Archiwa tagu: wodospad

Park Narodowy Jezior Plitwickich (Jeziora Plitwickie)

Chorwacja zachwyca wspaniałym wybrzeżem Adriatyku, interesującą architekturą, ale przyrodniczą perłą w koronie jest bez wątpienia Park Narodowy Jezior Plitwickich (chor. Nacionalni park Plitvička jezera), czasem zwane Plitwicami (Plitvice). Jeziora Plitwickie to imponujące miejsce spacerowe bez wątpienia wyróżniające się nie tylko w Chorwacji, ale w skali światowej. Jedyny minus to ogromne ilości turystów. Ale nawet jeśli mamy stać i czekać na swoją kolej, by zrobić zdjęcie, czy przejść, to i tak warto.

Piękna woda w jeziorach Plitwickich
Piękna woda w jeziorach Plitwickich

Park Narodowy Jezior Plitwickich

Plitwice zajmują obecnie obszar prawie 30 tysięcy hektarów. Park rozciąga się na 8 km, jezior zaś w sumie jest tu 16. Na listę światowego dziedzictwa UNESCO zostały wpisany w 1979 roku, zaś już od 1949 są obszarem chronionym. Do parku prowadzą cztery różne wejścia, przy każdym z nich znajduje się płatny parking. Parking to trochę dużo powiedziane. Część miejsc faktycznie jest przygotowanych, ale reszta to po prostu droga prowadząca w las, gdzie można legalnie postawić samochód. Niełatwo o miejsce postojowe; widać dużo rejestracji z Polski, czy wiele innych spoza Chorwacji.

Trasa między wodospadami
Trasa między wodospadami

Jeziora Plitwickie znajdują się na obszarze masywu górskiego Mała Kapela, części Gór Dynarskich. Te jeziora z nazwy parku to dwa zespoły jezior: Jeziora Górne (jest ich 12) i Jeziora Dolne (w sumie 4), które są połączone ze sobą trawertynowymi kaskadami. Na nich utworzyły się zjawiskowe wodospady – jest ich ponad 90! Za to aż 80% parku jest porośnięte lasem (głównie bukowym).

Jeziora Plitwickie
Jeziora Plitwickie

Zwiedzanie Jezior Plitwickich

Podobnie jak w Parku Narodowym rzeki Krka, tak i tutaj duża część drogi prowadzi drewnianymi kładkami, a część z nich jest zalana z uwagi na wysoki stan wody.
W maju pogoda była trochę w kratkę, co widać na zdjęciach: trochę przejaśnień i trochę mżawki. Ale z drugiej strony ta pogoda „przerzedza” ilość osób, a ich tu i tak było sporo.

Jeden z wodospadów
Jeden z wodospadów

Jeziora Plitwickie – inne atrakcje

W Parku Narodowym Jezior Plitwickich jedna z odnóg szlaku prowadzi do jaskini krasowej. Rzekomo zamieszkanej przez nietoperze. Myśmy nie wypatrzyli żadnego, może dlatego że to miejsce jest naprawdę tłumnie odwiedzane przez turystów – w sezonie nawet kilka tysięcy osób dziennie – i nietoperze przeniosły się w spokojniejsze miejsca. Za to w rzece zauważyliśmy raki – znak, że woda jest naprawdę czysta. Prócz raków jest tu wiele ptaków, żab, ale to też ciekawe miejsce na obserwowanie rybich ławic.

Jeziora Plitwickie
Jeziora Plitwickie
Jaskinia krasowa
Jaskinia krasowa

Najsłynniejsze widoki Plitwic

Chyba najbardziej efektowny widok – i jeden z bardziej znanych widoków z Chorwacji. Z położonej wyżej ścieżki widać zjawiskowe trawertynowe kaskady. Różnica wysokości tafli Górnych i Dolnych jezior wynosi 153 metry – taką różnicę poziomów pokonują liczne wodospady na potoku łączącym obie grupy jezior. Tutaj znajduje się także najwyższy w Chorwacji wodospad: Vielki Slap o wysokości prawie 80 metrów. Tworzy go opływający park potok Plitvicki spadający w głęboką nieckę.

Szlak w Parku Narodowym Jezior Plitwickich
Jeziora Plitwickie
Vielki Slap (Jeziora Plitwickie)
Vielki Slap (Jeziora Plitwickie)

Poruszanie się po PN Jezior Plitwickich

Park jest dość spory, a przechodzenie od jednego miejsca do drugiego może zająć zbyt wiele czasu, więc są tu ułatwienia. Z jednej strony między parkingami i wejściami kursuje „pociąg” (czy raczej ciągnik). Z drugiej po jeziorach mamy stateczki-promy. Pozwala to na zrobienie na spokojnie w jeden dzień obu głównych tras.

Kaczor i ryby
Kaczor i ryby

Część trasy odbywa się takimi stateczkami-promami jak na zdjęciu poniżej. Nie jest to konieczne, ale przydatne. Zwłaszcza przemieszczanie się między górnymi i dolnymi jeziorami może być czasochłonne, zaś droga nie jest już tak atrakcyjna. Trasę tę można też przejechać.

Jeziora Plitwickie
Jeziora Plitwickie

Trasy i dojazd do Jezior Plitwickich

Są dwa wejścia do Parku. Nr 1 znajduje się na północy, nr 2 bardziej na południu. Wiele opisów w sieci sugeruje, że bardziej optymalne jest wejście nr 1, bo znajduje się bliżej Vielkiego Slapu i najważniejszych atrakcji. Zaiste, zwłaszcza jak na park nie poświęcamy większości dnia, a tylko jego część, to faktycznie optymalne rozwiązanie. My jednak zrobiliśmy na odwrót. Zaczęliśmy przy wejściu nr 2 i obejrzeliśmy wpierw górne jeziora, które przypominają trochę to, co już widzieliśmy parku rzeki Krka. To nadal piękne miejsce, ale zgodnie z większością opinii, górne jeziora (okolice wodospadu) są faktycznie bardziej atrakcyjne i unikalne. Więc mając więcej czasu, u nas był to prawie cały dzień na ten park, najlepsze zostawiliśmy sobie na koniec.

Jeziora Plitwickie
Jeziora Plitwickie

Jeziora Plitwickie a wojna

Park Narodowy Jezior Plitwickich to naprawdę bajeczne miejsce, ale nie uchroniło go to przed okrucieństwami wojny. Podczas rozpadu Jugosławii to właśnie tutaj zginęła pierwsza ofiara wojenna. Chorwacki milicjant, który został zabity przez serbskich żołnierzy. Serbska okupacja tego miejsca trwała pięć lat. Szczęśliwie dziś można się cieszyć bez przeszkód tym pięknym miejscem.

Kaskady w Plitwicach
Kaskady w Plitwicach

Wejściówki do Plitwic

Ceny i godziny otwarcia warto sprawdzić na stronie parku (bilety można rezerwować tutaj i jest to bardzo dobra opcja, bo obecnie ilość zwiedzających dziennie Jeziora Plitwickie została ograniczona do 10 tysięcy). Zaś podobnie jak w wielu innych miejscach, tu także warto być rano, by ominąć tłumy ludzi. Wybierając się na przechadzkę, warto pamiętać o czymś do przekąszenia oraz o wodzie (choć pewnie tamtą wodę można pić bezpiecznie).

Słynny widok na Plitwice
Słynny widok na Plitwice

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak chorwacki
PN Jezior PlitwickichSzybenik

Park Narodowy Westland: Lodowce Fox i Franz Josef

Park Narodowy Westland jest jednym z czterech nowozelandzkich parków narodowych wpisanych na listę UNESCO w ramach grupy Te Wahipounamu. Choć teren Westland to głównie wieczne zielone, tropikalne puszcze, to znajdują się tu także lodowce. Dwa najważniejsze lodowce: Franciszka Józefa (czyli Franz Josef, tak, tego cesarza Austrii) i Foxa.

Lodowiec Franciszka Józefa
Lodowiec Franciszka Józefa

Droga do lodowców i las

Warto tu zwrócić uwagę na coś naprawdę niesamowitego: wiecznie zielony las wspina się do samych góry, by nagle zamienić się w twardą wysokogórską roślinność poutykaną między skały. Wkrótce większe i mniejsze skalne odłamki zastępują niemal wszelką roślinność. Krajobraz staje się surowy, nieprzyjazny, majestatyczny. A w niewielkiej odległości widzimy lodowiec: jęzor sprasowanego wieloletniego śniegu. Im niżej, tym bardziej brudnego, zaś bliżej szczytu połyskującego bielą i błękitem.

Wodospad przed lodowcem Franz Josef
Wodospad przed lodowcem Franz Josef

Lodowiec Franc Josef

Nazwa lodowca rzeczywiście upamiętnia cesarza Austrii Franciszka Józefa. Nadał ją w 1865 roku niemiecki odkrywca Julius von Haast (na jego cześć nazwano jedną z miejscowości, a także wybite już orły Haasta). Maoryska nazwa Łzy Hina Huketerie (Kā Roimata o Hine Hukatere) nawiązuje do legendy tłumaczącej powstanie lodowca. Opowiada ona o Hine Hukatere, która kochała wspinać się po górach. Namówiła swego ukochanego imieniem Wawe, by wspiął się wraz z nią. Wawe jednak nie był dość doświadczony, więc gdy przyszła lawina, zginął. To złamało serce Hine, zalała się łzami, a te zamarzły tworząc lodowiec.

Okolice lodowca Franciszka Józefa
Okolice lodowca Franciszka Józefa

Lodowiec powstał i utrzymuje się dzięki opadom śniegu w wysokich partiach gór, gdzie zalegający śnieg ulega sprasowaniu i stwardnieniu. Odkąd prowadzi się obserwacje, a więc od drugiej połowy XIX wieku, zauważono naprzemienne okresy rozrostu i cofania się lodowca. Obecnie znajduje się on w fazie cofania, a jego powierzchnia jest niestabilna. Z tego powodu zabronione są piesze wyprawy na sam lodowiec – można go podziwiać z pewnej odległości – a żeby dostać się na szczyt, należy wykosztować się na wycieczkę samolotem lub helikopterem. Po wylądowaniu na stabilnym podłożu, możliwe są dłuższe lub krótsze wycieczki po śniegu. Relatywnie cena przelotu aż tak droga nie jest, istotniejsze jest zarezerwowanie sobie takiego lotu wcześniej. Nawet poza sezonem obłożenie jest spore.

Lodowiec Franc Josef
Lodowiec Franc Josef

Lodowiec Fox

Kolejny lodowiec nosi nazwę po premierze Nowej Zelandii, sir Williamie Foxie, który w 1872 roku odwiedził to miejsce. Owszem, ma też nazwę maoryską – Te Moeka o Tuawe.

Trasa na lodowiec Fox
Trasa na lodowiec Fox

Podobnie jak pobliski Franz Joseph Glacier, także Fox Glacier jest jednym z niewielu lodowców, które niemal graniczą z tropikalnym lasem deszczowym, a ich wysokość to zaledwie 300 m n.p.m. Lodowiec Foxa także ma swoje cykle przyrastania i cofania się, obecnie się wycofuje. Z tej perspektywy mniej efektowny niż pierwszy lodowiec, ale wyprawa warta czasu i sił.

Ścieżka do lodowca Fox
Ścieżka do lodowca Fox

Zwiedzanie lodowców Franc Josef i Fox

Przed oboma lodowcami są zbudowane bardzo duże parkingi. Trasa do przejścia stamtąd jest stosunkowo nieduża, raczej podobnie jak w wielu innych miejscach Nowej Zelandii, trzeba liczyć około 30-45 minut w jedną stronę. Teren tym razem jest trochę trudniejszy, niż przy większości innych atrakcji, ale za to widoki są niesamowite.

Okolice lodowca Fox
Okolice lodowca Fox

Do samych lodowców się nie podchodzi. Raczej do miejsca, skąd można je podziwiać. Wszystko jest ogrodzone, tak by turystom nic się nie stało. Podobnie jest z trudniejszymi fragmentami na ścieżce. Jeśli przypadkiem ktoś mógłby tam spaść, to na pewno będzie barierka. Te zabezpieczenia nie są bezpodstawne – można poznać przypadki nierozważnych turystów, którzy samowolnie opuścili wyznaczony szlak i ponieśli śmierć, najczęściej z powodu osunięcia się kamieni lub lodu. Swoistą ciekawostką są też zdjęcia ukazujące, jak lodowiec topnieje z biegiem lat.

Droga na lodowiec Fox
Droga na lodowiec Fox

Inne możliwe aktywności

Oczywiście trochę inaczej sprawa się ma z wycieczkami zorganizowanymi. Te na przykład. wlatują helikopterem i lądują na lodowcu. Są też takie, które wymagają większej sprawności przy wspinaniu się. Jednak dla większości „przypadkowych” osób takie atrakcje są zamknięte. Nawet jeśli przejdzie się przez barierkę to i tak do lodowca wciąż jeszcze daleka droga. Swoją drogą wycieczki tego typu można kupić nie tylko na te lodowce, ale też np. na górę Cooka i znajdujący się obok niej lodowiec Tasmana.

Lodowiec Fox (śnieg ciężko dostrzec)
Lodowiec Fox (śnieg ciężko dostrzec)

Trochę dalej od lodowców znajdują się centra turystyczne z masą knajp i innych atrakcji. Tam też można właśnie zamówić loty helikopterami czy samolotami, ale na miejscu raczej nie ma co próbować. Na dany dzień w sezonie raczej miejsc nie znajdziemy, poza nim też nie jest łatwo.

Rzeka przy lodowcu Fox
Rzeka przy lodowcu Fox

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Lodowiec Fox i Franz Josef

Upolu, najważniejsza wyspa Samoa

W skład państwa Samoa wchodzi 9 zachodnich wysp archipelagu, przy czym zamieszkane są cztery. Dwie największe liczą aż 99% powierzchni kraju: Upolu i Savai’i. Są one pochodzenia wulkanicznego, pozostałe koralowego. Właściwie cały archipelag jest otoczony przez koralowce, na plaży znajduje się obok pumeksu wulkanicznego właśnie fragmenty korali.

Droga na wyspie Upolu, Samoa
Droga na wyspie Upolu, Samoa

Wyspa Upolu na Samoa

Samoa leży w strefie klimatu równikowego, z czego wynikają dwie pory roku: sucha i wilgotna, przy czym Samoa to raczej wilgotna i bardziej wilgotna. Ta bardziej wilgotna oznacza to, że co kilka godzin zrasza nas kilkuminutowy dość intensywny deszcz. Zaraz gdy przestanie padać, zaczyna parować i znów jesteśmy cali mokrzy, tym razem od potu. Ale nie jest to wbrew pozorom jakieś dokuczliwe, pewnie dzięki oceanicznej bryzie.

Krowa na Samoa
Krowa na Samoa

Na wyspie Upolu drogi prowadzą głównie wzdłuż wybrzeża, ale są też trzy trasy przecinające wyspę w poprzek. Na Savai’i za to są tylko drogi wzdłuż wybrzeża. Tym razem skoncentrujemy się jednak na najbardziej zaludnionej wyspie, czyli Upolu, a właściwie wszystkim, co jest poza Apią, czyli stolicą państwa.

Upolu, Samoa
Upolu, Samoa

Zwiedzanie i transport na Upolu

Podróżując po Upolu mamy do wyboru trzy opcje. Pierwsza to lokalne połączenia autobusowe. Te niestety nie dowiozą nas do wielu interesujących miejsc. Jeśli ktoś ma dużo czasu, można się w to bawić. Zostają więc albo taksówki albo wynajęcie samochodu. W takim wypadku lepiej wynająć taksówkę na cały dzień i wynegocjować cenę z kierowcą, wyjdzie taniej. Trudno znaleźć kogoś, kto by jeździł według licznika, więc ustalenie ceny jest bardzo ważne. Może się to okazać lepszym rozwiązaniem niż wynajem samochodu lub przynajmniej podobnym kosztowo, a dodatkowo zyska się przewodnika. Natomiast nie ma co się bać jeżdżenia autem po wyspie. Po Samoa jeździ się bajecznie łatwo, sama przyjemność. Ale wszystko tu jest przyjemne i na pełnym luzie, zwłaszcza jak już wyjedzie się poza Apię. Tam zwyczajnie nie ma dużego ruchu, czasem minie nas jakiś samochód, to wszystko. Zresztą auto to  najlepszy sposób na spokojne zwiedzanie. Prawie wszędzie można się spokojnie zatrzymać. No i nie ma zwierząt na drogach. Stan nawierzchni jest raczej średni, ale nie zły.

Namorzyny w okolicy Satao
Namorzyny w okolicy Satao

Wodospad Papapapaitai

Gdzieś mniej więcej po środku Upolu, zaraz przy jednej z tych biegnących w poprzek wyspy dróg, jest widowiskowy wodospad. Jeden z najwyższych na Samoa, bo mierzący aż 100 metrów, wpadający kaskadą do głębokiego kanionu prawie u podnóża wulkanu Mt Fiamoe (wys. 938 m n.p.m.). Wodospad nazywa się Papapapaitai. Jest to miejsce ciche, spokojnie, słychać tylko plusk wody, szmer drzew i co jakiś czas okrzyk schowanego wśród gałęzi ptaka. Podjeżdża się, podchodzi do barierki, nacieszy chwilę i można jechać dalej. Nie było tu nikogo, kto rościłby sobie prawa do pobrania opłaty.

Wodospad Papapapaitai, Upolu, Samoa
Wodospad Papapapaitai, Upolu, Samoa

Lasy namorzynowe na Upolu

Namorzyny opisywaliśmy już przy okazji Nowej Zelandii. Tutaj też są. I tutaj można pływać wśród zanurzonych drzew tradycyjną dłubanką-katamaranem, czyli lokalnym kanoe. Trzeba dojechać do wioski Satao (lub Sa’anapu –  wybraliśmy tę pierwszą), która jest po przeciwległej stronie wyspy niż Apia. Tam wypytać miejscowych, bo drogowskazów brakuje, a oni skierują już na odpowiednie miejsce. Atrakcja jest czynna wtedy, kiedy się przyjedzie: gdy właściciel domu słyszy samochód, wychodzi i za uzgodnioną opłatę wypływamy na półgodzinny rejs. Dobrze jest przyjechać wtedy, gdy jest przypływ. Przy odpływie jest tu dość płytko.

Namorzyny w okolicy Satao
Namorzyny w okolicy Satao

Samoańskie namorzyny sprawiają wrażenie wyższych i bardziej porozgałęzianych od tych, które widzieliśmy w Nowej Zelandii. Warto dodać, że tutaj kręcono część zdjęć do reality-show „Survivor: Samoa”, czyli „Ryzykanci” z 2009 roku. Uczestniczy byli rzekomo na bezludnej oddalonej części Samoa. Przewodnik pokazał nam dokładne miejsce ich pobytu – bliżej jego domu się już nie dało. Dla niepoznaki zdjęcia nagrywano nocą. Ot uroki telewizji.

Namorzyny w okolicy Satao
Namorzyny w okolicy Satao

Park Narodowy O Le Pupu Pue

Następny interesujący punkt znajduje się na wschód od namorzynów. O le Pupu Pue National Park to pierwszy park narodowy na Samoa i pierwszy na wyspach południowego Pacyfiku. Został ustanowiony w 1978 roku. Liczy sobie zaledwie 29 km2 i na wędrówkę wytyczonym szlakiem należy przeznaczyć około trzech godzin. Zresztą są dwie ścieżki: jedna przez las, tę wybraliśmy, druga, podobno jeszcze bardziej malownicza, prowadzi do wybrzeża. Ścieżki są ledwo utrzymane, więc z powodu deszczy jest ślisko. Ale jest pięknie, to spacer dość dziewiczą i nie zmienioną przez człowieka dżunglą. Eksplorując wyspę doszliśmy do wniosku, że trzy dni z hakiem na ten liczący niecałe 3 tyś km2 kraik to za mało (dla porównania Malta to 316 km2).

O le Pupu Pue National Park
O le Pupu Pue National Park
O le Pupu Pue National Park
O le Pupu Pue National Park

Wrażenie robi tropikalna roślinność. Tym większe, że niektóre z tych roślin są nam znane czy to z oranżerii, palmiarni, czy nawet ze zwykłych kwiaciarń i marketów jako ozdobne rośliny doniczkowe tak chętnie trzymane u nas w domach. Tutaj rosną w stanie dzikim, piękne i nieskrępowane brakiem przestrzeni. Z roślin o różnokolorowych liści ludzie tworzą tutaj czasem coś w rodzaju żywopłotu. Komarów trochę jest, ale do zniesienia. Za to repelenty spływają szybko pod wpływem potu.

Dzikie rośliny z Samoa, które u nas sprzedaje się jako doniczkowe
Dzikie rośliny z Samoa, które u nas sprzedaje się jako doniczkowe

Gorzej jest z plażami. O nie rzeczywiście trudno – wyspa jest wulkaniczna, więc plaże tworzą głównie odłamki czarnego i ciemnoczerwonego pumeksu. Największe są albo sztuczne, albo zajęte przez hotele, a najpewniej i jedno i drugie.

Krajobraz Upolu
Krajobraz Upolu

Lej krasowy To-Sua

Następną atrakcją, którą odwiedziliśmy, było lej krasowy To-Sua. Jest to kilka czegoś w rodzaju jaskiń czy jam, zalanych przez ocean. Zostały utworzone przez spływającą magmę, która nie zawsze „zakleja” dokładnie zajmowaną przestrzeń, ale tworzy coś jakby kieszenie czy bąble powietrza. Tak powstają wulkaniczne jaskinie. Tutaj są one dodatkowo otwarte od góry i połączone z oceanem. Tworzą się niesamowite baseny do pływania i właśnie z takich miejsc chyba częściej korzystają turyści niż z plaż. Na żadnej plaży nie widzieliśmy tylu kąpiących się ludzi, co tutaj. Choć nie widzieliśmy plaż przy zamkniętych hotelach. Same leje widzieliśmy też w Omanie.

Lej służy turystom do kąpieli. Jest tu nawet drabinka, oczywiście jest to atrakcja płatna. Ale ciekawa jest też jego lokalizacja. Znajduje się on przy uskoku rowu oceanicznego, stąd klif jest całkiem wysoki, a woda w pewnej odległości od brzegu robi się bardzo głęboka. Brak plaży w tym miejscu ludzie rekompensują sobie kąpielami w leju.

Lej krasowy To-Sua Ocean Trench
Lej krasowy To-Sua Ocean Trench

Tsunami i bezpieczeństwo

Oczywiście to jedynie cześć Upolu. Wyspę można by spokojnie dłużej eksplorować. Myśmy próbowali podjechać jeszcze do kilku wodospadów, niestety albo były dość małe, albo średnie, ale znajdowały się na czyjejś posesji. Niby niewiele kasują za wejście, ale jak się doda kilka przystanków, to może się okazać, że za łatwo traci się rachubę.

Transport publiczny na Upolu (Samoa)
Transport publiczny na Upolu (Samoa)

No i ostatnia rzecz, którą widać tu bardzo mocno. Wznoszące się kościoły, które wyróżniają się na tle wielu innych zabudowań. Na Samoa odgrywają bardzo istotną rolę, głównie dlatego, że to z parafiami wiążę się rozwój i edukacja lokalnej ludności. Dlatego Samoańczycy przywiązują wielką wagę do swoich świątyń i stawiają je na potęgę, nawet kosztem własnych luksusów.

Droga ewakuacyjna w przypadku tsunami
Droga ewakuacyjna w przypadku tsunami

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak samoański
UpoluPodsumowanie

Nikko, najsłynniejsze świątynie Japonii

Nikkō (jap.日光市) to słynny, wpisany na listę UNESCO japoński kompleks świątyń, lecz przede wszystkim popularna atrakcja. Kiedyś kwitło tu życie religijne i kulturowe Japonii, dziś to tłumnie odwiedzane przez turystów miejsce w pewien sposób zatraciło swój pierwotny charakter. Jednak Park Narodowy Nikko przyciąga zwiedzających nie tylko ze względu na świątynie, ale także wodospad Kegon i jezioro Chūzenji. Park należy najpopularniejszych całodniowych wypadów z Tokio.

Wiśnie przed wejściem do kompleksu świątyń w Nikko
Wiśnie przed wejściem do kompleksu świątyń w Nikko

Nikko i świątynie z listy UNESCO

Świątyń wpisanych na listę UNESCO w Nikko jest czterdzieści dwie. W pierwszej chwili ta liczba można przerażać z dwóch powodów. Po pierwsze: co wybrać, a po drugie: ile będzie to kosztować. Średnio wejściówki do świątyń kosztują w Japonii ok. 500-1000 JPY (ok. 16 – 35 PLN), ale razy czterdzieści to już konkretna kwota. Do tego dochodzi jeszcze czas. Na miejscu na szczęście wygląda to lepiej. Mamy trzy główne kompleksy główne Tōshō-gū, Futurasan i Rinnō-ji, które składają się mniejszych świątyń, pawilonów i innej zabudowy, stąd właśnie bierze się ta liczba; zwiedzając aż tak jej się nie dostrzega. Bilety najczęściej kupuje się na cały kompleks, czasem trzeba tylko dopłacić za dodatkowe atrakcje (np. pagoda).

Schody do Taiyū-in
Schody do Taiyū-in

Nikkō było kiedyś bardzo ważnym miejscem kultu szintoistycznego, dziś podobnie jak np. chiński Szaolin, jest to przede wszystkim muzeum i atrakcja turystyczna. Zresztą z Szaolin Japonię łączy zen, czyli jedna z form buddyzmu dość popularna i istotna w Kraju Kwitnącej Wiśni, a powstała we wspomnianym klasztorze (jako buddyzm chan).

Tōshō-gū w Nikko
Tōshō-gū w Nikko

Shintō, religia Japonii

Zanim dalej wrócimy do Nikko, warto chwilę przyjrzeć się samej religii szintoistycznej i jej świątyniom, nazywanych czasem chramami lub jinja. Do chramu shinto prowadzi charakterystyczna brama tori. Wykonana z drewna, kamienia lub metalu, często jest malowana na czerwono, czasem pozostawiana surowa. Podobny kolor mają same chramy – czerwony lub rzadziej są niemalowane. Dla utrudnienia – brama tori czasem stoi po prostu na jednej z głównych ulic miasta, czasem (choć rzadziej) prowadzi do buddyjskiej świątyni.

Niō lub Kongōrikishi, czyli demoniczny strażnik świątyni
Niō lub Kongōrikishi, czyli demoniczny strażnik świątyni

Na tori lub samym budynku świątynnym zawiesza się pleciony z trzciny ryżowej sznur shimenawa, ozdobiony frędzlami. Ma on za zadanie chronić świątynię wyłapując złe moce. Co jakiś czas trzeba shimenawę zastąpić nową. Na tym sznurze zawiesza się ten shide – pozaginane w zygzak białe papierki. Oznaczają one, że w świątyni przebywa kami, czyli bóstwo. Ma także za zadanie wyłapywać nieczyste duchy i zbłąkane ludzkie dusze.

Tōshō-gū i lampy toro
Tōshō-gū i lampy toro

Przy wejściu na teren chramu znajduje się naczynie do ablucji – temizuya. To rodzaj małej fontanny lub zbiornika na wodę, gdzie wodę czerpie się chochlą i obywa dłonie oraz usta. Charakterystycznym elementem są kamienne lub metalowe latarnie tōrō, które mają na celu rozświetlanie ciemności – dosłownej i metaforycznej.

Tōshō-gū
Tōshō-gū

Jak wygląda świątynia w Japonii

Kompleks świątynny zasadniczo dzieli się na dwa najważniejsze budynki: główny pawilon haiden, położony na ścieżce za tori, oraz wewnętrzny pawilon, honden, gdzie mieszka kami. Ponieważ chram to mieszkanie kami, a one są z natury przezroczyste i lżejsze od powietrza, stąd nie ma zwyczaju stawiać posągów przedstawiających bóstwo. Owszem, są rzeźby lisów, jeleni, żab, ludzkich postaci, ale miejsce, które nazwalibyśmy ołtarzem, pozostaje puste. Uderzająco puste, gdy porównamy je ze świątynią buddyjską.

Rzeźba wojownika w Tōshō-gū (Nikko)
Rzeźba wojownika w Tōshō-gū (Nikko)

Choć to już nie dotyczy samego wyglądu świątyni, warto dodać, że szintoizm nie ma swoich świętych ksiąg w rozumieniu na przykład judaizmu, islamu czy chrześcijaństwa. Należy do religii naturalnych, które zakładają, że każdy człowiek ma zdolność rozróżniania dobra od zła, więc nie ma potrzeby tworzyć kodeksów moralnych.

Beczki po sake
Beczki po sake

Świątynia Tōshō-gū

Najważniejszym i najcenniejszym ze świątyń jest kompleks chramów Tōshō-gū, liczący 23 pawilony świątynne i 33 innych budowli. Został on wybudowany jako mauzoleum założyciela szogunatu Tokugawa, Ieyasu, trzeciego ze zjednoczycieli Japonii. Budowę rozpoczął w 1617 roku jego syn, a kontynuował wnuk.

Droga do Tōshō-gū
Droga do Tōshō-gū

Samo mauzoleum założone jest w obrządku shintoistycznym, ale w kompleksie znajdują się też świątynie buddyjskie (shinto i buddyzm miejscami są bardzo wymieszane). Już na wejściu zwraca uwagę brama – tori . Jej znaczenie jest uniwersalne we wszystkich kulturach i oznacza przejście. Od profanum do sacrum, od zewnątrz do wewnątrz, od śmierci do życia lub odwrotnie. Typowe za to dla buddyjskich świątyń są pagody, zawsze o nieparzystej liczbie kondygnacji. Jedna stoi tuż przy głównej bramie.

Trzy Mądre Małpy w Tōshō-gū
Trzy Mądre Małpy w Tōshō-gū

Trzy Mądre Małpy z Nikko

Bardzo charakterystycznym miejscem tej świątyni jest pawilon z przedstawieniem trzech mądrych małp. To przedstawienie małpek jest znane także u nas. Jedna zakrywa oczy, druga uszy, a trzecia pysk. Obrazują one japońskie przysłowie „nie widzę zła, nie słyszę zła, nie mówię zła” a Trzy Mądre Małpy są tu nauczycielami. Buddyzm interpretuje to przysłowie i przedstawienie jako „Nie szukaj i nie wytykaj błędnych czynów i słów innych ludzi”. Na Zachodzie na opak: trzy małpy uważa się za symbol przyzwolenia na istnienie zła, udawanie że go nie ma oraz za symbol zmowy milczenia w organizacjach przestępczych. Ciekawe, jak bardzo odbiór symbolu może się zmieniać w zależności od kultury.

Pagoda przy Tōshō-gū
Pagoda przy Tōshō-gū

Demonicznie wyglądająca postać to strażnik buddyjskiej świątyni w bramie niomon, stojącą przed samą świątynią. Zawsze jest ich dwóch. Świątynie w bardziej chińskim stylu są strzeżone przez dwa lwy, z czego jeden ma zawsze paszczę otwartą, drugi zamkniętą. Różne pawilony są zbudowane w innych stylach. Podobnie ze zdobieniami, jak pawilon Kaminjiko i rząd beczek na sake.

Śpiący kot z Nikko
Śpiący kot z Nikko

Śpiący kot

Poza mądrymi małpami inna znana atrakcja to śpiący kot Nemuri-neko. Ten wyrzeźbiony w drzewie słynny kot to jeden ze skarbów narodowych Japonii. Stał się on inspiracją dla pokoleń japońskich twórców. Dziś trochę niepozorny w zdobnym chramie, ale trudno go nie zauważyć. Z prostej przyczyny: tuż obok jest straganik, na którym można kupić sobie własną kopię tej rzeźby. To jest bardzo charakterystyczne dla japońskich świątyń: coś jest słynne, więc zaraz pojawia się opcja sprzedaży pamiątek turystom. Mądre małpy też są do kupienia.

Droga do mauzoleum Tokugawy między cedrami
Droga do mauzoleum Tokugawy między cedrami

Mauzoleum Tokugawy

Cały kompleks jest tak położony na wzgórzach, że podąża delikatnie do góry. Centralną jego częścią i położoną najwyżej, bo na wysokości 640 m n.p.m. (startowaliśmy od 200 m n.p.m. w Nikko, świątynie były już nieco wyżej) jest mauzoleum Tokugawy Ieyasu (zgodnie z japońską i chińską tradycją – najpierw podaje się nazwisko, potem imię). Zmarł on w 1616 roku i jego prochy zostały złożone do brązowej urny. Od tamtej pory urna nie była ani razu otwierana i badana przez naukowców. To również jest inaczej, niż na Zachodzie, gdzie prochy zmarłych nie traktuje się z tak nabożną (albo zabobonną) czcią.

Mauzoleum Tokugawy w Nikko
Mauzoleum Tokugawy w Nikko

Schody prowadzące w górę wiodą pomiędzy potężnymi cedrami japońskimi. Niektóre z nich mają nawet 300 lat! Z góry ładnie prezentują się wygięte dachy wyłożone ceramicznymi dachówkami.

Brama Świetlistego Słońca
Brama Świetlistego Słońca

Brama Świetlistego Słońca

Mauzoleum Tokugawy to centralny punkt kompleksu Tōshō-gū, ale najbardziej rozpoznawalnym jest biało-złota brama Yōmei-mon. Jej nazwa znaczy „Brama Świetlistego Słońca”, ale nazywa się tą bramę także „Bramą Zmierzchu”, co ma oznaczać, że obiekt ten można podziwiać aż do zachodu słońca i nie mieć dość. Trzeba przyznać, że robi niezwykłe wrażenie. Ilość i jakość zdobień sprawiają, że nazywa się bramę czasem także „japońskim barokiem”.

Taiyū-in w Nikko
Taiyū-in w Nikko

Pozostałe świątynie

Świątynia Taiyū-in obejmuje mauzoleum trzeciego z dynastii Tokugawy Iemitsu (zm. 1651 r.), czyli wnuka Ieasu. Znajduje się ona nieco dalej od Tōshō-gū, stąd dociera tutaj znacznie mniej turystów, więc to miejsce jest niezatłoczone i przyjemne do zwiedzania. I znów – kult przodków, a więc i mauzolea, to w założeniu religia shintoistyczna, jednak Taiyū-in ma wyraźnie buddyjską oprawę, zresztą formalnie jest zarządzana przez buddyjską Rinno-ji. Należy pamiętać o tym, że aż do restauracji Meiji (1868 rok), szintoizm i buddyzm przenikały się wzajemnie, dopiero cesarz Meiji położył kres temu synkretyzmowi. Od tamtej pory nowe świątynie szintoistyczne wznoszone są według pierwotnej formuły (z około VIII wieku), choć zwykle Japończycy tradycyjnie odwiedzają i szintoistyczne, i buddyjskie. W obrządku shinto na przykład zawiera się małżeństwa i obchodzi narodziny potomka, ale ponieważ ta religia właściwie nie zajmuje się śmiercią, pogrzeby i cmentarze są domeną buddyzmu.

Rinno-ji w Nikko
Rinno-ji w Nikko

Rinno-ji to świątynia buddyjska, niestety podczas naszej wizyty była w remoncie. Można wejść do środka (przy bilecie łączonym z Taiyu-in szkoda tego nie zrobić). Znajduje się tu także ogród i skarbiec. Trzeci kompleks to Futurasan, można go zobaczyć idąc do mauzoleum Iemitsu.

Brama tori prowadząca do Futurasan
Brama tori prowadząca do Futurasan

Nikko – zwiedzanie miasta i okolic

Jeszcze jednym bardzo ważnym turystycznie miejscem w Nikko jest most Shinkyo (czyli Święty), uważany za jeden z najpiękniejszych w całej Japonii. Powstał w 1636 rok i był wielokrotnie przebudowywany, ale zawsze według pierwotnego projektu (tak jest najczęściej też ze świątyniami). Most pierwotnie przeznaczony był wyłącznie dla rodziny cesarskiej, dopiero w latach 70. XX wieku otwarto go dla publiczności. Święty Most liczy sobie 28 metrów długości i łączy dwa brzegi górskiej rzeki Dayia. Ciekawa jest legenda mówiąca o jego powstaniu. Otóż pewnego dnia 766 roku kapłan Shōdō i jego uczniowie chcieli się wspiąć na pobliską górę Nantai, jednak nie mogli przeprawić się przez rzekę Dayia. Wówczas Shōdō zaczął się modlić. Jego modlitwa została wysłuchana przez boga Jinja-Daiou o wysokości 10 stóp, który wynurzył się z rzeki. Ramiona bóstwa oplatały węże, na jednej czerwony, na drugiej niebieski. Jinja-Daiou wypuścił węże, które utworzyły dwubarwny most pokryty turzycą (rodzaj trawy rosnącej w okrągłych kępach). Kapłan i jego uczniowie mogli bezpiecznie kontynuować swoją pielgrzymkę. Obecni most można oglądać z zewnątrz lub przejść się przez niego za opłatą.

Kwitnące wiśnie w Taiyū-in
Kwitnące wiśnie w Taiyū-in

Wodospad Kegon

Oprócz świątyń, w Nikko można zobaczyć także wspaniałą naturę. Wybraliśmy się nad jezioro Chūzenji, które jest najwyżej położonym jeziorem w Japonii, znajduje się na wysokości 1269 m n.p.m.. Powstało około 20 tysięcy lat temu, w wyniku erupcji góry-wulkanu Nantai. Jezioro podobno odkrył kapłan Shōdō, gdy wspinał się na Natnai (2484 m n.p.m.). Aż do restauracji Meiji, ta święta góra była zamknięta dla krów, koni i… kobiet.

Wodospad Kegon
Wodospad Kegon

Z jeziora wypływa wodospad Kegon o wysokości 96 metrów, jeden z trzech najwyższych w Japonii. Specjalnie przygotowane platformy widokowe pozwalają podziwiać Kegon z różnych poziomów: od samej góry, przez środek, aż po prawie samo lustro wody.
Pojechaliśmy tam miejskim autobusem i to było niezłe przeżycie. Na górę prowadzi bardzo kręta jednokierunkowa droga (druga jednokierunkowa szosa biegnie w dół) o ponad czterdziestu naprawdę ostrych zakrętów. Tam na górze było bardzo zimno i wiało niemiłosiernie, mimo że w samym Nikko pogoda była dość ciepła.

Jezioro Chūzenji
Jezioro Chūzenji

Dojazd do Nikko i transport

Do Nikko można dojechać z Tokio na dwa sposoby. Albo z wykorzystaniem Japan Rail albo inną linią. Są dwie stacje, dość blisko siebie. Bilety nie są kompatybilne. JR z Tokio można łatwiej i wygodniej jechać z przesiadką w np. Utsunomiya (miasta słynącego z japońskich pierożków), zaś Tobu Railway oferuje w miarę bezpośrednie połączenie. Dodatkowo jest jeszcze ekspres łączony (kooperacja Tobu i JR), można też jechać autobusem np. z lotniska Narita. Jeśli chcemy tylko oglądać świątynie, ew. most, po Nikko można poruszać się na piechotę. Jeśli celem jest też wodospad, to zdecydowanie warto kupić bilet całodniowy, sprzedawany na dworcu.

Most Shinkyo
Most Shinkyo

Samo Nikko stanowi przyjemne uzupełnienie wyjazdu do Tokio. Nawet mimo wielu turystów można się tu wyciszyć i zwiedzać świątynie w pięknie położonym lesie.

Taiyū-in
Taiyū-in

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlaku religijny
Nikko
Szlak japoński
Nikko

Park Narodowy Czeska Szwajcaria

Czeska Szwajcaria, już sama nazwa budzi zaciekawienie, zwłaszcza jak się dołoży do tego czeską Niagarę. O ile ta druga nazwa jest zabiegiem marketingowym, o tyle pierwsza to już ciekawsza historia. Wszystko zaczęło się od Drezna i rekonstrukcji tamtejszej Galerii. Od 1776 pracowało tam dwóch Szwajcarów, Anton Graff i Adrian Zingg. Piękno okolicy, w szczególności piaskowców znajdujących się nad Łabą sprawiło, że nazwali tamtejszy park „Szwajcarią na obczyźnie”. Obecnie park jest podzielony pomiędzy Niemcy (Saksońska Szwajcaria) i Czechy (Park Narodowy Czeska Szwajcaria), więc istnieją dwie nazwy. Zresztą cały ten obszar, między Sudetami a Rudawami jest bardzo ciekawy i zróżnicowany w formy geologiczne.

Park Narodowy Czeska Szwajcaria
Park Narodowy Czeska Szwajcaria

Czeska Szwajcaria i Narnia

Jednak to nie nazwa nas tu przyciągnęła, a Narnia. A dokładniej „Lew, czarownica i stara szafa” Andrew Adamsona z 2005 roku. Warto przypomnieć, że cześć zdjęć do tej adaptacji dzieła C.S. Lewisa kręcono też w Polsce. W Czeskiej Szwajcarii wykorzystano zaś zdecydowanie najbardziej znany i charakterystyczny fragment, czyli słynny łuk skalny. Brama Pravčicka (cz. Pravčická brána) pojawia się w filmie. Widzimy tam stojące dzieci, które oglądają okolice. Nikt nie wpuszczał tam młodych aktorów. Scenę faktycznie nakręcono w tym miejscu, ale ujęcia z dziećmi powstały w studiu na niebieskim ekranie. W kinie zobaczyliśmy już efekt specjalny.

Brama Pravčicka
Brama Pravčicka

Łuk jest zamknięty dla turystów. Nie można na niego wchodzić. To pomnik przyrody i coś, co przyciąga tu wielu odwiedzających. Z jednej strony boją się o bezpieczeństwo, z drugiej go konserwują. To że nie można na niego wejść, nie znaczy, że nie da się go obejrzeć. Wręcz przeciwnie, Czesi doskonale rozumieją, jak bardzo przyciąga on tu ciekawskich.

Sokole gniazdo
Sokole gniazdo

Pod bramą znajduje się dawny pałacyk, a obecnie restauracja Sokole Gniazdo (cz. Sokoli hnizdo). Tam kupuje się bilety, by wejść zarówno pod bramę, jak i na pobliską skałę, z której doskonale widać łuk. W sezonie wejście do Gniazda jest otwierane około godziny 10:00. Jak łatwo się domyśleć, szybko robią się tam kolejki i tłok.

Brama Pravčicka
Brama Pravčicka

Czeska Niagara

W tej samej części Parku Narodowego znajduje się trasa z tak zwaną czeską Niagarą. Wodospad trochę rozczarowuje, zwłaszcza, że jest uruchamiany przez człowieka. Trochę wody poleci z góry i tyle. Jest tam ukryta mała zapora, dzięki czemu w sezonie odwiedzający zawsze mogą zobaczyć działający wodospad. Za to mamy tu bardzo ciekawy szlak wąwozem nad wodą, który częściowo pokonujemy piechotą, a częściowo trzeba go przepłynąć łodziami. Płynie się z flisakiem, całą grupą i jest to część płatna.

Czeska Niagara
Czeska Niagara

Przede wszystkim jest to wspaniały teren do górskich, leśnych wędrówek. Co pewien czas warto się zatrzymać, by pooglądać skalny krajobraz. Trasa do wodospadu zaś wiedzie przez malowniczy, rzeczny wąwóz. Najbardziej znany fragment to Edmundova soutěska, czyli Wąwóz Edmunda, czy Soutěsky Kamenice, czyli Wąwóz Kamenice.

Szlak nad wodą
Szlak nad wodą
Kamienne ludki na szlaku
Kamienne ludki na szlaku

Park Narodowy: Dojazd i trasy

Park Narodowy Czeska Szwajcaria (cz. Národní park České Švýcarsko) został utworzony 1 stycznia 2000 roku. Poza ciekawymi formacjami skalnymi i drzewami, występują tu również zwierzęta, najłatwiej wypatrzeć ptaki. Przy dużym szczęści podobno można nawet natknąć się tu na rysia, choć łatwiej jest zobaczyć jelenia. Łatwiej niby o ptaki, jak kruk, puchacz, pluszcz czy sokół wędrowny, ale też raczej dalej od szlaków.

Czeska Szwajcaria
Czeska Szwajcaria
Tunel
Tunel

Bazą wypadową, z której warto zacząć spacer (w kierunku Bramy, a potem można wrócić kanionem) jest miejscowość Hřensko. Tam można spokojnie zostawić samochód (parking jest płatny) lub też wynająć nocleg. Samo wejście do parku jest darmowe, choć niektóre atrakcje są płatne (wstęp do Sokolego gniazda czy pływanie po rzece). Jedyne o czym trzeba pamiętać, to że im wcześniej przyjedziemy samochodem tym lepiej. W późniejszych godzinach czasem ciężko znaleźć miejsce do zaparkowania. Zaś jeśli mamy samochód, nocleg kilkanaście kilometrów dalej będzie tańszy i łatwiejszy do znalezienia, bo w sezonie przybywa tu naprawdę sporo ludzi.

Skały w Czeskiej Szwajcarii
Skały w Czeskiej Szwajcarii

Szlaków jest tu kilka. My pojechaliśmy do wsi Hřensko, tam zostawiliśmy samochód, czerwonym szlakiem udaliśmy się na Bramę, a potem do Mezni Louka. Tam zaś zielonym aż do rzeki Kamenice i wzdłuż niej żółtym do Hřenska. Na rzecze zaś był i wodospad i płynięcie łodzią. Na jeden dzień starcza, zwłaszcza jak trzeba wracać do domu. Wspinaczka w parku jest możliwa tylko w kilku wydzielonych miejscach. Mapa znajduje się także na stronie Parku, ale tylko w czeskiej wersji strony – zakładka Mapy. Będąc w sezonie nie mieliśmy potrzeby kupować biletów na wejście do całego parku. Płaciło się za parking, wejście na Sokole Gniazdo oraz za przepłynięcie łodziami. Tu przydają się korony lub rzadziej euro.

Pływanie łodzią
Pływanie łodzią

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak czeski
PN Czeska SzwajcariaSkalne miasto
Szlak filmowy
PN Czeska Szwajcaria