Archiwa tagu: las

El Pijaral, Zaczarowany las wawrzynowy, góry Anaga

Teneryfa to idealne miejsce na trekkingi. Jednym z najciekawszych miejsc do wędrówki na łonie natury jest El Pijaral, tak zwany Zaczarowany Las w górach Anaga. Całe pasmo Anaga, znajdujące się na północnym wschodzie wyspy słynie z unikalnych lasów wawrzynowych oraz wielu pięknych tras.

Góry Anaga, Teneryfa
Góry Anaga, Teneryfa

Las wawrzynowy w górach Anaga

Lasy wawrzynowe Makaronezji lub też makaronezyjskie lasy wawrzynolistne, rzadziej lasy laurowe (hiszp. Laurisilva, port. Laurissilva) dziś występują poza Wyspami Kanaryjskimi także na Maderze i Azorach. Te z Madery oraz Park Narodowy Garajonay (wyspa La Gomera) są wpisane na listę UNESCO od 1999 roku. Stanowią relikt trzeciorzędowy. Dwadzieścia milionów lat temu były dość powszechne w Afryce, ale ostały się głównie na wymienionych wyspach. Dziś niestety w wielu miejscach na Wyspach Kanaryjskich zostały one wycięte, gdyż potrzebowano terenów dla rolnictwa. Te ocalałe przede wszystkim porastają w górach, są to lasy mgliste (opisywaliśmy już je przy okazji Płaskowyżu Hortona czy krateru Ngorongoro).

Roślinność w lesie wawrzynowym
Roślinność w lesie wawrzynowym

Na Teneryfie należy ich szukać w masywie Anaga (Macizo de Anaga). To najstarsze góry wyspy, powstawały 7-9 milionów lat temu. Najwyższy szczyt to Cruz de Taborno (1024 m n.p.m.), co już może być dobrym miejscem dla wędrówek. Jednak przybywa się tu przede wszystkim dla lasów, które od 1987 roku stanowią Park Narodowy, a od 2015 są rezerwatem UNESCO (Reserva Natural Integral de El Pijaral) o powierzchni 300 hektarów. Wówczas też porobiono zmiany w klasyfikacji, dziś całość to park krajobrazowy lub Park Wiejski Anaga (Parque Rural de Anaga). Jest tu wiele tras, my zdecydowaliśmy się na El Pijaral, czyli Zaczarowany Las (Bosque Encantado, La Ensillada). Formalnie to Trasa po Zaczarowanym lesie (Ruta del Bosque Encantado). Podobno jest najładniejszy, innych niestety nie odwiedzaliśmy, a do lasów laurowych wróciliśmy na Gomerze. Faktycznie trzeba przyznać, że El Pijaral bardzo przypadł nam do gustu.

El Pijaral, Zaczarowany las
El Pijaral, Zaczarowany las

El Pijaral, zaczarowany las

Zaczarowany, bo faktycznie wygląda jak z jakiejś mrocznej baśni. Drzewa są tu pokręcone, porośnięte mchem, do tego jeszcze bujne runo z paprociami. Zresztą nazwa – Pijaral – pochodzi właśnie od jednego z gatunków paproci, której liście mogą mieć nawet do 3 metrów długości. Ponadto według podań, w górach Anaga w dawnych czasach swoje rytuały podczas sabatów odprawiały czarownice. Z biegiem czasu od tańców przy ognisku, historie urosły do nagich kąpieli w oceanie, czy piciu krwi przez wiedźmy. Prawdopodobnie było coś w tym na rzeczy i faktycznie przed chrześcijaństwem odbywały się tu jakieś pogańskie obrzędy, które z czasem obrosły w legendy. Natomiast dziś podkreśla to element baśniowy tego miejsca.

El Pijaral, Zaczarowany las
El Pijaral, Zaczarowany las

Trasa El Pijaral

Trekking w El Pijaral nie był długi. Prawdę mówiąc udało się go zamknąć w dwóch – trzech godzinach, tak na spokojnie. W sumie to jakieś 7 kilometrów. Z niektórych części Teneryfy dotarcie tu może zająć dłużej niż sama wędrówka. Od strony parkingu do punktu widokowego prowadziła leśna ścieżka, trochę pod górę, czasem ze względu na błoto były ciut trudniejsze fragmenty. Na to trzeba być przygotowanym, podobnie jak na ewentualny deszcz. Miejscami trzeba było się schylić, ale w większości przypadków jest raczej przystosowany dla niewprawnych turystów. Za to widoki po drodze są naprawdę piękne.

Ścieżka w El Pijaral
Ścieżka w El Pijaral

Idzie się do punktu widokowego – Mirador Cabezo del Tejo i z powrotem, z tym że większości nie wraca się tą samą ścieżką. Po drodze mija się dwa punkty charakterystyczne. Pierwszy to skała – Roque Anambro. Można spotkać się z porównaniem jej do zęba smoka. Jak widać, baśniowość tu ma się dobrze. Drugi, bliżej początku drogi – to mały punkt widokowy Pico de Chinobre. Stąd jednak widoki są stosunkowo średnie, głównie z powodu drzew, które zasłaniają większość, ale „ząb” widać stąd lepiej.

 Roque Anambro, El Pijaral, góry Anaga
Roque Anambro, El Pijaral, góry Anaga

Właściwy punkt widokowy jest większy, są tu miejsca do siedzenia. Można sobie chwilę odpocząć, a przede wszystkim spojrzeć na góry i ocean. Zaś od punktu widokowego na parking szła druga ścieżka. Zdecydowanie łatwiejsza, przystosowana do pojazdów, więc nie było to żadne wyzwanie. Widoki po bokach dalej są niesamowite, magiczne w pewien sposób, ale już się nie przedzieramy przez las. Na sam koniec faktycznie łączy się z kawałkiem trasy, którą się szło w kierunku punktu widokowego.

Widok na ocean z szlaku El Pijaral
Widok na ocean z szlaku El Pijaral

Zwierzęta i roślinność El Pijaral

Choć przede wszystkim obserwuje się tu florę, to warto zwrócić uwagę na faunę. W punkcie widokowym widzieliśmy ziębę modrą (Fringilla coelebs canariensis), to endemit z Wysp Kanaryjskich. Swoją drogą Anaga to jedno z tych miejsc, gdzie występuje najwięcej gatunków endemicznych w Europie (choć technicznie rzecz biorąc wyspy znajdują się u wybrzeża Afryki, z Europą są związane politycznie, przez przynależność do Hiszpanii).

Zięba modra (Fringilla coelebs canariensis)
Zięba modra (Fringilla coelebs canariensis)

Wejściówki do Zaczarowanego Lasu

El Pijaral faktycznie jest unikalny, w pewien sposób zaczarowany, ale co ważniejsze udało się zachować jego pierwotny stan, jego dzikość. Wynika to wprost z tego, że dostęp został tu ograniczony. Może go zwiedzić zaledwie 45 osób dziennie, co jest skutecznie reglamentowane. Póki co wstęp jest darmowy, ale trzeba się zarejestrować na stronie parku. Dostaje się tam dokumenty zezwalające na wejście, w tym mapkę. Nam spokojnie udało się to załatwić na 15 dni przed wizytą. Rano były miejsca, po południu już nie. Podobnie jak w przypadku Masci czy Teide, po prostu trzeba na to polować.

Roque Anambro
Roque Anambro

Wejściówkę należy mieć cały czas przy sobie podczas spaceru, może bowiem zostać skontrolowana. W naszym przypadku kontroli nie było, ale dość groźba grzywny w wysokości kilkuset euro odstrasza.Prawdę mówiąc koszt nie jest warty ryzyka. Z drugiej strony, szczęśliwie El Pijaral nie jest zadeptywany przez turystów. Lepiej się z nim obcuje, łatwiej sięgnąć natury, nie schodząc z trasy. Glejt obowiązuje na cały dzień, nie ma znaczenia, o której godzinie się przyjedzie i ile czasu się tu spędzi.

Widok na ocean u stóp gór Anaga
Widok na ocean u stóp gór Anaga

Jak dotrzeć do El Piaral?

Problemem jest samo dotarcie do El Pijaral. Właściwie można zapomnieć o zorganizowanym transporcie, bo choć niby dojeżdżają tu autobusy – La Ensillada to nazwa przystanku, to jednak nie kursują zbyt często, a i konieczne będą przesiadki. Wówczas to całodniowa wyprawa, z której większość zajmuje transport. Zostaje przede wszystkim samochód albo oferta jakiegoś małego biura. Choć w tym przypadku może się zdarzyć, że zamiast do Zaczarowanego Lasu zaoferują inną trasę w Anadze. W każdym razie my mieliśmy wynajęty samochód, przyjechaliśmy tu przed dziesiątą i już był problem, by zaparkować. Parkingi są małe. Zakładają, że z tych kilkudziesięciu osób nie wszyscy dotrą, reszta jakoś się rozłoży.

Góry Anaga, Teneryfa
Góry Anaga, Teneryfa

Inne atrakcje gór Anaga

Na trasie podziwiać można krajobrazy gór Anaga. Niestety mało jest tu punktów widokowych, gdzie można się zatrzymać i pooglądać okolicę. Nam udało się zahaczyć na jednym, którego dodatkową atrakcją były jaszczurki. Te żywią się owocami. Należą do gatunku kanaryjka niebieskoplama (Gallotia galloti eisentrauti) dokładniej odmiany występującej jedynie na Teneryfie. Z natury raczej płochliwe, ale przyzwyczajone do turystów, zwłaszcza, że bywają przez nich dokarmiane. Chętnie jedzą owoce, takie jak banany. Więcej punktów widokowych jest jak się jedzie przez Cruz del Carmen. Niestety parkingi przy nich są często naprawdę niewielkie.

Kanaryjka niebieskoplama (Gallotia galloti eisentrauti)
Kanaryjka niebieskoplama (Gallotia galloti eisentrauti)

Na El Pijaral zdecydowaliśmy się, gdyż czytając o Anadze był on często polecany. Ponieważ Wyspy Kanaryjskie były u nas planem awaryjnym, więc przepadły nam wejściówki na Teidę czy Mascę, to nawet nie liczyliśmy na El Pijaral, acz udało się. Tu też mieliśmy jednak plan B. Były to okolice Cruz del Carmen, tam znajduje się też centrum informacyjne, gdzie można dowiedzieć się o szlakach i wybrać sobie także takie, które nie wymagają rezerwacji.

Szlak El Pijaral, Zaczarowany las
Szlak El Pijaral, Zaczarowany las

Innym popularnym szlakiem jest Sendero de Sentidos, czyli szlak zmysłów, albo Camino de las Vueltas. Do Cruz Del Carmen można dostać się autobusami. Poza centrum informacyjnym można zobaczyć kapliczkę. Warto wspomnieć, że przy paśmie Anaga znajdują się też miejscowości takie jak Taganana, San Andrés, Las Gaviotas. To też dobre miejsca na ewentualny odpoczynek, na przykład na plaży.

Szlak El Pijaral, Zaczarowany las
Szlak El Pijaral, Zaczarowany las

Jeśli podobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak hiszpański
El PijaralCoralejos

Park Narodowy Risnjak, las i źródło rzeki Kupy

Park Narodowy Risnjak (chor. Nacionalni Park Risnjak) był naszą ostatnią atrakcją w Chorwacji. Nie mieliśmy na niego zbyt wiele czasu, więc wybraliśmy tylko 1,5-godzinną trasę między drzewami i polanami. Przyjemna odmiana po miastach i przed powrotem do miasta i domu, tak by choć trochę ponapawać się naturą.

Ścieżka edukacyjna w Parku Narodowym Risnjak
Ścieżka edukacyjna w Parku Narodowym Risnjak

Źródło rzeki Kupa w Risnjak

Park Narodowy Risnjak znany jest przede wszystkim jako źródło rzeki Kupy albo Kolpy. Na terenie Risnjaku zaczyna się bieg tej trzeciej co wielkości rzeki Chorwacji, której koryto uważa się niekiedy za granicę Półwyspu Bałkańskiego. Nasza ścieżka nie obejmowała niestety rzeki. Za to w całkowitym spokoju (prawie nie spotkaliśmy innych ludzi), mogliśmy podziwiać tutejszą florę i w mniejszym stopniu faunę – od słowa „ryś” park ma swoją nazwę (pośrednio). Podobno żyją tu także niedźwiedzie brunatne, jelenie, sarny i kozice oraz orły, ale niestety nie natknęliśmy się na żadne z nich. Niestety populacja tutejszych rysi wyginęła (z pomocą człowieka) na początku XX wieku. Obecnie została odtworzona. Rysie przywieziono ze Słowenii.

Mchy i grzyby
Mchy i grzyby

Ścieżka edukacyjna i góry

Natknęliśmy się także na rekonstrukcje typowych zabudowań z tego górzystego obszaru. W parku także znajduje się muzeum, gdzie można lepiej poznać historię tutejszej ludności. Ścieżka edukacyjna jest bardzo dobrze oznaczona i co ważniejsze opisana także w języku angielskim. Doskonale też łączy wiedzę przyrodniczą z opisem tutejszej kultury. Informacje tu zawarte rozwiną wiedzę nie tylko najmłodszych. Całość znajdowała się blisko centrum informacyjnego, wraz z niewielkim bezpłatnym parkingiem.

Drzewa w Risnjak
Drzewa w Risnjak

Nam udało się zaledwie liznąć tego miejsca, chwilę poobcować z naturą. Park jest dość duży (3041 hektarów), więc jest tu wiele ścieżek w regionie Gorski Kotar. Najważniejsza góra to oczywiście masyw Wielki Risnjak (góry Dynarskie – 1528 metrów nad poziomem morza), która uchodzi za najładniejszy w Chorwacji oraz Snježnik (1506 m n.p.m.). Część górska jest bardziej zróżnicowana, ze względu na formacje krasowe – zapadliska, jaskinie.

Polana w Risnjak
Polana w Risnjak

Park Narodowy Risnjak

Park założono w 1954 roku. Przyrodnicy jednak badali ten teren już od 140 lat. Dziś jakieś 70% parku jest pod bardzo restrykcyjną ochroną. Nie udało się nam dotrzeć ani do doliny Motyli, ani do turkusowego jeziora. Jest tu zdecydowanie więcej do eksploracji, a co ważniejsze, idąc w góry widać jak zmienia się roślinność. Doświadczyliśmy czegoś podobnego na przełęczy Llogara. Podobnie jak tamte góry, tak i tu wzniesienia oddzielają nadmorską roślinność od bardziej śródlądowej, to naturalna granica.

Huby na drzewie
Huby na drzewie
Park Narodowy Risnjak
Park Narodowy Risnjak

Wybierając górskie trasy możemy się natknąć na schroniska. Oczywiście w porównaniu z Krka czy Plitvicami Risnjak wygląda trochę jak ubogi krewny. To wciąż piękne miejsce, ale już bardziej naturalne i zwykłe. Dzięki temu też jest tu zdecydowanie mniej turystów. Teren parku to obszar Natura 2000. O wejściówkach, cenach i trasach można przeczytać na oficjalnej stronie parku.

W Risnjak jednak najłatwiej zobaczyć jest owady, np. motyle jak Zorzynek rzeżuchowiec (Anthocharis cardamines)
W Risnjak jednak najłatwiej zobaczyć jest owady, np. motyle jak Zorzynek rzeżuchowiec (Anthocharis cardamines)

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak chorwacki
PN RisnjakZadar

Park Narodowy Killarney i irlandznki kurort

Killarney to ważny ośrodek turystyczny tak hrabstwa Kerry, jak i całej Irlandii. Z jednej strony znajduje się tu Park Narodowy, z drugiej miasteczko i powiązany z tym przemysł turystyczny. Obecnie Killarney dysponuje drugą w Irlandii bazą noclegową i usługową dla turystów, pierwsze miejsce w tej dziedzinie zajmuje oczywiście Dublin. Niestety winduje to także ceny noclegów, dlatego my spaliśmy dobry kawał za miastem. Z wynajętym autem to jednak nie kłopot, a cisza nocą była tego warta.

Leśna ścieżka w Parku Narodowym
Leśna ścieżka w Parku Narodowym

Historia Killarney

Miasto Killarney (ir. Cill Áirne) jako takie zostało założone dopiero w połowie XVIII wieku i to od razu jako kurort turystyczny. Jednak znajdują się tutaj ślady znacznie wcześniejszego osadnictwa. Najstarszą znaną ze źródeł pisanych pozostałością jest klasztor położony na Innisfallen Island na Jeziorze Lough, wzniesiony w czwartej dekadzie V wieku. Do najważniejszych zabytków należą: zamek Ross z końca XV wieku,  opactwo Muckross z podobnego okresu oraz ruiny kościoła aż z XII stulecia. Jest też pałac wiktoriański Muckross House z 1843 roku, wokół którego znajduje się wspaniały ogród.

Pozostałości dawnej zabudowy w Parku Narodowym
Pozostałości dawnej zabudowy w Parku Narodowym

Katedra w Killarnay

Najbardziej rzucający się w oczy zabytek to rzymskokatolicka katedra Najświętszej Maryi Panny. Budowano ją w latach 1842 – 1912. Do jej wzniesienia użyto szarego i brązowego piaskowca. W latach 70. XX wieku wnętrze kościoła przeszło gruntowną renowację, wówczas kontrowersyjną z powodu usunięcia wielu historycznych elementów i zastąpieniem ich nowymi. Jednak gdy się o tym nie wie, nic nie razi oczu, wnętrze jest piękne: surowe i wzniosłe.

Piękna, gotycka katedra w Killarney
Piękna, gotycka katedra w Killarney

Puby irlandzkie i inne atrakcje

Samo Killarney nie należy do dużych miejscowości. Mieszka tu na stałe jakieś 14 tysięcy osób. Główna ulica turystyczna – High Street jest dostępna przede wszystkim dla pieszych, ruch jest tu ograniczony. Pełna jest restauracji i pubów, które także znajdują się w przy prostopadłych ulicach. Znajduje się tu także wiele sklepów z pamiątkami oraz organizatorów wycieczek. Większość z dostępnych wycieczek to trasa przebiegająca częściowo przez park narodowy, jezioro i kończąca się na malowniczej drodze między górami – Przełęczy Dunloe (Gap of Dunloe). Wiedzie przez nią droga, ale niestety tubylcy się wycwanili i albo należy ją pokonać  pieszo albo wykupić wycieczkę. Droga jest zamknięta dla innego ruchu. Jest to ciekawe miejsce, także filmowe. Postała tam „Gra pozorów” Neila Jordana. Miasteczko ma też kilka dodatkowych atrakcji, z torem wyścigów konnych na czele. Są także stylizowane puby, jak choćby jeden w klimatach Śródziemia (ale po Hobbitonie to jednak nie potrafiliśmy docenić tego zamysłu i wykonania).

Centrum Killarney jest pełne irlandzkich pubów, sklepów z pamiątkami i agencji turystycznych
Centrum Killarney jest pełne irlandzkich pubów, sklepów z pamiątkami i agencji turystycznych

Zwiedzanie Parku Narodowego

Park Narodowy Killarney (ang. Killarney National Park) obejmuje obszar ponad 10 tysięcy hektarów, w tym Jeziora Killarney. Został założony w 1932 roku, a 1981 roku został wpisany na listę UNESCO jako rezerwat biosfery. Jego wyjątkowość polega na tym, że tutejszy las jest pozostałością dawnej puszczy, która niegdyś pokrywała większość Irlandii. Na terenie parku znajduje się jednorodny gatunkowo las cisowy, jeden z trzech w Europie – najstarszy i największy rezerwat cisu (utworzony w 1827 roku, drugi najstarszy rezerwat w Europie) znajduje się w Polsce (Cisy Staropolskie w Borach Tucholskich).

W parku występują jelenie
W parku występują jelenie

„Specjalnością zakładu” Parku Narodowego Killarney jest populacja jelenia europejskiego. Spotkać je można głównie w trudno dostępnych wyższych partiach lasu, ale przy trasie turystycznej trzyma się pewną liczbę jeleni ku uciesze zwiedzających. Czasem dzikie jelenie podchodzą do miejsc, w których mieszka człowiek. W sieci nawet można znaleźć strony, na których oznaczona się, gdzie niedawno widziano jelenie. Są one jednak dzikie i dość płochliwe, to nie żebrzące jelenie sika w Narze. Za to podobnie jak tam, jelenie są dość powszechne w różnej formie w mieście, jako maskotki, pomniki czy ozdobniki różnego rodzaju dekoracje.

Wodospad Torc
Wodospad Torc

Jeziora Killarney

Park Killarney wyróżnia także grupa trzech polodowcowych Jezior Killarney: Lough Mucross (zwane też Torc – jak pobliski wodospad), Upper Lake i największe z nich – Lough Leane z malowniczo położonym zamkiem Ross na wyspie o tej samej nazwie. Wycieczki zorganizowane bardzo często przeprawiają się przez to jezioro. Przy bardziej sprzyjającej widoczności można znad jezior podziwiać MacGillycuddys Reek z najwyższym szczytem Irlandii – Carrauntoohil (1039 m n.p.m.). Jednym z obowiązkowych punktów zwiedzania Parku Narodowego Killarney jest wodospad Torc, nazwany tak od Góry Torc (535 m n.p.m.). Wodospad mierzy ponad 20 metrów wysokości i spada licznymi kaskadami, położnymi malowniczo wśród zieleni i skał.

Jezioro Killarney
Jezioro Killarney

Zamek Ross w Killarney

Zamek Ross (podobnie jak wiele innych zamków w Irlandii) na nas, Dolnoślązakach, nie robi wrażenia wielkością. Warto jednak zauważyć, że jak na budowlę z końca XV wieku (prawdopodobnie), poddaną zaledwie renowacji w latach 80. XX wieku, trzyma się świetnie. W środku odtworzono historyczne wnętrza z XVII – XVIII wieku. Zamek Ross powstał prawdopodobnie na polecenie naczelnika irlandzkiego klanu O’Donoghue. Budowla miała swój udział w historii – Ross było ostatnią twierdzą, która stawiła opór wojskom Oliviera Cromwella w połowie XVII wieku. Zamek nie został zdobyty z lądu przez cztery tysiące piechurów i dwustu konnych, ale poddał się po ostrzale artyleryjskim z wód Lough Leane.

Zamek Ross
Zamek Ross

Od 1979 roku zamek stał się własnością państwową Republiki Irlandii i po renowacji został udostępniony zwiedzającym stając się kolejną atrakcją Parku Narodowego Killarney. Park zaś to zarówno ciekawa ścieżka nad jeziorem, jak i w lesie.

Zamek Ross położony jest tuż nad brzegiem jeziora
Zamek Ross położony jest tuż nad brzegiem jeziora

Na zwiedzanie Killarney, parku, zamku i miasteczka, starczy nam jeden dzień. Oczywiście to teren rekreacyjny, więc spokojnie można atrakcje podzielić na kilka dni, odpoczywając i ew. robiąc sobie dalsze wycieczki.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak irlandzki
Killarney

Sinharaja, rezerwat, pierwotny las na Sri Lance

Rezerwat leśny Sinharaja to ostatni nienaruszony obszar pierwotnego lasu deszczowego na Sri Lance i jeden z nielicznych takich na całym świecie, nietkniętych przez cywilizację. W roku 1978 został wpisany na światową listę rezerwatów biosfery, a dziesięć lat później trafił na listę UNESCO.

Dzbanecznik, roślina owadożerna
Dzbanecznik, roślina owadożerna

Rezerwat Sinharaja

Sinharaja to nieduży rezerwat: mierzy zaledwie 21 kilometrów długości i do 7 szerokości (88,6 km2 powierzchni). Mimo to obfituje w faunę i florę, a wiele gatunków jest unikatowych dla Cejlonu. Ponad 60% z występujących tutaj drzew to gatunki endemiczne, niektóre z nich rzadko występujące. Z łącznej liczby 23 endemicznych gatunków ptaków Sri Lanki, aż 20 można spotkać tutaj. Nazwa składa się z dwóch członów – sinha – lew, raja – król, znaczy to tyle co królestwo lwa. Lwów oczywiście tu nie ma.

Grzybki w Sinharaja
Grzybki w Sinharaja

Lwy na Sri Lance w naturze i kulturze

Kwestia lwów na Sri Lance jest dość ciekawa. Przeciętni Lankijczycy sami nie wierzą, by kiedykolwiek lwy tu faktycznie występowały. Bardziej dopatrują się tu wpływów z Indii i pewnego symbolizmu. Natomiast istniał kiedyś gatunek zwany lewem cejlońskim (Panthera leo sinhaleyus). Lew cejloński lub lew lankijski wymarł jednak jakieś 37 tysięcy lat temu, zanim pojawili się na wyspie współcześni ludzie. Sam lew jest symbolem Sri Lanki obecnym na jej fladze, czasem też w nazewnictwie jak w przypadku Singiriji. Złoty lew symbolizuje etykę i dążenie do pokoju. W symbolice Sri Lanki lew pojawił się wraz z księciem Vijayą. Vijaya jest postacią na wpół mityczną. Był pierwszym królem Sri Lanki, a jego panowanie zakończyło się gdzieś około 505 wieku przed naszą erą.

Roślinność w Sinharaja
Roślinność w Sinharaja

Wśród legend na jego temat jest jedna powiązana z lwem. Otóż w południowych Indiach żyła księżniczka, którą porwał bandyta zwany Lwem. W niewoli księżniczka powiła mu dwoje dzieci, syna i córkę. Syn (Vijaya) z czasem zabił Lwa, za co został nagrodzony (bo zabił banitę) i ukarany jednocześnie (za ojcobójstwo). Musiał zostawić swój kraj i wyprawiono go za morze. Trafił na Cejlon, gdzie rozpoczął jego kolonizację. Lew w heraldyce Sri Lanki to wpływ indyjski, który jest obecny według jednych informacji od czasów panowania Vijaya, według innych gdzieś od 486 roku przed naszą erą, czyli tuż po jego panowaniu.

Leśny strumień
Leśny strumień

Zwierzęta w Sinharaja

Choć w rezerwacie nie ma lwów, można spotkać wiele innych zwierząt. Właśnie – „można spotkać” a „spotkać” to w Sinharadży dwie różne kwestie. Ze względu na intensywną wegetację, czyli mówiąc prościej – gęsty las – trudno wypatrzyć jakieś zwierzęta. Tak naprawdę to łatwo przeoczyć nawet pijawki, dopóki nie podwinie się nogawek. W teorii można tutaj spotkać słonia, żyje ich kilka na terenie parku, jest kilkanaście lampartów, a najbardziej powszechnym większym ssakiem jest endemiczny gatunek koczkodana, lutung białobrody (Semnopithecus vetulus, po angielsku „o purpurowej twarzy” – purple-faced langur). Z ptaków udało nam się spotkać parę kurów cejlońskich i jednego młodego samca, wyraźnie mniej kolorowego od dojrzałego osobnika. Tu warto dodać, że kur cejloński (Gallus lafayettii) to ptak narodowy Sri Lanki, bardzo blisko spokrewniony z naszą kurą domową.

Dżungla cejlońska
Dżungla cejlońska

Oprócz tego natknęliśmy się na kilka gadów: kameleony i wąziutkie, zielone węże bicze oraz płazy i bezkręgowce, w tym duże, kolorowe ślimaki. Z roślin szczególnie podobał nam się krzew z dzbanecznikami, storczyki i rattan oraz stare, zdrewniałe liany.

Potężne drzewo
Potężne drzewo

Prawda jest taka, że nie zobaczylibyśmy w rezerwacie Sinharaja nawet tej garstki zwierząt i unikatów ze świata roślin, gdyby nie przewodnik, który jest obowiązkowym dodatkiem do biletu wejściowego. Jego zadaniem było nie tylko oprowadzenie nas po rezerwacie, ale także wypatrywanie ciekawych roślin i zwierząt. Przy okazji oczywiście opowiada, a także wybiera szlak. Samodzielnie, nie wiedząc czego się szuka, można przejść obok i nawet nie zauważyć jaszczurki.

Sinharaja
Sinharaja

Pijawki na Sri Lance

Jedyne zwierzęta, które rzucają się w oczy w dużej ilości to pijawki (ang. leech). Pijawki na Sri Lance nie są niebezpieczne, nie przenoszą chorób, ale są uciążliwe. Pojedyncze ugryzienie nie jest problemem, zresztą niektórzy płacą za to spore pieniądze. Co ważniejsze nie boli, praktycznie się go nie czuje. Czasem można tylko zobaczyć grubą, opitą pijawkę schodzącą z człowieka, albo cieknącą krew. Swędzenie zaczyna się później i trwa dość długo, gojenie niestety też zajmuje czas. Ostatnie ślady po pijawkach zeszły z nas po trzech miesiącach (samo swędzenie ustało jakoś po miesiącu). Podstawową ochroną na pijawki są specjalne skarpety. Można je kupić przy wejściu. Często zakłada się też skarpety na spodnie, tak by ograniczyć wystawienie skóry.

Młody biczowąż długonosy (Ahaetulla nasuta), czasem znany też jako wąż bicz
Młody biczowąż długonosy (Ahaetulla nasuta), czasem znany też jako wąż bicz

To wszystko pomaga do pewnego stopnia. Za to na ściąganie, czy raczej odrywanie pijawek z butów czy skóry dobrze sprawdzają się repelenty (w naszym przypadku Off tropical). Większość pijawek żyje w wodzie, jednak na Sri Lance występuje gatunek – pijawka cejlońska (Haemadipsa ceylonica), który szuka swoich ofiar na lądzie. Chodząc po lesie przewodnik nawet nam pokazywał jak te bardzo drobne i cieniutkie pierścienice próbują wejść na człowieka. Wyczuwają go i starają się na niego wleźć.

Główna ścieżka
Główna ścieżka

Przewodnik z rezerwatu Sinharaja pomógł nam także uporać się z pijawkami, które na mokrej ściółce tylko czekały na coś stałocieplnego. Pierwsze nasze doświadczenie z pijawkami miało miejsce na starej plantacji herbaty w Kandy, na lokacji z Indiany Jonesa. Natknęliśmy się na nie przy Szczycie Adama, acz tam szczęśliwie to nie my mieliśmy tę wątpliwą przyjemność. Tu, w dużej ilości, już raczej budziły irytację, niż przerażenie. I faktycznie Sinharaja ma opinię lasu czy rezerwatu pijawek, zasłużenie.

Skorupa ślimaka
Skorupa ślimaka

Zwiedzanie Sinharaja

Sinharaja jest bardzo zróżnicowanym miejscem, także ze względu na góry. Wiele osób (i wycieczek) wjeżdża tam od południa. Z tego, co ustaliśmy, tam wycieczki są zdecydowanie bardziej turystyczne. Z jednej strony droższe, a przy tym często liczniejsze (te tańsze wersje), ale z drugiej są dodatkowe atrakcje, jak możliwość kąpieli w wodospadach. No i szlaki są bardziej wydeptane. Do południowego wejścia trzeba się kierować na miejscowość Deniyaya. Standardowo robi się tam jeden z kilku szlaków do wyboru, których długość liczy się w wodospadach.

Las deszczowy na Sri Lance
Las deszczowy na Sri Lance

My wybraliśmy północne wejście. Samochodów z turystami na parkingu było zaledwie kilka. Przewodników czekających na oprowadzanie wielu. Bilet jest stosunkowo tani, jak na ceny wejściówek na Sri Lance. Przewodnik zaś jest darmowy (choć napiwek jest wskazany, ale sam się o niego nie dopominał). Właśnie kwestie cen i napiwków podobno inaczej wyglądają na południu. Nie weryfikowaliśmy tego. By dojechać do północnego wejścia należy kierować się na miejscowość Weddagala, a potem już na wioskę Kudawa. Wodospady też tu są, ale trasa jest już bardziej indywidualna.

Sinharaja
Sinharaja

Tu przewodnik nie czeka na to, by mieć grupę osób. Więc prowadził nas tylko we dwójkę. Trasa jest ustalana w zależności od czasu, wytrzymałości i warunków pogodowych, a także preferencji odwiedzających. Część faktycznie szliśmy ścieżką, ale też weszliśmy w las. Nam ta północna część bardzo przypadła do gustu, właśnie ze względu na jej naturalność, dzikość i brak ingerencji człowieka.

Kur cejloński (Gallus lafayettii), Sinharaja
Kur cejloński (Gallus lafayettii), Sinharaja

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak lankijski
Sinharaja

Rio de Janeiro, Miasto Boga, James Bond, Jezus, karnawał i fawele

Jednym z pierwszych skojarzeń z Brazylią jest Rio de Janeiro i karnawał. To miasto jest symbolem kraju, to fakt. Niektórzy zapominają, że nie jest już ani stolicą (jest nią Brasilia), ani największym miastem (to miano nosi Sao Paulo), ba nawet karnawał został zaszczepiony z Salvadoru. Ale to właśnie Miasto Boga najbardziej wpłynęło na masową kulturę, w dużej mierze naznaczoną filmem.

Widok na Rio de Janeiro
Widok na Rio de Janeiro

Historia Rio de Janeiro

Tereny obecnej Brazylii w epoce przedkolonialnej zamieszkiwały głównie półkoczownicze plemiona bez znaczącej kultury materialnej. Co prawda brazylijski archeolog Bernardo de Azevedo da Silva Ramos w latach 30. XX wieku szukając śladów bardziej zaawansowanych cywilizacji prekolumbijskich, odkrył i następnie dowodził, że w okolicę Rio dotarli Fenicjanie (z Kartaginy) i być może Grecy, jednak dowody na to są dość wątpliwej jakości. Ciekawsza historia zaczyna się wraz z portugalską wyprawą Pedro Álvaresa Cabrala, która z początkiem kwietnia 1500 roku z finansowym błogosławieństwem króla Manuela I wyruszyła z Portugalii. Efektem tej wyprawy było odkrycie nowego lądu, który pod nazwą Terra de Vera Cruz (czyli Ziemia Prawdziwego Krzyża) został włączony do Królestwa Portugalii.

Rio de Janeiro, czyli Miasto Boga
Rio de Janeiro, czyli Miasto Boga

Kapitan jednego z okrętów tej wyprawy, Gaspar de Lemos, wpłynął 1. stycznia 1502 roku do zatoki, którą błędnie uznał za ujście rzeki. Nazwano to niby ujście Rio de Janeiro, czyli Rzeką Styczniową. Błąd nie został poprawiony, nawet gdy został odkryty, stąd pochodzi nazwa położonego nad oceanem miasta. Portugalczycy założyli tutaj tylko faktorie handlowe, nie dbając z początku o kolonializm z prawdziwego zdarzenia. W międzyczasie na tym terenie zaczęły powstawać francuskie kolonie, a ponieważ Portugalczycy zdecydowali się jednak w całości i całkowicie zagarnąć Brazylię, w latach 60. XVI wieku wywiązały się walki i wkrótce Francuzi zostali odepchnięci.

Teatr miejski
Teatr miejski

Rozwój Rio de Janeiro

Na obszarze obecnego Rio de Janeiro założono miasto, któremu nadano imię patrona św. Sebastiana: São Sebastião do Rio de Janeiro. Wkrótce zresztą pozostawiono samo Rio de Janeiro i tak się przyjęło. Tę pełną nazwę zostawiono jako określenie tutejszej archidiecezji. Lokalizacja Rio spowodowała, że szybko stało się dużo istotniejszym portem kolonii niż jej stolica, czyli Salvador. W 1763 tutaj przeniesiono stolicę administracyjną, ale w wyniku zawirowań w Europie (wojny napoleońskie), w 1808 przeniósł się tu dwór portugalski z Lizbony. Podniesienie rangi kolonii, niespotykane w ówczesnym świecie, spowodowało, że nie było już powrotu do poprzedniego stanu. Powrót władcy portugalskiego do Lizbony wiązał się z powstaniem niepodległego Królestwa, a potem nawet Cesarstwa Brazylii. Rio zostało stolicą, przez pewien czas tylko de jure, bowiem dwór urzędował w pobliskim Petropolis.

Graficiarze nie oszczędzają nawet kościołów
Graficiarze nie oszczędzają nawet kościołów

Rio de Janeiro czyli Miasto Boga

Rozwój miasta trwał także w okresie republikańskim, choć wówczas, już w XX wieku, Sao Paulo zaczęło stawać się biznesowym centrum kraju. Jednocześnie w latach 50. podjęto decyzję o budowie nowej stolicy, co nastąpiło dość szybko (i miejscami niedbale). Dodatkowo w Brazylii nastał okres, w którym próbowano przenieść ludność z wiosek i mniejszych miast do większych ośrodków, licząc, że stworzy się duże zaplecze przemysłowe. To wpłynęło mocno na kulturę i współczesny krajobraz nie tyko Rio, ale całej Brazylii. Eksperyment inżynierii społecznej prowadzony na szeroką skalę nie udał się, Rio rozrosło się o olbrzymie slumsy, zwane tutaj fawelami, czyli dzielnice biedy. Tak właśnie powstało Miasto Boga (Cidade de Deus), zachodnia część przedmieścia Rio, zwana też czasem CDD. W tym wypadku zamysł był taki, by wynieść fawele z centrum Rio. Podobny los spotkał inne duże miasta Brazylii.

Rio, plaża i głowa Cukru
Rio, plaża i głowa Cukru

Czarna legenda Rio, czyli fawele

„Miasto Boga” to także tytuł książki Paulo Linsa, opartej na faktach, ukazującej losy młodych ludzi dorastających w tym miejscu. W 2002 została ona zekranizowana przez Fernando Meirellesa i Kátię Lund. Film trochę uproszczono względem oryginału, koncentrując się jedynie na dwóch bohaterach. Oczywiście nagrywano go na lokacji, także w Rio (plaże są zdecydowanie najłatwiej rozpoznawalne). Dostał też cztery nominacje do Oskara. W przypadku części związanych z fawelami odpuściliśmy sobie szukanie miejsc filmowych. Fawele mają nie tylko złą renomę z legendy, to wciąż miejsca, gdzie rządzą gangi i jest duża przestępczość. Nawet przy okazji epidemii koronawirusa okazało się, że to gangi a nie służby, odpowiadały za kwarantannę w tej części. Choć oczywiście nawet w Rio można znaleźć organizatorów wycieczek po fawelach.

Arcos, czyli akwedukt po którym jeździ tramwaj
Arcos, czyli akwedukt po którym jeździ tramwaj

Rio de Janeiro: Arcos da Lapa

Akwedukt Carioca powstał w połowie XVIII wieku na miejscu poprzedniej, mniejszej konstrukcji, w celu zapewnienia wody rozrastającej się populacji Rio i dla licznych fontann. Przez około sto lat spełniał swoją funkcję transportując wodę z rzeki Carioca, lecz w końcu XIX wieku wraz z modernizacją sieci wodociągowej akwedukt został wyłączony z użycia. Od tamtego czasu obiekt służy jako część trasy tramwajowej, obecnie obsługiwanej przez zabytkowe żółte tramwaje, popularne wśród turystów. Ponieważ akwedukt znajduje się w dzielnicy Lapa, mówi się na niego częściej Arcos da Lapa. Taką dość spodziewaną ciekawostką jest fakt, że Aqueduto da Carioca wybudowano na wzór akweduktu Águas Livres w Lizbonie, wpływy portugalskie były tu dość mocne. Dziś jest jedną z bardziej charakterystycznych budowli Rio de Janeiro.

Wieżowce w Rio
Wieżowce w Rio

Dzielnica Lapa to miejsce znane z nocnego życia i interesujących obiektów, jak wspomniany akwedukt. Można wypatrzeć ciekawe kolorowe budynki, jednak stan większości przypomina bardzo zaawansowane stadium rozkładu i oczywiście wandalizmu. Dotyczy to także akweduktu, niestety. Biała farba w wielu miejscach jest obdrapana, a w okolicy śpią bezdomni. Nie przeszkadza to turystom, którzy tłumnie odwiedzają to miejsce.

Schody Selarón
Schody Selarón

Schody Selaron

Schody Selarón to słynne kolorowe schody z Rio de Janeiro. Zaczynają się w dzielnicy Lapa i prowadzą do położonej na wzgórzu dzielnicy Santa Teresa, nazywanej czasem brazylijskim Montmarte (tam dojeżdża także zabytkowy tramwaj). Wszystko zaczęło się od urodzonego w Chile artysty Jorge Selarón, który pewnego pięknego dnia Roku Pańskiego 1990 chciał odnowić schody przed wejściem do swojego domu. Użył płytek ceramicznych w kolorach zielonych, żółtych i niebieskich, a więc kolorów flagi Brazylii. Sąsiedzi byli raczej zdegustowani, ale Jorge Selarón się nie zrażał i coraz więcej stopni i fragmentów elewacji dekorował różnymi kafelkami i ich fragmentami. W ten sposób wyrażał siebie, swoje emocje i upodobania. Materiał podbierał z różnych budów, znajdował po śmietnikach, ale z biegiem czasu zaczął dostawać kafelki od odwiedzających.

Schody Selarón
Schody Selarón

Z osobliwej ozdoby schody stały się atrakcją turystyczną. Obecnie Escadaria Selarón to jedno z ikonicznych miejsc Rio, które przyciąga rzesze turystów, wielu z nich robi tu sobie zdjęcia. O ile normalnie po Lapie nie rozchodzą się dość swobodnie, tu nagle widzimy tłumy. Co ważniejsze, jest to darmowa atrakcja. Można tutaj wypatrzyć płytki z ponad 60 krajów świata, nie tylko ozdobne, ale też polityczne zaangażowane, ukazujące rzeczy kulturowe i narodowe. Same schody mierzą 125 metrów długości, liczą 215 stopni i są wyłożone ponad dwoma tysiącami różnych płytek.

Centrum Rio De Janeiro
Centrum Rio De Janeiro

Sambodrom i karnawał

W Rio są dwie bardzo charakterystyczne budowle, które przyciągają nie tyle swoim wyglądem, co legendą. Pierwsza z nich to stadion Maracanã, który można zwiedzać i to pewnie pozycja obowiązkowa dla niejednego kibica. Swego czasu był to największy stadion na świecie, obecnie ilość miejsc na trybunach została ograniczona. Na nim odbywają się duże imprezy, choćby msza z papieżem albo otwarcie i zamknięcie igrzysk w 2016 roku, które miały miejsce w Rio. Nie mówiąc już o wielu zmaganiach piłkarskich, które obrosły legendą. Stadionu nie zwiedza się dla architektury.

Sambodrom
Sambodrom

Jeszcze gorszym pod tym względem budynkiem jest słynny Sambodrom. On wręcz odstrasza poza sezonem. Zamknięty na klucz, można tylko zajrzeć i tyle. Ożywa w karnawale i jest wówczas symbolem Rio. Sama idea karnawału przywędrowała do Rio de Janeiro z Salvadoru, włączając w to tańce jak samba. Dziś to Rio zdecydowanie bardziej kojarzy się z sambą czy karnawałem, nie tylko w Brazylii ale i na świecie. My oglądaliśmy Sambodrom poza „sezonem”, ale kusi by kiedyś wrócić właśnie na karnawał. Obecnie to na tyle popularna atrakcja, że tych pokazów jest kilka i spokojnie można sobie coś dopasować pod koniec karnawału. Sam Sambodrom to oczywiście także miejsce filmowe, choć nie jest to typowa lokacja filmowa. To prosta konstrukcja, więc najczęściej powstaje w studio (wygodniej i pewnie taniej). I w takiej odtworzonej formie, pojawia się w wielu filmach, gdzie mamy fragmenty karnawału. Jak choćby w „Moonrakerze” (1979) z bondowskiego cyklu.

Jezus z Rio de Janeiro
Jezus z Rio De Janeiro

Jezus z Rio De Janeiro

Bodaj najsłynniejszym widokiem z Rio de Janeiro, jeśli nie z Brazylii w ogóle, jest statua Chrystusa Odkupiciela (Cristo Redentor) usytuowana na szczycie góry Corcovado. Corcovado po portugalsku tłumaczy się jako Garbus, choć w czasach kolonializmu ta 710-metrowej wysokości granitowa skała nazywała się Pico de Tentação – Góra Kuszenia. Górę i jej otoczenie porasta las deszczowy Tijuca (Floresta da Tijuca), który uważa się za największy obszar leśny w obrębie miasta, zajmuje on 34 kilometry kwadratowe. Ciekawą sprawą jest to, że las pomimo swego nieokiełznanego wyglądu, został zasadzony przez człowieka. Wcześniej bowiem tereny te były wykorzystywane pod uprawy, po uprzednim wykarczowaniu pierwotnego lasu. W drugiej połowie XIX zdecydowano, że dla ochrony rezerw wody należy ten obszar na powrót zalesiać. W 1961 roku Floresta da Tijuca został ogłoszony parkiem narodowym wewnątrz miasta. Park też jest atrakcją turystyczną, ale jak to bywa w Brazylii krążą o nim różne historie na temat bezpieczeństwa.

Corcovado (Rio De Janeiro)
Corcovado

Większość turystów jednak nie wybiera się na Corcovado po to, by podziwiać biologiczną różnorodność parku Tijuca. Ich celem jest wspomniany już Cristo Redentor, czyli ikoniczna statua Jezusa Chrystusa. Na górę można się dostać pieszo, samochodem lub kolejką zębatą. My wybraliśmy tę trzecią opcję, gdyż była ciekawsza, a bilety można było kupić przez internet. I to zazwyczaj warto zrobić wcześniej, bo tu przybywa dość sporo turystów i czasem kolejki na dole są dość długie. My kupiliśmy bilet z miesięcznym wyprzedzeniem, ale gdy przyszliśmy na naszą godzinę, to się okazało, że kolejka tego dnia nie kursuje – spadły jakieś konary na linię i nie wiadomo, ile potrwa usuwanie awarii. Musieliśmy znaleźć alternatywę: Uber do punktu startowego do pomnika i stamtąd busy „firmowe”, które wchodziły w cenę biletu. Wyszło to drożej i zajęło dużo więcej czasu. W dodatku widok, a właściwie jego brak, rozczarował. Przez pogodę.

Centrum Rio De Janeiro
Centrum Rio De Janeiro

Historia pomnika Jezusa

Padało i była mgła. To właśnie uroki kupowania biletów wcześniej, ale co poradzić. U stóp statui Chrystusa Odkupiciela akurat tego dnia nie było sporo ludzi. Figura mierzy 30 metrów wysokości, a do tego należy doliczyć ośmiometrowy cokół z granitu. Historia pomnika wiąże się z obchodami setnej rocznicy niepodległości Brazylii. Chciano ją upamiętnić poprzez zbudowanie wspaniałego, symbolicznego pomnika. Z wielu projektów wyłoniono prostą w wyrazie postać Jezusa, który otwartymi ramionami obejmuje całe miasto, wówczas stolicę, a jednocześnie wita tych, którzy przybywają do Brazylii. Pomnik zaprojektował francuski rzeźbiarz o polskich korzeniach, Paul Landowski, realizacja również miała miejsce we Francji, a do Brazylii przybył drogą morską.

Na miejscu został obłożony okładziną kamienną – steatytem – i posadowiony na szczycie Corcovado. Uroczyste odsłonięcie statui nastąpiło w październiku 1931 roku, a dokonał tego projektant oświetlenia, Guglielmo Marconi. Tak, ten od radia i telefonu (choć w tym wypadku patent zarejestrował pierwszy Bell). Macroni drogą radiową planował włączyć oświetlenie aż z Rzymu (lub Genui według innych źródeł). Niestety z powodu złej pogody radio trzeszczało i światła uruchomiono na miejscu.

Fawele w Rio De Janeiro
Fawele

Natomiast pomijając pogodę jaka nam się trafiła, to Jezus z Rio trochę rozczarowuje. Jak się jeszcze pod nim stoi to wygląda ciekawie, ale z perspektywy miasta choć zauważalny, to jest mały. Za rozbuchane oczekiwania odpowiada po części kino, które stara się oddać symbol z należytym szacunkiem, innymi słowy tak by zajmował większość kadru. Tak jest przedstawiany choćby w „2012” Rolanda Emmericha, „Szybkich i wściekłych 5”, pojawia się w sadze „Zmierzch” – „Przed świtem”. Pod tym względem jedno z najlepszych przedstawień tej figury znajdziemy w filmie animowanym „Rio” z 2011. Animatorzy mocno się przyłożyli by wiernie oddać wiele szczegółów, zaś Chrystus Odkupiciel pojawia się w wielu ujęciach, jako mały detal gdzieś w tle za miastem. Tak go najczęściej widzi się będąc w Rio. Jest też tłem w „Moonrakerze”, „Mieście Boga” czy „Człowieku z Rio”, acz widocznym tylko w krótkich urywkach filmu.

Kolejka na głowę Cukru
Kolejka na głowę Cukru

Głowa Cukru

Pão de Açúcar, czyli po polsku Głowa Cukru, to kolejna atrakcja nierozerwalnie związana z Rio de Janeiro. Charakterystyczny profil skały i kolejka linowa są szczególnie znane fanom Jamesa Bonda z filmu „Moonraker”. To tutaj James Bond (Roger Moore) walczył z Buźką (oryg. Jaws, w tej roli Richard Kiel), który swoimi tytanowymi szczękami przegryzał stalową linę kolejki. Świetnie zrealizowana sekwencja dość dobrze ukazuje to miejsce z różnych perspektyw, a jednocześnie trzyma w napięciu i zapada w pamięć. Zaś Głowa to obok Jezusa jedna najchętniej odwiedzanych atrakcji Rio i doskonały punkt widokowy. Aby dostać się na Głowę Cukru, należy udać się na Praia Vermelha, skąd startuje kolejka. Bilet kupuje się w automacie biletowym, w razie kłopotów podchodzi ktoś z obsługi. Oczywiście tu także można kupić bilet wcześniej przez internet (co może być pomocne w szczycie sezonu).

Starsza kolejka
Starsza kolejka

Kolejka linowa (port. bondinho) po raz pierwszy ruszyła w 1912 roku jako trzecia na świecie. Gruntowny remont przeszła na początku lat 70. (kolejkę zamknięto w 1973), czyli niedługo przed „Moonrakerem”. Remont powinien być raczej po wizycie Bonda i Buźki, w sumie to nawet wydarzył się z pewnym opóźnieniem. Ostatnia renowacja miała miejsce w 2008 roku. Tu istotna rzecz, z remontem wiąże się wymiana wagoników, dziś już są nowsze, nie takie jak były na filmie. Długość linii wynosi łącznie 1200 metrów. Kolejka kursuje co 20 minut ze stacją pośrednią na Wzgórzu Urca (Morro da Urca, wys. 200 metrów n.p.m.). Tam się wychodzi, można podziwiać Rio z tej wysokości i przejść do kolejnej stacji. Obecne wagoniki mieszczą do 65-ciu pasażerów.

Bondowski wagonik
Bondowski wagonik

Zdobywanie Głowy Cukru

Na Morro da Urca wystawiono historyczne wagoniki. Nas interesował model znany z filmu, o panoramicznym dachu. Niestety w jego przypadku nie można było wejść do środka. Za to widać, że ten model miał więcej przeszkleń niż obecny.

„Moonraker” i James Bond spoglądający na Rio De Janeiro z Morro da Urca
„Moonraker” i James Bond spoglądający na Rio De Janeiro z Morro da Urca

Głowa Cukru to monolit granitowy, wystający z dna Zatoki Guanabara na wysokość 396 m n.p.m. Las okalający skałę ogłoszono w 2006 roku Parkiem Narodowym Góry Cukru i Wzgórza Urca. W roku 2012 UNESCO uhonorowała ten park narodowy wraz ze słynną skałą miejscem na Liście Światowego Dziedzictwa. Nazwa tego bornhardtu (jednolita skała o kopulastym kształcie, wznosząca się na wysokość przynajmniej 30 metrów, a licząca kilka setek metrów długości) pochodzi z okresu początków kolonializmu portugalskiego, gdy z tutejszego portu wysyłano cukier do Europy. Tradycyjnie bryłę cukru transportowało się w formie zaokrąglonych stożków, nazywanymi pão de açúcar, czyli chleb cukrowy. Po polsku mówi się na nie „głowa cukru”. Skała otwierająca wejście do Zatoki Guanabara kształtem przypominała Portugalczykom właśnie taką głowę cukru. Zresztą „głowa cukru” to określenie jednego z rodzajów bornhardtów, właśnie o takim kształcie.

Głowa Cukru
Głowa Cukru

James Bond, Rio de Janeiro i Głowa Cukru

Jeśli chodzi o „Moonrakera” to Bond był zarówno na Pão de Açúcar i Morro da Urca. W filmie jest to trochę rozmyte, ale na miejscu dość dobrze widać, gdzie znajdowali się filmowcy w danej scenie. Stąd też nakręcono ujęcie na port lotniczy Rio de Janeiro-Santos Dumont. Obecne główne lotnisko, czyli Galeão, znajduje się na wyspie na peryferiach Rio, ale lotnisko Janeiro-Santos Dumont zlokalizowane jest blisko centrum. Stąd ładnie obserwuje się jak lądują samoloty, zwłaszcza że przelatują one dość nisko nad Głową Cukru. Natomiast oczywiście najbardziej widowiskowa scena znajduje się na odcinku między Pão de Açúcar i Morro da Urca. Wjazd na Morro da Urca jest bardziej stromy, więc zdecydowanie łatwo to rozróżnić.

Wiktoria w ogrodzie botanicznym
Wiktoria w ogrodzie botanicznym

Rio de Janeiro: Ogród Botaniczny

Ogród Botaniczny w Rio de Janeiro został założony przez Jana VI, króla Portugalii w 1808 roku. Początkowo miał służyć do aklimatyzacji sprowadzanych z Indii Wschodnich roślin przyprawowych. Ogród otwarto dla publiczności w 1822 roku. Leży on u podnóża Góry Corcovado, na której szczycie góruje pomnik Chrystusa. Ogród liczy 140 hektarów, a porasta go około 6 tysięcy gatunków roślin, ponadto można wypatrzyć ponad 100 gatunków ptaków. W 1992 roku Ogród Botaniczny w Rio de Janeiro został wpisany na listę UNESCO jako rezerwat biosfery.

Drapacz Chmur
Drapacz Chmur

Ogród to też unikalna możliwość poznania brazylijskiej przyrody. Dziś to bardziej istotna rola, niż ukazywanie egzotycznych roślin. Brazylia jest bardzo zróżnicowana jeśli chodzi o środowisko naturalne, tu można w krótkim czasie zobaczyć kilka jej odmiennych fragmentów. Nas szczególnie zainteresowało jeziorko, w którym pływały wiktorie. Kojarzycie te zdjęcia z dziećmi na wielkich pływających liściach podobnych do lilii wodnej? To są właśnie wiktorie. Średnica liści może osiągać nawet 2 metry, te tutaj nie były tak imponujące. Występują na rzekach Ameryki Południowej. W Ogrodzie Botanicznym w Rio znajdziemy także Aleję Palm, ogród japoński i wioskę tubylców, skrzydłokwiaty, monstery.

Ilha Fiscal
Ilha Fiscal

Centrum Rio de Janeiro

Bardzo specyficznym miejscem w Rio de Janeiro jest bazar pod chmurką, a właściwie dzielnica sklepowa – Saara. Znajdują się tu oczywiście normalne sklepy i to w całkiem sporej ilości, ale na ulicy rozkładają się też kramy z mnóstwem produktów. Miejsce, które oczywiście warto zobaczyć, acz jak to w Brazylii bywa, trzeba mieć oczy otwarte. To kraj o wysokim wskaźniku przestępczości, dochodzi tutaj między inny do zabójstw. Najbardziej niebezpieczne są fawele (czyli slumsy) w dużych miastach. Natomiast jeśli chodzi o wizualną stronę centrum, to tam gdzie nie ma turystów, niestety nie wygląda to dobrze. Wiele rzeczy jest zdewastowanych i brudnych.

Port W Rio
Port W Rio

Trochę bliżej wybrzeża (na wschód od Saary) znajduje się inna dzielnica sklepowo-biznesowa, tym razem już bardziej nastawiona na turystów. Czystsza i podobno bezpieczniejsza. Oczywiście ceny są wyższe. Tutaj znajduje się między innymi najsłynniejsza kawiarnia w Rio, czyli Confeitaria Colombo. Założona jeszcze w 1894, zbudowana i wykończona w stylu Art Nouveau uchodzi też za jedną z najładniejszych kawiarni na świecie. Oczywiście jest oblegana przez turystów.

Budynek publiczny
Budynek publiczny

Nadbrzeże Rio de Janeiro i muzea

Idąc dalej w stronę wybrzeża trafimy dzielnicę Praça Mauá w Rio de Janeiro. Na jej nadbrzeżu, czyli Píer Mauá, znajduje się ciekawy obiekt wart odwiedzenia, a na pewno chociaż zobaczenia. Jest to Museu do Amanhã, czyli Muzeum Jutra. Sama nazwa jest intrygująca. Jakie mogą być zbiory z przyszłości? Czyżby Brazylia posiadła technologię podróżowania w czasie? W tym przypadku chodzi o coś innego: nowoczesne multimedialne ekspozycje pokazują, z jakimi wyzwaniami będzie się borykała ludzkość w nadchodzących dekadach i jak dzisiejsze działania człowieka tworzą jutrzejsze problemy, ale i szanse.

Muzeum Jutra
Muzeum Jutra

Poza samą koncepcją muzeum, czy raczej wystawy, ciekawy jest sam budynek. Został zaprojektowany przez słynnego hiszpańskiego architekta Santiago Calavatrę. Organiczna struktura była inspirowana południowoamerykańską rośliną z grupy bromeliowatych, do których należy choćby ananas. Nam ta architektura bardziej przywodziła na myśl szkielet morskiego zwierzęcia, jakiegoś wieloryba. Jaka by nie była interpretacja, na pewno warto zobaczyć Muzeum Jutra. To także dobre miejsce by podziwiać porty lotnicze, przede wszystkim samoloty lecące z Janeiro-Santos Dumont.

Katedra w Rio de Janeiro
Katedra w Rio de Janeiro

Katedra w Rio de Janeiro

Z początków portugalskiego osadnictwa w Rio pochodzą ufortyfikowania, staromiejskie centrum z barokowymi kamienicami i pałacami. To właśnie pod koniec XVI wieku Miasto Boga stało się ważnym portem i stolicą finansową regionu. W dzielnicy Centro jest całkiem sporo zabytków, a także kościołów. W tym także nowsze. Jeden wyróżnia się bardzo szczególnie. Katedra pod wezwaniem św. Sebastiana w Rio de Janeiro (Catedral de São Sebastião do Rio de Janeiro) to jeden z tych oryginalnych postsoborowych kościołów. Jej budowa ciągnęła się od 1964 do 1979 roku, można powiedzieć że jest dzieckiem Soboru Watykańskiego II. Autorem jego unikatowej formy jest Edgar de Oliveira da Fonseca, a wzorował się na świątyniach Majów w formie piramid. Przy czym katedra to raczej stożek – planem jest okrąg, a nie kwadrat, jak budowali Majowie.

Wnętrze katedry
Wnętrze katedry

Zewnętrzna podstawy średnicy obiektu liczy 160 metrów, zaś wysokość wynosi 75 metrów. We wnętrzu może się pomieścić aż 20 tysięcy wiernych, z czego dla 5 tysięcy znajdzie się miejsce siedzące. Równo pośrodku wnętrza katedry umiejscowiono ołtarz, a ławki ustawione są wokół tego centralnego punktu. Jest to wprost spełnienie założeń architektury postsoborowej. U szczytu stożka jest okno w kształcie krzyża równoramienniego, a z każdego z ramion wychodzą „promienie”: kolorowe witraże ciągnące się przez całą wysokość stożka. Cztery witrażowe promienie mają przypominać fragment credo: „Jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół”. Pomimo pochmurnego dnia, robiło to ogromne wrażenie w środku.

Katedra wraz z dzwonnicą
Katedra wraz z dzwonnicą

Stara Katedra

Katedrę św. Sebastiana, patrona Rio de Janeiro, często nazywa się Nową Katedrą, gdyż zastąpiła ona poprzednie świątynie pełniące tę funkcję, z czego ostatnim jest kościół pw. Naszej Pani z Góry Karmel, w skrócie – Stara Katedra. Zakon Karmelitów osiedlił się w Brazylii w 1590 roku w okolicy późniejszego Rio de Janeiro. W wiekach XVII i XVIII zakon rozbudowywał się już w obrębie miasta. Budowa kościoła Naszej Pani z Góry Karmel rozpoczęła się w 1761 roku, zaś do pełnego zakończenia prac budowlanych trzeba było czekać prawie 25 lat.

Kościół św. Józefa (Rio De Janeiro)
Kościół św. Józefa (Rio De Janeiro)

W 1808 roku książę regent Jan, późniejszy król Portugalii Jan VI, wraz z dworem uciekł do Rio de Janeiro, gdy wojska Napoleona najechały Portugalię. Miasto Boga stało się tym samym kolonialną stolicą państwa Starego Świata. Katedra karmelitów pełniła wówczas funkcję Królewskiej Kaplicy, z kolei gdy Brazylia w 1822 roku ogłosiła się niepodległym Imperium Brazylii, świątynia stała się z automatu Imperialną Kaplicą. Katedra straciła te zaszczytne funkcje, gdy 15 listopada 1889 roku Imperium stało się Republiką Brazylii. Wkrótce wprowadzono dekret rozdziału państwa od kościoła i nie odbywały się tutaj oficjalne uroczystości. Kościół pw. Naszej Pani z Góry Karmel pozostał po prostu Katedrą Rio de Janeiro do roku 1974, gdy konsekrowano Nową Katedrę św. Sebastiana.

Kościół św. Józefa
Tajemnicze figurki kościoła św. Józefa

Kościół Naszej Pani z Candelária

Kościół Candelária, pełna nazwa: Igreja de Nossa Senhora da Candelária to kolejna z ważnych rzymskokatolickich świątyń w Rio de Janeiro. Obiekt ten budowano, dekorowano i przerabiano przez ponad 100 lat, bo od 1775 roku, gdy rozpoczęto budowę, do końca XIX wieku. Z tego względu kościół łączy w sobie różne style: fasadę budowano w duchu kolonialnego baroku portugalskiego, zaś we wnętrzu znajdziemy elementy późniejszych styli: neoklasycyzmu i neorenesansu. Obecny kościół stoi od drugiej połowy XVIII wieku, ale wcześniej istniała tutaj o wiek starsza kaplica.

Kościół Naszej Pani z Candelaria (Rio De Janeiro)
Kościół Igreja de Nossa Senhora da Candelária

Z jej powstaniem łączy się opowieść, może legenda: W pierwszych latach XVII wieku pewne portugalskie małżeństwo – António Martins Palma i Leonor Gonçalves – zostali zaskoczeni przez sztorm na morzu i ich statek, Candelária, omal nie zatonął. Gdy śmierć zajrzała im w oczy, przyrzekli Maryi Matce Bożej, że jeśli ich uratuje z opresji, wybudują jej kaplicę. Oboje przeżyli, statek dopłynął do portu w Rio. Zgodnie z przysięgą, około 1609 roku para ufundowała budowę kaplicy, nazwanej imieniem Naszej Pani z Candelária.

Kościół św. Franciszka
Kościół św. Franciszka

Kościoły św. Franciszka i św. Józefa

Igreja Sao Francisco de Paula, czyli kościół św. Franciszka, to jedna z historycznych świątyń w Rio. Budowę rozpoczęto w 1759 roku, a ukończono w 1801 roku.

Confeitaria Colombo
Confeitaria Colombo

Ciekawostką jest też kościół św. Józefa (Igreja São José). Zbudowano go w okresie kolonialnym w 1608, przez Egasa Muniza. Potem w XIX wieku był remontowany i odnowiony w stylu późnobarokowym. Jest to niewielki kościółek, który sam w sobie nie rzuca się tak w oczy. Jednak mieszkańcy Rio sami nas namawiali do tego, by wejść do tego kościoła i zobaczyć co jest za ołtarzem. Znajdują się tam figury najświętszej rodziny.

Copacabana
Copacabana

Plaża Copacabana, czyli biała legenda Rio

Copacabana to nazwa dzielnicy Południowej Strefy Rio de Janeiro. Prawdopodobnie większość ludzi na świecie mówiąc lub słysząc o Copacabanie ma na myśli jedną z najsłynniejszych plaż świata. W Rio są trzy duże, przyciągające rzesze turystów plaże, jedna to właśnie najsłynniejsza Copacabana, druga to Ipanema znajdująca się trochę bardziej na zachód. Trzecia to Leblon, która właściwie jest kontynuacją Ipanemy, acz obie dzieli kanał. Wszystkie trzy plaże noszą nazwy dzielnic i tu warto dodać, że to najspokojniejsza i najbardziej turystyczna część Miasta Boga, przy okazji najdroższa. My przeszliśmy się tą najsłynniejszą, na pozostałe tylko rzuciliśmy okiem.

Ulica Peru, czyli miejsce z Bonda
Ulica Peru, czyli miejsce z Bonda

Okolica ta początkowo się nazywała Sacopenapã, co w języku Tupi oznacza „drogę socó”, przy czym socó to określenie gatunku niewielkiego ptaka. Obecna nazwa pochodzi z połowy XVIII wieku, kiedy to wybudowano kaplicę dla repliki obrazu Świętej Dziewicy z Copacabany (Virgen de Copacabana), która jest patronką Boliwii. Copacabana zaś to miasteczko nad Jeziorem Titicaca, nieopodal Isla del Sol i Isla de la Luna. Stąd też pochodzi słowo „copacabana” i są dwie możliwości jego znaczenia: albo wywodzi się z języka plemienia Aymara „ota kaguana” oznaczającego widok na jezioro albo jest imieniem bóstwa płodności – Kotakawana – z mitologii plemienia znad Titicaca. Kotakawana był bóstwem męskim, rzekomo zamieszkującym wody jeziora wraz ze swoim dworem. Jego rola przypominała grecką Afrodytę lub rzymską Wenus. Ta hipoteza o pochodzeniu nazwy Copacabana wydaje się o tyle prawdopodobna, że uzasadnia pojawienie się w tym miejscu Matki Boskiej, która często zastępowała bóstwa płodności, urodzaju i domowego ogniska.

Promenada Copacabana z charakterystycznymi falkami
Promenada Copacabana z charakterystycznymi falkami

Fort Copacabana

Plaża Copacabana ciągnie się przez cztery kilometry. Formalnie pomiędzy drugim a szóstym punktem ratowników wodnych. I tu ciekawostka, bowiem w szóstej wieży ratowników prawdopodobnie nigdy nie było żadnego ratownika. Oprócz tego na obu końcach plaży znajdują się forty: na północnym krańcu przed drugim punktem jest Fort Duque de Caxias z 1779 roku, zaś na południu za szóstym punktem znajduje się Fort Copacabana z 1914 roku. Fort ten jest otwarty do zwiedzania i pełni obecnie raczej rolę terenu spacerowego z małymi restauracyjkami. Choć cały czas jest to obiekt wojskowy. Są tu wystawione działa i mamy przede wszystkim wspaniały widok na całą plażę oraz wznoszącą się Głowę Cukru w tle.

Plaża Copacabana (Rio De Janeiro)
Plaża Copacabana

Wzdłuż plaży ciągnie się Avenida Atlântica, najważniejsza w Rio nadmorska promenada, przy której są najdroższe hotele, restauracje i puby, tutaj życie tętni w dzień i w nocy. Plaża to też bardzo spokoje miejsce. Są tam zarówno bary, jak i mnóstwo ludzi, jedni się opalają, inni bawią, jeszcze inni pływają bądź surfują. Ot taka idealna Brazylia. Sam deptak tej promenady został wykonany w tradycyjnym portugalskim stylu: wyłożony mozaiką drobnych płytek, które tworzą wzór, w tym przypadku zgeometryzowanych fal. Ten wzór pochodzi z lat 30. XX wieku, a w roku 1970 promenada wraz z deptakiem zostały przebudowane, zachowując charakterystyczną mozaikę. Natomiast na plaży było wiele osób, choć w tej porze roku nie widzieliśmy tłumów.

Fort Copacabana
Fort Copacabana

Copacabana na filmowo

Aleja Atlantycka została ładnie odwzorowana w filmie „Rio”, gdy Blue po raz pierwszy jedzie samochodem po mieście. Co więcej tu przez chwilę widzimy Jamesa Bonda w „Moonrakerze”. Miejsce zdjęciowe dość łatwo znaleźć, bowiem trzeba się udać do skrzyżowania z ulicą República do Peru. Znów w tym momencie jest to bardziej ujęcie uwiarygodniające Rio, niż wpływające na akcję. Copacabana została też wykorzystana w filmie „Miasto Boga”, a także w „Człowieku z Rio” z Jeanem-Paulem Belmondo. Tam też mamy piękne ujęcie z wychodzeniem za okno w jednym z hoteli. Z filmów warto wspomnieć o jeszcze jednej produkcji. „Szybcy i wściekli 5”, część akcji dzieje się w Rio, ale większość była kręcona w Puerto Rico. W samym Mieście Boga nakręcono jedynie ujęcia uwiarygodniające, czyli przede wszystkim te na których widać gdzieś w tle Głowę Cukru czy Jezusa.

Saara i trochę dalsze okolice Rua da Alfândega, czyli targ miejski
Saara i trochę dalsze okolice Rua da Alfândega, czyli targ miejski

Bezpieczeństwo w Rio de Janeiro

Na koniec warto jeszcze napisać o bezpieczeństwie w Mieście Boga. To temat rzeka i chyba dobrze ukazuje Brazylię jako całość. Choć władze miasta, zwłaszcza przy okazji igrzysk olimpijskich, starały się zrobić wszystko, by polepszyć bezpieczeństwo turystów, Rio wciąż spowite jest czarną legendą, nie bez powodu. W centrum z pewnością zobaczymy wielu żebrzących, czasem nawet bardzo mocno zaczepiających. W niektórych częściach miasta słychać strzały. Nawet w śródmieściu jest mnóstwo bezdomnych, niektórzy nawet śpią tuż pod hotelami. Turyści noszą plecaki na brzuchu, zaś fawele szybko nie będą bezpieczną atrakcją turystyczną. Jednocześnie rocznie przybywają tam miliony turystów. Większość z nich wraca bezpiecznie do domu. Na Copacabanie widzieliśmy ludzi, którzy zostawiają swoje telefony i portfele bez opieki i idą się kąpać w oceanie. Oba te obrazy współistnieją ze sobą i oba są prawdziwe. Bezpieczeństwo w Rio to mieszanka trzymania się utartych, turystycznych ścieżek, nie podejmowania ryzyka, ostrożności i odrobiny szczęścia. My na przykład mocno posiłkowaliśmy się Uberem.

Działa w forcie
Działa w forcie

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak brazylijski
Rio de Janeiro
Szlak filmowy
Rio de Janeiro