliczki wysiedlonych wiosek, a także pomnik upamiętniający bohaterstwo likwidatorów. Napis na nim głosi „Tym, którzy uratowali świat”. Znajduje się tu także prawdopodobnie ostatni pomnik Lenina na Ukrainie, a także sklep z pamiątkami i restauracja „Dziesiątka”, gdzie żywią się turyści. Druga restauracja w Zonie to stołówka w elektrowni.

Reaktor nr 4 elektrowni w Czarnobylu
Reaktor nr 4 elektrowni w Czarnobylu

Elektrownia w Czarnobylu i arka

Tuż przy samej elektrowni czekała na nas jeszcze jedna dodatkowa atrakcja. Sympatyczny lis Simon jest znany przewodnikom wycieczek po Zonie, dokarmiany tak przez nich jak i przez turystów, więc czeka w miejscu, gdzie zatrzymują się busy, a turyści spoglądają na elektrownię z oddali.

Lis Simon niedaleko elektrowni Czarnobyl
Lis Simon niedaleko elektrowni

Ciekawostka: ostatni reaktor elektrowni zamknięto dopiero 15 grudnia 2000 roku. Ostatni reaktor (czwarty) oddano do użytku w 1983 roku. To właśnie on uległ katastrofie w nocy 26 kwietnia 1986 roku. Przed wybuchem trwały budowy dwóch kolejnych reaktorów (bloki 5 i 6), zresztą elementy zabudowy widać. Czwarty reaktor został zalany betonowym sarkofagiem. Niestety rozwiązanie to okazało się być krótkotrwałe. Sarkofag zaczął korodować i przestał spełniać swoją rolę. Zaczęto więc pracę nad nowym rozwiązaniem, arką – stalową konstrukcją w formie połowy walca.

Klatka schodowa w Prypeci
Klatka schodowa w Prypeci

To jest największa tego typu konstrukcja na świecie i bardzo ciekawe wyzwanie logistyczne. Nie dało się jej zbudować bezpośrednio nad sarkofagiem z powodu promieniowania. Budowano ją obok, a następnie przesunięto nad niszczejący betonowy sarkofag, zakrywając go. Budowa arki została zakończona w listopadzie 2016 roku i szybko zauważono spadek promieniowania w Zonie. Arka powinna w tej formie przetrwać sto lat. Jednak, by nie budować kolejnej, prace będą trwały w środku. Wpierw stary sarkofag zostanie zniszczony, a potem ponownie zabetonowany (zdalnie, bez udziału ludzi).

Sklep w Prypeciu
Sklep w Prypeciu

Pod sarkofag podjeżdża się dość blisko, tu znajduje się kolejny pomnik katastrofy i trwają prace nad zabezpieczeniem bloku czwartego. Dziś są pomysły, by na nowo uruchomić tu elektrownię, ale tym razem słoneczną.

Zalesie, scena w domu kultury
Zalesie, scena w domu kultury

Kopaczi i Zalesie

Jednym z  postojów jest dawna wioska Kopaczi (ukr. Копачі). Nie zostało z niej wiele – większość domów w ramach eksperymentu zakopano. Ostał się cmentarz i pomnik żołnierzy radzieckich, no i przede wszystkim słynne przedszkole, które jest jedną z największych atrakcji Kopacze. Inną taką wioską jest Zalesie (ukr. Залісся, ros. Залесье). Dziś wysiedlone. Tu znajdował się między innymi dom kultury.

Przedszkole w Kopaczi
Przedszkole w Kopaczi

Prypeć: Miasto duchów

Jednym z najbardziej kojarzonych miejsc związanych z katastrofą czarnobylską jest miasto Prypeć. Zaprojektowane na wzór idealnego miasta, założone w 1970 roku jako osiedle dla pracowników pobliskiej elektrowni atomowej. Dziś miasto-widmo lub miasto duchów, w którym przyroda śmiało wkroczyła po swoje. Krótko po wybuchu 4. bloku elektrowni czarnobylskiej, ekipy likwidatorów skutków promieniowania oczyszczały miasto z radioaktywnego pyłu. Robiły to szybko i sprawnie przez polewanie wodą wszystkiego jak leci z węży strażackich. Efekt to totalna demolka we wnętrzach (oczywiście pomógł też czas, szabrownicy i turyści) i przyspieszenie zniszczenia. Porównanie zdjęć Prypecia sprzed katastrofy i po niej przyprawia o dreszcze, to jest prawdziwy obraz postapokalipsy.

Prypeć
Prypeć

Dziś można natknąć się tu na wiele wycieczek. O ile w innych miejscach plan jest często wytyczony dość sztywno, w Prypeci różne grupy chodzą swoimi drogami. Można zobaczyć choćby sklep samoobsługowy w centrum Prypecia. Po wybuchu reaktora pobliskiej elektrowni, miasto zostało ewakuowane w ciągu 36 godzin. Wcześniej mieszkańcom pozwolono zabrać ze sklepu cały towar. Napromieniowany i tak by się nie sprzedał.

Dom kultury w Prypeci
Dom kultury w Prypeci

W mieście Prypeć był i teatr, i stadion – dziś pożarte przez przyrodę i entropię. Szczególne wrażenie robią wszelkie ślady aktywności sprzed katastrofy: słynny diabelski młyn to część wesołego miasteczka, które miało być otwarte z okazji święta 1. maja. No i jest jeszcze szkoła z basenem „lazurowym”. Tu przebywali likwidatorzy. W wielu miejscach widać też efekt ich pracy. Używając wody zalewali oni wszystko, by radioaktywne odpady spłynęły. Ciekawie wyglądają obecnie sale szkolne.

Diabelski młyn w wesołym miasteczku (Prypeć)
Diabelski młyn w wesołym miasteczku (Prypeć)

Warto też wspomnieć o stalkerach. Do Zony wybierają się oni często w sposób nielegalny i przebywają tu dłużej. Zostawiają po sobie też dzieła w postaci malowideł, głównie inspirowanych dostrzeżoną tu zwierzyną.

Basen w szkole (Prypeć)
Basen w szkole (Prypeć)

Duga – Oko Moskwy

Kolejną ciekawostką, którą widzimy podczas naszej post-apo wycieczki jest Radar Pozahoryzontalny w podczarnobylskiej osadzie Duga (ros. Дуга), zwana też Okiem Moskwy. Ogromna konstrukcja powstawała przez 12 lat: od 1970 do 1982 roku i służyła od 1976 do 1989 roku. Radar Duga jest to radar fal krótkich, wczesnego ostrzegania o zagrożeniu pociskami balistycznymi. Wiązka radaru obejmowała terytorium Stanów Zjednoczonych.

Radar Duga
Radar Duga

Sygnał emitowany z radiostacji Duga był słyszalny na falach krótkich i zagłuszał inne emitery. Ze względu na charakterystyczny rytm, nazywany był „rosyjskim dzięciołem”. Wokół radaru Duga wyznaczono 2-kilometrową strefą zamkniętą, a pracownicy (było ich 1000) wraz z rodzinami zamieszkiwali zamknięte miasteczko Czarnobyl-2. Oko Moskwy było włączane tylko na krótki czas. Powodowało to zakłócenia w odbiorze sygnałów radiowych w dość odległej okolicy.

Radar Duga
Radar Duga
Radar Duga
Radar Duga

Czarnobyl: Skażenie strefy

Najbardziej skażonym obszarem pozostaje obszar w bezpośredniej bliskości arki (specjalnej konstrukcji kryjącej betonowy sarkofag) i Rudy Las. Jego nazwa wzięła się stąd, że krótko po katastrofie wszystkie drzewa iglaste i liściaste zmieniły kolor okrywy na czerwony, następnie liście i igły opadły. Rudy Las to do dziś jest to jedno z najbardziej skażonych miejsc na Ziemi (ponad 8 mikro Siwertów na godzinę, dla porównania Czarnobyl 0,2, Prypeć 0,2-4 przy gruncie, Warszawa 0,32 mikroSv/h).

Maski gazowe w szkole (Prypeć)
Maski gazowe w szkole (Prypeć)

W strefie ludzie zostawili swoje mieszkania jak stali, gdyż byli zapewniani, że opuszczają dobytek tylko na trzy dni, a tymczasem minęło ponad 30 lat. Wielu z nich nie mogło się z tym pogodzić. Nielegalnie powrócili do Zony i zamieszkują ją z dala od cywilizacji: bez elektryczności, bez kanalizacji. A co ze skażeniem? Obecnie poziom promieniowania oprócz Rudego Lasu i niektórych punktów przy gruncie (oznaczonymi tabliczkami) nie są wiele wyższe niż naturalne promieniowanie. Ponadto poziom radiacji spadł po 2016 roku, gdy na niszczejący sarkofag zamontowano arkę.

Szkolny korytarz (Prypeć)
Szkolny korytarz (Prypeć)

Promieniowanie a bezpieczeństwo

Pozwala to na bezpieczne przebywanie w Zonie, nawet na stałe. O ile oczywiście nie zdarzy się jakaś katastrofa, która by doprowadziła do zniszczenia ochronnych warstw nad reaktorem. Jednak remont pozostawionych budynków nie ma sensu, są w zbyt kiepskim stanie. I powiedzmy to sobie wprost – Zona to niebywała atrakcja Ukrainy, ściągająca coraz większe rzesze turystów. Dużo rozsądniej i wygodniej jest zachowanie tego obszaru jako swego rodzaju skansenu, parku przyrodniczego i memento ostrzegającego przed niebezpieczeństwem związanym z zabawą atomem.

Podwyższone wskazania na liczniku (Czarnobyl)
Podwyższone wskazania na liczniku (Czarnobyl)

Natomiast, żeby nie było, to nadal nie jest do końca bezpieczne. Jak pisaliśmy wcześniej, likwidatorzy używali wody, by zmywać opad. Woda spływała do zagłębień, więc te nawet przysypane ziemią mają dziś często znacznie podwyższone promieniowanie. Służą przewodnikom do demonstrowania działania liczników Geirgera-Müllera. Przypadkowe wejście w taką dziurę to potencjalne zagrożenie dla turystów. Dlatego z wyjściem z Zony wiąże się z koniecznością przejścia przez pomiar promieniowania na każdym z dwóch check pointów. Nie jesteśmy jednak pewni, na ile faktycznie złe wskazanie spowoduje jakąś reakcję. Prawdopodobnie szukają tym sposobem napromieniowanych przedmiotów, które turyści mogliby ukraść. Jest to też bardzo symboliczny sposób na pożegnanie się z Zoną, w której owszem widzi się skutki katastrofy, ale o promieniowaniu bardzo łatwo się zapomina.

Książki w szkole (Prypeć, Czarnobyl)
Książki w szkole (Prypeć)

Katastrofa w popkulturze

Na koniec warto wspomnieć, że katastrofa w Czarnobylu stała się kanwą dla serialu „Czarnobyl” produkcji HBO. Kilka scen do serialu faktycznie kręcono w Strefie, inne między innymi w Kijowie oraz Wilnie, które udawało Prypeć. Wnętrza elektrowni nagrywano w miejscowości Ignalino na Litwie, gdzie znajduje się bliźniacza względem czarnobylskiej budowla. Serial zdobył bardzo dużą popularność i rozsławił zonę, podobno jest obecnie szykowana rosyjska odpowiedź. Wpływ na popkulturę jest jednak jeszcze większy. Warto wspomnieć choćby o grach z serii „S.T.A.L.K.E.R.” czy „Call of Duty”.

Wyjście ze strefy przez bramkę (Czarnobyl)
Wyjście ze strefy przez bramkę

Serial HBO „Czarnobyl” oczywiście stara się budować napięcie i przeinacza pewne fakty. Na koniec część z nich jest sprostowana. Trudno nam się wypowiadać jak wyglądała katastrofa, ale będąc w strefie można dostrzec pewne różnice. Najbardziej zauważalny jest praktycznie brak czyszczenia miasta. To proces, którego efekty widać. W serialu jest on pokazany mimochodem, natomiast praktycznie cały Prypeć był czyszczony ze skażenia. Widać to choćby na zdjęciu z tymi książkami na podłodze, to woda je ustawiła w ten sposób. Być może Sowieci liczyli, że jeszcze da się tam wrócić. Dodatkowo to woda, która spływała, spowodowała powstanie Rudego Lasu (a nie tylko pył jak to jest w serialu). Do dziś miejsca, gdzie spłynęła mają zwiększoną radiację. Druga rzecz, której też nie widać w serialu to fakt, że Prypeć był nowym i wzorcowym miastem. Włącznie z nowym wesołym miasteczkiem (będącymi poniekąd symbolem swoistym Prypeci) i obiektami sportowymi. Wiele rzeczy miało być otwarte na 1 maja (święto Pracy) czy 9 maja (dzień zwycięstwa). Natomiast wileńska wielka płyta udająca Prypeć ma już swoje lata.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak ukraiński
Czarnobyl