Archiwa tagu: klif

Drastis, Kanał Miłości, Paleokastritsa, Porto Timoni, klify i północne Korfu

Korfu uchodzi za najbardziej zieloną z wysp greckich. Przede wszystkim dzięki uprawie oliwek oraz rosnącym gdzieniegdzie gajom cyprysowym, a także odpowiedniej pogodzie, która sprawia, że poza sezonem dość często tu pada. Ale równie charakterystyczne jest też wybrzeże Korfu, z przepięknymi plażami i klifami, w szczególności na północnym zachodzie. Najbardziej znane punkty to Kanał Miłości, przylądek Drastis, plaża Logas, Porto Timoni czy Paleokastritsa. To miejsca, które można zarówno objechać w jeden dzień, zatrzymując się przy każdym na chwilę, jak i poświęcić im więcej czasu, by spokojnie je eksplorować czy plażować. Wiele z nich zaś znajdziemy na pocztówkach i folderowych zdjęciach reklamujących tę wyspę.

Kanał Miłości, Korfu
Kanał Miłości, Korfu

Kanał Miłości

Zdecydowanie najsłabiej ze wspomnianych punktów wypada naszym zdaniem Kanał Miłości (Canal D’Amour). Dlatego właśnie warto zacząć swoją podróż od niego. Znajduje się on w turystycznej miejscowości Sidari (gr. Σιδάρι), pełnej hotelików i knajp czy sklepów oraz rzucających się w oczy szyldów. To taki typowy kurort, pozbawiony klimatu. I to właśnie stanowi problem. Sam kanał jest malowniczy, ale stosunkowo niewielki. Natomiast dostęp do niego został w praktyce obstawiony jakimiś barami, czy hotelami. Prawdę mówiąc najłatwiej zatrzymać się na parkingu jednej z restauracji i stamtąd pójść nad kanał. Parking jest darmowy, ale tylko dla klientów. W każdym razie jak obieca się kupić coś do picia, to normalnie przymykają na to oko. Ale w szczycie sezonu znalezienie parkingu może stanowić problem. No i jest to istotne miejsce na trasie wycieczkowej, więc będzie tu też dużo ludzi.

Kanał Miłości
Kanał Miłości

Kanał to piękny klif w piaskowcu, natomiast w bliskiej okolicy jest ich kilka, włączając to mały kanał. No i wszędzie są plaże. Czysta turkusowa woda, żółty piaskowiec i jeszcze zieleń, plus błękit morza i przy dobrej pogodzie widok na Albanię to widok zapadający w pamięć. Zdecydowanym plusem jest to, że można sobie trochę po tych skałach pochodzić. Można również wykupić wycieczkę łodzią, by móc podziwiać kanał i jego okolicę z wody. Nazwa kanału jest chwytliwa i wiąże się z nią legendą (możliwe, że wymyśloną na potrzeby rozreklamowania tego miejsca). Samotne kobiety jeśli przepłyną przez kanał, to w ciągu roku znajdą swoją drugą połówkę. Zaś pary, które razem się tu wykąpią, połączy wieczna miłość. Z tym pływaniem jest kilka wersji, włącznie z przepłynięciem przez morską jaskinię lub skokiem z klifu do wody, zależy kto opowiada historię. W każdym razie miejsce jest oblegane przez turystów.

Canal D’Amour
Canal D’Amour

Przylądek Drastis

Jeśli chodzi o skały i klify, przylądek Drastis (Cape Drastis) wygląda dość podobnie, ale przede wszystkim jest mniej dostępny. Nie ma jednego punktu, do którego można dojść. Jest kilka ścieżek, ale już najwyżej położony punkt to ogrodzona własność prywatna, na którą nie da się wejść. Jedną z możliwości jest opłynięcie przylądka, mamy tu przystań, która czeka na turystów i oferuje tego typu wycieczki (znajduje się ona na wschodzie). Można też popatrzeć na całość z góry. Jest to bardzo ładny i charakterystyczny klif, jedna z ikon Korfu. Kolory podobne do Kanału Miłości, choć piaskowiec zdawał się bardziej biały. Dodatkowo część skał to obecnie małe wysepki. Całość robi to bardzo dobre wrażenie, no i plusem jest brak infrastruktury turystycznej, co daje odczucie bardziej dzikiej i naturalnej części wyspy.

Zatoczka Gravas, przylądek Drastis
Zatoczka Gravas, przylądek Drastis

Dojazd do Drastis jest bardziej dziki, jest to droga szutrowa. Należy wpierw kierować się na miejscowość Peroulades, a potem odbić na północ. Znajdziemy tu kilka miejsc parkingowych, acz niewiele. Wszystko za darmo. Plusem jest to, że właściwie nie docierają tu też duże wycieczki. Dotarcie jest problemowe zbyt trudne dla autokarów.

Zatoczka Gravas, przylądek Drastis
Zatoczka Gravas, przylądek Drastis

Alternatywą jest też wybranie się do zatoczki Gravas, tu dojazd jest od wschodniej strony. Droga znów słabej jakości. Za to stąd czasem można wynająć rejs stateczkiem wokół przylądka Drastis. Zresztą sama zatoczka i tak przyciąga ludzi do odpoczywania.

Przylądek Drastis, Korfu
Przylądek Drastis, Korfu

Plaża Logas

W miejscowości Peroulades znajduje się jeszcze jedno przepiękne miejsce. Kamienista plaża Logas (Logas Beach) przy klifie. Plaża przynajmniej z nazwy, bowiem jest naprawdę niewielka i większość osób, która tu przybywa raczej ogląda wysokie klify, acz widzieliśmy pojedynczych zażywających kąpieli. Podobnie jak w przypadku Kanału Miłości tak i tu okolica jest obstawiona barami, lecz szczęśliwie raczej są one z boku. W kawiarni „7th Heaven” znajduje się między innymi szklany mostek, z którego można podziwiać klif z góry. Na kamienistą plaże na dole prowadzą schody. Taka typowa plaża, na której jest i piasek, a za nim klify, znajduje się bardziej na południe w miejscowości Agios Stefanos.

Plaża Logas, klify Korfu
Plaża Logas, klify Korfu

Natomiast plażę Logas nazywa się czasem plażą Zachodzącego Słońca (Sunset Beach), gdyż podobno zachody są tu najpiękniejsze na całym Korfu. Na ile to marketing, nie weryfikowaliśmy. Ale istotne jest tu ułożenie geograficzne. Klif idzie z północy na południe, więc przez pierwszą część dnia plaża jest zacieniona. Zaś gdy słońce chyli się ku zachodowi, to dodatkowo skały bardzo ładnie się w nim mienią. Geologicznie to wciąż te same piaskowce, co w przypadku pobliskiego Drastis.

Plaża Logas, klify Korfu
Plaża Logas, klify Korfu

Porto Timoni i Afionas

Nas jednak zdecydowanie bardziej przyciągnęła miejscowość Afionas, która jest dokładnie odwrotnością Sidari. Faktem jest, że Afionas obecnie też jest turystyczna, ale zamiast iść w typowe, kurortowe „atrakcje” udało się zachować klimat dawnego greckiego miasta. Oczywiście przystosowanego pod turystykę, coś co udało się zrobić choćby w centrum Chani. Natomiast już krótki spacer między domkami jest bardzo przyjemnym przeżyciem. Zwłaszcza, że wiele domów jest bielonych, drzwi czy okiennice oczywiście niebieskie, zaś przy większości z chat znajdują się zadbane ogrody. Zabudowa jest bardzo „grecka”, co jest nietypowe dla Korfu.

Porto Timoni
Porto Timoni

Do Afionas przybywa się, by zobaczyć przede wszystkim Porto Timoni zwaną też Podwójną Zatoką (Double Bay). To przepiękny przylądek z wąskim przesmykiem, po którego obu stronach znajdują się plaże: Porto Timoni i Plaża Piratów. Gdy się wdrapiemy na wzniesienie, to ukaże nam się przepiękny widok. Punkt widokowy jest trochę zaimprowizowany, to kawałek skały pośród krzaków, ale się sprawdza. Wiele osób, które tu przybywają, idzie przede wszystkim na plażę, ale zdecydowanie warto obejrzeć okolicę z góry.

Przepiękne uliczki w Afionas
Przepiękne uliczki w Afionas

Afionas oferuje już trochę więcej atrakcji. Jest tu nawet miejsce do oglądania zachodów słońca nad Morzem Jońskim. Zaś przy Porto Timoni mamy możliwość zobaczenia jaskiń oraz małej cerkwi. To też dobre miejsce dla odpoczywających, bardzo blisko znajduje się szeroka plaża Agios Georgios i całkiem spora infrastruktura turystyczna (można stamtąd popłynąć do Porto Timoni). Dojście do plaży, a już zwłaszcza punktów widokowych na nią, może przysporzyć problemów. Tym razem nie są to już ścieżki przygotowane pod turystów z wózkami. No i nie da się tu podjechać samochodem, trzeba go zostawić w Afionas.

Porto Timoni
Porto Timoni

Paleokastritsa

Kolejna miejscowość to Paleokastritsa (grec.Παλαιοκαστρίτσα), co znaczy tyle co „stary zamek”. Zdecydowanie bardziej turystyczna niż Afionas, ale wciąż jeszcze się broniąca za sprawą przepięknego położenia i mniej przaśna niż Sidari. Znajduje się tu plaża Agios Spirdon, niewielka w ładnej zatoczce. Ale dodatkową atrakcją są tu groty morskie, przede wszystkim jaskinia Niebieskiego Oka. Stąd można sobie wziąć wycieczkę łodzią, by coś takiego zobaczyć. Tym razem sobie odpuściliśmy znając już kilka podobnych miejsc (Błękitna Grota, Capri czy nawet Kawo Greko). Pływanie po okolicy może być zajmujące, mamy tu sześć zatok do odwiedzenia: Agia Triada, Platakia, Alipa, Agios Spirydon, Agios Petros, Ambelaki. Zaś całą okolicę nazywa się czasem Zatoką Pięciopalczastą.

Paleokastritsa
Paleokastritsa

Alternatywą są przepiękne widoki z gór, choćby z monastyru Paleokastritsa. To niewielki monastyr Panagia Theotokou, przepięknie położony, z mnóstwem kwiatów. To doskonały punkt widokowy. Można do niego dojść lub dojechać: droga jest asfaltowa i dość kręta,. przypadku jadąc autem trzeba zwrócić uwagę na  sygnalizację świetlną. Nie ma możliwości mijania się, więc ruch jest wahadłowy. W klasztorze znajduje się także muzeum, do którego wstęp jest płatny.

Panagia Theotokou
Panagia Theotokou

Korfu jest wspomniane w „Odysei” Homera. I to właśnie w tym miejscu podobno zacumował Odyseusz. Zresztą jedną ze skał przyjęło się nazywać łodzią Odyseusza. Samo Paleokastritsa to miejsce, w którym można zostać dłużej, by eksplorować okoliczne zatoczki z plażami, jak również bizantyjski zamek Angelokastro (Zamek Aniołów), czy raczej jego ruiny. To kolejny dobry punkt widokowy na okolicę. No i znajduje się tu infrastruktura turystyczna z akwariami i innymi atrakcjami.

Paleokastritsa
Paleokastritsa

Plaża Mirtiotissas

Z ładnie położonych plaż na Korfu, między klifami, warto też wymienić niewielką Mirtiotissas. Wygląda bardzo ciekawie, zwłaszcza z góry. Dojazd jest tu utrudniony, wejście na samą plażę również ze względu na kamienie. Piasek jest za skałami oddzielającymi ją od drogi. Pewnie dlatego jest to plaża lubiana przez naturystów.

Plaża Mirtiotissas
Plaża Mirtiotissas

Drastis i klify północno-zachodniego Korfu

Północno-zachodnie wybrzeże Korfu jest naprawdę przepiękne i bardzo klimatyczne, a przy tym różnorodne. Amatorzy plażowania będą zadowoleni. Nas, spragnionych naturalnych widoków, Korfu zachwyciła tym przepięknym połączeniem klifów i plaż, tak różnych, zjawiskowych i zapadających w pamięć.

Przylądek Drastis
Przylądek Drastis

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak grecki
Drastis i klify Korfu

Park Narodowy Kawo Greko (Cape Greco)

Kawo Greko (grec. Κάβο Γκρέκο, ang. Cape Greco) to najdalej wysunięty na południowy-wschód fragment Cypru. Przylądek ten to wspaniałe klify, skały, morskie jaskinie, laguny, park narodowy oraz atrakcja turystyczna, a przede wszystkim malownicze miejsce, gdzie można spokojnie obcować z naturą.

Morskie jaskinie w Parku Narodowym Kawo Greko
Morskie jaskinie w Parku Narodowym Kawo Greko

Atrakcje Kawo Greko

Turystycznym centrum w tej okolicy jest miejscowość Ajia Napa lub Ayia Napa (grec. Αγία Νάπα, ang. Aya Napa). To dawne weneckie miasteczko dziś słynie z clubbingu i plaż. I to jest też dobre miejsce, by zacząć zwiedzanie plaż i klifów. Agia Napa (bo i taką formę zapisu się spotyka) jest oddalona od Visitors Center w Kavo Greko jakieś 8 kilometrów. Jeżdżą tu autobusy, ale cały park jest trochę porozbijany i nie wszędzie nimi dojedziemy, kwestię godzin tym bardziej należy pominąć. W Agii można też zobaczyć formacje skalne jak Love Bridge (Most Miłości), albo też w niedalekiej okolicy przejść się ścieżką Afrodyty (miejsc upamiętniających tę boginię na Cyprze jest wiele).

Widok z morskiej jaskini (Cape Greco)
Widok z morskiej jaskini (Cape Greco)

Więc jeśli mamy czas, to z Agii można poświęcić sobie większość dnia na jego zwiedzenie spacerem, zatrzymując się chwilę na plażach. Alternatywą jest zwiedzanie samochodem bądź innym środkiem transportu, transport publiczny raczej odpada. Własne auto pozwoli skakać między różnymi punktami parku. Oczywiście każdy ma parking, który jest darmowy, podobnie jak wejściówka do samego parku (nie ma żadnej kontroli). Wówczas na spokojnie całość można zobaczyć w ciągu 3-4 godzin (lub mniej, jeśli ograniczymy ilość punktów). Trzeba się jednak liczyć z przejazdem przez drogi szutrowe.

Do jednej z jaskiń się schodzi
Do jednej z jaskiń się schodzi

Morskie jaskinie (Kawo Greko / Cape Greco)

Pierwszy punkt, przy którym zdecydowanie warto się zatrzymać to morskie jaskinie (Sea caves). Przez miejscowych bywają nazwane Kamiennymi zamkami Cape Greco. Są to piękne klify nad lazurową wodą. dzięki nieustannej działalności morza i w mniejszym stopniu wiatru w wapiennej skale powstały jaskinie. Jest to jeden z najbardziej znanych i rozpoznawalnych fragmentów parku, ale i Cypru. Tym samym jest też tłumnie odwiedzany.

Groty oglądane z góry nie wyglądają na duże. Nie da się do nich wpłynąć (jak na Capri czy w Błękitnej Grocie na Malcie). Ale jest ich tu więcej na stosunkowo niewielkim obszarze. Do jednej z tych jaskiń można sobie zejść i popatrzyć na morze przez kamienny otwór. Nie jest to „autoryzowane” zejście. Raczej ludzie znaleźli sposób, by się tam ześlizgnąć, wymaga to małej wspinaczki. Zaś jeśli chodzi o morze, to czasem przepływają tu też statki z turystami. Niektórzy ludzie tu się kąpią, choć formalnie jest to zakazane. To jeden z bardziej rozpoznawalnych fragmentów parku.

Morskie jaskinie Kawo Greko z góry
Morskie jaskinie Kawo Greko z góry

Kawo Greko: Pomnik Pokoju

Zdecydowanie najlepszym punktem widokowym na Cape Greco jest wzniesienie, na którym znajduje się Pomnik Pokoju, a także ławeczka, oblegana przez Istagramerów. To fragment, który wymaga dojścia, nawet jeśli jesteśmy zmotoryzowani. Nie podjedziemy na samą górę. Wzniesienie jest niewielkie, choć warto pamiętać, że najwyższa góra Cypru – Olimp – ma prawie 2000 metrów. W tym punkcie Kawo Greko dość dobrze widać zarówno okolicę, jak i morze, a także brytyjską bazę wojskową. Ta znajduje się na samym końcu przylądka, tym samym blokuje inny wyśmienity punkt widokowy i plażę, jest to bowiem teren zamknięty. Stamtąd, jakieś 170 km na południowy wschód wznosi się libańskie Trypolis. Podobno przy dobrej pogodzie można coś dostrzec. Natomiast sama okolica pomnika zapewnia wspaniałe krajobrazy. To też jedna z możliwości obcowania z tutejszą roślinnością. Pomijając ten fragment, większość najciekawszych elementów parku znajduje się raczej na wybrzeżu, tu mamy trochę lasu.

Klify Kawo Greko (Cape Greco) na Cyprze
Klify Kawo Greko (Cape Greco) na Cyprze

Tu też rozciąga się właściwy Park Narodowy Kawo Greko. Obszar ten liczy sobie około 385 hektarów. Żyje tu ponad 70 gatunków zwierząt i występuje 400 gatunków roślin. Formalnie jest to też teren lesisty, ale przede wszystkim występują tu krzewy i dość niewielkie drzewa. No i porozrzucane są punkty widokowe. W niektórych miejscach nawet znajdują się tabliczki z nazwą rośliny.

Pomnik Pokoju (Cypr, Kawo Greko)
Pomnik Pokoju (Cypr, Kawo Greko)

Kawo Greko: Błękitna Laguna

Kolejny punkt znajduje się dość blisko głównego cypla (na który nie wjedziemy do końca, ze względu na wspomnianą bazę). To malownicza zatoczka Błękitna Laguna (The Blue Lagoon). Jak w wielu innych miejscach, można się tu zatrzymać, podejść i napawać pięknem natury. To też miejsce, gdzie znów ludzie się kąpią.Wybrzeże laguny jest dość kamieniste, pełne skał, więc gdy są duże fale może być niebezpiecznie. Od strony bazy wojskowej ulokowali się sprzedawcy jedzenia. W sezonie możemy się tu spodziewać zatrzęsienia turystów.

Błękitna Laguna na Cyprze
Błękitna Laguna na Cyprze
Widok na Błękitną Lagunę (Cape Greco - Cypr)
Widok na Błękitną Lagunę (Cape Greco – Cypr)

Kawo Greko: Łuk kamienny

Potem można albo próbować dotrzeć do granicy bazy albo udać się na północ. Tam kolejny przystanek to łuk kamienny Kamara Tou Koraka. Cypryjczycy nie pozwalają na niego wchodzić, otoczono go płotem w nadziei, że może dzięki temu postoi dłużej. Jest kolejnym przykładem erozji skał na klifie, w tym wypadku część klifu runęła do morza zostawiając obecną formację. Przy łuku znajduje się mały parking i dodatkowe punkty widokowe.

Kamara Tou Koraka
Kamara Tou Koraka

Cerkiew nad brzegiem morza

Jeszcze dalej na północ znajduje się mała cerkiew Agioi Anargiroi. Położona praktycznie przy samym klifie, pięknie pomalowana, łącząca niebieski kolor z bielą. Wewnątrz raczej niepozorna, acz zdecydowanie zadbana. Na zewnątrz też niespecjalnie się wyróżnia, pomijając jej urokliwą lokalizację. Wokół niej łażą koty, które się łaszą i żebrzą o jedzenie. Natomiast za kościołkiem znajduje się zejście do kolejnej morskiej jaskini. Tym razem już „autoryzowane”, czyli ze schodami i poręczą. Ta jaskinia jest o tyle fajna, że znajduje się blisko poziomu morza, więc doskonale widać tu skutki erozji. To znów miejsce, gdzie pojawia się wielu turystów i niestety w tym wypadku ciężko ich wyminąć. Nawet poza sezonem jest ciężko.

Fragment morskiej groty (Cape Greco)
Fragment morskiej groty (Cape Greco)
Cerkiew Agioi Anargiroi
Cerkiew Agioi Anargiroi

Zwiedzanie Cape Greco

Mając czas można jeszcze udać się dalej na północ, za miejscowością Konnos (gdzie znajduje się plaża i ośrodki turystyczne), znajdziemy jeszcze jedną grotę – Jaskinię Cyklopa. Natomiast całe Kawo Greko to przykład naturalnego piękna Cypru, nie bez powodu uchodzi za jedno z najładniejszych miejsc na wyspie. Trzeba pamiętać, że cały Park Narodowy jest obszarem chronionym z wieloma pięknymi urwiskami i punktami widokowymi. To miejsce, w którym można spędzić zarówno cały dzień, spokojnie się nim delektując, jak i kilka godzin, by dotrzeć do najbardziej znanych punktów. Kawo Greko to idealne miejsce także na aktywny wypoczynek, czy to trekking, jazdę na rowerze lub na quadzie czy buggy, a nawet są tu ścieżki przeznaczone do jazdy konnej. Bez wątpienia to miejsce na Cyprze, na które warto poświęcić czas.

Widok z okolic Pomnika Pokoju
Widok z okolic Pomnika Pokoju

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak cypryjski
PN Kawo Greko

Park Narodowy Płaskowyż Hortona i kraniec świata

Park Narodowy Płaskowyżu Hortona (Horton’s Plain National Park) lub skrótowo Płaskowyż Hortona to obszar chroniony znajdujący się na obszarze górskim Sri Lanki, na wysokości 2100 – 2300 m n.p.m. Na listę parków narodowych obszar ten trafił w 1988 roku, ale już w XIX wieku Brytyjczycy docenili odrębność tego płaskowyżu i pozostawili nietknięty jako teren łowiecki. Tworzą go trawiaste wzgórza i lasy mgliste. Drugą atrakcją są bardzo wysokie uskoki, najwyższy z nich nazywa się Końcem Świata (lub Krańcem w innym tłumaczeniu, które lepiej oddaje oryginalne znaczenie).

Ścieżka w Parku Narodowym Płaskowyżu Hortona
Ścieżka w Parku Narodowym Płaskowyżu Hortona

Lasy mgliste na Sri Lance

Lasy mgliste to taka szczególna odmiana lasów podzwrotnikowych na terenach górskich, gdzie przez kondensację wilgoci stale utrzymują się mgły i bardzo duża wilgotność. Warunki konieczne do powstania lasów mglistych są na tyle specyficzne, że tylko około 1% światowych lasów to lasy mgliste. Z mglistymi takimi mieliśmy do czynienia do tej pory w Tanzanii, w Parku Narodowym Ngorongoro na krawędzi kaldery dawnego wulkanu.

Rzeki, czasem trzeba przez nie przejść (może to wymagać trochę skakania)
Rzeki, czasem trzeba przez nie przejść (może to wymagać trochę skakania)

Płaskowyż Hortona: Zwierzęta

Na płaskowyżu Hortona żyje wiele gatunków zwierząt, niektóre z nich są endemitami. Do najważniejszych należą występujące w wielu miejscach Azji jelenie sambar i lamparty. Kiedyś występowały tu także słonie, ale brytyjski odkrywca i myśliwy – sir Samuel Baker (1821 – 1893) – pasjami polował na słonie, doprowadzając je niemal do wymarcia w regionie Nuwara Eliya, zaś do lat 40. XX wieku nie było ich już wcale.

Sambar jednobarwny (Rusa unicolor)
Sambar jednobarwny (Rusa unicolor)

Niestety oprócz jeleni nie spotkaliśmy praktycznie żadnych innych zwierząt, nawet ptaków. Najpewniej przebywają one w dalszych częściach płaskowyżu, z dala od hałaśliwych turystów. Jednak jest to miejsce, do którego nie jeździ się dla zwierząt, a dla niesamowitych, trochę surowych krajobrazów. To przepiękny park narodowy.

Turyści na Płaskowyżu Hortona
Turyści na Płaskowyżu Hortona

Płaskowyż Hortona: Wodospad i uskoki

Kluczową atrakcją Hortona jest Kraniec ŚwiataWorld’s End. Nazwano tak klif wznoszący się nad przepaścią liczącą 1300 metrów głębokości. Dalej w parku znajduje się Mały Kraniec Świata ze spadkiem liczącym 300 metrów. Ze względu na mgłę nie udało nam się zobaczyć nic a nic. Nie ważyliśmy się zbliżyć do krawędzi – było ślisko, a brakowało barierki. Miesiąc przed naszą wizytą zginęła tutaj niemiecka turystka. Zaś jeśli chodzi o widoki, przy dobrej pogodzie można tu dostrzec Szczyt Adama i nawet Ocean Indyjski. Mgła na Końcu Świata występuje dość często, podobno warto się tu udać we wczesnych godzinach porannych, wówczas jest większa szansa na przejrzystą pogodę.

Kraniec Świata / Koniec Świata
Kraniec Świata / Koniec Świata

Popularnością cieszy się także wodospad Bakera, nazwany tak na cześć wspomnianego już Samuela Bakera. Wodospad mierzy 20 metrów wysokości. Na Płaskowyżu Hortona znajdują się początki trzech głównych rzek na Cejlonie: Mahaweli, Kelani i Walawe.

Wodospad Bakera
Wodospad Bakera

Płaskowyż Hortona: Trasa

Pełny okrężny szlak w Płaskowyżu Hortona liczy jakieś 9,5 kilometrów i nie jest bardzo wymagający, nie po Szczycie Adama. Przed wejściem zabrano nam wszystkie foliowe torebki, a jedzenie w rodzaju herbatników przesypano w papierowe torebki. Wodę w plastikowych butelkach mogliśmy wnieść. Ma to oczywiście na celu ustrzeżenie parku przed zaśmieceniem, a zwierzęta przed przypadkowym zjedzeniem śmiertelnie groźnych dla nich folii. Cóż, fama indyjskich turystów, znanych z niechlujstwa, a licznie odwiedzających Cejlon, robi swoje. Trzeba niestety dodać, że Lankijczycy też potrafią być niezwykle uciążliwi: przede wszystkim są przeraźliwie głośni. Krzyczą i wyją, zwłaszcza na Krańcu Świata. Hałas niestety wprost przekłada się na brak obecności zwierząt.

Las Mglisty (Płaskowyż Hortona)
Las Mglisty (Płaskowyż Hortona)

Sama ścieżka jest częściowo przygotowana pod turystów. Jest wytyczona, w niektórych miejscach wygładzona, ale z wózkiem całej trasy się nie przejedzie. Miejscami trzeba się trochę wspinać, przeprawić przez strumień, czy przy gorszej pogodzie znaleźć sposób, by ominąć błoto. Nie jest to poziom trudności porównywalny z Carrantouhill, ale jeśli ktoś się spodziewa takich łatwych szlaków turystycznych jak w Punakaiki czy Bastei to będzie dość niemile zaskoczony. Dodatkowo zostaje wspomniana kwestia bezpieczeństwa: przy obu Końcach świata nie ma barierek. Jest tam podwyższenie, na które się wchodzi i które nagle się urywa.

Płaskowyż Hortona (Horton's Plain, Sri Lanka)
Płaskowyż Hortona (Horton’s Plain, Sri Lanka)

Ponadto można tutaj zmarznąć: średnia roczna temperatura wynosi 13 stopni w skali Celsjusza, ale waha się od 27 w ciągu dnia do zaledwie 5 w nocy. W lutym zdarzają się nawet przygruntowe przymrozki. Na wędrówkę było dla nas w sam raz, ale nasz kierowca zmarzł czekając na nas. Ogólnie cały dystrykt Nuwary Eliyi uchodzi za najchłodniejsze miejsce na Sri Lance (średnia temperatura to 16 stopni Celsjusza). Dlatego warto się zaopatrzyć w sweter, czy kurtkę. A skoro to lasy mgliste, przygotujcie się też na mżawkę czy przelotny deszcz.

Płaskowyż Hortona i ścieżka w lesie
Płaskowyż Hortona i ścieżka w lesie

Czystość i higiena w Parku Narodowym

Trochę o higienie na Sri Lance. Znaliśmy już historie o czystości – a właściwie jej braku – w Indiach. Spodziewaliśmy się, że tutaj, przez bliskość geograficzną będzie podobnie. Żeńska część naszej wyprawy bała się śmierci z brudu, a na wyjazd zaopatrzyła się w lejek do sikania. Świetna sprawa, ale jak się okazało, na Sri Lance wcale nie było to bardzo potrzebne. Poziom czystości zarówno w miastach, jak i poza nimi, był na Sri Lance zaskakująco wysoki, często wyższy niż w Europie! Bardzo nas to pozytywnie zaskoczyło.

Park Narodowy Płaskowyżu Hortona
Park Narodowy Płaskowyżu Hortona

Sri Lanka i Indie są jednak kulturowo bardzo odmienne, co wynika z historii. Ponadto sami Lankijczycy nie przepadają za Hindusami. Nasz kierowca, i nie tylko on na Sri Lance, uważa że Hindusi to po prostu brudasy, w ogóle nie dbający o otoczenie (stąd też wprowadzone restrykcyjne zasady w parku). Niestety i tak zdarzały się osoby, które przemyciły odpady i wyrzuciły je na szlaku. Natomiast kończąc kwestie higieniczne. Przy wejściu do parku narodowego znajdują się ubikacje (potem na trasie są dość nieliczne i nie w każdej części). Te przy kasach są bardzo specyficzne, bo są pozbawione jednej ściany, więc mamy przewiew I widok na las. Dość interesująca rzecz.

Płaskowyż Hortona
Płaskowyż Hortona

Płaskowyż Hortona: Jak dotrzeć

Dojazd do Parku problemowy nie jest, jeśli się ma samochód. Jednak warto pamiętać, że jest to jedna z tych dróg, które są niezalecane przez wszystkie wypożyczalnie i ubezpieczycieli. Niektóre ubezpieczenia tu nie obowiązują. Związane jest to z tym, że w razie wypadku czy awarii dość trudno dotrzeć tu służbom, co oczywiście zwiększa koszty. Droga, znając polskie standardy, zła nie jest. O transporcie publicznym do Płaskowyżu Hortona należy zapomnieć. Można co prawda pojechać pociągiem do wioski Ohiya i stamtąd brać tuk-tuka lub inny transport. Ewentualnie jest jeszcze dalsza Pattipola (najwyżej położona stacja na Sri Lance). Podobno dobrze jest tu przyjechać rano, bo mgły rozrzedzają się mniej więcej o 10-11. Myśmy byli późnym popołudniem, toteż mgła znów gęstniała

Płaskowyż Hortona
Płaskowyż Hortona

Uwagi praktyczne

Wspominaliśmy o tym, że część turystów w parku była dość hałaśliwa. Nie o to chodzi, gdy obcuje się z naturą. Ale jest na nich jedna rada. Trasa w Płaskowyżu Hortona w dużej części idzie po okręgu. Zdecydowana większość Azjatów skręca standardowo w lewą stronę. Jeśli się pójdzie w prawą, jest dużo większa szansa na ciszę, bo ludzi raczej się mija, a nie idzie między nimi. Ten wybór nie ma sensu, gdy wybieramy się do parku z samego rana, by zdążyć przed chmurami na Krańcu Świata, wówczas należy iść w lewo, by jak najszybciej dojść do uskoków.

Droga w lesie mglistym
Droga w lesie mglistym

W 2010 roku podczas sesji w Brasilii, komitet UNESCO uznał centralne równiny Sri Lanki za miejsce przyrodniczego dziedzictwa. Oprócz Płaskowyżu Hortona na listę wpisano także: Peak Wilderness sanctuary (tam znajduje się Szczyt Adama)i Knuckles Mountain Range. Samo Horton’s Plain to przepiękne miejsce, idealne na spokojny spacer na łonie natury. My połączyliśmy je ze Szczytem Adama (w jeden bardzo długi dzień), ale wiele osób dzieli te atrakcje na dwa dni. Wszystko zależy od formy, ale też możliwości dojazdu. Z prywatnym kierowcą i średnią kondycją da się to zrobić w jeden dzień.

Skalne podejście w PN Płaskowyżu Hortona
Skalne podejście w PN Płaskowyżu Hortona

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak lankijski
PN Płaskowyż Hortona

Cathedral Cove, czyli wejście do Narnii

Kiwi (czyli Nowozelandczycy) twierdzą, że najczęściej fotografowanym miejscem na półwyspie Coromandel jest tak zwane Cathedral Cove (Zatoczka Katedralna). Szczerze, trudno się dziwić. To miejsce wygląda magicznie i w pewien sposób stało się magiczne, oczywiście za sprawą filmowców i „Opowieści z Narnii”.

Widok na rezerwat morski
Widok na rezerwat morski

Cathedral Cove i Narnia

Andrew Adamson już w pierwszym filmie z cyklu wykorzystał lokacje z Nowej Zelandii. Wrócił tu także kręcąc „Księcia Kaspiana” (2008). Akcja filmu zaczyna się w Londynie, potem widzimy bohaterów w metrze, gdzie odkrywają przejście do Narnii. Dzieci przechodzą przez łuk i lądują na narnijskiej plaży. To właśnie Nowa Zelandia i Cathedral Cove. Tak nazywa się zarówno słynny łuk jak i ogólnie cała okolica.

Łuk Cathedral Cove jest dobrze znany dzięki Windowsowi, ale to także Narnia
Łuk Cathedral Cove jest dobrze znany dzięki Windowsowi, ale to także Narnia
„Opowieści z Narnii: Książe Kaspian” i wejście do Narnii. Faktycznie Cathedral Cove (Nowa Zelandia)
„Opowieści z Narnii: Książe Kaspian” i wejście do Narnii. Faktycznie Cathedral Cove (Nowa Zelandia)

Plaża otoczona malowniczymi formacjami skalnymi zagrała w filmie okolice dawnego zamku Ker Paravel. Sam łuk i przejście pod nim wygląda bardzo jak w filmie, oczywiście w naszym przypadku nie licząc pogody, bo ta akurat nam nie dopisała. Ale zaiste, w słońcu to miejsce faktycznie cieszy wszelkie obiektywy turystów.

Cathedral Cove
Cathedral Cove

Rezerwat morski Cathedral Cove

Plaża i łuk znajduje się w rezerwacie przyrody. Jak wiele innych miejsc w Nowej Zelandii tak i ten ma dwie nazwy: maoryską i angielską. Oprócz Cathedral Cove Marine Reserve, określa się to także jako Te Whanganui-A-Hei Marine Reserve. Maoryska nazwa znaczy tyle co Wielka Zatoka Hei. Hei to nazwa plemienia Maorysów, jeśli można to tak nazwać. U nich podział na grupy społeczne miał trochę inną formę, niż to co znamy np. z zachodnich krajów. Hei to nazwa jednego z iwi, czyli coś co jest w zależności od tłumaczenia klanem, plemieniem lub spokrewnionymi plemionami.

Charakterystyczny łuk
Charakterystyczny łuk

Rezerwat zajmuje 840 hektarów, w zatoce, wyspach, plażach. Żyje tu wiele stworzeń morskich, ale jak w wielu podobnych miejscach w kraju to także teren rekreacyjny. Ludzie tu nurkują czy uprawiają snorkelling.

Formacje skalne na plaży
Formacje skalne na plaży

Dojazd i zwiedzanie Cathedral Cove

By dojechać do Cathedral Cove, należy kierować się na miejscowość Hahei. Znajdziemy tam wiele płatnych parkingów, skąd można sobie dojść na plażę czy do właściwej lokacji, ale jeśli nie mamy campera, można jechać dalej. Przy samym zejściu znajduje się darmowy parking, choć jak na warunki nowozelandzkie jest on dość mały. Camperów tam nie chcą. Nam udało się znaleźć miejsce, ale w sezonie może to być problemem.

Narnijska plaża
Narnijska plaża

Stamtąd czeka nas spacer między drzewami, skąd widać tutejsze klify. Dopiero na samym końcu schodzi się na plaże, wychodząc prawie dokładnie tam, gdzie kręcono film. Spacer nie jest długi, na zobaczenie Catheral Cove wystarczy poświęcić trochę ponad godzinę. Chyba, że pogoda sprzyja do dłuższego wylegiwania się na tutejszych pięknych plażach. Sama plaża nie jest duża, większość czasu zajmuje zejście do niej.

Sama plaża w tym miejscu jest stosunkowo niewielka
Sama plaża w tym miejscu jest stosunkowo niewielka

Łuk i tapeta w Windows

To bez wątpienia jedna z łatwiejszych lokacji filmowych do wychwycenia. Faktycznie to wejście do Narnii jest tu takie symboliczne, cudowne i magiczne. Wchodzimy do innego świata, choćby na chwilę. Zaś miejsce powinno być też znane wielu użytkownikom Windowsa, można je zobaczyć na jeden z domyślnych tapet.

W większości mamy tu klif
W większości mamy tu klif

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Cathedral Cove
Szlak filmowy
Cathedral Cove

Upolu, najważniejsza wyspa Samoa

W skład państwa Samoa wchodzi 9 zachodnich wysp archipelagu, przy czym zamieszkane są cztery. Dwie największe liczą aż 99% powierzchni kraju: Upolu i Savai’i. Są one pochodzenia wulkanicznego, pozostałe koralowego. Właściwie cały archipelag jest otoczony przez koralowce, na plaży znajduje się obok pumeksu wulkanicznego właśnie fragmenty korali.

Droga na wyspie Upolu, Samoa
Droga na wyspie Upolu, Samoa

Wyspa Upolu na Samoa

Samoa leży w strefie klimatu równikowego, z czego wynikają dwie pory roku: sucha i wilgotna, przy czym Samoa to raczej wilgotna i bardziej wilgotna. Ta bardziej wilgotna oznacza to, że co kilka godzin zrasza nas kilkuminutowy dość intensywny deszcz. Zaraz gdy przestanie padać, zaczyna parować i znów jesteśmy cali mokrzy, tym razem od potu. Ale nie jest to wbrew pozorom jakieś dokuczliwe, pewnie dzięki oceanicznej bryzie.

Krowa na Samoa
Krowa na Samoa

Na wyspie Upolu drogi prowadzą głównie wzdłuż wybrzeża, ale są też trzy trasy przecinające wyspę w poprzek. Na Savai’i za to są tylko drogi wzdłuż wybrzeża. Tym razem skoncentrujemy się jednak na najbardziej zaludnionej wyspie, czyli Upolu, a właściwie wszystkim, co jest poza Apią, czyli stolicą państwa.

Upolu, Samoa
Upolu, Samoa

Zwiedzanie i transport na Upolu

Podróżując po Upolu mamy do wyboru trzy opcje. Pierwsza to lokalne połączenia autobusowe. Te niestety nie dowiozą nas do wielu interesujących miejsc. Jeśli ktoś ma dużo czasu, można się w to bawić. Zostają więc albo taksówki albo wynajęcie samochodu. W takim wypadku lepiej wynająć taksówkę na cały dzień i wynegocjować cenę z kierowcą, wyjdzie taniej. Trudno znaleźć kogoś, kto by jeździł według licznika, więc ustalenie ceny jest bardzo ważne. Może się to okazać lepszym rozwiązaniem niż wynajem samochodu lub przynajmniej podobnym kosztowo, a dodatkowo zyska się przewodnika. Natomiast nie ma co się bać jeżdżenia autem po wyspie. Po Samoa jeździ się bajecznie łatwo, sama przyjemność. Ale wszystko tu jest przyjemne i na pełnym luzie, zwłaszcza jak już wyjedzie się poza Apię. Tam zwyczajnie nie ma dużego ruchu, czasem minie nas jakiś samochód, to wszystko. Zresztą auto to  najlepszy sposób na spokojne zwiedzanie. Prawie wszędzie można się spokojnie zatrzymać. No i nie ma zwierząt na drogach. Stan nawierzchni jest raczej średni, ale nie zły.

Namorzyny w okolicy Satao
Namorzyny w okolicy Satao

Wodospad Papapapaitai

Gdzieś mniej więcej po środku Upolu, zaraz przy jednej z tych biegnących w poprzek wyspy dróg, jest widowiskowy wodospad. Jeden z najwyższych na Samoa, bo mierzący aż 100 metrów, wpadający kaskadą do głębokiego kanionu prawie u podnóża wulkanu Mt Fiamoe (wys. 938 m n.p.m.). Wodospad nazywa się Papapapaitai. Jest to miejsce ciche, spokojnie, słychać tylko plusk wody, szmer drzew i co jakiś czas okrzyk schowanego wśród gałęzi ptaka. Podjeżdża się, podchodzi do barierki, nacieszy chwilę i można jechać dalej. Nie było tu nikogo, kto rościłby sobie prawa do pobrania opłaty.

Wodospad Papapapaitai, Upolu, Samoa
Wodospad Papapapaitai, Upolu, Samoa

Lasy namorzynowe na Upolu

Namorzyny opisywaliśmy już przy okazji Nowej Zelandii. Tutaj też są. I tutaj można pływać wśród zanurzonych drzew tradycyjną dłubanką-katamaranem, czyli lokalnym kanoe. Trzeba dojechać do wioski Satao (lub Sa’anapu –  wybraliśmy tę pierwszą), która jest po przeciwległej stronie wyspy niż Apia. Tam wypytać miejscowych, bo drogowskazów brakuje, a oni skierują już na odpowiednie miejsce. Atrakcja jest czynna wtedy, kiedy się przyjedzie: gdy właściciel domu słyszy samochód, wychodzi i za uzgodnioną opłatę wypływamy na półgodzinny rejs. Dobrze jest przyjechać wtedy, gdy jest przypływ. Przy odpływie jest tu dość płytko.

Namorzyny w okolicy Satao
Namorzyny w okolicy Satao

Samoańskie namorzyny sprawiają wrażenie wyższych i bardziej porozgałęzianych od tych, które widzieliśmy w Nowej Zelandii. Warto dodać, że tutaj kręcono część zdjęć do reality-show „Survivor: Samoa”, czyli „Ryzykanci” z 2009 roku. Uczestniczy byli rzekomo na bezludnej oddalonej części Samoa. Przewodnik pokazał nam dokładne miejsce ich pobytu – bliżej jego domu się już nie dało. Dla niepoznaki zdjęcia nagrywano nocą. Ot uroki telewizji.

Namorzyny w okolicy Satao
Namorzyny w okolicy Satao

Park Narodowy O Le Pupu Pue

Następny interesujący punkt znajduje się na wschód od namorzynów. O le Pupu Pue National Park to pierwszy park narodowy na Samoa i pierwszy na wyspach południowego Pacyfiku. Został ustanowiony w 1978 roku. Liczy sobie zaledwie 29 km2 i na wędrówkę wytyczonym szlakiem należy przeznaczyć około trzech godzin. Zresztą są dwie ścieżki: jedna przez las, tę wybraliśmy, druga, podobno jeszcze bardziej malownicza, prowadzi do wybrzeża. Ścieżki są ledwo utrzymane, więc z powodu deszczy jest ślisko. Ale jest pięknie, to spacer dość dziewiczą i nie zmienioną przez człowieka dżunglą. Eksplorując wyspę doszliśmy do wniosku, że trzy dni z hakiem na ten liczący niecałe 3 tyś km2 kraik to za mało (dla porównania Malta to 316 km2).

O le Pupu Pue National Park
O le Pupu Pue National Park
O le Pupu Pue National Park
O le Pupu Pue National Park

Wrażenie robi tropikalna roślinność. Tym większe, że niektóre z tych roślin są nam znane czy to z oranżerii, palmiarni, czy nawet ze zwykłych kwiaciarń i marketów jako ozdobne rośliny doniczkowe tak chętnie trzymane u nas w domach. Tutaj rosną w stanie dzikim, piękne i nieskrępowane brakiem przestrzeni. Z roślin o różnokolorowych liści ludzie tworzą tutaj czasem coś w rodzaju żywopłotu. Komarów trochę jest, ale do zniesienia. Za to repelenty spływają szybko pod wpływem potu.

Dzikie rośliny z Samoa, które u nas sprzedaje się jako doniczkowe
Dzikie rośliny z Samoa, które u nas sprzedaje się jako doniczkowe

Gorzej jest z plażami. O nie rzeczywiście trudno – wyspa jest wulkaniczna, więc plaże tworzą głównie odłamki czarnego i ciemnoczerwonego pumeksu. Największe są albo sztuczne, albo zajęte przez hotele, a najpewniej i jedno i drugie.

Krajobraz Upolu
Krajobraz Upolu

Lej krasowy To-Sua

Następną atrakcją, którą odwiedziliśmy, było lej krasowy To-Sua. Jest to kilka czegoś w rodzaju jaskiń czy jam, zalanych przez ocean. Zostały utworzone przez spływającą magmę, która nie zawsze „zakleja” dokładnie zajmowaną przestrzeń, ale tworzy coś jakby kieszenie czy bąble powietrza. Tak powstają wulkaniczne jaskinie. Tutaj są one dodatkowo otwarte od góry i połączone z oceanem. Tworzą się niesamowite baseny do pływania i właśnie z takich miejsc chyba częściej korzystają turyści niż z plaż. Na żadnej plaży nie widzieliśmy tylu kąpiących się ludzi, co tutaj. Choć nie widzieliśmy plaż przy zamkniętych hotelach. Same leje widzieliśmy też w Omanie.

Lej służy turystom do kąpieli. Jest tu nawet drabinka, oczywiście jest to atrakcja płatna. Ale ciekawa jest też jego lokalizacja. Znajduje się on przy uskoku rowu oceanicznego, stąd klif jest całkiem wysoki, a woda w pewnej odległości od brzegu robi się bardzo głęboka. Brak plaży w tym miejscu ludzie rekompensują sobie kąpielami w leju.

Lej krasowy To-Sua Ocean Trench
Lej krasowy To-Sua Ocean Trench

Tsunami i bezpieczeństwo

Oczywiście to jedynie cześć Upolu. Wyspę można by spokojnie dłużej eksplorować. Myśmy próbowali podjechać jeszcze do kilku wodospadów, niestety albo były dość małe, albo średnie, ale znajdowały się na czyjejś posesji. Niby niewiele kasują za wejście, ale jak się doda kilka przystanków, to może się okazać, że za łatwo traci się rachubę.

Transport publiczny na Upolu (Samoa)
Transport publiczny na Upolu (Samoa)

No i ostatnia rzecz, którą widać tu bardzo mocno. Wznoszące się kościoły, które wyróżniają się na tle wielu innych zabudowań. Na Samoa odgrywają bardzo istotną rolę, głównie dlatego, że to z parafiami wiążę się rozwój i edukacja lokalnej ludności. Dlatego Samoańczycy przywiązują wielką wagę do swoich świątyń i stawiają je na potęgę, nawet kosztem własnych luksusów.

Droga ewakuacyjna w przypadku tsunami
Droga ewakuacyjna w przypadku tsunami

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak samoański
Upolu