Archiwum kategorii: Miasto

Trogir, czyli Qarth – „Gra o tron” w Chorwacji

Niewielkie, weneckie miasto Trogir znalazło się na liście UNESCO dzięki zwartej, średniowiecznej zabudowie. To jedno z najlepiej zachowanych takich miejsc w Europie. Dziś miasto przyciąga turystów, którzy przybywają tu najczęściej na kilka godzin. Turystyka jest jednym z głównych źródeł dochodu miasta. Ale prócz zabytków, obecnie to także lokacja filmowa, z „Gry o tron”, a ostatnio także innego mini-serialu fantasy – „Jonathan Strange & Mr Norrell”.

Widok na Trogir
Widok na Trogir

Trogir: historia

Pierwotnie Trogir, a raczej Tragurion, czyli Kozia Wieś został założony w III wieku przed naszą erą przez greckich kolonistów. Osada szybko znalazła się pod panowaniem rzymskim, a potem węgierskim. W 1123 roku została całkowicie zniszczone przez Saracenów, a siedemdziesiąt lat później odbudowana. Następnie nastało uzależnienie od Wenecji. To właśnie z czasów średniowiecza pochodzi współczesna zabudowa wyspy stanowiącej Trogir. Tu warto dodać, że historyczne centrum mieści się na wyspie, która ze stałym lądem połączona jest jednym mostem. Miastu właśnie najlepiej się wiodło właśnie pod panowaniem weneckim. Aż do XVIII wieku było jednym z najważniejszych portów na Bałkanach.

Trogir
Trogir

Po upadku Wenecji Trogir wpadł w ręce imperium Habsburgów (czyli Austrii), pomijając kilkuletnią zależność od Francji w czasach Napoleona. Po I wojnie światowej, jak większość tutejszych ziem stał się częścią Chorwacji i potem Jugosławii. Warto dodać, że będąc portowym miastem Adriatyku, Trogir uniknął rozlewu krwi czy ostrzału podczas rozpadu Jugosławii.

Loggia miejska i wieża zegarowa w Trogirze
Loggia miejska i wieża zegarowa w Trogirze

Trogir: Dojazd i zwiedzanie

Przed wejściem na wyspę znajdują się parkingi. Tu stają zarówno autobusy wycieczkowe ,jak i zostawia się samochód. Wyspa nie jest duża, więc zwiedzanie Trogiru zazwyczaj ogranicza się do kilku godzin. Po Starówce nie jeżdżą samochody, ruch jest tylko pieszy. Najwięcej turystów przybywa tu w środku dnia, więc jeśli jest możliwość, a chce się ich ominąć, to najlepszy na zwiedzanie jest poranek.

Brama Północna w Trogirze
Brama Północna w Trogirze

Bramy Trogiru

Zwiedzanie  najlepiej zacząć od bramy. Na północy mamy najbardziej znaną – Bramę Północną zwaną także Bramą Lądową. Znajduje się tu zarówno lew wenecki, jak i figurka bł. Jana z Trogiru, patrona miasta. Sama XVII wieczna brama raczej nie rzuca się mocno w oczy. W murze są też inne bramy, w tym morska. W każdym razie to właśnie przez Bramę Lądową wchodzi  najwięcej turystów. Wynika to także z dobrego położenia względem mostu; samochody i autobusy stają na parkingach na stałym lądzie.

Widok z wieży katedry (Trogir)
Widok z wieży katedry (Trogir)

Katedra św. Wawrzyńca w Trogirze

Jednym z najważniejszych zabytków Trogiru jest katedra św. Wawrzyńca. Zbudowano ją w miejscu świątyni wczesnochrześcijańskiej i saraceńskiej. Budowę obecnej katedry w stylu gotyckim rozpoczęto w XII wieku, ta trwała kilkaset lat, więc zmieniały się style. W 1598 wybudowano także dzwonnicę, która dziś jest doskonałym punktem widokowym do  podziwiania starego miasta i okolic. Wejście oczywiście jest płatne.

Pałac Ćipiko w Trogirze
Pałac Ćipiko w Trogirze

Przy katedrze znajdują się inne istotne zabytki, jak XV-wieczny Pałac Čipiko, który należał do najbogatszego wówczas rodu w mieście. Obok katedry jest plac Jana Pawła II. Tu mamy także Loggię miejską oraz wieżę zegarową. No i oczywiście mnóstwo stolików z parasolkami.

Twierdza Kamerlanego w Trogirze
Twierdza Kamerlanego w Trogirze

Zabudowania obronne Trogiru

Po Wenecjanach pozostała też XV-wieczna twierdza Kamerlengo. Niewielka, ale jest ciekawą atrakcją turystyczną, trochę oddaloną od starówki. Dodatkowo płatną. Twierdza była tylko częścią większej fortyfikacji. Inna pozostałość to wieża św. Marka, również wybudowana przez Wenecjan także w XV wieku. Tej jednak obecnie się nie zwiedza. Natomiast wieża przylegająca do twierdzy to kolejny dobry punkt widokowy. Nazwa pochodzi od funkcji. Kamerling  to urząd w Republice Weneckiej będący połączeniem: komornika, skarbówki i administratora. Kamerligna nadal ma choćby Stolica Apostolska.

Wieża świętego Marka (Trogir)
Wieża świętego Marka (Trogir)

Trogir, Chorwacja i „Gra o tron” – Qarth

Z „Grą o tron” w Trogirze wiążą się przede wszystkim dwa miejsca. Pierwsze to bulwar. Widać go w bardzo niewielkim stopniu, dość mocno zmieniony komputerowo, w odległych ujęciach Qarth. Zdecydowanie lepiej widoczny jest kościół i klasztor św. Dominika, także z dziedzińcem. W Qarth wymieszano zdjęcia, które powstały tutaj, a także w Dubrowniku (w szczególności na wyspie Lokrum). Jest tu wiele podobieństwo do opactwa benedyktynów na Lokrum, a także architektonicznie przypomina to klasztor św. Dominica w Rabacie na Malcie, który także pojawił się w serialu, choć jako część Królewskiej Przystani.

Klasztor świętgo Dominika w Trogirze
Klasztor świętgo Dominika w Trogirze

Sam klasztor (i kościół) św. Dominika w Trogirze pochodzi z XIV wieku. Dziś pełni rolę muzeum, można go zwiedzać, ale jednocześnie wciąż mieszkają tu mnisi. Zaś w ogrodzie spacerowały żółwie. Warto wspomnieć, że inspiracją George’a R.R. Martina, gdy opisywał Qarth, był Konstantynopol, czyli dzisiejszy Stambuł.

Promenada Trogiru
Promenada Trogiru

Inne filmy i seriale

Filmowa, czy może serialowa historia Trogiru jest ciekawsza i bardziej rozbudowana. Przede wszystkim kręcono tu dwa odcinki serialu „Doktor Who”. W jednym Trogir udawał Wenecję, w drugim Prowansję. Centrum i uliczki to także lokacja mini-serialu „Jonathan Strange & Mr Norrell”, będącego adaptacją powieści Susanny Clarke. Tu można nie tylko zobaczyć uliczki, ale przede wszystkim okolice katedry. Z filmów powstawała tu między innymi „Aleja snajperów” Michaela Winterbottoma.

Skoro zaś przy wąskich uliczkach już jesteśmy, to chyba stanowią one jedną z najpiękniejszych części Trogiru. Taką, którą każdy może odkrywać samodzielnie, bez z góry ustalonego szlaku. Można się nawet zgubić na trochę. Prócz uliczek warto poświęcić trochę czasu promenadzie, gdzie mamy doskonały widok na morze i wyspę Čiovo, oraz mnóstwo jachtów.

Uliczki w Trogirze
Trogir – widok z wieży katedry

Muzea Trogiru

Z innych miejsc wartych odwiedzenia należy wymienić Muzeum miejskie mieszczące się w pałacu Garagnina-Fanfogna. Warto na nie spojrzeć choćby z zewnątrz. Inny pałac to Pałac Stafileo (Palača Stafileo). Zaś z nietypowych rzeczy Trogir to ciekawe miejsce, by obserwować samoloty, lotnisko jest stosunkowo blisko. Latem zaś Trogir stara się mieć ciekawą ofertę kulturalną z mnóstwem koncertów i imprez plenerowych, by przyciągnąć turystów.

Uliczki w Trogirze
Uliczki w Trogirze

Kaštel Gomilica – Braavos

Filmowo warto jeszcze zatrzymać się pod Trogirem. Kaštel to specyficzne miasteczko. Jego poszczególne dzielnice są tak naprawdę oddzielnymi osadami, które wyrosły wokół siedmiu niedużych zamków. Jedną z takich dzielnic jest Kaštel Gomilica. Miejsce w sam raz na krótki postój. Tylko należy pamiętać, że to jest zabudowa mieszkalna, nie turystyczna. Są tu łodzie, samochody, pranie i toczy się normalne życie. Odwiedzających praktycznie nie ma.

Kaštel Gomilica - Braavos
Kaštel Gomilica – Braavos

Nas zainteresowało głównie dlatego, że twórcy piątego sezonu „Gry o tron” właśnie w Kaštel Gomilicy nagrywali ujęcia Wolnego Miasta Braavos. To na ulicach tego miasteczka Maisie Williams grała rolę Aryi Stark uczącej się, jak być Człowiekiem bez twarzy. I choć Kastel wygląda dość niepozornie, to jednak jak usunięto z niego wszystkie nowoczesne łodzie i współczesne elementy, ucharakteryzowano go, to wyszedł z tego jeden z ciekawszych i bardziej żywych planów w Chorwacji. Łatwo go odnaleźć, łatwo tu dotrzeć, ale trzeba mieć wyobraźnię, by skojarzyć miejsca z planem filmowym, choć jak się porównuje zdjęcia, to nie jest to trudne.

Kaštel Gomilica - Braavos ("Gra o tron")
Kaštel Gomilica – Braavos („Gra o tron”)

Warto pamiętać, że George R.R. Martin inspirował się prawdziwym światem. W przypadku Braavos połączył Wenecję z Amsterdamem (i innymi wolnymi miastami północnej Europy jak Kopenhaga, Tallinn czy Ryga) wzbogacając go o kolosa z Rodos. Sceny plenerowe dziejące się Braavos nagrywano także w Szybeniku.

Kaštel Gomilica - Braavos
Kaštel Gomilica – Braavos

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak chorwacki
Trogir Plitwice
Szlak filmowy
Trogir
Flock Hill
Share Button

Haga, polityczna i biznesowa stolica Holandii

Choć formalnie, wg konstytucji, stolicą Holandii jest Amsterdam, to jednak rząd, parlament czy rodzina królewska urzędują w Hadze (nid. Den Haag). Historycznie była to początkowo zaledwie mała osada niedaleko zamku myśliwskiego władców Holandii, z czasem się rozrosła . Haga to dziś bardzo różnorodne, intrygujące połączenie starego z nowym, a przy tym pełni ważną rolę międzynarodową, jak choćby jest siedzibą Trybunału Sprawiedliwości czy Europolu. Mimo to stare miasto znów idealnie nadaje się na krótki spacer.

Haga stare i nowe miasto w tle
Haga stare i nowe miasto w tle

Historia, polityka i biznes

Haga to nie tylko prawdziwa stolica polityczna Holandii, ale też ważne miasto biznesowe. Funkcję centrum ekonomicznego współdzieli z bliskim Rotterdamem. Zażyłość i bliskość między tymi miastami jest tak duża, że współdzielą one jedną linię metra, więc spokojnie można się poruszać między nimi.

Uliczki Hagi
Uliczki Hagi

Biznes lubi wysokie i nowoczesne biurowce. Tych w Hadze jest sporo. Bardzo ciekawie wygląda to z perspektywy centrum, gdzie widzimy starą zabudowę, a za nią gdzieś w oddali drapacze chmur. Umiejętnie to połączono, jedno nie wchodzi na drugie, a przy tym wizualnie współgrają.

Haga
Haga

Haga: Zamek Binnenhof

Przepiękny, częściowo otwarty publicznie jest zamek Binnenhof, położony nad jeziorem Hofvijver, ze słynną salą rycerską. Sala ta obecnie jest używana do cyklicznych spotkań monarchy z parlamentem.

Binnenhof
Binnenhof

Pałace królewskie w Hadze

W Hadze mamy dwa oficjalne pałace królewskie. Są to Huis ten Bosch i Noordeine Palace. Pierwszy znajduje w Haagse Bos, to pozostałość po dawnym lesie, która obecnie bardziej przypomina park. Drugi jest bardziej w zabytkowym centrum. Wejście do obu raczej jest trudne, ale można je zobaczyć z zewnątrz. W Holandii są trzy oficjalne pałace królewskie, dwa w Hadze i jeden w Amsterdamie. Dodatkowo rodzina królewska ma własny zamek.

Noordeinde Palace
Noordeinde Palace

Tereny zielone w Hadze

W Hadze nie brakuje też terenów zielonych. W parku przy pałacu królewskim (Noordeine Palace) można zobaczyć dzikie króliki. Zaś w parku (Haagse Bos) przy dworcu centralnym, poza ptactwem, jest też wyspa, na której za ogrodzeniem pasą się jelenie.

Bernikle i inne ptaki w parku Koekamp
Bernikle w parku Koekamp

Muzea i inne atrakcje Hagi

Mając trochę więcej czasu na Hagę można też spróbować pojechać na plażę, czy raczej kąpielisko Scheveningen z molem. Niektórych może zainteresować Madurodam, czyli miniatura całej Holandii, o ile oczywiście ktoś lubi takie atrakcje. Z muzeów warto rozważać Mauritshuis posiadające ciekawą kolekcję prac malarzy niderlandzkich (w tym choćby słynną „Dziewczynę z perłą” Vermeera) lub Gemeentemuseum z pracami Pieta Mondriana.

Uliczki Hagi
Uliczki Hagi

Haga: zwiedzanie

Darmowych mapek jako takich w punkcie informacyjnym nie ma. Są za to broszury, na których są także mapki zabytkowego centrum, oraz wiele innych informacji. Do zobaczenia najważniejszych rzeczy jak najbardziej wystarczają.

Binnenhof
Binnenhof
Binnenhof
Binnenhof

Haga czy nawet Rotterdam bez wątpienia mają ten problem, że choć to duże miasta, jeśli chodzi o zabytki są jakby uboższymi krewnymi innych okolicznych miejscowości Beneluxu. Jednak z powodu rozłożenia interesujących miejsc także poza ścisłym centrum, pełniejsze zwiedzenie Hagi wymaga poświęcenia większej ilości czasu. Samo centrum da się zobaczyć szybko, bo nie jest zbyt duże.

Haga - wejście do Binnenhof i Hollandia
Haga – wejście do Binnenhof i Hollandia

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak holenderski
Haga Maastricht

Share Button

Rotterdam, największy port na świecie aż do XXI wieku

W powszechnej świadomości Rotterdam wygląda zdecydowanie inaczej niż w rzeczywistości. Wielki stary port zastąpiła nowoczesna dzielnica portowa. Centrum jest zdominowane przez wieżowce. Zaś najlepiej kojarzony z tym miastem Erazm, czyli żyjący tu wielki humanista z XV wieku, też jest bardziej przeszłością miasta. Trudno znaleźć nawet ślady jego bytności, choć oczywiście nie zapomniano o nim całkowicie. Rotterdam to przede wszystkim ekonomiczne i biznesowe centrum Holandii, bardzo dynamiczne miasto pełne nowoczesnych drapaczy chmur, które nie ma zbyt wiele czasu czy miejsc na ukazywanie swej przeszłości. Już nawet okolice dworca centralnego zachwycają, przede wszystkim stylem.

Okolice dworca w Rotterdamie
Okolice dworca w Rotterdamie

Historia Rotterdamu

Brak śladów przeszłości wynika wprost z niedawnej historii miasta. Rotterdam rozwijał się dość mocno od XIII wieku, zwłaszcza w czasie rozwoju Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej, zaś później w epoce przemysłowej wraz z rozwojem Zagłębia Ruhry wręcz jeszcze zyskał na swoim znaczeniu. Jednak w 1940 roku podczas II wojny światowej niemiecka Luftwaffe przeprowadziła naloty dywanowe na miasto. Niewiele zabytków ocalało. Miasto w praktyce zbudowano od nowa, dlatego jest tak nowoczesne. Dziś to największy europejski port rozciągający się na przestrzeni 40 kilometrów. Dopiero na początku XXI wieku Singapur, a potem Szanghaj przejęły od Rotterdamu tytuł największego portu na świecie.

Stary port - Rotterdam
Stary port – Rotterdam

Port w Rotterdamie

Port to dziś perła w koronie Rotterdamu, ale też swoista atrakcja turystyczna. Organizowane są tu rejsy po kanałach portowych. Jest też muzeum, częściowo otwarte dla wszystkich zwiedzających, gdzie można zobaczyć jak kiedyś wyglądały porty, czy starsze okręty. Niestety starsze przemysłowe obszary zostały zniszczone przez hitlerowców.

Port w Rotterdamie
Port w Rotterdamie

Niewiele pozostało też śladów po Erazmie. Jest oczywiście pomnik, zdarzają się też instytucje nazwane jego imieniem. Przede wszystkim zaś najbardziej widowiskowy jest most Erazma, jeden z symboli współczesnego Rotterdamu. Nazywany jest też Łabędziem ze względu na kształt.

Most Erazma
Most Erazma

W Rotterdamie udało się zostawić miejsce na tereny zielone, dzięki czemu jest gdzie odpocząć i odetchnąć. Co ciekawe, w parkach można spotkać zdziczałe króliki.

Rotterdam
Rotterdam

Rotterdam: Muzea

Część muzealna to przede wszystkim  muzeum Boijmans Van Beringen, które może się pochwalić ciekawą kolekcją obrazów. Wokół budynku także mały park.

Muzeum Boijmans Van Beringen
Muzeum Boijmans Van Beringen

Rotterdam: zwiedzanie

Jeśli chodzi o darmowe mapki, to owszem są dostępne w biurze informacji turystycznej, ale… nawet na dworcu ta jest czynna dość krótko. Trzeba było się obejść bez (ew. to co jest w hotelach).

Wieżowce w Rotterdamie
Wieżowce w Rotterdamie

Podsumowując Rotterdam to bardzo specyficzne, nowoczesne miasto. Pełne różnych pojazdów wodnych, biurowców i kilku interesujących budynków, jak dworzec kolejowy. Jednak zniszczeń po II wojnie światowej nigdy nie udało się nadrobić, więc miasto jest jakby pozbawione swojej długiej i interesującej historii.

Kanały Rotterdamu
Kanały Rotterdamu

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak holenderski
Rotterdam

Share Button

Suzhou, orientalna Wenecja i chińskie ogrody

Nazywane czasem Wenecją Orientu lub Wschodu, albo miastem ogrodów, Suzhou (chin. 蘇州;) to ciekawe miejsce na wypad z Szanghaju. To miasto kanałów, którego ponad 40% powierzchni zajmuje woda. Jednak najciekawsze są tu ogrody, dzięki nim trafiło na listę UNESCO. Najstarsze, w formie niewiele zmienionej, istnieją tu jakieś 900 lat.

Suzhou
Suzhou

Jedwabny szlak i historia Suzhou

Jak to w historii Chin bywa, miasto to miało różne nazwy. Od najdawniejszych czasów było związane z królestwem Wu, przez pewien czas było nawet jego stolicą. Historyczne nazwy to między innymi Gusu, Wuxian, Wujun, Kuaiji. Najstarsze osadnictwo pochodzi z czasów XI wieku przed naszą erą. Zaś największy rozwój wiąże się z budową wielkiego kanału oraz jedwabnym szlakiem. Suzhou nie było na nim nigdy tak ważnym miastem jak Xian czy Louyang, ale tutaj właśnie hodowano jedwabniki. Robi się to do dziś. Jest tu nawet muzeum jedwabiu, no i wiele sklepów, które także z tego żyją, pokazując przy tym kulisy produkcji jedwabiu.

Jedno z muzeów / fabryk jedwabiu
Jedno z muzeów / fabryk jedwabiu

Kanały Suzhou i ulica Shantang

W Suzhou warto zacząć oglądanie miasta od ulicy Shantang. Prowadzi ona wzdłuż kanału Shantang (pochodzi on z IX wieku naszej ery) i to jest miejsce, które od razu przypomina nam Wenecję. Mamy tu wiele małych mostków, domy. W okolicy można zejść na lokalny targ, co jest bardzo ciekawe. Acz nie znajdziemy tu wielu „frykasów” znanych z targu w Pekinie, to wszystko jest bardziej lokalne, mniej turystyczne. Same kanały są bardzo ważne w Suzhou, mieście które znajduje się nad Wielkim Kanałem i jednocześnie Wielkim Jeziorem (Tai Hu).

Shantang w Suzhou
Shantang w Suzhou

Ogrody chińskie

Po zwiedzeniu kanałów czas na ogrody. Wraz z rozwojem handlu jedwabiem od XIV wieku miasto mogło sobie pozwolić na rozbudowę ogrodów. W pewnym momencie było ich 287, do dziś przetrwało 69. Dziś 9 z nich zostało wpisanych zbiorowo na listę UNESCO, w dwóch turach. Pierwsze cztery w 1997, reszta w 2000 roku. Zobaczenie wszystkich z nich zajmuje trochę czasu, ale przede wszystkim dwa są dość znane, ważne i nie bez powodu przyciągają , tłumy. Czy najlepsze, tego nie wiemy. Nie zwiedziliśmy wszystkich.

Bonsai / penzai (penjing)
Bonsai / penzai (penjing)

Chińskie ogrody w dużej mierze kształtowały zarówno buddyzm, jak i konfucjanizm. Z jednej strony stawia się w nich na prostotę i pewien minimalizm, przy jednoczesnym unikaniu prostych form czy linii. Dzięki temu wygląda raczej na dziki, choć naprawdę jest  mocno wypielęgnowany. Bardzo istotna jest też rzeźba terenu, architektura (pawilony, wytyczone ścieżki, te jednak nie powinny być zbyt proste) i przede wszystkim woda. Ogrody chińskie inspirowały też ogrody japońskie. Tamte z kolei, choć zachowują harmonię i wiele elementów, stawiano na dużo mniejszym obszarze. Do tego dochodzi ważny element asymetrii. Również kwestia naturalności roślinności nie była tak istotna, za to bardziej liczył się pejzaż. Stąd więcej tam kamiennych ogrodów czy bonsai. Przykład typowego japońskiego ogrodu opisywaliśmy przy okazji Himeji. Oczywiście osobnym rodzajem są te przygotowane pod hanami jak ten w Fukushimie. Zaś więcej o bonsai przeczytacie tutaj.

Ogród Mistrza Sieci
Ogród Mistrza Sieci

Suzhou: Ogród Mistrza Sieci

Ogród Mistrza Sieci to najstarszy zachowany ogród w Suzhou. Pochodzi z 1140 roku i został zainspirowany prostym życiem rybaka. Tu jest wszystko, co powinno być w chińskim ogrodzie – pawilony, woda, skały, bujna roślinność. Jest też bonsai oraz zwierzęta, czyli przede wszystkim złote rybki, czyli podgatunek karasia chińskiego (Carassius auratus). To ogród Mistrza Sieci, więc ryby muszą być.

Ogród Mistrza Sieci
Ogród Mistrza Sieci

To właśnie w Chinach zaczęto hodować złote rybki. Początkowo przeniesiono je do małych, przydomowych zbiorników wodnych, jako zapas żywności. W czasach dynastii Qin (265-420 naszej ery) zaczęto wspominać o czerwonych rybkach, jednak hodowla ozdobna rozwinęła się dopiero w czasach dynastii Tang (618-907). Dużą rolę odegrał tu też buddyzm i praktyka darowania zwierzęciu życia, zwana fangsheng. Pod koniec X wieku złote rybki już celowo krzyżowano tworząc nowe, barwne odmiany. Moda ta rozprzestrzeniła się dalej, do Japonii, Wietnamu, a potem jeszcze dalej.

Ogród Mistrza Sieci - złote rybki
Ogród Mistrza Sieci – złote rybki

Suzhou: Ogród Pokornego Zarządcy

Drugi z wyróżniających się ogrodów to Ogród Pokornego Zarządcy. Jest on największy w całym Suzhou i jest jednym z czterech największych ogrodów w Chinach. Liczy sobie 52 tysiące metrów kwadratowych. Formalnie pierwszy ogród  założono tu w 1131 roku, ale bardziej właściwy kształt i charakter nadano mu dopiero w 1513 roku. Jak łatwo się domyśleć, jest też najczęściej odwiedzanym ze wszystkich ogrodów.

Ogród Pokornego Zarządcy
Ogród Pokornego Zarządcy i zbieranie owoców lotosu

W tym ogrodzie z kolei mamy widoczne wpływy japońskie. Są karpie koi, czyli  ozdobna forma karpia. Karpie były także początkowo hodowane przez Chińczyków jako pewna alternatywa dla złotych rybek, jednak popularność koi zaczęła w Japonii w latach 20. XVIII wieku. Koi zresztą znaczy po japońsku tyle co karp. Poza rybami w ogrodach można spotkać ptactwo, głównie kaczki, ale też żółwie (np. ozdobne pochodzące z Ameryki).

Ogród Dobrego Zarządcy w Suzhou
Ogród Dobrego Zarządcy w Suzhou

Drugi japoński wpływ to bonsai. Znów, podobnie jak z ogrodami, czy karpiami koi, w Japonii bonsai nie powstało samoistnie. Sztuka miniaturyzowania drzew i krzewów przybyła tam z Chin i zwana jest penzai. Swoją drogą penzai (lub penjing) polegało bardziej na tworzeniu miniaturowych pejzaży z wykorzystaniem mchu, czy kamieni. Japończycy mocno rozwinęli tę sztukę, stworzyli też style bonsai. Dziś zwłaszcza w Chinach terminy te często są wymienne. Zaś bonsai jest często istotnym elementem ogrodu chińskiego.

Ogród Pokornego Zarządcy
Ogród Pokornego Zarządcy

Wuxi: Ogród Li

Ogrodów z listy UNESCO jest 9. Poza dwoma wspomnianymi są tam między innymi Pawilon Lazurowej Fali, Ogród Par, Ogród Lwiego Zagajnika, Ogród Kuszący do Pozostania czy Ogród Przebywania (lub Szczęścia w innym tłumaczeniu). Ale jak wspomnieliśmy w samym Suzhou, tych ogrodów jest jeszcze więcej. A jeśli popatrzy się na cała metropolię, można dodać jeszcze kolejne. Jak choćby ogród Li w mieście Wuxi uchodzący za jeden z najbardziej malowniczych w całych Chinach.

Ogród Li w Wuxi
Ogród Li w Wuxi
Ogród Li w Wuxi
Ogród Li w Wuxi

Wuxi (无锡) samo w sobie jest też dobrym miejscem, by zobaczyć jeszcze dwie rzeczy. Wspomniane już Wielkie Jezioro, czyli Tai Hu lub jezioro Tai. Tu jest wiele punktów widokowych. W wodzie zaś poza rybami hoduje się słodkowodne perłowce. Widać też jak na brzegu pną się w górę nowoczesne miasta. Druga rzecz to uprawy herbaty. Niestety  nie są tak spektakularne jak choćby Lipton’s Seat na Sri Lance.

Pole herbaciane Wuxi
Pole herbaciane Wuxi

Luzhi: kanały

Natomiast skoro już jesteśmy w okolicach Suzhou i delty rzeki Jangcy, warto zajrzeć do któregoś z małych miasteczek z kanałami. Jednym z nich jest Luzhi (甪直镇), które odwiedziliśmy. Ale w okolicy jest ich wiele więcej, choćby Xitang (tam kręcono „Mission: Impossible III”). Są one dość podobne i jak ogrody w dużej ilości mogą się mylić.

Kanał w Luzhi
Kanał w Luzhi

Samo Luzhi przypomina dziś trochę skansen, zwłaszcza jak porówna się je z kanałami Suzhou. Bardziej odpowiada wyobrażeniu o starodawnych Chinach. Zresztą mamy tu nawet muzeum etnograficzne. Zaś największą zabawą jest oczywiście przepłynięcie się po kanałach.

Kanał w Luzhi
Kanał w Luzhi

Suzhou oczywiście oferuje dużo więcej atrakcji, tak nowoczesnej architektury, pagód, świątyń, murów, bram miejskich, kanałów czy ogrodów, które niekoniecznie trafiły na listę UNESCO.

Wielkie Jezioro (w tle Wuxi)
Wielkie Jezioro (w tle Wuxi)

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Więcej na szlaku chińskim
Suzhou
Share Button

Hurghada – popularny kurort w Egipcie

Egipt także ma swój mały Dubaj, czy Abu Zabi. Około roku 1913 Brytyjczycy poszukując ropy naftowej w Zatoce Sueskiej założyli małą osadę o nazwie Hurghada (arab. الغردقة). Początkowo zamieszkiwali ją głównie rybacy, jednak od lat 80. dzięki inwestycjom miejsce to przekształciło się w potężny ośrodek turystyczny. Jeden z największych, najchętniej odwiedzanych i najważniejszych w całym Egipcie. Choć na próżno tu szukać drapaczy chmur czy centrów biznesowych, turystyka rozwinęła się tu na bardzo wysokim poziomie, a do Hurghady przybywają rzesze odwiedzających, szukając orientalnych wakacji.

Wielkie hotele nad brzegiem Morza Czerwonego to typowy krajobraz Hurghady
Wielkie hotele nad brzegiem Morza Czerwonego to typowy krajobraz Hurghady

Od wioski rybackiej do luksusowego kurortu

Mechanizm jest identyczny jak w Emiratach: za sprawą pieniędzy w ciągu kilkudziesięciu lat maleńka osada rybacka na środku niczego stała się ważnym ośrodkiem, w tym wypadku tylko turystycznym. Mieszka tu jakieś 160 tysięcy mieszkańców, niewiele w porównaniu z Kairem. Większość pracuje w turystyce.

Meduza na plaży
Meduza na plaży

Przyznajemy, nie lubimy takich miejsc. Średnio odnajdujemy się w kurortach, gdzie poza hotelami i atrakcjami nie ma nic do zrobienia, jednak warto nadmienić, że to dobre miejsce jako baza wypadowa na zwiedzenia Egiptu, przede wszystkim okolic Luksoru czy Gizy. Praktycznie w każdym hotelu znajdziemy wycieczki do tych miejsc, jak również wielu innych, bardziej lokalnych (o nich w tym wpisie więcej). Z tego da się zorganizować bardzo ciekawy wyjazd do Egiptu, o ile oczywiście lubimy grupowe wyjazdy. Choć prawda jest taka, że z bezpieczeństwem w Egipcie bywa na przestrzeni lat różnie, więc czasem może w ogóle być problem z zwiedzaniem najważniejszych rzeczy samodzielnie. Sytuacja w tym kraju przypomina trochę sinusoidę, raz jest lepiej, raz gorzej.

Meczet - Hurghada
Meczet – Hurghada

Hurghada – hotele, plaże i atrakcje

Zresztą to, co bardzo rzuca się w oczy w Hurghadzie to olbrzymia ilość służb mundurowych, także z ostrą bronią. Hurghada ma być bezpieczna i to starają się robić. Przechodząc / przejeżdżając, natkniemy się na posterunki policji czy wojska, niejednokrotnie uzbrojonych w ciężkie karabiny. Zaś do wielu hoteli trzeba wchodzić przez bramki wykrywające metale. Pomijając to, oczywiście największą uciążliwością są nachalni sprzedawcy (choć podobno rząd zamierza to trochę ograniczyć) oraz potencjalna zemsta faraona.

Wnętrze meczetu w Hurghadzie
Wnętrze meczetu w Hurghadzie

Większość hoteli jeśli nie ma dostępu do plaży, to ma na swoim wyposażeniu basen, a także często organizują transfery do plaż. Wielu osobom to wystarcza. Zwłaszcza jak się doda opcję all-inclusive, która jest tu dość popularna. Pomijając oczywiście dalsze wycieczki (które nas przywiodły do Egiptu), warto skorzystać z oferty lokalnych biur i wypadów kilkugodzinnych. Z Hurghady będą zadowoleni też ci, którzy chcą spędzić urlop w miarę tanim, acz luksusowym miejscu. Da się tu takie rzeczy znaleźć.

Kościół koptyjski (Hurghada)
Kościół koptyjski (Hurghada)

Meczety i kościoły Hurghady

Najprostsza, ale też właściwie najłatwiejsza do samodzielnej organizacji jest wyprawa po Hurghadzie. Nie należy się jednak nastawiać na zbyt wiele. To stosunkowo nowa miejscowość, bardzo turystyczna (choć nie ma takich atrakcji jak Orlando). Więc poza jednym meczetem, który można sobie zobaczyć, by doświadczyć kultury arabskiej, wiele nie zobaczymy. Jest też kościół koptyjski (stary i nowy). Natomiast jest tu kilka aquaparków i tego typu atrakcji.

Port w Hurghadzie
Port w Hurghadzie

Rejsy i nurkowanie

Wielu przybywa tu, by oglądać Morze Czerwone. Jedni nurkują, by podziwiać przepiękną rafę koralową, ale najczęściej ludzie korzystają z mniej wyrafinowanych sposobów. Czyli przede wszystkim rejsy statkami ze szklanym dnem. Pozwala to na zobaczenie rafy bez konieczności nurkowania (a co za tym idzie nauki, ale też oszczędza to koszty). Jeśli ktoś boi się rejsu, zawsze może skorzystać z usług Grand Aquarium, czy Dolphin World.

Rafa koralowa - Morze Czerwone
Rafa koralowa – Morze Czerwone

Wyprawa na pustynię

Drugą bardzo ciekawą atrakcją jest możliwość wyjazdu na pobliskie pustynie. Tym razem bez nocowania u Beduinów, ale z możliwością poznania ich zwyczajów. Oczywiście w zależności od firmy i opcji możemy po pustyni jeździć wielbłądem, quadem, oglądać lokalne zwierzęta, udawaną wioskę, czy nawet żółwie. Beduińskie safari na Saharze to popularna rozrywka, będzie z czego wybierać, choć wszystkie są raczej podobne. Jest to jednak możliwość obcowania z lokalną kulturą, zmienioną pod turystów, ale i tak bardziej autentyczną, niż to co mamy do zobaczenia w Hurghadzie.

Sahara - wycieczka z Hurghady
Sahara – wycieczka z Hurghady

No i jeszcze ważniejsze, to naprawdę łatwy sposób na zobaczenie pustyni, zwłaszcza gdy się podróżuje z dzieckiem, lub próbuje się przełamać pierwsze lody. W obu przypadkach taki wyjazd dostarczy wielu niezapomnianych wrażeń. To co było dla nas najważniejsze w wyjeździe do Hurghady, to właśnie dalsze wypady, o których pewnie kiedyś napiszemy więcej. Natomiast jeśli dobrze zapoluje się na promocję hotelu i dojazdu, to miejsce to jest idealne na bazę wypadową po Egipcie. No i odpoczynek nad Morzem Czerwonym. Zaś wakacje tu trwają praktycznie cały rok.

Wioska Beduinów na Saharze
Wioska Beduinów na Saharze
Dromadery
Dromadery

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak egipski
Hurghada ?
Share Button

Abu Zabi (Abu Dhabi), stolica Emiratów

Nowoczesna stolica Emiratów Arabskich  – Abu Zabi (arab. أبو ظبي ale czasem spotyka się też spolszczoną nazwę z angielskiego zapisu Abu Dhabi lub Abu Dabi) rozwinęła się dopiero w drugiej połowie XX wieku. Przeobraziła się z małej wioski rybackiej w prawdziwą metropolię. Zatem podobnie jak w Dubaju, tak i tu niewiele jest starych zabytków, choć z pewnością znajdziemy kilka niesamowitych atrakcji.

Wielki Meczet Szejka Zajida w Abu Dhabi
Wielki Meczet Szejka Zajida w Abu Dhabi

Szpital dla sokołów

Pierwszym punktem naszego zwiedzania był Abu Dhabi Falcon Hospital, z dwóch przyczyn. Po pierwsze mieliśmy konkretną godzinę, w sam raz na przyjechanie z Dubaju, po drugie miejsce to znajduje się na obrzeżach miasta, więc najwygodniej je oglądać albo przed, albo po zwiedzaniu centrum (chyba że jest się dłużej w Abu Zabi, wtedy można tu podjechać np. taksówką). Wizyty tutaj należy rezerwować z wyprzedzeniem przez ich stronę internetową (http://www.falconhospital.com/), choć prawdopodobnie poza sezonem nie będzie problemu, gdy przyjedzie się tu od razu. Jeśli przyjedzie się samochodem, trzeba powiedzieć strażnikowi przy bramie, na którą godzinę ma się wejście. Parking jest dostępny za darmo. Szpital sokołów zaś zainteresował nas ze względu na sokolnictwo rozpowszechnione w kulturze arabskiej.

Szpital dla sokołów - Abu Dhabi
Szpital dla sokołów – Abu Dhabi

Historia szpitala

Abu Dhabi Falcon Hospital został założony w 1999 roku pod auspicją rządu, prowadzony przez niemiecką dyrektor-chirurg weterynarii Dr Margit Gabriele Müller (ciekawostka: na zdjęciach z szejkiem występuje bez nakrycia głowy). Oczywiście przedsięwzięciu patronował szejk Mohammed Bin Zayed. Szpital szybko stał się największą tego rodzaju placówką w kraju i jedną z największych na świecie, o międzynarodowej renomie. Przyjeżdżają (lub przylatują) tutaj sokolnicy z całego regionu Zatoki. No, niedawno z tego grona wykluczony został Katar.

Sokoły w szpitalu
Sokoły w szpitalu

Od 2007 roku szpital otworzył swoje podwoje dla turystów. Jeden z pracowników oprowadza grupkę i opowiada o historii placówki, o rodzajach sokołów i ich cenach (szokujących, bo nawet pół miliona złotych za niektóre). Pokazuje także szpitalne sale, personel prezentuje proste zabiegi (na przykład przycinanie pazurów). Ku naszej uciesze sokoła można przez chwilę potrzymać na ręku. Zobaczyliśmy także wolierę, w której sokoły zmieniają upierzenie oraz klatkę z sowami, których nie udało się zwrócić na wolność (jedna akurat nie chciała). Oprowadzanie to daje nam jeszcze jedną rzecz: poznanie specyfiki arabskiego sokolnictwa. Skąd się wzięło, jak się rozwijało. Można zobaczyć tu choćby paszporty dla sokołów, poznaje się wiele ciekawostek.

W szpitalu jest możliwość potrzymania sokoła
W szpitalu jest możliwość potrzymania sokoła

Szpital dziś

Rocznie ponad 11 tysięcy sokołów zostaje przyjęte na leczenie lub badania, zwłaszcza przed sezonem polowań. Zresztą nie tylko sokołów – szpital obsługuje też dzikie ptaki, na przykład sowy. Ptak przed każdym zabiegiem jest usypiany. Ciekawie wyglądał proces naprawy uszkodzonych piór: szpital przechowuje zrzucone podczas pierzenia pióra, segreguje je ze względu na podgatunek sokoła i położenie pióra. Gdy zachodzi potrzeba, odpowiednie pióro za pomocą igły lub wykałaczki oraz kleju uzupełnia ubytek. Większość zabiegów jest najczęściej bardziej pielęgnacyjna, czyli odcinanie narośli na nogach, pielęgnacja szponów. Sale szpitalne są wyposażone w sprzęt taki, jak szpitale dla ludzi. I jak wszędzie w Emiratach, dbają tu o jakość. Zaś dodatkową atrakcją są pierzaści pacjenci i czasem ich rodziny. Niektórzy Arabowie traktują sokoły jak dzieci i bardzo się przejmują tymi zabiegami, to zaś jest wielce interesujący widok.

Niektóre sokoły są warte nawet 500 tysięcy PLN
Niektóre sokoły są warte nawet 500 tysięcy PLN

Fossil’s Rock

Po sokołach pojechaliśmy na pustynię, by zobaczyć przynajmniej część Fossil’s Rock. To dość ciekawe formacje skalne, niestety atrakcja ta nie jest zbyt popularna i zbyt rozpowszechniona. Trochę dzika (nam to nie przeszkadza), ale przez to w okolicy trochę bardziej oddalone formacje są niszczone przez rozwój miasta. Gdyby pojechać dale,j jest ich trochę więcej, no i są częściej znane przez turystów.

Fossil's Rock niedaleko Abu Zabi
Fossil’s Rock niedaleko Abu Zabi

Emirates Palace Hotel

Najbardziej luksusowy hotel na świecie znajduje się w Abu Zabi i nazywa się Emirates Palace Hotel. Gdy otwarto go w 2005 roku, zdeklasował dotychczasowego lidera luksusowych noclegów – dubajski Hotel Burj Al-Arab (ten hotel nigdy nie miał siedmiu gwiazdek, żaden tak naprawdę nie ma). Uznano, że nie wypada tego obiektu nazywać „hotelem”, ale właściwsze będzie określenie pałac. Najtańszy pokój zaczyna się od skromnych ponad 2 tysięcy złotych za dobę, ale za to do dyspozycji są limuzyny, śmigłowiec, prywatny odrzutowiec, własny kucharz, kamerdynerzy, nie wspominając o basenach, siłowniach i innych tym podobnych udogodnieniach. Hotel można zwiedzać, w dodatku za darmo. Jedyny rygor to strój. Szorty, klapki dyskwalifikują możliwość wejścia. Taki turystyczny smart casual jest jak najbardziej ok. Co ciekawe, nawet parking jest tu darmowy. Można wjechać i spokojnie zaparkować, nie ma nawet limitów godzinowych. W środku zaś robi to wrażenie.

Emirates Hotel
Emirates Hotel

Ethiad Towers

Widok z Emirates Palace Hotel (od strony frontowej, gdzie mogą przebywać turyści) olśniewa. Tu znajdują się wieżowce – Ethiad Towers oraz trochę dalej pałac szejka. Ethiad Towers mają oczywiście swój filmowy wkład. W serii „Szybcy i wściekli 7” pojawia się bardzo charakterystyczna scena skakania samochodem z jednego budynku do drugiego. Choć oczywiście większość ujęć powstała na blue screenie.

Ethiad Towers
Ethiad Towers

Wielki Meczet Szejka Zajieda

Zdecydowanie najważniejszą atrakcją jest jednak Wielki Meczet Szejka Zajieda, czyli budynek wyjęty niczym z „Baśni z tysiąca i jednej nocy”. Wygląda niesamowicie, robi fenomenalne wrażenie. Jest największym meczetem w ZEA i jednym z największych na świecie. I jest niesamowicie piękny. Jak wszystko w Emiratach, ma dokładnie zaplanowane miejsce, tak by było go widać jak się wjeżdża do miasta. Ma budzić podziw i to udało się osiągnąć.

Wielki Meczet Szejka Zajida w Abu Dhabi
Wielki Meczet Szejka Zajida w Abu Dhabi

Powstawał w latach 1996 – 2007 na zlecenie poprzedniego prezydenta Emiratów, szejka Zajida bin Sultan Al Najiah. Wygląd Wielkiego Meczetu zainspirowany jest rozmaitymi nurtami architektury islamskiej całego świata, z czego dla nas najbardziej rozpoznawalne są kopuły na wzór Tadż Mahal w Indiach. Przy projektowaniu i realizacji brali udział artyści z całego niemal świata, czego wyraz znalazł się w zastosowanych materiałach wykończeniowych.

Wielki Meczet Szejka Zajida w Abu Zabi
Wielki Meczet Szejka Zajida w Abu Zabi

Zwiedzanie meczetu

Wielki Meczet można zwiedzać z przewodnikiem. O wyznaczonej godzinie w punkcie zbiórki gromadzi się tłumek, każdy dostaje słuchawki i ruszamy za przewodnikiem. Warto wspomnieć, że zarówno wstęp do meczetu, jak i zwiedzanie, czy audioguide są bezpłatne.

Wielki Meczet Szejka Zajida jest fenomenalnie oświetlony nocą
Wielki Meczet Szejka Zajida jest fenomenalnie oświetlony nocą

Warto poczekać na godzinę zwiedzania z opowiadaniem, można się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy, co tylko wzmaga podziw. Przewodnik mówi o specjalnie wyselekcjonowanych kamieniach na posadzkę, różnobarwnych kamieniach z całego świata, który wykorzystano do wykonania kwiatowej dekoracji. Z grupą można przejść po części zwykle niedostępnej dla turystów, zbliżyć się do niszy skierowanej ku Mekce, czyli do mihrabu, przejść pod gigantycznym żyrandolem z kryształków Svarowskiego i dowiedzieć się, że dywan na posadzce nie jest łączony, ale całotkany. Pochodzi z Iranu i to największy dywan na świecie, ale w Emiratach do takich wieści zdążyliśmy już przywyknąć.

Wnętrza meczetu
Wnętrza meczetu

Dobrze jest też wrócić do Wielkiego Meczetu jeszcze, gdy się zupełnie ściemni. Świątynia ma ciekawy system oświetlenia skorelowany z fazami księżyca (kalendarz muzułmański jest kalendarzem księżycowym). Ponadto oświetlenie imituje chmury przechodzące przed tarczą księżyca. W dzień wygląda bajkowo, ale w nocy również to coś fenomenalnego. Zaś z innych ciekawostek warto dodać, że wezwania muezina w całym Abu Zabi są połączone. Pierwsze wezwanie zawsze pochodzi z tego meczetu i jest transmitowane przez każdy minaret w całym mieście. Dopiero drugie jest lokalne. Przed meczetem zaś znajduje się sporej wielkości, darmowy parking.

Wielki Meczet Szejka Zajida
Wielki Meczet Szejka Zajida

Meczet Marii

W czerwcu 2017 roku obiegła polską prasę i internet wieść, że meczet został nazwany Meczetem Marii, Matki Jezusa (w wierzeniach muzułmańskich Jezus jest jednym z proroków). Jednak zmiana wezwania dotyczyła innej świątyni, meczetu Mohammeda ibn Zajida (a więc syna Zajida bin Sultan Al Najiah, poprzedniego prezydenta ZEA). Mimo że ten meczet jest mniej ważny, to nadal jest to miły gest w stronę mniejszości chrześcijańskich w ZEA, liczących 12,5%.

Wielki Meczet Szejka Zajida
Wielki Meczet Szejka Zajida

Ferrari World i tor formuły 1

W Abu Zabi jest jeszcze wiele innych atrakcji, ze słynnym Ferrari World na czele. Są tu także tory wyścigów formuły 1. Normalnie wstęp kosztuje, ale gdy nie ma wyścigów, to można tam wejść i zobaczyć jak to wygląda.

Tor Formuły 1
Tor Formuły 1

Dzielnica muzealna

Obecnie bardzo mocno rozwija się też część związana z muzeami. Powstaje cały dystrykt, w którym będzie wiele różnych obiektów, w tym filia paryskiego Luwru (już otwarta). Jest też wioska dziedzictwa (Emirates Heritage Village). Choć podobną rzecz widzieliśmy w Dubaju.

Aldar Headquaters
Aldar Headquaters

Ciekawe wieżowce Abu Zabi

Warto zwrócić uwagę na budynki. W szczególności dwa bardzo charakterystyczne: okrągły Aldar HQ oraz Capital Gate, będący największą krzywą wieżą na świecie (przynajmniej na razie). W przeciwieństwie do tej w Pizie ta jednak krzywa jest celowo (na zdjęciu aż tak tego nie widać, lepiej się to ogląda z innej perspektywy). Jednak wieczorem, gdy spojrzy się na drapacze chmur, widać, jak wiele miejsca jest w nich niewykorzystane. ZEA mają pieniądze by je budować, ale jednocześnie jest tego na tyle dużo, że nikt nie wykorzystuje tej przestrzeni.

Capital Gate
Capital Gate

Namorzyny w Abu Zabi

Podobnie jak w Dubaju tak i tu mamy też część przyrodniczą, z lasami namorzynowymi.

Wieżowce Abu Dhabi nocą
Wieżowce Abu Dhabi nocą

Abu Zabi podobnie jak Dubaj intensywnie się rozbudowuje. Choć warto zauważyć, że ruch jest tu zdecydowanie mniejszy. Jazda samochodem przyjemniejsza, mało tego nie ma specjalnych problemów z darmowymi parkingami. Trochę gorzej wygląda transport miejski (nie ma metra), ale tym razem nie mieliśmy potrzeby z niego korzystać. Problemy można mieć tylko w okolicy licznych budów, gdzie są wyznaczone objazdy. Podobnie jak większość Emiratów jest to miasto czyste, zadbane i bezpieczne, a wielki meczet to coś naprawdę niesamowitego.

Wnętrza Emirates Hotel
Wnętrza Emirates Hotel

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak emiracki
Abu Zabi (Abu Dhabi) Pustynia Liwa
Share Button

Hokitika, wąwóz, miasteczko i jadeity

Nowa Zelandia ma swoją listę istotnych miejsc turystycznych. Większość z nich ma swoją niedługą historię, są więc jakoś rozpoznawalne i zakorzenione. Czasem jednak pojawiają się nowe, próbują wybić, szukając własnej niszy. Tak jest z miejscowością Hokitika. Jej władze stawiają na ekoturystykę, czyli takie zachowania, które połączą szczytny cel jakim jest ochrona przyrody, ze zrównoważoną integracją infrastruktury dla odwiedzających. Z całą pewnością  nas by to tam nie przyciągnęło. Za to przybyliśmy tam głównie, by zobaczyć wąwóz, jednak samo miasteczko jest dość interesującym obiektem, by poznać kraj Kiwi.

Hokitika - pamiątka po wojnie
Hokitika – pamiątka po wojnie

Ekoturystyka w Hokitika

Dlatego zaczniemy od miasteczka, położonego na wyspie wyspie Południowej, dokładnie przy drodze, którą jechaliśmy do Fiordland. Mieszka tu jakieś 3600 osób. Niewiele. Kiedyś miejsce to rozwijało się dzięki gorączce złota, dziś jak wspomnieliśmy, szuka nowego pomysłu na siebie – stąd ekoturystyka. Wystarczy pójść do Visitor’s Center. Nawet jeśli jest akuratnie nieczynne, to znajdziemy tam wystawione foldery. Reklamują lokalne atrakcje i imprezy. Tu zapadły nam w pamięć szczególnie dwie. Pierwsza to parada bożonarodzeniowa, zwyczaj znanych choćby z niektórych Stanów (np. w Kalifornii). Mają ją w grudniu, czyli tak jak powinno być. Ale w czerwcu jest uroczyste ubieranie choinki. Czyli obchodzą Boże Narodzenie dwa razy w roku.

Plaża w Hokitika
Plaża w Hokitika

W Hokitice oczywiście znajdziemy też kilka miejsc, które trudno określić zrównoważoną integracją w przyrodę. Choćby centrum kiwi. Takie rzeczy występują w wielu miejscach w Nowej Zelandii, wszędzie tam, gdzie przybywa trochę więcej turystów. Czyli pawilony z lokalną fauną. Kiwi oczywiście jest złapany i trzymany po ciemku. Fotografować jest ciężko (o ile można), ale coś zobaczyć najczęściej się da. Trochę trudno nam to pogodzić z ekoturystyką, ale niech będzie. My kiwi oglądaliśmy w zoo w Auckland.

Jadeit sprowadzany z Rosji
Jadeit sprowadzany z Rosji

Jadeit i nefryt

Złota dziś tutaj nie ma, ale mamy centrum jadeitu, a właściwie przetwórstwa, bo jak się okazało większość tych kamieni sprowadzanych jest obecnie z Chin lub Rosji. Nie jesteśmy pewni czy tu w ogóle robią biżuterię z tego. Jednak można udawać, że tak jest. To jest właśnie fascynujące. Ale trzeba pamiętać, że kiedyś miasto to zawdzięczało swoją świetność kopalniom złota i jadeitu oraz wykorzystaniu surowca drzewnego. Stąd takie centra. Swoją drogą z dawnej świetności pozostała jeszcze jedna rzecz, na plaży można czasem znaleźć nefryty. Znalezisko można wymienić w okolicznych warsztatach na zniżkę na jakiś wisiorek.

Miejsce  do obserwowania zachodów słońca
Miejsce do obserwowania zachodów słońca

Historia – gorączka złota i wojny światowe

Hokitikę założono podczas gorączki złota w 1864 roku. Nie jest to duże miejsce, więc trudno tu o historię. Ale ponieważ Nowa Zelandia brała udział w I wojnie światowej, to stąd także pochodzi kilku weteranów i  się ich upamiętnia. Mamy tu nawet wystawione armaty. Warto zauważyć, że częściej upamiętniają właśnie udział w I wojnie, niż w II, ze względu na większy udział sił australijsko-nowozelandzkich – ANZAC.

Plaża o zachodzie
Plaża o zachodzie

Ścisłe centrum

Jest i wieża zegarowa to największy – i raczej jedyny – zabytek w miejscowości. Wieże zegarowe w miastach są bardzo istotne w tej części świata. Są swoistą namiastką ratusza. Zresztą to samo widzieliśmy na Samoa. To dość częsty widok w krajach postkolonialnych. Oprócz tego znajdziemy w centrum kilka knajp, sklepów i małą ulicę handlową.

Zachód słońca nad Morzem Tasmana
Zachód słońca nad Morzem Tasmana

Plaża

Jest też Morze Tasmana i plaża. Przy dobrej pogodzie to idealne miejsce do oglądania zachodu słońca. Ten najlepszy punkt jest oczywiście oznaczony. Znajduje się tu atrapa żaglowca, na który można wejść, by porobić sobie zdjęcia. Jednym z najchętniej fotografowanych obiektów  jest charakterystyczny napis-instalacja: nazwa miejscowości utworzona na plaży z wyrzuconych przez morze konarów.

Wąwóz Hokitika
Wąwóz Hokitika

Kanion Hokitika

Tak jak pisaliśmy wcześniej, przyciągnęło nas tu coś innego. Nieopodal jest kanion, to on był naszym celem. Trzeba do niego dojechać i tu najwygodniejszy znów jest samochód. Parkuje się wśród drzew, później idzie przez las i dochodzi do właściwego celu. Jak w kilku innych podobnych miejscach, trasa nie jest długa. Całość zajmuje gdzieś trochę ponad pół godziny. Jakby ktoś chciał dłuższy i ciekawszy wąwóz do trekkingu to polecamy Samarię.

Las koło wąwozu
Las koło wąwozu

Podczas leśnych spacerów warto przyjrzeć się bliżej szacie roślinnej. A ta zachwyca swoim bogactwem: można dostrzec przynajmniej kilka rodzajów paproci, pnie drzew są porośnięte mchami, porostami, oplecione wijącymi się pnączami, z gałęzi zwisają grube liany. A wszystko to spaja cudowny, słodko – orzeźwiający zapach. Esencja Nowej Zelandii w pełnej krasie.

Most wiszący
Most wiszący

No i główny cel. Turkusowy kolor rzeki w wąwozie nieopodal miejscowości Hokitika to nie efekt Photoshopa lub filtrów fotograficznych, ale szczególnych warunków geologicznych. Wapienne osady rozpuszczone w wodzie oraz szare dno załamują promienie światła i dają wrażanie pięknego koloru. Woda nabrana do naczynia lub w płytkiej kałuży jest mętno-biała. Jest to niedługi spacer, ale jakie piękne widoki.

Rzeka
Rzeka

Wąwóz jest bez wątpienia miejscem, w którym warto się zatrzymać, jadąc tą częścią Nowej Zelandii. Myśmy nocowali w Hokitice, bardziej z powodów logistycznych niż jakichkolwiek innych.

Kolorowa rzeka
Kolorowa rzeka

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Hokitika
Share Button

Portmagee, Pierścień Kerry i południowo-zachodnia część hrabstwa Kerry

Choć najczęściej odwiedzanym przez turystów miejscem w Irlandii jest Dublin, to na drugiej pozycji często plasuje się hrabstwo Kerry, znajdujące się w południowo-zachodniej części wyspy. Na pierwszy rzut oka może być to ciut zaskakujące, ale warto dodać, że jedną z atrakcji tego rejonu jest słynna wyspa Skellig Michael. By się na nią dostać, najlepiej udać się do Portmagee. Zaś ze względu na kapryśną pogodę warto znaleźć sobie w bliskiej i bardziej odległej okolicy inne atrakcje.

Portmagee i reklama Skellig
Portmagee i reklama Skellig

Pierścień Kerry

Hrabstwo Kerry jest jednym z najbardziej turystycznych regionów Irlandii, głównie  za sprawą typowego wschodnioatlantyckiego wybrzeża, rozrzeźbionego licznymi półwyspami i szerokimi fiordami (czyli z angielska „sound”, zetknęliśmy się z nimi w Nowej Zelandii w Parku Narodowym Fiordland), upstrzonymi mniejszymi i większymi wyspami. Ponadto jest to jeden z bardziej górzystych regionów kraju, znajduje się tutaj pasmo Macguillycaddy’s Reek Ir. Na Cruacha Dubha) z najwyższym szczytem Irlandii – Carrauntoohil (Ir. Corrán Tuathail) liczącym 1038 m. n.p.m.

Widok na wyspy Skellig
Widok na wyspy Skellig

Pierścień Kerry (Kerry Ring) to nazwa popularnego szlaku rowerowego (jak również samochodowego) otaczającego półwysep, którego kulminacyjnym punktem jest Park Narodowy Killarney. Zresztą to właśnie Killarney przyciąga do Kerry najwięcej turystów (ale o tym już innym razem). W całym hrabstwie jest mnóstwo większych i mniejszych atrakcji, jak choćby małe zameczki, muzeum torfu, czy gospodarstwa agroturystyczne. Trochę dalej znajduje się Półwysep Dingle. Kerry ma własne lotnisko, ale by się tu dostać można się posiłkować tymi w Shannon i Cork.

Port w Portmagee
Port w Portmagee

Hrabstwo Kerry – historia

Kerry to obszar rdzennie irlandzki, w którym można zaznać najwięcej oryginalnego irlandzkiego języka w mowie i nazwach, posłuchać irlandzkiej muzyki i spróbować lokalnej kuchni. Irlandzka nazwa hrabstwa – Ciarraí albo Ciarraighe – pochodzi od określenia „lud Ciar”, który był pre-celtyckim plemieniem zamieszkującym część obszaru Kerry. W pierwszej połowie XIV wieku kraina ta została ostatecznie wcielona do Królestwa Anglii jako palatynat należący do earla Desmond. Obszar hrabstwa i jego zamki (w tym Ross nieopodal Killarney) były świadkami licznych rebelii i wojen o niezależność Królestwa Irlandii od Królestwa Anglii.

„Gwiezdne Wojny”, porgi i Skellig w sklepie
„Gwiezdne Wojny”, porgi i Skellig w sklepie

Nie tylko w odległej historii. W XX wieku hrabstwo Kerry, jako bardzo irlandzka część Irlandii, znajdowała się pod wpływami Irlandzkiej Armii Republikańskiej (IRA) i w latach 20. XX wieku raz po raz wybuchały większe i mniejsze rozruchy, szumnie nazywane Wojną o Niepodległość (lata 1919 – 21) i Irlandzką Wojną Domową (lata 1922 – 23). Dziś pod tym względem jest spokojniej.

Fontanna z delfinem w Portmagee
Fontanna z delfinem w Portmagee

Znacie ten motyw wędrowny biednego irlandzkiego katolika, żywiącego się resztkami kartofli na przednówku? Albo irlandzkiego biedaka, który w poszukiwaniu lepszego życia wsiada na „Titanica”, bo myślał, że wraz z biletem wygrał lepsze życie? To jest właśnie główny „towar eksportowy” hrabstwa Kerry. W XVII i XVIII wieku wielu ubogich farmerów osiedlało się w tym odległym zakątku Irlandii o dobrym klimacie, by zawierzyć swój los uprawom ziemniaków. Uprawy załamały się w 1845 roku, powodując trwający cztery lata Wielki Głód, który dotknął zachodnią i środkową część kraju. Z głodu – bezpośrednio lub w wyniku infekcji – zmarło około milion ludzi, drugie tyle wyemigrowało. Szczyt Trudnego Czasu – An Drochshaol – przypadł na Czarny ’47 – Bliain an Drochshaoil.

Pamiątkowe zdjęcia z Markiem Hamillem w „The Moorings”
Pamiątkowe zdjęcia z Markiem Hamillem w „The Moorings”

Hrabstwo Kerry – współcześnie

Wszystko to sprawia, że historia tego miejsca jest wyjątkowo ciekawa, ale jednocześnie aż tak jej nie widać. Pozostała bardziej w opowieściach, nazwach, niekoniecznie w zabytkach. Wioski w Kerry dziś wyglądają o wiele bardziej naturalnie i  bardziej pierwotnie, niż niektóre tereny wiejskie w Polsce. Więcej tu małych poletek, małych stad i czasem jakiegoś sprzętu jak traktor, najczęściej mający już swoje lata.

Warto też zwrócić uwagę na pogodę: w Kerry notuje się najwyższe opady w Irlandii, głównie dzięki masywowi górskiemu, który zatrzymuje wilgotne powietrzne znad Atlantyku. Jednocześnie może zaskoczyć widok tropikalnych roślin takich jak spotykana w Europie tylko tutaj paproć drzewiasta lub drzewko truskawkowe (chruścina jagodna) – jest to zasługa ciepłego Prądu Zatokowego (Golfsztrom).

Portmagee z łodzi
Portmagee z łodzi

Portmagee dziś

Jedna z niewielkich osad rybackich na Półwyspie Iveragh (irl. Uíbh Ráthach) (największym półwyspie południowo-zachodniej Irlandii) to Portmagee. Do Portmagee przybywa się tak naprawdę w jednym tylko celu: złapania okienka pogodowego i rejsu na Skellig Michael. Nie jest to łatwa sztuka, gdy w grę wchodzi prawie 2-godzinna podróż lotnicza z Polski. Przede wszystkim, najpierw należy zarezerwować rejs u jednego z przewoźników i wpłacić zaliczkę. Sezon na zwiedzanie trwa od maja do września. Najmniejsze opady w tym najbardziej mokrym hrabstwie i najsłabsze wiatry notuje się w lipcu, ale mimo to trzeba mieć szczęście, bo pogoda jest kapryśna. Dobrze jest mieć w zapasie przynajmniej jeden dzień, gdyż może się zdarzyć, że nasz rejs przesuną na kolejne najbliższe dni. Nie ma co liczyć, że w dniu przyjazdu znajdzie się miejsce na łodzi od ręki. Dziennie na wyspę może dostać się tylko 180 turystów, nie więcej – są to odgórne regulacje. My mieliśmy ogromne szczęście – sobota była pochmurna, ale rejs był możliwy. Za to już w niedzielę widoczność słaba, silny wiatr i opady, więc gdybyśmy mieli rezerwację na dzień później, przepadłoby.

Irlandzkie piwo w „The Moorings” (Portmagee)
Irlandzkie piwo w „The Moorings” (Portmagee)

Historia Portmagee

Irlandzka nazwa Portmagee brzmi An Caladh i oznacza „Port”. Osada posiada dwóch bohaterów: Maurice’a O’Neilla, po którym nazwano most na wyspę Valentia. Był on członkiem IRA, który został poddany karze śmierci w 1942 roku po tym, gdy w Dublinie zabił policjanta. Drugi bohater jest ważniejszy, bo od niego pochodzi nowożytna nazwa miasteczka: dawniej Magee’s Port, obecnie Portmagee. Kapitan Theobald Magee był żyjącym w XVIII wieku piratem i przemytnikiem. Karierę zaczynał jako oficer w marynarce JKM, zaś po przejściu w stan spoczynku zajął się tak zwaną wymianą handlową (tak na szmuglerkę Magee mówią miejscowi) między portami Portugalii, Francji i Irlandii. Liczne półwyspy zachodniego wybrzeża Irlandii dawały świetne możliwości ukrywania się, a rybacka osada na Półwyspie Iveragh świetnie się nadawała na główną bazę przemytniczą. Kapitan Theobald ożenił się zyskownie z wdową po bogatym kupcu z sąsiedniego Dingle. Po śmierci Theobalda, jego żona i syn przejęli rodzinny interes szmuglerki.

Wyspy Skellig, Puffin Island widziane z Bray Head na wyspie Valentia
Wyspy Skellig, Puffin Island widziane z Bray Head na wyspie Valentia

Kliffy Kerry i „Gwiezdne Wojny”

Historia ta doskonale wpisuje się w obraz hrabstwa Kerry. Jest o czym poczytać, ale śladów zostało dość niewiele. Potrmagee to tak naprawdę jedna główna ulica przy porcie. Tu znajdziemy trzy-cztery knajpy, sklep i właściwie tyle. Trochę dalej jest kościół, mała fontanna z delfinem, no i domy, w tym  hostele. Nie jest tego wiele, ale jakaś baza noclegowa o zróżnicowanym standardzie jest. Sklep pełni rolę zarówno warzywnika, jak i sklepu z pamiątkami (teraz głównie związanymi z „Gwiezdnymi Wojnami” i porgami). Zaś w knajpach można zjeść świeże fish&chips. Na Wyspach jest nawet powiedzenie „nie zamawiaj ryby, jeśli nie widzisz morza”. W jednej z knajp – „The Moorings” nawet są zdjęcia Marka Hamilla, który tam przesiadywał w przerwie między zdjęciami i uczył się, jak nalać idealną pintę Guinnessa.

Kliffy Kerry
Kliffy Kerry

Niedaleko Portmagee znajdują się klify Kerry (Kerry Cliffs). Bardzo ciekawe miejsce, z którego można (jeśli jest pogoda i widoczność) oglądać wyspy Skellig, a także położoną bliżej Puffin Island. Wejście na klify jest płatne,  a  ogrodzony teren spacerowy spokojnie można obejść w jakieś pół godziny. Przy klifach są też tabliczki z informacjami o tutejszym ptactwie, replika clochán (kamiennych domków) oraz parking. Ale tu przybywa się dla widoków.

Kliffy Kerry
Kliffy Kerry

Na północ od Porgmagee znajduje się most Maurice’a O’Neilla (wspomniany już bojownik IRA), który prowadzi nas na wyspę Valentia. Tu także znajdziemy dobre punkty widokowe, jak chociażby Bray Head, skąd również można podziwiać Skellig. Oczywiście jak dopisze pogoda.

Ślady tetrapodów na Valentii
Ślady tetrapodów na Valentii

Wyspa Valentia

Sama wyspa oferuje historyczne ciekawostki: stąd zaczęto kłaść pierwszy transatlantycki kabel telegraficzny (połączenie uruchomiono w 1866 roku i było czynne okrągłe sto lat). W tutejszych kamieniołomach natomiast odkryto jedne z najstarszych skamieniałych tropów wczesnych tetrapodów. Relikt liczy około 385 milionów lat. Ślady tych prymitywnych płazów są wystawione do oglądania, tu opłat nie ma. Nam nie udało się dopatrzyć, co na tym kamieniu jest śladem zwierzęcia i to mimo wspomagania się tablicą z opisem.
Łupek z tutejszych kamieniołomów posłużył jako surowiec między innymi do budynku Brytyjskiego Parlamentu w Londynie i Opery w Paryżu. Natomiast tabliczka z zaznaczoną Valentią w czasach, gdy płazy wychodziły na ląd powoduje rozbawienie.

Ślady tetrapodów
Ślady tetrapodów

Największa osada Valentii to Knight’s Town. W porównaniu z Portmagee faktycznie robi wrażenie. Ma nawet własną wieżę zegarową i dużo większy port z mnóstwem jachtów. Można tu (zresztą w Portmagee i innych miejscach Irlandii także) zobaczyć bardzo ciekawą różnicę kulturową między nami a Irlandczykami. Temperatura 15 stopni, mały deszcz i do tego jeszcze wiatr w lipcu to tutaj bardzo dobra pogoda, by schłodzić się w morzu.

Wybrzeże na Valentii
Wybrzeże na Valentii

Jak wspominaliśmy, do Portmagee przybywa się, by wyruszyć na Skellig. Okolica zaś oferuje wiele drobnych atrakcji. Jeśli się trochę poszuka i wie czego się można spodziewać, może to być bardzo ciekawe uzupełnienie wyprawy na wyspy Skellig. Natomiast jakby komuś pogoda nie pozwoliła na rejs na Skellig, to w Portmage jest jeszcze Skellig Experience, gdzie można zapoznać się z historią wyspy, jak i zdjęciami.

Wieża zegarowa w Knight's Town
Wieża zegarowa w Knight’s Town

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak irlandzki
Portmagee

 

Share Button

Split, pałac Dioklecjana, twierdza Klis i Meereen

Split, czyli po włosku Spalato to drugie największe miasto Chorwacji, a także ważny ośrodek przemysłowy i komunikacyjny. Zaś dzięki „Grze o tron” istotny również z powodu turystyki filmowej. To właśnie tu kręcono Meereen, największe miasto Zatoki Niewolniczej (późniejsza Zatoka Smoków). Sam Split może też poszczycić się bardzo ciekawą historią i wspaniałymi zabytkami. Są tu ciekawe, historyczne miejsce, eleganckie deptaki czy intrygujące zaułki. Warto też wyjechać poza centrum i zwiedzić najbliższą okolicę.

Rzymski amfiteatr w Solin
Rzymski amfiteatr w Solin

Split w czasach antycznych

Historia Splitu sięga czasów greckich: II lub III wieku przed naszą erą. Początkowo była to osada o nazwie Aspalathos. Rzymianie zmienili jej nazwę na Spalatum, oznaczającą pałac, bowiem na przełomie III i IV wieku cesarz Dioklecjan zbudował tutaj swój pałac na wzór warownego rzymskiego obozu. Warto jednak pamiętać, że Spalatum właściwie było tylko i wyłącznie cesarską rezydencją, małą osadą poza właściwym miastem.

Solin
Solin

Najstarsza dziś część miasta znajduje się poza Splitem, a dokładniej na jego przedmieściach. To niewielkie miasteczko Solin (łac. Salona) liczące około 19 tysięcy mieszkańców. Tam znajduje się kilka bardzo interesujących ruin z czasów rzymskich. Największą i najważniejszym zabytkiem Soliny są ruiny amfiteatru. Kupa kamieni ułożonych w półkręgu i parę zachowanych łuków. Jeśli chodzi o to, co dziś przetrwało, to bardziej przypomina Aquincum w Budapeszcie czy Kartaginę, niż choćby Pompeje, czyli raczej niewielkie stanowisko archeologiczne. Według niektórych informacji zwiedzanie jest płatne, ale ciężko nam było znaleźć miejsce, gdzie kupuje się bilety. Za to bez problemu dało się podejść do rzymskich zabytków.

W czasach rzymskich Solin nosił nazwę Salonae, która pochodzi (podobnie jak i nazwa współczesna) od wydobywanej w tym regionie soli. W I wieku było to najludniejsze i najbogatsze miasto Dalmacji, miejsce urodzenia cesarza Dioklecjana (urodzony ok. 240 r.). Dioklecjan prawdopodobnie w latach 295-305 wybudował rezydencję na brzegu Adriatyku w osadzie Spalatum (dziś obecny właściwy Split), jakieś 8 kilometrów od miasta. Zamierzał spędzić w niej emeryturę. To właśnie dzisiejszy Pałac Dioklecjana, jedna z najlepiej zachowanych rzymskich budowli w Chorwacji.

Katedra w Pałacu Dioklecjana
Katedra w Pałacu Dioklecjana

Split słowiański

W 614 roku przyszła na Salonae katastrofa. Miasto zostało złupione i zniszczone przez najazdy plemion słowiańskich i awarskich. Ocalała ludność zbiegła do Spalatum i schroniła się w obrębie murów przepastnej rezydencji cesarza Dioklecjana, wówczas od kilku wieków opuszczonej. Zdobyte przez najeźdźców miasto Salonae stało się ważnym ośrodkiem w średniowiecznej Chorwacji. Dzisiejszy Split stworzyli uchodźcy z pobliskiej Salony. Uciekinierzy znaleźli schronienie w murach porzuconego już wówczas pałacu Dioklecjana,  którego nie potrafili zdobyć najeźdźcy. Uchodźcy na osiedlenie tutaj musieli dostać specjalne pozwolenie od cesarza bizantyńskiego Konstantyna II.

Mury pałacu Dioklecjana
Mury pałacu Dioklecjana

Pałac był duży, zajmował prostokątny obszar o wymiarach 214×175 metrów. Zbudowano go z białego kamienia z Trogiru i wyspy Brač. Solidne mury zewnętrzne, wytyczone ulice i liczne zabudowania o różnej funkcji były nie tylko znakomitym tymczasowym schronieniem, ale i świetnym zalążkiem nowego miasta. Będący pod wpływami bizantyńskimi rzymscy chrześcijanie przemianowali świątynię Jowisza na kościół Maryi Dziewicy, sprowadzili szczątki biskupa z Salony, a jakiś czas później ustanowili katedrę św. Dominika jako nową siedzibę biskupa Salony. W tych warunkach wyewoluował z łaciny język dalmatyński, zwłaszcza, że dawna ludność rzymska mieszała się ze słowiańską.

Pałac Dioklecjana
Pałac Dioklecjana

Pałac Dioklecjana dziś

Cesarska siedziba była właściwe małym, samowystarczalnym miastem. Oprócz rezydencji Dioklecjana znajdowały się tu magazyny, mury i wiele innych zabudowań, a w środku przecinały się dwie arterie. Warto pamiętać, że brama południowa (zwana też Brązową) wychodziła wprost do morza. Dziś linia brzegowa się cofnęła (podobne zjawisko miało miejsce w Efezie czy w Baku, acz z różnych przyczyn). Dziś jest to miejsce piękne, historyczne, ale miejscami zaniedbane i zniszczone przez mieszkańców (czy to jakimiś plastikowymi oknami, czy innymi niepasującymi elementami). W każdym razie trwają prace, by przywrócić pałacowi w miarę możliwości dawny wygląd. W roku 1979 Pałac Dioklecjana, rozumiany jako zabytek rzymski i stare miasto narosłe w obrębie murów pałacu zostało wpisane na listę UNESCO.

Perystyl
Perystyl

Trzeba też pamiętać, że pałac zmieniał się w czasie. Oryginalną Srebrną Bramę zamurowano w VI wieku, obecna pochodzi z lat 50. XX wieku i jest częścią odbudowy miasta w wyniku zniszczeń z czasów II wojny światowej. Podobne zmiany dotknęły Perystyl, kiedyś centralną część pałacu, w której cesarz przyjmował poddanych. Dziś pełni ona rolę kulturalnego centrum Splitu. Teren pałacu to dziś ponad 200 różnych budynków.

Podziemia Pałacu Dioklecjana
Podziemia Pałacu Dioklecjana

„Gra o tron” i Split

Warto wybrać się na zwiedzanie podziemi Pałacu Dioklecjana. Zawitała tutaj ekipa „Gry o tron”. To właśnie tutaj królowa Daenerys Targaryen zamknęła dwa swoje smoki, by nie wyrządzały szkód. Zresztą podziemia są wykorzystywane  kilkukrotnie w serialu jako lochy Meereen. Fragment podziemi Pałacu Dioklecjana w Splicie możemy zobaczyć bez płacenia za bilet wstępu. Można za to wydać pieniądze na pamiątki, bo to jeden wielki stragan. Cześć w której kręcono zdjęcia znajduje się w strefie muzealnej, wejście wymaga zakupu biletu. Plus jest jednak taki, że dzięki temu da się ominąć tłumy. Wycieczki przejdą i będzie spokojnie. W tej darmowej części takiego komfortu nie ma.

Podziemia Pałacu Dioklecjana
Podziemia Pałacu Dioklecjana

Dawny obszar pałacu to dziś przede wszystkim całe stare miasto. Szukając śladów „Gry o tron” warto też się przejść ulicą Papalićeva. Tu także kręcono kilka scen wewnątrz murów Meereen, choćby te z napisami na murach (grafitti) przeciw panom. Tu też warto dodać, że Split nie wykorzystuje swojej filmowej historii turystycznie. Owszem, znajdziemy sklep z pamiątkami z „Gry o tron” i innymi gadżetami filmowymi, ale raczej zwiedza się to na własną rękę. Nie ma lokalnych przewodników wskazujących, gdzie kręcono serial. Czasem tylko pojawiają się niewielkie grupy, które zakupiły wycieczkę objazdową po różnych lokacjach z serialu HBO. Dla nich Split jest tylko jednym z przystanków.

Wąskie uliczki Splitu (i Meereen)
Wąskie uliczki Splitu (i Meereen)

Stare miasto Splitu

Bardzo istotnym elementem dzisiejszego pałacu, choć już nie filmowym, jest katedra św. Dajuma. Wzniesiono ją w miejscu dawnego mauzoleum Dioklecjana. Jest to o tyle ciekawe, że cesarz ten słynął z prześladowania chrześcijan. Św. Dajuma, czyli biskup Salony był jedną z ofiar Dioklecjana. Do dziś raz w roku, 7 maja, jego szczątki są niesione w procesji po mieście. Sama katedra z powodu licznych przebudów jest dziś wypadkową różnych styli z dominacją stylu romańskiego, gotyckiego i neoromańskiego. Zaś zdobią tę katolicką świątynię medaliony pochodzą z okresu Dioklecjana . Katedrę można zwiedzać na bilecie łączonym z wejściem na wieżę i kryptami.

Stare Miasto w Splicie
Stare Miasto w Splicie

Pozostała historia Spalatum-Splitu była podobna do reszty Dalmacji: w X wieku miasto włączono w obręb Chorwacji, potem zostało podbite przez Węgrów. Jeszcze w średniowieczu w Splicie obowiązywało prawo przypominające rzymskie, a cudzoziemcy nie mogli osiedlać się w obrębie murów miejskich bez zgody większości obywateli. Następnym władcą Dalmacji i Splitu była Wenecja. W późnym średniowieczu większość obywateli miasta była już Chorwatami, a do używanych języków należał włoski. Split był ważnym miastem portowym w Dalmacji, rozwijającym się już poza obrębem murów pałacu Dioklecjana. Dalsza historia to Cesarstwo Austro-Węgier, wojny napoleońskie, Królestwo SHS (Serbów, Chorwatów i Słoweńców), Jugosławia i wreszcie od 1991 roku – wolnej Chorwacji. Rozpad Jugosławii wiąże się z pewnymi ofiarami i zniszczeniami, ale miasto nie ucierpiało znacznie w sposób bezpośredni.

Plac narodowy w Splicie
Plac narodowy w Splicie

Poza murami pałacu

Choć główne centrum zabytkowe Splitu to pałac Dioklecjana, to życie toczy się także za pałacem. Dość blisko znajduje się plac narodowy (Narodni trg) zwany także Pjacą. Pjaca to nic innego jak rynek, główny plac miejski, od początku istnienia pełnił rolę przestrzeni publicznej. Tu też znajduje się późnogotycki ratusz.

Pomnik biskupa Grzegorza z Ninu (Split)
Pomnik biskupa Grzegorza z Ninu (Split)

Tu także rozwijał się dawny Split, oczywiście ten poza murami pałacu. Dziś warto zwrócić uwagę przede wszystkim na targ rybny (w godzinach porannych), czy bardzo charakterystyczny budynek prokuratury na Placu Republikańskim. Życie turystyczne i nie tylko koncentruje się blisko promenady Riva. Tam jest wiele knajp, tereny spacerowe, no a wieczorami różne imprezy. Promenada to także dobre miejsce, by podziwiać porty i mariny z mnóstwem jachtów. Trochę dalej od centrum znajduje się plaża miejska – Bačvice.

Widok ze wzgórza Marjan
Widok ze wzgórza Marjan

Mając trochę czasu warto też wspiąć się na wzgórze Marjan. Nawet tylko kawałek. To dobry punkt widokowy, z którego można podziwiać Split. Inne charakterystyczne miejsca to choćby pomnik biskupa Grzegorza z Ninu, który w X wieku bronił języka starosłowiańskiego w liturgii. Ciekawe mogą być też muzea – w tym morskie i archeologiczne, o ile oczywiście ma się odpowiedni zapas czasu.

Widok na twierdzę Klis
Widok na twierdzę Klis

Twierdza Klis

Z „Grą o tron” wiąże się jeszcze jedno miejsce, które nie znajduje się w samym Splicie, ale tuż pod nim. To twierdza Klis, która także gra Meereen, czyli największe miasto Zatoki Niewolniczej Essos. To tu nagrywano przede wszystkim ujęcia ukazujące ogrom miasta, jego zdobycie, przemowy Daenerys, czy scenę, gdy khaleesi skazuje na śmierć jednego z mieszkańców miasta (byłych niewolników), oskarżonego o popełnienie morderstwa. W sumie do tej części zamku filmowcy wracali wielokrotnie. Pełni ona rolę zarówno „rynku” Meereen jak i miejsca na piramidzie, skąd obserwuje się miasto i ocean. Piramida, jak i cała okolica, oczywiście zostały wygenerowane komputerowo. Od szóstego sezonu Meereen nagrywano w Hiszpanii.

Twierdza Klis
Twierdza Klis

Wizyta Matki Smoków to w historii twierdzy Klis zaledwie epizod o niewielkim znaczeniu. Historia tej fortecy sięga czasów rzymskich, gdy nosiła ona nazwę Kleisa – „klucz”. Dziś również określa się ją mianem „kluczem Dalmacji”, podkreślając jej znaczenie militarne i historyczne. Przechodziła ona kolejno w ręce potęg władających tą krainą: Chorwatów, Węgrów, Wenecjan, Turków, Francuzów i Austriaków. Obecnie twierdza znów jest chorwacka.

Twierdza Klis
Twierdza Klis

Historia twierdzy Klis

Najważniejsze walki o twierdzę toczyły się w XVI wieku, podczas walk Turków osmańskich z Węgrami o panowanie na tym obszarze Adriatyku. Twierdza Klis była granicznym posterunkiem między należącą do Wenecji Dalmacji z miastem Split (odkupione od Węgrów) a tureckim miastem Klis. W 1648 roku wojska weneckie odbiły twierdzę z rąk tureckich. Budowla przeszła wówczas gruntowną renowację, przebudowę (dawny meczet zastąpiono kościołem św. Wita) i umocnienie. Twierdza, którą dziś możemy swobodnie zwiedzać, pochodzi głównie z tych weneckich i późniejszych austriackich przebudów. Ostatni raz militarnie twierdza Klis była wykorzystana podczas II wojny światowej, gdy stacjonowały tutaj włoskie i niemieckie oddziały wojskowe.

Twierdza Klis - Meereen
Twierdza Klis – Meereen

Twierdza należy do najważniejszych zabytków Chorwacji, choć może tego nie widać: nie ma wielkiego muzeum, rozbudowanej informacji turystycznej i tym podobnych udogodnień, jak zresztą w wielu chorwackich zabytkach. Jest tu za to salka poświęcona udziałowi twierdzy w serialu „Gra o tron”. Nieopodal znajdziemy płatny parking, a ciut dalej nieliczne miejsca, gdzie da się zatrzymać za darmo.

Twierdza Klis - miejsce z którego przemawiała Daenerys
Twierdza Klis – miejsce z którego przemawiała Daenerys

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak chorwacki
Split
Szlak filmowy
Split
Share Button

Hajfa, bahaizm i Góra Karmel

Hajfa (hebr. חֵיפָה) a w szczególności, znajdująca się tuż przy tym mieście góra Karmel (hebr. הַר הַכַּרְמֶל) jest dość szczególnym miejscem w Izraelu, zwłaszcza wśród pątników. Tu krzyżują się drogi wyznawców judaizmu, katolicyzmu oraz bahaizmu (choć ten ostatni to już zdecydowanie bardziej Hajfa). Tereny te kiedyś zaś słynęły z wyznawców Baala.

Wejście do kościoła Stella Maris na górze Karmel
Wejście do kościoła Stella Maris na górze Karmel

Góra Karmel

Karmel po hebrajsku znaczy tyle co Boży Ogród, przynajmniej tak się powszechnie uważa. Tłumaczenie to rozpowszechnili także Karmelitanie. Inne źródła upatrują znaczenia nazwy w starohebrajskim określeniu roślinności porastającej tę okolicę, która oddziela morze od stepu, czy dalej pustyni. To właśnie to położenie i las stały się symbolem życia i płodności, a góra  uchodziła za świętą na długo przed Eliaszem, także wśród wyznawców innych religii (głównie wyznawców Baala).

Widok na Hajfę z góry Karmel
Widok na Hajfę z góry Karmel

Miejsce to uchodzi za jedno z najpiękniejszych w Ziemi Świętej, zwłaszcza gdy mówi się o lokacjach biblijnych. Masyw wznosi się na 546 metrów, znajduje się nad Morzem Śródziemnym, stąd jest przepiękny widok tak na wybrzeże jak i Hajfę. Niedaleko klasztoru znajduje się dobry punkt widokowy na miasto i Morze Śródziemne. Dziś Hajfa to największy port w Izraelu, miasto przemysłowe, ale z góry wygląda bardzo malowniczo.

Hajfa
Hajfa

Wyznawcy Baala i Eliasz

W Piśmie Świętym góra Karmel pojawia się parę razy (zwłaszcza jako wspomnienie),  ogromną rolę odgrywa w historii Eliasza. W Pierwszej Księdze Królewskiej mamy opis jak Eliasz zwalczał kult Baala, wprowadzony przez króla Achaba, za namową jego żony Jezabel. Eliasz zorganizował próbę bóstw. Na górze Karmel złożył ofiarę całopalną Jahwe, zaś kapłani Baala swojemu bogu. Zgromadzeni Izraelici obserwowali te zmagania, które miały doprowadzić do poznania prawdziwego Boga. Ponieważ to Jahwe dokonał cudu, kapłanów Baala stracono. Wtedy też skończył się głód i susza w Izraelu. Warto zauważyć, że zupełnie jest pominięta w Ewangeliach, brakuje tam nawet nawiązań do tej góry.

Ogrody przy świątyniach Bahá’i
Ogrody przy świątyniach Bahá’i

Tu też, według katolickiej interpretacji, prorok Eliasz zapowiedział Maryję, która wyda na świat Zbawiciela. Odwoływał się przy tym do suszy. Efektem tego był silny kult maryjny w tym miejscu jeszcze w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. I jak przed chrześcijaństwem miejsce to uchodziło za święte i osadnictwa prawie nie było, tak później zaczęło tu mieszkać wielu pustelników.

Hajfa
Hajfa

Klasztor Stella Maris

W XIII wieku założony został Zakon Matki Bożej z Góry Karmel, czyli Karmelitanów. Dziś znajduje się tu klasztor Karmelitanów bosych Stella Maris (czyli Gwieździe Morza). To właśnie tu przybywają pielgrzymki katolickie. Obecny klasztor pochodzi z XIX wieku, kościół zaś wzniesiono w latach 20. XX wieku.

Kościół Stella Maris na górze Karmel
Kościół Stella Maris na górze Karmel

W kościele Stella Maris znajduje się jeszcze jeden bardzo istotny punkt dla pielgrzymów, mianowicie tak zwana grota Eliasza. Ulokowana jest ona pod właściwym ołtarzem kościoła. Wewnątrz jest kolejny ołtarz oraz figura proroka Eliasza. Grota ta, podobnie jak inne w okolicy, były używane przez pustelników.

Grota Eliasza
Grota Eliasza

Z Hajfy do Stella Maris najłatwiej (nie licząc oczywiście samochodu) dotrzeć wykorzystując kolejkę liniową, którą można wjechać praktycznie na samą górę. Okolice góry Karmel są dziś rezerwatem biosfery, a obecnie także jest to Park Narodowy. Dodatkowo jest to obiekt z listy UNESCO, nie tylko z powodu walorów przyrodniczych, ale też śladów wczesnego osadnictwa.

Mauzoleum Baba
Mauzoleum Baba

Hajfa i bahaizm

Tereny te są bardzo ważne dla jeszcze jednej religii, bahaizmu. Założone w XIX wieku wyznanie czerpie z innych monoteistycznych religii, traktując zarówno Jezusa Chrystusa jak i Mohameta, a także Krisznę czy Abrahama jako swoich proroków. Ostatnim jest Bahá’u’lláh, założyciel tej religii. To on wskazał miejsce na zboczach góry Karmel, gdzie wybudowano mauzoleum Baba. Budowla (której niestety niewierni nie mogą zobaczyć w środku), jak i ogrody robią fenomenalne wrażenie. Warto jednak zatrzymać się w pobliżu, by choć na nią spojrzeć, oraz zobaczyć przepiękne ogrody.

Mauzoleum Baba w Hajfie
Mauzoleum Baba w Hajfie

Swoją drogą także w tym miejscu, w latach 30. XX wieku odkryto ślady kultury natufijskiej, która rozwijała się gdzieś między XV a IX tysiącleciem przed naszą erą i wynalazła między innymi rolnictwo. Wykopaliska prowadziła Dorothy Garrod, później ślady Natufijczyków znaleziono także w innych miejscach bliskiego wschodu.

Hajfa
Hajfa

Jeśli podobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlaku religijny
Góra Karmel i Hajfa
Szlak izraelski
Góra Karmel i Hajfa
Share Button