Archiwa tagu: Marvel Cinematic Universe

Liverpool: filmy, zwiedzanie i atrakcje starego portu

Popularna szanta „Pożegnanie z Liverpoolem” zaczyna się od słów „Żegnaj nam, dostojny stary porcie, rzeko Mersey, żegnaj nam”. Port to najważniejsza część historii miasta, jego dziedzictwo, zaś przeobrażony jest obecnie tętniącym życiem centrum. Liverpool to jednak coś więcej niż port, co starało się pokazać choćby kino. Miasto jest także powiązane z innym fenomenem kultury popularnej, jakim jest zespół The Beatles.

Hannover Street, centrum Liverpoolu
Hannover Street, centrum Liverpoolu

Historia Liverpoolu

Pierwsze osady na terenie dzisiejszego Liverpoolu powstały prawdopodobnie w VI wieku i należały do Wikingów. Były to jednak tereny podmokłe, więc długo nie miały one żadnego strategicznego znaczenia. Do czasu, gdy król Jan I postanowił zbudować tu port. Oficjalnie miasto założono 28 sierpnia 1207 roku. Potem do jego ochrony wzniesiono zamek, zbudowano też kaplicę. Nazwa Liverpool pochodzi ze staroangielskiego, i oznacza potok, czy rzekę mulistej wody. Druga teoria mówi, że nazwa pochodzi od elverpool, czyli nawiązania do węgorzy w rzece Mersey.

Historyczny Liverpool
Historyczny Liverpool

Największy rozwój Liverpoolu wiąże się właśnie z wzrostem znaczenia portu. W czasach swojej świetności przez Liverpool przepływało 40% wymiany handlowej z Europą kontynentalną. Tu też handlowano niewolnikami. Koryto rzeki Mersey niedaleko ujścia jest dość szerokie, więc było to idealne miejsce do budowy olbrzymich doków. Dziś Liverpool to drugi port w Wielkiej Brytanii (po Londynie), pozostaje daleko za gigantami jak Szanghaj, Singapur, Busan, Dubaj czy Rotterdam (lub lepiej zespół portów ARA). Historycznie wraz z rozbudową portu rozwijało się także miasto. Natomiast spowolnienie zaczęło następować na początku XX wieku. Wpierw I wojna światowa, potem Wielki Kryzys, a następnie II wojna światowa (tu miasto ucierpiało trochę w wyniku niemieckich bombardowań), ostatecznie spowodowały, że spadła liczba ludności. Dziś Liverpool jest mocno związany z innym przemysłowym miastem, czyli Manchesterem, tylko trochę większym, ale obecnie więcej znaczącym.

Liverpool ma w centrum kilka klasycznych budynków
Liverpool ma w centrum kilka klasycznych budynków

The Beatles i Liverpool

Liverpool mocno zaznaczył się na mapie świata także z innego powodu. Nasz weekendowy wypad do Liverpoolu nie był może bardzo filmowy (acz miejsca filmowe są tu obecne), ale także powiązany jest z popkulturą. Wybierając się do tego portowego miasta nie można przecież pominąć faktu, że to właśnie tutaj narodził się bodaj najbardziej popularny zespół muzyczny w historii, z największą liczbą sprzedanych płyt (niemal 300 milionów egzemplarzy) – The Beatles. I dziś pamięć o nich jest nieodłączną częścią Liverpoolu. Już nawet low costowe lotnisko, na którym wylądowaliśmy, nosi imię Johna Lennona, a przed terminalem znajduje się pełnowymiarowa żółta łódź podwodna. To nie jedyna atrapa łodzi w mieście. Fani zespołu odnajdą także cytat z „Imagine” w hali odlotów – Above us only sky (acz to już solowa kariera Lennona).

Żółta łódź podwodna przed lotniskiem im. Johna Lennona w Liverpoolu
Żółta łódź podwodna przed lotniskiem im. Johna Lennona w Liverpoolu

Każdy z członków The Beatles – lub Fab Four jak nazywano zespół – urodził się w Liverpoolu i do dziś można zobaczyć ich rodzinne domy. Dla każdego beatlemaniaka to dobre miejsce na rozpoczęcie wędrówki śladami grupy. W mieście natknąć można się na wiele znaków nieprzemijającej popularności The Beatles.

The Cavern Club i Matthew Street

Ważnym punktem w Liverpoolu z pewnością będzie Mathew Street. Najbardziej beatlesowa uliczka w mieście, która jest mekką dla fanów Beatlesów i brytyjskiej muzyki popularnej w ogóle. Tutaj mieści się słynny klub muzyczny The Cavern (w oryginale pod adresem Mathew Street 10), w którym The Beatles dawali swoje pierwsze koncerty, jeszcze w pięcioosobowym składzie: Paul McCartney, John Lennon, George Harrison, Pete Best (perkusja, później zastąpił go Ringo Starr) i przelotnie Stuart Sutcliffe (gitara basowa). W The Cavern grupę zauważył Brian Epstein, który stał się „piątym Beatlesem”, czyli słynnym menedżerem, któremu Fab Four zawdzięczają swój sukces.

The Cavern Club
The Cavern Club

W The Cavern Beatlesi wystąpili po raz pierwszy w 1957 (jeszcze pod poprzednią nazwą), zaś po raz ostatni w 1963 roku, nabijając na licznik niemal 300 występów. Tutaj powstał ich styl muzyczny oraz wizerunek sceniczny, więc tytułowanie klubu jako miejsce narodzenia The Beatles jest jak najbardziej uzasadnione. Jako ciekawostkę można podać fakt, że w latach 50. w klubie zakazywano grania rock’n’roll – był to klub jazzowy. Jak więc dostali się tam The Beatles, znani jeszcze jako The Quarrymen? W The Cavern dopuszczano muzykę skiffie, czyli mieszankę jazzu, bluesa i folk, graną często na improwizowanych instrumentach. Pod nazwą The Beatles i z właściwym dla nich repertuarem weszli do The Cavern w 1961 roku, dokładniej 9 lutego, po powrocie z kontraktu w Hamburgu (właściwie po zerwaniu kontraktu i deportacji z Niemiec za niepoprawne zachowanie). W 1963 roku, pół roku po ostatnim występie w The Cavern, Beatlesi ruszyli na trasę po Stanach Zjednoczonych, zapoczątkowując trwającą do lat 80. brytyjską inwazję, czyli podbijanie zamkniętego dotąd rynku w USA brytyjskim rock’n’rollem.

Matthew Street w Liverpoolu
Matthew Street w Liverpoolu

Dalsze losy The Cavern

The Cavern działał jeszcze do 1973 roku, gdy musiał opuścić dotychczasowe miejsce z powodu planu utworzenia stacji kolei miejskiej Merseyrail. Budynek, w którego piwnicy mieścił się lokal, miał być wyburzony na potrzebę utworzenia wentylacji. Klub otworzył się nieopodal (z kolei nic nie wyszło, za to powstał parking wielopoziomowy), ale wkrótce popadł w kłopoty finansowe i znów się zamknął aż do 1984 roku. Od tamtego czasu działa w obecnej lokalizacji, właściwie kilka kroków od oryginalnej. Wprawdzie były plany otworzenia lokalu w oryginalnym miejscu, jednak stwierdzono zbyt mocne naruszenie łuków w piwnicy, by móc bezpiecznie tam działać. Wobec tego rozebrano tak wiele oryginalnych cegieł, jak się dało i oprócz sprzedaży części na charytatywnej aukcji (dochód przeznaczono na sierociniec Strawberry Field, dziś nieistniejący), użyto ich do nowego klubu. Jego wnętrza wiernie odtwarzają pierwotny wystrój.

Jeśli wierzyć klubowej legendzie, dotąd wystąpiło w The Cavern 801 zespołów, a duża ich część została upamiętniona na cegłach budujących fasadę klubu. Przed wejściem jest także figura Johna Lennona z brązu. Wstęp do The Cavern jest płatny 5 funtów, muzyka jest grana na żywo codziennie od południa, jednak w weekendy po południu trudno się dostać do środka, co jest poniekąd zrozumiałe.

Liverpool Beatles Museum

Na Mathew Street mieści się także Liverpool Beatles Museum. Wystawiono w nim przede wszystkim pamiątki związane z zespołem, takie jak instrumenty muzyczne, rekwizyty, meble i tym podobne. Muzeum mieści się w pięciokondygnacyjnym zabytkowym budynku magazynowym. Zostało otworzone w 2018 roku z inicjatywy przyrodniego brata Pete’a Besta, pierwszego perkusisty zespołu.

Liverpool Beatles Museum
Liverpool Beatles Museum

The Beatles Story

Drugim muzeum poświęconym tej grupie jest The Beatles Story, które mieści się w Royal Albert Dock. Zostało założone w 1990 roku, jego właścicielem jest lokalny przewoźnik Mersey Ferries. Trasa zwiedzania przedstawia historię zespołu od samego początku po solową karierę ex-Beatlesów po rozpadzie zespołu w 1970 roku. The Beatles Story jest szczególnie ciekawe nie tylko dla fanów zespołu, ale także jako dobry przykład nowoczesnej przestrzeni muzealnej. Znajdują się tutaj nie tylko umieszczone w gablotach eksponaty, ale także odtworzone wnętrza powiązane z The Beatles, jak choćby The Cavern, Abbey Road Studio, wnętrze żółtej łodzi podwodnej czy biały pokój Lennona. Innymi ciekawymi ekspozycjami jest także bus znany z Magical Mystery Tour, czy okładka płyty Sgt. Pepper’s Lonely Heart Club Band w formie pełnowymiarowej dioramy.

The Beatles Story
The Beatles Story

Do The Beatles Story warto ustawić się wcześniej lub kupić bilet przez Internet ze względu na kolejki przed tym popularnym muzeum. W cenie jest audioguide także z polskojęzycznymi nagraniami. Po zakończonym zwiedzaniu można odpocząć w muzealnej kawiarni i oczywiście kupić mnóstwo pamiątek z Fab Four. My weszliśmy bez wcześniejszej rezerwacji, ale pojawiliśmy się tuż przed otwarciem. Doskonałym uzupełnieniem The Beatles Story jest wycieczka busem Magical Mystery Tour. Przez dwie godziny jesteśmy obwożeniu po tych miejscach w Liverpoolu, które najmocniej związane są z historią zespołu i jego poszczególnych członków. Wejście do klubu Cavern jest wliczone w cenę. Ze względu na popularność tej atrakcji, lepiej kupić bilet z wyprzedzeniem. Pytaniem otwartym jest co wybrać, Beatles Story czy Beatles Museum? Zwiedzaliśmy tylko to pierwsze. Podobno Story bardziej skupia się na fenomenie, a Museum na początkach zespołu.

The Beatles Story
The Beatles Story

Beatlesi i filmy

Warto tu wspomnieć o filmach związanych z Beatlesami. Były to „Noc po ciężkim dniu” (A hard day’s Wight, 1964, wyświetlany u nas także pod tytułem „The Beatles”), „Na pomoc” (Help!, 1965), „Magical Mystery Tour” (1967) i „Żółta łódź podwodna” (Yellow Submarine, 1968). Wszystkie łączą fikcyjną opowieść z muzyką zespołu, czasem bardziej sprawiają wrażenie rozbudowanych fabularnie teledysków. Niemniej jednak cieszyły się sporą popularnością, nie tylko wśród fanów zespołu. No i część zdjęć kręcono w Liverpoolu (ale nie tylko, Londyn był bardziej eksponowany).

The Beatles Story
The Beatles Story

Pomnik Beatlesów

W 2015 roku, czyli stosunkowo niedawno, na odnowionym wybrzeżu Pier Head w Liverpoolu odsłonięto brązowy pomnik członków zespołu The Beatles. Monument (The Beatles Statue), nieco nadnaturalnych rozmiarów, z miejsca stał się atrakcją. Dla fanów The Beatles znajdzie się w Liverpoolu z pewnością jeszcze więcej ciekawych miejsc. Dla nas była to istotna część krótkiego wypadu do tego miasta, jednak nie poświęciliśmy The Beatles całego czasu.

Pomnik Beatlesów
Pomnik Beatlesów

Liverpool: Albert Dock

Sercem dzisiejszego Liverpoolu są doki, tak zwane Liverpool Maritime Mercantile City. Od 2004 zostało ono wpisane na listę UNESCO. Składa się z sześciu lokacji: Albert Dock, Pier Head, Stanley Dock Conservation Area, oraz części starego miasta: Ropewalks, Commercial Quarter i Cultural Quarter.

Royal Albert Dock
Royal Albert Dock

Warto zwrócić uwagę na Albert Dock, a właściwie obecnie Royal Albert Docks (nazwa obowiązuje od 2018 roku). Doki te zbudowano u brzegu rzeki Mersey i oddano do użytku w 1846. Na otwarciu był obecny książę Albert. Była to wówczas bardzo nowoczesna budowla i pierwszy budynek w Anglii, który zbudowano z żelaza, cegieł i kamienia, bez użycia drewna. Doki i magazyny tuż obok, pozwalające na szybki przeładunek, były wówczas nowatorskim pomysłem. Dwa lata później wprowadzono kolejną rewolucję, czyli dźwigi. Przyczyniły się do rozwoju transportu morskiego, ale już 50 lat później nie były wystarczające i ich rolę przejęły nowe, większe doki.

Wejście do Albert Dock
Wejście do Albert Dock

Później nie było wiadomo, co właściwie zrobić z tymi przestarzałymi dokami. Wykorzystała je marynarka wojenna podczas II wojny światowej. Późniejsze plany modernizacji nie doszły do skutku, w 1972 zamknięto doki. W 1981 zaczęto interesować się nimi na nowo, z myślą  przyciągnięcia inwestorów i rewitalizacji tego miejsca. Otwarto je na nowo w 1984 roku, już bardziej jako obiekt kulturalny, choć muzeum Tate otwarto dopiero w 1988. Dziś znajduje się tu także diabelski młyn – Wheel of Liverpool.

Wheel Of Liverpool
Wheel Of Liverpool

Muzeum morskie

Dziś Albert Dock to przede wszystkim muzea, tereny spacerowe i knajpy. W suchych dokach stoi kilka historycznych okrętów. Tu znajduje się muzeum sztuki Tate Liverpool (zarządzane wspólnie z londyńskim), wspomniane już The Beatles Story oraz muzeum morskie (Merseyside Maritime Museum) i muzeum niewolnictwa (International Slavery Museum). Państwowe muzea są w Wielkiej Brytanii darmowe, prywatne wymagają biletów. Zachowała się też stara brama do doków.

Wystawa w Maritime Museum
Wystawa w Maritime Museum

Muzeum niewolnictwa i muzeum morskie mieszczą się w tym samym budynku. Można je zwiedzać razem i są bezpłatne (należą do państwa). Muzeum morskie ma jedno piętro poświęcone w dużej mierze „Titanicowi”, który formalnie należał do firmy z Liverpoolu (White Star Line), choć wybudowano go w Belfaście. Jest więc „Titanic”, jest „Lusitania”, trochę o marynarce wojennej i współczesnej. Nawet jak się porówna to z muzeami w Portsmouth czy Amsterdamie, to liverpoolskie jest bardzo ciekawe. Między innymi dlatego, że dużo miejsca poświęcono transatlantykom i temu, co faktycznie wyróżniało port w Liverpoolu. Ilość i dobór prezentowanych materiałów również robi wrażenie. Całość jest oczywiście po angielsku.

Muzeum niewolnictwa

Muzeum niewolnictwa jest niestety bardzo polityczne i poprawne według aktualnych trendów. Nie próbuje ukazać zjawiska, nawet nie wspomina o starożytnym niewolnictwie (a to przecież z czasów Wikingów i Rzymian pochodzi angielskie słowo niewolnik – od słowa Słowianin). Wszystko ogranicza się do niewolnictwa czarnoskórych, a to i tak jedynie do tego, by wskazać, że mieli swoją kulturę i cierpieli. Do tego dochodzi przede wszystkim współczesne postrzeganie ograniczone do zachodniego widzenia (choćby włączanie wystawy o ruchu Black Lives Matter). Próbuje grać na emocjach, ale robi to słabo, zaś jeśli chodzi o wiedzę na temat zjawiska, jest bardzo powierzchowne i w wielu miejscach są przemilczenia, co niestety ociera się wręcz o żenadę. Temat cierpienia jest skomplikowany, można iść w emocje, jak to ma miejsce w Yad Vashem w Jerozolimie przy okazji Holokaustu, ale tam mamy do czynienia z mistrzostwem, tu czymś wymuszonym. Rzetelności i wiedzy także tu próżno szukać. Muzeum niewolnictwa na Zanzibarze postawiło bardzo wysoko poprzeczkę w tym temacie, pomogło zrozumieć jak widziano wówczas niewolnictwo, jak to działało, pokazując różne odcienie. Przede wszystkim robiło kolosalne wrażenie i dawało sporo do myślenia. To w Liverpoolu bardziej wygląda na pokutę i kajanie się, przy jednoczesnym pominięciu istotnej roli miasta w handlu ludźmi. Szkoda czasu.

Wystawa w International Slavery Museum
Wystawa w International Slavery Museum

Liverpool: Pier Head

Na północ od królewskich doków znajduje się Pier Head. To znów przystań przy rzece Mersey (tu też jest wspomniany pomnik Beatlesów), ale najbardziej charakterystycznym punktem są trzy budynki, tak zwane The Three Graces, czyli Trzy Gracje. Są to Royal Liver Building (1908 – 1911), Cunard Building (1914 – 1916, należy do zarządu Cunard Line) i Port of Liverpool Building (1903 – 1907).  Najbardziej charakterystyczny zarazem największy jest ten pierwszy i Ma dwie wieże zegarowe, na których znajdują się figury ptaków Liver (Liver bird). To mityczne stworzenia, które trochę przypominają kormorany, są też symbolem miasta. Na przystani znajduje się także muzeum miasta Liverpool oraz pomnik upamiętniający oficerów „Titanica”. Budynek Cunard pojawia się w serialu Netflixa „The Crown”.

Royal Liver Building, Liverpool
Royal Liver Building, Liverpool

Liverpool: Stanley Docks

Doki i dawne stocznie ciągną się w Liverpoolu dość daleko i dzielą na wiele mniejszych. Na północy, trochę dalej od centrum, znajdują się Stanley Docks. Otworzono je w 1848 roku, projekt bazował w dużej mierze na rozwiązaniach z Albert Docks. Znajdowały się tu też spore magazyny. Sama przystań nie jest ulokowana tuż przy brzegu rzeki Mersey, a bardziej w głąb lądu. Gorzej jest z ich obecnym wykorzystaniem, w dużej części to wciąż porzucony teren, który wymaga inwestycji. W samym centrum Stanley Dock znajduje się hotel Titanic, który oczywiście nawiązuje do liniowca. Jest tam restauracja i właściwie tyle. Stanley Docks pojawia się w filmie „Captain America: Pierwsze starcie” (2011) Joe Johnstona ze świata MCU, scenę z filmu dość łatwo odnaleźć z hotelowej restauracji. Trudniej odnaleźć kadry z innego filmu – „Sherlock Holmes” (2009) Guya Ritchiego, tu doki grają okolice rzeźni.

Stanley Docks
Stanley Docks
„Captain America: Pierwsze starcie” i Stanley Dock w Liverpoolu
„Captain America: Pierwsze starcie” i Stanley Dock w Liverpoolu

Katedra anglikańska

Jedną z nowszych atrakcji Liverpoolu jest katedra anglikańska (Liverpool Cathedral). Zaczęto ją budować dopiero w 1904 roku, oddano do użytku w 1924, ale wieżę ukończono dopiero w roku 1978. Oryginalny projekt zmieniał się w czasie budowy, główny styl to neogotyk. Projekt stworzył sir Giles Gilbert Scott, którego budynki można znaleźć też w Cambridge czy Oxfordzie. Jemu też przypisuje się projekt charakterystycznej, czerwonej budki telefonicznej. Wracając jednak do świątyni, początkowo była ona bardziej inspirowana bazyliką św. Piotra w Watykanie, ale z czasem „zmniejszono rozmach”. Ostatecznie katedra ma powierzchnię ponad 9 tys. metrów kwadratowych. To największa świątynia w Wielkiej Brytanii i ósmy największy kościół na świecie. Wieża liczy 100.8 metrów wysokości, więc ustępuje tej z katedry w Salisbury. Zwiedzanie katedry jest darmowe, dozwolone oczywiście poza godzinami nabożeństw. Dodatkowo płatne jest tylko wejście na wieżę, która jest punktem widokowym. Warto zwrócić uwagę, że wewnątrz świątyni działa kawiarnia i restauracja.

Wnętrza katedry w Liverpoolu
Wnętrza katedry w Liverpoolu

Katedra katolicka

Również katedra katolicka jest stosunkowo nowa. Archikatedra Chrystusa Króla (Liverpool Metropolitan Cathedral of Christ the King) powstała w latach 1962 – 1967, choć był to wówczas kolejny, zmodernizowany projekt. Pierwotny wykonywano w latach 30. XX wieku, ukończono wówczas krypty. Nowy to budowla postmodernistyczna, ale też zaprojektowana w duchu Soboru Watykańskiego II. Tak więc trochę przypomina ona choćby katedrę w Brasilii. Katedrę można zwiedzać, ale poza nabożeństwami.

Archikatedra Chrystusa Króla (Liverpool)
Archikatedra Chrystusa Króla (Liverpool)

Kościół św. Łukasza

Pewną ciekawostką jest kościół św. Łukasza (St Luke’s Church lub bombed-out church). Budowla powstawała w latach 1811 – 1832, ale ucierpiała podczas intensywnych niemieckich bombardowań Liverpoolu w 1941 roku. Pozostały po nim właściwie jedynie mury, bez dachu. Uznano, że nie będzie odbudowy tego kościoła, stał się on pamiątką zniszczeń z czasów bombardowań (ucierpiało wówczas zdecydowanie więcej budynków). Dziś pełni bardziej rolę kulturalną. Można go obejrzeć z zewnątrz, ale także wejść do środka (za opłatą). Tam znajduje się kilka wystaw o lokalnych zwierzętach, jednak przede wszystkim robi on wrażenie z powodu ruiny, jaka się ostała. Jest wpisany na listę dziedzictwa brytyjskiego.

Kościół św. Łukasza (zbombardowany)
Kościół św. Łukasza (zbombardowany)

Kościół żeglarzy

Kilka świątyń jest także przy Princess Rd, choćby synagoga, a także prawosławny kościół św. Mikołaja. Przy dokach znajduje się anglikański kościół Naszej Pani i św. Mikołaja, który jest dobrym przykładem trochę starszej architektury sakralnej. Faktem jest, że obecna budowla powstała dopiero w 1952 roku, poprzedni kościół został zniszczony w czasie wojny. Niemniej jednak starano się zachować klasyczny styl, choć projekt uwzględniał mnóstwo zmian i nowych założeń. Wieża przetrwała wojnę, pochodzi z 1811 roku. Przez 55 lat kościół był najwyższym budynkiem w mieście. Nazywa się go czasem kościołem żeglarzy.

Katedra z zewnątrz
Katedra z zewnątrz

Centrum Liverpoolu

W centrum znajduje się kilka budynków, na które warto zwrócić uwagę. Choćby centrum sztuki Bluecoat (w Ropewalks). Zbudowane w stylu królowej Anny, dziś przede wszystkim przyciąga imprezami kulturalnymi, to muzeum sztuki. Główne arterie centrum to Water Street, Castle Street oraz Dale Street.

Walker Art Gallery, Liverpool
Walker Art Gallery, Liverpool

W ramach Cultural Quarter zlokalizowanych jest kilka galerii i muzeów, takich  jak World Museum, Walker Art Gallery, ale też County Sessions House, biblioteka Central Library, czy teatr Liverpool Empire Theatre. Trochę dalej jest dworzec i Victoria Gallery & Museum. Jednak najważniejszy i najbardziej monumentalny z nich to St. George’s Hall. Ten neoklasyczny budynek otworzono do użytku w 1854 roku, znajduje się tu sąd, kawiarnia i sala koncertowa. Nie zawsze jednak można wejść do środka. Historyk architektury, Nikolas Pevsner określił go mianem jednego z najlepszych przykładów architektury neo-greckiej. To także kolejny budynek w Liverpoolu z listy brytyjskiego dziedzictwa narodowego. Powstawał tu między innymi „Batman” (2022) Matta Reevesa (gra wejście do ratusza w Gotham), „W imię ojca” (1993) Jima Sheridiana, ale też „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” (2016) Davida Yatesa, „Tolkien” (2019) Dome’a Karukoskiego czy „Brudna gra” (2019) Gavina Hooda.

St. George’s Hall, Liverpool
St. George’s Hall, Liverpool
„Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”, to St. George Hall w Liverpoolu udaje ratusz w Nowym Jorku
„Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”, to St. George Hall w Liverpoolu udaje ratusz w Nowym Jorku

Ratusz

Ratusz Liverpoolu (Liverpool Town Hall) powstał w 1754 roku, choć oczywiście przebudowano go (w 1802). Uchodzi za jeden z najlepszych przykładów architektury ratuszowej XVIII wiecznej Anglii, tym samym jest też wpisany na listę zabytków. Oczywiście nie jest to pierwszy ratusz miasta. Przed nim znajduje się pomnik admirała Nelsona. Niestety w weekend raczej nie dało się wejść do środka, była tam jakaś zamknięta impreza. Nagrywano tu „Rydwany ognia” (1981) Hugh Hudsona (wnętrza i taniec książęcy), „Polowanie na Czerwony Październik” (1990) Johna McTiermana i „Jack Ryan: Teoria chaosu” (2014) Kennetha Branagh (w obu filmach z Ryanem okolice udawały Moskwę). Wnętrza zaś widać choćby w „Tolkienie”. W pobliżu ratusza znajduje się też budynek Oriel Chambers. Zbudowany w 1864 roku, zaprojektowany przez Petera Ellisa, był pierwszym na świecie biurowcem łączącym metal i szkło w fasadzie. Inspirowało to późniejsze drapacze chmur, aż do dziś.

Zbombardowany kościół św. Łukasza
Zbombardowany kościół św. Łukasza

Liverpool: Chinatown

Charakterystycznym fragmentem Liverpoolu jest Chinatown. To właśnie w tym mieście znajduje się najstarsza chińska wspólnota mniejszościowa w Anglii. Wchodzi się tu przez bramę stylizowaną na chińską, która miała upamiętniać połączenie morskie z Szanghajem. Jest to największa chińska brama poza Chinami. Widać też jak skomponowały się chińskie wpływy z brytyjską architekturą. Jest tu kilka restauracji z kuchnią azjatycką. Dziś bardziej to ciekawostka dla turystów.

Wejście do Chinatown
Wejście do Chinatown

Tunele Williamsona

Szczególnym miejscem, jeśli chodzi o Liverpool, są tunele Williamsona. To dość unikalne miejsce, natomiast nie chodzi tutaj wcale o wygląd, a raczej historię. Williamson był ekscentrycznym przedsiębiorcą, który zatrudniał ludzi, by budowali tunele. Nie wiadomo po co, nie było żadnego planu, dokumentacji, ani dzienników. Kopali, umacniali je cegłami, a jak skończyli, to kopali kolejny obok lub poniżej, albo jeszcze niżej. Niektórzy przypuszczają, że w ten sposób Williamson dawał pracę bezrobotnym byłym żołnierzom. Inni, że było to raczej nietypowe hobby. Po jego śmierci tunele nie były nikomu potrzebne, więc stały się naturalnym zsypem. Dziś grupa zapaleńców zajmuje się po pierwsze odnalezieniem ich, po drugie udostępnieniem dla zwiedzających. Można zobaczyć niewielki kawałek i posłuchać historii, przede wszystkim Josepha Williamsona, zwanego też królem wzgórza Edge.

Tunele Williamsona
Tunele Williamsona

Wejście jest płatne i z przewodnikiem. W teorii wycieczki zaczynają się co pół godziny, zazwyczaj jednak nie ma tylu chętnych i zainteresowania, więc jak ktoś przyjdzie, to zaczyna się wycieczka. Same tunele powstały w latach 10. – 40. XIX wieku. W tunelach są poukrywane zabawkowe krety, które mogą wypatrywać dzieci. Joseph Williamson był ze względu na zamiłowanie do kopania nazywany kretem właśnie. Natomiast mają one też serialową historię. Choć nie kręcono tu zdjęć, to jednak tunele pojawiają się w serialu „Doctor Who“. Według fabuły serialu powstały po to, by móc przetrwać apokalipsę.

Royal Liver Building
Royal Liver Building

Liverpool: Tereny rekreacyjne

Warto dodać, że nie są to jedyne tunele w mieście. Mając więcej czasu można wybrać się na wycieczkę Mersey Tunnels Tours, bardziej techniczną, mniej ekstrawagancką. Natomiast tunele samochodowe pod rzeką Mersey pojawiły się w filmie. Dokładnie Queensway Tunnel w „Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część 1” (2010) Davida Yatesa. Z kolei Birkenhead Tunnel pojawił się w „Szybcy i wściekli 6” (2013) Justina Lina.

Biblioteka Centralna w Liverpoolu
Biblioteka Centralna w Liverpoolu

W samym centrum brakuje terenów zielonych. Znajdują się one na obrzeżach. Mając więcej czasu można zobaczyć Sudley House, czyli wiktoriański dom-muzeum. Dzieci powinny być zadowolone z centrum Yellow Sub. Fani piłki nożnej kojarzą miasto z klubu Liverpool F.C. i stadion – Anfield Stadium. Miasto słynie także ze swoich murali, można ich szukać w Baltic Triangle (dzielnica przemysłowa), ale nie tylko. No i przede wszystkim jest sporo różnych nawiązań do The Bealtes. Warto też wspomnieć o wieży radiowej – Radio Tower, która znajduje się w samym centrum i jest dobrym punktem widokowym na miasto.

Victoria Gallery & Museum, Liverpool
Victoria Gallery & Museum

Inne filmy nagrywane w Liverpoolu

O filmach już wspominaliśmy przy charakterystycznych miejscach, ale to nie wszystkie lokacje Liverpoolu. W filmie „Boska Florence” (2016) Stephena Fearsa Liverpool udaje miasto Florence Foster Jenkins, czyli Nowy Jork. Wiele miejsc zagrało w serialu „Peaky Blinders”, także wymienionych wcześniej jak – Stanley Docks. Inne miejsce to Toxteth,  ulica Faulker. Udawała ona także Londyn w serialu „Detektyw Foyle”. W Liverpoolu kręcono też kilka odcinków serialu „Miasto równoległe”. Kilka miejsc związanych z Beatlesami – jak Penny Lane i miejsce po Strawberry Fields – pojawia się w filmie „Yesterday” (2019) Danny’ego Boyle’a. Liverpool można też zobaczyć w „Creed: Narodziny legendy” (2015) Ryana Cooglera.

Liverpool to sporo knajpek i życia nocnego
Liverpool to sporo knajpek i życia nocnego

Liverpool – dojazd z lotniska i zwiedzanie

Lotnisko Liverpool (wspomniane już zresztą) obsługuje lowcosty, z Polski można tu dolecieć Wizzairem czy Ryanairem. Jest ono dość dobrze skomunikowane autobusami z centrum miasta, poza dedykowanym lotniskowym busem, wiele linii dojeżdża w okolice centrum handlowego Liverpool One. Bez problemu można też połączyć Liverpool z Manchesterem i skorzystać z tamtego lotniska. Wyjazd weekendowy jest dość dobrym rozwiązaniem, powinien wystarczyć, by obejść centrum miasta i zobaczyć część muzeów.

Jeśli podobał Ci się ten wpis, śledź nas na Facebooku.

Szlak brytyjski
Liverpool?
Szlak filmowy
LiverpoolSkógafoss

Wydmy Corralejo: park przyrodniczy i plaża

Jedną z najbardziej niezwykłych plaż i atrakcji Feurteventury jest Dunas de Corralejo, czyli wydmy Corralejo. Przyciągają ze względu na złoty piasek, spokój, niecodzienny krajobraz, ale też doskonałe warunki do uprawiania sportów wodnych, czy puszczania latawców.

Widok na plażę Corralejo
Widok na plażę Corralejo

Wydmy Corralejo (Fuerteventura)

Wydmy Corralejo znajdują się na wschodnim wybrzeżu wyspy, jakieś 100 km od brzegów kontynentalnej Afryki. Jednocześnie wyglądem przypominają pustynię, więc szybko ludzie zaczęli wierzyć, że piasek, który się tu znajduje, został przyniesiony przez wiatr z Sahary. Naukowcy jednak nie potwierdzają tego. Piasek powstał tutaj, składa się w dużej części z martwych koralowców. Sytuacja jest identyczna jak z Dunas de Maspalomas na Gran Canarii. Choć trzeba przyznać, że tamte wydmy wyglądają jeszcze bardziej pustynnie niż Corralejo, w kontekście archetypowego ergu. Te tutaj są bardziej płaskie, przynajmniej w tej mniej porośniętej części, ale przy tym mają zdecydowanie większą powierzchnię. Owszem, są tu wzniesienia, ale też pojawia się roślinność, więc przypomina to raczej krajobrazy, jakie widzieliśmy w Tunezji, niż w Erg Chebbi w Maroko, więc akurat zgadza się to z reklamowymi hasłami, że przypomina to Saharę.

Dalsza okolica
Dalsza okolica

Miasteczko Corralejo

Corralejo jest też bardziej kameralne od Dunas de Maspalomas pod innym względem. Istnieje tu miejscowość turystyczna z aquaparkiem i cała infrastrukturą, ale znajduje się ona na północy w pewnym oddaleniu, nie obudowuje ona w całości wydm. Miejscowość Corralejo jest to dziś jedno z najbardziej znanych i żyjących miejsc turystycznych Feurty. Warto dodać, że wcześniej znajdowała się tu niewielka wioska rybacka. Obecnie to miasteczko niespecjalnie wyróżniające się na Kanarach, ale ma jedną istotną rzecz: port z promami. Właśnie stąd płynie się na Lanzarote, ale też na Isla de Lobos. Oczywiście doskonale sprawdza się także jako kurort.

Corralejo
Corralejo

Park przyrodniczy Corralejo

Sam park Parque Natural de Corralejo liczy sobie aż 27 km2, a w jego obszarze znajdują się nie tylko wydmy i plaże ciągnące się przez 10 kilometrów, ale również niewielkie wzniesienia. Najwyższe z nich to Montaña Roja, czyli góra czerwona – 314 metrów wysokości – znajdująca się na południu parku. To dobry punkt widokowy. Park założono w 1982 roku.

Wydmy przypominają trochę Saharę
Wydmy przypominają trochę Saharę

Jadąc przez wydmy, jest wiele miejsc, gdzie można się zatrzymać i pójść na plażę, albo przespacerować się po wydmach. Droga rozdziela je, choć czasem wydmy są po obu stronach. Jest tu sporo miejsc do zaparkowania. Corralejo znajduje się w dość wietrznym terenie (co pomaga teorii o naniesionych piaskach). To miejsce, które upodobali sobie wielbiciele kitesurfingu, czy latawców, czasem odbywają się tu zawody i pokazy tych ostatnich. Zwłaszcza, że pogoda na Kanarach zazwyczaj jest sprzyjająca odpoczynkowi, a jak się do tego doda wiatr, to jest to dla nich idealne miejsce. Z innych atrakcji, w listopadzie organizowany jest tu półmaraton.

Corralejo to idealne miejsce na Kanarach do kitesurfingu
Corralejo to idealne miejsce na Kanarach do kitesurfingu

Wydmy i plaże

Wydmy oczywiście są rezerwatem, natomiast warto dodać, że zlewają się z plażą (podobnie jak w przypadku Maspalomas), te zaś ciągną się na całej długości parku (plaża Corralejo to tylko jedna z nich). Plaże na tym terenie są dość zróżnicowane, jedne mają złoty piasek, inny bardziej biały, za to woda oceanu jest tu zazwyczaj lazurowa.

Połaci piasku jest tu całkiem sporo
Połaci piasku jest tu całkiem sporo

Plaże Corallejo dzielą się na wiele mniejszych. Najbardziej znane z nich to Grande Playas, Barreta de Abajo, Playa de los Matos, Playa Larga, Playa el Viejo, El Pozo, El Caserón, Playa Corralejo Viejo, Alzada, el Moro, el Burro, el Dormidero, los Martos, el Bajo Negro,el Médano, La Goleta, Las Clavelinas, czy Muelle Chico. W niektórych miejscach rozbijają się nudyści. Najważniejsze jednak jest to, że tu ludzie się rozchodzą, więc jest sporo miejsca i możliwości podziwiania natury. To też idealne miejsce na odpoczynek. Na północy, blisko hoteli Riu stacjonuje ratownik, większość plaży jednak jest niestrzeżona i pomijając parkingi przy ulicy przecinającej park, pozbawiona infrastruktury. Niemniej jednak to wciąż jedno z najbardziej wyróżniających się  miejsc Feurteventury.

Corralejo jest rozległe, więc niektóre miejsca zaanektowali sobie nudyści
Corralejo jest rozległe, więc niektóre miejsca zaanektowali sobie nudyści

Wydmy w kinie

Warto wspomnieć też o filmowym występie. Corralejo pojawiły się w filmie „Eternals” (2021) Chloe Zhao, osadzonego w MCU. Zdjęcia nagrywano w innych częściach Fuerty, ale właśnie na wydmach nagrywano sceny pustynne. Praca na wydmach została zauważona przez dziennikarzy, a na zdjęciach uwiecznione zostały Angelina Jolie i Lia McHugh.

W wielu miejscach w Corralejo parkuje się tuż przy drodze
W wielu miejscach w Corralejo parkuje się tuż przy drodze

Jeśli podobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak hiszpański
Corralejo

Berlin: filmy, imprezy, atrakcje i zwiedzanie stolicy Niemiec

Jedni uwielbiają Berlin, inni są nim trochę zawiedzeni. Ma renomę jednej z najważniejszych metropolii Europy, ale porównując go z Rzymem, Paryżem czy Londynem jednak od nich zauważalnie odstaje. Uchodzi za miasto świetne do życia, gorsze do zwiedzania. Jest inny, ma swoje zalety, a także wpisał się w historię kultury i filmu. To jedno z tych miejsc, gdzie byli James Bond, Jason Bourne, ale nawet superbohaterowie.

Berlin z poziomu Szprewy
Berlin z poziomu Szprewy

Historia Berlina

Najstarsze ślady osadnictwa sięgają epoki brązu. Plemiona germańskie przebywały tutaj już w XIII – XII wieku przed naszą erą. Natomiast samo miasto, jak wskazuje nawet nazwa, ma słowiańskie korzenie. Słowianie zamieszkiwali te ziemie już w czasach Karola Wielkiego. Sprewianie w IX wieku naszej ery założyli gród Kopanica (dziś to dzielnica Berlina), zaś księstwo Kopanickie istniało jeszcze do XII wieku (nawet było lennem polskim przez jakiś czas). W drugiej połowie XII wieku ziemie tę zajęła Marchia Brandenburska. To czas, w którym rozwijało się podwójne osiedle Berlin-Cölln. A ponieważ przebiegała przez nie trasa łącząca Szczecin aż z Rzymem, szybko się rozrastało. Pierwsze faktyczne wzmianki o Berlinie pochodzą z 1237 roku. Kilka lat później powstawał też Berlin po prawej stronie Sprewy, w 1307 roku dla całej osady zbudowano ratusz. To okres, w którym doszło do integracji miasta.

Urząd Prezydenta Federalnego (Bundespräsidialamt Berlin)
Urząd Prezydenta Federalnego (Bundespräsidialamt Berlin)

W latach 1373 – 1415 Berlin należał do Królestwa Czech (jak cała Marchia Brandenburska), w tym czasie miasto strawił pożar. Rozwój Berlina zaczął się w 1417 roku, gdy właśnie tutaj przeniesiono stolicę marchii z Brandenburga.Wówczas Berlin stał się siedzibą margrabiów i elektorów brandenburskich, ale sumie nadal pozostawał niewielkim ośrodkiem miejskim. Owszem, wzniesiono tu zamek i fortecę, rozbudowano przedmieścia. W 1688 do Berlina przyłączono pięć sąsiadujących miast, miasto liczył sobie 56 tysięcy mieszkańców. Zaś w 1701 roku został stolicą Królestwa Prus i wówczas rozpoczął się intensywny rozwój miasta. W 1800 było to drugie (po Wiedniu) największe miasto niemieckojęzyczne, to była zmiana bowiem wcześniej miasto było bardziej wielokulturowe. Jeszcze w XVIII wieku sami Francuzi stanowili jakieś 30% mieszkańców, sporo też było Polaków i Czechów. Od 1871 był stolicą cesarstwa, czyli zjednoczonych Niemiec.

Katedra Niemiecka
Katedra Niemiecka

Berlin miał być przebudowany, zgodnie z wielkim planem Alberta Speera, gdy naziści doszli do władzy. Miał być stolicą świata. Udało im się zorganizować tu Igrzyska Olimpijskie (1936). Po wojnie został podzielony na strefy okupacyjne i w efekcie przez kilkadziesiąt lat istniał Berlin Wschodni (socjalistyczny) i zachodni Berlin, a pomiędzy nimi stanął mur. Został zniszczony w większości w 1989, gdy doszło do ponownego zjednoczenia Niemiec, od 1991 jest ponownie stolicą (wcześniej był stolicą Niemiec Wschodnich)

Czerwony Ratusz, Berlin
Czerwony Ratusz, Berlin

Mur Berliński

Mur Berliński (Berliner Mauer) był następstwem podziału Berlina i zimnej wojny. Choć początkowo miasto miało być strefą zdemilitaryzowaną, szybko zostało dołączone do RFN i NRD. W tym drugim przypadku stał się nawet stolicą, wbrew wcześniejszym ustaleniom. Stosunki między Zachodem a Wschodem układały się coraz gorzej, miasto podzielono początkowo drutem kolczastym i zasiekami i pilnowano przejść, które można było przekroczyć mając specjalne zezwolenie. I tak wiele osób próbowało przejść nielegalnie, co stanowiło coraz większy problem. Dlatego w 1961 roku NRD zbudowało mur. Oczywiście wiele osób próbowało go przekroczyć, by dostać się na zachód. Strażnicy byli bezlitośni. Oficjalnie mówi się o 136 osobach, które zginęły, ale prawdziwa lista zapewne jest dłuższa. W Berlinie znajdują się pomniki upamiętniające te ofiary.

Checkpoint Charlie, Berlin
Checkpoint Charlie

Dziś Muru już nie ma, ale pozostały po nim pewne fragmenty. Choćby jedno z przejść granicznych, tak zwane Checkpoint Charlie (punkt graniczny „C”), zwany po stronie wschodniej Zimmerstraße, od ulicy przy której się znajdował. Był on dość charakterystycznym punktem podzielonego Berlina, więc wszystkie zagraniczne delegacje się tu udawały jak do atrakcji. Podobno od strony zachodniej kontrole były minimalne, od wschodniej bardzo drobiazgowe. Amerykanie wynieśli się stąd w 1991 roku. Samo przejście graniczne zdemontowano w 1990, a budki przeniesiono do muzeum. Checkpoint Charlie w pewien ostał się w dzisiejszym Berlinie bardziej jako pamiątka. Budki odtworzono, choć ich lokalizacja jest trochę przesunięta względem oryginału. Obok znajduje się muzeum Muru Berlińskiego, na ulicy zaś namalowano miejsca, gdzie ten mur stał. Dziś samo przejście graniczne jest jedną z darmowych atrakcji Berlina.

Backfactory Cafe, miejsce gdzie pamięta się o Jamesie Bondzie
Backfactory Cafe, miejsce gdzie pamięta się o Jamesie Bondzie

Oryginalne przejście graniczne pojawiło się w filmie „Ośmiorniczka” (1983) Johna Glenna z bondowskiego cyklu. 007 oczywiście przekracza tu granicę, w dość krótkiej scenie, mającej raczej uwiarygodnić Berlin. Dziś fani Jamesa Bonda mogą wejść do pobliskiej „Backfactory Cafe”, gdzie znajdują się archiwalne zdjęcia z dawnego Berlina, w tym także z czasu kręcenia filmu. Przypomina to wioskę Pagi na Korfu, gdzie także lokalny bar do dziś wspomina kręcenie przygód Bonda.

„Ośmiorniczka” i Checkpoint Charlie, czyli James Bond i Berlin
„Ośmiorniczka” i Checkpoint Charlie, czyli James Bond i Berlin

Same fragmenty muru berlińskiego można zobaczyć w kilku częściach miasta. Jedną z nich jest East Side Gallery, gdzie pozostałości muru posłużyły artystom tworzącym graffiti, jedne są bardziej artystyczne inne bardziej polityczne. Dziś to otwarte muzeum.

East Side Gallery to fragment muru i wolność twórcza
East Side Gallery to fragment muru i wolność twórcza

Brama Brandenburska

Jednym z symboli Berlina jest Brama Brandenburska (Brandenburger Tor). Powstała w latach 1788 – 1791, choć charakterystyczna kwadryga została dodana dwa lata później. Ma 26 metry wysokości, 65,5  szerokości i 11 metrów głębokości. Piaskowiec na jej budowę przewieziono między innymi z okolic Lwówka Śląskiego. Projektując ją inspirowano się ateńską propyleią z akropolu. Twórcą rzeźb (kwadrygi) jest Johann Gottfried Schadow. Warto wspomnieć, że pierwsza Brama Brandenburska została wzniesiona w Poczdamie, ale ta berlińska jest zdecydowanie większa i bardziej znana. Dziś to symbol Berlina, który przyciąga mnóstwo ludzi i chyba jest najczęściej fotografowanym miejscem w mieście. W okolicy bramy kręcono „Spider-Man: Homecoming” (2017) Jona Wattsa. Akcja filmu kończy się w Berlinie, sceny na lokacji dograno w ramach dokrętek. Brama jest widoczna także w filmie „Tożsamość” (2011) Jaume’ego Collet-Serry.

Brama Brandenburska to jeden z symboli Berlina
Brama Brandenburska to jeden z symboli Berlina

Berlin: Ulica Unter den Linden

Po wschodniej stronie bramy zlokalizowany jest Pariser Platz, czyli plac Paryski, upamiętniający zdobycie Paryża w 1814 roku. Dziś znajdują się tu ambasady i Akademia Sztuk Pięknych. Rozpoczyna się tu także aleja Unter den Linden, która uchodzi za najbardziej reprezentacyjny deptak Berlina. Nazwa ale znaczy tyle, co Pod lipami, kiedyś faktycznie porastały one aleję (posadzono je w XVII wieku), dziś pozostały nieliczne w zachodniej części. Znajduje się przy niej wiele ważnych dla Niemiec budynków, jak choćby Uniwersytet Humboldtów, czy Niemieckie Muzeum Historyczne, biblioteki, ale też Nowy Odwach, czyli swoisty pomnik ofiar wojny i tyranii. Unter den Linden pojawiła się w filmie „Biegnij Lola, biegnij” (1998) Toma Tykwera. Z filmów berlińskich ten chyba wykorzystuje miasto najlepiej. Wracając jednak do Unter den Linden, warto też zajrzeć do krzyżujących się ulic. Friedrichstraße to przykład nowoczesnej ulicy handlowej, ze sklepikami. Jest to obecnie  ścisłe centrum Berlina. Ale ciągnie się aż do Mostu Zamkowego – Schloßbrücke, za którym znajduje się wyspa muzeów.

Szprewa i katedra Berlińska w tle
Szprewa i katedra Berlińska w tle

Berlin: Reichstag

Jednym z bardziej charakterystycznych budynków współczesnego Berlina jest Gmach parlamentu Rzeszy (Reichstagsgebäude, skrótowo Reichstag). Autorem projektu tego budynku był Paul Wallot. Zbudowano go w latach 1884 – 1894. Ucierpiał w czasie pożaru w latach 30. XX wieku, a następnie podczas wojny. Odbudowano go dopiero w latach 60. pod kierownictwem Paula Baumgartena, w dość zmodernizowanej formie. Po zjednoczeniu Niemiec, ponownie go przebudowywano, aż do 1999 roku. Prace nadzorował Norman Foster. On też jest autorem charakterystycznej szklanej kopuły. Obecnie obraduje tu Bundestag, niższa izba niemieckiego parlamentu, a także odbywają się tu sesje Zgromadzenia Narodowego. Szklana kopuła zaś stanowi jeden z nowych symboli miasta i jedną z najpopularniejszych atrakcji. Można wjechać windami na górę i przejść się wewnątrz kopuły po spiralnej pochylni.. To dobry punkt widokowy na Berlin. My zwiedzaliśmy Reichstag poza sezonem, więc dostanie się do środka nie stanowiło problemu, choć swoje trzeba było odstać. W sezonie lepiej zarezerwować wejściówkę przez internet.

Reichstag
Reichstag

Przed budynkiem niższej izby parlamentu jest plac Republiki. W okolicy są też inne budynki rządowe, w tym stosunkowo nowoczesny urząd Kanclerza Federalnego. Zaś po drugiej stronie Sprewy znajduje się plac Waszyngtona. To zdecydowanie najbardziej nowoczesna i biurowa część Berlina. Jednak nie ma tu drapaczy chmur. Berlin pod tym względem jest stosunkowo niski. Wysokościowcami w Niemczech może pochwalić się Frankfurt.

Kopuła w Reichstagu to nowy symbol miasta
Kopuła w Reichstagu to nowy symbol miasta

Berlin: Plac Poczdamski

Ale to nie znaczy, że nie ma ich w ogóle. Berlin obecnie pnie się w górę (wciąż stosunkowo powolnie) w okolicy placu Poczdamskiego (Potsdamer Platz). Sam plac to jeden z głównych punktów komunikacyjnych stolicy Niemiec. Znajduje się tu dworzec kolejowy, z którego jechało się do Poczdamu, stąd nazwa. Stoi tu kawałek muru, ale też cesarskiej sali (Kaisersaal), którą można oglądać zza szyby. Przed wojną znajdował się tu hotel Esplanade, to jedna z nielicznych rzeczy, która po nim pozostała. Przede wszystkim dziś jednak to Sony Center, dość charakterystyczny budynek, otwarty w 2000 roku. Tu także znajduje się Muzeum kina. Nagrywano tu film z cyklu MCU – „Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów” (2016) Anthony’ego i Joe Russo. Fabularnie odbywała się tu konferencja ONZ w Wiedniu. Plac był też miejscem zdjęć filmu „Equilibrium” (2002) Kurta Wimmera. W filmie „The International” (2009) Toma Tykwera z kolei udaje bank w Luksemburgu.

Sony Center, Berlin
Sony Center, Berlin

Berlin: Alexanderplatz

Drugim węzłem komunikacyjnym jest Plac Aleksandra (Alexanderplatz) nazwany tak na cześć cara Rosji Aleksandra I. Berlińczycy często nazywają go zdrobniale Alex. Do XVII wieku były to pola uprawne i plac, na którym handlowano bydłem (plac wołowy). Tu także mamy dworzec kolejowy i przemiana tego miejsca wiąże się właśnie z jego budową. Po II wojnie plac, oczywiście mocno zniszczony, znalazł się we wschodnim Berlinie i dziś to dobrze widać w architekturze. W roku 1969 otworzono tu wieżę telewizyjną (Berliner Fernsehturm), która dziś jest także jednym z punktów widokowych Berlina (na wysokości 203 m). Jedną z ciekawostek i symboli miasta jest zegar światowy Urania, pokazujący 24 strefy czasowe. Na placu mieści się hotel, domy towarowe. Wciąż są plany, by zmienić oblicze tego miejsca i je bardziej unowocześnić. Plac właśnie z całą postsocjalistyczną zabudową i zgiełkiem pojawił się w filmie „Krucjata Bourne’a” (2004) Paula Greengrassa, tutaj podczas wizyty w Berlinie Bourne wykorzystał tłum, by zmylić ścigających go. Wieżę widać też w czwartym filmie pt. „Jason Bourne” (2016). Samą wieżę widać z kolei w „Biegnij Lola, biegnij”.

„Krucjata Bourne’a” i Alexanderplatz, czyli Jason Bourne i Berlin
„Krucjata Bourne’a” i Alexanderplatz, czyli Jason Bourne i Berlin

Blisko placu zlokalizowano akwarium – AquaDom (największe cylindryczne akwarium na świecie). Nie jest to jedyne akwarium w mieście, Aquarium Berlin jest jeszcze większe i jest koło ogrodu zoologicznego. Na placu jest też kościół Mariacki i fontanna Neptuna, zaś w pobliskim parku pomnik Engelsa i Marksa oraz rozpoczyna się dzielnica św. Mikołaja – Nikolaiviertel, pełna knajpek i klimatycznie zrekonstruowanych uliczek. Przy placu znajduje się także Czerwony Ratusz (Rotes Rathaus in Berlin). Zbudowany w latach 1861 – 1869, w stylu północnowłoskiego renesansu. Był siedzibą władz Wschodniego Berlina, obecnie całego Berlina. W okolicy znajduje się też stary ratusz (Altes Stadthaus), zbudowany jako uzupełnienie Czerwonego Ratusza w latach 1902 – 1911. Jego wnętrza pojawiły się w „Equilibrium”. Na placu zaczyna się też inna ważna arteria Berlina – Karl-Marx-Allee, która była główną ulicą wschodniej części miasta. Tu można zobaczyć sporo budynków z wielkiej płyty, przypominających to co znamy z innych miejsc dawnego bloku wschodniego. Część wschodnią i plac wykorzystano także w filmie „Good Bye Lenin!” (2003) Wolfganga Beckera.

Czerwony Ratusz
Czerwony Ratusz

Berlin: Tiergarten

Przy Reichstagu znajduje się największy park w centrum Berlina – Großer Tiergarten. To też najstarszy park. Tu ulokowany jest jeden z dwóch ogrodów zoologicznych stolicy Niemiec, stąd też nazwa. Przez park przebiegają też ruchliwe ulice. Tu też obecnie znajduje się jeden z charakterystycznych obiektów miasta – Siegessäule, czyli Kolumna Zwycięstwa. Obecnie, ponieważ pierwotnie stała ona na placu Królewskim, dopiero za czasów Hitlera przeniesiono ją w to miejsce. Kolumna ma 66,98 metrów wysokości. Na szczycie znajduje się figura Wiktorii. Obiekt ukończono w 1873 roku i upamiętniał tryumfy Niemiec w wojnach z Danią, Francją i Austrią. Jest także punkt widokowy. Obok znajdują się kolejne obiekty rządowe. Urząd prezydenta, czyli zamek Bellevue, a raczej neoklasyczny pałac z 1786 roku. Jedną z atrakcji parku jest ogród zoologiczny. Park pojawia się w filmie „Kabaret” (1972) Boba Fosse. Akcja tego głośnego obrazu dzieje się w stolicy Niemiec, ale niestety prawdziwej nie ma w nim zbyt wiele.

Sala koncertowa (Schauspielhaus)
Sala koncertowa (Schauspielhaus)

Dworzec Zoo w Berlinie

Filmowo (i kulturowo) nie można nie wspomnieć jednego miejsca, dworca Berlin Ogród Zoologiczny (Berlin Zoologischer Garten), lub w skrócie Dworzec Zoo albo Berlin ZOO. Powstał w 1882 obok ogrodu zoologicznego, stąd nazwa, oczywiście później był przebudowywany. Był to najważniejszy dworzec kolejowy Berlina Zachodniego (choć niewielki). W latach 70. i 80. jego okolice upodobali sobie narkomani i prostytutki. W 1978 dziennikarze Kai Hermann i Horst Rieck wydali w formie książki rozmowę z Christiane F., młodą narkomanką, która opisywała ten świat. „My, dzieci z dworca Zoo” zostało zekranizowane po raz pierwszy w 1981 roku przez Uli Edela, oczywiście wykorzystano dworzec i jego okolicę. W filmie pojawił się między innymi David Bowie, który nagrał do niego także muzykę. W 2021 Amazon nakręcił serial na podstawie tej książki.

Dworzec Berlin Zoo
Dworzec Berlin Zoo

Wyspa Muzeów

Turystów przyciąga także Wyspa Muzeów (Museuminsel). Na dość niewielkiej powierzchni znajduje się kilka z najważniejszych muzeów Berlina, w tym Muzeum Bodego (kolekcja sztuki bizantyjskiej), muzeum Pergamońskie (znajduje się tu słynny ołtarz z Pergamonu oraz brama Isztar), galerie (Galeria Narodowa, Nowe Muzeum, Stare Muzeum), ale też katedra i Forum Humboldta. Jest też mały plac Lustgarten, pełni on rolę parku, w którym ludzie siadają sobie na trawie i odpoczywają. Centrum można zwiedzać Sprewą. Pływają po niej turystyczne wycieczki. Sprewa nie jest dużą rzeką, ani specjalnie szeroką, ale pozwala rzucić okiem na miasto. Wycieczki zaczynają się właśnie w okolicy Wyspy. Przy muzeum Bodego organizowany jest targ książek i innych staroci. Ciekawa jest też architektura tego miejsca, właśnie ona, jak i rola kulturowa miejsca zostały wpisane w 1999 na listę UNESCO.

Stare Muzeum (Altes Museum), Berlin
Stare Muzeum (Altes Museum), Berlin

Forum Humboldta to zrekonstruowany pałac królewski. Stosunkowo nowa budowla, bo odbudowę ukończono dopiero w 2020 roku. Wcześniej był oficjalną rezydencją rodu Hohenzollernów od 1443 do 1918. Pałac Berliński (Berliner Schloss) ucierpiał w czasie II wojny światowej, a po niej w czasach komunistycznych został rozebrany. Wzniesiono tu wówczas Pałac Republiki, czyli miejsce obrad parlamentu NRD. Forum dziś jest kompleksem muzealnym i wystawowym. Warto wejść do środka. W wielu miejscach zachowano oryginalną, barokową formę, choć jedna ściana fasady budynku jest modernistyczna.

Katedra Berlińska
Katedra Berlińska

Katedra Berlińska (Berliner Dom; lub raczej Oberpfarr- und Domkirche zu Berlin) to świątynia ewangelicka. Stosunkowo nowa, powstała w latach 1894 – 1905. Jej projektantem był Julius Carl Raschdorff, wzorował się zarówno na renesansie jak i baroku. Wcześniej znajdowała się tu inna świątynia zbudowana przez Fryderyka Wielkiego. Oczywiście ucierpiała podczas II wojny światowej, odbudowa ruszyła w 1975 roku. To jeden z największych kościołów Berlina, często służy również do ekumenicznych nabożeństw. W podziemiach znajdują się grobowce Hohenzollernów. Wejście na kopułę jest dodatkową atrakcją. Na kościół ten duży wpływ miał Fryderyk Wilhelm IV, który chciał, by był to jeden z najbardziej niezwykłych kościołów chrześcijańskich, więc kosztów nie szczędzono, inspirowano się między innymi bazyliką św. Piotra w Watykanie. Jak na świątynię protestancką, jest bardzo rozrzutnie. Ale warto pamiętać, że pełni ona też rolę panteonu narodowego. Spoczywają tu ciała 94 władców i elektorów.

Katedra Berlińska, wnętrza
Katedra Berlińska, wnętrza

Kościoły Berlina

Kościół Pamięci Cesarza Wilhelma (Kaiser-Wilhelm-Gedächtniskirche) to świątynia ewangelicka ufundowana przez Wilhelma II na cześć jego dziadka. Architektem był Franz Schwechten. Ukończono ją w 1895 roku. Był to bardzo ciekawy projekt, łączący wiele elementów z niemieckich świątyń (choćby katedry z Bonn), jednocześnie przyczynił się do popularyzacji neoromantyzmu w Niemczech. Miał pięć wież, najwyższa z nich mierzyła 113 metrów i była najwyższa w mieście) Niestety został on zbombardowany w trakcie II wojny światowej. Ostała się dziś jedna wieża (68 m), którą pozostawiono jako symbol antywojenny. Obok zbudowano kaplicę i zaplecze kościoła, według projektu Egona Elermanna, w zupełnie innym stylu. Krzyż zrobiono z pozostałości dachu zburzonej katedry w Coventry i miał być to symbol pojednania. Świątynia jest widoczna w tle „Ośmiorniczki”.

Kościół Pamięci Cesarza Wilhelma
Kościół Pamięci Cesarza Wilhelma

Na placu Żandarmerii (Gendarmenmarkt) organizowane są choćby jarmarki bożonarodzeniowe. Znajdują się tu dwie dawne świątynie – Katedra Francuska (Französischer Dom) i Katedra Niemiecka (Deutscher Dom). Pierwsza powstała w latach 1701 – 1705 i należała do Hugenotów. Po wojnie ostały się zaledwie mury zewnętrze. Obecnie zrekonstruowano wszystko, a w środku znajduje się muzeum hugenotów, restauracja i taras widokowy. Druga jest trochę późniejsza, ukończono ją w 1708, następnie zburzono i wzniesiono według innego projektu w 1785 (dodając wówczas choćby kopułę) roku. Po wojnie odbudowano ją dopiero w latach 90. XX wieku, dziś to Muzeum niemieckiej historii politycznej. Na placu ponadto znajduje się Schauspielhaus (Konzerthaus), zbudowany w oryginale w roku 1821, wcześniej był tu teatr. Po wojnie otworzono to na nowo dopiero w latach 80. Plac, akurat w kwiatach, to kolejna z lokacji filmu „Biegnij Lola, biegnij”. Sala koncertowa to z kolei siedziba Partii Norsefire w filmie „V jak Vendetta” (2005) Jamesa McTeigue. Natomiast w filmie „W 80 dni dookoła świata” (2004) Franka Coraci to miejsce udaje Londyn.

Kaplica przy kościele Pamięci Cesarza Wilhelma
Kaplica przy kościele Pamięci Cesarza Wilhelma

Z katedr warto wspomnieć o katolickiej katedrze św. Jadwigi (Sankt-Hedwigs-Kathedrale). Powstała w latach 1747 – 1773, a konsekrował ją biskup Ignacy Krasicki. Po wojnie odbudowano ją w latach 60.

Katedra św. Jadwigi
Katedra św. Jadwigi

Secesja w Berlinie

Nowa Synagoga w Berlinie (Neue Synagoge Berlin) powstała w 1866 i była to wówczas największa świątynia żydowska w Niemczech. Spalono ją podczas nocy kryształowej, ale konstrukcja się zachowała. Odbudowano ją dopiero w latach 90. Za projekt odpowiadał Eduard Knoblauch, który inspirował się stylami orientalnymi, w szczególności zaś Alhambrą w Grenadzie.

Nowa Synagoga w Berlinie
Nowa Synagoga w Berlinie

Hackesche Höfe to z kolei przykład Jugendstil, czyli niemieckiego nurtu secesji. Znajduje się przy placu Hackescher Markt. To kompleks budynków z ośmioma przecinającymi się podwórkami. Budowę rozpoczęto w 1906 roku. Dziś działa tu kilka knajp. Podwórko zaś przypomina Grający Dom w Dreźnie, oczywiście bez tych instalacji udających instrumenty.

Hackesche Höfe w Berlinie
Hackesche Höfe w Berlinie

Charakterystycznym i poniekąd filmowym miejscem w Berlinie jest też most Oberbaumbrücke. Zbudowano go w 1896 roku. Ma dwa poziomy: dolny dla ludzi i samochodów, górny dla metra. Łączy Friedrichshain i Kreuzberg. Pojawił się w filmie „Biegnij Lola, biegnij”.

Francuska katedra
Francuska katedra

Topografia Terroru i pomnik Holokaustu

Stosunkowo niewiele w Berlinie pozostało z czasów nazizmu. Ta historia bywa często „zapominana” i minimalizowana, ale jest obecna. Bardzo dobrym przykładem jest Topografia Terroru. W teorii to centrum dokumentujące zbrodnie nazizmu, zbudowane na miejscu dawnej siedziby Gestapo. Jak na nowe muzeum jest wyjątkowo staroświeckie i nie multimedialne, przez to dość nużące. Są tu wystawione tablice i zdjęcia, mnóstwo informacji o nazistach, ale mało o samych ich zbrodniach. Dużo natomiast jest zdjęć z festynów, czy zabaw oraz ukazujących czas ich rządów. O ile sama niemiecka perspektywa to coś wartego uwagi, o tyle widać tu pewną niechęć do pokazywania ciemnych kart, jakby nie chciano robić z tego miejsca kolejnego rozliczenia się z przeszłością. Przed centrum też znajduje się fragment muru.

Topografia Terroru, dawna siedziba Gestapo
Topografia Terroru, dawna siedziba Gestapo

Lepiej prezentuje się Pomnik Pomordowanych Żydów Europy (Denkmal für die ermordeten Juden Europas). To labirynt składający się z 2711 milczących kolumn z niewielkim muzeum pod ziemią. Miejsce dość niezwykłe wizualnie i robiące wrażenie, a przy tym właśnie dające do myślenia, gdy wiadomo, co ma przedstawiać. W przeciwnym wypadku raczej intryguje formą. Autorem projektu pomniku jest Peter Eisenman. Wybudowano go w 2005 roku (o to ja byłam jak to była nówka) i ma powierzchnię 19 tys. m². Warto wspomnieć, że w Berlinie istnieje Centrum Dokumentacji Ucieczka – Wypędzenie – Pojednanie, ale nie ma nic o Holokauście, na miarę Yad Vashem w Jerozolimie.

Pomnik Pomordowanych Żydów Europy
Pomnik Pomordowanych Żydów Europy

Życie nocne w Berlinie

Berlin słynie też ze swojego imprezowego charakteru, ale nocne życie w tym mieście zazwyczaj bardziej koncentruje się w klubach. Wiele z nich znajduje się w dzielnicy Kreuzberg i nawet nie próbuje się reklamować, wychodząc z założenia, że jak będą mieć renomę, to ludzie sami je znajdą. Efekt jest taki, że porównując stolicę Niemiec z innymi dużymi miastami Europy imprezy wyglądają dość niemrawo i pusto. Brakuje żywego centrum pełnego knajpek, jak w Pradze, a o spontanicznych zabawach na ulicy (jak choćby w Wilnie) w ogóle należy zapomnieć, z wyjątkiem dużych organizowanych imprez. Po części wynika to z tego, że samo centrum miasta jest dość duże, a kluby porozrzucane. Zatem jeśli dla kogoś ważny jest ten aspekt, warto przygotować sobie wcześniej listę adresów.

Checkpoint Charlie
Checkpoint Charlie

Charlottenburg

Nie wszystkie ważne zabytki Berlina znajdują się w szeroko pojętym centrum, jak choćby pałac Charlottenburg (Schloss Charlottenburg). Budowę pałacu rozpoczęto w 1695 roku, początkowo miała być to letnia rezydencja Hohenzollernów. Gdy jednak Fryderyk I został królem Prus, okazało się, że jest zbyt „skromna” i zaczęto dalszą rozbudowę, wzorując się oczywiście na Wersalu. Nazwa upamiętnia zmarłą żonę Fryderyka, Zofię Charlotte. Nowy pałac powstał w czasie rządów Fryderyka II, ale także kolejni władcy zmieniali ten obiekt, aż mniej więcej do 1825 roku. W XIX wieku park stał się ogrodem w stylu angielskim, potem jednak pałac przestał służyć władcom (od 1861). Stał się dobrem narodowym. Tutaj powołano Republikę Weimarską. Ucierpiał dość mocno w czasie II wojny światowej. Zewnętrzną odbudowę skończono w latach 60. XX wieku, wnętrza kończono jeszcze w XXI wieku. Dziś jest to muzeum. Do ogrodów parkowych można wejść za darmo.

Park przy Charlottenburg
Park przy Charlottenburg

Tereny zielone

Berlin jest otoczony terenami zielonymi, choćby zielonym lasem Grunewald. Znajduje się on między Berlinem a Poczdamem. Jednym z punktów charakterystycznych jest wieża Grunewaldturm. Zbudowana z cegły, liczy sobie 55 metry wysokości, a na jej wierzchołku znajduje się taras widokowy.

Grunewaldturm
Grunewaldturm

Filmy nagrywane i osadzone w Berlinie

Jeśli chodzi o kino, pomijając oczywiście niemieckie filmy, warto wspomnieć po raz kolejny o Poczdamie, gdzie zlokalizowane jest studio filmowe Babelsberg. Obecnie kręci się tam wiele zachodnich produkcji, więc Berlin staje się naturalną lokacją. Ale nie zawsze tak jest, niektóre filmy osadzone w Berlinie – jak „Fantastyczne zwierzęta: Tajemnice Dumbledore’a” (2022) Davida Yatesa kręcono w całości w studiu, gdzie odtworzono Berlin. Częściowo w Berlinie dzieje się też akcja filmu „Szybcy i wściekli 8” (2017) F. Gary Gary’ego. Do Berlina zawitał także Spider-Man w filmie „Spider-Man: Daleko do domu” (2019) Jona Wattsa, wówczas wiele scen nagrano w Londynie.

Berlin widziany z Reichstagu
Berlin widziany z Reichstagu

„Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 2” (2015) Francisa Lawrence’a wykorzystują choćby lotnisko Templehof jako miejsce akcji scen bitewnych. Obecnie lotnisko jest zamknięte, park wokół niego można zwiedzać za darmo, zaś terminal, w dużej części pochodzących z czasów nazistowskich, można zwiedzać z przewodnikiem. Na lotnisku kręcono także „Equilibrium”, a także na stadionie olimpijskim, czy tunelu metra przy Reichstagu. To samo metro wykorzystano także w „Resident Evil” (2002) Paula S.W. Andersona. Berlin pojawia się także w „Mission: Impossible III” (2006) J.J. Abramsa. Quenitin Tarantino wykorzystał fort Hahneberg w „Bękartach wojny” (2009). Kręcąc w Poczdamie wykorzystano również czas, by nagrać kilka ujęć w stolicy Niemiec do filmu „Uncharted” (2022) Rubena Fleischera. „Krucjata Bourne’a” (2004) Paula Greengrassa wykorzystuje stację Lichtenberg, która udaje Moskwę.

Wschodni Berlin i socrealizm
Wschodni Berlin i socrealizm

Berlin: Zwiedzanie i dojazd

Berlin jest dość dobrze skomunikowany z Polską zachodnią dzięki połączeniom autobusowym. Flixbusem można dojechać na obecne nowe, główne lotnisko – Berlin Brandenburg, ewentualnie do centrum miasta. Oczywiście z Warszawy lata tu normalnie LOT. Samo nowe lotnisko to także dobre miejsce do szukania połączeń w dalsze rejony świata, zwłaszcza jak ktoś poluje na promocje. Jeśli chodzi o architekturę i spacerowe zwiedzanie miasta, to weekend w Berlinie jest wystarczający, zwłaszcza, że większość głównych atrakcji znajduje się w dzielnicy Mitte. Zdecydowanie więcej czasu należy poświęcić na muzea i ogrody zoologiczne. Natomiast do tego dochodzi jeszcze Poczdam, który znajduje się stosunkowo blisko Berlina, no i był podmiejską królewską rezydencją. Rzuca on zupełnie inne światło na stolicę Niemiec, a wyprawa do niej pomijając Poczdam jest niekompletna. O ile Berlin nie zachwycił nas swoją siermiężną architekturą, o tyle Poczdam oczarował różnorodnością i tym, że tętni życiem.

Stary Ratusz
Stary Ratusz

Na koniec warto wspomnieć, że jest tu organizowany Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Berlinie. Uchodzi za jeden z najbardziej prestiżowych na świecie, podobnie jak nagroda – Złoty Niedźwiedź.

Plac Poczdamski
Plac Poczdamski

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak niemiecki
BerlinKromlau
Szlak filmowy
Berlin

Piramidy w Gizie, jeden z antycznych cudów świata

Jednym z najbardziej znanych, wręcz ikonicznych, starożytnych zabytków są egipskie piramidy w Gizie, czyli dawne grobowce faraonów, które po dziś dzień budzą tak podziw, jak i zainteresowanie. Nie bez powodu zaliczano je do siedmiu cudów świata i nie dziwi, że wspaniałe obiekty odnalazły się doskonale również w popkulturze i filmie. Giza (arab. الجيزة, Al-Ǧīza) to trzecie co do wielkości miasto współczesnego Egiptu, a przy tym część metropolii Kairu. Tym samym odległość kilku kilometrów od stolicy sprawia, że łatwo tu dotrzeć.

Piramida Chefrena
Piramida Chefrena

Piramidy w Gizie

Kompleks piramid w Gizie zwany czasem też nekropolią gizejską (lub memfijską) nieodzownie połączony jest z dawną stolicą Egiptu, czyli Memfis, ale i obecną czyli Kairem. Piramidy wzniesiono jako grobowce faraonów, gdyż wierzono, że jakaś cząstka duszy władców (zwana „ka”) zostaje w ciele. Jednocześnie faraoni stawali się władcami królestwa umarłych, stąd zamysł by zaopatrzyć ich w różne przedmioty potrzebne w zaświatach. To trochę przypomina olbrzymią terakotową armię w Chinach. Piramidy wzniesiono w pewnej odległości od ówczesnej stolicy, grobowce nie były bezpośrednio częścią wielkiego kompleksu, jak to miało miejsce w Tebach. Dziś jednak sprawa wygląda inaczej, piramidy wznoszą się praktycznie na przedmieściach Kairu. Owszem, są jeszcze miejsca, w których można zrobić zdjęcia bez widoku współczesnego miasta, a jedynie z piaskiem, bo takie zdecydowanie najbardziej cieszą.

Piramidy w Gizie
Piramidy w Gizie

Piramida Cheopsa

Obecny kompleks na płaskowyżu Gizy składa się z dwóch dużych piramid, Cheopsa i Chefrena, jednej średniej – Mykerinosa oraz kilku mniejszych obiektów. Piramidy powstały w czasach Starego Królestwa Egipskiego i panowania czwartej dynastii, czyli jakieś 2500 lat przed naszą erą. Robią wrażenie do dziś, zwłaszcza, gdy spojrzymy na ogrom i dokładność. Największa i najstarsza to oczywiście ta Cheopsa, zwana kiedyś Horyzont Cheopsa. Od momentu ukończenia, przez jakieś 3800 lat był to najwyższy budynek na świecie (146,59 m z tego dziś ma 138,75 m w wyniku erozji). W XIV wieku powstała katedra w Lincoln (160 metrów z iglicą, później zniszczoną), która pobiła ten rekord.

Cheops to grecka forma imienia faraona Chu-fu, stąd czasem spotyka się też nazwę piramida Chufu (lub Khufu), albo też Wielka Piramida w Gizie. Swoją drogą istnieją wątpliwości, czy Cheops został pochowany w tej piramidzie. Naukowcy nie są co do tego zgodni. Pozostałości nie znaleziono, ale grobowiec był wielokrotnie plądrowany, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że szczątki faraona zaginęły.

Piramida Cheopsa
Piramida Cheopsa

Wielka Piramida wygląda niesamowicie, ale gdy uwzględni się szczegóły budowy, robi wręcz piorunujące wrażenie. Teren pod wielką piramidą został sztucznie wyrównany, dziś dzięki nowoczesnemu sprzętowi udało się zmierzyć różnice poziomów i te sięgają maksymalnie 2 cm. Boki piramidy są prawie dokładnie zwrócone zgodnie z kierunkami stron świata, znów zmierzone odchylenie jest naprawdę niewielkie. Kamienne bloki ważące od 2,5 nawet do 15 ton ułożono z niebywałą precyzją. Jest ich ponad 2 miliony, a sumarycznie ważą ponad 6 milionów ton. Pamiętajmy, że pierwotnie piramida była wyższa (146,59 m), bo miała zarówno wierzchołek, tak zwany piramidon. Dodatkowo miała jeszcze na sobie zewnętrzną warstwę z gładzonego wapienia. Została zbudowana prawdopodobnie w zaledwie dwadzieścia lat.

Mniejsze piramidy
Mniejsze piramidy

Sfinks

Syn Cheopsa, Chefren (Khafre) zbudował drugą piramidę, mniejszą niż ta ojca (liczącą sobie 143,5 m, dziś już 136 m wysokości). Wapień do budowy tej piramidy sprowadzono aż z półwyspu Synaj. Na wierzchołku tej piramidy ostały się do dziś pozostałości wapiennych okładzin. Oprócz piramidy Chefren prawdopodobnie wzniósł też Wielkiego Sfinksa (niektóre źródła sugerują, że powstał on jeszcze w czasach Cheopsa). Sfinks jest jedną z największych i najstarszych rzeźb na świecie. Ma długość 73 m i wysokość 19 m.

Sfinks i Giza w tle
Sfinks i Giza w tle

Do dziś dokładnie nie wiadomo, w jakim celu powstał. Jedne teorie mówią o tym, że miał to być strażnik grobowców, inne, że to raczej forma świątyni. Zwolennicy tej drugiej teorii sugerują, że początkowo sfinks miał przedstawiać boga nekropolii, czyli Anubisa. Zaś obecna twarz została wyrzeźbiona dopiero w czasach średniego królestwa podczas rządów Amenemhata II.

Sfinks w Gizie
Sfinks w Gizie

Syn Chefrena, Mykerinos zbudował trzecią, najmniejszą piramidę. Mierzy zaledwie 65 m wysokości (obecnie 62 m). Jednocześnie jej wnętrza są najlepiej zachowane (najmniej zrabowane). Oprócz niej w kompleksie znajduje się jeszcze kilka innych mniejszych budynków, niektóre z nich mają piramidalny kształt i pełnią rolę grobowca.

Piramidy w Gizie
Piramidy w Gizie

Egipskie Piramidy w popkulturze i filmie

Piramidy budziły podziw w starożytności. Antypater z Sydonu umieścił Piramidę Cheopsa na liście siedmiu cudów świata. Warto dodać, że to jedyny z antycznych cudów, który możemy zwiedzać do dziś. Od 1979 roku kompleks w Gizie znajduje się na liście UNESCO. Budowle te kryją też wiele tajemnic, których do dziś nie wyjaśniono. Jedno jest pewne: starożytny Egipt w tych czasach musiał być zdecydowanie bardziej rozwinięty niż cywilizacje, które nastały później. Jedną z ciekawszych teorii jest to, jak umieszczono trzy największe piramidy wobec siebie. Alternatywna egiptologia wskazuje na korelację między odległościami i kierunkami, a pasem Oriona. Dodatkowo odległość Nilu od cmentarzyska jest wówczas porównywalna do odległości do Drogi Mlecznej. Inna teoria mówi, że sam Sfinks w pierwotnej formie mógł być jeszcze starszy i powstać gdzieś między 7 a 5 tysiącleciem przed naszą erą. Choć akurat tą sugestię odrzuca większość egiptologów.

Sfinks i piramidy
Sfinks i piramidy

Konstrukcja tych obiektów dziś robi fenomenalne wrażenie, a co dopiero było, gdy powstawały. Nic dziwnego, że późniejsi zaczęli przypisywać ich powstaniu boską interwencję lub łączyć to z obcymi (jak Erich von Däniken). Zresztą łączenie kosmitów i starożytnego Egiptu widzieliśmy w kinie (a potem w TV), w „Gwiezdnych wrotach” Rolanda Emmericha. Emmerich nie dotarł wówczas do Egiptu, film nagrywał na pustyni Yuma, ale prawdziwe zdjęcia piramid wykorzystał w „Dniu Niepodległości”. W końcu stanowią one rozpoznawalny obiekt o wielkiej skali historycznej i kulturowej. Emmerich zaś wrócił do tematu Piramid w filmie „10.000 BC”, acz już bez zdjęć w Egipcie.

Zabudowania przy sfinksie
Zabudowania przy sfinksie

Bond, Transformersy i Piramidy w tle

Piramidy są wdzięcznym obiektem pojawiającym się w kinie. Pojawiają się choćby w „Szpiegu, który mnie kochał” (1977). James Bond w Egipcie odwiedza także Karnak i Abu Simbel, sceny oczywiście są na tyle połączone, że trudno zauważyć przejazd, wręcz ma się wrażenie, że oba obiekty znajdują się naprawdę blisko. W podobny sposób to przejście jest ukazane w „Transformers: Zemsta Upadłych”. Tam jednak jeszcze szybciej przenosimy się z ujęć kręconych w Jordanii, cóż geografia nie jest mocną stroną tego filmu.

„Szpiegu, który mnie kochał” i Piramidy oraz Sfinks
„Szpiegu, który mnie kochał” i Piramidy oraz Sfinks

Z komiksowych filmów zaś możemy zobaczyć piramidy choćby w „Fantastycznej Czwórce: Narodzinach Srebrnego Surfera”. Pojedyncze ujęcia nakręcił tu też Luc Besson na potrzeby filmu „Niezwykłe przygody Adeli Blanc-Sec” (2010). Bez zdjęć na lokacji Piramidy ukazano choćby w „Mumii” (1999), „Asterix i Obelix: Misja Kleopatra” (2002) czy „Exodus. Bogowie i królowie” (2014) Ridleya Scotta. W tych trzech przypadkach skorzystano zdjęcia kręcono w Maroko, choćby w studio Atlas. W Asterixie (także animowanym pierwowzorze) Obelix odpowiada za zniszczenie nosa Sfinksa. Piramidy pojawiły się też w filmach historycznych, jak „Ziemia faraonów” (1955) Howarda Hawksa, „Faraon” (1966) Jerzego Kawalerowicza (głównie jako tło do dialogów) .

Innym słynnym bohaterem (choć bardziej książkowym dzięki jego twórcy – Agacie Christie), który tu trafia jest Hercule Poirot w ekranizacji „Śmierci na Nilu”, choćby tej z 1978 z Peterem Ustinovem. Jest szansa, że pojawią się również w nowej wersji filmu. Skacze tu też na chwilę „Jumper”, zresztą możemy je zobaczyć (lub obecnie częściej ich reprezentację) w wielu filmach. To miejsce naprawdę mocno wpłynęło na kulturę i wyobraźnię. Więc nawet jeśli piramidy nie odgrywają tam większej roli, raczej ukazują egzotyczne tło akcji.

Piramidy w „Transformers: Zemsta upadłych”
Piramidy w „Transformers: Zemsta upadłych”

Zwiedzanie Piramid

Zwiedzając piramidy przede wszystkim przyjeżdża się tu zrobić kilka wspaniałych zdjęć i obejrzeć te budowle z zewnątrz. Wejście do środka jest dodatkowo płatne, nie można tam też robić zdjęć. Wiele osób z tego rezygnuje. Przed samodzielną decyzją warto przede wszystkim zdać sobie sprawę z kilku rzeczy. Po pierwsze wnętrza piramid z założenia były niewielkie, po drugie zaś zostały bardzo skutecznie rozszabrowane, więc właściwie jest to korytarz między skalnymi blokami, który wiedzie nas do komory. Nic więcej, pomijając kwestię tego, że jest niewysoki, za to sztucznie oświetlony.

Ale właśnie sam fakt, że są to piramidy i że można zobaczyć ich kunszt od środka, nas skusił i nie żałujemy. Zaś kwestię zdjęć w tym przypadku rozumiemy, bo większość osób raczej odstraszą. Za to ciekawy jest system wentylacji, bowiem ten nie musiał być specjalnie dostosowany dla potrzeb turystów. Choć nowsze teorie mówią, że to, co powszechnie uznaje się za szyby, mogło mieć rytualne bądź astronomiczne znaczenie.

Głowa Sfinksa
Głowa Sfinksa

Bezpieczeństwo w okolicy piramid

Natomiast warto chwilę poświęcić bezpieczeństwu. Jest to miejsce tłumnie odwiedzane przez masę wycieczek, ludzie dostają tu czas na samodzielne zwiedzanie i się rozchodzą. Niestety oprócz obsługi znajdują się tu naciągacze i nawet złodzieje. Jednym z typowych kantów jest to, że ktoś zaproponuje pokazanie jakiegoś świetnego miejsca, przejścia do zabronionej strefy, czy sprzedaży jakiś zabytkowych artefaktów (lub dawania ich jako prezent). Te ostatnie w najlepszym razie mogą być fałszywe, natomiast wtargnięcie do strefy i tak dalej wiąże się z mandatami lub jeszcze częściej łapówkami. Kanciarze prowadzą turystów do miejsc, gdzie nie powinni wchodzić, a tam czeka już zaprzyjaźniony ochroniarz, więc albo łapówka albo mandat. Ogólnie Egipt pod tym względem to ciężki kraj, natomiast brak zamachów terrorystycznych w tym miejscu sprawił, że władze przymykają oko na te drobne wymuszenia. W Luksorze pod tym względem jest zupełnie inaczej.

Widok na piramidy
Widok na piramidy

W samym pobliżu piramid w Gizie znajduje się też Muzeum Barki, gdzie przechowywana jest słoneczna łódź faraona w bardzo dobrze zachowanym stanie. Władze Egiptu wiele lat temu zapowiedziały zbudowanie niedaleko wielkiego i nowoczesnego muzeum starożytnego Egiptu.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak egipski
Piramidy w Gizie
Szlak filmowy
Piramidy w Gizie

Wodospad Iguazú (Iguaçu, Iguazu), „Misja” i cud natury

Na granicy Brazylii i Argentyny znajduje się jeden z największych wodospadów świata – Wodospad Iguazu (hiszp. Cataratas del Iguazú, port. Cataratas do Iguaçu). To miejsce, które robi niesamowite wrażenie. Gdy żona prezydenta Stanów Zjednoczonych Franklina Delano Roosvelta, Eleonor Roosvelt zobaczyła na własne oczy ten wodospad, podobno powiedziała tylko „moja biedna Niagara”. Iguazu to nie tylko wspaniałe miejsce, ale także lokacja filmowa. By w pełni móc zobaczyć ten wodospad, należy go oglądać z obu stron. W tym wypadku nawet dumni ze swojego kraju Brazylijczycy często potwierdzają, że ta argentyńska strona robi zdecydowanie większe wrażenie.

Ostronos w Iguazu
Ostronos rudy, czyli koati (Nasua nasua)

Fenomen Iguazu

Widowiskowy zespół wodospadów Cataratas do Iguaçu położony na granicy Brazylii (20% wodospadu na swoim terytorium) i Argentyny (80% wodospadu u siebie). Dokładniej na rzece Iguaçu, która jest lewym dopływem Parany. Nazwa w języku guarani brzmi Yguasu i oznacza wielką wodę. Wodospady te znajdują się przed ujściem Iguaçu do Parany, na skraju płaskowyżu Planalto Meridional. Obszar został uformowany w wyniku gigantycznej erupcji wulkanu, która miała miejsce jakieś 130 milionów lat temu, a dziś jest tutaj twarde bazaltowe podłoże, po którym płynie Iguaçu. Naukowcy rozważali też teorię o procesach tektonicznych związanych z rozstawaniem się kontynentów Afryki i Ameryki Południowej. Wówczas również mógł powstać ten uskok, byłby jednaj o jakieś 70 milionów lat starszy.

Wodospad Iguazú (strona argentyńska)
Wodospad Iguazú (strona argentyńska)

Indiańskie legendy o powstaniu Iguazu

Indianie Guarani (należą oni do grupy Tupi), rdzenni mieszkańcy tej okolicy mają oczywiście swoją własną historię. Według nich, pewne bóstwo miało poślubić piękną kobietę o imieniu Naipí. Ona miała jednak innego wybranka serca: Tarobá, dzielnego wojownika. I jak to w takich opowieściach bywa, uciekła wraz z kochankiem w canoe. Niedoszły boski małżonek wpadł w gniew i rozdzielił rzekę na dwoje, tworząc wodospad, w który wpadli uciekinierzy i zostali skazani na spadanie w nieskończoność siedząc w czółnie. Do dziś wersji tej historii zachowało się kilka. Czasem imiona bohaterów brzmią Naipu i Toroba. W jednej z wersji dziewczyna miała być oddana w ofierze bóstwu M’boi (olbrzymiemu wężowi), tam też na koniec Naipu została zamieniona w skałę, a Toroba w palmę. Zaś wersja bardziej szczęśliwa dla kochanków mówi o tym, że Naipu utraciła wzrok, Toroba zaś wznosił modły do bogów, zaś pierwszą rzeczą, którą zobaczyła dziewczyna, był właśnie ta niesamowita katarakta.

Gardziel Diabła (Iguazu, Argentyna)
Gardziel Diabła (Iguazu, Argentyna)

Odkrycie wodospadu Iguazu

Dla Europejczyków wodospad odkrył hiszpański konkwistador Álvar Núñez Cabeza de Vaca w 1541 roku. Tutaj zresztą przebiegał spór o wpływy terytorialne Portugalii i Hiszpanii. Został on zarysowany w niezapomnianym filmie Rolanda Joffé z 1986 roku – „Misja”. Do samego filmu jeszcze wrócimy. Natomiast Iguazu znajduje się nie tylko w dwóch krajach, ale również w dwóch parkach narodowych. Ze strony brazylijskiej jest to Parque Nacional do Iguaçu, który wraz z argentyńskim Parque Nacional Iguazú zostały wpisane w połowie lat 80. na listę UNESCO.

Wodospad Iguaçu, czy raczej kompleks wodospadów, ma długość 2 kilometrów i składa się z niemal 300-stu progów skalnych. Tworzą się w ten sposób bajeczne kaskady, którymi średnio przepływa 1 756 metrów sześcienny wody na sekundę! Ryk spadającej wody słychać z odległości 20-stu kilometrów. Największa z kaskad to Diabla Gardziel (lub Diabelska Gardziel), po hiszpańsku Garganta del Diablo. Woda spada tutaj z wysokości 82 metrów i podobnej szerokości. Tędy przechodzi granica Brazylii z Argentyną.

Diabelska gardziel
Diabelska gardziel

Strona brazylijska (Iguaçu)

Podziwianie wodospadu Iguaçu wiąże się z przejściem niedługiej trasy, która jest nieustannie zraszana przez niesioną wiatrem wodę. Ludzi jest tutaj naprawdę wielu, w tym wycieczki, co utrudnia dotarcie do tarasów i mostków widokowych. Widok takiej niesłychanej naturalnej formacji wynagradza wszystko! Tarasy są tutaj sprytnie zaaranżowane: wodospad można podziwiać bardziej z góry lub niemal z poziomu kotła. Dużą atrakcją jest możliwość przejścia drewnianym pomostem i obejrzenia wodospadu z różnych stron.

Szlak po stronie argentyńskiej (Iguazu)
Szlak po stronie argentyńskiej (Iguazu)

Po przejściu przez kasę biletową zostajemy obszukani przez lokalnych ochroniarzy. Są nimi ostronosy rude (Nasua nasua), zwane też koati. Niech Was nie zwiedzie jego pluszowe physis. Ten pokrewny szopom zwierzak jest drapieżnikiem o naprawdę mocnych szczękach i ostrych zębach. Potrafi pogryźć za batonik lub kanapkę! Będziemy mogli go zobaczyć po stronie argentyńskiej. Blisko wodospadu do robienia zdjęć używaliśmy kamery GoPRO ze względu na jej wodoodporną obudowę. Tutaj naprawdę było mokro. W spadającą wodę można wpatrywać się naprawdę długo, jest w niej coś hipnotyzującego!

Diabelska gardziel (Iguazu)
Diabelska gardziel

Ułatwienia i dodatkowe atrakcje

Strona brazylijska jest dość dobrze zorganizowana i zdecydowanie bardziej turystyczna. Po przejściu przez bramę kierujemy się do autobusów, które przewożą nas bliżej wodospadu. Są trzy przystanki. Pierwszy na którym wysiadają ci, którzy chcą skorzystać z dodatkowo płatnej atrakcji, czyli oglądania wodospadu z poziomu wody na pokładzie pontonu. Drugi to miejsce, gdzie zaczyna się właściwy szlak. Trasa długa nie jest, niezbyt wymagająca, ale jest tu trochę schodów do pokonania. Trzeci zaś to albo przystanek powrotny albo ten dla leniwych lub osób mających problemy z poruszaniem się. Tu znajduje się winda, którą można zjechać na dolny poziom i zobaczyć najważniejszą cześć.

Największy problem strony brazylijskiej to ilość ludzi, którzy znajdują się na szlaku, nie rozchodzą się, przez co czasem trzeba czekać i to trwa. Oprócz windy są tu także schody, gdy próbowaliśmy się do nich dopchać (idąc z dołu), musieliśmy przeciskać się przez kolejkę turystów czekających na windę. Po minięciu wejścia do windy dalej już było przyjemnie i luźno.

Park Narodowy Iguazú
Park Narodowy Iguazú

Jeśli chodzi o łodzie czy rafting, można z nich też skorzystać ze strony argentyńskiej, ale zauważyliśmy, że po brazylijskiej jakby było tego więcej. Można wykupić sobie rejs łodzią motorową do kotła wodospadu, tak blisko spadającej wody, jak się tylko da. Albo co fajniejsze – rafting. Niestety taki spływ działa do pewnej godziny i ponieważ wcześniej tego nie widzieliśmy i zbytnio gonił nas czas, to przegapiliśmy tę atrakcję. Szkoda, może kiedyś. Poza raftingiem można tu też wynająć przejażdżkę (mini safari) po dżungli lub załapać się na lot helikopterem.

Wodospad Iguazu - Argentyna
Wodospad Iguazu – Argentyna

Strona argentyńska (Iguazú)

Zgadzamy się z tymi Brazylijczykami, którzy twierdzą, że strona argentyńska robi większe wrażenie. Przypomnijmy, że Argentyna ma prawie 80% powierzchni wodospadów i właśnie z powodu wielkości zwiedzanie terenu parku jest bardziej urozmaicone, a turyści są bardziej rozproszeni. I jest i po prostu mniej, zwłaszcza jeśli chodzi o wycieczki. Owszem, przy Diabelskiej Gardzieli spotkamy wiele osób, ale potem szlaki są dłuższe, dziksze i ludzie tak nie przeszkadzają.

Widoki ze strony argentyńskiej (Iguazu)
Widoki ze strony argentyńskiej

Pierwsza ciekawa rzecz to przejazd kolejką turystyczną. Pełni ona rolę podobną jak autobus po stronie brazylijskiej. Tu mamy jednak tylko dwa istotne przystanki: pierwszy to szlaki, drugi Gardziel. W tym wypadku warto zacząć od tego drugiego (i ostatniego), a potem przejechać się do pierwszego. My podczas jazdy zostaliśmy zagadnięci przez kilku młodych Argentyńczyków, którzy poczęstowali nas yerbą. Ten krótki wypad do Argentyny sprawił, że chętnie tam kiedyś wrócimy, ludzie sprawiali wrażenie bardziej otwartych i gościnnych niż Brazylijczycy.

Po wyjściu z pociągu czekały na nas ostronosy. Zawsze głodne, zawsze stadem.

Diabelska gardziel (Iguazu)
Diabelska gardziel

Gardziel Diabła

Największa z kaskad to Diabelska Gardziel, po hiszpańsku Garganta del Diablo. Wodospad ma wysokość 82 metry i podobną szerokość. Tędy przechodzi granica Brazylii z Argentyną, ale to też wspaniały punkt obserwacyjny. Droga do Gardzieli Diabła wiodła drewnianymi pomostami zamocowanymi tuż nad poziomem szeroko rozlanych wód rzeki Iguazu. Nie było tutaj zbyt wielu ludzi, więc spacer był dużo spokojniejszy, można było nacieszyć się oszałamiającym krajobrazem. Gardziel oczywiście robi olbrzymie wrażenie. Zaś do przejścia mamy kilka szlaków – krótki Circuito Superior, dłuższy Circuito Inferior (normalnie jego częścią jest prom, którym przepływamy na wyspę i oglądamy wodospad z innej strony, niestety promy były w naszym przypadku chwilowo zamknięte) oraz Macuco, czyli prowadzący przez las deszczowy.

Iguazú
Iguazú

Park narodowy Iguazu w Argentynie jest duży, naprawdę można dobrze pochodzić i cieszyć się przepiękną przyrodą. Urzekają nie tylko wielkie wodospady, ale także wiele mniejszych, do tego dochodzi las deszczowy i całkiem sporo różnych zwierząt. Pomijając oczywiście ostronosy, jest dużo ptaków, trochę żółwi, małp i kajmanów. Oprócz tego pająki i piękne motyle, które chętnie siadały na ludziach. Przyciągał je pot – chętnie pobierały sól ze spoconych dłoni. Zwiedzający podawali sobie motyle z ręki do ręki, a na koniec trafiały do dzieci. Są także boleśnie kąsające mrówki. Trzeba na nie uważać. Żeńska część naszej wyprawy postanowiła napełnić butelkę wodą z poidełka. Nie zwróciła uwagi, że wokół chodziło dużo czarnych mrówek. Po chwili były na stopach, na nogach, nawet pod ubraniem. I tak przez kilka godzin sypała mrówkami.

Alternatywna forma zwiedzania wodospadu
Alternatywna forma zwiedzania wodospadu

Uwaga na dzikie zwierzęta

Wracając jednak do ostronosów, tych jest dużo po obu stronach wodospadu i żebrzą u turystów. Wbrew nazwie, te szpiczaste nochale wcale nie są ostre. Są ruchliwe i raczej miękkie, ale to nie znaczy, że zwierzęta te są całkowicie bezpieczne. Tablice ostrzegawcze przed nimi są po obu stronach parku. Nie tylko napisy, ale też zdjęcia, co potrafią zrobić. Widzieliśmy z jaką siłą zatrzaskuje się zębata paszcza na woreczku z prowiantem i uwierzcie, nie chcielibyście, by była to Wasza ręka.

Wodospad Iguazú
Wodospad Iguazú

O tym, że kajman może być niebezpieczny chyba nie trzeba nikogo przekonywać. Ale tu występuje jeszcze jedno zwierzę, którego akurat nie dane było nam uświadczyć i raczej unika miejsc pełnych ludzi, acz czasem zdarza mu się pojawić na szlaku. To jaguar. Szanse na spotkanie go są niewielkie, ale jednocześnie są znaki i opisy, które mówią jak się zachować. Jest nawet krótki poradnik, co zrobić gdyby przypadkiem się go zobaczyło, warto go przyswoić, bo jest dobry także w przypadku spotkania wielu innych drapieżników:

Wodospady Iguaçu - widok ze strony brazylijskiej
Wodospady Iguaçu – widok ze strony brazylijskiej


– nie biec! Ucieczka uruchomi tryb polowania
– nie kucać! Będziesz wyglądał w sam raz na jeden kęs
– nie zbliżać się, by zrobić zdjęcie! Lepiej kupić teleobiektyw
– nie karmić! Bo oprócz ręki, zje i resztę
– można obserwować, ale z dystansu
– należy trzymać się w grupie.

Iguaçu
Iguaçu

Muzeum po stronie brazylijskiej

W części argentyńskiej mamy też więcej miejsc z jedzeniem oraz małe muzeum. W nim zobaczyliśmy eksponaty związane z kulturą Guarani i eksploracją wodospadów, oraz oczywiście biotopem. Naszą uwagę przykuło czółno, dobrze nam znane z filmu „Misja”. Guarani nadal żyją w tej części Brazylii i Argentyny, a także w pobliskim Paragwaju i dalszej Boliwii. Warto wspomnieć, że to oni jako pierwsi zaczęli używać yerba mate.

Iguaçu
Iguaçu

Wodospad Guairá (nieistniejący)

Warto dodać, że w pobliżu, przy granicy Brazylii i Paragwaju, istniał jeszcze większy wodospad Guairá, którego średni przepływ wody był największy na świecie i wynosił 13 309 metrów sześciennych na sekundę. To prawie osiem razy więcej niż w Iguaçu! Szum spadającej wody niósł się na odległość 32 kilometrów. Aż do 1982 roku wodospad Guairá był dużą atrakcją turystyczną. W 1982 roku zbudowano zaporę na rzece Parana – wówczas największą na świecie, dziś prześciga ją tylko Zapora Trzech Przełomów. Poziom wody został wyrównany, progi zalane, zaś przepływ wody wykorzystano do wytwarzania prądu w elektrowni wodnej.

„Misja” i wodospad Iguazu
„Misja” i wodospad Iguazu

Iguazu i „Misja”

Co ważne – na rzece i wodospadach Iguaçu i na rzece Paraná po stronie brazylijskiej, argentyńskiej i najmniej paragwajskiej, kręcono film Roland Joffé „Misja”: z 1983 roku z poruszającą muzyką Ennio Morriconiego. Film opowiada o misji jezuitów w XVII wieku na terenach zamieszkanych przez Guarani. Nawracając plemię na wiarę katolicką, chcieli ich uchronić tym samym przed łowcami niewolników. Tu warto pamiętać, że misje jezuickie nawracały Indian na katolicyzm, ale jednocześnie nie poddawano ich europeizacji, wręcz przeciwnie: zachęcano ich do zachowywania własnych tradycji. Jednocześnie w tle rozgrywa się spór polityczny między Portugalią i Hiszpanią o wpływy na tym obszarze, a także o status Indian i ich ziem.

Trasa po stronie brazylijskiej
Trasa po stronie brazylijskiej

Wiele scen w filmie „Misja” była kręcona na wodospadach w Argentynie. Możemy je zobaczyć jako tło w czołówce filmu. Gardziel Diabła jest także w scenach z obroną misji u Indian Guarani, gdzie z krawędzi spada canoe wojowników. Co ważniejsze, tutaj lokacja ta gra samą siebie.

Iguaçu
Iguaçu
„Moonraker”, czyli James przed wodospadem Iguazu
„Moonraker”, czyli James przed wodospadem Iguazu

Iguazu i „Moonraker” (James Bond, 007)

Wodospad Iguazu oraz rzeki Iguazu i Parana znalazły się także w filmie „Moonraker”.Pościg łodziami motorowymi odbywa się na wodach tych rzek, zresztą baczny widz zauważy, że wciąż płyną tą samą drogą. Wreszcie do Gardzieli Diabła wpada motorówka z Buźką na pokładzie. Jak wiemy, ten szczęśliwie przeżył. James Bond jak zwykle miał dodatkowy gadżet, który pozwolił mu przelecieć nad wodospadem. Plenery związane z pościgiem na wodzie nagrywano najpierw w Manaus (Amazonka), potem na rzece Parana (warto pamiętać, że to było jeszcze przed budową tamy), a dopiero na koniec mamy rzekę i wodospad Iguazu. A żeby było ciekawiej, te piramidy w dżungli, które widzimy w filmie, to gwatemalski Tikal. Ujęcia z rzeki oczywiście trudno odnaleźć przez zmieniającą się roślinność. W Gardzieli Diabła widać, że podczas kręcenia filmu było więcej wody.

„Moonraker”, czyli James Bond przelatujący nad wodospadem Iguazu
„Moonraker”, czyli James Bond przelatujący nad wodospadem Iguazu
Iguaçu
Iguaçu

Iguazu i Indiana Jones

Kolejna wielka produkcja wykorzystująca te wodospady to „Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki”. Akcja filmu dzieje się w Amazonii, bohaterowie wyruszają z peruwiańskiego Iquitos w kierunku wybrzeża, ale filmowcy tam nie dotarli. Zdjęcia na rzece kręcono właśnie w Iguazu, choć w montażu zmieniono trochę kolejność. Indiana Jones i jego ekipa przepływają przez trzy katarakty (czwartą widać w tle), w tym Gardziel Diabła, która w filmie stanowi ostatnią przeprawę. Gdyby naprawdę tak spływać wodospadem w dół, byłaby pierwszą do pokonania. Ale fakt, jest największa, a emocje w kinie trzeba stopniować, więc zwyczajnie to zamieniono.

Wodospad Iguazú
Wodospad Iguazú
„Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki” oraz wodospad Iguazu
„Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki” oraz wodospad Iguazu

Iguazu i inne filmy

Wodospad pojawił się także w marvelowskiej „Czarnej panterze”. Tam jednak zdjęcia zostały komputerowo poprawione i pełni tylko rolę tła w fikcyjnym afrykańskim państwie Wakanda. Noszą nazwę Warrior Falls. Iguazu widać też w filmie „Miami Vice” Michaela Manna. Też są tylko i wyłącznie dekoracją. Przy nich znajduje się willa bossa narkotykowego Montoyi. Doskonale widać tu Diabelską Gardziel, a całość udaje Paragwaj.

Park Ptaków
Park Ptaków

Park Ptaków w Foz do Iguaçu

Blisko wejścia do brazylijskiego parku narodowego, w odległości którą dość łatwo pokonać pieszo, znajduje się jeszcze jedna atrakcja. Parque das Aves, czyli Ogród ptaków. Jest to rodzaj ogrodu zoologicznego, w którym opieką otacza się ptaki z atlantyckiego lasu deszczowego. Park narodowy Iguaçu jest częścią tego niesłychanie ważnego, ale i bardzo zagrożonego obszaru leśnego. Słowo opieka jest tu dość istotne, bowiem w Parque das Aves znajdują schronienie ptaki zagrożone utratą siedlisk, a także ptaki odzyskane z niewoli: przemytu, czy nielegalnego posiadania. Stąd poza lokalnym ptactwem można tu czasem zobaczyć choćby afrykańskie papugi żako.

Monstera
Monstera

Parque das Aves powstawał od końca 1993 roku jako rezultat wieloletniej pasji małżeństwa Anna-Sophie Helene i Dennisa Croukamp. W listopadzie 1993 roku kupili oni 16-sto hektarową działkę zaraz przy Parku Narodowego Iguaçu i rozpoczęli budowę. Co ważne, postanowili na tej działce nie ścinać żadnego drzewa, ale każde z nich włączyć w tworzone woliery i wybiegi. Pierwszy opierzony mieszkaniec, odzyskany z niewoli, przeprowadził się tutaj w 1994 roku, tym samym rozpoczynając działalność ośrodka.

Tukan toko / Tukan wielki (Ramphastos toco)
Tukan toko / Tukan wielki (Ramphastos toco)

Zwiedzanie Parku Ptaków

Droga zwiedzania w Parku Ptaków wygląda właśnie na taki fragment lasu deszczowego, dzięki czemu mamy relaks i naukę w jednym. Obecnie w Parque das Aves znajduje się ponad 1300 osobników z ponad 130 gatunków ptaków atlantyckiego lasu deszczowego. Około połowy z nich pochodzi z przemytu, nielegalnej hodowli i odzysku od nieodpowiedzialnych właścicieli. Ze względu na stan niektórych nie da się ich łatwo zwrócić naturze. Tu mają dobrą opiekę i warunki choć trochę udające te naturalne. Bardzo lubimy tego rodzaju miejsca, w którym możemy zapoznać się fauną i florą danego obszaru. Jest to bardzo pouczające, a widząc tak fajnie zrealizowany ogród ptaków, tym bardziej nam się podoba.

Park Ptaków
Park Ptaków

Ptaków jest tu mnóstwo, choćby tukany toko, te najbardziej kojarzone. Inny z rodziny tukanów, jakiego zobaczyliśmy, to arasari czarnogłowy. Brzydszy kuzyn. Mogliśmy też próbować zrobić zdjęcia kolibrom, te nie dość, że małe, ukryte w kwiatach to jeszcze szybko się ruszają. W Parque das Aves są nie tylko ptaki, ale również kilka gadów znalazło tutaj mieszkanko. Jest także motylarnia. No i papugi. Nie może też braknąć ar, w tym można zobaczyć arę błękitnoskrzydłą, zielonoskrzydłą, araraunę i arę modrą. W Parqe das Aves była duża woliera, w której ary latały swobodnie i można było pośród nich spacerować Szczególne wrażenie robiły niskie przeloty grupy tych pięknych ptaków! Na koniec z arami można było zrobić sobie zdjęcie, oczywiście stojąc pod drzewem na którym siedzą.

Ara araruna
Ara araruna (Ara ararauna)

Jak dotrzeć i poruszać się w okolicy Iguazu

Od strony brazylijskiej dobrą bazą wypadową jest miejscowość Foz do Iguaçu. Są dwa sposoby dostania się do niej z Rio de Janeiro: albo autobusem, ale jest to długa podróż albo samolotem. My skorzystaliśmy z tej drugiej opcji. Lotnisko znajduje się stosunkowo blisko Parku Narodowego i to jest problem, gdyż jest dalej od miasta. Zostaje nam transport lokalny, czyli autobusy albo taksówki. W teorii Uber, w praktyce licząc na niego mocno się zawiedliśmy. Bez problemu działa w samym Foz, ale okolice lotniska lub jeszcze bardziej parku nie są lubiane przez kierowców, więc ich tutaj nie ma za wielu.

Iguaçu
Iguaçu

Mając więcej czasu w Foz można przejść przez most na rzece Parana i zobaczyć Paragwaj, a dokładniej Ciudad del Este. Główna alejka za mostem jest dość mocno turystyczna i żyje z tego, że ludzie przechodzą na drugą stronę. Druga popularna miejscówka to monument na granicy Paragwaju, Argentyny i Brazylii, w miejscu gdzie Iguazu łączy się z Paraną. Analogiczne atrakcje są po stronie argentyńskiej i paragwajskiej. Trzeci to tama, ale tam już trzeba dojechać. Po stronie argentyńskiej znajduje się miejscowość Puerto Iguazú, acz przejście graniczne pozwala właściwie pominąć to miasteczko i pojechać wprost do rezerwatu. Natomiast mając więcej czasu w Argentynie można spróbować wybrać się do pozostałości po dawnych jezuickich misjach, jak choćby San Ignacio Mini.

Ara zielonoskrzydła (Ara chloropterus)
Ara zielonoskrzydła (Ara chloropterus)

Zwiedzanie wodospadu Iguazu

Na zwiedzanie części argentyńskiej potrzeba 5 do 7 godzin (ten czas może się jeszcze wydłużyć, gdy otwarta będzie cała trasa). Jak doliczy się dojazd to właściwie prawie całodniowa wyprawa. Owszem, jeśli ktoś chce zobaczyć tylko Diabelską Gardziel to może ten czas skrócić. Z Foz do Iguaçu kursuje tu autobus do Puerto Iguazú i tam można się przesiąść, ale również można wynająć kierowcę w agencji lub taksówkarza. W przypadku autobusu należy liczyć się z tym, ze trzeba wysiąść na granicy i zabrać się kolejnym tej samej linii.

Cześć brazylijska powinna zająć nam 2 do 3 godzin. Idealnie można ją połączyć z Parkiem Ptaków (od niego warto zacząć, bo potem przyjeżdżają wycieczki i robi się tłoczno). Tu też spokojnie można rozważyć rafting. Znów jednak trzeba brać poprawkę na dojazd. Warto odwiedzić strony parków (argetnyński, brazylijski) w celu weryfikacji godzin otwarcia, cen biletów, względnie sprawdzenia dodatkowych atrakcji. Przez pewien czas w obu parkach działała zniżka na wejście do tego samego parku następnego dnia (bilet był 50%), można też było zwiedzać park w nocy.

Iguaçu
Iguaçu

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak argentyński
Wodospad Iguazu
Szlak brazylijski
Wodospad Iguazu
Szlak filmowy
Wodospad Iguazu