Przylądek Foulwind i kolonia fok

W Nowej Zelandii nie jest trudno  podziwiać naturę. Wielbiciele flory będą zachwyceni, gorzej jeśli bardziej interesuje nas fauna. Ze zwierzętami zawsze jest ten problem, że czasem gdzieś sobie pójdą, gdzieś się schowają i można spędzić nawet 9 dni na tanzańskich safari, a nosorożca nie zobaczyć. Sam przylądek Foulwind pozornie się nie wyróżnia. Tym bardziej zaskakuje miejsce, które nawet na mapie Google’a jest oznaczone jako Seal colony (Tauranga Bay), czyli kolonia fok. Było po drodze, więc odbiliśmy trochę, zobaczyliśmy i zaiste, foki były.

Plaża przy kolonii fok
Plaża przy kolonii fok

Przylądek Foulwind

By znaleźć kolonię fok, należy kierować się na przylądek Foulwind (Cape Foulwind). Pierwotna nazwa tego miejsca brzmi Rocky Cape, została nadana jeszcze przez Abela Tasmana. Ale dziś używa się późniejszej, którą zawdzięczamy innemu wielkiemu odkrywcy tych ziem, Jamesowi Cookowi. Nazwa to dzieło przypadku. Otóż opływając ten przylądek na okręcie „Endeavour”, Cook został odepchnięty przez przeciwny wiatr, który skierował go wprost do Australii.

Kolonia fok niedaleko Foulwind
Kolonia fok niedaleko Foulwind

Tyle jeśli chodzi o historię. To, co nas sprowadziło do tego miejsca, to foki. Mają one tu swoją stałą kolonię, dość blisko brzegu. Punkty obserwacyjne są ustawione tak, że ludzie nie przeszkadzają zwierzętom. Nie można do nich podejść, ani podpłynąć, jedynie spoglądać na nie z wysokiego klifu. Zaś dzięki ciepłym prądom, morzu bogatym w ryby, zwierzęta te czują się tu bardzo dobrze i bytują praktycznie cały rok. To ich bezpieczna enklawa.

Kolonia fok
Kolonia fok

Kolonia fok – kotików nowozelandzkich

Gatunek tych fok to kotik nowozelandzki (łac. Arctocephalus forster). Przypominamy, że rdzennie w Nowej Zelandii rdzennie nie występowały żadne ssaki, z wyjątkiem właśnie fok, które mogły tu sobie przypłynąć, oraz nietoperzy.

Kotik nowozelandzki
Kotik nowozelandzki

O ile kotiki te nie muszą obawiać się ludzi, niestety nie można tego powiedzieć o ich naturalnych wrogach. W tej okolicy może nie spotyka się jakoś często rekinów, ale czasem da się tu zaobserwować choćby orki, żywiące się między innymi fokami. Waleni pływa tu więcej, są i delfiny, no i czasem wieloryby, acz jedne i drugie nie są zagrożeniem dla kotików. Nam niestety (a może stety dla kotików) nie udało się dostrzec nic poza fokami.

Kotik nowozelandzki
Kotik nowozelandzki

Dojazd do kolonii i zwiedzanie Foulwind

Kolonia fok znajduje się w Zatoce Tauranga. Dojazd jest dobrze oznaczony, oczywiście mamy do dyspozycji całkiem spory parking i krótką trasę do przejścia. Teren jest otwarty, wstęp darmowy. Gorzej, gdybyśmy chcieli dojść do latarni morskiej na przylądku Foulwind. Niestety trzeba przejść przez teren prywatny. Ewentualnie trzeba by spróbować dojechać tam z drugiej strony, dokładając kilometrów.

Kolonia fok (Nowa Zelandia)
Kolonia fok (Nowa Zelandia)

Kolonia fok to bardzo dobre miejsce na krótki spacer, taki na rozprostowanie kości w czasie dłuższej drogi po Nowej Zelandii. To jedno z tych miejsc, przy których naprawdę warto się zatrzymać. Nie tylko dla kotików, cała okolica jest piękna. A jak jeszcze dopisze pogoda, to mamy kwintesencję kraju Kiwi. Co najwyżej można narzekać na silne wiatry, ale nam specjalnie nie przeszkadzały – od nich przecież pochodzi urok i nazwa tego miejsca.

Latarnia morska na przylądku Foulwind
Latarnia morska na przylądku Foulwind
Klify w okolicy przylądka Foulwind
Klify w okolicy przylądka Foulwind

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Przylądek Foulwind Flock Hill
Share Button

Ksar Ghilane, oaza na pustyni w Tunezji

Powszechnie Tunezja kojarzy się z nadmorskimi kurortami oraz piaszczystymi pustyniami. Tych drugich nie ma jednak aż tak wiele, a przynajmniej takich, które wpisują się w ogólne wyobrażenia. Duży obszar Tunezji jest zarośnięty kępami roślinności. Piasek owszem jest, ale to już nie ten oczekiwany krajobraz. Jednak nawet tam można znaleźć kilka miejsc, które doskonale wpisują się w obraz pustynnej krainy. Jedno z nich to oaza Kasr Ghilane (arab. قصر غيلان, franc. Ksar Ghilane‎).

Oaza Ghilane
Oaza Ghilane

Oaza Ksar Ghilane na Saharze

Ghilane znajduje się gubernatorstwie Tatawin i Kibili. Nazwa tego pierwszego może słusznie kojarzyć się z „Gwiezdnymi Wojnami”. Po francusku to Tataouine. Prawdopodobnie to stamtąd George Lucas zaczerpnął nazwę Tatooine w „Nowej nadziei”.

Zachód słońca nad ergiem w Tunezji
Zachód słońca nad ergiem w Tunezji

Choć formalnie większość Sahelu to Sahara, ta jednak dzieli się na wiele mniejszych pustyń. Między Algierią a Tunezją rozpościera się tak zwany Wielki Erg Wschodni (Grand Erg Oriental). To właśnie tam w miejscu, gdzie pustynia żwirowa łączy się z piaszczystą znajduje się oaza palmowa, Ksar Ghilane. Inna nazwa tego miejsca Henchir Tébournouk.

Ksar Ghilane (Tunezja)
Ksar Ghilane (Tunezja)

Nocleg w oazie

Obecnie oaza jest interesującym centrum turystycznym, mało rozpropagowanym, ale posiadającym pewną infrastrukturę. Uprawia się tu palmy daktylowe, hoduje też zwierzęta. Jednak w środku oazy postawiono kilkanaście namiotów berberyjskich i dalej się to toczy swoim życiem. W nocy zaś w namiotach słychać pustynny wiatr. Miejsce to zapewne zyskałoby większą sławę, gdyby nie załamanie turystyki w Tunezji (spowodowane zamachami i rewolucjami). Warto jednak pamiętać, że poza turystyką obszar ten utrzymuje się także dzięki uprawie palm daktylowych.

Jeziorko w oazie (Ksar Ghilane)
Jeziorko w oazie (Ksar Ghilane)

Oaza Ghilane przede wszystkim daje możliwość swobodnego obcowania z piaszczystą pustynią. Wychodzi się i można pospacerować po diunach. Gdy tam byliśmy, istniały także opcje jazdy konnej, quadem i zapewne też dromaderem. Można też zobaczyć jak się piecze lokalny chleb, a co jeszcze ciekawsze, podczas naszej wizyty dało się kupić lokalne wino. Znając rygor krajów arabskich jeśli chodzi o alkohol, tu dość swobodnie do tego podchodzono, co nas trochę zdziwiło.

Wielki Erg Wschodni (Grand Erg Oriental)
Wielki Erg Wschodni (Grand Erg Oriental)

Atrakcje i okolica ksaru Ghilane

Są tu też dodatkowe atrakcje. Pierwsza to pozostałości starego fortu rzymskiego, znajdującego się na pustyni. Był on także używany przez Legię Cudzoziemską, stąd nazwa kasr/ksar (pierwsza to wersja francuskojęzyczna, druga anglojęzyczna). Rząd tunezyjski podejmował próby wpisania tego miejsca na listę zabytków UNESCO, ale nie odniosło to skutku.

Nocleg w oazie Ghilane
Nocleg w oazie Ghilane

Druga atrakcja jest jeszcze ciekawsza. W środku oazy znajduje się jezioro z gorącego (no ciepłego) źródła. Obecnie jest okupywane przez turystów, siedzących zarówno nad wodą jak i w środku. Przede wszystkim kąpiel w jest bardzo orzeźwiająca i przyjemna, zwłaszcza jak się przypomni o reszcie okolicy.

Wypiek berberyjskiego chleba na pustyni
Wypiek berberyjskiego chleba na pustyni

Oaza Ksar Ghilane to bardzo ciekawy punkt, idealne miejsce na odpoczynek czy nocleg podczas tułaczki po południowej Tunezji. Tak też je wykorzystaliśmy.

System irygacyjny w oazie Ghilane
System irygacyjny w oazie Ghilane

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak tunezyjski
Ksar Ghilane ?
Share Button

Wahiba Sands, zjawiskowa pustynia w Omanie

Wahiba Sands to jedno z bardziej rozpoznawalnych miejsc Omanu. A także popularne. Trochę trudno je nazwać kurortem, to zdecydowanie inne podejście do pustyni dla turystów, bardziej luksusowe, spokojniejsze, w pewien sposób mniej „typowe”, bardziej przypominające czas spędzony w hotelu, tyle że zamiast miasta jest właśnie pustynia.

Wejście na diunę
Wejście na diunę

Wahiba Sands (pustynia Sharqia)

Pustynia piaszczysta Sharqia (lub Sharqiya Sands) jest lepiej znana pod starą nazwą Wahiba lub Ramlat al-Wahiba, czyli „piaski plemienia Wahiba”. Obszar ten, rozciąga się na przestrzeni 12 500 kilometrów kwadratowych w obrębie Omanu. Jego nazwa została nadana przez Królewskie Towarzystwo Geograficzne podczas ekspedycji z drugiej połowy XIX wieku. Wówczas obszarem tym i przede wszystkim jego oazami, rządziło plemię Bani Wahiba. Najwyższe wydmy osiągają tutaj nawet 100 metrów wysokości.

Erg - Wahiba Sands
Erg – Wahiba Sands

Kilka pustyń już odwiedziliśmy. Wycieczki na nie wyglądają różnie, choć wpisują się w pewien typ. Na przykład Wadi Rum czy Erg Chebbi wymagały właściwie wynajęcia wycieczki, gdzie nocowanie na pustyni stanowiło dodatkową atrakcję. W obu przypadkach mieliśmy trochę czasu na samodzielne napawanie się pustynią. Wahiba Sands zdecydowanie bardziej przypomina to, co widzieliśmy w Tunezji w Oazie Ghilane. Czyli bardziej kemping z możliwością wyjścia na pustynię i do tego ewentualnie dodatkowe atrakcje. Oczywiście w okolicy także można rozbić się samemu z namiotem czy samochodem.

Wahiba Sands
Wahiba Sands

Wyprawa na Wahiba Sands

W Wahiba Sands początkowo szukaliśmy w ogóle wycieczki po pustyni, przejazdu jakimś jeepem 4×4 po wydmach, czy nawet wielbłądów, bardziej jako czegoś, co można dograć do naszych oczekiwań. I tu bardzo szybko okazało się, że faktycznie takie wycieczki są organizowane z Maskatu, łączone na przykład z Wadi Bani Khalid. To nie do końca to, czego szukaliśmy. Okazało się, iż najlepiej noclegów na pustyni szukać na Booking.com czy podobnych serwisach. Tam są namioty do wyboru w różnych lokalizacjach. Nie każdym samochodem się tam dojedzie, ale to nie jest problem. Check-in hotelowy bowiem najczęściej nie odbywa się w namiotach, a w przydrożnych miasteczkach, gdzie znajdują się biura. Zazwyczaj jest podana godzina, w której dobrze jest się zjawić, to oczywiście można negocjować. W zależności od drogi, jaką trzeba pokonać i samochodu jakim się dysponuje, albo zostaje on na parkingu, albo jedzie się przez pustynię. Czyli taki mały off-road.

Widok na erg
Widok na erg

Nocowanie na pustyni

Nasz samochód dał radę, więc jechaliśmy za przedstawicielem hotelu/kempingu. Na miejscu chwilę na rozpoznanie i właściwie czas wolny. Można samemu pójść na pustynię i spędzać czas jak się chce. Oczywiście są dodatkowe atrakcje, pokroju wielbłądów, czy jazdy samochodami po wydmach, które mogą nam załatwić. Kruczek tkwi w cenie i ilości chętnych. Jedyne czego nie było to Beduinów, ich kuchni, tańców brzucha i tak dalej.

Dromader blisko obozu (Wahiba Sands, Oman)
Dromader blisko obozu (Wahiba Sands, Oman)

To dobrze, bo Beduinów jako takich niema za wielu w Emiratach czy Omanie. W ZEA na wycieczkach pustynnych można na takie atrakcje trafić, ale potem okazuje się, że Beduini (np. z Pakistanu) nie znają arabskiego, zaś tancerki biegle mówią po ukraińsku. To nie ta część świata, więc nam jak najbardziej odpowiada, że nie próbują wciskać na siłę „typowych” atrakcji. W przypadku tej pustyni jest lepiej, bo ten olbrzymi obszar 12,5 tysiąca kilometrów kwadratowych zamieszkuje prawie 3000 Beduinów. Ale to nie oni pracują w kempingach, a najczęściej Hindusi bądź inni przyjezdni.

Pustynia piaszczysta w Omanie
Pustynia piaszczysta w Omanie

W naszym obozie warunki jak na pustynię były luksusowe: łazienka w kafelkach przy każdym namiocie, oświetlenie elektryczne, łóżko i stolik w namiocie. Bez porównania z surowym noclegiem w Jordanii czy Maroko, ale czy lepiej? Na pustyni nie szuka się luksusów. Nas zachwycają połacie piachu, morze wydm czy majestatyczne wielbłądy, które gdzieś tam przemierzają diuny. Plus cisza, spokój, wiatr i piasek, aż po horyzont (przynajmniej w dużą część stron). Zdobywanie kolejnej wydmy, by dalej zobaczyć jeszcze jedną i dalej piasek. Tu jedna uwaga: warto wybrać taki nocleg, który znajduje się głębiej w pustyni. Spora ilość samochodów i turystów jest tu zauważalna, ale im dalej jesteśmy, tym łatwiej wejść na spokojne diuny, gdzie czasem znajdziemy ślady quadów, a jeszcze częściej wielbłądów i tylko to.

Wahiba Sands
Wahiba Sands

Inne atrakcje

To także doskonałe miejsce do oglądania gwiazd w nocy, zwłaszcza jak nie ma wielu chmur. Plus wschodów i zachodów słońca. Zaś w obozie poza kolacją czy śniadaniem, po zmierzchu było też ognisko i dostęp do napojów. Żadnego pieczenia beduińskiego chleba, czy innych takich atrakcji. Zdecydowanie bardziej na poważnie, mniej udawania, co przy kolejnym wyjeździe na pustynie jest miłą odmianą. Choć pamiętajmy, że w wielu takich miejscach, ten chleb będąc atrakcją jest pieczony na poważnie.

Piaski na pustyni w Omanie
Piaski na pustyni w Omanie

W niektórych miejscach z diun można zjeżdżać na desce. Widzieliśmy to z daleka. Cześć wydm jest dość wysoka, obozy najczęściej znajdują się w dolinach, więc spacer trzeba zacząć od wdrapania się. Później już jest łatwiej.

Wahiba Sands
Wahiba Sands

Rano zaś, jeśli dojechaliśmy sami, możemy wyruszyć stąd w dalszą drogę, kiedy chcemy. Żadnego formalnego check-outu. Jeśli samochód nie dał rady, wtedy przyjedzie o umówionej godzinie ktoś z biura i nas zabierze.

Pustynia w tle góry
Pustynia w tle góry

Fort niedaleko Wahiba Sands

Zaś wracając samemu, można zatrzymać się przy dawnych fortecach na granicy pustyni. Dziś mocno podupadła, jej dawne mury są obecnie w części wykorzystywane przez miejscowych jako domostwa i różne składziki.

Fort w Omanie
Fort w Omanie

I jeszcze jedna uwaga. Nie spodziewaliśmy się na pustyni Zjednoczonych Emiratów i tym bardziej Omanu zasięgu komórkowego. A tymczasem zasięg jest doskonały.

Obozowisko z namiotami widoczne z diuny
Obozowisko z namiotami widoczne z diuny

Wahiba Sands to bardzo fajna pustynia, choć zdecydowanie dla osób, które już pewne rzeczy widziały i doświadczyły. Jeśli ktoś chciałby nocować u Beduinów, jeździć na wielbłądach i tak dalej, to zdecydowanie taniej i lepiej jest to zrobić w innych rejonach świata. Ta pustynia ma dwie podstawowe zalety. Po pierwsze widoki, te są naprawdę niesamowite. Druga zaś możliwość wyciszenia się i odcięcia od reszty. O ile oczywiście wyłączy się doskonale działającą komórkę. Ze względu na temperatury najlepszy okres do odwiedzenia tego miejsca to październik – marzec, wtedy jest tu naprawdę ciepło i przyjemnie, ale jeszcze nie upalnie.

Przejazd przez pustynię
Przejazd przez pustynię

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak omański
Wahiba Sands Dżabal Szam
Share Button

Trogir, czyli Qarth – „Gra o tron” w Chorwacji

Niewielkie, weneckie miasto Trogir znalazło się na liście UNESCO dzięki zwartej, średniowiecznej zabudowie. To jedno z najlepiej zachowanych takich miejsc w Europie. Dziś miasto przyciąga turystów, którzy przybywają tu najczęściej na kilka godzin. Turystyka jest jednym z głównych źródeł dochodu miasta. Ale prócz zabytków, obecnie to także lokacja filmowa, z „Gry o tron”, a ostatnio także innego mini-serialu fantasy – „Jonathan Strange & Mr Norrell”.

Widok na Trogir
Widok na Trogir

Trogir: historia

Pierwotnie Trogir, a raczej Tragurion, czyli Kozia Wieś został założony w III wieku przed naszą erą przez greckich kolonistów. Osada szybko znalazła się pod panowaniem rzymskim, a potem węgierskim. W 1123 roku została całkowicie zniszczone przez Saracenów, a siedemdziesiąt lat później odbudowana. Następnie nastało uzależnienie od Wenecji. To właśnie z czasów średniowiecza pochodzi współczesna zabudowa wyspy stanowiącej Trogir. Tu warto dodać, że historyczne centrum mieści się na wyspie, która ze stałym lądem połączona jest jednym mostem. Miastu właśnie najlepiej się wiodło właśnie pod panowaniem weneckim. Aż do XVIII wieku było jednym z najważniejszych portów na Bałkanach.

Trogir
Trogir

Po upadku Wenecji Trogir wpadł w ręce imperium Habsburgów (czyli Austrii), pomijając kilkuletnią zależność od Francji w czasach Napoleona. Po I wojnie światowej, jak większość tutejszych ziem stał się częścią Chorwacji i potem Jugosławii. Warto dodać, że będąc portowym miastem Adriatyku, Trogir uniknął rozlewu krwi czy ostrzału podczas rozpadu Jugosławii.

Loggia miejska i wieża zegarowa w Trogirze
Loggia miejska i wieża zegarowa w Trogirze

Trogir: Dojazd i zwiedzanie

Przed wejściem na wyspę znajdują się parkingi. Tu stają zarówno autobusy wycieczkowe ,jak i zostawia się samochód. Wyspa nie jest duża, więc zwiedzanie Trogiru zazwyczaj ogranicza się do kilku godzin. Po Starówce nie jeżdżą samochody, ruch jest tylko pieszy. Najwięcej turystów przybywa tu w środku dnia, więc jeśli jest możliwość, a chce się ich ominąć, to najlepszy na zwiedzanie jest poranek.

Brama Północna w Trogirze
Brama Północna w Trogirze

Bramy Trogiru

Zwiedzanie  najlepiej zacząć od bramy. Na północy mamy najbardziej znaną – Bramę Północną zwaną także Bramą Lądową. Znajduje się tu zarówno lew wenecki, jak i figurka bł. Jana z Trogiru, patrona miasta. Sama XVII wieczna brama raczej nie rzuca się mocno w oczy. W murze są też inne bramy, w tym morska. W każdym razie to właśnie przez Bramę Lądową wchodzi  najwięcej turystów. Wynika to także z dobrego położenia względem mostu; samochody i autobusy stają na parkingach na stałym lądzie.

Widok z wieży katedry (Trogir)
Widok z wieży katedry (Trogir)

Katedra św. Wawrzyńca w Trogirze

Jednym z najważniejszych zabytków Trogiru jest katedra św. Wawrzyńca. Zbudowano ją w miejscu świątyni wczesnochrześcijańskiej i saraceńskiej. Budowę obecnej katedry w stylu gotyckim rozpoczęto w XII wieku, ta trwała kilkaset lat, więc zmieniały się style. W 1598 wybudowano także dzwonnicę, która dziś jest doskonałym punktem widokowym do  podziwiania starego miasta i okolic. Wejście oczywiście jest płatne.

Pałac Ćipiko w Trogirze
Pałac Ćipiko w Trogirze

Przy katedrze znajdują się inne istotne zabytki, jak XV-wieczny Pałac Čipiko, który należał do najbogatszego wówczas rodu w mieście. Obok katedry jest plac Jana Pawła II. Tu mamy także Loggię miejską oraz wieżę zegarową. No i oczywiście mnóstwo stolików z parasolkami.

Twierdza Kamerlanego w Trogirze
Twierdza Kamerlanego w Trogirze

Zabudowania obronne Trogiru

Po Wenecjanach pozostała też XV-wieczna twierdza Kamerlengo. Niewielka, ale jest ciekawą atrakcją turystyczną, trochę oddaloną od starówki. Dodatkowo płatną. Twierdza była tylko częścią większej fortyfikacji. Inna pozostałość to wieża św. Marka, również wybudowana przez Wenecjan także w XV wieku. Tej jednak obecnie się nie zwiedza. Natomiast wieża przylegająca do twierdzy to kolejny dobry punkt widokowy. Nazwa pochodzi od funkcji. Kamerling  to urząd w Republice Weneckiej będący połączeniem: komornika, skarbówki i administratora. Kamerligna nadal ma choćby Stolica Apostolska.

Wieża świętego Marka (Trogir)
Wieża świętego Marka (Trogir)

Trogir, Chorwacja i „Gra o tron” – Qarth

Z „Grą o tron” w Trogirze wiążą się przede wszystkim dwa miejsca. Pierwsze to bulwar. Widać go w bardzo niewielkim stopniu, dość mocno zmieniony komputerowo, w odległych ujęciach Qarth. Zdecydowanie lepiej widoczny jest kościół i klasztor św. Dominika, także z dziedzińcem. W Qarth wymieszano zdjęcia, które powstały tutaj, a także w Dubrowniku (w szczególności na wyspie Lokrum). Jest tu wiele podobieństwo do opactwa benedyktynów na Lokrum, a także architektonicznie przypomina to klasztor św. Dominica w Rabacie na Malcie, który także pojawił się w serialu, choć jako część Królewskiej Przystani.

Klasztor świętgo Dominika w Trogirze
Klasztor świętgo Dominika w Trogirze

Sam klasztor (i kościół) św. Dominika w Trogirze pochodzi z XIV wieku. Dziś pełni rolę muzeum, można go zwiedzać, ale jednocześnie wciąż mieszkają tu mnisi. Zaś w ogrodzie spacerowały żółwie. Warto wspomnieć, że inspiracją George’a R.R. Martina, gdy opisywał Qarth, był Konstantynopol, czyli dzisiejszy Stambuł.

Promenada Trogiru
Promenada Trogiru

Inne filmy i seriale

Filmowa, czy może serialowa historia Trogiru jest ciekawsza i bardziej rozbudowana. Przede wszystkim kręcono tu dwa odcinki serialu „Doktor Who”. W jednym Trogir udawał Wenecję, w drugim Prowansję. Centrum i uliczki to także lokacja mini-serialu „Jonathan Strange & Mr Norrell”, będącego adaptacją powieści Susanny Clarke. Tu można nie tylko zobaczyć uliczki, ale przede wszystkim okolice katedry. Z filmów powstawała tu między innymi „Aleja snajperów” Michaela Winterbottoma.

Skoro zaś przy wąskich uliczkach już jesteśmy, to chyba stanowią one jedną z najpiękniejszych części Trogiru. Taką, którą każdy może odkrywać samodzielnie, bez z góry ustalonego szlaku. Można się nawet zgubić na trochę. Prócz uliczek warto poświęcić trochę czasu promenadzie, gdzie mamy doskonały widok na morze i wyspę Čiovo, oraz mnóstwo jachtów.

Uliczki w Trogirze
Trogir – widok z wieży katedry

Muzea Trogiru

Z innych miejsc wartych odwiedzenia należy wymienić Muzeum miejskie mieszczące się w pałacu Garagnina-Fanfogna. Warto na nie spojrzeć choćby z zewnątrz. Inny pałac to Pałac Stafileo (Palača Stafileo). Zaś z nietypowych rzeczy Trogir to ciekawe miejsce, by obserwować samoloty, lotnisko jest stosunkowo blisko. Latem zaś Trogir stara się mieć ciekawą ofertę kulturalną z mnóstwem koncertów i imprez plenerowych, by przyciągnąć turystów.

Uliczki w Trogirze
Uliczki w Trogirze

Kaštel Gomilica – Braavos

Filmowo warto jeszcze zatrzymać się pod Trogirem. Kaštel to specyficzne miasteczko. Jego poszczególne dzielnice są tak naprawdę oddzielnymi osadami, które wyrosły wokół siedmiu niedużych zamków. Jedną z takich dzielnic jest Kaštel Gomilica. Miejsce w sam raz na krótki postój. Tylko należy pamiętać, że to jest zabudowa mieszkalna, nie turystyczna. Są tu łodzie, samochody, pranie i toczy się normalne życie. Odwiedzających praktycznie nie ma.

Kaštel Gomilica - Braavos
Kaštel Gomilica – Braavos

Nas zainteresowało głównie dlatego, że twórcy piątego sezonu „Gry o tron” właśnie w Kaštel Gomilicy nagrywali ujęcia Wolnego Miasta Braavos. To na ulicach tego miasteczka Maisie Williams grała rolę Aryi Stark uczącej się, jak być Człowiekiem bez twarzy. I choć Kastel wygląda dość niepozornie, to jednak jak usunięto z niego wszystkie nowoczesne łodzie i współczesne elementy, ucharakteryzowano go, to wyszedł z tego jeden z ciekawszych i bardziej żywych planów w Chorwacji. Łatwo go odnaleźć, łatwo tu dotrzeć, ale trzeba mieć wyobraźnię, by skojarzyć miejsca z planem filmowym, choć jak się porównuje zdjęcia, to nie jest to trudne.

Kaštel Gomilica - Braavos ("Gra o tron")
Kaštel Gomilica – Braavos („Gra o tron”)

Warto pamiętać, że George R.R. Martin inspirował się prawdziwym światem. W przypadku Braavos połączył Wenecję z Amsterdamem (i innymi wolnymi miastami północnej Europy jak Kopenhaga, Tallinn czy Ryga) wzbogacając go o kolosa z Rodos. Sceny plenerowe dziejące się Braavos nagrywano także w Szybeniku.

Kaštel Gomilica - Braavos
Kaštel Gomilica – Braavos

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak chorwacki
Trogir Plitwice
Szlak filmowy
Trogir
Flock Hill
Share Button

Haga, polityczna i biznesowa stolica Holandii

Choć formalnie, wg konstytucji, stolicą Holandii jest Amsterdam, to jednak rząd, parlament czy rodzina królewska urzędują w Hadze (nid. Den Haag). Historycznie była to początkowo zaledwie mała osada niedaleko zamku myśliwskiego władców Holandii, z czasem się rozrosła . Haga to dziś bardzo różnorodne, intrygujące połączenie starego z nowym, a przy tym pełni ważną rolę międzynarodową, jak choćby jest siedzibą Trybunału Sprawiedliwości czy Europolu. Mimo to stare miasto znów idealnie nadaje się na krótki spacer.

Haga stare i nowe miasto w tle
Haga stare i nowe miasto w tle

Historia, polityka i biznes

Haga to nie tylko prawdziwa stolica polityczna Holandii, ale też ważne miasto biznesowe. Funkcję centrum ekonomicznego współdzieli z bliskim Rotterdamem. Zażyłość i bliskość między tymi miastami jest tak duża, że współdzielą one jedną linię metra, więc spokojnie można się poruszać między nimi.

Uliczki Hagi
Uliczki Hagi

Biznes lubi wysokie i nowoczesne biurowce. Tych w Hadze jest sporo. Bardzo ciekawie wygląda to z perspektywy centrum, gdzie widzimy starą zabudowę, a za nią gdzieś w oddali drapacze chmur. Umiejętnie to połączono, jedno nie wchodzi na drugie, a przy tym wizualnie współgrają.

Haga
Haga

Haga: Zamek Binnenhof

Przepiękny, częściowo otwarty publicznie jest zamek Binnenhof, położony nad jeziorem Hofvijver, ze słynną salą rycerską. Sala ta obecnie jest używana do cyklicznych spotkań monarchy z parlamentem.

Binnenhof
Binnenhof

Pałace królewskie w Hadze

W Hadze mamy dwa oficjalne pałace królewskie. Są to Huis ten Bosch i Noordeine Palace. Pierwszy znajduje w Haagse Bos, to pozostałość po dawnym lesie, która obecnie bardziej przypomina park. Drugi jest bardziej w zabytkowym centrum. Wejście do obu raczej jest trudne, ale można je zobaczyć z zewnątrz. W Holandii są trzy oficjalne pałace królewskie, dwa w Hadze i jeden w Amsterdamie. Dodatkowo rodzina królewska ma własny zamek.

Noordeinde Palace
Noordeinde Palace

Tereny zielone w Hadze

W Hadze nie brakuje też terenów zielonych. W parku przy pałacu królewskim (Noordeine Palace) można zobaczyć dzikie króliki. Zaś w parku (Haagse Bos) przy dworcu centralnym, poza ptactwem, jest też wyspa, na której za ogrodzeniem pasą się jelenie.

Bernikle i inne ptaki w parku Koekamp
Bernikle w parku Koekamp

Muzea i inne atrakcje Hagi

Mając trochę więcej czasu na Hagę można też spróbować pojechać na plażę, czy raczej kąpielisko Scheveningen z molem. Niektórych może zainteresować Madurodam, czyli miniatura całej Holandii, o ile oczywiście ktoś lubi takie atrakcje. Z muzeów warto rozważać Mauritshuis posiadające ciekawą kolekcję prac malarzy niderlandzkich (w tym choćby słynną „Dziewczynę z perłą” Vermeera) lub Gemeentemuseum z pracami Pieta Mondriana.

Uliczki Hagi
Uliczki Hagi

Haga: zwiedzanie

Darmowych mapek jako takich w punkcie informacyjnym nie ma. Są za to broszury, na których są także mapki zabytkowego centrum, oraz wiele innych informacji. Do zobaczenia najważniejszych rzeczy jak najbardziej wystarczają.

Binnenhof
Binnenhof
Binnenhof
Binnenhof

Haga czy nawet Rotterdam bez wątpienia mają ten problem, że choć to duże miasta, jeśli chodzi o zabytki są jakby uboższymi krewnymi innych okolicznych miejscowości Beneluxu. Jednak z powodu rozłożenia interesujących miejsc także poza ścisłym centrum, pełniejsze zwiedzenie Hagi wymaga poświęcenia większej ilości czasu. Samo centrum da się zobaczyć szybko, bo nie jest zbyt duże.

Haga - wejście do Binnenhof i Hollandia
Haga – wejście do Binnenhof i Hollandia

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak holenderski
Haga Maastricht

Share Button

Rotterdam, największy port na świecie aż do XXI wieku

W powszechnej świadomości Rotterdam wygląda zdecydowanie inaczej niż w rzeczywistości. Wielki stary port zastąpiła nowoczesna dzielnica portowa. Centrum jest zdominowane przez wieżowce. Zaś najlepiej kojarzony z tym miastem Erazm, czyli żyjący tu wielki humanista z XV wieku, też jest bardziej przeszłością miasta. Trudno znaleźć nawet ślady jego bytności, choć oczywiście nie zapomniano o nim całkowicie. Rotterdam to przede wszystkim ekonomiczne i biznesowe centrum Holandii, bardzo dynamiczne miasto pełne nowoczesnych drapaczy chmur, które nie ma zbyt wiele czasu czy miejsc na ukazywanie swej przeszłości. Już nawet okolice dworca centralnego zachwycają, przede wszystkim stylem.

Okolice dworca w Rotterdamie
Okolice dworca w Rotterdamie

Historia Rotterdamu

Brak śladów przeszłości wynika wprost z niedawnej historii miasta. Rotterdam rozwijał się dość mocno od XIII wieku, zwłaszcza w czasie rozwoju Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej, zaś później w epoce przemysłowej wraz z rozwojem Zagłębia Ruhry wręcz jeszcze zyskał na swoim znaczeniu. Jednak w 1940 roku podczas II wojny światowej niemiecka Luftwaffe przeprowadziła naloty dywanowe na miasto. Niewiele zabytków ocalało. Miasto w praktyce zbudowano od nowa, dlatego jest tak nowoczesne. Dziś to największy europejski port rozciągający się na przestrzeni 40 kilometrów. Dopiero na początku XXI wieku Singapur, a potem Szanghaj przejęły od Rotterdamu tytuł największego portu na świecie.

Stary port - Rotterdam
Stary port – Rotterdam

Port w Rotterdamie

Port to dziś perła w koronie Rotterdamu, ale też swoista atrakcja turystyczna. Organizowane są tu rejsy po kanałach portowych. Jest też muzeum, częściowo otwarte dla wszystkich zwiedzających, gdzie można zobaczyć jak kiedyś wyglądały porty, czy starsze okręty. Niestety starsze przemysłowe obszary zostały zniszczone przez hitlerowców.

Port w Rotterdamie
Port w Rotterdamie

Niewiele pozostało też śladów po Erazmie. Jest oczywiście pomnik, zdarzają się też instytucje nazwane jego imieniem. Przede wszystkim zaś najbardziej widowiskowy jest most Erazma, jeden z symboli współczesnego Rotterdamu. Nazywany jest też Łabędziem ze względu na kształt.

Most Erazma
Most Erazma

W Rotterdamie udało się zostawić miejsce na tereny zielone, dzięki czemu jest gdzie odpocząć i odetchnąć. Co ciekawe, w parkach można spotkać zdziczałe króliki.

Rotterdam
Rotterdam

Rotterdam: Muzea

Część muzealna to przede wszystkim  muzeum Boijmans Van Beringen, które może się pochwalić ciekawą kolekcją obrazów. Wokół budynku także mały park.

Muzeum Boijmans Van Beringen
Muzeum Boijmans Van Beringen

Rotterdam: zwiedzanie

Jeśli chodzi o darmowe mapki, to owszem są dostępne w biurze informacji turystycznej, ale… nawet na dworcu ta jest czynna dość krótko. Trzeba było się obejść bez (ew. to co jest w hotelach).

Wieżowce w Rotterdamie
Wieżowce w Rotterdamie

Podsumowując Rotterdam to bardzo specyficzne, nowoczesne miasto. Pełne różnych pojazdów wodnych, biurowców i kilku interesujących budynków, jak dworzec kolejowy. Jednak zniszczeń po II wojnie światowej nigdy nie udało się nadrobić, więc miasto jest jakby pozbawione swojej długiej i interesującej historii.

Kanały Rotterdamu
Kanały Rotterdamu

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak holenderski
Rotterdam

Share Button

Ukraina: Praktycznie

Informacje praktyczne nt. Ukrainy. Ukraina to nasz bliski sąsiad, dane zweryfikowane ostatnio w sierpniu 2018.

Ukraina: Podstawowe informacje

Uwagi ogólne: Duża, różnorodna i ciekawa dawna republika radziecka. To kraj, w którym bardzo widać rozwarstwienie społeczne. Obok luksusowych samochodów jeżdżą tu pojazdy, które na Zachodzie dawno poszłyby na złom. To ciekawa mieszanka kultur – polskiej, rosyjskiej i rodzącej się ukraińskiej narodowości.

Klimat: Większa część kraju znajduje się w strefie klimatu umiarkowanego kontynentalnego, będącego pod wpływem polarnych mas powietrza – oznacza to zwłaszcza mroźne zimy. Natomiast Półwysep Krymski znajduje się w strefie klimatu podzwrotnikowego morskiego.

Język: Oficjalnie ukraiński. W miastach, zwłaszcza wśród młodych, angielski. Na zachodzie – okolice Lwowa – polski, na wschodzie rosyjski (jednocześnie lepiej uważać z rosyjskim w innych częściach kraju). Narasta niestety duża niechęć do używania rosyjskiego (oczywiście związana z wydarzeniami na wschodzie Ukrainy). Dochodzi do przypadków nagłego „zapomnienia”, dość podobnego języka.

Baza noclegowa: Problemu nie ma, można szukać na Booking.

Ukraina: Transport

Dojazd: Z zachodu Polski najlepiej samolotem. Tanie linie latają do Lwowa, Kijowa, a nawet Charkowa. Zaś ze wschodu dobrym rozwiązaniem mogą być busy, względnie samochód przez przejście graniczne.

Samochody i transport: Autostrady i drogi na Ukrainie są bezpłatne. Przy przejeździe przez granicę pobierana jest „taksa” ekologiczna.

Ukraina to duży kraj, by się po nim poruszać można skorzystać z kolei lub autobusów, albo marszrutek (te są tu dość popularne).

Można też latać między miastami. Oprócz narodowych linii Ukraińskich, są też mniejsi przewoźnicy jak Motor-Sich Airlines. Ta linia jest to tyle ciekawa (kursuje np. na trasie Lwów – Kijów), że latają tam samoloty Antonov model An-24 (produkowane w latach 1959-1979). Wyglądają mocno jak z epoki, zresztą wewnątrz nie zmieniono specjalnie wystroju. Dla jednych będzie to ciekawa atrakcja, dla innych ostrzeżenie.

Uber: Uber w dużych miastach, zwłaszcza w Kijowie jest bardzo popularnym środkiem transportu i dość dobrze oznaczonym. Część samochodów ma wręcz naklejkę Ubera.

Ukraina: Prawo

Wiza: Wystarczy paszport.

Przepisy celne: Nic szczególnego.

Prawo i obyczaje: Nic specjalnego.

Drony: Obowiązuje prawo ograniczające używanie dronów z kamerą czy aparatem. By takiego używać należy mieć zgodę ukraińskiego Ministerstwa Lotnictwa.

Flaga Ukrainy
Flaga Ukrainy

Bezpieczeństwo na Ukrainie

Szczepienia wymagane: Brak. Warto standardowo być zaszczepionym na WZW A i B, a ponadto warto zafundować sobie szczepienia przypominające, które w Polsce są obowiązkowe, a na Ukrainie nie: przede wszystkim na odrę (dla tych, którzy mieli tylko jedną dawkę szczepienia) i gruźlicę, gdyż istnieje ryzyko zarażenia się na Ukrainie.

Choroby: W teorii nic istotnego, w praktyce ilość szczepień na Ukrainie jest mniejsza niż w Polsce (brak obowiązkowych szczepień np. przeciwko odrze). Należy zweryfikować swoją książeczkę szczepień pod kątem zwłaszcza WZW, odry i gruźlicy. Dodatkowo należy pamiętać, że Ukraina ma największy procent zarażonych wirusem HIV w Europie.

Bezpieczeństwo ogólne: Drobna przestępczość, machlojki, kombinowanie to jedna strona medalu. Druga to niepokoje polityczne i wojna na wschodzie. To zdecydowanie teren, którego dziś warto unikać. O ile w takim Lwowie czy na zachodzie raczej się tego nie czuje, o tyle im bardziej na wschód tym niebezpieczniej.

Ukraina: Płacenie

Waluta: Hrywna (UAH). W turystyce w wielu miejscach otwarci ne Euro czy dolary.

Płatności kartą i bankomaty: I dobrze i źle. Z jednej strony bankomaty są, podobnie jak technika – internet, Uber, wszystko działa. Więc płatności kartą raczej nie stanowią problemu, ale jednocześnie nie wszędzie są chętnie przyjmowane. Lepiej mieć ze sobą gotówkę. Podobnie jest z atrakcjami, nie ma reguły. W jednych przyjmują kraty, w innych nie. Revolut działa na Ukrainie.

Napiwki: W latach 90. zostawienie go było obraźliwe. Dziś w teorii najczęściej wliczony w cenę, ale jednocześnie coraz częściej też są mile widziane.

Prąd i komunikacja na Ukrainie

Internet: Raczej dość dobrze rozwinięty.

Telefony: Roaming dostępny. Zasięg telefonów dobry.

Gniazdka elektryczne: Jak w Polsce.

Kultura Ukrainy

Jedzenie wegetariańskie: Kuchnia zbliżona do polskiej czy rosyjskiej, bez problemu znajdziemy jakieś pierogi, czy coś innego lokalnego, co nie ma mięsa. Popularne są też knajpy gruzińskie czy krymskie.

Ludzie: Słowianie. I to powinno wystarczyć. W pierwszym kontakcie zdystansowani i zamknięci w sobie. Zyskują przy bliższym poznaniu. Jednocześnie bardzo pomysłowi, kreatywni, szukając rozwiązań, niekoniecznie zgodnych z prawem.

Papier toaletowy z Putinem na Majdanie (Ukraina)
Papier toaletowy z Putinem na Majdanie

Bardzo wyraźnie widać tam dziś proces tworzenia się narodu ukraińskiego, budowanie mitów narodowych, wspólnoty. Głównie na bazie niechęci do Rosji. Wydarzenia z Majdanu są wciąż żywe w Kijowie.

Turystyczny niezbędnik

Oznaczenia i drogowskazy: Z tym bywa różnie, żeby nie powiedzieć słabo. Oznaczenia dość nieregularne. Opisy bardzo często tylko po ukraińsku i to w miejscach, które aż proszą się o dwujęzyczne tablice. Np. we Lwowie jest miejsce poświęcone Juliuszowi Słowackiemu. Przybywają tu głównie Polacy i wszystko jest tylko po ukraińsku. Tu wciąż jest widoczny problem procesów narodowotwórczych, gdzie istotniejsze jest podkreślenie ukraińskości niż otwarcie się na turystów.

Informacja turystyczna i mapy: W Kijowie jeszcze można bez problemu dostać mapę, często w hotelach są (z reklamami kasyn i domów publicznych). W innych miastach jest zdecydowanie gorzej. Ciężko też bywa z punktami informacji turystycznej. Bywają, ale dużo lepiej sprawdzają się w tej materii organizatorzy wycieczek i atrakcji, czy naganiacze.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak ukraiński
Praktycznie
Share Button

Czarnobyl, zona, elektrownia i miasto-widmo Prypeć

Wśród dość dziwnych i niekoniecznie normalnie turystycznych miejsc (jak choćby koreańska DMZ) warto wymienić wywołującą pewne zdziwienie Strefę Wykluczenia wokół Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej, czyli Czarnobylską Zonę (lub krótko Czarnobyl) i miasto duchów, czyli Prypeć. Jeszcze parę lat temu było to miejsce owiane legendą, także z religijnymi, czy wręcz apokaliptycznymi aspektami, dziś także ze względu na popularność post-apo i różnego rodzaju stalkerów to miejsce bardziej dostępne i coraz chętniej odwiedzane. Nadal zamknięte, ale dziś chyba głównie ze względu na to, by pilnować interesu.

I trzeci anioł zatrąbił:
i spadła z nieba wielka gwiazda, płonąca jak pochodnia,
a spadła na trzecią część rzek i na źródła wód.
A imię gwiazdy zowie się Piołun.
I trzecia część wód stała się piołunem,
i wielu ludzi pomarło od wód, bo stały się gorzkie.

Ap 8, 10-11 wg Biblii Tysiąclecia

Zalesie

Wycieczka do strefy Czarnobyla

Wycieczkę do czarnobylskiej Zony kupiliśmy w lokalnej firmie, która zabierała turystów z Kijowa – Solo East Travel, która ma raczej dobre recenzje. Wcześniej dokonaliśmy rezerwacji internetowej, gdzie należało podać dane z paszportu – ponieważ jest to strefa zamknięta, przejeżdża się przez kontrole paszportowe, gdzie lista turystów jest weryfikowana z danymi paszportowymi. Te wycieczki są organizowane z przewodnikiem mówiącym po angielsku. Można też szukać konkurencyjnych firm z polskim przewodnikiem, wiele z nich wyrusza z Przemyśla i przejeżdża Ukrainę. Nam zależało także na zobaczeniu Kijowa. Na wycieczkę trzeba koniecznie zabrać ze sobą paszport, jest sprawdzany. Uwaga praktyczna – mniej osób przybywa do Zony w środku tygodnia, weekendy są bardziej obłożone.

Czarnobyl
Czarnobyl

Oczywiście firmy takie jak wspomniana wyżej mają licencję i przeprowadzają turystów utartym i bezpieczny” szlakiem. Niby jest kilka tras, są nawet wycieczki kilkudniowe, ale mniej więcej ogląda się to samo. Alternatywą są nielegalne wypady organizowane przez stalkerów. Bez większych problemów można znaleźć ich namiary w sieci. Są zazwyczaj też tańsze i jak twierdzą organizatorzy, w przypadku złapania mandaty na Ukrainie nie są drogie. Choć w szczególnych przypadkach turystom może grozić deportacja. Znajdują się chętni na taką ekstremalną turystykę. W 2018 złapano w Strefie dwóch Polaków.

Prawdopodobnie ostatni pomnik Lenina na Ukrainie (Czarnobyl)
Prawdopodobnie ostatni pomnik Lenina na Ukrainie (Czarnobyl)

Zwiedzanie Zony i Prypecia

Zwiedzanie Zony składa się z odwiedzenia kilku punktów, nie tylko miasta Czarnobyl (ukr. Чорнобиль, dawniej lub z rosyjska – Czernobyl – Чернобыль), okolic elektrowni i Prypecia (ukr. Прип’ять, ros. Припять). Dziś główne miasto Zony to znów Czarnobyl. Obecnie pozostali tu pracownicy elektrowni atomowej, naukowcy i ludzie pracujący w turystyce. Pracują na 3/4 – trzy dni przebywają w Zonie, a cztery poza nią. Naukowcy mają te interwały nieco wydłużone – 2 tygodnie w Zonie, miesiąc poza. Obecnie w Czarnobylu pomieszkuje około 2000 osób. Turystów w Zonie rocznie oficjalnie przybywa około 10 tysięcy.

Tabliczki zlikwidowanych wiosek (Czarnobyl)
Tabliczki zlikwidowanych wiosek (Czarnobyl)

Czarnobyl: historia i proroctwo

Historia osadnictwa na terenie obecnego Czarnobyla sięga przełomu XI i XII wieku. Nazwa osady i późniejszego miasta pochodzi od porastającego okolicę rodzaju piołunu. Ta nazwa w 1986 roku znalazła się na ustach całego świata i obok Hiroszimy czy Nagasaki, a ostatnio także Fukushimy, symbolizuje atomową zagładę. Dodatkowo wyobraźnię pobudzają zbieżności z wersetami Apokalipsy św. Jana, od tamtej pory nierzadko łączone z czarnobylską katastrofą. Tę symbolikę wykorzystano przy tworzeniu miejsca pamięci katastrofy atomowej, choćby pomnika.

Apokaliptyczny Anioł Zagłady (Czarnobyl)
Apokaliptyczny Anioł Zagłady (Czarnobyl)

Katastrofa w Czarnobylu

W wyniku katastrofy czarnobylskiej przesiedlono około 200 tysięcy mieszkańców miasta Prypeć, Czarnobyl i 187 mniejszych miasteczek i wsi. Część z nich (jak Prypeć) ewakuowano w ciągu 36 godzin, a część w kolejnych miesiącach i nawet latach aż do 1990 roku. Tabliczki z nazwami wsi-widm są częścią memoriału katastrofy w Czarnobylu.

Arka nad sarkofagiem nad 4 reaktorem i kolejny pomnik
Arka nad sarkofagiem nad 4 reaktorem i kolejny pomnik

W nocy 26 kwietnia 1986 doszło do najpoważniejszej wówczas katastrofy w elektrowni nuklearnej (dotychczas drugą taką katastrofą 7-stopnia w siedmiostopniowej skali była katastrofa w elektrowni w Fukushimie w 2011 roku). Wybuch 4. bloku reaktora jądrowego w Czarnobylu doprowadził do uwolnienia radioaktywnej chmury do atmosfery.

Kopaczi
Kopaczi

Dokładny przebieg katastrofy i walka z żywiołem to długa historia błędów konstrukcyjnych, pośpiechu i niedbałości, zatajania faktów o rozmiarach katastrofy przed opinią publiczną i samymi ratownikami (ale to nie jest radziecka specjalność, Japończycy zachowali się dokładnie tak samo), to jest także opowieść o heroicznym wysiłku ratowników, z których wielu przypłaciło zdrowiem i życiem. Dziś powszechna jest opinia, że za katastrofę odpowiadają inżynierowie, którzy chcąc się wykazać i zwiększyć wydajność elektrowni przeprowadzili eksperyment na żywym organizmie. Za „eksperyment” odpowiadał młody inżynier Leonid Toptunow (pracował w elektrowni 3 miesiące), a nadzorował go Aleksander Akimow (szef zmiany).

Zalesie, porzucony samochód
Zalesie, porzucony samochód

Czarnobyl: Skutki katastrofy

Trudno oszacować liczbę ofiar czarnobylskiej katastrofy. Najnowszy raport ONZ mówi o 134 pracownikach narażonych na bardzo wysoką dawkę promieniowania, z czego 28 zmarło w wyniku choroby popromiennej, zaś 2 od poparzeń (przypomnijmy – przez 9 dni trwał pożar). A co ze śmiertelnością płodów? Co z zachorowalnością na nowotwory, zwłaszcza tarczycy? Raport Lekarzy Przeciw Wojnie Nuklearnej podaje zatrważające dane, liczby idące w dziesiątki tysięcy. Jednak długofalowe i rzetelne badania oraz statystyki wskazują, że bezpośrednio w wyniku skażenia zmarło 81 osób.

Strefa Wykluczenia wokół Czarnobyla
Strefa Wykluczenia wokół Czarnobyla

Ponadto nie zauważa się żadnych anomalii genetycznych u dzieci, które w życiu płodowym mogły zostać napromieniowane, nie było większej liczby poronień, ani w Polsce, ani na Ukrainie czy Białorusi. Co więcej, podobne wnioski o niepotrzebnym demonizowaniu opadu radioaktywnego nasuwają się po analizie zgonów i chorób w wyniku wybuchów bomb nad Hiroszimą i Nagasaki oraz zachorowalności w obszarach, gdzie występuje wysokie naturalne promieniowanie (np. Ramsar w Iranie). Wygląda na to, że podwyższone nawet znacznie promieniowanie nie jest tak groźne dla organizmu ludzkiego, jak się może wydawać, a przyjęte normy zbyt restrykcyjne. Choć oczywiście nie należy przesadzać też w drugą stronę, pewne mutacje się pojawiają.

Prypeć i postapokaliptyczne miasto
Prypeć i postapokaliptyczne miasto

Tak zwany efekt Czarnobyla

Tu warto zaznaczyć też o tak zwanym efekcie Czarnobyla. W miejscach, gdzie znikają ludzie, przyroda zaczyna się odradzać. Pojawiają się także rzadkie gatunki zwierząt. W Prypeci można spotkać duże sumy, zaś w okolicy błąkają się między innymi koniki Przewalskiego. Pomijając fragmenty czerwonego lasu, w większości przypadków natura daje sobie radę. Obecnie efekt Czarnobyla jest też dostrzegalny w Donbasie i okolicach, skąd uciekli ludzie przed wojną. Zaś zwierzęta bardzo szybko zajmują te tereny. Natura nie lubi próżni, czy jak mawiał Ian Malcolm z „Parku jurajskiego”, życie znajdzie drogę. Tu faktycznie to widać.

Jabłka w Czarnobylu
Jabłka w Czarnobylu

Swoją drogą w całej Zonie jest bardzo dużo drzew owocowych, ale na wszelki wypadek odradza się ich spożywanie. Mutacje czasem są zauważalne, ale raczej niewielkie. W przypadku flory to głównie gigantyzm, acz nie przesadny, zaś fauny to np. albinizm u jaskółek. Strefa Czarnobylska jest dobrze prosperującym i największym w Europie, choć nieoficjalnym rezerwatem przyrody, pełnym gatunków zagrożonych, nie widzianych tu nawet od stuleci. Dziś na Ukrainie powstaje drugi taki w okolicach Donbasu (z powodu wojny i uciekających stamtąd ludzi).

Opuszczone domy mieszkalne w Prypeci
Opuszczone domy mieszkalne w Prypeci

Czarnobyl: Zwiedzanie strefy

Strefa Wykluczenia wokół Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej, zwana potocznie Zoną, obejmuje obszar o powierzchni ponad 4700 km2. Jest to strefa objęta największym skażeniem radioaktywnym na terenie Ukrainy i Białorusi, skąd krótko po katastrofie przesiedlono lokalną ludność. W odległości 30 kilometrów od elektrowni jest pierwsza strefa z kontrolowanym dostępem, w odległości do 10 kilometrów od elektrowni druga. Obecnie jest jednym z głównych celów wizyt turystycznych na Ukrainie.

Pomnik Likwidatorów (Czarnobyl)
Pomnik Likwidatorów (Czarnobyl)

Czarnobyl: miasto

W samym Czarnobylu znajduje się wspomniana już rzeźba anioła czy tabliczki wysiedlonych wiosek, a także pomnik upamiętniający bohaterstwo likwidatorów. Napis na nim głosi „Tym, którzy uratowali świat”. Znajduje się tu także prawdopodobnie ostatni pomnik Lenina na Ukrainie, a także sklep z pamiątkami i restauracja „Dziesiątka”, gdzie żywią się turyści. Druga restauracja w Zonie to stołówka w elektrowni.

Reaktor nr 4 elektrowni w Czarnobylu
Reaktor nr 4 elektrowni w Czarnobylu

Elektrownia w Czarnobylu i arka

Tuż przy samej elektrowni czekała na nas jeszcze jedna dodatkowa atrakcja. Sympatyczny lis Simon jest znany przewodnikom wycieczek po Zonie, dokarmiany tak przez nich jak i przez turystów, więc czeka w miejscu, gdzie zatrzymują się busy, a turyści spoglądają na elektrownię z oddali.

Lis Simon niedaleko elektrowni
Lis Simon niedaleko elektrowni

Ciekawostka: ostatni reaktor elektrowni zamknięto dopiero 15 grudnia 2000 roku. Ostatni reaktor (czwarty) oddano do użytku w 1983 roku. To właśnie on uległ katastrofie w nocy 26 kwietnia 1986 roku. Przed wybuchem trwały budowy dwóch kolejnych reaktorów (bloki 5 i 6), zresztą elementy zabudowy widać. Czwarty reaktor został zalany betonowym sarkofagiem. Niestety rozwiązanie to okazało się być krótkotrwałe. Sarkofag zaczął korodować i przestał spełniać swoją rolę. Zaczęto więc pracę nad nowym rozwiązaniem, arką – stalową konstrukcją w formie połowy walca.

Klatka schodowa w Prypeci
Klatka schodowa w Prypeci

To jest największa tego typu konstrukcja na świecie i bardzo ciekawe wyzwanie logistyczne. Nie dało się jej zbudować bezpośrednio nad sarkofagiem z powodu promieniowania. Budowano ją obok, a następnie przesunięto nad niszczejący betonowy sarkofag, zakrywając go. Budowa arki została zakończona w listopadzie 2016 roku i szybko zauważono spadek promieniowania w Zonie. Arka powinna w tej formie przetrwać sto lat. Jednak, by nie budować kolejnej, prace będą trwały w środku. Wpierw stary sarkofag zostanie zniszczony, a potem ponownie zabetonowany (zdalnie, bez udziału ludzi).

Sklep w Prypeciu
Sklep w Prypeciu

Pod sarkofag podjeżdża się dość blisko, tu znajduje się kolejny pomnik katastrofy i trwają prace nad zabezpieczeniem bloku czwartego. Dziś są pomysły, by na nowo uruchomić tu elektrownię, ale tym razem słoneczną.

Zalesie, scena w domu kultury
Zalesie, scena w domu kultury

Kopaczi i Zalesie

Jednym z  postojów jest dawna wioska Kopaczi (ukr. Копачі). Nie zostało z niej wiele – większość domów w ramach eksperymentu zakopano. Ostał się cmentarz i pomnik żołnierzy radzieckich, no i przede wszystkim słynne przedszkole, które jest jedną z największych atrakcji Kopacze. Inną taką wioską jest Zalesie (ukr. Залісся, ros. Залесье). Dziś wysiedlone. Tu znajdował się między innymi dom kultury.

Przedszkole w Kopaczi
Przedszkole w Kopaczi

Prypeć: Miasto duchów

Jednym z najbardziej kojarzonych miejsc związanych z katastrofą czarnobylską jest miasto Prypeć. Zaprojektowane na wzór idealnego miasta, założone w 1970 roku jako osiedle dla pracowników pobliskiej elektrowni atomowej. Dziś miasto-widmo lub miasto duchów, w którym przyroda śmiało wkroczyła po swoje. Krótko po wybuchu 4. bloku elektrowni czarnobylskiej, ekipy likwidatorów skutków promieniowania oczyszczały miasto z radioaktywnego pyłu. Robiły to szybko i sprawnie przez polewanie wodą wszystkiego jak leci z węży strażackich. Efekt to totalna demolka we wnętrzach (oczywiście pomógł też czas, szabrownicy i turyści) i przyspieszenie zniszczenia. Porównanie zdjęć Prypecia sprzed katastrofy i po niej przyprawia o dreszcze, to jest prawdziwy obraz postapokalipsy.

Prypeć
Prypeć

Dziś można natknąć się tu na wiele wycieczek. O ile w innych miejscach plan jest często wytyczony dość sztywno, w Prypeci różne grupy chodzą swoimi drogami. Można zobaczyć choćby sklep samoobsługowy w centrum Prypecia. Po wybuchu reaktora pobliskiej elektrowni, miasto zostało ewakuowane w ciągu 36 godzin. Wcześniej mieszkańcom pozwolono zabrać ze sklepu cały towar. Napromieniowany i tak by się nie sprzedał.

Dom kultury w Prypeci
Dom kultury w Prypeci

W mieście Prypeć był i teatr, i stadion – dziś pożarte przez przyrodę i entropię. Szczególne wrażenie robią wszelkie ślady aktywności sprzed katastrofy: słynny diabelski młyn to część wesołego miasteczka, które miało być otwarte z okazji święta 1. maja. No i jest jeszcze szkoła z basenem „lazurowym”. Tu przebywali likwidatorzy. W wielu miejscach widać też efekt ich pracy. Używając wody zalewali oni wszystko, by radioaktywne odpady spłynęły. Ciekawie wyglądają obecnie sale szkolne.

Diabelski młyn w wesołym miasteczku (Prypeć)
Diabelski młyn w wesołym miasteczku (Prypeć)

Warto też wspomnieć o stalkerach. Do Zony wybierają się oni często w sposób nielegalny i przebywają tu dłużej. Zostawiają po sobie też dzieła w postaci malowideł, głównie inspirowanych dostrzeżoną tu zwierzyną.

Basen w szkole (Prypeć)
Basen w szkole (Prypeć)

Duga – Oko Moskwy

Kolejną ciekawostką, którą widzimy podczas naszej post-apo wycieczki jest Radar Pozahoryzontalny w podczarnobylskiej osadzie Duga (ros. Дуга), zwana też Okiem Moskwy. Ogromna konstrukcja powstawała przez 12 lat: od 1970 do 1982 roku i służyła od 1976 do 1989 roku. Radar Duga jest to radar fal krótkich, wczesnego ostrzegania o zagrożeniu pociskami balistycznymi. Wiązka radaru obejmowała terytorium Stanów Zjednoczonych.

Radar Duga
Radar Duga

Sygnał emitowany z radiostacji Duga był słyszalny na falach krótkich i zagłuszał inne emitery. Ze względu na charakterystyczny rytm, nazywany był „rosyjskim dzięciołem”. Wokół radaru Duga wyznaczono 2-kilometrową strefą zamkniętą, a pracownicy (było ich 1000) wraz z rodzinami zamieszkiwali zamknięte miasteczko Czarnobyl-2. Oko Moskwy było włączane tylko na krótki czas. Powodowało to zakłócenia w odbiorze sygnałów radiowych w dość odległej okolicy.

Radar Duga
Radar Duga
Radar Duga
Radar Duga

Czarnobyl: Skażenie strefy

Najbardziej skażonym obszarem pozostaje obszar w bezpośredniej bliskości arki (specjalnej konstrukcji kryjącej betonowy sarkofag) i Rudy Las. Jego nazwa wzięła się stąd, że krótko po katastrofie wszystkie drzewa iglaste i liściaste zmieniły kolor okrywy na czerwony, następnie liście i igły opadły. Rudy Las to do dziś jest to jedno z najbardziej skażonych miejsc na Ziemi (ponad 8 mikro Siwertów na godzinę, dla porównania Czarnobyl 0,2, Prypeć 0,2-4 przy gruncie, Warszawa 0,32 mikroSv/h).

Maski gazowe w szkole (Prypeć)
Maski gazowe w szkole (Prypeć)
Książki w szkole (Prypeć)
Książki w szkole (Prypeć)

W strefie ludzie zostawili swoje mieszkania jak stali, gdyż byli zapewniani, że opuszczają dobytek tylko na trzy dni, a tymczasem minęło ponad 30 lat. Wielu z nich nie mogło się z tym pogodzić. Nielegalnie powrócili do Zony i zamieszkują ją z dala od cywilizacji: bez elektryczności, bez kanalizacji. A co ze skażeniem? Obecnie poziom promieniowania oprócz Rudego Lasu i niektórych punktów przy gruncie (oznaczonymi tabliczkami) nie są wiele wyższe niż naturalne promieniowanie. Ponadto poziom radiacji spadł po 2016 roku, gdy na niszczejący sarkofag zamontowano arkę.

Szkolny korytarz (Prypeć)
Szkolny korytarz (Prypeć)

Promieniowanie a bezpieczeństwo

Pozwala to na bezpieczne przebywanie w Zonie, nawet na stałe. O ile oczywiście nie zdarzy się jakaś katastrofa, która by doprowadziła do zniszczenia ochronnych warstw nad reaktorem. Jednak remont pozostawionych budynków nie ma sensu, są w zbyt kiepskim stanie. I powiedzmy to sobie wprost – Zona to niebywała atrakcja Ukrainy, ściągająca coraz większe rzesze turystów. Dużo rozsądniej i wygodniej jest zachowanie tego obszaru jako swego rodzaju skansenu, parku przyrodniczego i memento ostrzegającego przed niebezpieczeństwem związanym z zabawą atomem.

Podwyższone wskazania na liczniku (Czarnobyl)
Podwyższone wskazania na liczniku (Czarnobyl)

Natomiast, żeby nie było, to nadal nie jest do końca bezpieczne. Jak pisaliśmy wcześniej, likwidatorzy używali wody, by zmywać opad. Woda spływała do zagłębień, więc te nawet przysypane ziemią mają dziś często znacznie podwyższone promieniowanie. Służą przewodnikom do demonstrowania działania liczników Geirgera-Müllera. Przypadkowe wejście w taką dziurę to potencjalne zagrożenie dla turystów. Dlatego z wyjściem z Zony wiąże się z koniecznością przejścia przez pomiar promieniowania na każdym z dwóch check pointów. Nie jesteśmy jednak pewni, na ile faktycznie złe wskazanie spowoduje jakąś reakcję. Prawdopodobnie szukają tym sposobem napromieniowanych przedmiotów, które turyści mogliby ukraść. Jest to też bardzo symboliczny sposób na pożegnanie się z Zoną, w której owszem widzi się skutki katastrofy, ale o promieniowaniu bardzo łatwo się zapomina.

Wyjście ze strefy przez bramkę
Wyjście ze strefy przez bramkę

Katastrofa w popkulturze

Na koniec warto wspomnieć, że katastrofa w Czarnobylu stała się kanwą dla serialu „Czarnobyl” produkcji HBO. Wpływ na popkulturę jest jednak jeszcze większy. Warto wspomnieć choćby o grach z serii „S.T.A.L.K.E.R.” czy „Call of Duty”.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak ukraiński
Czarnobyl Kijów
Share Button

Góra Tabor i Bazylika Przemienienia Pańskiego

Góra Tabor (hebr. הר תבור), czyli na polski wysoka góra, choć nie pojawia się z nazwy w Ewangelii, to dzięki tradycji jest uznawana za jedno z bardzo istotnych miejsc na trasie pielgrzymkowej Izraela. Wierzy się, że to właśnie tutaj doszło do przemienienia Jezusa Chrystusa. Dziś oczywiście znajduje się tu należąca do kustodii Ziemi Świętej Bazylika Przemienienia Pańskiego, a także monastyr Przemienienia Pańskiego. To jednak sprawia, że góra Tabor przyciąga tak pielgrzymów, jak i ciekawych turystów.

Góra Tabor - Kustodia Ziemi Świętej (Franciszkańska)
Góra Tabor – Kustodia Ziemi Świętej (Franciszkańska)

Przemienienie Pańskie w Ewangelii

Przemienienie Pańskie jest opisywane przez trzech ewangelistów synoptycznych – Łukasza, Mateusza i Marka. Jezus zabrał trzech swoich uczniów na górę – Piotra, Jakuba i Jana. Tutaj uczniowie mieli okazję zobaczyć prawdziwą naturę Jezusa, w jego boskiej chwale, a towarzyszyli mu Mojżesz i Eliasz. Co ciekawe, na długo przed chrześcijanami, także poganie  czcili swoich bogów w tym miejscu.

Bazylika Przemienienia Pańskiego na górze Tabor
Bazylika Przemienienia Pańskiego na górze Tabor

Góra Tabor – tradycja i historia

Tradycja, że Tabor to prawdziwa góra przemienienia sięga IV wieku. Wpierw wskazał to miejsce św. Cyryl Jerozolimski, a po nim św. Hieronim. Już gdzieś w V-VI wieku w tym miejscu wzniesiono bizantyjską bazylikę. Odpowiadała za nią matka Konstantyna Wielkiego, czyli święta Helena. W VII wieku tereny te zajęli Saraceni. Dopiero w 1099 roku zostali wyparci stąd przez Krzyżowców. W XII na jej miejscu zbudowano kościół, znajdujący się pod opieką Benedyktynów. Zachowali oni częściowo oryginalny układ. Jednak pod koniec XII wieku wojska Saladyna zajęły górę, świątynię zburzono, a na jej miejscu wybudowano twierdzę. Po tej twierdzy pozostała choćby Brama Wiatrów (Bab el-Hawa).

Bazylika Przemieniania Pańskiego
Bazylika Przemieniania Pańskiego

Forteca i bazylika

Fortecę zniszczyli sami Arabowie. Wycofując się z góry Tabor nie chcieli, aby przejęli ją krzyżowcy. Przez następne wieki tereny te przechodziły z rąk do rąk, zaś próby odbudowania świątyni zazwyczaj kończyły się porażką. Dopiero w latach 20. XX wieku wybudowano obecnie istniejącą, należącą do Franciszkanów bazylikę. Znajdują się w niej kaplice poświęcone Mojżeszowi i Eliaszowi (podobnie jak miało to miejsce w kościele ufundowanym przez świętą Helenę).

Ołtarz w bazylice (Góra Tabor)
Ołtarz w bazylice (Góra Tabor)

Góra Tabor i okolice w Starym Testamencie

Historia góry i wojen jest jednak zdecydowanie ciekawsza. Wznosi się nad doliną Jezreel (czyli miejscem, gdzie ma się rozegrać Armagedon), więc stała się idealną forteca i to już w czasach starożytnych. Według księgi Sędziów (rozdziały 4 i 5) Izraelici pod wodzą Baraka i za namową Debory pokonali tu Kananejczyków. Do samej góry później odnoszą się też inni prorocy. Była też istotna historycznie, zarówno w czasach rzymskich (bitwę z 48 roku p.n.e. opisuje np. Flawiusz), czy napoleońskich (bitwa z 16 kwietnia 1799 roku). Obecnie znajduje się ona w Izraelu między Palestyną a Libanem, choć szczęśliwie nie dochodzi tam do wielu incydentów.

Dziś góra i okolice są zalesione i jest to także Park Narodowy Góry Tabor. Wśród roślin występują tu migdałowce i drzewa oliwne, a ze zwierząt można zobaczyć lisy, dziki, hieny i szakale. Oczywiście o ile dopisze nam szczęście.

Wnętrza Bazyliki
Wnętrza Bazyliki

Dojazd na górę Tabor

Na Górę Tabor zdecydowanie najłatwiej dojechać samochodem, czy autokarem z wycieczką. Droga na sam szczyt jest dość kręta i wąska. Za to ze znajdujących się tam tarasów i ogrodów mamy piękny widok całej okolicy. Wpierw jednak należy kierować się na miejscowość Kefar Tawor.

Widok z góry Tabor
Widok z góry Tabor

Warto też dodać, że święto Przemienienia Pańskiego jest obchodzone w Kościołach Wschodnich (od VI wieku) oraz w Katolickim – 6 sierpnia, na pamiątkę zwycięskiej bitwy pod Belgradem, gdzie udało się odeprzeć Turków.

Ogrody na górze Tabor
Ogrody na górze Tabor

Jeśli podobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlaku religijny
Góra Tabor
?
Szlak izraelski
Góra Tabor
?
Share Button

Klasztor Szaolin (Shaolin), czyli zen i kung-fu

Pozornie klasztor Szaolin (chin. 少林寺, ang. Shaolin Monastery) wydaje się być atrakcją bardzo podobną do Engyō-ji w japońskim Himeji. Wciąż czynna świątynia, do której przybywają rzesze odwiedzających, a jednocześnie ma swój wkład w światową kinematografię i szeroko rozumianą kulturę. Tym razem jednak choć jest to zabytek z listy UNESCO, jest to także przede wszystkim atrakcja turystyczna bazująca na wyrobionej marce. Jeśli ktoś szuka tu uduchowienia, to pomylił miejsca. Szaolin dziś bardzo zmieniło swą rolę, choć wciąż jest ważne kulturowo i historycznie.

Klasztor Szaolin
Klasztor Szaolin

Historia klasztoru Szaolin

Ale nie zawsze tak było.Pierwszy klasztor założył w V wieku pochodzący z Indii buddyjski misjonarz Buddhabhadra Batuo. Oczywiście postać ta obrosła mitem, więc wiele elementów tej historii nie jest dziś możliwe do zweryfikowania. Nauczając tu stworzył własny odłam buddyzmu, tak zwaną szkołę Chan, koncentrującą się na praktycznej i medytacyjnej tradycji. To właśnie ta szkoła rozprzestrzeniła się wpierw po całych Chinach, a następnie rozwijała i ewoluowała w innych krajach. W Japonii powstał Zen, w Korei Sŏn, a w Wietnamie Thiền. W VI wieku przybył kolejny misjonarz z Indii, niejaki Bodhidharma Damo. Założył on drugą linię przekazu w klasztorze. Za trzecią linię odpowiada przeor Xueting Fuyu, który w XII wieku doprowadził do ożywienia tradycji klasztoru.

Pokaz walk w Shaolin
Pokaz walk w Shaolin

Wojowniczy mnisi i kung-fu

Jednak najważniejsza tradycja to czasy jeszcze późniejsze, schyłek dynastii Ming, czyli mniej więcej XVI – XVII wiek. Mnisi zaczęli formować wówczas oddziały zbrojne służące jako najemnicy w Cesarstwie Chińskim. Szaolin nie było jedynym klasztorem działającym w ten sposób, wręcz przeciwnie – była to dość powszechnie przyjęta praktyka. Ale to właśnie ten klasztor zyskał sławę jako miejsce, gdzie szkolono najlepszych żołnierzy, gdzie rozwijały się lub powstawały formy chińskich walk – wushu czy kung-fu.

Pawilon klasztorny
Pawilon klasztorny

Film, odrodzenie i komercjalizacja

W XX wieku Szaolin podupadło. Wpierw zostało zniszczone w 1928 przez jednego ze zbuntowanych dowódców wojskowych, potem nastał maoizm w Chińskiej Republice Ludowej, okres w którym nie chciano utrzymywać religii czy kościołów. Dopiero odwilż z czasów Deng Xiaopinga pozwoliła na nowo zaistnieć klasztorowi i odrodzić się marce.

Budda
Budda

Zbiegło się to z premierą głośnego także u nas filmu: „Klasztor Shaolin” (1982) z Jetem Li. Film nagrywano w podupadłym wówczas Szaolin. Obraz na nowo rozpropagował sztuki walki, nie tylko w Chinach, ale też na świecie. Sprawił, że miejsce to zaczęło wpierw przyciągać adeptów sztuk walk, a potem także turystów. Dziś nadal znajdują się tu słynne szkoły, zaś mnisi jeżdżą po świecie pokazując swoje sztuczki.

Szaolin
Szaolin

I tu właśnie dochodzimy do ciemnej strony sukcesu, czyli komercjalizacji. O ile szkoły sztuk walki nadal są na perfekcyjnym poziomie, o tyle cała reszta gubi ducha buddyzmu. Dziś jest to instytucja nastawiona na zysk. Turyści, którzy tu przybywają, poza możliwością kupienia pamiątek (standard w wielu słynnych buddyjskich świątyniach wschodu), mają okazję zobaczyć też pokaz walk (co akurat jest ciekawe na swój sposób) i przespacerować się po okolicy. Niemniej jednak mnisi (lub inne osoby prowadzące ten przybytek) nastawiają się na masowego odbiorcę i duży przemiał, a przede wszystkim wysoką stopę zwrotu. Jest to o tyle ciekawe, że klasztor Szaolin dziś jest przede wszystkim instytucją turystyczną i finansową, która chciała przez pewien czas być notowana na giełdzie w Szanghaju. Ostatecznie ktoś z władz chińskich zainterweniował i musiano wykonać krok wstecz, przynajmniej jeśli chodzi o otwarty obrót akcjami.

Klasztor Szaolin
Klasztor Szaolin

Las pagód i zwiedzanie Szaolin

Więc tak jak miejsce to ma wspaniałą historię i legendę, tak dziś, jeśli nie jest się fanem sztuk walki, raczej irytuje, czy nawet w pewien sposób smuc i rozczarowuje. Przede wszystkim dokucza zgiełk, bo to byłoby bardzo ciche i pięknie położone miejsce. Nazwa klasztoru – Shaolin Si znaczy tyle, co świątynia w lasach Shaoshi.

Las pagód
Las pagód

Poza głównymi zabudowaniami i miejscami, gdzie odbywają się ćwiczenia sztuk walk, warto odejść trochę dalej i zobaczyć przede wszystkim las pagód. Widziane na tle gór robią bardzo dobre wrażenie i dzięki temu, że są trochę przez turystów niedocenianie, stanowią najcichszy fragment świątyni. Reszta sprawia już bardziej wrażenie muzeum, czy zabytku, głośnego i chyba przereklamowanego. Same budynki owszem są interesujące, jak choćby wieże Bębnów, czy Dzwonów (charakterystyczne dla chińskich fortyfikacji), czy nawet świątynie, jednak brakuje im elementu duchowości, którego mimo wszystko oczekuje się od klasztoru. Zwłaszcza tak legendarnego.

Przygotowanie jedzenia
Przygotowanie jedzenia

Klasztor ma swoją witrynę www.shaolin.org.cn/en/index.aspx, gdzie można sprawdzić ceny biletów. Dojechać tu można najłatwiej z Luoyang. Jeżdżą tu minibusy z dworca autobusowego lub z Defteng.

Brama do klasztoru Szaolin
Brama do klasztoru Szaolin

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlaku religijny
Szaolin
Szlak chiński
Szaolin Terakotowa Armia
Share Button

U styku filmu i podróży