Archiwa tagu: jaskinia

Cennet-Cehennem (Niebo i Piekło), jaskinia Astmy i zamek Kızkalesi

W prowincji Mersin, starożytnej Cylicji niedaleko Silifke znajduje się Niebo i Piekło (tur. Cennet ve Cehennem lub Cennet-Cehennem). To dwa położone tuż obok siebie leje krasowe, zlokalizowane w górach Taurus. Nazwy są mitologiczne, w pobliżu zaś znajduje się jeszcze jedna atrakcja, jaskinia zwana Astmą oraz zamek na morzu.

Lej Raj/Niebo (Cennet-Cehennem)
Lej Raj/Niebo (Cennet-Cehennem)

Pochodzenie nazwy Cennet-Cehennem (Niebo-Piekło)

Nazwa lejów ma związek z mitem o walce Zeusa ze smokopodobnym monstrum Tyfonem, którego Zeus tymczasowo uwięził w Piekle, zanim zawalił go Etną. Oczywiście później doszło do tego chrześcijańskie znaczenie tych miejsc.

Kompleks lejów Niebo i Piekło (Cennet-Cehennem)
Kompleks lejów Niebo i Piekło (Cennet-Cehennem)

Leje Cennet-Cehennem

Piekło to lej o głębokości 128 metrów, nie jest on jednak udostępniony do zwiedzania. Znaczy do takiego, żeby zejść, bo ogląda się go z góry z pomostów, których część jest przeszklona. Doszły do tego też elementy mitologiczne. Strumień, który znajduje się wewnątrz zapadliska, według podań jest dopływem rzeki Styks. Zaś gdzieś tam na dole znajduje się wejście do podziemnej krainy.

Piekło ogląda się jedynie z góry
Piekło ogląda się jedynie z góry

Zapadlisko „Niebo” (lub czasem też „Raj”) jest płytszy, liczy średnio 70 metrów. Do Nieba schodzi się liczącymi 300 stopni schodami wśród zielonych roślin, wysokiej temperatury i wilgotności. Czuć tutaj zaduch. Na dole jest ciekawiej: do pokonania mamy kolejne 150 stopni i wchodzimy do jaskini krasowej, w której jest przyjemny chłód. Można przejść tylko fragment ładnie oświetlonej jaskini, gdzie z góry zwisają stalaktyty.

Piekło i Niebo (Cennet-Cehennem)
Piekło i Niebo (Cennet-Cehennem)

Zwiedzanie Cennet-Cehennem

W tym przyjemnym miejscu można było fajnie odpocząć. Istotne jest to szczególnie w lecie, gdy zejście w wysokiej temperaturze mocno daje się we znaki. W jaskini jest zdecydowanie chłodniej, stąd nawet chodząc mamy chwilę wytchnienia. Na szczęście nie trzeba na szczyt wracać schodami: na górę zawozi nas winda.

Zejście do Nieba
Zejście do Nieba

Ormiańskie zabytki

Poza przyrodą jest tu jeszcze do zobaczenia chrześcijańska świątynia. To kolejna pozostałość dawnej Armenii w Turcji. Przed wejściem do jaskini Nieba znajdują się ruiny monastyru z V wieku poświęconego Dziewicy Maryi. Monastyr jest oczywiście ormiański. Z całej budowli ostały się tak naprawdę tylko ściany i nic więcej, ale zdecydowanie przykuwa uwagę. Kaplica była też meczetem (bardzo krótko w XIX wieku).

Pozostałość ormiańskiej świątyni (Cennet-Cehennem)
Pozostałość ormiańskiej świątyni

Ormianie zostali wypędzeni z Cylicji w 1915 roku, a większość śladów ich kultury tutaj zniszczono. Zostało zachowanych kilka zamków – przede wszystkim siedzibę królów ormiańskich w Kozanie – i ruin kościołów, jak ten w Niebie. Wypędzony Ormiański Kościół Cylicji kontynuuje działalność w Libanie.

Jaskinia Raj
Jaskinia Raj

„Niebo” i „Piekło” czyli Cennet i Cehennem to dość mocno turystyczna atrakcja. Oczywiście z okolicy Tarsu czy Adany można kupić wycieczki, które tu przyjeżdżają. Samodzielny dojazd samochodem także wchodzi w grę, zjazd jest dobrze oznaczony no i czeka nas tu spory parking. Bilety do Nieba i Piekła są łączone.

Wejście do Raju (Cennet-Cehennem)
Wejście do Raju

Zamek Kızkalesi

W bardzo bliskiej okolicy są jeszcze dwie inne atrakcje, na które warto zwrócić uwagę. Pierwsza z nich to zamek Panny, czyli Kızkalesi, który znajduje się na tureckim wybrzeżu Morza Śródziemnego. Jego historia jest podobna do historii zamku Mamure w Anamur. Zamek wybudowany został w okresie bizantyńskim, krótko po pierwszej wyprawie krzyżowej (XI wiek), na wyspie położonej około 400 metrów od wybrzeża. Rozbudowany w wiekach XII do XIV, gdy wraz z rejonem Cylicji należał do istniejącego wówczas Cylicyjskiego Królestwa Armenii (Mała Armenia). Wraz z końcem istnienia Małej Armenii, Ormianie dobrowolnie oddali zamek królowi Cypru w 1360 roku. Na krótko uchroniło to ich przed podbojami osmańskimi – Zamek Panny stał się twierdzą Imperium Osmańskiego w 1471 roku.

Raj jest dobrze oświetlony (Cennet-Cehennem)
Raj jest dobrze oświetlony

Dziś zamek przede wszystkim zachwyca położeniem. Znajduje się on bowiem na wodzie, na maleńkiej wyspie. Można go całkiem dobrze obserwować z brzegu lub wynająć łódkę, która nas do niego zawiezie. Jest stosunkowo niewielki, zwłaszcza w porównaniu do wspomnianego Mamure. Parking znajdziemy przy plaży. W tym wypadku może być to trochę problematyczne, gdyż nie ma dedykowanego i trzeba szukać miejsc.

Jaskinia Astmy
Jaskinia Astmy

Jaskinia Astmy

Druga atrakcja, na którą warto zwrócić uwagę, to Köşekbükü – czyli z tureckiego Jaskinia Astmy, znana też jako Asthma Cave. Znajduje się w Ovabaşı. Nad turecką riwierą w prowincji Mersin wznosi się łańcuch górski Taurus i Antytaurus. Są to góry w większej części zbudowane z wapieni, co stwarza warunki odpowiednie dla powstawania form krasowych. Należą do nich jaskinie z fantazyjnymi naciekami węglanu wapnia.

Jaskinia Astma
Jaskinia Astma

Zgodnie z lokalnymi podaniami, panujący w jaskini mikroklimat leczy astmę i tym podobne schorzenia. W środku Jaskinia Astmy jest dobrze i z pomysłem oświetlona oraz ma wyznaczone ścieżki, dzięki czemu można bezpiecznie i przyjemnie podziwiać stalaktyty, stalagmity, nacieki w formie przypominającej draperie i kalafiorowate narośla. Na pewno dobrze jest odpocząć od panujących na wybrzeżu temperatur i przede wszystkim wysokiej wilgotności. Tu, podobnie jak w Niebie, jest zdecydowanie chłodniej. Nawet zaleca się zabranie czegoś ciepłego. Zejście do jaskini jest po krętych schodach, dopiero pod ziemią można spokojnie rozprostować nogi. Jaskinia Köşekbükü (Asthma Cave) w Turcji znajduje się właściwie tuż przy Niebie i Piekle, tam też znajdziemy znaki na nią. Tu także jest spory parking, acz trzeba przyznać, że sama atrakcja nie jest już tak oblegana. Może to kwestia marketingu, bo Niebo i Piekło znajdują się na trasie wycieczek. Astma bywa już pomijana.

Jaskinia jest dobrze oświetlona
Jaskinia jest dobrze oświetlona
W jaskini Astmy jest sporo ciekawych formacji
W jaskini Astmy jest sporo ciekawych formacji

Jeśli podobał Ci się wpis, śledź nas na Facebooku.

Szlak turecki
Piekło i Niebo

Alicante, Elche, zamki i kurort w Costa Blanca

Dzięki dużym plażom Costa Blanca, Alicante (lub Alacant w języku walenckim) jest jednym z najpopularniejszych kurortów hiszpańskiego wybrzeża. Lecz, szczęśliwie pomimo plaż, nie tylko nie wygląda jak typowa miejscowość wypoczynkowa, ale ma też kilka ciekawych rzeczy do zaoferowania. Przede wszystkim jest to normalne, żyjące miasto, nie tylko z turystyki.

Teatro Principal (Alicante, Hiszpania)
Teatro Principal (Alicante, Hiszpania)

Historia Alicante

Tereny dzisiejszego Alicante były zamieszkane nawet w V tysiącleciu przed naszą erą, jeszcze przez koczownicze plemiona. Około roku 1000 przed naszą erą przybywały tu statki greckie i fenickie. W VI wieku przed naszą erą zmagali się tu Kartagińczycy i Rzymianie. Wódz tych pierwszych, Hamikar Barkas, założył tu osadę Akra Leuka (co znaczy Biała Góra, od skały, która jest widoczna nad miastem). Warto dodać, że jemu przypisuje się także założenie Barcelony. Nie wiadomo, kiedy dokładnie założył tą osadę, ale już w 201 przed naszą erą została ona podbita przez Rzymian i nazwana Lucentum. Później, około roku 500 naszej ery zajęli je Wizygoci. Ich z kolei wypędzili Maurowie (w 718). Okres arabski to rozwój Alicante, miasto nazwano wówczas Al-Akant i mocno rozbudowano, dzięki nadmorskiej dogodnej do handlu lokalizacji.

Casa Carbonell na Passeig Esplanada d’Espanya (Alicante)
Casa Carbonell na Passeig Esplanada d’Espanya (Alicante)

W 1265 roku Alicante stało się hiszpańskie, choć podobnie jak w przypadku Kartageny już wcześniej Arabowie zaczęli się dzielić władzą, zaś później miasto „wędrowało” między różnymi hiszpańskimi królestwami. Istotne jest to, że Alicante pozostawało związane z Walencją i do dziś używa się tu dialektu walenckiego. Obecnie miasto łączy swą przemysłową i portową część z turystycznym kurortem. Ma się wrażenie, że to żywe miasto, w którym turyści są jedynie dodatkiem.

Centrum Alicante
Centrum Alicante

Zamki w Alicante

Choć w Alicante brakuje większych zabytków, to są dwa zamki, będące dobrymi punktami widokowymi. Warto jednak zacząć od zamku świętego Ferdynanda (Castell de Sant Ferran). Jest on mniejszy i młodszy; właściwie nazwa zamek jest tu trochę na wyrost, to bardziej fort. Pochodzi z XIX wieku i dziś jest przede wszystkim terenem spacerowym. Zlokalizowano tu wieże telekomunikacyjne. Można zobaczyć praktycznie całe miasto, wliczając  drugi zamek jako dominantę. Wejście jest darmowe.

Wejście do zamku św. Ferdynanda
Wejście do zamku św. Ferdynanda
Zamek św. Ferdynanda
Zamek św. Ferdynanda

Zamek Świętej Barbary (Castillo de Santa Bárbara) góruje nad miastem. Wzniesiono go na jasnej skale Benacantil o wysokości 166 metrów nad poziomem morza. Znajdowały się tu już zbudowania kartagińskie, jednak próżno dziś szukać pozostałości po nich. Najstarsze części zamku prawdopodobnie pochodzą z czasów Maurów  i IX wieku, jednak wiele razy go przerabiano. Choćby w XVIII zamieniono go w więzienie. Od roku 1963 jest udostępniony turystom i stanowi największą atrakcję Alicante (dlatego warto go oglądać jako drugi lub jedyny zamek).

Zamek św. Barbary
Zamek św. Barbary

Od północy na zamek prowadzi droga, ale choć można nią dojechać do samego zamku, tam będzie trzeba zawrócić i stanąć gdzieś niżej (jest kilka parkingów), a następnie podejść. Od południa zaś wybudowano windę, która wiedzie na dziedziniec. Fortecę zwiedza się za darmo i jest to kolejny doskonały punkt widokowy na resztę miasta. Mamy tu też niewielkie muzeum, wizyta jest darmowa. Okolice zamku to tereny zielone i spacerowe.

Fragment murów obronnych zamku św. Barbary
Fragment murów obronnych zamku św. Barbary

Główne kościoły Alicante

Ciekawie prezentują się też kościoły. Przede wszystkim bazylika św. Marii z Alicante (Basílica de Santa Maria d’Alacant). To typowy dla południa Hiszpanii przykład konwersji meczetu na świątynię chrześcijańską, acz w porównaniu do Sewilli czy Kordoby, ciężko tu już rozpoznać elementy świątyni islamskiej. Sama bazylika była budowana między XIV a XVI wiekiem w stylu walenckiego gotyku.

Bazylika św. Marii z Alicante
Bazylika św. Marii z Alicante

Drugi ważny kościół to konkatedra św. Mikołaja z Bari (Concatedral de San Nicolás de Bari). Mianem konkatedry określa się drugi kościół w diecezji lub drugą siedzibę ordynariusza. Jej budowa również bazuje na wcześniejszym meczecie. Konkatedrę wznoszono w latach 1613 – 1662. Łączy hiszpański barok z walenckim gotykiem.

Konkatedra św. Mikołaja z Bari
Konkatedra św. Mikołaja z Bari

Centrum Alicante

Dość ciekawym budynkiem jest trochę bardziej oddalona od centrum arena do walk byków. Przy okazji jest tu darmowe muzeum, które ukazuje kulturę tego miejsca. Choć nie tak obiektywnie jak ta w Kordobie, tu wszystko jest w samych superlatywach. Tu wszystko skupione jest na świętowaniu i zwycięstwach torreadorów.

Arena walk byków w Alicante
Arena walk byków w Alicante

Zwiedzanie centrum (El Barrio) to także możliwość obejrzenia kilku ciekawych budynków, choćby ratusza, albo teatru (Teatro Principal). Z innych atrakcji jest tu stare targowisko (Mercat Central d’Alacant), które wciąż działa i oferuje świeże produkty. Przed wejściem do targowiska znajduje się budka, w której sprzedawano lokalny specjał – turrón. Chodząc po starym mieście można natknąć się też na plac Portal de Elche z olbrzymim figowcem.

Targowisko w Alicante
Targowisko w Alicante

Ciekawą rzeczą, która może spodobać się najmłodszym, jest aleja grzybowa – Calle de las Setas. Formalnie to ulica San Francisco. W dzień wygląda dość tandetnie, w nocy ciut lepiej. Ot, między budynkami powstawiano duże muchomory, z którymi można robić sobie zdjęcie.

Calle de las Setas - ulica Grzybowa - w Alicante, wieczorem robi lepsze wrażenie
Calle de las Setas – ulica Grzybowa – w Alicante, wieczorem robi lepsze wrażenie

Alicante ma dwa deptaki. Jeden to nadmorska promenada Esplanada d’Espanya. Przy niej znajduje się jeden z bardziej charakterystycznych budynków miasta – Casa Carbonell na Passeig Esplanada d’Espanya. Drugi to ulica Rambla Méndez Núñez, która jest pełna sklepików, ale już nie tak reprezentacyjna.

Esplanada d’Espanya to główny deptak Alicante
Esplanada d’Espanya to główny deptak Alicante

Obok znajduje się port w Alicante. Ważny ze względu na przemysł, ale gdy się patrzy na niego, to wygląda dziś bardziej jak jedna wielka marina. Znajduje się tu między innymi muzeum rejsów oceanicznych.

Port w Alicante
Port w Alicante

Elche

Alicante to również dobra baza wypadowa do bliższych (wyspa Tabarca) i dalszych wyjazdów (Walencja, Kartagena, Murcja, Almeria). Jednym z miejsc, które warto rozważyć, jest Elche (Elx). Formalnie rzecz biorąc jest to osobna miejscowość, w praktyce część aglomeracji Alicante, dość mocno z nią połączona (wspólne lotnisko). Zresztą Elche jest zaledwie o jedną trzecią mniejsze. Wciąż posiada własny, unikalny charakter. Głównie ze względu na wpisany na listę UNESCO gaj palmowy (Palmerar d’Elx), jeden z najstarszych w Europie, sięgający tradycją czasów starożytnych. Dziś duża część tego gaju to nic innego jak park miejski w centrum, miejsce rekreacyjne oraz jak trzeba, to festiwalowe.

Bazylika św. Marii w Elche
Bazylika św. Marii w Elche

Elche trafiło na listę UNESCO także z drugiego, niematerialnego powodu. Chodzi o misterium ku czci Matki Boskiej, które jest wystawiane rokrocznie 14 – 15 sierpnia.

Gaj palmowy w Elche
Gaj palmowy w Elche

Stare Centrum Elche jest stosunkowo niewielkie i skupione wokół bazyliki św. Marii. To kolejna świątynia w tym miejscu, obecnie istniejąca pochodzi z 1672 roku. Blisko bazyliki znajduje się pozostałość dawnych murów miejskich – wieża Calahorra. Tuż przy gaju można oglądać muzeum archeologiczne, wcześniej był to zamek Altamira. Jego początki sięgają XII wieku, ale jeszcze w roku 1913 był przebudowywanyi służył przez pewien czas jako ratusz. Są tu także arabskie łaźnie bazujące na rzymskich.

Mural w korycie rzeki Vinalopó (Elche)
Mural w korycie rzeki Vinalopó (Elche)

Przy rzece znajdziemy nadbrzeże, które oddano we władanie artystom. Ci pomalowali je, tworząc mural w korycie rzeki Vinalopó, co stanowi dodatkową atrakcję miasta oraz jego nowy symbol.

Widok na arenę byków w Alicante
Widok na arenę byków w Alicante

Canelobre

Jeszcze dalej, ale już bez dojazdu środkami komunikacji miejskiej, znajdują się jaskinie Canelobre. Niewielka część została udostępniona zwiedzającym. Ogląda się ją z przewodnikiem, dzięki czemu faktycznie jest szansa, by spędzić tam zakładane 40 minut. Jaskinia jest interesująca, głównie ze względu na wysokość sklepienia (70 metrów) i formacje naciekowe. Choć bardziej jako atrakcja w okolicy Alicante, a nie samodzielna (jak jaskinia Nerja). Niestety jaskinie są oświetlone w pstrokate kolory.

Jaskinia Canelobre koło Alicante
Jaskinia Canelobre

Solniska

Ostatnia okoliczna atrakcja, o której chcemy wspomnieć, to solniska. Prawdę mówiąc zrobiło się o nich ostatnio nawet głośno, jako różowych jeziorkach. Natomiast tu znów nie dojedziemy transportem miejskim, pozostaje samochód. Zwłaszcza, że nie są one udostępnione dla turystów  jako płatna, zorganizowana atrakcja. Można się zatrzymać przy poboczu i po prostu podejść. Zrobiono parkingi, więc nie jest to nielegalne, czy niebezpieczne, ale właściwie na tym parkingu się kończy. Zaś solniska, jak solniska, są różowe dopiero w pewnym sezonie, uzależnionym od nawodnienia i temperatury.

Solnisko Salta Pola, jak inne solniska w odpowiedniej porze roku znane jako różowe jezioro przy Alicante
Solnisko Salta Pola, jak inne solniska w odpowiedniej porze roku znane jako różowe jezioro przy Alicante

Tu trzeba przyznać, że w Burgas wykorzystano je zdecydowanie lepiej. Tu formalnie nie można się kąpać. Za to można dostrzec kopce soli. My próbowaliśmy szczęścia w Urbanova (zarośnięte i nic nie było widać) oraz w Salta Pola (stąd pochodzą zdjęcia). Kolejnym przystankiem byłaby Torrevieja (gdyby się nie udało). My widzieliśmy z daleka flamingi, a także olbrzymie kopce soli.

Pomnik byków koło areny w Alicante
Pomnik byków koło areny w Alicante

Plaże Costa Blanca

Na sam koniec warto wspomnieć o plażach. Jedna jest  (Playa del Postiguet) całkiem spora już w Alicante, tuż obok portu. Ale Costa Blanca oferuje ich wiele, zwłaszcza jak się odjedzie trochę dalej od tej miejscowości. Którąś bardziej oddaloną plażę można spokojnie połączyć z wyprawą na solnisko. Zaś jak komuś jeszcze brakuje atrakcji, pozostają muzea – archeologiczne, czy sztuki współczesnej.

Playa del Postiguet, plaża w centrum Alicante
Playa del Postiguet, plaża w centrum Alicante

Filmowa historia Alicante nie jest zbyt rozbudowana. Nagrywano tu choćby kilka scen do filmu „Uncharted” (2022) Rubena Fleischera. Trzeba pamiętać, że nie jest to duże miasto, na zwiedzanie właściwie wystarczy dzień. Więcej jak chcemy pojeździć po okolicy. Ale powiedzmy sobie wprost, większość osób przybywa, by tu wypocząć, a zwiedzanie jest tylko dodatkiem.

Warto dodać, że Costa Brava stara się reklamować jako dobre miejsce do robienia interesów. Jest określana wówczas jako Alifornia, łącząc nazwę Alicante z Kalifornią. Podobno nadmorski klimat jest tu bardzo podobny.

Jeśli podobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak hiszpański
Alicante

Myvatn, jezioro i okolica: kratery, źródła geotermalne i skalne formacje

Mývatn e to nazwa jeziora na Islandii, słynącego z bogactwa ptasiego świata. Tą nazwą określa się także jego bliską okolicę, przede wszystkim różne formacje wulkaniczne, kratery, czy rzeki lawy oraz zjawiska geotermalne. Co prawda oficjalnie okolica ma islandzką nazwę – Mývatnssveit, ale jakoś nie używa się jej w turystyce, czy promocji tego regionu. A jest to wspaniałe miejsce, tym ciekawsze, że także filmowe, włączając w to kilka lokacji z „Gry o tron”.

Jezioro Mývatn
Jezioro Mývatn

Jezioro Mývatn

Oczywiście główna atrakcja to jezioro. Nazwa znaczy tyle co jezioro komarów / muszek ( – komar, muszka, vatn – jezioro). I faktycznie tutejszy krwiopijca potrafi być dokuczliwy latem. Jednak prawdziwe bogactwo to ptaki. Występuje ich tu 240 gatunków, z tego ponad 70 miejscu ma tutaj lęgowiska. Samych kaczek jest tu kilkanaście gatunków. Jezioro o powierzchni 37 km² i głębokości do 4,5 metra wraz z całym regionem Mývatn-Laxá zostało wpisane na listę Ramsar oraz jest uznaną ostoją ptaków IBA. Co ciekawe, nawet w miejscach przy drodze, gdzie można się zatrzymać i podejść do jeziora, to część jest ogrodzona, dzięki czemu ptaki nie są tu nękane. W okresie lęgowym pewne fragmenty jeziora są wręcz zamykane.

Łabędź krzykliwy (Cygnus cygnus)
Łabędź krzykliwy (Cygnus cygnus)

Jest to także teren geotermalny, co akurat nie jest niczym niezwykłym na Islandii. Jadąc drogą numer 1 można zatrzymać się przy elektrowni geotermalnej Bjarnarflag i podziwiać tamtejszą gorącą wodę. Błękitne Jezioro (Blue Lake) dość mocno wyróżnia się wizualnie na tle okolicy. Nie należy do niego wchodzić przede wszystkim przez wysoką temperaturę wody. Ostrzegają przed tym znaki.

Blue Lake
Blue Lake

Mývatn Nature Baths

Natomiast jeśli ktoś chciałby spróbować kąpieli w gorącym źródle, to warto zatrzymać się w Mývatn Nature Baths (isl. Jarðböðin við Mývatn). To ośrodek trochę w stylu słynnej Blue Lagoon. Ze względu na oddalenie od Rejkawiku jest mniej oblegany i tańszy, a przy tym bardzo przyjemny. Ma spory parking, zaś baseny z gorącą wodą znajdują się na zewnątrz. Wysoka temperatura jest zauważalna, ale pilnują by nie było za ciepło. Dodatkowo są tu prysznice i inne atrakcje. Niecka basenu jest wykonana z naturalnych materiałów i utrzymywana w stanie naturalnym, włączając w to miękkie i śliskie glony czy inne porosty. Na oficjalnej stronie (gdzie można też sprawdzić aktualne ceny i godziny otwarcia), można zarezerwować sobie wejście. My w lipcu (sezon) weszliśmy do środka bez wcześniejszej rezerwacji. Ale fakt, dla nas był to przerywnik i dodatek, a nie istotny cel. Bilety i ceny można sprawdzić / zamówić tutaj.

Mývatn Nature Baths
Mývatn Nature Baths

Mývatn Nature Baths to nowoczesny i dobrze zaprojektowany ośrodek. Gorące źródło zostało stworzone przez człowieka i wykorzystuje wody z Bjarnarflag. Warto dodać, że choć zwłaszcza w ciągu dnia jest tu wielu turystów, to z ośrodka chętnie korzystają także Islandczycy. Dla nich gorące źródła są elementem kultury, miejscem spotkań Acz zdecydowanie preferują oni godziny, w których przybywa tu mniej turystów.

Jezioro Mývatn
Jezioro Mývatn

Grjotagja

Trochę dalej znajduje się kolejne miejsce, przy którym warto zatrzymać się na chwilę. To Jaskinia Grjótagjá. Jest ona stosunkowo niewielka. Znajduje się tuż przy drodze, tu też parkujemy i wchodzimy do środka, raczej by tylko zajrzeć. Wewnątrz jest stojąca, gorąca woda. Całość ma ażurowe sklepienie i wraz z błękitem gorącej wody jest to dość widowiskowe miejsce. Nic dziwnego, że wykorzystano je w „Grze o tron”. To właśnie w tym miejscu kręcono miłosne uniesienia Jona Snowa i Ygritte. Oczywiście posiłkowano się także studiem, bowiem w środku miejsca jest dość niewiele. Podobno to gdzieś tutaj także zaiskrzyło między odtwórcami, Kitem Haringtonem i Rose Leslie.

Jaskinia Grjótagjá
Jaskinia Grjótagjá
Scenę miłosnych uniesień Ygritte i Jona Snowa w „Grze o tron” kręcono w jaskini Grjótagjá (okolice Myvatn)
Scenę miłosnych uniesień Ygritte i Jona Snowa w „Grze o tron” kręcono w jaskini Grjótagjá (okolice Myvatn)

Co ważniejsze, do jaskini można wejść, ale należy pamiętać, że jest to teren prywatny. Kąpiel jest surowo wzbroniona. Głównie ze względu na bezpieczeństwo, jeszcze w latach 50. XX wieku ludzie kąpali się w tym źródle. Potem zrobiło się za gorące, dziś problemem jest jego szybko zmieniająca się temperatura. Choć obecnie podobno utrzymuje się w miarę stała,  40 parę stopni. Nagle może się podgrzać, dlatego panuje zakaz kąpieli. W praktyce ludzie moczą tam czasem nogi, na co jest przyzwolenie. Można natomiast pochodzić po okolicy, w tym wejść na wzniesienie nad jaskiniami. Tam trzeba trochę uważać, bowiem są pęknięcia, przez które do środka grot dostaje się światło. Te pęknięcia to kolejny efekt rozstępujących się płyt tektonicznych na Islandii (jak przy moście Miðlína). I tu istotne jest to, że Grjótagjá to tylko jedna, udostępniona jaskinia. Do pozostałych nie można wejść.

Rozchodzące się skały nad Grjótagjá
Rozchodzące się skały nad Grjótagjá

Hverfell

W okolicy Myvatn znajdują się nie tylko zjawiska geotermalne, ale również wulkaniczne. Dość ciekawe są pseudokratery, które dość licznie występują właśnie w tej części Islandii. Od normalnych kraterów wulkanicznych różnią się  sposobem powstania. Psuedokratery tworzą się w spływającej lawie, wyglądają jak zwykłe kratery, ale nie mają komory magmowej. Czyli po zastygnięciu nie mają szansy na ponowną erupcję. Nad jeziorem Myvatn najbardziej znane pseudokratery to Skútustaðagígar.

Hverfell
Hverfell

Znajduje się tu też zwykły krater – Hverfell lub Hverfjall. Wznosi się na 420 m n.p.m. i jest to dobry punkt, by obserwować całą okolicę. Jest też popularny wśród turystów. U stóp Hverfell znajduje się duży parking, potem czeka nas wspinaczka pod górkę. Trasa nie jest długa, ani też specjalnie trudna, ale nie jest to też relaksacyjny spacerek. Zajmuje to około 15 minut, różnica poziomów to około 100 metrów. Wchodzi się na szczyt, gdzie widzimy krater. Możemy go sobie spokojnie obejść, ale do środka zejść nie można. Aktywność wulkaniczna tego miejsca jest zdecydowanie mniejsza niż w przypadku Wezuwiusza, więc nie ma tu barierek, widoczność jest doskonała. Wszystko jest jednak pokryte resztkami zaschniętej lawy. Obejście krateru wokoło nie zajmie więcej niż godzinę. Średnica krateru to kilometr, ale największy problem to otwartość terenu i ewentualny silny wiatr. Nie to, żeby okolice jeziora były jakoś osłonięte, ale na górze wiatr jest bardziej odczuwalny.

Krater Hverfell
Krater Hverfell

Hverjfall robi duże wrażenie zwłaszcza ze względu na niemal całkowity brak roślinności. To przyjemny spacer, szkoda tylko, że mało pouczający. Krater powstał jakieś 2500 lat temu. Przydałoby się tu więcej tabliczek informacyjnych, ale już na Etnie trochę się o wulkanach dowiedzieliśmy, więc dla nas to było wystarczające. Ta niesamowita, wręcz nieziemska atmosfera udawała planetę Hima w trzecim sezonie „Star Trek: Discovery”. To tu znajdujemy Michael Burham na początku sezonu.

Skalne pozostałości po wulkanach w okolicy Mývatn
Skalne pozostałości po wulkanach w okolicy Mývatn

Dimmuborgir

Na południe od Hverfjall znajduje się pole lawowe Dimmuborgir. Powstało jakieś 2300 lat temu. Przez pewien czas istniało tu także jezioro lawowe, dziś ten obszar słynie przede wszystkim z niesamowitych formacji skalnych. Lawa uwalniała się w jeziorze, woda częściowo odparowywała, częściowo rzeźbiła to miejsce.

Skalne formacje (lawowe) w Dimmuborgir
Skalne formacje (lawowe) w Dimmuborgir

To także miejsce, które przyciąga turystów. Parking jednak nie jest już tak duży jak przy kraterze, co powoduje, że w sezonie mieliśmy trochę problemów z zaparkowaniem tutaj. Ludzi było sporo. Wewnątrz Dimmuborgir wytyczone są szlaki. Chodząc po polu lawowym ogląda się tutejsze, bardzo nietypowe skalne miasto. Wiele z form ma opisy, nazwy i historię. No i jak w takich miejscach bywa, niektóre skały przyciągają ludzi bardziej, dzięki charakterystycznym, fotogenicznym otworom.

Skalne formacje (lawowe) w Dimmuborgir
Skalne formacje (lawowe) w Dimmuborgir

Zresztą całe to miejsce wiąże się z legendami. Po pierwsze nazwa znaczy tyle co „mroczne zamki”. Dawny folklor rozwijał się także z chrześcijaństwem, powstał mit, lub apokryf, który mówił, iż to właśnie w tym miejscu Szatan spadł na Ziemię, gdy wyrzucono go z Nieba. No i tu gdzieś znajduje się brama do Piekieł. Nic dziwnego, że zainspirowało to Norwegów. Jedna ich grupa metalowa nazywa się: Dimmu Borgir. Według jeszcze innych legend mieszkała tu olbrzymka Grýla, która zjadała niegrzeczne dzieci na Boże Narodzenie, zaś jej trzynastu synów przynosiło prezenty grzecznym dzieciom.

Skały lawowe
Skały lawowe porośnięte mchem

To także kolejna lokacja z „Gry o tron” w okolicy Myvatn. W tym miejscu kręcono obóz Dzikich, którym przewodził Mance Ryder. Zdjęcia kręcono w zimie. Jezioro Myvatn posłużyło także jako sceneria do finału „Szybkich i wściekłych 8”. Tam mamy fragment pościgu/bitwy na zamarzniętym jeziorze, podobnie jak sceny z rosyjską łodzią podwodną. Tu ta część gra Rosję.

Okolice jeziora Mývatn (Islandia)
Okolice jeziora Mývatn (Islandia)

Turystyka w okolicy Mývatn

Wokół jeziora znajduje się kilka małych miejscowości z hotelami i miejscem do spania. Jest tu także wiele szlaków, a do większości opisanych miejsc można nie tylko dojechać, ale również spokojnie dojść. Całe jezioro można objechać samochodem zatrzymując się przy wielu ciekawych miejscach. Dobrym punktem widokowym jest z pewnością szczyt Vindbelgjarfjall, który wznosi się na wysokość 529 m n.p.m. Góruje nad okolicą. Jest także muzeum ptaków Sigurgeir’s Bird Museum, gdzie wystawiono jaja i wypchane ptaki. To także miejsce, gdzie można trochę więcej się o tych zwierzętach dowiedzieć. Okolice jeziora Myvatn może nie należą do najczęściej odwiedzanych miejsc na Islandii, niemniej jednak oferują bardzo wiele, zwłaszcza jako przystanek podczas zwiedzania północy wyspy.

Okolice jeziora Mývatn
Okolice jeziora Mývatn

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak islandzki
Jezioro Myvatn
Szlak filmowy
Jezioro Mývatn

Vík í Mýrdal (Vik), czarna plaża Reynisfjara i jaskinia Hjörleifshöfði

Vík í Mýrdal to niewielka miejscowość nad Oceanem Atlantyckim na Islandii, która słynie przede wszystkim z czarnych plaż. Najbardziej znana z nich to Reynisfjara, która wykorzystana została w kilku filmach, w tym „Gwiezdnych Wojnach”, czy „Grze o tron”. Ale Vik ma zdecydowanie więcej do zaoferowania.

Plaża w Vik, Islandia
Plaża w Vik, Islandia

Miasteczko Vik

W języku islandzkim nazwa Vík í Mýrdal znaczy tyle, co „zatoka bagiennej doliny”. Powszechnie dla ułatwienia używa się nazwy Vik. Sama wioska jest dość niewielka. Mieszka tu zaledwie jakieś 400 osób. Zresztą cała ludność gminy Mýrdalshreppur nie przekracza 800 mieszkańców. Natomiast warto wspomnieć o rozkładzie etnicznym gminy. Otóż z jakiegoś powodu to właśnie te miejsce upodobali sobie obcokrajowcy. Stanowią oni 47% mieszkańców, co stanowi jeden z najwyższych wyników w kraju i zdecydowanie ewenement poza stolicą.

Plaża Reynisfjara
Plaża Reynisfjara

Vik jest też istotne na Islandii dlatego, że to największy zamieszkały ośrodek w promieniu 70 kilometrów. Dzięki temu łatwo tu trafić kierując się drogowskazami. Znajduje się wiele hoteli, więc to idealne miejsce na nocleg, czy bazę podczas objazdu na Islandii. Zwłaszcza że blisko Vik znajdują się też lodowiec Mýrdalsjökull, a także wulkany Katla (ostatnia erupcja w 1918 roku) i Eyjafjallajökull. Ten drugi dał się poznać światu w 2010 roku, gdy jego wybuch sparaliżował ruch lotniczy w Europie. Pył wulkaniczny zaś opadł na Vik. W każdym razie jeśli ktoś wybiera się na te lodowce, Vik zdaje się być naturalnym punktem startu. Lodowce także zagrały w „Gwiezdnych Wojnach”. Ich mniej ośnieżone fragmenty służyły jako część ze scen na planecie Wobani w „Łotrze 1”. Podobno kręcono tu także „Przebudzenie Mocy”, sceny na powierzchni Starkillera. Nagrywano je z powietrza i połączono z ujęciami z Krafli. W przypadku obu filmów nie ma pewności, czy sceny faktycznie użyto w finalnej wersji filmu.

Roślinność przy plaży Vik
Roślinność przy plaży Vik

Przyroda Vik

Warto dodać, że Vik to także okolice przyjazne ptakom. W tutejszych klifach gnieździ się wiele gatunków, w tym maskonury, którymi szczyci się Islandia. Nasze doświadczenia wskazują, że maskonury lepiej było obserwować na Skellig Michael, gdzie kręcono VII część „Gwiezdnych Wojen”. Tam było ich zdecydowanie więcej i łatwiej dostrzegalne, choć na dostanie się na Skellig wymagało więcej szczęścia. Niemniej jednak ten ptak jest jednym z symboli Islandii. Są nawet organizowane specjalne wyjazdy, by oglądać tutaj te ptaki. Okolice Vik są jednym z kilku miejsc, gdzie można spróbować ich szukać.

Czarna plaża Vik
Czarna plaża Vik
Czarna plaża Reynisfjara
Czarna plaża Reynisfjara

Czarne plaże, filmy i seriale

Nas jednak nie ptactwo przyciągnęło w tę okolicę, a filmy. Tu kręcono „Łotra 1”. Zdecydowanie najbardziej charakterystyczne dla Vik są plaże z czarnym piaskiem. Czarna plaża Vik oraz w większej części Reynisfjara posłużyły za plenery planety Lah’mu. To tu Galen Erso prowadził swój żywot farmera. Film z cyklu „Gwiezdne Wojny” zaczyna się od przelotu nad czarną plażą. Potem widzimy dom Galena Erso i lądowanie dyrektora Krennica.

Okolice Vik w filmie „Łotr 1”
Okolice Vik w filmie „Gwiezdne Wojny: Łotr 1”
Czarna plaża Vik
Czarna plaża Vik

Czarna plaża Vik (Black Sand Beach) jest dostępna od strony miasteczka. Przy plaży znajduje się parking. Przy odrobinie szczęścia możemy pooglądać skały Reynisdrangar. To charakterystyczne bazaltowe kolumny, które wystają z wody. Według legendy powstały, gdy dwa trolle płynęły trójmasztowym okrętem, ale nie udało im się dobić do brzegu przed wschodem słońca, więc zamieniły się w kamień.

Trawy przy Vik
Trawy przy Vik

Skały można też oglądać z Reynisfjary (określanej czasem jako Reynisfjarablack). Ta plaża jest dłuższa, dlatego  ją preferowali filmowcy. Stąd także możemy oglądać skały, a także bazaltowe organy. Choć w linii prostej znajduje się bardzo blisko od Vik, to drogą trzeba zrobić przeszło 20 kilometrów. Resztę blokują klify. W dodatku wody oceanu są tu bardzo zdradliwe, a fale niejednego przewróciły, przed czym ostrzegają znaki. Przy Reynisfjarze także mamy parking.

Reynisdrangar
Reynisdrangar

Dalej zaś znajduje się półwysep Dyrhólaey z charakterystycznym łukiem skalnym. Przy dobrej widoczności da się go częściowo zobaczyć z Reynisfjary. Przy złej, ciężko zobaczyć cokolwiek. My niestety trafiliśmy na mgłę. Choć na Islandii panuje powiedzenie, że jeśli nie podoba się nam pogoda, to należy poczekać 5 minut i się zmieni, tym razem się nie sprawdziło. A przynajmniej nie zmieniło się na lepsze.

Reynisfjara
Reynisfjara

To oczywiście nie koniec występów tej lokacji. W „Grze o tron” czarna plaża Reynisfjara zagrała okolice Wschodniej Strażnicy (Eastwatch by the Sea). Swoją drogą także pobliski lodowiec Mýrdalsjökull grał Północ za Murem w kilku scenach, gdy ekipa wyruszyła zapolować na ożywionego trupa. W produkcji „W ciemność. Star Trek” czarny piasek udaje asteroidę, na której doktor McCoy próbuje rozbroić torpedę. W okolicy kręcono też ujęcia do „Noego” Darrena Aronofsky’ego.

Reynisfjara
Reynisfjara

Jaskinia Hjorleifshofdi

Z „Gwiezdnymi Wojnami” wiąże się jeszcze jedna atrakcja. To jaskinia Hjörleifshöfði, zwana też jaskinią Yody. Głównie dlatego, że wejście do niej ma charakterystyczny, przypominający Yodę kształt. Nie jest to miejsce popularne, raczej oddalone i trzeba do niego dojechać szrutówką. Co ciekawe, częściowo te tereny znalazły się w „Grze o tron”, ale tylko w szerokich kadrach, bez szczegółów. Okolice jaskini są też w „Łotrze 1” (także jako planeta Wobani), czyli miejsce, gdzie odbijano Jyn Erso z więzienia.

Jaskinia Hjörleifshöfði
Jaskinia Hjörleifshöfði

Jaskinię najlepiej widać w „Star Trek: Discovery” w trzecim sezonie. W drugim odcinku znajdują się okolice opuszczonego miasta górniczego, po którym chodzą Tilly i Saru. Ujęcia z jaskini są nagrane tak, by można było ją dość łatwo rozpoznać, ale by nie było widać Yody. Wejście do jaskini jest tak charakterystyczne, że choć filmowcy tu nagrywają, unikają ujęć, które mogłyby się kojarzyć z Yodą.

Jaskinia Hjörleifshöfði
Jaskinia Hjörleifshöfði

Zwiedzanie Vik

Na koniec warto wspomnieć o serialu „Katla” Netflixa. To produkcja islandzka, specjalnie dla kanału streamingowego. Tu nie tylko zdjęcia nagrywano w Vík i w okolicy, ale też akcja jest umieszczona w tym miasteczku, tuż po erupcji Katli, gdy mieszkańcy muszą walczyć o przetrwanie.

Okolice jaskini Hjörleifshöfði
Okolice jaskini Hjörleifshöfði

Znajomość zasad bezpieczeństwa w razie wybuchu wulkanu na Islandii to praktyczna i powszechna wiedza. Turyści muszą się dostosować (ale podobnie było choćby w Tongariro). Samo Vik raczej nie ma wiele do zaoferowania turystom. Jest ładny kościółek, muzeum regionu, a także ekspozycja o lawie (Lava Show), basen i przede wszystkim kilka firm, organizujących turystyczne wypady w okolice, w tym także konne przejażdżki.

Reynisfjara
Reynisfjara

Więcej zdjęć znajdziecie tutaj.

Reynisfjara
Reynisfjara

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak islandzki
Vik
Szlak filmowy
Vik

Wulkan Thrihnukagigur i komora magmowa

Jedną z najbardziej niecodziennych atrakcji Islandii jest zwiedzanie wulkanu Thrihnukagigur (Þríhnúkagígur). Wulkany są oczywiście atrakcyjne same w sobie, w niektórych miejscach na świecie można wspiąć się na krawędź i podziwiać krater z bezpiecznej odległości. W przypadku wygasłych, nawet można czasem wejść do krateru, a nawet dalej. Ten na Islandii jest uśpiony, a wchodzi się, a właściwie zjeżdża, do wnętrza komory magmowej, czyli do serca wulkanu.

Pole lawy wokół Thrihnukagigur
Pole lawy wokół Thrihnukagigur

Odkrycie Thrihnukagigur

Nazwa Thrihnukagigur znaczy mniej więcej tyle co krater trzech wierzchołków. To jeden z wulkanów znajdujących się niedaleko Rejkiawiku w parku Bláfjöll (Góry Błękitne). To wulkan drzemiący, który nie wybuchł od jakiś 4000 lat. Według jednej z teorii nie istnieją wulkany wygasłe, a wszystkie są drzemiące. Natomiast inny podział wymaga od drzemiących jakiejś minimalnej aktywności, choćby w postaci ekshalacji, czyli wyziewów. Różne tego typu aktywności można obserwować choćby w Tongariro, Yellowstone, Ijen, Solfatarze czy blisko Hverir. Thrihnukagigur jest częścią systemu wulkanów, tym samym nawet jeśli nie obserwuje się tam specjalnie widocznych wyziewów, to jednak wiadomo, że występują one w innych częściach tego systemu. Sprawia to, że wulkan może któregoś dnia wybuchnąć, acz na razie nie sprawia wrażania, jakby się do tego szykował.

Uskoki i szczeliny lawy
Uskoki i szczeliny lawy

Natomiast w tym wypadku mamy do czynienia z pewnym fenomenem. Normalnie w takich przypadkach komora magmowa jest zalana zastygłą lawą. Praktycznie bita skała lub coś podobnego, jak opisywaliśmy przy okazji Etny, bo tam mogą tworzyć się jaskinie magmowe. W tym wypadku jednak z powodu pęknięcia lawa wypłynęła i można oglądać komorę magmową od środka. W 1974 grotołaz Árni B. Stefánsson odkrył wejście komory i zaczęła się powolna eksploracja. Powolna to słowo klucz, bowiem Stefánsson zwiedzał jaskinie i pola lawowe amatorsko, czasem tylko opisując gdzieś swoje odkrycia. Na co dzień był okulistą. Gdy odkrył wejście, podobno wrzucał najpierw kamienie na dół i zdziwiło go, jak długo one spadają. Okazało się, że musiał mocno przygotować się, by wejść do środka. Jedną z trudności były liny. Takie, które mają 200 metrów długości musiał zdobyć od rybaków. Gdy już zjechał na dół, niewiele zobaczył. Miał słabą latarkę, więc uznał to miejsce za mało interesujące.

Wejście do wnętrza wulkanu
Wejście do wnętrza wulkanu

Thrihnukagigur obecnie

Ale po latach, szukając wyzwań, wraz z ze swoimi braćmi wrócił tu wiosną 1991 roku. Byli lepiej wyposażeni, więc dopiero wówczas zdali sobie sprawę ze swojego odkrycia. Opisali to w prasie dla islandzkich speleologów i zainspirowali tym islandzkich ratowników górskich. Tym samym zaczęła się historia tego miejsca. Nikt oczywiście nie myślał wtedy, żeby zmienić to w atrakcję turystyczną. Ale jest nią od 2012 roku. Po części dzięki działaniom Stefánssona, który chciał, by to miejsce chroniono, ale także udostępniono ludziom. I co tu dużo mówić, to jedna z najbardziej unikalnych atrakcji nie tylko w Islandii, ale i na całym świecie. Prawdę mówiąc, samo znalezienie komory wywołało pewną sensację wśród wulkanologów. Nikt wcześniej nie przypuszczał, że komora w takiej formie może w ogóle istnieć. Zwłaszcza, że nawet jeśli mamy do czynienia z opustoszałą komorą, to najczęściej cały wulkan ulega zawaleniu.

Zjeżdżanie w dół
Zjeżdżanie w dół

Obecny sposób zwiedzania i udostępniania komory Thrihnukagigur jest stosunkowo mało inwazyjny. Były pomysły, by zbudować tu tunel i platformę obserwacyjną w środku, ale kryzys ekonomiczny z 2008 sprawił, że zarzucono tamte plany. Jednocześnie przyśpieszył udostępnienie komory turystom, bo Islandia wówczas mocno postawiła na turystykę, więc szukano innych opcji. W 2010 dodatkowo doszło do erupcji Eyjafjallajökull, świat zaś zainteresował się wulkanami Islandii. Ekipa National Geographic przyjechała zbierać tu materiały i to właśnie oni przywieźli windę. Więc dalej już było dużo łatwiej zorganizować resztę.

Winda i komora wulkanu Thrihnukagigur z dołu
Winda i komora wulkanu Thrihnukagigur z dołu

Wewnątrz wulkanu

Dziś to jest jedyny wulkan, do którego się wjeżdża windą (otwartą, taka górniczą, pierwsza pochodzi z Nowego Jorku i używano jej do mycia okien w wieżowcach). Wpierw wchodzi się na szczyt, wsiada do windy, a następnie jest ona opuszczona. Oczywiście jesteśmy przypięci do barierki. Maksymalna głębokość komory to 213 metrów, ale winda aż tak głęboko nie zjeżdża. Tam też nie wpuszcza się turystów. Ci zjeżdżają tylko jakieś 120 m, co trwa około 6 minut. Następnie mają trochę czasu, by obejrzeć komorę od środka własnymi oczyma. Organizatorzy podkreślają wielkość, często pokazując ile razy zmieściłaby się tu nowojorska Statua Wolności, czy inne budynki.

Kolorowa komora magmowa wulkanu
Kolorowa komora magmowa wulkanu

Wielkość robi wrażenie, ale nawet i bez niej jest tu co oglądać. Kolory skał są niesamowite. Całość dodatkowo jest dobrze oświetlona. To też drugi powód, dla którego ludzie chcą tu przyjeżdżać. Dzięki żywym odcieniom czerwieni czy żółci z domieszkami innych barw to wyjątkowo piękne miejsce. Nie ma tu co prawda wiele do przejścia, robi się niewielkie kółeczko. Miejscami trzeba trochę poskakać po kamieniach, ścieżka jest wygładzona jedynie przy windzie. Uwaga, część tych skał porusza się pod nogami. Ale to co oglądamy, jest fenomenalne.

Komora magmowa jest podświetlona
Komora magmowa jest podświetlona

Na dole nie jest się zbyt długo, organizatorom zależy tak na bezpieczeństwie, ochronie tego miejsca, ale też na tym, by to było pamiętne przeżycie. Grupy są dzielone na mniejsze, tak by na dole jednocześnie nie przebywało za dużo osób. Teren do chodzenia jest ograniczony, więc ludzie by sobie za mocno przeszkadzali. Dodatkowo nie przeskoczy się ilości osób w windzie. Model biznesowy przyjęty przy eksploracji tej jaskini faktycznie wymaga, by prawie co chwilę ktoś zjeżdżał i wjeżdżał, inaczej tworzyłby się zator. Wszystko więc jest sprawnie zorganizowane. Na dole mamy jakieś 30 minut na samodzielne obejrzenie komory. Tu też należy pamiętać o odpowiednim przygotowaniu się. Przede wszystkim temperatura jest bardzo niska, tylko kilka stopni powyżej zera.

Komora magmowa Thrihnukagigur
Komora magmowa Thrihnukagigur

Organizacja i przebieg wycieczki

Do wulkanu nie wejdziemy samodzielnie, ciężko jest też w sezonie wejść tak z marszu. Wycieczki organizuje jedna firma, Inside the Volcano (InsideVolcano). Kontaktując się z nimi można ustalić termin i zapłacić. To dość droga atrakcja (dla nas była to najdroższa na Islandii). Po ustaleniu terminu można też dodać transfer z hotelu w Rejkiawiku. Jeśli mamy własny transport to należy się udać do schroniska Breiðabliksskáli w parku Bláfjöll. Dane adresowe organizatorzy dostarczą mailem, zresztą miejsce spotkania jest dość dobrze oznaczone na mapach Google’a.

Malownicze wnętrze Thrihnukagigur
Malownicze wnętrze Thrihnukagigur

Wycieczka zaczyna się od części informacyjnej w schronisku. Gdy już wszyscy się zbiorą, wypiją herbatkę i posłuchają wstępu, następuje przejście do budki w okolicy wulkanu. Po drodze, ta zajmuje trochę czasu, obserwujemy piękne pola wulkaniczne porośnięte mchami i innymi roślinami. Czasem znajdują się tu rozpadliny i inne pozostałości po lawie. Przewodnik trochę mówi na ten temat, ale to jest dodatek do głównej atrakcji. Przede wszystkim mamy tu piękne krajobrazy, pełne pustej, otwartej przestrzeni. To także robi wrażenie. Idąc przez pole lawowe należy trzymać się wyznaczonej ścieżki ze względu bezpieczeństwa. Nie ma tu co prawda gorącej lawy, ale ze względu na różne jamy dość łatwo tu o drobny wypadek.

Widoki wewnątrz komory magmowej
Widoki wewnątrz komory magmowej

Baza przed wulkanem

Budka jest całkiem spora, tam zostawiamy rzeczy, których nie potrzebujemy. Wejście do wulkanu jest blisko, więc organizatorzy namawiają do zostawienia tego, co się da. Tu też zostajemy wyposażeni w kaski i przeszkoleni z zasad bezpieczeństwa. Następnie przechodzi się do windy.

Thrihnukagigur, wewnątrz wulkanu
Thrihnukagigur, wewnątrz wulkanu

Po wyjściu z komory czeka nas jeszcze poczęstunek. U nas była to zupa islandzka w dwóch wersjach, mięsnej i wegetariańskiej do wyboru. Później zaś powrót do schroniska. Jeśli nie jesteśmy związani z transferem można wyruszyć w dalszą podróż własnym tempem. Jest to o tyle istotne, że przy rozłożeniu grupy na mniejsze ekipy, czas czekania na wszystkich mógłby się dłużyć. Na Islandii można zwiedzić kilka jaskiń, ale komora magmowa to jedyna taka atrakcja. Jak wspomnieliśmy droga, nawet bardzo (ograniczają popyt), ale bez wątpienia było warto. To przepiękne, ekscytujące i pouczające miejsce. Zaś pole lawowe dostajemy niejako w pakiecie.

Powrót na górę
Powrót na górę
Thrihnukagigur
Thrihnukagigur

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak islandzki
Wulkan Thrihnukagigur