Archiwum kategorii: Natura

Park Narodowy Westland: Lodowce Fox i Franz Josef

Park Narodowy Westland jest jednym z czterech nowozelandzkich parków narodowych wpisanych na listę UNESCO w ramach grupy Te Wahipounamu. Choć teren Westland to głównie wieczne zielone, tropikalne puszcze, to znajdują się tu także lodowce. Dwa najważniejsze lodowce: Franciszka Józefa (czyli Franz Josef, tak, tego cesarza Austrii) i Foxa.

Lodowiec Franciszka Józefa
Lodowiec Franciszka Józefa

Droga do lodowców i las

Warto tu zwrócić uwagę na coś naprawdę niesamowitego: wiecznie zielony las wspina się do samych góry, by nagle zamienić się w twardą wysokogórską roślinność poutykaną między skały. Wkrótce większe i mniejsze skalne odłamki zastępują niemal wszelką roślinność. Krajobraz staje się surowy, nieprzyjazny, majestatyczny. A w niewielkiej odległości widzimy lodowiec: jęzor sprasowanego wieloletniego śniegu. Im niżej, tym bardziej brudnego, zaś bliżej szczytu połyskującego bielą i błękitem.

Wodospad przed lodowcem Franz Josef
Wodospad przed lodowcem Franz Josef

Lodowiec Franc Josef

Nazwa lodowca rzeczywiście upamiętnia cesarza Austrii Franciszka Józefa. Nadał ją w 1865 roku niemiecki odkrywca Julius von Haast (na jego cześć nazwano jedną z miejscowości, a także wybite już orły Haasta). Maoryska nazwa Łzy Hina Huketerie (Kā Roimata o Hine Hukatere) nawiązuje do legendy tłumaczącej powstanie lodowca. Opowiada ona o Hine Hukatere, która kochała wspinać się po górach. Namówiła swego ukochanego imieniem Wawe, by wspiął się wraz z nią. Wawe jednak nie był dość doświadczony, więc gdy przyszła lawina, zginął. To złamało serce Hine, zalała się łzami, a te zamarzły tworząc lodowiec.

Okolice lodowca Franciszka Józefa
Okolice lodowca Franciszka Józefa

Lodowiec powstał i utrzymuje się dzięki opadom śniegu w wysokich partiach gór, gdzie zalegający śnieg ulega sprasowaniu i stwardnieniu. Odkąd prowadzi się obserwacje, a więc od drugiej połowy XIX wieku, zauważono naprzemienne okresy rozrostu i cofania się lodowca. Obecnie znajduje się on w fazie cofania, a jego powierzchnia jest niestabilna. Z tego powodu zabronione są piesze wyprawy na sam lodowiec – można go podziwiać z pewnej odległości – a żeby dostać się na szczyt, należy wykosztować się na wycieczkę samolotem lub helikopterem. Po wylądowaniu na stabilnym podłożu, możliwe są dłuższe lub krótsze wycieczki po śniegu. Relatywnie cena przelotu aż tak droga nie jest, istotniejsze jest zarezerwowanie sobie takiego lotu wcześniej. Nawet poza sezonem obłożenie jest spore.

Lodowiec Franc Josef
Lodowiec Franc Josef

Lodowiec Fox

Kolejny lodowiec nosi nazwę po premierze Nowej Zelandii, sir Williamie Foxie, który w 1872 roku odwiedził to miejsce. Owszem, ma też nazwę maoryską – Te Moeka o Tuawe.

Trasa na lodowiec Fox
Trasa na lodowiec Fox

Podobnie jak pobliski Franz Joseph Glacier, także Fox Glacier jest jednym z niewielu lodowców, które niemal graniczą z tropikalnym lasem deszczowym, a ich wysokość to zaledwie 300 m n.p.m. Lodowiec Foxa także ma swoje cykle przyrastania i cofania się, obecnie się wycofuje. Z tej perspektywy mniej efektowny niż pierwszy lodowiec, ale wyprawa warta czasu i sił.

Ścieżka do lodowca Fox
Ścieżka do lodowca Fox

Zwiedzanie lodowców Franc Josef i Fox

Przed oboma lodowcami są zbudowane bardzo duże parkingi. Trasa do przejścia stamtąd jest stosunkowo nieduża, raczej podobnie jak w wielu innych miejscach Nowej Zelandii, trzeba liczyć około 30-45 minut w jedną stronę. Teren tym razem jest trochę trudniejszy, niż przy większości innych atrakcji, ale za to widoki są niesamowite.

Okolice lodowca Fox
Okolice lodowca Fox

Do samych lodowców się nie podchodzi. Raczej do miejsca, skąd można je podziwiać. Wszystko jest ogrodzone, tak by turystom nic się nie stało. Podobnie jest z trudniejszymi fragmentami na ścieżce. Jeśli przypadkiem ktoś mógłby tam spaść, to na pewno będzie barierka. Te zabezpieczenia nie są bezpodstawne – można poznać przypadki nierozważnych turystów, którzy samowolnie opuścili wyznaczony szlak i ponieśli śmierć, najczęściej z powodu osunięcia się kamieni lub lodu. Swoistą ciekawostką są też zdjęcia ukazujące, jak lodowiec topnieje z biegiem lat.

Droga na lodowiec Fox
Droga na lodowiec Fox

Inne możliwe aktywności

Oczywiście trochę inaczej sprawa się ma z wycieczkami zorganizowanymi. Te na przykład. wlatują helikopterem i lądują na lodowcu. Są też takie, które wymagają większej sprawności przy wspinaniu się. Jednak dla większości „przypadkowych” osób takie atrakcje są zamknięte. Nawet jeśli przejdzie się przez barierkę to i tak do lodowca wciąż jeszcze daleka droga. Swoją drogą wycieczki tego typu można kupić nie tylko na te lodowce, ale też np. na górę Cooka i znajdujący się obok niej lodowiec Tasmana.

Lodowiec Fox (śnieg ciężko dostrzec)
Lodowiec Fox (śnieg ciężko dostrzec)

Trochę dalej od lodowców znajdują się centra turystyczne z masą knajp i innych atrakcji. Tam też można właśnie zamówić loty helikopterami czy samolotami, ale na miejscu raczej nie ma co próbować. Na dany dzień w sezonie raczej miejsc nie znajdziemy, poza nim też nie jest łatwo.

Rzeka przy lodowcu Fox
Rzeka przy lodowcu Fox

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Lodowiec Fox i Franz JosefQueenstown
Share Button

Upolu, najważniejsza wyspa Samoa

W skład państwa Samoa wchodzi 9 zachodnich wysp archipelagu, przy czym zamieszkane są cztery. Dwie największe liczą aż 99% powierzchni kraju: Upolu i Savai’i. Są one pochodzenia wulkanicznego, pozostałe koralowego. Właściwie cały archipelag jest otoczony przez koralowce, na plaży znajduje się obok pumeksu wulkanicznego właśnie fragmenty korali.

Droga na wyspie Upolu, Samoa
Droga na wyspie Upolu, Samoa

Wyspa Upolu na Samoa

Samoa leży w strefie klimatu równikowego, z czego wynikają dwie pory roku: sucha i wilgotna, przy czym Samoa to raczej wilgotna i bardziej wilgotna. Ta bardziej wilgotna oznacza to, że co kilka godzin zrasza nas kilkuminutowy dość intensywny deszcz. Zaraz gdy przestanie padać, zaczyna parować i znów jesteśmy cali mokrzy, tym razem od potu. Ale nie jest to wbrew pozorom jakieś dokuczliwe, pewnie dzięki oceanicznej bryzie.

Krowa na Samoa
Krowa na Samoa

Na wyspie Upolu drogi prowadzą głównie wzdłuż wybrzeża, ale są też trzy trasy przecinające wyspę w poprzek. Na Savai’i za to są tylko drogi wzdłuż wybrzeża. Tym razem skoncentrujemy się jednak na najbardziej zaludnionej wyspie, czyli Upolu, a właściwie wszystkim, co jest poza Apią, czyli stolicą państwa.

Upolu, Samoa
Upolu, Samoa

Zwiedzanie i transport na Upolu

Podróżując po Upolu mamy do wyboru trzy opcje. Pierwsza to lokalne połączenia autobusowe. Te niestety nie dowiozą nas do wielu interesujących miejsc. Jeśli ktoś ma dużo czasu, można się w to bawić. Zostają więc albo taksówki albo wynajęcie samochodu. W takim wypadku lepiej wynająć taksówkę na cały dzień i wynegocjować cenę z kierowcą, wyjdzie taniej. Trudno znaleźć kogoś, kto by jeździł według licznika, więc ustalenie ceny jest bardzo ważne. Może się to okazać lepszym rozwiązaniem niż wynajem samochodu lub przynajmniej podobnym kosztowo, a dodatkowo zyska się przewodnika. Natomiast nie ma co się bać jeżdżenia autem po wyspie. Po Samoa jeździ się bajecznie łatwo, sama przyjemność. Ale wszystko tu jest przyjemne i na pełnym luzie, zwłaszcza jak już wyjedzie się poza Apię. Tam zwyczajnie nie ma dużego ruchu, czasem minie nas jakiś samochód, to wszystko. Zresztą auto to  najlepszy sposób na spokojne zwiedzanie. Prawie wszędzie można się spokojnie zatrzymać. No i nie ma zwierząt na drogach. Stan nawierzchni jest raczej średni, ale nie zły.

Namorzyny w okolicy Satao
Namorzyny w okolicy Satao

Wodospad Papapapaitai

Gdzieś mniej więcej po środku Upolu, zaraz przy jednej z tych biegnących w poprzek wyspy dróg, jest widowiskowy wodospad. Jeden z najwyższych na Samoa, bo mierzący aż 100 metrów, wpadający kaskadą do głębokiego kanionu prawie u podnóża wulkanu Mt Fiamoe (wys. 938 m n.p.m.). Wodospad nazywa się Papapapaitai. Jest to miejsce ciche, spokojnie, słychać tylko plusk wody, szmer drzew i co jakiś czas okrzyk schowanego wśród gałęzi ptaka. Podjeżdża się, podchodzi do barierki, nacieszy chwilę i można jechać dalej. Nie było tu nikogo, kto rościłby sobie prawa do pobrania opłaty.

Wodospad Papapapaitai, Upolu, Samoa
Wodospad Papapapaitai, Upolu, Samoa

Lasy namorzynowe na Upolu

Namorzyny opisywaliśmy już przy okazji Nowej Zelandii. Tutaj też są. I tutaj można pływać wśród zanurzonych drzew tradycyjną dłubanką-katamaranem, czyli lokalnym kanoe. Trzeba dojechać do wioski Satao (lub Sa’anapu –  wybraliśmy tę pierwszą), która jest po przeciwległej stronie wyspy niż Apia. Tam wypytać miejscowych, bo drogowskazów brakuje, a oni skierują już na odpowiednie miejsce. Atrakcja jest czynna wtedy, kiedy się przyjedzie: gdy właściciel domu słyszy samochód, wychodzi i za uzgodnioną opłatę wypływamy na półgodzinny rejs. Dobrze jest przyjechać wtedy, gdy jest przypływ. Przy odpływie jest tu dość płytko.

Namorzyny w okolicy Satao
Namorzyny w okolicy Satao

Samoańskie namorzyny sprawiają wrażenie wyższych i bardziej porozgałęzianych od tych, które widzieliśmy w Nowej Zelandii. Warto dodać, że tutaj kręcono część zdjęć do reality-show „Survivor: Samoa”, czyli „Ryzykanci” z 2009 roku. Uczestniczy byli rzekomo na bezludnej oddalonej części Samoa. Przewodnik pokazał nam dokładne miejsce ich pobytu – bliżej jego domu się już nie dało. Dla niepoznaki zdjęcia nagrywano nocą. Ot uroki telewizji.

Namorzyny w okolicy Satao
Namorzyny w okolicy Satao

Park Narodowy O Le Pupu Pue

Następny interesujący punkt znajduje się na wschód od namorzynów. O le Pupu Pue National Park to pierwszy park narodowy na Samoa i pierwszy na wyspach południowego Pacyfiku. Został ustanowiony w 1978 roku. Liczy sobie zaledwie 29 km2 i na wędrówkę wytyczonym szlakiem należy przeznaczyć około trzech godzin. Zresztą są dwie ścieżki: jedna przez las, tę wybraliśmy, druga, podobno jeszcze bardziej malownicza, prowadzi do wybrzeża. Ścieżki są ledwo utrzymane, więc z powodu deszczy jest ślisko. Ale jest pięknie, to spacer dość dziewiczą i nie zmienioną przez człowieka dżunglą. Eksplorując wyspę doszliśmy do wniosku, że trzy dni z hakiem na ten liczący niecałe 3 tyś km2 kraik to za mało (dla porównania Malta to 316 km2).

O le Pupu Pue National Park
O le Pupu Pue National Park
O le Pupu Pue National Park
O le Pupu Pue National Park

Wrażenie robi tropikalna roślinność. Tym większe, że niektóre z tych roślin są nam znane czy to z oranżerii, palmiarni, czy nawet ze zwykłych kwiaciarń i marketów jako ozdobne rośliny doniczkowe tak chętnie trzymane u nas w domach. Tutaj rosną w stanie dzikim, piękne i nieskrępowane brakiem przestrzeni. Z roślin o różnokolorowych liści ludzie tworzą tutaj czasem coś w rodzaju żywopłotu. Komarów trochę jest, ale do zniesienia. Za to repelenty spływają szybko pod wpływem potu.

Dzikie rośliny z Samoa, które u nas sprzedaje się jako doniczkowe
Dzikie rośliny z Samoa, które u nas sprzedaje się jako doniczkowe

Gorzej jest z plażami. O nie rzeczywiście trudno – wyspa jest wulkaniczna, więc plaże tworzą głównie odłamki czarnego i ciemnoczerwonego pumeksu. Największe są albo sztuczne, albo zajęte przez hotele, a najpewniej i jedno i drugie.

Krajobraz Upolu
Krajobraz Upolu

Lej krasowy To-Sua

Następną atrakcją, którą odwiedziliśmy, było lej krasowy To-Sua. Jest to kilka czegoś w rodzaju jaskiń czy jam, zalanych przez ocean. Zostały utworzone przez spływającą magmę, która nie zawsze „zakleja” dokładnie zajmowaną przestrzeń, ale tworzy coś jakby kieszenie czy bąble powietrza. Tak powstają wulkaniczne jaskinie. Tutaj są one dodatkowo otwarte od góry i połączone z oceanem. Tworzą się niesamowite baseny do pływania i właśnie z takich miejsc chyba częściej korzystają turyści niż z plaż. Na żadnej plaży nie widzieliśmy tylu kąpiących się ludzi, co tutaj. Choć nie widzieliśmy plaż przy zamkniętych hotelach. Same leje widzieliśmy też w Omanie.

Lej służy turystom do kąpieli. Jest tu nawet drabinka, oczywiście jest to atrakcja płatna. Ale ciekawa jest też jego lokalizacja. Znajduje się on przy uskoku rowu oceanicznego, stąd klif jest całkiem wysoki, a woda w pewnej odległości od brzegu robi się bardzo głęboka. Brak plaży w tym miejscu ludzie rekompensują sobie kąpielami w leju.

Lej krasowy To-Sua Ocean Trench
Lej krasowy To-Sua Ocean Trench

Tsunami i bezpieczeństwo

Oczywiście to jedynie cześć Upolu. Wyspę można by spokojnie dłużej eksplorować. Myśmy próbowali podjechać jeszcze do kilku wodospadów, niestety albo były dość małe, albo średnie, ale znajdowały się na czyjejś posesji. Niby niewiele kasują za wejście, ale jak się doda kilka przystanków, to może się okazać, że za łatwo traci się rachubę.

Transport publiczny na Upolu (Samoa)
Transport publiczny na Upolu (Samoa)

No i ostatnia rzecz, którą widać tu bardzo mocno. Wznoszące się kościoły, które wyróżniają się na tle wielu innych zabudowań. Na Samoa odgrywają bardzo istotną rolę, głównie dlatego, że to z parafiami wiążę się rozwój i edukacja lokalnej ludności. Dlatego Samoańczycy przywiązują wielką wagę do swoich świątyń i stawiają je na potęgę, nawet kosztem własnych luksusów.

Droga ewakuacyjna w przypadku tsunami
Droga ewakuacyjna w przypadku tsunami

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak samoański
UpoluPodsumowanie
Share Button

Błędne Skały, czyli Narnia w Górach Stołowych

Piękny, trochę osobliwy, acz malowniczy labirynt skalny – Błędne Skały w dolnośląskich Górach Stołowych to wspaniała atrakcja dla całej rodziny. Co więcej to także miejsce dobrze znane filmowcom, nie tylko naszym. Pojawiło się nawet w hollywoodzkich produkcjach, w tym także odgrywało rolę Narnii. Dziś jest to piękne miejsce na letnią wycieczkę do ziemi kłodzkiej.

Zimą Błędne Skały można zwiedzać tylko na własną rękę
Zimą Błędne Skały można zwiedzać tylko na własną rękę

Błędne Skały – Park Narodowy Gór Stołowych

Błędne Skały (lub czasem też Błędne Skałki albo Wilcze Doły) znajdują się na obszarze Parku Narodowego Gór Stołowych, niedaleko Kudowy-Zdrój i czeskiej granicy. Czasem łapie tu czeski roaming zamiast naszych telekomów (przy rozmowach raczej nie jest to istotne, ale przy internecie może być). Bloki skalne znajdują się na wysokości 853 m nad poziomem morza i zajmują niecałe 22 hektary. Zanim powołano tu Park Narodowy, był to rezerwat.

Śnieg i lód między skałami (Góry Stołowe)
Śnieg i lód między skałami (Góry Stołowe)

Powstanie – legendarne i naukowe

Powstanie tego miejsca wiąże się z istnieniem morza w okresie Górnej Kredy. Z osadów powstawały zwały piaskowca. W trzeciorzędzie podczas wypiętrzenia alpejskiego (czyli tak zwanej orogenezy), narodziły się Sudety. Rozpoczął się trwający miliony lat proces wietrzenia i erozji. Różne pokłady piaskowca miały inną trwałość, stąd wyżłobił się tu skalny labirynt. Same skały mają średnio od 6 do 11 metrów wysokości.

Piękny zimowy krajobraz skał
Piękny zimowy krajobraz skał

To oczywiście wersja bardziej naukowa, ale jest też legendarna. Ta mówi, że miejsce to stworzył Liczyrzepa. Jeszcze inna opowieść sugeruje, że są to ruiny zamczyska, ale nie ma na to żadnych dowodów. Choć to miejsce było znane od lat, trudno było pojąć, że to dzieło natury. Niektórzy przybywali tu szukając uzdrowienia. Ukrywali się tu też przemytnicy, więc stało się w swoim czasie pilnie strzeżonym punktem celnym. Chodziły też opowieści o ludziach, którzy weszli do labiryntu, zgubili się i pomarli z głodu (o to mogłam być ja!). Nie mówiąc już o ludziach i zwierzętach zaklętych tu w kamień.

Błędne Skały zimą
Błędne Skały zimą

Błędne Skały obecnie

Dziś zgubienie się jest dość ciężkie, bo teraz trasa owszem ma trochę zawijasów, ale nie ma też rozgałęzień i idzie się w jednym kierunku (czasem można wybrać dwa alternatywne przejścia, ale na krótkim odcinku i zaraz się spotykają). Przejście trasy zajmuje jakieś 35 minut do godziny. W zależności od ilości osób i czasu poświęconemu na oglądanie skał. W niektórych miejscach trasa jest dość wąska i zwłaszcza osoby większe i bardziej korpulentne muszą się przeciskać lub schylać. Jest to mniejsze niż słynne czeskie Skalne Miasto, ale trasa jest jednocześnie bardziej wymagająca (czasem trzeba się przeciskać lub schylać).

Panorama okolicy
Panorama okolicy

Wiele skał jest nazwanych – Siodło, Kurza Stopka, Wielka Sala, Kuchnia, ale takie nazewnictwo to standard w tego typu formacjach. Na początku trasy mamy też okazję wejść na skalny punkt widokowy – „Skalne czasze”, zobaczyć okolicę, ale też przez chwilę popatrzyć z góry na część labiryntu. Reszta trasy jest do pokonania dołem.

Wąskie korytarze w Błędnych Skałach
Wąskie korytarze w Błędnych Skałach

Narnia w Błędnych Skałach

Filmowo najgłośniejsza produkcja to oczywiście „Opowieści z Narnii: Książę Kaspian” Andrew Adamsona. Reżyser zakochał się w tym miejscu, bardzo chciał go użyć, podobno już przy pierwszym filmie z serii. „Lew, czarownica i stara szafa” owszem mają niewielkie ujęcia z Gór Stołowych, jednak filmowcy przede wszystkim przyjechali tu i obfotografowali to miejsce. Nie pojawili się tu aktorzy. Na jego podstawie zbudowano w studiu w Nowej Zelandii dekorację. Adamson jednak nie dał za wygraną. Gdy powstawała druga „Narnia”, wrócił tu. Choć  znów nie na do końca tak, jakby chciał. Więcej ujęć powstało w studiu, gdzie starano się odtworzyć ten skalny labirynt. Tym razem jednak udało się wykorzystać część miejsc. Choćby polana przy wyjściu z labiryntu to miejsce, gdzie w filmie rozstępują się przed Łucją brzozy.

Błędne Skały
Błędne Skały

Polskie filmy, bilety i zwiedzanie

To niejedyne filmowe, czy serialowe produkcje, które tu powstały. Należy wymienić przede wszystkim serial „Przyjaciel wesołego diabła”, oraz australijsko-polski „Dwa światy”. Kwestie otwarcia i biletów warto zweryfikować na stronie parku narodowego. Natomiast warto wziąć pod uwagę to, że Błędne Skały są otwarte i dostępne dla turystów głównie latem. Wtedy jest to atrakcja płatna. Zimą zaś często nie ma tu  nikogo. Wiele osób wchodzi na dziko, zresztą labirynt jest wówczas także bardzo atrakcyjny, a ze śniegiem także bardzo narnijski. Acz nie bez powodu jest to wówczas miejsce zamknięte. Lód, śnieg, możliwość poślizgnięcia się niestety są dość duże, więc można wejść jedynie na własne ryzyko. Nie jest to zalecane, ale władze parku dają na takie odwiedziny ciche przyzwolenie.

Miejsce, które inspirowało Narnie - Błędne Skały
Miejsce, które inspirowało Narnie – Błędne Skały

Dojazd do Błędnych Skał

Mamy tu dwa parkingi. Pierwszy, darmowy znajduje się na drodze Stu Zakrętów (387). Stąd trzeba podejść do Błędnych Skał. Drugi jest płatny, zlokalizowany jest bliżej samego labiryntu; ten parking jest zamknięty w zimie z uwagi na stromy podjazd. Na koniec jeszcze jedna mała uwaga. To jest miejsce dość zacienione, więc w lecie jest tu zauważalnie chłodniej niż poza Skałami, więc nawet w ciepły dzień lepiej wziąć ze sobą coś ciepłego.

Park Narodowy Gór Stołowych - Labirynt Błędnych Skał
Park Narodowy Gór Stołowych – Labirynt Błędnych Skał

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak polski
Błędne Skały?
Szlak filmowy
Błędne Skały
Share Button

Flock Hill, Castle Hill oraz Narnia – Kura Tawhiti

Lubimy skalne miasta, zarówno te naturalne jak i te wydrążone. W Nowej Zelandii też mają swoje (oczywiście naturalne), w dodatku naznaczone filmowo. Podobnie jak w Polsce czy Czechach, tak i tu zainteresowała się tym miejscem ekipa Andrew Adamsona z „Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa”. Zdjęcia kręcił w Flock Hill,ale obok znajduje się jeszcze słynniejsze Castle Hill, choć już niefilmowe.

Flock Hill
Flock Hill

Flock Hill

Zarówno Flock Hill jak i Castle Hill to wzgórza znajdujące się na terenie Kura Tawhiti Conservation Area. Znane miejsce wspinaczkowe, trekkingowe, cel wypraw grotołazów i wędkarzy, a także filmowców i fanów.

Flock Hill - miejsce bitwy między siłami Aslana i Białej Czarownicy w Narnii
Flock Hill – miejsce bitwy między siłami Aslana i Białej Czarownicy w Narnii

Na początek przyjrzyjmy się filmowemu Flock Hill. Charakterystycznym widokiem są skały osadowe, które kiedyś tworzyły dno morskie, dziś na skutek ruchów tektonicznych znajdują się na zielonych wzgórzach. Oprócz tego wypatrzyć można tutaj kilka wejść do jaskiń, przez które przepływają źródła. Zresztą da się także do nich zejść.

Kanion w Flock Hill
Kanion w Flock Hill

Właściwe sceny z filmu kręcono w większości po drugiej stronie wzgórza, ale akurat przebywała tam jakaś inna ekipa filmowa, więc nie mogliśmy się tam dostać. Jednocześnie wiele miejsc wygląda dość narnijsko, niczym wyjęta z bitwy między wojskami Aslana i Białej Czarownicy. W tym miejscu jednak nie wspomina się Narnii, niestety to nie „Władca”. Swoją drogą wcześniej kręcono w tym miejscu także kilka scen do telewizyjnej wersji „Zaginionego świata” z 2001 (na motywach powieści Arthura Conan Doyle’a).

Jaskinia w Flock Hill
Jaskinia w Flock Hill

Miejsce przy którym się zatrzymaliśmy, nazywa się Cave Stream Scenic Reverse. Znajduje się tam parking i kilka tablic informacyjnych, tak o skałach, jak i jaskiniach ze strumieniami. Oczywiście wstęp jest darmowy. Od tej strony idąc widzimy skały trochę w oddali, nie dochodzimy do nich, tak by móc wędrować pomiędzy nimi. Znów dość typowe dla Nowej Zelandii: mamy ścieżkę, stosunkowo łatwą, ale też krótką.

Castle Hill
Castle Hill

Castle Hill

Znajdujące się tuż obok Castle Hill zdecydowanie bardziej przypomina jedno ze skalnych miast, doskonale znanych nam choćby z czeskich gór. Ich geneza jest podobna: skały osadowe 30 milionów lat temu tworzące morskie dno, wypchnięte na powierzchnię i poddane procesom erozji. Jednocześnie pozostaje bardzo podobne wizualnie do Flock Hill. Osadzone jest w praktycznie tym samym miejscu, czuje się tu Nową Zelandię.

Castle Hill
Castle Hill

 Nazwa została nadana przez europejskich odkrywców, którym skalne rumowisko bardzo przypominało ruiny średniowiecznych zamków. Znów mamy tu darmowy parking i możliwość samodzielnego chodzenia, ale tym razem także między skałami. Wszystko za darmo. Jest wyznaczona ścieżka, ale tym razem do skał można sobie podejść, ba nawet na nie wejść. W pewnym momencie nie ma już wyznaczonej trasy i szczerze: to jest bardzo fajne. Sprawia to, że miejsce to jest bardzo popularne nie tylko wśród turystów, ale też samych Kiwi. To dość znana atrakcja, przyciągająca naprawdę wiele osób.

Castle Hill
Castle Hill

Dojazd i zwiedzanie Kura Tawhiti

Tu warto porównać na chwilę Flock Hill i Castle Hill. W tym drugim dość duży parking był mocno zajęty, w tym pierwszym zaś mieliśmy naprawdę wiele miejsc do zatrzymania się do wyboru. Cóż, jak już wspominaliśmy, Narnia nie ściąga tu aż tylu osób, a Castle Hill ma swoją renomę.

Castle Hill
Castle Hill

Trudno się dziwić, bo to bardzo ładne skalne miasteczko. Może nie tak duże, jak te do których przyzwyczaiły nas europejskie góry, ale wciąż dające wiele radości, czy to z chodzenia, wspinania się na wzgórze czy same skały.

Skały w Kura Tawhiti Conservation Area
Skały w Castle Hill

Stąd także mamy dobry widok na Flock Hill. Obie atrakcje są zdecydowanie komplementarne. Jeśli mamy czas, warto poświęcić go trochę na oba wzgórza, z tym że pewnie Castle Hill zajmie nam go zdecydowanie więcej.

Kura Tawhiti Conservation Area
Castle Hill (Kura Tawhiti Conservation Area)

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Flock Hill i Castle Hill
Szlak filmowy
Flock Hill / Castle Hill
Share Button

Przylądek Foulwind i kolonia fok

W Nowej Zelandii nie jest trudno  podziwiać naturę. Wielbiciele flory będą zachwyceni, gorzej jeśli bardziej interesuje nas fauna. Ze zwierzętami zawsze jest ten problem, że czasem gdzieś sobie pójdą, gdzieś się schowają i można spędzić nawet 9 dni na tanzańskich safari, a nosorożca nie zobaczyć. Sam przylądek Foulwind pozornie się nie wyróżnia. Tym bardziej zaskakuje miejsce, które nawet na mapie Google’a jest oznaczone jako Seal colony (Tauranga Bay), czyli kolonia fok. Było po drodze, więc odbiliśmy trochę, zobaczyliśmy i zaiste, foki były.

Plaża przy kolonii fok
Plaża przy kolonii fok

Przylądek Foulwind

By znaleźć kolonię fok, należy kierować się na przylądek Foulwind (Cape Foulwind). Pierwotna nazwa tego miejsca brzmi Rocky Cape, została nadana jeszcze przez Abela Tasmana. Ale dziś używa się późniejszej, którą zawdzięczamy innemu wielkiemu odkrywcy tych ziem, Jamesowi Cookowi. Nazwa to dzieło przypadku. Otóż opływając ten przylądek na okręcie „Endeavour”, Cook został odepchnięty przez przeciwny wiatr, który skierował go wprost do Australii.

Kolonia fok niedaleko Foulwind
Kolonia fok niedaleko Foulwind

Tyle jeśli chodzi o historię. To, co nas sprowadziło do tego miejsca, to foki. Mają one tu swoją stałą kolonię, dość blisko brzegu. Punkty obserwacyjne są ustawione tak, że ludzie nie przeszkadzają zwierzętom. Nie można do nich podejść, ani podpłynąć, jedynie spoglądać na nie z wysokiego klifu. Zaś dzięki ciepłym prądom, morzu bogatym w ryby, zwierzęta te czują się tu bardzo dobrze i bytują praktycznie cały rok. To ich bezpieczna enklawa.

Kolonia fok
Kolonia fok

Kolonia fok – kotików nowozelandzkich

Gatunek tych fok to kotik nowozelandzki (łac. Arctocephalus forster). Przypominamy, że rdzennie w Nowej Zelandii rdzennie nie występowały żadne ssaki, z wyjątkiem właśnie fok, które mogły tu sobie przypłynąć, oraz nietoperzy.

Kotik nowozelandzki
Kotik nowozelandzki

O ile kotiki te nie muszą obawiać się ludzi, niestety nie można tego powiedzieć o ich naturalnych wrogach. W tej okolicy może nie spotyka się jakoś często rekinów, ale czasem da się tu zaobserwować choćby orki, żywiące się między innymi fokami. Waleni pływa tu więcej, są i delfiny, no i czasem wieloryby, acz jedne i drugie nie są zagrożeniem dla kotików. Nam niestety (a może stety dla kotików) nie udało się dostrzec nic poza fokami.

Kotik nowozelandzki
Kotik nowozelandzki

Dojazd do kolonii i zwiedzanie Foulwind

Kolonia fok znajduje się w Zatoce Tauranga. Dojazd jest dobrze oznaczony, oczywiście mamy do dyspozycji całkiem spory parking i krótką trasę do przejścia. Teren jest otwarty, wstęp darmowy. Gorzej, gdybyśmy chcieli dojść do latarni morskiej na przylądku Foulwind. Niestety trzeba przejść przez teren prywatny. Ewentualnie trzeba by spróbować dojechać tam z drugiej strony, dokładając kilometrów.

Kolonia fok (Nowa Zelandia)
Kolonia fok (Nowa Zelandia)

Kolonia fok to bardzo dobre miejsce na krótki spacer, taki na rozprostowanie kości w czasie dłuższej drogi po Nowej Zelandii. To jedno z tych miejsc, przy których naprawdę warto się zatrzymać. Nie tylko dla kotików, cała okolica jest piękna. A jak jeszcze dopisze pogoda, to mamy kwintesencję kraju Kiwi. Co najwyżej można narzekać na silne wiatry, ale nam specjalnie nie przeszkadzały – od nich przecież pochodzi urok i nazwa tego miejsca.

Latarnia morska na przylądku Foulwind
Latarnia morska na przylądku Foulwind
Klify w okolicy przylądka Foulwind
Klify w okolicy przylądka Foulwind

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Przylądek Foulwind
Share Button