Archiwa tagu: lej krasowy

Cennet-Cehennem (Niebo i Piekło), jaskinia Astmy i zamek Kızkalesi

W prowincji Mersin, starożytnej Cylicji niedaleko Silifke znajduje się Niebo i Piekło (tur. Cennet ve Cehennem lub Cennet-Cehennem). To dwa położone tuż obok siebie leje krasowe, zlokalizowane w górach Taurus. Nazwy są mitologiczne, w pobliżu zaś znajduje się jeszcze jedna atrakcja, jaskinia zwana Astmą oraz zamek na morzu.

Lej Raj/Niebo (Cennet-Cehennem)
Lej Raj/Niebo (Cennet-Cehennem)

Pochodzenie nazwy Cennet-Cehennem (Niebo-Piekło)

Nazwa lejów ma związek z mitem o walce Zeusa ze smokopodobnym monstrum Tyfonem, którego Zeus tymczasowo uwięził w Piekle, zanim zawalił go Etną. Oczywiście później doszło do tego chrześcijańskie znaczenie tych miejsc.

Kompleks lejów Niebo i Piekło (Cennet-Cehennem)
Kompleks lejów Niebo i Piekło (Cennet-Cehennem)

Leje Cennet-Cehennem

Piekło to lej o głębokości 128 metrów, nie jest on jednak udostępniony do zwiedzania. Znaczy do takiego, żeby zejść, bo ogląda się go z góry z pomostów, których część jest przeszklona. Doszły do tego też elementy mitologiczne. Strumień, który znajduje się wewnątrz zapadliska, według podań jest dopływem rzeki Styks. Zaś gdzieś tam na dole znajduje się wejście do podziemnej krainy.

Piekło ogląda się jedynie z góry
Piekło ogląda się jedynie z góry

Zapadlisko „Niebo” (lub czasem też „Raj”) jest płytszy, liczy średnio 70 metrów. Do Nieba schodzi się liczącymi 300 stopni schodami wśród zielonych roślin, wysokiej temperatury i wilgotności. Czuć tutaj zaduch. Na dole jest ciekawiej: do pokonania mamy kolejne 150 stopni i wchodzimy do jaskini krasowej, w której jest przyjemny chłód. Można przejść tylko fragment ładnie oświetlonej jaskini, gdzie z góry zwisają stalaktyty.

Piekło i Niebo (Cennet-Cehennem)
Piekło i Niebo (Cennet-Cehennem)

Zwiedzanie Cennet-Cehennem

W tym przyjemnym miejscu można było fajnie odpocząć. Istotne jest to szczególnie w lecie, gdy zejście w wysokiej temperaturze mocno daje się we znaki. W jaskini jest zdecydowanie chłodniej, stąd nawet chodząc mamy chwilę wytchnienia. Na szczęście nie trzeba na szczyt wracać schodami: na górę zawozi nas winda.

Zejście do Nieba
Zejście do Nieba

Ormiańskie zabytki

Poza przyrodą jest tu jeszcze do zobaczenia chrześcijańska świątynia. To kolejna pozostałość dawnej Armenii w Turcji. Przed wejściem do jaskini Nieba znajdują się ruiny monastyru z V wieku poświęconego Dziewicy Maryi. Monastyr jest oczywiście ormiański. Z całej budowli ostały się tak naprawdę tylko ściany i nic więcej, ale zdecydowanie przykuwa uwagę. Kaplica była też meczetem (bardzo krótko w XIX wieku).

Pozostałość ormiańskiej świątyni (Cennet-Cehennem)
Pozostałość ormiańskiej świątyni

Ormianie zostali wypędzeni z Cylicji w 1915 roku, a większość śladów ich kultury tutaj zniszczono. Zostało zachowanych kilka zamków – przede wszystkim siedzibę królów ormiańskich w Kozanie – i ruin kościołów, jak ten w Niebie. Wypędzony Ormiański Kościół Cylicji kontynuuje działalność w Libanie.

Jaskinia Raj
Jaskinia Raj

„Niebo” i „Piekło” czyli Cennet i Cehennem to dość mocno turystyczna atrakcja. Oczywiście z okolicy Tarsu czy Adany można kupić wycieczki, które tu przyjeżdżają. Samodzielny dojazd samochodem także wchodzi w grę, zjazd jest dobrze oznaczony no i czeka nas tu spory parking. Bilety do Nieba i Piekła są łączone.

Wejście do Raju (Cennet-Cehennem)
Wejście do Raju

Zamek Kızkalesi

W bardzo bliskiej okolicy są jeszcze dwie inne atrakcje, na które warto zwrócić uwagę. Pierwsza z nich to zamek Panny, czyli Kızkalesi, który znajduje się na tureckim wybrzeżu Morza Śródziemnego. Jego historia jest podobna do historii zamku Mamure w Anamur. Zamek wybudowany został w okresie bizantyńskim, krótko po pierwszej wyprawie krzyżowej (XI wiek), na wyspie położonej około 400 metrów od wybrzeża. Rozbudowany w wiekach XII do XIV, gdy wraz z rejonem Cylicji należał do istniejącego wówczas Cylicyjskiego Królestwa Armenii (Mała Armenia). Wraz z końcem istnienia Małej Armenii, Ormianie dobrowolnie oddali zamek królowi Cypru w 1360 roku. Na krótko uchroniło to ich przed podbojami osmańskimi – Zamek Panny stał się twierdzą Imperium Osmańskiego w 1471 roku.

Raj jest dobrze oświetlony (Cennet-Cehennem)
Raj jest dobrze oświetlony

Dziś zamek przede wszystkim zachwyca położeniem. Znajduje się on bowiem na wodzie, na maleńkiej wyspie. Można go całkiem dobrze obserwować z brzegu lub wynająć łódkę, która nas do niego zawiezie. Jest stosunkowo niewielki, zwłaszcza w porównaniu do wspomnianego Mamure. Parking znajdziemy przy plaży. W tym wypadku może być to trochę problematyczne, gdyż nie ma dedykowanego i trzeba szukać miejsc.

Jaskinia Astmy
Jaskinia Astmy

Jaskinia Astmy

Druga atrakcja, na którą warto zwrócić uwagę, to Köşekbükü – czyli z tureckiego Jaskinia Astmy, znana też jako Asthma Cave. Znajduje się w Ovabaşı. Nad turecką riwierą w prowincji Mersin wznosi się łańcuch górski Taurus i Antytaurus. Są to góry w większej części zbudowane z wapieni, co stwarza warunki odpowiednie dla powstawania form krasowych. Należą do nich jaskinie z fantazyjnymi naciekami węglanu wapnia.

Jaskinia Astma
Jaskinia Astma

Zgodnie z lokalnymi podaniami, panujący w jaskini mikroklimat leczy astmę i tym podobne schorzenia. W środku Jaskinia Astmy jest dobrze i z pomysłem oświetlona oraz ma wyznaczone ścieżki, dzięki czemu można bezpiecznie i przyjemnie podziwiać stalaktyty, stalagmity, nacieki w formie przypominającej draperie i kalafiorowate narośla. Na pewno dobrze jest odpocząć od panujących na wybrzeżu temperatur i przede wszystkim wysokiej wilgotności. Tu, podobnie jak w Niebie, jest zdecydowanie chłodniej. Nawet zaleca się zabranie czegoś ciepłego. Zejście do jaskini jest po krętych schodach, dopiero pod ziemią można spokojnie rozprostować nogi. Jaskinia Köşekbükü (Asthma Cave) w Turcji znajduje się właściwie tuż przy Niebie i Piekle, tam też znajdziemy znaki na nią. Tu także jest spory parking, acz trzeba przyznać, że sama atrakcja nie jest już tak oblegana. Może to kwestia marketingu, bo Niebo i Piekło znajdują się na trasie wycieczek. Astma bywa już pomijana.

Jaskinia jest dobrze oświetlona
Jaskinia jest dobrze oświetlona
W jaskini Astmy jest sporo ciekawych formacji
W jaskini Astmy jest sporo ciekawych formacji

Jeśli podobał Ci się wpis, śledź nas na Facebooku.

Szlak turecki
Piekło i Niebo

Między Yiti a Sur, czyli omańskie wybrzeże

Ponieważ plaże najczęściej oglądamy, a nie wylegujemy się na nich, to całą część omańskiego wybrzeża od Maskatu do Sur mogliśmy spokojnie przejechać w jeden dzień, co najwyżej zatrzymując się tam na drobne postoje. O części z nich warto wspomnieć.

Zatoka Omańska, Yiti
Zatoka Omańska, Yiti

Yiti

Choćby plaża Yiti w pobliżu Maskatu. To wyjątkowo urokliwe miejsce. Wjeżdża się z gór, przez wąwóz do wioski Yiti, tam zaś rozciągają się plaże nad oceanem. Można zaparkować i zrobić sobie krótki spacer lub posiedzieć trochę. To co wyróżnia to miejsce, to rozległe rozlewiska i skały. W wodzie można obserwować ptaki, choćby ibisy czy czaple, całość zaś jest wyjątkowo urokliwa.

Plaża Yiti
Plaża Yiti

Wracając z Yiti mieliśmy problem z GPSem. Ponieważ ten Google’owy nie działa w Omanie, posiłkowaliśmy się innym (Sygnic), on zaś sugerował nam, by wrócić do Maskatu, co oczywiście dość mocno wydłużyło czas. Wcześniej jeszcze w domu Google Maps sugerował zupełnie inną drogę, więc pojechaliśmy wg Google’a (mapy działały, GPS nie). Trzeba przyznać, że to była bardzo ciekawa droga. Ładna, bez asfaltu, utwardzona, między górami, wolniejsza do przejechania, ale jednocześnie krótsza. Dobrze było mieć samochód o podwyższonym podwoziu, dzięki czemu tak oszczędziliśmy czas, jak również mieliśmy niesamowite przeżycie.

Bimmah Sinkhole
Bimmah Sinkhole

Bimmah Sinkhole

Kolejnym punktem, przy którym się zatrzymaliśmy, był Bimmah Sinkhole, czyli zapadlisko w miękkim wapieniu, powstałe przez podmywanie wodami gruntowymi. Podobny mechanizm działa w studiach krasowych na Półwyspie Jukatan w Meksyku. Miejscowi (w Omanie, nie w Meksyku) wierzą jednak, że ta wypełniona wodą dziura powstała w wyniku uderzenia meteorytu. Nie ma oczywiście żadnych dowodów naukowych potwierdzających tę teorię, ale co tam.

Bimmah Sinkhole
Bimmah Sinkhole

Aby chronić to miejsce i ściągać turystów (turystyka zaczyna się coraz śmielej rozwijać w Omanie), wytyczono tutaj mały park Hawyat Naijm Park. Nazwa parku to właśnie nazwa tego wymyślonego meteorytu, a jego nazwa znaczy „spadająca gwiazda”. Dobre miejsce na krótki postój w drodze, lub jak ktoś chce do popływania sobie. Zwłaszcza przy lepszej pogodzie. Uwaga na małe rybki, które mogą się przyczepić i wyjadać obumarły naskórek (ale przecież niektórzy sporo płacą za rybie SPA).

Bimmah Sinkhole
Bimmah Sinkhole

By tu dojechać, należy kierować się na miejscowość Dibab. Podczas naszej wizyty atrakcja była całkowicie darmowa. Parking niewielki, ale dawał radę, w środku poza lejem krasowym całkiem spory ogród, z placem zabaw dla dzieci oraz sanitariatami. No i oczywiście główna atrakcja, którą czasem nazywają Zielonym Okiem Omanu.

Wadi Shab
Wadi Shab

Wadi Shab

Niedaleko znajduje się Wadi Shab, czyli kanion, po którym można sobie pochodzić. Podjeżdża się do miejsca parkingowego, ale jest mały problem. By wejść do kanionu, trzeba przedostać się na drugą stronę rzeki. Głęboka nie jest, można spróbować ją przejść, ale można też wynająć łódkę, która przewiezie nas na drugą stronę. Kilku młodych mężczyzn czeka na turystów, ale nie są  natarczywi.

Wadi Shab
Wadi Shab

Wadi Shab to też kolejne miejsce, gdzie można obserwować ptaki. Ale to tylko dodatek do eksplorowania kanionu. Ten nie zaczyna się zbyt ładnie, także ze względu na betonowy most. Dalej już jest lepiej.

Okolice Wadi Shab
Okolice Wadi Shab

Sur, dawny port i miasto przemysłowe

Miasta na wybrzeżu Omanu mają ciekawszą i zdecydowanie dłuższą historię niż metropolie ZEA. Jednym z nich jest Sur (arab. صور). Jego historia sięga VI wieku n.e., kiedy to stało się jednym z ważniejszych miast w Zatoce Omańskiej, centrum handlu ze Wschodnią Afryką, a potem z Indiami. Status ten Sur utrzymywał zarówno podczas rządów portugalskich, jak i w czasie niepodległości. Dopiero w XIX wieku miasto mocno podupadło, gdy Brytyjczycy zakazali niewolnictwa i ostro ścigali statki niewolnicze – tak naprawdę wraz ze zniesieniem niewolnictwa runęła może i najważniejsza gałąź omańskiej gospodarki (do czasu wydobycia ropy). Drugim ciosem było otwarcie Kanału Sueskiego w 1869 roku, który znacznie skrócił drogę do Indii z pominięciem Zatoki Omańskiej, ta wcześniej była dobrym portem przeładunkowym i przystankowym.

Rafineria w przemysłowym mieście Sur
Rafineria w przemysłowym mieście Sur

 Za to ostała się inna ważna gałąź przemysłu w Sur – stoczniowego. Miasto to w całej Zatoce Perskiej słynie ze znakomitych drewnianych statków. W Omanie nadal są chętnie wykorzystywane, nie tylko turystycznie. Sambuki i ganjah z Sur pływały (i czasem nadal pływają) nie tylko po wodach Omanu, ale także Iraku, Zanzibaru, Indii, a nawet Chin. Dla nas miasto było tylko przerwą w podróży. Oczywiście widzieliśmy kilka ich drewnianych statków i słynny most, trochę jakby nie pasujący.

Zamek Al Aygah w Sur
Zamek Al Aygah w Sur

Atrakcje Sur

W Sur chyba najładniejszy jest widok na port, właśnie z tymi statkami, fragmentami fortu na skałach. Samo miasteczko już jest dość niepozorne. Forty, które są, często są zamknięte dla turystów, lub w ogóle nie wiadomo, czy są czynne (próbowaliśmy dwa – fort Sunaysilah i zamek Al Ayagah). Zresztą nie robią też dużego wrażenia, przynajmniej z zewnątrz. Są niewielkie, do środka nie udało się wejść. Nie ma co także szukać jakiegoś meczetu, który można zwiedzać. W oczy mocno rzuca się też przemysłowa część miasta. Czyli Sur to tak jak założyliśmy dobre miejsce na to, by rozprostować nogi podczas jazdy, ale niespecjalnie się nim przejmować. Trzy wymienione wyżej punkty na tej trasie są dużo ciekawsze.

Zamek Al Aygah w Sur
Zamek Al Aygah w Sur
Port w Sur i tradycyjna łódź typu dhow
Port w Sur i tradycyjna łódź typu dhow

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak omański
Sur, Yiti i wybrzeże

Upolu, najważniejsza wyspa Samoa

W skład państwa Samoa wchodzi 9 zachodnich wysp archipelagu, przy czym zamieszkane są cztery. Dwie największe liczą aż 99% powierzchni kraju: Upolu i Savai’i. Są one pochodzenia wulkanicznego, pozostałe koralowego. Właściwie cały archipelag jest otoczony przez koralowce, na plaży znajduje się obok pumeksu wulkanicznego właśnie fragmenty korali.

Droga na wyspie Upolu, Samoa
Droga na wyspie Upolu, Samoa

Wyspa Upolu na Samoa

Samoa leży w strefie klimatu równikowego, z czego wynikają dwie pory roku: sucha i wilgotna, przy czym Samoa to raczej wilgotna i bardziej wilgotna. Ta bardziej wilgotna oznacza to, że co kilka godzin zrasza nas kilkuminutowy dość intensywny deszcz. Zaraz gdy przestanie padać, zaczyna parować i znów jesteśmy cali mokrzy, tym razem od potu. Ale nie jest to wbrew pozorom jakieś dokuczliwe, pewnie dzięki oceanicznej bryzie.

Krowa na Samoa
Krowa na Samoa

Na wyspie Upolu drogi prowadzą głównie wzdłuż wybrzeża, ale są też trzy trasy przecinające wyspę w poprzek. Na Savai’i za to są tylko drogi wzdłuż wybrzeża. Tym razem skoncentrujemy się jednak na najbardziej zaludnionej wyspie, czyli Upolu, a właściwie wszystkim, co jest poza Apią, czyli stolicą państwa.

Upolu, Samoa
Upolu, Samoa

Zwiedzanie i transport na Upolu

Podróżując po Upolu mamy do wyboru trzy opcje. Pierwsza to lokalne połączenia autobusowe. Te niestety nie dowiozą nas do wielu interesujących miejsc. Jeśli ktoś ma dużo czasu, można się w to bawić. Zostają więc albo taksówki albo wynajęcie samochodu. W takim wypadku lepiej wynająć taksówkę na cały dzień i wynegocjować cenę z kierowcą, wyjdzie taniej. Trudno znaleźć kogoś, kto by jeździł według licznika, więc ustalenie ceny jest bardzo ważne. Może się to okazać lepszym rozwiązaniem niż wynajem samochodu lub przynajmniej podobnym kosztowo, a dodatkowo zyska się przewodnika. Natomiast nie ma co się bać jeżdżenia autem po wyspie. Po Samoa jeździ się bajecznie łatwo, sama przyjemność. Ale wszystko tu jest przyjemne i na pełnym luzie, zwłaszcza jak już wyjedzie się poza Apię. Tam zwyczajnie nie ma dużego ruchu, czasem minie nas jakiś samochód, to wszystko. Zresztą auto to  najlepszy sposób na spokojne zwiedzanie. Prawie wszędzie można się spokojnie zatrzymać. No i nie ma zwierząt na drogach. Stan nawierzchni jest raczej średni, ale nie zły.

Namorzyny w okolicy Satao
Namorzyny w okolicy Satao

Wodospad Papapapaitai

Gdzieś mniej więcej po środku Upolu, zaraz przy jednej z tych biegnących w poprzek wyspy dróg, jest widowiskowy wodospad. Jeden z najwyższych na Samoa, bo mierzący aż 100 metrów, wpadający kaskadą do głębokiego kanionu prawie u podnóża wulkanu Mt Fiamoe (wys. 938 m n.p.m.). Wodospad nazywa się Papapapaitai. Jest to miejsce ciche, spokojnie, słychać tylko plusk wody, szmer drzew i co jakiś czas okrzyk schowanego wśród gałęzi ptaka. Podjeżdża się, podchodzi do barierki, nacieszy chwilę i można jechać dalej. Nie było tu nikogo, kto rościłby sobie prawa do pobrania opłaty.

Wodospad Papapapaitai, Upolu, Samoa
Wodospad Papapapaitai, Upolu, Samoa

Lasy namorzynowe na Upolu

Namorzyny opisywaliśmy już przy okazji Nowej Zelandii. Tutaj też są. I tutaj można pływać wśród zanurzonych drzew tradycyjną dłubanką-katamaranem, czyli lokalnym kanoe. Trzeba dojechać do wioski Satao (lub Sa’anapu –  wybraliśmy tę pierwszą), która jest po przeciwległej stronie wyspy niż Apia. Tam wypytać miejscowych, bo drogowskazów brakuje, a oni skierują już na odpowiednie miejsce. Atrakcja jest czynna wtedy, kiedy się przyjedzie: gdy właściciel domu słyszy samochód, wychodzi i za uzgodnioną opłatę wypływamy na półgodzinny rejs. Dobrze jest przyjechać wtedy, gdy jest przypływ. Przy odpływie jest tu dość płytko.

Namorzyny w okolicy Satao
Namorzyny w okolicy Satao

Samoańskie namorzyny sprawiają wrażenie wyższych i bardziej porozgałęzianych od tych, które widzieliśmy w Nowej Zelandii. Warto dodać, że tutaj kręcono część zdjęć do reality-show „Survivor: Samoa”, czyli „Ryzykanci” z 2009 roku. Uczestniczy byli rzekomo na bezludnej oddalonej części Samoa. Przewodnik pokazał nam dokładne miejsce ich pobytu – bliżej jego domu się już nie dało. Dla niepoznaki zdjęcia nagrywano nocą. Ot uroki telewizji.

Namorzyny w okolicy Satao
Namorzyny w okolicy Satao

Park Narodowy O Le Pupu Pue

Następny interesujący punkt znajduje się na wschód od namorzynów. O le Pupu Pue National Park to pierwszy park narodowy na Samoa i pierwszy na wyspach południowego Pacyfiku. Został ustanowiony w 1978 roku. Liczy sobie zaledwie 29 km2 i na wędrówkę wytyczonym szlakiem należy przeznaczyć około trzech godzin. Zresztą są dwie ścieżki: jedna przez las, tę wybraliśmy, druga, podobno jeszcze bardziej malownicza, prowadzi do wybrzeża. Ścieżki są ledwo utrzymane, więc z powodu deszczy jest ślisko. Ale jest pięknie, to spacer dość dziewiczą i nie zmienioną przez człowieka dżunglą. Eksplorując wyspę doszliśmy do wniosku, że trzy dni z hakiem na ten liczący niecałe 3 tyś km2 kraik to za mało (dla porównania Malta to 316 km2).

O le Pupu Pue National Park
O le Pupu Pue National Park
O le Pupu Pue National Park
O le Pupu Pue National Park

Wrażenie robi tropikalna roślinność. Tym większe, że niektóre z tych roślin są nam znane czy to z oranżerii, palmiarni, czy nawet ze zwykłych kwiaciarń i marketów jako ozdobne rośliny doniczkowe tak chętnie trzymane u nas w domach. Tutaj rosną w stanie dzikim, piękne i nieskrępowane brakiem przestrzeni. Z roślin o różnokolorowych liści ludzie tworzą tutaj czasem coś w rodzaju żywopłotu. Komarów trochę jest, ale do zniesienia. Za to repelenty spływają szybko pod wpływem potu.

Dzikie rośliny z Samoa, które u nas sprzedaje się jako doniczkowe
Dzikie rośliny z Samoa, które u nas sprzedaje się jako doniczkowe

Gorzej jest z plażami. O nie rzeczywiście trudno – wyspa jest wulkaniczna, więc plaże tworzą głównie odłamki czarnego i ciemnoczerwonego pumeksu. Największe są albo sztuczne, albo zajęte przez hotele, a najpewniej i jedno i drugie.

Krajobraz Upolu
Krajobraz Upolu

Lej krasowy To-Sua

Następną atrakcją, którą odwiedziliśmy, było lej krasowy To-Sua. Jest to kilka czegoś w rodzaju jaskiń czy jam, zalanych przez ocean. Zostały utworzone przez spływającą magmę, która nie zawsze „zakleja” dokładnie zajmowaną przestrzeń, ale tworzy coś jakby kieszenie czy bąble powietrza. Tak powstają wulkaniczne jaskinie. Tutaj są one dodatkowo otwarte od góry i połączone z oceanem. Tworzą się niesamowite baseny do pływania i właśnie z takich miejsc chyba częściej korzystają turyści niż z plaż. Na żadnej plaży nie widzieliśmy tylu kąpiących się ludzi, co tutaj. Choć nie widzieliśmy plaż przy zamkniętych hotelach. Same leje widzieliśmy też w Omanie.

Lej służy turystom do kąpieli. Jest tu nawet drabinka, oczywiście jest to atrakcja płatna. Ale ciekawa jest też jego lokalizacja. Znajduje się on przy uskoku rowu oceanicznego, stąd klif jest całkiem wysoki, a woda w pewnej odległości od brzegu robi się bardzo głęboka. Brak plaży w tym miejscu ludzie rekompensują sobie kąpielami w leju.

Lej krasowy To-Sua Ocean Trench
Lej krasowy To-Sua Ocean Trench

Tsunami i bezpieczeństwo

Oczywiście to jedynie cześć Upolu. Wyspę można by spokojnie dłużej eksplorować. Myśmy próbowali podjechać jeszcze do kilku wodospadów, niestety albo były dość małe, albo średnie, ale znajdowały się na czyjejś posesji. Niby niewiele kasują za wejście, ale jak się doda kilka przystanków, to może się okazać, że za łatwo traci się rachubę.

Transport publiczny na Upolu (Samoa)
Transport publiczny na Upolu (Samoa)

No i ostatnia rzecz, którą widać tu bardzo mocno. Wznoszące się kościoły, które wyróżniają się na tle wielu innych zabudowań. Na Samoa odgrywają bardzo istotną rolę, głównie dlatego, że to z parafiami wiążę się rozwój i edukacja lokalnej ludności. Dlatego Samoańczycy przywiązują wielką wagę do swoich świątyń i stawiają je na potęgę, nawet kosztem własnych luksusów.

Droga ewakuacyjna w przypadku tsunami
Droga ewakuacyjna w przypadku tsunami

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak samoański
Upolu