Myvatn: jezioro, kratery, źródła geotermalne i skalne formacje

Jezioro Mývatn

Mývatn to nazwa jeziora na Islandii, słynącego z bogactwa ptasiego świata. Tą nazwą określa się także jego bliską okolicę, przede wszystkim różne formacje wulkaniczne, kratery, czy rzeki lawy oraz zjawiska geotermalne. Co prawda oficjalnie okolica ma islandzką nazwę – Mývatnssveit, ale jakoś nie używa się jej w turystyce, czy promocji tego regionu. A jest to wspaniałe miejsce, tym ciekawsze, że także filmowe, włączając w to kilka lokacji z „Gry o tron”.

Jezioro Mývatn

Oczywiście główna atrakcja to jezioro. Nazwa znaczy tyle co jezioro komarów / muszek ( – komar, muszka, vatn – jezioro). I faktycznie tutejszy krwiopijca potrafi być dokuczliwy latem. Jednak prawdziwe bogactwo to ptaki. Występuje ich tu 240 gatunków, z tego ponad 70 miejscu ma tutaj lęgowiska. Samych kaczek jest tu kilkanaście gatunków. Jezioro o powierzchni 37 km² i głębokości do 4,5 metra wraz z całym regionem Mývatn-Laxá zostało wpisane na listę Ramsar oraz jest uznaną ostoją ptaków IBA. Co ciekawe, nawet w miejscach przy drodze, gdzie można się zatrzymać i podejść do jeziora, to część jest ogrodzona, dzięki czemu ptaki nie są tu nękane. W okresie lęgowym pewne fragmenty jeziora są wręcz zamykane.

Jest to także teren geotermalny, co akurat nie jest niczym niezwykłym na Islandii. Jadąc drogą numer 1 można zatrzymać się przy elektrowni geotermalnej Bjarnarflag i podziwiać tamtejszą gorącą wodę. Błękitne Jezioro (Blue Lake) dość mocno wyróżnia się wizualnie na tle okolicy. Nie należy do niego wchodzić przede wszystkim przez wysoką temperaturę wody. Ostrzegają przed tym znaki.

Mývatn Nature Baths

Natomiast jeśli ktoś chciałby spróbować kąpieli w gorącym źródle, to warto zatrzymać się w Mývatn Nature Baths (isl. Jarðböðin við Mývatn). To ośrodek trochę w stylu słynnej Blue Lagoon. Ze względu na oddalenie od Rejkawiku jest mniej oblegany i tańszy, a przy tym bardzo przyjemny. Ma spory parking, zaś baseny z gorącą wodą znajdują się na zewnątrz. Wysoka temperatura jest zauważalna, ale pilnują by nie było za ciepło. Dodatkowo są tu prysznice i inne atrakcje. Niecka basenu jest wykonana z naturalnych materiałów i utrzymywana w stanie naturalnym, włączając w to miękkie i śliskie glony czy inne porosty. Na oficjalnej stronie (gdzie można też sprawdzić aktualne ceny i godziny otwarcia), można zarezerwować sobie wejście. My w lipcu (sezon) weszliśmy do środka bez wcześniejszej rezerwacji. Ale fakt, dla nas był to przerywnik i dodatek, a nie istotny cel. Bilety i ceny można sprawdzić / zamówić tutaj.

Mývatn Nature Baths to nowoczesny i dobrze zaprojektowany ośrodek. Gorące źródło zostało stworzone przez człowieka i wykorzystuje wody z Bjarnarflag. Warto dodać, że choć zwłaszcza w ciągu dnia jest tu wielu turystów, to z ośrodka chętnie korzystają także Islandczycy. Dla nich gorące źródła są elementem kultury, miejscem spotkań Acz zdecydowanie preferują oni godziny, w których przybywa tu mniej turystów.

Grjotagja

Trochę dalej znajduje się kolejne miejsce, przy którym warto zatrzymać się na chwilę. To Jaskinia Grjótagjá. Jest ona stosunkowo niewielka. Znajduje się tuż przy drodze, tu też parkujemy i wchodzimy do środka, raczej by tylko zajrzeć. Wewnątrz jest stojąca, gorąca woda. Całość ma ażurowe sklepienie i wraz z błękitem gorącej wody jest to dość widowiskowe miejsce. Nic dziwnego, że wykorzystano je w „Grze o tron”. To właśnie w tym miejscu kręcono miłosne uniesienia Jona Snowa i Ygritte. Oczywiście posiłkowano się także studiem, bowiem w środku miejsca jest dość niewiele. Podobno to gdzieś tutaj także zaiskrzyło między odtwórcami, Kitem Haringtonem i Rose Leslie.

Co ważniejsze, do jaskini można wejść, ale należy pamiętać, że jest to teren prywatny. Kąpiel jest surowo wzbroniona. Głównie ze względu na bezpieczeństwo, jeszcze w latach 50. XX wieku ludzie kąpali się w tym źródle. Potem zrobiło się za gorące, dziś problemem jest jego szybko zmieniająca się temperatura. Choć obecnie podobno utrzymuje się w miarę stała,  40 parę stopni. Nagle może się podgrzać, dlatego panuje zakaz kąpieli. W praktyce ludzie moczą tam czasem nogi, na co jest przyzwolenie. Można natomiast pochodzić po okolicy, w tym wejść na wzniesienie nad jaskiniami. Tam trzeba trochę uważać, bowiem są pęknięcia, przez które do środka grot dostaje się światło. Te pęknięcia to kolejny efekt rozstępujących się płyt tektonicznych na Islandii (jak przy moście Miðlína). I tu istotne jest to, że Grjótagjá to tylko jedna, udostępniona jaskinia. Do pozostałych nie można wejść.

Hverfell

W okolicy Myvatn znajdują się nie tylko zjawiska geotermalne, ale również wulkaniczne. Dość ciekawe są pseudokratery, które dość licznie występują właśnie w tej części Islandii. Od normalnych kraterów wulkanicznych różnią się  sposobem powstania. Psuedokratery tworzą się w spływającej lawie, wyglądają jak zwykłe kratery, ale nie mają komory magmowej. Czyli po zastygnięciu nie mają szansy na ponowną erupcję. Nad jeziorem Myvatn najbardziej znane pseudokratery to Skútustaðagígar.

Znajduje się tu też zwykły krater – Hverfell lub Hverfjall. Wznosi się na 420 m n.p.m. i jest to dobry punkt, by obserwować całą okolicę. Jest też popularny wśród turystów. U stóp Hverfell znajduje się duży parking, potem czeka nas wspinaczka pod górkę. Trasa nie jest długa, ani też specjalnie trudna, ale nie jest to też relaksacyjny spacerek. Zajmuje to około 15 minut, różnica poziomów to około 100 metrów. Wchodzi się na szczyt, gdzie widzimy krater. Możemy go sobie spokojnie obejść, ale do środka zejść nie można. Aktywność wulkaniczna tego miejsca jest zdecydowanie mniejsza niż w przypadku Wezuwiusza, więc nie ma tu barierek, widoczność jest doskonała. Wszystko jest jednak pokryte resztkami zaschniętej lawy. Obejście krateru wokoło nie zajmie więcej niż godzinę. Średnica krateru to kilometr, ale największy problem to otwartość terenu i ewentualny silny wiatr. Nie to, żeby okolice jeziora były jakoś osłonięte, ale na górze wiatr jest bardziej odczuwalny.

Hverjfall robi duże wrażenie zwłaszcza ze względu na niemal całkowity brak roślinności. To przyjemny spacer, szkoda tylko, że mało pouczający. Krater powstał jakieś 2500 lat temu. Przydałoby się tu więcej tabliczek informacyjnych, ale już na Etnie trochę się o wulkanach dowiedzieliśmy, więc dla nas to było wystarczające. Ta niesamowita, wręcz nieziemska atmosfera udawała planetę Hima w trzecim sezonie „Star Trek: Discovery”. To tu znajdujemy Michael Burham na początku sezonu.

Dimmuborgir

Na południe od Hverfjall znajduje się pole lawowe Dimmuborgir. Powstało jakieś 2300 lat temu. Przez pewien czas istniało tu także jezioro lawowe, dziś ten obszar słynie przede wszystkim z niesamowitych formacji skalnych. Lawa uwalniała się w jeziorze, woda częściowo odparowywała, częściowo rzeźbiła to miejsce.

To także miejsce, które przyciąga turystów. Parking jednak nie jest już tak duży jak przy kraterze, co powoduje, że w sezonie mieliśmy trochę problemów z zaparkowaniem tutaj. Ludzi było sporo. Wewnątrz Dimmuborgir wytyczone są szlaki. Chodząc po polu lawowym ogląda się tutejsze, bardzo nietypowe skalne miasto. Wiele z form ma opisy, nazwy i historię. No i jak w takich miejscach bywa, niektóre skały przyciągają ludzi bardziej, dzięki charakterystycznym, fotogenicznym otworom.

Zresztą całe to miejsce wiąże się z legendami. Po pierwsze nazwa znaczy tyle co „mroczne zamki”. Dawny folklor rozwijał się także z chrześcijaństwem, powstał mit, lub apokryf, który mówił, iż to właśnie w tym miejscu Szatan spadł na Ziemię, gdy wyrzucono go z Nieba. No i tu gdzieś znajduje się brama do Piekieł. Nic dziwnego, że zainspirowało to Norwegów. Jedna ich grupa metalowa nazywa się: Dimmu Borgir. Według jeszcze innych legend mieszkała tu olbrzymka Grýla, która zjadała niegrzeczne dzieci na Boże Narodzenie, zaś jej trzynastu synów przynosiło prezenty grzecznym dzieciom.

To także kolejna lokacja z „Gry o tron” w okolicy Myvatn. W tym miejscu kręcono obóz Dzikich, którym przewodził Mance Ryder. Zdjęcia kręcono w zimie. Jezioro Myvatn posłużyło także jako sceneria do finału „Szybkich i wściekłych 8”. Tam mamy fragment pościgu/bitwy na zamarzniętym jeziorze, podobnie jak sceny z rosyjską łodzią podwodną. Tu ta część gra Rosję.

Turystyka w okolicy Mývatn

Wokół jeziora znajduje się kilka małych miejscowości z hotelami i miejscem do spania, zatem okolica to miejsce w którym można spokojnie spędzić kilka dni. Jest tu także wiele szlaków, a do większości opisanych miejsc można nie tylko dojechać, ale również spokojnie dojść. Całe jezioro można objechać samochodem zatrzymując się przy wielu ciekawych miejscach. Dobrym punktem widokowym jest z pewnością szczyt Vindbelgjarfjall, który wznosi się na wysokość 529 m n.p.m. Góruje nad okolicą. Jest także muzeum ptaków Sigurgeir’s Bird Museum, gdzie wystawiono jaja i wypchane ptaki. To także miejsce, gdzie można trochę więcej się o tych zwierzętach dowiedzieć. Okolice jeziora Myvatn może nie należą do najczęściej odwiedzanych miejsc na Islandii, niemniej jednak oferują bardzo wiele, zwłaszcza jako przystanek podczas zwiedzania północy wyspy.

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak islandzki
Jezioro Myvatn
Szlak filmowy
Jezioro Mývatn
Share Button

Komentarze

Rekomendowane artykuły