Archiwa tagu: kurort

Atol Laamu, rajski resort na Scarif (Malediwy i „Łotr 1”)

Na Malediwach spędziliśmy dwa dni na wyspie Gan w atolu Laamu (ang. Laamu Atoll), którego oficjalna nazwa brzmi Haddhunmath. Lotnisko znajduje się na niezamieszkanej wyspie Kadhdhoo, gdzie lądują lokalne malediwskie linie. Atol Laamu przyciągnął nas ze względu na dwie rzeczy. Po pierwsze nie są to do końca resortowe Malediwy (przynajmniej na razie), czyli bardziej lokalne (niestety z dobrodziejstwem inwentarza). Po drugie to właśnie tu kręcono film „Gwiezdne Wojny. Historie. Łotr 1” i planetę Scarif, a przynajmniej jej część.

Baresdhoo, Atol Laamu, Malediwy
Baresdhoo, Atol Laamu, Malediwy

Atol Laamu i Malediwy

Republika Malediwów to państwo wyspiarskie, położone na archipelagu wysp Malediwy na Oceanie Indyjskim, jakieś 500 kilometrów na południowy zachód od Indii. Kraj ten składa się z około 1300 wysp koralowych, które tworzą 26 naturalnych atoli. Są one pochodzenia wulkanicznego – tutaj znajduje się grzbiet podmorskiego pasma wulkanicznego Chagos-Laccadive, od dawna nieaktywnego

„Łotr 1” bitwa o Scarif (lokacja: Malediwy, atol Laamu)
„Łotr 1” bitwa o Scarif (lokacja: Malediwy, atol Laamu)

Słowo „atol” to określenie wyspy utworzonej przez warstwy koralowców wokół centralnej depresji, czyli laguny, która jest zamknięta lub połączona z morzem. Aby powstał atol, najpierw na wodach oceanicznych powstaje wyspa wulkaniczna. Przy sprzyjających warunkach płytkie, ciepłe wody przybrzeżne zaczynają zasiedlać koralowce. Jednocześnie na skutek ruchów tektonicznych, stożek wulkanu stopniowo się zapada. Dzieje się to powoli, a działalność wulkaniczna ustaje, więc koralowce nie niepokojone narastają kolejnymi warstwami – ich grubość może sięgać nawet kilku kilometrów ponad skałę wulkaniczną.

Stożek zapada się całkowicie pod wodę, a dzięki erozji tworzy się piasek, który osadzany na wewnętrznej stronie laguny tworzy szerokie plaże i osadza się na zwapnionych koralowcach. Powstałe wyspy z czasem porastają rośliny. Te z kolei obumierając, budują warstwy gleby zdatne do zasiedlenia przed kolejne gatunki flory. Wody wewnętrzne atolu, czyli laguna, są płytkie i przez to cieplejsze od głębokich wód zewnętrznych.

Plaże na Malediwach (Atol Laamu)
Plaże na Malediwach (Atol Laamu)

Plaże i rafa koralowa na Laamu

Atole występują prawie wyłącznie na wodach Oceanu Indyjskiego i Pacyfiku, niewiele jest ich na Atlantyku. Największe atole tworzą archipelag Malediwów. Słowo „atol” pochodzi z języka divehi, który jest używany na Malediwach. Upowszechnił je Karol Darwin przy okazji opisywania sposobu powstawania tych formacji geologicznych.

Plaża na wyspie Baresdhoo
Plaża na wyspie Baresdhoo

Jak wspomnieliśmy, atole powstają dzięki kolejnym warstwom koralowców, które tworzą same wyspy. Nie powinno więc dziwić, że rafa koralowa jest jedną z atrakcji dla nurków. Niestety w miejscu, w którym byliśmy, ta rafa była w dużej mierze martwa i zniszczona. Nie wiemy, jak jest w reszcie wyspiarskiego kraju. Choć ogólnie nurkowie porównujący te rafy z Morzem Czerwonym (Hurgada czy Ejlat) raczej są nimi rozczarowani.

Malediwska rafa, atol Laamu
Malediwska rafa, atol Laamu

Atol Laamu (Malediwy) śladem „Łotra 1”

Nasz hotel (Nazaki Residences) nie był typowy dla katalogu wczasów all inclusive na Malediwach, ale oferował jedną rzecz, która zdecydowała o takim, a nie innym wyborze – wycieczka śladami filmu „Rogue One – A Star Wars Story”. Wystarczyło. Sceny do filmu „Łotr 1” na Malediwach kręcono w 2015 roku na przełomie pory suchej i deszczowej. Nagrywano tutaj sceny finałowej bitwy na imperialnej planecie Scarif. Ujęcia do filmu kręcono na kilku wyspach w atolu Laamu (Gan i Baresdhoo). Ta pierwsza była bazą, tu też kręcono wiele scen z powietrza. Druga – która jest częścią naszej wycieczki – była dobrym miejscem do kręcenia scen bitewnych.

„Łotr 1”, sceny w dżungli kręcono na wyspie Baresdhoo na Malediwach
„Łotr 1”, sceny w dżungli kręcono na wyspie Baresdhoo na Malediwach

Warto jednak pamiętać, że więcej z nich, bardziej wymagających, kręcono w Wielkiej Brytanii w bazie RAF Bovingdon. Zabawne, że to samo miejsce „zagrały” kraje o tak skrajnie odmiennym klimacie. Tu jedna uwaga, gdy tam lecieliśmy tylko Nazaki się reklamowało taką wycieczką, stąd wybór padł na nich. Niestety mówiąc delikatnie zrobili to na odwal się.

Dżungla na wyspie Baresdhoo
Dżungla na wyspie Baresdhoo

Kręcenie „Łotra 1”

Zdjęcia na Malediwach zaczęto w grudniu 2015 roku, a więc dopiero na początku sezonu turystycznego. W bazie lotniczej Bovingdon kręcono już od sierpnia, więc Malediwy w „Łotrze 1” to tak naprawdę tylko dodatki. Chcąc nie chcąc, z kalendarza wynika wprost, że większość ujęć powstało w Wielkiej Brytanii.

Atol Laamu, Malediwy
Atol Laamu, Malediwy

Z głównej obsady na Malediwach byli obecni Felicity Jones (Jyn Erso), Alan Tudyk (K-3S0) i Diego Luna (Cassian Andor). Statystami byli żołnierze malediwskiej armii, nie bardzo mający pojęcie, w czym biorą udział (no oprócz tego, że w jakimś filmie). To mniej więcej oddaje wiedzę tutejszej ludności o „Gwiezdnych Wojnach”. Warto dodać, że Tudyk pływał sobie po oceanie i próbował dotknąć rekina wielorybiego. My próbowaliśmy dotknąć płaszczki.

Miejsce budowy przyszłego hotelu
Miejsce budowy przyszłego hotelu

Główne zdjęcia na Baresdhoo powstały na południowym krańcu wyspy. Ze Scarif tak naprawdę niewiele zostało. Niedawny plan filmowy został zaorany pod budowę nowego hotelu. Takie zmiany tutaj zachodzą niestety szybko. Udało się za to złapać klimat imperialnej planety i trochę widoków. Zdjęcia kręcono też na innych wysepkach atolu, acz w większości nie znalazły się one w finalnym filmie. Pierwsza z nich to Holhurahaa (zwana czasem Huraa, choć to może być mylące, bo właściwa Huraa znajduje się blisko Male) i towarzysząca jej Kudarah. Tu między innymi powstało słynne zdjęcie promocyjne ze szturmowcami brodzącymi po wodzie. Druga to Kudafushi, gdzie nagrywano końcówkę filmu, zainspirowała też plakaty filmowe.

Płaszczka
Płaszczka

Atol Laamu: Wycieczka na lokacje

Nasz przewodnik z hotelu (i przyuczający się do tej roli Lankijczyk) wskazał nam miejsca, gdzie mniej więcej byli filmowcy, ale nie potrafił powiedzieć nic więcej. Właściwie to miejsce, gdzie był rozbity obóz, zresztą trudno na tej małej wysepce znaleźć inny, bardziej dogodny punkt. Przewodnik nie miał także przygotowanych kadrów z filmu do porównania, wiedział tylko, że tu kręcono gdzieś jakiś film. „Wycieczka na Scarif” okazała się raczej chwytem marketingowym – skutecznym w naszym przypadku – niż przemyślaną wycieczką. I tak lepsze to niż nic.

Plaża na Malediwach
Plaża na Malediwach

Wiąże się to wprost z tym, że na jednej z wysp w atolu, czyli na Baresdhoo, kręcono „Gwiezdne Wojny”. Ten hotel to podchwycił. Okazało się, że można w ten sposób się rozreklamować, więc lądujemy na tej wyspie. I tu uwaga praktyczna: jeśli ktoś będzie wybierał się na Laamu, nie musi wybierać resortu, który oferuję wycieczkę śladami „Gwiezdnych Wojen”, wystarczy dopytać, czy wylądują na Baresdhoo. Praktycznie każdy oferuje pływanie z lądowaniem na jednej z wysp atolu, więc można spokojnie wskazać tą konkretną. Obecnie wiemy, że inne hotele, w tym Six Senses Laamu nie tylko mogą taki wyjazd zorganizować, ale jednocześnie poważniej do niego podchodzą. Jeśli nawet nie mają takiej wycieczki w ramach oferty, przed rezerwacją warto dopytać. Dla porównania wycieczka w Dubrowniku to coś co można polecić fanom, w tym wypadku sugerujemy spróbować szczęścia u konkurencji lub wynająć łódź z przewodnikiem i uzgodnić listę wysp zamiast dodatkowych aktywności.

Scarif w „Łotrze 1”
Scarif w „Łotrze 1”

Wycieczka śladami „Gwiezdnych Wojen” na Malediwach to tylko część większego planu zwiedzania, albo raczej na odwrót, dodatek do standardowego pakietu – island hopping. Podobne wycieczki (bez lądowania na wyspie z „Łotra 1”) występują także na innych atolach. To standardowa wyprawa, a podczas trwającego kilka godzin wypadu mamy możliwość zanurkować na rafie koralowej (snoorkling) i eksplorować niewielką wysepkę atolu Laamu, gdzie czeka nas lunch. Można też łowić ryby, z których dostaniemy posiłek. Nasi organizatorzy robili mnóstwo tego typu wycieczek, różnica polegała więc na doborze wysp, niczym innym.

Oryginalna roślinność
Oryginalna roślinność

Nasi przewodnicy nałowili ryby na żyłkę – samo łowienie też miało być atrakcją, ale podziękowaliśmy. Potem ryba wylądowała na ognisku i póki myszkowaliśmy po wysepce, został przygotowany dla nas obiad (no, dla mięsożernej części nas). Do popicia woda ze świeżo zerwanego kokosa.

Lokalna roślinność
Lokalna roślinność

Malediwy, czy to ekologiczny raj?

Przyjechaliśmy na rajskie wyspy z wiedzą o proekologicznym nastawieniu rządu. I jak to wyglądało w praktyce? Poza Baresdhoo wylądowaliśmy też na wyspie Gasfinolhu, gdzie mieliśmy lunch oraz nieprzyjemność pochodzenia po plaży niczyjej. Czyli niesprzątanej. O ile jeszcze jedna wyspa, cóż smuci, ale to trochę za mało, by ocenić całość, po wycieczce postanowiliśmy się przejść przez wyspę Gan.

Dżungla na bezludnej wyspie (Malediwy, Atol Laamu)
Dżungla na bezludnej wyspie (Malediwy, Atol Laamu)

Widzieliśmy całe sterty śmieci na plażach, na poboczu drogi, dzikie wysypisko na wolnej działce, no i śmieci walające się za każdym płotem. Posprzątane jedynie tereny należące do hoteli. Turysta, który przyjedzie do hotelu resortowego nic z tego nie zobaczy, ale poza hotelami jest dramat. Ogranicza się użycia foliowych torebek, wprowadza opłaty recyklingowe, zakazuje używania plastikowych sztućców i patyczków do uszu w krajach Unii Europejskiej. Działanie z pewnością i słuszne, ale to nie plastikowe butelki i piankowe japonki z krajów Unii lądują w Oceanie Indyjskim. Większość ze śmieci, które trafiają do oceanów, spływa rzekami Azji i Afryki, a tam nie ma limitów na tworzywa sztuczne. Lokalni mieszkańcy niestety dokładają tu swoje.

Krab na Malediwach
Krab na Malediwach

Plaże wysp w atolu Laamu są zawalone śmieciami, głównie tworzywami sztucznymi. Jesteś na wczasach na Malediwach, rajskie wyspy i te sprawy. Pływasz łódką po atolu, grillujesz świeżo złowioną rybę. I nawet nie masz ochoty spacerować po plaży, bo pełno na niej śmieci! Zdecydowana większość tego to produkcja własna, bo atole są dość zamknięte. Zrobiło to na nas bardzo, ale to naprawdę bardzo złe wrażenie. Odczucie estetyki to jedno, ale strach pomyśleć o biednych morskich stworzeniach, które to zjadają, zaplątują się w foliowe siatki i linki.

Plaża i wyrzucone śmieci
Plaża i wyrzucone śmieci

Wyspa Gan na atolu Laamu

Sama wyspa Gan także nie robi pozytywnego wrażenia. Dróg jest stosunkowo niewiele (w sumie na całym Malediwach jest ich 88 km). Na Gan mamy auta, skutery i motocykle z konwencjonalnymi silnikami spalinowymi i pustkę. Tak naprawdę poza hotelem nie ma tutaj zupełnie nic, tyko prywatne domki pracowników hoteli. O ile hotele dają radę, o tyle domy to często zaniedbane rudery i wszędzie walają się śmieci. Gan jest największą wyspą na całych Malediwach. Miasteczko tutaj jednak wygląda jak jedna wielka wieś, niestety brudna i zaniedbana. O ile stan budynków można tłumaczyć przez słabą sytuację materialną, to robienie wokół siebie wysypiska wytłumaczyć się już nie da.

Plaża przy naszym hotelu, wyspa Gan, Atol Laamu
Plaża przy naszym hotelu, wyspa Gan, Atol Laamu

Fauna Malediwów nie jest zbyt różnorodna, ale można wypatrzyć to i owo. Podobnie jak na Sri Lance, tak i na Malediwach jest dużo owocożernych nietoperzy – rudawek wielkich. Szkoda, że owocożerne, bo komary latają tutaj chmarami i jak na Cejlonie nie ma ich praktycznie wcale, tak tutaj pożerają nas żywcem

Okolica za hotelem, wyspa Gan
Okolica za hotelem, wyspa Gan

Swoją drogą najwyższy „szczyt” Malediwów wznosi się na nieco ponad 2 metrów ponad poziom morza. Wobec tego jest to jeden z trzech krajów najbardziej zagrożonych podnoszeniem poziomu wód. W 2007 Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimaty przy ONZ przewidywał, że jeśli tak dalej pójdzie jak idzie, to do 2100 roku poziom oceanów wzrośnie o 53 centymetry. Będzie to oznaczało konieczność opuszczenia większości z około 200 zamieszkanych wysp Malediwów. Wobec tego rząd Malediwów szczególnie głośno mówi o konieczności ograniczenia emisji CO2 i zawrócenia zmian klimatu. Do 2020 roku Malediwy mają być krajem o zerowej emisji CO2. Jakoś tego nie widzimy…

Widok na atol Laamu z hotelowej plaży
Widok na atol Laamu z hotelowej plaży

Na koniec jeszcze jedna rzecz. Na atolu Laamu można obejrzeć (o ile się tam dotrze), także starożytne ruiny buddyjskie – Gamu Haiytheli i Munbaru. Niestety nie były one dostatecznie strzeżone i zostały dość mocno zdewastowane przez lokalnych wandali. Zresztą w hotelu też raczej do nich nas zniechęcali. Nie było tego w standardowej ofercie, a reszta raczej nie nadaje się do oglądania.

Zarośnięta plaża na Gasfinolhu
Zarośnięta plaża na Gasfinolhu

Jak dotrzeć na atol Laamu

Trochę problemowe jest dotarcie na atol Laamu. Nie ma tu międzynarodowego lotniska, Kadhdhoo obsługuje tylko ruch lokalny na przykład z Male. Przeloty z Male są dość drogie, zaś alternatywą są albo tanie promy, albo drogie szybkie łodzie. Tanie promy mają ten problem, że czeka nas podróż z wieloma przesiadkami, więc zajmuje to dużo czasu i może nie wyjść finansowo wcale tak dobrze. Ostatnią alternatywą jest transfer organizowany przez hotel, to nic innego jak przelot i to w naszym przypadku Maledivian. Cały myk polega na tym, że ceny dla turystów są dużo wyższe niż dla obywateli. Więc jeśli załatwiamy przelot przez hotel, oni dostają dużo lepszą cenę i jeszcze na niej zarabiają, a turysta leci za cenę normalnie dla niego niedostępną.

Więcej zdjęć z atolu Laamu znajdziecie tutaj.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak malediwski
Atol Laamu
Szlak filmowy
Atol Laamu

Queenstown i lokacje z „Władcy Pierścieni”

Wiemy jakie jest najbrzydsze miasto Nowej Zelandii – Christchurch, a jakie nam się najbardziej spodobało? Odpowiedź jest prosta – Queenstown. Dlaczego? Tu już będzie trudniej. Po pierwsze okolica, ta jest niesamowita. A po drugie sam klimat tej miejscowości. Nie jest to nic wykwintnego, raczej typowy kurort z mnóstwem turystycznych atrakcji, ale przy tym wszystkim zadbany i autentyczny. Nie próbujący udawać niczego, to nas urzekło.

Widok na Queenstown
Widok na Queenstown

Okolice Queenstown

Przed przyjazdem nie spodziewamy się wiele, bo i inne miasta Nowej Zelandii już widzieliśmy. Uroku Queenstown na pewno dodaje położenie: otoczone górami, położone nad jeziorem o nieregularnym kształcie. Rozpościerają się tu szczyty The Remarkables. Taka nieskromna, ale przecież trafiona nazwa gór, które otaczają to miasto. Najwyższy szczyt – Double Cone – liczy 2319 m n.p.m. Jest tu dużo infrastruktury dla narciarzy. Więc już zanim docieramy do zabudowań, robimy kilka przystanków na „scenicach” i już nam się tu wszystko podoba. Góry, jezioro, drzewa.

Widok na Queenstown z Bob’s Peak
Widok na Queenstown z Bob’s Peak

Punkt widokowy na Queenstwon

Najładniejszy widok na całą miejscowość rozpościera się z gór. W samym Queenstown znajduje się kolejka linowa, można wjechać na górę i skorzystać z punktu widokowego na Bob’s Peak (ponad 750 m n.p.m.), restauracji, skoków na bungee, czy nart. Kolejka oczywiście jest płatna, ale mimo wszystko warto. Skyline wwozi nas w górę jakieś 450 m i miejscami jest to dość stromy wjazd. Można też tu wybrać się wieczorem, by stąd oglądać niebo. Oczywiście na to są specjalne wycieczki. Trasa kolejki uchodzi za najbardziej stromą na południowej półkuli. Bob’s Peak przylega do trochę wyższej góry Ben Lomond, która liczy sobie 1748 m n.p.m. Można tam przejść dłuższym spacerem. Bob’s Peak bywa też określany mianem Cementary Hill.

Centrum Queenstown
Centrum Queenstown

Centrum turystyczne

W przeciwieństwie do wielu innych miejscowości w Nowej Zelandii, Queenstown żyje do późnych godzin nocnych, nie wymiera po 18. jak wiele innych mieścin. To naprawdę niezły kurort, z wieloma różnymi knajpami. I to różnymi, nawet irlandzka z muzyką na żywo się znajdzie. Port może już nie robi takiego wrażenia, ale  parowiec na brzegu jeziora Wakatipu z górami i lasami w tle dodaje temu miejscu uroku i klimatu.

Ithilien, obóz Faramira nieopodal Queenstown
Ithilien, obóz Faramira nieopodal Queenstown

Obóz Faramira nieopodal Queenstown

Niedaleko od Queenstown znajduje się kilka miejsc na władcowej trasie po lokacjach. Najbliższe jest Ithilien, czyli obóz Faramira. Znajduje się na drodze do Glenorchy (tam też kręcono kilka ujęć z „Władcy”), tuż za Closeburn. Trzeba zjechać na kemping. Miejsce poza Googlem nie jest oznaczone. Trochę ciężko je rozpoznać bez dekoracji i filtrów, ale to jest to. Zresztą brzeg jeziora wygląda bardzo ładnie, nawet bez filmu warto się tu zatrzymać. Kręcono tu nie tylko sceny samego obozu, ale też wiele innych, które działy się blisko tej lokacji, choćby olifanta, którego podziwiali Frodo i Sam.

Ithilien, obóz Faramira
Ithilien, obóz Faramira
Okolice Queenstown, tak zwany obóz Faramira i jego okolice w filmie „Władca Pierścieni: Dwie wieże” wykorzystano w kilku scenach. W tym gotowania z Gollumem, czy oglądania olifantów.
Okolice Queenstown, tak zwany obóz Faramira i jego okolice w filmie „Władca Pierścieni: Dwie wieże” wykorzystano w kilku scenach. W tym gotowania z Gollumem, czy oglądania olifantów.

Posągi Argonath na Anduinie

Kolejne bardzo ciekawe miejsce to wąwóz Kawarau, niedaleko Chard Farm Vineyard. Znajdują się tam kolumny królów na Anduinie, czyli Argonath. Można tam dojechać samochodem, zjechać z drogi głównej i podążać szutrówką. Niestety nie ma tu parkingu, co gorsza również barierek, ale ruch nie jest zbyt duży. Możemy za to popatrzeć na wąwóz w miejscu, gdzie stały kolumny. Kręcono je z dołu ustawiając szerokokątną kamerę dość nisko. Z góry niestety już tak okazale to miejsce nie wygląda. Samych posągów nie budowano w tym miejscu, zostały dodane w komputerze.

Wąwóz Kawarau czyli Argonath
Wąwóz Kawarau czyli Argonath
Wąwóz Kawarau posłużył w filmie „Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia” za Argonath na Anduinie. Zdjęcia oczywiście kręcono z perspektywy i poprawiono je komputerowo, dzięki czemu niewielki kanion wygląda dużo dostojniej.
Wąwóz Kawarau posłużył w filmie „Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia” za Argonath na Anduinie. Zdjęcia oczywiście kręcono z perspektywy i poprawiono je komputerowo, dzięki czemu niewielki kanion wygląda dużo dostojniej.

Jadąc dalej drogą numer 6 w kierunku na Cromwell znajdziemy jeszcze inne miejsca wąwozu Kawarau, gdzie znajdują się zjazdy na punkty obserwacyjne. Tam już  jest parking, barierki i możliwość podziwiania walorów  miejsca. Tyle że to już nie jest filmowy fragment.

Wąwóz Kawarau czyli Argonath
Wąwóz Kawarau czyli Argonath

Rivendell, staniki, Cardrona i Queenstwon

Kolejne filmowo istotne miejsce  to Cardrona Valley. Tu kręcono z kolei okolice Rivendell, wykorzystując ujęcia Alp Południowych. Niestety dokładne miejsce już dość trudno namierzyć.

Dolina Cardrona, droga w kierunku Queenstown
Dolina Cardrona, droga w kierunku Queenstown

Zresztą Cardrona nie ma szczęścia do turystów, ale warto wspomnieć o pewnej nieistniejącej już dziś atrakcji. Otóż kiedyś znajdował się tu płot staników – Cardrona Bra Fence. Na przełomie 1998 i 1999 roku ktoś dla żartu zawiesił kilka biustonoszy na płocie przy drodze. Potem ludzie zaczęli wieszać kolejne, inni zaś przyjeżdżali tu, robili zdjęcia i zostawiali kolejne. Zbudziło to pewne zażenowanie wśród lokalnej społeczności. Część chciała zostawić tę kontrowersyjną atrakcję, jednak w 2006 roku zlikwidowano ją na dobre. Znajdowało się tam wtedy około 7400 staników. Może właśnie dlatego nie przepadają za ruchem turystycznym. Pomysł ten znalazł swoich naśladowców w Islandii, a potem w Norwegii.

Obóz Faramira nad jeziorem Wakatipu
Obóz Faramira nad jeziorem Wakatipu

Inne filmy kręcone w Queenstown

Ale nie tylko „Władca Pierścieni” miał tu swoją bazę. Właśnie ze względu na bardzo ciekawe okolice, Queenstown jest często wybierane przez filmowców. Tu powstało część scen dla „Mission: Impossible – Fallout” (zarówno tych udających częściowo Kaszmir, jak i tych z początkowej sekwencji ślubu, która powstała gdzieś przy brzegu jeziora Wakatipu wspomaganej ujęciami z Fiordland). Tu także bazę miał Ron Howard kręcąc „Willow”. Z innych filmów, które powstały w okolicy warto wymienić: „X-Men geneza: Wolverine”, „Granice wytrzymałości”, serial „Miecz prawdy” czy „10.000 BC” Rolanda Emmericha (tu zdjęcia powstały choćby we wspomnianej dolinie Cardrona) lub „30 dni mroku” (gdzie Nowa Zelandia udaje Alaskę).

Jezioro Wakatipu (Queenstown, Nowa Zelandia)
Jezioro Wakatipu (Queenstown, Nowa Zelandia)

Zwiedzanie i atrakcje Queenstown

Queenstown można także traktować jako bazę wypadową do wędrówek w pobliskich górach. Jest tu kilka interesujących tras trekkingowych. No i oczywiście to, o czym już wspominaliśmy: wiele zorganizowanych atrakcji. Szybkie motorówki, parowce, paralotnie, bungee, ratfing i nie tylko. Oczywiście jest też lokalne centrum z kiwi. Czyli można tu zostać na dłużej, jeśli chciałoby się skorzystać z tych wszystkich przyjemności. To miasto w pewnym sensie kojarzy się z Rotoruą. Tam dodatkowo mieliśmy Maorysów i geotermalne cuda, tu w są wysokie góry i samo miasto wygląda mniej „tymczasowo”.

Jezioro Wakatipu (Queenstown, Nowa Zelandia)
Jezioro Wakatipu (Queenstown, Nowa Zelandia)

Queenstown to z pewnością coś więcej niż tylko kolejne miasto na trasie. To całkiem miła odmiana od wielu miasteczek, ale też dobra baza wypadowa, nie tylko do Fiordland, ale również bliższych okolic. Góry nie bez powodu mają swoją nazwę. Widoki są naprawdę znakomite.

Góry Remarkables
Góry Remarkables

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Queenstown
Szlak filmowy
Queenstown

Hurghada – popularny kurort w Egipcie i jego atrakcje

Egipt także ma swój mały Dubaj, czy Abu Zabi. Około roku 1913 Brytyjczycy poszukując ropy naftowej w Zatoce Sueskiej założyli małą osadę o nazwie Hurghada (arab. الغردقة). Początkowo zamieszkiwali ją głównie rybacy, jednak od lat 80. dzięki inwestycjom miejsce to przekształciło się w potężny ośrodek turystyczny. Jeden z największych, najchętniej odwiedzanych i najważniejszych w całym Egipcie. Choć na próżno tu szukać drapaczy chmur czy centrów biznesowych, turystyka rozwinęła się tu na bardzo wysokim poziomie, a do Hurghady przybywają rzesze odwiedzających, szukając orientalnych wakacji.

Wielkie hotele nad brzegiem Morza Czerwonego to typowy krajobraz Hurghady
Wielkie hotele nad brzegiem Morza Czerwonego to typowy krajobraz Hurghady

Od wioski rybackiej do luksusowego kurortu

Mechanizm jest identyczny jak w Emiratach: za sprawą pieniędzy w ciągu kilkudziesięciu lat maleńka osada rybacka na środku niczego stała się ważnym ośrodkiem, w tym wypadku tylko turystycznym. Mieszka tu jakieś 160 tysięcy mieszkańców, niewiele w porównaniu z Kairem. Większość pracuje w turystyce.

Meduza na plaży (Hurghada)
Meduza na plaży

Przyznajemy, nie lubimy takich miejsc. Średnio odnajdujemy się w kurortach, gdzie poza hotelami i atrakcjami nie ma nic do zrobienia, jednak warto nadmienić, że to dobre miejsce jako baza wypadowa na zwiedzenia Egiptu, przede wszystkim okolic Luksoru czy Gizy. Praktycznie w każdym hotelu znajdziemy wycieczki do tych miejsc, jak również wielu innych, bardziej lokalnych. To na nich głównie skoncentrujemy się w tym wpisie. Z tego da się zorganizować bardzo ciekawy wyjazd do Egiptu, o ile oczywiście lubimy grupowe wyjazdy. Choć prawda jest taka, że z bezpieczeństwem w Egipcie bywa na przestrzeni lat różnie, więc czasem może w ogóle być problem z zwiedzaniem najważniejszych rzeczy samodzielnie. Sytuacja w tym kraju przypomina trochę sinusoidę, raz jest lepiej, raz gorzej.

Natomiast krótko o dwóch wspomnianych miejscach. Wycieczka do Luksoru jest najczęściej jednodniowa (wyjazd wcześnie rano), w przypadku Gizy (Piramidy i fragment Kairu, czasem nawet podjazd pod kanał Sueski) widzieliśmy też opcje dwudniowych. Większość jednak zaczyna się blisko północy i kończy blisko północy. Wiele z nich ma polskiego przewodnika, takie są oferowane w hotelach z Polakami. Na mieście raczej łatwiej znaleźć z anglojęzycznym przewodnikiem. Poza głównymi atrakcjami nieodzowną częścią są wizyty w sklepach.

Meczet - Hurghada
Meczet – Hurghada

Hurghada: hotele, plaże i atrakcje

Zresztą to, co bardzo rzuca się w oczy w Hurghadzie to olbrzymia ilość służb mundurowych, także z ostrą bronią. Hurghada ma być bezpieczna i to starają się robić. Przechodząc / przejeżdżając, natkniemy się na posterunki policji czy wojska, niejednokrotnie uzbrojonych w ciężkie karabiny. Zaś do wielu hoteli trzeba wchodzić przez bramki wykrywające metale. Pomijając to, oczywiście największą uciążliwością są nachalni sprzedawcy (choć podobno rząd zamierza to trochę ograniczyć) oraz potencjalna zemsta faraona.

Wnętrze meczetu w Hurghadzie
Wnętrze meczetu w Hurghadzie

Większość hoteli jeśli nie ma dostępu do plaży, to ma na swoim wyposażeniu basen, a także często organizują transfery do plaż. Wielu osobom to wystarcza. Zwłaszcza jak się doda opcję all-inclusive, która jest tu dość popularna. Pomijając oczywiście dalsze wycieczki (które nas przywiodły do Egiptu), warto skorzystać z oferty lokalnych biur i wypadów kilkugodzinnych. Z Hurghady będą zadowoleni też ci, którzy chcą spędzić urlop w miarę tanim, acz luksusowym miejscu. Da się tu takie rzeczy znaleźć.

Kościół koptyjski (Hurghada)
Kościół koptyjski (Hurghada)

Meczety i kościoły Hurghady

Najprostsza, ale też właściwie najłatwiejsza do samodzielnej organizacji jest wyprawa po Hurghadzie. Nie należy się jednak nastawiać na zbyt wiele. To stosunkowo nowa miejscowość, bardzo turystyczna (choć nie ma takich atrakcji jak Orlando). Więc poza jednym meczetem, który można sobie zobaczyć, by doświadczyć kultury arabskiej, wiele nie zobaczymy. Jest też kościół koptyjski (stary i nowy). Natomiast jest tu kilka aquaparków i tego typu atrakcji.

Port w Hurghadzie
Port w Hurghadzie

Hurghada: Rejsy i nurkowanie

Wielu przybywa tu, by oglądać Morze Czerwone. Jedni nurkują, by podziwiać przepiękną rafę koralową, ale najczęściej ludzie korzystają z mniej wyrafinowanych sposobów. Czyli przede wszystkim rejsy statkami ze szklanym dnem. Pozwala to na zobaczenie rafy bez konieczności nurkowania (a co za tym idzie nauki, ale też oszczędza to koszty). Jeśli ktoś boi się rejsu, zawsze może skorzystać z usług Grand Aquarium, czy Dolphin World.

Do tego właśnie dochodzą te bardziej kierowane do mniej przypadkowych turystów, czyli nurkowanie. Tu też jest szeroka gama możliwości i wiele opcji, można wpierw poszukać w internecie, lub spróbować szczęścia na miejscu. Niemniej jednak lepiej się rozeznać wcześniej, bo jakość usług może być różna. Za to Morze Czerwone, czy tutaj, czy w choćby w innych miejscach jak Ejlat czy Akaba słynie z raf koralowych.

Rafa koralowa - Morze Czerwone (Hurghada)
Rafa koralowa – Morze Czerwone

Hurghada: Wyprawa na pustynię

Drugą bardzo ciekawą atrakcją jest możliwość wyjazdu na pobliskie pustynie. Tym razem bez nocowania u Beduinów, ale z możliwością poznania ich zwyczajów. Oczywiście w zależności od firmy i opcji możemy po pustyni jeździć wielbłądem, quadem, oglądać lokalne zwierzęta, udawaną wioskę, czy nawet żółwie. Beduińskie safari na Saharze to popularna rozrywka, będzie z czego wybierać, choć wszystkie są raczej podobne. Jest to jednak możliwość obcowania z lokalną kulturą, zmienioną pod turystów, ale i tak bardziej autentyczną, niż to co mamy do zobaczenia w Hurghadzie. Podobnie jak z rejsami i nurkowaniem, są wyjazdy ogólne i bardziej specjalistyczne. Wystarczy poszukać.

Sahara - wycieczka z Hurghady
Sahara – wycieczka z Hurghady

No i jeszcze ważniejsze, to naprawdę łatwy sposób na zobaczenie pustyni, zwłaszcza gdy się podróżuje z dzieckiem, lub próbuje się przełamać pierwsze lody. W obu przypadkach taki wyjazd dostarczy wielu niezapomnianych wrażeń. To co było dla nas najważniejsze w wyjeździe do Hurghady, to właśnie dalsze wypady, o których pewnie kiedyś napiszemy więcej. Natomiast jeśli dobrze zapoluje się na promocję hotelu i dojazdu, to miejsce to jest idealne na bazę wypadową po Egipcie. No i odpoczynek nad Morzem Czerwonym. Zaś wakacje tu trwają praktycznie cały rok.

Wioska Beduinów na Saharze
Wioska Beduinów na Saharze
Dromadery
Dromadery

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak egipski
Hurghada

Batumi, kurort nad Morzem Czarnym

Stolica autonomicznej Republiki Adżarskiej, czyli Batumi (gruz. ბათუმი) jest dość dobrze kojarzona w Polsce. Przede wszystkim z czasów komunizmu. Była to wówczas, może trudno powiedzieć by popularna, ale w każdym razie znana i w pewien sposób prestiżowa riwiera bloku wschodniego. A jeszcze rozsławiły ją u nas Filipinki śpiewając o herbacianych polach, zaś po wielu latach cover znalazł się w repertuarze Natalii Lesz. Wraz z upadkiem ZSRR skończyły się uprawy herbaty, zaś plaże nad Morzem Czarnym musiały mierzyć się z konkurencją. Co łatwe nie było, nie tylko ze względu na infrastrukturę. W wielu miejscach mamy tu raczej czarne kamieniste wybrzeże, które nie przyciąga odpoczywających tak jak drobny złoty piasek.

Plaża nad Morzem Czarnym
Plaża nad Morzem Czarnym

Historia Batumi

Dość trudno określić, kiedy w ogóle powstało to miasto. Na pewno pierwotnie znajdowała się tu grecka kolonia, później przejęta prze Rzymian. Ci zbudowali tu fortecę o nazwie Batys. Po Rzymianach przyszli Arabowie, po nich w końcu Gruzini. Nazwa Batumi pojawia się w XI wieku. Czy wtedy zaczęło rozwijać się miasto czy wcześniej? Na ile było samodzielne, a na ile raczej wspierało fortecę i port? Trudno stwierdzić także dlatego, że okolice przechodziły z rąk do rąk. W ciągu ostatnich wieków władali nim Rosjanie, Brytyjczycy, Imperium Ottomańskie, ZSRR czy w końcu niepodległa Gruzja. Wpływów kulturowych jest tu wiele, a historia dość skomplikowana. Rozwój Batumi jest związany z linią kolejową z Baku, a także ropociągiem. W XIX wieku Baku było jednym z najważniejszych producentów ropy, więc stolica Adżarii pełniła rolę portu przeładunkowego. Turystycznie zaś rozwijała się w dwóch falach, wpierw jako kurort Układu Warszawskiego, a potem już w XXI w. Dopiero ta ostatnia zmiana bardzo zmieniła charakter tego miasta.

Dziwaczne budynki
Dziwaczne budynki

Cały region Adżarii znajduje się bardzo blisko Turcji. Zresztą jest to ta część Gruzji, gdzie islam jest dość mocno obecny, czy nawet dominujący. Jednak w Batumi w ogóle tego nie widać, to dość zróżnicowana i otwarta miejscowość ściągająca wciąż wielu turystów, niezależnie od zawartości ich portfela. Są tu zarówno nowoczesne, mniej lub bardziej fantazyjne hotele, jak i te pochodzące z poprzedniej epoki, oraz oczywiście mnóstwo domostw, które także chętnie przyjmują podróżnych.

Batumi
Batumi

Kaczyńscy, Ali i Nino

Większość życia turystycznego koncentruje się na promenadzie. Zresztą jej przedłużeniem jest ulica Lecha i Marii Kaczyńskich (nazwa zapisana także po polsku).

Ulica Lecha i Marii Kaczyńskich w Batumi (Gruzja)
Ulica Lecha i Marii Kaczyńskich w Batumi (Gruzja)

Na uwagę zasługuje też pomnik Ali i Nino. To postaci tutejszej wersji historii Romea i Julii. Powieść „Ali i Nino” napisał Kurban Said, została wydana także w Polsce, choćby przy okazji jej adaptacji filmowej z 2016 roku. Ali to muzułmanin z Azerbejdżanu, zaś Nino gruzińska chrześcijanka. Podział społeczny prowadzi do nieszczęśliwej miłości. Właściwie jest to bardziej instalacja niż klasyczny pomnik. Delikatnie się przesuwa, robiąc bardzo ciekawe wrażenie.

Ali i Nino (Batumi)
Ali i Nino

Pomnik ten znajduje się na bulwarze Batumi, centralnym miejscu życia turystycznego. Stąd można zarówno wziąć wycieczkę statkiem po morzu, jak również podziwiać wieżowce z Wieżą Gruzińskiego Alfabetu na czele. To też jest swoisty pomnik. Obok wznosi się także Batumi Tower wysoka na 200 metrów. Bulwar także jest bardzo ciekawy, bo różnorodny. Z jednej strony jest tu wiele „atrakcji” wprost z kurortu, włącznie z kopiami chińskich lwów, ale przy tym znajdzie się choćby kilka interesujących fontann, czy mini-zoo. Ogólnie wiele budynków przypomina jarmarczny styl znany choćby z Orlando.

Wieża Alfabetu (po prawej)
Wieża Alfabetu (po prawej)

Warto także zwrócić uwagę na okolicę Placu Europejskiego. Tam znajdziemy kilka interesujących budynków. Z często polecanych atrakcji w Batumi jest także delfinarium, diabelski młyn i ogród botaniczny.

Plac Europejski (Batumi)
Plac Europejski

Na koniec jeszcze jedno: będąc w Batumi warto spróbować adżarskiej kuchni. Chyba najbardziej znane danie to chaczapuri po adżarsku, czyli z sadzonym jajkiem. Bardzo pożywne (i bez mięsa).

Hotel w kształcie Koloseum
Hotel w kształcie Koloseum

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak gruziński
Batumi

Karlowe Wary i kasyno Royale oraz uzdrowisko

Górskie uzdrowisko, kurort i miejsce słynnego międzynarodowego festiwalu filmowego, a jednocześnie plan zdjęciowy Jamesa Bonda. Mowa oczywiście o Karlowych Warach (cz. Karlovy Vary). To miasto bardzo ciekawe, niewielkie, acz różnorodne i piękne. Pełne pozostałości po poprzednim systemie, jak i jeszcze wcześniejszym, odwiedzane przez Rosjan i mocno wyróżniające się na tle Czech. Karlowe Wary to świetne miejsce na weekendowy wypad.

Widok na Karlowe Wary
Widok na Karlowe Wary

Historia Karlowych War

Nazwa miasta sięga aż połowy XIV wieku, kiedy król Karol IV (właściwie to Karol I, bo tak był znany jako król Czech, ale jednocześnie lepiej go pamiętamy jako Karola IV Luksemburskiego, cesarza Niemiec) zdecydował się założyć tutaj osadę zwaną Gorące Łaźnie koło Łokci. Karlowe Wary (niem. Karlsbad) to nazwa nadana później na cześć Karola IV, zdecydowanie bardziej zapadająca w pamięć. Pierwotna wersja zaś oddaje jedną z najważniejszy atrakcji tego miejsca, czyli wody. W XVI wieku wydano książkę opisującą zdrowotne właściwości tutejszych gorących źródeł. Niestety, wskutek katastrof (powodzie, pożary, wojna), miasteczko podupadło. Nowy początek dla Karlowych War nastał wraz z XVIII wiekiem, od tamtej pory Karlowe Wary cieszą się nieustającym zainteresowaniem kuracjuszy. Po drodze oczywiście była II wojna światowa, czy komunizm, ale dziś miasteczko ma się świetnie, rozwija się, zarówno jako sanatorium jak i miejscowość wypoczynkowa.

Rozwidlenie ulicy Trziste i kolumna Trójcy Świętej (miejsce widoczne w Bondzie)
Rozwidlenie ulicy Trziste i kolumna Trójcy Świętej (miejsce widoczne w Bondzie)

Karlowe Wary, festiwal i James Bond

Nim jednak zajmiemy się częścią uzdrowiskową, skupimy się wpierw na Bondzie. A tu istotna jest przede wszystkim jedna lokacja. Grandhotel Pupp to neobarokowy budynek powstały w latach 1896 – 1907, który był słynny zanim zagrał Hotel Splendide w Czarnogórze w filmie „Casino Royal” z 2006 roku. Pomijając Bonda, hotel ten jest mocno powiązany z kinematografią. Oczywiście za sprawą Międzynarodowego Festiwalu Filmowego, który rok w rok już od 1946 r. odbywa się w tym czeskim mieście, zaś Grandhotel Pupp gości sławy światowego kina.

Hotel Splendide w „Casino Royale”, faktycznie Karlowe Wary i Grandhotel Pupp
Hotel Splendide w „Casino Royale”, faktycznie Karlowe Wary i Grandhotel Pupp

Grandhotel Pupp

Na brukowanym placu przed wejściem jest pewna liczba kostek brukowych wykonanych z brązu z nazwiskiem sław (nie tylko świata kina i nie tylko XX wieku) i rokiem, w którym dana osobistość zabawiała w mieście i Grandhotel. Jest i oczywiście Daniel Craig. Nas ucieszyła podświetlana gablotka z informacją o tym, że tutaj kręcono „Casino Royal”. Obsługa pozwoliła nam także wejść do środka (poinformowaliśmy, że interesuje nas Bond) i zrobić zdjęcie w głównym holu. Wnętrza, cóż, onieśmielają przepychem. Swoją drogą, przy hotelu znajduje się też kasyno. Ono jednak rozczaruje fanów 007, te filmowe kręcono w praskim studio.

Grandhotel Pupp
Grandhotel Pupp

Młyńska Kolumnada i centrum

„Casino Royale” kręcono także w pobliskim Loket i Pradze, ale w Karlowych Warach nagrano jeszcze kilka innych scen. Nie tak istotnych, ale miejsca wciąż da się rozpoznać. Jedno z nich to Kolumnada Młyńska. Normalnie jest to miejsce, w którym można napić się leczniczych wód a przede wszystkim spacerować, w filmie zaś robi za okolice dworca kolejowego. Młyńska Kolumnada powstała w 1881, jak duża część miasta. Przełom XIX i XX wieku to właśnie największy historycznie rozwój Karlowych War, właśnie wówczas powstała większość zabytków.

Grandhotel Pupp (Karlowe Wary)
Grandhotel Pupp (Karlowe Wary)

Krótsze ujęcia pojawiające się w filmie kręcono przy kolumnie Świętej Trójcy, a także łaźniach Kaiserbad. Choć w tym ostatnim przypadku ostatecznie scen nie użyto w filmie scen nagrywanych na zewnątrz. Wewnątrz zaś w Łaźniach I kręcono kasyno, dokładniej sceny przy barze. Sceny samej gry nagrywano w studio w Pradze.

Wnętrza Grandhotelu Pupp
Wnętrza Grandhotelu Pupp

Hotel Bristol = Grand Budapest Hotel?

Karlowe Wary wywarły wpływ nie tylko na Bonda, ale także na „Grand Budapest Hotel” Wesa Andersona. Zdjęć nie kręcono tu wprost, ale inspiracja jest bardzo widoczna. Po pierwsze karlowarski Hotel Bristol stał się pierwowzorem filmowego hotelu. Fasada jest uderzająco podobna. Zdecydowaną większość zdjęć do filmu Andersona nakręcono w nie tak odległym Görlitz.

Hotel Bristol - inspiracja dla Grand Budapest Hotel
Hotel Bristol – inspiracja dla Grand Budapest Hotel

Karlowe Wary i Jeleni Skok

Co ciekawe, na plakacie promującym film widać pomnik sporego jelenia. To znów inspiracja, w Karlowych Warach mamy Jeleni Skok, choć pomnik z pewnością nie jest tak okazały jak na plakacie. Sam Jeleni Skok – pomnik jelonka, taki trochę żart. Trudny do odnalezienia, łatwy do przeoczenia. Na zdjęciu tylko wygląda na wielkiego, w rzeczywistości to jest koźlątko górskie. Za to z góry roztacza się piękny widok na miasto.

Jeleni skok - kolejna inspiracja dla Grant Budapest Hotel
Jeleni skok – kolejna inspiracja dla Grant Budapest Hotel

Pomnik Jelenia znajduje się na wysokości 473 m n.p.m. W obszarze miasta jest kilka szczytów z Wyżyny Karlowskiej. Najwyższy z nich to liczący 644 m n.p.m. Vítkův vrch. Tym samym jest to także dobra okolica do górskich spacerów.

Młyńska Kolumnada (Karlowe Wary)
Młyńska Kolumnada (Karlowe Wary)

Uzdrowisko w Karlowych Warach

Karlowe Wary to oczywiście w pierwszej kolejności uzdrowisko. Znajduje się tutaj aż 79 gorących źródeł o temperaturze wody od 41 do aż 73 stopni Celsjusza. Wodę można nabierać z ogólnodostępnych kraników, przy których jest wypisana temperatura. Jak to w takich miejscach bywa, wody nie pije się dla smaku. Niektóre są dość okropne, a pozostałe nie lepsze.

„Casino Royale”, James Bond i stacja kolejowa w Czarnogórze, faktycznie kolumnada w Karlowych Warach
„Casino Royale”, James Bond i stacja kolejowa w Czarnogórze, faktycznie kolumnada w Karlowych Warach

Uzdrowisko Karlowe Wary stało się modne zwłaszcza wśród Rosjan, dwukrotnie był tutaj nawet sam car Piotr I Wielki. To aż trochę dziwne, ale najczęściej słyszanym tutaj językiem, jest właśnie język rosyjski. W tym też języku zwracają się do nas domyślnie np. w knajpkach oraz w hotelu. Szyldy informujące o sprzedaży wartościowych nieruchomości są także w pierwszej kolejności zapisane w języku rosyjskim. Dla zaspokojenia potrzeb duchowych Rosjan, w XIX wieku wybudowano tutaj cerkiew św. Piotra i Pawła. Z zewnątrz robi większe wrażenie niż od wewnątrz, co akurat zauważyliśmy też w przypadku kościoła katolickiego. Obok cerkwi jest honorowy konsulat rosyjski. W pobliskim parku-lasku jest pomnik Karola Marksa ze świeżymi kwiatami. On też tutaj bywał.

Dom zdrojowy Łaźnie I (wnętrza kasyna, fasada ostatecznie nie użyta w filmie)
Dom zdrojowy Łaźnie I (wnętrza kasyna, fasada ostatecznie nie użyta w filmie)

 

Dom zdrojowy (Karlowe Wary) jako Casino Royale
Dom zdrojowy (Karlowe Wary) jako Casino Royale

Beherovka i kurort

Karlowe Wary to także miasto Beherovki – nalewki niemniej zdrowej od tutejszych wód, a o niebo lepszej. Są sklepy, a też małe muzeum poświęcone temu trunkowi i w mniejszej części jego twórcy – Janowi Beherowi.

Pamiątkowy bruk/tabliczka przy Grandhotelu Pupp
Pamiątkowy bruk/tabliczka przy Grandhotelu Pupp

Karlowe Wary: Promenada i życie nocne

Główna promenada jest urokliwa, pełna niewymuszonej elegancji. Piękne są kamienice, piękne są budynki związane z infrastrukturą uzdrowiskową. Zwłaszcza te starsze, neobarokowe, bo nowsze może niekoniecznie, choć też aż tak nie rażą. Dalej, poza ścisłym centrum niestety widać piętno komunizmu, z jego brakiem wyczucia i estetyki.

Młyńska Kolumnada udająca dworzec? (ze scen nie użytych w filmie, przechodzili tu Bond i Vesper)
Młyńska Kolumnada udająca dworzec? (ze scen nie użytych w filmie, przechodzili tu Bond i Vesper)

Swoją drogą jak nie ma festiwalu filmowego, miasto nie żyje do późnych godzin wieczornych. Owszem spacerując blisko sanatoriów słychać tam imprezy przy muzyce, jednak na promenadzie nie ma prawie ludzi. Knajpy są szybko zamykane. O tym trzeba pamiętać, jeśli chcemy znaleźć coś do jedzenia. Ale pomimo to warto przejść się także promenadą, gdy zapadnie zmrok. Jedną z ciekawostek jest tu fontanna z gorącym źródłem, która paruje. Zaskakuje w dzień i w nocy.

Gorące źródło i naturalna fontanna
Gorące źródło i naturalna fontanna

Karlowe Wary to wyjątkowe czeskie miasto. Warte do zwiedzenia nie tylko przez wielbicieli kina. Zaś przy wejściu do Grandhotel Pupp można spędzić wiele czasu, czytając tabliczki pamiątkowe ze słynnymi gośćmi festiwalu i miasta. Bo przecież taki Goethe to raczej nie na festiwal filmowy przyjechał.

Źródła wód mineralnych w uzdrowisku (Karlowe Wary)
Źródła wód mineralnych w uzdrowisku

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak czeski
Karlowe Wary
Szlak filmowy
Karlowe Wary i kasyno Royale