Archiwa tagu: jezioro

Hakone i spojrzenie na górę Fudżi

Park Narodowy Fudżi-Hakone-Izu (jap. 富士箱根伊豆国立公園) ze względu na swoją niewielką odległość od Tokio i górę Fudżi, należy do najbardziej popularnych parków narodowych w Japonii. Wejść jest kilka, myśmy skorzystali z Hakone (jap. 箱根町 ). Sam park zajmuje powierzchnię ponad 12 tysięcy hektarów i nie sposób podczas krótkiego wyjazdu zwiedzić wszystkiego. Przyjeżdża się tu głównie ze względu na możliwość oglądania góry Fudżi (Fuji). Oprócz wulkanów park słynie także z gorących źródeł, czyli osenów (takich o jakich wspominaliśmy przy okazji Yunadaki). Świetnie skomunikowany, stanowi idealny cel na jednodniową wycieczkę ze stolicy Kraju Kwitnącej Wiśni.

Widok na górę Fudżi z Ōwakudani
Widok na górę Fudżi z Ōwakudani

Góra – wulkan Fudżi

Główna atrakcja to oczywiście góra – wulkan Fuji-san. Błędnie tłumaczone jako „szanowna Fudżi” przez analogię przyrostka „san” jako „pan, pani” (np. do agenta 007 zwracano się per Bond-san). W języku japońskim wiele znaków ma bardzo podobne brzmienie, ale znaczy co innego. W tym przypadku „san” oznacza „góra”. Co oznacza samo „Fuji”, do końca nie wiadomo: możliwe że nie oznacza nic specjalnego, ale fajnie brzmi – stąd taki, a nie inny dobór znaków, albo jest to zniekształcone imię któregoś z licznych zapomnianych bóstw japońskiej mitologii, może też oznaczać „nieskończony”, „nieśmiertelny” bądź „bez porównania”. W 2013 roku Góra Fudżi i 24 okoliczne lokacje, w tym świątynie, zostały wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO jako obiekt o szczególnym znaczeniu kulturowym.

Skansen w Hakone
Skansen w Hakone

Wciąż czynny stratowulkan Fudżi jest zarazem najwyższym szczytem Japonii – mierzy 3776 m. n.p.m. Przez większą część roku szczyt pokrywa lśniący w słońcu śnieg. Wyznawcy szinto utożsamiają go z żeńskim bóstwem, toteż jest to zarazem jedna z trzech świętych gór Japonii, na której do połowy XIX wieku obowiązywał zakaz wchodzenia dla kobiet. Fudżi natomiast uchodzi też za kanon piękna, mocno wpłynęło na poczucie estetyki Japończyków. W niektórych świątyniach czy skalnych ogrodach dość łatwo znaleźć kształt Fudżi.

Góra Fudżi
Góra Fudżi

Obecnie szczyt Fudżi to miejsce nie tylko pielgrzymek, ale i turystyki górskiej. Ze względu na warunki pogodowe, góra otwarta jest do wspinana tylko w lipcu i sierpniu. I znów, nie są to samowolne wejścia. Tu wszystko jest zorganizowane i w dodatku w odpowiednim sezonie, o ile oczywiście warunki na to pozwalają.

Kopalnia siarki, Ōwakudani
Kopalnia siarki, Ōwakudani

Gdyby ktoś pytał: las samobójców Aokigahara jest daleko, po przeciwnej stronie góry.

Brama Tori na jeziorze Ashi w świątyni Hakone
Brama Tori na jeziorze Ashi w świątyni Hakone

Kawaguchiko czy Hakone?

Ale by podziwiać Fudżi z oddali, nie trzeba się na nią wspinać, w sumie to nawet lepiej tego nie robić. Jak wieść niesie przy dobrej widoczności widać ją z Jokohamy, ale to się raczej rzadko zdarza. Są dwa miejsca w Parku Narodowym, które ściągają turystów. Pierwsze to Pięć Jezior Fudżi. Tu najlepiej dojechać busem do Kawaguchiko i tam rozpocząć zwiedzanie. W wiosennym okresie może być to interesujące ze względu na festiwal floksów (z którym się czasowo rozminęliśmy). My zdecydowaliśmy się na drugie miejsce, czyli okręg Hakone. Znajduje się on trochę dalej niż Pięć Jezior, przez to jest mniejsza szansa na zobaczenie głównej atrakcji, jeśli widoczność będzie słaba. Fudżi znajduje się jakieś 30 km w linii prostej. Szczęście nam dopisało.

Park Narodowy Hakone
Park Narodowy Hakone

Zwiedzanie okręgu Hakone i bilet zbiorowy

Okręg Hakone obejmuje Owakudani, jezioro Ashinoko, fragment drogi Tōkaidō, Hakone i oczywiście punkty widokowe na najsłynniejszy wulkan Japonii, a poza widokami są też inne, wulkaniczne atrakcje. Wycieczka po Hakone jest bardzo dobrze zorganizowana. Przyjeżdża się pociągiem (lub ew. inaczej) do Odawary (jap. 小田原市 ). Tam kupuje się bilet Hakone Free Pass, który upoważnia nas do zrobienia trasy różnymi środkami transportu. Jak to zwykle w Japonii bywa w przypadku takich biletów, wychodzi znacznie taniej, niż gdyby kupować je z osobna. Wraz z passem dostaniemy mapkę, a w informacji dokładnie powiedzą, jak przebyć całą trasę. Odawara jest o tyle dobrym przystankiem, że stają tu shinkanseny, więc jak zwykle japońska organizacja nie zawodzi.

Ōwakudani słynie z jaj gotowanych w gorących, mineralnych wodach
Ōwakudani słynie z jaj gotowanych w gorących, mineralnych wodach

Hakone: Owakudani

Nasza trasa po okręgu Hakone przewidziana była na cały dzień. Podróżowaliśmy kolejno pociągiem, kolejką linową, statkiem, pieszo i autobusem. Pierwsza część właściwego zwiedzania parku to była wulkaniczna dolina Owakudani. Powstała ona w wyniku wybuchu wulkanicznej Góry Hakone jakieś 3 tysiące lat temu. Nadal jest to teren aktywny wulkanicznie: ze szczelin na zboczach góry wydobywają się gazy i para, gorące źródła wody stale bulgoczą, a co pewien czas wulkan staje się bardziej aktywny, zwiększając produkcję trujących wyziewów.

Jajko na twardo z Owakudani
Jajko na twardo z Owakudani

Właśnie niebezpieczne stężenie trujących gazów jest powodem, dla którego ścieżki na zboczu wulkanu były zamknięte. Osoby zdrowe mogą bezpiecznie przebywać na terenie wokół stacji kolejki linowej, przede wszystkim na tarasach widokowych. Wielka szkoda, że nie mogliśmy pospacerować między gorącymi źródłami. Niestety aktywność wulkaniczna jest nie do przewidzenia. Mimo to było warto dla samych widoków. Za to jest to doskonałe miejsce do obserwowania z oddali wydobycia siarki.

Kopalnie siarki w  Ōwakudani (Hakone)
Kopalnie siarki w Ōwakudani (Hakone)

Specjalnością z Owakudani są jajka kura-tomago. Są to zwykłe jajka kurze gotowane na twardo w gorącym źródle. Skorupka staje się czarna od wysokiej zawartości minerałów. W smaku takie jajko nie różni się specjalnie od zwykłego. Gdy otwarta jest ścieżka między źródłami, turyści mogą kupić surowe jajka i ugotować je samodzielnie. Ponieważ ze względów bezpieczeństwa szlak jest zamknięty, jajka już ugotowane – a jeszcze gorące – można kupić w pobliskim sklepie. Podobno zjedzenie takiego przysmaku przedłuża życie o siedem latem. Drugą jajeczną ciekawostką było jajko na twardo bez skorupki, także czarne. Nie mamy pewności, czy obrane zostało wtórnie poddane działaniu tutejszych wód czy raczej uwędzone na dymie. Na to drugie wskazywałby smak, który bardzo przypomina wędzony ser.

Jezioro Ashinoko
Jezioro Ashinoko

Hakone: Jezioro Ashinoko

Jezioro Ashinoko (lub Ashi) powstało w kalderze wulkanu Hakone, który wybuchł około 3 tysiące lat temu. Hakone Pass, który mieliśmy, jest honorowany przez jedną z dwóch kompanii promowych, obsługujących przeprawę. Statki były wstrętnie stylizowane na europejskie żaglowce, a jeden z nich nazywał się „Victory”, jak okręt admirała Nelsona, który można zwiedzić w Portsmouth. Niestety to najbardziej tandetna i jarmarczna część wycieczki.
Za to dobra widoczność utrzymywała się nadal i już z drugiego brzegu jeziora mogliśmy podziwiać Fudżi.

Jeden z okrętów kursujących po jeziorze Ashi
Jeden z okrętów kursujących po jeziorze Ashi

Zwiedzanie właściwego Hakone

Na koniec wylądowaliśmy w Hakone. Można tutaj zobaczyć między innymi zachowane fragmenty drogi Tōkaidō. Trasa ta w okresie Edo prowadziła wzdłuż Pacyfiku od Kioto do Edo, czyli między pałacem cesarza a faktyczną stolicą kraju faktycznego jej władcy – szoguna Tokugawy (więcej o tym rodzie pisaliśmy przy Nikko). Była więc najważniejszą trasą kraju, uwiecznioną wielokrotnie w japońskiej sztuce.

Droga Tōkaidō w Hakone słynie z  wiekowych cyprysów
Droga Tōkaidō w Hakone słynie z wiekowych cyprysów

W Hakone znajduje się punkt kontrolny na trasie Tōkaidō, który wraz z historycznymi zabudowaniami został zrekonstruowany i udostępniony zwiedzającym. Można tu też odbyć przyjemny spacer wzdłuż alei starych cedrów.

Droga do świątyni Hakone
Droga do świątyni Hakone

Szintoistyczna świątynia w Hakone (choć znów to kompleks chramów – Hakone, Soga, Kuzyryu) jest położona w lesie nieopodal brzegu Jeziora Ashinoko. W wodzie stoi intensywnie czerwona tori, wyróżniająca się na tle wiecznozielonych lasów.
Świątynia w obecnym miejscu istnieje od połowy XVII wieku, była popularna wśród samurajów. Na koniec zostaje wsiąść już do autobusu i potem pociągu i ewentualnie zostaje do zwiedzenia Odawara ze swoim zamkiem, jeśli został na to jeszcze czas.

Wejście do świątyni Hakone
Wejście do świątyni Hakone

Trasa Hakone to faktycznie przyjemny spacer na cały dzień. Z pewnością byłoby ciekawiej, gdyby dało się podejść pod gorące źródła, ale tak jak warunków pogodowych, tak też wulkanicznych nie da się zaplanować.

Świątynia Hakone
Świątynia Hakone

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak japoński
HakoneTokio

Skalne Miasto w Czechach, Skały Adrszpasko-Teplickie

Blisko polskiej granicy znajduje się słynne i często odwiedzane przez turystów z Polski, czeskie Skalne miasto. A może nawet dwa, zależy jak liczyć. Formalnie rzecz biorąc skały Adrszpasko-Teplickie (cz. Adršpašskoteplické skály) to jedno i to samo miejsce, w dodatku połączone szlakiem. Jednak wejścia znajdują się z dwóch różnych stron, z osobnymi parkingami, a przede wszystkim trasami widokowymi. Zresztą część Teplicka i Adrszpaska różnią się zauważalnie. Niedaleko natomiast znajduje się miejscowość Teplice nad Metuji, która może stanowić bazę wypadową, gdyby ktoś chciał zobaczyć obie trasy w ciągu dwóch dni.

Skalne Miasto - Adrszpaskie Skały (Czechy)
Skalne Miasto – Adrszpaskie Skały (Czechy)

Skalne Miasto – Skały Adrszpaskie

Większość osób przybywa do Adrszpaskich skał (cz. Adršpašské skály) w gminie Adršpach. To prawdziwe centrum turystyczne, z olbrzymim parkingiem, miejscami z jedzeniem i mnóstwem odwiedzających. Ta część z pewnością bardziej spodoba się też rodzinom z dziećmi, z prostej przyczyny: ma więcej różnorodnych atrakcji. Prócz skał, drzew i wąwozów, mamy tu choćby możliwość przepłynięcia się łodzią (dodatkowo płatne) z flisakiem przez kanion, a także znajduje się tu jeziorko, po którym także można popływać. Można wynająć rower wodny bądź łódź. Szlaków jest kilka, ale tylko jeden główny, który wiedzie właściwie w koło. Reszta to mniejsze i większe odbicia.

Skały Adrszpaskie
Skały Adrszpaskie

Płynięcie łodzią z flisakiem to atrakcja zdecydowanie bardziej dla dzieci. Między skałami porozkładano różne stworki, by uatrakcyjnić rejs. Bez tych dodatków to klimatyczna wyprawa, choć raczej krótka i mało aktywna. Natomiast jezioro to już coś dla starszych. Dobre miejsce do zrelaksowania się po spacerze. Dodatkowo znajduje się przy malowniczych skałach, gdzie niektórzy uprawiają wspinaczkę.

Słynna Brama w Skalnym Mieście (Adrspachy, Czechy)
Słynna Brama w Skalnym Mieście (Adrspachy, Czechy)

Adrszpaskie skały, lub część adrszpaska w większości przypadków jest też zdecydowanie łatwiejsza do przejścia. W wielu miejscach ścieżki są raczej wyrównane (choć nie wyłożone kostką), zwłaszcza bliżej wejścia. Nastawione są na turystów. Warto zauważyć jedną rzecz: jeszcze w okolicach jeziora faktycznie przebywa dużo ludzi, dalej jest zdecydowanie bardziej pusto. Ale wszędzie słychać język polski. Nam zdarzyło się nawet znaleźć sprowadzany z Polski grillowany oscypek.

Mysia Dziura (Skały Adrszpaskie)
Mysia Dziura (Skały Adrszpaskie)

Skalne miasto – Teplickie skały

Cześć teplicka, czyli Teplickie skały (cz. Teplické skály, bliższa miejscowości Teplice) jest bardziej naturalna i dzika, trochę trudniejsza, acz niewiele, a jednocześnie mniej uczęszczana. Nie znajdziemy tu dodatkowych atrakcji w postaci jezior, czy przepraw łodziami. Raczej same majestatyczne i przypominające rzeźby skały. Nam właśnie ta naturalność bardziej przypadła do gustu, choć oczywiście Adrspachy mają swoje plusy. Jednocześnie główny szlak tutaj, podobnie jak w bliźniaczej części, wiedzie nas po kole i właściwie zwiedza się wszystko, co najważniejsze.

Teplickie Skały
Teplickie Skały

Przed wejściem znajduje się parking. Niestety dość łatwo w ogóle przeoczyć wejście i wjazd, zwłaszcza rano, gdy nie ma jeszcze wielu ludzi. Gorzej też jest z infrastrukturą (czyli fast foodem). Zresztą nawet w samych Teplicach pod tym względem nie jest wiele lepiej. Główna turystyka skupia się przy Adrszpachach.

Teplickie Skały
Teplickie Skały

Zwiedzanie Skalnego miasta

W przypadku obu wejść/tras, to co jest istotne to przeróżne formacje skalne, które ludziom kojarzą się z wieloma postaciami, zwierzętami czy przedmiotami. Większość z nich ma tabliczkę z nazwą. Pozwala to na wpatrywanie się w skałę i próbę odnalezienia kształtu.

Skalne Miasto - Teplickie Skały (Czechy)
Skalne Miasto – Teplickie Skały (Czechy)

Oba skalne miasta to dobre miejsce na weekendowy wypad, czy to samodzielny (acz wtedy najwygodniej jest samochodem), czy zorganizowany (np. z Kudowy czy Karpacza). Doskonałe miejsce na spacer na świeżym powietrzu wśród interesujących formacji skalnych.

Adrszpachy i jezioro
Adrszpachy i jezioro

Narnia w Skalnym mieście?

Warto też dodać, że twórcy „Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa” kręcili kilka ujęć w Adrszpaskim Parku Narodowym. Niestety dość trudno znaleźć te miejsca w samym filmie, a przez to odnaleźć na miejscu.

Krajobraz Teplickich Skał
Krajobraz Teplickich Skał

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak czeski
Skalne miastoLoket

Jezioro Tekapo i okolice, czyli Śródziemie

Dziś zamiast jednego miejsca będzie kilka, przy których warto zatrzymać się na chwilę podróżując po Nowej Zelandii, a dokładniej region Cantenbury i w szczególności okolice hrabstwa MacKenzie. Z jednej strony są to bardzo malownicze jeziora, z drugiej kilka miejsc, w których nagrywano sceny do „Władcy Pierścieni” czy „Hobbita” Petera Jacksona.

Jezioro Tekapo
Jezioro Tekapo

Jezioro Tekapo

Zaczynamy od jeziora Tekapo, które podobnie jak pobliskie Pukaki i Ohau, sięga Alp Południowych, skąd wszystkie trzy są zasilane wodą. Nad Tekapo wybudowana jest elektrownia wodna. Turkusowa tafla jeziora to efekt tak zwanej mączki lodowcowej, czyli niewielkim drobinkom skalnym. Byliśmy o tej porze roku, gdy kwitły łubiny. Kwiaty te należą do typowych, ikonicznych przedstawień okolic jeziora Tekapo, ale nie do końca są tu mile widziane. Łubin nie jest rośliną rdzenną, więc czasem bywa postrzegana jako zagrożenie dla naturalnego środowiska. Zaś same kwiaty przypominają trochę krajobraz Islandii.

Łubin nad jeziorem Tekapo
Łubin nad jeziorem Tekapo

Miasteczko malowniczo położone nad brzegiem Tekapo, noszące jego nazwę, w skąpo zaludnionym obszarze McKenzie Basin składa się głównie z hoteli i kilku knajpek wzdłuż głównej drogi. Jednak punktem centralnym miejscowości jest kościół Dobrego Pasterza, wybudowany w 1935 roku jako pierwszy kościół na całym tym obszarze. Kościółek ujmująco wpisuje się w krajobraz. Zbudowano go w stylu angielskim, dzięki czemu jest naprawdę uroczy. Niedaleko jest jeszcze brązowy pomnik pasterskiego psa rasy Collie. Odsłonięto go w 1966 roku dla uczczenia zasług tych poczciwych czworonogów i ich pomoc człowiekowi. Zaś cała okolica bardzo przypominała nam Gruzję: góry, woda, wspaniałe widoki i jeszcze kościół, czy jeszcze bardziej Armenię – Sewan. No i warto dodać, że to faktycznie rejon turystyczny, choć bardziej jako baza wypadowa.

Jezioro Tekapo
Jezioro Tekapo

Jezioro Pukaki, czyli Esgaroth

Bardziej na południe znajduje się inne jezioro – Pukaki. Dość podobny klimat do Tekapo, tylko świątyni brakuje, no i baza hotelowo-restauracyjna zdecydowanie mniejsza. Z jego południowego brzegu rozciąga się wspaniały widok na Alpy Południowe z najwyższym szczytem w Nowej Zelandii – Górą Cooka (3 724 m n.p.m). Warto zauważyć, że pierwszeństwo ma nazwa maoryska – Aoraki, a Mount Cook jest zwykle podawane w nawiasie. Już zresztą zdążyliśmy się przyzwyczaić do prymatu nazw maoryskich. Pukaki to także miejsce filmowe, wraz z górą Cooka. Zagrało w „Hobbicie: Pustkowiach Smauga”. To właśnie tu zbudowano miasto na jeziorze, czyli Esgaroth (z języka elfów znaczy to tyle co jezioro szuwarowe). Warto dodać, że jezioro to z powodu topnienia lodowców podnosi swój poziom co jakiś czas. Na przykład w 1952 roku o 9 metrów, zaś w 1976 aż o 37 metrów.

Jezioro Pukaki
Jezioro Pukaki

Twizel, czyli Pellenor

Jeszcze bardziej na południe znajduje się miejscowość Twizel. Niepozorna, gdy się przez nią przejeżdża, ale znów bardzo filmowa. To właśnie tu na okolicznych polach nagrywano bitwę na polach Pellenoru w „Powrocie króla”. Później wrócono tu kręcąc „Hobbita” i scenę walki krasnoludów z wargami. Czyli zupełnie inną część Śródziemia, ale filmowcom to nie przeszkadza. W przypadku pól w Twizel mamy podobną historię jak z Hobbitonem. Właściciel próbuje zarabiać  pieniądze na fanach, jednak w tym wypadku ceny zdecydowanie odstraszają. To tylko zwykła łąka, więc raczej oczekiwalibyśmy symbolicznej opłaty i dość krótkiego przystanku. Takiej oferty jednak dziś nie ma, raczej kilkugodzinna wycieczka z dodatkowymi wymyślnymi atrakcjami jak strzelanie z łuku. Jeśli ktoś lubi i ma czas, to pewnie warto. Ale prawdę mówiąc w tym wypadku cena i czas nas zniechęciły.

Twizel
Twizel

Hakatere Conservation Park, czyli Rohan

Jadąc bardziej na północ do Christchurch, po drodze mamy jeszcze jedną lokację z „Władcy Pierścieni”. Mieści się ona na terenie Hakatere Conservation Park. Ściślej jest to widok na Mt. Sunday. W filmach „Dwie wieże” i „Powrót króla” tutaj znajdował się Edoras – stolica Riddermarchi i Meduseld: złoty dwór króla Rohanu, Theodena. Dekoracje stworzone na potrzeby filmu wkrótce po zdjęciach zostały rozebrane, a otoczenie przywrócone do naturalnego stanu. I ten naturalny stan to jest coś wartego podziwiania: szerokie łąki, łagodne pagórki i ośnieżone szczyty w tle – wypisz, wymaluj Rohan.

Hakatere Conservation Park
Hakatere Conservation Park

Jadąc w kierunku Mount Sunday trochę za bardzo zawierzyliśmy lokalnym opisom i ograniczeniom. Droga w Hakatere dość szybko z asfaltowej zamienia się w szutrową, trochę krętą, ale raczej łagodną. Niestety przy naszym samochodzie przejechanie jej wymagało dużo więcej czasu niż pierwotnie założyliśmy. O dozwolonych 100 km na godzinę nie byliśmy w stanie nawet pomarzyć (a tyle tam można jechać i trzeba, jak się nie ma całego dnia). Pozostało nam pocieszyć się trochę widokami niczym z Rohanu, nie docierając do samego Mt Sunday.

Hakatere Conservation Park
Hakatere Conservation Park

Fairlie niedaleko Tekapo

Warto wspomnieć, że spory kawał drogi nr 8 – mniej więcej od Lake Tekapo do Fairlie to tak zwany rezerwat ciemnego nieba. Obszar położony na tyle daleko od siedzib ludzkich i przemysłu, że nocne niebo nie jest zanieczyszczone światłem sztucznym, a tym samym sprzyja obserwacjom astronomicznym.

McKenzie w Fairlie
McKenzie w Fairlie

Na nocleg dotarliśmy do miejscowości Fairlie. Zakwaterowanie nad Lake Tekapo było nastawione na bogatszych turystów, więc pojechaliśmy do miasteczka godzinę drogi dalej.

Hakatere Conservation Park
Hakatere Conservation Park

Ponieważ do snu zostało nam trochę czasu, pospacerowaliśmy po tym historycznym miejscu. Nie żartujemy – miasteczko szczyci się długą i bogatą historią sięgającą roku 1884, kiedy otworzono przebiegającą tędy linię kolejową. Potem tą właśnie koleją Zelandczycy wysyłali swoich chłopców na I wojnę światową, co do tej pory jest wydarzeniem. W centrum miasteczka stoi stary wagon kolejowy (przerobiony na mini-scenę). Jest też pomnik McKenziego – na wpół legendarnej postaci, od której nazwano ten region. Okazuje się, że był słynnym owcokradem i zbiegiem. Zapoznaliśmy się z historycznymi fotografiami pokazującymi główną ulicę – nasz hotel (Gladstone Grand Hotel – stęchły wiktoriański) już wtedy tutaj stał.

Jezioro Pukaki (i góra Cooka)
Jezioro Pukaki (i góra Cooka)

Ogólnie w całej Nowej Zelandii widać takie dorabianie wielkiej historii na siłę. Nas, Europejczyków, to może bawić, ale dla nich wynika to z potrzeby podkreślania swoich korzeni i swojego miejsca na świecie.

Jezioro Tekapo i kościół Dobrego Pasterza
Jezioro Tekapo i kościół Dobrego Pasterza

Natomiast pomijając Twizel, wszystkie te miejsca, w których kręcono filmy Jacksona w jakiś sposób wpisują się w nową historię kraju kiwi, budując posttolkienową historię i nieformalne nazewnictwo. Twizel, cóż, może gdy kiedyś wrócimy w tamte okolice, to właściciel tych ziem zmieni model biznesowy.

Hakatere Conservation Park
Hakatere Conservation Park

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Jezioro Tekapo
Szlak filmowy
Jezioro Tekapo

Nankin, konfucjanizm i przegląd historii Chin

Choć reżim komunistyczny w Chinach dopuścił się niejednej zbrodni, to chyba za największy nowożytny mord w Państwie Środka odpowiadają Japończycy. Mowa oczywiście o masakrze nankińskiej (lub gwałcie nankińskim). Nankin (chin. 南京) to jednak miasto dużo starsze, związane z rodzącym się konfucjanizmem w czasach cesarskich, także później z Republiką Chińską i wreszcie czasy komunistyczne. Sprawia to, że miasto samo w sobie jest bardzo interesującą mieszanką.

Nankin, schody do świątyni.
Nankin, schody do świątyni.

Masakra nankińska

Lata 30. XX wieku były dość burzliwym okresem w Chinach. Z jednej strony Japonia już zdążyła utworzyć marionetkowe państwo Mandżuko, na czele którego stanął ostatni cesarz Chin – Puyi. Z drugiej rozgorzało komunistyczne powstanie przeciw rządom Kuomintangu i Czang Kaj-Szeka. To właśnie wykorzystali Japończycy, atakując Chiny. Japończycy podobno zostali ostrzelani przez komunistów, ale był to tylko pretekst do wypowiedzenia otwartej wojny i inwazji. Dowodzący wojskami japońskimi generał Iwane Matsui, po podbiciu innych miast (w tym praktycznie zrównaniu Szanghaju) dotarł do ówczesnej stolicy Nankinu. Dał władzom ultimatum. Poddać się w ciągu 24 godzin albo rozpocznie zmasowany atak. Ten trwał nawet po wycofaniu się wojsk chińskich z Nakinu. Wtedy zaczęto mordować jeńców i cywili. Szacuje się, że mogło tu zginąć prawie 400 tysięcy osób. Trwało to przez 6 tygodni, poza mordowaniem dokonywano także zbiorowych gwałtów, nie oszczędzając nawet małych dziewczynek.

Okropieństwa tych mordów polegają nie tylko na liczbach, ale też podejściu do ludzi. Japończycy w 1937 potrafili nawet organizować sobie zawody w mordowaniu. Niektóre z nich, jak zmagania podporuczników Mukai Toshiaki i Noda Takeshi, którzy ścigali się, który pierwszy z nich zabije 100 Chińczyków, były relacjonowane w lokalnej prasie.

Pozostałości po starożytnych szkołach w Nankinie
Pozostałości po starożytnych szkołach w Nankinie

W mieście dziś znajduje się mauzoleum ofiar wojny. Chińczycy pamiętają o tym, ale nie eksponują tak mocno swojej tragedii jak innych elementów historii Nankinu. Niemniej jednak temat masakry jest wciąż bardzo drażliwy, zwłaszcza, że Japończycy niechętnie o tym chcą pamiętać. W tym kontekście tragedia Hiroszimy czy żywe wspomnienia inwazji na Okinawę i rozpamiętywanie ich bardzo przypomina kwestię Drezna i nieuzasadnionych zniszczeń odwetowych.

Stare Miasto w Nankinie
Stare Miasto w Nankinie

Nankin i cesarskie Chiny

Nankin to bardzo stare miasto i warto o tym pamiętać. Było jedną ze stolic państw chińskich, zanim doszło do zjednoczenia w czasach dynastii Qin. Potem wiele razy przenoszono tu stolicę cesarstwa. Miało wiele nazw – Jianye, Jiankang czy Jinling. Obecna znaczy tyle, co południowa stolica. W VI wieku miasto zostało zniszczone, ale potem na nowo rozwijało się w czasach dynastii Tang czy Ming. Przez lata Nankin był ważnym miastem w cesarstwie. Tu znajdowały się choćby szkoły urzędnicze i rozwijał konfucjanizm. Szkolnictwo dziś zostało uwiecznione w starym mieście, ale warto pamiętać, że także i dziś jest to bardzo ważny, chiński ośrodek akademicki.

Nankin nocą
Nankin nocą

W czasach dynastii Ming powstały między innymi mury miejskie. Prawdopodobnie to największe mury na świecie w momencie powstania i długo potem, liczyły sobie aż prawie 34 km długości. Oczywiście przy Wielkim Murze (starszym o prawie 1500 lat), ta długość nie robi wrażenia, ale jak się porówna z innymi miastami, także w Europie, to i owszem. Dziś część z tych umocnień jest do zwiedzania. Po Mingach zostało także mauzoleum Ming Xiaoling. Przypominają trochę Grobowce Mingów znajdujące się w okolicach Pekinu.

Nankin, pomniki upamiętniające dawny system nauczania
Nankin, pomniki upamiętniające dawny system nauczania

Stare Miasto i ośrodek akademicki

Warto poświęcić trochę czasu na dawny Nankin. To tu właśnie można natknąć się zarówno na przepiękne stare budynki, jak i pamiątki po dawnych urzędniczych szkołach. Można zobaczyć jak wyglądało szkolenie oraz w jakich warunkach odbywały się egzaminy. Jest tu wiele pomników ukazujących dawne nauczanie. Osoby poddawane urzędniczym egzaminom były zamykane w małych klitkach i siedziały tam czasem nawet podobno do 40 godzin, zdając kolejne testy. Dziś Nankin także jest ośrodkiem uniwersyteckim, ale już trochę innego rodzaju. W Starym Mieście zlokalizowane są też różne targowiska.

Konfucjusz w jednej ze świątyń (Nankin)
Konfucjusz w jednej ze świątyń (Nankin)

Nankin i konfucjanizm

Konfucjusz mocno naznaczył Nankin. Choć sam filozof żył w czasach sprzed zjednoczenia Chin, na przełomie VI i V wieku p.n.e., to jego przemyślenia ukształtowały cesarstwo. Stały się wykładnią, tak pieczołowicie powtarzaną, iż przeistoczyły się w religię. W 1034 roku zbudowano świątynię Fuzimiao.

Pomnik Konfucjusza
Pomnik Konfucjusza

Jeśli patrzeć teologicznie, trudno rozróżnić czy konfucjanizm to religia czy filozofia. Raczej należałoby wskazać, iż filozofia z pewnym poglądem na życie po śmierci. To wystarczyło, w Chinach zatarła się ta granica. Konfucjusz jest jednym z kolejnych bożków. Efekt jest taki, że ludzie faktycznie załatwiają sprawy (a raczej składają ofiary w pewnych intencjach) w świątyni taoistycznej, buddyjskiej i konfucjańskiej. Któryś z bogów pomoże, a wszyscy powinni zostać dopieszczeni.

Mauzoleum  doktora Sun Jat-Sena (Nankin, Chiny)
Mauzoleum doktora Sun Jat-Sena (Nankin, Chiny)

Mauzoleum Sun Jat-sena w Nankinie

Jednym z największych kuriozów komunistycznych Chin jest mauzoleum Sun Jat-sena. Doktor Sun Jat-sen to pierwszy prezydent Republiki Chińskiej, na Tajwanie wciąż uznawany za ojca narodu. Twórca Kuomintangu, odegrał istotną rolę w obaleniu dynastii Qing. W Chińskiej Republice Ludowej uznawany jest jednak za prekursora demokracji ludowej, tym samym można o nim wspominać.

Doktor Sun Jat-sen, założyciel Republiki Chińskiej
Doktor Sun Jat-sen, założyciel Republiki Chińskiej

Mauzoleum Sun Jat-sena ma 8000 metrów kwadratowych. Wykonano je według tradycji cesarskich, ale jednocześnie trochę unowocześniono. W oczy bardzo rzucają się schody, które prowadzą do głównego grobowca. Jest ich prawie 400, więc jest to niezła trasa do pokonania.

Mauzoleum Sun Jat-sena
Mauzoleum Sun Jat-sena

Most na rzece Jangcy (Nankin)

Z czasów komunistycznych najważniejszym zabytkiem jest most na rzece Jangcy. Otwarty w 1968 roku, liczy sobie jakieś 5 km długości. Ma dwa poziomy: drogowy i kolejowy, a także miejsca do zwiedzania (przede wszystkim widokowe i małe muzeum, oczywiście komunizmu). Swoją drogą jest to jedno z nielicznych miejsc w Chinach, gdzie taką twardą pozostałość po komunizmie można normalnie zobaczyć. Pomijając Pekin, dziś w wielu miejscach socrealistyczne pomniki czy zabudowa zostają zastąpione nowoczesnością.

Pomnik Mao Tse Tunga przy moście
Pomnik Mao Tse Tunga przy moście

Od 2006 roku most słynie z innego powodu. Wyprzedził Golden Gate Bridge w San Franciso i stał się najchętniej wybieranym mostem przez samobójców, by z niego skoczyć. Niechlubny rekord.

Most na rzece Jangcy
Most na rzece Jangcy

Jezioro Xuanwu w Nanikinie

Będąc w Nankinie warto też przejść się w okolice jeziora Xuanwu, zwłaszcza wieczorem. To właśnie tam wylegają Chińczycy, by bawić się na ulicy. Uświadczymy tu karaoke i masę innych zabaw, a przede wszystkim prawdziwych ludzi. Jezioro to jest bardzo ważne ze względu na legendy, podobno mieszkał w nim kiedyś czarny smok.

Gong w świątyni
Gong w świątyni

Najnowszą atrakcją Nankinu, której nie widzieliśmy bo otwarto ją dopiero w 2015, jest porcelanowa wieża. Oryginalna pochodzi z 1412 roku. Uznawano ją za jeden z cudów świata, pojawiła się też w „Rajskim ogrodzie” Hansa Christiana Andersena. Zniszczono ją ostatecznie w 1856 (wcześniej ucierpiała podczas powstania tajpingów). W 2010 podjęto próby odbudowania jej, zakończone sukcesem. To też ładnie ukazuje burzliwą historię tego miasta, zdecydowanie ciekawszego niż wspomniana już Hiroszima.

Jezioro Xuanwu i widok na Nankin
Jezioro Xuanwu i widok na Nankin

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak chiński
Nankin

Park Narodowy Jezior Plitwickich (Jeziora Plitwickie)

Chorwacja zachwyca wspaniałym wybrzeżem Adriatyku, interesującą architekturą, ale przyrodniczą perłą w koronie jest bez wątpienia Park Narodowy Jezior Plitwickich (chor. Nacionalni park Plitvička jezera), czasem zwane Plitwicami (Plitvice). Jeziora Plitwickie to imponujące miejsce spacerowe bez wątpienia wyróżniające się nie tylko w Chorwacji, ale w skali światowej. Jedyny minus to ogromne ilości turystów. Ale nawet jeśli mamy stać i czekać na swoją kolej, by zrobić zdjęcie, czy przejść, to i tak warto.

Piękna woda w jeziorach Plitwickich
Piękna woda w jeziorach Plitwickich

Park Narodowy Jezior Plitwickich

Plitwice zajmują obecnie obszar prawie 30 tysięcy hektarów. Park rozciąga się na 8 km, jezior zaś w sumie jest tu 16. Na listę światowego dziedzictwa UNESCO zostały wpisany w 1979 roku, zaś już od 1949 są obszarem chronionym. Do parku prowadzą cztery różne wejścia, przy każdym z nich znajduje się płatny parking. Parking to trochę dużo powiedziane. Część miejsc faktycznie jest przygotowanych, ale reszta to po prostu droga prowadząca w las, gdzie można legalnie postawić samochód. Niełatwo o miejsce postojowe; widać dużo rejestracji z Polski, czy wiele innych spoza Chorwacji.

Trasa między wodospadami
Trasa między wodospadami

Jeziora Plitwickie znajdują się na obszarze masywu górskiego Mała Kapela, części Gór Dynarskich. Te jeziora z nazwy parku to dwa zespoły jezior: Jeziora Górne (jest ich 12) i Jeziora Dolne (w sumie 4), które są połączone ze sobą trawertynowymi kaskadami. Na nich utworzyły się zjawiskowe wodospady – jest ich ponad 90! Za to aż 80% parku jest porośnięte lasem (głównie bukowym).

Jeziora Plitwickie
Jeziora Plitwickie

Zwiedzanie Jezior Plitwickich

Podobnie jak w Parku Narodowym rzeki Krka, tak i tutaj duża część drogi prowadzi drewnianymi kładkami, a część z nich jest zalana z uwagi na wysoki stan wody.
W maju pogoda była trochę w kratkę, co widać na zdjęciach: trochę przejaśnień i trochę mżawki. Ale z drugiej strony ta pogoda „przerzedza” ilość osób, a ich tu i tak było sporo.

Jeden z wodospadów
Jeden z wodospadów

Jeziora Plitwickie – inne atrakcje

W Parku Narodowym Jezior Plitwickich jedna z odnóg szlaku prowadzi do jaskini krasowej. Rzekomo zamieszkanej przez nietoperze. Myśmy nie wypatrzyli żadnego, może dlatego że to miejsce jest naprawdę tłumnie odwiedzane przez turystów – w sezonie nawet kilka tysięcy osób dziennie – i nietoperze przeniosły się w spokojniejsze miejsca. Za to w rzece zauważyliśmy raki – znak, że woda jest naprawdę czysta. Prócz raków jest tu wiele ptaków, żab, ale to też ciekawe miejsce na obserwowanie rybich ławic.

Jeziora Plitwickie
Jeziora Plitwickie
Jaskinia krasowa
Jaskinia krasowa

Najsłynniejsze widoki Plitwic

Chyba najbardziej efektowny widok – i jeden z bardziej znanych widoków z Chorwacji. Z położonej wyżej ścieżki widać zjawiskowe trawertynowe kaskady. Różnica wysokości tafli Górnych i Dolnych jezior wynosi 153 metry – taką różnicę poziomów pokonują liczne wodospady na potoku łączącym obie grupy jezior. Tutaj znajduje się także najwyższy w Chorwacji wodospad: Vielki Slap o wysokości prawie 80 metrów. Tworzy go opływający park potok Plitvicki spadający w głęboką nieckę.

Szlak w Parku Narodowym Jezior Plitwickich
Jeziora Plitwickie
Vielki Slap (Jeziora Plitwickie)
Vielki Slap (Jeziora Plitwickie)

Poruszanie się po PN Jezior Plitwickich

Park jest dość spory, a przechodzenie od jednego miejsca do drugiego może zająć zbyt wiele czasu, więc są tu ułatwienia. Z jednej strony między parkingami i wejściami kursuje „pociąg” (czy raczej ciągnik). Z drugiej po jeziorach mamy stateczki-promy. Pozwala to na zrobienie na spokojnie w jeden dzień obu głównych tras.

Kaczor i ryby
Kaczor i ryby

Część trasy odbywa się takimi stateczkami-promami jak na zdjęciu poniżej. Nie jest to konieczne, ale przydatne. Zwłaszcza przemieszczanie się między górnymi i dolnymi jeziorami może być czasochłonne, zaś droga nie jest już tak atrakcyjna. Trasę tę można też przejechać.

Jeziora Plitwickie
Jeziora Plitwickie

Trasy i dojazd do Jezior Plitwickich

Są dwa wejścia do Parku. Nr 1 znajduje się na północy, nr 2 bardziej na południu. Wiele opisów w sieci sugeruje, że bardziej optymalne jest wejście nr 1, bo znajduje się bliżej Vielkiego Slapu i najważniejszych atrakcji. Zaiste, zwłaszcza jak na park nie poświęcamy większości dnia, a tylko jego część, to faktycznie optymalne rozwiązanie. My jednak zrobiliśmy na odwrót. Zaczęliśmy przy wejściu nr 2 i obejrzeliśmy wpierw górne jeziora, które przypominają trochę to, co już widzieliśmy parku rzeki Krka. To nadal piękne miejsce, ale zgodnie z większością opinii, górne jeziora (okolice wodospadu) są faktycznie bardziej atrakcyjne i unikalne. Więc mając więcej czasu, u nas był to prawie cały dzień na ten park, najlepsze zostawiliśmy sobie na koniec.

Jeziora Plitwickie
Jeziora Plitwickie

Jeziora Plitwickie a wojna

Park Narodowy Jezior Plitwickich to naprawdę bajeczne miejsce, ale nie uchroniło go to przed okrucieństwami wojny. Podczas rozpadu Jugosławii to właśnie tutaj zginęła pierwsza ofiara wojenna. Chorwacki milicjant, który został zabity przez serbskich żołnierzy. Serbska okupacja tego miejsca trwała pięć lat. Szczęśliwie dziś można się cieszyć bez przeszkód tym pięknym miejscem.

Kaskady w Plitwicach
Kaskady w Plitwicach

Wejściówki do Plitwic

Ceny i godziny otwarcia warto sprawdzić na stronie parku (bilety można rezerwować tutaj i jest to bardzo dobra opcja, bo obecnie ilość zwiedzających dziennie Jeziora Plitwickie została ograniczona do 10 tysięcy). Zaś podobnie jak w wielu innych miejscach, tu także warto być rano, by ominąć tłumy ludzi. Wybierając się na przechadzkę, warto pamiętać o czymś do przekąszenia oraz o wodzie (choć pewnie tamtą wodę można pić bezpiecznie).

Słynny widok na Plitwice
Słynny widok na Plitwice

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak chorwacki
PN Jezior Plitwickich