Stolicą niezwykłego Bhutanu jest stosunkowo niewielkie miasto Thimphu (dz. ཐིམ་ཕུ). Położone nad rzeką Wang Chu zupełnie nie przypomina nowoczesnych stolic. Wciąż zachowuje swój unikalny, spokojny, małomiasteczkowy klimat. Widzieliśmy inne niewielkie stolice jak: Sri Dźajawardanapura Kotte, Watykan, Valletta czy Monako ale na ich tle Thimphu wciąż mocno się wyróżnia. Brakuje tu zgiełku, nie jest to centrum turystyczne, ani nawet transportowe, zaś instytucje polityczne są gdzieś z boku. Jedno z wielu miast Bhutanu, gdzie tradycja i przywiązanie do prostoty wciąż są istotne i widoczne.

Co warto zobaczyć w Thimpu?
Thimphu: Informacje podstawowe
Historia Thimphu
Thimphu znajduje się na wysokości 2334 metrów nad poziomem morza, co czyni je jedną z najwyżej położonych stolic na świecie. Ustępuje stolicy Boliwii – La Paz (lub Sucre), Ekwadoru – Quito, Kolumbii – Bogocie oraz Etiopii – Addis Abebie. Wyżej znajduje się też Lhasa, acz to stolica terytorium. Tyle że te wymienione to najczęściej naprawdę spore miasta, tu jest inaczej. Dolina Thimphu była zamieszkane już w XII wieku naszej ery, ale były to klasztory i pojedyncze domy czy niewielkie osady. Nie był to duży obszar miejski, raczej wioski, w których uprawiano ryż. Oczywiście z pewnymi wyjątkami, jak zamek, w którym w XVIII wieku przyjmowano Brytyjczyków. Wcześniej dolina ta była określana mianem Wang, Thimphu to nazwa od pobliskiej skały.

W większości jest to nowe miasto, które powstało jako część wielkiego planu modernizacji Bhutanu. Efekt jest taki, że w ramach reform w roku 1952 ustalono, iż tu właśnie powstanie nowa stolica. W 1955 roku przeniesiono dwór z Punakhi, a w 1961 oficjalnie Thimphu uzyskało prawa miejskie i stało się pełnoprawną stolicą. Nie powstało ono w pustce, raczej połączono wioski, które stały się dzielnicami. To też okres związany z rozbudową miasta. Dziś liczy ono sobie prawie 100 tysięcy mieszkańców, co czyni je największym ośrodkiem w Bhutanie. Stolicą nie tylko polityczną, ale też biznesową (ale w niewielkim stopniu, bo tę chcą utworzyć w Gelphu) i kulturową. A co ważniejsze, idealnie zrównoważoną.

Lata 60. XX wieku to właśnie główny okres rozwoju i osiedlania się ludzi w stolicy. Wynika to także z planowania urbanistycznego. Nie był to jednak eksperyment na miarę Brasilii, bardziej chodziło o rozplanowanie szkół, sklepów, czy wodociągów. Co więcej, już zaszła potrzeba poszerzenia granic miasta. Natomiast nowe miasto pomogło wykształcić i utrzymać obowiązujący styl w Bhutanie. Porównanie do stolicy Brazylii ma w sobie coś, bo tutaj nie zobaczymy dziwnej mieszaniny stylów, nowego budownictwa obok starego, szklanych drapaczy chmur obok chat zbitych deskami, co nie jest rzadkim obrazem w Azji. Zdobnictwo, kolorystka, wszystko jest tu zgrane. Pod tym względem Bhutan przypomina trochę Japonię. A przy tym nie wszystko musi być w jednym miejscu, na przykład lotnisko obsługujące Thimphu znajduje się w Paro. Władze nie próbują wszystkiego pchać do stolicy, nie usiłują też jej rozwijać na siłę, a co ważniejsze, zrównoważony rozwój naprawdę jest tutaj istotny, z poszanowaniem tradycji i natury.

Zabytki i atrakcje Thimphu
Takiny
Wspominanie o zrównoważeniu w przypadku Thimphu to nie jest tylko „propaganda”. To miasto jest położone w dolinie, ale tak, że faktycznie sporo w okolicy terenów zielonych (konstytucja Bhutanu wymaga, by w kraju dominowały lasy). Efekt jest taki, że blisko centrum znajduje się ostoja – rezerwat takinów (Motithang Takin Preserve lub Royal Takin Preserve). Takin (Budorcas taxicolor whitei) jest narodowym zwierzęciem Bhutanu. Zwierzę to jest spokrewnione z koziorożcem. Według legendy, Boski Szaleniec (o którym więcej przy wpisie o Punakhce), w XV podobno stworzył te niezwykłe zwierzęta. Święty był dość nietuzinkową postacią, więc gdy ludzie domagali się od niego cudu, powiedział, że zrobi im cud, ale muszą go nakarmić całą krową i kozłem. Najadł się, a z resztek złożył, a następnie ożywił zwierzę i tak powstał takin.

Sam rezerwat powstał na zlecenie króla Bhutanu, który początkowo zgodnie z tradycją trzymał kilka sztuk we własnym mini-zoo, ale uznał, że buddyście nie przystoi trzymać zwierzęcia w niewoli. Kazał je wypuścić. Takiny, które były częściowo oswojone, postanowiły zostać w dolinie i chodziły po Thimphu szukając jedzenia i wody. Efekt był taki, że zdecydowano zbudować dla nich specjalne miejsce, które miało bardziej przypominać naturalne warunki. Dziś przywozi się tu przede wszystkim te osobniki, które z różnych względów nie mogą dłużej żyć na wolności, czyli chore lub słabsze. Część z nich potem się wypuszcza na wolność. Ośrodek jest dość spory, jest możliwość obejrzenia takinów z odległości, ale też mogą podejść do krat. Jest tu także kilka innych zwierząt, trochę ptaków, jelenie, czy jaki. Ostatnia duża przebudowa ośrodka miała miejsce w 2004 roku. Ośrodek pełni też rolę edukacyjną. Swoją drogą takiny można zobaczyć w zoo we Wrocławiu.

Centrum Thimphu
Trzeba przyznać, że samo centrum Thimphu jest raczej niepozorne i małomiasteczkowe. Widzieliśmy wiele małych stolic, niewielkich krajów i ono się wpisuje trochę w ten standard, gdzie stolica jest techniczna. Trochę bardziej jak Victoria, Apia, czy nawet Male, trochę mniej jak Andora de Valle. W centrum stolicy nie ma specjalnie zabytków. Jest główna ulica handlowa, przy której faktycznie są sklepy, które mogą przyciągnąć turystów, ale przede wszystkim jest to centrum niewielkiego miasta. Tu dosłownie jest jedno miejsce, gdzie znajdują się budki z rzemieślnikami, którzy mogą sprzedawać swoje pamiątki. Wygląda to tak, jakby u nas ktoś postawił jarmark. Jest też plac, na którym stoi niewielki zegar, co jest typowe dla brytyjskich kolonii. Wokół placu są restauracje, a także miejsce do organizacji imprez i to wszystko. Wciąż jest to miejsce, gdzie wieczorami spotykają się Bhutańczycy. Pomijając to, całe centrum jest przede wszystkim nastawione nie na turystów, a na mieszkańców, by mogli tu pracować i załatwić swoje sprawy.

To czym na pewno Thimphu się wyróżnia, to brak sygnalizacji świetlnej. W ogóle w całym Bhutanie ich nie widzieliśmy. Mimo wszystko w centrum stolicy panuje większy ruch niż w innych miejscach kraju, więc na ruchliwym skrzyżowaniu można zobaczyć policjanta w tradycyjnym stroju z białymi rękawiczkami. Ponieważ jest to standardowe rozwiązanie, więc zbudowano budkę, w której on stoi. Nikt nie ma pomysłu, by to zmodernizować, działało od lat, więc tak powinno być.

Centrum rzemiosła
Inną atrakcją, do której można dotrzeć w centrum jest Muzeum i Szkoła rzemiosła. W Bhutanie bardzo mocno przywiązują wagę do tradycji, co widać nawet w codziennych strojach. W tym miejscu jest szansa zobaczyć, jak powstają tradycyjne ubrania. Mężczyźni noszą tu szaty do kolan, zawiązane w pasie zwane gho. Kobiety mają suknię do kostek, nazwaną kira. W szkole widzimy głównie młode uczennice, które dopiero kształcą się w rzemiośle, tworząc stroje. W tym samym ośrodku jest szansa zobaczyć początkujących malarzy czy rzeźbiarzy. Ich prace w dużej mierze są bardzo odtwórcze i podążają za tradycyjnymi wzorcami. Obiekt jest o tyle istotny, że przy okazji szkoły są też niewielkie sale muzealne, gdzie ukazują tradycyjne wzorce. Natomiast jest to ważne z punktu widzenia utrzymania tutejszej kultury, stąd chętnie to pokazują. Trochę podobnie jest z Centrum Dziedzictwa Ludowego (Folk Heritage Museum), które pozwala zobaczyć trochę inne aspekty, przenosi nas do XIX tradycyjnego domostwa. Cóż, tu nawet Poczta jest atrakcją.

Tashichho Dzong
O ile centrum Thimphu nie ma wielu atrakcji, o tyle warto pamiętać, że to jest stosunkowo nowe miasto, które powstało z kilku wiosek. Stąd najważniejsze zabytki są porozrzucane. Tak jest choćby z zamkiem królewskim, czyli Tashichho Dzong (co znaczy tyle co Forteca Wspaniałej Religii). To siedziba króla Bhutanu, acz można ją też zwiedzać. Dzong możemy tłumaczyć jako „zamek”, czy „forteca”, ale wprost to „zamek-klasztor”. Czyli coś bliższego europejskim kościołom – klasztorom warownym (jak rumuński Prejmer).

Dzong powstał tutaj w 1216 roku. Wówczas nosił nazwę Zamek Błękitnego Kamienia (Do-Ngön Dzong). Obecna nazwa pochodzi z XVII wieku (Tashichö-Dzong), kiedy obiekt był przebudowywany. Niestety oryginalny spłonął w 1772 roku. Wzniesiono więc w tym miejscu nowy Sonamchö-dzong, acz z czasem przywrócono mu poprzednią nazwę. Nowy zamek nie miał szczęścia. Płonął trzykrotnie, a w 1897 roku zniszczyło go trzęsienie ziemi. Zaczęto go odbudowywać. W roku 1907 kiedy uformowała się monarchia w Bhutanie, stał się królewską rezydencją i letnią stolicą. Jednakże wielka przebudowa miała miejsce w 1962 roku, kiedy to przenoszono stolicę do Thimpu (już z rządem i wszystkimi instytucjami). Prace te ukończono sześć lat później, od tego momentu to także siedziba rządu Bhutanu. Działająca, w dodatku wciąż pełni też rolę religijną. O tym warto pamiętać, bo władza świecka i buddyjska działają tu obok siebie.

Sprawia to trochę problemów ze zwiedzeniem go. Po pierwsze, nie da się wejść wszędzie. Otwarty jest on tylko w niewielkiej części. Po drugie, są tu ograniczenia godzinowe. Gdy zwiedzaliśmy Bhutan, dało się go zobaczyć w tygodniu między 17:00 a 18:00. Tylko przez godzinę. Głównie wchodziło się na dziedziniec, oglądało się go od środka, a także dało się wejść do jednej ze świątyń pałacowych. Godzina to dużo i mało, ale na to, co jest tu udostępnione wystarcza. Jeszcze przed 17:00 ludzie się zbierają i tworzą się kolejki.

Zadbany zamek prezentuje się bardzo dobrze i wpisuje się w bhutańskie tradycje. Przylegają do niego tereny zielone, a trochę dalej znajduje się właściwa siedziba królewska. Król tylko urzęduje w Tashichho, ale nie mieszka w nim. Podejść można tu prawie zawsze. Natomiast w tygodniu przyjmuje się tu też interesantów, więc ciężko jest turystom wejść poza wyznaczonymi godzinami. Kolejna sprawa: jest to jedno z nielicznych miejsc w Bhutanie, gdzie ochrona przeszukuje osoby wchodzące (kontrola bezpieczeństwa, także z bramkami). Koniecznie były bilety, które w naszym przypadku załatwiał przewodnik. Swoją drogą, jako oficjalna siedziba, jest też ładnie oświetlony nocą, co też nie jest normą w Bhutanie. No i fortyfikacja swoją wielkością robi wrażenie, zwłaszcza w Bhutanie, gdzie więcej jest mniejszych budowli. I jeszcze jedna uwaga, dotycząca całego Thimphu: w dzongach czy świątyniach, tam gdzie nie wchodzi się w butach, nie można robić zdjęć.

Simtokha Dzong
Nie jest to jedyny dzong na terenie Thimphu. Przy wyjeździe w kierunku Przełęczy Dochula, na peryferiach stolicy znajduje się kolejny. Simtokha Dzong (czyli Pałac Głębokiego Znaczenia Sekretnych Mantr) jest dużo mniejszy, nie ma też takiej historycznej roli. Powstał w 1628 roku. Jest malowniczo położony na górze, stąd jadąc w kierunku przełęczy można się tu zatrzymać (jest tu parking i kawiarnia) i popatrzeć na niego z oddali. Obecnie znajduje się tu instytut języka dzongkha (oficjalny język Bhutanu), więc nie jest on udostępniony dla zwiedzających.

Changangkha Lhakhang
Prócz dzongów w Bhutanie zwiedza się także klasztory, zwane lhakhang. Changangkha Lhakhang zlokalizowany jest ponad centrum miasta, na wzniesieniu. Uchodzi też za najstarszy klasztor w stolicy. Jego historia sięga XIII (względnie XIV) wieku. To do dziś funkcjonująca świątynia i tu przede wszystkim działa bóstwo opiekuńcze dla rodzin z dziećmi. To też jedyna świątynia, do której nie udało nam się wejść, mimo że była czynna. W Bhutanie w wielu miejscach wpuszczają do świątyń, ale ze względu na małą ilość turystów, zazwyczaj ludzie nie wchodzą do przypadkowych. Tę, choć najstarsza w okolicy, też się raczej pomija. Za to okolica jest wspaniałym punktem widokowym.

Ponadto w naszym przypadku mieliśmy tu też niewielką wędrówkę nad Thimphu. Łatwą, około godziną trasę z przyjemnymi widokami. Można też było zobaczyć jedną małą rzecz. W Bhutanie nie ma cmentarzy. Nie praktykuje się pochówków, ciała się spopiela, a potem prochy miesza się z gliną i formuje z nich niewielkie stupy, które zostawia się w różnych miejscach. Niektórzy turyści widząc te „figurki” porozstawiane w naturze potem kupują takie coś jako pamiątkę z Bhutanu.

Rzeźba Buddha Dordenma
Na peryferiach Thimphu stoi gigantyczny pomnik Buddy. Z okazji 60. urodzin czwartego króla Bhutanu zdecydowano się wznieść statuę z brązu, pokrytą złotem. Prace konstrukcyjne trwały od 2006 do 2015 roku. Dziś to jeden z symboli Thimphu. Rzeźba waży 1500 ton i ma 54 metry wysokości i tym samym uchodzi za jedną z największych stup na świecie (gdyż również taką rolę pełni). Z tym wiąże się też pewna nieścisłość, bowiem faktycznie, jeśli popatrzy się na to jak na stupę, jest to jedna z największych na świecie, wyższa niż te w Katmandu, a niższa niż te w Anuradhapurze. Ale już jako statua Buddy pozostaje daleko w tyle za Wielkim Buddą z chińskiego Leshan. Tamta rzeźba bez cokołu ma jakieś 71 metrów wysokości, a sporo nowszych rzeźb jest jeszcze wyższych.

Wewnątrz jest jakieś 125 tysięcy mniejszych figurek Buddy (trochę jak w grotach Longmen, acz tam jest tych figurek jeszcze więcej). Projekt kosztował jakieś 100 milionów USD i był częściowo sponsorowany przez prywatnych dawców z Hong Kongu i Singapuru, zaś całość powstała z pomocą Chin. Statuę można oglądać z zewnątrz. Przed nią znajduje się spory plac, który służy także do organizacji imprez. Można też wejść do środka. Nie wchodzi się do samego Buddy (jak to miało miejsce w japońskiej Kamakurze), ale w cokole działa świątynia, do której można wchodzić. Do rzeźby przylega również park. To też dobry punkt widokowy.

Sam posąg jest bardzo klasyczny. Pomysł na jego wzniesienie pochodzi z lat 60. XX wieku, ale wiąże się z nim legenda. Otóż podobno starożytne proroctwo mówiło, że gdy zostanie wybudowany, przyniesie pokój, ochronę i pomyślność Bhutanowi i światu.

Zwiedzanie Thimphu
Inne atrakcje Thimphu W samej stolicy jest jeszcze inny posąg chodzącego Buddy do zobaczenia, zdecydowanie bliżej centrum, za stadionem, więc obecnie ciężko go znaleźć. Są inne świątynie oraz memoriał Chorten. To tak naprawdę stupa wzniesiona w 1974 roku na cześć króla. Jest też oficjalny sklep dla turystów – CSI Market, gdzie są sprzedawane produkty bhutańskie. Tak rzemiosło, jak i kawa czy herbata z tego kraju. Z innych atrakcji można skorzystać tu ze spa, są miejsca dla łuczników (narodowy sport), a nawet kluby z muzyką. Stolica niby nie jest duża, więc dałoby się tam wszędzie dojść, ale najwygodniej jest dojechać samochodem do każdego z tych miejsc. Przede wszystkim odczuwa się tu wszechobecny spokój i brak pośpiechu.
- Przejście szlaku do Tygrysiego Gniazda to wycieczka na co najmniej pół dnia.
- Jeśli planujesz zwiedzać okolicę, zajrzyj też do polecanych wycieczek na tutaj. Można upolować tam fajne promocje.
- Cześć odsyłaczy do linki afiliacyjne. Nic Was to nie kosztuje, a nam pomaga utrzymać blog. Podobnie jak symboliczna kawa. Dziękujemy za każde wsparcie.
- Jeśli ten wpis okazał się pomocny czy inspirujący, będzie nam miło jeśli zostaniesz z nami na dłużej:
- możesz obserwować nas Facebooku (i innych mediach), lub udostępnić go
- albo zapisać się na nasz newsletter, by nie przeoczyć kolejnych wpisów.
| Bhutan | ||
| Thimphu | Punaka |





