Archiwa tagu: Park narodowy

Przełęcz Llogara i Park Narodowy

Trasa z Wlory do Sarandy wiedzie przez malowniczą przełęcz Llogara, to jedna z największych atrakcji Albanii. Znajduje się tu także Park Narodowy Llogara (Parku Kombëtar i Llogarasë/Llogorasë), który może być dobrym przystankiem lub całodniowym trekkingiem.

Szlak w Parku Narodowym Llogara
Szlak w Parku Narodowym Llogara

Historia parku Llogara

Park Narodowy Llogara założono w 1966 roku i liczy 10.1 km2. Park znajduje się głównie w górach, w których dominują tak zwane alpejskie łąki. Jest ciekawy ze względu na roślinność, a także zwierzęta. Nam udało się tu zobaczyć żółtopuzika bałkańskiego, czyli tutejszą beznogą jaszczurkę.

Żółtopuzik bałkański (Pseudopus apodus), czyli beznoga jaszczurka
Żółtopuzik bałkański (Pseudopus apodus), czyli beznoga jaszczurka

Słynna przełęcz Llogara

Większość osób przybywa do Llogary by zobaczyć przełęcz. Ta faktycznie jest imponująca, zwłaszcza gdy patrzy się na nią z góry. Jest tu całkiem spory punkt widokowy, oficjalny i kilka mniejszych „improwizowanych” (i mniej bezpiecznych). Sama przełęcz znajduje się między miejscowościami Wlora i Himare, przecina ją trasa SH8. Jadąc od Wlory początkowo „wspinamy” się w lesie, aż do wysokości 1043 m n.p.m. Potem już na otwartym terenie trasa prowadzi w dół, wprost do morza. Jest tu mnóstwo serpentyn i zakrętów, no i widoki są naprawdę piękne.

Przełęcz Llogara
Przełęcz Llogara

Obok znajduje się też przełęcz Cezara, oczywiście na cześć Juliusza, którego legiony maszerowały tu ścigając Pompejusza. Jest też legenda, że gdzieś tutaj Juliusz Cezar zobaczył orła. Odczytał to jako znak, że wygra wojnę z Pompejuszem. Llogara jest zatem ciekawa nie tylko widokowo ale i historycznie. Z podobnych atrakcji w Rumunii znajduje się Droga Transfogaraska, która robi jeszcze większe wrażenie.

Kręta droga w Przełęczy Llogara
Kręta droga w Przełęczy Llogara

Trekking w Parku Narodowym

My jednak wybraliśmy się przede wszystkim na trekking. Na początek w Llogarze zatrzymaliśmy się blisko Visitor’s Center. Jest tu całkiem duży parking. Większość ludzi jedzie na przełęcz, więc na początku sezonu nie było żadnych problemów z miejscem. Zresztą ludzi na szlaku także nie było zbyt wielu. Centrum turystyczne jest naprawdę profesjonalne, żeby nie powiedzieć, najlepsze z jakim się spotkaliśmy w całej Albanii. Z jednej strony to punkt informacyjny o spacerach po parku, z drugiej placówka edukacyjna ukazująca tutejszą faunę i florę. Częściowo jest przemyślana pod kątem dzieci. No i najważniejsze, wszystko jest po angielsku. Co wcale w Albanii nie jest takie oczywiste (patrz Valbone).

Czasem trasa przypomina El Pijaral
Czasem trasa przypomina El Pijaral

Szczyty wokół Llogary

Choć mapek nie dawali, to w samym centrum można przejrzeć sobie szlaki. Najwyższy szczyt to Maja e Çikës, który liczy sobie 2044 m n.p.m. Na początku maja wciąż był pokryty śniegiem, a na taką wędrówkę nie byliśmy przygotowani. To raz, a dwa to jest już całodzienna wyprawa. My zaś przyjechaliśmy do Llogary stosunkowo późno i jeszcze planowaliśmy przejechać przez przełęcz. Zresztą wejście na ten szczyt znajduje się bliżej samej przełęczy.

Im wyżej, tym roślinność jest niższa
Im wyżej, tym roślinność jest niższa

Maja e Çikës znajduje się po wschodniej stronie drogi. Nas bardziej interesowała zachodnia, bliżej morza. Przede wszystkim po to, by wejść i zobaczyć ze szczytu brzeg. Szczytów jest tu trochę do wyboru, zdecydowaliśmy się na Maja Thanasit (1352 m n.p.m). Miał na niego prowadzić (przynajmniej na mapce w centrum informacyjnym) zielony szlak. Pani nas poinformowała, że trzeba wpierw skręcić w czerwony szlak. Tego nie było na tej mapce. Okazało się, że wszystkie szlaki były oznaczone na czerwono. To, plus brak drogowskazów, trochę utrudnia dojście celu.

Góry Albanii
Góry Albanii

Ostatecznie nawet nie zauważyliśmy, w którym miejscu jest odbicie na górę Thanasit. Poszliśmy dalej zwiedzając park Llogary, aż do miejsca Qafa e Thelle (1180 m n.p.m.), znajdujące się między wierzchołkami Maja Gjipalit (1446 m n.p.m.), Maja Bredhit (1464 m n.p.m.). Ten drugi częściowo zdobywaliśmy dla widoków. Natomiast szliśmy tam na przełaj, bo droga wiodła raczej w dół.

Llogara i kwitnąca polana
Llogara i kwitnąca polana
Szczyty Llogary
Szczyty Llogary

Zwiedzanie Llogary

Najważniejsze jest to, że udało się dojść do takiego miejsca, skąd było widać Morze Jońskie. Same widoki są naprawdę piękne i nie tylko, gdy się patrzy na brzeg morski, ale również w stronę wschodnią, gdzie widać szczyty. O ile początkowa droga wiedzie przez las, o tyle później roślinność się zmienia. Mimo, że wysokość nie jest duża, przechodzi się przez coś, co jest odpowiednikiem naszej kosodrzewiny, czyli raczej krzaki niż drzewa, a potem dochodzi do trawiastych hal (typ murawy alpejskiej lub subalpejskiej – jak połoniny w Bieszczadach).

Przepiękne widoki na góry, Park Narodowy Llogara
Przepiękne widoki na góry, Park Narodowy Llogara

Stamtąd jest co podziwiać. Po drodze zaś można obserwować przyrodę, głównie drzewa, kwiaty, których było tu w maju całkiem sporo, oraz owady i inne pędraki. Sama przełęcz Llogara jest oczywiście ciekawym dodatkiem. Ale nie potrzeba na nią dużo czasu. Wystarczy się zatrzymać na punkcie widokowym, pooglądać, zrobić zdjęcie i pojechać dalej. Dla nas główną atrakcją był trekking i przede wszystkim fenomenalne widoki, gdy z grani widać brzeg morza. Zdecydowanie warto znaleźć sobie czas i powędrować po tym parku narodowym.

Widok na Morze Jońskie
Widok na Morze Jońskie

Jeśli podobał Ci się ten wpis, śledź nas na Facebooku.

Szlak albański
LlogaraGirokastra

Park Narodowy Topasir: wiadukt Varda i James Bond, zamek Gulek

Park Narodowy Topaşır (tur. Topaşır Milli Parkı) nie należy do miejsc, które przyciągają turystów w Turcji. W jego okolice przywiódł nas przede wszystkim wiadukt Varda i James Bond, ale również zamek i przełęcz Gülek.

Park Narodowy Topaşır
Park Narodowy Topaşır

James Bond i Wiadukt Varda

Wiadukt Varda (Varda Köprüsü, Varda Viyadüğü) pojawia się w filmie „Skyfall” Sama Mendeza (2012). Ta odsłona przygód Jamesa Bonda rozpoczyna się w Stambule, następnie zdjęcia i ekipa przeniosły się na przedmieścia Adany, która dalej udaje Stambuł. Tu 007 „wchodzi” do pociągu, który jedzie w bliżej niesprecyzowanym kierunku (raczej europejskim, bo nie przekraczamy cieśniny). Pod koniec tej sekwencji Bond znajduje się na dachu składu, który właśnie przejeżdża przez wiadukt Varda (znajdujący się na południu azjatyckiej części Turcji). Moneypenny zaczaiła się na okolicznych wzniesieniach i strzela do 007. Bond spada z wiaduktu i znika na jakiś czas. Choć od początku pościgu w Stambule minęło zaledwie kilkanaście minut na ekranie, odległość pokonana to ponad 900 kilometrów, czyli kolejny przykład magii kina. Oczywiście 007 potem odnajdujemy w Fethiye. Warto dodać, że wiadukt wykorzystano także w tureckim filmie „Pył czasu” (2012) Aliego Aydina.

Wiadukt Varda
Wiadukt Varda
Wiadukt Varda w filmie „Skyfall”. Tutaj Moneypenny postrzeliła Jamesa Bonda.
Wiadukt Varda w filmie „Skyfall”. Tutaj Moneypenny postrzeliła Jamesa Bonda.

Historia wiaduktu Varda

Wiadukt Varda, nazywany czasem wiaduktem niemieckim (Alman Köprüsü) albo wiaduktem Giaour, jest czynny do dziś i nadal jeżdżą tu pociągi. Stanowi też niezbyt znaczącą atrakcję turystyczną. W pobliżu wiaduktu znajduje się knajpa z małym parkingiem. Stamtąd jest całkiem dobry widok na sam wiadukt. Można też podjechać do niego bliżej (albo podejść) i się mu przyjrzeć. Jest jeszcze mniej miejsc do zatrzymania się, ale piechotą można wejść na skały i podziwiać budowlę w całej okazałości. Przy odrobinie szczęścia przejedzie tędy jakiś pociąg.

Wiadukt Warda z bliska
Wiadukt Warda z bliska

Wiadukt budowano w latach 1905 – 1916. Główną konstrukcję zakończono w 1907 roku, wykończenie w 1912, a tory położono w 1916. Oddano go do użytku oficjalnie dopiero w 1917 roku. Był to wspólny projekt Niemiec i Imperium , który miał na celu zbudowanie linii kolejowej między Berlinem a Basrą. Projekt kolei zainicjowano w 1888 roku. Dla Turków bardziej liczył się odcinek Stambuł – Bagdad. Największym wyzwaniem okazały się być jednak góry Taurus, dokładniej odcinek między Adaną a Konyą. Zbudowanie samych 22 tuneli o sumarycznej długości 12 km zajęło jakieś 20 lat. Ukształtowanie terenu wymagało też wiaduktów. Budowę wiaduktu Varda w dużej mierze sponsorowali i nadzorowali Niemcy. Założyli oni obóz w miejscowości Belemedik, gdzie stacjonowali latami. Pod koniec I wojny światowej linia służyła Niemcom do wycofywania swoich wojsk.

Wiadukt Warda z oddali
Wiadukt Warda z oddali

Linia kolejowa musiała przeciąć głęboki kanion rzeki zwanej Çakıt Deresi (wówczas Giaour Dere) między wioską Hacıkırı a miastem Karaisalı. Stal i cement przywieziono do Mersin drogą morską, a stamtąd przez Tars aż na plac budowy na wielbłądach. Najpierw wzniesiono wiadukt pomocniczy dla kolejki wąskotorowej, która transportowała materiały. Potem ten wiadukt pomocniczy rozebrano, ale jego filary pozostały aż do dziś.

Wiadukt Varda
Wiadukt Varda

Stan obecny wiaduktu Varda

Wiadukt ma 172 metry długości i 98 wysokości; składa się z 11 przęseł łukowych. Jest też zakrzywiony – promień krzywizny to 1200 metrów. Czyni go to widowiskowym miejscem, zwłaszcza gdy doda się górski krajobraz i fakt, że nie ma tu drugiej tak spektakularnej budowli tego typu. W okolicy znajduje się także cmentarz budowniczych. Można się przy nim zatrzymać i go zobaczyć. Choć podczas budowy wiaduktu zmarł tylko jeden niemiecki inżynier oraz kilku lokalnych robotników, warto jednak pamiętać, że cała budowa linii kolejowej, wraz z tunelami zajęła wiele lat Niemcy wówczas mieli tu obozy ze szkołami, kościołami i całą infrastrukturą małych miasteczek.

Park Narodowy Topaşır
Park Narodowy Topaşır

Park Narodowy Topaşır

Sam park Topaşır jest częściej odwiedzany przez Turków niż zagranicznych turystów. Poza otoczeniem wiaduktu, znajdują się tu normalne drogi z pięknymi widokami. To dość rozległy teren, porośnięty lasem sosnowym. Czasem są punkty, gdzie można się zatrzymać, by podziwiać okolicę. Jest też kilka miejsc przewidzianych na pikniki, z których ochoczo korzystają Turcy. Większość z tych miejsc wygląda podobnie: mały parking, polana, często jakiś strumień i sporo zieleni, czasem dodatkowo knajpka.

Tunel przy wiadukcie Varda
Tunel przy wiadukcie Varda

Historia zamku Gulek

Drugą atrakcją okolicy jest zamek Gulek (Gülek Kalesi, arm. Kuklak). Znajduje się on już w regionie Tarsu, tuż nad przełęczą o nazwie Brama Cylicyjska, ewentualnie Wrota Cylicyjskie lub Przełęcz Cylicyjska (Gülek Boğazı). Krzyżowcy nazywali ją Bramą Judei.  Przełęcz powstała dzięki erozji spowodowanej przez rzekę Gökoluk. Od starożytności miała znaczenie strategiczne, przede wszystkim było to dogodne przejście z Anatolii do Syrii. Wykorzystał je choćby Aleksander Wielki, by przeprawić się z armią, zresztą nie on jeden. W czasach rzymskich, poczynając od Juliusza Cezara, było utrzymywane i poszerzane, i łączyło Syrię z Podandus w Kapadocji. Traktem przechodził między innymi św. Paweł. Dziś przełęcz przecina autostrada, która docelowo ma łączyć okolice Adany z Ankarą.

Zamek Gulek
Zamek Gulek

Znaczenie traktu wykorzystano w czasach ormiańskiego królestwa Cylicji. Wówczas to – w XII – XIII wieku – wzniesiono zamek o nazwie Askaliba, który miał na celu kontrolowanie traktu, a jego pan pobierał za to myto. Prawdopodobnie wcześniej – w czasach bizantyjskich i arabskich – także znajdowała się tu jakaś budowla. Zaś po Ormianach kontrolowali go Egipcjanie i Turcy Ottomańscy. W XIX wieku używał go Ibrahim Pasha. Z tego okresu pochodzą kazamaty. Także obecna, turecka nazwa – Gülek – ma swój armeński rodowód. Istniała tu wieś armeńska – Gogulak.

Ruiny zamku Gulek
Ruiny zamku Gulek

Zamek Gulek obecnie

Zamek nie jest wykorzystywany turystycznie. Wstęp jest darmowy, dojazd słabo oznaczony, jednak będąc już blisko, lepiej trzymać się znaków, niż Google’a, tam te lokalne drogi są źle pooznaczane i GPS prowadził nas przez prywatne posiadłości, które należało ominąć. Wewnątrz zamku są nawet budynki mieszkalne. Prawdę mówiąc z dawnych zabudowań pozostało niewiele. Niemniej jednak jest to całkiem popularne miejsce wśród Turków. Po pierwsze, idealnie nadaje się do odpoczynku, na piknik. Drugą rzeczą są wspaniałe widoki na przełęcz i okolice. Zamek znajduje się na wysokości 1530 m n.p.m., widać sporą przepaść, co czyni to miejsce atrakcyjnym dla fotografów.

Widok na przełęcz Gülek
Widok na przełęcz Gülek

Zamek był długi, rozciągał się na 450 metrów. Dziś ostała się tu brama, resztki murów. Większość terenu jednak jest jednak porośnięta zielenią, widać tez ślady pasących się zwierząt. Najbardziej „atrakcyjnym” fragmentem zamku jest skała, z której widać przełęcz. Widok robi wrażenie, zwłaszcza gdy się umiejętnie skadruje skarpę.

Widok na przełęcz Gülek
Widok na przełęcz Gülek

Jak wspominaliśmy, Park Narodowy Topaşır nie należy do miejsc odwiedzanych przez turystów, nie jest on też przystosowany do typowego zwiedzania. Pomijając wiadukt Varda, przy którym znajdowały się tabliczki, reszta miejsc w parku zachęca raczej do piknikowania.  Od jednej do drugiej atrakcji trzeba było trochę przejechać, bez samochodu ciężko sobie poradzić. Zresztą przejazdy też zajmują wiele czasu, jedzie  się tu często po krętych drogach między górami. Za to jest to okazja zobaczyć i doświadczyć niefolderowy krajobraz Turcji.

Park Narodowy Topaşır
Park Narodowy Topaşır

Jeśli podobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak turecki
Zamek Gulek
Szlak filmowy
Zamek Gulek

Park Narodowy Jezioro Naivasha, wodne safari w Kenii

Jednym z częściej odwiedzanych parków narodowych Kenii jest niewielkie Jezioro Naivasha. Jest to jedno z nielicznych słodkowodnych jezior w tym kraju, a przez to słynie dzięki przepięknemu ekosystemowi bogatemu w ptactwo.

Jezioro Naivasha
Jezioro Naivasha

Park Narodowy Jeziora Naivasha

Park (Lake Naivasha National Park) znajduje się na północny zachód od Nairobi, niedaleko jeziora Nakuru. Przez turystów bywa też łączony z Hell’s Gate, które właściwie znajduje się tuż przy Naivashy. Naivasha ulokowane jest w Wielkim Rowie Afrykańskim (w nim znajduje się także jezioro Malawi czy Natron). Warto dodać, że kenijskie jeziora Wielkiego Rowu znajdują się od 2011 roku na liście UNESCO, choć akurat Naivasha nie jest tam zwykle uwzględniane, jest na liście oczekującej. Dlatego czasem bywa podpinane pod tę listę. Jezioro Naivasha leży na wysokości 1884 m n.p.m. i ma powierzchnię 139 km2. To najwyżej położony zbiornik wodny w Kenii.

Zimorodek malachitowy (Corythornis cristatus)
Zimorodek malachitowy (Corythornis cristatus)

Utrzymuje się, że jezioro nie jest głębokie. Podobno maksymalnie ma ono 30 metrów głębokości, ale istnieją teorie mówiące, że pod nim znajduje się jeszcze jeden zbiornik wody i ta czasem potrafi się wydostać. Stąd też nazwa masajska – Nai’posha, która znaczy tyle, co wzburzona woda. Jedni twierdzą, że to przez nagłe burze, inni że właśnie potrafi w dziwny sposób podnieść swój poziom wody. Oczywiście póki co, to jedynie folklor i badania nie wykazały istnienia podziemnego jeziora. Obecna nazwa to uproszczona brytyjska wersja, co akurat jest normą w przypadku wielu kenijskich nazw.

Poziom wody nad jeziorem Naivasha jest zmienny i jak widać może zalać parking
Poziom wody nad jeziorem Naivasha jest zmienny i jak widać może zalać parking

Zwierzęta, ptactwo i obszar RAMSAR

Jezioro Naivasha to przede wszystkim sanktuarium ptactwa, ich gatunków jest tu między 350 a 400. Od 1995 Naivasha znajduje się na liście RAMSAR, wówczas też powstał Park Narodowy. Przybywa się tu głównie oglądać ptaki wodne, dlatego sposób zwiedzania jest trochę inny niż w większości parków. Jezioro Naivasha oglądamy głównie z poziomu wody. Więc po pierwsze, czas jest ograniczony. Całe zwiedzanie parku zamyka się w 1,5 godziny. Po drugie, przejmują nas inni przewodnicy. Wsiadamy na łódź motorową i robimy kurs po jeziorze. Warto pamiętać, że nie wszystkie agencje, które nas tu dowożą, dbają o to, by bilet do tego parku był kupiony. Cena jak na kenijskie warunki nie jest duża, ale niestety zdarza się, że nią zaskakują. Informuje się turystów, że rejs jest dodatkowo płatny, a prawda jest taka, że bez rejsu niewiele w tym parku jest do zobaczenia.

Rybaczek srokaty (Zimorodek srokaty, Ceryle rudis)
Rybaczek srokaty (Zimorodek srokaty, Ceryle rudis)

Zwiedzanie Jeziora Naivasha

Bilety są sprzedawane w dwóch wersjach: sam rejs oraz rejs i Księżycowa Wyspa (Crescent Island). Drugi oczywiście jest droższy. Pływanie łodzią motorową jest dość przyjemne i trzeba przyznać, że tu nawet silnik jakoś tych zwierząt nie płoszy (jak to było w Funzi czy Madu Ganga). Chyba nauczyli się wyłączać go odpowiednio daleko. Natomiast poza hipopotamami, które można tu zobaczyć, cała reszta to ptactwo wodne. Różne pelikany, zimorodki, kormorany, kaczki, czaple, ibisy, ale też ptaki drapieżne. Podczas rejsu przewodnik opowiada trochę o zwyczajach zwierząt, możemy być też świadkami karmienia orła (wrzucenia ryby do wody tak, by ptak przyleciał i ją wyłowił).

Kormoran białoszyi (Phalacrocorax carbo lucidus)
Kormoran białoszyi (Phalacrocorax carbo lucidus)

Warto dodać, że park jest ogrodzony w wielu miejscach pastuchem elektrycznym, głównie z powodu hipopotamów. To jedne z najbardziej niebezpiecznych zwierząt w Afryce, więc ich nocne wędrówki zostały ograniczone tak, by nie zagrażały mieszkającym tu ludziom. W dzień, gdy czują się bezpiecznie, zazwyczaj śpią lub taplają się w wodzie i nie stanowią zagrożenia dla ani dla tubylców ani dla turystów.

Hipopotamy nad jeziorem Naivasha
Hipopotamy nad jeziorem Naivasha

Księżycowa Wyspa

Inaczej wygląda Księżycowa Wyspa (dodatkowa atrakcja). To niewielki rezerwat wewnątrz parku, oddzielony od lądu, na którym chodzą żyrafy, zebry, impale, gnu i antylopy. Dopływa się do niej i wówczas przewodnik (kolejny) oprowadza nas po wyspie i pilnuje, by nikomu nic złego się nie stało. Nie ma tu dużych drapieżników, więc czeka nas spokojny spacer. Czasem można naprawdę blisko podejść do zwierząt, choć te najczęściej starają się zachować bezpieczny dystans.

Żyrafa, Wyspa Księżycowa, Jezioro Naivasha
Żyrafa, Wyspa Księżycowa, Jezioro Naivasha
Bielik afrykański (Haliaeetus vocifer)
Bielik afrykański (Haliaeetus vocifer)

„Pożegnanie z Afryką”, kultura i jezioro Naivasha

Kilka gatunków odkryto na tej odizolowanej wyspie, jednak większość sprowadzono na potrzeby filmu – „Pożegnanie z Afryką” (1985) Sidneya Pollacka. Tu kręcono kilka dodatkowych ujęć ze zwierzętami. Potem je zostawiono i dziś jest to ich rezerwat. Tym samym film ukształtował tę wyspę, nawet jeśli trudno dopasować sceny.

Ibis czczony (Threskiornis aethiopicus), jezioro Naivasha
Ibis czczony (Threskiornis aethiopicus), jezioro Naivasha
Zebry na wyspie Księżycowej, pozostałość po filmie "Pożegnanie z Afryką"
Zebry na wyspie Księżycowej, pozostałość po filmie „Pożegnanie z Afryką”

Wspomnieliśmy już o Hell’s Gate, ale do jeziora przylegają jeszcze dwa inne parki: rezerwat Kingono oraz Park Narodowy Góry Longonot. Między nimi ulokowano wiele ośrodków wypoczynkowych, często w okolicach miasteczka Naivasha. Mieszkała tu między innymi Joy Adamson, brytyjska pisarka, autorka powieści „Elza z afrykańskiego buszu”. Książka została zekranizowana w 1966 roku. Zdjęcia kręcono w Kenii, acz niestety nie w tym parku. Dom autorki dziś można zwiedzać. Okolica jeziora słynie z uprawy róż, a także źródeł geotermalnych, stąd powstały tu choćby SPA. Więcej o nich przy wpisie o Hell’s Gate.

Rybacy na jeziorze Naivasha
Rybacy na jeziorze Naivasha
Rybak w jeziorze Naivasha
Rybak w jeziorze Naivasha

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak kenijski
Jezioro Naivasha
Szlak filmowy
Jezioro Naivasha

Park Narodowy Tsavo West, nosorożce i lwy ludojady

Tsavo West to część największego parku narodowego Kenii – Tsavo (Tsavo National Park). Jest on dość często odwiedzany przez turystów, ze względu na odległość zwłaszcza przez odpoczywających na wybrzeżu w okolicach Mombasy. Słynie ze słoni, zastygłej lawy, źródeł, pięknych zachodów słońca oraz lwów zabójców, których historia została zekranizowana.

Perliczka (Numida meleagris)
Perliczka, perlica zwyczajna (Numida meleagris)

Historia Tsavo West

Park Tsavo istnieje od 1948 roku, po niespełna miesiącu działania podzielono go administracyjnie na dwa – wschodni (Tsavo East) i zachodni (Tsavo West). Sumarycznie ma powierzchnię 22 tys. km2, z czego 9065 przypada na część zachodnią, a 1371 km2 na wschodnią. Jest to jeden z największych parków narodowych na świecie. Jego podział na dwa obszary jest związany z drogą i koleją przecinającą teren parku. Przypomina to trochę tanzański park Mikumi, przez którego środek także przebiega droga. Jeśli chodzi o zwierzęta, to podobnie jak w Mikumi rozchodzą się one po dużym terenie i nie jest je łatwo wypatrzeć.

Toko żółtodzioby (Tockus flavirostris), dzioborożec w Tsavo West
Toko żółtodzioby (Tockus flavirostris), dzioborożec w Tsavo West

Specyfika Tsavo West

Tsavo West jest dość specyficznym parkiem. Jeśli chce się oglądać zwierzęta w dużej ilości to zdecydowanie lepiej wybrać się do Amboseli, czy Masai Mary (w trakcie migracji). Nawet nie chodzi o  małą liczbę zwierząt w Tsavo, ale o możliwość ich zobaczenia. Duża część parku to zarośnięty krzakami busz. Na trawiastej sawannie zdecydowanie łatwiej wypatrzeć oddalone zwierzęta, tu tylko można się cieszyć z tych, które podchodzą do drogi. Jednocześnie właśnie krajobrazy są tu bardzo unikalne.

Zastygła lawa w Tsavo West
Zastygła lawa w Tsavo West
Zebry w zaroślach
Zebry w zaroślach

Z dwóch powodów – pierwszy to lawa. Na terenie parku znajdują się pola lawowe. Co więcej, można się zatrzymać i pospacerować po zaschniętej lawie. Przypomina to trochę krajobraz z Etny, Parku Timanfaya albo Islandii, tyle że przeniesiony do Afryki. To bardzo malownicze miejsca. Dlatego przemierzając Tsavo West widzimy piaszczyste drogi, które mają czasem czarny kolor, czasem zaś czerwony.

Pozostałości po wulkanach
Pozostałości po wulkanach

Ta czerwień to kolejny charakterystyczny element parku. Nie jest unikalny w Afryce, pamiętamy podobne kolory choćby z tanzańskiego Ngorongoro, ale tu tym piaskiem obsypują się słonie. Stąd wiele zdjęć z Tsavo przedstawia te zwierzęta w charakterystycznym, czerwonawym ubarwieniu (z powodu piasku, który na siebie nasypały).

Czerwony piasek
Czerwony piasek

Słonie i nosorożce

Słonie uchodzą za chlubę tego parku. Faktycznie można je spotkać, acz znów stada nie są tak duże jak w Amboseli. Na słonie oraz nosorożce czarne intensywnie kłusowano, z czym Park stara się walczyć. Dla nosorożców czarnych wybudowano specjalny rezerwat zwany po tutejszemu azylem nosorożców (Rhino sanctuary). To teren dodatkowo ogrodzony wewnątrz parku, tak by zapewnić zwierzętom bezpieczeństwo. Przed wjazdem jest dodatkowa kontrola, a także godziny otwarcia są ograniczone, by zapewnić nosorożcom spokój. Tu też bardziej pilnują, by kierowcy trzymali się wyznaczonych ścieżek.

Słonie w Tsavo West
Słonie w Tsavo West

Nosorożców nie ma za dużo, a drogi też nie są zbyt gęsto wytyczone. Więc zazwyczaj nosorożce chowają się w buszu. Jest na to pewien sposób – wodopój. Tam jest miejsce, w którym można czekać, aż któryś z nosorożców zdecyduje się przyjść. Zadziałało.

Nosorożec czarny (Diceros bicornis)
Nosorożec czarny (Diceros bicornis)

Lwy ludojady z Tsavo

Kolejna słynne zwierzęta to lwy. Tych co prawda w Tsavo nie udało się zobaczyć, ale to one rozsławiły ten park. W latach 1898 – 1899 budowano kolej przecinającą dzisiejsze Tsavo, oraz most przez rzekę Tsavo. Budowę nadzorował porucznik pułkownik John Henry Patterson i przyszło mu się mierzyć z lwami, które upodobały sobie zjadać ludzi, dokładniej pracowników budowlanych. Ostatecznie problematyczne zwierzęta upolowano. Oba wypchane lwy zostały wystawione w Chicago. Patterson opisał całą historię w książce „The Man-Eaters of Tsavo”, która została trzykrotnie zekranizowana.

Oryks pręgoboki (Oryx beisa)
Oryks pręgoboki (Oryx beisa)

Po raz pierwszy w 1952 roku jako „Bwana Devil”. Warto wspomnieć, że był to pierwszy, pełnometrażowy film 3D. Drugi z nich to brytyjski „Killers of Kilimanjaro” z 1959 roku, który kręcono w Tanzanii. Trzeci to „Duch i Mrok” (1996) Stephena Hopkinsa. W tym wypadku większość zdjęć kręcono w RPA, ale kilka ujęć powstało właśnie w Tsavo West, czyli w prawdziwym miejscu. Można je rozpoznać dzięki kolorowi piasku. Przy czerwonym jest to prawie na pewno Tsavo. Sam historyczny most budowano w miejscowości Tsavo na granicy parków. Dziś znajduje się tam hotel o nazwie Man Eaters Camp.

Kudu małe (Ammelaphus imberbis) w Tsavo West
Kudu małe (Ammelaphus imberbis) w Tsavo West
Słoń obsypany pyłem
Słoń afrykański

Zwierzęta i źródło rzeki Mzima w Tsavo West

Z pozostałych zwierząt w parku można natknąć się na krokodyle, hipopotamy, bawoły, zebry, antylopy, małpy, czy żyrafy oraz ptactwo. To także miejsce, gdzie można oglądać ryby. Jedną z atrakcji jest źródło rzeki Mzima (Mzima Springs), które wybija w parku. Tam czeka nas przechadzka z uzbrojonym przewodnikiem. Właśnie w tej rzece (która później wpada do rzeki Tsavo) taplają się krokodyle i hipopotamy. Tu też jest mała budka, do której się wchodzi i ogląda rzekę już pod poziomem wody. Właśnie tu można zobaczyć ryby.

Rzeka Mzima (Tsavo West)
Rzeka Mzima (Tsavo West)

Wewnątrz parku znajduje się trzygwiazdkowy hotel – Ngulia Safari Lodge, w którym nocuje spora część turystów. Można odpocząć, także na basenie i jest to raczej standard pod większe wycieczki. Natomiast to także dobry punkt obserwacyjny. Hotel znajduje się na wzniesieniu i stamtąd rozpościera się widok na duży obszar Tsavo. Co więcej prowadzący zadbali o to, by przychodziły tu zwierzęta. Obok tarasu znajduje się źródło wody, wieczorem przyszło tu stado słoni. Wystawiają też kawałek mięsa, by zwabić lamparta, ale niestety tym razem nie był on zainteresowany.

Małpa żebrząca na parkingu przy źródle rzeki Mzima
Małpa żebrząca na parkingu przy źródle rzeki Mzima

Tsavo West to dobre miejsce, jeśli chcemy liznąć afrykańskiego safari podczas wycieczki z Mombasy czy wybrzeża kenijskiego. Natomiast jeśli faktycznie zależy nam na zwierzętach w dużej ilości, to może być to dobry przystanek w drodze do Amboseli. Niestety jako główny punkt programu może pozostawiać niedosyt.

Sekretarz (Sagittarius serpentarius)
Sekretarz (Sagittarius serpentarius)

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak kenijski
Tsavo WestMalindi

Park Narodowy Risnjak, las i źródło rzeki Kupy

Park Narodowy Risnjak (chor. Nacionalni Park Risnjak) był naszą ostatnią atrakcją w Chorwacji. Nie mieliśmy na niego zbyt wiele czasu, więc wybraliśmy tylko 1,5-godzinną trasę między drzewami i polanami. Przyjemna odmiana po miastach i przed powrotem do miasta i domu, tak by choć trochę ponapawać się naturą.

Ścieżka edukacyjna w Parku Narodowym Risnjak
Ścieżka edukacyjna w Parku Narodowym Risnjak

Źródło rzeki Kupa w Risnjak

Park Narodowy Risnjak znany jest przede wszystkim jako źródło rzeki Kupy albo Kolpy. Na terenie Risnjaku zaczyna się bieg tej trzeciej co wielkości rzeki Chorwacji, której koryto uważa się niekiedy za granicę Półwyspu Bałkańskiego. Nasza ścieżka nie obejmowała niestety rzeki. Za to w całkowitym spokoju (prawie nie spotkaliśmy innych ludzi), mogliśmy podziwiać tutejszą florę i w mniejszym stopniu faunę – od słowa „ryś” park ma swoją nazwę (pośrednio). Podobno żyją tu także niedźwiedzie brunatne, jelenie, sarny i kozice oraz orły, ale niestety nie natknęliśmy się na żadne z nich. Niestety populacja tutejszych rysi wyginęła (z pomocą człowieka) na początku XX wieku. Obecnie została odtworzona. Rysie przywieziono ze Słowenii.

Mchy i grzyby
Mchy i grzyby

Ścieżka edukacyjna i góry

Natknęliśmy się także na rekonstrukcje typowych zabudowań z tego górzystego obszaru. W parku także znajduje się muzeum, gdzie można lepiej poznać historię tutejszej ludności. Ścieżka edukacyjna jest bardzo dobrze oznaczona i co ważniejsze opisana także w języku angielskim. Doskonale też łączy wiedzę przyrodniczą z opisem tutejszej kultury. Informacje tu zawarte rozwiną wiedzę nie tylko najmłodszych. Całość znajdowała się blisko centrum informacyjnego, wraz z niewielkim bezpłatnym parkingiem.

Drzewa w Risnjak
Drzewa w Risnjak

Nam udało się zaledwie liznąć tego miejsca, chwilę poobcować z naturą. Park jest dość duży (3041 hektarów), więc jest tu wiele ścieżek w regionie Gorski Kotar. Najważniejsza góra to oczywiście masyw Wielki Risnjak (góry Dynarskie – 1528 metrów nad poziomem morza), która uchodzi za najładniejszy w Chorwacji oraz Snježnik (1506 m n.p.m.). Część górska jest bardziej zróżnicowana, ze względu na formacje krasowe – zapadliska, jaskinie.

Polana w Risnjak
Polana w Risnjak

Park Narodowy Risnjak

Park założono w 1954 roku. Przyrodnicy jednak badali ten teren już od 140 lat. Dziś jakieś 70% parku jest pod bardzo restrykcyjną ochroną. Nie udało się nam dotrzeć ani do doliny Motyli, ani do turkusowego jeziora. Jest tu zdecydowanie więcej do eksploracji, a co ważniejsze, idąc w góry widać jak zmienia się roślinność. Doświadczyliśmy czegoś podobnego na przełęczy Llogara. Podobnie jak tamte góry, tak i tu wzniesienia oddzielają nadmorską roślinność od bardziej śródlądowej, to naturalna granica.

Huby na drzewie
Huby na drzewie
Park Narodowy Risnjak
Park Narodowy Risnjak

Wybierając górskie trasy możemy się natknąć na schroniska. Oczywiście w porównaniu z Krka czy Plitvicami Risnjak wygląda trochę jak ubogi krewny. To wciąż piękne miejsce, ale już bardziej naturalne i zwykłe. Dzięki temu też jest tu zdecydowanie mniej turystów. Teren parku to obszar Natura 2000. O wejściówkach, cenach i trasach można przeczytać na oficjalnej stronie parku.

W Risnjak jednak najłatwiej zobaczyć jest owady, np. motyle jak Zorzynek rzeżuchowiec (Anthocharis cardamines)
W Risnjak jednak najłatwiej zobaczyć jest owady, np. motyle jak Zorzynek rzeżuchowiec (Anthocharis cardamines)

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak chorwacki
PN RisnjakZadar