Archiwum kategorii: Natura

Szatt al-Dżarid (Chott El Jerid), Wielki Szott i domek Luke’a Skywalkera

Jedną z najbardziej charakterystycznych gwiezdno-wojennych lokacji w Tunezji jest domostwo Larsów. Część dolną (mieszkalną) kręcono w Matmacie, górną (wejście) na okresowym, bezodpływowym słonym jeziorze zwanym Wielki Szott, albo Szatt al-Dżarid lub z francuska Chott El Jerid (arab. شط الجريد). Nazwa po arabsku znaczy tyle co laguna w kraju palm.

Szatt al-Dżarid
Szatt al-Dżarid

Jezioro Szatt al-Dżarid

To bardzo duże jezioro, które ma powierzchnię szacowaną nawet na 7000 km2. Opady na tym terenie są niewielkie, a temperatury sięgają nawet do 50 stopni Celsjusza, więc dość często jest to teren wyschnięty. Jednocześnie ponieważ jest to jezioro, gdzie czasem piasek tylko trochę zasypuje sól, jest to przepiękny, płaski teren. To także największe jezioro na Saharze. Dalej zaś rozciąga się Wielki Erg Wschodni. Płaszczyzna zaś jest bardzo charakterystyczna i filmowa. W okresie wiosennym, gdy jeszcze jest tu woda, można zobaczyć tu flamingi różowe. Na początku XX wieku żyły tu także krokodyle.

Pustynia Chott El Jerid
Pustynia Chott El Jerid

Gwiezdne Wojny i Szatt al-Dżarid

To jest właśnie bardzo ciekawa, charakterystyczna lokacja z „Gwiezdnych Wojen”. Domek Larsów na planecie Tatooine, a właściwie jego kopuła, czyli wszystko, co znajduje się na górze. Dolną część nagrano w Matmacie. Dziś trochę trudno tu trafić, nie jest to oznaczone miejsce, poza turystycznymi szlakami, więc przydaje się namiar GPS – 33°84′28″N, 07°77′89″E, konieczny jest też samochód, który tu dojedzie, zwłaszcza, że w niektórych miejscach sól nie jest tak twarda, jak mogłoby się to wydawać i można się zapaść.

Szatt al-Dżarid
Szatt al-Dżarid

Ekipa George’a Lucasa pojawiła się tutaj po raz pierwszy w 1976, gdy kręcono „Nową nadzieję”. Wówczas to zbudowano domostwo po raz pierwszy. Niewiele z tego przetrwało. Jezioro jest okresowe, więc budowla bywała regularnie zalewana, dodatkowo lokalni mieszkańcy traktowali ją jako źródło materiału budowlanego. Gdy kręcono „Atak klonów” w 2000 roku filmowcy znów wrócili do tego miejsca i odbudowali je. W 2000 nagrano też wszystko, co było potrzebne do ujęć z „Zemsty Sithów”.

Domostwo Larsów – „Gwiezdne Wojny: Cześć II: Atak klonów”
Domostwo Larsów – „Gwiezdne Wojny: Cześć II: Atak klonów”

Po zakończeniu kręcenia, ponownie zostawili dekorację samą sobie i właściwie historia by się powtórzyła, czyli przyroda by zniszczyła to miejsce, gdyby nie inicjatywa fanowska Save Lars Homestead. Domostwo wujka Owena i cioci Beru Larsów, z którymi mieszkał Luke to na tyle ikoniczne miejsce, że bardzo zaangażowani fani postawili wracać do niego raz na jakiś czas i je remontować. To co można zobaczyć od wielu lat w Chott El Jerid to właśnie efekt ich pracy. Pierwsza taka wyprawa miała miejsce w 2006.

Resztka domostwa Larsów
Resztka domostwa Larsów

Ratowanie domostwa Larsów

Niestety jest to trochę syzyfowa robota. Podczas naszej wizyty całość była rozpoznawalna, ale już znajdująca się w nieciekawym stanie. Wewnątrz domku dało się zauważyć wilgoć, tam woda nie wyschła do końca. W połączeniu z mało wytrzymałymi materiałami, cokolwiek zostanie tu zbudowane w ten sposób, szybko zniknie. Niemniej jednak dzięki kilku wyprawom fanów dało się to miejsce zobaczyć w stanie w miarę przypominający oryginalny. A z pewnością zachowujący ten niesamowity klimat. Nawet jeśli w końcu dekoracja zniknie, to nadal zostanie tu miejsce, w którym Luke Skywalker oglądał zachód bliźniaczych słońc. Choć oczywiście to zdecydowanie trudniej odnaleźć. W „Skywalker. Odrodzenie” odtworzono to miejsce w Wadi Rum.

Diuny na Szatt al-Dżarid
Diuny na Szatt al-Dżarid

Wielka Wydma

Blisko Chott El Jerid, wręcz po drugiej stronie drogi do domostwa Larsów (w kierunku na Chott el Gharsa), ciągle niedaleko Nefty znajduje się jeszcze jedna lokacja. Wielka Wydma (Grand Dune), czyli gwiezdno-wojenne morze wydm. To tu kręcono większość scen z „Nowej nadziei”, w których widzieliśmy diuny na Tatooine, zwłaszcza te z C-3PO, R2-D2 i ich rozbitą kapsuła ratunkową. Tu także umieszczono szkielet smoka krayt. Warto dodać, że sceny dokręcane do „Wersji specjalnej” z 1997 nagrywano już na pustyni Yuma w USA.

Szaat al-Dżarid
Szaat al-Dżarid

Wydma jest lokacją łatwą do odnalezienia, jeśli ma się namiar GPS, ale bardzo trudną do rozpoznania. Piaski się przesuwają, ale podobnie jak w Yumie tak i tutaj pustynia zarasta. Trudno zobaczyć oryginalną pozbawioną roślinności Tatooine. Tu też mieliśmy spotkanie z Nomadkami, które coś kojarzyły, że na „Gwiezdnych Wojnach” można zarobić. Zbierały one części dekoracji i oferowały je turystom. Oprócz oryginalnych rekwizytów i scenografii (niewiele z tego miały, jeśli w ogóle), zbierały wszystkie śmieci, który wyglądały na filmowe i próbowały nam to sprzedać.

Wyprzedaż pozostałości
Wyprzedaż pozostałości
Kopuła domku Luke'a Skywalkera
Kopuła domku Luke’a Skywalkera

Dodatkowe atrakcje

Więcej prawdziwych eksponatów można było kupić w pobliskim Star Wars Shop, jak reklamuje go nazwa. Właściciel zebrał swego czasu pozostałości po scenografii, acz dawno wszystko co interesujące się wyprzedało i obecnie nie miał wiele do zaoferowania. Choć zapewne znalazły się tam pewne oryginalne fragmenty scenografii i inne rzeczy, które mogły pozostać po filmowcach, acz trudno stwierdzić co to właściwie jest.

Domostwo Larsów
Domostwo Larsów

Warto dodać, że nie tylko „Gwiezdne Wojny” są związane z tym miejscem. Zostało ono wspomniane w powieści „Inwazja morza” Juliusza Verne’a oraz w powieści Franka Hellera „The Thousand and Second Night, An Arabesque”. Chott El Jerid fascynowało już w starożytności. Według mitologii greckiej jest to miejsce narodzin bogini Ateny.

Niestety dekoracja niszczeje
Niestety dekoracja niszczeje

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak tunezyjski
Szatt al-Dżarid
Szlak filmowy
Szatt al-Dżarid

Varzaneh, najładniejsza pustynia Iranu i solnisko

Pustyń w Iranie jest kilka, jednak jak to z pustyniami bywa, czasem ciężko znaleźć taką ikoniczną, czyli z piaskiem i wydmami. Jedną z nich, znajdującą się stosunkowo blisko Isfahanu w kierunku Jazdu jest Varzaneh (per. ورزنه). To nie tylko erg, ale także solnisko, więc można zobaczyć dwie rzeczy na raz (i to w Iranie nie jest wcale takie nietypowe). Sama pustynia Varzaneh uchodzi za zdecydowanie najpiękniejszą w całym Iranie, przynajmniej jeśli mówimy o klasycznej, piaszczystej formie.

Solnisko Varzaneh
Solnisko Varzaneh

Varzaneh, irańskie wydmy

Pustynia Varzaneh znajduje się w trochę ponad 100 km od Isfahanu i dzięki temu stanowi dobre miejsce na wypad za miasto. Można tu przyjechać samemu i spróbować chodzić po wydmach, można też skorzystać z gotowych wycieczek. Turystyka się tu rozbudowuje. Na Google główny ośrodek jest oznaczony jako Varzaneh Sand Hills. Pustynia ta robi się popularna głównie dlatego, że tutejsze diuny należą do najwyższych w całym Iranie. Mierzą od 5 do 62 metrów wysokości, więc jest to idealne miejsce na poszukiwanie spektakularnych widoków jak również różnego rodzaju sporty pustynne. Oczywiście o ile dopisze nam pogoda (widoczność).

Fragment pustyni piaszczystej
Fragment pustyni piaszczystej

Zwiedzanie pustyni Varzaneh

Na pustynię nie ma zorganizowanego dojazdu publicznego, więc jeśli nie wycieczki, zostaje nam wzięcie taksówki lub wynajęcie samochodu. Nowy obiekt (kemping i cała infrastruktura) turystyczny jest naprawdę duży, ale to nie jest to, czego szukamy na pustyni (raczej szukamy noclegów w stylu tego, co doświadczyliśmy na Erg Chebbi, czy w Wadi Rum, czyli raczej tradycyjnych, małych namiotów).

Ośrodek turystyczny na pustyni
Ośrodek turystyczny na pustyni

Natomiast my podróżując samodzielnie samochodem, zatrzymaliśmy się przy głównej drodze, przeszliśmy kawałek i chodziliśmy po wydmach, tak zupełnie na dziko po swojemu i wszystko było w porządku. Są tu dwa zjazdy, pierwszy od strony Isfahanu prowadzi nas do obiektu, drugi w piasek i o to właśnie chodziło. Niestety duża ilość pyłu tego dnia, dawała się we znaki, zresztą widać ją na zdjęciach. Pył był już dostrzegalny w Isfahanie. Zaś poza widocznością, też niezbyt dobrze się w tym oddycha, chce się kaszleć. Cóż, nie zawsze na pustyni jest tak ładnie, jak mieliśmy w Wahiba Sands.

Wydmy na pustyni Varzaneh
Wydmy na pustyni Varzaneh

Solnisko Varzaneh

Za kolejny cel obraliśmy sobie słone jezioro (jedno z wielu) w Khara, na granicy ostanów Isfahan i Jazd, wciąż w ramach Varzaneh. Nie jest to jakieś turystyczne, specjalnie wyznaczone miejsce. Mieliśmy po prostu wyznaczoną jedną z tras wiodących na solnisko. Tam już kompletnie żadnej infrastruktury turystycznej nie ma, bo to jest czynna kopalnia soli. Dojechaliśmy do końca drogi, która prowadziła na brzeg słonego jeziora. Nie mogliśmy jechać dalej, gdyż na drodze stała brama i domek, jakby stróżówka, czy coś takiego. W końcu to przecież była czynna kopalnia.

Solnisko Varzaneh (Iran)
Solnisko Varzaneh (Iran)

Zaparkowaliśmy więc obok budynku, żeby się przywitać i zapytać, czy moglibyśmy zobaczyć sobie tę całą sól. Prawdę mówiąc już obejrzenie wartowni i jej okolic by nas satysfakcjonowało. Gdy tylko nasze auto się zatrzymało, wyszedł do nas pan, który tutaj sam jeden pracował. Zaprosił na herbatę do środka. Rozmawialiśmy trochę, podczas gdy grzała się woda na herbatę. I to jest właśnie typowy Iran z gościnnością i otwartością. Nie należymy do osób zbyt ufnych, które łatwo nawiązują kontakt z obcymi i dają się zamknąć w jednym pomieszczeniu z obcą osobą pośrodku pustyni, tu jednak jakoś to przeszło, mimo ewidentnej bariery językowej.

Solnisko widziane z góry
Solnisko widziane z góry

Niedługo siedzieliśmy, gdy przy budynku stanęła ciężarówka pełna soli, a z szoferki wyszli dwaj pracownicy. Zostaliśmy zaproszeni na stanowisko ważenia soli, gdzie mogliśmy podejrzeć, jak się waży ciężarówkę. Obowiązkowa była sesja fotograficzna wspólna i z samochodem. W końcu poinstruowali nas jak dojechać do właściwej części solniska. Owszem po drodze padła propozycja obiadu, ale poprzestaliśmy na herbacie. Po tej miłej przerwie, mogliśmy pojechać na połać soli. I tu warto pamiętać o tym, że zwiedzając Iran trzeba liczyć się z tym, że kontakty z ludźmi mogą sprawić, że posypie się plan. Z drugiej strony na tym także polega odkrywanie kultury tego kraju.

Niesamowite kształty soli
Niesamowite kształty soli

Utrudnienia i ciekawostki w okolicy

Musimy przyznać, że duża płaska powierzchnia, iskrząca się w słońcu, robi wielkie wrażenie. Szczególnie podobały nam się takie geometryczne wzory, które utworzyło błoto i sól. Samochód miał podwozie, opony i błotniki pełne soli, zbitej w grudy. Tak ściśle przyległa do pojazdu, że gdy oddawaliśmy naszego Persa (IKCO Samand), nadal był oblepiony solą. Swoją drogą sól była bardziej gorzka, niż słona. Owszem widzieliśmy już słone jeziora w Tunezji czy Turcji, ale nie takie duże, lub nie w ten sposób. Jezioro Tuz oglądaliśmy jedynie z brzegu. Tu ogrom robił wrażenie i nawet pył w powietrzu w tym miejscu tak nie przeszkadzał.

Fascynujące solnisko Varzaneh
Fascynujące solnisko Varzaneh

Same okolice Varzaneh są jeszcze ciekawsze, bowiem poza ergiem czy solniskiem, są tu jeszcze różne forty i inne budowle, w tym ceglany meczet. Co więcej, tak jak w Abjane widzieliśmy kobiety z kolorowymi chustami, tak tu nosi się białe czadory. To też dobre miejsce, by znaleźć pośredników, którzy pomogą nam eksplorować pustynię i okolicę. Nas jednak tym razem przede wszystkim interesował sól i piasek, czyli bardziej natura. I choć pogoda raczej nie dopisała, w szczególności solnisko wraz z dodatkowymi przeżyciami to jedno z najbardziej zapadających w pamięć miejsc w Iranie.

Jezioro okresowe Varzaneh, obecnie wyschnięte
Jezioro okresowe Varzaneh, obecnie wyschnięte

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak irański
Pustynia Varzaneh

Półwysep Dingle, klify i „Gwiezdne Wojny”

Gdzie na zachodzie kończy się Europa? Jest oczywiście kilka teorii. Portugalczycy twierdzą, że na przylądku Roca, poniekąd najbardziej wysuniętym na zachód fragmencie kontynentu europejskiego. Islandczycy mają nawet most Miðlína znajdujący się na styku płyt tektonicznych – europejskiej i amerykańskiej. Swój zachodni kraniec Europy mają także Irlandczycy. To półwysep Dingle, dokładniej Dunmore Head. Znajduje się dalej na zachód niż Cape Roca, ale nie na stałym lądzie.

Półwysep Dingle
Półwysep Dingle

Irlandzki półwysep Dingle

Półwysep Corkaguiney (irl. Corca Dhuibhne) bywa nazywany również Dingle, od miasta An Daingean lub Daingean Uí Chúis, które z angielska właśnie określa się Dingle. Jest to miasteczko rybackie, ale też otwierające się na turystykę (podobnie jak cały półwysep). W porcie możemy zobaczyć zarówno kutry, jak i jachty. Organizowane są stąd także wycieczki na oglądanie delfinów. Jest też oceanarium, kilka restauracji i pubów z muzyką na żywo. W sam raz, by tu zostać w razie niepogody. Zaś przy sprzyjającej aurze raczej zwiedza się okolicę (pieszo, rowerem czy samochodem).

Miasteczko Dingle
Miasteczko Dingle

Oglądanie delfinów w Dingle zostało rozsławione dzięki butlonosowi imieniem Fungie. Zadomowił się w tych wodach i dziś stanowi żywą atrakcję turystyczną. O ile by zobaczyć inne delfiny trzeba mieć trochę szczęścia, ten chętnie pokazuje się turystom. W porcie nawet znajduje się pomnik tego delfina.

Plaża Inch (półwysep Dingle) w filmie „Córka Ryana”
Plaża Inch (półwysep Dingle) w filmie „Córka Ryana”

Plaża Inch

Gdy jest sprzyjająca pogoda (choć Irlandczycy są w tej materii dużo mniej wybredni) można wybrać się na plażę. Inch Beach to jedna z najlepszych plaży w całym hrabstwie Kerry. Większość z nich jest kamienista lub stosunkowo niewielka. Piaszczysta plaża Inch jest dość malownicza i rozciąga się na pięć kilometrów. Woda i wiatr sprzyjają przede wszystkim uprawianiu sportów wodnych, różnych odmian surfingu (kite surfing, windsurfing) oraz kajakarstwa Popularnością cieszy się także wędkowanie.

Plaża Inch
Plaża Inch

To także pierwsza nasza lokacja filmowa, choć niestety już trochę zapomniana. Tutaj David Lean kręcił swój romans – „Córka Ryana” osadzony w czasach powstania (które czasem uznaje się za początek istnienia IRA). Dziś plaża Inch przyciąga turystów, czasem dość ciężko tu zaparkować. Bardzo wyróżnia się na tle reszty Dingle. Mało kto jednak kojarzy to miejsce z filmów.

Plaża Inch
Plaża Inch

Gallarus Oratory

Bardzo charakterystyczne i często występujący w tej części Irlandii są liczne kamienne chatki nazywane clochán, zwane też ulami (beehive hut). Przypominają one cele mnichów ze Skellig Michael. Ich datowanie jest niepewne, być może pochodzą z około VII wieku naszej ery, przynajmniej nie ma dowodów na istnienie ich przed tą datą. Większość zachowanych clochán datuje się na wieki XII i późniejsze.

Gallarus Oratory
Gallarus Oratory

Ich konstrukcja jest ciekawa: na planie koła – wtedy przypominają ule – lub kwadratu – wtedy ich kolebkowy dach nasuwa skojarzenia z wywróconą łodzią. Kamienie są ułożone w ten sposób, że deszcz spływa po chatce nie dostając się do środka. Nam właśnie ten ulewny deszcze przeszkodził w zwiedzaniu większości clochán, które licznie mijaliśmy po drodze.
Udało nam się  wejść tylko do Gallarus Oratory, czyli takim clochán o funkcji sakralnej. To także zdecydowanie najbardziej znany z tych uli.

Gallarus Oratory
Gallarus Oratory

Funkcja Gallarus Oratory nie jest znana oprócz tego tylko, że w jakiś sposób wiązała się z tradycją celtycko-chrześcijańską. Nie wiadomo, czy był to wczesnochrześcijański kościół, XII-wieczna świątynia, prywatna kaplica pogrzebowa czy schronienie dla pielgrzymów (jedna z etymologii słowa „gallarus”, uważana zresztą za błędną). Nie jest nawet znana data powstania tego budynku – nie zachowały się żadne przedmioty, które mogłyby naświetlić sprawę. Swoją drogą, wodoodporne ułożenie kamienia sprawdza się doskonale – w środku jest suchusieńko, mimo intensywnych opadów. Pod Gallarus znajduje się całkiem spory parking i faktycznie przybywa tu dużo turystów.

Drogi na półwyspie Dingle
Drogi na półwyspie Dingle

Klify Dingle

Poza tego typu zabytkami (jest ich kilka po drodze), malowniczymi polami uprawnym, oraz polami golfowymi, na półwyspie Dingle odwiedzających przyciągają także malownicze klify. Te nawet przy niepogodzie wyglądają olśniewająco. Jest tu naprawdę wiele punktów widokowych, więc można się przemieszczać od jednego do drugiego i robić krótkie przerwy. Trzeba jednak wziąć pod uwagę zwężenia dróg i mijanki. Klify i wybrzeże uwieczniono w filmie „Za horyzontem” (1992) Rona Howarda. Ten znów opowiada ważny fragment historii Irlandii, czyli emigrację. W rolę młodych Irlandczyków wcielili się Tom Cruise i Nicole Kidman, wówczas gorąca para Hollywood.

Klif Dingle
Klif Dingle

Gwiezdne Wojny i Dingle (Ceann Sibeal)

Najnowsze filmowe dzieło, które kręcono w Dingle to „Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi” Riana Johnsona. Z powodu trudności, na Skellig Michael nakręcono raptem kilka scen i to pomimo że Ahch-To w Epizodzie VIII miał całkiem dużo czasu ekranowego. Na półwyspie Dingle zbudowano kopię kamiennych domków ze Skellig, jednocześnie wprowadzając modyfikacje, by dać filmowcom większą swobodę.

„Gwiezdne Wojny: Część VIII: Ostatni Jedi”, półwysep Dingle dubluje Skellig Michael czyli planetę Ahch-to.
„Gwiezdne Wojny: Część VIII: Ostatni Jedi”, półwysep Dingle dubluje Skellig Michael czyli planetę Ahch-to.

Jednak najważniejszym powodem zmiany miejsca było docieranie na Skellig i trudne (zmienne) warunki pogodowe. W przypadku „Przebudzenia Mocy”, gdzie kręcono kilka ujęć nie miało to dużego znaczenia, ale w „Ostatnim Jedi”, gdzie Ahch-To odgrywa większą rolę, kręcenie wszystkiego na Skellig stanowiłoby spore utrudnienie, stąd potrzebny był „dubler”. Zresztą nie jedyny. Samo Ahch-To (acz już nie świątynię Jedi) kręcono w północnej części Irlandii – choćby w hrabstwie Donegal. No i oczywiście w studiu Pinewood pod Londynem.

Pole golfowe nieopodal Ceann Sibeal
Pole golfowe nieopodal Ceann Sibeal

Plan „Ostatniego Jedi” zlokalizowano w Ceann Sibeal, nieopodal pola golfowego. Niestety dotarcie tam w deszczowy dzień jest bardzo trudne. Kończy się droga asfaltowa i dalej najlepiej jest dotrzeć na piechotę, pamiętając, że wchodzi się na prywatną własność. Zresztą dziś pozostałości po filmie już tam nie ma. Wykorzystano to miejsce, by jak najlepiej odtworzyć Skellig Micheal, dekoracje później usunięto. Natomiast nie jest to jedyne pole golfowe będące lokacją gwiezdno-wojenną. Inne to Livermore.

Ceann Sibeal
Ceann Sibeal

Ale jest jedna pamiątka. W Ceann Sraithe znajduje się punkt widokowy z tablicą informacyjną, wskazującą, gdzie było zlokalizowane Ahch-To. Jest tu także luneta, dzięki której można obejrzeć zdecydowanie mniej dostępny klif. Niestety do tego także potrzebna jest pogoda.

Punkt widokowy Ceann Sraithe
Punkt widokowy Ceann Sraithe

Zwiedzanie półwyspu Dingle

Swoją drogą nie jest to jedyne miejsce, w którym wspomina się „Gwiezdne Wojny”. Po drodze czasem można znaleźć jakieś dekoracje i reklamy o tym przypominające. No i podobnie jak w Portmagee, gdzieniegdzie można kupić porgi.

Krajobraz półwyspu Dingle
Krajobraz półwyspu Dingle

Na półwyspie Dingle, przy lepszej pogodzie warto też pojechać na przełęcz Conor Pass. Malownicza, a jednocześnie najwyżej położona w Irlandii – 456 metrów nad poziomem morza. Znajduje się niedaleko od miasta Dingle. Inne atrakcje poza „ulami” to także kamienne chaty z okresu Wielkiego Głodu, skanseny, no i przede wszystkim klify. Nawet mimo niepogody robiły wrażenie.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak irlandzki
Dingle
Szlak filmowy
Dingle

Kravica, przepiękny wodospad w Bośni

Punktem obowiązkowym wycieczek Mostar – Medziugorie – Ljubuški – Dubrownikwodospady Kravica, zwane też po bośniacku czasem Kravice. I nie ma się co dziwić, to naprawdę zachwycające miejsce, gdzie można sobie spokojnie odpocząć na łonie natury. Oczywiście pod warunkiem, że nie przeszkadzają nam tłumy innych zwiedzających.

Wodospad widziany z góry
Wodospad widziany z góry

Wodospad Kravica i baza turystyczna

To spokojne, malownicze miejsce położone jest na rzece Trebižat. Grupa wodospadów rozciąga się na szerokości nawet 100 metrów, a ich wysokości dochodzą do 25 metrów. „Jezioro” u podnóża wodospadu ma 120 metrów średnicy. Te wodne kaskady w samym sercu krainy krasowej powstały dzięki osadzaniu się warstw twardego trawertynu i wymywaniu miękkich wapieni.

Wodospad Kravica w pełnej krasie
Wodospad Kravica w pełnej krasie

Znajduje się tutaj niewielkie zaplecze gastronomiczne, możliwość rozbicia namiotu, popływania łódką, jest przebieralnia i toalety. Przy dobrej pogodzie w wodzie kąpią się ludzie, no i można tu obserwować mnóstwo ptaków, ryb  i owadów. Słowem wszystko, czego potrzeba dla przyjemnego spędzenia czasu w takim miejscu i nie za dużo, by je skomercjalizować i zepsuć naturalne otoczenie.

Ludzie pływający przy wodospadzie Kravica
Ludzie pływający przy wodospadzie Kravica

Dojazd do wodospadu

By dojechać nad wodospady trzeba odbić trochę od miejscowości Ljubuški. Podczas naszej wizyty, parking, był jeszcze darmowy (choć podobno miało się to zmienić). Sam wstęp już niekoniecznie, ale sprzedaż biletów szła raczej dość ciężko. Przede wszystkim jest słabo oznaczona i jeśli akurat nikt nie pilnuje, to ludzie wchodzą za darmo. Nikt oczywiście się nie czepiał. Po części wynika to wprost z tego, że jeszcze parę lat temu nie było to miejsce znane i tłumnie odwiedzane. Dziś istnieje już infrastruktura turystyczna i należy się liczyć z tym, że z czasem będzie i płatne, i tłumne.

W okolicy znajduje się mała wodospad Kravica, a także pola i rzeka
W okolicy znajduje się mała wodospad Kravica, a także pola i rzeka

Od parkingu trzeba dojść do wodospadów, choć nie jest to zbyt daleko. Droga dla samochodów jest dłuższa, ale łatwiejsza. Droga piesza wymaga czasem podejścia lub zejścia po schodach. Ale wynagradza przepięknymi widokami.

Wodospad Kravica
Wodospad Kravica

Kravica: Zwiedzanie

Wpierw przechodzi się obok niewielkiego fragmentu korony wodospadów. Tu przypominają się parki narodowe Chorwacji – Krka i Plitvice z ich drzewami stojącymi pośród wody. Jednak są zdecydowanie mniejsze. W każdym razie warto o tym pamiętać, bo lepszą kolejnością oglądania jest Kravica, Krka i potem Plitvice, wtedy napięcie rośnie.

Dojście do wodospadu
Dojście do wodospadu

Na dole jest za to możliwość obejrzenia majestatycznego wodospadu. Kravica, w porównaniu do wspomnianych parków, niestety oferuje tylko jedną dużą „atrakcję”, którą dość szybko można zobaczyć. Znajduje się tu także mały wodospad, choć już nie robiący takiego wrażenia. Jest też jeden oblegany punkt gastronomiczny.

Jezioro przyciąga wielu turystów
Jezioro przyciąga wielu turystów

Kravica to idealne miejsce na postój w Bośni. Z pewnością warte zobaczenia, a kto wie, czy nie skorzystania z dobrodziejstw chłodnej wody. Oficjalna strona ma też wersję w języku polskim. Można tam zweryfikować ceny i czas otwarcia.

Po jeziorze można też pływać łódką
Po jeziorze można też pływać łódką

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak bośniacki
Kravica

Szatt al-Gharsa (Chott el Gharsa), Oung Jmel – Mos Espa w Tunezji

Trzy najbardziej znane plany filmowe na świecie (nie studia), które można zwiedzać to Hobbiton, maltańska wioska Popaya i Mos Espa w Tunezji. To drugie miejsce zbudowano na potrzeby „Mrocznego widma”, a następnie zostawiono. Znajduje się w słonym, okresowym jeziorze – Szatt al-Gharsa (czasem też Szott al-Gharsa, fr. Chott el Gharsa, arab. شط الغرسة). Co ciekawe, plan jest dziś otwarty dla zwiedzających, przyjeżdża tu całkiem sporo wycieczek, ale jednocześnie trudno tu mówić o turystyce masowej. Jest to za to doskonała lokacja na początek przygody z set jettingiem.

Plan filmowy - Mos Espa, czyli Szatt al-Gharsa (Tunezja)
Plan filmowy – Mos Espa, czyli Szatt al-Gharsa (Tunezja)

Słone jezioro Szatt al-Gharsa

Szatt al-Gharsa to słone, okresowe jezioro w południowej części Tunezji, niedaleko miasta Tauzar blisko granicy z Algierią. Przez większą część roku jest to suche, piaszczyste miejsce, w dodatku częściowo położone w depresji. Występuje tu choćby zjawisko fatamorgany. Bliskość Wielkiego Szotta (inne jezioro), powoduje, że jest to dość ustronne miejsce. I tak też było do czasu, gdy pojawili się filmowcy. Samo jezioro ma 50 kilometrów długości i 20 kilometrów szerokości. Znajduje się 17 m poniżej poziomu morza. Warto zauważyć, że choć Tauzar jest blisko, to jako bazę noclegową można rozważyć także Neftę.

Fasada budynków w Mos Espie
Fasada budynków w Mos Espie

„Gwiezdne Wojny”, Mose Espa i Szatt al-Gharsa

Ekipa George’a Lucasa do Tunezji po raz pierwszy zawitała już w 1976. Wówczas jedną z lokacji był Wielki Szott, W roku 1997 kręcąc prequele Lucas powrócił do Tunezji i zdecydował się zbudować tu całe miasto, czyli Mos Espę na Tatooine. Wiedząc, że być może jeszcze tu wróci, a także znając tunezyjskie realia, cała dekoracja została w miejscu, gdzie powstała. Nikt się nią nie przejmował. Trzy lata później (w 2000), George Lucas po raz kolejny przybył do Tunezji, tym razem z „Atakiem klonów”. Wówczas ponownie odwiedził plan zdjęciowy Mos Espy. Dekoracje zostały odrestaurowane i od tego czasu pozostawione same sobie.

Strona niewidoczna dla kamery. Warto pamiętać, że makiety budowano tu tylko do pewnej wysokości. Wszystko, co było powyżej głów aktorów dodano komputerowo.
Strona niewidoczna dla kamery. Warto pamiętać, że makiety budowano tu tylko do pewnej wysokości. Wszystko, co było powyżej głów aktorów dodano komputerowo.

Całe miasto jest zbudowane w sposób filmowy. Wygląda wspaniale, klimatycznie, to miejsce w którym robi się wspaniałe zdjęcia. Spaceruje się między domkami, choć warto zauważyć, że część z nich jest zbudowana jedynie do pewnej wysokości. Wyżej już można było dodać na przykład kopuły za pomocą grafiki komputerowej. Jest tu też wiele skraplaczy wilgoci. Ogólnie jest to miejsce, które bardzo raduje fanów sagi i nie tylko. Natomiast jeśli już wejdziemy do środka tych budowli albo przyjrzymy się im uważniej, łatwo jest zauważyć, że to jedna wielka atrapa.

Szatt al-Gharsa, czyli Mos Espa (Chott el Gharsa)
Szatt al-Gharsa, czyli Mos Espa

Mos Espa miała być duża, więc scenografowie pod wodzą Gavina Bocqueta poszli w ilość, nie w różnorodność. Zaledwie kilka lokacji, jak choćby wejście do sklepiku Watto, czy restauracja, przy której siedział Sebulba ma się wyróżniać od reszty. Tam też kręcono zdecydowanie więcej zdjęć. Warto pamiętać, że różnorodność wizualną osiągnięto łącząc zdjęcia z Szatt al-Gharsa z tunezyjskimi ksarami (Hadarada, Outled Soultane i Madenin).

Po schodach można nawet wejść na górę
Po schodach można nawet wejść na górę

Zwiedzanie planu filmowego

Tunezyjczycy w tym wypadku zrozumieli, że ten plan filmowy przyciąga ludzi bardziej, więc władze Nefty nawet dbają o tę okolicę. Prawdę mówiąc, po tym jak Lucas to zostawił, pustynia upomniała się o to miejsce, więc należało je odkopać. Tego typu prace są tu powtarzane raz na jakiś czas. Jest płatny parking, natomiast w środku panuje już wolna amerykanka. Czyli czasem dopadają nas sprzedawcy, próbujący wciskać pluszowe wielbłądy. Czasem ktoś chce sprzedać bilet, a czasem nikogo nie ma. Niestety brak nadzoru powoduje również, że wandale czują się tu bezkarni. Wiele z belek jest niestety już pomazanych, część dekoracji została też rozkradziona. Wandalami są zarówno Tunezyjczycy, którzy widzą w tym miejscu darmowy skład materiałów, jak i turyści.

Skraplacze wilgoci w Mos Espie (Chott el Gharsa)
Skraplacze wilgoci w Mos Espie
Mos Espa, „Gwiezdne Wojny Część I Mroczne widmo”, zdjęcia kręcone w Szatt el-Gharsa
Mos Espa, „Gwiezdne Wojny Część I Mroczne widmo”, zdjęcia kręcone w Szatt el-Gharsa

Władze lokalne, choć dostrzegają walory tego miejsca, raczej traktują je jako wabik. Chcą zarabiać na hotelach, restauracjach i innych atrakcjach. Tu zaś większość wycieczek przyjeżdża na niecałą godzinę. Właściwie to wystarcza, by spokojnie pochodzić po tym miejscu i nacieszyć się nim. Oczywiście fani filmu, a tym bardziej „Gwiezdnych Wojen” mogą potrzebować zdecydowanie więcej czasu.

Cześć planu została już zajęta z powrotem przez pustynię
Cześć planu została już zajęta z powrotem przez pustynię

Okolice planu filmowego

Większość turystów przybywa tylko do makiety Mos Espy, natomiast niedaleko znajdują się kolejne miejsca, w których powstawało „Mroczne widmo”. Tak zwane Oung Jmel. To część trochę bardziej skalista. Z Mos Espy idzie się tu na piechotę. Jest zdecydowanie trudniejsze do rozpoznania, bowiem naturalne lokacje zmieniają się dość szybko. Pustynia i jezioro żyją i pracują. Tu kręcono zarówno sceny pojedynku Dartha Maula i Qui-Gon Jinna, a także miejsce, w którym na Tatooine wylądował Nubian J-327 należący do królowej Amidali. Kręcono tu także sceny wyścigu podracerów.

Przy takich formacjach Qui-Gon walczył z Darthem Maulem (Chott el Gharsa)
Przy takich formacjach Qui-Gon walczył z Darthem Maulem

Trochę dalej znajduje się jeszcze miejsce, w którym lądował Sith Infiltrator (Scimitar) Dartha Maula. W sumie też trudne do rozpoznania, bo są to tylko wzgórza, bez widocznego zbytnio tła. W okolicy znajduje się kawiarenka, z której częściej jednak korzystają Tunezyjczycy. Właśnie w tym miejscu ćwiczą prowadzenie pojazdów terenowych.

Na tych wzgórzach kręcono lądowanie Dartha Maula na Tatooine
Na tych wzgórzach kręcono lądowanie Dartha Maula na Tatooine

My nocowaliśmy w Nefcie, to trochę mniejsza i spokojniejsza miejscowość niż okoliczny Tauzar. Obie są dobrą bazą wypadową tak na Chott el Gafsa jak i Chott El Jerid. Zaś jadąc z Nefty można kierować się na znaki na Site Touristiqu. Na koniec warto dodać, że na wyschniętym jeziorze kręcono także sceny do „Angielskiego pacjenta” (1996) Anthony’ego Minghelli. Oczywiście nie w Mos Espie.

Makieta budynku na planie Mosy Espy (Szatt al-Gharsa)
Makieta budynku na planie Mosy Espy (Szatt al-Gharsa)

Jako ciekawostkę można dodać, że czasem w sieci można spotkać się z nazwą Chott el Gafsa. To raczej nałożenie się dwóch nazw związanych z „Gwiezdnymi Wojnami”. Miasto Gafsa (lub Kafsa) faktycznie znajduje się stosunkowo niedaleko Wielkiego Szotta, gdzie także kręcono kosmiczną sagę. Czasem to miasto jest podawane jako lokacja filmowa i stąd nazwy się zlewają.

Więcej zdjęć z Mos Espy jest tutaj.

Plan filmowy Mos Espa z oddali
Plan filmowy Mos Espa z oddali

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak tunezyjski
Szatt al-Gharsa
Szlak filmowy
Szatt al-Gharsa