San Francisco

Uchodzi za jedno z najładniejszych miast w Stanach Zjednoczonych. Coś w tym jest.  Dużo zawdzięcza położeniu. Z jednej strony słoneczna Kalifornia,  z drugiej zatoka San Francisco i wzniesienia: to wszystko sprawia, że faktycznie San Francisco ma niepowtarzalny klimat.

Prom do Alcatraz
Widok z ekologicznego promu płynącego do Alcatraz, widać między innymi Transamerica Pyramid.

To o czym warto pamiętać, zwiedzając USA to fakt, że to nie Europa, tu miasta nie mają takich zabytków jak te na naszym kontynencie. Ich historia jest krótsza, ale jednocześnie bardziej medialna, przez to w obiegowej opinii, wspieranej mocno przez kulturę masową, wiele rzeczy jest wyolbrzymionych. Najlepszy przykład to jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc w San Francisco, czyli Alcatraz.

Alcatraz
Alcatraz

Dwa najbardziej znane filmy związane z tym miejscem to oczywiście „Ucieczka z Alcatraz” (1979) z Clintem Eastwoodem oraz „Twierdza” (1996) Michaela Baya z Nicholasem Cagem i Seanem Connerym w rolach głównych. Faktycznie oba nie tylko dzieją się w słynnym więzieniu, ale też były tu kręcone. Jednak podczas wizyty, bardzo szybko dochodzi się do wniosku, że prawdziwe Alcatraz jest dużo bardziej kameralne i mniejsze niż to filmowe. Kto jak kto, ale Micheal Bay czułby się tu ograniczony. Efekt jest taki, że część zdjęć powstało w studiu, gdzie jest więcej miejsca. Więc w filmie widać czasem sale, które faktycznie pochodzą z prawdziwego Alcatraz, ale nie ma tu tyle przestrzeni, by móc zrobić efektowną strzelaninę. Oznacza to, że pomieszczenia filmowe są cztery czy pięć razy większe niż rzeczywiste, tak właśnie wygląda prawda ekranu. Kolejnym pomysłem filmowców są rozbudowane podziemia, które nie są udostępnione zwiedzającym, głównie dlatego, że ich nie ma.

Alcatraz
Alcatraz

Alcatraz jest bardzo popularne wśród turystów. Dlatego bezpieczniej zarezerwować sobie bilet przez Internet. Kosztuje on jakieś 50 USD i zawiera transport z San Francisco na wyspę i z powrotem. Część promów jest już nowoczesna, wykorzystująca baterie słoneczne jako źródło zasilania. Rejs to też doskonała okazja, by przyjrzeć się San Francisco i samej Zatoce.

Więzienie w Alcatraz
Więzienie w Alcatraz

Alcatraz to także rezerwat ptaków. Część miejsc na wyspie jest przeznaczona na gniazdowanie i nie można tam podejść. Dodatkowo znajdziemy tu sklepiki, w których można także kupić filmy, których akcja rozgrywa się w tym miejscu.  Nie wszystkie oczywiście. Więzienie pojawia się w bardzo wielu obrazach, choćby w „W ciemność. Star Trek” (2013) J.J. Abramsa, gdzie zostaje zniszczone (oczywiście komputerowo). Fizycznie można je zobaczyć też w „Batman Forever” (1995) Joela Schumachera, „Złap mnie jeśli potrafisz” (2002) Stevena Spielberga czy „Księdze ocalenia” (2010). Wymieniane jest też czasem jako lokacja z „Imperium kontratakuje” (1980), ale „Gwiezdne Wojny” nie były tu kręcone. Ben Burtt, który odpowiada za stworzenie dźwięków sagi przyjechał tu kiedyś ze swoim sprzętem nagrywającym.

Ptaki na Alcatraz
Ptaki na Alcatraz

Drugim ważnym filmowym punktem w San Francisco jest oczywiście  Golden Gate Bridge znajdujący się w miejscu, w którym zatoka łączy się z oceanem. Uchodzi za największy, nieustannie malowany i tak dalej, z tym że warto zauważyć, że bardzo często jest mylony z San Fransisco Oakland Bay Bridge, który przechodzi przez zatokę wprost w kierunku do Oakland i Alamedy. Golden Gate Bridge to jednak symbol miasta, wyniosły, charakterystyczny i filmowy. To właśnie na moście widzimy dramatyczny finał „Zabójczego widoku” (1985), w którym James Bond (Roger Moore) walczy z Maxem Zorinem (Christopher Walken).  Most jest także widoczny w kilku filmach, a także odcinkach seriali z cyklu „Star Trek”, gdyż nieopodal niego znajduje się (oczywiście w przyszłości) centrum dowodzenia Gwiezdnej Floty. Oczywiście najlepiej w kinie San Francisco widać w „Star Trek IV: Powrót do domu” (1986), którego akcja dzieje się w XX wiecznym mieście. Widzimy tu Golden Gate Park, ale też przez chwilę Chinatown i inne miejsca okolic Zatoki.

Golden Gate Bridge
Golden Gate Bridge

Trzeci, najbardziej charakterystyczny filmowo punkt San Francisco to Transamerica Pyramid. Najwyższy (póki co) budynek w mieście. W przeciwieństwie do dwóch poprzednich, nie jest on wykorzystywany w filmach jako element fabularny. Ale to dość charakterystyczny budynek, który zwłaszcza dla Amerykanów jednoznacznie kojarzy się z San Fransisco, więc pojawia się w bardzo wielu filmach. Z nowszych to choćby „Terminator: Genisys” (2015) (szkielet przetrwał zagładę), „Mission Impossible: Ghost Protocol” (2011) (zostaje muśnięty przez rakietę) czy nawet pixarowskie „W głowie się nie mieści” (2015).  Jak się już skojarzy ten wieżowiec, to potem bardzo łatwo wyłapuje się go w filmach.

Słynny tramwaj
Słynny tramwaj

Gdy mówimy o kinie i San Francisco, nie możemy zapomnieć o tramwajach. Tu mamy zarówno zwykłe, jak i te bardziej charakterystyczne linowe. One przede wszystkim przyciągają uwagę turystów, robią wiele hałasu i można z nich wyjść prawie w każdym momencie. Nic dziwnego, że kino je kocha. Bilet na przejażdżkę jest drogi, kosztuje koło 6 USD (zwykły środek transportu to ok. 1 USD). Ale przejechanie się nim bez wątpienia jest warte tej ceny. Pamiętna jest zwłaszcza sekwencja z tym tramwajem w filmie „Twierdza”, gdzie Nicolas Cage wespół z Seanem Connerym doprowadzają do zniszczenia zabytkowego pojazdu.

City
City
Chinatown
Chinatown

Filmowo w San Francisco znajdziemy bardzo dużo miejsc związanych z kinem. Choćby muzeum Walta Disneya, czy siedzibę Lucasfilmu w Presidio. W kinie mieliśmy szansę poznać miasto z różnych stron, od Chinatown przez Ratusz i wiele innych interesujących miejsc. Tu się dzieje akcja „Obywatela Milka” (2008), „Nagiego instynktu” (1992) i wielu innych filmów. San Francisco to miejsce akcji wielu kinowych, czy serialowych opowieści, więc pewnie jeszcze nie raz trafi na wielki i mały ekran.

Yoda w Presidio
Yoda w Presidio
Szlak amerykański
Praktycznie San Francisco
Szlak filmowy
Tabernas (Indiana Jones, Gra o tron i inne) San Francisco (Bond i inne)
Caserta (Gwiezdne Wojny i inne)
Share Button

Agadir i Sidi Ifni

Agadir to zdecydowanie ta część Maroka, która nie jest z naszych marzeń. Dobrze o tym widzieliśmy. To turystyczne miejsce z promenadą, ze sklepami, z masą hoteli i plażą. W sam raz, by wypocząć i zapomnieć o całym świecie. Natomiast, gdy chce się odkrywać egzotykę, sytuacja wygląda inaczej. Wokół jest kilka ciekawych miejsc, ale gdyby nie chęć przejechania się wybrzeżem, prawdopodobnie odpuścilibyśmy sobie tę część Maroka. Agadir zaś był dobrym miejscem, skąd można zacząć podróż do Casablanki zatrzymując się w kilku istotnych dla nas punktach.

Agadir
Agadir – plaża

W Agadirze, zresztą jak w wielu innych miejscach w Maroko, chwalą się, że słońce jest tu przez 300 dni w roku. My mieliśmy pecha, bo pomimo czerwca, trafiliśmy  na dość mglistą i pochmurną pogodę z lekkimi, przelotnymi opadami.  Tak więc oglądanie krajobrazów  nie wyszło. Cóż, szkoda.

Agadir - dom gadów
Agadir – dom gadów

W trochę dalszej okolicy, na południe od Agadiru, znajduje się miejscowość Sidi Ifni. Co prawda nie dotarliśmy do niej, ale tuż przed nią w Legzirze jest słynna plaża ze skalnymi łukami. Niestety we wrześniu 2016 łuk ten się zawalił, więc jest to już tylko i wyłącznie informacja historyczna. My szczęśliwie byliśmy tam wcześniej. To było coś, co zdecydowanie chcieliśmy zobaczyć. Nawet przy złej pogodzie, ciekawie się to prezentowało. Choć niestety na zdjęciach w sieci bez chmur i ze słońcem robiło to ciekawsze wrażenie. Zaletą było to, że przy gorszej pogodzie nie ma zbyt wielu oglądających. Sam dojazd niestety jest dość słabo oznaczony, gdybyśmy wcześniej nie sprawdzili na mapie, gdzie mniej więcej się go spodziewać, pewnie byśmy go przeoczyli. W każdym razie Legzira znajduje się mniej więcej 10 km od Sidi Ifni jadać z Agadiru, tuż przy wybrzeżu. Tam są parkingi i zejście na plażę, oczywiście przez lokalne kramy. Trzeba jednak wziąć pod uwagę pływy spowodowane przez Księżyc. Zejście na plażę i podziwianie łuków możliwe jest tylko przy odpływie. Trzeba więc liczyć na trochę szczęścia. Były dwa łuki, został jeden, ale miejsce pewnie dość dużo straciło.

Sidi Ifni / Legzira
Sidi Ifni / Legzira

W Agadirze zastanawialiśmy się jeszcze nad podjechaniem nad Paradise Valley, acz ze względu na nienajlepsze warunki pogodowe i znaczną odległość (mierzoną czasowo, bo w kilometrach nie było to bardzo daleko), odpuściliśmy sobie tę wycieczkę. Zostało więcej czasu na sam Agadir, jednak nie skorzystaliśmy z atrakcji. Tu podobnie jak w wielu miejscowościach turystycznych są specjalne ośrodki, jak choćby „dom gadów”. Nam wystarczyło przejście się promenadą i plażą nad oceanem.

Sidi Ifni / Legzira
Sidi Ifni / Legzira

Warto dodać, że nastawienie ludzi w Agadirze w stosunku do turystów jest dość normalne. Oni tu z nich żyją, ale nie ma wymuszania, jest czysty interes. Stąd chodzenie po nim jest bardzo miłe, zwłaszcza, że bez problemu, nawet w ramadan można zjeść, a także napić się alkoholu. Niektóre sklepy dość mocno się nim reklamują, co jest nietypowe jak na kraj arabski.

Sidi Ifni / Legzira
Sidi Ifni / Legzira

Agadir jest w pewien sposób pewną kwintesencją Maroka. Jest to taki bliska Europejczykom egzotyka. Dawne silne wpływy francuskie odcisnęły tu swoje piętno, przez to jest to bardziej zachodnie miejsce niż np. Tunezja. Dlatego zwłaszcza w Agadirze, tak wiele osób czuje się bardzo dobrze. Bo równie dobrze mogłoby to być Lazurowe Wybrzeże, Grecja, czy Hiszpania. Jednocześnie są tu pewne wpływy arabsko-berberyjskie, czyli coś lekko orientalnego.

Sidi Ifni / Legzira
Sidi Ifni / Legzira

Jest pałac królewski, znów nie da się go zwiedzić, ale z daleka wygląda imponująco. Jest też słynny napis na górze, który widać z wielu miejsc Agadiru. Oznacza tyle, co „Allah, ojczyzna, król”. Oczywiście robi lepsze wrażenie przy bardziej przejrzystej pogodzie. No i jest wiele wycieczek także z Polski, na które można się natknąć.

Agadir i słynny napis
Agadir i słynny napis

Agadir ma też swoją filmową historię, zresztą jak wiele miejsc w Maroko. Autostrady w okolicy posłużyły jako miejsce pościgu w „Mission: Impossible – Rogue Nation” (2015). Tu też kręcono kilka scen do „Kapitana Phillipsa” (2013) z Tomem Hanksem. U wybrzeży powstało też kilka filmów religijnych i kostiumowych, gdzie ocean udawał morze Czerwone bądź Śródziemne. Choćby w „Mojżeszu” (z 1995) czy „Kleopatrze” (z 1999).

Szlak marokański
Podróżowanie Agadir i Sidi Ifni Kaskady Ousoud
Share Button

Słowacja praktycznie

Informacje praktyczne nt. Słowacji. Zweryfikowane w maju 2016.

Dojazd: Najwygodniej samochodem lub autokarem. Kursują też pociągi do Bratysławy, ale z większości miast w Polsce wymaga to kilku przesiadek. Możliwy też samolot, ale niestety wiąże się to z dużymi kosztami. Obecnie brak tanich lotów. Z Wiednia także transport wodny.

Wiza: Strefa Schengen, nie potrzebujemy ani wiz, ani paszportów.

Baza noclegowa: Wystarczająco rozbudowana, nie powinno to nastręczać trudności.

Szczepienia wymagane: Brak.

Choroby: Właściwie podobnie jak w Polsce.

Waluta: Euro (EUR).

Płatności kartą i bankomaty: Czasem robią problemy, także z dzieleniem rachunków w lokalach gastronomicznych, ale ostatecznie akceptują. Karty popularne, także płatności typu pay-pass, bankomaty również. Czasem warto mieć ze sobą trochę gotówki, tak na wszelki wypadek.

Napiwki: Wg uznania. 10 % to raczej wartość oczekiwana w restauracjach.

Internet: Bez problemu.

Telefony: Roaming działa.

Język: Angielski może się przydać, natomiast słowacki jest bardzo zbliżony do języka polskiego, więc właściwie nie ma potrzeby używać innych języków. Niemiecki także, ze względu na bliskość Austrii.

Gniazdka elektryczne: Jak w Polsce.

Samochody i transport: Podróżowanie po autostradach wymaga winiet. Podobnie jak w Austrii i Czechach można je nabyć tuż za wjazdem.

Oznaczenia i drogowskazy: Znaki jak u nas.

Jedzenie wegetariańskie: Dość ciekawe, widać tu wpływy zarówno austriackie jak słowiańskie. Wegetariańsko da się znaleźć choćby zupę cebulową, czy tutejszą wersję placków ziemniaczanych, zapiekanych z serem żółtym w środku.

Ludzie: Neutralnie nastawieni do turystów. Można sobie spokojnie pochodzić i pozwiedzać, nie zaczepiają.

Bezpieczeństwo: Jak w Europie.

Klimat: Podobny do polskiego, czyli  umiarkowany.

Informacja turystyczna i mapy: Raczej słabo rozbudowane biura informacji turystycznej.

Gdzie szukać informacji: Jest sporo przewodników i opracowań. Także w Internecie.

Szlak słowacki
Praktycznie Bratysława
Share Button

Bratysława

Jak już wiemy z Wiednia, James Bond był w Bratysławie tylko formalnie. W latach 80. ekipa nie mogła tu kręcić, więc udawały ją pewne części austriackiej stolicy. Pisanie o samej Bratysławie stanowi pewien problem, by potraktować ją sprawiedliwie. Miasto niestety jest niedofinansowane, w wielu miejscach zaniedbane i przede wszystkim zdewastowane przez komunizm. Trzeba jeszcze wielu lat i mnóstwa inwestycji, by Bratysława rozkwitła . Może nie robi ona jakoś nieprzyjemnego wrażenia, ale przyjeżdżając tu prosto z Wiednia na pewno robi się jej szkodę.

Katedra św.
Katedra św. Marcina

W Bondzie Koskow był przemycany z Bratysławy do Wiednia.  Obie stolice są na tyle blisko siebie, że przemieszczanie się między nimi to kwestia maksymalnie półtorej godziny. A można to zrobić choćby samochodem, ale jeszcze lepszym pomysłem jest wodolot, który kursuje między jedną a drugą stolicą. Przywozi nas wprost do centrum Bratysławy pozwalając spojrzeć na nią z wody. Płynięcie trwałoby szybciej, gdyby nie śluzy, tam traci się najwięcej czasu.

Zamek bratysławski
Zamek bratysławski

Nad miastem góruje zamek bratysławski. To jednocześnie muzeum narodowe. Wstęp jest wolny, jedynie trzeba wykupić zgodę na fotografowanie. Niestety sam zamek chyba jest kwintesencją Bratysławy. Ma kilka fajnych elementów, ciekawszych ekspozycji, ale wciąż czegoś mu brakuje. Jest tu wiele pustych miejsc. Z jednej strony mamy eksponaty i prezentacje o historii Słowacji, z drugiej wystawę o starożytności, z wykopaliskami z różnych części świata. Jednych i drugich jest na tyle mało, że właściwie odbiera się to jak przysłowiowe mydło i powidło.

Pałac prezydencki
Pałac prezydencki

W podobny sposób wygląda też rynek i okolice. Z jednej strony jest w tych wąskich uliczkach coś malowniczego, nawet pomimo widocznego zaniedbania. Z drugiej widać tam dokładnie, że Bratysława mogłaby lśnić dużo większym blaskiem. No i trzeci problem to plomby powstałe w czasach komunistycznych. I tu znów mamy przykład miszmaszu, bo jedne są koszmarne i pozbawione smaku, szpecą okolice, inne są dość intrygującymi konstrukcjami (niekoniecznie ładnymi). W tym most z tarasem widokowym przypominającym trochę spodek UFO. Tak samo jest chodząc choćby po rynku, gdzie znajdziemy część z mnóstwem knajp, odnowioną dla turystów, ale wystarczy odejść trochę w bok i nagle czar pryska. Zwiedzając stolicę Słowacji trzeba się zwyczajnie na to nastawić.

Teatr
Teatr narodowy

Dość ciekawą sprawą charakterystyczną dla miasta są tutejsze rzeźby przedstawiające ludzi. Oczywiście najbardziej znany jest Čumil, ale warto też zwrócić uwagę na Napoleona. Wiele wycieczek ma na swoim szlaku właśnie te rzeźby.

Prokuratura
Prokuratura

W samym centrum i okolicach jest kilka punktów charakterystycznych. Oczywiście jest Katedra Św. Marcina, choć prawdę mówiąc nie robi ona jakiegoś specjalnego wrażenia. Dużo bardziej nietypowy jest Niebieski Kościółek, przykuwający wzrok zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz. Można też podejść pod pałac prezydencki, no i bramę Michalską. Jest jeszcze pałac prymasowski, ze słynną Salą Lustrzaną.

Błękitny kościół
Niebieski kościół

A jak zostanie czasu, to jest jeszcze jeden zamek. Devin, tyle, że on już znajduje się poza centrum, więc to trochę dłuższa wyprawa. Devin pojawił się w filmie „Kull zdobywca”, czyli próbie zrobienia Conana bez Conana, acz wciąż luźno bazującej na prozie Roberta E. Howarda. Z głośnych filmów, które powstawały w Bratysławie warto wymienić trzy. Dwa pierwsze powstały w tutejszym studiu – to „Ostatni smok” z Seanem Connerym i „Za linią wrogą” z Genem Hackmanem. Trzeci to „Peacemaker” z Georgem Clooneyem i Nicole Kidman. Tam możemy zobaczyć więcej Bratysławy, w tym wspomniany pałac prymasowski.

Zamek Devin
Zamek Devin
Nowsza część
Nowsza część
Szlak słowacki
Praktycznie Bratysława
Share Button

Podróżowanie po Maroko

Jazda po odległych krajach zawsze jest pewnym problemem, najczęściej wynikającym z innego nastawienia. Zanim się tam pojedzie, trudno sobie wyobrazić sytuację na drogach i sposób jeżdżenia. W Maroku nie jest tak źle. Wręcz przeciwnie. Drogi są dobrze utrzymane (w większości przypadków), dobrze oznaczone, a kierowcy zazwyczaj nie szaleją.

Krajobraz
Krajobraz z okna samochodu

Przestrzegają przepisów, zwłaszcza dotyczących prędkości, zdecydowanie bardziej niż w innych krajach arabskich, ale też w Polsce. Wynika to z prostej przyczyny. Policja dość mocno egzekwuje i ściga piratów drogowych. Bardzo łatwo dostać mandat, nie trzeba się specjalnie starać, więc warto ściągnąć drogę z gazu.

Owce i kozy przechodzące nad autostradą
Owce i kozy przechodzące nad autostradą

Ale nie tylko kierowcy są ścigani. Podróżując po kraju nie raz mamy możliwość natknięcia się na pasterzy ze swoimi trzodami, składającymi się głównie z kóz i owiec. Oni nie wchodzą na drogę, nie blokują przejazdu. Nawet jak chcą przekroczyć jezdnię, to robią to bardzo ostrożnie i szybko, tak by nie blokować ruchu. Na ich stada można natknąć się na poboczach, na drodze to zaś ewenement. Czasem nawet na przykład na autostradach, widać tylko mostki po których pędzone są zwierzęta. Ciekawie to wygląda.

Inny krajobraz za oknem
Inny krajobraz za oknem

Mówiąc o zwierzętach w Maroko, nie można nie wspomnieć o kozach na drzewach. Te oczywiście uchodzą za jeden z nieformalnych symboli kraju. W niektórych miejscach podobno pasterze specjalnie je gonią na drzewa, by te przyciągały turystów. Za zdjęcia oczywiście oczekują wynagrodzenia. My, jeżdżąc w okresie, gdy przybywało tu mniej turystów, tylko raz mieliśmy okazję zobaczyć zwierzęta na drzewie. Ponieważ pasterze nie byli w ogóle zainteresowani turystami, prawdopodobnie było to ich naturalne zachowanie. Co bez wątpienia cieszy.

Kozy na drzewach
Kozy na drzewach

Z takich ciekawostek, warto też zauważyć, że w niektórych miejscach, Marokańczycy trzymają psy na dachach. Nawet w Rabacie, ale na wioskach też to czasem widać. Zwierzę z tej odległości widzi zbliżających się ludzi i robi hałas. Gorzej jest, gdy taki pies widzi kota.

Kozy na drzewach
Kozy na drzewach

Przy drogach znajdują się czasem sklepy, choćby z miseczkami czy innymi talerzami. Te przeznaczone dla turystów najczęściej mają parkingi. W bardziej pustynnych miejscach można też znaleźć sprzedawców skamieniałości, czyli przede wszystkim amonitów i belemitów. Jedne są fałszywe, inne nie. Można wywieźć do 10 sztuk legalnie.

Przez zabudowę
Przez zabudowę

Czasem przy drodze, na dziko, są sprzedawane też lokalne produkty. Jak choćby olej arganowy. Ceny w porównaniu z naszymi są naprawdę okazyjne.

Osioł - lokalny transport
Osioł – lokalny transport

Samo Maroko jest krajem rozległym i zróżnicowanym. Ograniczenia prędkości powodują, że podróżowanie po nim niestety się wydłuża. Natomiast podróż często ogranicza się tylko do biernego oglądania zmieniających się krajobrazów. Nie zawsze da się zatrzymać na poboczu. Autostrady są normalne. No i zwierzęta nie blokują drogi.

Jeszcze inny krajobraz za oknem
Jeszcze inny krajobraz za oknem
Szlak marokański
Marrakesz Podróżowanie Agadir i Sidi Ifni
Share Button

Pustynie Tabernas

Tabernas w gminie Almería, nie należy do miejsc obleganych przez turystów. Owszem, znajdują się tu miasteczka westernowe i inne tego typu atrakcje, ale to nie są miejsca, do których walą prawdziwe tłumy. Andaluzja ma wiele zabytków i wspaniałe plaże. Jednak Tabernas ma coś, co sprawia, że warto poświęcić temu miejscu trochę czasu. To istotny wkład w światową kinematografię. Te westernowe miasteczka są z nią nierozerwalnie związane. Ale to nie one są tu ważne, przede wszystkim chodzi o tutejsze góry i pustynie, które  idealnie nadawały się do kręcenia włoskich i hiszpańskich westernów, czyli spaghetti-westernów i gaspacho-westernów. Stąd miasteczka westernowe. Wiele z nich ma nazwy sugerujące, że był tu sam Sergio Leone, ale niestety nie udało nam się zweryfikować prawdziwości tych danych. Prawdopodobnie stare scenografie się już nie zachowały, a nawet jeśli, to obecnie istniejące turystyczne miasteczka są nowsze.

Tabernas

Z filmów, które tu powstały, warto wymienić choćby „Pewnego razu na Dzikim Zachodzie”, trylogię dolarową, czyli„Za garść dolarów”, „Za kilka dolarów więcej” czy „Dobry, zły i brzydki”. Oczywiście wszystkie ze wspaniałą muzyką Ennio Moricone. Ale powstawały tu nie tylko włoskie i hiszpańskie produkcje. W latach 70. u schyłku ery westernu pojawili się tu amerykańscy filmowcy. Tu powstawały  głośne filmy jak „Valdez przybywa” z Burtem Lancasterem, jak i dziwne próby „odrodzenia” gatunku jak „Samuraj i kowboje” z Charlesem Bronsonem i Ursulą Andress.

img_1344

To także jedna z lokacji „Lawrence’a z Arabii” Davida Leana. Choć akurat to film wcześniejszy (bo z 1962 roku). Za Leanem przybyli tu jego wierni fani, filmowcy z pokolenia kina Nowej Przygody. Nie mogło więc zabraknąć tu George’a Lucasa i Stevena Spielberga. Ponownie, jak miało to miejsce w Gaudix, tu kręcono sceny do „Indiany Jonesa i ostatniej krucjaty”. Konkretnie te, które są związane z pościgiem i walką na pustyni w Kanionie Półksiężyca. To są właśnie góry w Tabernas. Niestety trudno określić, które miejsca konkretnie, a to przez brak dokładnych namiarów GPS lub sprzecznych informacji.

img_1345

Zdjęcia do „Indiany Jonesa” rozpoczęły się 11 maja 1988. Bazą filmowców była Almeria, z której wyruszali na lokacje, nie tylko w okolice Tabernas. Co ważniejsze, pracowała tu także druga ekipa. Ich głównym zadaniem było nakręcenie sekwencji z czołgiem. Pierwsza ekipa z końcem maja przeniosła się do Grenady.

img_1352

Ale nie tylko Lucas i Spielberg się tu pojawili. Był tu także jeden z ich przyjaciół filmowców, John Milius, który początkowo pracował z Lucasem nad „Czasem apokalipsy” (film ostatecznie zrealizował Francis Ford Coppola, ale to już inna historia). Milius stworzył tu jedno z najbardziej znanych swoich dzieł „Conana Barbarzyńcę” z niezapomnianą rolą Arnolda Schwarzeneggera, bazującą luźno na opowieściach stworzonych przez Roberta E. Howarda, jednego z ojców fantastyki. Książki o Conanie wydawano jeszcze zanim Tolkien skończył „Hobbita”.

img_1361

Pojawiają się tu także filmowcy z innych krajów. Jedną z młodszych produkcji jest szwedzki serial „Millennium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”. Co prawda Tabernas nie odgrywa tam dużej roli, jednak jest.

img_1366

Skoro już przeszliśmy do telewizji to warto wspomnieć o jednym z nowszych dzieł, czyli szóstym sezonie „Gry o tron” HBO. Część ujęć z Morza Dothraków nagrywano właśnie w tym miejscu. Morze to oczywiście nazwa rozległych równin, nie obszaru wodnego.

img_1369

To wszystko sprawia, że trudno obok tego miejsca przejechać obojętnie. A nie trzeba wiele. Wystarczy zjechać z drogi, zatrzymać się gdzieś na poboczu i chwilę pochodzić po tych górach. Spojrzeć na te porośnięte twardymi kępkami traw pustynie. Do pełni szczęścia brakuje tylko muzyki Morricone. Potem zaś można odjechać spoglądając na zachodzące słońce.

img_1380

Szlak hiszpański
Malaga Tabernas
Szlak filmowy
Wiedeń (Bond, Mission: Impossible) Tabernas (Indiana Jones, Gra o tron i inne)
San Francisco (Bond i inne)
Share Button

Marrakesz

Nazywany czerwonym miastem, głównie ze względu na kolor budynków. Przy odpowiednich warunkach pogodowych faktycznie tak wygląda. Wg legend za stan rzeczy odpowiada krew przelana przy budowie miasta. Marrakesz był początkiem i końcem naszej przygody z Maroko. Niestety, nie zrobił na nas dobrego wrażenia. Właściwie z dwóch powodów. Pierwszy to medyna i zachowanie jednostek niektórych ludzi, drugi to król i zamknięcie części miasta do zwiedzania. Marrakesz jest pewnym symbolem, stolicą południa, miastem, które miało być głośne, ciekawe i dumne, przyciągające niepokorne, twórcze jednostki z zachodu. Niestety nie do końca tak sprawy się mają, przynajmniej obecnie.

Zaułki medyny
Zaułki medyny
Plac Jemaa el Fna
Plac Jemaa el Fna

Jednym z bardziej tradycyjnych miejsc mieszkalnych i noclegowych w Maroko są riady. Kiedyś były to domy mieszkalne, dziś riad mniej więcej jest odpowiednikiem pensjonatu. Prowadzony  najczęściej przez jedną rodzinę z pełnym zaangażowaniem. Jest to dość ciekawa forma noclegu, właściwie jak hotel, czasem gorszego standardu, ale jednocześnie widać tu duży wkład właścicieli i pracowników w utrzymanie specyficznej atmosfery tego miejsca. Są więc bardzo pomocni, ale też chętnie przygotowują swoje własne, lokalne potrawy na śniadanie czy obiad (te najczęściej są dodatkowo płatne). To jest ta przyjemniejsza strona. Ta gorsza to fakt, że riady często są ulokowane w medynie lub tuż obok niej. To oznacza, że nie ma tam dojazdu. Czy to taksówką, czy tym bardziej własnym samochodem lub autobusem. Kręte uliczki, często nie są zaznaczone na GPSach, bo nie można tam dojechać. Pozostaje więc zapytać kogoś o drogę i tu robi się prawdziwy problem. Chętnych jest mnóstwo, wybierając jednego łatwo obrazić innych. Co oczywiste, wybrani oczekują gratyfikacji, z tym nikt nie ma problemu. Tyle, że często ta zapłata to nie jest „co łaska”. Jest dość wysoka, zarówno na marokańskie, jak i na polskie standardy. Np. 20-30 Euro. Ci pomagacze niestety patrzą na nas jak na bogatych turystów z zachodu, co powoduje dość nieprzyjemne sytuacje. Zwłaszcza, gdy za wskazanie drogi, chcą więcej niż kosztuje nocleg w riadzie. Dlatego lepiej przygotować się wcześniej, czy to dokładnie sprawdzając na mapach dojście do samego riadu, czy zwyczajnie kontaktując się telefonicznie z obsługą, lub śpiąc tam gdzie jest lepszy dojazd, a do medyny przejść się piechotą.

Medyna / J
Medyna / plac Jemaa el Fna

Najważniejsze jest to, że nie licząc kwestii pomocy i natarczywego oczekiwania wysokiego wynagrodzenia, reszta naganiaczy nie jest tak uciążliwa. Da się spokojnie przejść. Zwyczajnie nie można dać się im złapać. Warto też zauważyć, że w różnych częściach Maroko to podejście do turystów jest odmienne. Marrakesz nie wypada najlepiej. Wynika to z prostego faktu: kiedyś przybywało tu bardzo wielu turystów. Stąd, gdy było ich mniej, ci pozostali stali się „towarem deficytowym”. To nie jest miłe uczucie. A próbowano nam sprzedawać różne rzeczy, w tym oczywiście narkotyki. Ich zakup proponowano nam wielokrotnie. Kiedyś hipisi przybywali tu po to, zresztą wielu turystów korzysta z takich możliwości. Ale trzeba pamiętać, że w Maroko jest to ścigane prawnie, a co gorsza policja ma swoich handlarzy, którzy oferują towar, a następnie potrafią donieść na turystę. Więc lepiej unikać kłopotów.

Minaret
Minaret meczetu el Mansour

Druga sprawa o której trzeba pamiętać, to król Muhammad V. On niestety potrafi pokrzyżować szyki. W Marrakeszu znajduje się zarówno obecny pałac jak i starszy kompleks, (wokół jest też medresa i ogrody) który da się zwiedzić, o ile nie ma tam króla. Używanych pałaców zobaczyć się nie da. Można tylko zrobić z daleka zdjęcie fasady, pod warunkiem, że króla nie ma w środku, wtedy gonią za to. Niestety nam trafił się król, który dodatkowo chciał coś zobaczyć, więc zamknięto południową część miasta, włącznie z ogrodami. Ochrona króla jest bardzo dokładna, to jednak ogranicza możliwości zwiedzania czasem sporych połaci miasta. Nam niestety się to przytrafiło. Niestety król to czynnik, którego nie da się przewidzieć i zaplanować. Jeszcze większe „niestety” – król zdawał się podróżować razem z nami.

Pałac królewski
Pałac królewski

Została więc nam do zwiedzenia głównie medyna i okolice. Jest ona wpisana na listę UNESCO, w dużej mierze przez plac Dżamaa al-Fina (Place Jemaa el Fna). To centralne miejsce Marrakeszu, tu przybywa najwięcej turystów, tu się obserwuje zachód słońca. Tu też można sobie zrobić zdjęcia z wężami, małpami i innymi zwierzętami, które podobnie jak ludzie, niezbyt dobrze znoszą przebywanie na otwartym, nagrzanym placu. Oczywiście zdjęcia są odpłatne. Plac jest także sercem medyny. Warto skusić się na sok ze świeżych pomarańczy, jest tu wyjątkowo tani, no i oczywiście bardzo dobry. Dżamaa al-Fina trafiła na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego z powodu tego, co tu się dzieje. Poza zwierzętami i targiem pojawiają się tu kuglarze, ale też opowiadacze historii i legend. To odpowiada za dość specyficzny klimat tego miejsca, choć w tłumie trudno ich czasem wyłapać.

Czerwone miasto
Czerwone miasto

Wokół medyny znajduje się między innymi meczet Kutubijja (Koutoubia), z najwyższym minaretem w mieście. Warto zwrócić uwagę, że minarety w Maroko są do siebie bardzo podobne, mają  formę wieży o kwadratowej podstawie. Nie są zawijane, czy okrągłe, w większości robione na jedno kopyto. Są dzięki temu bardzo charakterystyczne. Niestety żadnego z meczetów nie można zwiedzać.

Minaret
Minaret przy meczecie Kutubijja
Medyna
Medyna

Marrakesz ma też swoje powiązania filmowe, choć niestety niewielkie. Pojawił się ostatnio w „Mission: Impossible – Rogue Nation” (2015) dokładnie w jednym ujęciu. Gdy z daleka widzimy wysoki minaret (niby w Casablance), scenę w rzeczywistości nagrano w Marrakeszu. Drugi nowy film to „Our kind of Traitor” (2016) na podstawie powieści LaCarre’a z Ewanem McGregorem w roli głównej. Tu pojawił się między innymi plac Dżamaa el-Fina, Zresztą plac ten jest na tyle znany, że odgrywa najczęściej rolę symbolu, w kilku filmach. „Mumia” (1999), „Mamma Mia!” (2008), „Seks w wielkim mieście 2” (2010), „Człowiek, który wiedział za dużo” (1956) Alfreda Hitchcocka, „Powrót Różowej Pantery” (1975), czy „W stronę Marrakeszu” (1998). Miasto znajduje się na tyle blisko Warzazatu, a jest jednocześnie większe i lepiej skomunikowane, stąd duża popularność w filmach. Najczęściej to jednak nie sceny, a pojedyncze ujęcia, które pozwalają dobrze rozpoznać miejsce, czyli w większości przypadków plac Dżamaa el-Fina.

Jemaa el Fna
Jemaa el Fna
Szlak marokański
Volubilis Marrakesz Podróżowanie
Share Button

Malaga

Malaga to dość popularne miejsce wypoczynkowe w Hiszpanii. Raz ze względu na plaże. Dwa, co chyba ważniejsze, lotnisko, na które regularnie latają tanie linie z największych miast Polski. To sprawia, że bardzo wielu turystów z naszego kraju właśnie tu się kieruje. Bo jeśli ktoś chce plaże i odpoczynek,  wszystko to znajdzie na miejscu. Ale jednocześnie Malaga to idealne miejsce na bazę wypadową po Andaluzji. Myśmy właśnie tak ją potraktowali. Nocleg, samochód i zwiedzamy Hiszpanię.

Malaga i morze wykorzystane w Bondzie
Malaga i morze wykorzystane w Bondzie

Jednak to miasto znajduje się też na naszym szlaku filmowym, może nie na głównym, ale bez wątpienia wartym wspomnienia. Pojawiła się tu bowiem ekipa agenta Jej Królewskiej Mości, czyli Jamesa Bonda. A historia jest o tyle ciekawa, że film „Żyje się tylko dwa razy” (1967), jeszcze z Seanem Connerym, dzieje się w zupełnie innym zakątku świata, czyli Japonii. Jednak tam nie można było nakręcić wszystkich scen. Producenci nie dostali zgody na użycie helikopterów i tworzenie ujęć powietrznych w Kraju Kwitnącej Wiśni. Trzeba było się posiłkować innym miejscem. Padło na Malagę, a dokładniej okoliczne wzniesienia i linię brzegową nieopodal Torremolinos. To one udają Japonię. Dziś dość trudno znaleźć dokładne miejsca wykorzystane filmie, zwłaszcza z dołu poziomu pieszego, ale mimo to warto o tym pamiętać. Tu kręcono Bonda, najdłużej istniejącą filmową serią w zachodniej kinematografii,

Zamek
Zamek, Alkazar

Oczywiście jest tu też kilka miejsc do zobaczenia. Jest katedra, jest zamek, czyli taki hiszpański standard. Zamek jest o tyle interesujący, że wspinając się na niego, widać panoramę wybrzeża. Można też się przejść do areny walk byków, zwłaszcza, że jest otwarta i można przyjrzeć się jak jest zbudowana. Są też ruiny rzymskie. No i jest też plaża. Ogólnie w Maladze jest dużo turystów, wiele knajpek na mieście, także takich, w których można obejrzeć flamenco. Jak ktoś ma więcej czasu, to może zajrzeć do muzeum Pabla Picassa. Tu znajdował się też jego dom.

Amfiteatr
Amfiteatr

Na koniec jeszcze jedna filmowa ciekawostka. W Maladze urodził się jeden z bardziej znanych hiszpańskich aktorów, Antonio Banderas. Pamiętamy go z „Desperado”, „Filadelfii”, „Maski Zorro”, „Trzynastego wojownika”, „Małych agentów”, „Fridy” czy trzeciej części „Niezniszczalnych”.

Malaga to też centrum kulturalne
Malaga to też centrum kulturalne
Szlak hiszpański
Ceuta Malaga Tabernas
Share Button

Austria praktycznie

Informacje praktyczne nt. Austrii. Zweryfikowane w maju 2016.

Dojazd: Najwygodniej samochodem lub autokarem. Kursują też pociągi do Wiednia, ale z większości miast w Polsce wymaga to kilku przesiadek. Możliwy też samolot, ale niestety wiąże się to z dużymi kosztami. Obecnie brak tanich lotów.

Wiza: Strefa Schengen, nie potrzebujemy ani wiz, ani paszportów.

Baza noclegowa: Rozbudowana, nie powinno to nastręczać trudności. Trzeba się jednak liczyć z kosztami, Wiedeń nie należy do najtańszych miast.

Szczepienia wymagane: Brak.

Choroby: Właściwie podobnie jak w Polsce.

Waluta: Euro (EUR).

Płatności kartą i bankomaty: Bez większych problemów. Karty popularne, także płatności typu pay-pass, bankomaty powszechnie dostępne. Czasem warto mieć ze sobą trochę gotówki, tak na wszelki wypadek.

Napiwki: Wg uznania. 10 % to wartość oczekiwana w restauracjach.

Internet: Bez problemu.

Telefony: Roaming działa.

Język: Niemiecki w wersji austriackiej, ale w miejscach turystycznych angielski jest raczej znany.

Gniazdka elektryczne: Jak w Polsce.

Samochody i transport: Podróżowanie po autostradach wymaga winiet. Te są do kupienia przy wjeździe do Austrii lub zaraz za nim. Austriacy jeżdżą dość nerwowo i szybko.

W miastach, takich jak Wiedeń, parkowanie jest ograniczone strefowo, ale są też podziemne parkingi publiczne, z których można skorzystać bardziej swobodnie i parkingi typu P+R na obrzeżach miasta przy stacjach metra.

Oznaczenia i drogowskazy: Znaki jak u nas. Oznaczenia głównie po niemiecku.

Jedzenie wegetariańskie: Kuchnia podobna do niemieckiej, ale ma też kilka swoich specjałów. Niewegetariańskie to sznycel po wiedeńsku i kiełbasy. Z wegetariańskich można znaleźć choćby smażone kartofle, trochę podobne do naszych placków ziemniaczanych, ale inaczej robione i podawane.

Ludzie: Neutralnie nastawieni do turystów. Można sobie spokojnie pochodzić i pozwiedzać, nie zaczepiają.

Bezpieczeństwo: Jak w Europie. Sytuacja niestety jest zmienna. Trzeba wystrzegać się podejrzanych, opustoszałych miejsc, ale też przedmieść. W centrum uchodźców raczej brak.

Klimat: Umiarkowany.

Informacja turystyczna i mapy: Są centra informacji turystycznej. Oznakowania w mieście też są całkiem dobre.

 Gdzie szukać informacji: Jest sporo przewodników i opracowań. Także w Internecie. Nam na większość pytań odpowiedział serwis: Wien.Info. Niby głównie o Wiedniu, ale znaleźliśmy wszystko, czego potrzebowaliśmy.

Szlak austriacki
Praktycznie Wiedeń
Share Button

Wiedeń, czyli Ethan Hunt spotyka Jamesa Bonda

Bogata stolica Cesarstwa, miasto Opery, dla Polaków także miejsce pamiętnej odsieczy wiedeńskiej. Filmowo Wiedeń też ma wiele ciekawych miejsc do zaoferowania, wliczając w to opery.

Opera wiedeńska
Opera wiedeńska

Mówiąc o operze myślimy przede wszystkim o tej najważniejszej, czyli Operze Wiedeńskiej, znajdującej się niedaleko kompleksu pałacowego Hofburg w  ścisłym centrum Wiednia. Ostatnio opera ta pojawiła się w „Mission: Impossible: Rogue Nation”, gdzie oczywiście grała samą siebie. Operę można zwiedzić w sposób dwojaki. Pierwszy to kupno biletów na przedstawienie. Co wieczór sprzedawana jest pewna pula w niskich cenach, niektóre stojące, ale bez wątpienia jest to intrygujące przeżycie. Druga możliwość to wycieczka po operze, która odbywa się raz lub dwa razy dziennie, mniej więcej około 14-15, to trzeba zweryfikować na stronie, bo godzina jest zmienna. Mamy do dyspozycji przewodnika w kilku językach, w tym angielskim, niemieckim, włoskim czy hiszpańskim. Bilety nie są limitowane, co jest plusem, ale i minusem zarazem. Możemy trafić na całkiem spory tłum, przez co ciężko czasem coś usłyszeć. Przewodnik niewiele mówi o samej operze, a raczej wymienia dyrektorów, muzyków czy opowiada o balach tu organizowanych. Daje to możliwość obejrzenia tego budynku, ale jedynie ogólnodostępnych pomieszczeń – holi i sal. O wejściu za kulisy czy do garderoby można zapomnieć. Szkoda, ale trzeba mieć na uwadze, że Opera Wiedeńska pozostaje miejscem intensywnej pracy. W lecie co wieczór są organizowane też transmisje plenerowe, więc można posłuchać opery. A tak swoją drogą,  okolice Hofburg to jedno z nielicznych miejsc, gdzie można do dziś znaleźć tablicę upamiętniającą odsiecz wiedeńską i króla Jana III Sobieskiego. W okolicy zlokalizowano także wiele interesujących muzeów.

Opera wiedeńska
Opera wiedeńska

Wiedeń to miasto muzyków. Dwóch z nich ma też swoje bardzo charakterystyczne pomniki. Pierwszy to oczywiście Wolfgang Amadeusz Mozart. Jego pomnik znajduje się tuż przy operze. Zresztą akcja filmu „Amadeusz” Milosa Formana dzieje się w dużej części w tym mieście (acz zdjęcia kręcono głównie w Pradze).

Pomnik Mozarta
Pomnik Mozarta

Drugi muzyk, który ma tutaj swój słynny pomnik to Johann Strauss. To jeden z symboli Wiednia. Pod tym pomnikiem prawie cały czas są tłumy turystów.

Pomnik Straussa
Pomnik Straussa

Inna filmowa opera pojawia się w Jamsie Bondzie, a dokładniej w „W obliczu śmierci” z Timothym Daltonem z 1987. To Volksopera, która gra z zewnątrz Konserwatorium muzyczne w Bratysławie.  Zrobienie zdjęcia odtwarzające kadr z filmu utrudnia duże drzewo przed samą operą – w filmie widzimy je jeszcze niewysokie . Okolice Volskoper także udają stolicę Słowacji. Znajdziemy tu zatem zajezdnię tramwajową, obecnie zmienioną w market sieci SPAR, wejście do domu Kary (na Antoningasse). Przy Volskoper znajduje się nawet sklep ze słodyczami, w którego gablotce wciąż znajdują się zdjęcia ekipy. W końcu udawał miejsce, z którego Bond próbował zastrzelić Karę. Warto przypomnieć, że zdjęcia powstawały w ostatnich latach zimnej wojny, więc filmowcy nie mogli ot tak pojechać do Bratysławy. Ta część Wiednia na tyle kontrastuje z zabytkową, że z powodzeniem mogła udawać inne, biedniejsze miasto.

Volksoper
Volksoper
"Bratysławski" apartament Kary
„Bratysławski” apartament Kary
Stara zajezdnia tramwajowa
Stara zajezdnia tramwajowa, a dziś Eurospar na Kreuzgasse

Samo wnętrze Konserwatorium w Bratysławie także nagrywano w Wiedniu, ale już nie w Volskoper, a Sofiensale. Budynek (i sala koncertowa) wykorzystany w filmie niestety spłonął, na jego miejscu obecnie stoi nowy, ale nie odtwarza historycznego budynku, oczywiście także sala  jest inna.

Sof
Sofiensale odbudowana po pożarze.

Akcja „W obliczu śmierci” przenosi się z Bratysławy do Wiednia. Dzieje się to w dwóch miejscach. Jedno to stary, obecnie właściwie zapomniany, most Steinspornbrucke, z którego można oglądać meandry Dunaju. Znajduje się on poza ścisłym centrum, więc trudno do niego dostać się bez samochodu. W filmie zbudowano na nim przejście graniczne, które w nocy przekraczali bohaterowie.

Most
Most Steinspornbrucke

Drugie miejsce to Gasometer. Kiedyś faktycznie budynki te miały inną funkcję, związaną z nazwą, czyli rozprowadzaniem gazu po Wiedniu. Obecnie znajdują się tu lofty i centrum handlowe. W dodatku jest to zlokalizowane tuż przy stacji metra, więc bardzo łatwo jest tu dotrzeć i się rozejrzeć. W filmie w tym miejscu został przechwycony Koskow już w Wiedniu.

Gasometer
Gasometer

Bond spędza miłe chwile z Karą w Wiedniu. Odwiedzają między inny Prater ze słynnym diabelskim młynem, no i strzelnicą. To stałe wesołe miasteczko, do którego ciągnie zarówno turystów, jak i mieszkańców Wiednia. Wstęp na teren obiektu jest darmowy, ale trzeba płacić za poszczególne atrakcje. Prater wraz z diabelskim młynem jest jednym z symboli Wiednia i pojawia się w bardzo wielu filmach w tle i nie tylko w tle. Tu odgrywają się finałowe sceny „Trzeciego człowieka” Orsona Wellesa. To stary film, ale bez wątpienia jeden z najbardziej znanych związanych z Wiedniem. Nawet ma tu swoje małe muzeum.

Prater
Prater

James Bond śpi w hotelu znajdującym się w pałacu Schwarzenberg. Niestety obecnie ten budynek lata świetności ma już za sobą. W filmie wygląda zdecydowanie lepiej. Faktycznie znajduje się tu hotel, no i warto zwrócić uwagę, że okolica jest bardzo intrygująca. Właściwie tuż obok znajduje się Belweder ze swoimi wspaniałymi ogrodami i bogatą galerią.

Pałac
Pałac Schwarzenberg, dziś trochę podupadły. W Bondzie prezentował się lepiej
Belweder
Ogrody Belwederu

Magię kina i pewne uproszczenia można też obserwować na placu Marii Teresy. Znajduje się on w dzielnicy muzealnej tuż obok Hofburgu. Tu widzimy ujęcie, w którym Bond i Kara jadą dorożką. Krótkie, ale wystarczające, by móc łatwo wyłapać to miejsce. Natomiast kolejne ujęcie przenosi nas do pałacu Schönbrunn. W filmie mamy złudzenie, że te dwa miejsca znajdują się bardzo blisko siebie. Może i dałoby się tam dojechać dorożką, ale z pewnością trwałoby to dość długo, no i podróż wcale nie byłaby taka romantyczna.

Plac Marii Teresy
Plac Marii Teresy widziany także w Bondzie

Schönbrunn to bez wątpienia jedna z największych atrakcji Wiednia. To olbrzymi kompleks pałacowy, nie bez powodu porównywalny z francuskim Wersalem. Zwiedzanie tego miejsca to właściwie wyprawa całodniowa. Filmowo Bonda widzieliśmy tu głównie od strony ogrodów, ale jest tu dużo więcej do zwiedzenia. Warto wcześniej zastanowić się nad doborem odpowiedniego biletu. Ciekawą opcją jest tak zwany Goldpass, który pozwala nam obejrzeć właściwie wszystko, włącznie z ogrodem zoologicznym. Ten ostatni należy do najstarszych w Europie. Jest dofinansowany i nowoczesny, stanowi atrakcję samą w sobie.

Schönbrunn też ładnie łączy się z muzycznym Wiedniem. To właśnie tu w sali koncertowej w oranżerii nagrywano finałowe sceny „W obliczu śmierci” dziejące się w jednej z oper wiedeńskich. Na pewno nie tej głównej, ta jest za bardzo rozpoznawalna. A tak swoją drogą to cały kompleks pałacowy znajduje się na liście UNESCO, podobnie jak zabytkowe centrum Wiednia.

Shonbrunn
Schönbrunn

Poruszając się po Wiedniu można skorzystać z metra, które także jest filmowe. „Mission: Impossible – Rogue Nation” było kręcone nie tylko w operze, ale też w metrze. Dokładniej na stacji Karlsplatz.

Metro
Metro Karlsplatz, tu Benji spotkał Ethana.

Sam Wiedeń oferuje jeszcze wiele innych atrakcji, od wielu muzeów i galerii począwszy, po bardzo ciekawe budynki. Można by o nim napisać całkiem pokaźny przewodnik. Kilka już wspomnieliśmy. Warto wspomnieć też choćby o Katedrze św. Szczepana, czy Kościele św. Karola Boromeusza, albo Kościele Wotywnym. Zwłaszcza ten drugi robi niesamowite wrażenie, szczególnie wieczorem, gdy jest oświetlony. Można też podejść pod gmach parlamentu, czy nowy ratusz. Stary nie robi większego wrażenia.

Katedra św. Szczepana
Katedra św. Szczepana
Kościół Św. Boromeusza
Kościół Św. Karola Boromeusza

Z nietypowych atrakcji Wiednia warto wymienić dwie. Pierwsza to domki Hundertwassera, a druga to spalarnia śmieci zaprojektowana przez tego samego architekta. Samym wyglądem zapada w pamięć i się bardzo wyróżnia, a przy tym jest funkcjonalna. Zobaczenie jednego i drugiego nie wymaga wiele czasu, ale pokaże zupełnie inne oblicze stolicy Austrii. Bez wątpienia mniej klasyczne.

Domi
Domki Hundertwassera
Spalarnia śmieci
Spalarnia śmieci

Na sam koniec jeszcze warto zwrócić uwagę na Dunaj. Może nie jest piękny i modry każdego dnia, może nie ma tu też jakiejś wspaniałej promenady, ale są przystanie, tam zaś kursują wodoloty do Bratysławy (rejs trwa około 1,5 godziny) i dalej do Budapesztu. To może być dobry pomysł na krótszy wypad do stolicy Słowacji, jednocześnie porównujący Bratysławę z Bonda z tą prawdziwą.

W Wiedniu istnieje coś takiego jak karta miejska, która upoważnia do korzystania z komunikacji miejskiej oraz daje zniżki do muzeów i innych atrakcji. Więcej informacji o Vienna Pass Card znajdziecie tutaj. Niestety nie zawsze się ona opłaca. Trzeba sobie to dokładnie wyliczyć.

Szlak austriacki
Praktycznie Wiedeń
Szlak filmowy
Gibraltar (Bond) Wiedeń (Bond, Mission: Impossible)
Tabernas
Share Button

U styku filmu i podróży