Archiwum kategorii: Inne

Kosgoda, wylęgarnia żółwi morskich

Na południowym i zachodnim wybrzeżu Sri Lanki, można natknąć się na tak zwane wylęgarnie żółwi morskich. My zatrzymaliśmy się w jednej, w miejscowości Kosgoda. To dość specyficzne miejsce, z jednej strony zarabiające na turystach, z drugiej zajmujące się ochroną tych gadów. Wylęgarnie żółwi (turtle hatchery) występują w kilku miejscach na Cejlonie, ale to właśnie te w Kosgodzie uznawane są za najsłynniejsze, także ze względu na plaże, gdzie żółwie składają jaja.

Małe żółwiki czekające na wypuszczenie do oceanu (Kosgoda)
Małe żółwiki czekające na wypuszczenie do oceanu (Kosgoda)

Wylęgarnia żółwi w Kosgoda

Ocean Indyjski jest domem dla żółwi morskich: karetta, zielonego i oliwkowego. Rzadziej na Sri Lance gniazdują także żółw szylkretowy i skórzasty. Na skutek bezmyślności człowieka są one zagrożone wymarciem. Na szczęście ich los nie jest obojętny ludziom. Różne źródła podają, że najlepszy okres do odwiedzenia tych miejsc to październik – kwiecień lub kwiecień – czerwiec. My byliśmy w listopadzie, żółwiki były. Okres między złożeniem jaj a wykluciem się małych żółwi to około 45-60 dni.

żółwik w basenie
żółwik w basenie

Żółwie gniazdują na południowo-zachodnim wybrzeżu Cejlonu. W okolicach miejscowości Kosgoda znajduje się kilka ośrodków dla żółwi. Przejeżdżając mija się kolejne, tu jest ich naprawdę sporo. Można wybierać, zatrzymać się i wejść. Wylęgarnie zajmują się ratowaniem chorych i okaleczonych żółwi: niekiedy gad połknie foliową torbę myląc go z ulubioną meduzą albo wplącze się w sieci rybackie. Zbierane są także jaja, by młode mogły się wykluć z dala od zagrożeń i by oszczędzić im biegu z przeszkodami przez plażę. Takie aktywne działania na rzecz ochrony populacji.

Żółwie jaja w piasku (Wylęgarnia w Kosgoda)
Żółwie jaja w piasku (Wylęgarnia w Kosgoda)

Kosgoda: Aspekt turystyczny

Przy okazji do takiego ośrodka mogą przyjechać turyści. Nie tyle, by dowiedzieć się czegoś o żółwiach i samym ośrodku, ale raczej by zostawić pieniądze na dalsze działania, plus zrobić sobie jakieś zdjęcia. Cel szczytny, my jednak byliśmy mocno rozczarowani jakością oprowadzania po ośrodku. Przewodnik właściwie tylko pokazywał żółwie jakie mają w kolekcji i niewiele więcej potrafił powiedzieć. Bardziej przypominało to oprowadzanie po zoo i pilnowanie, byśmy nie zrobili krzywdy zwierzętom czy ich nie zabrali. Tym niemniej ciekawie było takie miejsce zobaczyć, skoro jest po drodze. Bardziej po to by poznać i zrozumieć jak wygląda ochrona zwierząt na Sri Lance i z czym się to wiąże.

Jeden z żółwi trzymany w wylęgarnii
Jeden z żółwi trzymany w wylęgarnii

Kosgoda: Aspekt ochronny

Grupa takich ośrodków-ochronek dla żółwia działa od 1988 roku, a jest wspierana przez Lankijskie Towarzystwo Ochrony Dzikiej Przyrody (Wildlife Protection Society of Sri Lanka). Swoim działaniem przypomina sierocińce dla słoni, ale zdaje się, że budzi mniej kontrowersji, niekoniecznie słusznie. Część żółwi faktycznie trzyma się tu dla turystów, by pokazywać jak się rozwijają. Przypomina to zaimprowizowane oceanarium, czy coś w tym rodzaju. No ale prawda jest taka, że jakoś na tych ośrodkach trzeba zarabiać. Odwiedzający nie zatrzymają się tu, jeśli nie będzie żółwi. Szkoda tylko, że te baseny dość często są małe, dotyczy to zwłaszcza większych zwierząt. Coś niestety trzeba ludziom pokazać.

Dlatego też jaja są wybierane i zakopywane w miejscach, gdzie są bezpieczne. Strażnicy patrolują plażę i szukają samic. Pilnują, by nikt im nie przeszkadzał, a gdy po zakopaniu jaj żółwice wracają do wody, rozpoczyna się relokacja. Dodatkowo jeśli rybak znajdzie żółwie jaja i przyniesie je do wylęgarni, także zostanie za to nagrodzony pieniężnie. To ten pozytywny charakter.

Wszystkie zakopane jaja są starannie opisane
Wszystkie zakopane jaja są starannie opisane

Żółwie w wylęgarni

Młode żółwiki (pieszczotliwie nazywane przez terrorystów „kapslami”) przez pewien czas są trzymane w wylęgarni. Pozwala to przetrwać większości z nich pierwszy okres ich życia, kiedy są narażone na to, że nim trafią do wody, zostaną zjedzone przez ptaki. Żółwiki są wypuszczane do wody, gdy już trochę podrosną i gdy wykluwają się kolejne. Swoją drogą na Sri Lance są też miejsca, gdzie żółwie się wykluwają bez ingerencji człowieka. Ciężko je zobaczyć, ale nie jest to niemożliwe. Zawsze znajdzie się jakiś przewodnik lub rybak, który wie, gdzie szukać takich miejsc. Myśmy jednak tym razem nie szukali czegoś takiego, bo widzieliśmy to w Omanie.

W wylęgarni można zobaczyć zarówno ogrodzone siatką części z piaskiem, gdzie są zakopane żółwie jaja, wraz z podpisami (co to i kiedy zostało złożone), baseniki z małymi żółwikami, a także baseniki z większymi okazami pokazowymi. U nas część edukacyjną w teorii miał robić przewodnik, ale… niewiele z tego wyszło.

Wylęgarnia żółwi w Kosgoda
Wylęgarnia żółwi w Kosgoda

Trudno nam nie porównywać wylęgarni z omańskim Ras Al Jinz. To właśnie tam wylądowaliśmy na plaży i oglądaliśmy żółwicę składającą jaja i młodego żółwika zmierzającego do wody. W Omanie ingerencja w naturalny cykl była zdecydowanie mniejsza, ochrona bardziej naturalna (przez to też pewnie więcej żółwi ginęło, choć ogólnie populacja wzrosła), zaś kwestie edukacyjne bardzo dobrze przemyślane. Tu jest dokładnie na odwrót. Choć nie jest to szczęśliwie podejście do żółwi, które widzieliśmy na Samoa. Owszem na Sri Lance można mieć wątpliwości, co do tego typu ośrodków, ale działają i zwracają naturze wiele małych żółwiczków. Więcej, niż samodzielnie dotarłoby do wody z plaży. Natomiast sam ośrodek, który zwiedziliśmy, wyglądał zwyczajnie biednie i zacofanie. Podobnie jak z Pinnawalą warto zastanowić się, czy chce się tu przyjeżdżać i co chce się zobaczyć. Bo można dostrzec różne rzeczy.

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak lankijski
Kosgoda

Zapora Hoovera, betonowy cud świata w USA

Amerykanie czasem szczycą się tym, że posiadają jedną z największych tam na świecie. Historycznie tama, czy raczej zapora Hoovera (Hoover Dam) faktycznie robi wrażenie. Gdy ją otworzono w 1936 była największą elektrownią wodną, tamą i jednocześnie konstrukcją betonową na świecie. Dziś w kategorii elektrowni wodnych znajduje się około 40 miejsca. Niemniej jednak wciąż jest to ciekawe osiągnięcie inżynieryjne.

Dojazd do tamy Hoovera
Dojazd do tamy Hoovera

Amerykański cud świata – Zapora Hoovera

Zapora znajduje się na granicy stanów Arizona i Nevada, jakieś 48 kilometrów od Las Vegas. Można przy niej się zatrzymać jadąc ze stolicy hazardu do Wielkiego Kanionu. Ma wysokość 224,1 metrów i długość 379,2 metrów. Wznosi się na rzece Kolorado, za nią znajduje się sztuczne jezioro Mead. Od 1981 roku jest wpisana w rejestr miejsc historycznych USA, a od roku 1985 jest Pomnikiem Narodowym.

Zapora Hoovera (USA, granica stanów Nevada i Arizona)
Zapora Hoovera (USA, granica stanów Nevada i Arizona)

Istotną rolę w jej budowie odegrał Herbert Hoover, początkowo sekretarz handlu, potem prezydent. To właśnie na jego cześć została nazwana tama. A raczej przemianowana, początkowa nazwa to Boulder Dam, dopiero w 1947 roku kongres postanowił zmienić nazwę tego miejsca i uhonorować byłego prezydenta. Czasem można się spotkać z błędną informacją, że tama Hoovera została tak nazwana by uczcić J. Edgara Hoovera, wieloletniego szefa FBI.

Rzeka Kolorado
Rzeka Kolorado

Historia zapory

Konstrukcja rozpoczęła się w 1931 roku, zakończono ją w 1936, na trzy lata przed planowanym ukończeniem. Finalna tama, choć monumentalna jak na tamte czasy, nie wygląda tak jak w zamierzeniach. Według projektu miała być bardziej ozdobna, w pewien sposób inspirowana gotykiem i wpasowywać się w trendy lat 30. Niestety, większość tych pomysłów nie została wprowadzona w życie. Niemniej jednak, jej budowa była przełomem w ówczesnych Stanach, zwiastunem nowej potęgi technologicznej, a jednocześnie ciekawym remedium na Wielki Kryzys. Gdy ją otwierano, było to istne betonowe monstrum. Do budowy wykorzystano 2,5 milionów metrów sześciennych betonu. Kosztowała jakieś 50 milionów ówczesnych dolarów, co dziś jest kwotą bliską miliarda. Zapełnienie jeziora Mead wodą trwało sześć lat, co wiązało się z katastrofą ekologiczną. Zlikwidowano tym samym naturalne wylewiska Kolorado, co doprowadziło do wymarcia na tym terenie wielu gatunków roślin i zwierząt.

Beton to podstawowy budulec Tamy Hoovera.
Beton to podstawowy budulec Tamy Hoovera.

Zwiedzanie zapory Hoovera

Dziś tamę można zwiedzać. Przed nią znajduje się dość spory, płatny parking, dalej jest darmowy. Wystarczy się zatrzymać, przejść trochę i podziwiać ten cud inżynierii, który trochę się „zdewaluował”. Owszem, gdy porówna się to choćby do mostów w Nankinie, czy wieżowców w Dubaju, czy współczesnych wielkich tam, zapora nie robi aż takiego wrażenia. Ważny jest tu kontekst historyczny. Dla Amerykanów jest miejsce chluby narodowej. Była to największa tama na świecie przez 11 lat. W okresie jej otwarcia była powszechnie nazywana ósmym cudem świata.

Po otwarciu zaporę nazywano ósmym cudem świata
Po otwarciu zaporę nazywano ósmym cudem świata

Tamę spokojnie można obejrzeć z zewnątrz, ale także kupić bilet i zobaczyć ją od środka. Ceny, godziny otwarcia i inne warunki można sprawdzić na stronie USBR.gov.

Zapora Hoovera
Zapora Hoovera

Zapora Hoovera w popkulturze

Dobry punkt widokowy to oznaczony na Google Hoover Dam Bypass. Nic dziwnego, że znajduje swoje miejsce w popkulturze. Pierwszy film pochodzi z czasów jej budowania, czyli 1933 roku. To „I Loved You Wednesday”, opowiadający o inżynierze pracującym przy tamie Boulder. Kilka innych obrazów również ukazywało budowanie tego obiektu, potem jednak doszliśmy do etapu jego niszczenia. Pierwszy był Alfred Hitchcock w wojennym filmie „Sabotaż” (1942), którego tematem był spisek mający zniszczyć tę tamę. Tamę udało się zniszczyć w „Supermenie” (1978), uszkodzić w „W krzywym zwierciadle: Wakacje w Vegas” (1997). Uległa zniszczeniu także w „San Andreas” (2015) no i pojawiła się w pierwszym filmie z cyklu „Transformers” (2007). Lokacja ta była także odzwierciedlana w grach – „Duke Nukem Forever” czy „Fallout: New Vegas”.

Rzeka Kolorado już po drugiej stronie zapory
Rzeka Kolorado już po drugiej stronie zapory

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak amerykański
Zapora Hoovera

Mediterraneo Marine Park, oceanarium na Malcie

Wśród atrakcji Malty jest też coś, co nazywane jest tamtejszym delfinarium. O Mediterraneo Marine Park warto przede wszystkim napisać w kontekście Churaumi na Okinawie. Choć to zdecydowanie mniejsze miejsce, to jednak mimo wszystko traktowanie delfinów jest chyba mniej kontrowersyjne (w jednych aspektach, w innych chyba odwrotnie), choć wciąż budzi pewne emocje.

Delfin w Mediterraneo Marine Park
Delfin w Mediterraneo Marine Park

Mediterraneo Marine Park: Delfiny w naturze a pokazy

Delfiny są trzymane w niektórych ośrodkach na świecie, poza wspomnianymi jest jeszcze Sea World w Orlando, który także opisywaliśmy, czy w Batumi, Hurgadzie, Odessie, Maladze i wielu innych miejscach, które jednak sobie odpuściliśmy. Nie ma co ukrywać, te wspaniałe zwierzęta są bardzo często główną atrakcją, zwłaszcza, że robią sztuczki i dają się tresować. Ale równie dobrze można obserwować je w naturze, choćby w Zatoce Omańskiej, ale też widzieliśmy je w Cieśninie Bosfor w Stambule, w Cieśninie Gibraltarskiej w drodze do Ceuty, w Adriatyku na Ischię, albo wokół Skellig Michael czy nawet zabłąkanego w okolicach Dubrowniku. Więc dostrzeżenie delfina to nie jest jakiś specjalny wyczyn, choć niestety najczęściej trzymają się z daleka. Ale z pewnością oglądanie ich naturalnych zachowań jest dużo bardziej satysfakcjonujące niż wyuczonych skoków. Dziś jednak skoncentrujemy się bardziej na pokazach.

Bazyliszek w Mediterraneo Marine Park
Bazyliszek płatkogłowy ( Basiliscus plumifrons) w Mediterraneo Marine Park

Mediterraneo Marine Park na Malcie podszedł do zagadnienia trochę inaczej. Czy lepiej, czy gorzej, to ocenić powinien każdy samodzielnie (niekoniecznie empirycznie). Pokazy delfinów są „słabe”, jak można przeczytać w opiniach na Google, w porównaniu z i tu lista jest jeszcze dłuższa. Czym zatem różnią się te pokazy? Są mniej „szałowe”. Mniej tu tresury, więcej zabawy, czyli dla zwierzęcia niby lepiej, ale czy dla widza? Zwłaszcza nieświadomego? Natomiast pytaniem otwartym pozostaje, jak podejść do trzymania tych inteligentnych zwierząt w niewoli i oswajania ich.

Żółwie w Mediterraneo Marine Park
Żółwie w Mediterraneo Marine Park

Za to jeśli chodzi o delfiny to jest tu (w Mediterraneo) jeszcze jedna, acz droga atrakcja (ceny zaczynają się od 100 Euro). Chodzi o pływanie z delfinami pod okiem opiekunów. Właściwie jest to basen, do którego wchodzą ludzie i wpuszcza się delfina. Cena dość mocno odstrasza i pewnie o to chodzi. Można sobie robić zdjęcia. Warto dodać, że delfin ma tu pewną swobodę w pływaniu, znaczy jeśli nie chce, by ktoś go dotykał, to do niego nie podpływa. Turyści zaś są pilnowani. Dodatkowo bliskość morza zapewnia świeżą morską wodę. Jak to ocenić? Tu chyba każdy musi odpowiedzieć sobie samemu.

Basen dla delfinów
Basen dla delfinów

Mediterraneo Marine Park: Akwarium na Malcie

Samo Mediterraneo to jednak nie tylko delfiny. Znajdziemy tu inne zwierzęta, w tym lwy morskie, czy żółwie, a nawet pokaz papug. Pełni to rolę zoo na Malcie i przyciąga turystów z dziećmi. Oczywiście zaporowa cena pływania z delfinami ma na celu ograniczenie liczby turystów, by nie zamęczyć zwierząt (zbytnio). Choć przyznajemy, że chyba najciekawszym pomysłem na niewielkie zoo / akwarium na turystycznej wyspie jest w naszym odczuciu CretAquarium w Heraklionie na Krecie. Tam podobało się nam bardzo podobało. Pewnie dlatego, że tamto akwarium nie próbując być oceanarium, miało na siebie fajny, a przy tym edukacyjny pomysł.

Delfin w basenie
Delfin w basenie

Dojazd

Obok parku ze zwierzętami jest aquapark. Zaś przed wejściem mamy naprawdę olbrzymi parking. Tu przybywa sporo turystów. Delfiny zaś są chyba najsłynniejszą atrakcją, ale w tym wypadku pełnią raczej rolę reklamy. W dodatku skutecznej. Dojazd, jak na Malcie najlepiej samochodem, taksówką. Na stronie ośrodka jest dużo informacji o możliwym transporcie.

Żółw w Mediterraneo Marine Park
Żółw w Mediterraneo Marine Park

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak maltański
Mediterraneo Marine Park

Churaumi Aquarium, oceanarium na Okinawie

Naszym najważniejszym celem na Okinawie była miejscowość Motubu, w której znajduje się oceanarium – Churaumi Aquarium i teren powystawowy z EXPO z 1975 roku. Oceanarium to jeden z największych obiektów tego typu na świecie. Jego główną atrakcją są rekiny wielorybie (Rhincodon typus), największe żyjące ryby na świecie.

Ogrody w Churaumi
Ogrody w Churaumi

Atrakcje Motubu

Samo Motubu to przede wszystkim miejscowość turystyczna. Są hotele, oceanarium i niewiele więcej. Rozminęliśmy się o kilka dni z sezonem na oglądanie wielorybów przepływających w okolicy. Z Motubu są organizowane takie wycieczki, warto to zweryfikować wcześniej. My się rozminęliśmy lekko z sezonem. W teorii zbliżał się ku końcowi, w praktyce były zerowe szanse na zobaczenie wielorybów, bo już zakończyły wędrówkę przez tę okolicę. Udało się je dopiero zobaczyć w Husavik. Trochę dalej od oceanarium znajdują się ruiny zamku plus jeszcze plaże przy niektórych hotelach i na tym lista miejsc do zobaczenia się kończy. Można jeszcze dodać groby, ale to okinawski standard.

Klasyczna zabudowa, skansen w Churuami
Klasyczna zabudowa, skansen w Churuami

W hotelu zwróciliśmy uwagę na wielostronicową broszurę, w której są wymienione zagrożenia czyhające na wyspie: udar słoneczny, tsunami, tajfun, komary, parzące dotkliwie meduzy oraz śmiercionośne żmije habu. Mianem habu określa się kilka gatunków, ale istotny jest jeden, endemiczny: trwożnica habu (łac. Protobothrops flavoviridis, dawniej Trimeresurus flavoviridis), to żmije z podrodziny węży grzechotnikowatych. Niebezpieczne, ale przy tym na Okinawie ich jad wykorzystuje się do produkcji lokalnego trunku alkoholowego nazwanego awamori. W broszurze są wymienione telefony i co trzeba robić w przypadku ukąszenia przez habu, jak również mocno ostrzegali przed dotykaniem nieznanych zwierząt morskich. Wygląda na idealne miejsce na odpoczynek.

Ogrody i skansen
Ogrody i skansen

Akwarium Churaumi na Okinawie

Okinawa Churaumi Aquarium to najsłynniejsze japońskie oceanarium, przez długi czas szczycące się największym zbiornikiem słonowodnym (do 2005 roku, kiedy otwarto oceanarium w Atlancie, USA): zbiornik Kurioshio, bo tak został nazwany, liczy 35 metrów długości, 10 metrów głębokości i ma pojemność 7 i pół miliona litrów wody! Powstało w 1975 roku jako część wystawy EXPO. Zostało przebudowane w 2002 roku. Nazwa „Churaumi” oznacza piękny/dostojny ocean. Oprócz głównej atrakcji są też dodatkowe, to wspaniały ogród, wewnątrz którego znajduje się skansen z charakterystycznymi zabudowaniami dla Riukiu.

Żółw morski w Churaumi
Żółw morski w Churaumi

Oceanarium Churaumi zostało gruntownie przebudowane w 2002 roku. Niestety ewidentnie zapomniano o przebudowie zewnętrznych akwariów. Na terenie powystawowym wolne od opłat są dostępne zbiorniki z żółwiami morskimi, w tym żółwiami skórzastymi, oraz z manatami. Zbiorniki te są małe, mają kształt cylindra, co jest niekorzystne dla zwierząt, przeważnie są zupełnie pozbawione naturalnych „ozdób”: odpowiedniego dna, dekoracji kamiennych lub roślinnych, nic co urozmaiciłoby pusty, brzydki basen. Jednocześnie brak informacji, by taki stan zbiorników i trzymanie w nich zwierząt było uzasadnione, na przykład kwarantanną (ruchliwe i hałaśliwe miejsce, pełne ciekawskich ludzi temu zresztą nie sprzyja). Trzeba pamiętać przy tym, że żółwie i manaty to inteligentne i ciekawskie stworzenia, które w pustych, małych basenach po prostu cierpią.

Plaża w pobliżu akwarium
Plaża w pobliżu akwarium

Tym bardziej szokuje fakt, iż obiekt szczyci się tym, że chroni żółwie i wspomaga proces ich rozmnażania (w sztucznych warunkach). Żółwie mają „plażę”, na którą mogą wyjść i złożyć jajka. Niestety ta część obiektów wygląda jak sprzed kilku epok. Widok tych basenów budzi niesmak i po prostu złość. Tym większy jest żal, że gdy Japonia tak traktuje zwierzęta w oceanarium, jest cisza, podczas gdy w wielu innych miejscach ekolodzy podnoszą larum. Choć czasem uda się też przeprowadzić pewne akcje w bogatszych krajach, jak choćby uwolnieniu orek z Sea World w amerykańskim Orlando.

Główny budynek Churaumi Aquarium
Główny budynek Churaumi Aquarium

Churaumi: Rekin wielorybi

Dumą i radością Churaumi Aquarium i całej Okinawy są dwa osobniki rekina wielorybiego. Rekin wielorybi to największa znana obecnie żyjąca ryba: największy zanotowany osobnik mierzył niemal 19 metrów długości. Dla porównania największy zbiornik wodny w Churami ma 35 metrów długości. Najczęściej jednak jego długość nie przekracza 10 – 12 metrów. Żywi się planktonem i jest zupełnie niegroźny dla człowieka. Zamieszkuje właściwie wszystkie wody regionu tropikalnego i subtropikalnego. Rekin wielorybi jest poławiany dla jego drogiego mięsa, a ponieważ dodatkowo jego cykl rozrodczy jest bardzo długi, to jest to obecnie gatunek narażony na wyginięcie.

Rekin wielorybi
Rekin wielorybi

Zanim wejdziemy do oceanarium Churaumi, warto przejść się przez dawne tereny EXPO. Szczególnie interesująca jest część poświęcona tradycji Okinawy. Warto bowiem wiedzieć, że Okinawa od głównej części Archipelagu Japońskiego bardzo się różni. W rekonstrukcji tradycyjnego domu można wziąć udział w warsztatach, na przykład kaligrafii, można zwiedzić kolejne pomieszczenia. Przyjemny jest także tropikalny ogród prezentujący florę wyspy. Jest egzotycznie, takie trochę Samoa w wersji light.

Naturalne plaże
Naturalne plaże

Churaumi: Delfiny

Dodatkową „atrakcją” przez Churaumi Aquarium są bezpłatne pokazy delfinów i orki karłowatej (szablogrzbiet waleniożerny). Zrozumiały jest dla nas trening medyczny i przy okazji opowiadanie o zwierzętach, a nawet pływanie z delfinami w małej, kilkuosobowej grupie i bardziej naturalna zabawa, dająca zwierzęciu możliwość interakcji lub wycofania się. Ale synchroniczne skoki w akompaniamencie głośniej muzyki i rozwrzeszczanej (jak na Japończyków) tłuszczy, szablogrzbiet wypluwający ryby z pyska z powrotem do wiaderka, chóralne piski delfinów w rytm muzyki… Nie, to nie ta epoka, zwłaszcza w kontekście ochrony gatunkowej. Wygląda to niestety dużo gorzej niż choćby pokazy delfinów we wspomnianym Orlando, czy nawet na Malcie. Bardziej jest to nastawione na przedstawienie – cyrk, niż interakcję z oswojonym zwierzęciem.

Pokazy delfinów
Pokazy delfinów
Morskie akwaria
Morskie akwaria

Wielorybnictwo w Japonii

Tu warto podkreślić jedną rzecz. Japończycy nie przykładają się do ochrony przyrody. Sympatią darzą tylko miłe, puchate zwierzątka z dużymi oczami i uszami. Jak na przykład lisy. Albo pandy, które uwielbiają (choć nie występują w Japonii). Te naprawdę inteligentne zwierzęta, jak wieloryby czy delfiny są wciąż traktowane jako źródło luksusowego produktu spożywczego. Znane są działania japońskich wielorybników, które pod pretekstem badań naukowych polują za pomocą harpunów na wieloryby w okolicach Antarktydy. Zwierzęta są zabijane i owszem, dokonuje się jakiś bezwartościowych badań (na przykład analiza treści żołądka, rozwój płodu – ciężarne wieloryby też są zabijane), ale mięso, tłuszcz i inne produkty są przeznaczane na cele komercyjne.

Meduzy
Meduzy

Popularne (i raczej ekskluzywne) w całej Azji Południowo-Wschodniej i Japonii dania z płetw rekina są przyczyną cierpień tych drapieżników, które poławia się, obcina płetwy i żywego rekina wyrzuca z powrotem do oceanu na pewną śmierć. Hiszpania ma korridę (o tym pisaliśmy przy okazji Kordoby), Japonia ma swoją okrutną tradycję (podobną do tej z Wysp Owczych). Co roku w małej zatoce Taiji u wybrzeży Honsiu dochodzi do krwawej rzezi delfinów. Ssaki są naganiane do wód zatoki, gdzie następnie się je zabija i wyławia, a mięso delfinów ląduje na talerzach. Liczba mordowanych delfinów jest tak wielka, że wody zatoki przybierają kolor krwi. Władze Japonii pozostają niewzruszone na naciski organizacji ochrony przyrody, argumentując, że to ich 400-letnia tradycja.

Manta lub Diabeł morski (Manta birostris)
Manta lub Diabeł morski (Manta birostris)

Churaumi: Dojazd i zwiedzanie

Okinawa to, jak się okazało, doskonały przykład tego, jak mylne mogą być wyobrażenia o Japonii. Najkrócej mówiąc: liczyliśmy na sprawną komunikację zbiorową, zwłaszcza na trasie lotnisko międzynarodowe – najpopularniejsze atrakcje. W chwili kiedy się dowiedzieliśmy, że musimy godzinę czekać na autobus z lotniska, powinniśmy byli się udać do wypożyczalni samochodów. Popełniliśmy błąd. Nauczka na przyszłość – na Okinawie poruszamy się tylko wynajętym samochodem! (Zresztą samochodem jeździliśmy czy to po Malcie, Cyprze, czy Samoa, tym razem liczyliśmy na świetny japoński transport). No i w takim Motubu nie ma co liczyć na wieczorne rozrywki czy knajpy z kolacją. Wszystko jest w hotelach, poza nimi jest naprawdę niewielki wybór. Jeśli te uwagi weźmie się do serca, można bardzo dobrze przygotować się na Okinawę. Alternatywą jest też siedzenie w Naha i stamtąd organizowanie sobie całodniowych wycieczek, czy to autobusami czy taksówkami. Wtedy też taki sposób zwiedzania się sprawdzi.

Basen z rekinami wielorybimi, Churaumi Aquarium, Okinawa
Basen z rekinami wielorybimi, Churaumi Aquarium, Okinawa

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak japoński
Churaumi

Wioska lisów, czyli Miyagi Zao Fox Village

Jedną z nietypowych, a co za tym idzie nieczęsto odwiedzanych atrakcji Japonii jest wioska lisów, czyli Zao Fox Village w Miyagi. Co pewien czas to miejsce pojawia się w różnych artykułach w sieci, z cudownymi zdjęciami. To istna rzeka słodyczy.

Biały lis - Zao Fox Village
Biały lis – Zao Fox Village

Miyagi Zao Fox Village – wioska lisów

Schronisko dla lisów Miyagi Zao Fox Village to miejsce, gdzie można stanąć oko w oko z lisem, bez ogrodzenia. Lisy można nakarmić, a nawet przytulić (nie jest to wliczone w bilet, dodatkowo płatne). Schronisko czy może bardziej rezerwat (trudno to rozgraniczyć) zamieszkuje ponad setka chytrusków. Nie wszystkie są rude: z sześciu gatunków w Zoa Village znajdują się również lisy błękitne (szare z niebieskim połyskiem) i białe. Rezerwat to ogrodzony fragment lasu, gdzie lisy biegają swobodnie, ale jest tam też szpital, gdzie leczone zwierzęta siedzą w klatkach. Tak naprawdę najpierw przechodzi się przez miejsce z klatkami, co nas zaniepokoiło. Potem było lepiej. Specjalnie dla zwiedzających jest też podniesiona konstrukcja, z której można obserwować lisie figle i karmić zakupionym przy wejściu pokarmem. Z powodów bezpieczeństwa zaleca się nie karmić ich z ręki.

Lisek w klatce - Wioska lisów w Japonii
Lisek w klatce – Wioska lisów w Japonii

Lis w kulturze i religii Japonii

Dlaczego schronisko dla lisów? Bo są przeurocze, jednak prawda jest ciekawsza. Otóż lisy to stworzenia, które często występują w japońskim folklorze pod mianem kitsune, najczęściej jako przebiegłe liski-chytruski. Podobnie jak u nas. Tylko że u nas nie mają nadnaturalnych mocy, jak na przykład zdolność przybierania ludzkiej postaci, by wywinąć szwindel albo opętania ludzi. Oprócz umiejętności kantowania, kitsune wyróżniają się długim życiem, inteligencją i mądrością. Im starszy i mądrzejszy osobnik, tym więcej ma ogonów, przy czym maksymalna ich liczba wynosi dziewięć. To jest zresztą element również chińskiej mitologii.

Lis na wybiegu
Lis na wybiegu

Stąd niedaleka droga na ołtarze religii szintoistycznej (i czasem buddyjskiej). W Japonii kami (czyli duch, dusza, ożywcza siła) lisa – Inari – jest jednym z najchętniej czczonych bóstw. Przynosi pomyślność, płodność, patronuje herbacie, sake i ryżowi – nie dziwi więc znaczenie Inari. Bóstwo czci się prawdopodobnie od początku VIII wieku – wtedy założono przypuszczalnie pierwszą jej (lub jego, Inari przedstawia się jako płci żeńskiej lub męskiej) świątynię na Górze Inari w Kyoto. Pierwotnie była to istota, która przynosiła ryż, a jej posłańcami były białe lisy.

Na wybiegu w Zao Fox Village
Na wybiegu w Zao Fox Village
Głaskanie lisa na wybiegu
Głaskanie lisa na wybiegu

Wizyta w wiosce lisów

W Zao Fox Village oczywiście znajduje się świątynia poświęcona Inari, którą można rozpoznać po figurkach lisów, często z zawiązaną na szyi wstążeczką wotywną. Jak przystało na świątynię szinto, tak i tu są bramy tori. Wszystko w otwartej przestrzeni z lisami.

Czarny lis
Czarny lis

Lisy biegały samopas i można było je głaskać, z zastrzeżeniem, by ich nie łapać i nie zakłócać spokoju śpiącym zwierzętom. Należało też zachować ostrożność: lisy mogły ugryźć, a szczególnie je ciekawiły wszelkie odstające i wiszące elementy odzieży, jak sznurówki lub paski plecaka.

Lis
Lis

Dodatkową atrakcją (i dodatkowo płatną) była sesja przytulania lisa. Dostało się specjalny strój, by lis nie pobrudził klienta i po krótkiej instrukcji w języku japońskim jak lisa trzymać, dostawało się rudzielca na chwilę na kolana. Wszystkie były bardzo puchate, gdyż miały jeszcze zimowe futro. Przytulanie i zdjęcia są organizowane dwa razy dziennie. Mniej więcej około godziny 11:00 i około 13:00-14:00.

Zao Miyagi Fox Village
Zao Miyagi Fox Village

Oprócz dużego wybiegu dla lisów, część jak wspominaliśmy, znajduje się klatkach. Jest to też szpital dla tych zwierząt. Ponadto w Zao Fox Village znajdziemy także króliki, kucyki, czy inne gatunki w mniejszej ilości, jednak nie stanowią już takiej atrakcji. Oczywiście znajduje się tu sklep z pamiątkami.

Karmieni lisów
Karmieni lisów

Dojazd do Zao Fox Village

Najtrudniejsze jest dotarcie do tego miejsca. Znajduje się ono poza utartym szlakiem, więc najłatwiej jest dojechać koleją do dworca w Shiroishi. Z Tokio jedzie się np. do Fukushimy (ew. Sendai), tam przesiada w lokalny pociąg, który zatrzymuje się w Shiroishi. Tam już zostaje właściwie tylko taksówka. Formalnie jest autobus, ale kursuje dwa razy w tygodniu. Można też wziąć pobliski hotel z transferem, ale to wymaga nocowania. Lub korzystać z linii autobusowej z Sendai (też mającej ograniczoną liczbę kursów, co sprowadza się do tego, że lepiej nocować w okolicy). Lisia wioska, choć przecudowna, to nie jest miejsce, gdzie spędza się cały dzień. Dlatego najwygodniejsza zostaje taksówka, choć to transport dość drogi. Przy powrocie jest o tyle łatwiej, że już w samej lisiej wiosce sugerują ludziom branie taksówek na spółkę, więc wychodzi taniej.

Świątynia Inari w wiosce lisów
Świątynia Inari w wiosce lisów

Uwaga, wioska jest zamknięta dla odwiedzających w środy. Oficjalna strona: zao-fox-village.com – tam można zobaczyć aktualne godziny otwarcia i ceny.

Sesja przytulania lisów
Sesja przytulania lisów

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak japoński
Zao Fox Village