Archiwa tagu: medyna

Dubaj, zwiedzanie nie tylko za „Mission: Impossible”

Gdy jechaliśmy autobusem do Baku, pewien Azer zachwalał stolicę swojego kraju jako „mały Dubaj”. Wiedzieliśmy, że koloryzuje, ale rzeczywiście, byliśmy pod wielkim wrażeniem nowoczesnych wieżowców, szerokich arterii, pięknych iluminacji. Jednak ten czar pryska bardzo szybko, wystarczy tylko wyjechać z lotniska Dubai International Airport (DXB). Ba, gdy jeszcze schodziliśmy do lądowania, nabraliśmy przekonania, że stwierdzenie „Baku to mały Dubaj” jest… mocno przesadzone! Nieprawdziwe! Petrodolary są w Dubaju, w Baku co najwyżej petrocenty! Dubaj (arab. دبي) to  kwintesencja Emiratów, miejsce gdzie widać pieniądze zainwestowane we wszystko, co się da. To niesamowita mieszanka zaskakujących rzeczy, ale przy tym często stylowych, dopracowanych, przepychu, bogactwa. No i nie może zabraknąć filmu: przede wszystkim „Mission Impossible: Ghost Protocol”.

Panorama Dubaju
Panorama Dubaju

Burj Khalifa

Z filmem właściwie wiąże się jeden wieżowiec – słynny Burj Khalifa, (lub Burdż Chalifa)  ale nim do niego przejdziemy, dwie krótkie uwagi. Po pierwsze, w Dubaju faktycznie najczęściej zwiedza się hotele i centra handlowe. Burj wpisuje się w to doskonale, bo tu jest jedno i drugie. Druga sprawa: trzeba brać poprawkę na filmy z serii „Mission: Impossible”. Jak pamiętamy z Maroko, sceny dziejące się w Casablance są w montażu połączone z ujęciami z Marakeszu, Rabatu, a nawet okolic Agadiru. W przypadku Dubaju jest bardzo podobnie. Topologia jest trochę zaburzona, prawa ekranu.

Burdż Chalifa
Burdż Chalifa

Jeśli ktoś szukałby małej drogi po pustyni, którą jechał Tom Cruise z ekipą, gdzie musiał wyminąć wielbłądy, zaś na horyzoncie wznosi się Dubaj z górującym szczytem Burj Khalifa, to się  zawiedzie. Trasa wjazdowa do Dubaju od strony Al-Ajn, prawdopodobnie jest najbardziej pustynna ze wszystkich. A przy tym wielopasmowa. Wielbłądy w tym miejscu nawet jak są, to raczej się nie szwendają po drogach. Natomiast faktem jest, że przy sprzyjającej widoczności, Burj Khalifa można zobaczyć z odległości około 80 kilometrów. Przy drodze jest też tor wyścigowy dla wielbłądów, więc może się zdarzyć, że na poboczu jakiegoś się znajdzie.

Widok z Burdż Chalifa
Widok z Burdż Chalifa

Geneza nazwy Burdż Khalifa

Budynek ten początkowo miał się nazywać Burj Dubai, czyli wieża Dubaju. Pomijając powiązania historyczne (wcześniej istniała taka wieża), nadano mu nazwę  Burj Khalifa, czyli Wieża Chalify (Burdż Chalify) na cześć prezydenta Emiratów, szejka Chalify bin Seida, honorując tym samym jego osobisty, finansowy wkład w uniknięcie przez ZEA skutków kryzysu gospodarczego. Obecnie jest to najwyższy budynek świata. Mierzy 829,8 metrów wysokości, czyli prawie kilometr w pionie, więcej niż np. Ślęża. Najwyższe, czyli 156 piętro jest na wysokości 584,5 metra. Taras widokowy dla turystów jest na 148 piętrze na wysokości 555, 7 metrów lub 124-125 piętrze i wysokości 452 m (tańsza opcja). Budowa trwała zaledwie 5 lat (2004 – 2009 rok, oficjalne otwarcie miało miejsce 4 stycznia 2010) i pochłonęła kwotę 1,5 miliarda dolarów. Budynek jest połączony z Dubai Mall, tworzy jedno centrum (handlowe). W wieży zaś mamy zarówno biura, jak i hotel.

Skrzyżowanie w Dubaju
Skrzyżowanie w Dubaju

Mission: Impossible i Burj Khalifa

Zdawałoby się, że taki budynek nie potrzebuje dodatkowej promocji, jednak film „Mission: Impossible – Ghost Protocol” Brada Birda z 2011 roku, gdzie wiele kluczowych scen ma miejsce w drapaczu chmur, a Tom Cruise brawurowo wspina się po elewacji wieży, dodatkowo rozsławiły Burj Khalifa i sam Dubaj. Podczas oczekiwania na wjazd na 124 piętro, turystom wyświetla się fragment reportażu o tym filmie. Tom Cruise NAPRAWDĘ wyszedł na zewnątrz budynku i się po nim wspinał. Oczywiście w uprzęży, ale sama myśl przyprawia o zawrót głowy. Niekoniecznie robił to na samym szczycie, ale i tak jest to wyzwanie. Niemniej jednak ekipa filmowa urzędowała na 123 piętrze, wówczas jeszcze nie oddanym do użytku.

Liny, które zabezpieczały Toma zostały usunięte komputerowo przez specjalistów z Industrial Light and Magic. Zaplanowanie zdjęć trwało prawie 5 miesięcy. Z tego pierwotnie tylko przez dwa dni zdjęciowe miano kręcić na zewnątrz. Ostatecznie wyszło osiem. Warto dodać, iż pracujący tu Hindusi robią to dużo częściej, ponieważ czyszczą elewację od zewnątrz, a także przeprowadzają pracę konserwacyjne.

Widok z Burj Khalifa
Widok z Burj Khalifa

At the top

Główny taras widokowy na Burj Khalifa jest na 148 piętrze, zdecydowanie bardziej ekskluzywny, co za tym idzie droższy. Jest też drugi, na 124 piętrze, oczywiście wjeżdża się tam windą. Znajduje się tam obserwatorium At the Top. Jest tutaj kawiarnia, sklep z pamiątkami, gdzie można kupić certyfikat, że się było w najwyższym budynku świata. Po kręconych schodach można się dostać na wyższy taras (125 piętro). To właśnie At the Top jest tą zdecydowanie najbardziej popularną atrakcją Dubaju. Różnica w cenie między 124 a 148 piętrem jest bardzo zauważalna.

125 piętro
125 piętro

Bilet i ciekawostki (Burj Khalifa)

Ponieważ dużo ludzi chce zobaczyć panoramę Dubaju z tarasu Burj Khalifa, wizytę tę należy sobie wcześniej zarezerwować (np. na stronie At the top, można też sprawdzać Groupona, bo tam często są promocje). Inaczej mogą być problemy z wejściówkami, ale nie muszą, zależy od natężenia ruchu. Godzina na bilecie jest przybliżona, acz w bardzo ograniczonym zakresie.

Tak mniej więcej o pół godziny w tę czy we w tę da się to bez problemu przesunąć na miejscu. Przychodzi się z wydrukowanym voucherem i dalej wszystko idzie dość prosto, choć trochę trwa ze względu na ilość ludzi i kolejki. Gdy już potwierdziliśmy bilet, przechodzi się przez kontrolę bezpieczeństwa, a potem idzie do wind. Te są niesamowite, bardzo szybkie, a przy tym świetnie skalibrowane. Prawie się nie czuje ruchu, czy startu. Czuć za to zmiany ciśnienia w uszach. Na górze mamy już tyle czasu, ile potrzebujemy. Nikt nikogo nie pogania, choć przy windach na dół i tak najczęściej jest kolejka.

Taras widokowy
Taras widokowy

Na 124 piętrze

Widok na rozbudowujący się Dubaj trochę przypomina ten z samolotu. Na 555 czy nawet 452 metrach, ta wysokość staje się abstrakcją, nie czuje się jej. Staje się raczej odległością, dalekim horyzontem. Przy odpływie i przy dobrej widoczności można stąd dostrzec brzeg Iranu, oddalonego w prostej linii 100 kilometrów! Przy gorszej widoczności ciężko zobaczyć dalszą zabudowę Dubaju. Zaś jeszcze wracając do „Mission: Impossible”: hotele znajdują się w tym budynku do 8 piętra oraz na 38 i 39, w filmie wygląda to jeszcze inaczej. Podobnie zresztą jest z burzą piaskową, szczęśliwie dla pracujących tu Hindusów tak strasznie to nigdy nie wygląda.

Burdż Chalifa nocą
Burdż Chalifa nocą

Dubaj z góry i dołu

Z Burj Khalifa można dwukrotnie obserwować zachód i wschód słońca: gdy podziwiamy zachód, należy najpierw oglądać słońce z poziomu ulicy, zaś potem wjechać na punkt widokowy, by podziwiać zachód raz jeszcze tego samego wieczora. Ze wschodem oczywiście postępuje się na odwrót: najpierw słońce wschodzi dla obserwatora na szczycie wieży, później dla obserwatora z poziomu ulicy. Trudniej też kupić bilety w okolicach zachodu, więcej osób chce tam wjechać na tą godzinę. Zresztą wiąże się z tym pewien kłopot natury religijnej: dla przebywających na górnych piętrach muzułmanów słońce zachodzi później, niż na poziomie gruntu. Ma to znaczenie na przykład podczas Ramadanu, gdy jeść można po zachodzie słońca. Stąd wytyczne duchownych muzułmańskich, by przebywający powyżej 80 piętra po zachodzie słońca (z ich perspektywy) odczekali 2 minuty, a przebywający powyżej 150 piętra – 3 minuty.

Fontanna przy Dubai Mall z góry
Fontanna przy Dubai Mall z góry

Dubai Mall

Jak wspominaliśmy, Burj Khalifa jest praktycznie częścią Dubai Mall. To duże centrum handlowe z lodowiskiem, kinem i wieloma innymi atrakcjami. Wieczorem można się załapać na pokaz największej choreograficznej fontanny na świecie. Zbudowana na 30-akrowym sztucznym jeziorze, długa na 275 metrów. Tryska wodą na wysokość do 152,4 metra, a na raz może wyrzuć w powietrze nawet 83 tysiące litrów wody! Nieźle jak na pustynny kraj. Oświetla ją prawie 7 tysięcy lamp i 25 kolorowych projektorów. Kosztowała ponad 200 milionów USD.

Uroczysta inauguracja fontanny i przy tym Dubai Mall miała miejsce w 2009 roku. Widowisko robi ogromne wrażenie: synchronizacja fontanny z muzyką jest bardzo precyzyjne, efekty świetlne i wodne olśniewające. Program pokazu bardzo dynamiczny, świetnie dopasowany do muzyki. Trafiliśmy na jakiś arabski rytm, uwspółcześnioną tradycyjną melodię tak kojarzoną z krajami arabskimi. Niekiedy można usłyszeć remiks motywu przewodniego z „Mission Impossible” – bardzo celnie! W repertuarze z filmowych kawałków jest też piosenka „Skyfall” w wykonaniu Adele i motyw przewodni z „Siedmiu wspaniałych”. Wieczorem nie tylko fontanna jest oświetlana. Na Burj Khalifa wyświetlane są kolorowe animacje na elewacji.

Dubai Mall
Dubai Mall

Oceanarium i dinozaur

Oceanarium w centrum handlowym, czemu by nie? Dubai Aquarium & Underwater Zoo to jedna z tych dodatkowo płatnych atrakcji. W akwarium jest około 300 gatunków morskich zwierząt, w tym rekiny. Prawdę powiedziawszy, nie zrobiło na nas dobrego wrażenia, zwłaszcza że bilet do tunelu pod wodą kosztował dużo, a odcinek do przejścia mały. Pod tym względem Dubaj ma jeszcze trochę do nadgonienia.

Dubai Aquarium
Dubai Aquarium

Otwarte jesienią 2008 roku Dubai Mall jest ogromne: ma powierzchnię 520 tysięcy kilometrów kwadratowych na 4 kondygnacjach, na parkingu mieści się jakieś 14 tysięcy samochodów. A i tak o późniejszej godzinie trudno o miejsce. Jest tutaj ponad 1200 sklepów i usług. Parking jest darmowy, a przy centrum jest też stacja metra. To dobre miejsce, by zostawić samochód i wyskoczyć stąd po Dubaju.

Diplodok w Dubai Mall
Diplodok w Dubai Mall

Dubai Downtown

Trzeba przy tym pamiętać, że Dubai Mall jest zaledwie częścią całego kompleksu Dubai Downtown. Jeszcze więcej sklepów? Na obszarze Downtown jest suk, taki elegancki, z górnej półki. Samo Dubai Mall jest bardzo różnorodne, jeśli chodzi o architekturę tego miejsca. Można mieć swój ulubiony zakątek. Nas zaskoczył choćby diplodok. Najbardziej kompletny odnaleziony szkielet diplodoka, przynajmniej według informacji podanych na ekranie przy szkielecie. Wyobrażacie sobie takie coś w którymś z naszych centrów handlowych? Oprócz tego w środku jest masa przeróżnych sklepów i restauracji, a co pewien czas jakieś ciekawostki, jak rzeźby. Natomiast najciekawsze wrażenie centrum robi właśnie zaraz po pokazie fontanny, gdy olbrzymi tłum ludzi wraca do środka. Wtedy w niektórych newralgicznych miejscach stoją osoby kierujące ruchem.

Śródmieście Dubaju w kinie

Dubai Downtown to także inna lokacja filmowa. Kręcono tu ujęcia do stacji Yorktown w „Star Trek: W nieznane”. Tam również wykorzystano fragmenty dubajskiego Jumeirah Lake Towers oraz ujęć Seulu. Jeszcze inny film to bollywoodzki „Ki & Ka”, zresztą Dubaj pojawia się w wielu innych hinduskich produkcjach. Burj Khalifa został naruszony i nie trzyma się już pionu w katastroficznym filmie „Geostorm”. W „Dniu niepodległości: Odrodzenie” Burj nawet lata przez moment, zanim zostaje zniszczony. Ujęcia miasta pojawiają się też w „Wall Street: Pieniądz nie śpi” Olivera Stone’a. Więcej różnych rozpoznawalnych miejsc można znaleźć w chińskim „Kung Fu Yoga” z Jackie Chanem. Zaś kończąc temat filmowy, w okolicznych pustyniach kręcono „Syrianę”.

Fontanna w Dubai Downtown
Fontanna w Dubai Downtown

Mall of the Emirates

Mall of the Emirates to kolejne wielkie centrum handlowe, odwiedzane rocznie przez około 40 milionów zwiedzających i klientów. Otwarte w 2005 roku, przebudowane w 2015 roku, o powierzchni około 220 tysięcy kilometrów kwadratowych, z parkingiem na ponad 7000 samochodów, bo jakoś do tych ponad 700 sklepów i usług trzeba dojechać. Przy Mall of the Emirates znajduje się Sheraton i Kempinsky, żeby przyjechać na zakupy nie na kilka godzin, ale na kilka dni.

Stok w Mall of Emirates
Stok w Mall of Emirates

W centrum handlowym Mall of the Emirates jest Ski Dubai, czyli tor narciarski. Z kolejką linową. I śniegiem. I jest tam -2 stopnie Celsjusza. Ot zwykła atrakcja w galerii… Wejście tam jest płatne, jest wypożyczalnia sprzętu narciarskiego, dają ciepłe ubrania. Trochę tak szczęka opadła. Pojechać na narty do Dubaju, nocleg w Sheratonie, kolejka linowa i śnieg i cały czas jesteśmy w jednym centrum handlowym.

Dubai Downtown
Dubai Downtown

Palm Jumeirah i Jumeriah

Jumeirah to obszar wybrzeża zajęty przez luksusowe rezydencje i hotele. Do lat 60. XX wieku zamieszkiwali go głównie rybacy i poławiacze pereł, w dobie rozwoju gospodarczego zaczęli osiedlać się tutaj zamożni Arabowie, wyrastały kolejne hotele. Jeden z kompleksów hotelowych obejmuje Souq Medinat Jumeirah, czyli luksusowy suk. Niewiele ma wspólnego z tym, co widzieliśmy choćby w Nizwie, ale dla bardzo bogatych turystów to dobre miejsce na zakupy: daje poczucie egzotyki, a jednocześnie jest okiełznane, bezpieczne i czyste.

Plaża na Palm Jumeirah
Plaża na Palm Jumeirah

Burj Al Arab

Sztandarowym projektem Jumeirah jest Burj Al Arab, czyli Wieża Arabów lub Wieża Arabska. Ten ukończony w 1999 roku hotel (obecnie trzeci najwyższy na świecie) w momencie powstania był najbardziej luksusowym hotelem świata. Miał mieć oznaczenie 7-gwiazdkowego, ostatecznie ma 5 gwiazdek z dopiskiem Deluxe. Obecnie bardziej luksusowy jest Emirates Palace w Abu Zabi.

Burj Al Arab widoczny Jumeirah
Burj Al Arab widoczny Jumeirah

Sztuczne wyspy

Burj Al Arab jest posadowiony na sztucznej wyspie, posiada tylko 28 użytkowych pięter, na których mieszczą się 202 apartamenty. Najmniejszy z nich ma „zaledwie” 169 m2, największy to aż 780 m2! Jednak przeglądając stronę internetową hotelu i zdjęcia pokoi to musimy przyznać, że nie są ładne. Dość kiczowate. Wnętrzarsko ładniejszy jest Emirates Palace. Ale to może tłumaczyć fakt, że Burj Al Arab jest chętnie rezerwowany przez Chińczyków – taki gust.

Jumeirah
Jumeirah

U wybrzeży dzielnicy Jumeirah znajdują się słynne palmowe wyspy, z których największa i najbardziej znana jest Palm Jumeirah. Konstrukcja wyspy rozpoczęła się w 2001 roku, a już w 2006 roku pierwsi mieszkańcy wprowadzali się do swoich apartamentów.
Gdy tak stoimy na tej wyspie, w ogóle nie mamy poczucia, że to jest wyspa, w dodatku sztuczna: jest naprawdę wielka i ma duże zagęszczenie apartamentowców wzdłuż głównej arterii – „pnia” Można też podejść na tutejsze plaże. W całym Dubaju jest ich kilka, niestety większość jest płatna. Najczęściej można za darmo zobaczyć sobie widoki i tyle. Czyli stoi się na chodniku i nie wchodzi na piasek, ochroniarze na to nie pozwalają.  Zaś wracając do Palm Jumeiriah, ma ona własną kolejkę monoszynową, ot kolejny środek transportu. Widać stamtąd kolejne ciekawe miejsce, czyli Dubai Marina.

Suk w Jumeirah
Suk w Jumeirah

Dubai Marina

Dubai Marina to dzielnica biznesowo-mieszkalna, która jest posadowiona wzdłuż sztucznego kanału łączącego się z obu stron z Zatoką Perską. Dubai Marina ma ośmiokilometrową trasę spacerową, Marina Walk, zrobioną wzdłuż wybrzeża sztucznego kanału. Po zmroku wygląda to super! Marina jest w całości zrobiona przez jednego dewelopera: Emaar Properties, a zaprojektowana przez kanadyjską pracownię projektową, stąd nie dziwi inspiracja podobną sztuczną mariną w Vancouver.

Dubai Marina
Dubai Marina

Wysokość wieżowców przeważnie mieści się w przedziale 250 – 300 metrów, ale jest także kilka o wysokości 350 do ponad 400 metrów i jeden jeszcze nie ukończony superwysokościowiec Pentominium, który ma sięgać 516 metrów.

Dubai Marina
Dubai Marina

Rezerwat Ras Al Khor

W Dubaju jest wiele niesamowitych rzeczy, w tym także częściowo sztuczny rezerwat przyrody. Ras Al Khor to mokradła obejmujące las namorzynowy, odbudowany i utrzymywany na zlecenie emira Dubaju, by zachęcić migrujące ptactwo do zatrzymywania się tutaj.

Rezerwat ten znajduje się na liście ramsarskiej, takim odpowiedniku listy UNESCO, ale obejmującej obszary wodno-błotne o znaczeniu międzynarodowym, zwłaszcza jako habitat ptactwa wodnego. W Polsce mamy 16 Obszarów Ramsar, należą do nich choćby Stawy Milickie, Biebrzański Park Narodowy, czy Park Narodowy Ujście Warty. Wracając jednak do Ras Al Khor, ten został wpisany na listę ramsarską pod koniec 2007 roku jako pierwszy i najważniejszy obszar Ramsar ZEA na tej liście.

Wcześniej, bo w 1998 roku uznano Ras Al Khor za obszar zagrożony zagładą przez ludzką działalność, przede wszystkim postępującą urbanizację. Szejk Zajid, prezydent i główny założyciel ZEA, wydał prawo o obszarach chronionych w Dubaju. Ras Al Khor znalazł się pod protektoratem emiratu Dubaju. Od tamtego czasu znacznie wzrosły działania na rzecz ochrony Ras Al Khor i zapewnienia jego biologicznej różnorodności. Oczywiście, by ptaki czuły się tu lepiej, trochę teren dostosowano.

Ras Al Khor
Ras Al Khor

Dubai Creek, Ramsar, ptaki i namorzyny

W tym hałaśliwym, rozrastającym się w błyskawicznym tempie mieście znajduje się oaza dla migrującego ptactwa. Zwłaszcza, że w bezpośrednim sąsiedztwie buduje się nowe centrum Dubai Creek, z budynkiem, który ma być jeszcze wyższy niż Burj Khalifa. Będzie mieć ponad 900 m. To niesamowity kontrast.

Widok na centrum
Widok na centrum

Ras Al Khor oznacza dosłownie „przylądek strumienia”. Obejmuje obszar 20 hektarów, będący rozlewiskiem Dubai Creek, który wpływa do Zatoki Perskiej. Wody tworzą liczne rozlewiska, płytkie laguny i bagniska. Woda słodka miesza się ze słoną, w tych warunkach rosną namorzyny. Jest przystankiem na trasie dla około 20 tysięcy ptaków reprezentujących 67 gatunków, migrujący na trasie wschodnia Afryka – zachodnia Azja. Najkorzystniejszym okresem do ich obserwacji jest zima i okresy przejściowe, kiedy nasilona jest migracja. Natomiast jak się doda różne ptaki nie migrujące, to można tu wypatrzyć ponad 270 różnych gatunków.

Dla turystów powstała ścieżka edukacyjna oraz czatownie rozmieszczone wokół obszaru. Wstęp jest bezpłatny, a na miejscu można zapoznać się z informacjami na temat ptaków żyjących w rezerwacie. Z powodu bogactwa gatunków, czatownie są dość mocno oblegane przez wielbicieli ptasiej fotografii.

Flamingi
Flamingi

Obserwowanie flamingów

Ras Al Khor jest znany przede wszystkim ze stad flamingów różowych. Kolor zawdzięczają czerwonemu barwnikowi zawartego w ciałach pożeranych przez nie skorupiaków. Tutaj są one dokarmiane. Ptaki jednak nie trzymają się sztywno granic rezerwatu, można je wypatrzyć w różnych częściach miasta. Zaś samo Ras Al Khor jest także dobrym miejscem na oglądanie dubajskiej panoramy, choćby gdy Burj Khalifa zaczyna się mienić kolorowym oświetleniem. Jedyny problem to zdecydowanie małe, acz darmowe parkingi.

Flamingi
Flamingi

Stary Dubaj – Bur Dubai

Dubaj ma swoje Stare Miasto. Trzeba tylko wziąć poprawkę na to, że to „stare miasto” w większości pochodzi z lat 60., kiedy to zaczął się okres szybkiego bogacenia miasta dzięki wydobyciu ropy naftowej.

Muzeum Dubajskie i fort Al Fahidi
Muzeum Dubajskie i fort Al Fahidi

Tym niemniej warte zobaczenia jest Muzeum Dubaju, mieszczące się w forcie Al Fahidi. Al Fahidi to nazwa najstarszej dzielnicy współczesnej historii Dubaju, która sięga połowy XIX wieku, kiedy to Dubaj był osadą rybacką i poławiaczy pereł. Dubajskie perły są zresztą wspomniane przez weneckiego kupca żyjącego w XVI wieku. Jednak większość XIX wiecznych zabudowań to chaty z suszonej gliny, kryte palmowymi liśćmi. W XVI wieku nie wyglądało to lepiej, a prawdopodobnie dokładnie tak samo. W Muzeum Dubaju można poznać historię miasta od najstarszych znalezisk archeologicznych, przez XVI-wieczne wzmianki o mieście, epokę przed-naftową i wreszcie gwałtowny rozwój w epoce ropy, zapoczątkowanej w latach 60. odkryciem złóż ropy naftowej w wodach terytorialnych.
Muzeum jest nowoczesne, ma ciekawą ekspozycję, choć czasem tablice z opisami są słabo oświetlone.

Dubai Creek
Dubai Creek

Malowniczy jest też widok na Dubai Creek, po którym można się przepłynąć tradycyjną rybacką łodzią. Nazywa się je abra, dziś jednak pełnią głównie rolę turystycznych taksówek, oraz statków wycieczkowych (te drugie są zdecydowanie droższe i mają swoich naganiaczy). Warto się przespacerować uliczkami Al Fahidi – klimatyczne miejsce, daje wgląd w tradycyjne arabskie miasteczko, jakim jeszcze niedawno był Dubaj. W okolicy są też targi  hinduskie.

Można też zobaczyć z zewnątrz dwór Jego Wysokości Emira Dubaju, premiera i wiceprezydenta Zjednoczonych Emiratów Arabskich Mohammeda bin Rashid Al Maktoum. Oczywiście z zewnątrz.

Okolice toru wyścigowego
Okolice toru wyścigowego

Suk – Deira

Po drugiej stronie rzeki w dzielnicy Deira znajduje się kolejna bardziej tradycyjna atrakcja, czyli suk. Dziś zdecydowanie bardziej turystyczny, ale też warty zobaczenia. Złoty Suk w Dubaju, czyli dobre miejsce na zakupy, oblegane przez turystów. W sklepach ze złotem najczęściej widać Arabów i Rosjan, co zrozumiałe. Dla tych ostatnich to sprzedają nawet złote krzyże. Mogą nie lubić symbolu chrześcijaństwa, ale pieniądz jest pieniądz.
Z przypraw najbardziej widoczne są stosy drogocennego szafranu z Iranu. Oprócz tego kaszmirowe chusty i mnóstwo pamiątek.

Suk
Suk

Tu też wrócimy do „Mission: Impossible”. Ethan Hunt wybiegając z Burj Khalifa wbiega gdzieś w stare miasto. Patrząc na odległość tych miejsc, to jest tam niezły skok w akcji. Ale to przecież niemożliwa misja.

Złoty suk (Dubaj)
Złoty suk (Dubaj)

Parki rozrywki i inne atrakcje

Dubaj ma też wiele miejsc typowo rozrywkowych. Od parków rozrywki, przez ciekawe ogrody, po lokale rozrywkowe. Tych ostatnich nie ma dużo, nie są też jakoś wybijające, ale są. Jeśli ma się pieniądze, to znajdzie się tu wszystko, włącznie z alkoholem. Jest nawet kościół katolicki. A co ważniejsze, to bardzo bezpieczne miejsce. Jedyne co nas rozczarowało, to samochody. Podobno nawet policja miała jeździć jakimiś kosztownymi brykami, ale nie widać tego aż tak bardzo na ulicach.

Natomiast z dodatkowych atrakcji można tu obejrzeć przepiękne ogrody, parki tematyczne, ale dodatkową atrakcją są też wyścigi wielbłądów. Te organizowane są pod Dubajem, przede wszystkim w okresie zimowym. Choć nawet jest strona z informacją, niestety nie jest ona aktualizowana na bieżąco, więc najlepiej poprosić w hotelu o sprawdzenie, kiedy takie wyścigi się odbywają. Alternatywą jest też skorzystanie z google’a i sprawdzenie pośredników. Jeśli mają termin dostępny na dany dzień, to śmiało można wziąć samochód/taksówkę i pojechać.

Targ przypraw
Targ przypraw

Poruszanie się po mieście

Na koniec małe sprowadzenie na ziemię. Prowadzenie samochodu i nawigowanie po Dubaju to jakiś koszmar. Mapy Google nie są zbyt aktualne, nie nadążają za zmianami, GPS nie zawsze dobrze łapie poziom ulicy zwłaszcza na dużych skrzyżowania, olbrzymi ruch i polska kultura jazdy (lub raczej jej brak) oraz liczne rozjazdy powodują problemy. A gdy się źle zjedzie, to do nadrobienia jest 10 – 20 kilometrów! Innymi słowy, jak się nie zna Dubaju, to technika nie zawsze pomoże szybko podejmować decyzje. Jeśli mamy przejechać głównymi arteriami, bądź bardziej bocznymi drogami, to wystarcza. Ale jeśli trzeba krążyć po ślimakach, to niestety należy poświęcić temu więcej czasu na ewentualne błędy.

Nam było szkoda się tłuc po Dubaju w ten sposób, więc postawiliśmy zostawić auto na parkingu Dubai Mall (gdzie i tak jechaliśmy ze względu na Burj Khalifa). Takie rozwiązanie ma dwie zalety. Stąd było dość blisko do metra (które jest połączone z Dubai Mallem), a dwa parking jest darmowy. Dubaj jest olbrzymi, pełny aut więc parkingi są tu niestety płatne. Malle są bardzo dobrą darmową alternatywą, ale trzeba zająć miejsce z samego rana – potem jest tłoczno.

Trasa metra
Trasa metra

Metro pierwszej klasy

Metro w Dubaju w połączeniu z tramwajem i taksówką to efektywny, bezstresowy i stosunkowo tani sposób podróżowania. O ile nie kupimy biletu na pierwszą klasę. Tak, metro ma wagony pierwszej klasy. W pełni zautomatyzowane metro zostało uruchomione w 2009 roku, ma dwie linie liczące razem 75 kilometrów, przez co jest jedną z najdłuższych sieci transportu szynowego zautomatyzowanego, czyli bez maszynisty. Wyprzedza je tylko kolejka w Vancouver (79 km) i Singapurze (97 km linii zautomatyzowanej). Za to Red Line o długości 52 km jest najdłuższą pojedynczą zautomatyzowaną linią. W Emiratach musi gdzieś być jakiś rekord. Oprócz wagonów pierwszej klasy (konkretnie to „złotej” klasy), jest także wagon dla kobiet i kobiet z dziećmi.

Wystawa samochodów w Dubai Mall
Wystawa samochodów w Dubai Mall

Metro kursuje co jakieś 2 – 3 minuty, jest całe klimatyzowane, szybko się fajnie jedzie. Do 2025 roku ma być w sumie 221 km trasy metra, dla porównania londyńskie metro liczy 402 kilometry długości. Jest kilka typów biletów i kart pre-paidowych jak choćby karta NOL. To jest warte rozważenia, gdy w Dubaju zostaje się dłużej (choć jest też czerwona, papierowa karta NOL idealna na małą liczbę przejazdów). Nam wystarczył bilet 24-godzinny na metro (plus tramwaje wliczone w cenę). Do reszty zaprzęgliśmy samochód.

Taksówki

Taksówki nie należą do drogich, przynajmniej jeśli nie wpadnie się w korki. Liczy się bowiem czas jazdy, nie kilometry.

Burj Al Arab z plaży
Burj Al Arab z plaży

Ogrom wrażeń z samego tylko Dubaju jest przytłaczający. To nie jest miasto historyczne, z bogatą kulturą czy tradycjami. To nowoczesna metropolia, zaplanowana z głową, gdzie widać, że nie szczędzono kosztów. Z jednej strony więc mamy efekt wow, z drugiej taki facepalm. No i jeszcze megalomania, lotnisko ma być największe (DXB ma mieć pięć pasów startowych), najwyższy budynek, największe ogrody miejskie i tak dalej. Bardzo intrygujące miejsce.

Zaś poza filmami Dubaj to dość popularne miejsce na wakacje czy urlop, zarówno dla osób preferujących zwiedzanie, jak i innego typu rozrywki. Jest tu naprawdę sporo rzeczy do oglądania. Miasto zaś dodatkowo zostało osławione dzięki głośnej książce „Dziewczyny z Dubaju” Piotra Krysiaka opisującej polskie celebrytki i modelki zajmujące się tu prostytucją.

Dubaj nocą
Dubaj nocą

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak emiracki
Dubaj
Szlak filmowy
Dubaj (MI)

Share Button

Zanzibar – Stone Town

Poza parkami narodowymi i safari najwięcej turystów przybywających do Tanzanii przyjeżdża właśnie na Zanzibar, a tam do Stone Town. Niektórzy właściwie nawet nie opuszczają wyspy (nie licząc jakiś wycieczek w stylu Prison Island). Jednak Zanzibar bardzo się wyróżnia od reszty Tanzanii, nie tylko ze względu na kurorty, ale przede wszystkim na bardzo ciekawą historię i wpływy kulturowe.

Uliczki Stone Town

Zanzibar – historia

Cofnijmy się trochę. Sama nazwa Tanzania ma odzwierciedlać unię dwóch wcześniej istniejących państw Tanganiki i Zanzibaru. Tanganika, czyli obecnie Tanzania kontynentalna, ma przeszłość kolonialną. Przez pewien czas była niemiecka, potem brytyjska, właściwie te dwa wpływy odbiły najbardziej widoczny obecnie wpływ na kraj. Zanzibar zaś ma dużo dłużą i bardziej skomplikowaną historię. Tu poza wpływami Europejskimi (głównie portugalskie i brytyjskie) bardzo dużą rolę odegrali też Arabowie (w szczególności Omańczycy) i Persowie. Przez pewien czas wyspa była częścią Sułtanatu Omanu, potem był to samodzielny Sułtanat. Obecnie ma pewną autonomię w ramach Tanzanii.

Dom Fredy'ego Mercury'ego
Dom Fredy’ego Mercury’ego

Kolejny problem z nazewnictwem to oczywiście Zanzibar. Nazwa odnosi się tak do wyspy, autonomii jak i stolicy tego terytorium. Jej najstarsza, historyczna część, wpisana obecnie na listę UNESCO określana jest często jako Stone Town lub w suahili Mji Mkongwe, co oznacza tyle co Stare Miasto, choć po polsku raczej jest to Kamienne Miasto. Do konstrukcji budowli wykorzystywano kamienie z dawnych raf koralowych, co nadaje miastu unikalnego charakteru. A jeszcze jak dochodzi tu element kulturowy, nic dziwnego, że UNESCO dostrzegło to miejsce. Jednocześnie przedstawiciele tej organizacji doskonale zdają sobie sprawę, że władze nie przywiązują należytej uwagi do zapewnienia Zanzibarowi ochrony, więc pojawiły się nawet groźby usunięcia tego miejsca z listy.

Pozostałości po fortecy
Pozostałości po fortecy

Dom cudów
Dom cudów

Zanzibar już na pierwszy rzut oka różni się mocno od Tanzanii kontynentalnej. Bardzo widoczne są tu wpływy muzułmańskie i arabskie. Nie chodzi tylko o sposób handlowania, zabudowę, czy porządek. Tu panują nawet inne zwyczaje przy witaniu się. Zdecydowanie bardziej przypomina to państwo arabskie, choć brakuje tu charakterystycznych medyn, ale są oczywiście namiastki. Są też meczety, ale to już inna sprawa. Pozostały także forty i pałace po sułtanacie. Warto zatrzymać się chwilę w Starym Forcie i przede wszystkim podziwiać materiały z których go zbudowano (także kamieni koralowych). Pałace obecnie raczej niszczeją. Jeden z nich to tak zwany Dom Cudów (Beit-al-Ajaib), bo kiedyś był to pierwszy budynek na wyspie, gdzie zastosowano cuda techniki w stylu wind. Niestety obecnie brak mu dofinansowania i raczej straszy.

Uliczki Stone Town
Uliczki Stone Town

Kwatery niewolników

Zanzibar w historii odegrał jeszcze jedną rolę. To było ważne centrum handlu niewolnikami. Dziś można zwiedzać tu dawne kwatery niewolnicze. Zmieniono je na muzeum, z bardzo charakterystycznym pomnikiem. Miejscu temu należy się szczególna uwaga, bo stara się pokazywać problem niewolnictwa w miarę obiektywnie, bez wchodzenia w oceny, czy próby winienia kogoś. To naprawdę bardzo unikalne podejście w tego typu miejscach. Wycieczka jest bardzo pouczająca i sprzyjająca kontemplacji, choć niekoniecznie musi to być kojące.

Kwatery niewolników
Kwatery niewolników

Pomnik niewolników
Pomnik niewolników

Stone Town

Stone Town przede wszystkim daje możliwość zagubienia się w wąskich uliczkach i spacerowania nimi. Owszem, sprzedawcy tu zaczepiają bardziej niż w kontynentalnej Tanzanii, ale też jest bezpiecznie. Obecnie Zanzibar żyje w dużej mierze z turystyki i starają się oferować różną gamę wycieczek. Pewnie najpopularniejsze są spice tours, czy opisana przez nas osobno Prison Island. Są też plaże i ogrody ze zwierzętami, pełniące rolę namiastek safari. No i jak ktoś chce to z pewnością znajdzie sobie tu wycieczkę z przelotem do jednego z parków na kontynencie. Dla nas Zanizbar był zwieńczeniem tanzańskiej podróży, miejscem w którym mogliśmy trochę odpocząć.

Targowisko w Stone Town (Zanzibar / Tanzania)
Targowisko w Stone Town (Zanzibar / Tanzania)

Plaża w dzień
Plaża w dzień

Jeśli zainteresował Cię ten wpis, przeczytaj inne o Tanzanii.

Szlak tanzański
Zanzibar – Stone Town
Share Button

Maroko: Podsumowanie

O Maroko słyszeliśmy bardzo wiele. To dość popularny kierunek, więc niejedni znajomi tam byli. Większość wracała zachwycona. Patrząc na niestabilną sytuację w krajach arabskich (w Maroko król utrzymał się przy władzy w 2011 zrzucając całą winę na rząd i zmieniając go), uznaliśmy, że to kierunek, który na wszelki wypadek trzeba zobaczyć szybciej niż później, a co za tym idzie dość intensywnie. Tak się złożyło, że padło nam na czerwiec, co zbiegło się z początkiem świętego miesiąca ramadan. Doskonale wiedzieliśmy, że będzie trudniej, ale i tak się zdecydowaliśmy.

Marrakesz
Marrakesz

Dzień 1

Przylecieliśmy do Marrakeszu. Powietrze było tak zapylone, że z góry wszystko wyglądało jak jedna wielka pustynia, zaś po wylądowaniu trafiliśmy wprost na patelnię. Tak więc, ciężkie lądowanie. Dalej odebraliśmy samochód, wszystko oczywiście trwało, ale tego się spodziewaliśmy. Potem próbowaliśmy wpisać w GPSie adres naszego riadu i tu pojawiły się pierwsze problemy, bo nie dało się. Riad znajdował się w medynie, tam są wąskie uliczki, zazwyczaj niedostępne dla samochodów, więc nie ma powodu, by zapisywać je na GPS. Ostatecznie pomógł nam (choć nie z naszej woli) starszy pan na motorze, który nas tam zawiózł. Niestety nie dało się mu wytłumaczyć, że nie potrzebujemy jego pomocy. Potem niestety czekała nas dość niemiła kłótnia o pieniądze. Absolutnie rozumiemy, że trzeba to jakoś wynagrodzić finansowo, ale problemem są pewne oczekiwania stawek wobec białych. 20 EUR za może piętnastominutową przejażdżkę to zdecydowanie za dużo, zwłaszcza gdy ląduje się nie w hotelu gdzie nocleg kosztuje 100 EUR, ale riadzie. Niestety roszczeniowość w Marrakeszu okazała się szerszą przypadłością i jeszcze się z nią spotkaliśmy.

Flaga Maroko w Rabacie
Flaga Maroko w Rabacie

Zwiedzanie Marrakeszu skoncentrowaliśmy na medynie, potem przeszliśmy ku kompleksom pałacowym. Normalnie część z nich da się w pewnym zakresie zobaczyć, ale akurat przebywał tu król, więc wszystko zostało zamknięte. Więcej niż zwykle powinno być. Pod wieczór zaś doświadczyliśmy deszczu. Fajnie było obserwować ludzi, którzy nie do końca wiedzą jak się zachować, raczej uciekają przed nim. W każdym razie powietrze stało się dla nas o wiele przyjemniejsze.

Sidi Ifni
Sidi Ifni

Dzień 2

Po śniadaniu wyruszyliśmy w kierunku Agadiru. Naszym celem tego dnia było Sidi Ifni, a raczej plaża Legzira z ciekawymi formacjami skalnymi. Agadir zaś był bazą wypadową do Casablanki, tak by przejechać sobie wybrzeżem. Pierwsza rzecz, która nas zaskoczyła to ilość zieleni w Maroko. Gdy opadł pył, okazało się, że jest jej naprawdę dużo. Niestety na wybrzeżu mieliśmy mglistą pogodę. Legzirę udało się zobaczyć bez większych trudności, choć niestety z powodu zmniejszonej przejrzystości powietrza nie robiła aż takiego wrażenia jak na zdjęciach w Internecie. Pod wieczór zaś dojechaliśmy do Agadiru, gdzie nawet udało nam się przysłowiowo zaliczyć ocean. Agadir jest dość turystyczny, więc ludzie tu inaczej podchodzą do turystów, bardziej biznesowo, mniej roszczeniowo. Szczerze, nam to nawet pasuje.

Brama między targiem a medyną (Essouira)
Brama między targiem a medyną (Essouira)

Dzień 3

Dalej była długa trasa samochodem. Ale z przystankami. Najważniejszy to Essouira, z której byliśmy bardzo zadowoleni. Przepiękna miejscowość, a i pogoda się unormowała. Potem Safi i Al-Dżadida. Niestety z powodu ramadanu główny zabytek zamknięto tu wcześniej, więc nie udało się go zwiedzić. Potem zaś przejazd do Casablanki, gdzie spędziliśmy dwie noce.

Al-Dżadida
Al-Dżadida

Dzień 4

Dzień bez samochodu, w całości poświęciliśmy go na Casablankę. Ponieważ to był piątek, liczyliśmy się z tym, że nie zobaczymy meczetu. Okazało się, że nawet w piątek w ramadan jest to możliwe, ale trzeba było przyjść o 9:00, myśmy byli jakieś dwadzieścia minut później. Potem zwiedzaliśmy Casablankę, wybrzeże, medynę, „Rick’s Cafe”. Casablanka zdziwiła nas o tyle, że po największym mieście w kraju liczyliśmy na to, że będzie bardziej liberalne. Ono jednak żyje własnym życiem i jako turyści, właściwie nikogo nie interesowaliśmy.

Casablanca i Rick's Cafe
Casablanca i Rick’s Cafe

Dzień 5

Po śniadaniu podjechaliśmy do meczetu samochodem. W końcu mogliśmy go zobaczyć także od środka. Ten meczet faktycznie robi wielkie wrażenie. Stamtąd ruszyliśmy na północ, wpierw do grot Herkulesa, potem do Tangeru. Ładne miasto, ale na tyle nieprzyjemne z powodu tutejszej ludności, że wróciliśmy bardzo szybko do Rabatu, stolicy, gdzie także spaliśmy dwa dni.

Okolice Medyny (Tanger)
Okolice Medyny (Tanger)

Dzień 6

Znów odpoczynek od samochodu, tym razem w Rabacie. To bardzo ładne miasto, które ma także kilka starożytnych zabytków, interesujące mauzoleum i dużo bocianów. Więc znów bardzo się nam podobało. Podobnie jak w Casablance nie ma tu aż tylu turystów, więc łatwo się podróżuje.

Straż przed Mauzoleum (Rabat)
Straż przed Mauzoleum (Rabat)

Dzień 7

Kolejny dzień jazdy samochodem, tym razem do Fezu. Droga niezbyt długa, więc zatrzymaliśmy się jeszcze w Meknesie i Volubilis. Zwłaszcza to drugie się nam bardzo przypadło do gustu. Potem dojechaliśmy do Fezu i tu zaczyna się powtórka z rozrywki, bo lądujemy na medynie. Dotarcie do riadu jest problemowe, bo raz ulica inaczej się nazywa, dwa do riadu trzeba podejść, trzy parkingi są dość daleko. Cztery coś się tu dzieje. Z jednej strony czekali na przyjazd króla, z drugiej Fez w tej części podobnie jak Marrakesz cierpi z powodu mniejszej ilości turystów. Więc gdy się pojawiamy z bagażami, wręcz ciężko jest przejść. Każdy chce nam pomóc za opłatą. No ale co poradzić, skoro byliśmy już mądrzejsi i tu udało nam się dokładnie sprawdzić lokację? Tak  więc pierwsze wrażenie jest dość nieprzyjemne.

Volubilis
Volubilis

Dzień 8

Następny dzień przeznaczyliśmy na Fez, znów bez samochodu. Byliśmy przygotowani, że początek będzie ciężki. Zmierzaliśmy do garbarni, doskonale wiedząc, że w tej części medyny co chwile będzie się do nas przyczepiał potencjalny przewodnik. Było ich dużo. Dwóch nawet się prawie pobiło o nas (co pozwoliło nam ich zgubić). Medyna sama w sobie mimo krętych uliczek jest dość dobrze oznaczona, jeśli wie się, gdzie szukać znaków, więc daliśmy radę. Gdy już udało się zobaczyć garbarnie i odejść od tamtej okolicy, zbliżyć do Fezu turystycznego, odetchnęliśmy z ulgą. Raz ten Fez jest bardziej zadbany, ale też na medynie jest dużo więcej produktów. Dwa tu jest więcej turystów, nikt nie ma ochoty przyczepiać się i czegoś wymuszać, bo może stracić kolejnego klienta. Zazwyczaj wolimy chodzić po częściach przeznaczonych dla mieszkańców, w Maroko lepiej czuliśmy się w tych turystycznych. Często jest bezpieczniej, przyjemniej i ładniej, co tłumaczy też zachwyt wielu znajomych, którzy się dalej nie zapuszczają. No i gdy już byliśmy zadowoleni z dnia, wróciliśmy do riadu przez parking, by odkryć, że nie ma naszego samochodu. Zresztą nie było żadnego. Okazało się, że przewieziono je w inne miejsce z powodu wizyty króla. Dość wrażeń jak na jeden dzień.

Słynna garbarnia skór (Fez)
Słynna garbarnia skór (Fez)

Dzień 9

Czekała nas ciężka (wg oczekiwań) przeprawa do Warzazatu przez góry Atlas. Okazało się, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Drogi były przyzwoite, widoki też, więc udało się nawet dojechać przed spodziewanym czasem i zobaczyć trochę Warzazatu. Tu ludzie mieli jeszcze inne nastawienie do turystów, raczej byli zadowoleni, że ktoś tu przyjechał, więc wychodzący z meczetu zwyczajnie nas pozdrawiali.

Góry Atlas
Góry Atlas

Góry Atlas
Góry Atlas

Dzień 10 i 11

Przejazd przez doliny Draa i Dades (w drogę powrotną) na pustynię do Merzugi. Tam jazda na wielbłądach, nocleg w obozie na pustyni, więc bardzo ciekawe spędzanie czasu, zakończone powrotem do Warzazatu. Tam odwiedziliśmy jeszcze Aint Ben Haddou, które znów bardzo się nam podobało. O ile wcześniej mieliśmy pojedyncze perełki, o tyle pod koniec trafiliśmy w to Maroko, które naprawdę nam pasowało. Tak, to Maroko, którego szukamy.

Diuna (Erg Chebbi)
Diuna (Erg Chebbi)

Ajnt Ben Haddou
Ajnt Ben Haddou

Dzień 12

Dwunastego dnia wracaliśmy do Marrakeszu, ale postanowiliśmy pojechać przez wodospad Ousoud, wcześniej zatrzymując się w Studio Atlas. To wymagało ponownie przejechania przez Atlas, tym razem GPS przeprowadził nas dużo mniejszą drogą i to było zdecydowanie bardziej pamiętne przeżycie. Ale widoki były niesamowite. Zresztą wodospad także bardzo nam się spodobał. Wieczorem powrót do Marrakeszu i powtórka z rozrywki. Na szczęście ostatnia.

Studio Atlas
Studio Atlas

Dzień 13

Ostatniego dnia właściwie zostało nam się zebrać, wymyć samochód, zatankować i wrócić na lotnisko.

Wodospad Ouzoud
Wodospad Ouzoud

Kilka myśli na koniec. Dla nas Maroko nie było tak egzotyczne jak się spodziewaliśmy. Wpływy europejskie, w szczególności francuskie, są tu bardzo zauważalne, więc to  taka miękka egzotyka. Idealne miejsce, by zacząć swoją przygodę z kulturą arabską i muzułmańską. Niekoniecznie dobre jako któryś z krajów z kolei, zwłaszcza mając w pamięci Jordanię. Druga sprawa to fakt, że Maroko jest duże, a najciekawsze miejsca są dość porozrzucane, więc by je zobaczyć, trzeba spędzić dużo czasu w samochodzie.  Ostatnia zaś, że to na co najbardziej liczyliśmy zostawiliśmy sobie na koniec. To było dobre posunięcie, bo góry, pustynia, studio Atlas, Aint Ben Haddou naprawdę nas zachwyciły i dały sporo radości. Reszta, cóż, zobaczona, więc dobrze, że główne danie zostało nam na koniec.

Zebrane informacje praktyczne są tutaj.

Szlak marokański
Maroko: Podsumowanie
Share Button

Meknes

Jeszcze jedna z dawnych stolic Maroka i jednocześnie kolejny zabytek na liście UNESCO. Znów głównie dzięki medynie. Dziś już trochę zapomniane. Położone dokładnie gdzieś między Rabatem a Fezem idealnie nadaje się jako miejsce krótkiego odpoczynku Przed dalszą trasą. Meknes (arab. مكناس) powstało w X wieku, choć już w VIII istniała tu inna osada. Ale dopiero sułtan Maulaj Isma’il przyczynił się do rozwoju ówczesnej stolicy.

Jedna z bram
Jedna z bram

Meknes

To co najbardziej charakterystyczne i zapadające w Meknesie, to bramy do medyny. I właściwie na tym można skończyć. Prezentują się bardzo ładnie. Niektóre z nich, jak choćby Bab el-Mansour (Bab Mansour, Brama Mansura) uchodzą za symbol tego kraju. Owszem jest wiele podobnych bram, ta należy do jednej z najbardziej typowych. Jest duża i robi wrażenie.

Bab el-Mansour
Bab el-Mansour

Dość ciekawym miejscem są też pozostałości dawnego zamku. Znajdują się tu zarówno ogrody, jak i kilka innych budowli, w tym więzienie dla chrześcijan. Nazwa brzmi strasznie, ale na szczęście jest tylko historyczna. Kiedyś przetrzymywano tu porwanych niewolników chrześcijańskich, zanim zostali sprzedani. Obecnie można zwiedzać ten budynek. Niestety podczas ramadanu może być z tym problem.

Meknes
Meknes

Jak w wielu innych miastach Maroka, tak i tu znajduje się pałac królewski. W końcu to jedna z czterech cesarskich stolic. Podobnie jak w innych miejscach, tak i tu można co najwyżej podejść do bramy wejściowej do pałacu i zrobić sobie zdjęcie. Za to bez większych problemów da się zajrzeć do części ogrodów królewskich, gdzie znajduje się między innymi pole golfowe.

Mury blisko pałacu królewskiego
Mury blisko pałacu królewskiego

Reszta zaś cóż, nie wyróżnia się na tle Maroka. Przybywa tu wielu turystów, przejazdem, ale to dokładnie kolejny suk z wielu. Historycznie bardzo istotna, dlatego trafiła na listę UNESCO, ale dziś niekoniecznie. Zresztą widać, że miasto najlepszy okres ma już za sobą. Grunt, że jest tu spokojnie, a turyści raczej nie są nagabywani.

Meknes ciut dalej od centrum
Meknes ciut dalej od centrum

Szlak marokański
Meknes
Share Button

Essaouira i „Gra o tron”

Al-Sawira, Al-Suwajra lub Essaouira (arab. الصوير), a jeszcze wcześniej Mogador, w zależności, kto którą nazwę preferuje, to dość malownicze miejsce, rozsławione ostatnio „Grą o tron”. Tu właśnie kręcono część zdjęć z Daenerys, które odbywają się w Astaporze. Pozostałe sceny kręcono w Warzazat.

Fragmenty budowli wykorzystanych w Grze o tron
Fragmenty budowli wykorzystanych w Grze o tron

Essaouira – Astapor z GOT

W Essaouirze Astapor z „Gry o tron”  widzimy głównie od strony oceanu. Częściowo na murach, po których spacerują Deanerys z Jorahem. Tam widzieli ukrzyżowanych niewolników. Niestety akurat podczas naszej wizyty mury były niedostępne dla zwiedzających, gdyż poddawano je renowacji. Normalnie stanowią dodatkową atrakcję, z której można spoglądać tak na ocean jak i na medynę.

Widok z muru na ocean
Widok z muru na ocean

Kręcono tu także część scen z handlarzem niewolników, panem Kraznysem, tym który miał na sprzedaż Nieskalanych. Niestety znajdują się one w części bezpośrednio związanej z wejściem na mur, więc odbiliśmy się od niej. Scena w której Nieskalani stoją, a potem zaczynają atak na swoich panów była kręcona w Warzazat.

Mury
Mury

Przy murach miejskich kręcono wnętrza Astapor („Gra o tron”)
Przy murach miejskich kręcono wnętrza Astapor („Gra o tron”)

Brama Porte de la Marine

Pewną namiastką jest mur przy samym porcie nad bramą Porte de la Marine, która wprowadza nas w medynę. Tu dało się wejść (za drobną opłatą). Zbudowany jest w podobny sposób, ale nie było go już w filmie, przynajmniej z góry. Stanowił za to tło. Między medyną a portem jest pewien placyk, gdzie zbudowano scenę przedstawiającą port Astapor. Tu doszło do próby zamachu na Deanerys i tu objawił się sir Barristan Selmy. Tym razem dało się tu wejść, ale przebudowa trwała, więc nie wygląda to w żaden sposób filmowo. Niestety takie czasem są uroki zwiedzania żywych lokacji, nie zawsze można dotrzeć do informacji o trwających remontach, nie mówiąc już o planowanych.

Remontowana część, gdzie kręcili fragmenty targu niewolników
Remontowana część, gdzie kręcili fragmenty targu niewolników

„Królestwo niebieskie” i Essaouira

Gdzie twórcy „Gry o tron” znaleźli to miejsce? Możliwe, że w innym hollywoodzkim hicie, kręconym w Maroko. Mowa oczywiście o „Królestwie niebieskim” Ridleya Scotta. Zwłaszcza, że serial wykorzystuje prawie te same miejsca, z tym, że ustawienie kamery jest już inne. U Scotta była to zarówno Mesyna (Włochy) skąd wypływali Krzyżowcy, jak i wąskie uliczki Jerozolimy czasów Baldwina (Izrael).

Mury miejskie
Mury miejskie

Medyna nad brzegiem oceanu

Sama Al-Sawira znajduje się na liście UNESCO, ze względu na unikalną medynę. Nie chodzi tylko o mur i morze, ale podobnie jak w Marrakeszu kulturę niematerialną, czyli w tym wypadku muzykę uzdrowicieli Gnaoua. Podobnie jak w Marrakeszu, tak i tu, w ramadan nie dało się nic takiego usłyszeć. Miejscowość znajduje się w miarę blisko Agadiru, skąd przybywają tu prawie codziennie wycieczki. Nie na długo, ale zwłaszcza przy wejściu tłum ludzi jest prawie cały czas. Chodzenie po medynie nawet w upalny dzień jest bardzo przyjemne, ze względu na świeżą, oceaniczną bryzę.

Medyna
Medyna

Medyna
Medyna

Targ rybny przy porcie

Nas jednak najbardziej zainteresował port. Z jednej strony widzieliśmy łodzie, wszystkie ładnie pomalowane na niebiesko, w podobny wzór. Z drugiej targ rybny, gdzie rybacy sprzedawali to, co złowili. Z murenami, krabami, rekinami i masą ryb na czele. Część z nich pakują w lód i wysyłają dalej, część zaś jest kupowana na miejscu. Wszędzie zaś kręcą się koty i latają mewy liczące na to, że coś im spadnie. To bardzo interesujące i klimatyczne miejsce, a co najważniejsze nie turystyczne. Nawet części osób nie podobało się chodzenie tu z aparatem, zwłaszcza, że byliśmy tu jedynymi turystami, acz nie robiliśmy też im zdjęć. Odległość od medyny jest bardzo niewielka, więc szkoda sobie ten port odpuścić, zwłaszcza gdy tętnił życiem.

Port z charakterystycznymi niebieskimi łodziami (Essaouira)
Port z charakterystycznymi niebieskimi łodziami (Essaouira)

Targ rybny ze świeżymi produktami
Targ rybny ze świeżymi produktami

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak marokański
Essaouira
Szlak filmowy
Essaouira i „Gra o tron”
Share Button