Archiwa tagu: słonie

Park Narodowy Tsavo West, nosorożce i lwy ludojady

Tsavo West to część największego parku narodowego Kenii – Tsavo (Tsavo National Park). Jest on dość często odwiedzany przez turystów, ze względu na odległość zwłaszcza przez odpoczywających na wybrzeżu w okolicach Mombasy. Słynie ze słoni, zastygłej lawy, źródeł, pięknych zachodów słońca oraz lwów zabójców, których historia została zekranizowana.

Perliczka (Numida meleagris)
Perliczka, perlica zwyczajna (Numida meleagris)

Historia Tsavo West

Park Tsavo istnieje od 1948 roku, po niespełna miesiącu działania podzielono go administracyjnie na dwa – wschodni (Tsavo East) i zachodni (Tsavo West). Sumarycznie ma powierzchnię 22 tys. km2, z czego 9065 przypada na część zachodnią, a 1371 km2 na wschodnią. Jest to jeden z największych parków narodowych na świecie. Jego podział na dwa obszary jest związany z drogą i koleją przecinającą teren parku. Przypomina to trochę tanzański park Mikumi, przez którego środek także przebiega droga. Jeśli chodzi o zwierzęta, to podobnie jak w Mikumi rozchodzą się one po dużym terenie i nie jest je łatwo wypatrzeć.

Toko żółtodzioby (Tockus flavirostris), dzioborożec w Tsavo West
Toko żółtodzioby (Tockus flavirostris), dzioborożec w Tsavo West

Specyfika Tsavo West

Tsavo West jest dość specyficznym parkiem. Jeśli chce się oglądać zwierzęta w dużej ilości to zdecydowanie lepiej wybrać się do Amboseli, czy Masai Mary (w trakcie migracji). Nawet nie chodzi o  małą liczbę zwierząt w Tsavo, ale o możliwość ich zobaczenia. Duża część parku to zarośnięty krzakami busz. Na trawiastej sawannie zdecydowanie łatwiej wypatrzeć oddalone zwierzęta, tu tylko można się cieszyć z tych, które podchodzą do drogi. Jednocześnie właśnie krajobrazy są tu bardzo unikalne.

Zastygła lawa w Tsavo West
Zastygła lawa w Tsavo West
Zebry w zaroślach
Zebry w zaroślach

Z dwóch powodów – pierwszy to lawa. Na terenie parku znajdują się pola lawowe. Co więcej, można się zatrzymać i pospacerować po zaschniętej lawie. Przypomina to trochę krajobraz z Etny, Parku Timanfaya albo Islandii, tyle że przeniesiony do Afryki. To bardzo malownicze miejsca. Dlatego przemierzając Tsavo West widzimy piaszczyste drogi, które mają czasem czarny kolor, czasem zaś czerwony.

Pozostałości po wulkanach
Pozostałości po wulkanach

Ta czerwień to kolejny charakterystyczny element parku. Nie jest unikalny w Afryce, pamiętamy podobne kolory choćby z tanzańskiego Ngorongoro, ale tu tym piaskiem obsypują się słonie. Stąd wiele zdjęć z Tsavo przedstawia te zwierzęta w charakterystycznym, czerwonawym ubarwieniu (z powodu piasku, który na siebie nasypały).

Czerwony piasek
Czerwony piasek

Słonie i nosorożce

Słonie uchodzą za chlubę tego parku. Faktycznie można je spotkać, acz znów stada nie są tak duże jak w Amboseli. Na słonie oraz nosorożce czarne intensywnie kłusowano, z czym Park stara się walczyć. Dla nosorożców czarnych wybudowano specjalny rezerwat zwany po tutejszemu azylem nosorożców (Rhino sanctuary). To teren dodatkowo ogrodzony wewnątrz parku, tak by zapewnić zwierzętom bezpieczeństwo. Przed wjazdem jest dodatkowa kontrola, a także godziny otwarcia są ograniczone, by zapewnić nosorożcom spokój. Tu też bardziej pilnują, by kierowcy trzymali się wyznaczonych ścieżek.

Słonie w Tsavo West
Słonie w Tsavo West

Nosorożców nie ma za dużo, a drogi też nie są zbyt gęsto wytyczone. Więc zazwyczaj nosorożce chowają się w buszu. Jest na to pewien sposób – wodopój. Tam jest miejsce, w którym można czekać, aż któryś z nosorożców zdecyduje się przyjść. Zadziałało.

Nosorożec czarny (Diceros bicornis)
Nosorożec czarny (Diceros bicornis)

Lwy ludojady z Tsavo

Kolejna słynne zwierzęta to lwy. Tych co prawda w Tsavo nie udało się zobaczyć, ale to one rozsławiły ten park. W latach 1898 – 1899 budowano kolej przecinającą dzisiejsze Tsavo, oraz most przez rzekę Tsavo. Budowę nadzorował porucznik pułkownik John Henry Patterson i przyszło mu się mierzyć z lwami, które upodobały sobie zjadać ludzi, dokładniej pracowników budowlanych. Ostatecznie problematyczne zwierzęta upolowano. Oba wypchane lwy zostały wystawione w Chicago. Patterson opisał całą historię w książce „The Man-Eaters of Tsavo”, która została trzykrotnie zekranizowana.

Oryks pręgoboki (Oryx beisa)
Oryks pręgoboki (Oryx beisa)

Po raz pierwszy w 1952 roku jako „Bwana Devil”. Warto wspomnieć, że był to pierwszy, pełnometrażowy film 3D. Drugi z nich to brytyjski „Killers of Kilimanjaro” z 1959 roku, który kręcono w Tanzanii. Trzeci to „Duch i Mrok” (1996) Stephena Hopkinsa. W tym wypadku większość zdjęć kręcono w RPA, ale kilka ujęć powstało właśnie w Tsavo West, czyli w prawdziwym miejscu. Można je rozpoznać dzięki kolorowi piasku. Przy czerwonym jest to prawie na pewno Tsavo. Sam historyczny most budowano w miejscowości Tsavo na granicy parków. Dziś znajduje się tam hotel o nazwie Man Eaters Camp.

Kudu małe (Ammelaphus imberbis) w Tsavo West
Kudu małe (Ammelaphus imberbis) w Tsavo West
Słoń obsypany pyłem
Słoń afrykański

Zwierzęta i źródło rzeki Mzima w Tsavo West

Z pozostałych zwierząt w parku można natknąć się na krokodyle, hipopotamy, bawoły, zebry, antylopy, małpy, czy żyrafy oraz ptactwo. To także miejsce, gdzie można oglądać ryby. Jedną z atrakcji jest źródło rzeki Mzima (Mzima Springs), które wybija w parku. Tam czeka nas przechadzka z uzbrojonym przewodnikiem. Właśnie w tej rzece (która później wpada do rzeki Tsavo) taplają się krokodyle i hipopotamy. Tu też jest mała budka, do której się wchodzi i ogląda rzekę już pod poziomem wody. Właśnie tu można zobaczyć ryby.

Rzeka Mzima (Tsavo West)
Rzeka Mzima (Tsavo West)

Wewnątrz parku znajduje się trzygwiazdkowy hotel – Ngulia Safari Lodge, w którym nocuje spora część turystów. Można odpocząć, także na basenie i jest to raczej standard pod większe wycieczki. Natomiast to także dobry punkt obserwacyjny. Hotel znajduje się na wzniesieniu i stamtąd rozpościera się widok na duży obszar Tsavo. Co więcej prowadzący zadbali o to, by przychodziły tu zwierzęta. Obok tarasu znajduje się źródło wody, wieczorem przyszło tu stado słoni. Wystawiają też kawałek mięsa, by zwabić lamparta, ale niestety tym razem nie był on zainteresowany.

Małpa żebrząca na parkingu przy źródle rzeki Mzima
Małpa żebrząca na parkingu przy źródle rzeki Mzima

Tsavo West to dobre miejsce, jeśli chcemy liznąć afrykańskiego safari podczas wycieczki z Mombasy czy wybrzeża kenijskiego. Natomiast jeśli faktycznie zależy nam na zwierzętach w dużej ilości, to może być to dobry przystanek w drodze do Amboseli. Niestety jako główny punkt programu może pozostawiać niedosyt.

Sekretarz (Sagittarius serpentarius)
Sekretarz (Sagittarius serpentarius)

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak kenijski
Tsavo WestMalindi

Park Narodowy Amboseli, u stóp Kilimandżaro

Określany czasem jako „Dom olbrzymów” (House of Jumbos) Park Amboseli (Amboseli National Park) to miejsce, gdzie można spotkać duże stada słoni. Ekosystem oczywiście jest tu jeszcze bogatszy, ale to co przyciąga ludzi do tego parku jeszcze bardziej to także możliwość zobaczenia Kilimandżaro z dołu. Właśnie stąd pochodzi większość kenijskich zdjęć z najwyższą górą Afryki w tle.

Trąba powietrzna to dość częste zjawisko w Amboseli
Trąba powietrzna to dość częste zjawisko w Amboseli

Park Narodowy Amboseli

Amboseli znajduje się stosunkowo blisko granicy z Tanzanią, prawie u stóp Kilimandżaro najwyższego szczytu Afryki (5895 m n.p.m.),. W teorii górę powinno się dać zobaczyć bez większych problemów, zwłaszcza, że przy dobrej widoczności jest widoczna nawet z Tsavo West. Ale problemem jest tu właśnie widoczność. Przejrzystość powietrza wbrew pozorom w tych parkach jest ograniczona przez ilość wznoszącego się pyłu. Nawet po zwykłej wycieczce można czuć się zakurzonym, to wszystko jest w powietrzu. Druga rzecz to chmury. Przez większość dnia Kilimandżaro jest zasłonięte i widać co najwyżej fragmenty góry. Przewodnicy twierdzą, że najlepiej jest ją oglądać wcześnie rano lub przed zachodem słońca, kiedy powietrze się oczyszcza.

Park Amboseli
Park Amboseli
Zachód słońca w Amboseli
Zachód słońca w Amboseli

W pierwszy dzień (podczas głównego zwiedzania Amboseli) rano szczyt faktycznie było widać, acz bardzo niewyraźnie. Dopiero drugiego dnia, podczas porannego safari Kilimandżaro faktycznie było wyraźne. Dało się też zrobić zdjęcia ze zwierzętami w tle, czyli najbardziej ikoniczne z tego miejsca.

Kob śniady (Kobus ellipsiprymnus)
Kob śniady (Kobus ellipsiprymnus)

Historia parku

Nazwa, podobnie jak wiele innych w Kenii, to zangielszczona wersja masajskiej. W języku Maa brzmi Empusel, co znaczy słone, pylaste miejsce. W 1883 roku dotarł tu podróżnik Joseph Thomspon odkrywając to miejsce dla Europejczyków. Już wówczas był on zdumiony różnorodnością tutejszego ekosystemu. Jako rezerwat Ambuseli istnieje od roku 1906, jest parkiem narodowym od 1974, zaś w 1991 zostało zauważone przez UNESCO i wpisane na listę rezerwatów biosfery.

Gnu w Amboseli
Gnu w Amboseli

Park liczy sobie 392 km2, ale obszar przyrodniczy jest jeszcze większy. Park otacza sawanna, zamieszkana głównie przez Masajów, ale te tereny są przedłużeniem Amboseli. Głównie dlatego, że tu obserwuje się dzienną migrację zwierząt, które rano idą do parku, gdzie znajduje się źródło wody. Wieczorem zaś wiele z nich z niego wychodzi i nocuje właśnie na tych przylegających terenach. Dotyczy to przede wszystkim antylop, żyraf, zebr czy nawet pawianów. Za nimi zaś podążają drapieżniki.

Mokradła Amboseli są pełne ptactwa
Mokradła Amboseli są pełne ptactwa
Pelikan baba lub pelikan różowy (Pelecanus onocrotalus)
Pelikan baba lub pelikan różowy (Pelecanus onocrotalus)

Masajowie w Amboseli

Masajowie umieją wykorzystać to zachowanie zwierząt, by na tym zarobić. Z samego rana (około 6:00) są organizowane wyjścia z obozów (znajdujących się blisko granicy parku) na takie chodzone safari (nature walk lub walking safari). Wówczas idzie się z masajskim przewodnikiem i ogląda zwierzęta zmierzające z rana do parku. On wypatruje, pokazuje, pilnuje i opowiada. Poza zwierzętami potrafi wskazać nory hien, albo tropy czy odchody.

Ibis czczony (Threskiornis aethiopicus)
Ibis czczony (Threskiornis aethiopicus)

Oczywiście alternatywą są też krótkie wjazdy do Amboseli tuż przed śniadaniem. Wówczas także widać zwierzęta, które zmierzają do parku. Zresztą widać te stada także w późniejszych porannych godzinach.

Czapla olbrzymia (Ardea goliath)
Czapla olbrzymia (Ardea goliath)

Obszary wodne w Amboseli

Sam park jest raczej płaski z niewielkimi pagórkami, ale wyróżnia się tym, że jest tu sporo wody. Pomijając jezioro Amboseli (które w dużej mierze jest okresowe i słonawe), to jeszcze mamy bagna i mniejsze okresowe jeziora. Mnóstwo wody, która przyciąga zwierzęta. Dodatkowo w centrum znajduje się wzniesienie, z którego można obserwować park. Tu także można zjeść lunch. W każdym razie przypomina to trochę górę, z której oglądaliśmy Hurulu.

Żabiru afrykański albo bocian siodlasty (Ephippiorhynchus senegalensis)
Żabiru afrykański albo bocian siodlasty (Ephippiorhynchus senegalensis)

Z Hurulu kolejnym podobieństwem są wspomniane już słonie. Tam były indyjskie, tu są afrykańskie. I chodzą w dużych stadach. Często po kilkanaście osobników. Jest więc szansa na obserwację ich społecznych zachowań. Liczebność tych grup jest duża w porównaniu z tym, co widzimy w innych parkach Kenii. Słonie zazwyczaj zostają w parku, nie prowadzą nocnej migracji. Natomiast ilość zwierząt i słoni przypomina tanzański park Tarangire, czyli jest ich wiele, przy mniejszej liczbie turystów.

Warzęcha czerwonolica albo łyżkodziób (Platalea alba)
Warzęcha czerwonolica albo łyżkodziób (Platalea alba)
Lew
Lew

Zwierzęta

Poza słoniami są tu hipopotamy, bawoły, gnu, żyrafy, pawiany, hieny, lwy i mnóstwo ptaków. Szacuje się, że liczba gatunków tych ostatnich waha się od 400 do nawet 600 (w zależności od źródła). Amboseli jest ostoją ptaków IBA (Important Bird Area). Może nie ma tu takich wielkich stad pelikanów czy flamingów jak w Nakuru, natomiast ilość zwierząt jest tu naprawdę spora. Mając do wyboru Nakuru i Amboseli, chyba radzilibyśmy bardziej ten drugi. Ten pierwszy broni się nosorożcami, których tu nie ma oraz olbrzymimi stadami flamingów, tu zdecydowanie mniej licznych

Pawian masajski (Papio cynocephalus)
Pawian masajski (Papio cynocephalus)
Jastrzębiak popielaty (Melierax poliopterus)
Jastrzębiak popielaty (Melierax poliopterus)

W parku organizowane są także powietrzne safari, zarówno balonami jak i samolotami. Balony startują rano, ale nie w takiej liczbie jak w Masai Mara. Natomiast to także alternatywa na zwiedzanie, a co więcej poranne migracje powinny być całkiem dobrze widoczne.

Koronnik szary lub żuraw koroniasty (Balearica regulorum)
Koronnik szary lub żuraw koroniasty (Balearica regulorum)

Amboseli na filmowo

Amboseli ze względu na ikoniczne widoki z Kilimandżaro znalazło swoje miejsce także w kinematografii. Kręcono tu film „Lara Croft Tomb Raider: Kolebka życia”. To właśnie w tym parku ląduje Lara Croft w Afryce i tu zaczyna się akcja z poszukiwaniem puszki Pandory, która później przenosi się do parku Hell’s Gate. Drugi film to francuska komedia „Wyszłam za mąż, zaraz wracam” (2012 rok) Pascala Chaumeila. Tutaj właśnie Jean-Yves i Isabelle jadą na safari z Nairobi.

Widok na Amboseli ze wzniesienia
Widok na Amboseli ze wzniesienia
Droga na wzniesienie
Droga na wzniesienie

Sawanna w większości jest porośnięta trawami, tylko w niektórych miejscach rosną krzaki. Do tego dochodzą mokradła, co sprawia, że dużo łatwiej się tu obserwuje dzikie zwierzęta. Wspominaliśmy o kurzu, jak w żadnym innym parku Kenii tu widzieliśmy całkiem sporo unoszących się w powietrzu niewielkich trąb powietrznych. Nic groźnego, ale wygląda dość widowiskowo. Amboseli jest stosunkowo daleko od Masai Mara i tym samym głównych szlaków safari z Nairobi. Jest też odległe od Mombasy, choć blisko stąd do Tsavo West. Powoduje to, że ludzie często sobie odpuszczają ten park, natomiast z pewnością warto go rozważyć, zwłaszcza ze względu na liczebność i różnorodność zwierząt.

Najbardziej ikoniczny widok w Amboseli. Kilimandżaro i słonie
Najbardziej ikoniczny widok w Amboseli. Kilimandżaro i słonie

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak kenijski
Park Narodowy Amboseli

Masai Mara, rezerwat, safari i Wielka Migracja

Masai Mara (Maasai Mara) lub czasem Mara (The Mara) to jeden z najbardziej znanych kenijskich rezerwatów. Właściwie to kenijskie Serengeti. Park zyskał własną sławę przede wszystkim dzięki Wielkiej Migracji, nazywanej czasem Największym Spektaklem Naturalnym na Ziemi. Jest jednym z najpopularniejszych kierunków safari w Kenii, ma też swą filmową historię.

Stado gnu i zebr zbierające się przed rzeką Mara (Wielka Migracja, Masai Mara, Kenia)
Stado gnu i zebr zbierające się przed rzeką Mara (Wielka Migracja, Masai Mara, Kenia)

Obszar chroniony Masai Mara

Nazwa pochodzi od Masajów, którzy zamieszkują tę ziemię, oraz rzeki Mara. Jest ona jedną z nielicznych nieokresowych rzek w tym rejonie. Mara jest obszarem chronionym od 1948, zaś rezerwatem od 1961 roku. Początkowo zajmowała mniejszą powierzchnię niż obecnie, później została rozszerzona, a następnie ponownie pomniejszona do aktualnej wielkości. Pozostałe tereny zostały oddane głównie plemionom masajskim, które żyją w tej okolicy.

Żyrafa masajska (Giraffa tippelskirchi)
Żyrafa masajska (Giraffa tippelskirchi)
Mała hiena (Masai Mara, Kenia)
Mała hiena (Masai Mara, Kenia)

Wielka Migracja

Masai Mara jest przedłużeniem Serengeti na północy, po stronie kenijskiej. Jak pamiętamy, w Serengeti było dużo zwierząt, ale to także olbrzymi park. Masai Mara jest dziesięciokrotnie mniejsze (ma powierzchnię 1510 km2), co więcej duże stada występują tu tylko okresowo, co jest związane z Wielką Migracją. Najlepszy czas na oglądanie zwierząt w tym miejscu to lipiec, sierpień. Wówczas duże stada już są obecne w Masai Mara i szykują się do wędrówki na południe. Można tu obserwować spore ilości gnu i zebr, które często przemierzają sawannę razem. Oczywiście wisienką na torcie nie jest samo oglądanie stad, a przekraczanie rzeki Mara.

Wielka Migracja w Masai Mara, stado przekracza rzekę Mara
Wielka Migracja w Masai Mara, stado przekracza rzekę Mara

To właśnie coś, na co polują turyści. Skoro do zobaczenia różnych gatunków zwierząt potrzeba szczęścia, podobnie jest z przejściem przez wodę. Przekroczenie rzeki jest kwintesencją obserwowanej Wielkiej Migracji, ale to też proces niebezpieczny dla zwierząt. Szacuje się, że rocznie ginie jakieś 3 tysiące osobników. Jedne się topią, inne są stratowane, a jeszcze inne pożarte przez krokodyle (to też próbują wypatrzeć niektórzy). Gnu i zebry zabierają się na południe najczęściej w drugiej połowie lipca i w sierpniu. Ale to nie oznacza, że mamy gwarancję zobaczyć ten fragment Migracji. Stada nie przekraczają rzeki codziennie, nawet w szczycie sezonu. Zbierają się przy jej brzegu i czasem potrzeba kilku dni, aż któreś ze zwierząt zdecyduje się jako pierwsze przejść przez Marę, wówczas inne idą jego śladem. Co więcej, zdarzają się też nawrotki, gdy zwierzęta zmierzają ku wodzie, ale przy samym brzegu zmieniają kierunek i wracają na wcześniejszą pozycję.

Wielka Migracja w Masai Mara, stado wychodzi na brzeg po drugiej stronie rzeki
Wielka Migracja w Masai Mara, stado wychodzi na brzeg po drugiej stronie rzeki

Nie pomagają też kierowcy i samochody, które ustawiają się przy czekających stadach. Każdy chce, by jego podopieczni mieli jak najlepszy widok, więc czasem muszą interweniować strażnicy, by zrobić miejsce dla zwierząt. Czasem bywa tak gęsto, że auta blokują ruch i straszą zwierzęta. Natomiast nawet czekanie nie gwarantuje, że tego dnia stado zdecyduje się przekroczyć rzekę. Jednak większość chętnie czeka, licząc na łut szczęścia.

Zebra w Masai Mara
Zebra w Masai Mara

Wioski Masajów w Masai Mara

Na obszarze Mara znajdują się też wioski Masajów. Wielu z nich pracuje w turystyce, ale także polują, czy hodują bydło. Przy wioskach czasem znajdują się kempingi. Podobnie jak to miało miejsce w przypadku Ngorongoro, wioski można zwiedzić za opłatą. Budowane są one tradycyjnymi metodami i zazwyczaj po kilku latach Masajowie przeprowadzają się. Zwiedzanie takiej wioski zaczyna się od pokazu tradycyjnych tańców, później wchodzi się do środka. W Masai Mara przede wszystkim oglądało się zagrodę dla bydła, dom masajski od środka oraz pokaz krzesania ognia. Czasem można zobaczyć też szkołę. Oczywiście, pomijając opłatę wejściową, Masajowie próbują sprzedać różne pamiątki. W tym kły lwów, bowiem Masajowie mają pozwolenie na rytualne polowanie na lwy. Związane jest to ze stawaniem się mężczyzną, obecnie jednak to polowanie odbywa się raz na jakiś czas i zbiorowo.

Masajowie w tradycyjnych strojach
Masajowie w tradycyjnych strojach
Wioska Masajów
Wioska Masajów

Przebieg safari w Masai Mara

Sam przebieg safari opisywaliśmy już przy okazji Tanzanii i właściwie w Kenii niewiele się on różni. Choć można dostrzec kilka unikalnych cech. Jedną z nich są vany, które wożą turystów. Przede wszystkim tych, którzy wykupili dzielone safari (shared safari), te oczywiście są tańsze niż prywatne safari. Wówczas jeden kierowca jest w stanie obwieść nawet do siedmiu osób. Ponieważ po parku i tak poruszamy się po wytyczonych ścieżkach, to vany sprawdzają się nad wyraz dobrze, mimo iż na pierwszy rzut oka raczej nie sprostają jeepom.

Impala zwyczajna (Aepyceros melampus)
Impala zwyczajna (Aepyceros melampus)

Dzielone safari, przynajmniej w okresie naszej wizyty, zdawało się dominować nad prywatnymi, a co za tym idzie inaczej wygląda infrastruktura w Kenii. Wiele kempingów znajduje się na obrzeżach Masai Mara. Namioty są tu postawione na stałe, wzmocnione i rozbudowane; mają własny prąd oraz łazienkę. Kolacje i śniadania zaś są serwowane w stołówce. Dzięki temu nie potrzeba rozkładać namiotów czy wożenia kucharza (jak to było w budżetowym safari w Tanzanii). Minusem jest to, że kempingi są większe, bardziej ogrodzone i przez to nie spotkamy tu zbytnio zwierząt. W Masai Mara jest też mniej miejsc, w których można jeść lunch, ale w innych parkach jak – Amboseli już takie miejsca były.

Stado Gnu pasie się na sawannie w Masai Mara
Stado Gnu pasie się na sawannie w Masai Mara

Sama organizacja safari, czyli jeżdżenie za zwierzętami, kierowca słuchający komunikatów na CB radiu i „brawurowe” wyścigi do upatrzonych lokacji wyglądają tak samo jak to miało miejsce w Tanzanii. Z samochodu też się nie wychodzi, spędza się w nim większość dnia. Można co najwyżej wstać, bo dach jest podnoszony. W większości parków w Kenii (i Tanzanii) można też wjechać zwykłym samochodem, samemu bez przewodnika. Ale właśnie te CB radia i znajomość dróg oraz zwyczajów zwierząt robią swoje. Doświadczony przewodnik jest wart swojej ceny.

Gepard
Gepard

Safari balonem

Pewną alternatywą jest safari balonem, czyli dodatkowa (i droga) atrakcja. Pozwala ona oglądać zwierzęta z góry, przelatywać nad nimi. Przelot balonem zaczyna się bardzo wcześnie rano, wówczas jesteśmy dowożeni do miejsca, skąd będziemy startować. W tym wypadku jest to już wewnątrz parku (choć w Amboseli start był na obrzeżach, ale tamten park jest zdecydowanie mniejszy), także z powodu wiatru i trasy, którą trzeba pokonać. Balon jest duży i jest w stanie unieść w powietrze nawet 16 osób plus pilota. Startuje się z pozycji poziomej, kosz jest postawiony bokiem i trzeba się do niego wczołgać (w tej samej pozycji też ląduje). Potem już o świcie leci się i widzi jak czasem spłoszone zwierzęta uciekają.

Gnu i zebry na sawannie (safari balonem w Masai Mara)
Gnu i zebry na sawannie (safari balonem w Masai Mara)
Hipopotam w rzece Mara (safari balonem nad Masai Mara)
Hipopotam w rzece Mara (safari balonem nad Masai Mara)

W przypadku balonu ważne jest to, by nie przekroczyć rzeki Mara. Na niej jest stosunkowo mało mostów, by nie zaburzyć migracji. Więc wylądowanie po drugiej stronie wiąże się z długim oczekiwaniem na samochód, który nas zabierze. Natomiast przy dobrym wietrze i dobrym pilocie, można przekroczyć meandry rzeki i wylądować po właściwej stronie. Później jesteśmy zawożeni do miejsca, gdzie zorganizowano śniadanie (z szampanem). Lokalizacja jest w szczerym polu, co czyni ją bardzo klimatyczną. Oczywiście stoliki i wszystko jest tu przygotowane, wygląda lepiej niż na kempingach. Piloci balonów są bardzo dobrze doświadczeni i często latają w różnych miejscach świata sezonowo. Pomagają im lokalni pracownicy, który w razie potrzeby stanowią także dodatkowy balast w trakcie lotu (gdy jest za mało chętnych). Lot jest bardzo przyjemny i bezpieczny, acz trzeba trzymać się pewnych reguł, jak choćby spiąć długie włosy.

Gnu ucieka przed balonem
Gnu ucieka przed balonem
Eland zwyczajny (Taurotragus oryx)
Eland zwyczajny (Taurotragus oryx)

Masai Mara w filmie

Obszar chroniony Masai Mara pojawia się także w filmie „Pożegnanie z Afryką” (1985) Sidneya Pollacka. Przede wszystkim w kilku scenach przelotu, ale też tu, nad rzeką Mara nagrywano scenę z myciem włosów.

Sabesi właściwy (Damaliscus lunatus), albo inaczej antylopa topi
Sabesi właściwy (Damaliscus lunatus), albo inaczej antylopa topi
Słonie w Masai Mara
Słonie w Masai Mara

Jeśli chodzi o zwierzęta, to przynajmniej w okresie Wielkiej Migracji było ich tu naprawdę sporo. Głównie olbrzymie ilości zebr i gnu. Zdarzały się też pojedyncze słonie, lwy, gepardy, hieny, szakale, bawoły, żyrafy czy lamparty, przy rzece zaś hipopotamy i krokodyle, a także w większej ilości gazele, impale, czy antylopy. No i oczywiście ptaki. W teorii na obszarze Serengeti-Mary występują też nosorożce, ale jest ich stosunkowo niewiele, więc spotyka się je bardzo rzadko. W sierpniu panowała tu bardzo przyjemna pogoda, nie było za gorąco. Park znajduje się stosunkowo wysoko, średnio na wysokości ponad 1500 m n.p.m. i blisko równika. Ta mieszanka sprawia, że panuje tu umiarkowany klimat, idealny na safari. Z niewielką (ze względu na nosorożce) szansą zobaczenia Wielkiej Piątki, jest to prawie obowiązkowa pozycja do odwiedzenia w Kenii. Wycieczki tutaj są oferowane przez większość agencji turystycznych działających w Nairobi.

Hipopotamy w rzece Mara
Hipopotamy w rzece Mara

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak kenijski
Masai Mara

Pinnawala Elephant Orphange, sierociniec dla słoni i „Indiana Jones”

Sierociniec dla słoni Pinnawala na Sri Lance jest miejscem znanym i budzącym spore kontrowersje. Nas przyciągnął tu Jet setting, czyli szukanie miejsc związanych z filmem „Indiana Jones i Świątynia Zagłady”. Pinnawala Elephant Orphange jest jedną z lokacji. Dodatkowo skądś te słonie do filmu musieli brać, prawda? Właśnie z tego zakładu dla osieroconych, porzuconych, chorych i rannych słoni. Nie udało nam się jednak dowiedzieć, czy chociaż któryś ze słoni, które brały udział w filmie, jeszcze żyje: nie jest to nierealne, gdyż dożywają one 75-ciu lat, a w filmie wystąpił młody osobnik.

Słoń jest prowadzony do kąpieli w Maha Oya
Słoń jest prowadzony do kąpieli w Maha Oya

Pinnawala, ochrona słoni i kontrowersje

Ośrodek został założony w 1975 roku przez lankijskie Ministerstwo ds. Ochrony dzikiej przyrody. Po kilkukrotnej zmianie lokalizacji, sierociniec osiadł wreszcie około 40 kilometrów od Kandy, nieopodal rzeki Maha Oya. Obecnie sierociniec (w skrócie czasem określany jako PEO) szczyci się największym na świecie stadem słoni w niewoli, liczącym w 2012 roku prawie 80 osobników (nie mamy nowszych danych).

Pinnawala i kąpiel słoni w rzece
Pinnawala i kąpiel słoni w rzece

Oprócz słoni osieroconych, które zagubione odnajdywano wędrujące po lasach i polach, w ośrodku przebywają także zwierzęta chore i kalekie, ale także prowadzi się hodowlę słoni na potrzeby prywatnych kupców. Część z tych słoni „pracuje” w branży turystycznej do przejażdżek i prywatnych mini-zoo, kilka trafiło do Kandy, gdzie biorą udział w Festiwalu Zęba Buddy.

Słoń zadowolony z kąpieli
Słoń zadowolony z kąpieli

Zwalczanie słoni na Cejlonie

Z powodu komercyjnej działalności PEO bywa niejednokrotnie krytykowane przez organizacje obrońców praw zwierząt. Inne lankijskie instytucje badały działalność sierocińca, mimo to nie stwierdzały uchybień. W sieci można znaleźć wiele wpisów nawołujących do bojkotu tego miejsca. Natomiast należy pamiętać, że taki ośrodek nigdy nie będzie naturą, słonie chodzą tu z łańcuchami (jak praktycznie wszędzie, gdzie trzyma się słonie poza wybiegami), a ludzi nie da się upilnować. Z drugiej strony cały czas mamy na uwadze to, że informacje, iż słoń zranił lub zabił człowieka w mediach na Cejlonie pojawia się często.

Zaś słoń chory lub ranny (i nie tylko) będzie szukał pożywienia tam gdzie o nie najłatwiej – wśród ludzi – powodując straty materialne i często ludzkie. Takie zwierzęta zagrażają ludziom i sobie samym, wszak nierzadko mieszkańcy biorą odwet na innych słoniach, mimo kar jakie im za to grożą. Również te skrzywdzone przez ludzi słonie trafiają do sierocińców. Dlatego część z tych zwierząt czasem naprawdę wygląda źle, na pokaleczone.

Słonie prowadzone do kąpieli
Słonie prowadzone do kąpieli

Niestety, ale ośrodki które wychwytują porzucone i osłabione słonie są tutaj zwyczajnie potrzebne. Ponadto lankijska kultura i turystyka wymagają udziału tych majestatycznych stworzeń w pewnych wydarzeniach, więc lepiej, by pochodziły one z legalnych i nadzorowanych hodowli, do których zalicza się ośrodek w Pinnawala. Zresztą rząd Sri Lanki mocno kontroluje wszelkie zarabianie na słoniach.

Mycie słoni w Pnnawala (zbiorowo)
Mycie słoni w Pnnawala (zbiorowo)

Słonie na Sri Lance

Na Cejlonie koegzystencja ludzi i słoni to prawdziwy problem. W miejscach takich jak płaskowyż Hortona słonie zostały doszczętnie wytępione jeszcze przez Brytyjczyków. Dodatkowo mocno przetrzebiono ich naturalne żerowiska, zwierzęta jednak nie dały się zamknąć w rezerwatach. Dziko żyjące słonie są na Sri Lance utrapieniem. Ludzie grodzą pola za pomocą drutów pod napięciem, a w szczególnie zagrożonych miejscach nocują w domkach na drzewach. Dla nas, Europejczyków, zobaczyć słonia jest wielką atrakcją, ale miejscowi widzą to zupełnie inaczej. Było dla nas szokiem, jak bardzo uciążliwe może być współdzielenie środowiska z zagrożonym gatunkiem i chociaż chcielibyśmy pełnej ochrony słoni, musimy też wczuć się w sytuację ludzi. Ale pamiętajmy, że w Tanzanii było dość podobnie. Słoń był uznawany za trzecie najbardziej niebezpieczne dla człowieka zwierzę, po musze tse-tse i komarze. To wszystko sprawia, że docenia się wkład rządu w ochronę słoni. Nawet jeśli takie miejsca jak ten sierociniec nie spełniają najwyższych standardów zachodnich.

Pinnawala i mycie słoni indywidualne (dodatkowo płatna atrakcja)
Pinnawala i mycie słoni indywidualne (dodatkowo płatna atrakcja)

Zabijanie słoni na Sri Lance

Mimo surowego prawa, rocznie zabija się około stu słoni (czyli więcej niż jest w tym sierocińcu). Spójrzmy na to z perspektywy Lankijczyków: rolnik posiada stosunkowo niewielkie pole ryżu, często jest to uprawa przejściowa w dogodnym akurat miejscu w lesie. Zabudowa mieszkalna jest licha, powstała z dostępnego na miejscu surowca; dotyczy to zwłaszcza tymczasowych pól uprawnych. Sadzi ten rolnik ryż, dba o sadzonki, oczekuje na czas żniw. I wpada słoń, zwabiony polem pełnym zboża. Niszczy uprawy wyrywając kłosy, tratuje chatę znęcony zapachem jedzenia i nierzadko przypadkowo zabija ludzi.

To sytuacje ekstremalne, ale zdarzają się niestety często. Podczas naszego pobytu na Sri Lance, nasz przewodnik słuchając radia, aż czterokrotnie przetłumaczył nam informacje o tym, że słoń kogoś zabił lub poważnie zranił. Byliśmy tam niecałe dwa tygodnie. To niestety nastawia ludzi dość wrogo do słoni. Boją się ich i nie lubią, a potem bywa, że biorą sprawy w swoje ręce. Dziś to nie kłusownictwo jest problemem (dlaczego – pisaliśmy o tym przy okazji Hurulu), a zwykłe tępienie słoni.

Słoń zarzywający kąpieli
Słoń zarzywający kąpieli

Słonie a turystyka

Do tej całej, skomplikowanej układanki dochodzą jeszcze przejażdżki na słoniach, które są na Sri Lance bardzo drogie – nawet około 40 USD za osobę. Ta atrakcja jest jednocześnie ściśle kontrolowana przez rząd, co oznacza ograniczony podaż i jednocześnie konieczność trzymania zwierząt w odpowiednich warunkach. To widać: najczęściej słonie nie chodzą po asfalcie, ale po leśnej ścieżce, wchodzą do wody, korzystają z cienia. W porównaniu z Tajlandią podobno jest zauważalnie lepiej. Ale powiedzmy sobie wprost, u nas też w tej kwestii mamy do nadgonienia trochę, patrząc jak traktujemy konie.

Rzeka Maha Oya (Pinnawala)
Rzeka Maha Oya (Pinnawala)

Czy jest to nieetyczna rozrywka? Słonie indyjskie łatwo dają się oswoić i od czasów starożytnych służą człowiekowi w różnych pracach, także na wojnie (aż do XVIII wieku), o czym pisaliśmy przy okazji Kartaginy. W sierocińcu używa się samców do lekkich prac takich jak przenoszenie pożywienia. Nie różnią się tym samym od koni w innych cywilizacjach. Oswajanie i tresura słoni to proces dla nich bolesny? Niestety najczęściej tak, ale nie zapominajmy, że przyzwyczajanie źrebiąt do siodła i wędziła też nie przychodzi im naturalnie. Zwłaszcza, że z oswajaniem zwierząt bywa tak, że ludzie często wybierają szybszą i łatwiejszą drogę, niestety boleśniejszą dla zwierząt.

Tradycja jazdy na słoniu

Tu jeszcze dochodzi element tradycji, czli Mahout i jego słoń. Słowo „mahout” pochodzi z hinduskiego mahawat. Znane w Europie „kornak” pochodzi z sanskryckiego karināyaka i na Stary Kontynent określenie przywieźli Portugalczycy. Na Sri Lance opiekun/trener słoni nazywa się pahan (tamilski) lub kurawanayaka (syngaleski). Oczywiście trzeba wpierw nawiązać wieź ze zwierzęciem, oswoić je do siebie. Czy dziś taka tradycja powinna być kultywowana? Ostatecznie każdy musi sam sobie wyrobić opinię na ten temat. Natomiast w Pinnawali turyści nie jeżdżą na słoniach. Nie ma takiej atrakcji.

Słonie na wybiegu w sierocińcu Pinnawala
Słonie na wybiegu w sierocińcu Pinnawala

Pinnawala: atrakcja turystyczna czy centrum edukacyjne?

Na koniec jeszcze jedna kwestia, czyli komercyjny charakter Pinnawali. Tego nie da się nie zauważyć. To dziś przede wszystkim atrakcja turystyczna, dopiero później faktycznie sierociniec, a na samym końcu centrum edukacyjne. Chyba najlepiej widać to było podczas kąpieli, gdzie opiekujący się słoniami Lankijczycy za małą łapówkę pozwalają dotknąć słonia. Inni sprzedają jakieś jedzenie. Jeszcze inni pozwalają słonie karmić byle czym. Dzieje się tak do momentu, gdy nie pojawi się ktoś z kierownictwa. Wówczas nieprawidłowości znikają. Ciekawy jest też stosunek ludzi chroniących te zwierzęta do nich samych, zwłaszcza w kontekście nie lubienia ich na Sri Lance. Czynnik ludzki jest dość zawodny.

Niemniej jednak nie można udawać, że Pinnawala nie istnieje. Mało tego, w jakimś stopniu pełni nawet istotną rolę w ochronie słoni, acz jest to forma kompromisu różnych interesów, a nie idealny świat. Czasem współistnienie na małej powierzchni ze zwierzętami to problem, a ludzkie tradycje i zwyczaje dodatkowo go komplikują. Zaś mnóstwo sklepów, także sprzedających papier z odchodów słonia, powoduje ten komercyjny odbiór. Jest duża szansa, że każdy zobaczy tu to, czego szukał. Zatem każdy powinien wziąć pod rozwagę, czy chce tu przyjeżdżać i dlaczego.

Karmienie słoni to dodatkowa atrakcja
Karmienie słoni to dodatkowa atrakcja

Co można zobaczyć w Pinnawala Elephant Orphange?

Czego jednodniowy turysta może się spodziewać w Pinnawala Elephant Orphange? Przede wszystkim, może je podejrzeć naprawdę z bliska, zwłaszcza podczas rutynowej kąpieli. Dwa razy dziennie w określonych godzinach słonie są przeprowadzane z ośrodka nad brzeg rzeki Maha Oya, to jest jakieś 500 metrów. Następnie słonie wchodzą do wody, w której część ochoczo się tapla, a część trzeba polewać wodą. Można także wykupić kąpiel ze słoniem: jeden ze zwierzaków jest na tyle spokojny, że leżąc w wodzie daje się polewać i drapać szczotką. Można patrzeć na te słonie i patrzeć, nie znudzi się. Nam najbardziej podobało się spostrzeżenie, że każde ze zwierząt ma swoją własną, bardzo wyraźną osobowość i preferencje co do spędzania czasu nad wodą. Przynajmniej kilka z tych słoni naprawdę się tą kąpielą cieszyło i było to po nich widać. Były też inne, które najchętniej zostały by w ośrodku i czekały, kiedy ta wątpliwa przyjemność się skończy.

Pinnawala i wybieg dla słoni
Pinnawala i wybieg dla słoni

Samice chadzają swobodnie jako stado, ale są zabezpieczane łańcuchem na noc. Samce natomiast prowadzą indywidualnie mahauci, czyli inaczej kornakowie – opiekuni i trenerzy słoni wyposażeni w kij z hakiem. Nogi samców są skrępowane łańcuchem, także podczas kąpieli.

Po powrocie do ośrodka, słonie obsypują się na nowo piaskiem – na nic całe mycie, zdawałoby się. Dla nich jednak jest to ochrona przed słońcem i insektami. Na liczącym 10 hektarów terenie słonie chodzą na swoich wybiegach. Znajdziemy tutaj tablice edukacyjne, z których możemy dowiedzieć się wiele o życiu słoni i działaniu sierocińca, także o takich drażliwych kwestiach jak trzymanie ich w niewoli i w łańcuchach. Choć tablice ustawione są raczej tak, że jest to działalność pro forma, wręcz trzeba się za nimi rozglądać. Bilety są sprawdzane przy wejściu do właściwego ośrodka i przy rzece. W obu miejscach mamy swobodę w chodzeniu, choć przy rzece istotne są godziny kąpieli. W miejscu, gdzie pluskają się słonie można albo stać w słońcu, albo w barze z dobrym widokiem (dodatkowo płatne, trzeba coś zamówić).

Słonie w rzece
Słonie w rzece

Karmienie słoni

W określonych godzinach można wykupić karmienie słonia owocami albo młodego mlekiem. To drugie akurat było odwołane podczas naszego pobytu. Ośrodek nie oferuje przejażdżek na grzbiecie zwierząt. My skorzystaliśmy z możliwości nakarmienia słonia (i tym samym pogłaskania go). W naturze dorosły słoń indyjski je dziennie jakieś 150 kilogramów trawy i innych roślin. Trudno je więc tu przekarmić. Kupując możliwość karmienia słonia dostajemy koszyk z pokrojonymi owocami, które wsadza się słoniowi do pyska. Te są nauczone i czekają. Nasz był na tyle rozleniwiony, że nawet nie chciało mu się trąbą łapać pokarmu. Kupienie jedzenia w Pinnawali jest tańsze niż to, co oferowali ludzie przy kąpieli, a dodatkowo jest tu więcej różnych rzeczy, które faktycznie jedzą te ssaki. Zaś przy całej ceremonii dużo więcej jest gapiów niż osób karmiących.

Słonie i okolice Pinawalli wykorzystano w filmie „Indiana Jones i świątynia zagłady”
Słonie i okolice Pinawalli wykorzystano w filmie „Indiana Jones i świątynia zagłady”

Pinnawala i Indiana Jones

Przypominamy, że nas przyciągnął tu Indiana Jones. Jak pamiętamy Harrison Ford jeździł w „Świątyni Zagłady” na słoniu. Część scen ze słoniami nagrywano koło Kandy przy muzeum herbaty cejlońskiej, natomiast pozostałe ujęcia kręcono właśnie w tym sierocińcu. Przede wszystkim przejście przez rzekę Maha Oya, tę samą, w której dziś codziennie kąpią się słonie. Niestety nie udało nam się dotrzeć do informacji, w którym dokładnie miejscu były kamery. Być może wykorzystano też zdjęcia z wybiegu, ale nie udało się nam tego potwierdzić.

Z dostępnych informacji wynika, że zdjęcia kręcono w rzece Maha Oya oraz tuż przy jej brzegu, gdzie nagrywano sceny w dżungli. Niestety „Świątynia zagłady” Stevena Spielberga była raczej epizodem w sierocińcu, o którym dziś mało kto pamięta. Dla nas zaś poza filmowym miejscem, była to wspaniała okazja, by móc nakarmić słonia i przy okazji go pogłaskać. Swoją drogą oprócz Pinnawali w okolicy działa nierządowy – Millenium Elephant Foundation. Wielu przewodników i kierowców przywozi tam turystów, także dlatego, że ten ośrodek właśnie pozwala na jazdy na słoniach. Dla nas jednak ważniejsza była filmowa historia i ochrona słoni.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak lankijski
Pinnawala
Szlak filmowy
Pinnawala

Hurulu Eco Park, czyli safari po lankijsku

Jedną z atrakcji planowanych podczas naszego pobytu na Sri Lance było safari, choć nawet nie braliśmy pod uwagę wówczas Hurulu. Początkowo myśleliśmy o Parku Narodowym Yala, ale nasz przewodnik zapytał, co chcemy zobaczyć w parku: słonie czy inne zwierzęta (jelenie i tak dalej). Najfajniej byłoby wszystkie, ale słonie indyjskie w naturze to coś, na czym nam zdecydowanie bardziej zależało. Zasugerował Park Minneriya, lub któryś z okolicznych. Miał sprawdzić, gdzie akurat są słonie i możliwy wjazd. Tak więc, ze względu na warunki terenowe, pogodowe i meldowaną liczbę zwierząt, wybór padł na Hurulu Eco Park, który jest dostępną dla turystów częścią rezerwatu leśnego Hurulu.

Safari w Hurulu
Safari w Hurulu

Hurulu, Minneria i Kaudulla

Tu jeszcze warto dodać jedno: Minneriya National Park, Kaudulla National Park czy właśnie Hurulu Eco Park są położone bardzo blisko siebie, dokładnie w tej samej okolicy. Hurulu  jest zlokalizowane w miejscowości Habarana. Dotarcie tu z Sigiriyi nie stanowi problemu. Można spokojnie wybierać jeden z trzech parków. Natomiast nie tylko ludzie sobie je wybierają, podobnie robią zwierzęta.Zatem z naszego punktu widzenia, wybór jednego z tych trzech parków zależał głównie od ilości zwierząt. A że akurat w Minneriyi wylały wody, słonie przeniosły się do Hurulu. Tu, podobnie jak w Tanzanii, organizatorzy safari doskonale wiedzą, gdzie akuratnie przebywają słonie. Co nie znaczy, że nie jeżdżą w tym czasie do pozostałych. W takich wypadkach warto podkreślać, że zależy nam na zwierzętach, nie na konkretnym miejscu.

Hurulu Eco Park
Hurulu Eco Park

Gdzie zobaczyć słonie na Sri Lance?

Owszem, w planie mieliśmy też inne lankijskie rezerwaty biosfery (np. Sinharaja), ale tylko jedno safari. Yala jest jednym z największych i najbardziej popularnych parków, ale nie ma w nim dużo słoni. Choć z drugiej strony podobno nie ma tam takich chaszczy, więc łatwiej wypatrzyć inne zwierzęta. Poza Minneriyą można też rozważyć Udawalawe, albo Wilpattu (ten odpadł, bo był zupełnie nie po drodze). Nam Hurulu doskonale wpasowało się w plan. Okolica zaś wygląda imponująco. Wielkie połacie cejlońskiego lasu widzieliśmy chociażby ze szczytu Sigiriyi i w otoczeniu zabytków Anuradhapury, czy zwłaszcza Polonnaruwy.

Samochód uwięziony w błocie
Samochód uwięziony w błocie

Krajobraz i zwierzęta w Hurulu

Dla nas wygląda to jak tropikalna dżungla z widocznymi chmurami parującej wilgoci unoszącymi się ponad wiecznie zielonymi liśćmi. Tak naprawdę to jest złudzenie. Większość lasów porastających wyspę Cejlon to wiecznie zielone lasy strefy suchej, czyli lasy kserofityczne. Występują one w klimacie tropikalnym i subtropikalnym, gdzie temperatura jest raczej wysoka przez cały rok, ale za to opady są stosunkowo niskie, a pora deszczowa i sucha występuje nieregularnie. Takie lasy występują między innymi w Indiach, Azji południowo-wschodniej i w Brazylii.

Paw w Hurulu
Paw w Hurulu

Najciekawsze – i niestety najbardziej zagrożone – z występujących w Hurulu zwierząt to lampart lankijski, kot rdzawy (najmniejszy dziki kot w Azji), indyjski żółw gwiaździsty i oczywiście słoń. Powiedzmy sobie wprost, najważniejsze dla nas było zobaczyć słonia. Także dlatego, że ich obecność i możliwość zobaczenia da się wcześniej zweryfikować. Cóż, od tego zależy biznes przewoźników, więc dbają o wiarygodność informacji. Niestety nie da się tego powiedzieć o innych zwierzętach, je ogląda się niejako przypadkiem. Zobaczenie lamparta wymaga wiele szczęścia. Zresztą nawet słonie w Hurulu mają gdzie się schować. Jeśli nie będą akurat blisko drogi, to może być problem, by móc im się przyjrzeć.

Słonie indyjskie w Hurulu
Słonie indyjskie w Hurulu

Słonie w Hurulu

Występujący na Sri Lance gatunek to oczywiście słoń indyjski, podgatunek – słoń cejloński (Elephas maximus maximus). Udało nam się zobaczyć kilka sztuk, ale daleko to do liczebności, którą obserwowaliśmy w Tanzanii. Jak zresztą niestety jakichkolwiek innych zwierząt, wliczając w to ptaki. Spowodowane jest to niekorzystnym ułożeniem szlaku: nie tylko na samej krawędzi parku, ale i z jedną trasą, na którą pakują na raz wiele samochodów (wjazdy są o konkretnych godzinach). Nic dziwnego, że zwierzęta unikają tych okolic.

Słonica ze słoniątkiem
Słonica ze słoniątkiem

Słonie na Sri Lance

Słoń na Sri Lance to temat równie obszerny, co kontrowersyjny. Zacznijmy od faktów: zwierzęta te występują jedynie na terenach suchych, omijają lasy deszczowe i mgliste. Populacje żyją na wysokościach aż do 2000 metrów nad poziomem morza. Ich liczebność na wyspie w 2011 roku szacowano na około 5800 osobników, co jest znacznym wzrostem od roku 2007, kiedy naliczono do 3000 słoni. W pierwszych dekadach XIX wieku żyło ich natomiast 12 – 14 tysięcy. Skąd taki spadek liczebności? Oczywiście przez kłusownictwo, karczowanie lasów pod pola uprawne oraz zabijanie w obronie własnej i dobytku. Skąd mamy wzrost liczebności populacji w ostatnich latach? Zabijanie dla ciosów jest mało opłacalne, gdyż obecnie zaledwie 2% samców może poszczycić się imponującymi (a dla człowieka: wartościowymi) kłami. To także skutek przetrzebienia populacji. Gen kłów zanika  przez działania człowieka.

Słoń indyjski (Hurulu, Sri Lanka)
Słoń indyjski (Hurulu, Sri Lanka)

Drugi powód wzrostu populacji to fakt, że słonie objęte są znaczną ochroną gatunkową, ich krzywdzenie jest srogim przestępstwem. Niekiedy słonie są przesiedlane w inne rejony wyspy, by zrównoważyć ich liczbę na różnych obszarach i aby słoń w poszukiwaniu siedlisk nie wchodził rolnikom w szkodę. Co do przesiedleń, to warto pamiętać o tym, że słonie są zwierzętami silnie związanymi z miejscem. Zdarzało się, że przeniesione, powracały do swoich pierwotnych siedlisk. Jeden z takich przesiedleńców przewędrował przez miesiąc ponad 200 kilometrów, by powrócić do domu. Więcej w temacie słoni będzie też przy wpisie o Sierocińcu Pinnawala.

Słoń indyjski
Słoń indyjski

Safari w Hurulu Eco Park

W porównaniu z tanzańskim, safari w Hurulu Eco Park nie rzuca na kolana. Ryk kolumny samochodów skutecznie przepłoszył zwierzęta (choć słonie ostatecznie widzieliśmy w załóżmy satysfakcjonującej ilości). Dodatkowo podczas naszej wizyty, deszcze zamieniły część trasy w grząskie bagnisko i sporo czasu straciliśmy na wygrzebywanie się z pułapki. Ale co tu dużo mówić – atrakcja sama w sobie. Natomiast doskonale zdajemy sobie sprawę z unikalności afrykańskich safari, zwłaszcza tam, gdzie naprawdę jest dużo zwierząt do obserwowania (np. Tarangire).

Słonie w trawie
Słonie w trawie

Tak jak wspominaliśmy wcześniej, trasa po Hurulu jest dość ograniczona. Do tego parku wjeżdża się dwa razy dziennie, rano i po południu, zaledwie na kilka godzin. Kierowcy nie szukają zwierząt starając się wybierać mniej uczęszczane drogi, raczej jadą wprost po wyznaczonym szlaku. Przy słoniach, rzadziej przy  innych zwierzętach, robią się korki. Dodatkową atrakcją jest skała, na której znajduje się punkt obserwacyjny. Można wejść na nią i pooglądać okolicę. Za to w porównaniu z innymi parkami (jak Yala) Hurulu jest tańszy.

Skała z której spogląda się na Hurulu
Skała z której spogląda się na Hurulu

Jak zorganizować safari na Sri Lance?

Do Hurulu (czy Minneriyi lub innych okolicznych parków) nie da się wjechać samochodem innym niż 4×4. Zresztą utkwiwszy w błocie zdołaliśmy się przekonać dlaczego. Najczęściej bez problemu można – z pomocą hotelu czy przewodnika – umówić sobie kierowcę praktycznie dzień wcześniej, no i wybrać park, jeśli jest taka możliwość (warunki pogodowe). Natomiast trzeba się liczyć z tym, że będzie tu dużo samochodów i ludzi, a stosunkowo mało zwierząt. To nie Serengeti. Dotyczy to raczej większości parków na Sri Lance. Nie zmienia to jednak faktu, że byliśmy bardzo zadowoleni z tego safari. Słonie były (około 30 w sumie), no a same widoki są powalające. Jasne, zawsze chce się więcej, ale tu podstawowy cel, zobaczyć słonie w naturze, został osiągnięty.

Na safari w Hurulu
Na safari w Hurulu

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak lankijski
Hurulu Eco Park