Wrocław obecnie trzecie najprężniejsze i najludniejsze miasto w Polsce, które ustępuje jedynie Warszawie i Krakowowi (acz powierzchniowo znajduje się na jeszcze dalszej pozycji). Miasto z bardzo długą i złożoną historią, ciekawymi zabytkami i atrakcjami, ale też wkładem w kulturę (w tym kino) i naukę. No i jest to miasto, wokół którego narosło wiele mitów – od tego, że to miasto niemieckie, miasto szczurów, niebieskich tramwajów, które wypadają z szyn, czy jeśli chodzi o ilość mostów to Wenecja Północy (kolejna z długiej listy pretendentów). Dziś z kolei nowym symbolem Wrocławia są krasnale. I jedyne miasto w Polsce, które może się pochwalić obiektami olimpijskimi, z pewnego punktu widzenia.

Co warto zobaczyć we Wrocławiu?
Historia Wrocławia
Zacznijmy od kwestii niemieckiego miasta, bo niemieckie i polskie wpływy bardzo długo tu na siebie oddziaływały i często trudno stwierdzić, które były dominujące. To dobry moment, by poświęcić chwilę samej historii Wrocławia, ale pokrótce przez większą część historii Wrocław wcale nie był niemiecki. Dłużej był polski, czy czeski. No i nie wiadomo, jak zaliczyć okres, w którym było to własne, samodzielne księstwo. Do tego był również długo austriacki i przez kilka miesięcy, w czasach napoleońskich, francuski . Okres panowania niemieckiego to jakieś 200 lat. Tyle że na sprawę należy popatrzeć jeszcze z drugiej strony. Nawet gdy było to miasto polskie, czy czeskie, to zwłaszcza w średniowieczu mieszczaństwo w Polsce często stanowili Niemcy, a miasta lokowano na prawie niemieckim. Z drugiej strony, nawet gdy miasto było już austriackie, dominował tu język polski. Więc te wpływy są dużo bardziej wymieszane. Najlepszym przykładem jest słynny polski astronom, Mikołaj Kopernik, który był scholastykiem w Kolegiacie Świętego Krzyża we Wrocławiu przez jakiś czas (bardziej się go kojarzy z Fromborkiem, Toruniem czy nawet Ferrarą, ale pracował także we Wrocławiu). Spór o to, czy był on Polakiem czy Niemcem prawdopodobnie nigdy nie zostanie rozstrzygnięty, także dlatego, że nasze rozumienie narodowościowe powstało mniej więcej w XVIII wieku. W czasach Kopernika polskość wyrażała się lojalnością wobec władcy, a nie tradycją, czy językiem. Stąd właśnie wpływy niemieckie na Wrocław są dużo bardziej znaczące niż okresy historyczne i dokładnie tak samo jest z polskimi.

Miejsce późniejszej lokalizacji Wrocławia było zamieszkane jeszcze w czasach antycznych (właściwie już neolitycznych, nawet na obszarze dzisiejszych Kuźnik podobno było niemieckie stanowisko paleontologiczne). Istniała tu osada Budorgis/Budorigum. Owszem, zostały po tym zapiski i niektórzy twierdzą, że to bardziej był dzisiejszy Brzeg. Natomiast od VI wieku mieszkali tu już Słowianie. Miasto było doskonale położone, przebiegał tu szlak bursztynowy oraz Via Regia, potem nawet miasto należało do Hanzy. Przez lata uważano, że pierwotnie znajdował się tu gród czeski, ale archeologowie tego nie potwierdzają. Bezsprzecznie najstarsza część Wrocławia to Ostrów Tumski. W 985 roku zbudował tu swój gród Mieszko I, stało się jedną z siedzib Piastów. W 1000 roku oficjalnie wzmiankowano Wrocław, było to jedno z czterech pierwszych biskupstw w Polsce. Średniowiecze było ciężkim okresem tak dla Polski, jak i Wrocławia. Do historii zapisała się bitwa na Psim Polu w 1109 roku z Niemcami. Nie do końca wiadomo, czy ona faktycznie miała miejsce, czy to zapis propagandowy utrwalony przez kronikarzy. Podobno siły polskie mocno zwyciężyły, wciągając wrogów w pułapkę, a ciała Niemców walały się i zostały zjadane przez psy. Stąd nazwa Psie Pole jak dziś określa się północną część Wrocławia (wcześniej dzielnicę). Oczywiście to raczej legenda. Nazwa osiedla pochodzi prawdopodobnie od książęcych psiarni (podobnie jak pobliskie Psary) lub od niskiej wartości obszaru – psie ziemie. Natomiast lokalizacja miasta i oficjalne założenie na prawie niemieckim miało miejsce w 1242 roku za sprawą Bolesława II Rogatki, księcia śląskiego. To okres bardzo intensywnej rozbudowy miasta.

Wrocław: Od Piastów do czasów austriackich
W okresie rozbicia dzielnicowego, miastem rządzili Piastowie Śląscy. Wrocław to historyczna stolica Śląska, ale w okresie końcowym działało tu Księstwo Wrocławskie. To też okres, w którym tereny te rządzą się bardziej samodzielnie. W konsolidacji miasta pomogli Mongołowie, sprawili, że zaczęto wchłaniać pobliskie osady i rozbudować całość. Końcówka okresu dzielnicowego to rządy Luksemburgów, którzy faktycznie sprawowali władzę w Luksemburgu, ale także i na Śląsku. Formalnie uznawali zwierzchnictwo Cesarstwa Rzymskiego, jednocześnie przypominamy, że aż do XVII wieku język polski dominował we Wrocławiu nad niemieckim. Tyle że ta zwierzchność jest pośrednia, bowiem formalnie Wrocław został dołączony do Korony Czech. To okres o tyle burzliwy, czas wojen husyckich. Doszło w tym czasie do defenestracji wrocławskiej (nie tak słynnej jak praska), ale też Zygmunt Luksemburski musiał się na pewien czas przenieść z Pragi do Wrocławia. Tu też zwołał sejm rzeszy, więc w pewien sposób Wrocław pełnił rolę stolicy Czech i Cesarstwa Niemieckiego (acz krótko). Ciekawostką jest fakt, że w 1474 roku pod wodzą Kazimierza Jagiellończyka miasto próbowali zdobyć Polacy, ale nie udało im się to. Wrocław w XV wieku był bogatym handlowym miastem, które prowadziło wojnę handlową z Krakowem. Ale to też okres rozwoju handlu z dalszymi ośrodkami jak choćby Wiedeń, czy Ratyzbona a nawet Włochy.

Okres rozkwitu miasta kończy się wraz z przyjęciem reformacji w 1523 roku. Głównie za sprawą wojen religijnych, które może nie dotknęły miasta bezpośrednio, ale mocno wydrenowały jego budżet. Jednocześnie to też czas, gdy miasto zostało dołączone do Monarchii Habsburgów, czyli Austrii. Warto dodać, że przez ten okres był to też sposób polski ośrodek. Polska szlachta lubiła przyjeżdżać do Wrocławia, jednocześnie w trakcie potopu szwedzkiego tu chronili się polscy decydenci.
Wrocław: Okres niemiecki
Następnie Wrocław i Śląsk dość mocno ucierpiały podczas wojen śląskich. Ich efekt to przejęcie tych ziem przez Prusy i początek okresu niemieckiego, trwający od 1744 do 1945 roku. Była tylko kilkumiesięczna przerwą w czasach napoleońskich, gdy Breslau był francuski i znów mocno zniszczony. Dodajmy, że w czasach Pruskich było to jedno z trzech głównych miast po Berlinie i Królewcu. Jednocześnie zwłaszcza XIX wiek to silny rozwój przemysłu i ośrodków miejskich. Do tego stopnia, że w czasach hitlerowskich Breslau utrzymał status jednego z głównych ośrodków Rzeszy. Przy tym trzeba pamiętać, że Niemcy są raczej zdecentralizowane i wiele instytucji znajduje się poza stolicą. Efekt jest taki, że to okres bardzo intensywnej modernizacji i rozwoju miasta, stąd wiele dzisiejszych zabytków w centrum, rozwiązań urbanizacyjnych oraz infrastrukturalnych ma właśnie niemieckie korzenie. Okres niemiecki Wrocław zaczął jako miasto raczej zaściankowe, które swój złoty wiek miało za sobą, a skończył jako jeden z głównych ośrodków III Rzezy. Dzięki powieściom Marka Krajewskiego zapanowała moda na przedwojenny Wrocław – czyli Breslau. Ten okres jednak skończył się dla Wrocławia fatalnie. Choć miasto uniknęło nalotów dywanowych takich jak te, które zniszczyły Drezno, to z końcem wojny Niemcy ogłosili miasto twierdzą – Festung Breslau, czyli ostatnim bastionem broniącym Niemcy przed armią radziecką. Efektem było bardzo mocne zniszczenie miasta. Odpowiadają za to także Niemcy, którzy wyburzali spore połacie, by lepiej przygotować obronę.
Po II wojnie światowej podczas konferencji w Poczdamie Wrocław przyznano Polsce. Wiąże się to z przesiedleniem ludzi nie tylko z terenów Ukrainy, ale również między innymi Wilna. Władze komunistyczne bardzo długo traktowały Ziemie Odzyskane jako potencjalne rozwiązanie tymczasowe, więc więcej burzono niż budowano w pierwszym okresie. Rozbierano wiele budynków po to, by cegły wysłać do odbudowy Warszawy. Po uznaniu granicy na Nysie Łużyckiej w latach 70. Zaczęła się rozbudowa z wielkiej płyty, wcześniej była to głównie cegła. Dopiero po zmianie systemu Wrocław zaczął się na nowo rozwijać. Duży rozkwit nastał w latach 90., zwłaszcza gdy władze miasta zdecydowały odrestaurować centrum z powodu Kongresu Eucharystycznego w 1997 roku i przygotowaniami do 1000-lecia biskupstwa. Wtedy tak naprawdę sprawiono, że Rynek lśnił. W tym samym roku Wrocław nawiedziła powódź tysiąclecia, która wpisała się nie tylko w historię, ale i kulturę, choćby dzięki serialowi Netflixa „Wielka woda”.
Nobliści wrocławscy
Z okresem niemieckim wiąże się także to, że przynajmniej na razie Wrocław jest polskim miastem z największą liczbą noblistów. Większość z tych noblistów była wykładowcami we Wrocławiu, ale także w innych miejscach (najczęściej Zurych, Berlin, Heidelberg, Frankfurt, Monachium, Lipsk, Getynga). Są to: Theodor Mommsen, Phillip Lénárd, Eduard Buchner, Paul Ehrlich, Gerhart Hauptman, Fritz Haber, Friedrich Bergius, Otto Stern, Max Born czy Reinhard Selten. We Wrocławiu mieszka również polska laureatka tej nagrody Olga Tokarczuk.
Wrocławskie Krasnale
Dziś to kolejny z nowych symboli miasta. Ile jest figurek krasnali w całym Wrocławiu trudno oszacować. Głównie dlatego, że postawić je może każdy i robi to sporo firm na własnym terenie. O ile początkowo było to ciekawe, dziś bardziej interesuje dzieci i turystów. Co więcej, miasto też stara się promować zwiedzanie Wrocławia śladami krasnali. Można nawet kupić mapkę i odhaczać, które się zobaczyło. Warto jednak na chwilę wspomnieć o historii krasnali. W latach 80. XX wieku, zwłaszcza w okolicy stanu wojennego oraz później, w Polsce działało kilka organizacji walczących z systemem komunistycznym. Najważniejsza oczywiście jest Solidarność. Ale we Wrocławiu działy dwie inne. Pierwsza z nich to Solidarność Walcząca Kornela Morawieckiego, druga to Pomarańczowa Alternatywa. Jej liderem był „major” Waldemar Frydrych, samozwańczy komendant Twierdzy Wrocław. Pomarańczowa Alternatywa była ruchem, który organizował happeningi, zaczynali także od malowania krasnoludków na murach. Właśnie w ramach upamiętnienia tamtych wydarzeń zaczęły powstawać we Wrocławiu krasnale. Pierwszy z nich i najważniejszy (Papa krasnal) stoi na ulicy Świdnickiej, tam gdzie często działała Alternatywa i oczywiście mocno się różni od pozostałych. Inne są najczęściej w jednym stylu. Swoją drogą, koło kościoła garnizonowego jest też Muzeum Krasnoludków. Oczywiście j za małe, by do niego wejść.

Mosty Wrocławia
O Wrocławiu czasem mówi się Wenecja Północy. Jednej z wielu, bo podobnie określa się też czasem Sztokholm, Brugię, czy nawet Giethoorn. Głównie za sprawą ilości mostów. Faktem jest, jak na Polskie warunki jest ona imponująca, stąd jeszcze jedno określenie Wrocławia to miasto stu mostów. Według danych z 2021 roku, we Wrocławiu było ich 111 i dodatkowo 38 kładek. Prawda jest taka, że liczba ta właściwie jest i tak szacunkowa. Z czego wynika ta duża ilość? Przede wszystkim z ukształtowania terenu. Wrocław leży nad Odrą, która tu się rozlewa i mamy różne koryta, starorzecza, czy wyspy. Dodatkowo przez Wrocław przepływają cztery inne duże rzeki (i kilka mniejszych plus kanałów). Są to Widawa, Bystrzyca, Ślęza i Oława. Więc faktycznie w Polsce żadne inne miasto nie ma większej ilości mostów. W Europie Wrocław wyprzedza Wenecja, Amsterdam, Petersburg i Hamburg, który podobnie jak Wrocław, ma sporo rzek i kanałów i tym samym znajduje się na szczycie tej listy, z ponad 2 tysiącami mostów (więc ma ich więcej niż Wenecja).
Most Rędziński, otwarty w 2011 roku, to rekordzista pod wieloma względami: jest najwyższym mostem w Polsce (ma 122 metry), najdłuższym mostem podwieszonym w Polsce i najdłuższym mostem podwieszonym na jednym pylonie (część podwieszona to 512 metry) w naszym kraju. Najstarszy działający most to most świętej Klary z 1799 roku. Po II wojnie światowej wybudowano zaledwie kilka nowych mostów. Mając do dyspozycji tyle mostów, rzek i kanałów, warto również zwiedzać Wrocław z poziomu wody. Idealnym miejscem do tego jest Bulwar Xawerego Dunikowskiego, z którego jest piękny widok na Ostrów Tumski. Obecnie miejsce jest odrestaurowane więc jest fragment, gdzie można spokojnie sobie usiąść nad rzeką. Tu też są przystanie statków oferujących wycieczki po rzece. Dla tych, którzy wolą samodzielnie wynająć łódź, warto udać się do pobliskiej Zatoki Gondoli, tam można je wynająć. Dobrym punktem widokowym w okolicy jest również Bastion Ceglarski. Swoją drogą to jedno z miejsc, które obecnie znajduje się na nowym szlaku turystycznym – Korona Wrocławia.

Wrocławskie tramwaje
Dziś wrocławskie tramwaje są symbolem miasta, choć chyba nie takim, jakie by sobie Wrocławianie życzyli. Przede wszystkim kojarzą się z tym, że wypadają z torów i są zawodne. Jest w tym sporo zasługi MPK, ale ogólnie sytuacja obecnie nie wygląda tak źle. Jednak memicznie właśnie to zostało i jest to jedna z tych rzeczy, z których najczęściej się ludzie śmieją. Natomiast tramwaje wrocławskie zupełnie inaczej kojarzyły się w poprzedniej epoce. W 1952 roku nagrano utwór, który miał kojarzyć się z Wrocławiem. „Wrocławska piosenka”, którą pierwotnie wykonała Wiktoria Zającówna, a potem Maria Koterbska zapadła ludziom w pamięć z powodu refrenu – „mkną po szynach niebieskie tramwaje przez wrocławskich ulic sto”. Faktycznie typowe malowanie tramwajów we Wrocławiu to kolor niebieski i to utrzymało się do dziś. Oczywiście o ile nie są obklejone reklamami. Niebieskie tramwaje i Koterbska (która spopularyzowała ten utwór) mają nawet swój mural na ulicy Teatralnej.

Szczury we Wrocławiu
Szczury to akurat niezbyt chlubna strona miasta. Wrocław od lat walczy z plagą szczurów i nie potrafi sobie z tym poradzić. Efekt jest taki, że są one częścią obrazu miasta. Nie zobaczymy ich w dzień na Rynku, tam grasują gołębie, ale już trochę odchodząc od niego, zwłaszcza na tyłach restauracji wieczorami można je spotkać. Stąd też internauci postanowili się zabawić i co pewien czas na Google Maps wśród atrakcji Wrocławia można znaleźć Rat Street. To dokładniej podwórko na ulicy Igielnej, gdzie są śmietniki. Swoją drogą „Szczury Wrocławia” to tytuł cyklu powieści (w klimacie horroru), autorstwa Roberta J. Szmidta. Akcja dzieje się w 1963 roku podczas epidemii ospy, kiedy to Wrocław był zamkniętym miastem. Potem oczywiście bardziej wchodzi fantastyka w miejsce historii. Swoją drogą Robert J. Szmidt jest też autorem powieści „Otchłań”, będącej częścią uniwersum „Metro 2033”. Akcja oczywiście też dzieje się we Wrocławiu.

Rynek
Po niemiecku by nazwany Großer Ring. Jest zdecydowanie jednym z największych w Europie i trzecim do wielkości w Polsce (wyprzedza go nieznacznie Kraków i bardzo mocno Olecko). Został wytyczony w XIII wieku. Jest zawsze trochę problemów, jeśli chodzi o liczenie jego powierzchni, bo wszystko zależy od definicji. Przyjmuje się, że to 3,64 hektarów. Rynek we Wrocławiu nie jest ani otwartym placem, ani zamkniętym terenem. To znaczy tyle, że na jego obszarze w środku znajdują się budowle. Z drugiej strony przylegają do niego inne place,więc cały obszar Starego Miasta jest naprawdę spory. W przypadku imprez jest tendencja do ich rozlewania się.

Rynek przede wszystkim wyróżnia się ze względu na przepiękne odrestaurowane i odbudowane (niektóre były zbudowane niemal od zera, raczej luźno inspirowane zniszczonym oryginałem), kolorowe kamienice, których jest około 60. Wiele z nich ma swoje nazwy, często związane z ozdobami. To mieszanina różnych stylów, które dominowały na przestrzeni wieków. Wyróżnia się na pewno modernistyczny biurowiec ze zdobieniami w stylu art deco, którego twórcą jest Max Berg (istotny architekt w historii miasta). Obecnie jest tutaj B&B Hotel Wroclaw Old Town, wcześniej biurowiec Santandera i WBK Bank Zachodni. Z biurowcem wiąże się też anegdotka, że Berg planował wyburzyć cały Rynek oprócz centralnej zabudowy i zbudować go na nowo, właśnie w tej formie. Na szczęście tego nie udało się zrealizować. Mimo wszystko warto przejść się pierzejami Rynku, które obecnie są bardzo ładnie odrestaurowane. Wiele z nich mieści dziś restauracje, bary, sklepy, ale też muzea. Warto zwrócić uwagę na jedną z fasad blisko Dworu Polskiego. Jedno z okien na jednym z budynków jest fałszywe, namalowane. Można usłyszeć wiele teorii dlaczego, bo zostało zamurowane albo coś. Prawda jest trochę inna, to tak zwane iluzoryczne okno barokowe. Wówczas malarze faktyczni potrafili dodać coś na fasadzie tak, by ludzie zastanawiali się, czy to prawdziwy element czy nie, by było pewne złudzenie. Oczywiście dziś tego raczej się nie spotyka i nie stosuje, z wyjątkami, gdy technicznie trzeba coś zamaskować, lub by utrzymać symetrię, tam gdzie jej brakuje.

Ratusz
Na środku Rynku znajdują się dwa Ratusze. Stary Ratusz powstawał między XIII a XVI wiekiem, czyni go to prawdopodobnie najstarszym w Polsce (i prawdopodobnie przy okazji też największym). Czas się rozciągał, bo projekty się zmieniały. Ogólnie to dość późnogotycka budowla. Bardzo ozdobna, z przepiękną fasadą, wieżą i zegarem astronomicznym. Dzwon zegarowy pochodzi z 1368 roku i jest najstarszy w Polsce. Dziś ratusz pełni rolę muzeum sztuki mieszczańskiej. Jednocześnie w jego podziemiach mieści się restauracja „Piwnica Świdnicka”, która działa tu od 1273 roku. To jedna z najstarszych, wciąż działających restauracji w Europie (starsza jest choćby w Nottingham. Najstarszą jest St. Peter Stiftskeller – lokal wewnątrz murów klasztoru św. Piotra w Salzburgu (Austria). Pisemne wzmianki o nim znalazły się w dokumentach uczonego Alkuina z 803 roku). Choć trzeba dodać, że miała przerwy w działaniu. Dziś działa w niej również browar, co jest o tyle istotne, że przez sporą część czasu była to nie wykwintna restauracja a zwykła piwiarnia. Jako ciekawostkę można dodać, że we Wrocławiu reaktywowano granie hejnału. Obecnie można go usłyszeć w niedzielę o 12:00. Tradycja ta sięga aż 1601 roku.

Władze miasta obecnie urzędują w Nowym Ratuszu, który znajduje się tuż obok. Powstał w połowie XIX wieku, kiedy wraz z rozwojem biurokracji potrzebne było więcej przestrzeni. W jego piwnicy znajduje się inny browar – Spiż, który ma też całkiem spory ogródek. Zwykle Nowy Ratusz ogląda się z zewnątrz, ale czasem można załapać się na dni otwarte.

Na Rynku znajdowała się też kiedyś Waga Miejska. Na początku XXI wieku trwały dyskusje, czy jej nie odbudować, ale ostatecznie zdecydowano się zbudować tu fontannę, której twórcą był Alojzy Gryt. Początkowo miała być tylko tymczasowym rozwiązaniem. Fontanna budziła kontrowersje od samego początku, ale obecnie wpisała się w Rynek. Nazwa Zdrój jest nieformalnie nadaną na część prezydenta miasta Bogdana Zdrojewskiego, za którego kadencji ją postawiono.
Dodatkowo na rynku znajduje się też pomnik Aleksandra Fredry w miejscu pomnika konnego Fryderyka Wilhelma III. Pomnik Fredry został przywieziony ze Lwowa najpierw do Wilanowa, a w 1956 roku do Wrocławia. Argumentem za tą lokalizacją był fakt, że Wrocław stał się domem dla wielu repatriantów ze Lwowa.
Interesujący jest także Pręgierz. Oryginalny powstał w 1492 roku. Służył do wymierzania kar, w tym chłosty. Odtworzono go w latach 80. XX wieku, zaś figurę kata ustawiono tu dopiero w 2002 roku. Figura ta bazuje na rysunkach pochodzącego z Norymbergii słynnego artysty Albrechta Dürera.
Rynek wrocławski wciąż jest miejscem żywym, choć obecnie bardziej okupowanym przez turystów, zwłaszcza jeśli chodzi o restauracje. Niemniej jednak tutaj odbywają się imprezy masowe, czasem koncerty, czy festiwale, ale także jarmarki. Początkowo był tylko jarmark bożonarodzeniowy, ale obecnie organizowane są już częściej (świętojański i jeszcze pojawiają się też pomysły na kolejne). Zajmują cały Rynek z przyległościami. Tu też organizuje się coroczną imprezę – Gitarowy Rekord Guinnessa.
Wrocław: Plac Solny
Do Rynku przylega Plac Solny. Mniejszy, słynie z tego, że tu do dziś działa targ kwiatowy. W czasach niemieckich był nazywany Targiem Polskim, a potem po zwycięstwie nad Napoleonem postawiono tu pomnik marszałka Blüchera (a którym pisaliśmy przy okazji Krobielowic). Jego imieniem również nazywano ten targ. Obecnie w miejscu pomnika marszałka znajduje się Mała Iglica, którą postawiono tu w 1996 roku. Kształtem przypomina trochę płomień. Mówi się, że to na pamiątkę Żydów, których tu spalono, gdy weszli w kontakt z chrześcijanami, lub wydarzenia z XV wieku, kiedy to za sprawą kazań franciszkanina Jana Kapistrana, mieszczanie w tym miejscu spalili swoje wystawne meble i inne przedmioty, by żyć skromnie. Warto też zwrócić uwagę na budynek Starej Giełdy, dawnej siedziby lokalnych kupców.
Bazylika świętej Elżbiety Węgierskiej
We Wrocławiu jest tylko jedna bazylika, ale to także znany jako kościół garnizonowy lub Fara Elżbietańska. Wcześniej w tym miejscu istniał romański kościół św. Wawrzyńca z XII wieku. Został on oddany Zakonowi Krzyżowców z Czerwoną Gwiazdą, którzy znajdowali się pod jurysdykcją biskupa Betlejem, wówczas zmieniono też patronkę. W XIV wieku był on przebudowywany. Świątynia ta nie miała wiele szczęścia. Wielokrotnie ulegała zniszczeniom, co wiązało się też z przebudowami. Nie pomogła też reformacja. Dziś wieża ma 91 metrów wysokości i to jeden z punktów widokowych na Wrocław. Oryginalna miała jeszcze hełm, ale tego nie odtworzono. Kościół słynie też z organów. Tu odbywają się koncerty organowe, na które najczęściej jest wstęp wolny. W 2003 roku Jan Paweł II podniósł rangę kościoła do bazyliki mniejszej. Zwiedzanie bazyliki jest darmowe poza wstępem na wieżę, na którą należy kupić bilet.

To dobry moment, by zwrócić uwagę na gotyk wrocławski. Wraz z intensywnym rozwojem miasta po lokalizacji przez Bolesława Rogatkę (Łysego), zaczęło się zapotrzebowanie na architektów. Powstała więc wrocławska szkoła. Ten lokalny gotyk cechował się pozbawionymi ozdób wielkimi płaszczyznami oraz piastowskimi sklepieniami.
Warto zwrócić także uwagę na okolicę, w szczególności kamienicę zwaną „Jaś i Małgosia” z XV wieku połączone ze sobą bramą barokową z XVIII wieku. Nazwę nadali osadnicy, którzy przybyli do Wrocławia po II wojnie światowej, bo budynki te skojarzyły się im z baśnią braci Grimm. Trochę dalej znajdują się Jatki, ulica gdzie urzędowali kiedyś rzeźnicy. Dziś bardziej turystyczna, z galeriami i sklepikami. Wyróżnia się przede wszystkim pomnikiem „Ku czci Zwierząt Rzeźnych”. Nazwa jatki bowiem oznacza miejsce, gdzie głównie handlowano mięsem. Pomnik odsłonięto w 1997 roku. Trochę dalej na ulicy Więziennej można zajrzeć do dawnego więzienia miejskiego. Przez wiele lat było ono otwarte i działały tu bary, dziś należy do instytutu archeologii i niestety nie można wejść nawet na dziedziniec.

Kościół św. Marii Magdaleny
Gotyckich świątyń we Wrocławiu jest całkiem sporo. Kolejna to dziś katedra kościoła polsko-katolickiego. Pierwotny kościół działał tu już w XI wieku, ale gotycki powstał dopiero po najazdach mongolskich. W XV ukończono Mostek Pokutnic (Czarownic), który łączy wieże świątyni na wysokości 45 metrów. Dziś to jeden z najbardziej charakterystycznych punktów widokowych na centrum Wrocławia. Jako ciekawostkę warto dodać, że była to pierwsza świątynia we Wrocławiu, którą przejęli protestanci, tu ogłoszono reformację we Wrocławiu. Dodatkowo tutaj powstawał film „Sługi boże” (2016) Mariusza Gawrysia.

Ogólnie okolice Rynku i Stare Miasto ma bardzo wiele małych, ciekawych zaułków, a także ulic wciąż wybrukowanych kostką. To z kolei przyciągnęło Holendrów, którzy zrealizowali we Wrocławiu film „Charakter” (1997) Mike’a van Diema. Tam właśnie starszy Wrocław udaje Rotterdam. Jednym z ciekawszych ujęć jest główne wejście do Budynku Śląskiego Związku Bankowego, które w czasie realizacji filmu było siedzibą banku PKO. To miejsce gra holenderski bank. Dodajmy, że „Charakter” został nagrodzony Oskarem w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny. Kolejną ciekawostką, już bardziej historyczną jest ulica Złote Koło, która przebiegała wzdłuż fosy – Czarnej Oławy. Po drugiej stronie fosy znajduje się ulica Psie Budy. Fosę zasypano, Złote Koło zabudowano w latach 70. XX wieku tworząc trasę W-Z (Kazimierza Wielkiego). Ale wciąż można ją zobaczyć w serialu kryminalnym z 1971 pt. „Złote koło”.
Kościół dominikanów
Trochę dalej od Rynku znajdują się dwa place, na które warto zwrócić uwagę. Pierwszy to plac Dominikański, jeden z ważniejszych węzłów komunikacyjnych miasta. Jest tu między innymi kościół dominikanów – św. Wojciecha, jeden z najstarszych i największych gotyckich we Wrocławiu. To także sanktuarium patrona miasta, błogosławionego Czesława. Błogosławiony Czesław Odrowąż odpowiadał za założenie klasztoru dominikanów we Wrocławiu, kursował jednak między Wrocławiem a Bolonią i Rzymem. Według legendy, podczas najazdu Mongołów tak żarliwie się modlił, że dokonał cudu i przegonił lub rozgromił (w zależności kto odpowiada) najeźdźców, którym ukazał się słup lub kula ognia (albo inne zjawisko). Sam kościół był wielokrotnie przebudowywany. Obecnie znajduje się tu także obraz Matki Bożej Podkamiennej, przywieziony w latach 50. XX wieku z Ukrainy.
Wrocław: Plac Nowy Targ
Drugi plac to Nowy Targ. I to jest miejsce, które władze próbują rewitalizować, ale niekoniecznie się to udało. Targowisko działało tu do końca XIX wieku, wokół placu znajdowały się kramy kupieckie. Na początku XX zdecydowano się przebudować to miejsce, handel przeniesiono do Hali Targowej. Miał być to kolejny plac miejski, na którego środku umieszczono fontannę Neptuna. Niestety w trakcie i po II wojnie światowej to miejsce zostało mocno zdewastowane. Neptun zaginął, został odnaleziony dopiero w 2022 roku. Natomiast największą szkodę zrobiono temu miejscu i okolicy w latach 50. i 60., kiedy wzniesiono tu budynki mieszkalne w stylu socrealizmu. Straszą do dziś. Również obecne władze Wrocławia raczej szkodzą temu miejscu. W 2013 roku zabetonowano plac całkowicie, wycinając niewielkie tereny zielone. W 2024 roku próbowano go rewitalizować ponownie dodając rośliny.

Wrocław: Ostrów Tumski
Najstarszą częścią Wrocławia jest Ostrów Tumski. Nazwa Ostrów znaczy tyle co „wyspa” w staropolskim. Tutaj właśnie w X wieku wznosił się drewniany gród piastowski i tu do dziś znajduje się katedra. Mniej więcej około roku 1166 zaczął się proces formowania ceglanej zabudowy, w czym pomagali cystersi z Lubiąża. Do dziś jest to nie tylko zabytkowa część miasta, ale także przede wszystkim bardzo kościelna. Tu znajdują się nie tylko świątynie, ale i instytucje kościelne jak biblioteka, pałac arcybiskupa, rozgłośnia katolickiego radia Rodzina, uczelnie, dom księży emerytów i muzea. Nawet restauracje, czy hotele, które tu działają, często w jakiś sposób są powiązane z Kościołem Katolickim. Stąd czasem mówi się, że to „wrocławski Watykan”. To nazewnictwo ma historyczne znaczenie. W 1315 roku cały Ostrów Tumski został sprzedany kościołowi i faktycznie było to małe „państwo kościelne”. To także pomogło w czasach Solidarności, gdy Władysław Frasyniuk się ukrywał w pałacu arcybiskupim. O tym opowiada trochę film „80 milionów” (2011) Waldemara Krzystka, który ukazuje, jak działacze próbowali uchronić finansowanie związku. Zdjęcia oczywiście kręcono na Ostrowie (i istotną scenę na moście Grunwaldzkim). Inny głośny film kręcony na Ostrowie to „Wszyscy jesteśmy Chrystusami” (2006) Marka Koterskiego.

W tej części Wrocławia wznosił się także zamek, niestety nie dotrwał do naszych czasów, choć przetrwały kaplice i kościoły, stanowiące jego część. Ostrów zachwyca architekturą, spokojem, ale też własnymi unikalnymi zwyczajami. Jednym z nich jest zapalanie latarni przez latarnika. Na Ostrowie są 102 gazowe latarnie. Wieczorami można spotkać latarnika, który chodzi i je zapala. Jest ubrany w charakterystyczną czarną pelerynę, więc wygląda to jak obraz z minionej epoki.

Katedra we Wrocławiu
Najważniejszym zabytkiem Ostrowa Tumskiego jest archikatedra św. Jana Chrzciciela. To trzecia świątynia wznosząca się w tym miejscu, budowla gotycka powstała w XIV wieku. Uznaje się ją za pierwszą świątynię gotycką na ziemiach polskich. Oczywiście została potem przebudowywana, wzbogacona o renesansowe i barokowe elementy. Mocno ucierpiała też podczas II wojny światowej. Hełmy, które obecnie znajdują się na wieżach, zamontowano dopiero w 1991 roku. Można też wjechać na wieżę windą i oglądać Wrocław z góry. Wieże mają po 97 metrów wysokości i tym samym górują nad pozostałymi kościołami miasta. Warto zwrócić też uwagę na organy w świątyni, przeniesiono je tu z Hali Stulecia. To obecnie największe organy w Polsce, acz gdy znajdowały się w Hali, były jeszcze większe.

Na ścianie katedry z zewnątrz można zobaczyć coś raczej niezwykłego. Jest tam figura głowy ludzkiej, wmurowana w cegły. Oczywiście musi być do tego legenda. Mówi o tym, że młody biedny chłopak zakochał się w dziewczynie, ale na drodze do szczęścia stanął im jej ojciec. Chcąc się rozprawić, wygnał chłopaka, ten w pewnych okolicznościach dołączył do rozbójników. Wiele lat później zemścił się podpalając kamienicę ojca, (niektóre wersje mówią, że pożar rozprzestrzenił się na cały Wrocław) a sam uciekł na katedrę, by oglądać swoje dzieło, tyle że głowa mu utknęła, a czasem skamieniała. Mniej romantyczna wersja mówi o tym, że budując katedrę, po prostu użyto tego, co było pod ręką, więc wykorzystano jakąś rzeźbę.

Obok katedry znajduje się najstarszy budynek we Wrocławiu. To kościół świętego Idziego, który powstał przed 1241 rokiem. Niewielki ceglany budynek połączony jest bramą z innym. To tak zwana Brama Kluskowa i z nią związana jest kolejna legenda. Pewien chłop podobno uwielbiał kluski śląskie, które robiła jego żona. Ale gdy ta zmarła, nie potrafił się przekonać do niczego innego i chudł. Więc żona pojawiła się w śnie i powiedziała, że będzie dostarczać mu kluski codziennie, pod warunkiem, że zostawi jedną z dna. Łapczywy chłop, jak się obudził i zobaczył kluski, postanowił zjeść wszystkie. Ostatnia jednak mu uciekła, wskoczyła na bramę i skamieniała. Duża szansa, że podobnie jak z głową w katedrze, ktoś znalazł coś takiego i użył przy budowie.

Kolegiata św. Krzyża
Drugą największą budowlą Ostrowa jest kolegiata św. Krzyża i św. Bartłomieja. To właściwie dwa kościoły, górny i dolny. Oryginalna gotycka świątynia pochodzi z XIV wieku, ale potem oczywiście była przerabiana. Warto dodać, że to kościół, w którym aż do 1919 roku odprawiano msze w języku polskim i bardzo długo zachowywał polskie tradycje. Cóż, znajdował się kiedyś przy samym zamku książęcym. Za to po wojnie, aż do roku 1956 z kolei odprawiano tu msze po niemiecku. Obecnie górny kościół jest rzymskokatolicki, a dolny grekokatolicki.

Kościół św. Marcina
Uchodzi on czasem za najstarszą budowlę we Wrocławiu. Jest drugą najstarszą, pochodzi z lat 80. XIII wieku. W okresie międzywojennym (lata 1921 – 1939) służył tutejszej Polonii. To jedyna pozostała część dawnego zamku Piastów. Obecnie jest tu spory plac. Obok z kolei jest jeszcze plac Bema, tam z kolei znajduje się jedna najbardziej znanych wrocławskich piekarni. Blisko zaś znajduje się most Tumski z 1889 roku. Stalowy, dość charakterystyczny. No i to miejsce, gdzie wieszało się kłódki miłości, czyli to taki wrocławski most zakochanych. Zwyczaj ten zawitał do Wrocławia w latach 90. XX wieku. W oryginale podobno pochodzi z Florencji, ale obecnie występuje w bardzo wielu miastach. Coraz częściej ściga się te działania jako wandalizm i zagrożenie dla konstrukcji (jak to miało miejsce w Dublinie). We Wrocławiu ilość kłódek zaczęła stanowić problem dla utrzymania mostu, więc po ostatnim remoncie z lat 2019-2020, gdy usunięto 17 ton złomu, pojawiły się znaki zabraniającego tego procederu.

Most Tumski łączy Ostrów z wyspą Piasek. Tam znajduje się kościół Najświętszej Marii Panny na Piasku. Nazwa nie jest szczęśliwa, bo pochodzi od kościoła w Padwie, który zbudowano na miejscu dawnego cyrku (arena). Tyle że w tłumaczeniu zrobił się z tego piasek i tak zostało we Wrocławiu. To kolejna gotycka budowla, która w środku została zbarokizowana. Jej dodatkową atrakcją jest duża, ruchoma szopka, która przyciąga turystów. Można do niej dotrzeć wchodząc z boku kościoła. Przy kościele warto zwrócić uwagę na bulwar Piotra Włostowica, to dobre miejsce widokowe na Ostrów i nie tylko.

Wrocław: Wyspa Słodowa
Obok znajdują się jeszcze mniejsze wyspy. Najważniejsza z nich to Wyspa Słodowa. W większości to teren zielony i teren spotkań, głównie młodzieży, ale także jako miejsce imprez plenerowych. Działa tu kilka barów, więc całość pełni rolę zarówno terenu zielonego jak i rekreacyjnego. Na wyspie Daliowej postawiono obecnie rzeźbę Nawa. Warto zwrócić też uwagę na Młyn Maria przy Wyspie Młyńskiej.
Uniwersytet Wrocławski
Historia wrocławskiego uniwersytetu dość dobrze pokazuje rozwój miasta w okresie niemieckim, od bardziej zaściankowego do wspomnianych już noblistów, którzy regularnie tu wykładali. W 1702 roku została powołana Academia Leopoldina. Jednak dopiero w czasach niemieckich, w 1811 roku, połączono go z Uniwersytetem Viadrina działającym we Frankfurcie nad Odrą. Nie od razu wiadomo, który uniwersytet nada ton, Viadrina bowiem powstała w 1506 roku i miała długą historię, a także spore zbiory. Ostatecznie to wszystko zaczęto przenosić do Breslau, co umocniło pozycję uczelni do tego stopnia, że w XX wieku należała do najbardziej prestiżowych. Uniwersytet wiele też zyskał po II wojnie, gdy „odtworzyli” go profesorowie głównie z Lwowa.

Zwiedzanie Uniwersytetu jest możliwe odpłatnie w ramach Muzeum Uniwersyteckiego. Można kupić bilet na od 1 do 4 sal, różnice cenowe nie są duże. Można je sprawdzić tutaj razem z godzinami otwarcia. Trzy sale tak naprawdę są tymi głównymi, czwarta to wystawa. Jest tu najwięcej do zobaczenia, jeśli chodzi o eksponaty, ale wizualnie to nic specjalnego. Muzeum nie wystawia niestety dużej kolekcji. Trochę można dowiedzieć się o jego historii i tyle. Główna sala to Aula Leopoldina. Uchodzi za jeden z najważniejszych zabytków Wrocławia. To przykład baroku, ale warto pamiętać to, co pisaliśmy wcześniej. To był biedniejszy, zaściankowy uniwersytet, gdy to budowano, więc to raczej taki biedniejszy barok. Sala dobrze wygląda na zdjęciach z perspektywy, ale źle ,gdy się patrzy na szczegóły. Sporo barokowych elementów jest namalowanych, to freski, nie marmury, więc wszystko zależy z czym się to porównuje, jeśli z Rzymem, Wenecją, czy nawet Dreznem to się to nie broni.

Z Oratorium Marianum właściwie jest podobna sytuacja. Acz na jego korzyść przemawiają przede wszystkim to, że nie jest tak mocno eksponowane, więc oczekiwania są inne. Po drugie, zostało w obecnej formie otwarte dopiero w 2013 roku po wszystkich remontach. Oryginalne freski zostały zniszczone pod koniec II wojny światowej, razem z większością budynku. Odtworzone są pewną interpretacją. Zdecydowanie najlepiej wypada Wieża Matematyczna. Po pierwsze, w samej wieży jest sporo eksponatów, główne dotyczących zegarów. Po drugie, jest to też punkt widokowy na Wrocław. Swoją drogą południk jest też wyznaczony przed wejściem na uniwersytet. Warto zwrócić uwagę na ozdobne drzwi. Na placu Uniwersyteckim zaś postawiono pomnik Szermierza, któremu ciągle ktoś kradnie szpadę (swoją drogą Fredrze kradną regularnie pióro). Szermierz znajduje się na fontannie, rzeźbę tę wykonano w 1904 roku a zaprojektował ją Hugo Lederer. Zrobił on miniaturę (znajduje się w zbiorach muzeum, acz raczej nie jest eksponowana) i dwie duże rzeźby. Jedna jest we Wrocławiu, druga w zamku Czocha.

Kościół uniwersytecki
Jeśli chodzi o barok, warto zwrócić uwagę na kościół uniwersytecki, oficjalnie Kościół Imienia Jezus. Większość świątyń w centrum Wrocławia to budowle gotyckie, stylowo dość podobne do siebie. Ten właśnie bardzo się wyróżnia barokiem. I tu już to nie ma malowanych marmurów. Prawdopodobnie jest to najciekawszy przykład baroku we Wrocławiu. Z ciekawostek warto wymienić choćby Pietę, która jest wierną kopią tej z Rzymu. Ukończono go w 1698 roku i jest on zbudowany w typowym stylu jezuickiego baroku. Szczęśliwie zniszczenia w czasie II wojny były niewielkie. Dziś przy nim działa duszpasterstwo akademickie (jedno z wielu). Na ścianie kościoła zostawiono ślady po kulach z II wojny światowej.

Ossolineum i Muzeum „Pana Tadeusza”
Właściwie to Zakład Naukowy im. Ossolińskich jest kolejnym przykładem lwowskiej instytucji przeniesionej do Wrocławia. We Lwowie powstał w 1817 roku i zajmował się gromadzeniem zbiorów i promowaniem kultury polskiej. Dopiero po II wojnie światowej przeniesiono zakład do Wrocławia. Trwała spora batalia z ZSRR, by odzyskać wiele z dawnych zbiorów. We Wrocławiu Ossolineum działa w dawnym klasztorze Szpitalników, którego historia sięga 1253 roku, acz budynek był wielokrotnie modernizowany. Obecnie zakład bardziej zajmuje się działalnością wydawniczą i gromadzeniem zbiorów, niż ich wystawianiem. Głównie z powodu ograniczonych możliwości. W 2025 roku oficjalnie zaczęto prace nad nowym budynkiem Muzeum Książąt Lubomirskich (część Zakładu), które ma zostać otworzone w 2028 roku i prezentować sporo ze zgromadzonych zbiorów.

Na razie działa filia muzeum na Rynku w kamienicy Pod Złotym Słońcem, jako Muzeum „Pana Tadeusza”. Otworzono je w 2016 roku. Głównym wystawianym eksponatem jest tu rękopis „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza. Całe piętro poświęcono czasom Mickiewicza, jego twórczości i jest to bardzo dobrze zrobione. Dobrze łączą wystawianie z multimedialnymi elementami. Jednocześnie na drugim piętrze jest spora część poświęcona Tadeuszowi Różewiczowi, wrocławskiemu poecie, który był kandydatem do nagrody Nobla. A także są tu pamiątki po Władysławie Bartoszewskim i jeszcze kilka innych rzeczy. Pokazuje to tylko, że faktycznie obecnie ciężko jest prezentować bogate zbiory Zakładu.

Ogród Botaniczny Uniwersytetu Wrocławskiego
To drugi najstarszy ogród botaniczny w Polsce, po krakowskim. Powstał z dwóch powodów, pierwszym był rozwój uniwersytetu, drugim wojny napoleońskie. Francuzi po zdobyciu Wrocławia zaczęli niszczyć fortyfikację i zasypywać fosy. Tym samym przyczyniło się to do rozwoju miasta. Po tym jak już zostali wyparci z Breslau, przy Ostrowie Tumskim (częściowo na nim), znalazły się idealne połacie (lub” znalazła się połać terenu) terenu do stworzenia ogrodu botanicznego. Otwarto go w 1811 roku. Szybko powstała też szklarnia. Dziś to teren rekreacyjny, z którego dość dobrze widać wieże Ostrowa Tumskiego. Przy ogrodzie działa też Muzeum Przyrodnicze. Bilety można sprawdzić tutaj.

Wrocław: Muzeum Miejskie – Pałac Królewski
Jak wspominaliśmy wcześniej, Wrocław wielokrotnie był dodatkową siedzibą królów. W czasach pruskich zbudowano tu Pałac Królewski, znany także jako zamek królów pruskich czy pałac Spätgenów. Sam pałac powstał w 1711 roku, ale w 1750 wykupił go Fryderyk II Wielki. Oczywiście był on wielokrotnie rozbudowywany, także w XIX wieku. Niestety nie zachował się w całości. II wojna światowa, a potem władze komunistyczne zniszczyły część obiektu. Resztę odbudowano w ramach obchodów Tysiąclecia Państwa Polskiego. Dziś w ramach Muzeum Miejskiego Wrocławia działa tu Muzeum Historyczne oraz Muzeum Sztuki Medalierskiej. Dodatkowo na tyłach pałacu w 2009 roku o odtworzono barokowy ogród. Niestety wewnątrz nie ma wiele oryginalnych dekoracji, za to jest sporo eksponatów. Tu też często są organizowane wystawy czasowe.

Z dawnego Pałacu pozostał też kościół Opatrzności Bożej albo inaczej kościół dworski. To kościół ewangelicki. Późnobarokowy budynek powstał w 1750 roku. Dziś jest częścią Dzielnicy Czterech Świątyń. Natomiast w ramach Muzeum Miejskiego warto wspomnieć też o Muzeum Archeologicznym i Militariów, które działają w dawnym arsenale. Sam dawny pałac (i podobna architektura) często sprawia, że Wrocław bywa oczywiście na wyrost nazywany małym Paryżem Europy Środkowej bądź Wschodu.
Muzeum Narodowe we Wrocławiu i Panorama Racławicka
Wrocław jako część Ziem Odzyskanych nie miałby szans na rozwój polskości, gdyby nie masowa imigracja z utraconych ziem, przede wszystkim ze Lwowa. To stamtąd przybyło mnóstwo profesorów, którzy tworzyli na nowo wrocławskie uczelnie, ale także przywieziono sporo cennych eksponatów, które trafiły do Muzeum Narodowego. Muzeum Narodowe (acz miało one inne nazwy) otworzono w 1947 roku w miejscu Królewskiego Muzeum Sztuki i Starożytności. Dziś zbiory to przeszło 200 tysięcy eksponatów, tak polskich jak i zgromadzonych w czasach niemieckich. Stanowią one jeden z największych i najbardziej różnorodnych zbiorów w Polsce. Sam budynek przyciąga turystów jeszcze z jednego powodu. Jego główna fasada jest obrośnięta winobluszczem, który przepięknie się zabarwia jesienią. Obok znajduje się Muzeum Architektury, które podobnie jak Muzeum Narodowe także porasta winobluszcz. Jednakże, ponieważ budynek jest niższy i pośród zieleni, zmieniające się kolory żywej elewacji nie wyróżniają się tak, jak Muzeum Narodowego.

Muzeum Narodowe ma trzy oddziały. Najbardziej znany to Panorama Racławicka, którą otworzono w 1980 roku. W tym celu zbudowano specjalną rotundę, by dobrze prezentować to dzieło. Sam obraz oczywiście powstał we Lwowie, w 1893 roku pod kierunkiem Jana Styki i Wojciecha Kossaka. Przedstawiał bitwę pod Racławicami z czasów insurekcji kościuszkowskiej. Ma wymiary 15 na 114 metrów i ogląda się go chodząc w koło. Obraz olejny jest namalowany z pewnej perspektywy, dodatkowo bliżej widza są poukładane eksponaty, by lepiej czuć pole bitwy. W XIX wieku była to dość powszechna forma, dziś to już ewenement. Panoramy widzieliśmy choćby w Waterloo czy w Bursie. Bilety do Muzeum Narodowego i Panoramy można kupić tutaj.

Zoo Wrocław
Ogród Zoologiczny we Wrocławiu jest najstarszym działającym na obecnych ziemiach polskich. Otworzono go 10 lipca 1865 roku. Sporo oryginalnych budynków pochodzi właśnie z XIX wieku. Dziś są one zabytkowe, nie zawsze używane i mogą trochę straszyć, ale warto pamiętać, że sposób trzymania zwierząt w tamtym czasie mocno różnił się od tego, co mamy dziś. Najlepiej to obrazuje fakt, że na początku XX wieku władze ogrodu organizowały pokazy etnograficzne, czyli tak zwane ludzkie zoo. Do Wrocławia ściągano rdzenną ludność z Tunezji i Beninu. Dzisiejszy sukces ogrodu to w dużej mierze zasługa polskiej dyrekcji. Pierwszy był Karol Łukasiewicz, który ożywił i odbudował zoo. Drugi był Antoni Gucwiński, który wraz z żoną Hanną mocno spopularyzował ogród, także dzięki programowi telewizyjnemu „Z kamerą wśród zwierząt”, ale nie potrafili się odnaleźć po zmianie systemu. Trzeci zaś był Radosław Ratajszczak, który z kolei odpowiada za modernizację. To właśnie za jego sprawą otworzono tu naprawdę nowoczesne pawilony, w tym Afrykarium, czyli oceanarium tematyczne z olbrzymim tunelem w „Kanale Mozambickim”. Dziś ten obiekt sam w sobie jest jedną z największych atrakcji miasta i przyciąga turystów.
To też sprawia, że wrocławskie zoo zwłaszcza w sezonie jest dość tłumnie odwiedzane. Dobrym pomysłem jest skorzystać z Bramy Japońskiej, która znajduje się z tyłu przy Kładce Zwierzynieckiej. Łatwiej wejść tamtędy i dotrzeć do Afrykarium zanim pojawią się tłumy. Ceny biletów i godziny otwarcia można sprawdzić tutaj.
Dziś jest to też piąte najczęściej odwiedzane zoo w Europie (po Berlinie, Wiedniu, Stuttgarcie i Monachium). W 1954 roku było najczęściej odwiedzanym ogrodem zoologicznym na świecie.
Kręcono tu także filmy telewizyjny „Egzekucja w zoo” (1975) Jana Rutkiewicza oraz „Pusta klatka” (1987) Leszka Barona. Pierwszy jest wariacją na temat ostatnich dni zoo w czasie oblężenia Wrocławia. Dodatkowo obecnie ogród pełni też naprawdę istotną rolę w próbach zachowania zagrożonych gatunków, z sukcesami.
Hala targowa
Blisko ścisłego centrum i uniwersytetu znajduje się Hala Targowa. To budynek z 1908 roku, który w zamierzeniu miał być miejskim targowiskiem. Projekt był neogotycki z zewnątrz, trochę inspirowany giełdą w Amsterdamie (stąd ceglana elewacja) i modernistyczny w środku. Dziś wciąż zachowuje jeszcze rolę targowiska, ale traci ono na znaczeniu. Jeszcze kilkanaście lat temu było to bardzo dobre miejsce do szukania świeżych warzyw, dziś jest trochę towarów typu herbata, czy sery włoskie, trochę stoisk warzywnych, kwiaty, ale także bary i restauracje. Więc rola tego miejsca się redefiniuje.

Wrocław: Dzielnica Czterech Świątyń
Albo Dzielnica Czterech Wyznań, to nazwa zwyczajowa części Wrocławia, którą wyznaczają świątynie czterech wyznań, które znajdują się w stosunkowo niewielkiej odległości od siebie, od jednej do kolejnej jest około 300 metrów. Protestancki kościół Opatrzności Bożej (część zabudowań Pałacu Królewskiego). Katolicyzm reprezentuje kościół świętego Antoniego z Padwy z 1692 roku. To stosunkowo niewielka budowla barokowa. Prawosławie to sobór Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy (wcześniej był to kościół świętej Barbary), gotycka budowla z przełomu XV i XVI wieku. Od lat 60. XX wieku jest to świątynia prawosławna. Obecnie jest mocno odrestaurowana. W 2014 roku umieszczono na wieży Zegar Kluskowy, którego nazwa pochodzi od faktu, że spóźniał się od innych zegarów o czas odpowiedni do ugotowania klusek. W 2019 roku otworzono nowy ikonostas, który sprowadzono z Salonik. Wcześniej był tu ikonostas autorstwa Jerzego Nowosielskiego. Sobór znajduje się wokół innego, komunikacyjnego punktu Wrocławia, czyli placu Jana Pawła II (ale jakoś potocznie wciąż funkcjonuje poprzednia nazwa Plac 1 maja lub rzadziej Plac 3 maja). Natomiast inny ikonostas Nowosielskiego można zobaczyć w katedrze grekokatolickiej św. Wincentego i św. Jakuba. To w przeważającej części budowla gotycka, więc te dekoracje wyglądają tam dość ciekawie.
Ostatnia świątynia to synagoga pod Białym Bocianem. Powstała w 1829 roku. Oczywiście w okresie nazistowskim i powojennym nie służył celom sakralnym; na nowo jest budynkiem wyznaniowym dopiero od 1996 roku. Ogólnie okolica jest dziś pełna różnych restauracji i miejsc, gdzie można posiedzieć. Warto zwrócić też uwagę na kino Nowe Horyzonty w centrum. Budynek niestety nosi ślady swojej epoki (powstał na początku XXI wieku), ale to kino, które organizuje dwa festiwale filmowe – Nowe Horyzonty oraz American Film Festival oraz wiele innych akcji kulturalnych, zaś w repertuarze stara się utrzymywać też bardziej ambitne pozycje.

Miejscem nietypowym, wartym uwagi jest Galeria Neonów (Neon Side). Podwórze, gdzie przeniesiono różne stare neony, które niegdyś zdobiły Wrocław. Dziś po zmroku wszystkie nadal świecą. O ile oczywiście nie ma konfliktu między właścicielem a władzami miasta. Istniała spora szansa, że miejsce będzie musiało zniknąć z powierzchni Wrocławia, ale na razie udało im się dojść do porozumienia.

Wrocław: Ulica Świdnicka
Jedną z głównych ulic prowadzących od Rynku we Wrocławiu jest Świdnicka. Prowadziła kiedyś w kierunku Świdnicy, stąd jej nazwa. To jedna z najstarszych ulic w mieście, która została wytyczona jeszcze w momencie lokowania Wrocławia. Dziś w dużej części pełni rolę deptaka, gdyż ruch na niej został wyłączony. Przecina kiedyś ważne arterie komunikacyjne – ulice Kazimierza Wielkiego oraz Piłsudskiego. Obecnie miasto stara się uspokoić ruch w tym miejscu lub go ograniczyć. Architektonicznie im bliżej Rynku, tym niestety gorzej, bo w większości są to budynki które powstały po II wojnie światowej. Ale im bardziej się oddalamy, tym więcej zabytkowych miejsc zostało. Blisko Piłsudskiego mamy okazję przejść pod arkadami, które nie są specjalnie spotykane we Wrocławiu. Tam też znajduje się Pomnik Anonimowego Przechodnia.
Opera i Monopol
Z budynków, które się wyróżniają, na pewno warto zwrócić uwagę na Operę Wrocławską. Powstała ona w 1865 roku. Czasem mówi się o pewnych podobieństwach do La Scali w Mediolanie. Warto pamiętać, że w czasie budowy wrocławskiej, ta mediolańska była już modelem wzorcowym, stąd mniej lub bardziej widoczne nawiązania. Natomiast zanim ten budynek powstał, teatr działał dużo wcześniej i utrzymywał regularne kontakty z włoskimi ośrodkami. W Operze powstawał film „Sala samobójców” (2011) Jana Komasy.

Obok Opery znajduje się Hotel Monopol. To przykład secesji we Wrocławiu (oficjalnie był to styl Jugendstil). Hotel działa tu do dzisiaj, a na dachu znajduje się restauracja. Przez długi czas był uznawany za jeden z najlepszych i najbardziej prestiżowych hoteli w mieście. Jednym z gości był Adolf Hitler. Specjalnie dla niego dobudowano tu balkon, z którego mógł przemawiać. Po II wojnie bardzo lubili go artyści, w tym filmowcy. Wnętrza hotelowe posłużyły do kręcenia filmów takich jak: „Popiół i diament” (1958) Andrzeja Wajdy, „Lalka” (1968) Wojciecha Hasa, „Konsul” (1989) Mirosława Borka oraz serial „Stawka większa niż życie”. W przypadku tego serialu wykorzystano także Ostrów Tumski, Dworzec Świebodzki i Główny, czy Pałac Schaffgotschów, który oddawał budynek Abwehry.

Blisko Świdnickiej znajdują się też dom handlowy Renoma czy dwa kolejne kościoły gotyckie – Bożego Ciała oraz świętych Stanisława, Doroty i Wacława. Ten drugi może poszczyć się największym i najstarszym dachem kościelnym w Polsce. To ogólnie dość ciekawa i wysoka konstrukcja, sam spadzisty dach ma wysokość bliską siedmiopiętrowej kamienicy.
Wrocław: Narodowe Forum Muzyki
Obok Opery znajduje się plac Wolności, do którego przylega fosa miejska. Tu też wznosi się jeden z nowszych symboli Wrocławia, czyli Narodowe Forum Muzyki im. Witolda Lutosławskiego. Otwarto je w 2015 roku. Z zewnątrz jest to postmodernistyczna bryła, która nie wygląda zbyt ciekawie. Ale to jedna z największych sal koncertowych w Europie (mieści się tu 1804 słuchaczy), z doskonałą akustyką. Warto dodać, że oprócz Forum działa też we Wrocławiu poprzednia filharmonia. Zaś spacerując nad fosą warto przyjrzeć się choćby sądowi i prokuraturze na Podwalu. Trochę przypomina on zamek z wieżyczkami.

Idąc w drugą stronę mamy więcej terenów zielonych. Można zatrzymać się przed neobarokowym budynkiem Teatru Lalek. Jest przed nim fontanna z krasnalami. Dalej można przejść do Parku Staromiejskiego (Mikołaja Kopernika), w którym znajdziemy choćby pomnik Amora na Pegazie, albo gołębnik. Potem dochodzi się do dawnego Bastionu Sakwowego, który w latach 1948 – 2024 nazywało się Wzgórze Partyzantów (132 metry wysokości), a teraz powrócono do nazwy historycznej. To obecnie jeden z terenów rekreacyjnych, także przy fosie. Wcześniej była to część miejskiej fortyfikacji, rozebrana w czasach napoleońskich.

Hala Ludowa / Hala Stulecia
Jednym z najbardziej niezwykłych zabytków Wrocławia jest Hala Ludowa / Hala Stulecia, czyli ekspresjonistyczna hala Maxa Berga. Oficjalne nazewnictwo jest nie do końca szczęśliwe, acz historyczne. Niemiecka nazwa to Hala Stulecia (Jahrhunderthalle) i jest jednym z wielu obiektów na obszarze dawnych Niemiec, gdzie uwieczniono stulecie wyparcia Napoleona, zwłaszcza o bitwę pod Lipskiem, ale upamiętniano też inne wydarzenia z tego okresu. We Wrocławiu chodziło o odezwę z 1813 roku, która wzywała do oporu przeciw Francuzom. Oczywiście z polskiej perspektywy i aspiracji niepodległościowych, raczej jesteśmy za Napoleonem. Nie wiadomo, czy jeszcze gorzej nie jest z drugą nazwą. Władze komunistyczne chciały zerwać z historią niemiecką, więc nadały nazwę obiektowi Hala Ludowa. Ta nazwa oczywiście po zmianie systemu też nie była dobrze widziana, więc przy okazji wpisu obiektu na listę UNESCO w 2006 roku zaczęto używać poprzedniej, historycznej nazwy. Obecnie funkcjonują dwie, gdyż operator hali nadal nazywa się Halą Ludową. Zresztą zwolennicy używania nazwy Hala Ludowa przypominają, że wspomniana wcześniej odezwa miała tytuł „An Mein Volk”, czyli „Do mego ludu”.

Ogólnie pomysł był taki, by zbudować tu halę wystawienniczą. Ogłoszono konkurs, który wygrał Max Berg proponujący niezwykłą wręcz konstrukcję. Przede wszystkim chodziło o kopułę o ogromnej średnicy 67 metrów, ale architekt dopracował także formę pod wymagania funkcjonalne. Mimo że projekt był drogi i trudny w realizacji, wybrano go. Obliczenia konstrukcyjne zlecono Politechnice w Charlottenburgu, ale podobno do końca budowy robotnicy nie wierzyli, że kopuła wytrzyma. Gdy zdjęto rusztowania, mieli być zdziwieni, że to nie runęło.

W oryginale hala miała także ograny, największe na świecie w momencie ich zbudowania (obecnie są w katedrze, acz trochę musiano je ograniczyć; pozostałe piszczałki zamontowano w bazylice na Jasnej Górze). Po II wojnie światowej, dalej obiekt miał rolę wystawienniczą, ale też działało tu kino „Gigant”. Dziś służy do koncertów, targów, czy innego rodzaju imprez. Wykorzystali je także filmowcy. Tutaj nagrywano sceny walki na arenie w filmie „Igrzyska śmierci: Ballada ptaków i węży” (2023) Francisa Lawrence’a.

Pawilon Czterech Kopuł
Obszar wokół Hali jest równie ciekawy. Obok znajduje się Pawilon Czterech Kopuł autorstwa Hansa Poelziga, który także powstał z okazji stulecia bitwy pod Lipskiem, głównie w celu zrobienia wystawy upamiętniającej to wydarzenie. Potem stał się powierzchnią wystawienniczą. Przetrwał wojnę, w czasach komunistycznych był miejscem wystawy Ziem Odzyskanych, następnie planetarium, a później należał do Wrocławskiej Wytwórni Filmów Fabularnych. Obecnie jest filią Muzeum Narodowego, gdzie wystawia się sztukę współczesną. Z okazji Wystawy Ziem Odzyskanych plac przy Pawilonie i Hali wzbogacił się o jeszcze jeden element. Iglicę. Stalowa Iglica, zaprojektowana przez Stanisława Hempla, powstała w 1948 roku. Obecnie ma 90,3 metry wysokości, ale pierwotnie była wyższa, miała 106 metrów. Sam plac wokół niej wykorzystywany jest czasem jako miejsce do targów ale też imprez plenerowych.

Ostatnim oryginalnym elementem obiektu związanego z obchodami stulecia zwycięstwa nad Napoleonem, jest Pergola w kształcie elipsy, częściowo porośnięta winoroślami i nie tylko. Prowadziła ona wokół stawu z fontanną. Składa się z 750 słupów i ma 640 metry długości. Wystąpiła między innymi w serialu „Fundacja”.
W 2009 roku przebudowano oryginalną fontannę i w jej miejsce postawiono fontannę multimedialną. Całkiem sporą, bo składającą się z ponad 260 dysz i ponad 300 lamp. Do tego dochodzi muzyka. Pokazy w sezonie letnim przyciągają tłumy i można je oglądać codziennie. Oficjalnie fontanna została otwarta z okazji 20-lecia wyborów czerwcowych, które były wielkim zwycięstwem Solidarności. Oczywiście otwarciu fontanny towarzyszyła wielka pompa i porównywanie jej do słynnej fontanny w Barcelonie. Tyle że ta powstała jakieś 80 lat wcześniej. Więc jak się z nią zestawi, to ta wrocławska wypada nieźle. Ale już porównania z bardziej współczesnymi multimedialnymi fontannami, jak choćby ta w Dubaju, niestety nie wytrzymuje.

Ogród Japoński
Nietypową atrakcją jest też Ogród Japoński. Pierwotny powstał on w 1913 roku, łącząc kilka różnych funkcji ogrodów charakterystycznych dla Japonii. Projektantem był Mankichi Arai. Współczesny ogród to głównie dzieło profesora Ikuya Nishikawy współpracującego z Ambasadą Japonii i ogrodnikami z Nagoi. Chodziło o nadanie mu bardziej japońskiego charakteru. Otworzono go w 1997 roku i wkrótce po powodzi znów zamknięto, więc obecny działa od 1999 roku. Wyróżnia się dość mocno, ale nie broni się w zestawieniu z ogrodami w Japonii (które widzieliśmy choćby w Himeji czy Fukushimie). Głównie chodzi o dbałość o szczegóły, Japończycy są dużo bardziej drobiazgowi. Niemniej jednak jest to ciekawe miejsce.

Ogród znajduje się w Parku Szczytnickim. To jeden z największych terenów zielonych miasta. Na terenie parku można znaleźć kilka innych atrakcji, w tym jeszcze jedną japońską. To aleja sakur. Czyli we Wrocławiu można przyjechać na kwitnienie wiśni, nie trzeba jechać do Japonii. Z innych ciekawych miejsc, jest tu dom Maxa Berga, a także dawny, drewniany kościół świętego Jana Nepomucena z przełomu XVI i XVII
Obiekty sportowe
We Wrocławiu warto zwrócić uwagę na dwa stadiony. Pierwszy to Stadion Miejski, który został otworzony z okazji odbywającego się między innymi we Wrocławiu Euro 2012. Obecnie nazywa się on Tarczyński Arena, ale poza funkcją sportową, organizowane są tu targi, koncerty, a w czasie COVIDu nawet masowe szczepienia. No i ma też serialową historię, gdyż pojawił się w „Fundacji” (serial Apple), gdzie udaje stację kosmiczną.

Drugi to Stadion Olimpijski. W Polsce jeszcze nie było Olimpiady, Wrocław też formalnie jej nie gościł, więc skąd stadion olimpijski? Teorie są dwie. Jedna mówi, że gdy organizowano Igrzyska Letnie w 1936 roku w Berlinie, stadion wrocławski był zapasowym obiektem, gdyby coś trzeba było przenieść. Wówczas ten obiekt nosił oficjalnie nazwę Stadion Hermanna Göringa. Z tej historii prawdziwe jest to, że faktycznie obiekt służył nazistom, w 1938 roku gościł tu Adolf Hitler podczas zawodów sportowych. Natomiast druga teoria ma więcej wspólnego z faktami: projektant obiektu w 1932 roku dostał za niego brązowy medal w konkursie architektonicznym podczas Igrzysk w Los Angeles.
Dworzec Główny
To największa i najważniejsza stacja kolejowa w mieście. Budynek otworzono w 1857 roku, ale oczywiście był wielokrotnie przebudowywany. Sam w sobie jest historyczny i atrakcyjny, ale warto też wejść na piętro w głównym hallu, by lepiej zobaczyć zdobienia niektórych sal. Zwłaszcza piękna jest Sala Secesyjna, acz niestety jest ona udostępniana zwiedzającym jedynie okazjonalnie. Oczywiście dworzec wielokrotnie był wykorzystywany przez filmowców, o czym już wspominaliśmy, ale sporo zdjęć powstało na potrzeby filmu „Mniejsze niebo” (1981) Janusza Morgensterna (nagrywany także w Lipsku i Budapeszcie). Z dworcem wiąże się też tragiczna filmowa historia: to tutaj, wskakując na pociąg, zginął Zbigniew Cybulski. Przypomina o tym tablica wmurowana w posadzkę peronu 3. Odsłonięto ją w 1997 roku, w 30. rocznicę śmierci aktora.

Filmowo dodajmy, że przez lata działało tu kino dworcowe. Ostatnie takie kino w Europie. Ostatecznie zamknięto je w 2010 roku. Wcześniej w XXI wieku szukało na siebie sposobu, zarówno proponując bardziej offowy repertuar, jak i erotyczny.
Kiedyś było tu też sporo budek z jedzeniem, a wrocławską specjalnością była knysza. To połówka wydrążonej w środku bułki, wypełnionej nadzieniem i polanej sosem.Pojawiły się one we Wrocławiu w latach 90. XX wieku. Blisko dworca, idąc wzdłuż nasypu kolejowego można znaleźć sporo barów i restauracji. To miejsce, gdzie częściej przebywają mieszkańcy miasta (oddając Rynek i okolice turystom). Tu także znajduje się Teatr Capitol.

Drugim dworcem Wrocławia był Dworzec Świebodzki, ale od lat pozostaje zamknięty, mimo pomysłów, by go ponownie wykorzystać w ruchu kolejowym. Obecnie w niedziele jest tu organizowane targowisko, zaś w poza tym działa Hala Świebodzka, czyli miejsce z jedzeniem i piciem. Ale działa tam także teatr czy muzea, w tym miniatur – Kolejkowo, oraz Gier i Komputerów Minionej Epoki. Zaś jeśli chodzi o kolejowe ciekawostki, to warto wspomnieć o jednej. Przy dworcu Brochów znajduje się wrocławskie cmentarzysko pociągów. Niestety nie jest ono dostępne dla zwiedzających jak Muzeum Kolejnictwa w Warszawie, czy cmentarzysko w boliwijskim Uyuni, ale można zobaczyć z zewnątrz kilka starych lokomotyw. Warto śledzić profil na Facebooku Klubu Sympatyków Kolei we Wrocławiu, gdyż okazjonalnie organizują przejażdżki starym taborem po zwykle śródmiejskich trasach.

Wrocław: Sky Tower
Obecnie najwyższy wieżowiec we Wrocławiu to Sky Tower. Są tam zarówno sklepy, biura jak i powierzchnia mieszkalna. Działa też taras widokowy na 49 piętrze. Szczycą się tym, że można z niego zobaczyć Ślężę (co nie jest specjalnie trudne, bo we Wrocławiu przy dobrej widoczności widać ją z wielu miejsc), ale podobno czasem też i Śnieżkę. Budynek ma 212 metrów wysokości i wybija się w panoramie miasta. Od 2011 do 2022 był to najwyższy budynek mieszkalny w Polsce. Miał być jeszcze wyższy, ale pierwotne plany zrewidowano z powodu kosztów. Z ciekawostek: przed wejściem można zobaczyć rzeźbę „Profil czasu” Salvadora Daliego (podobną można zobaczyć w Andora de Valle). Wcześniej w miejscu Sky Tower wznosił się socrealistyczny drapacz chmur Poltegor (miał 125 metrów wysokości).
Hydropolis
Wrocław próbował mieć swoją odpowiedź na warszawskie Centrum Nauki Kopernik. Pomysłów było kilka, skończyło się na centrum wiedzy o wodzie. Odpowiada za nie Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji, a wykorzystano do tego dawne budynki z XIX wieku, gdzie znajdowały się filtry uzdatniające wodę. Aż do 1945 roku we Wrocławiu działał zbiornik na wodę, dzięki czemu wodociągi były w stanie reagować na jej niedobór. Obecnie funkcjonuje to dużo lepiej oczywiście. W XXI wieku zabrano się za modernizację obiektu i w grudniu 2015 roku otworzono Hydropolis. Z założenia to ciekawe, edukacyjne centrum. Co więcej, wielokrotnie było one nagradzane w różnych konkursach.

Być może nasz odbiór wynika z tego, że byliśmy tam wkrótce po otwarciu, albo z tego, że widzieliśmy muzea nauki w kilku innych miejscach na świecie. Natomiast to, co dostrzegliśmy we Wrocławiu, to było przede wszystkim niewykorzystane miejsce. Elektroniczne tablice, które służyły do wyświetlania samego tekstu, plastykowe ryby i jeden pan robiący eksperyment z wodą. Słabo to wyszło. Może faktycznie zaliczyliśmy falstart. Natomiast jak porównujemy, w jaki sposób eksponowano dawne systemy kanalizacyjne w czeskim Brnie, to tam dało się dużo więcej zobaczyć z samych konstrukcji i to było bardzo ciekawe, stosunkowo niewielkim kosztem. Tutaj aż prosi się o możliwość zwiedzania wieży ciśnień Na Grobli, która jest inżynieryjną perełką. Niemniej jednak, jakby ktoś chciał zobaczyć jak to teraz wygląda to warto sprawdzić godziny otwarcia i ceny biletów tutaj.
W okolicy Hydropolis działa jeszcze jedna atrakcja, kolejka linowa. We Wrocławiu nazywa się ona Polinka i tak naprawdę służy jako dodatkowy most przez Odrę prowadzący do kampusu Politechniki Wrocławskiej. Choć oficjalnie jest to część wrocławskiego transportu miejskiego, to nie jest to kolejka pokroju tego, co można zobaczyć w latynoamerykańskich miastach jak La Paz czy Medellin.
Natomiast jeśli chodzi o eksperymenty i naukę, to warto wybrać się do MovieGate. W podziemiach placu Solnego znajduje się prywatna instytucja, gdzie głównie pokazują rekwizyty filmowe ze znanych światowych produkcji, które można tu także kupić. Przy okazji drugą i trzecią nogą są pokazy iluzji i naukowe. Gdy tam byliśmy, wypadło to lepiej niż Hydropolis. Ceny biletów i godziny otwarcia można sprawdzić tutaj.
WUWA i inne osiedla
Niezwykłą atrakcją architektoniczną Wrocławia jest WuWa (z niemieckiego Wohnungs- und Werkraumausstellung). W 1929 roku postanowiono zorganizować Wystawę Mieszkań i Miejsc Pracy (stąd nazwa WuWa), w tym celu wybudowano osiedle modelowe, do pracy nad którym zaproszono kilku architektów. Dziś jest to jedno ze zwykłych osiedli, ale można zobaczyć tamte pomysły z zewnątrz. Pomysł polegał na tym, by faktycznie stworzyć miejsce, w którym jest wszystko, co jest potrzebne do pracy i do życia. Wrocław wrócił do pomysłu i w ramach przygotowań do Europejskiej Stolicy Kultury, którą był w 2016 roku, zaczęto budować osiedle Nowe Żerniki zwane WuWa2. Miało to być w zamyśle wzorcowe osiedle XXI wieku, z całą konieczną infrastrukturą, ale choć powstało, trudno nazwać je modelowym. Ot, zwykłe osiedle. Swoją drogą parę takich pomysłów na nowe mieszkania widzieliśmy, choćby w Montrealu.

Natomiast wracając do czasów niemieckich, jest jeszcze jedno osiedle, na które warto zwrócić uwagę. To Sępolno, które budowano w latach 1919 – 1935. W założeniu miało być to „miasto-ogród” i mieszkania dla robotników. Natomiast zdecydowanie najciekawiej wygląda ono z lotu ptaka, gdzie przypomina orła. Jedni twierdzą, że to niemiecki, inni że śląski, prawda jest taka, że ten kształt wyszedł raczej przypadkiem, ale legenda jest. Jedyny problem, to jak obejrzeć Sępolno z góry? Chyba najlepszym sposobem na podziwianie go jest lot motolotnią. Takich atrakcji można szukać na podwrocławskim lotnisku aeroklubowym Szymanów. Nie latają oni nad całym Wrocławiem, ale ta północna część jest całkiem dobrze widoczna i przy odrobinie szczęścia można zobaczyć też Sępolno.
Wrocław Urząd Wojewódzki
Czasy Niemiec hitlerowskich i II wojny raczej kojarzą się ze zniszczeniami miasta, nie budową. Ale jednym z przykładów architektury tego okresu jest obecny budynek Urzędu Wojewódzkiego, który otworzono w 1945 roku. Oczywiście inspirowany architekturą nazistowską, a dokładniej bardzo mocno fasadą Nowej Kancelarii Rzeszy w Berlinie. Został wykorzystany w filmie „Morderca zostawia ślad” (1967) Aleksandra Ścibora-Rylskiego (ostatnia rola Cybulskiego).

Wrocław: Sedesowce
Także czasy socrealizmu mogą się pochwalić czymś więcej niż wielką płytą. To osiedle domów zbudowane w nurcie brutalizmu. Sześć wieżowców o wysokości do 55 metrów, które były nazywane Bunkrowcami, Sedesowcami, wrocławskim Manhattanem, a czasem Apapowcami. Ukończono je w 1978 roku (oficjalnie, formalnie nie do końca) według projektu architekta Jadwigi Grabowskiej-Hawrylak, z udziałem m.in. architekta Zdzisława Kowalskiego. Sedesowce widać w filmach „Pies” (1973) Andrzeja Kondratiuka (były w budowie), czy „Najważniejszy dzień z życia” (1974) Andrzeja Zbycha. Ostatnio z kolei powstawał tu film „Wrooklyn Zoo” (2024) Krzysztofa Skoniecznego. Wykorzystano tam także Most Grunwaldzki, Pergolę, Synagogę, plac Solny, Halę Targową, cmentarz Żydowski, plac Wolności i kilka innych miejsc. W okolicy wyróżniają się także dwa wieżowce, budynki akademików: Kredka i Ołówek. Powstały w latach 1975 – 1982 według projektu małżeństwa architektów Barskich. Kredka mierzy 85 metrów wysokości, Ołówek jest niższy o 15 metrów. Jadwiga Grabowska-Hawrylak była także autorską innego obiektu z tamtej epoki: Mezonetowca, który także był swego rodzaju testem. Z ciekawej architektury socjalistycznej dodajmy jeszcze Trzonolinowiec, budynek który w oryginale wisiał na linach, a jego budowa postępowała od górnych kondygnacji. Dawno temu został wzmocniony, a kolejne poziomy przytwierdzone na stałe, przez co nie czuć w nich już kołysania Obecnie Trzonolinowiec przechodzi gruntowną renowację. Inna ciekawostka z tego okresu to Mrówkowiec, który był największym budynkiem mieszkalnym w okresie powstania i jednym z najdłuższych w Polsce (235 metrów).

Do Sedesowców prowadzi Most Grunwaldzki. Jeden z najbardziej charakterystycznych we Wrocławiu. A że to wisząca konstrukcja, przypominająca trochę Brooklyński stąd skojarzenia z Nowym Jorkiem. Most pochodzi z 1910 roku. Początkowo był nazywany Mostem Cesarskim a potem Mostem Wolności, ale tę nazwę naziści szybko zamienili na poprzednią.

Filmy we Wrocławiu
Co ciekawe, jeśli chodzi o miejsca filmowe we Wrocławiu, to nie są to najczęściej te najbardziej charakterystyczne punkty na mapie miasta. Często plenery wrocławskie były wykorzystywane tak, by udawać inne miejsca. We Wrocławiu powstał film „Wyspa na ulicy Ptasiej” (1997) Sørena Kragh-Jacobsena. Tu akcja dzieje się w warszawskim getcie żydowskim podczas II wojny światowej. Zdjęcia powstawały na ulicy Kurkowej i w bliskiej okolicy (w tym ulicy Ptasiej). Zaniedbanych budynków nie trzeba było specjalnie charakteryzować. Dokładnie tę same miejsca posłużyły jako tło akcji filmu „Most szpiegów” (2015) Stevena Spielberga. Tu Wrocław gra wschodni Berlin w czasach zimnej wojny. W tym wypadku scenografowie mieli więcej do poprawiania, bo ta okolica się trochę zmieniała, ale wciąż sporo Wrocławia tu widać. Sama ulica Kurkowa raczej nie jest miejscem, które przyciąga turystów. Nadodrze próbuje się rewitalizować i zmieniać, ale to bardziej mieszkalna okolica. Za to Wrocław grał także rolę getta w filmie „Biegnij, chłopcze, biegnij” (2013) Pepe Danquarta, znów wykorzystując tę okolicę.

Podobnie jest z ulicą Mierniczą. Ta może nie gra zaniedbanej okolicy, ale idealnie nadaje się do ról w filmach bardziej historycznych. Międzynarodową sławę ulica Miernicza zyskała dzięki produkcji japońskiej SF. Chodzi o film „Avalon” (2001) Mamoru Oshiiego. W tej okolicy kręcono niedawno także ujęcia do „Lalki”. Podobne historyczne miejsca to ulica Szajnochy przy Rynku, ją również lubią filmowcy. Głośne też było „Miasto 44” (2014) Jana Komasy. We Wrocławiu częściowo powstawały też kultowe powojenne polskie seriale: „Czterej pancerni i pies” czy, „Stawka większa niż życie”.

Ostatnio w serialu „Heweliusz” z kolei wykorzystano osiedle z wielkiej płyty – Nowy Dwór. Wrocław udawał też wojenne Niemcy w filmie „Aimee i Jaguar” (1999) Maxa Färberböcka. Twórca potem wrócił tu z filmem „Kobieta w Berlinie” (2008). Tam wykorzystał ulice Szajnochy, Mierniczą oraz Włodkowica, czyli okolice synagogi. Zaś już z bardziej egzotycznych produkcji można wymienić bollywoodzki „Sapthagiri Express” (2016) Aruna Pawara, kręcony między innymi na Rynku, albo koreański „Unfinished” (2018) Noha Gyoo-Yeoba, także wykorzystujący Rynek.

Zwiedzanie Wrocławia
Mimo że komunikacja miejska jest raczej zmorą Wrocławia, to w celach turystycznych powinna się sprawdzić. Działają tu autobusy i tramwaje. Bilety można kupić kartą (nie ma możliwości zakupu gotówką) bezpośrednio w pojazdach. Dobrym rozwiązaniem jest 24 lub 48 godzinny bilet. Jeśli chodzi o nocleg, to jest tu sporo miejsc do wyboru, do bardziej unikalnych należy Klasztor Arche w starym klasztorze przy alei Jana Kasprowicza, wciąż częściowo używanym. Co prawda jest to w pewnym oddaleniu od centrum, ale za to sam obszar alei Kasprowicza jest wpisany w ewidencję zabytków. Na obrzeżach jest sporo innych miejsc do zobaczenia we Wrocławiu. Choćby Leśnica ze swoim zamkiem (raczej to pałacyk), tor wyścigów konnych Partynice, Muzeum Współczesne (zlokalizowane w starym bunkrze, stąd bywa nazywane „schronem dla sztuki”), przed nim znajduje się instalacja Pociąg do Nieba, a obok niecodzienny budynek Dolmedu, Centrum Historii Zajezdnia (z wystawami także o historii miasta), rzeźba plenerowa Krzesło Kantora, czy dzieła Magdaleny Abakanowicz, Jaz Opatowicki wraz z wyspą, czy Muzeum Sztuki Cmentarnej na starym cmentarzu żydowskim. Jako ciekawostkę można dodać, że serial „Czterej pancerni i pies” był kręcony właśnie między innymi na starym cmentarzu żydowskim przy ulicy Ślężnej. Przeszło 50 lat później, materiał wówczas nakręcony pomógł od odbudowie zabytkowego nagrobka, który zaczął się sypać. Nagrania okazały się bardzo dobrym źródłem dla konserwatorów.

- Plan zwiedzania Wrocławia:
- Dzień 1: Zacząć od Rynku i okolic, a następnie przejść na Ostrów Tumski i okolice Odry.
- Dzień 2: Zoo, Hala Ludowa i inne dalsze atrakcje.
- Wycieczek po okolicy można szukać na GetYourGuide.
- W przypadku samodzielnego przejazdu samochód można wynająć tutaj.
- Jeśli spodobał Ci się wpis śledź nas na Facebooku (i innych mediach), podziel się nim lub zapisz na newsletter.
| Polska | ||
| Wrocław | ? | |
| Szlak filmowy | ||
| Wrocław |





