Archiwa tagu: forteca

Kolombo, była stolica i główny port Sri Lanki

Kolombo (syn. කොළඹ, tam. கொழும்பு, ang. Colombo) to największe miasto Cejlonu, mieszczące przy okazji główne lotnisko kraju. Zwiedzanie tego miejsca zostawiliśmy sobie na koniec naszej wyprawy. Podczas naszego całego pobytu na Sri Lance kilkukrotnie ostrzegano nas przed Kolombo. Nie, żeby czaiło się tam jakieś szczególne zagrożenie, ale że jest brudno, głośno, nie ma czym oddychać, a kierowcy tuk-tuków bardzo naciągają turystów, a całość jest odmienna od pozostałych części Sri Lanki. Miasto jest rzeczywiście inne niż reszta kraju, ale czy jest aż tak źle? Nie potwierdzamy.

Plaża w Kolombo
Plaża w Kolombo

Centrum Kolombo

Powietrze rzeczywiście zanieczyszczone, drapie w gardło. To nie czysta Sinharaja, ale niczego innego się nie spodziewaliśmy. Jest głośno od ruchu ulicznego, co chwilę zaczepiali nas panowie z tuk-tuków, ale dawali się łatwo zbyć. Korzystaliśmy z Tuk-Tuk Uber, więc nie dało się nas naciągnąć. Czy było brudno? W wielu europejskich miastach jest gorzej! Smog? Owszem jest, ale to też nie Amman, czy Pekin. Jedno rzeczywiście nieprzyjemne miejsce to był Pettah Market, gdzie panował niemiłosierny ścisk i hałas, ale dało się to nawet łatwo obejść, obejrzawszy to co planowaliśmy. Ale relatywnie rzecz biorąc, jakoś straszliwie brudno nawet tam nie było.

Szpital okulistyczny im. królowej Wiktorii zbudowany w stylu indo-saraceńskim. Projektant Edward Skinner.
Szpital okulistyczny im. królowej Wiktorii zbudowany w stylu indo-saraceńskim. Projektant Edward Skinner.

Samo centrum Kolombo (dzielnice Slave Island, Ford i Cinnamon Gardens) objawiło nam się jako miasto czyste, z niemałą ilością zieleni, z eleganckim centrum biznesowym i nowoczesnymi wysokimi biurowcami oraz historycznymi budynkami kolonialnymi. Ogólnie mieliśmy dobre wrażenia z tej byłej stolicy Sri Lanki. Da się przyzwyczaić, choć faktycznie bardziej podobała się nam wewnętrzna część wyspy.

Pettah Market w Kolombo
Pettah Market w Kolombo

Jami Ul-Alfar, Czerwony Meczet w Kolombo

Skoro wspomnieliśmy od Pettah, to od niej zaczniemy. Jednym z wyróżniających się zabytków Kolombo jest meczet Jami Ul-Alfar, znany również jako Czerwony Meczet, a to za sprawą charakterystycznej elewacji. Zlokalizowany jest nieopodal ulicznego targowiska – Pettah Market. Dominującą tutaj grupą etniczną są Maurowie i hinduscy muzułmanie, ale spotkać można też oczywiście Tamilów, Syngalezów, a nawet zasymilowanych potomków europejskich kolonizatorów.

Czerwony Meczet
Czerwony Meczet

Meczet powstawał w latach 1908 – 1909 z inicjatywy hinduskich muzułmanów w stylu zwanym indo-saraceńskim lub indo-gotyckim. Jest to styl kolonialny, wypracowany przez Brytyjczyków przebywających w Indiach, a nawiązujący do muzułmańskiej architektury w Indiach (w takim stylu powstał Tadż Mahal w Agrze), tradycyjnej architektury hinduskiej i europejskiego stylu, zwłaszcza popularnego w Anglii neogotyku. Niewierni mogą wejść na dziedziniec meczetu i jest to bezpłatne. Wymagane jest tylko ściągnięcie butów i odpowiedni strój. Kobiety mogą pożyczyć czador.

Wnętrza Czerwonego Meczetu
Wnętrza Czerwonego Meczetu

Historia Kolombo

Nazwa Kolombo pojawiła się po raz pierwszy w 1505 roku, gdy przybyli tutaj Portugalczycy. Nazwę tę utworzyli prawdopodobnie od wcześniejszych: Kolon thota, czyli po syngalesku „Port na rzece Kelani” albo Kola amba thota, czyli „Port z liściastymi mangowcami”, co jest o tyle prawdopodobne, że niegdyś rosły tutaj nieowocujące mangowce. Samo staro-syngaleskie słowo kolamba może oznaczać port lub bród. Warto dodać, że już 2 tysiące lat temu był tutaj port znany kupcom hinduskim, greckim, rzymskim, perskim, arabskim i chińskim.

Hotel Cinnamon ucierpiał podczas zamachów w 2019
Hotel Cinnamon ucierpiał podczas zamachów w 2019

W 1505 roku przybyli tutaj Portugalczycy i zawarli porozumienie z królem Kotte, Parakrambachu VIII, na mocy którego mogli zająć nabrzeżne rejony wyspy, by w zamian odpierać innych najeźdźców. Pozwolono im założyć własne plantacje cynamonu – dziś wspomnieniem po plantacjach jest bogata i raczej luksusowa dzielnica Cinnamon Gardens, choć właściwie jedynie z nazwy. Portugalczycy szybko zaczęli nadużywać gościnności i rozbudowali placówkę handlową w zbrojny fort i łapczywie sięgnęli po kontrolę całej wyspy, by chronić swoje interesy w Indiach. Nawiązań do cynamonu jest tu kilka, także w nazwie choćby jednego z hoteli – „Cinnamon”, który ucierpiał podczas zamachu w 2019 roku. Więcej o uprawach cynamonu i temu, co je zastąpiło przy wpisie o Lipton’s Seat, zaś o samym cynamonie przy Madu Ganga.

Boczne uliczki Kolombo
Boczne uliczki Kolombo

W czasach królestwa Kandy

Z biegiem lat władca królestwa Kandy (Kotte zdążyło upaść wiek wcześniej) wpadł na pomysł, by skłócić ze sobą rywali – Portugalczyków z Holendrami i osłabionych konfliktem, zwyciężyć, by odzyskać kontrolę nad Cejlonem. W tym celu król Rajasinha II w 1638 roku podpisał traktat z Niderlandami, by wspólnie odbić portugalskie ziemie, w tym Kolombo. Po wygnaniu Portugalczyków w 1656 roku, Holendrzy początkowo dotrzymywali traktatu i przekazali tereny pod władzę króla Kandy. Jednakże wkrótce je odbili, zajmując przede wszystkim bogate plantacje cynamonu i Kolombo czyniąc ufortyfikowaną placówką Kompanii Wschodnio-Indyjskiej.

Pelikan indyjski (Pelecanus philippensis) upodobał sobie siedzenia na latarniach
Pelikan indyjski (Pelecanus philippensis) upodobał sobie siedzenia na latarniach

W 1796 roku Kolombo zostało zajęte przez Brytyjczyków i stało się ich placówką militarną. Na mocy postanowień traktatu z Amiens z 1802 roku, Holendrzy ostatecznie musieli opuścić Cejlon, przekazując go Brytyjczykom. W 1815 roku finalnie obalono syngaleskiego króla, zakładając należący do angielskiej korony Cejlon Brytyjski ze stolicą w Kolombo. To właśnie z okresu brytyjskiego kolonializmu pochodzi znakomita większość budynków w kolonialnym stylu w Kolombo, poprzednicy niewiele budowali.

Dagoba w Kolombo
Dagoba w Kolombo

Ogrody Cynamonowe

Cinnamon Gardens to faktyczne centrum Kolombo. Viharamahadevi Park, wcześniej znany jako Park Wiktorii, to najstarszy i największy park miejski. Położony jest pomiędzy Muzeum Narodowym i ratuszem. Został założony na początku brytyjskich rządów na Cejlonie i nazwany na cześć królowej Wiktorii. Obecna nazwa upamiętnia królową Viharamahadevi, matkę cenionego króla Dutugamunu, który w II wieku p.n.e. pokonał tamilskich najeźdźców.

Muzeum Narodowe
Muzeum Narodowe

Centralną osią parku Viharamahadevi jest podłużna niecka z wodą i z fontannami (akurat nieczynnymi, gdy my byliśmy) i statuą Buddy. Po drugiej stronie ulicy znajduje się ratusz. Ratusz do złudzenia przypomina Biały Dom w Waszyngtonie i rzeczywiście był na nim wzorowany. Został wybudowany w latach 1924-28 jako odpowiedź na potrzebę umieszczenie rozrastających się urzędów miejskich. Przy okazji pomieszczono tutaj bibliotekę publiczną. Wnętrze do tej pory w dużej mierze zachowało oryginalny charakter, niezmieniony podczas późniejszych renowacji.

Ratusz w Kolombo
Ratusz w Kolombo

W opisach zwiedzanych dawnych stolic wspominaliśmy, że z uwagi na drapieżny kolonializm, muzea nie mogą poszczycić się ciekawymi zbiorami, dotyczy to także narodowego, gdzie wystawiono fotografie i eksponaty. Te drugie niestety można zobaczyć w większej ilości w British Museum w Londynie. Inną sprawą jest to, że wiele z nich nie jest wystawionych, bo na przykład muzealna biblioteka posiada kilka tysięcy starodruków jeszcze pisanych na liściach palmowych. Wystawienie tego wszystkiego byłoby kłopotliwe. Muzeum Narodowe, początkowo jako Muzeum Kolombo, założono w 1877 roku w neoklasycystycznym budynku. Stylem i bielą elewacji przypomina ratusz. Inne muzeum warte rozważenia to Muzeum Holenderskie lub Muzeum Okresu Holenderskiego, czyli skoncentrowane na niderlandzkim okresie kolonialnym i Kompanii Wschodnioindyjskiej (Vereenigde Oost-Indische Compagnie – VOC).

Seema Malaka i jezioro Beira
Seema Malaka i jezioro Beira

Jezioro Kolombo

Jezioro Beira to jeden z najbardziej charakterystycznych punktów w Kolombo. Zostało ono stworzone przez Portugalczyków w latach 20. XVI wieku w celu ochrony przed najazdami sił tubylców. Pełniło więc funkcję fosy chroniącej fort. Początkowo pokrywało obszar około 1,65 kilometra kwadratowego, obecnie jest o 1 kilometr kwadratowy mniejsze i podzielone na mniejsze jeziora połączone ze sobą kanałami.

W świątyni Gangaramaya jest mnóstwo eksponatów
W świątyni Gangaramaya jest mnóstwo eksponatów

Pochodzenie nazwy jest niejasne. Beira pojawia się na planach miasta po raz pierwszy dopiero w latach 20. XX wieku, wcześniej zaś było znane jako Jezioro Kolombo albo wręcz po prostu Jezioro. Być może Beira to nazwisko portugalskiego inżyniera odpowiedzialnego za budowę akwenu? Być może chodziło o holenderskiego inżyniera De Beer, zwłaszcza że tabliczka z jego nazwiskiem i datą 1700 znajduje się na brzegu jeziora. W języku portugalskim słowo „beir” oznacza także brzeg jeziora, co też wydaje się dobrym wyjaśnieniem obecnej nazwy.

Wieża zegarowa
Wieża zegarowa

W każdej fosie powinien być smok, toteż Portugalczycy napuścili do niej krokodyle. Z pewnością one tak skutecznie broniły kolonizatorów przed Syngalezami, którzy chcieli odzyskać kontrolę nad nabrzeżem. Holendrzy zmniejszyli jezioro i usypali liczne wyspy. Jedna z wysp była na tyle duża, że założono na niej plantację palm kokosowych. Swoje rządy Brytyjczycy zaczęli od usunięcia z jeziora krokodyli (i dziś ich tam nie ma) i zaadaptowaniem terenów przylegających do akwenu do celów rekreacyjnych. W wodzie można było między innymi popływać jachtem lub łodzią wiosłową. To tłumaczy niechęć do krokodyli. Slave Island Brytyjczycy wykorzystali jako pierwszy ogród botaniczny, gdzie adaptowali sadzonki, później przetransportowane do Królewskiego ogrodu botanicznego pod Kandy.

Posągi Buddy w Gangaramaya
Posągi Buddy w Gangaramaya

Obecnie jezioro jest bardzo zanieczyszczone, a parametry wody niestałe, sprzyjające rozwojowi alg i brzydkiemu zapachowi, co nie zachęca do spędzania czasu nad wodą ani ludzi ani zbyt wielu zwierząt. Władze miasta mają w planach naprawę stanu zbiornika.

Mnich buddyjski w Gangaramaya
Mnich buddyjski w Gangaramaya

Wyspa Niewolnicza

Slave Island to nazwa dawnej wyspy na Jeziorze Beira. Odkąd jezioro zostało zmniejszone, nazwa dotyczy dzielnicy Kolombo. Nazwa pochodzi oczywiście od procederu handlu niewolnikami, dokonywanego przez Portugalczyków. Większość z nieszczęśników pochodziła z głębi Afryki (i przerzucani przez Stone Town). Po wyzwoleniu przez Brytyjczyków część z nich powróciła do ojczyzny, a pewna część pozostała na Cejlonie, asymilując się ze społeczeństwem. Są oni znani jako lankijscy Kaffirzy i obecnie żyje ich około tysiąca.

Buddowie w Gangaramaya (Kolombo, Sri Lanka)
Buddowie w Gangaramaya (Kolombo, Sri Lanka)

Świątynie Seema Malaka i Gangaramaya

Na trzech platformach na wodzie Jeziora Beira zbudowano buddyjską świątynię Seema Malaka. Powstała w końcu XIX wieku jako część położonej nieopodal dużej świątyni Gangaramaya (i pod tą nazwą można ją czasem znaleźć w Internecie). Ze względu na położenie, służy raczej do odpoczynku i medytacji, aniżeli do kultu.

Świątynia Seema Malaka
Świątynia Seema Malaka

Obecna świątynia Seema Malaka to rekonstrukcja z lat 70. XX wieku: oryginał powoli pogrążał się w wodzie, aż zatonął w 1976 roku. Co ciekawe, prace sponsorowało muzułmańskie małżeństwo.

Posągi Buddy w Gangaramaya
Posągi Buddy w Gangaramaya

Świątynia Gangaramaya jest najważniejszą świątynią buddyjską w Kolombo, powstała w końcu XIX wieku. Nam wydała się co najmniej dziwaczna i przypominała raczej antykwariat, by nie powiedzieć: rupieciarnię. Oprócz funkcji kultowej, w obiekcie mieści się także szkoła buddyjska. Styl architektoniczny tej świątyni nie jest tradycyjny, ale stanowi mieszankę stylu lankijskiego, tajskiego, chińskiego i hinduskiego. Znajdziemy tutaj także obiekty kultu, w tym figurki Buddy, z różnych kultur, co pozwala na ich porównanie.

Sivasubramania Swami Kovil, świątynia hinduistyczna w Kolombo
Sivasubramania Swami Kovil, świątynia hinduistyczna w Kolombo

Świątynie hinduistyczne

Zwiedzając Kolombo warto na chwilę wstąpić do jednej ze świątyń hinduistycznych. Jest ich kilka w mieście, zazwyczaj można je swobodnie zwiedzać za darmo, o ile nie ma tam żadnej ceremonii, acz często proszą, by nie robić zdjęć wewnątrz. Najbardziej znana to położona w centrum Sivasubramania Swami Kovil. Zaś bliżej czerwonego meczetu znajduje się Sammangodu Sri Kathirvelayutha Swamy Kovil. Oczywiście jest ich więcej.

Wejście do świątyni Sammangodu Sri Kathirvelayutha Swamy Kovil
Wejście do świątyni Sammangodu Sri Kathirvelayutha Swamy Kovil

Fort, dzielnica biznesowa Kolombo

Centrum biznesowe Kolombo mieści się w dzielnicy Fort. Nazwa oczywiście nawiązuje do postkolonialnej przeszłości, ale dziś wygląda to już zupełnie inaczej. Jest tu nawet parę wieżowców (w tym dwie wieże World Trade Center), droższych hoteli, a także barów czy restauracji. Te ostatnie znajdują się choćby w okolicy dawnego holenderskiego szpitala. Tu także mieszczą się ważne instytucje, jak giełda, no i zaczyna port, najważniejszy na całym Cejlonie.

Dawny szpital holenderski
Dawny szpital holenderski to dziś miejsce pełne knajpek
Dzielnica Fort
Dzielnica Fort

Tu także zaczyna się ulica Galle Face Center Rd, która w tym miejscu pełni też rolę bulwaru. Warto dodać, że centrum w nocy jest ciekawie oświetlone. Bardziej na południe, znajdują się też plaże miejskie, choćby przy Colombo Plan Rd. Zaś jeśli kogoś interesują plaże, to lepszym wyborem może być pobliskie Negombo. Znajduje się tam też międzynarodowe lotnisko – CMB, a jednocześnie dojazd (choćby Uberem) jest zdecydowanie szybszy, tańszy i łatwiejszy.

Wybrzeże Kolombo
Wybrzeże Kolombo

Warto też wspomnieć, że przez lata na Sri Lance mieszkał Arthur C. Clarke. Podobno w stolicy da się jeszcze zobaczyć jego dawne biuro. Akurat tego nie próbowaliśmy. Samo Kolombo to miasto zdecydowanie inne niż cała Sri Lanka. Nie wyróżniające się specjalnie na tle innych azjatyckich miast. Do zobaczenia, ale jeśli macie mało dni na Cejlon zdecydowanie lepiej poświęcić go na inne atrakcje.

Dagoba w Kolombo
Dagoba w Kolombo

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak lankijski
KolomboKotte

Heraklion, forteca i muzeum archeologiczne na Krecie

Największym kreteńskim miastem jest Heraklion (lub Iraklion, gr. Ηράκλειο), liczący ok. 140 tys. mieszkańców. Nas przywiodły tutaj głownie ruiny pałacu w Knossos, te znajdują się pod Heraklionem, a także słynne muzeum archeologiczne, będące doskonałym uzupełnieniem do zwiedzania siedziby króla Minosa. Samo miasto jest przede wszystkim administracyjną stolicą Krety, ale również ciekawym centrum turystycznym, choć zdecydowanie bardziej bazą wypadową, niż samodzielną atrakcją.

Plaża w Heraklionie
Plaża w Heraklionie

Heraklion: Historia

Historia tego miasta jest bardziej brutalna niż Chanii, choć oba równo napatrzyły się na wojny. Obecne miasto założyli Saracenowie, będący w ciągłym konflikcie z Bizancjum i to oni zbudowali pierwsze poważne fortyfikacje, do dziś niezachowane. Mimo to, pod koniec X wieku Bizantyjczycy podbili i splądrowali miasto, zabili wszystkich Saracenów i puścili z dymem to, co zostało. Bogate łupy zawieziono na 300 okrętach do Konstantynopola.

Deptak, ulica 25 sierpnia (Heraklion)
Deptak, ulica 25 sierpnia (Heraklion)

W XIII wieku miasto kupili Wenecjanie i z uwagi na niechętnych im miejscowych i zagrożenie tureckie, wybudowali solidne fortyfikacje i bastion – dziś główny zabytek miasta, twierdzę Rocca al Mare. Nazwa miasta została zmieniona z wcześniejszego Chandak na włoską Candia.

Makieta pałacu Minosa, Muzeum Archeologiczne w Heraklionie
Makieta pałacu Minosa, Muzeum Archeologiczne w Heraklionie

Gdy Turcy zajęli całą Kretę, miasto Candia broniło się aż przez 22 lata, gdy wreszcie zostało poddane w 1669 roku. Obecna nazwa Heraklion, czyli „Miasto Herkulesa” swoją nazwę zawdzięcza portowi z czasów rzymskich. Ta nazwa przywodzi na myśl Herkulanum, nie bez powodu. Heraklion historycznie odnosi się do kilku miejscowości z czasów Starożytnych. Herakliony wznosiły się blisko Aleksandrii, Aten czy Salonik.

Dysk z Fajstos, jeden z najsłynniejszych eksponatów w muzeum archeologicznym w Heraklionie
Dysk z Fajstos, jeden z najsłynniejszych eksponatów w muzeum archeologicznym w Heraklionie

Heraklion: Muzeum Archeologiczne

Zwiedzanie pałacu w Knossos powinno być nierozerwalne od zwiedzania Muzeum Archeologicznego w Heraklionie, to ono nas właściwie tu ściągnęło. Zgromadzono w nim liczne zbiory nie tylko z Knossos, ale i innych obiektów, jak choćby z Fajstos (słynny dysk, do dziś nie odczytano jego znaczenia). Tutaj są też pozostałości oryginalnych fresków z pałacu Minosa oraz liczne przedstawienia byków. Gdy dodać do tego gęstą siatkę ścian pałacu (można to zobaczyć na makiecie), mamy inspirację dla późniejszego mitu o minotaurze i labiryncie. Bilet do muzeum i pałacu można kupić w pakiecie, a co jeszcze ważniejsze, nie trzeba obu wykorzystywać w ciągu tego samego dnia.

Rzeźba byka z Krety, Muzeum Archeologiczne w Heraklionie
Rzeźba byka z Krety, Muzeum Archeologiczne w Heraklionie

Heraklion i „Grek Zorba”

Jeszcze jedną kulturową ciekawostką jest muzeum Nikosa Kazantzakisa. Kazantzakis to najsłynniejszy grecki pisarz i filozof XX wieku, twórca powieści „Grek Zorba”, której ekranizacja rozsławiła tak oryginał jak i Kretę. Nikos urodził się w Heraklionie, muzeum poświęcone jego życiu i twórczości znajduje się w miejscowości Myrtia, 20 km od centrum miasta.

Widok na Port i fortecę Roca a Mare
Widok na Port i fortecę Roca a Mare

Twierdza Koules w Heraklionie

Dziś oprócz wspomnianej twierdzy weneckiej nie ma tu wielu ciekawych historycznie obiektów. Zabytkowe centrum praktycznie nie istnieje, starsze budynki są poprzetykane nieciekawą tanią zabudową z XX wieku.

Roca a Mare, twierdza wenecka (Heraklion, Kreta, Grecja)
Roca a Mare, twierdza wenecka (Heraklion, Kreta, Grecja)

Twierdza Rocca di Mare (inne nazwy Koules, Castello del Molo, Castello a Mare), najciekawszy zabytek Heraklionu. Zlokalizowana w porcie, więc nawet spacer wokół niej jest bardzo przyjemny. Wewnątrz znajdują się opisy historii tego miejsca, dokumentacje z podwodnych wykopalisk archeologicznych i trochę artefaktów wydobytych z resztek zatopionych okrętów. Co ciekawe, można w tych opisach historycznych wyczytać, że Wenecjanie okupowali Kretę. Cóż, pewnie gdyby nie ta okupacja, nie byłoby bogactw wyspy i imponujących zabytków.

Wnętrze fortecy Roca a Mare (Heraklion)
Wnętrze fortecy Roca a Mare (Heraklion)

Centrum Heraklionu

Heraklion w przeciwieństwie do Chani,  żyje własnym rytmem, nie tylko turystami. Owszem w centrum znajdziemy uliczki dla nich przeznaczone, z mnóstwem straganów, ale dosyć łatwo jest odejść w bok i zobaczyć jak mieszkają zwykli Kreteńczycy. Zatem dla turystów trzeba było wybudować dodatkowe atrakcje i tych jest tu kilka, w dość bliskiej okolicy. Jest nawet park z makietami dinozaurów. Jasne, jak ktoś szuka, to znajdzie czasem starsze budowle, czy świątynie, jak kościół św. Tytusa, obok którego znajduje się przepiękna Loggia wenecka. Niestety takich obiektów w mieście zwyczajnie jest niewiele, a co gorsza są one często wymieszane z późniejszymi. Iraklion jest dobrą bazą do wypoczynku na Krecie i zwiedzania jej zakątków, ale przy tym samodzielnie raczej nie przyciąga.

Cretaquarium, Heraklion
Cretaquarium, Heraklion

Creaquarium w Heraklionie

Jednak jedna z tych podmiejskich atrakcji jest z pewnością warta uwagi – Cretaquarium. W stosunkowo niedużym budynku znajdują się liczne akwaria, także naprawdę duże zbiorniki, z fauną i florą Morza Śródziemnego oraz kilka wystawek, także multimedialnych, na tematy powiązane. Bardzo pouczające miejsce, ciekawe zwierzęta. Hol wejściowy wyglądał dość zniechęcająco, ale ekspozycje okazały się naprawdę dobrze zrobione i przemyślane. Miły akcent – praktycznie wszystkie okazy miały wielojęzyczne podpisy z nazwą, w tym po polsku.

Skorpena  (Scorpaena notata, mała czerwona z ang. Small red scorpionfish), Cretaquarium, Kreta
Skorpena (Scorpaena notata, mała czerwona z ang. Small red scorpionfish), Cretaquarium, Kreta

Zwiedzanie Heraklionu

Jeśli mielibyśmy porównać Heraklion z Chanią, to ta druga zdecydowanie bardziej nam się podobała, przede wszystkim do takiego włóczenia się po zabytkowym centrum, czy starym porcie. Miasta dzieli przede wszystkim klimat, zdecydowanie na korzyść Chanii. Ale w stolicy Krety da się wybrać kilka naprawdę fajnych miejsc, choćby te wspomniane przez nas (muzeum forteca, czy Akwarium naprawdę nam podeszły). To pozwala zaplanować całkiem udany dzień zwiedzania, zwłaszcza jeśli połączy się to z pałacem w Knossos. Lub właśnie na odwrót, stąd zaplanować sobie zwiedzanie Krety, wówczas to miasto zostawić sobie jako dodatek. Jest to lepsza lokalizacja jeśli chcemy skoncentrować się także na wschodniej części wyspy.

Kościół św. Tytusa (Heraklion, Grecja)
Kościół św. Tytusa (Heraklion, Grecja)

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak grecki
HeraklionTopolia

Szybenik, czyli Braavos z „Gry o tron”

W Dalmacji spośród miast wybrzeża Adriatyku Szybenik (chor. Šibenik) wyróżnia się jedną szczególną cechą – jest jedynym miastem oryginalnie założonym przez Chorwatów. Pozostałe stare miasta są dawnymi osadami Greków, Rzymian bądź Ilyrów. Szybenik założyły plemiona chorwackie; jego nazwa pojawia się w dokumentach po raz pierwszy w połowie XI wieku. Dziś to miasto to także kolejna z lokacji „Gry o tron”.

Klimatyczne przejścia w Szybeniku
Klimatyczne przejścia w Szybeniku

Historia Szybeniku

Choć Chorwaci nie raz podkreślają tę odmienność historyczną, dziś tak naprawdę trudno ją zauważyć. Szybenik po raz pierwszy został wspomniany w 1066 roku za czasów króla Petara Krešimira IV (postawiono mu to nawet pomnik). Gród uzyskał prawa miejskie w roku 1298, wtedy także założono tu pierwsza diecezję. Jednak ciągle musiało odpierać ataki Wenecjan. W 1412 roku ostatecznie zostało włączone do Republiki Weneckiej. Przez lata odpierano ataki Turków Osmańskich. Tym nie udało się zająć miasta.

Petar Kresimir IV, pomnik w Szybeniku
Petar Kresimir IV, pomnik w Szybeniku
Szybenik
Szybenik

W 1797 roku wraz z upadkiem Wenecji Szybenik stał się częścią Austrii, do której należał aż do końca I wojny światowej. Wówczas został wcielony do Jugosławii. W każdym razie dzisiejsza zabudowa, także ta historyczna, to przede wszystkim dzieło Wenecjan i Austriaków, a nie średniowiecznych Chorwatów. W tym kontekście nie dziwi określanie Szybenika mianem włoskiego miasta. Warto dodać, że Szybenik dość mocno ucierpiał podczas II wojny światowej jak i wojny ojczyźnianej.

Szybenik i wąskie uliczki
Szybenik i wąskie uliczki

Katedra św. Jakuba w Szybeniku

Najbardziej godnym uwagi zabytkiem Szybeniku jest katedra św. Jakuba. W roku 2000 została wpisana na listę UNESCO. Słynie z niezwykłej architektury: do jej zbudowania użyto tylko i wyłącznie kamienia i marmuru. Nie ma zaprawy czy spoiny, wszystko ściśle do siebie przylega. Kościół łączy w sobie style gotycki i renesansowy: powstał na przełomie tych styli, w latach 1431 – 1536. Można zauważyć, że kopuła jest odbudowana: została mocno uszkodzona podczas ostatniej wojny. Jednocześnie katedra św. Jakuba jest najważniejszym zabytkiem renesansowym w Chorwacji.

Katedra św. Jakuba w Szybeniku
Katedra św. Jakuba w Szybeniku

Gotycki i renesansowy: to wynika wprost ze zmian historycznych. Katedrę zaczęto budować w stylu weneckiego gotyku, jednak w trakcie zmieniła się koncepcja i wpływy, więc zainspirowano się toskańskim renesansem. W przypadku takiej budowli to dość karkołomne zadanie, ale architekci sobie poradzili. Szczególnie jeden, Juraj Dalmatinac (znany też jako Giorgio Orsini), to on nadał budynkowi dzisiejszy monumentalny styl. Uznaje się go za głównego architekta katedry, ale też jest jednym z najwybitniejszych rzeźbiarzy XV wieku. Jest autorem portalu Pałacu Dożów w Wenecji, a pracował także w Zadarze, Dubrowniku czy na wyspie Pag. Po rozpadzie Jugosławii w latach 1991 – 1995 odbudowywano katedrę. Niestety nowożytni budowniczowie nie byli w stanie odtworzyć oryginalnej technologii, więc musieli użyć cementu.

Wejście do katedry lub do Żelaznego Banku w Braavos
Wejście do katedry lub do Żelaznego Banku w Braavos

„Gra o tron”, Bravos i Szybenik

Okolice katedry to także lokacja „Gry o tron”. Sama świątynia to siedziba Żelaznego Banku w Braavos, tu widzimy między innymi Mace’a Tyrella i Tycho Nestorisa. Z katedrą jest tak samo jak z kościołami w Dubrowniku: da się je rozpoznać do pewnego miejsca. Parter wraz z portalem jest bardzo dobrze widoczny w serialu, zwłaszcza gdy Mace mówi, że bankierzy zbudowali takie coś i wskazuje budynek. Wyżej jednak zadaszenie i chrześcijańskie elementy zostały zastąpione komputerowo dorobionymi piętrami. W „Grze o tron” można też dostrzec pomnik Juraja znajdujący się przy głównym wejściu, obok budynku z charakterystycznymi okiennicami.

Plac przy katedrze (Szybenik, Chorwacja) lub Braavos („Gra o tron”)
Plac przy katedrze (Szybenik, Chorwacja) lub Braavos („Gra o tron”)

Poza katedrą wykorzystano także wybrzeże i port oraz dalekie plany. Kręcono tutaj ujęcia wpłynięcia do Wolnego Miasta Braavos: widok na miasto od strony morza i przepłynięcie między wyspami, na których stał Kolos. Kolos oczywiście był komputerowy. Natomiast dużą część portu kręcono w Kaštel Gomilica pod Trogirem. W serialu te ujęcia się przeplatają. Od szóstego sezonu natomiast Braavos kręcono w Hiszpanii.

Forteca św. Michała (lub św. Anny)
Forteca św. Michała (lub św. Anny)

Szybenik i fortyfikacje

Drugim bardzo charakterystycznym, acz już nie filmowym, atutem Szybenika są jego fortece. Powstawały, by bronić miasta przed Turkami. W XVI wieku wzniesiono fortecę św. Mikołaja. Ta znajduje się na wyspie Ljuljevac przy wejściu do kanału św. Antoniego. Dotarcie do niej wymaga dojazdu samochodem, a potem przejścia trochę na nogach.

Forteca św. Jana (Szybenik)
Forteca św. Jana (Szybenik)

W XVII wieku wzniesiono kolejną twierdzę – św. Jana. Ta niestety była zamknięta dla zwiedzających podczas naszej wizyty w tym mieście. Przechodziła proces przystosowania do nowych realiów. Taką transformację przeszła choćby forteca św. Michała (dziś też nazywa się ją twierdzą św. Anny), znajdująca się w centrum miasta. Jest to dość spora konstrukcja, wewnątrz znajdziemy tam choćby otwartą scenę, restaurację, czy muzeum. Pełni ona dziś rolę kulturalną i rekreacyjną.

Widok na Szybenik z twierdzy Barone
Widok na Szybenik z twierdzy Barone

Tu warto dodać, że nie było to celowe działanie. Forteca mocno ucierpiała w dwóch wybuchach prochu (w latach 1663 i 1752). Nie nadawała się do obrony i popadała w ruinę. Szczęśliwie zamiast rozebrać ją doszczętnie, wymyślono inne jej zagospodarowanie.

Wieża przy kościele św. Jana (Szybenik, Chorwacja)
Wieża przy kościele św. Jana (Szybenik, Chorwacja)

Podobny los spotkał kolejną twierdzę – Barone, która dziś także pełni rolę rekreacyjną oraz bardzo dobrego punktu widokowego na miasto. Tu nawet mamy wystawione armaty. Ale o ile dachy w tej najstarszej części wyglądają dość atrakcyjnie, trochę dalsza okolica Szybenika została dotknięta duchem socrealistycznej architektury. Bilety na twierdzę św. Michała/Anny i Barone są łączone.

Średniowieczna zabudowa Szybenika
Średniowieczna zabudowa Szybenika

Inne atrakcje Szybeniku

Poza twierdzami na starym mieście warto zatrzymać się w ogrodzie znajdującym się w klasztorze Franciszkanów im św. Wawrzyńca. Sam ogród jest dość niewielki, acz wyróżnia się od reszty zabudowy. Jest to unikat w Chorwacji, to tak zwany średniowieczny ogród śródziemnomorski. Ścieżka ma kształt krzyża. Ogród jest połączony z patio, przy którym siedzą goście restauracyjki, więc turyści najczęściej wchodzą tu tylko na chwilę i idą dalej.

Ogród w klasztorze św. Wawrzyńca
Ogród w klasztorze św. Wawrzyńca

Z charakterystycznych budynków w centrum warto zwrócić uwagę na dawny pałac książęcy (muzeum miejskie), oraz Pałac Rektorów znajdujący się na placu Republiki Chorwackiej. (muzeum oswobodzenia Dalmacji). Poza zabytkami Szybenik to przede wszystkim dwie rzeczy. Promenada, z której pięknie widać stare miasto, zwłaszcza jak się trochę nią przejdzie. Oraz wąskie, malownicze uliczki. Można się tam zgubić. W porównaniu z chociażby Dubrownikiem, to miasto sprawia wrażenie nieco opuszczonego przez turystów.

Widok na Szybenik
Widok na Szybenik

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak chorwacki
Szybenik
Szlak filmowy
Szybenik

Königstein, twierdza nad Łabą w Niemczech

Między Dreznem a Saksońską Szwajcarią znajduje się jeszcze jedna atrakcja warta uwagi. To twierdza Königstein (niem. Festung Königstein), co z niemieckiego znaczy tyle co królewski kamień. Usytuowana na skalistym płaskowyżu 400-letnia forteca przyciąga turystów.

Brama do twierdzy Königstein (Niemcy, Saksonia)
Brama do twierdzy Königstein (Niemcy, Saksonia)

Historia twierdzy Königstein

Ten majestatyczny i monumentalny kompleks rozciąga się na 10 hektarów. Choć obecna forteca liczy sobie cztery wieki, to jednak nie jest to pierwsza budowla powstała w tym miejscu. Już w XIII wieku Czesi wybudowali tu zamek. Dzisiejszy kasztel powstał w pierwotnej wersji w XV wieku wraz z przejęciem tych ziem przez Sasów. Obiekt składa się nie tylko z murów, ale też prawie 50 budynków i parku, dzięki czemu jest to idealne miejsce spacerowe, z niesamowitymi widokami na koryto Łaby.

Widok na dolinę Łaby z Königstein
Widok na dolinę Łaby z Königstein

Sasi lubili to miejsce z kilku powodów. Przede wszystkim jest to teren rozległy, w sam raz na różne ucztowania, a przy tym bezpieczny. Więc dwór drezdeński nie raz przenosił się tu przy okazji różnych uroczystości. Gdy akurat były gorsze czasy, fortecę wykorzystywano jako bezpieczny skarbiec. Zaś tutejsze więzienie nazywano czasem „saksońską bastylią”. Choć nie było tu powtórki z Paryża.

Armaty na murach twierdzy
Armaty na murach twierdzy

Zwiedzanie Königstein

Dziś zachowały się przede wszystkim imponujące mury, które widać z daleka. Jest też kolekcja armat, no i wspaniałe widoki. Cześć z budynków została przerobiona na obiekty muzealne. Można się dowiedzieć trochę o historii tak tego miejsca, jak i państwa Sasów, ale są też miejsca, gdzie prezentuje się sztukę nie mającą wiele wspólnego z okresem. Atrakcją bez wątpienia jest też możliwość eksplorowania budynków takich jak piwnice, stajnie, magazyny czy nawet kościoły.

Wnętrza twierdzy
Wnętrza twierdzy

Jak na Niemcy przystało takie miejsca są bardzo przyjazne turystom pragnącym sobie odpocząć, czegoś się napić i zjeść. Znajdziemy tu kilka miejsc przeznaczonych na konsumpcję. No i oczywiście na zabawę. Dzieci, ale nie tylko, mogą wypożyczyć stroje.

Zejście do piwnicy
Zejście do piwnicy

Königstein: Dojazd i okolice

Do twierdzy zdecydowanie najłatwiej dojechać samochodem. Choć znajduje się stosunkowo blisko Bastei w linii prostej, to ponieważ forteca zlokalizowana jest na drugim brzegu Łaby, trzeba trochę nadrobić kilometrów, by tu dojechać. W każdym razie zarówno Bastei jak i Königstein są dość komplementarnymi miejscami, które łatwo odwiedzić w ten sam dzień.

Piwnica w Königstein
Piwnica w Königstein

Przed zamkiem znajduje się płatny parking. Można tu także spokojnie dojechać z Drezna lokalnym pociągiem.

Mur Königstein
Mur Königstein

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak niemiecki
Twierdza KönigsteinDrezno

Nizwa, kozi targ, suk i fort w Omanie

Niektóre miejsca warto odwiedzić nie tyle z powodu zabytków, czy walorów naturalnych, ale z powodu kultury. Niekoniecznie wysokiej, a raczej lokalnej, którą dobrze jest poznać i zobaczyć. Dokładnie takim miejscem jest Nizwa (arab. نزوى) i odbywający się tu co piątek targ kóz (właściwie to różnej maści zwierząt i nie tylko). Zwłaszcza, póki wciąż jeszcze nie jest to ani miejsce, ani impreza turystyczna, a jednocześnie wciąż można swobodnie ją obserwować.

Nizwa, Oman
Nizwa, Oman

Historia Nizwy

Nizwa leży u podnóża gór Al-Achdar. Miasto to liczy jakieś 120 tysięcy mieszkańców (jako cały obszar metropolitalny). Jest jednym z najstarszych miast Omanu, przez wieku nosiło miana ośrodka kultury, religii, handlu i rzemiosła. W wiekach VI – VII Nizwa była nawet stolicą Omanu.

Fort w Nizwie
Fort w Nizwie

Fort w Nizwie

Nizwa słynie ze swojego fortu. Mniejszy niż ten w Bahla i nie znajdujący się na prestiżowej liście UNESCO. Jego historia również sięga XII wieku, a obecny wygląd to wynik XVI-wiecznych przebudów i współczesnych renowacji. Fort bowiem nie tylko niszczał podczas ulewnych deszczy, ale na początku lat 50. XX wieku został zbombardowany przez Brytyjczyków. Wstęp jest jednak dużo droższy niż do Bahli, a przy czym sam fort jest o wiele mniejszy. Za to Fort jest bardzo dobrze wkomponowany w stare miasto, przylega tuż do tutejszej medyny.

Targ kóz w Nizwie, prezentacja
Targ kóz w Nizwie, prezentacja

Nizwa: Suk

Słynny jest też suk Nizwy (souk), czyli targ. Wygląda dość współcześnie jak na nasz gust, żeby nie powiedzieć – nieklimatycznie, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Suk w Nizwie wieczorem nie zrobił na nas wrażenia: trochę nieciekawego rękodzieła wystawionego dla turystów, pustawe współczesne hale targowe i to wszystko. Z boku zaś, znów bardziej turystyczna, ale i klasyczna, choć niewielka. Choć jeśli dobrze się go obejdzie i poszuka, to można znaleźć miejsca, które wciąż trzymają oryginalny klimat arabskiego targowiska.

Wejście na kozi targ w Nizwie
Wejście na kozi targ w Nizwie

Sam suk działa praktycznie przez wszystkie dni tygodnia. Przy wejściu, blisko twierdzy, widzimy część dość mocno nastawioną na zachodnich turystów z pamiątkami i wieloma innymi rzeczami. Ale im dalej się zagłębiamy, tym bardziej wygląda to już jak lokalne targowisko, z wszystkim, co potrzeba.

Medyna, część z produktami żywnościowymi
Medyna, część z produktami żywnościowymi

Nizwa i słynny kozi targ

Za to w piątek rano wszystko to wyglądało zupełnie inaczej, a turyści przestają być ważni. Nas ściągnął tutaj przede wszystkim kozi targ (lub poprawnie: targ kóz). Odbywa on się raz w tygodniu na tutejszym suku i jak nazwa wskazuje, handluje się tutaj przede wszystkim drobną rogacizną. Ale nie tylko: krowy i byki też są sprzedawane. Nazwa Goat Market jest nawet zapisana na jednej z bram po angielsku. Zresztą to właśnie kozy są tu głównym elementem folklorystycznym, który nas przyciągnął.

Prezentacja kóz na targu (Nizwa, Oman)
Prezentacja kóz na targu (Nizwa, Oman)

Przed świtem parking był już tłoczny, a zwierzęta przeznaczone na sprzedaż czekały w samochodach. Niektórzy przyjeżdżają tu już w czwartek wieczorem, często z dalszych części Omanu. Ale oprócz zwierząt nagle cały targ żyje, wszystkim się tu handluje. Jak na prawdziwy suk przystało, ten w Nizwie był ruchliwy, głośny i pełny życia, niesamowity. Na sprzedaż było wiele zwierząt, warzyw, owoców, przetworów. A także tradycyjnych omańskich sztyletów: handżar (khanjar) i strzelb. Hale oczywiście też są, ale życie handlowe przenosi się na ulicę. To wygląda już bardzo interesująco, zwłaszcza, gdy można sobie pochodzić wśród sprzedających i kupujących.

Kozy na targu (Nizwa, Oman)
Kozy na targu (Nizwa, Oman)

Jak wygląda targ kóz w Nizwie?

Kulminacją targu kóz jest prezentacja zwierząt. Odbywa się to tak, że wokół specjalnego okrągłego zadaszenia gromadzi się tłum kupców, a wewnątrz po okręgu chodzą sprzedawcy z kozami i owcami, zachwalając towar. Gdy ktoś chce obejrzeć zwierzę, woła sprzedającego do siebie i po zapoznaniu się z ofertą, dokonują transakcji albo i nie i sprzedawca idzie dalej. Jakość zwierzęcia sprawdza się głównie przez dotykowy pomiar tkanki tłuszczowej na udzie. Zarówno sprzedający jak i kupujący są tak zajęci prezentacją i transakcjami, że nie zważają  na turystów. W dodatku istnieje tu takie nieformalne przyzwolenie na robienie zdjęć. Także dlatego, że nawet osoby handlujące cykają mnóstwo fotek niektórym zwierzętom, łapiąc przy okazji innych ludzi. Innymi słowy raj dla turysty z aparatem, bo to miejsce żyje i jest wciąż bardzo naturalne i wyjątkowe.

Licytacja kóz na targu (Nizwa, Oman)
Licytacja kóz na targu (Nizwa, Oman)

Handel rozpoczyna się z samego rana. Formalnie gdzieś około siódmej rano, ale trochę trwa zanim zaczną się licytację. Trudno stwierdzić, kiedy to się skończy, tu nie ma reguły. To też miejsce, gdzie można spokojnie zobaczyć kobiety w tradycyjnych typach maski na twarzy. Jak wszyscy, one również zajmują się tu handlem, targowaniem i wybieraniem zwierząt. Udział w targach biorą nawet dzieci – w surowym klimacie i w surowej kulturze dorastają szybciej. Trzeba przyznać, że jest to bardzo emocjonujące wydarzenie: tłum ludzi, zwierzęta plączące się pod nogami, krzyki, meczenie, gwałtowna gestykulacja.

Suk w Nizwie
Suk w Nizwie

Zwierzęta na targu

Chyba najbardziej szkoda tu mimo wszystko zwierząt. Na przykład jeden ze sprzedawców trzymał w ręku kurę, trzymał ją za nogi i unosił do góry zachwalając towar. Kura nie piszczała, nie gdakała, ona po prostu krzyczała – niemal jak człowiek. Taki rozpaczliwy rozdzierający krzyk. Czy sprzedawca nie zauważył, że kura jeszcze żyje? Czy dla niego była po prostu świeża? Inny sprzedawca pokazywał koźlątko: szarpał je za nogę pokazując jej otłuszczone uda. Przerażone koźlątko wyrywało się do swojej mamy. Jałówki cofały się ze strachu przed każdym człowiekiem, który podszedł zbyt blisko. Kupiona owca nie chciała iść z obcym człowiekiem, więc ten ją na siłę ciągnął.

Suk / Medyna w Nizwie
Suk / Medyna w Nizwie

Z naszej perspektywy faktycznie trochę to przykre, natomiast tu w Omanie trochę inaczej traktuje się zwierzęta. Inna sprawa, że pomijając ten targ, to większość z nich całe życie biegają samopas (trudno to pastwiskami nazwać), nie znają masowej hodowli, ciasnych klatek i mączki kostnej podawanej na taśmociągu. Czas sprzedaży jest bezsprzecznie dla nich przerażającym wydarzeniem i wielkim stresem, ale czy koniec końców nie wiodą lepszego żywota niż zwierzęta masowo hodowane w zachodnim świecie? To już chyba trzeba ocenić samemu.

Papugi na targu (Nizwa)
Papugi na targu (Nizwa)

Nizwa jako baza wypadowa

Mimo wszystko, kozi targ w Nizwie to bardzo ciekawe doświadczenie. Z pewnością warte porannego wstawania, by zobaczyć to niecodzienne targowisko. Sprawia, że Nizwa na długo pozostanie w naszej pamięci, bo samo miasto na tle Omanu niewiele się wyróżnia. Jest za to z pewnością dobrą bazą wypadową po okolicy, lub przynajmniej miejscem na nocleg, gdy się jest przejazdem. To dobre miejsce na wyprawę zarówno do Wahiba Sands, czy Dżabal Szams, fortu Bahla jak również gór, czy mniejszych atrakcji.

Omańska kobieta w charakterystycznym stroju
Omańska kobieta w charakterystycznym stroju

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak omański
Nizwa