Archiwa tagu: UNESCO

Gjirokastra (Gjirokaster), miasto srebrnych dachów

Gjirokastёr lub Gjirokastra, kiedyś po polsku także Dżirokastra, to albańskie miasto-muzeum z listy UNESCO, zwane czasem też miastem tysiąca schodów lub srebrnych dachów. Ta ostatnia nazwa wzięła się od ich koloru po deszczu. Zabudowa centrum jest osmańska. Dziś Gjirokastra to jedna z ważniejszych atrakcji południa Albanii. Wzniesiona na zboczach nad rzeką Drino, wyróżnia się pośród górskich szczytów.

Dzięki w miarę jednorodnym dachom, Gjirokastra z perspektywy faktycznie wygląda jak srebrne miasto
Dzięki w miarę jednorodnym dachom, Gjirokastra z perspektywy faktycznie wygląda jak srebrne miasto

Historia Gjirokastry

Tereny te znajdowały się w strefie wpływów kultury mykeńskiej. Greccy osadnicy także odpowiadają za najstarsze ślady zamieszkania w tym rejonie. Nie wiadomo, kiedy jednak powstało to miasto. Gdzieś między VI a XII wiekiem zbudowano pierwszą cytadelę. Miasto wówczas nazywano Argyropolis, co po grecku znaczy tyle, co srebrne miasto. W czasach bizantyjskich pojawiała się też nazwa Argyrokastron, czyli srebrny zamek.

Część turystyczna Gjirokastry jest już ładnie odnowiona, acz szczęśliwie jeszcze nie oblegana przez tłumy
Część turystyczna Gjirokastry jest już ładnie odnowiona, acz szczęśliwie jeszcze nie oblegana przez tłumy

Zmiany zaczęły się wraz z przejęciem tych ziem przez Despotat Epiru, choć samo miasto pozostało lojalne Bizantyjczykom. Wówczas używano nazwy Argyrokastro. Przełom XIII i XIV wieku to zmiany władców tych terenów. Despotat doświadczył mocno czarnej zarazy, w efekcie ziemię przejęły plemiona albańskie. Potem zaś opanowało je Imperium Osmańskie. Oczywiście Grecy próbowali je wyswobodzić spod tureckiego panowania, ale ostatecznie nie przyniosło to rezultatów. Wówczas powstała stara część miasta, którą oglądamy do dziś.

Gjirokastra wygląda malowniczo, gdy spogląda się na nią z oddali
Gjirokastra wygląda malowniczo, gdy spogląda się na nią z oddali

Dopiero na początku XIX Gjirokastёr stało się częścią autonomii w ramach Imperium, którym rządził Ali Pasza (urzędujący z Janiny). Turcy stracili nad nim kontrolę, zaś ta barwna postać po części zainspirowała Alexandre’a Dumasa do opisania tej historii w powieści „Hrabia Monte Christo”. Natomiast te działania obudziły w Albańczykach ruchy niepodległościowe, ale doprowadziły też do waśni z Grekami, którzy także (acz mniej licznie) zamieszkiwali te tereny. Gjirokastra została zdobyta przez Greków w czasie I wojny bałkańskiej, ale ostatecznie w ramach traktatu pokojowego przyznana Albańczykom.

Zamek w Gjirokastrze
Zamek w Gjirokastrze

Podczas II wojny światowej, gdy Włochy dokonały inwazji na Albanię, krótko Gjirokastra znajdowała się pod ich władaniem, ale to znów rozochociło Greków. Pokonawszy Włochów, musieli walczyć z Niemcami, którzy odbili miasto i ostatecznie przekazali je Włochom, a potem Albańczykom. Warto też dodać, że Gjirokastra była obok Wlory jednym z dwóch głównych ośrodków wybuchu albańskiej rewolucji piramidowej, czyli po upadku piramid finansowych w latach 90. XX wieku.

Stoiska kuszą turystów
Stoiska kuszą turystów

Gjirokastra obecnie

Dziś stare miasto jest bardzo ładnie odtworzone. Od 2005 roku znajduje się ono na liście UNESCO, trzy lata później zapis rozszerzono o Berat. Wpisano je ze względu na ocalałą i odbudowaną architekturę osmańską. Również dzięki wsparciu Grecji, obok Salandry to jeden z najważniejszych greckich ośrodków w Albanii (znajduje się tu konsulat).

Gjirokastrze udało się zmienić centrum w turystyczny deptak, zachowując przy tym klimat
Gjirokastrze udało się zmienić centrum w turystyczny deptak, zachowując przy tym klimat

Stara Gjirokastra owszem jest bardzo charakterystyczna, ma też przepiękne jednorodne dachy, które widać z zamku, ale przy tym jest też dziś dość mocno turystyczna. W Beracie udało się (przynajmniej na razie) jeszcze zachować ducha miasta. Na szczęście wciąż jeszcze jest tu stosunkowo mało ludzi, a odejście poza główne uliczki odsłania urok miasta (choć nie za daleko, bo dalej są też komunistyczne bloki). Obecnie to akurat działa na korzyść miasta, jednak trudno nie bać się, że wraz z popularyzacją tego miejsca, jego duch zaginie. Dziś Gjirokastra to bardzo atrakcyjna starówka, dobra jako dodatek w podróży po Albanii, ale nie jest to tak unikalne miejsce jak drugie miasto-muzeum. Choć wciąż przepiękne. Niemniej jednak decyzji o odwiedzeniu Gjirokastry lepiej nie odkładać na przyszłość. Jak będą przybywać tu tłumy turystów, to już nie będzie to samo.

Dawny meczet, obecnie pełniący turystyczne funkcje
Dawny meczet, obecnie pełniący turystyczne funkcje

Stare Miasto

Dzielnica Palorto to właściwie stare miasto. Jest dobrze odrestaurowana, pełna knajpek i sklepików, a także mniejszych muzeów, ale też innych budowli, wliczając to meczety. Można zobaczyć choćby Skenduli, czy Zekate, czyli domy w których zachowano wystrój sprzed wieków. W wielu miejscach atrakcje się mieszają, tak więc kierując się choćby do dawnej studni trafiamy do sklepu, w którym obecnie się znajduje. Na spacer po malowniczych uliczkach należy poświęcić kilka godzin, w zależności od tempa i charakteru oglądania. Samo przejście pewnie nie zajmie nam więcej niż godzinę, ale na spokojne włóczenie można poświęcić pewnie nawet i pół dnia. Z muzeów warto zwrócić uwagę na tunele z czasów zimnej wojny (niestety nieczynne podczas naszej wizyty).

Zamek góruje nad Gjirokastrą
Zamek góruje nad Gjirokastrą

Gjirokastra: Zamek

Podobnie jak w przypadku Beratu, nad miastem góruje zamek. Ten już w całości jest obiektem kulturalnym. Na dziedzińcu wybudowano wielką scenę i od czasów komunistycznych co roku odbywają się tu festiwale folklorystyczne. Znajduje się także muzeum zamkowe (bilet jest dodatkowo płatny), dzwonnica, jak również wystawa sprzętu wojskowego. Sama forteca jest dość ciekawa i jej mury oraz zabudowania obronne zdecydowanie lepiej się zachowały, niż te w Beracie. Tam jednak zachowało się jeszcze miasto wewnątrz murów, tu takich atrakcji nie ma.

Zamek w Gjirokastrze to także miejsce imprez plenerowych
Zamek w Gjirokastrze to także miejsce imprez plenerowych

Choć jak wspominaliśmy, pierwsza cytadela w tym miejscu sięga czasów antycznych, to właściwa historia jednak zaczyna się w XII wieku. W końcu wpadł on w ręce Turków Osmańskichosmańskich, ci przebudowali go, ale ostatecznie popadł w ruinę. Ze zdobyciem wiąże się legenda: podobno księżniczka Argjiro (lub Argyro), nie chcąc wpaść w ręce Osmanów, rzuciła się z murów zamku, wraz ze swoim dzieckiem.

Na zamku znajduje się też charakterystyczna wieża zegarowa
Na zamku znajduje się też charakterystyczna wieża zegarowa

Współczesny wygląd zamek zawdzięcza Alemu Paszy, który odbudował go i uczynił jedną z twierdz. Była ona w tak dobrym stanie, że albański król Zog postanowił przemienić ją w więzienie w 1932 roku. Komuniści także przez wiele lat wykorzystywali ją w ten sposób. Swoistą ciekawostką na zamku jest amerykański samolot zwiadowczy Lockheed T-33. Według jednej z wersji amerykański pilot omyłkowo wylądował w Albanii, według innej przerwano jego misję szpiegowską. Sprzęt zarekwirowano, przebadano i wystawiono, by wspierać propagandę. Dziś stanowi eksponat muzealny. Niestety jest średnio zadbany, co się ostało, to jest.

Lockheed T-33, a raczej to co z niego zostało (Gjirokastra)
Lockheed T-33, a raczej to co z niego zostało

Okolice zamku

Z zamku zachowało się całkiem sporo, są tu liczne korytarze, także podziemne, wieża zegarowa i wiele budynków, a także grobowiec bektaszytów. Warto dodać, że budując go, trudów nie szczędzono. Samą wieżę w czasach Alego Paszy podobno wznosiło 1500 osób, zaś potem w zamku stacjonowało 5 tysięcy żołnierzy. W korytarzach zamku można też dziś podziwiać wystawione działa i inną broń. Pod zamkiem znajduje się tunel, którym można przejść na jego drugą stronę. Zamek wybija się w krajobrazie, więc oglądanie go z różnych stron jest dość popularne wśród turystów. Tunel zaś skraca drogę. Tamtędy też można udać się do starego akweduktu.

Wnętrza zamku (Gjirokastra)
Wnętrza zamku

W Gjirokastrze urodzili się albański dyktator komunistyczny Enver Hoxha oraz słynny pisarz Ismail Kadare. Jego dzieła czasami wykorzystują Gjirokastrę jako miejsce akcji bądź nawiązują do jej historii, jak wiersz o księżniczce Argyro. Zaś fakt narodzin tego pierwszego pomógł miastu przetrwać w lepszym stanie czasy komuny. Gjirokastra ma też swoje kulinarne specjały, zupę na zakwasie z klopsikami (supe me pasha qofte) oraz lokalny ser feta.

Gjirokastra z oddali
Gjirokastra z oddali

Jak wspominaliśmy wcześniej, Gjirokastrę lepiej odwiedzić szybciej niż później. Rozwój turystyki w Albanii jest dość dynamiczny, ale też nie ukierunkowany, a to może wiązać się z zalaniem miasta turystycznymi, cepelianianymi kramami i tłokiem. Nie wszędzie w takich miejscach daje się zachować klimat, jak to miało miejsce w San Marino. Wizualnie Gjirokastra pewnie prezentuje się lepiej niż Berat (jako całość), ale tam wciąż czuje się, że to jest autentyczne miasteczko, do którego niejako przy okazji przybywają turyści. W Gjirokastrze tę turystykę już się wyczuwa.

Jeśli podobał Ci się ten wpis, śledź nas na Facebooku.

Szlak albański
GjirokastraTirana

Monastyr Rilski, zwiedzanie historycznego klasztoru

Jednym z najpiękniejszych kompleksów świątynnych Bułgarii jest Monastyr Rilski (bułg. Рилски манастир). Położony u podnóża masywu Riła, wpisany na listę UNESCO, przyciąga pielgrzymów i turystów. Stanowi jedną z największych atrakcji turystycznych, kulturalnych i historycznych w kraju. I trzeba dodać, że klasztor Rila naprawdę robi wrażenie, tak szczegółami jak i lokalizacją, w której się znajduje.

Tęcza nad Monastyrem Rilskim
Tęcza nad Monastyrem Rilskim

Historia klasztoru

Rilski monaster według legendy został założony przez świętego Iwana z Riły. Badania raczej wskazują, że w pobliżu obecnego monastyru istniała pustelnia świętego w jaskiniach, zaś pierwszy kompleks założyli jego uczniowie. To działo się w X wieku i z tamtego czasu niewiele zostało. Klasztor powoli się rozrastał i zdobywał uznanie oraz sławę. Rozkwit nastąpił w XIV wieku, wówczas to zaczęto wznosić obecne zabudowania. Niestety dla Bułgarii, XIV i początek XV wieku to najazdy Turków, co odbiło się na klasztorze. Wpierw zniszczono klasztor na rozkaz Murata II, ale to spowodowało bunt Bułgarów.

Monastyr Rilski ma znaczenie historyczne, kulturowe i religijne
Monastyr Rilski ma znaczenie historyczne, kulturowe i religijne

Ocaliła go pomoc Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej i greckiego zakonu z góry Athos. Dzięki wsparciu udało się w XV wieku jeszcze zachować, zreperować i przebudować klasztor. Monastyr Rilski zaczął pełnić też ważną rolę w zachowaniu języka i kultury bułgarskiej. W 1833 roku, w trakcie bułgarskiego odrodzenia narodowego, niestety spłonął. Zorganizowano bardzo szybko zbiórkę wśród Bułgarów i przy zgodzie Turków zaczęto odbudowę. Większość współczesnych zabudowań pochodzi więc z XIX wieku. Pracę wykończeniowe zakończono w latach 60. XX wieku. Natomiast sam monastyr rylski został uznany za jeden z symboli bułgarskiego odrodzenia narodowego i od roku 1976 jest monumentem narodowym, zaś od 1983 został wpisany na listę UNESCO.

Obecna forma klasztoru to odbudowa
Obecna forma klasztoru to odbudowa

Monastyr Rilski: Znaczenie historyczne

Dla Bułgarów ma on jeszcze historyczne znaczenie. Na terenie Monastyru Rilskiego znajduje się grobowiec cara Borysa III. Zmarł on w 1943 roku, gdy nie chciał z Hitlerem ruszyć na ZSRR. Okoliczności jego śmierci nie są jednak jasne i do dziś budzą pewne kontrowersje.

Klasztor znajduje się na wysokości 1100 m n.p.m., z dziedzińca widać wznoszące się szczyty masywu Riła. Przypomina on trochę kościoły warowne, takie jak Prejmer w Rumunii. Mury mają grubość 2 i wysokość 24 metrów. Wewnętrzny dziedziniec to trzypiętrowe budynki z łukami, pomalowane na czarno-biało. Tam znajdowały się cele mnichów, dziś mieści się tu wiele funkcji, w tym dom pielgrzyma i muzeum, w którym są między innymi ikony, czy figurki.

Bazylika pod wezwaniem Św. Bogurodzicy, Monastyr Rilski, Bułgaria
Bazylika pod wezwaniem Św. Bogurodzicy, Monastyr Rilski, Bułgaria

Monastyr Rilski: Zwiedzanie

Pośrodku dziedzińca znajduje się trójnawowa bazylika pod wezwaniem Świętej Bogurodzicy. Ściany są zdobione freskami na zewnątrz i wewnątrz. W środku znajduje się też przepiękny, olbrzymi ikonostas.

Obok znajduje się wieża – baszta Chrelina, która kiedyś pełniła rolę obronną. Dziś to najstarszy, bo pochodzący z 1335 roku fragment kompleksu. Wieża liczy sobie 23 metry wysokości i dziś pełni rolę dzwonnicy.

Wokół świątyni znajdują się cele dla mnichów i pielgrzymów
Wokół świątyni znajdują się cele dla mnichów i pielgrzymów

Obecnie budynki zakonne znajdują się także poza dziedzińcem. Te jednak pełnią rolę bardziej logistyczną i nie są historyczne, więc raczej nie interesują turystów. Łącznie jest chyba z 300 pokoi w kompleksie, w końcu kubatura całości to przeszło 32 tysiące m3. Za to warto rozważyć zwiedzanie innych świątyń w okolicy. Te również mają interesujące freski.

Przy wejściu do świątyni można podziwiać przepiękne freski
Przy wejściu do świątyni można podziwiać przepiękne freski

Zwiedzanie monastyru Rilskiego jest darmowe, oczywiście bez części mieszkalnej, której się nie zwiedza oraz muzeum, które jest dodatkowo biletowane. Płaci się również za parking, choć jak stanie się dalej od klasztoru to najpewniej nikt się nie pojawi. Wewnątrz głównej cerkwi nie można robić zdjęć. Istnieje możliwość przenocowania w monasterze, należy ją zarezerwować wcześniej telefonicznie. Przy monastyrze znajduje się kilka restauracji, a także hoteli. Czas potrzebny na zwiedzenie całości to około godziny, bez muzeum nawet krócej.

Monastyr Rilski jest malowniczo ozdobiony
Monastyr Rilski jest malowniczo ozdobiony

Dojazd

Monastyr Rilski to jedna z popularniejszych wycieczek jednodniowych z Sofii. Miejsce jest ważne dla Bułgarów i warte zobaczenia. Znajduje się jakieś 120 km od stolicy, istnieją połączenia autokarowe, aktualne godziny można sprawdzić na stronie monastyru. Nawet mając samochód i tak zejdzie przynajmniej pół dnia. Monastyr Rylski jest też przystankiem podczas długiego trekkingu przez masyw Riły.

Sobór w monastyrze
Sobór w monastyrze

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak bułgarski
Monastyr RilskiSinite Kameni

Liverpool: filmy, zwiedzanie i atrakcje starego portu

Popularna szanta „Pożegnanie z Liverpoolem” zaczyna się od słów „Żegnaj nam, dostojny stary porcie, rzeko Mersey, żegnaj nam”. Port to najważniejsza część historii miasta, jego dziedzictwo, zaś przeobrażony jest obecnie tętniącym życiem centrum. Liverpool to jednak coś więcej niż port, co starało się pokazać choćby kino. Miasto jest także powiązane z innym fenomenem kultury popularnej, jakim jest zespół The Beatles.

Hannover Street, centrum Liverpoolu
Hannover Street, centrum Liverpoolu

Historia Liverpoolu

Pierwsze osady na terenie dzisiejszego Liverpoolu powstały prawdopodobnie w VI wieku i należały do Wikingów. Były to jednak tereny podmokłe, więc długo nie miały one żadnego strategicznego znaczenia. Do czasu, gdy król Jan I postanowił zbudować tu port. Oficjalnie miasto założono 28 sierpnia 1207 roku. Potem do jego ochrony wzniesiono zamek, zbudowano też kaplicę. Nazwa Liverpool pochodzi ze staroangielskiego, i oznacza potok, czy rzekę mulistej wody. Druga teoria mówi, że nazwa pochodzi od elverpool, czyli nawiązania do węgorzy w rzece Mersey.

Historyczny Liverpool
Historyczny Liverpool

Największy rozwój Liverpoolu wiąże się właśnie z wzrostem znaczenia portu. W czasach swojej świetności przez Liverpool przepływało 40% wymiany handlowej z Europą kontynentalną. Tu też handlowano niewolnikami. Koryto rzeki Mersey niedaleko ujścia jest dość szerokie, więc było to idealne miejsce do budowy olbrzymich doków. Dziś Liverpool to drugi port w Wielkiej Brytanii (po Londynie), pozostaje daleko za gigantami jak Szanghaj, Singapur, Busan, Dubaj czy Rotterdam (lub lepiej zespół portów ARA). Historycznie wraz z rozbudową portu rozwijało się także miasto. Natomiast spowolnienie zaczęło następować na początku XX wieku. Wpierw I wojna światowa, potem Wielki Kryzys, a następnie II wojna światowa (tu miasto ucierpiało trochę w wyniku niemieckich bombardowań), ostatecznie spowodowały, że spadła liczba ludności. Dziś Liverpool jest mocno związany z innym przemysłowym miastem, czyli Manchesterem, tylko trochę większym, ale obecnie więcej znaczącym.

Liverpool ma w centrum kilka klasycznych budynków
Liverpool ma w centrum kilka klasycznych budynków

The Beatles i Liverpool

Liverpool mocno zaznaczył się na mapie świata także z innego powodu. Nasz weekendowy wypad do Liverpoolu nie był może bardzo filmowy (acz miejsca filmowe są tu obecne), ale także powiązany jest z popkulturą. Wybierając się do tego portowego miasta nie można przecież pominąć faktu, że to właśnie tutaj narodził się bodaj najbardziej popularny zespół muzyczny w historii, z największą liczbą sprzedanych płyt (niemal 300 milionów egzemplarzy) – The Beatles. I dziś pamięć o nich jest nieodłączną częścią Liverpoolu. Już nawet low costowe lotnisko, na którym wylądowaliśmy, nosi imię Johna Lennona, a przed terminalem znajduje się pełnowymiarowa żółta łódź podwodna. To nie jedyna atrapa łodzi w mieście. Fani zespołu odnajdą także cytat z „Imagine” w hali odlotów – Above us only sky (acz to już solowa kariera Lennona).

Żółta łódź podwodna przed lotniskiem im. Johna Lennona w Liverpoolu
Żółta łódź podwodna przed lotniskiem im. Johna Lennona w Liverpoolu

Każdy z członków The Beatles – lub Fab Four jak nazywano zespół – urodził się w Liverpoolu i do dziś można zobaczyć ich rodzinne domy. Dla każdego beatlemaniaka to dobre miejsce na rozpoczęcie wędrówki śladami grupy. W mieście natknąć można się na wiele znaków nieprzemijającej popularności The Beatles.

The Cavern Club i Matthew Street

Ważnym punktem w Liverpoolu z pewnością będzie Mathew Street. Najbardziej beatlesowa uliczka w mieście, która jest mekką dla fanów Beatlesów i brytyjskiej muzyki popularnej w ogóle. Tutaj mieści się słynny klub muzyczny The Cavern (w oryginale pod adresem Mathew Street 10), w którym The Beatles dawali swoje pierwsze koncerty, jeszcze w pięcioosobowym składzie: Paul McCartney, John Lennon, George Harrison, Pete Best (perkusja, później zastąpił go Ringo Starr) i przelotnie Stuart Sutcliffe (gitara basowa). W The Cavern grupę zauważył Brian Epstein, który stał się „piątym Beatlesem”, czyli słynnym menedżerem, któremu Fab Four zawdzięczają swój sukces.

The Cavern Club
The Cavern Club

W The Cavern Beatlesi wystąpili po raz pierwszy w 1957 (jeszcze pod poprzednią nazwą), zaś po raz ostatni w 1963 roku, nabijając na licznik niemal 300 występów. Tutaj powstał ich styl muzyczny oraz wizerunek sceniczny, więc tytułowanie klubu jako miejsce narodzenia The Beatles jest jak najbardziej uzasadnione. Jako ciekawostkę można podać fakt, że w latach 50. w klubie zakazywano grania rock’n’roll – był to klub jazzowy. Jak więc dostali się tam The Beatles, znani jeszcze jako The Quarrymen? W The Cavern dopuszczano muzykę skiffie, czyli mieszankę jazzu, bluesa i folk, graną często na improwizowanych instrumentach. Pod nazwą The Beatles i z właściwym dla nich repertuarem weszli do The Cavern w 1961 roku, dokładniej 9 lutego, po powrocie z kontraktu w Hamburgu (właściwie po zerwaniu kontraktu i deportacji z Niemiec za niepoprawne zachowanie). W 1963 roku, pół roku po ostatnim występie w The Cavern, Beatlesi ruszyli na trasę po Stanach Zjednoczonych, zapoczątkowując trwającą do lat 80. brytyjską inwazję, czyli podbijanie zamkniętego dotąd rynku w USA brytyjskim rock’n’rollem.

Matthew Street w Liverpoolu
Matthew Street w Liverpoolu

Dalsze losy The Cavern

The Cavern działał jeszcze do 1973 roku, gdy musiał opuścić dotychczasowe miejsce z powodu planu utworzenia stacji kolei miejskiej Merseyrail. Budynek, w którego piwnicy mieścił się lokal, miał być wyburzony na potrzebę utworzenia wentylacji. Klub otworzył się nieopodal (z kolei nic nie wyszło, za to powstał parking wielopoziomowy), ale wkrótce popadł w kłopoty finansowe i znów się zamknął aż do 1984 roku. Od tamtego czasu działa w obecnej lokalizacji, właściwie kilka kroków od oryginalnej. Wprawdzie były plany otworzenia lokalu w oryginalnym miejscu, jednak stwierdzono zbyt mocne naruszenie łuków w piwnicy, by móc bezpiecznie tam działać. Wobec tego rozebrano tak wiele oryginalnych cegieł, jak się dało i oprócz sprzedaży części na charytatywnej aukcji (dochód przeznaczono na sierociniec Strawberry Field, dziś nieistniejący), użyto ich do nowego klubu. Jego wnętrza wiernie odtwarzają pierwotny wystrój.

Jeśli wierzyć klubowej legendzie, dotąd wystąpiło w The Cavern 801 zespołów, a duża ich część została upamiętniona na cegłach budujących fasadę klubu. Przed wejściem jest także figura Johna Lennona z brązu. Wstęp do The Cavern jest płatny 5 funtów, muzyka jest grana na żywo codziennie od południa, jednak w weekendy po południu trudno się dostać do środka, co jest poniekąd zrozumiałe.

Liverpool Beatles Museum

Na Mathew Street mieści się także Liverpool Beatles Museum. Wystawiono w nim przede wszystkim pamiątki związane z zespołem, takie jak instrumenty muzyczne, rekwizyty, meble i tym podobne. Muzeum mieści się w pięciokondygnacyjnym zabytkowym budynku magazynowym. Zostało otworzone w 2018 roku z inicjatywy przyrodniego brata Pete’a Besta, pierwszego perkusisty zespołu.

Liverpool Beatles Museum
Liverpool Beatles Museum

The Beatles Story

Drugim muzeum poświęconym tej grupie jest The Beatles Story, które mieści się w Royal Albert Dock. Zostało założone w 1990 roku, jego właścicielem jest lokalny przewoźnik Mersey Ferries. Trasa zwiedzania przedstawia historię zespołu od samego początku po solową karierę ex-Beatlesów po rozpadzie zespołu w 1970 roku. The Beatles Story jest szczególnie ciekawe nie tylko dla fanów zespołu, ale także jako dobry przykład nowoczesnej przestrzeni muzealnej. Znajdują się tutaj nie tylko umieszczone w gablotach eksponaty, ale także odtworzone wnętrza powiązane z The Beatles, jak choćby The Cavern, Abbey Road Studio, wnętrze żółtej łodzi podwodnej czy biały pokój Lennona. Innymi ciekawymi ekspozycjami jest także bus znany z Magical Mystery Tour, czy okładka płyty Sgt. Pepper’s Lonely Heart Club Band w formie pełnowymiarowej dioramy.

The Beatles Story
The Beatles Story

Do The Beatles Story warto ustawić się wcześniej lub kupić bilet przez Internet ze względu na kolejki przed tym popularnym muzeum. W cenie jest audioguide także z polskojęzycznymi nagraniami. Po zakończonym zwiedzaniu można odpocząć w muzealnej kawiarni i oczywiście kupić mnóstwo pamiątek z Fab Four. My weszliśmy bez wcześniejszej rezerwacji, ale pojawiliśmy się tuż przed otwarciem. Doskonałym uzupełnieniem The Beatles Story jest wycieczka busem Magical Mystery Tour. Przez dwie godziny jesteśmy obwożeniu po tych miejscach w Liverpoolu, które najmocniej związane są z historią zespołu i jego poszczególnych członków. Wejście do klubu Cavern jest wliczone w cenę. Ze względu na popularność tej atrakcji, lepiej kupić bilet z wyprzedzeniem. Pytaniem otwartym jest co wybrać, Beatles Story czy Beatles Museum? Zwiedzaliśmy tylko to pierwsze. Podobno Story bardziej skupia się na fenomenie, a Museum na początkach zespołu.

The Beatles Story
The Beatles Story

Beatlesi i filmy

Warto tu wspomnieć o filmach związanych z Beatlesami. Były to „Noc po ciężkim dniu” (A hard day’s Wight, 1964, wyświetlany u nas także pod tytułem „The Beatles”), „Na pomoc” (Help!, 1965), „Magical Mystery Tour” (1967) i „Żółta łódź podwodna” (Yellow Submarine, 1968). Wszystkie łączą fikcyjną opowieść z muzyką zespołu, czasem bardziej sprawiają wrażenie rozbudowanych fabularnie teledysków. Niemniej jednak cieszyły się sporą popularnością, nie tylko wśród fanów zespołu. No i część zdjęć kręcono w Liverpoolu (ale nie tylko, Londyn był bardziej eksponowany).

The Beatles Story
The Beatles Story

Pomnik Beatlesów

W 2015 roku, czyli stosunkowo niedawno, na odnowionym wybrzeżu Pier Head w Liverpoolu odsłonięto brązowy pomnik członków zespołu The Beatles. Monument (The Beatles Statue), nieco nadnaturalnych rozmiarów, z miejsca stał się atrakcją. Dla fanów The Beatles znajdzie się w Liverpoolu z pewnością jeszcze więcej ciekawych miejsc. Dla nas była to istotna część krótkiego wypadu do tego miasta, jednak nie poświęciliśmy The Beatles całego czasu.

Pomnik Beatlesów
Pomnik Beatlesów

Liverpool: Albert Dock

Sercem dzisiejszego Liverpoolu są doki, tak zwane Liverpool Maritime Mercantile City. Od 2004 zostało ono wpisane na listę UNESCO. Składa się z sześciu lokacji: Albert Dock, Pier Head, Stanley Dock Conservation Area, oraz części starego miasta: Ropewalks, Commercial Quarter i Cultural Quarter.

Royal Albert Dock
Royal Albert Dock

Warto zwrócić uwagę na Albert Dock, a właściwie obecnie Royal Albert Docks (nazwa obowiązuje od 2018 roku). Doki te zbudowano u brzegu rzeki Mersey i oddano do użytku w 1846. Na otwarciu był obecny książę Albert. Była to wówczas bardzo nowoczesna budowla i pierwszy budynek w Anglii, który zbudowano z żelaza, cegieł i kamienia, bez użycia drewna. Doki i magazyny tuż obok, pozwalające na szybki przeładunek, były wówczas nowatorskim pomysłem. Dwa lata później wprowadzono kolejną rewolucję, czyli dźwigi. Przyczyniły się do rozwoju transportu morskiego, ale już 50 lat później nie były wystarczające i ich rolę przejęły nowe, większe doki.

Wejście do Albert Dock
Wejście do Albert Dock

Później nie było wiadomo, co właściwie zrobić z tymi przestarzałymi dokami. Wykorzystała je marynarka wojenna podczas II wojny światowej. Późniejsze plany modernizacji nie doszły do skutku, w 1972 zamknięto doki. W 1981 zaczęto interesować się nimi na nowo, z myślą  przyciągnięcia inwestorów i rewitalizacji tego miejsca. Otwarto je na nowo w 1984 roku, już bardziej jako obiekt kulturalny, choć muzeum Tate otwarto dopiero w 1988. Dziś znajduje się tu także diabelski młyn – Wheel of Liverpool.

Wheel Of Liverpool
Wheel Of Liverpool

Muzeum morskie

Dziś Albert Dock to przede wszystkim muzea, tereny spacerowe i knajpy. W suchych dokach stoi kilka historycznych okrętów. Tu znajduje się muzeum sztuki Tate Liverpool (zarządzane wspólnie z londyńskim), wspomniane już The Beatles Story oraz muzeum morskie (Merseyside Maritime Museum) i muzeum niewolnictwa (International Slavery Museum). Państwowe muzea są w Wielkiej Brytanii darmowe, prywatne wymagają biletów. Zachowała się też stara brama do doków.

Wystawa w Maritime Museum
Wystawa w Maritime Museum

Muzeum niewolnictwa i muzeum morskie mieszczą się w tym samym budynku. Można je zwiedzać razem i są bezpłatne (należą do państwa). Muzeum morskie ma jedno piętro poświęcone w dużej mierze „Titanicowi”, który formalnie należał do firmy z Liverpoolu (White Star Line), choć wybudowano go w Belfaście. Jest więc „Titanic”, jest „Lusitania”, trochę o marynarce wojennej i współczesnej. Nawet jak się porówna to z muzeami w Portsmouth czy Amsterdamie, to liverpoolskie jest bardzo ciekawe. Między innymi dlatego, że dużo miejsca poświęcono transatlantykom i temu, co faktycznie wyróżniało port w Liverpoolu. Ilość i dobór prezentowanych materiałów również robi wrażenie. Całość jest oczywiście po angielsku.

Ratusz w Liverpoolu
Ratusz w Liverpoolu

Muzeum niewolnictwa

Muzeum niewolnictwa jest niestety bardzo polityczne i poprawne według aktualnych trendów. Nie próbuje ukazać zjawiska, nawet nie wspomina o starożytnym niewolnictwie (a to przecież z czasów Wikingów i Rzymian pochodzi angielskie słowo niewolnik – od słowa Słowianin). Wszystko ogranicza się do niewolnictwa czarnoskórych, a to i tak jedynie do tego, by wskazać, że mieli swoją kulturę i cierpieli. Do tego dochodzi przede wszystkim współczesne postrzeganie ograniczone do zachodniego widzenia (choćby włączanie wystawy o ruchu Black Lives Matter). Próbuje grać na emocjach, ale robi to słabo, zaś jeśli chodzi o wiedzę na temat zjawiska, jest bardzo powierzchowne i w wielu miejscach są przemilczenia, co niestety ociera się wręcz o żenadę. Temat cierpienia jest skomplikowany, można iść w emocje, jak to ma miejsce w Yad Vashem w Jerozolimie przy okazji Holokaustu, ale tam mamy do czynienia z mistrzostwem, tu czymś wymuszonym. Rzetelności i wiedzy także tu próżno szukać. Muzeum niewolnictwa na Zanzibarze postawiło bardzo wysoko poprzeczkę w tym temacie, pomogło zrozumieć jak widziano wówczas niewolnictwo, jak to działało, pokazując różne odcienie. Przede wszystkim robiło kolosalne wrażenie i dawało sporo do myślenia. To w Liverpoolu bardziej wygląda na pokutę i kajanie się, przy jednoczesnym pominięciu istotnej roli miasta w handlu ludźmi. Szkoda czasu.

Wystawa w International Slavery Museum
Wystawa w International Slavery Museum

Liverpool: Pier Head

Na północ od królewskich doków znajduje się Pier Head. To znów przystań przy rzece Mersey (tu też jest wspomniany pomnik Beatlesów), ale najbardziej charakterystycznym punktem są trzy budynki, tak zwane The Three Graces, czyli Trzy Gracje. Są to Royal Liver Building (1908 – 1911), Cunard Building (1914 – 1916, należy do zarządu Cunard Line) i Port of Liverpool Building (1903 – 1907).  Najbardziej charakterystyczny zarazem największy jest ten pierwszy i Ma dwie wieże zegarowe, na których znajdują się figury ptaków Liver (Liver bird). To mityczne stworzenia, które trochę przypominają kormorany, są też symbolem miasta. Na przystani znajduje się także muzeum miasta Liverpool oraz pomnik upamiętniający oficerów „Titanica”. Budynek Cunard pojawia się w serialu Netflixa „The Crown”.

Royal Liver Building, Liverpool
Royal Liver Building, Liverpool

Liverpool: Stanley Docks

Doki i dawne stocznie ciągną się w Liverpoolu dość daleko i dzielą na wiele mniejszych. Na północy, trochę dalej od centrum, znajdują się Stanley Docks. Otworzono je w 1848 roku, projekt bazował w dużej mierze na rozwiązaniach z Albert Docks. Znajdowały się tu też spore magazyny. Sama przystań nie jest ulokowana tuż przy brzegu rzeki Mersey, a bardziej w głąb lądu. Gorzej jest z ich obecnym wykorzystaniem, w dużej części to wciąż porzucony teren, który wymaga inwestycji. W samym centrum Stanley Dock znajduje się hotel Titanic, który oczywiście nawiązuje do liniowca. Jest tam restauracja i właściwie tyle. Stanley Docks pojawia się w filmie „Captain America: Pierwsze starcie” (2011) Joe Johnstona ze świata MCU, scenę z filmu dość łatwo odnaleźć z hotelowej restauracji. Trudniej odnaleźć kadry z innego filmu – „Sherlock Holmes” (2009) Guya Ritchiego, tu doki grają okolice rzeźni.

Stanley Docks
Stanley Docks
„Captain America: Pierwsze starcie” i Stanley Dock w Liverpoolu
„Captain America: Pierwsze starcie” i Stanley Dock w Liverpoolu

Katedra anglikańska

Jedną z nowszych atrakcji Liverpoolu jest katedra anglikańska (Liverpool Cathedral). Zaczęto ją budować dopiero w 1904 roku, oddano do użytku w 1924, ale wieżę ukończono dopiero w roku 1978. Oryginalny projekt zmieniał się w czasie budowy, główny styl to neogotyk. Projekt stworzył sir Giles Gilbert Scott, którego budynki można znaleźć też w Cambridge czy Oxfordzie. Jemu też przypisuje się projekt charakterystycznej, czerwonej budki telefonicznej. Wracając jednak do świątyni, początkowo była ona bardziej inspirowana bazyliką św. Piotra w Watykanie, ale z czasem „zmniejszono rozmach”. Ostatecznie katedra ma powierzchnię ponad 9 tys. metrów kwadratowych. To największa świątynia w Wielkiej Brytanii i ósmy największy kościół na świecie. Wieża liczy 100.8 metrów wysokości, więc ustępuje tej z katedry w Salisbury. Zwiedzanie katedry jest darmowe, dozwolone oczywiście poza godzinami nabożeństw. Dodatkowo płatne jest tylko wejście na wieżę, która jest punktem widokowym. Warto zwrócić uwagę, że wewnątrz świątyni działa kawiarnia i restauracja.

Wnętrza katedry w Liverpoolu
Wnętrza katedry w Liverpoolu

Katedra katolicka

Również katedra katolicka jest stosunkowo nowa. Archikatedra Chrystusa Króla (Liverpool Metropolitan Cathedral of Christ the King) powstała w latach 1962 – 1967, choć był to wówczas kolejny, zmodernizowany projekt. Pierwotny wykonywano w latach 30. XX wieku, ukończono wówczas krypty. Nowy to budowla postmodernistyczna, ale też zaprojektowana w duchu Soboru Watykańskiego II. Tak więc trochę przypomina ona choćby katedrę w Brasilii. Katedrę można zwiedzać, ale poza nabożeństwami.

Archikatedra Chrystusa Króla (Liverpool)
Archikatedra Chrystusa Króla (Liverpool)

Kościół św. Łukasza

Pewną ciekawostką jest kościół św. Łukasza (St Luke’s Church lub bombed-out church). Budowla powstawała w latach 1811 – 1832, ale ucierpiała podczas intensywnych niemieckich bombardowań Liverpoolu w 1941 roku. Pozostały po nim właściwie jedynie mury, bez dachu. Uznano, że nie będzie odbudowy tego kościoła, stał się on pamiątką zniszczeń z czasów bombardowań (ucierpiało wówczas zdecydowanie więcej budynków). Dziś pełni bardziej rolę kulturalną. Można go obejrzeć z zewnątrz, ale także wejść do środka (za opłatą). Tam znajduje się kilka wystaw o lokalnych zwierzętach, jednak przede wszystkim robi on wrażenie z powodu ruiny, jaka się ostała. Jest wpisany na listę dziedzictwa brytyjskiego.

Kościół św. Łukasza (zbombardowany)
Kościół św. Łukasza (zbombardowany)

Kościół żeglarzy

Kilka świątyń jest także przy Princess Rd, choćby synagoga, a także prawosławny kościół św. Mikołaja. Przy dokach znajduje się anglikański kościół Naszej Pani i św. Mikołaja, który jest dobrym przykładem trochę starszej architektury sakralnej. Faktem jest, że obecna budowla powstała dopiero w 1952 roku, poprzedni kościół został zniszczony w czasie wojny. Niemniej jednak starano się zachować klasyczny styl, choć projekt uwzględniał mnóstwo zmian i nowych założeń. Wieża przetrwała wojnę, pochodzi z 1811 roku. Przez 55 lat kościół był najwyższym budynkiem w mieście. Nazywa się go czasem kościołem żeglarzy.

Katedra z zewnątrz
Katedra z zewnątrz

Centrum Liverpoolu

W centrum znajduje się kilka budynków, na które warto zwrócić uwagę. Choćby centrum sztuki Bluecoat (w Ropewalks). Zbudowane w stylu królowej Anny, dziś przede wszystkim przyciąga imprezami kulturalnymi, to muzeum sztuki. Główne arterie centrum to Water Street, Castle Street oraz Dale Street.

Walker Art Gallery, Liverpool
Walker Art Gallery, Liverpool

W ramach Cultural Quarter zlokalizowanych jest kilka galerii i muzeów, takich  jak World Museum, Walker Art Gallery, ale też County Sessions House, biblioteka Central Library, czy teatr Liverpool Empire Theatre. Trochę dalej jest dworzec i Victoria Gallery & Museum. Jednak najważniejszy i najbardziej monumentalny z nich to St. George’s Hall. Ten neoklasyczny budynek otworzono do użytku w 1854 roku, znajduje się tu sąd, kawiarnia i sala koncertowa. Nie zawsze jednak można wejść do środka. Historyk architektury, Nikolas Pevsner określił go mianem jednego z najlepszych przykładów architektury neo-greckiej. To także kolejny budynek w Liverpoolu z listy brytyjskiego dziedzictwa narodowego. Powstawał tu między innymi „Batman” (2022) Matta Reevesa (gra wejście do ratusza w Gotham), „W imię ojca” (1993) Jima Sheridiana, ale też „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” (2016) Davida Yatesa, „Tolkien” (2019) Dome’a Karukoskiego czy „Brudna gra” (2019) Gavina Hooda.

St. George’s Hall, Liverpool
St. George’s Hall, Liverpool
„Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”, to St. George Hall w Liverpoolu udaje ratusz w Nowym Jorku
„Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”, to St. George Hall w Liverpoolu udaje ratusz w Nowym Jorku

Ratusz

Ratusz Liverpoolu (Liverpool Town Hall) powstał w 1754 roku, choć oczywiście przebudowano go (w 1802). Uchodzi za jeden z najlepszych przykładów architektury ratuszowej XVIII wiecznej Anglii, tym samym jest też wpisany na listę zabytków. Oczywiście nie jest to pierwszy ratusz miasta. Przed nim znajduje się pomnik admirała Nelsona. Niestety w weekend raczej nie dało się wejść do środka, była tam jakaś zamknięta impreza. Nagrywano tu „Rydwany ognia” (1981) Hugh Hudsona (wnętrza i taniec książęcy), „Polowanie na Czerwony Październik” (1990) Johna McTiermana i „Jack Ryan: Teoria chaosu” (2014) Kennetha Branagh (w obu filmach z Ryanem okolice udawały Moskwę). Wnętrza zaś widać choćby w „Tolkienie”. W pobliżu ratusza znajduje się też budynek Oriel Chambers. Zbudowany w 1864 roku, zaprojektowany przez Petera Ellisa, był pierwszym na świecie biurowcem łączącym metal i szkło w fasadzie. Inspirowało to późniejsze drapacze chmur, aż do dziś.

Zbombardowany kościół św. Łukasza
Zbombardowany kościół św. Łukasza

Liverpool: Chinatown

Charakterystycznym fragmentem Liverpoolu jest Chinatown. To właśnie w tym mieście znajduje się najstarsza chińska wspólnota mniejszościowa w Anglii. Wchodzi się tu przez bramę stylizowaną na chińską, która miała upamiętniać połączenie morskie z Szanghajem. Jest to największa chińska brama poza Chinami. Widać też jak skomponowały się chińskie wpływy z brytyjską architekturą. Jest tu kilka restauracji z kuchnią azjatycką. Dziś bardziej to ciekawostka dla turystów.

Wejście do Chinatown
Wejście do Chinatown

Tunele Williamsona

Szczególnym miejscem, jeśli chodzi o Liverpool, są tunele Williamsona. To dość unikalne miejsce, natomiast nie chodzi tutaj wcale o wygląd, a raczej historię. Williamson był ekscentrycznym przedsiębiorcą, który zatrudniał ludzi, by budowali tunele. Nie wiadomo po co, nie było żadnego planu, dokumentacji, ani dzienników. Kopali, umacniali je cegłami, a jak skończyli, to kopali kolejny obok lub poniżej, albo jeszcze niżej. Niektórzy przypuszczają, że w ten sposób Williamson dawał pracę bezrobotnym byłym żołnierzom. Inni, że było to raczej nietypowe hobby. Po jego śmierci tunele nie były nikomu potrzebne, więc stały się naturalnym zsypem. Dziś grupa zapaleńców zajmuje się po pierwsze odnalezieniem ich, po drugie udostępnieniem dla zwiedzających. Można zobaczyć niewielki kawałek i posłuchać historii, przede wszystkim Josepha Williamsona, zwanego też królem wzgórza Edge.

Tunele Williamsona
Tunele Williamsona

Wejście jest płatne i z przewodnikiem. W teorii wycieczki zaczynają się co pół godziny, zazwyczaj jednak nie ma tylu chętnych i zainteresowania, więc jak ktoś przyjdzie, to zaczyna się wycieczka. Same tunele powstały w latach 10. – 40. XIX wieku. W tunelach są poukrywane zabawkowe krety, które mogą wypatrywać dzieci. Joseph Williamson był ze względu na zamiłowanie do kopania nazywany kretem właśnie. Natomiast mają one też serialową historię. Choć nie kręcono tu zdjęć, to jednak tunele pojawiają się w serialu „Doctor Who“. Według fabuły serialu powstały po to, by móc przetrwać apokalipsę.

Royal Liver Building
Royal Liver Building

Liverpool: Tereny rekreacyjne

Warto dodać, że nie są to jedyne tunele w mieście. Mając więcej czasu można wybrać się na wycieczkę Mersey Tunnels Tours, bardziej techniczną, mniej ekstrawagancką. Natomiast tunele samochodowe pod rzeką Mersey pojawiły się w filmie. Dokładnie Queensway Tunnel w „Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część 1” (2010) Davida Yatesa. Z kolei Birkenhead Tunnel pojawił się w „Szybcy i wściekli 6” (2013) Justina Lina.

Biblioteka Centralna w Liverpoolu
Biblioteka Centralna w Liverpoolu

W samym centrum brakuje terenów zielonych. Znajdują się one na obrzeżach. Mając więcej czasu można zobaczyć Sudley House, czyli wiktoriański dom-muzeum. Dzieci powinny być zadowolone z centrum Yellow Sub. Fani piłki nożnej kojarzą miasto z klubu Liverpool F.C. i stadion – Anfield Stadium. Miasto słynie także ze swoich murali, można ich szukać w Baltic Triangle (dzielnica przemysłowa), ale nie tylko. No i przede wszystkim jest sporo różnych nawiązań do The Bealtes. Warto też wspomnieć o wieży radiowej – Radio Tower, która znajduje się w samym centrum i jest dobrym punktem widokowym na miasto.

Victoria Gallery & Museum, Liverpool
Victoria Gallery & Museum

Inne filmy nagrywane w Liverpoolu

O filmach już wspominaliśmy przy charakterystycznych miejscach, ale to nie wszystkie lokacje Liverpoolu. W filmie „Boska Florence” (2016) Stephena Fearsa Liverpool udaje miasto Florence Foster Jenkins, czyli Nowy Jork. Wiele miejsc zagrało w serialu „Peaky Blinders”, także wymienionych wcześniej jak – Stanley Docks. Inne miejsce to Toxteth,  ulica Faulker. Udawała ona także Londyn w serialu „Detektyw Foyle”. W Liverpoolu kręcono też kilka odcinków serialu „Miasto równoległe”. Kilka miejsc związanych z Beatlesami – jak Penny Lane i miejsce po Strawberry Fields – pojawia się w filmie „Yesterday” (2019) Danny’ego Boyle’a. Liverpool można też zobaczyć w „Creed: Narodziny legendy” (2015) Ryana Cooglera.

Liverpool to sporo knajpek i życia nocnego
Liverpool to sporo knajpek i życia nocnego

Liverpool – dojazd z lotniska i zwiedzanie

Lotnisko Liverpool (wspomniane już zresztą) obsługuje lowcosty, z Polski można tu dolecieć Wizzairem czy Ryanairem. Jest ono dość dobrze skomunikowane autobusami z centrum miasta, poza dedykowanym lotniskowym busem, wiele linii dojeżdża w okolice centrum handlowego Liverpool One. Bez problemu można też połączyć Liverpool z Manchesterem i skorzystać z tamtego lotniska. Wyjazd weekendowy jest dość dobrym rozwiązaniem, powinien wystarczyć, by obejść centrum miasta i zobaczyć część muzeów.

Jeśli podobał Ci się ten wpis, śledź nas na Facebooku.

Szlak brytyjski
Liverpool?
Szlak filmowy
Liverpool

San Marino, zwiedzanie państwa-miasta

San Marino to jedno z najmniejszych państw w Europie, enklawa wewnątrz Włoch. Powierzchnia stolicy to zaledwie trochę ponad 7 km², a cały kraj jakieś 60 km². Dziś miasto-państwo przyciąga turystów, tak bezcłowymi towarami jak i intrygującymi zabytkami oraz średniowiecznym klimatem.

Zabytkowa zabudowa San Marino
Zabytkowa zabudowa San Marino

Historia San Marino

Historia tego małego państwa i jego stolicy są właściwie tożsame. Kiedyś, podobnie jak cały półwysep, ziemie te podbili Rzymianie. Ale niewiele się tu działo. Aż do czasu, gdy prześladowano chrześcijan. Wówczas to święty Maryn w 301 roku uciekł z Rimini i osiadł na górze Titano (Monte Titano, 739 m n.p.m), zakładając tu swoją pustelnię. Właśnie ten okres uznaje się za legendarne założenie San Marino, które zostało zbudowane wokół jego dawnej pustelni.

Jedna z wielu bram
Jedna z wielu bram

Chrześcijanie zbudowali tu miniaturową republikę. Z tego faktu mieszkańcy tego miasta-państwa są nad wyraz dumni, bowiem utrzymują, że to najdłużej istniejąca republika na świecie. W tym akurat jest część prawdy, bowiem istniała ona także w średniowieczu, ale szybko stała się lennem okolicznych księstw. Na krótko usamodzielniła się w XII wieku – wówczas już miała wykształcony system republikański – i na nowo uzależniła od księstwa Urbino w XIII wieku. Niemniej jednak oficjalnie od 301 roku państewko to najstarsza, wciąż istniejąca republika.

Centrum San Marino ma spójny, jednorodny klimat
Centrum San Marino ma spójny, jednorodny klimat

Tu warto pamiętać, że Włochy w tamtym okresie były podzielone na małe państewka, to pozwoliło przetrwać ten czas San Marino, które było jednym z wielu państw-miast. Trzykrotnie próbowano je podbić, natomiast samo państwo nigdy nie rozszerzało się zbrojnie. Zawsze wykupywało okoliczne ziemie.

Średniowieczna architektura miesza się z późniejszymi wpływami
Średniowieczna architektura miesza się z późniejszymi wpływami

W 1600 roku San Marino ogłosiło swoją konstytucję i od tego momentu dążyło do niezależności i uzyskania pełnej niepodległości. Jego niezależność potwierdzono w czasach napoleońskich, a następnie podczas kongresu wiedeńskiego w 1815 roku. W czasie II wojny światowej zostało zajęte przez Niemcy, natomiast Polacy pomogli je wyzwolić.

San Marino też nie weszło w skład zjednoczonych Włoch, choć związało się z nimi jeszcze w XIX wieku uniami pocztową czy monetarną, a także graniczną. Później te traktaty odnowiono. Tym samym San Marino jest częściowo w Unii Europejskiej. Nie jest pełnoprawnym członkiem, ale ze względu na unię z Włochami jest z nią mocno powiązane politycznie i gospodarczo.

Pierwsza wieża to całkiem spory zamek
Pierwsza wieża to całkiem spory zamek

San Marino i turystyka

Dziś San Marino wykorzystuje dobrze tę pozycję. Przede wszystkim dzięki niższym podatkom. Może nie jest rajem podatkowym, ale bez wątpienia działa trochę jak jedna wielka strefa wolnocłowa. Więc poza turystami przyjeżdżającymi zwiedzać tutejsze zabytki, przybywa tu wielu Włochów (i nie tylko) na zakupy. Alkohol, papierosy i wiele innych rzeczy jest tu tańszych niż na reszcie półwyspu. Centrum zaś jest zmienione w jeden wielki pasaż handlowy. Plusem tej sytuacji jest to, że nie ma tu szyldów i innych agresywnych reklam. Dzięki temu miasto zachowało swój charakter. Choć bywa tu tłoczno.

Zwiedzanie San Marino powinno zająć około pół dnia. Nawet z większością muzeów nie zabierze to dużo więcej czasu. Jeśli przybywa się tu samochodem, trzeba znaleźć miejsce parkingowe. Ruch w mieście jest ograniczony. Przy wjeździe znajdują się całkiem spore parkingi i tam należy szukać miejsca. Potem trzeba wejść na górę, gdzie znajduje się stare miasto. Obecnie to zadanie jest ułatwione i można skorzystać z kolejki linowej i wjechać od parkingów do centrum. Jeśli przyjeżdża się autobusem (o tym niżej), korzystają one z parkingów już praktycznie przy starym centrum, więc tu kolejki nie ma, a dojście do zabytków nie jest zbyt długie.

Zadbano o to, by sklepy i restauracje nie miały zbyt rzucających się w oczy szyldów
Zadbano o to, by sklepy i restauracje nie miały zbyt rzucających się w oczy szyldów

Klimatyczne centrum

W San Marino pomijając zabytki, zwiedza się przede wszystkim miasto, ukształtowane przez średniowieczną zabudowę. Jest ono bardzo klimatyczne i niewiele się zmieniło. We Włoszech chyba jedynie ustępuje Sienie. Spacer uliczkami, czy nawet wzdłuż murów to jednak tylko część atrakcji. Większość głównych jest dziś muzeami i wejścia są biletowane. Można kupić zarówno wejście do jednego miejsca, lub bardziej opłacające się rozwiązania jak Combined pass (dwa wejścia) lub Multi-Museum Pass, który właściwie pokrywa wszelkie atrakcje. Jest on ważny przez dziesięć dni od pierwszego wejścia, ale bez najmniejszych problemów wszystko jest do zobaczenia w jeden dzień. Oprócz tych muzeów są jeszcze mniejsze, takie jak muzeum tortur, jednak to nie są atrakcje typowe dla San Marino. Można je zobaczyć w wielu miejscach.

Wnętrza bazyliki
Wnętrza bazyliki

Pałac Publico

Pierwszym z miejsc do zobaczenia jest Palazzo Publico, czyli budynek rządowy pochodzący z 1894 roku, według projektu architekta Francesco Azzurri. Tu obraduje parlament San Marino. W sali obrad jest też piękny fresk autorstwa Emillio Retrosi’ego przedstawiający przybycie świętego Marina wraz ze świtą. Główny hol i salę obrad można zobaczyć, z wyjątkiem dni Obrad. Po drodze znajduje się mały telewizor, na którym wyświetlane są dokumenty o kraju i mieście. Budując to miejsce wzorowano się na Palazzo Vecchio z Florencji, ale skala jest mniejsza. W 1996 przebudowano pałac, tak by dostosować go do współczesnych wymogów.

Wnętrza pałacu Publico, San Marino
Wnętrza pałacu Publico, San Marino

Przed pałacem znajduje się plac Wolności (Piazza Della Libert à), wraz ze statuą Wolności. Ich własną, to nie jest kopia paryskiej, którą można oglądać w Tokio czy Nowym Jorku. Tu też można obserwować zmianę warty strażników, pilnujących wejścia do pałacu. Pałac ma też wieżę zegarową.

Plac Wolności i pałac Publiczny, San Marino
Plac Wolności i pałac Publiczny, San Marino

Bazylika w San Marino

Bazylika świętego Maryna powstała w 1836 roku. Z zewnątrz to styl neoklasyczny, niewiele się wyróżniający. Projekt stworzył Antonio Serra z Bolonii. Wzniesiono ją na ruinach wcześniejszego kościoła romańskiego pochodzącego z VII wieku. W XIX wieku stary kościół był w tragicznym stanie, dlatego zdecydowano zbudować nowy w jego miejsce. Wewnątrz bazylika zachwyca, przede wszystkim bielą, ale też dziełami Adamo Tadoliniego, które w delikatny sposób ją zdobią. W ołtarzu znajduje się urna z relikwiami świętego. Przed bazyliką rozpościera się niewielki plac oraz kaplica świętego Piotra. Tę oryginalnie wzniesiono w 600 roku, ale również podano modyfikacjom. Z tego samego roku pochodzi też dzwonnica.

Bazylika w San Marino
Bazylika w San Marino

Mury i wieże

Góra Titano ma trzy wierzchołki, na każdym z nich znajduje się osobna wieża, pośród murów San Marino. Wędrówka między nimi to dobre miejsce na spacer. Częściowo wychodzi się z miasta, jest tu więcej drzew, co sprawia, że w upalne dni nie idzie się tak po słońcu. Trasa również oferuje ciekawe widoki na okolicę.

Widok z murów San Marino
Widok z murów San Marino

Pierwsza wieża lub zamek (La Rocca o Guaita lub Prima Torre) pochodzi z XI wieku, choć oczywiście została zmodyfikowana w późniejszym okresie (główne zmiany były w XV wieku). Część pomieszczeń używano tu kiedyś jako więzienie. Jest tu także kapliczka poświęcona świętej Barbarze. Na teren wieży się wchodzi, można trochę pochodzić po murach i zajrzeć do części pomieszczeń. Wieżę zbudowano bez fundamentów, bezpośrednio na skale.

Pierwsza wieża
Pierwsza wieża

Druga wieża (Cesta, Seconda Torre, Falesia) znajduje się na najwyższym wierzchołku góry Titano. Stąd są najlepsze widoki na pozostałe wieże. Od lat 50. XX wieku znajduje się tu też muzeum broni (wstęp w ramach wstępu do wieży). Tu również można pochodzić tak po murach, zajrzeć do pomieszczeń, czy pokręcić się po dziedzińcu. Samą wieżę wzniesiono w XIII wieku. Wcześniej znajdował się tu rzymski fort.

Druga wieża
Druga wieża

Trzecia wieża (Montale) obecnie jest zamknięta dla turystów. Nie można do niej wejść. Była to tylko wieża obserwacyjna bez dodatkowych budynków. Podchodzi się pod nią i można obejrzeć widoki z okolicy. Wieżę wzniesiono w XIV wieku, również była używana jako więzienie.

Trzecia wieża
Trzecia wieża

Muzea San Marino

Do tego dochodzą muzea. Przede wszystkim Muzeum Państwowe (Palazzo Pergami), które zawiera różne pamiątki historyczne o świętym, Republice i inne elementy z Muzeum Archeologicznego. Galeria sztuki, czyli muzeum świętego Franciszka z freskami i obrazami. Jest jeszcze druga galeria – Narodowa Galeria, która posiada przeszło 1000 obiektów. Budynek jest względnie nowy, z lat 30. XX wieku. Można też wejść do muzeum znaczków i monet, które także ukazują historię San Marino.

Zabudowa San Marino jest bardzo klimatyczna
Zabudowa San Marino jest bardzo klimatyczna

Muzeum świętego Franciszka znajduje się w klasztorze przy kościele św. Franciszka. Ten pochodzi z 1361 roku. Niepozorny, ale sam w sobie jest atrakcją. Można też zajrzeć do kościoła św. Kwiryna. Ten z kolei pochodzi z roku 1550. Warto dodać, że wieże oraz stare miasto od 2008 roku znajdują się na liście UNESCO.

Ciekawe są też bramy miejskie. Przede wszystkim zachowały się cztery – świętego Franciszka (przed nią często stoi strażnik), Portanova, Murata Nouva i Fratta. Mury obronne ostały się tu całkiem nieźle. Chodząc można też natknąć się na takie zabudowania jak Cava dei Balestrieri, czyli grotę kuszników, czy okolice teatru Titano. Sam teatr powstał w 1750, ale był też modernizowany. Całkiem sporo tu punktów widokowych. Jest też plac Garibaldiego, choć on sam nie nalegał by włączyć San Marino do Włoch, to jednak tu ukrywali się jego bojownicy. Tym samym San Marino uczciło pamięć o nim.

A jak nie ma tłumów, San Marino jest przepiękne
A jak nie ma tłumów, San Marino jest przepiękne

Zwiedzanie San Marino

Dojazd do San Marino samochodem nie stanowi większego problemu, jest tu kilka parkingów o czym wspominaliśmy. Podobno parkometry wydają resztę z monetami Euro wybitymi w mieście-państwie, co stanowi pamiątkę dla turystów. Wykorzystując transport zbiorowy właściwie najłatwiej jest przyjechać tu z Rimini. Do San Marino nie dociera kolej. Natomiast regularnie kursują tu autokary z Rimini. Bilety można znaleźć na: www.benedettinispa.com bądź www.bonellibus.it. W sezonie lepiej kupić je wcześniej, można to zrobić także w biurze informacji turystycznej w Rimini.

Długo można błądzić po urokliwych uliczkach centrum
Długo można błądzić po urokliwych uliczkach centrum

San Marino jest urokliwe, a jeśli ktoś lubi średniowieczne klimaty (jak np. Talinn, Rodos), to z pewnością jest to państwo-miasto warte do odwiedzenia. Uradowani będą też ci, którzy lubią zakupy. W sezonie może być tłoczno, ale całość powinna być wynagradzająca.

Zabudowa San Marino
Zabudowa San Marino

Jeśli podobał Ci się ten wpis, śledź nas na Facebooku.

Szlak San Marino
San Marino

Chambord, najsłynniejszy zamek nad Loarą

Jednym z najbardziej znanych i popularnych zamków w francuskiej dolinie Loary jest zamek w Chambord (fr.  Château de Chambord). To również jedna z najchętniej odwiedzanych atrakcji w całym kraju i przykład rodzącego się renesansu z pewnymi elementami gotyku,  charakterystycznego dla tej okolicy.

Zamek w Chambord (Château de Chambord)
Zamek w Chambord (Château de Chambord)

Francuskie zamki nad Loarą

Często zamki w dolinie Loary określa się skrótowo jako zamki nad Loarą. Faktycznie są one jednak porozrzucane w pewnej odległości od rzeki, która liczy aż 1020 km długości i jest ich ponad 300. Chambord znajduje się jakieś 6 km od niej, położony jest nad rzeką Cosson będącej dopływem Loary. Zamki nad Loarą znajdują się na liście UNESCO pod wpisem zbiorczym, z powodu wyjątkowości krajobrazu kulturowego i architektonicznych zabytków, (czyli zamków). Wpis środkowej części Doliny Loary pochodzi z roku 2000, Chambord był wcześniej wpisany samodzielnie na listę w 1981 roku. Jest on najsłynniejszym z zamków nad Loarą i jedną z najbardziej rozpoznawalnych atrakcji turystycznych Francji.

Wewnętrzny dziedziniec zamku
Wewnętrzny dziedziniec zamku

Historia zamku Chambord

Ziemie, na których znajduje się Chambord, należały od 1392 do rodu d’Orelans, wcześniej właścicielami byli hrabiowie Blois. Tereny te były przeważnie porośnięte przez las i idealnie nadawały się do polowań. Wraz z przejęciem tronu francuskiego przez księcia orleańskiego, późniejszego Ludwika XII, okolica stała się częścią włości korony francuskiej. W 1516 roku Franciszek I Walezjusz postanowił wybudować tu sobie rezydencję myśliwską. Miała ona przypominać zamek obronny, ale jednocześnie nawiązywać do włoskiego renesansu. Król właśnie wrócił z Włoch, gdzie podbijał księstwo Mediolanu, tam zaś włoski renesans bardzo mu się spodobał. Wraz z królem przybył do Francji Leonardo da Vicni. Zamieszkał on wówczas w zamku Clos Lucé w Amboise.

Bardzo charakterystyczna klatka schodowa
Bardzo charakterystyczna klatka schodowa

W miejscu, gdzie obecnie znajduje się zamek, wcześniej znajdowała się warownia. Akt erekcyjny wydano w 1519 roku, ale właściwe pracę budowlane rozpoczęły się w 1526 roku. Wynikało to także z tego, że po wojnie z Hiszpanią, Franciszek I został uwięziony w Madrycie. Prace zastopowano, trzeba było najpierw zapłacić okup. W 1526 roku zmieniła się też ekipa zarządcza której przewodził Charles de Chauvigny i trochę projekt. Budowało go ponad 1800 robotników. Zamek oddano do użytku, ale rozrastał się, więc ostatecznie budowę zakończono po śmierci króla. Franciszek I podobno spędził w Chambord zaledwie siedemdziesiąt dwa  dni. Więcej czasu spędzał albo na polowaniach albo w Blois. Zbudowanie zamku było dość kosztowne, tym samym król tym kaprysem chciał podkreślić swoją majętność.

Dekoracja zamku Chambord
Dekoracja zamku Chambord

Rozbudowa zamku i polskie powiązanie

Kolejni właściciele – Henryk II,  Ludwik XIII i Gaston Orleański kontynuowali rozbudowę. W 1684 roku, Ludwik XIV zlecił przebudowę zamku, która nadała mu ostateczny kształt i zakończyła rozbudowy. Nowo dobudowane fragmenty były inspirowane Wersalem. Z ciekawostek warto dodać, że tutaj w 1670 roku Ludwik XIV oglądał przedstawienie sztuki trupy Moliera – „Mieszczanin szlachcicem”. W latach 1725 – 1733 mieszkał tu król Polski Stanisław Leszczyński. Leszczyński był królem dwukrotnie, w obu przypadkach utracił tron. W Chambord mieszkał do czasu swojej drugiej elekcji. Przez pewien czas właścicielem zamku był też polski szlachcic – Maurycy Saski. Po śmierci tego ostatniego zrobiono spis mebli i dekoracji, dokument ten, wraz z podobnym spisem z czasów rewolucji francuskiej służy do dziś jako ważna wskazówka przy dekorowaniu komnat.

Kuchnia zamkowa
Kuchnia zamkowa

Problemy zamku zaczęły się wraz z rewolucją francuską. Rząd rewolucyjny kazał sprzedać wszystkie meble, zamek częściowo został ograbiony. Dopiero za czasu Napoleona, a potem Karola X podjęto próby pewnej restauracji, acz bez większych skutków. W czasie wojny francusko-pruskiej (1870 – 1871) był tu szpital polowy. W końcu stał się własnością książąt Parmy. Ci próbowali go odbudować, ale plany ostatecznie pokrzyżowała I wojna światowa. Wówczas nieruchomość znacjonalizowano jako należącą do wrogów. Po wojnie toczyły się procesy sądowe, książęta Parmy chcieli odzyskać zamek, ale ten ostatecznie stał się własnością rządu Francji w latach 30. XX wieku. Podczas II wojny światowej ewakuowano część eksponatów z paryskiego Luwru (w tym Mona Lisę czy Wenus z Milo) i przechowywano właśnie w Chambord. Prawdziwa restauracja rozpoczęła się dopiero po II wojnie światowej. W 2016 roku powódź uszkodziła okolicę, ale zamek pozostał nietknięty.

Fasada zamku
Fasada zamku

Inne atrakcje

Chambord obecnie jest atrakcją turystyczną rocznie odwiedzaną nawet przez 700 tys. ludzi, a niektóre źródła mówią nawet o milionie. Jest też jednym z najbardziej znanych przykładów architektury francuskiej. Wizerunek zamku zdobił różne towary – alkohol (wina nadal są dostępne w sklepiku zamkowym), czekoladę, porcelanę czy inne rzeczy, o pamiątkach turystycznych nawet nie ma co wspominać. Sama nazwa zamku to marka rozpoznawalna także poza granicami. Jedna z odmian róży portlandzkiej wyhodowanej we Francji w XIX wieku nosi nazwę: Comte de Chambord. Zamek inspirował także budynki poza granicami Francji jak Fettes College w Edynburgu czy niemiecki zamek Schwerin.

Gobeliny na ścianach
Gobeliny na ścianach

Jeszcze większą popularnością cieszą się ogrody zamkowe, do których wstęp jest wolny (z wyjątkiem fragmentu przy samym zamku). Z jednej strony to idealne miejsce piknikowe, z drugiej okazjonalnie odbywają się tu inne imprezy, jak choćby targowiska. Najłatwiej do zamku dotrzeć samochodem. Jest tu całkiem spory parking, ale, gdy odbywają się tu targ i po drugiej stronie ulicy jako parking wykorzystuje się pole. Obsługa wówczas kieruje nas w miejsce, gdzie należy parkować. To naprawdę olbrzymi teren parkingowy i dojście do zamku trochę trwa. Znajduje się tu też strefa z knajpkami z jedzeniem.

Jedna z zachowanych komnat w zamku Chambord
Jedna z zachowanych komnat w zamku Chambord

Zwiedzanie zamku Chambord nad Loarą

Parkowanie jest darmowe, zaś wejście do samego zamku płatne. Z powodu nałożenia się na targowisko, odpuściliśmy sobie większość terenów wokół zamku. Samo zwiedzanie obiektu (z dojściem do parkingu i kościołem) zamknęło się w trzech godzinach. Zwiedzanie często łączy się z pobliskim zamkiem Cheverny. Oba często znajdują się w ofertach wycieczek nad Loarę, zaś wśród możliwych atrakcji jest także lot balonem po okolicy.

Salamandra, jako symbol królewski jest częstym motywem ozdobnym
Salamandra, jako symbol królewski jest częstym motywem ozdobnym

Architektura zamku Chambord i jej znaczenie

Architektura zamku w Chambord to jedno z największych osiągnięć francuskiego renesansu i jedna z największych budowli tego okresu. Sama fasada ma długość 128 metrów. Zamek ma 8 wież, 440 komnat, 84 klatki schodowe, 365 kominków i 800 rzeźbionych kapiteli. Pierwszym architektem był Włoch Domenico da Cortona, ale swój wkład miał tu także Leonardo da Vinci i zapewnie inni twórcy. W przypadku da Vinciego wpływ jest niewielki, bowiem wkrótce po rozpoczęciu budowy zmarł. Natomiast jemu przypisuje się projekt klatki schodowej w centrum budowli. Ma 274 stopnie, a schody są zbudowane w podwójnej spirali i uchodzi za jedną z największych atrakcji Chambord. Nazwanie tego miejsca zamkiem ma swoje podstawy. Bazowano na formie średniowiecznej twierdzy, ale warto przypomnieć o warowni, która znajdowała się wcześniej w tym miejscu. Całość wznosi się na planie prostokąta, w którego centralnym punkcie znajduje się donżon. Do tego dochodzą wieże. Niemniej jednak, Chambord nigdy nie miał pełnić roli obronnej. Zamek wznosi się na wysokość aż 56-ciu metrów i jest największym obiektem architektonicznym doliny Loary.

Sypialnia zamkowa
Sypialnia zamkowa

W zamku znajdowały się apartamenty królewskie, powstała także kaplica (acz nie było jej w planach z czasów Franciszka I). Chambord zwiedza się bardziej dla architektury, wnętrza dziś nie zachowały się w najlepszym stanie. Wiele rzeczy rozkradziono. Część komnat, czy kaplica faktycznie udekorowano jak najwierniej się dało, by odtworzyć epokę, ale w wielu miejscach eksponatów nie ma. Może z tego powodu wystawia się tutaj także sztukę nowoczesną. Komnaty na nowo aranżowano w 2019 z okazji 500-lecia historii zamku, odpowiadał za to Jacques Garcia.

Wieżyczki na dachu
Wieżyczki na dachu

Komnaty są dziś dość różnorodne. Mamy salę audiowizualną, pokój z bryczkami, salę Burbonów, kuchnię, sypialnie, pokoje gościnne, teatr, apartamenty królewskie czy galerię trofeów. Warto zwrócić uwagę także na zdobienia, choćby kasetony. Jest tu wiele dekoracji architektonicznych czy rzeźb, zaś salamandra, będąca symbolem króla Francji, w zamku przewija się podobno z 700 razy. Nie wszystkie komnaty dekorowano zgodnie z duchem epoki, część ma zastosowanie wystawiennicze, muzealne, gdzie wystawiono różne przedmioty z epoki (niekoniecznie u będące pierwotnie na wyposażeniu danego pomieszczenia) i gablotki oraz luźno powiązane dzieła sztuki współczesnej. Część pomieszczeń jednak pozostaje pusta. Mówi się, że to celowe, by nie odciągać uwagi od architektury (tak zwana zasada „historycznej pustki”). Ma to jednak pewne wyjaśnienie historyczne. Za czasów królewskich był to zamek myśliwski, umeblowanie w sporej części przyjeżdżało wraz z dworem, gdy króla tu nie było, nie było potrzebne.

Chambord, jeden z zamków nad Loarą
Chambord, jeden z zamków nad Loarą

Widok z dachu

Na górze, przy donżonie znajduje się też taras, z którego można podziwiać okolicę zamku, jak również architekturę. Pięknie zdobiona jest też latarnia. Franciszek I porównywał dach zamku pełen wieżyczek i kominów do widoku Stambułu z oddali, wraz z jego minaretami. Wrażenie robi niewielki, przypałacowy ogród francuski. Charakterystyczne cięcia roślin z takiej perspektywy wyglądają dość ciekawie, zdecydowanie lepiej niż oglądane z dołu. Sam ogród, choć zaplanowany jeszcze w czasach Ludwika XIV, został zrealizowany, gdy w zamku mieszkał Stanisław Leszczyński. Wykonano wówczas kanały łączące go z rzeką Cosson. Obecne nasadzenia pochodzą z lat 2016 – 2017, gdy ogród przechodził gruntowną restaurację.

Ogród widziany z dachu zamku Chambord
Ogród widziany z dachu zamku Chambord

Dalej znajdują się winnice Chambord. W sklepiku można kupić zamkowe wino i likier, który jest popularny także u nas. W 2019 roku utworzono też ogród warzywny (tam jednak nie dotarliśmy z powodu imprezy wokół zamku). Zewnętrzny park jest ogrodzony. To największy zamknięty park w Europie i jednocześnie największy park leśny na świecie, ma powierzchnię 5440 hektarów, czyli więcej niż wewnętrzny Paryż. Mur wokół parku ma długość 32 kilometry. Park obecnie jest rezerwatem łowieckim dla celów turystycznych udostępniona jest jedynie niewielka jego część. Przy zamku stoi niewielki, acz uroczy kościół św. Ludwika. Zaś w strefie z jedzeniem mieści się także hotel. Na zamku nie można nocować, ale wokół niego już jak najbardziej. Wieczorami w lecie są czasem organizowane pokazy świateł.

Zamek Chambord w pełnej okazałości
Zamek Chambord w pełnej okazałości

Chambord i kino

Chambord ma też swoją filmową historię, dość bajkową. Nagrywano tu film „Księżniczka w oślej skórze” (1970) Jacquesa Demy’ego z Catherine Deneuve (film miał u nas też tytuł „Królewna w oślej skórze”). Był jednym z kilku zamków wykorzystanych w tej produkcji. Natomiast w disneyowskiej animacji „Kopciuszek” (1950) był bezpośrednią inspiracją zamku księcia. Za to zamek gra sam siebie, a istotnym elementem sceny jest jego zwiedzanie w francuskim filmie „A oni dalej grzeszą, dobry Boże!” (2021) Phillipe de Chauverona. Gdy zwiedzaliśmy zamek, niestety częściowo był on w remoncie. Olbrzymia ilość ludzi również utrudnia odbiór, szczęśliwie dla nas przybyli tu ze względu na targowisko, wewnątrz zamku było zdecydowanie lepiej. Warto dodać, że podobno mają tu także polskojęzyczne broszury, co jest raczej normą w głównych zamkach nad Loarą. Podczas naszej wizyty jednak ich zabrakło.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak francuski
ChambordChantilly