Archiwum kategorii: Natura

Gibraltar i James Bond, małpy i zwiedzanie skały

Zajęliśmy się już Ceutą, teraz pora na tę zdecydowanie bardziej znaną eksklawę, czyli Gibraltar, wciąż pod brytyjskim protektoratem. Taka mała Brytania w Hiszpanii, choć nie aż tak brytyjska jakby się wydawało. Jest tu wiele do atrakcji zobaczenia. Nas ściągnęły przede wszystkim dwie: 007 i małpy.

Widok z góry na Mediterranean Steps, Gibraltar
Widok z góry na Mediterranean Steps, Gibraltar

Gibraltar: Jak dotrzeć?

Na Gibraltar zdecydowanie najłatwiej było pojechać samochodem z Hiszpanii, ale należy pamiętać, że nie zawsze można wynajmowanym samochodem przekraczać granicy (trzeba sprawdzić warunki wynajmu). Trzeba się kierować na La Línea de la Concepción. Tam przed granicą znajdują się parkingi, dalej należy przejść fragment na piechotę przez przejście graniczne, gdzie od razu da się kupić bilety autobusowe, o ile potrzebujemy. I tu bardzo ważna uwaga. Gibraltar jest sporo większy niż na to wygląda. W wielu przewodnikach jest napisane, że wystarczy na niego trzy-cztery godziny. Jeśli chcemy tylko wjechać na Skałę, zobaczyć małpy i wrócić, ew. coś jeszcze zwiedzić po drodze, to oczywiście tyle wystarczy. Skała jednak jest na tyle ciekawa, że warto poświęcić jej cały dzień.

Skała
Skała Gibraltarska

Warto zwrócić uwagę na jedną ciekawostkę. Otóż między przejściem granicznym, a Skałą znajduje się lotnisko. Trzeba przejść przez pas startowy. Czasem jest okazja, by obserwować jak przejście jest zamykane, a następnie ląduje bądź startuje samolot. Zamknięcie trwa około 10 minut, potem przywracany jest ruch pieszy i samochodowy. Dziś lotnisko to obsługuje także Hiszpańską okolicę. Jest też jednym z ciekawszych lotnisk na świecie, właśnie ze względu na specyficzną organizację. Droga powietrzna to druga metoda dotarcia na Skałę, ale zdecydowana większość lotów łączy to miejsce z Wyspami Brytyjskimi, tym samym siatka jest dość uboga.

Brytyjska baza wojskowa (Gibraltar)
Brytyjska baza wojskowa (Gibraltar)

Małpy na Gibraltarze

Autobusem można się przejechać i wysiąść przy kolejce linowej. Kolejką wjeżdża się na Skałę. Nie na sam szczyt, ale na część turystyczną. Tam głównie przebywają magoty gibraltarskie. Populacja tych małp jest utrzymywana sztucznie, są one dużą atrakcją turystyczną. Ale mogą też być utrapieniem dla mieszkańców, czy zwiedzających. Efekt jest taki, że małpy się dokarmia.  Dzięki temu siedzą w jednym miejscu i są w miarę łatwo dostępne, ale też raczej spokojne. Niemniej jednak należy uważać, jak robi się z nimi zdjęcia. Oprócz nazwy magot gibraltarski stosuje się też makak berberyjski (łac. Macaca sylvanus). To właściwa nazwa gatunkowa, mianem magotów określamy populację na Skale.

Wjeżdżanie na Skałę, w tle port (widoczny w Bondzie, Gibraltar)
Wjeżdżanie na Skałę, w tle port (widoczny w Bondzie, Gibraltar)

Trasy i zwiedzanie Gibraltaru

Z góry można albo wracać, albo przejść się po Gibraltarze. Jedna z tras to Mediterranean Steps, bez wątpienia trudniejsza, ale zdecydowanie najciekawsza. Niewiele osób się decyduje tamtędy przejść, więc jest zdecydowanie spokojniej i bardziej dziko. Jest to spacer zdecydowanie bardziej wyczerpujący, ale dający wiele satysfakcji, a trud wspinaczki wynagradzają zapierające dech widoki.

Małpy na Gibraltarze
Małpy na Gibraltarze, także pojawiają się w Bondzie

Uwaga praktyczna dotycząca darmowych map. Przynajmniej te, które dostaliśmy, były bardziej poglądowe niż praktyczne. Nie dość, że nie były przeskalowane, to jeszcze nie można było polegać na rozgałęzieniach. Wszystko było uproszczone. Warto pamiętać, że większość zwiedzających wjeżdża na górę i albo schodzi, albo zjeżdża. Inni najczęściej używają taksówek, by zobaczyć więcej. Kolejka wwozi nas na miejsce, skąd rozpościera się piękna panorama okolicy, a także dokarmiane są małpy, więc jest ich tu pod dostatkiem. W sam raz by je pooglądać, czy zrobić zdjęcia. Stamtąd też można zacząć trasę po gibraltarskich szlakach.

Oświetlone jaskinie św. Michała
Oświetlone jaskinie św. Michała

Fortece, tunele, jaskinie i wątek polski

Do zobaczenia są tu między innymi jaskinie, tunele, fragmenty fortec. Jest tablica pamiątkowa poświęcona Władysławowi Sikorskiemu. Mnóstwo armat. Generał Sikorski zginął 4 lipca 1943 w katastrofie lotniczej, właśnie w tym miejscu. Wypadek ten do dziś budzi kontrowersje historyczne. Dodatkowo pomnik Sikorskiego z 2013 (ze śmigłem) znajduje się południowej części Gibraltaru.

Tunele fortecy. Na zdjęciu Great Siege Tunnels.
Tunele fortecy. Część tuneli wykorzystywano jeszcze podczas II wojny światowej. Na zdjęciu Great Siege Tunnels.

Samo miasto sprawia wrażenie, jakby nakładały się tu kultury hiszpańska, brytyjska i arabska. Są i charakterystyczne czerwone budki telefoniczne, ale czystość bardziej przypomina kraj południa. Bliskość Maroko jest odczuwalna. Tu warto dodać, że nie ma tu typowego podziału terytorialnego, eksklawa jest miastem i Skałą wewnątrz jej obrębu. Gibraltar ma niecałe 5 km długości i 1 km szerokości. Skała Gibraltarska (Rock of Gibraltar lub The Rock) powstała w okresie jurajskim z osadów wapnia. Obecnie wznosi się na 426 m nad poziomem morza. Na dość niewielkiej powierzchni jest ponad 100 jaskiń, niektóre zostały przerobione na część fortecy.

Lotnisko na Gibraltarze - wiedzie przez nie droga i szlak pieszych
Lotnisko na Gibraltarze – wiedzie przez nie droga i szlak pieszych

James Bond i Gibraltar

Na koniec to, co sprowadza nas na Gibraltar, czyli James Bond. Właściwie był tu już dwa razy. W „Żyję się tylko dwa razy” (1967) Lewisa Gilberta z Seanem Connerym nakręcono tu w porcie pogrzeb Bonda. Właściwie poza morzem nic więcej nie widać. W pełnej krasie miejsce to zobaczyliśmy dopiero dwadzieścia lat później w „W obliczu śmierci” Johna Glena z Timothym Daltonem. Tu właśnie dzieje się początkowa sekwencja Bonda. Widzimy i port, i małpy, ale też drogi. Jest tego sporo, wystarcza na wycieczkę śladami 007.

Gibraltar, James Bond – „W obliczu śmierci”, sekwencja początkowa
Gibraltar, James Bond – „W obliczu śmierci”, sekwencja początkowa

Ekipa Bonda przybyła tu we wrześniu 1986. Ale nie wszystkie sceny, które widzimy w filmie, kręcono na Gibraltarze. Posiłkowano się także Beachy Head w Wielkiej Brytanii, gdzie przede wszystkim było spokojniej, tak ze względu na turystów jak i co ważniejsze wiatr i pogodę.

Uliczka na skale, jedna z wielu podobnych. Niestety nie wiemy, która pojawiła się w filmie.
Uliczka na skale, jedna z wielu podobnych. Niestety nie wiemy, która pojawiła się w filmie.

Jeśli podobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak brytyjski
Gibraltar
Szlak filmowy
Gibraltar

Wadi Rum oraz „Marsjanin”, „Gwiezdne Wojny” i „Diuna”

O pustyni Wadi Rum (arab. وادي رم czasem też Wadi Ramm) po raz pierwszy przeczytaliśmy (a przynajmniej tak pamiętamy), gdy ekipa „Przebudzenia Mocy” szukała miejsc do kręcenia nowej planety pustynnej. Ostatecznie zrezygnowali z Jordanii. Wadi Rum jednak na trwale zapisało się w historii kina, co najmniej dzięki kilku obrazom. Ostatecznie kręcili tu także „Łotra 1” i „Skywalker. Odrodzenie”. Brakuje oficjalnego potwierdzenia, ale jednak to jest to miejsce. Tu słynna pustynia, gdzie kręcono wiele filmów, a ich lista rośnie.

Typowy krajobraz pustyni Wadi Rum, piasek i skały w tle
Typowy krajobraz pustyni Wadi Rum, piasek i skały w tle

Wadi Rum, czyli nie tylko Mars

Pustynia ta ma dwa dominujące kolory: biały (piaskowy) i czerwony. Nie raz przejeżdża się z obszaru jednego piasku na drugi. Jest to bardzo piękne miejsce, któremu niewiele brakuje do tego, by udawać Marsa. I udawało co najmniej kilka razy. Oczywiście najnowsza, ale i chyba najgłośniejsza produkcja to „Marsjanin” Ridleya Scotta z Mattem Damonem w roli głównej. Tu nawet nie potrzeba filtrów kolorystycznych, by niektóre ujęcia wyglądały jak Mars.

„Marsjanin”, Wadi Rum jako Mars
„Marsjanin”, Wadi Rum jako Mars
Lokacja z Marsjanina
Lokacja z Marsjanina

Scott nie był pierwszy i pewnie nie jest ostatni, który tu kręcił czerwoną planetę. Powstały tu także „Misja na Marsa” (2000) Briana De Palmy i „Czerwona Planeta” (2000) Anthony’ego Hoffmana z Valem Kilmerem w roli głównej, a także „Ostatnie dni na Marsie” (2013).

Wadi Rum
Wadi Rum

Wadi Rum: inne filmy

Ale jako ciekawostkę warto dodać, że Scott był tam już przed „Marsjaninem”. Gdy kręcił „Prometeusza” (2012) również skorzystał z Wadi Rum. Wtedy jednak zarówno skały jak i kolory zmienił, by lepiej pasowały do jego wizji. Tak więc Wadi Rum jest też planetą LV-223. W przypadku „Prometeusza” należy dodać jedną rzecz, w filmie znajduje się nawiązanie do „Lawrence’a z Arabii”. W pewnym momencie David cytuje fragment o pustyni właśnie z filmu Leana. W innym momencie fragment tamtego dzieła nawet pojawia się na ekranie. Niektóre ujęcia pustynne także mogą stanowić nawiązanie.

Warto wspomnieć też o „Transformes: Zemsta upadłych” Michaela Baya, ale to już trochę inne klimaty, tam jednak nie był to Mars, a Egipt.

„Gwiezdne Wojny: Łotr 1”, Wadi Rum jako Jedha
„Gwiezdne Wojny: Łotr 1”, Wadi Rum jako Jedha
„Gwiezdne Wojny: Skywalker Odrodzenie”, Wadi Rum jako Pasaana
„Gwiezdne Wojny: Skywalker Odrodzenie”, Wadi Rum jako Pasaana

Wciąż kręcone są tu kolejne filmy, jak „Aladyn” Guya Ritchie’go, czy IX „Gwiezdne Wojny: Skywalker Odrodzenie” J.J. Abramsa. W tym ostatnim jest to nowa planeta Pasaana, widać tu wiele kanionów i miejscówek podobnych do tych, które widzieliśmy. A także kręcono tu scenę na Tatooine, odtworzono nawet scenografię z Chott El Jerid, czyli domostwo Larsów. Tym samym staje się to druga obok Erg Chebbi ulubiona pustynia filmowców. Natomiast Denis Villeneuve nakręcił tu „Diunę”.

Siedem Filarów Mądrości
Siedem Filarów Mądrości

Wadi Rum i Lawrence

Istotnym filmem, który tu kręcono jest też „Lawrence z Arabii” Davida Leana. T.E. Lawrence przebywał nie tylko w tej części Bliskiego Wschodu, ale dokładnie na tej pustyni. W filmie gra ona zarówno samą siebie, jak i inne lokacje z misji Lawrence’a. Nawet jedno ze źródeł nazywa się jego imieniem, a grupę skał (uwidocznione na bilecie) nazwano na cześć jego książki „Siedem filarów mądrości”. Wspomnienie Lawrence’a jak i filmu o nim jest tu żywe. Nasz kierowca-przewodnik bardzo chętnie wspominał o Lawrencie, a o film dopytywał. Mało tego w kilku miejscach sam z siebie mówił, że tu kręcono taką a taką scenę. W kanionie, w którym Lawrence bawi się echem, również mieliśmy okazję to zaobserwować. No i oczywiście dowiedzieliśmy się, że ojciec naszego kierowcy pracował wśród osób obsługujących produkcję filmu.

Wadi Rum
Wadi Rum

„Marsjanin” i „Star Trek”

Z „Marsjaninem” było inaczej. Przejechaliśmy do Wadi Rum jakieś 2-3 tygodnie po premierze. Prawdopodobnie byliśmy pierwszymi turystami, których interesowały miejsca z filmu Scotta. Niestety poza ogólną informacją, że kręcono to właśnie tutaj, niewiele wiedzieliśmy. Mieliśmy tylko wydrukowane zdjęcia i jak się okazało, to wystarczyło. Przewodnik spojrzał na nie i powiedział, że wie gdzie są. Nie był pewny ujęć z helikoptera.

„Prometeusz”, Wadi Rum jako LV-223 (użyto dużo filtrów)
„Prometeusz”, Wadi Rum jako LV-223 (użyto dużo filtrów)
„Diuna”, Wadi Rum jako Arrakis
„Diuna”, Wadi Rum jako Arrakis

W nocy, gdy my spaliśmy na pustyni, wrócił do swojego domu i tam jeszcze zweryfikował informację z innymi przewodnikami. I faktycznie, potwierdził, że jakieś pół roku wcześniej tam gdzie myślał, kręcono jakiś amerykański film. Tu warto przypomnieć, że Jordania jest mocno zamknięta we własnym kręgu kulturowym. Oglądają filmy, ale z zagranicznych najczęściej są to produkcje Bollywoodu. Takie nazwiska jak Ridley Scott nie robią tu na nikim żadnego wrażenia.

Warto dodać, że pojawiła się tu też ekipa serialu „Star Trek: Discovery”. Pierwszy odcinek „The Vulcan Hello” przedstawia rodzinną planetę Crepusculan i to właśnie te zdjęcia nagrywano w Jordanii.

Jaszczurka
Jaszczurka

Zwiedzanie Wadi Rum

Na samo zwiedzanie pustyni (wraz ze skałkami) wybraliśmy się z firmą organizującą przejażdżki. W teorii można samemu popróbować. Jednak to miejsce, gdzie łatwo stracić orientację. Tu jest dużo skał i kanionów, nie działają telefony, mieliśmy też problem z GPSem w komórce. Mapy okolic także nie są dostarczane. Więc zorganizowany wyjazd był nam na rękę. Zwłaszcza, że nie ma tu dużych grup (choć pewnie się zdarzają).  My wybraliśmy firmę, która robi wyjazdy indywidualne. Jeden samochód, przewodnik-kierowca i my. Nasz samochód zostawiliśmy  na parkingu w Visitor’s Center. Wcześniej podaliśmy osobie kontaktowej informacje, o której mniej więcej przyjedziemy, a także numer rejestracyjny samochodu. Kontakt czekał na nas przy wjeździe do Wadi Rum i wypatrywał samochodu, a następnie zawiózł nas do Visitor’s Center. Tam się przesiedliśmy na samochód terenowy.

Wadi Rum
Wadi Rum

Przebieg wycieczki

Wybraliśmy 2-dniową wycieczkę Wadi Rum Classic Tours. Ma ona jeszcze jedną istotną zaletę. Jest właściwie szyta na miarę. Można wprowadzić pewne modyfikacje, ale wszędzie mieliśmy tyle czasu, ile chcieliśmy. Jeśli chcieliśmy jechać przez pustynię, nie ma problemu. Jeśli chcieliśmy chodzić, samochód odjeżdżał i czekał na nas. Nocleg w namiocie beduińskim, zaś dodatkową atrakcją było gotowanie galayti – beduińskiej potrawy – przez kierowcę przewodnika na ogniu. Co prawda wcześniej pytali, czy chcemy wegetariańskie jedzenie, więc w pierwszy dzień był … tuńczyk (ale tam był zwykły lunch). Przy gotowaniu było już tak jak powinno, żadnego mięsa.

Obiad na pustyni
Obiad na pustyni

Swoją drogą herbata również była gotowana na ogniu, ale słodzona. Raz nas zapytano, czy chcemy zwykłą. Potem już słodzili unikając kłopotliwego pytania (bo przecież nie da się pić gorzkiej herbaty). Kierowca na tyle zna ten teren, że może na pustynię jechać sam. Nie wjeżdża w takie wydmy, na których mógłby się zakopać. Zresztą mieliśmy też przerwy techniczne, by przed jakimś fragmentem dopompować lub spuścić powietrze w kołach.

Zachód słońca na jordańskiej pustyni
Zachód słońca na jordańskiej pustyni

Przyroda Wadi Rum i nie tylko

Wśród innych opcji istnieje też możliwość podróżowania na wielbłądach lub konno po pustyni. Zresztą jest tam wiele atrakcji, związanych także ze wspinaczką, więc każdy znajdzie tam coś dla siebie.

Czerwona pustynia i góry
Czerwona pustynia i góry

Wadi Rum to miejsce, które naprawdę warto zwiedzić. Ma wspaniałe formacje skalne, na które można wchodzić (jako urozmaicenie wycieczki lub wyspecjalizowana wyprawa na skały), przepiękne widoki i niesamowicie czerwony piasek. Nawet bez filmów tu kręconych jest to cudowna przyrodnicza atrakcja, a turystów nie ma aż tak wielu. No i znajduje się na liście UNESCO od 2011.  Także ze względu na malunki naskalne, petroglify i pozostałości antycznych świątyń. Podobno można tu też spotkać fenki i gazele, ale my widzieliśmy tylko ptaki i jaszczurki.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Widok spod formacji skalnej
Widok spod formacji skalnej
Szlak jordański
Wadi Rum
Szlak filmowy
Wadi Rum

Nerja, prehistoryczne jaskinie na Costa Del Sol

Costa Del Sol, czyli hiszpańskie słoneczne wybrzeże to miejsce, które z pewnością przyciągnie wielu plażowiczów. Znajduje się tu kilka kąpielisk i ośrodków turystycznych, jak choćby Malaga, ale też Nerja. Nas do Nerji przyciągnęło coś innego. Jaskinie Cueva de Nerja rozciągajce się w górach Sierra de Almijara.

Costa Del Sol w okolicy Nerji
Costa Del Sol w okolicy Nerji

Cueva de Nerja – jaskinie i prehistoria

Cały kompleks jaskiń jest dość spory, ale niestety nie zawsze jest możliwość zwiedzania go w całości. Jest podzielony na części i w zależności od wilgotności, pogody i innych parametrów są one udostępniane turystom do zwiedzania. Jaskinie są spore i w dodatku oświetlone. Zwłaszcza w pierwszej części nie ma żadnego przeciskania. Można tu oglądać bardzo ciekawe nacieki – stalaktyty i stalagmity, ale jeszcze ciekawsza jest historia. Pomijając fakt, że to piękno natury, to także jedna z najstarszych siedzib ludzkich. Pierwotne osadnictwo sięga tu 25 tysięcy lat przed naszą erą. Stałe jest o cztery tysiące lat młodsze.

Jaskinie Nerja
Jaskinie Nerja

Po tych ludziach niewiele tu zostało. Ale wchodząc do jaskiń przechodzi się przez małe muzeum, więc jest szansa zgłębić temat. Niby głębiej są malowidła naścienne, ale ta część przynajmniej podczas naszej wizyty, była zamknięta dla zwiedzających.

Odkrycie jaskiń Nerja

Podobnie jak w przypadku niektórych innych odkryć archeologicznych (np. Armia Terakotowa), wnętrze jaskini zostało odkryte przypadkiem. 12 stycznia 1959 grupa chłopców zagłębiła się tu by szukać nietoperzy, znaleźli coś niesamowitego, z czego nie zdawali sobie sprawy.

Jaskinie Nerja
Jaskinie Nerja

Jaskinie Nerja: Dojazd, parking i zwiedzanie

Do jaskiń, podobnie jak do Nerji, najlepiej dotrzeć samochodem. Dojazd jest dość dobrze oznaczony. Parking też jest wystarczający. Dla osób niezmotoryzowanych, zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem będzie tu transfer z lotniska w Maladze. Można go załatwić na oficjalnej stronie. Tam też są aktualne godziny otwarcia.

Jaskinie Nerja
Jaskinie Nerja

Plaże w okolicy

Jaskinie nie zabiorą dużo czasu. Niemniej jednak to kolejne z miejsc, w którym warto się zatrzymać. Tak by obejrzeć cud przyrody, ale też zobaczyć, gdzie kształtowała się wczesna ludzka cywilizacja. No a jak ktoś ma więcej czasu, to z pewnością plaże w okolicy są otwarte. Są tu zarówno duże ośrodki jak Playa de Burriana, jak i mniejsze, bardziej dzikie jak La Caleta de Maro, łatwo znaleźć coś dla siebie.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak hiszpański
Nerja

Błękitna Grota, piękna skalna jaskinia morska na Malcie

Będąc stosunkowo niewielkim krajem, Malta ma sporo do zaoferowania turystom. Jednym z takich miejsc, na które warto zwrócić uwagę jest Błękitna Grota (Blue Grotto), czasem spotyka się tłumaczenie Niebieska Grota. To tak bardzo turystyczne miejsce, że może to być aż męczące. Przebywa tu mnóstwo ludzi, nie tylko tych, którzy dojeżdżają tu sami, ale też autokarów z wycieczkami objazdowymi. Tłum taki, że zwyczajnie ciężko to przetrzymać, a wraz z nim masa kramów, sprzedawców i innych naciągaczy. A jednak warto się przemęczyć dla wspaniałej przyrody. Zwłaszcza jak się nie przyjeżdża w szczycie sezonu.

Błękitna Grota na Malcie
Błękitna Grota na Malcie

Błękitna Grota na Malcie

Malta ma przepiękne, skaliste klify położone nad czystym morzem. Błękitna Grota to właśnie takie miejsce, tyle że można spokojnie je obejrzeć od strony wody. Bez nurkowania, bez pływania, za to bezpiecznie w łódce. Dodatkowo wśród klifów znajdują się maleńkie jaskinie, wypełnione wodą. Więc kupujemy bilet, wsiadamy na łódkę i mamy okazję ujrzeć Maltę z innej strony. Krótka wycieczka, ale warta swej ceny i czasu. Minus jest taki, że to łodzie wieloosobowe oraz, że przemiał ludzi jest naprawdę spory.

Klify przy Błękitnej Grocie
Klify przy Błękitnej Grocie

Organizacja

Organizacyjnie Maltańczycy zrobili chyba wszystko, co mogli, ale gdy mamy mało miejsca i wielu odwiedzających to cudów nie będzie. Nie byliśmy na Malcie w szczycie sezonu, pojechaliśmy później, ale tu ludzi było naprawdę bardzo wielu. Dużo łatwej zwiedza się zabytki niż to miejsce. Efekt jest taki, że były problemy z zaparkowaniem. Niedostateczna liczba miejsc, zwłaszcza, gdy część pozajmowały busy i autobusy. Turyści też się przepychają, nad kolejkami nikt nie panuje. Trzeba uzbroić się w cierpliwość, kupić bilet, a potem odstać swoje, zanim wejdzie się na łódź. Niestety jest też wielu cwaniaczków, którzy się przepychają. Być może w tym przypadku naprawdę dobrą alternatywą dotarcia do tego miejsca jest komunikacja lokalna, czyli albo taksówki, albo autobusy. Oczywiście pamiętając, ile czasu zajmuje jedno i drugie.

Wewnętrzna jaskinia Groty
Wewnętrzna jaskinia Groty

Sam rejs trwa trochę ponad pół godziny. Nie płynie się daleko, wydłużony jest raczej wolnym tempem, oglądanie samej groty to też właściwie kilka minut. Natomiast dużo więcej czasu spędza się w kolejce po bilety i na wejście na łódkę (ludzie tam są dość upchani). Czy warto? Raczej tak, jak mamy czas i nie widzieliśmy już podobnych atrakcji, to widoki są warte poświęceń. Jeśli czasu jest mało, to zamiast Błękitnej Groty można też wybrać się w okolice Lazurowego Okna na Gozo. Tam też da się wynająć łódki, ale nie było to już tak oblegane. Warto też wziąć pod uwagę, że wpłynięcie do groty może nie być możliwe przy niesprzyjających warunkach pogodowych. Aktualne ceny wejściówek oraz godziny otwarcia można sprawdzić np. tutaj.

Błękitna Grota Malta
Błękitna Grota (Malta)

Błękitna Grota na filmowo

Na koniec jedna mała ciekawostka filmowa. Otóż Błękitna Grota podobno pojawia się w filmie „Conan Barbarzyńca 3D” z 2011. Większość zdjęć plenerowych kręcono w Bułgarii. Jednak sceny w wodzie kręcono jakoby właśnie tu na Malcie. Wspominają o tym choćby firmy zajmujące się podróżami śladami filmowych lokacji. Jednocześnie w materiałach okołoprodukcyjnych niewiele jest konkretów. Być może zawitała tu druga ekipa, a zdjęcia faktycznie są dodatkowe.

Płynąc do Blue Grotto
Płynąc do Blue Grotto

Błękitna Grota znajduje się przysłowiowy rzut beretem od megalitów Hagar Qim. Więc może mając czas warto połączyć jedno z drugim. My właśnie tak zrobiliśmy. Zaś o megalitach napiszemy niebawem. Natomiast słynna jest też bardzo podobna atrakcja na Capri, tam także wpływa się do błękitnej groty, acz w trochę inny sposób.

Jeśli podobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak maltański
Błękitna Grota

Rezerwat Azraq Wetland, oaza Ramsar w Jordanii

Chyba każdy ma swoje wyobrażenie o tym, jak wygląda oaza na pustyni. Palmy, jakaś woda, wokół wydmy i tak dalej. Jednym z bardziej znanych rezerwatów w Jordanii jest Azraq Wetland, który de facto jest oazą, jednak nie wygląda w ogóle jak ta z naszych, powszechnych wyobrażeń. Mało tego, zdjęcia równie dobrze można by opisać jako pochodzące z naszych Mazur. No może aż tak nie, ale niewiele im brakuje.

Azraq Marsh Trail
Azraq Marsh Trail

Shaumari i okolice

Wetland właściwie nie było naszym celem. Raczej pewnym rozwiązaniem zapasowym, z którego ostatecznie musieliśmy skorzystać. Głównym celem był rezerwat Shaumari (lub Shauwmari wg innych transkrypcji, nie mylić z Shamwari w RPA), słynący z tego, że żyją tam oryksy. Oba rezerwaty znajdują się bardzo blisko siebie, więc dojechać z jednego do drugiego to nie problem. Oba też są równie słabo oznaczone. Do Shaumari musieliśmy odbić, według znaku było to 0,5 km. Trzeba było jechać 5 kilometrów po pustyni,  drogą bez asfaltu. Niestety Shaumari było nieczynne. W październiku aż do grudnia trwał remont.

Gdyby rezerwaty miały aktualne strony internetowe, można by o tym przeczytać wcześniej. Niestety nie mają. Co gorsza, nie jestem pewien czy te remonty nie są okresowe, gdyż szukając wcześniej informacji o Shaumari przeczytałem, że rok czy dwa lata wcześniej również jesienią  był remont, ale po nowym roku otwierali. Więc może jest to bardziej związane z jakimś okresem ochronnym? Nie wiem, trudno dotrzeć do takiej informacji. Cóż, Shaumari, nie zobaczyliśmy.

Ważka (Rezerwat Azraq Wetland, Jordania)
Ważka (Rezerwat Azraq Wetland, Jordania)

Azraq Wetland z listy Ramsar

Azraq Wetland jest o tyle ciekawy, że nie spodziewaliśmy się tego, jak może wyglądać olbrzymia oaza. To głównie rezerwat ptactwa wodnego i postój na trasie wędrówek ptaków migrujących, ale też żyją tu endemiczne ryby, a także bawoły wodne (bawół domowy). Na te ostatnie spróbowaliśmy zapolować z aparatem, niestety nie udało się. Śladów jest dużo, tak tropów jak i odchodów, ale zwierząt nie uświadczyliśmy. Dużą część terenu zajmują porośnięte tatarakiem moczary, więc jeśli bydło się z tego nie wychyli, nie ma szans, by je zobaczyć. A do łażenia po bagnach nie byliśmy przygotowani, trzymaliśmy się brzegu i ścieżek. Warto dodać, że rezerwat ten znajduje się na liście ramsarskiej.

Rezerwat Azraq
Rezerwat Azraq

Dojazd i wejściówka

Azraq to kolejne miejsce, które jest głuszą. Ze względu na bliskość granicy irackiej i saudyjskiej widzieliśmy tu przelatujące drony wojskowe. Turystów brak. Mało tego, ze względu na remont Shaumari dostaliśmy zniżkę, wejściówka kosztowała jak dla Jordańczyków, czyli koło 10 JOD. Przy wejściu znajduje się małe muzeum. Jest tam miejsce na akwarium z tutejszymi, endemicznymi rybami, ale akurat było zamknięte.

Problemem może też okazać się dojazd. Trasa z Ammanu/Madaby jest w miarę prosta, ale jezdnia w niektórych momentach jest awaryjnym pasem startowym dla wojska. Jeśli zajdzie potrzeba by z niego skorzystać, mogą się pojawić problemy z objazdem. Będąc w okolicy warto też zatrzymać się w pustynnym zamku Azraq.

Rezerwat Azraq Wetland
Rezerwat Azraq Wetland

Wetland, podobnie jak Dana, to Jordania nie tak bardzo odległa, nie orientalna, wciąż jednak piękna. Nie licząc tych dronów to dobre miejsce, by się wyciszyć i pooglądać naturę. Szkoda, że nie udało się ani tych bawołów zobaczyć, ani tym bardziej oryksów. O samych oryksach i ich odtwarzaniu pisaliśmy też przy Al-Ajn. To jeden z trzech największych rezerwatów w Jordanii, obok wspomnianej Dany i rezerwatu Mujib.

Jeśli podobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak jordański
Rezerwat Azraq Wetland