Archiwa tagu: jezioro

Park Narodowy Jezioro Naivasha, wodne safari w Kenii

Jednym z częściej odwiedzanych parków narodowych Kenii jest niewielkie Jezioro Naivasha. Jest to jedno z nielicznych słodkowodnych jezior w tym kraju, a przez to słynie dzięki przepięknemu ekosystemowi bogatemu w ptactwo.

Jezioro Naivasha
Jezioro Naivasha

Park Narodowy Jeziora Naivasha

Park (Lake Naivasha National Park) znajduje się na północny zachód od Nairobi, niedaleko jeziora Nakuru. Przez turystów bywa też łączony z Hell’s Gate, które właściwie znajduje się tuż przy Naivashy. Naivasha ulokowane jest w Wielkim Rowie Afrykańskim (w nim znajduje się także jezioro Malawi czy Natron). Warto dodać, że kenijskie jeziora Wielkiego Rowu znajdują się od 2011 roku na liście UNESCO, choć akurat Naivasha nie jest tam zwykle uwzględniane, jest na liście oczekującej. Dlatego czasem bywa podpinane pod tę listę. Jezioro Naivasha leży na wysokości 1884 m n.p.m. i ma powierzchnię 139 km2. To najwyżej położony zbiornik wodny w Kenii.

Zimorodek malachitowy (Corythornis cristatus)
Zimorodek malachitowy (Corythornis cristatus)

Utrzymuje się, że jezioro nie jest głębokie. Podobno maksymalnie ma ono 30 metrów głębokości, ale istnieją teorie mówiące, że pod nim znajduje się jeszcze jeden zbiornik wody i ta czasem potrafi się wydostać. Stąd też nazwa masajska – Nai’posha, która znaczy tyle, co wzburzona woda. Jedni twierdzą, że to przez nagłe burze, inni że właśnie potrafi w dziwny sposób podnieść swój poziom wody. Oczywiście póki co, to jedynie folklor i badania nie wykazały istnienia podziemnego jeziora. Obecna nazwa to uproszczona brytyjska wersja, co akurat jest normą w przypadku wielu kenijskich nazw.

Poziom wody nad jeziorem Naivasha jest zmienny i jak widać może zalać parking
Poziom wody nad jeziorem Naivasha jest zmienny i jak widać może zalać parking

Zwierzęta, ptactwo i obszar RAMSAR

Jezioro Naivasha to przede wszystkim sanktuarium ptactwa, ich gatunków jest tu między 350 a 400. Od 1995 Naivasha znajduje się na liście RAMSAR, wówczas też powstał Park Narodowy. Przybywa się tu głównie oglądać ptaki wodne, dlatego sposób zwiedzania jest trochę inny niż w większości parków. Jezioro Naivasha oglądamy głównie z poziomu wody. Więc po pierwsze, czas jest ograniczony. Całe zwiedzanie parku zamyka się w 1,5 godziny. Po drugie, przejmują nas inni przewodnicy. Wsiadamy na łódź motorową i robimy kurs po jeziorze. Warto pamiętać, że nie wszystkie agencje, które nas tu dowożą, dbają o to, by bilet do tego parku był kupiony. Cena jak na kenijskie warunki nie jest duża, ale niestety zdarza się, że nią zaskakują. Informuje się turystów, że rejs jest dodatkowo płatny, a prawda jest taka, że bez rejsu niewiele w tym parku jest do zobaczenia.

Rybaczek srokaty (Zimorodek srokaty, Ceryle rudis)
Rybaczek srokaty (Zimorodek srokaty, Ceryle rudis)

Zwiedzanie Jeziora Naivasha

Bilety są sprzedawane w dwóch wersjach: sam rejs oraz rejs i Księżycowa Wyspa (Crescent Island). Drugi oczywiście jest droższy. Pływanie łodzią motorową jest dość przyjemne i trzeba przyznać, że tu nawet silnik jakoś tych zwierząt nie płoszy (jak to było w Funzi czy Madu Ganga). Chyba nauczyli się wyłączać go odpowiednio daleko. Natomiast poza hipopotamami, które można tu zobaczyć, cała reszta to ptactwo wodne. Różne pelikany, zimorodki, kormorany, kaczki, czaple, ibisy, ale też ptaki drapieżne. Podczas rejsu przewodnik opowiada trochę o zwyczajach zwierząt, możemy być też świadkami karmienia orła (wrzucenia ryby do wody tak, by ptak przyleciał i ją wyłowił).

Kormoran białoszyi (Phalacrocorax carbo lucidus)
Kormoran białoszyi (Phalacrocorax carbo lucidus)

Warto dodać, że park jest ogrodzony w wielu miejscach pastuchem elektrycznym, głównie z powodu hipopotamów. To jedne z najbardziej niebezpiecznych zwierząt w Afryce, więc ich nocne wędrówki zostały ograniczone tak, by nie zagrażały mieszkającym tu ludziom. W dzień, gdy czują się bezpiecznie, zazwyczaj śpią lub taplają się w wodzie i nie stanowią zagrożenia dla ani dla tubylców ani dla turystów.

Hipopotamy nad jeziorem Naivasha
Hipopotamy nad jeziorem Naivasha

Księżycowa Wyspa

Inaczej wygląda Księżycowa Wyspa (dodatkowa atrakcja). To niewielki rezerwat wewnątrz parku, oddzielony od lądu, na którym chodzą żyrafy, zebry, impale, gnu i antylopy. Dopływa się do niej i wówczas przewodnik (kolejny) oprowadza nas po wyspie i pilnuje, by nikomu nic złego się nie stało. Nie ma tu dużych drapieżników, więc czeka nas spokojny spacer. Czasem można naprawdę blisko podejść do zwierząt, choć te najczęściej starają się zachować bezpieczny dystans.

Żyrafa, Wyspa Księżycowa, Jezioro Naivasha
Żyrafa, Wyspa Księżycowa, Jezioro Naivasha
Bielik afrykański (Haliaeetus vocifer)
Bielik afrykański (Haliaeetus vocifer)

„Pożegnanie z Afryką”, kultura i jezioro Naivasha

Kilka gatunków odkryto na tej odizolowanej wyspie, jednak większość sprowadzono na potrzeby filmu – „Pożegnanie z Afryką” (1985) Sidneya Pollacka. Tu kręcono kilka dodatkowych ujęć ze zwierzętami. Potem je zostawiono i dziś jest to ich rezerwat. Tym samym film ukształtował tę wyspę, nawet jeśli trudno dopasować sceny.

Ibis czczony (Threskiornis aethiopicus), jezioro Naivasha
Ibis czczony (Threskiornis aethiopicus), jezioro Naivasha
Zebry na wyspie Księżycowej, pozostałość po filmie "Pożegnanie z Afryką"
Zebry na wyspie Księżycowej, pozostałość po filmie „Pożegnanie z Afryką”

Wspomnieliśmy już o Hell’s Gate, ale do jeziora przylegają jeszcze dwa inne parki: rezerwat Kingono oraz Park Narodowy Góry Longonot. Między nimi ulokowano wiele ośrodków wypoczynkowych, często w okolicach miasteczka Naivasha. Mieszkała tu między innymi Joy Adamson, brytyjska pisarka, autorka powieści „Elza z afrykańskiego buszu”. Książka została zekranizowana w 1966 roku. Zdjęcia kręcono w Kenii, acz niestety nie w tym parku. Dom autorki dziś można zwiedzać. Okolica jeziora słynie z uprawy róż, a także źródeł geotermalnych, stąd powstały tu choćby SPA. Więcej o nich przy wpisie o Hell’s Gate.

Rybacy na jeziorze Naivasha
Rybacy na jeziorze Naivasha
Rybak w jeziorze Naivasha
Rybak w jeziorze Naivasha

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak kenijski
Jezioro Naivasha
Szlak filmowy
Jezioro Naivasha

Jezioro Koman (Komani), urokliwy rejs promem pośród albańskich gór

Wśród atrakcji Albanii jedna jest doprawdy niezwykła, głównie dlatego, że to dość techniczna rzecz czyli rejs promem po jeziorze Koman. Jezioro Koman (Liqeni i Komanit) jest długie i stanowi dobrą alternatywę dla krętych dróg prowadzących z Fierzë do Koman. Jednocześnie ze względu na malownicze krajobrazy tę trasę uwielbiają turyści. Czasem bywa określane mianem jeziora Komani.

Jezioro Koman
Jezioro Koman

Historia jeziora Koman

Warto jednak dodać, że jezioro Koman to zbiornik zaporowy na rzece Drin. Rezerwuar powstawał w latach 1979 – 1988. Zaporę zbudowano w miejscowości Koman, woda zaś zalała kanion pośród Gór Przeklętych, tworząc coś, co przypomina trochę fiord i to z tych zdecydowanie bardziej widowiskowych jak w Norwegii czy we Fiordland. Zresztą porównywanie tego miejsca ze skandynawskimi fiordami to dość częsta praktyka. Bardziej zdziwiły nas porównania do Tajlandii, które można znaleźć w sieci, ale kolorystka może powodować pewne skojarzenia. Woda sprawiła też, że zupełnie zmieniło się tu środowisko przyrodnicze, pojawiło się mnóstwo ptaków, ale też mniejszych ssaków. Do tego dochodzą lasy i wspaniała zieleń, zaś w oddali widać czasem nawet ośnieżone szczyty.

Jeden z promów
Jeden z promów

Warto zauważyć, że jezioro Koman nie jest tu niczym niezwykłym. Właściwie obok istnieje jeszcze większy, sztuczny zbiornik Fierzë, acz on nie jest wykorzystywany tak mocno w transporcie. I chyba nie jest tak malowniczy i oszołamiający jak jezioro Koman. W sumie w tej okolicy zbudowano trzy takie zbiorniki, głównie w celu pozyskiwania energii elektrycznej. Warto dodać, że dziś dostarczają one zdecydowaną większość prądu w całej Albanii. Oczywiście jak w takich wypadkach bywa, także i tutaj kilka wsi znalazło się pod wodą, podobno czasem można nawet dostrzec jakieś pozostałości. Rzeka Drin składa się z Czarnego Drinu i Białego Drinu, które łączą się niedaleko miejscowości Lume.

Zapora na jeziorze Koman
Zapora na jeziorze Koman
Rejs jeziorem Koman przypomina trochę rejs po fiordach
Rejs jeziorem Koman przypomina trochę rejs po fiordach

Promem przez jezioro Koman

Nowe jezioro postanowiono wykorzystać także do transportu, oprócz pozyskiwania energii. Obszar między miejscowościami Koman i Fierzą ma aż 72 km długości i zajmuje 82 km2, co więcej kursuje regularne połączenie promowe. Często wykorzystywane przez osoby, które chcą skrócić sobie drogę przez góry. Droga w kierunku Fierze i dalej Valbonë bywa nazywana drogą tysiąca zakrętów, więc przeprawa też zajmuje czas. Obecnie też to połączenie uwielbiane przez turystów, właśnie ze względu na widoki.

Przy dobrej pogodzie rejs jest niesamowitą atrakcją
Przy dobrej pogodzie rejs jest niesamowitą atrakcją

My korzystaliśmy z usług Komani Lake Ferry. Mieliśmy wynajęty samochód, co prawda niechętnie tam patrzą na promy, ale przede wszystkim chodzi o promy morskie. Ten lądowy potraktowano po albańsku. W tym wypadku trzeba było zarejestrować i opłacić przeprawę wcześniej (można to zrobić kartą). Jedyna trudność polegała na wyliczeniu opłaty za wielkość auta, ale uzgodniliśmy standardową wielkość i ewentualną dopłatę na promie, jeśli zajdzie taka potrzeba. Te promy kursują około 9:00 rano z Koman do Fierzy i koło 13:00 wyruszają w drogę powrotną. Są też promy biorące jedynie pasażerów, nie mówiąc o łodziach turystycznych. Tam pewnie godziny mogą być bardziej elastyczne.

Zielone góry oglądane z poziomu wody robią duże wrażenie
Zielone góry oglądane z poziomu wody robią duże wrażenie

W przypadku Komani Lake Ferry bilety sprzedawano na dwa promy: „Berisha” i „Dragobia”. Płynęliśmy tym pierwszym, większym, który zabiera także auta. Drugi, mniejszy ogranicza się do osób, motorów i rowerów. Zauważyliśmy sporą różnicę między ilością samochodów i osób jadących do Fierzy i z powrotem. W drugim przypadku prom był w dużej mierze pusty. Może to jeszcze kwestia tego, że byliśmy przed wysokim sezonem? W każdym razie do Fierzy przypłynął całkiem nieźle obłożony, odpłynął z dwoma samochodami. Jak wspominaliśmy, są też inne firmy. Mijaliśmy choćby konkurencyjny prom „Alpin”, gdy sprawdzaliśmy był droższy, ale szybszy (choć w tym wypadku na prędkości nam nie zależało), a także mniejsze stateczki.

Jezioro Koman jest dość kręte, mija się wiele zaułków i zatoczek
Jezioro Koman jest dość kręte, mija się wiele zaułków i zatoczek

Turystyka nad jeziorem

Tu dochodzimy do drugiego życia jeziora Koman, czyli turystyki. Przeprawa jest dość popularna, więc organizowane są wycieczki ze Szkodry do Valbonë, z których istotnym elementem jest rejs promem. Obecnie jednak jezioro zyskuje turystycznie i bliżej Koman znajduje się już jeden ośrodek, w którym turyści mogą nocować. W naszym wypadku był to przystanek. Pokonanie całej trasy trwały około dwie i pół godziny.

Krajobrazy jeziora Koman
Krajobrazy jeziora Koman

Dojazd do jeziora Koman

My płynęliśmy z Fierzë do Koman. O ile w przypadku Fierzë dojazd problemowy niczym się nie wyróżnia, bo z drogi zjeżdża się na przystań promów, o tyle od strony Koman wygląda to ciekawiej. Z przystani wjeżdża się do tunelu, a potem między innymi trzeba pokonać szutrową drogę. Jeśli komuś brakuje krętych zawijasów, to na tym niewielkim odcinku z pewnością je znajdzie. Co więcej ma okazję pooglądać sobie kanion z góry (choć już bez jeziora).

Jezioro Koman
Jezioro Koman

Warto też wspomnieć o minusach. Jak w wielu miejscach w Albanii, tak i tu niespecjalnie przejmują się czystością. Mijaliśmy fragment jeziora podczas rejsu, gdzie widzieliśmy mnóstwo pływających śmieci. Nie robi to dobrego wrażenia. Druga sprawa już przy kupowaniu biletów dostaliśmy ostrzeżenie, by nie płacić nikomu poza ekipą z promu. Niestety naciągacze próbują wmanewrować nas w dodatkowe opłaty.

Czasem mija się łódki
Czasem mija się łódki

Przy dobrej pogodzie przeprawa przez jezioro Koman to naprawdę duża przyjemność. Widoki są niesamowite. Prócz gór czasem napotykamy się na mniejsze dopływy, z wodospadami i dość surowym krajobrazem.

Żywe kolory i piękna natura
Żywe kolory i piękna natura

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak albański
Jezioro Koman

Park Narodowy Jezioro Nakuru i flamingi

Park Narodowy jeziora Nakuru (ang. Lake Nakuru National Park) jest jednym z popularniejszych miejsc na safari w Kenii, głównie dzięki ptactwu oraz niewielkiej populacji nosorożców.

Flamingi nad jeziorem Nakuru
Flamingi nad jeziorem Nakuru

Jezioro Nakuru, Park Narodowy

Są dwie wersje pochodzenia nazwy. Jedna mówi, że pochodzi ona z języka masajskiego i oznacza kurz lub zakurzone miejsce. Druga to podobno określenie terytorium antylopy koba śniadego, który występuje w tym parku.

Antylopa Eland lub Eland zwyczajny (Taurotragus oryx)
Antylopa Eland lub Eland zwyczajny (Taurotragus oryx)

Jezioro znajduje się na obszarze Wielkich Rowów Afrykańskich na wysokości 1759 m n.p.m. Podobnie jak inne kenijskie jeziora tego rowu (w tym pobliskie Bogoria i Elementaita), także i to znajduje się na liście UNESCO. Od 1990 roku zostało także objęte ochroną w ramach konwencji Ramsar. Sam park założono w roku 1961, zaś w jego skład weszły także najbliższe okolice jeziora.

Katowiec sawannowy, koczkodan sawannowy, werweta (Chlorocebus pygerythrus)
Katowiec sawannowy, koczkodan sawannowy, werweta (Chlorocebus pygerythrus)

Słone jezioro okresowe

Jezioro Nakuru jest stosunkowo płytkie. Maksymalnie ma 4,5 metra głębokości. Częściowo to jezioro okresowe, w porze suchej kurczy się, a jego powierzchnia waha się od 5 km2 do 45 km2. Czasem zdarzało się, że wyschło całkowicie (ostatni raz w 1997 roku). Warto dodać, że jest to słone jezioro i bezodpływowe. Natomiast powierzchnia całego parku to 188 km2.

Pelikany nad jeziorem Nakuru
Pelikany nad jeziorem Nakuru

Park słynie przede wszystkim z bogactwa gatunków ptaków, w tym olbrzymich stad flamingów. Są ich tysiące, choć niektóre źródła mówią nawet o milionie. Faktycznie jest ich sporo. Tylko, że one przebywają tu okresowo. Na czas godów i lęgu lecą na południe, choćby nad jezioro Natron. Prócz flamingów jest tu też dużo pelikanów.

Hipopotam w jeziorze Nakuru
Hipopotam w jeziorze Nakuru
Zebra sawannowa (Equus quagga borensis), podgatunek zebry stepowej
Zebra sawannowa (Equus quagga borensis), podgatunek zebry stepowej

Zwierzęta w Nakuru

Spośród ssaków na szczególną uwagę zasługują nosorożce. W parku narodowym introdukowano zarówno czarne jak i białe nosorożce. Oba gatunki znajdują się pod ścisłą ochroną. Szczęśliwie park nie jest tak rozległy jak choćby Masai Mara, więc jest większa szansa te nosorożce zobaczyć. Prawdę mówiąc właśnie ze względu na „łatwość” zobaczenia nosorożca jezioro Nakuru jest tak często odwiedzane, jako uzupełnienie wspomnianej Masai Mary. Daje to możliwość skompletowania Wielkiej Piątki. Poza nosorożcami bez problemu można tu zobaczyć bawoły, rzadziej lwy lub lamparty, natomiast nie ma tu słoni.

Bawoły przekraczające jezioro
Bawoły przekraczające jezioro

W parku narodowym występują licznie antylopy kilku gatunków, (w tym impale i wspomniany kob), zebry, guźdźce, hipopotamy, żyrafy Rotschilda a także małpy. No i mnóstwo ptaków, także poza wspomnianymi już flamingami i pelikanami. Podobno jest ich tu ponad 400 gatunków (podobnie jak w przypadku jeziora Naivasha).

Nosorożec biały (Ceratotherium simum)
Nosorożec biały (Ceratotherium simum)
Nosorożce białe w Nakuru
Nosorożce białe w Nakuru

Safari w Nakuru

Park Narodowy jeziora Nakuru nie należy do największych, więc większość safari trwa tutaj pół dnia lub nawet krócej. Prawdę mówiąc bardzo to przypomina safari nad jeziorem Manyara w Tanzanii. Zarówno tu, jak i tam, objeżdża się brzeg jeziora. Nie ma tu dużych obszarów, czy wielu rozwidleń dróg.

Bawół afrykański (Syncerus caffer)
Bawół afrykański (Syncerus caffer)

Filmowe powiązanie i okolica

Oczywiście warto wspomnieć też o filmowej roli jeziora Nakuru. Zagrało niewielki epizod w „Pożegnaniu z Afryką” (1985) Sidneya Pollacka. Sceny lotu samolotem nad jeziorem z mnóstwem flamingów w tle właśnie nagrywano tutaj. Dość łatwo te sceny rozpoznać, trudno bowiem o drugie takie miejsce w Kenii.

Guziec zwyczajny (Phacochoerus africanus)
Guziec zwyczajny (Phacochoerus africanus)
Żyrafa Rothschilda (Giraffa camelopardalis rothschildi)
Żyrafa Rothschilda (Giraffa camelopardalis rothschildi)

Do parku i jeziora przylega całkiem spora miejscowość Nakuru. Tu bez problemu znajdziemy hotele budżetowe dla turystów. Ci przybywają tu dla parku. Największą popularność jezioro Nakuru zawdzięcza ikonicznym wręcz stadom flamingów.

Impala zwyczajna (Aepyceros melampus)
Impala zwyczajna (Aepyceros melampus)

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak kenijski
Nakuru

Görlitz (Goerlitz), zabytki i filmowe miasto Görliwood

Choć niemiecką stolicą kina bez wątpienia pozostaje Poczdam, to na drugim miejscu uplasowało się Görlitz (starszy zapis to Goerlitz), które czasem bywa wręcz nazywane Görliwood. O ile wspomniany Poczdam to w dużej mierze historia kina niemieckiego, o tyle Görlitz zapisało się jako lokacja kilku głośnych, amerykańskich produkcji. Jednocześnie jest to miasto z dużą ilością zabytków, których liczba przekracza 4000. Idealne do eksplorowania, zaś zwiedzając je filmowo można zobaczyć zdecydowaną większość tych najbardziej istotnych. Zwłaszcza, że jest to jedno z tych miast na świecie, które doskonale zdaje sobie sprawę z turystyki filmowej i wprost wspiera set jetting. Przede wszystkim z powodu kilku zachodnich produkcji – „Bękarty wojny”, „Złodziejka książek”, „Lektor” i „Grand Budapest Hotel”, które rozsławiły Görlitz.

Centrum Görlitz
Centrum Görlitz, zabytkowy urząd pocztowy

Historia Görlitz

Początki Goerlitz sięgają czasów Serbołużyczan. To oni wznieśli tu gród gdzieś pod koniec X wieku. Wioska wówczas nosiła nazwę Gorelic i została podbita przez Bolesława Chrobrego, który włączył ją do ziem polskich. Następnie przechodziło z rąk do rąk: polskich, czeskich, czy nawet śląskich (w okresie rozbicia dzielnicowego) i tylko okresowo niemieckich. W tamtym czasie pojawił się węgierski wątek, jak również istniejące dość krótko samodzielne księstwo Görlitz. Dopiero podczas wojny trzydziestoletniej miasto zostało wcielone do Saksonii i los związał je z narodem niemieckim. Znajdowało się na trasie Drezno – Warszawa, co wiązało się z rozwojem w czasie panowania Sasów. Na początku XX wieku było to drugie po Wrocławiu najludniejsze miasto Śląska.

Fontanna Muschelminnabrunnen
Fontanna Muschelminnabrunnen

Podczas II wojny światowej Görlitz miało wiele szczęścia, bo praktycznie uniknęło bombardowań i zniszczeń. Stąd właśnie taka liczba zabytków. Tu warto podkreślić, że te tysiące wliczają wiele historycznych kamienic i mniejszych budowli, które zwyczajnie się mija. Dopiero pod sam koniec wojny ustalono granicę na Odrze, a miasto zostało podzielone na dwie części: niemiecką i lewobrzeżną polską, czyli Zgorzelec. Granice fizyczne zniknęły dopiero po wejściu Polski do Schengen. Dziś spokojnie można spacerem przejść z Görlitz do Zgorzelca i odwrotnie, acz warto pamiętać, że to część niemiecka ma zdecydowaną większość zabytków. Natomiast fakt, że miasto zachowało swą zabudowę w miarę oryginalnym, niezniszczonym przez wojnę stanie przyciągnęło filmowców.

Wieża obronna Reichenbacher i fragment dolnego rynku
Wieża obronna Reichenbacher i fragment dolnego rynku

Görlitz na filmowo

Tak zwane Görliwood powstało jednak dopiero po zjednoczeniu Niemiec i upadku bloku wschodniego. Wcześniej nie było potrzebne. W NRD centrum kinematografii był Poczdam pod Berlinem. W latach 90. XX wieku jednak tamten przemysł musiał się przekształcić i odnaleźć w nowej rzeczywistości. Jedną z możliwości było ściągnięcie anglojęzycznych produkcji, jako studio filmowe i jako lokacje. Właśnie w tych drugich odnalazł się Görlitz. Nawet jeśli filmowcy mieli swoją bazę w Poczdamie, dotarcie tutaj i nakręcenie kilku scen w świetnie zachowanym mieście było dla wszystkich akceptowalne. Co więcej w tym mieście nad Nysą Łużycką doskonale zdają sobie sprawę nie tylko z jego kinowych aspektów, ale też potencjalnego zainteresowania set jettingiem. W punkcie turystycznym można kupić mapki z informacją, gdzie kręcono jaki film, a jednocześnie wszystko jest dostępne na stronie miasta, także w języku polskim. Warto dodać, iż w ramach dodatkowej promocji czasem jest organizowany pociąg z Drezna – GÖRLIWOOD EXPRESS, który jest poniekąd imprezą promującą tutejsze kino.

Bastion Kaisertrutz
Bastion Kaisertrutz

Kaufhaus Görlitz

Galerie handlowe raczej nie są miejscami, które zwiedzamy i opisujemy (z wyjątkami jak w przypadku Dubaju czy Paryża). Tu znów trzeba zrobić wyjątek. Dom handlowy Warenhaus w Goerlitz to przepiękna secesyjna budowla, która została oddana do użycia krótko przed I wojną światową. Przetrwał czasy komunizmu i działał do 2010 roku. Co prawda od lat są plany ponownego otwarcia centrum, ale na razie nie doszły do skutku. Szczęśliwie budynku nie zniszczono, a zaczęto go wykorzystywać inaczej, a mianowicie jako salę do pokazów mody, plan teledysków, czy filmów. Wes Anderson wykorzystał ówczesny nieużytek kręcąc „Grand Budapest Hotel” (2014), w dodatku tu właśnie kręcono główne lobby hotelu. Jak pamiętamy, fasada była inspirowana hotelem w Karlowych Warach, więc została zbudowana specjalnie jako dekoracja.

Fasada Kaufhaus Görlitz
Fasada Kaufhaus Görlitz

Wnętrza Kaufhaus Görlitz da się rozpoznać, o ile się tam wejdzie do środka. Póki nie działa to jak normalny dom handlowy, jest z tym problem. I to nie dlatego, że nie można. Wręcz przeciwnie, są tam organizowane bezpłatne wejścia, podczas których dom jest otwierany dla odwiedzających na kilka godzin. Można zobaczyć, zrobić parę zdjęć i poczytać gablotki. Problem tkwi w tym, że te wejścia są organizowane od czasu do czasu, w tygodniu i dość nieregularnie. My się załapaliśmy, gdyż wyczytaliśmy, iż da się go zobaczyć we czwartek. Jednak jak się na miejscu okazało, godziny się różniły, w dodatku były to dwa czwartki w sierpniu, a reszta w inne dni. Niestety ten aktualny rozkład został umieszczony przy wejściu na karteczce, prawdopodobnie na początku miesiąca. Dobrym rozwiązaniem więc będzie próba skontaktowania się czy to z biurem informacji turystycznej, czy może nawet samym domem handlowym. Warto dodać, że wejście do filmowego hotelu zostało zbudowane przy innym nieczynnym obiekcie – hali miejskiej – Stadthalle. Ją także wykorzystano, by udawała wnętrza hotelu.

Wnętrza Kaufhaus Görlitz
Wnętrza Kaufhaus Görlitz
„Grand Budapest Hotel” i Kaufhaus Görlitz
„Grand Budapest Hotel” i Kaufhaus Görlitz

Bergstrasse

Inną filmową atrakcją związaną z „Grand Budapest Hotel” jest ceglany mur przy ulicy Bergstrasse. W filmie Andersona pojawia się z napisem „Old Lutz Cemetery”. Filmowcy początkowo zamierzali ten napis zostawić, ale wywołało to oburzenie mieszkańców. Nie dlatego, że napis szpecił mur, czy coś. Otóż na tym samym murze od 1985 znajdował się inny napis – „Wählt Thälmann”. Pochodził on z miniserialu „Ernst Thälmann” produkcji NRD o komunistycznym przywódcy partyjnym i został. Przez lata ludzie się przyzwyczaili do pierwotnego napisu, więc ekipa „Hotelu” po interwencjach przywróciła poprzedni. Natomiast sama ulica jest też wykorzystana w „Lektorze” (2008) Stephena Daldry’ego. Ten dramat i romans dzieje się w Niemczech po II wojnie światowej, zaś Görlitz dobrze oddaje klimat niemieckiej zabudowy. W tle wielu ujęć da się dostrzec wiele charakterystycznych miejsc.

Słynny filmowy napis
Słynny filmowy napis

Rynki Görlitz

„Złodziejka książek” (2013) w reżyserii Briana Percivala na podstawie powieści Markusa Zusaka to kolejny film związany z Görlitz. W dodatku także wywołał dyskusję i niechęć ze względu na tematykę. W jednej ze scen naziści palą książki, co postanowiono nakręcić na rynku. Zanim filmowcy trafili do Goerlitz dostali odmowy w kilku miastach, które nie chciały by filmowcy odtwarzali u nich tego typu sceny. Scenę nakręcono na Dolnym Rynku. Ze „Złodziejką” wiążą się zdjęcia w centrum oraz na dworcu.

Arkady na górnym rynku
Arkady na górnym rynku
Widok rynku Görlitz w miniaturze „Duma narodu” (część filmu „Bękarty wojny”
Widok rynku Görlitz w miniaturze „Duma narodu” (część filmu „Bękarty wojny”)

Görlitz ma dwa rynki. Dolny Rynek (Untermarkt) jest nowszy. Wokół niego wzniesiono domy kupców, często wyposażone w hale. Tu też zlokalizowany jest ratusz i słynna apteka ratuszowa (Ratsapotheke). Jej fasada pochodzi z 1558 roku. Inny ciekawy budynek to Schönhof z 1525 (z gruntowną przebudową w 1617), który obecnie jest siedzibą Muzeum Śląskiego.

Górny rynek
Górny rynek

Ratusz

Wracając do ratusza: jego najstarsza część prawdopodobnie powstała w 1369 roku. Przy ratuszu jest mierząca 60 metrów wysokości wieża z zegarem. Ten jest o tyle wyjątkowy, że jedna z tarcz ma 24 godziny, a nie zwyczajowe w takich przypadkach 12. Dodatkowo na wieży znajduje się ryczący lew. To też jeden z punktów widokowych, bo na wieżę da się wejść. Zaczynamy od zewnętrznych schodów, przy których stoi pomnik Temidy, potem już idzie się z przewodnikiem do góry, zatrzymując na piętrach i przyglądając tak zegarowi, jak i innym mechanizmom.

Wieża św. Mikołaja
Wieża św. Mikołaja

Na samym rynku jest jeszcze mała fontanna Neptuna oraz dość charakterystyczne arkady. Wszystko doskonale widać z góry. Warto dodać, że na rynku tym znajduje się także nowy ratusz, pochodzący już z 1903 roku.

Dachy Görlitz i Zgorzelec w tle
Dachy Görlitz i Zgorzelec w tle

Poza wspomnianą już „Złodziejką książek” kręcono tu fragment „Bękartów wojny” (2009) Quentina Tarantino. Dokładniej film „dokumentalny” „Duma narodu” („Stolz der Nation”), krótkometrażowy film z dodatków do „Bękartów”. W filmie Tarantino możemy zobaczyć jego fragmenty puszczane w kinie. Reżyserem „Dumy” jest Eli Roth, zaś zdjęcia kręcone na Dolnym Rynku są najłatwiejsze do zlokalizowania. Wliczając w to fontannę, czy arkady. Na wieży ustawiono kamerę. Inne filmy, które częściowo tu kręcono to „Grand Hotel Budapest” oraz „Lektor”.

Wieża ratuszowa
Wieża ratuszowa

Górny Rynek

Górny Rynek (Obermarkt) jest trochę późniejszy, również obfituje w zabytkowe kamieniczki. Ma niestety jedną podstawową wadę. Służy głównie jako parking przy centrum i często bywa zwyczajnie zawalony samochodami. Natomiast podobnie jak wiele innych miejsc w Görlitz, został wykorzystany przez filmowców. Przede wszystkim przewija się przez „W 80 dni dokoła świata” (z 2004) z Jackie Chanem, a także filmu „Obrońcy skarbów” (2014) George’a Clooneya i wspomniany już „Grand Budapest Hotel”.

Neun Görlitz
Neun Görlitz

Ciekawą rzeczą są też dawne obwarowania miejskie, rozbudowywane od czasów średniowiecznych. Część z nich – stary barbakan Kaisertrutz – to dziś samodzielne budynki. W przypadku bastionu jest to muzeum kultury i historii, zaś jego charakterystyczna fasada znalazła się w „Lektorze”. Pierwotna fortyfikacja miała cztery główne wieże, dziś ostały się trzy: Wieża Mikołaja / Mikołajska (Nikolaiturm), Reichenbachska (Reichenbacher) i Wieża Marii Panny lub Gruba Wieża (Dicker Turm). Jest też Baszta Wołowa (Ochsenbastei). Dodatkowo możemy natknąć się na pozostałości murów miejskich.

Gruba Wieża
Gruba Wieża

Pfarrkirche St. Peter und Paul (Peterskirche)

Kościół farny św. Piotra i Pawła, to główny kościół ewangelicko-augsburski w mieście. Słowo „farny” w średniowieczu oznaczało kościół blisko rynku lub główny kościół. To określenie nadal stosuje się w Niemczech do wskazania najważniejszej świątyni ewangelickiej w danym mieście. Już w XIII wieku w tym miejscu istniała późnoromańska bazylika. Jej fragmenty zachowały się nawet w obecnym kościele. W latach 1423 – 1475 wzniesiono tu kościół halowy, składający się z pięciu naw. Całość wykonano w stylu późnogotyckim. Początkowo miały tu być trzy nawy, ale budowniczy postanowili przebić katedrę w Budziszynie pod względem choćby wielkości, więc zmieniono projekt w trakcie. I choć od 1475 odprawiano tu mszę, budynek był skończony, jednak prace wewnątrz trwały aż do 1497, dach ukończono w 1515, a kruchty w 1553 roku. Warto zwrócić uwagę, że to ukończenie nakłada się na czas reformacji.

Kościół Piotra i Pawła
Kościół Piotra i Pawła

W 1691 roku w wyniku pożaru Görlitz ucierpiał także ten kościół, przede wszystkim wnętrza wymagały właściwie stworzenia na nowo. Tyle że już w innym stylu, barokowym. To choćby z tego okresu pochodzą organy. To także czas, w którym ewangelicy wypracowują własny styl wnętrz kościelnych, wyróżniający się od wnętrz świątyń katolickich. Ostatnią rzeczą dodaną do niego są nowe wieże. Wzniesiono je w latach 1889-1891. Mają wysokość 84 metry Dziś kościół ten jest jednym z najbardziej rzucających się w oczy budynków w Görlitz.

Granica na Nysie Łużyckiej
Granica na Nysie Łużyckiej

Kościół ewangelicki Marii Panny

Kościół Piotra i Pawła w dużej mierze był efektem ambicji władz miasta. Mieszczanie zaś mieli własną i złożyli się na kościół Mariacki / Marii Panny (Frauenkirche). Zorganizowali się w XV wieku. Kościół w stylu gotyckim wzniesiono już w 1473, ale potem był wielokrotnie modyfikowany, naznaczony barokiem (np. dobudowana wieża z XVII wieku, wcześniej była mniejsza) i innymi stylami. Obecne wnętrze pochodzi z XIX wieku i jest ewangelickie. Uchodzi za jeden z najważniejszych kościołów w Görlitz.

Kościół Marii Panny
Kościół Marii Panny

Katedra św. Jakuba

Katolicka katedra (Kathedrale St. Jakobus) to dość nowy budynek. Powstawał w latach 1898 – 1900. Znajduje się on trochę dalej od centrum, na wzgórzu, dzięki czemu jest bardzo dobrze widoczny. Zbudowany z cegły, z wieżą mierząca 68 metrów. Kościół ten został poważnie uszkodzony podczas II wojny światowej, prace naprawcze trwały aż do 2014. Rekonstrukcja jednak nie jest wierna oryginałowi, gdyż ten miał cztery wieże, obecny zaś tylko jedną.

Katedra św. Jakuba
Katedra św. Jakuba

Święty Grób

Do Görlitz zawitała moda na odtwarzanie zabytków Ziemi Świętej. W tym wypadku zbudowano tu Grób Pański, czy może raczej Kaplicę Świętego Grobu (Heiliges Grab). Wiąże się z tym historia Georga Emmericha, syna jednego z kupców. Nawiązał on romans z córką konkurenta ojca, wybranka zaszła w ciążę, a Georg nie chciał się z nią żenić. Został wysłany do Jerozolimy na pielgrzymkę do czasu, aż sprawy przycichną. Proboszcz poprosił go o przysługę, by zakupił materiały w Wenecji do budowy kaplicy Świętego Krzyża. Pielgrzymka zmieniła Georga, został on rycerzem Świętego Grobu. Gdy wrócił, wzniesiono trzy kaplicę kaplice: Świętego Krzyża, Namaszczenia i właśnie Świętego Grobu, czyli replikę. Tę ostatnią ufundował Georg. Dziś jest to muzeum.

Święty Grób
Święty Grób

Ciekawych kościołów w Goerlitz jest jeszcze kilka, ale warto zwrócić uwagę na synagogę. To też w miarę nowa budowla, powstała w latach 1909 – 1911. Jednak jest dość dobrze zachowana, to jedyna synagoga w tej części Niemiec, która nie ucierpiała poważnie podczas nocy kryształowej. Gdy byliśmy w Goerlitz znajdowała się w renowacji.

Cmentarz
Cmentarz

Dworzec w Görlitz

Nawet dworzec jest filmowy. Stacja w Georlitz została otworzona w 1847 roku. Główny hal jest przepięknym przykładem stylu Art Nouveau. Nawet dlatego warto tam wejść na chwilę. Został on dodany podczas gruntownej przebudowy dworca, która miała miejsce podczas I wojny światowej. Można też przespacerować się po peronach, bo to właśnie znów filmowa część. Tu nagrywano między innymi „Złodziejkę książek”.

Dworzec z Görlitz
Dworzec z Görlitz

Browar Landskron w Görlitz

Filmowo istotny jest też browar Landskron. Tu nagrywano „W 80 dni dookoła świata”, wersję z 2004 z Jackie Chanem. Zabudowa udawała porty Nowego Jorku. W niemieckim filmie dla dzieci, „Papa Moll i fabryka czekolady” (2017) to miejsce udawało fabrykę czekolady. Zaś wśród specjalności zakładu jest też piwo o nazwie „Görliwood”. Sam browar liczy sobie ponad 150 lat i dziś sam w sobie jest atrakcją turystyczną, w dodatku dość obleganą. Można go zwiedzać, a także usiąść w restauracji. Obok niego rozciąga się park z różnymi atrakcjami dla dzieci.

Browar w Görlitz
Browar w Görlitz

Zgorzelec

Jak wspominaliśmy, miasto zostało po wojnie podzielone. Po wschodniej stronie Nysy Łużyckiej znajduje się Zgorzelec. Obecnie spokojnie można sobie przejść przez Most Staromiejski między polską, a niemiecką stroną. Polska przede wszystkim zachwyca promenadą nad rzeką, czyli ulicą Daszyńskiego. Tu też znajduje się dom Jakuba Böhme (Boehme), szewca i filozofa gnostyckiego, który zasłynął jako pierwszy filozof piszący po niemiecku. To trochę przykład podobny do naszego Mikołaja Reja. Obaj zasłynęli jako pierwsi, którzy pisali w swoim rodzimym języku, ale za tą decyzją szedł przede wszystkim problem z wystarczającą znajomością łaciny. Niestety poza pojedynczymi zabytkami jak choćby dom kultury, Zgorzelec to w zdecydowanej większości nowe miasto, w dodatku zbudowane w czasach komunizmu, co niestety rzuca się w oczy.

Dom Jakuba Böhme w Zgorzelcu
Dom Jakuba Böhme w Zgorzelcu

Zoo w Görlitz

Dość ciekawą atrakcją jest też zoo, czyli Tierpark Görlitz-Zgorzelec. To stosunkowo niewielki ośrodek, ale mocno nastawiony na kontakt ze zwierzętami i edukację. Te zwierzęta, które można trzymać bez klatek czy krat mają ograniczony dostęp do ludzi. I nie chodzi tu tylko o wiele wiejskich zwierząt, ale też choćby jeżozwierze, które można karmić. W tym ośrodku ktoś poszedł po rozum do głowy, doskonale wiedzą, że ludzie mając możliwości nie tylko będą karmili zwierzęta, ale będą dawać im byle co. Więc jedzenie dla zwierząt jest wystawione, bierze się je za darmo i daje zwierzętom. Druga sprawa to walory edukacyjne, tu mamy nie tylko kwestie naturalne, ale też i kulturowe. Czyli przy zwierzętach z Himalajów widzimy także tradycyjne nepalskie chatki. Dodatkowo wiele elementów edukacyjnych jest w języku polskim. Ogród tym samym z pewnością spodoba się młodszym odwiedzającym. Kwestię otwarcia i cen biletów warto sprawdzić tutaj.

Karmienie jeżozwierzy w zoo w Görlitz odbywa się z ręki. Pokarm jest dostarczony za darmo.
Karmienie jeżozwierzy w zoo w Görlitz odbywa się z ręki. Pokarm jest dostarczony za darmo.

Okolice Görlitz

W Görlitz znajduje się też niewielkie muzeum techniki, które jednak ma w swoich zbiorach coś wyjątkowego. To koparka wielonaczyniowa 1452 (Schaufelradbagger 1452), sprzęt wykorzystywany w kopalniach odkrywkowych węgla brunatnego. Swoim ogromem robi wrażenie. Pozostałe eksponaty są pojedyncze mniej imponujące. Kopalnie działały jeszcze kilkanaście lat temu.

Koparka wielonaczyniowa 1452
Koparka wielonaczyniowa 1452

Po kopalni pozostała jeszcze jedna rzecz, którą można zobaczyć. To sztuczne jezioro Berzdorfer See. Kopalnię zamknięto, pozostało spore wyrobisko, które w latach 2002 – 2013 zaczęto zmieniać na jezioro. Dziś jest to teren rekreacyjny z przystaniami jachtów, plażami i kempingami.

 Berzdorfer See
Berzdorfer See

Zwiedzanie Görlitz

Samo Görlitz nie jest duże, można spokojnie zaparkować trochę dalej od centrum, przejść się i spacerować starówką. To idealne miejsce na jednodniowy wypad lub przystanek podczas zwiedzania wschodniej części Niemiec.

Mury miejskie
Mury miejskie

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak niemiecki
Görlitz
Szlak filmowy
Görlitz

Jezioro Tuz, tureckie solnisko okresowe

W samym centrum Turcji znajduje się jezioro Tuz (tur. Tuz Gölü). Jest to drugie największe jezioro w kraju (pierwsze to Wan). W polskim tłumaczeniu jego nazwa brzmiałaby Słone i warto pamiętać, że to jedynie okresowy akwen, który przez pewną część roku zamienia się w solnisko.

Solnisko- jezioro Tuz
Solnisko- jezioro Tuz

Jezioro Tuz obecnie

Tuz znajduje się Anatolii (dokładniej w prowincji Aksaray) na wysokości 925 m n.p.m. Zlokalizowane jest w środku trójkąta między Ankarą, Konyą a Goreme w Kapadocji. To sprawia, że pełni też rolę atrakcji turystycznej, zwłaszcza w okresie suchym. Maksymalna głębokość jeziora to jakieś 5 m. Powierzchnia również jest zmienna w zależności od opadów. Maksymalna to jakieś 2500 km², minimalna to 1600 km². Gdy opadów nie ma, duża część terenu zmienia się w solnisko. Woda jest wyjątkowo mocno zasolona, nawet do 33% (dla porównania Morze Martwe to 28%). To także jedno z największych jezior słonych o zasoleniu większym niż woda morska.

Okresowe jezioro Tuz
Okresowe jezioro Tuz

Jezioro Tuz historycznie

O jeziorze pisali już starożytni. Nosiło wówczas nazwę Tatta. Znajdowała się na nim granica między Likaonią a Galacją (obie krainy były wspomniane w Dziejach Apostolskich, to tu chrześcijaństwo krzewili św. Paweł i św. Barnaba), zaś w większości należało do Frygii (tu zwłaszcza w czasach bizantyjskich pojawiała się inna nazwa jeziora – Attaea). Zapiski z tamtego okresu mówią, że jezioro było tak słone, że nie dawało się go przebyć. Każdy przedmiot zanurzony w wodzie, natychmiast był pokryty solą. Ptaki, które się tu pluskały, z powodu osadzającej się soli nie mogły latać i stawały się łatwą zdobyczą.

Sól
Sól

Kwitnienie jeziora

Ponieważ jest to jezioro okresowe, w dodatku znajdujące się na skrzyżowaniu szlaków turystycznych, to w momencie wysychania lub gdy już jest solniskiem, przyciąga odwiedzających. Gdy zasolenie wzrasta, woda wysycha i małe akweny zmieniają kolor na czerwony wraz z okresem kwitnienia alg. Zjawisko to już opisywaliśmy przy okazji jeziora Natron, Maharlu, czy nawet solniska w Burgas. My jednak nie mieliśmy okazji tym razem zobaczyć pięknego koloru tafli wody, a jedynie solnisko, czyli solną pustynię. Dla turystów przygotowano zjazdy przy drodze (np. przy muzeum soli w Sereflikochisar). Są tu parkingi i knajpy, no i można spokojnie podejść do jeziora lub w okresie suchym przespacerować się po solnisku. Atrakcja darmowa.

Zajazd przy jeziorze
Zajazd przy jeziorze

Zwiedzanie jeziora Tuz

Tu warto dodać, że sól z Tuz jest wykorzystywana także przemysłowo. Stąd pochodzi część tureckiej produkcji soli morskiej. Z drugiej strony od 2001 część jeziora Tuz jest też rezerwatem ze względu na występowanie tu między innymi flaminga różowego czy gęsi białoczelnej. Solnisko i jezioro znalazło się także na tymczasowej liście UNESCO.

Jezioro Tuz, solnisko
Jezioro Tuz, solnisko

Jezioro Tuz w filmie

Solnisko przyciąga także filmowców. Wykorzystano je jako scenerię tureckich filmów: „Kropka” czy „Sen Sag Ben Selamet” oraz teledysków. W naszym przypadku Tuz był to krótki przystanek w drodze. Taki by rozprostować nogi i nacieszyć się chwilę solniskiem.

Jeśli uważasz wpis za pomocny lub interesujący polub nas na Facebooku.

Szlak turecki
Jezioro Tuz