Archiwa tagu: Park narodowy

Park Narodowy Płaskowyżu Hortona i kraniec świata

Park Narodowy Płaskowyżu Hortona (Horton’s Plain National Park) lub skrótowo Płaskowyż Hortona to obszar chroniony znajdujący się na obszarze górskim Sri Lanki, na wysokości 2100 – 2300 m n.p.m. Na listę parków narodowych obszar ten trafił w 1988 roku, ale już w XIX wieku Brytyjczycy docenili odrębność tego płaskowyżu i pozostawili nietknięty jako teren łowiecki. Tworzą go trawiaste wzgórza i lasy mgliste. Drugą atrakcją są bardzo wysokie uskoki, najwyższy z nich nazywa się Końcem Świata (lub Krańcem w innym tłumaczeniu, które lepiej oddaje oryginalne znaczenie).

Ścieżka w Parku Narodowym Płaskowyżu Hortona
Ścieżka w Parku Narodowym Płaskowyżu Hortona

Lasy mgliste na Sri Lance

Lasy mgliste to taka szczególna odmiana lasów podzwrotnikowych na terenach górskich, gdzie przez kondensację wilgoci stale utrzymują się mgły i bardzo duża wilgotność. Warunki konieczne do powstania lasów mglistych są na tyle specyficzne, że tylko około 1% światowych lasów to lasy mgliste. Z mglistymi takimi mieliśmy do czynienia do tej pory w Tanzanii, w Parku Narodowym Ngorongoro na krawędzi kaldery dawnego wulkanu.

Rzeki, czasem trzeba przez nie przejść (może to wymagać trochę skakania)
Rzeki, czasem trzeba przez nie przejść (może to wymagać trochę skakania)

Płaskowyż Hortona: Zwierzęta

Na płaskowyżu Hortona żyje wiele gatunków zwierząt, niektóre z nich są endemitami. Do najważniejszych należą występujące w wielu miejscach Azji jelenie sambar i lamparty. Kiedyś występowały tu także słonie, ale brytyjski odkrywca i myśliwy – sir Samuel Baker (1821 – 1893) – pasjami polował na słonie, doprowadzając je niemal do wymarcia w regionie Nuwara Eliya, zaś do lat 40. XX wieku nie było ich już wcale.

Sambar jednobarwny (Rusa unicolor)
Sambar jednobarwny (Rusa unicolor)

Niestety oprócz jeleni nie spotkaliśmy praktycznie żadnych innych zwierząt, nawet ptaków. Najpewniej przebywają one w dalszych częściach płaskowyżu, z dala od hałaśliwych turystów. Jednak jest to miejsce, do którego nie jeździ się dla zwierząt, a dla niesamowitych, trochę surowych krajobrazów. To przepiękny park narodowy.

Turyści na Płaskowyżu Hortona
Turyści na Płaskowyżu Hortona

Płaskowyż Hortona: Wodospad i uskoki

Kluczową atrakcją Hortona jest Kraniec ŚwiataWorld’s End. Nazwano tak klif wznoszący się nad przepaścią liczącą 1300 metrów głębokości. Dalej w parku znajduje się Mały Kraniec Świata ze spadkiem liczącym 300 metrów. Ze względu na mgłę nie udało nam się zobaczyć nic a nic. Nie ważyliśmy się zbliżyć do krawędzi – było ślisko, a brakowało barierki. Miesiąc przed naszą wizytą zginęła tutaj niemiecka turystka. Zaś jeśli chodzi o widoki, przy dobrej pogodzie można tu dostrzec Szczyt Adama i nawet Ocean Indyjski. Mgła na Końcu Świata występuje dość często, podobno warto się tu udać we wczesnych godzinach porannych, wówczas jest większa szansa na przejrzystą pogodę.

Kraniec Świata / Koniec Świata
Kraniec Świata / Koniec Świata

Popularnością cieszy się także wodospad Bakera, nazwany tak na cześć wspomnianego już Samuela Bakera. Wodospad mierzy 20 metrów wysokości. Na Płaskowyżu Hortona znajdują się początki trzech głównych rzek na Cejlonie: Mahaweli, Kelani i Walawe.

Wodospad Bakera
Wodospad Bakera

Płaskowyż Hortona: Trasa

Pełny okrężny szlak w Płaskowyżu Hortona liczy jakieś 9,5 kilometrów i nie jest bardzo wymagający, nie po Szczycie Adama. Przed wejściem zabrano nam wszystkie foliowe torebki, a jedzenie w rodzaju herbatników przesypano w papierowe torebki. Wodę w plastikowych butelkach mogliśmy wnieść. Ma to oczywiście na celu ustrzeżenie parku przed zaśmieceniem, a zwierzęta przed przypadkowym zjedzeniem śmiertelnie groźnych dla nich folii. Cóż, fama indyjskich turystów, znanych z niechlujstwa, a licznie odwiedzających Cejlon, robi swoje. Trzeba niestety dodać, że Lankijczycy też potrafią być niezwykle uciążliwi: przede wszystkim są przeraźliwie głośni. Krzyczą i wyją, zwłaszcza na Krańcu Świata. Hałas niestety wprost przekłada się na brak obecności zwierząt.

Las Mglisty (Płaskowyż Hortona)
Las Mglisty (Płaskowyż Hortona)

Sama ścieżka jest częściowo przygotowana pod turystów. Jest wytyczona, w niektórych miejscach wygładzona, ale z wózkiem całej trasy się nie przejedzie. Miejscami trzeba się trochę wspinać, przeprawić przez strumień, czy przy gorszej pogodzie znaleźć sposób, by ominąć błoto. Nie jest to poziom trudności porównywalny z Carrantouhill, ale jeśli ktoś się spodziewa takich łatwych szlaków turystycznych jak w Punakaiki czy Bastei to będzie dość niemile zaskoczony. Dodatkowo zostaje wspomniana kwestia bezpieczeństwa: przy obu Końcach świata nie ma barierek. Jest tam podwyższenie, na które się wchodzi i które nagle się urywa.

Płaskowyż Hortona (Horton's Plain, Sri Lanka)
Płaskowyż Hortona (Horton’s Plain, Sri Lanka)

Ponadto można tutaj zmarznąć: średnia roczna temperatura wynosi 13 stopni w skali Celsjusza, ale waha się od 27 w ciągu dnia do zaledwie 5 w nocy. W lutym zdarzają się nawet przygruntowe przymrozki. Na wędrówkę było dla nas w sam raz, ale nasz kierowca zmarzł czekając na nas. Ogólnie cały dystrykt Nuwary Eliyi uchodzi za najchłodniejsze miejsce na Sri Lance (średnia temperatura to 16 stopni Celsjusza). Dlatego warto się zaopatrzyć w sweter, czy kurtkę. A skoro to lasy mgliste, przygotujcie się też na mżawkę czy przelotny deszcz.

Płaskowyż Hortona i ścieżka w lesie
Płaskowyż Hortona i ścieżka w lesie

Czystość i higiena w Parku Narodowym

Trochę o higienie na Sri Lance. Znaliśmy już historie o czystości – a właściwie jej braku – w Indiach. Spodziewaliśmy się, że tutaj, przez bliskość geograficzną będzie podobnie. Żeńska część naszej wyprawy bała się śmierci z brudu, a na wyjazd zaopatrzyła się w lejek do sikania. Świetna sprawa, ale jak się okazało, na Sri Lance wcale nie było to bardzo potrzebne. Poziom czystości zarówno w miastach, jak i poza nimi, był na Sri Lance zaskakująco wysoki, często wyższy niż w Europie! Bardzo nas to pozytywnie zaskoczyło.

Park Narodowy Płaskowyżu Hortona
Park Narodowy Płaskowyżu Hortona

Sri Lanka i Indie są jednak kulturowo bardzo odmienne, co wynika z historii. Ponadto sami Lankijczycy nie przepadają za Hindusami. Nasz kierowca, i nie tylko on na Sri Lance, uważa że Hindusi to po prostu brudasy, w ogóle nie dbający o otoczenie (stąd też wprowadzone restrykcyjne zasady w parku). Niestety i tak zdarzały się osoby, które przemyciły odpady i wyrzuciły je na szlaku. Natomiast kończąc kwestie higieniczne. Przy wejściu do parku narodowego znajdują się ubikacje (potem na trasie są dość nieliczne i nie w każdej części). Te przy kasach są bardzo specyficzne, bo są pozbawione jednej ściany, więc mamy przewiew I widok na las. Dość interesująca rzecz.

Płaskowyż Hortona
Płaskowyż Hortona

Płaskowyż Hortona: Jak dotrzeć

Dojazd do Parku problemowy nie jest, jeśli się ma samochód. Jednak warto pamiętać, że jest to jedna z tych dróg, które są niezalecane przez wszystkie wypożyczalnie i ubezpieczycieli. Niektóre ubezpieczenia tu nie obowiązują. Związane jest to z tym, że w razie wypadku czy awarii dość trudno dotrzeć tu służbom, co oczywiście zwiększa koszty. Droga, znając polskie standardy, zła nie jest. O transporcie publicznym do Płaskowyżu Hortona należy zapomnieć. Można co prawda pojechać pociągiem do wioski Ohiya i stamtąd brać tuk-tuka lub inny transport. Ewentualnie jest jeszcze dalsza Pattipola (najwyżej położona stacja na Sri Lance). Podobno dobrze jest tu przyjechać rano, bo mgły rozrzedzają się mniej więcej o 10-11. Myśmy byli późnym popołudniem, toteż mgła znów gęstniała

Płaskowyż Hortona
Płaskowyż Hortona

Uwagi praktyczne

Wspominaliśmy o tym, że część turystów w parku była dość hałaśliwa. Nie o to chodzi, gdy obcuje się z naturą. Ale jest na nich jedna rada. Trasa w Płaskowyżu Hortona w dużej części idzie po okręgu. Zdecydowana większość Azjatów skręca standardowo w lewą stronę. Jeśli się pójdzie w prawą, jest dużo większa szansa na ciszę, bo ludzi raczej się mija, a nie idzie między nimi. Ten wybór nie ma sensu, gdy wybieramy się do parku z samego rana, by zdążyć przed chmurami na Krańcu Świata, wówczas należy iść w lewo, by jak najszybciej dojść do uskoków.

Droga w lesie mglistym
Droga w lesie mglistym

W 2010 roku podczas sesji w Brasilii, komitet UNESCO uznał centralne równiny Sri Lanki za miejsce przyrodniczego dziedzictwa. Oprócz Płaskowyżu Hortona na listę wpisano także: Peak Wilderness sanctuary (tam znajduje się Szczyt Adama)i Knuckles Mountain Range. Samo Horton’s Plain to przepiękne miejsce, idealne na spokojny spacer na łonie natury. My połączyliśmy je ze Szczytem Adama (w jeden bardzo długi dzień), ale wiele osób dzieli te atrakcje na dwa dni. Wszystko zależy od formy, ale też możliwości dojazdu. Z prywatnym kierowcą i średnią kondycją da się to zrobić w jeden dzień.

Skalne podejście w PN Płaskowyżu Hortona
Skalne podejście w PN Płaskowyżu Hortona

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak lankijski
PN Płaskowyż Hortona

Hurulu Eco Park, czyli safari po lankijsku

Jedną z atrakcji planowanych podczas naszego pobytu na Sri Lance było safari, choć nawet nie braliśmy pod uwagę wówczas Hurulu. Początkowo myśleliśmy o Parku Narodowym Yala, ale nasz przewodnik zapytał, co chcemy zobaczyć w parku: słonie czy inne zwierzęta (jelenie i tak dalej). Najfajniej byłoby wszystkie, ale słonie indyjskie w naturze to coś, na czym nam zdecydowanie bardziej zależało. Zasugerował Park Minneriya, lub któryś z okolicznych. Miał sprawdzić, gdzie akurat są słonie i możliwy wjazd. Tak więc, ze względu na warunki terenowe, pogodowe i meldowaną liczbę zwierząt, wybór padł na Hurulu Eco Park, który jest dostępną dla turystów częścią rezerwatu leśnego Hurulu.

Safari w Hurulu
Safari w Hurulu

Hurulu, Minneria i Kaudulla

Tu jeszcze warto dodać jedno: Minneriya National Park, Kaudulla National Park czy właśnie Hurulu Eco Park są położone bardzo blisko siebie, dokładnie w tej samej okolicy. Hurulu  jest zlokalizowane w miejscowości Habarana. Dotarcie tu z Sigiriyi nie stanowi problemu. Można spokojnie wybierać jeden z trzech parków. Natomiast nie tylko ludzie sobie je wybierają, podobnie robią zwierzęta.Zatem z naszego punktu widzenia, wybór jednego z tych trzech parków zależał głównie od ilości zwierząt. A że akurat w Minneriyi wylały wody, słonie przeniosły się do Hurulu. Tu, podobnie jak w Tanzanii, organizatorzy safari doskonale wiedzą, gdzie akuratnie przebywają słonie. Co nie znaczy, że nie jeżdżą w tym czasie do pozostałych. W takich wypadkach warto podkreślać, że zależy nam na zwierzętach, nie na konkretnym miejscu.

Hurulu Eco Park
Hurulu Eco Park

Gdzie zobaczyć słonie na Sri Lance?

Owszem, w planie mieliśmy też inne lankijskie rezerwaty biosfery (np. Sinharaja), ale tylko jedno safari. Yala jest jednym z największych i najbardziej popularnych parków, ale nie ma w nim dużo słoni. Choć z drugiej strony podobno nie ma tam takich chaszczy, więc łatwiej wypatrzyć inne zwierzęta. Poza Minneriyą można też rozważyć Udawalawe, albo Wilpattu (ten odpadł, bo był zupełnie nie po drodze). Nam Hurulu doskonale wpasowało się w plan. Okolica zaś wygląda imponująco. Wielkie połacie cejlońskiego lasu widzieliśmy chociażby ze szczytu Sigiriyi i w otoczeniu zabytków Anuradhapury, czy zwłaszcza Polonnaruwy.

Samochód uwięziony w błocie
Samochód uwięziony w błocie

Krajobraz i zwierzęta w Hurulu

Dla nas wygląda to jak tropikalna dżungla z widocznymi chmurami parującej wilgoci unoszącymi się ponad wiecznie zielonymi liśćmi. Tak naprawdę to jest złudzenie. Większość lasów porastających wyspę Cejlon to wiecznie zielone lasy strefy suchej, czyli lasy kserofityczne. Występują one w klimacie tropikalnym i subtropikalnym, gdzie temperatura jest raczej wysoka przez cały rok, ale za to opady są stosunkowo niskie, a pora deszczowa i sucha występuje nieregularnie. Takie lasy występują między innymi w Indiach, Azji południowo-wschodniej i w Brazylii.

Paw w Hurulu
Paw w Hurulu

Najciekawsze – i niestety najbardziej zagrożone – z występujących w Hurulu zwierząt to lampart lankijski, kot rdzawy (najmniejszy dziki kot w Azji), indyjski żółw gwiaździsty i oczywiście słoń. Powiedzmy sobie wprost, najważniejsze dla nas było zobaczyć słonia. Także dlatego, że ich obecność i możliwość zobaczenia da się wcześniej zweryfikować. Cóż, od tego zależy biznes przewoźników, więc dbają o wiarygodność informacji. Niestety nie da się tego powiedzieć o innych zwierzętach, je ogląda się niejako przypadkiem. Zobaczenie lamparta wymaga wiele szczęścia. Zresztą nawet słonie w Hurulu mają gdzie się schować. Jeśli nie będą akurat blisko drogi, to może być problem, by móc im się przyjrzeć.

Słonie indyjskie w Hurulu
Słonie indyjskie w Hurulu

Słonie w Hurulu

Występujący na Sri Lance gatunek to oczywiście słoń indyjski, podgatunek – słoń cejloński (Elephas maximus maximus). Udało nam się zobaczyć kilka sztuk, ale daleko to do liczebności, którą obserwowaliśmy w Tanzanii. Jak zresztą niestety jakichkolwiek innych zwierząt, wliczając w to ptaki. Spowodowane jest to niekorzystnym ułożeniem szlaku: nie tylko na samej krawędzi parku, ale i z jedną trasą, na którą pakują na raz wiele samochodów (wjazdy są o konkretnych godzinach). Nic dziwnego, że zwierzęta unikają tych okolic.

Słonica ze słoniątkiem
Słonica ze słoniątkiem

Słonie na Sri Lance

Słoń na Sri Lance to temat równie obszerny, co kontrowersyjny. Zacznijmy od faktów: zwierzęta te występują jedynie na terenach suchych, omijają lasy deszczowe i mgliste. Populacje żyją na wysokościach aż do 2000 metrów nad poziomem morza. Ich liczebność na wyspie w 2011 roku szacowano na około 5800 osobników, co jest znacznym wzrostem od roku 2007, kiedy naliczono do 3000 słoni. W pierwszych dekadach XIX wieku żyło ich natomiast 12 – 14 tysięcy. Skąd taki spadek liczebności? Oczywiście przez kłusownictwo, karczowanie lasów pod pola uprawne oraz zabijanie w obronie własnej i dobytku. Skąd mamy wzrost liczebności populacji w ostatnich latach? Zabijanie dla ciosów jest mało opłacalne, gdyż obecnie zaledwie 2% samców może poszczycić się imponującymi (a dla człowieka: wartościowymi) kłami. To także skutek przetrzebienia populacji. Gen kłów zanika  przez działania człowieka.

Słoń indyjski (Hurulu, Sri Lanka)
Słoń indyjski (Hurulu, Sri Lanka)

Drugi powód wzrostu populacji to fakt, że słonie objęte są znaczną ochroną gatunkową, ich krzywdzenie jest srogim przestępstwem. Niekiedy słonie są przesiedlane w inne rejony wyspy, by zrównoważyć ich liczbę na różnych obszarach i aby słoń w poszukiwaniu siedlisk nie wchodził rolnikom w szkodę. Co do przesiedleń, to warto pamiętać o tym, że słonie są zwierzętami silnie związanymi z miejscem. Zdarzało się, że przeniesione, powracały do swoich pierwotnych siedlisk. Jeden z takich przesiedleńców przewędrował przez miesiąc ponad 200 kilometrów, by powrócić do domu. Więcej w temacie słoni będzie też przy wpisie o Sierocińcu Pinnawala.

Słoń indyjski
Słoń indyjski

Safari w Hurulu Eco Park

W porównaniu z tanzańskim, safari w Hurulu Eco Park nie rzuca na kolana. Ryk kolumny samochodów skutecznie przepłoszył zwierzęta (choć słonie ostatecznie widzieliśmy w załóżmy satysfakcjonującej ilości). Dodatkowo podczas naszej wizyty, deszcze zamieniły część trasy w grząskie bagnisko i sporo czasu straciliśmy na wygrzebywanie się z pułapki. Ale co tu dużo mówić – atrakcja sama w sobie. Natomiast doskonale zdajemy sobie sprawę z unikalności afrykańskich safari, zwłaszcza tam, gdzie naprawdę jest dużo zwierząt do obserwowania (np. Tarangire).

Słonie w trawie
Słonie w trawie

Tak jak wspominaliśmy wcześniej, trasa po Hurulu jest dość ograniczona. Do tego parku wjeżdża się dwa razy dziennie, rano i po południu, zaledwie na kilka godzin. Kierowcy nie szukają zwierząt starając się wybierać mniej uczęszczane drogi, raczej jadą wprost po wyznaczonym szlaku. Przy słoniach, rzadziej przy  innych zwierzętach, robią się korki. Dodatkową atrakcją jest skała, na której znajduje się punkt obserwacyjny. Można wejść na nią i pooglądać okolicę. Za to w porównaniu z innymi parkami (jak Yala) Hurulu jest tańszy.

Skała z której spogląda się na Hurulu
Skała z której spogląda się na Hurulu

Jak zorganizować safari na Sri Lance?

Do Hurulu (czy Minneriyi lub innych okolicznych parków) nie da się wjechać samochodem innym niż 4×4. Zresztą utkwiwszy w błocie zdołaliśmy się przekonać dlaczego. Najczęściej bez problemu można – z pomocą hotelu czy przewodnika – umówić sobie kierowcę praktycznie dzień wcześniej, no i wybrać park, jeśli jest taka możliwość (warunki pogodowe). Natomiast trzeba się liczyć z tym, że będzie tu dużo samochodów i ludzi, a stosunkowo mało zwierząt. To nie Serengeti. Dotyczy to raczej większości parków na Sri Lance. Nie zmienia to jednak faktu, że byliśmy bardzo zadowoleni z tego safari. Słonie były (około 30 w sumie), no a same widoki są powalające.

Na safari w Hurulu
Na safari w Hurulu

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak lankijski
Hurulu Eco Park

Hakone i spojrzenie na górę Fudżi

Park Narodowy Fudżi-Hakone-Izu (jap. 富士箱根伊豆国立公園) ze względu na swoją niewielką odległość od Tokio i górę Fudżi, należy do najbardziej popularnych parków narodowych w Japonii. Wejść jest kilka, myśmy skorzystali z Hakone (jap. 箱根町 ). Sam park zajmuje powierzchnię ponad 12 tysięcy hektarów i nie sposób podczas krótkiego wyjazdu zwiedzić wszystkiego. Przyjeżdża się tu głównie ze względu na możliwość oglądania góry Fudżi (Fuji). Oprócz wulkanów park słynie także z gorących źródeł, czyli osenów (takich o jakich wspominaliśmy przy okazji Yunadaki). Świetnie skomunikowany, stanowi idealny cel na jednodniową wycieczkę ze stolicy Kraju Kwitnącej Wiśni.

Widok na górę Fudżi z Ōwakudani
Widok na górę Fudżi z Ōwakudani

Góra – wulkan Fudżi

Główna atrakcja to oczywiście góra – wulkan Fuji-san. Błędnie tłumaczone jako „szanowna Fudżi” przez analogię przyrostka „san” jako „pan, pani” (np. do agenta 007 zwracano się per Bond-san). W języku japońskim wiele znaków ma bardzo podobne brzmienie, ale znaczy co innego. W tym przypadku „san” oznacza „góra”. Co oznacza samo „Fuji”, do końca nie wiadomo: możliwe że nie oznacza nic specjalnego, ale fajnie brzmi – stąd taki, a nie inny dobór znaków, albo jest to zniekształcone imię któregoś z licznych zapomnianych bóstw japońskiej mitologii, może też oznaczać „nieskończony”, „nieśmiertelny” bądź „bez porównania”. W 2013 roku Góra Fudżi i 24 okoliczne lokacje, w tym świątynie, zostały wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO jako obiekt o szczególnym znaczeniu kulturowym.

Skansen w Hakone
Skansen w Hakone

Wciąż czynny stratowulkan Fudżi jest zarazem najwyższym szczytem Japonii – mierzy 3776 m. n.p.m. Przez większą część roku szczyt pokrywa lśniący w słońcu śnieg. Wyznawcy szinto utożsamiają go z żeńskim bóstwem, toteż jest to zarazem jedna z trzech świętych gór Japonii, na której do połowy XIX wieku obowiązywał zakaz wchodzenia dla kobiet. Fudżi natomiast uchodzi też za kanon piękna, mocno wpłynęło na poczucie estetyki Japończyków. W niektórych świątyniach czy skalnych ogrodach dość łatwo znaleźć kształt Fudżi.

Góra Fudżi
Góra Fudżi

Obecnie szczyt Fudżi to miejsce nie tylko pielgrzymek, ale i turystyki górskiej. Ze względu na warunki pogodowe, góra otwarta jest do wspinana tylko w lipcu i sierpniu. I znów, nie są to samowolne wejścia. Tu wszystko jest zorganizowane i w dodatku w odpowiednim sezonie, o ile oczywiście warunki na to pozwalają.

Kopalnia siarki, Ōwakudani
Kopalnia siarki, Ōwakudani

Gdyby ktoś pytał: las samobójców Aokigahara jest daleko, po przeciwnej stronie góry.

Brama Tori na jeziorze Ashi w świątyni Hakone
Brama Tori na jeziorze Ashi w świątyni Hakone

Kawaguchiko czy Hakone?

Ale by podziwiać Fudżi z oddali, nie trzeba się na nią wspinać, w sumie to nawet lepiej tego nie robić. Jak wieść niesie przy dobrej widoczności widać ją z Jokohamy, ale to się raczej rzadko zdarza. Są dwa miejsca w Parku Narodowym, które ściągają turystów. Pierwsze to Pięć Jezior Fudżi. Tu najlepiej dojechać busem do Kawaguchiko i tam rozpocząć zwiedzanie. W wiosennym okresie może być to interesujące ze względu na festiwal floksów (z którym się czasowo rozminęliśmy). My zdecydowaliśmy się na drugie miejsce, czyli okręg Hakone. Znajduje się on trochę dalej niż Pięć Jezior, przez to jest mniejsza szansa na zobaczenie głównej atrakcji, jeśli widoczność będzie słaba. Fudżi znajduje się jakieś 30 km w linii prostej. Szczęście nam dopisało.

Park Narodowy Hakone
Park Narodowy Hakone

Zwiedzanie okręgu Hakone i bilet zbiorowy

Okręg Hakone obejmuje Owakudani, jezioro Ashinoko, fragment drogi Tōkaidō, Hakone i oczywiście punkty widokowe na najsłynniejszy wulkan Japonii, a poza widokami są też inne, wulkaniczne atrakcje. Wycieczka po Hakone jest bardzo dobrze zorganizowana. Przyjeżdża się pociągiem (lub ew. inaczej) do Odawary (jap. 小田原市 ). Tam kupuje się bilet Hakone Free Pass, który upoważnia nas do zrobienia trasy różnymi środkami transportu. Jak to zwykle w Japonii bywa w przypadku takich biletów, wychodzi znacznie taniej, niż gdyby kupować je z osobna. Wraz z passem dostaniemy mapkę, a w informacji dokładnie powiedzą, jak przebyć całą trasę. Odawara jest o tyle dobrym przystankiem, że stają tu shinkanseny, więc jak zwykle japońska organizacja nie zawodzi.

Ōwakudani słynie z jaj gotowanych w gorących, mineralnych wodach
Ōwakudani słynie z jaj gotowanych w gorących, mineralnych wodach

Hakone: Owakudani

Nasza trasa po okręgu Hakone przewidziana była na cały dzień. Podróżowaliśmy kolejno pociągiem, kolejką linową, statkiem, pieszo i autobusem. Pierwsza część właściwego zwiedzania parku to była wulkaniczna dolina Owakudani. Powstała ona w wyniku wybuchu wulkanicznej Góry Hakone jakieś 3 tysiące lat temu. Nadal jest to teren aktywny wulkanicznie: ze szczelin na zboczach góry wydobywają się gazy i para, gorące źródła wody stale bulgoczą, a co pewien czas wulkan staje się bardziej aktywny, zwiększając produkcję trujących wyziewów.

Jajko na twardo z Owakudani
Jajko na twardo z Owakudani

Właśnie niebezpieczne stężenie trujących gazów jest powodem, dla którego ścieżki na zboczu wulkanu były zamknięte. Osoby zdrowe mogą bezpiecznie przebywać na terenie wokół stacji kolejki linowej, przede wszystkim na tarasach widokowych. Wielka szkoda, że nie mogliśmy pospacerować między gorącymi źródłami. Niestety aktywność wulkaniczna jest nie do przewidzenia. Mimo to było warto dla samych widoków. Za to jest to doskonałe miejsce do obserwowania z oddali wydobycia siarki.

Kopalnie siarki w  Ōwakudani (Hakone)
Kopalnie siarki w Ōwakudani (Hakone)

Specjalnością z Owakudani są jajka kura-tomago. Są to zwykłe jajka kurze gotowane na twardo w gorącym źródle. Skorupka staje się czarna od wysokiej zawartości minerałów. W smaku takie jajko nie różni się specjalnie od zwykłego. Gdy otwarta jest ścieżka między źródłami, turyści mogą kupić surowe jajka i ugotować je samodzielnie. Ponieważ ze względów bezpieczeństwa szlak jest zamknięty, jajka już ugotowane – a jeszcze gorące – można kupić w pobliskim sklepie. Podobno zjedzenie takiego przysmaku przedłuża życie o siedem latem. Drugą jajeczną ciekawostką było jajko na twardo bez skorupki, także czarne. Nie mamy pewności, czy obrane zostało wtórnie poddane działaniu tutejszych wód czy raczej uwędzone na dymie. Na to drugie wskazywałby smak, który bardzo przypomina wędzony ser.

Jezioro Ashinoko
Jezioro Ashinoko

Hakone: Jezioro Ashinoko

Jezioro Ashinoko (lub Ashi) powstało w kalderze wulkanu Hakone, który wybuchł około 3 tysiące lat temu. Hakone Pass, który mieliśmy, jest honorowany przez jedną z dwóch kompanii promowych, obsługujących przeprawę. Statki były wstrętnie stylizowane na europejskie żaglowce, a jeden z nich nazywał się „Victory”, jak okręt admirała Nelsona, który można zwiedzić w Portsmouth. Niestety to najbardziej tandetna i jarmarczna część wycieczki.
Za to dobra widoczność utrzymywała się nadal i już z drugiego brzegu jeziora mogliśmy podziwiać Fudżi.

Jeden z okrętów kursujących po jeziorze Ashi
Jeden z okrętów kursujących po jeziorze Ashi

Zwiedzanie właściwego Hakone

Na koniec wylądowaliśmy w Hakone. Można tutaj zobaczyć między innymi zachowane fragmenty drogi Tōkaidō. Trasa ta w okresie Edo prowadziła wzdłuż Pacyfiku od Kioto do Edo, czyli między pałacem cesarza a faktyczną stolicą kraju faktycznego jej władcy – szoguna Tokugawy (więcej o tym rodzie pisaliśmy przy Nikko). Była więc najważniejszą trasą kraju, uwiecznioną wielokrotnie w japońskiej sztuce.

Droga Tōkaidō w Hakone słynie z  wiekowych cyprysów
Droga Tōkaidō w Hakone słynie z wiekowych cyprysów

W Hakone znajduje się punkt kontrolny na trasie Tōkaidō, który wraz z historycznymi zabudowaniami został zrekonstruowany i udostępniony zwiedzającym. Można tu też odbyć przyjemny spacer wzdłuż alei starych cedrów.

Droga do świątyni Hakone
Droga do świątyni Hakone

Szintoistyczna świątynia w Hakone (choć znów to kompleks chramów – Hakone, Soga, Kuzyryu) jest położona w lesie nieopodal brzegu Jeziora Ashinoko. W wodzie stoi intensywnie czerwona tori, wyróżniająca się na tle wiecznozielonych lasów.
Świątynia w obecnym miejscu istnieje od połowy XVII wieku, była popularna wśród samurajów. Na koniec zostaje wsiąść już do autobusu i potem pociągu i ewentualnie zostaje do zwiedzenia Odawara ze swoim zamkiem, jeśli został na to jeszcze czas.

Wejście do świątyni Hakone
Wejście do świątyni Hakone

Trasa Hakone to faktycznie przyjemny spacer na cały dzień. Z pewnością byłoby ciekawiej, gdyby dało się podejść pod gorące źródła, ale tak jak warunków pogodowych, tak też wulkanicznych nie da się zaplanować.

Świątynia Hakone
Świątynia Hakone

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak japoński
Hakone

Wodospad Kamieńczyka, Narnia, Szrenica i Szklarka

Wodospad Kamieńczyka, zwany z niemiecka Zackelfall, zaś po polsku czasem wodospad Kamieńczyk, znajduje się w Karkonoskim Parku Narodowym i jest to najwyższy wodospad w Sudetach. Oficjalnie jest wpisany w rejestr pomników przyrody, ale jeszcze ciekawsza jest jego filmowa, a dokładniej narnijska historia.

Wąwóz Kamieńczyka, czyli Narnia
Wąwóz Kamieńczyka, czyli Narnia

Narnia i Wodospad Kamieńczyka

W lipcu 2007 ekipa filmu „Opowieści z Narnii: Książę Kaspian” ponownie zawitała do Polski. Pierwszy film kręcono między innymi w dolinie Dunajca, na jeziorze Siemanówka w Tatrach i w pewnym stopniu Błędnych Skałach (Góry Stołowe), a także poza Polską, między innymi we Flock Hill, Adrspaskim Parku Narodowym, czy w Czeskiej Szwajcarii. Zatem nie dziwi, że Andrew Adamson podjął decyzję o powrocie do Polski. Polska raczej była dodatkiem do Nowej Zelandii, Czech i Słowenii, natomiast z wyścigu odpadły Chiny, Irlandia i Argentyna.

Wodospad Kamieńczyka
Wodospad Kamieńczyka
Wąwóz Kamieńczyka
Wąwóz Kamieńczyka

Sceny przy wodospadzie można dość łatwo rozpoznać. Jest to fragment filmu, w którym rodzeństwo Pevensie wchodzi do lasu i idzie wzdłuż kanionu szukając Aslana. Jedynie Łucja go widziała, reszta szukała przejścia na drugą stronę.

Wąwóz Kamieńczyka
Wąwóz Kamieńczyka

Kamieńczyk, potok, wąwóz i wodospad

Potok Kamieńczyk spada z wysokości 27 metrów, jest podzielony na trzy kaskady. Woda dalej płynie wąwozem Kamieńczyka. Środkowa kaskada w pewnym momencie rozdziela się po półkach skalnych. Strumień przy wodospadzie jest szeroki na kilkanaście metrów, ale szybko zwężą się do jakiś trzech. Znajduje się tam też kocioł eworsyjny. Sam kanion ma długość 100 metrów i wysokość jakieś 30-35 metrów.

Wodospad Kamieńczyka
Wodospad Kamieńczyka

Środkowa kaskada kryje w sobie jeszcze jedną tajemnicę. Znajduje się za nią sztucznie wykuta przez Walończyków grota. Walonowie z Belgii wydobywali tu kiedyś ametysty i pegmatyt. Wodospad sam w sobie jest atrakcją turystyczną udostępnioną do zwiedzania już od 1890. Dziś wejściówka nad wodospad jest dodatkowo płatna (pomimo biletu do Parku Narodowego). Całość jest ogrodzona, tak by trudno było się dobrze przyjrzeć okolicy. Natomiast wchodząc na obszar wodospadu wszyscy dostają kaski na głowę, na wypadek spadających odłamków. Wodospad znajduje się  na szlaku czerwonym i czarnym ze Szklarskiej Poręby na Szrenicę.

Wodospad Szklarka
Wodospad Szklarka

Wodospad Szklarka i Szklarska Poręba

Wybierając się do Kamieńczyka należy udać się do Szklarskiej Poręby. Wówczas warto poświęcić jeszcze trochę czasu na Wodospad Szklarki i Szrenicę. Zaczniemy od wodospadu, który jest trochę poza miastem. Szklarka (niem. Kochelfall) ma 13,3 metrów wysokości, jednocześnie jest to szeroki i dużo łatwiej dostępny wodospad. Przed nim znajduje się parking, skąd krótkim spacerem docieramy do głównej atrakcji mijając po drodze schronisko „Kochanówka”. Warto dodać, że kiedyś istniała tu możliwość regulowania przepływu wody. Ze Szklarskiej najłatwiej dotrzeć tu albo zielonym szlakiem wzdłuż rzeki Kamienna albo czarnym szlakiem.

Szrenica zimą
Szrenica zimą
Szrenica zimą
Szrenica zimą

Szrenica

Nad okolicą wznosi się mierzący 1362 metry szczyt górski Szrenicy (niem. Reifträger). To doskonałe miejsce do podziwiania Karkonoszy, zarówno po polskiej, jak i czeskiej stronie. Na górze znajduje się schronisko „Szrenica”. Można tu wejść szlakiem czerwonym lub czarnym ze Szklarskiej Poręby lub zielonym z Jakuszyc. Istnieje też wyciąg, który podwozi nas pod prawie sam szczyt. Potem zostaje kawałek do przejścia czarnym szlakiem. Góra jak i pobliska Hala Szrenicka słynie też z doskonałych, jak na Polskę, warunków narciarskich.

Trasa na Szrenicę
Trasa na Szrenicę
Szlak na Szrenicę
Szlak na Szrenicę

Wąwóz Kamieńczyka i Szklarska: Dojazd

Sama Szklarska Poręba to bardzo przyjemne miasteczko. Łatwo znaleźć tam nocleg, czy jedzenie, a także inne dodatkowe atrakcje, jak Krucze Skały, czy historyczne wille. Dodatkowo jest też Aquapark, czy dinopark. Z Wrocławia stosunkowo łatwo dojechać tu za pomocą Kolei Dolnośląskich.

Hala Szrenicka
Hala Szrenicka
Szrenica
Szrenica

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak polski
Wodospad Kamieńczyka
Szlak filmowy
Wodospad Kamieńczyka

Park Narodowy Jezior Plitwickich (Jeziora Plitwickie)

Chorwacja zachwyca wspaniałym wybrzeżem Adriatyku, interesującą architekturą, ale przyrodniczą perłą w koronie jest bez wątpienia Park Narodowy Jezior Plitwickich (chor. Nacionalni park Plitvička jezera), czasem zwane Plitwicami (Plitvice). Jeziora Plitwickie to imponujące miejsce spacerowe bez wątpienia wyróżniające się nie tylko w Chorwacji, ale w skali światowej. Jedyny minus to ogromne ilości turystów. Ale nawet jeśli mamy stać i czekać na swoją kolej, by zrobić zdjęcie, czy przejść, to i tak warto.

Piękna woda w jeziorach Plitwickich
Piękna woda w jeziorach Plitwickich

Park Narodowy Jezior Plitwickich

Plitwice zajmują obecnie obszar prawie 30 tysięcy hektarów. Park rozciąga się na 8 km, jezior zaś w sumie jest tu 16. Na listę światowego dziedzictwa UNESCO zostały wpisany w 1979 roku, zaś już od 1949 są obszarem chronionym. Do parku prowadzą cztery różne wejścia, przy każdym z nich znajduje się płatny parking. Parking to trochę dużo powiedziane. Część miejsc faktycznie jest przygotowanych, ale reszta to po prostu droga prowadząca w las, gdzie można legalnie postawić samochód. Niełatwo o miejsce postojowe; widać dużo rejestracji z Polski, czy wiele innych spoza Chorwacji.

Trasa między wodospadami
Trasa między wodospadami

Jeziora Plitwickie znajdują się na obszarze masywu górskiego Mała Kapela, części Gór Dynarskich. Te jeziora z nazwy parku to dwa zespoły jezior: Jeziora Górne (jest ich 12) i Jeziora Dolne (w sumie 4), które są połączone ze sobą trawertynowymi kaskadami. Na nich utworzyły się zjawiskowe wodospady – jest ich ponad 90! Za to aż 80% parku jest porośnięte lasem (głównie bukowym).

Jeziora Plitwickie
Jeziora Plitwickie

Zwiedzanie Jezior Plitwickich

Podobnie jak w Parku Narodowym rzeki Krka, tak i tutaj duża część drogi prowadzi drewnianymi kładkami, a część z nich jest zalana z uwagi na wysoki stan wody.
W maju pogoda była trochę w kratkę, co widać na zdjęciach: trochę przejaśnień i trochę mżawki. Ale z drugiej strony ta pogoda „przerzedza” ilość osób, a ich tu i tak było sporo.

Jeden z wodospadów
Jeden z wodospadów

Jeziora Plitwickie – inne atrakcje

W Parku Narodowym Jezior Plitwickich jedna z odnóg szlaku prowadzi do jaskini krasowej. Rzekomo zamieszkanej przez nietoperze. Myśmy nie wypatrzyli żadnego, może dlatego że to miejsce jest naprawdę tłumnie odwiedzane przez turystów – w sezonie nawet kilka tysięcy osób dziennie – i nietoperze przeniosły się w spokojniejsze miejsca. Za to w rzece zauważyliśmy raki – znak, że woda jest naprawdę czysta. Prócz raków jest tu wiele ptaków, żab, ale to też ciekawe miejsce na obserwowanie rybich ławic.

Jeziora Plitwickie
Jeziora Plitwickie
Jaskinia krasowa
Jaskinia krasowa

Najsłynniejsze widoki Plitwic

Chyba najbardziej efektowny widok – i jeden z bardziej znanych widoków z Chorwacji. Z położonej wyżej ścieżki widać zjawiskowe trawertynowe kaskady. Różnica wysokości tafli Górnych i Dolnych jezior wynosi 153 metry – taką różnicę poziomów pokonują liczne wodospady na potoku łączącym obie grupy jezior. Tutaj znajduje się także najwyższy w Chorwacji wodospad: Vielki Slap o wysokości prawie 80 metrów. Tworzy go opływający park potok Plitvicki spadający w głęboką nieckę.

Szlak w Parku Narodowym Jezior Plitwickich
Jeziora Plitwickie
Vielki Slap (Jeziora Plitwickie)
Vielki Slap (Jeziora Plitwickie)

Poruszanie się po PN Jezior Plitwickich

Park jest dość spory, a przechodzenie od jednego miejsca do drugiego może zająć zbyt wiele czasu, więc są tu ułatwienia. Z jednej strony między parkingami i wejściami kursuje „pociąg” (czy raczej ciągnik). Z drugiej po jeziorach mamy stateczki-promy. Pozwala to na zrobienie na spokojnie w jeden dzień obu głównych tras.

Kaczor i ryby
Kaczor i ryby

Część trasy odbywa się takimi stateczkami-promami jak na zdjęciu poniżej. Nie jest to konieczne, ale przydatne. Zwłaszcza przemieszczanie się między górnymi i dolnymi jeziorami może być czasochłonne, zaś droga nie jest już tak atrakcyjna. Trasę tę można też przejechać.

Jeziora Plitwickie
Jeziora Plitwickie

Trasy i dojazd do Jezior Plitwickich

Są dwa wejścia do Parku. Nr 1 znajduje się na północy, nr 2 bardziej na południu. Wiele opisów w sieci sugeruje, że bardziej optymalne jest wejście nr 1, bo znajduje się bliżej Vielkiego Slapu i najważniejszych atrakcji. Zaiste, zwłaszcza jak na park nie poświęcamy większości dnia, a tylko jego część, to faktycznie optymalne rozwiązanie. My jednak zrobiliśmy na odwrót. Zaczęliśmy przy wejściu nr 2 i obejrzeliśmy wpierw górne jeziora, które przypominają trochę to, co już widzieliśmy parku rzeki Krka. To nadal piękne miejsce, ale zgodnie z większością opinii, górne jeziora (okolice wodospadu) są faktycznie bardziej atrakcyjne i unikalne. Więc mając więcej czasu, u nas był to prawie cały dzień na ten park, najlepsze zostawiliśmy sobie na koniec.

Jeziora Plitwickie
Jeziora Plitwickie

Jeziora Plitwickie a wojna

Park Narodowy Jezior Plitwickich to naprawdę bajeczne miejsce, ale nie uchroniło go to przed okrucieństwami wojny. Podczas rozpadu Jugosławii to właśnie tutaj zginęła pierwsza ofiara wojenna. Chorwacki milicjant, który został zabity przez serbskich żołnierzy. Serbska okupacja tego miejsca trwała pięć lat. Szczęśliwie dziś można się cieszyć bez przeszkód tym pięknym miejscem.

Kaskady w Plitwicach
Kaskady w Plitwicach

Wejściówki do Plitwic

Ceny i godziny otwarcia warto sprawdzić na stronie parku (bilety można rezerwować tutaj i jest to bardzo dobra opcja, bo obecnie ilość zwiedzających dziennie Jeziora Plitwickie została ograniczona do 10 tysięcy). Zaś podobnie jak w wielu innych miejscach, tu także warto być rano, by ominąć tłumy ludzi. Wybierając się na przechadzkę, warto pamiętać o czymś do przekąszenia oraz o wodzie (choć pewnie tamtą wodę można pić bezpiecznie).

Słynny widok na Plitwice
Słynny widok na Plitwice

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak chorwacki
PN Jezior Plitwickich