Belgrad

Myśląc o Belgradzie (serb. Београд, Beograd) przede wszystkim wciąż przypomina nam się wojna w Jugosławii, czy filmy Emira Kustoricy z „Underground” na czele (choć większość zdjęć tego obrazu powstała poza Serbią), a także muzyka Gorana Bregovicza, nierozerwalnie związana z tamtejszym kinem. Stolica Serbii dziś uchodzi za miasto imprezowe, pełne klubów, kasyn i innych nocnych rozrywek. Czasy, gdy Belgrad był niebezpieczny już chyba mamy za sobą, dziś to miejsce nastawione na turystów, ale też przysłowiowy kocioł bałkański.

Budynki zniszczone podczas bombardowań NATO

Z jednej strony to miasto skrzywdzone przez komunizm. Dziś jednak te potworki socrealizmu i pochodnych epok, choć nadal straszą, są istotnym elementem miasta. Tak w centrum, jak i poza nim. Widać to choćby w pałacu serbskim, monumentalnej budowli z poprzedniej epoki, dość intrygująco się prezentującej. Gorzej niestety w centrum, gdzie pewne zaniedbania widać. To chyba dość dobrze oddaje nie najlepsze świadectwo tamtemu okresowi w historii i tamtemu systemowi. W tym kontekście to dość pouczająca wyprawa, choć niestety dla nas w Europie Wschodniej dość bliska.

Pałac Serbski

Drugą rzeczą, która straszy w Belgradzie to pozostałości po wojnie. Serbowie są dumnym narodem, to widać, ale też tym, który ostatecznie przegrał wojnę i musiał za to zapłacić karę. Nie są bez winy, ale to już temat na inną dyskusję. To co widać w Belgradzie to pozostałości po działaniach NATO, po bombardowaniach, które miały miejsce zaledwie kilkanaście lat temu. Tu NATO jest określane mianem agresora.  Po części mają w tym rację. W mieście pozostawiono kilka zbombardowanych budynków, tak by były memoriałem. Bomby jednak spadały nie tylko na cele państwowe. Dosięgły cywili, w tym także dzieci. Tym ufundowano specjalny pomnik. Ta historia jest żywa w Belgradzie, tu wciąż pojawiają się koszulki czy napisy mówiące o tym, że Kosowo jest serbskie, albo że nie rozliczono zbrodniarzy wojennych, którzy wybijali Serbów. Każdy konflikt ma przynajmniej dwie strony, a każda z nich swoje złożone racje. Ta część Belgradu (najwięcej takich budynków jest na południowy wschód od dworca) wprawia w  zadumę. Zwłaszcza, że jest taka inna niż informacje, które do nas docierały.

Wegetariańskie graffiti

Specyfiką Belgradu są też różne graffiti i murale. Tu znajdziemy zarówno hasła polityczne, artystyczne, jak i wegańskie. W tym ostatnim przypadku warto pamiętać, że kuchnia serbska nie jest przyjazna wegetarianom i trzeba się posiłkować frytkami z sałatkami.

Sobór św. Sawy
Nieukończone wnętrza

Serbowie jednak są dumni, nie poddają się rozpaczy i budują swą przyszłość. W centrum znajdziemy kilka nowoczesnych budynków, ale historia tworzy się w cerkwiach i soborach. Najważniejszy z nich to sobór św. Sawy. To jedna z trzech największych cerkwi na świecie. Ma to być główny kościół wyznania serbsko-prawosławnego. Budynek jest skończony, ale jeszcze niewykończony wewnątrz. W środku brakuje wylanej podłogi i ozdób. Nawet w tej formie żyje i robi wrażenie, a jednocześnie już jest symbolem miasta i kraju. Sam krzyż na kopule ma dwanaście metrów.

Cerkiew św. Marka

Pieniądze na cerkwie idą. Widać to także w cerkwi św. Marka. Jest to świątynia w stylu serbsko-bizantyjskim. Jak wiele innych miejsc w mieście, także i ona ucierpiała częściowo w czasie ostatniego konfliktu. Wewnątrz jest więc dość skromnie ozdobiona, ale wciąż imponująca.

Wnętrze cerkwi św. Marka

Centrum rozrywkowe Belgradu to kluby, sklepy, restauracje, głównie w okolicy Skadarlija, którą kiedyś upodobała sobie bohema. Tu przebywa dużo turystów, język angielski jest zrozumiały, płacić można kartami, ale też Euro jest przyjmowane. Warto dodać, że te miejsca pojawiły się w filmie „November Man” z Priecem Brosnanem, podobnie zresztą jak okoliczne targowisko.

Okolice Skadarlija.

Sercem historycznego Belgradu jest twierdza Kalemegdan. Jej początki sięgają czasów rzymskich. Belgrad to jedno z najstarszych miast w Europie. Kształt twierdzy nadali Turcy, a potem Cesarstwo Austro-Węgierskie. Dziś to doskonałe miejsce spacerowe, gdzie znów przybywają liczni turyści, ale też mieszkańcy. Tu zlokalizowane jest zoo, park dinozaurów, czy korty tenisowe. Jest też muzeum wojska, którego sam budynek nie jest wielki, ale to nie w budynku tkwi największa zaletą. Tam są wystawione małe bronie (trzeba kupić bilet), natomiast na twierdzy niedaleko muzeum wystawione są torpedy, działa, czołgi i kilka innych pojazdów. To wszystko można oglądać za darmo, a co lepsze dotknąć. Tu się bawią Serbowie razem z dziećmi. Eksponaty te sprawiają niesamowite wrażenie.

Kalemegdan
Mury
Muzeum broni

Innym ciekawym miejscem na twierdzy są cerkwie. Może nie tak wielkie, ale bardzo ładne w środku, jak i na zewnątrz, zwłaszcza ta porośnięta bluszczem.

Cerkiew na twierdzy
Wejście do cerkwi

Istotnym dla Serbów miejscem jest też muzeum Nikoli Tesli. Tego tu wielbią i promują, no i znajduje się on na jednym z banknotów. Muzeum niestety sprawia trochę gorsze wrażenie. Jest małe, obejrzenie go mniej więcej zajmuje pół godziny (wraz z filmikiem i pokazami). Nie ma kuli Tesli. Eksperymentów zaś dokonuje pracownik. Owszem ma to sens, zwłaszcza, że mamy do czynienia z elektrycznością, ale  spodziewaliśmy się czegoś bardziej nowoczesnego i wyszukanego.

Prochy Tesli

Kolejnym muzeum, które warto zobaczyć to muzeum lotnictwa. Jest ono ulokowane tuż przy lotnisku. Kilka minut spacerkiem od terminala. Tu także kilka eksponatów wystawiono na zewnątrz za darmo, ale w środku także jest wiele samolotów do oglądania. Sam budynek ciekawie wygląda na zdjęciach, zdecydowanie gorzej w rzeczywistości, ale istotne są zbiory. Także te z ostatniej wojny, w tym elementy zestrzelonych NATOwiskich samolotów.

Muzeum lotnictwa
Muzeum lotnictwa wewnątrz

Turystycznie są też dwa miejsca warte zobaczenia. Jedno to ulica Kneza Mihaila. To obecnie główny deptak miejski, ze sklepami i nie tylko. Drugie miejsce to dawna żydowska dzielnica Zemun, potem także artystyczna, dziś bardziej turystyczna, acz nie dotknięta już tak komuną. Sama okolica jest też bardzo interesująca, wygląda zupełnie inaczej niż centrum miasta, bardziej jak jakieś letnisko czy małe miasteczko.

Knaz Mihaila

Życie imprezowe kwitnie także wśród rzek, można wynająć sobie statek, by ze znajomymi bawić się na Sawie czy Dunaju. Niestety przez to trudniej znaleźć wycieczkę wodną. Nam się nie udało, bo nigdzie nie zebrała się wystarczająca liczba chętnych.

Centrum Belgradu

Z centrum do większości wspomnianych miejsc można dojść spokojnie spacerem. Do Zemun najlepiej dostać się autobusem (bilet kupuje się bezpośrednio u kierowcy). Na lotnisko także kursuje autobus, ale taksówki nie należą do najdroższych, więc są dość dobrą alternatywą. Sam Belgrad zaś idealnie się nadaje na weekendowy wypad. To miasto na tyle zróżnicowane, że zadowoli różne gusty.

Zemum
Szlak serbski
Praktycznie Belgrad
Share Button

Rabat

Nowoczesna stolica Maroko, wpisana na listę UNESCO za umiejętne połączenie starego z nowym. Faktycznie coś w tym jest, a Rabat jako miasto autentycznie urzeka.

Charakterystycznie malowane domy

Z jednej strony mamy tu oczywiście medynę, klasyczną jakich wiele w Maroku. Jej urok w dużej mierze polega na tym, że tu nie ma wielu turystów. Miasto żyje własnym życiem i to jest piękne.

Kazba Udajów
Brama do Kazby

Przy medynie tuż przy oceanie znajduje się cytadela, Kasba al-Udaja (Kasba Des Oudaias), lub raczej to co z niej zostało. Brama jest dość charakterystyczna, pojawia się nawet w jednym ujęciu w „Mission: Impossible – Rogue Nation” (razem z Agadirem, Casablancą i Marrakeszem). Znajduje się tu też ogólno dostępny ogród w stylu andaluzyjskim, ale przede wszystkim też dzielnica mieszkalna, która robi bardzo duże wrażenie ze względu na malowanie domów. Wszystkie są biało-niebieskie. Wygląda to niesamowicie.

Wieża Hassana

Jednym z nowych, obowiązkowych miejsc do zwiedzenia jest mauzoleum Mohameda V, pierwszego nowożytnego króla niepodległego Maroko. Trzeba przyznać, że jest to bardzo interesujące i ciekawie zrobione miejsce. Na placu znajdują się stare kolumny oraz wieża Hassana. To dawny minaret, który obecnie jest jednym z najważniejszych symboli stolicy. Wokół cały czas są żołnierze kilku różnych formacji, także na koniach. W teorii nie powinno robić się im zdjęć, ale jak się ich poprosi, zazwyczaj pozwalają.

Widok spod pałacu królewskiego

Z królewskich miejsc mamy tu także pałac. Główny, gdyż to stolica, więc król oficjalnie tu rezyduje, a także przyjmuje swoich gości. Jak to zwykle bywa, pałacu zwiedzić się nie da, ale można podejść pod główną bramę, choć trzeba trzymać się z daleka. Nie pozwalają podejść pod samą bramę. Bardzo ciekawie wygląda procedura wejścia na teren wokół pałacu, gdyż trzeba przede wszystkim zostawić paszport na posterunku policji. Kontrole turystów są bardziej pro forma, ale są.

Szalla
Szalla
Szalla

Kolejnym bardzo ciekawym miejscem w Rabacie jest tak zwana Szalla (Chellah). To ruiny rzymskiego miasta, zwanego Sala Colonia. Zostało ono zbudowane na ruinach fenickiego miasta. Po Rzymianach zajęli je Arabowie w czasach Mulaja Idrisa, jednak opuścili je po jakimś czasie. Może dzięki temu przetrwało choć w takiej formie. Dziś to dość interesujące miejsce. Pozostałości po Rzymie są, acz nie imponujące. Jest też resztka dawnego meczetu z minaretem. Wszystko to służy obecnie bocianom do gniazdowania. Ptaków tych jest tu bardzo dużo, wokół rozciągają się ogrody, ale turystów nie było zbyt wielu. Szalla sprawia bardzo intrygujące wrażenie, wyróżnia się z reszty Rabatu. Bez wątpienia to coś, czego nie można sobie odpuścić.

Miasto

Pozostała część miasta to połączenie różnych styli. Są budynki postkolonialne, jak choćby poczta główna. Są nowocześniejsze, są bardziej tradycyjne. Wszystko jest w miarę zadbane.

Wejście do medyny

Dodatkowo ludzie są tu raczej mili. Nie jest to miejsce typowo turystyczne, ale jednocześnie bardziej otwarte niż Casablanca. Nawet w naszym riadzie (Riad Metfaha, nienajtańszy, ale wart polecenia), właściciel miał do sprzedaży alkohol dla turystów, jednocześnie sam dość mocno przestrzegał ramadanu i przed zachodem słońca poszedł do meczetu. Wokół medyny zaś rozsiane są restauracje, które serwują nie tylko kuchnię marokańską, ale też inne. Myśmy raz skorzystali z syryjskiej, miła odmiana od tadżinów.

Ocean
Szlak marokański
Studio Atlas Rabat Tanger
Share Button

Orlando

Jeśli ktoś chce zwiedzać Stany Zjednoczone, to Orlando jest prawdopodobnie ostatnim miastem, do którego chciałby dotrzeć. Jednak jednocześnie przybywają tam tysiące turystów co roku, co sprawia że miejsce to jest tak popularne? To zagłębie parków rozrywki na wschodnim wybrzeżu. Ludzie tu  przyjeżdżają do Disney World czy konkurencji Universal Resort, a także The Wizarding World of Harry Potter. Bawią się, nie zwiedzają. Co sprawia, że Orlando jest tak interesującą miejscówką dla osób zainteresowanych filmem? Walt Disney World, a dokładniej Hollywood Studios.

Disney Hollywood Studios – Indiana Jones

Musimy zdać sobie sprawę z tego, że Disney World jest ogromny. To nie jest jeden park tematyczny (przynajmniej ten w Orlando). To kompleks pięciu parków, hoteli, ryneczek, z własną kolejką łączącą poszczególne części. Miasto w mieście, w całości nastawione na zapewnienie atrakcji turystom. Każdy z tych parków jest inny. Animal Kingdom nastawiony jest na zwierzęta, inny na naukę, Hollywood Studios na magię kina. Wielu ludzi przyjeżdża tu na tydzień i codziennie korzystają z innych atrakcji, zupełnie nie opuszczając Disney Worldu.

Star Tours II

Jak ta magia jest realizowana w praktyce? Przede wszystkim park ma bawić osoby w każdym wieku, tak dzieci, młodzież jak i dorosłych. Zatem znajdziemy tu zarówno klasyczne atrakcje związane z filmami czy serialami Disneya. Jest film 3D z Muppetami, jest musical na żywo na motywach „Pięknej i Bestii”. Są też atrakcje związane z Indianą Jonesem, no i Star Tours z „Gwiezdnymi Wojnami” (ale to się akurat zmienia, będzie nowy park tylko o „Gwiezdnych Wojnach”). Ale jest coś co powinno przyciągnąć mocno uwagę starszych odbiorców. Cała sekcja poświęcona efektom specjalnym. Praktycznym, których możemy doświadczać na żywo.

Hollywood Studios

Najczęściej wygląda to tak, że siadamy w jakiejś kolejce i przejeżdżamy obok miejsca, gdzie dochodzi do wybuchu ciężarówki, albo do zalania czy podpalenia czegoś. Przynajmniej tak to wygląda. Wszystko oczywiście jest pod kontrolą. Ciężarówka faktycznie płonie, ale wszystko idzie zgodnie z planem, powtarzalnym. Po pokazie działanie zostaje nam wytłumaczone.

Pokaz świateł

Podobnych atrakcji jest więcej. Możemy zobaczyć jak nagrywana jest scena, w której okręt zostaje ostrzelany przez helikopter. Tego oczywiście nie widzimy, ale słyszymy go, widzimy ślady ostrzału w wodzie.

Sea World

Na koniec warto wybrać się jeszcze na jedną atrakcję: pokazy kaskaderskie mistrzów kierownicy, wraz z pewnymi sztuczkami, które wykorzystują w filmie. W tym oczywiście fałszywe samochody, które są przeznaczone do kolizji, a zbudowane tak, by kierowca-kaskader był bezpieczny.

Sea World

Wyjazd do Disney World niestety jest dość kosztowny. Podstawowy bilet na jeden dzień do jednego z parków kosztuje w granicach 60 USD od osoby. Dodatkowo w wielu miejscach można sobie dokupić bilety uprawniające nas do przechodzenia bez kolejki. A kolejki do wszystkich popularnych i ciekawych atrakcji są, z czym trzeba się liczyć. Można spokojnie przyjąć, że w pełni nie da się obejrzeć wszystkiego w jednym parku w ciągu jednego dnia. Choć oczywiście te filmowo-kaskaderskie rzeczy jak najbardziej da się. W samym parku jest też wiele miejsc, gdzie można zjeść coś lub się napić. No i masa sklepów z pamiątkami, zabawkami i gadżetami. Niestety ceny są wysokie.

Gatorland
Gatorland

W Orlando znajduje się też kilka mniejszych parków, godnych zainteresowania. Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na dwa. Pierwszy to SeaWorld, czyli takie wielkie oceanarium, albo raczej ogród zoologiczny koncentrujący się na zwierzętach morskich. Można tu oglądać między innymi delfiny czy inne walenie. Całość jest bardzo nastawiona na dzieci, więc nawet karmienie fok czy morsów wraz z ćwiczeniami dla nich odbywa się na statku pirackim i ma charakter przedstawienia. Nie każdemu to podejdzie.

Gatorland

Bardziej klasyczny jest Gatorland, czyli park z aligatorami. Tam właściwie można tylko oglądać, a jedyną atrakcją jest karmienie. Aligatory występują dość licznie na Florydzie, bywają też czasem utrapieniem dla mieszkańców, gdyż potrafią wejść do przydomowych basenów. To miejsce gdzie można obejrzeć je z bliska, ale zachowując bezpieczną odległość.

Gatorland
Szlak amerykański
Hollywood Orlando ?
Share Button

Studio Atlas i Warzazat

Studio Atlas (i pobliskie studio CLA, ustępujące trochę legendzie, ale bardzo często wykorzystywane komplementarnie, w końcu ulokowane jest tuż obok) znajdujące się w Warzazacie (Ouarzazat) to z pewnością jedna z największych filmowych perełek Maroka. Tu powstało bardzo wiele pamiętnych scen z historii kina, to jedno z tych miejsc, które przyciąga do Maroko. A najlepsze jest to, że przy odrobinie szczęścia można je zwiedzić.

Warzazat

Studio Atlas jest zamknięte dla turystów jedynie w okresie, gdy trwają tam zdjęcia. W każdym innym terminie, można je zwiedzać, oczywiście z przewodnikiem. Nie da się wejść wszędzie, choćby do stajni ze zwierzętami, ale i tak to ciekawa atrakcja. Trochę to kosztuje (jakieś 150 MAD), ale jeśli turystów nie ma wielu, to grupki są bardzo małe, więc jest to kameralna wycieczka. Przewodnik zaś, przynajmniej ten, który nam się trafił, był bardzo dobrze zorientowany nie tylko w produkcji filmowej, ale także w kulturze zachodniej. Nie liczyliśmy, że będzie w stanie powiedzieć, że w „Grze o tron” widzieliśmy scenę, w której Deanerys wyrusza z niewolnikami spod Astaporu. Był, doskonale pamiętał wszystkie nazwy, czym bez wątpienia nas zaskoczył.

Makieta Astapor

Filmowo zaczniemy od „Gry o tron”. Astapor częściowo kręcono w Essaouirze, a częściowo tutaj. Tu mamy sceny przede wszystkim z kupowaniem i uwolnieniem Nieskalanych, daleko od oceanu. Potrzebna była brama i mur miejski, oraz pustynia. Więc dokładnie tu ją zbudowano. Znajduje się ona już poza studiem Atlas, więc nie była w naszej wycieczce. Nie dało się wejść do środka (to część studia CLA), ale jednocześnie płot wokół niej był na tyle prowizoryczny, że dało się tam dojść. Zresztą przewodnik powiedział wprost, że fani „Gry o tron” dokładnie to robią i nikt ich nie goni. Zrobiliśmy  to samo. Przeszliśmy przez dziurę w płocie. Sama konstrukcja muru jest o tyle ciekawa, że Astapor zbudowano na tyłach muru z „Królestwa Niebieskiego” (2005) Ridleya Scotta. Oba oczywiście są stworzone z masy, trzymają się na rusztowaniach, więc wykorzystano te rusztowania z obu stron. Przy nich pozostały też inne makiety z filmu Scotta, czyli przede wszystkim trebusze i machiny oblężnicze.

Makieta Jerozolimy z „Królestwa Niebieskiego” (po drugiej stronie Astapor)

Pustynię za studiem także wykorzystywano w filmach. Tu warto wymienić choćby „W obliczu śmierci” (1987) czyli Jamesa Bonda z Timothym Daltonem. Część scen kręcono też na lotnisku w Warzazat, część tu. Całość udawała Afganistan (wraz z kilkoma ujęciami nagranymi na pustyni Mohave w USA). Ale to studio Atlas było idealnym miejscem do nagrywania większych scen akcji.

Makieta Jerozolimy

Ridley Scott wykorzystał studio do kręcenia dwóch filmów. Poza „Królestwem niebieskim”, pracował tu także nad „Gladiatorem” (2000) z Russelem Crowe. Zresztą budynków z czasów rzymskich w studio jest dość wiele, bardzo często udają Jerozolimę i Ziemię Świętą, zwłaszcza w rozmaitych produkcjach telewizyjnych. Przewodnik potrafił wskazać ciekawostkę, a mianowicie tę samą dekorację, w której nagrywano film o Jezusie „Ogrody Edenu” (1998) oraz „Mojżesza” (1995). Obie produkcje telewizyjne znajdują się w tym samym miejscu, tylko bohaterowie są w innym miejscu planu, makiety tła pozostały identyczne. Ale to nie jedyny film o Jezusie, kręcony w tych okolicach. Był też miniserial „Jezus z Nazaretu” (1977), czy „Ostatnie kuszenie Chrystusa” (1988) Martina Scorsese. Niestety w przypadku starszych filmów dekoracja raczej się nie zachowała. W latach 90. i na początku XXI wieku powstawało tu bardzo wiele telewizyjnych produkcji biblijnych. Trudno wręcz to wszystko wymienić, nie wchodząc w wyliczankę.

Machiny oblężnicze z filmu Ridleya Scotta

U Scotta był to także Bliski Wschód w „W sieci kłamstw” (2008), a także Egipt w „Exodus: Bogowie i królowie” (2014).  Zresztą budynków egipskich jest tu naprawdę sporo, pochodzą z wielu filmów. Część z nich to nowsze produkcje, jak mini serial „Tutenchamon” z Benem Kinsleyem. Ponieważ to nowe dekoracje, są bardzo dobrze zachowane i cieszą oko.

Egipt z Asterixa i Kleopatry

Nagrywano tu także telewizyjną „Kleopatrę” z 1999, zachował się po niej basen, w którym kąpała się w mleku. Duże budowle egipskie pozostały po francuskim filmie „Asterix i Obelix: Misja Kleopatra” (2002) z Geradem Depardieu. Niestety one już trochę zniszczały, ale nadal da się je bez problemu rozpoznać.

Egipt z Asterixa i Kleopatry

Obok części egipskiej jest coś, co było Nepalem w filmie Martina Scorsese „Kundun – życie Dalajlamy” (1997). Dokładnie tę samą dekorację, tę samą świątynię, wykorzystał Peter Weir w „Niepokonanych” (oryg. „Way back”, 2010). Tam znajduje się ona w Mongolii. Celowo została trochę zniszczona, ale w większości wykorzystano ją wprost. Włącznie z pokazaniem „sztucznych” ksiąg.

Nepal / Mongolia w zależności od potrzeb filmowców

Dobrze zachowane są też miejsca po „Księciu Persji: Piaskach czasu” (2010), w którym również zagrał Ben Kinsley.

Kolejna makieta Egiptu

Z kilku innych głośnych produkcji, o których warto wspomnieć, a powstały w tym miejscu to: „Zawód: Szpieg” (2001) Tony’ego Scotta, „Alexander” (2004) Olivera Stone’a, „Mumia” (1999) Stevena Sommersa, „Lawrence z Arabii” (1962) Davida Leana, „Babel” (2006) Alejandro G. Inarritu. Z nowszych odcinek „Breaking Bad”, „Królowa pustyni” (2015) Wernera Herzoga czy „Hologram dla króla” (2016) Toma Tykwera z Tomem Hanksem.

Makieta starożytnego miasta

Na osoby akapit zasługują jeszcze pojazdy. Tu kręcono kilka odcinków „Top Gear”, ale znajdują się tu specjalne samochody przeznaczone do wybuchów. Z daleka wyglądają na ładne auta, ale tak prawdę mówiąc mają się dobrze palić. Z bliska to wygląda na niestaranną podróbkę. Zachowały się tu także resztki rydwanów z „Gladiatora”, czy nawet łódź z „Asterixa”, ale też samolot z „Klejnotu Nilu” (1985) z Michaelem Douglasem. To kolejny film tu kręcony. Niestety poza tym samolotem nie ma tu po nim wielu pamiątek.

Magia kina z drugiej strony

Co ciekawe, poza biletem i drobnymi pamiątkami, właściwie niewiele można tu kupić. Przy studio znajduje się hotel, w którym kupuje się bilet i właściwie tyle. Nie jest to biznesowo wykorzystane, choć na to chyba nie ma co narzekać. I tak jest świetnie.

Egipt na potrzeby serialu „Tutenchamon”

Sam Warzazat turystycznie oferuje niewiele. To miejsce wypadowe do dolin Dra i Dades oraz na pustynię. Przede wszystkim zaś związane z produkcją filmową. Może urokliwe nie jest, ale to jedno z tych miejsc w Maroku, gdzie podejście ludzi do przybywających jest bardzo ciepłe i niewymuszone. To naprawdę miłe, gdy mija się ludzi wychodzących z meczetu, którzy uśmiechają się i pozdrawiają grupkę turystów. Czegoś podobnego nie doświadczyliśmy nigdzie indziej w Maroko.

Inne ujęcie tej samej konstrukcji

A studio Atlas to bez wątpienia obowiązkowa pozycja dla każdego, kto interesuje się powstawaniem filmów i przyjeżdża do Maroka. To naprawdę niesamowite miejsce i kawał historii kina.

Samolot z filmu „Klejnot Nilu”
Szlak marokański
Casablanka Studio Atlas Rabat
Szlak filmowy
Sankt Petersburg (James Bond) Studio Atlas Tanger (James Bond)
Share Button

Hollywood

Hollywood to dzielnica Los Angeles, ale z prostego powodu warto zrobić o niej osobny wpis. To Hollywood. To stolica kina (przynajmniej rozrywkowego) i to tu rozdawane są Oscary. Kontrowersyjne, ale wciąż uchodzące za tą najbardziej prestiżową nagrodę, a że to okres oskarowy, więc warto na chwilę zająć się Hollywood. Zwłaszcza, że cały świat kinomanów spogląda w tamtym kierunku.

Jak wygląda Hollywood oczyma podróżnika? Koszmarnie. To miejsce, które jest nastawione na turystów, co krok sprzedaje się tu mnóstwo pamiątek. No a gdy nie ma żadnej premiery, to razi nas sztucznością. To miejsce, do którego każdy miłośnik filmu pewnie chce się dostać, choćby na chwilę. Ale jednocześnie to jedno z tych marzeń, które lepiej by pozostało niespełnione. Hollywood nie jest w stanie zmierzyć się ze swoją legendą. Ma być magiczne, ma być fabryką snów, jest tym czym jest.

Problem Hollywood jest taki, że czasy w których studia mieściły się dokładnie w tym miejscu już minęły. Resztki są, nawet czasem da się coś zwiedzić, ale to tylko cień dawnej świetności. Ostatnim dużym studiem, które wciąż produkuje, jest Paramount. Tu powstawało kilka filmów z serii „Star Trek”, a ostatnio też „Legion samobójców” (2016).

Pozostało tu kilka słynnych kin, w tym Grauman’s Chinaese Theatre czy Audytorium Kodaka. To miejsca znane z głośnych premier, te najważniejsze z czerwonym dywanem wciąż się tu odbywają. No i wtedy są gwiazdy. I właściwie tyle. To dzisiejsza legenda Hollywood. Oczywiście podobnie jest przy ceremoniach takich jak rozdanie Oscarów. Jest blichtr, jest przepych, są znani ludzie, których można podziwiać z daleka. Jednak gdy przyjdzie się w innej porze, jedyną rzeczą, która tak naprawdę pozostaje do zrobienia w Hollywood, to oglądanie gwiazd upamiętniających artystów. Ale warto pamiętać, że ta główna, najważniejsza Aleja Sław znajduje się w Santa Monica.

Hollywood co najwyżej może pochwalić się dość intrygującą stacją metra. Klimatyczną, dokładnie informującą gdzie jesteśmy.

Chcąc nie chcąc, Hollywood pojawia się w filmach. Stare produkcje tu powstały. Dziś to najczęściej symbol utrwalany choćby w takich filmach jak „Muppety jadą do Hollywood” (1979). Hollywood pojawia się też jako część scenerii Los Anegles, ostatnio choćby w „Nice Guys. Równi goście” (2016). To stały element miasta, rozpoznawalny i przyciągający turystów, nie można go pominąć w kinie.

Więc gdy lada moment oczy kinomanów będą zwrócone na Hollywood, i wielu bardzo chętnie by się tam znalazło, to może niech się włączy podróżnicza lampka, że wcale nie warto. To chyba takie miejsce, o którym lepiej marzyć niż zobaczyć. Zaś wielkie studia znajdują się już trochę w innych miejscach.

Szlak amerykański
San Francisco Hollywood Orlando
Share Button

Casablanca

Największe i prawdopodobnie najbardziej znane miasto Maroka. Casablanca zaskakuje zarówno swoim wyglądem, ale też charakterem. To rozwijająca się metropolia z postkolonialnymi zabytkami, gdzie nowoczesność miesza się z tradycją. Jednocześnie kulturalnie jest mniej liberalna niż mogłoby się to wydawać, a ludzie tu są zdecydowanie bardziej tradycyjni niż w innych miejscach kraju. Przywykliśmy do tego, że w Europie czy w USA to właśnie duże ośrodki są bardziej wyzwolone. Nie w Maroko.

Hotel Excelsior, czyli zabytek w stylu Art Noveau

To ostatnie nas trochę zszokowało. Liczyliśmy, że będzie to miejsce bardziej otwarte na turystów, przede wszystkim zarobkowo. Obawialiśmy się trochę powtórki z Marrakeszu, gdzie ludzie będą dość nachalni, ale tego w centrum Casablanki nie ma. To miasto żyje swoim życiem, turyści dobrze, że są, ale nie mają większego wpływu na funkcjonowanie. Więc będąc w największym miastu w kraju nawet nie założyliśmy przez chwilę, że będziemy mieć problem z kupieniem obiadokolacji. Ramadan tu był dość ściśle przestrzegany. W centrum przed zachodem słońca nie udało się nam znaleźć nic otwartego. Potem większość oferowała śniadania ramadanowe. Raz udało nam się znaleźć bar, gdzie nas obsłużono przed zachodem. Co jest dość ciekawym doświadczeniem, gdyż na zewnątrz miejsce to wyglądało na nieczynne. Krzesła założone na stoły, światła zgaszone. Właściciel zaprosił nas do środka i tu już problemu nie było. Ważne, by nie rzucać się w oczy bardziej tradycyjnej większości mieszkańców. Swoją drogą nawet w naszym hotelu (tu nie spaliśmy w riadzie), także restauracja działała dopiero po zachodzie. Brzmi to co najmniej dziwnie, zważywszy, że jest to biznesowe centrum Maroka. Prawdopodobnie więc, miejsca gdzie rządzą wielkie pieniądze, mają własne prawa. Reszta Casablanki jest zdecydowanie bardziej tradycyjna.

Rick’s Cafe
Wnętrza

Rozumiejąc to podejście, nie powinien nikogo dziwić fakt, że w Casablance mało kto w ogóle słyszał o filmie „Casablanca”. Amerykańska produkcja z 1942 z Humphreyem Bogartem i Ingrid Bergman uchodzi dziś za klasykę kina i jeden z najbardziej znanych melodramatów. Film rozsławił to miasto. Nic dziwnego, że wielu przybywających tu turystów przez lata szukało knajpy „Rick’s Cafe Americain”. Tyle, że z powodu wojny (i budżetu) „Casablanca” w całości była kręcona w Stanach, głównie w studio. Żadna legendarna kawiarnia nie istniała, a przynajmniej aż do 2007. Po 65 latach ktoś w końcu wpadł na pomysł, że na tym można zarobić. Obecnie działa tu „Rick’s Cafe”, która jest dość mocno stylizowana na filmową. Podobne dekoracje, kelnerzy w fezach na głowie, fortepian na którym wieczorami ktoś przygrywa. Na piętrze zaś na ekranie telewizora w kółko leci „Casablanca”. Okazuje się, że to działa, wystarczy by prowadzić biznes. No i turyści tu przychodzą. W środku to także jedno z tych miejsc, w których w ramadan da się zjeść bez problemu w ciągu dnia, w dodatku całkiem smacznie. Jasne, nie jest to odtworzenie filmowej w sposób bezpośredni, ale bardzo dobrze udało im się imitować ten klimat. No i warto pamiętać, że to tylko jedno takie miejsce na całą pięciomilionową Casablancę, ale dla nas to był plus. Marokańczyków zaś to w ogóle nie interesuje. Swoją drogą warto zwrócić uwagę na kontrolę toreb przy wejściu. Ma to sprawiać wrażenie bezpieczeństwa. I chociaż nie jest to oryginalna filmowa knajpa, klimat jest. Więc wizyta tutaj to bardzo ciekawe i przyjemne doświadczenie. Ceny zaś do najniższych nie należą, ale też nie są w żaden sposób wygórowane.

Meczet w dzień
Wnętrza

To co się rzuca w oczy w Casablance to olbrzymi meczet Hassana II. Minaret ma dwieście metrów, jest to najwyższy budynek w kraju. W nocy jest bardzo ciekawie oświetlony (kolejne części zapalają się wraz z  kolejnymi surami wieczornego wezwania do modlitwy), a w dodatku na szczycie minaretu znajduje się wskaźnik laserowy, który pokazuje wszystkim kierunek do Mekki. Co ważniejsze, meczet można zwiedzać, nawet podczas ramadanu, ale wtedy trzeba tu być przed dziewiątą rano. Bez problemu mogą tu wejść także kobiety, nie muszą się ubierać jakoś specjalnie. Ważne jest tylko to, by wszyscy zdjęli buty, dostaje się przy wejściu plastykową torbę na nie, więc nigdzie nie trzeba ich zostawiać. Przewodnicy są w kilku językach: francuskim, hiszpańskim, niemieckim, arabskim i angielskim. Oni też oprowadzają nas po całym kompleksie. Świątynia ta jest w stanie pomieścić 35 tysięcy wiernych, ma otwierany elektronicznie dach i robi olbrzymie wrażenie. Niestety otwieranie dachu nie jest prezentowane turystom. Zbudowano ją na samym wybrzeżu, w miejscu które wyrwano oceanowi. Meczet ten pojawia się w „Mission: Impossible – Rogue Nation” jako jeden z elementów charakterystycznych tła w Casablance.

Widok na bulwar

Jednym z najdziwniejszych miejsc jest natomiast deptak przy oceanie i meczecie, czyli bulwar De La Corniche. To zwykłe klepisko, które w jakiś sposób starało się imitować Europę. Niestety nie wyszło. Ale jednocześnie to dość ciekawe miejsce do obserwowania. Nawet przy meczecie Marokańczycy kąpią się w wodzie, łowią ryby i odpoczywają. No i można tu obserwować uderzające fale. Z drugiej strony meczetu zaś znajduje się nadbrzeże okołoportowe i to robi zdecydowanie ciekawsze wrażenie. Może dlatego, że nie jest wymuszone i skopiowane. Jednocześnie funkcja tego miejsca jest bardzo podobna, co bulwaru. To miejsce spacerów, kąpania czy łowienia ryb. Wszystko wymieszane.

Medyna

Medyna jest rozległa. Widać na niej  nomen omen, Casa Blancę, czyli białe domy.

Wąskie uliczki medyny

W samym centrum, poza duża medyną można znaleźć wiele budynków w stylu art deco czy postkolonialnych, w dawnej europejskiej dzielnicy. Choćby hotel „Excelsior” zbudowany w neomauretańskim stylu, zlokalizowany tuż przy samej medynie. Jest tu też sporo nowoczesnych budowli. Robiąc sobie spacer po centrum można podziwiać tutejszą architekturę. Jest to dość unikalna mieszanina. Niestety nie zawsze te budynki są zadbane, ale to idealnie wpasowuje się w klimat reszty miasta.

Medyna

Casablanca to bez wątpienia bardzo ciekawa część Maroka. Znów wymykająca się szablonom i naszym oczekiwaniom, przez to zaskakująca. Choć nie tak filmowa jak mogłaby być.

Meczet nocą, z laserem wskazującym Mekkę
Szlak marokański
Safi i Al-Dżadida Casablanca Studio Atlas
Share Button

Rosja: Informacje praktyczne

Informacje praktyczne nt. Rosji. Zweryfikowane w sierpniu 2016.

Dojazd: To dość rozległy kraj, więc najczęściej najwygodniejszy jest samolot. Można próbować pociągiem czy samochodem, zależy od miejsca.

Wiza: Wizę należy mieć przed wyjazdem. Można ją załatwić w konsulacie lub w biurze pośrednictwa. Przez złożeniem wniosku należy mieć już hotel, w teorii powinien wystawić dokument potwierdzający rejestrację, oraz zapewniony transport. Dodatkowo konieczne jest ubezpieczenie. Wizę wyrabia się na dokładną ilość dni, nie można ich przekroczyć. Koszt wizy u pośrednika wraz z ubezpieczeniem to około 500 PLN. Po zapłaceniu raczej już problemów nie ma.

Baza noclegowa: Rozbudowana, w dodatku o różnym standardzie. W Rosji jest pewne rozwarstwienie społeczne, więc o ile przeciętne ceny są raczej porównywalne lub tańsze niż w Polsce, o tyle mocno rozwinięte są też usługi luksusowe.

Szczepienia wymagane: Brak.

Choroby: Nic szczególnie istotnego.

Waluta: Rubel (RUB).

Płatności kartą i bankomaty: Poziom rozwoju bankowego bardzo podobny do polskiego. Są i paypassy, płatności kartą bardzo popularne w dużych miastach, jednocześnie mniej na prowincji.

Napiwki: Bardzo różnie. Standard to niby te 10-15% w restauracjach. Ale czasem zostawia się go też szatniarzom, nawet w teatrach.

Internet: Wifi dość dobrze rozwinięte.

Telefony: Nie ma problemu z roamingiem, zasięg także rozległy, przynajmniej w miastach.

Język: Rosyjski. Angielski też, na siłę można próbować po polsku.

Gniazdka elektryczne: Jak w Polsce.

Samochody i transport: Nie próbowaliśmy jeździć samodzielnie samochodem. Korzystaliśmy tylko z transportu publicznego. Ruch uliczny w St. Petersburgu bardzo duży, ale jeżdżą stosunkowo spokojnie.

Oznaczenia i drogowskazy: Z tym niestety bywa problem. Czasem lepiej wziąć taksówkę bądź marszrutkę, niż iść na piechotę, bo brakuje oznaczeń.

Jedzenie wegetariańskie: Kuchnia bardzo ciekawa, podobna do polskiej. Dużo różnych pierogów i podobnych smakowitości, więc da się znaleźć coś bezmięsnego.

Ludzie: Zdystansowani i wycofani w pierwszym kontakcie. Przy bliższym poznaniu bardzo pomocni i otwarci. Zupełnie jak w Polsce.

Jedyny wyjątek jest taki, że Rosjanie raczej są stanowczy i mijając ich na ulicach raczej trzeba się przepychać, najczęściej nie ustępują sobie drogi. Ważne, że robią tak sobie wzajemnie i jest tu norma. Niemniej jednak jak się idzie naprzeciw tłumowi lepiej się trochę wycofać.

Gadżety (kubki) z Putinem

Bardzo ciekawy jest też stosunek do władzy, w szczególności do ZSRR i Władymira Putina. ZSRR jest widziany raczej jako czas wielkości Rosji, choć z problemami. Więc symbole komunistyczne są tu częścią historii, która jeszcze gdzieś żyje. Pewne elementy oczywiście zostały przemilczane. Najlepiej widać to na przykładzie Lenina, ten wciąż jest wielbiony jak carowie i inni wielcy przywódcy. Stalin jest raczej tematem nie eksponowanym, choć czasem gdzieś coś z nim zostało. Za to Putin jest traktowany zarówno jako zbawca narodu jak i ikona popkultury. Rosjanie w większości ufają mu i są z niego zadowoleni, bo z ich punktu widzenia on wie co jest dobre dla Rosji, którą umacnia. Można z nim kupić sobie koszulkę, kubek i mnóstwo innych gadżetów. Ludzie noszą takie rzeczy normalnie na mieście, co jest traktowane jako poparcie władz.

Bezpieczeństwo: Bardzo porównywalnie do Polski, przynajmniej jeśli chodzi o przestępstwa pospolite. Może nawet trochę lepiej. Służby mają tam większe uprawnienia, ale nie interweniują bez powodu. W efekcie ma się wrażenie, że panuje tam więcej swobód obywatelskich niż u nas. Dotyczy to choćby siedzenia w parku, na pomnikach, czy picia alkoholu w miejscach publicznych. Obowiązuje zdrowy rozsądek.

Klimat: Umiarkowany, przejściowy. Położenie nad Zatoką Fińską owocuje dużą wilgotnością powietrza, opadami i zimnymi podmuchami wiatru, ale lato bywa też upalne.

Informacja turystyczna i mapy: Lepiej polegać na własnym przewodniku.

 Gdzie szukać informacji: Dużo opracowań, są też opisy w sieci. Jednak nie polecamy np. niektórych felietonów z Rosji na Gazecie.pl. Czytając je tam, ma się wrażenie, że autorzy piszą fantastykę.

Szlak rosyjski
Praktycznie Sankt Petersburg
Share Button

James Bond i Sankt Petersburg

Do Sankt Petersrburga (ros. Санкт-Петербург) przyjechaliśmy śladami Bonda, ale nawet bez tego warto zwrócić uwagę na to niesamowite i piękne miasto. Zostało ono zbudowane od podstaw na życzenie cara Piotra I. Założono je w 1703 roku i zaczęto budować według planu. Budowa kosztowała wiele krwi, pomysł był ważniejszy niż ludzkie życie, ale dziś to jedno z tych miast, którego projekt nie ma sobie równych.

Pietropawłowsk – Sobór św. Piotra i Pawła
Wnętrza Soboru

Najstarsza część miasta to okolice twierdzy Pietropawłowsk. Poza murami, plażą i terenami rekreacyjnymi znajduje się tu Sobór Piotra i Pawła, a w nim grobowce Romanowów.

Sobór Kazański, lub pełniej Sobór Kazańskiej ikony Matki Bożej
wnętrza soboru Kazańskiego

Serce miasta to oczywiście Newski Propsekt, długa ulica, w dużej mierze handlowa. Tu znajduje się wiele sklepów oraz między innymi Sobór Kazański. Jest dość charakterystyczną częścią Sankt Petersburga, więc nic dziwnego, że pojawiła się w „Goldeneye” z 1994 z Priecem Brosnanem, pierwszym Bondzie kręconym naprawdę w Rosji.

Kanał Moiki

Jednak najbardziej zapadające w pamięć sceny kręcono trochę z boku Newskiego Prospektu, na wybrzeżu rzeki Mojki. Tam James Bond jeździł czołgiem. Oczywiście wiele z tych interesujących ujęć nakręcono w studio. Tam też zbudowano przedziwny pomnik pegaza z jeźdźcem. W Petersburgu nie ma czegoś takiego, to tylko wymysł filmowców. Niemniej jednak miasto doskonale widać w „Goldeneye”. Zaś po samych kanałach można sobie popływać. Są organizowane różne wycieczki, także Mojką oraz Newą. To z pewnością jedna z fajniejszych atrakcji, zwłaszcza że kanały w Sankt Petersburgu są dość rozległe.

Ermitaż, czyli Pałac Zimowy

Kolejnym miejscem, które musiało znaleźć się w Bondzie jest chyba jedno z najbardziej znanych muzeów na świecie. Ermitaż, czyli Pałac Zimowy. Tu przybywa mnóstwo turystów. Tak więc dostanie się tu może być trochę trudne. Naprzeciwko Ermitażu znajduje się budynek Sztabu Generalnego. Przed nim jest duży plac Pałacowy, pełny ludzi praktycznie o każdej porze dnia i nocy (zwłaszcza w lecie). W okolicy Rosjanie potrafią tańczyć, śpiewać, pić alkohol, a przede wszystkim dobrze się bawić. Jest to bardzo klimatyczne miejsce, zwłaszcza, że jest już blisko Newy, więc można sobie pójść nad wodę.

Sobór św. Izaaka (gdy zwiedzaliśmy było to muzeum, ale trwał proces przekazania tej świątyni Cerkwi)
Sobór św. Izaaka od wewnątrz

Jeszcze jedno miejsce, które da się wychwycić na filmie to Sobór św. Izaaka. Dość charakterystyczny budynek, oczywiście znajduje się w tle, ale w filmie jest. To dawna cerkiew, obecnie już zamieniona na muzeum. Ale przy tym zadbana i odremontowana. Lśni swoim przepychem. Można też wykupić wejściówkę na kopułę, skąd da się obejrzeć miasto. Obok znajdują się także budynki admiralicji z charakterystycznym szpicem.

Muzeum zoologiczne

Ostatnim filmowym miejscem jest kanał rzeki Newy, a przede wszystkim budynek muzeum zoologicznego na wyspie Wasilewskiej. To kolejny z „zaliczonych” elementów Petersburga. Na samej wyspie znajdują się też inne muzea, w tym sztuki, jakby komuś po Ermitażu było mało.

Most otwierany w nocy na Newie

Skoro już przy kanałach jesteśmy, to oprócz standardowej wycieczki po nich, warto wybrać się na jeszcze jedną, która zaczyna się o drugiej w nocy. Wtedy otwierają się mosty na Newie, tak by statki towarowe mogły się przedostać przez miasto. Sprawa jest dość techniczna, ale zamieniono ją w niesamowitą atrakcję turystyczną. Mosty są oświetlone, więc w nocy bardzo ładnie to wygląda, gdy się otwierają i zamykają. W przypadku niektórych dodatkowo mamy muzykę. Nic dziwnego, że co noc tuż przed Ermitażem gromadzi się wielu gapiów. To coś, co jest dość unikalną atrakcją na skalę światową.

Metro z pomnikiem Puszkina

Zostawiając już Bonda, Sankt Petersburg to miasto, w którym jest naprawdę wiele do zobaczenia. Łączy pięknie różne okresy historyczne, carską Rosję, ZSRR i czasy współczesne. Każde z nich zostawiło swoje piętno. Widać to w różnych miejscach, choćby w metrze. Metro tutaj działa na żetony. Kupuje się je i płaci za każde wejście na stację. W przypadku bagażu, jak jesteśmy w stanie je przenieść, to też nikt nie robi problemu. Ale to co naprawdę jest istotne to same stacje, które są wykończone w różnych stylach. Jedne pozostały socrealistyczne, inne odwołują się właśnie do carskiej Rosji. Choćby jedna poświęcona Aleksandrowi Newskiemu. Znajduje się bardzo blisko cerkwi. Są też nawiązujące do rewolucji, socjalizmu, ale też z Puszkinem.

Sobór Zmartwychwstania Pańskiego (obecnie to muzeum)
Wnetrza

Jedną z najciekawszych cerkwi jest Cerkiew Na Krwi, zwana także Soborem Zmartwychwstania Pańskiego, także zamieniona na muzeum. Znajduje się dość blisko Soboru Kazańskiego i Newskiego Prospektu, jednak bardzo się wyróżnia, dlatego że jest  w moskiewskim stylu. Na zewnątrz wygląda dość bajkowo. W środku zaś zdobienia przytłaczają.

Most z gryfami

Petersburg to też miasto książek. Rosjanie czytają całkiem sporo, ale tym razem chodzi o coś zupełnie innego. Akcja „Zbrodni i Kary” Fiodora Dostojewskiego dzieje się w tym mieście. Autor opisywał prawdziwe lokacje, więc kto wie, może to dobra alternatywa dla filmowych szlaków. Prawdę mówiąc nawet taki opis można znaleźć w sieci.

Aurora

Historycznie warto też zwrócić uwagę na jedno muzeum, przynajmniej z zewnątrz. „Aurorę”. Krążownik, który według propagandy rozpoczął rewolucję październikową. Dziś przyciąga wielu turystów. Bardziej niż jego komunistyczna przeszłość przyciąga ich możliwość obejrzenia dawnego niszczyciela od środka. Niestety, podobnie jak w Ermitażu, trzeba się liczyć z kolejkami. Zwłaszcza, że ilość osób zwiedzających go jednocześnie jest ograniczana.

Plac Moskiewski

Z czasów komunistycznych zostało tu wiele budynków i pomników. Można się wybrać na Plac Moskiewski, to ewidentnie „zabytek” z poprzedniej epoki, ale robi niesamowite wrażenie, zwłaszcza jak widzi się tam młodzież na deskorolkach. Warto jednak zwrócić uwagę, że Sankt Petersburg to przede wszystkim miasto Lenina. I jest on tu faktycznie wielbiony. To bohater. Stalin jest bardziej tematem, który mieszkańcy i Rosjanie starają się przemilczeć. Nie ukrywają go specjalnie, ale jest naprawdę zmarginalizowany. Carska Rosja, czasy Lenina i obecnie Putina  napawa Rosjan dumą i to widać.

Lenfilm to obecnie kino, ale logo pozostało

Skończymy filmowo. Dawna wytwórnia filmów fabularnych Lenfilm obecnie została przemieniona na kino. Jednak holu można wejść bez biletu i obejrzeć fragmenty dekoracji i dawnych plakatów.

Ulice Sankt Petersburga

Petersburg ze względu na swoją niesamowitą historię i kulturowe bogactwo jest oczywiście wpisany na listę UNESCO.

Pomnik Piotra Wielkiego
Szlak rosyjski
Praktycznie Sankt Petersburg Peterhof
Szlak filmowy
Caserta (Gwiezdne Wojny i inne) Sankt Petersburg (James Bond)
Studio Atlas
Share Button

Safi i Al-Dżadida

Na wybrzeżu oceanu atlantyckiego, między Agadirem a Casablanką znajdziemy wiele urokliwych i wartych do zatrzymania się miejsc. Jednym z nich jest bez wątpienia Al-Dżadida (El Jadida, dawniej Mazagan), czyli kolejny zabytek na liście UNESCO.

Al-Dżadida

Najważniejszy punkt w Al-Dżadidzie to bez wątpienia pozostałości po dawnej, portugalskiej fortecy. Dziś to miejsce zamieszkane przez lokalną ludność, która nie potrafi w żaden sposób go wykorzystać. Walory „wypoczynkowe” to przede wszystkim plaże. Przez to niestety zabytek niszczeje, bo nie ma zainteresowania nim, z wyjątkiem starej cysterny portugalskiej. Do niej zjeżdżają się turyści. Niestety, w ramadanie podczas naszej wizyty zamknięto ją dużo wcześniej niż wynikałoby to z informacji. Ale to już specyfika kraju. Pokazuje też niestety niską świadomość na temat zabytków innych kultur. W teorii co prawda znalazł się przewodnik, który sugerował, że może nas od tyłu wprowadzić na dach za jakieś pieniądze, ale przezornie nie korzystamy z takich propozycji. Zwłaszcza, gdy nie ma w pobliżu ani innych turystów, ani policji.

Forteca portugalska

Zostało nam więc zwiedzenie fortecy lub tego, co z niej pozostało. Mury stoją dalej, w niektórych miejscach są też armaty, ale dużą część została zabudowana i przerobiona na mieszkania. Na dość krótki spacer wystarczy. Naprzeciwko murów zaś znajduje się tutejsza medyna. Zatłoczona i żyjąca.

Forteca porgualska
Forteca portugalska

Innym miejscem, również początkowo wzniesionym przez Portugalczyków jest Safi. Tu też początkowo wznieśli fortecę na wybrzeżu, na południe od Al-Dżadidy. Wpływy portugalskie nie zachowały się tu już tak dobrze. Został co prawda fragment zamku, ale on także jest przerobiony na część mieszkalną, nie jest w żaden sposób wykorzystany turystycznie. Krótkie przejście się po nim doskonale obrazuje skalę problemu. Dość ciekawa budowla, która dałoby się wykorzystać turystycznie, pełni rolę mieszkalną. Wisi tu schnące pranie, chodzą kury, ot uroki Maroka.

Safi
Safi

Safi słynie z wyrobów garncarskich. Czy są one tu najlepsze i najładniejsze, jak często piszą przewodniki? Tego nie potwierdzamy. Raczej standard marokański. Za to dość interesującym miejscem jest dzielnica garncarzy, wraz z wzgórzem, na którym zlokalizowano warsztaty. Znajduje się ona w samym centrum, więc łatwo tu dotrzeć. To właśnie jest siła legendy unikalności tych produktów, można zobaczyć jak powstają. To przyciąga zwiedzających. Normalnie jest tu zdecydowanie większy ruch, ale niestety w trakcie ramadanu, praktycznie zamarł. Sprzedawcy się wystawiają, ale tylko nieliczni rzemieślnicy pracują nad wyrobami ceramicznymi, miseczkami, talerzami, kubeczkami czy dzbanuszkami. Ci, którzy pracowali, nie wykonywali tych najbardziej widowiskowych prac, raczej gładzili bądź malowali swoje dzieła. W Safi znajduje się też muzeum ceramiki, ale przede wszystkim jest wiele sklepów. Niby lepiej niż w Al-Dżadidzie, ale to wciąż nie to Maroko, którego szukamy.

Safi
Szlak marokański
Kaskady Ouzoud Safi i Al-Dżadida Casablanca
Share Button

Włochy: Informacje praktyczne

Informacje praktyczne nt. Włoch. Zweryfikowane we wrześniu 2016.

Dojazd: Można spokojnie dojechać samochodem, choć to trochę dłuższa wyprawa. Za to obecnie jest dość sporo tanich lotów w okolice Mediolanu, Rzymu, Bolonii i jeszcze kilku innych miejsc.

Wiza: Strefa Schengen, czyli wjeżdża się co najwyżej na podstawie dokumentu. W związku z obecną sytuacją polityczną kontrole mogą się pojawić.

Baza noclegowa: Rozbudowana, ceny często wysokie. Standard dość różny. Wiele hotelów mieści się w kamienicach, tam często należy liczyć się z dzielonymi łazienkami.

Szczepienia wymagane: Brak.

Choroby: Nic szczególnie istotnego. Liczne komary tygrysie, mogące być nosicielami dengi oraz gorączki Zachodniego Nilu. Na szczęście jest małe prawdopodobieństwo, że akurat roznoszą te choroby.

Waluta: Euro (EUR).

Płatności kartą i bankomaty: Płatności kartą są dość popularne i akceptowalne w większości restauracji i większych muzeach, choć z tymi ostatnimi bywają pewne problemy. Bankomaty także raczej dostępne bez większych problemów.

Napiwki: W większości restauracji płaci się za nakrycie stolika. Osobna pozycja liczona od liczby osób załatwia kwestię napiwków.

Internet: Wifi w hotelach obecnie jest dość popularne, choć czasem jakość może nie być najlepsza.

Telefony: Nie ma problemu z roamingiem, zasięg także rozległy.

Język: Włoski. Włosi nie mają talentu do języków, ale obecnie w miejscach turystycznych angielski jest wystarczający, by móc się spokojnie porozumieć.

Gniazdka elektryczne: Jak w Polsce.

Samochody i transport: Poruszając się między miastami, a także w ich dalszych okolicach warto skorzystać z rozbudowanej infrastruktury kolejowej. Bilety kolejowe najlepiej kupić na stronie WWW: http://www.trenitalia.com jeszcze przed wyjazdem. Głównie z powodów ceny, im wcześniej się kupi, tym są tańsze, dotyczy to zwłaszcza pociągów dalekodystansowych. Warto pamiętać, że pociągi lokalne nie mają wyznaczonych miejsc, ale jednocześnie bilet jest bardziej elastyczny jeśli chodzi o godziny. Jeśli mamy bilet na określoną godzinę i się spóźnimy, to w ciągu czterech godzin można bez problemu pojechać następnym na tej samej trasie. Jednocześnie można wysiąść sobie na stacjach pośrednich i wsiąść do kolejnego, zwłaszcza gdyby zaistniała potrzeba zobaczyć coś na szybko po drodze.

Autostrady także są rozbudowane, ale płatne.

Dość dobrze jest też rozwinięta komunikacja lotnicza wewnątrz samych Włoch.

Oznaczenia i drogowskazy: Przepisy podobne do polskich, obowiązują w teorii zasady Unii Europejskiej. Choć warto zwrócić uwagę, że w wielu miejscach samochody są tu raczej poobijane. Stłuczki są dość częste, podobnie jak otarcia. Poruszanie się samochodem po mieście dla osób o mocnych nerwach.

Jedzenie wegetariańskie: Kuchnia włoska pod tym względem jest bardzo dobra. Pizze, pasty, sery, warzywa, gwarantują dość rozległy wybór.

Ludzie: Włosi są głośni i emocjonalni. Lubią się bawić, ale też bywają kłótliwi. Kierowca autobusu potrafi się zatrzymać na środku drogi i wyjść, by pokłócić się z prowadzącym inne auto. Sam język też jest hałaśliwy, co daje się odczuć wieczorami. Jednocześnie są raczej dobrze nastawieni i żartobliwi.

Bezpieczeństwo: Obecna sytuacja polityczna trochę zmienia perspektywę. We Włoszech jest dość dużo uchodźców, ale też pojawiają się problemy z radykalizującymi się muzułmanami, choć to jeszcze nie ta skala, co w innych krajach Europy. Na samym południu Włoch zagrożeniem była też mafia. Choć w ostatnich latach jest jakby spokojniej. Mafii na Sycylii jednak nie zależy, by szczególnie atakować turystów.

Politycznie Włochy nie należą do krajów stabilnych. Dość często dochodzi tu do zmian rządów, a także strajków. Nie wpływa to na bezpieczeństwo, jednak może się zdarzyć, że natkniemy się w jakimś mieście na strajk służb komunalnych, co grozi pewnym zagrożeniem epidemiologicznym. Jednocześnie od lat zagrożona jest integralność Włoch ze względu na ruchy separatystyczne, acz na szczęście poza kłótniami nie dochodziło tu do zamieszek czy zamachów na tym tle.

Dodatkowo część środkowych Włoch to obszar aktywny sejsmicznie. Zdarzały się też erupcje wulkanów, w szczególności potencjalnie groźny jest obecnie uśpiony Wezuwiusz oraz obszar Pól Flegrejskie nieopodal Neapolu.

Klimat: Zróżnicowany. Na północy znajdują się Alpy, ta część kraju to dobre miejsce dla trenowania sportów zimowych. Południe to klimat śródziemnomorski ze wspaniałymi plażami.

Informacja turystyczna i mapy: Na miejscu można znaleźć informacje turystyczną, choć jej jakość zależy od części kraju. Czasem można dostać darmową mapę, ale nie jest to norma. W niektórych miastach trzeba ją kupić, choć z drugiej strony hotele mogą je rozdawać swoim gościom.

 Gdzie szukać informacji: Jest bardzo dużo przewodników o Włoszech, tak drukowanych jak i internetowych. To dość popularne miejsce wśród polskich turystów.

Szlak włoski
Praktycznie Caserta
Share Button

U styku filmu i podróży